Prawie dwie trzecie Polaków stara się nie marnować żywności. Nadal jednak przeciętna polska rodzina wyrzuca co roku jedzenie warte ok. 3 tys. zł

Co czwarty Polak zmienił zwyczaje zakupowe artykułów spożywczych w trakcie pandemii. Podczas izolacji zakupy robiliśmy rzadziej, ale były one znacznie bardziej obfite, coraz częściej także zaczęliśmy gotować w domu – wynika z raportu „Gospodarowanie żywnością w trakcie pandemii”. Jednocześnie o 12 pkt proc. wzrósł odsetek osób, które świadomie starają się nie dopuścić do zepsucia się czy zmarnowania produktów spożywczych. Deklaruje to 62 proc. badanych. Wciąż jednak przeciętna czteroosobowa rodzina wyrzuca do kosza jedzenie warte ok. 3 tys. zł rocznie.

– Autoizolacja i praca zdalna spowodowały, że jesteśmy w domu dłużej, a część czasu możemy spożytkować na przygotowywanie wspólnych posiłków z rodziną, korzystać z internetowych porad internetowych gotowania. Więcej Polaków deklaruje, że zaczęło gotować żywność w domu. To, że restauracje są zamknięte, a posiłki serwowane są tylko na wynos, też podtrzymuje ten trend – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Dorota Jezierska, wiceprezeska Federacji Polskich Banków Żywności.

Badanie „Gospodarowanie żywnością w trakcie pandemii” przeprowadzone na zlecenie firmy McCormick i Federacji Polskich Banków Żywności wskazuje, że 27 proc. Polaków zmieniło zwyczaje odnośnie do zakupów spożywczych, a te związane z dietą i gotowaniem prawie co piąta osoba (19 proc.). Ponad 80 proc. robi zakupy rzadziej, jednak 52 proc. większe niż przed wybuchem pandemii. Co czwarta osoba zaczęła gotować nowe potrawy, a 21 proc. przygotowywać nowe wypieki, których wcześniej nie robiła. Co istotne, o 12 pkt proc. wzrósł odsetek osób, które starają się nie dopuścić do zepsucia i zmarnowania produktów spożywczych (50 proc. przed pandemią i 62 proc. w jej trakcie).

 Okazuje się, że niestety więcej żywności zmarnowało się poprzez nadmierne zakupy na początku pandemii. Myśleliśmy, że sklepy będą zamknięte, że będą ograniczenia w dostępie do artykułów spożywczych, więc tych zakupów zrobiliśmy bardzo dużo. Później mieliśmy w bankach żywności zapytania, co robić, jak np. mam bardzo dużo makaronu, czy mamy ciekawe przepisy na dania, żeby te produkty spożytkować – mówi Dorota Jezierska.

Zbyt duże zakupy zdarzyło się zrobić w trakcie pandemii większej grupie badanych niż przed nią (29 proc. vs. 19 proc.). Najczęściej wyrzucaliśmy owoce (17 proc.), warzywa (15 proc.) i pieczywo (12 proc.). Jak jednak przekonuje ekspertka, przy ocenie żywności warto pamiętać, że data przydatności do spożycia i zapis „należy spożyć przed” nie są równoznaczne, a nawet w przypadku upływu terminu żywność może wciąż nadawać się do spożycia.

– Data przydatności do spożycia, „należy spożyć do”, umownie możemy nazywać datą bezpieczeństwa. „Najlepiej spożyć przed” to data jakościowa. W pierwszym przypadku producent gwarantuje bezpieczeństwo do tej daty. Jeśli dzisiaj ten termin mija, to zanim wyrzucimy ten produkt, możemy organoleptycznie sprawdzić, czy nadaje się on do spożycia. Jeżeli chodzi o produkty „najlepiej spożyć przed”, to produkt po tym terminie również nadaje się do spożycia, jest bezpieczny, tylko może nie trzymać właściwości jakościowych – tłumaczy wiceprezeska Federacji Polskich Banków Żywności.

Według Boston Consulting Group każdego roku w Unii Europejskiej marnuje się 88 mln ton żywności, średnio 173 kg na osobę. Polska należy do niechlubnej czołówki – przeciętnie wyrzucamy aż 247 kg.

– Uczymy się szanować żywność, ale niestety w dalszym ciągu za 60 proc. marnowanej żywności odpowiadają gospodarstwa domowe – zauważa ekspertka. – W czteroosobowej rodzinie z marnowaną żywnością wyrzucamy co roku 2,5–3 tys. zł.

Wyrzucanie jedzenia ma aspekt nie tylko finansowy, ale i ekologiczny. Organizacja Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa podaje, że marnowanie żywności odpowiada za 8 proc. gazów cieplarnianych wyemitowanych na skutek działalności człowieka. Na każdy kilogram wyprodukowanej żywności do atmosfery wydziela się 4,5 kg CO2. Wyprodukowanie kilograma wołowiny wymaga zużycia 15 tys. litrów wody, a kilograma chleba – 1,6 tys. litrów wody.

– Jedna kanapka z serem wyrzucona do śmietnika to jest zmarnowane 90 litrów wody. W jaki sposób? Na każdym etapie – uprawy zboża, przygotowania produktów, w transporcie – używana jest woda – mówi Dorota Jezierska.

W skali kraju co roku marnujemy nawet 9 mln ton żywności. Jednocześnie blisko 2 mln osób głoduje.

– Marnowanie żywności, która mogłaby być spożyta przez człowieka, to też problem społeczny i etyczny. Trochę szkoda, że nie pamiętamy o tym, że kiedyś okruszek chleba się podnosiło z ziemi dla poszanowania. Mamy ogromny wybór produktów, co jest oczywiście cudowne, ale wybierajmy z głową, świadomie, nie impulsywnie – apeluje wiceprezeska Federacji Polskich Banków Żywności.

Branża pogrzebowa postuluje podniesienie kwoty zasiłku pogrzebowego. W dużych miastach opłata za miejsce na cmentarzu jest znacznie wyższa niż świadczenie z ZUS

– Kwota 4 tys. zł wystarcza na wszystkie usługi związane z pochówkiem świadczone przez firmę pogrzebową, ale problem pojawia się w przypadku opłaty za miejsce grzebalne. W dużych miastach, takich jak Warszawa, Kraków czy Gdańsk, jest ona kilkukrotnie wyższa niż zasiłek pogrzebowy – mówi Robert Czyżak, prezes Polskiej Izby Branży Pogrzebowej, i zaznacza, że świadczenie z ZUS powinno być mniej więcej dwukrotnie wyższe. Branża apeluje także o zmianę przepisów regulujących jej działalność, nie tylko ze względów bezpieczeństwa, lecz również ekonomicznych. Szara strefa to ok. 900 mln zł strat dla budżetu rocznie.

Jako Polska Izba Branży Pogrzebowej już od ponad trzech lat sugerujemy podniesienie zasiłku pogrzebowego, choćby ze względu na koszty związane z opłatami na cmentarzach – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Robert Czyżak.

Jak ocenia prezes PIBP, zasiłek pogrzebowy nie powinien być obecnie niższy niż 6–8 tys. zł. Na podobnym poziomie był jeszcze 10 lat temu. Od marca 2011 roku obniżono go z prawie 6,4 tys. zł (dwukrotności przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia obowiązującego w dniu śmierci) do 4 tys. zł. Tymczasem, jak wskazuje analiza FPP i CALPE, od stycznia 2015 roku do maja 2020 roku koszty pogrzebów wzrosły o ponad 14 proc.

Według raportu opublikowanego przez Federację Przedsiębiorców Polskich pt. „Branża pogrzebowa w Polsce. Diagnoza i wyzwania” wydatki z tytułu wypłaty zasiłków chorobowych w Polsce wyniosły w 2016 roku 1,89 euro w przeliczeniu na jednego mieszkańca (dane Eurostatu). Tak niska wartość wynika z tego, że uwzględniane w tym zestawieniu są jedynie wydatki na świadczenia przynależne z tytułu zgonu osoby ubezpieczonej (aktywnej zawodowo), nieuwzględniane są zaś świadczenia wypłacane z tytułu zgonu emeryta lub rencisty. Jednak większość krajów UE znalazła się jeszcze niżej w zestawieniu. Najwyższe świadczenia pogrzebowe były wówczas wypłacane we Francji, Grecji i Luksemburgu. W niektórych krajach świadczenia były na minimalnym poziomie, co ma związek m.in. z powiązaniem prawa do zasiłku z wysokością dochodu.

Również samo prawo pogrzebowe obowiązujące w Polsce jest archaiczne. Od dawna nie było istotnych nowelizacji prawa pogrzebowego i jest w nim wiele niedookreśleń – podkreśla prezes PIBP. – Czas pandemii uwypuklił problemy, z którymi branża pogrzebowa mierzy się na co dzień, stąd też nasze sugestie dotyczące zmiany przepisów. Przede wszystkim chodzi o bezpośrednią kontrolę nad firmami pogrzebowymi. Miałaby ona polegać na wydawaniu firmom zezwoleń na prowadzenie działalności gospodarczej, oczywiście z zachowaniem vacatio legis.

Zezwolenie mogłyby otrzymać tylko takie firmy, które posiadałyby odpowiednie zaplecze techniczne, minimum dwa karawany pogrzebowe i co najmniej czterech pracowników. Obecnie na rynku działają firmy jednoosobowe, które nie mają możliwości zorganizowania ceremonii pogrzebowych, a mimo to mają to w swojej ofercie.

Teraz często zdarza się tak, że takie firmy również odbierają zwłoki osób, które zmarły na COVID, nie w szpitalu, ale z domów prywatnych. Ze względu na to, że zatrudniają one przypadkowe osoby do pomocy, często w żaden sposób nieprzeszkolone, niezabezpieczone, transmisja wirusa jest według naszej oceny dużo wyższa i nad tym w tej chwili nikt nie ma kontroli – wyjaśnia Robert Czyżak.

Dodatkowo firmy te często działają w szarej strefie. Z szacunków Polskiej Izby Branży Pogrzebowej i FPP wynika, że w 2019 roku wartość pozafiskalnego obrotu w zakładach pogrzebowych przekraczała 400 mln zł, a w zakładach kamieniarskich – 840 mln zł. Część trumien (o wartości ok. 60 mln zł) produkowana jest z drewna pochodzącego z nielegalnych źródeł.

– Często w tych firmach pracują osoby, które nie są oficjalnie zatrudnione, a to wiąże się ze stratami w budżecie państwa. Jak oceniliśmy, to jest ponad 900 mln zł w skali roku. Te nieuczciwe firmy jednoosobowe rzucają cień na całą branżę – zaznacza prezes PIBP.

Jak wynikało z ubiegłorocznej analizy FPP i CALPE, w ograniczeniu szarej strefy mogłoby pomóc rozszerzenie obowiązku dokumentowania wydatków związanych z pogrzebem na wszystkie osoby, łącznie z członkami rodzin. W sposób automatyczny wyeliminowałoby to nieuczciwe podmioty, ponieważ brak faktur zamykałby drogę do otrzymania zasiłku pogrzebowego wypłacanego przez ZUS czy inne instytucje zabezpieczenia społecznego. To mogłoby przynieść dodatni wpływ do budżetu w kwocie 220 mln zł, co z kolei umożliwiłoby podniesienie kwoty zasiłku do 4,5 tys. zł.

W kryzysie inwestorzy szukają zysków na rynku dzieł sztuki. W ubiegłym roku jego wartość wzrosła o 30 proc.

Osiągnięta na aukcjach wartość dzieł sztuki, które w ubiegłym roku zmieniły właścicieli, była rekordowa, nie tylko w Polsce. Rynek ten okazał się nie tylko odporny na pandemię, ale wręcz się wzmocnił. – Często w czasach kryzysu pojawiają się lepsze obiekty, bo ktoś zmuszony sytuacją finansową musi je odsprzedać – mówi Michał Bolka z Desy Unicum. Pokusa inwestowania w tak wzrostowej branży jest silna, jednak eksperci radzą, by dzieła sztuki stanowiły uzupełnienie portfela, a niedoświadczonym inwestorom zalecają zaczynanie od aukcji o niższych wartościach.

– W czasach niepewności gospodarczej dzieła sztuki są bardzo dobrą inwestycją. Mówiąc kolokwialnie i bardzo prosto, w kryzysie zawsze ktoś ubożeje, a wtedy wysprzedaje dzieła sztuki. Ale też są tacy, którzy na kryzysie się bogacą, więc ruch na rynku sztuki jest – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Michał Bolka. – Dzieła sztuki zawsze będą dobrą inwestycją, bo to są dzieła niepowtarzalne, jedyne w swoim rodzaju, które często mają dużą wartość kulturową i historyczną.

Posiadacze oszczędności mają obecnie problem z takim ich ulokowaniem, by przyniosły realny lub choćby nominalny zysk. Stopy procentowe od 29 maja 2020 roku pozostają na minimalnym poziomie, a stopa referencyjna wynosi tylko 0,10 proc. Wciąż jest też przez członków Rady Polityki Pieniężnej podnoszony temat ewentualnej dalszej obniżki stóp. W obecnym składzie rady większość mają „gołębie”, czyli osoby bardziej skłonne obniżać stopy, niż je podnosić. A to oznacza, że niemal zerowe zwroty z depozytów mogą być jeszcze niższe lub banki w ogóle przestaną oferować lokaty.

Niepewna sytuacja na rynkach spowodowana pandemią sprawia, że nie wiadomo, jak potoczą się losy akcji i obligacji. Także tak lubiane przez Polaków nieruchomości są w tej chwili wątpliwą inwestycją, bo ceny mieszkań wciąż są wysokie, a ceny wynajmu spadły. W tej sytuacji wielu inwestorów szuka alternatywnych sposobów inwestowania. Dzieła sztuki to jedna z możliwości.

– To jest wszystko indywidualna kwestia, jakie stopy zwrotu się pojawią. Na rynku sztuki widzimy pewnego rodzaju mody, tendencje. Bywa tak, że rzeczywiście obraz kupiony kilka–kilkanaście lat temu za kilka tysięcy obecnie ma wartość kilkunastu czy nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych, bo nastąpiła moda na danego artystę – opisuje przedstawiciel Desy Unicum. – Z naszych obserwacji wynika, że od ponad 30 lat, czyli właściwie od początku polskiego rynku sztuki, ceny obrazów cały czas rosną. Polski rynek się rozwija i to w bardzo dużym tempie. Jego wartość w roku 2020 w porównaniu do 2019 wzrosła o prawie 30 proc. Myślę, że jest jeszcze ogromne pole do rozwoju.

Według portalu Artinfo w 2020 roku wartość polskiego rynku sztuki wyniosła 380,4 mln zł wobec 294,9 mln zł w 2019 roku. To wzrost o przeszło 85 mln zł – największy w historii. Przeprowadzono łącznie 467 aukcji, na których wylicytowano niemal 22 tys. obiektów. Najdroższym dziełem sztuki współczesnej i najdroższym w historii polskiego rynku okazał się obraz „M22” Wojciecha Fangora namalowany w 1969 roku. Nabywca zapłacił za niego ponad 7,3 mln zł. Z kolei w segmencie sztuki dawnej rekordzistą okazał się o 97 lat starszy „Portret prof. dr. Karola Gilewskiego” pędzla Jana Matejki, sprzedany za niemal 7 mln zł. „Czytająca I” Tamary Łempickiej z 1951 roku poszła pod młotek za 4,5 mln zł, co uczyniło ja najdroższym polskim obrazem namalowanym przez kobietę. Według Michała Bolki to jednak nie wizja zwrotu z inwestycji powinna być główną motywacją do zakupu.

– Według najnowszych badań, i to moim zdaniem jest podstawą, ponad 70 proc. osób, które biorą czynny udział na rynku sztuki, kupuje dany obraz, bo im się podoba. Myślę, że to jest czynnik, który powinien decydować o tym, czy dany obraz mamy w swojej kolekcji. Obraz przede wszystkim powinien cieszyć oko i sprawiać nam radość. Natomiast kwestie inwestycyjne, choć oczywiście są bardzo ważne, moim zdaniem powinny być drugorzędne – tłumaczy.

Jak w przypadku każdej inwestycji wybór nabytku wymaga doświadczenia i znajomości rynku. Dlatego ekspert odradza początkującym w tej dziedzinie uczestnikom startowanie w aukcjach z najwyższej półki. Wręcz przeciwnie – proponuje naukę na możliwie nisko wycenianych przedmiotach.

– Dzieła sztuki przede wszystkim powinny być jednym z elementów portfela. Najlepszym rozwiązaniem jest przyjrzenie się aukcjom, które mają najmniejszą wartość finansową, czyli aukcje młodej sztuki czy grafiki. Tam ceny wywoławcze z reguły są w okolicach 1 tys. zł i warto się przyjrzeć, jak cały mechanizm rynku sztuki funkcjonuje – radzi przedstawiciel Desy Unicum. – Należy zacząć od niższych progów cenowych, żeby później brać udział w tych najbardziej spektakularnych i najlepszych aukcjach. Aukcje młodej sztuki uczą, jak brać udział w aukcjach, jak te licytacje przebiegają i orientować się, jakie notowania ma dany artysta, w jakich progach czy estymacjach cenowych jego dzieła się sprzedają.

Gigantyczny awans polskiej administracji w światowym rankingu cyfryzacji. Co najmniej 50 proc. urzędów ma już wdrożone e-usługi

Polska w dwa lata wskoczyła z 31. na 9. miejsce w światowym rankingu ONZ w zakresie cyfryzacji administracji. Już dziś dzięki rozwojowi e-usług Polacy mogą bez wychodzenia z domu załatwić wiele spraw, po które do tej pory musieli stać w kolejkach do urzędów. Zaczynając od wysyłania pism, uzyskania odpisu aktu stanu cywilnego, przez zgłoszenie urodzenia dziecka czy sprawy meldunkowe, po uzyskanie dowodu osobistego i zgłoszenie darowizny. Kluczowe jest przeniesienie administracji do chmury, tak aby dokumenty mogły przepływać pomiędzy urzędami bez zakłóceń, a petent nie musiał drukować pism. W ciągu kilku lat tego typu rozwiązania będą standardem.

– Za 5–10 lat petent powinien większość swoich spraw załatwić poprzez swój telefon, smartfon, smartwatch, może przez jakieś inne urządzenie, które będzie wtedy dostępne. To, co się musi zmienić, na co czeka administracja, to to, żeby te dokumenty między urzędami mogły przepływać bez wiedzy urzędników, żebyśmy my składając wniosek, wysłali go jednym kliknięciem do kolejnego urzędu, aby tam został rozpatrzony. To jest przyszłość – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Sławomir Hemerling-Kowalczyk, członek zarządu Sputnik Software, prezes GIAP.

Według najnowszego wskaźnika e-partycypacji, stosowanego przez Organizację Narodów Zjednoczonych, Polska zajmuje dziewiątą pozycję w rankingu, awansując w dwa lata z 31. pozycji. Wskaźnik ten określa poziom dostępu obywateli do informacji i usług publicznych za pośrednictwem technologii cyfrowych i telekomunikacyjnych. Kolejnym krokiem w cyfryzacji administracji będzie Chmura Krajowa, czyli miejsce, do którego cała administracja publiczna na określonych warunkach będzie mogła przekazywać swoje dane i systemy. Rozwiązanie ma być uruchomione pod koniec I kwartału 2021 roku. Pozwoli to uwolnić serwery urzędowe, umożliwiając lepszy przepływ dokumentów i jednocześnie zapewniając odpowiedni poziom bezpieczeństwa danych.

– W tej chwili przez to, że systemy są rozproszone, nie jesteśmy w stanie zapewnić odpowiedniego bezpieczeństwa. To, co będzie najważniejsze w nowej perspektywie, to bezpieczeństwo. Mamy coraz więcej ataków, coraz więcej takich prób, chociażby atak na CD Projekt, jest też więcej prób ataków na jednostki publiczne. Pojedyncze miasto czy jednostka nigdy nie zapewni takiego bezpieczeństwa jak organizacja na poziomie Chmury Krajowej – podkreśla ekspert Sputnik Software.

Polacy pokochali e-administrację, choć nadal jest dużo do zrobienia w tym obszarze. W szczególności w dostępie do cyfrowych kanałów łączności z urzędami przez osoby starsze. Z danych Kancelarii Premiera wynika, że już 9 mln Polaków posiada Profil Zaufany. Jeszcze w 2018 roku dostęp ten posiadało niecałe 1,5 mln osób. Z kolei ponad 2 mln zainstalowało już aplikację mObywatel, pozwalającą m.in. na digitalizację dokumentów osobistych. Tylko w 2020 roku Polacy wysłali do urzędów 1,5 mln elektronicznych pism, a za pośrednictwem e-usługi „Uzyskaj dowód osobisty” wniosek o dokument zgłosiło ponad 333 tys. obywateli. Zainteresowanie e-usługami wynika po części z pandemii koronawirusa.

– Poprzednia perspektywa Unii Europejskiej skupiała się na e-usługach, czyli na tym, żebyśmy mogli zamiast iść do urzędu, nasze sprawy załatwić poprzez internet. Pokazuje to świetnie wzrost liczby Profili Zaufanych, który odnotowujemy w ostatnich latach. Jednak portale czy usługi do tej pory były w niewielkim stopniu wykorzystywane przez obywateli. Tutaj zmianę przyspieszyła pandemia COVID-19, zmobilizowała nas do tego, żebyśmy zaczęli korzystać ze zdalnej formy komunikowania się z urzędem, więc e-usługi zaczęły żyć – tłumaczy Sławomir Hemerling-Kowalczyk.

Ważnym aspektem jest jednak mobilizacja obywateli. Samo posiadanie Profilu Zaufanego czy też aplikacji mObywatel nie oznacza, że będzie się z nich korzystać aktywnie. Kluczową kwestią będzie przepływ dokumentów pomiędzy urzędami, aby Polacy nie musieli wysyłać jednego pisma cyfrowo, a następnie do kolejnego urzędu zanosić go w formie papierowej. Druga kwestia to odpowiednie przygotowanie urzędów na tę cyfrową rewolucję.

– Co najmniej 50 proc. urzędów w Polsce posiada wdrożone niektóre e-usługi. Bardzo duża liczba usług jest realizowana na poziomie centralnym, około 90 proc. czynności, które wykonuje przeciętny obywatel, można dokonać za pomocą krajowych systemów, chociażby ePUAP czy e-Obywatel – wskazuje prezes GIAP.

Roboty chirurgiczne przyszłością kardiochirurgii. Opracowane przez Polaków rozwiązanie wciąż nie doczekało się komercjalizacji

Polski robot chirurgiczny mógłby być kilkakrotnie tańszy niż znany na całym świecie robot Da Vinci. Chociaż powstały już działające prototypy robota Robin Heart, wciąż nie doczekał się on debiutu rynkowego. Tymczasem coraz więcej procedur medycznych może być przeprowadzanych przez roboty. Przyszłością medycyny będą urządzenia w pełni autonomiczne. Już dziś operacje można z powodzeniem przeprowadzać w pełni zdalnie.

– Idea tego, żeby chirurg mógł spokojnie usiąść w konsoli, miał powiększony obraz na monitorze, również przestrzenny, i mógł operować, poruszając zadajnikami ruchu, które powodują odpowiedni efekt ruszania narzędziami, była piękna i użyteczna. Stąd ruszyliśmy w projekt Robin Heart, czyli robot dla serca. To był czas, w którym również na świecie rozpoczynały się te doświadczenia. Zeus i Da Vinci dopiero wtedy raczkowały – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje dr hab. n. med. Zbigniew Nawrat, profesor Instytutu Protez Serca Fundacji Rozwoju Kardiochirurgii.

Robot Robin Heart powstał w kilku wersjach: z niezależną podstawą, z dwoma ramionami, sterujący endoskopem, a nawet trójramienny, który może wykonywać pracę za dwóch kardiochirurgów i asystenta kierującego torem wizyjnym.

– Opracowaliśmy taki system, żeby przynajmniej niektóre operacje można było przeprowadzić przy pomocy jednej osoby, która siedzi za konsolą i przełącza odpowiednio funkcje. Co więcej, narzędzia, które są montowane na tym robocie i każdym naszym następnym, były mechatroniczne, które można było ściągnąć i włożyć w uchwyt w dłoni i sterować nimi jak mechatronicznymi narzędziami – dodaje Zbigniew Nawrat.

W założeniu Robin Heart miał być polską, wielokrotnie tańszą alternatywą dla znanego na całym świecie robota Da Vinci. Chociaż sprzęt powstał w kilku wersjach, żadna z nich nie trafiła ostatecznie do sprzedaży. Nie oznacza to jednak, że Polacy zaprzestali rozwijać rozwiązania robotyczne w dziedzinie kardiochirurgii.

– Ciągle liczę na to, że roboty chirurgiczne jednak się pojawią. Prof. Zbigniew Religa pokazywał nam, gdzie ta interwencja mogłaby pomóc lepiej, sprawniej leczyć najtrudniejszych pacjentów. Pierwszym zagadnieniem, które rozwiązaliśmy, oczywiście było sztuczne serce. Powinny powstawać jednak kolejne pompy, działające na innej zasadzie, pozwalające również nadzorować pacjentów w domu. Jesteśmy do tego przygotowani, mamy już opracowaną technologię – zaznacza naukowiec.

Roboty sprawdzają się jednak nie tylko w kardiochirurgii. Chińscy lekarze za pomocą narzędzi stworzonych do przeprowadzania zdalnie zabiegów chirurgicznych wszczepili urządzenie stymulujące do mózgu pacjenta z chorobą Parkinsona. Odległość między operującym lekarzem a pacjentem wynosiła ponad 3 tys. km. Przyszłością medycyny będą natomiast w pełni autonomiczne roboty. Za naukowcami są już pierwsze udane próby przeprowadzone na zwierzętach.

Choć Polakom nie udało się jak na razie osiągnąć wdrożenia robota chirurgicznego, to mamy wiedzę i naukowcami na światowym poziomie. Problemem pozostaje finansowanie projektów.

– Nadzorujemy część projektu europejskiego DIH-HERO: Robotics in Healthcare i widzimy, jakie jest porównanie polskich i zagranicznych zespołów. Naprawdę nie ma się czego wstydzić. Kapitał ludzki i możliwości są, jednak oczywiście mamy mniejsze możliwości finansowe. Jeszcze przez wiele lat będzie nam trudno wejść na rynek i wprowadzić światową markę. Pieniądze cały czas gdzieś są, tylko nie trafiają w te miejsca, w których można byłoby osiągnąć efekt powstania polskiej marki – wskazuje dr hab. Zbigniew Nawrat.

Automatyzacja procesów związanych z przeprowadzaniem interwencji medycznych staje się koniecznością – z jednej strony z uwagi na możliwość wyeliminowania czynników ryzyka, takich jak błąd ludzki, a z drugiej z uwagi na coraz skromniejsze zasoby kadrowe szpitali. Według Association of American Medical Colleges, do 2033 roku w samych tylko Stanach Zjednoczonych wytworzy się luka kadrowa obejmująca nawet około 140 tys. lekarzy.

Jak wybrać najlepszego brokera Forex?

Planujesz wejść na rynek Forex? Zanim zaczniesz zarabiać na handlu walutami, poszukaj odpowiedniego brokera. Sprawdź, jak znaleźć najlepszego brokera Forex i czym powinieneś kierować się przy jego wyborze.

Kim jest broker Forex?

Broker Forex to instytucja finansowa, za której pośrednictwem prywatni inwestorzy mogą inwestować na rynku walutowym. Tylko posiadając odpowiedni rachunek u wybranego brokera będziesz w stanie kupować i sprzedawać aktywa na Forexie.

Co ważne, wyróżnia się 3 rodzaje brokerów Forex. Są to:

  • Market Maker, czyli broker MM,
  • Electronic Communication Network, czyli broker ECN,
  • Straight Through Processing, czyli broker STP.

Czym jest rynek Forex?

Rynek Forex to inaczej rynek walutowy, który służy do sprzedawania, kupowania i wymiany walut. A mówiąc dokładniej, na Forexie dochodzi do handlu parami walutowymi.

Rynek walutowy Forex to rynek OTC, czyli Over the Counter, w którym transakcje przeprowadzane są poza parkietem giełdy. Warto także dodać, że Forex to najbardziej płynny i zarazem największy rynek na świecie. Około 90% przeprowadzanych transakcji ma charakter spekulacyjny, co wiąże się z ciągle zmieniającymi się cenami walut.

Jakie są najważniejsze opłaty w handlu na rynku Forex?

Handel na rynku Forex wiąże się z określonymi opłatami. Są to przede wszystkim:

  • spready,
  • koszty transakcji.

Spread to opłata, która wiąże się z zajęciem pozycji przez tradera. Naliczana jest raz za każda transakcję w obie strony, czyli za zakończoną transakcję kupna i sprzedaży. Wielkość spreadu jest różna w zależności od pary walutowej, a pary główne mają na ogół niższy spread niż pary egzotyczne.

Z kolei pisząc o kosztach transakcji mamy na myśli wszelkie prowizje od dokonanych transkacji, które nalicza broker Forex. Na ogół brokerzy oferują inwestorom jedną z dwóch opcji:

  • wyższy spread i brak prowizji
  • niższy spread i prowizja od każdej transakcji.

Która z nich jest lepsza? To już zależy od indywidualnej sytuacji inwestora, dlatego obie opcje warto dokładnie przeanalizować. Poza tym broker Forex będzie naliczał opłaty za samo posiadanie rachunku do handlu na rynku Forex.

Czym powinien charakteryzować się najlepszy broker forex?

Dobry broker Forex to podstawa zyskownego inwestowania na rynku Forex. A czym należy kierować się przy wyborze brokera? Przede wszystkim handel na rynku Forex powinien być bezpieczny, dlatego wybierz brokera, który posiada odpowiednie licencje i zezwolenia na prowadzenie działalności w Unii Europejskiej. Zwróć także uwagę na wszelkie opłaty i wysokość prowizji, jakie broker Forex zamierza pobierać.

Poza tym warto wybrać brokera Forex, który oferuje szereg dodatkowych usług. Z pewnością przyda się możliwość skorzystania z konta demo, aby przekonać się jak działa dany rachunek maklerski. Do tego dochodzi aplikacja mobilna, która pozwala kontrolować transakcje z dowolnego miejsca i o dowolnej porze.

Ogromnym plusem brokera Forex są także szkolenia i poradniki, z których można uczyć się, aby jak lepiej wykorzystać potencjał rynku Forex. Kluczowy jest także dostęp do nowoczesnych narzędzi analitycznych i licznych raportów. Stanowią one nieocenione źródło danych o świecie finansowym i pomagają podejmować trafniejsze decyzje inwestycyjne.

Gdzie szukać informacji o brokerach forex?

Wybór brokera Forex to niełatwe zadanie, ale jest jeden sposób, aby szybko i wygodnie znaleźć najlepsze rozwiązanie. Jest nim aktualny ranking brokerów forex na stronie kontomaniak.pl, dzięki któremu wygodnie porównasz poszczególne oferty.

Rynek Forex przyciąga coraz większą liczbę inwestorów, a co za tym idzie i brokerów, którzy umożliwiają transakcje na rynku walut. Warto poświecić nieco czasu, aby wybrać najlepszego z nich, dzięki któremu inwestowanie stanie się łatwiejsze, wygodniejsze, a przede wszystkim bardziej zyskowne.

Sytuacja na rynku faktoringu w czasie pandemii

Z perspektywy niezależnej agencji faktoringowej, obsługującej przede wszystkim małe i średnie przedsiębiorstwa, zauważyć należy spore wahania popytu na usługi faktoringowe w ciągu minionego roku 2020 i pierwszych tygodni roku 2021 – komentuje Jarosław Grygiel, Dyrektor krajowy Credstep Poland Sp. z o.o.

Na tradycyjną dla branży sezonowość, skutkującą spadkiem wolumenów sprzedażowych w sezonie letnim, nałożyły się jeszcze miesiące nadpłynności finansowej u wielu przedsiębiorców, którzy mieli możliwość skorzystania z pomocy publicznej i szeregu dotacji przeciwdziałających skutkom pandemii wirusa C-19. Tym niemniej jednak środki pomocowe służyły przedsiębiorcom przede wszystkim do okresowego utrzymania miejsc pracy i zapewnienia ciągłości działalności, co z kolei objawiło się w odradzającym się zapotrzebowaniu na faktoring w 4-ym kwartale roku 2020. Wielu graczy z segmentu finansów B2B, w tym Credstep Poland, odnotowało wówczas rekordy sprzedażowe w związku ze zwiększonym zapotrzebowaniem na zapewnienie ciągłości łańcucha dostaw w warunkach niezakłóconej płynności finansowej. Z kolei początek roku 2021 dał się odczuć jako okres zimowego letargu i postświątecznego spowolnienia obrotów.

 

Wspólny dla całego kraju okres ferii zimowych skutkował oderwaniem wielu przedsiębiorców od rutyny obrotu gospodarczego, zaś zgłaszający się wówczas klienci sygnalizowali zapotrzebowanie przede wszystkim na faktoring zakupowy, związany z potrzebą uzupełnienia zapasów i zatowarowania się na spodziewany okres uwolnienia dystrybucji od dotychczasowych ograniczeń, w postaci otwarcia centrów handlowych. Styczeń 2021 w statystykach to także większy popyt na dyskretną, bo nienotyfikowaną formę faktoringu, co z kolei można wiązać z występującą po stronie przedsiębiorców niechęcią do ujawniania wobec kontrahenta faktu korzystania z usług zewnętrznego dostawcy finansowego.

Podsumowując, perspektywa minionych 12 miesięcy kalendarzowych przyniosła ponad standardowe wahnięcia popytu na usług faktoringowe, zdecydowanie wykraczające poza zwykłą sezonowość, co mogło konsternować wielu faktorów. Tym niemniej nieregularność podaży usług faktoringowych w dobie pandemii zapewne zakończy się w drugim kwartale roku bieżącego, kiedy krajowi przedsiębiorcy będą musieli rozliczyć się z otrzymanej pomocy publicznej. Konieczność zwrotu części otrzymanych środków skieruje wówczas do agencji faktoringowych świadomą ryzyka płynności finansowej część przedsiębiorców.

Trendy, które przeobrażą rynek mieszkaniowy w Polsce

Oto główne trendy, które spowodują konieczność dostosowania się do nowych zasad i znacząco zmienią rynek deweloperski w naszym kraju. Wygranymi zmian będą ich prekursorzy, firmy z wizją i horyzontami, które już dziś przygotowują swoją strategię na nadchodzącą przyszłość.

Demografia – zyska segment premium i modne lokalizacje

W 2040 r. zostanie nas już 35 milionów, a jeśli nie podniesiemy dzietności, to postępujący proces doprowadzi do tego, że za 80 lat będzie nas o 10 mln mniej – wynika z prognoz Eurostatu. Kurczenie się polskiego społeczeństwa spowoduje, że w ciągu najbliższej dekady rozpocznie się rewolucja majątkowa. Już za 20 lat dorobek przeciętnej rodziny wzrośnie do ponad 860 tys. zł. Polacy zaczną się gwałtownie bogacić, a spadki dziedziczone po naszych bliskich będą nawet trzykrotnie większe niż dziś. Łatwo zaobserwować tu postępujący proces wzrostu liczby nieruchomości per capita. Statystyki demograficzne są często pomijanym, ale istotnym czynnikiem, który wpływa na długofalową wycenę i analizę, jakie rodzaje nieruchomości będą atrakcyjne w przyszłości. W kolejnej dekadzie deweloperzy nadal będą mogli liczyć na hossę przy jednoczesnym wzroście znaczenia atrakcyjnych demograficznie lokalizacji, wyższych standardów lokalowych, innowacyjnych technologii i budowania w nowych ekologicznych normach. Obecnie, wg różnych prognoz na rynku wciąż brakuje od 2,3 do 3 milionów mieszkań. Wpływają na to różne czynniki i zaszłości z czasów powojennych i socjalistycznej historii Polski, jednak również zmiany modelu życia, wzrostu standardów metrażowych, imigracja, itd. Dzisiejsze “premium” dla przyszłych pokoleń stawać się będzie normą. Analizując długofalowe trendy widać, że nie warto inwestować w mniejsze miejscowości, które nie przyciągają dobrą infrastrukturą, zapleczem uniwersyteckim czy łatwością zdobycia pracy. Inwestorzy długoterminowi wybierają stolice i inne duże aglomeracje. Nawet jeśli liczba ludności w kraju ogólnie spadnie, wraz z urbanizacją, powinny one nadal dobrze sobie radzić. Na znaczeniu zyska Trójmiasto, ostatnio Gdynia zajęła drugie miejsce w prestiżowym globalnym rankingu “miast przyszłości”- FDI Global Cities of the Future 2021/2022. W najnowszej edycji rankingu przygotowywanego przez FDI związanego z brytyjskim dziennikiem „The Financial Times”, w kategorii „FDI Strategy – Mid-Sized and Small Cities” na piątej pozycji miast z całego świata znalazło się też Trójmiasto.

Zrównoważony rozwój, CSR i PPP – kluczem do rozwoju

Budownictwo odpowiada aż za 39% emisji dwutlenku węgla do atmosfery. Eco CSR w urbanistyce społecznej to jeden z priorytetów przyszłości, z czego najważniejszym jest wspieranie procesów zrównoważonego rozwoju. Ważnym jest dzielenie się doświadczeniami prawnymi, biznesowymi i technologicznymi. Ale także pomaganie w zdobywaniu lepszej edukacji i kształtowaniu wspólnej przestrzeni miejskiej, aby budować ekologicznie i z myślą o ratowaniu naszej planety. CSR staje się obowiązkowym elementem strategii sektora nieruchomości. Branża deweloperska coraz częściej uwzględnia potrzeby otoczenia, w którym planuje inwestycję, dbając tym samym o samopoczucie przyszłych mieszkańców. W ub. roku Komisja Europejska przedstawiła plan obniżenia emisji gazów cieplarnianych w UE o co najmniej 55% do 2030 roku (w stosunku do poziomu z 1990 roku). Celem długofalowej strategii nazywanej Europejskim Zielonym Ładem jest osiągnięcie neutralności klimatycznej już w 2050 roku. Pamiętajmy też o podpisanym przez 189 państw (w tym Polskę) 5 lat temu porozumieniu paryskim. Jego priorytetami są m.in. ograniczenie wzrostu globalnej temperatury oraz osiągnięcie neutralności węglowej do 2050 roku. W/g Banku Światowego partnerstwo publiczno-prywatne (PPP) może być narzędziem zapewniającym lepszą jakość usług infrastrukturalnych dla większej liczby osób. Dobrze zaprojektowane i wdrożone w zrównoważonym środowisku regulacyjnym projekty, PPP mogą zapewnić wzrost wydajności i zrównoważony charakter świadczenia usług publicznych, takich jak energia, transport, telekomunikacja, gospodarka wodna, opieka zdrowotna i edukacja. PPP mogą również umożliwić lepszą alokację ryzyka między podmiotami publicznymi i prywatnymi. Niestety w Polsce, pomimo wielu prób dotąd nie udało się spopularyzować idei partnerstwa publiczno-prywatnego, które w ostatnich latach wynosiło jedynie 1 procent ogólnej wartości zamówień publicznych. Jednak PPP jest niezwykle przyszłościowym narzędziem z dużym potencjałem rozwoju i popularnością w wielu krajach świata. Najbardziej spektakularnym przykładem PPP w Europie była budowa tunelu pod Kanałem La Manche.

Prefabrykacja i wzrost zastosowania drewna

Choć w naszym kraju znów powraca do łask, to kojarzona jest z epoką wielkiej płyty w PRL-u i budowy rekordowych ilości mieszkań ponad 40 lat temu za czasów Edwarda Gierka. Jednak porównanie tego okresu z obecną prefabrykacją, to jak zestawienie Poloneza wyprodukowanego w ówczesnym FSO z dzisiejszą Teslą. Współczesne prefabrykaty są ekologiczne, dają niezwykłą precyzję, wysoką jakość i co ważne oszczędność czasu. Wpływa to na skrócenie cyklu operacyjnego, a więc i wzrost wskaźnika rentowności inwestycji deweloperskich. Budowanie z prefabrykatów wymaga mniejszej liczby pracowników, budowa pochłania dwukrotnie mniej czasu niż tradycyjna technologia i jest dokładniejsza. Również niedobór wykwalifikowanych pracowników budowlanych przy nagromadzeniu inwestycji w gospodarce oraz pełnych portfelach zamówień dla generalnych wykonawców i podwykonawców, a zatem wzrost kosztów produkcji sprawiły, że w ciągu zaledwie kilku lat polski rynek prefabrykacji betonowej podwoił swoją wartość wskazując na jej dalszy rozwój i popularność niczym ta notowana do lat na rynkach Europy Zachodniej. Prefabrykaty to nie tylko budownictwo wielorodzinne, ale i jednorodzinne, a także komercyjne: biurowce, hale magazynowe i produkcyjne, hotele, obiekty użyteczności publicznej, rolnictwo, itp. Wzrasta także popularność prefabrykacji wykorzystywanej do wykończenia wnętrz. Z roku na rok na znaczeniu zyskują także domy montowane z ekologicznych prefabrykatów drewnianych. Nowe technologie rozwiną budowę konstrukcji drewnianych dla wysokościowców, z których już buduje się w wielu miastach świata np. Amsterdamie, Pradze czy Paryżu. Drewniano-hybrydowe budynek mieszkalny i biurowe staną się normą. Liderzy budowlani już mocno inwestują w technologie konstrukcyjne i modułowe oparte na drewnie. Na przykład najważniejszą zaletą drewna CLT jest trwałość, fakt bycia materiałem odnawialnym i jego trwałość a także znaczna poprawa warunków zastosowań budowlanych.

Przejrzystość procedur to zmiany prawne i cyfryzacja

Potrzebujemy reformy systemu planowania i zagospodarowania przestrzennego. Dobre prawo może wpływać na skrócenie długość cyklu operacyjnego inwestorów oraz lepszą dostępność gruntów. Planowanie przestrzenne to coś, dzięki czemu kreowane jest nasze otoczenie. Właśnie w oparciu o ustawę o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym powinny powstawać miejskie plany zagospodarowania przestrzennego. Po reformie, na terenach, dla których nie uchwalono planu zabudowy, mają obowiązywać określone w nowej ustawie standardy urbanistyczne. Podczas opracowywania dokumentów planistycznych, bardzo ważne jest zaangażowanie społeczne mieszkańców. Obecny brak miejscowych planów jest czynnikiem blokującym rozwój inwestycji, a potęgowanym skomplikowanymi i niejasnymi procedurami. Wzrasta też obszar i zakres cyfryzacji formalności budowlanych. Wkrótce o pozwolenie na budowę będzie można ubiegać się online, a to pierwszy etap reformy cyfryzacji formalności. W przyszłości przewiduje on, by inwestorzy prowadzili elektroniczny dziennik budowy – najpierw w wersji webowej, a potem w formie aplikacji na urządzeniach mobilnych. Uruchomione zostaną internetowe konta inwestorów, które umożliwią podgląd, na jakim etapie jest postępowanie czy trzeba przesłać dodatkowe dokumenty, etc.

Fundusze REIT i wzrost znaczenia najmu instytucjonalnego

Polscy inwestorzy, zarówno indywidualni, jak i instytucjonalni wciąż mają bardzo ograniczone możliwości inwestowania i realizowania zysków na rynku nieruchomości. Ten stan może zmienić wprowadzenie systemowych i sprawdzonych rozwiązań, z wielką korzyścią dla polskich inwestorów indywidualnych i naszej gospodarki. Na największym rynku nieruchomości w Europie, czyli w Niemczech, gdzie około połowa zlokalizowanych nieruchomości ma charakter mieszkaniowy, fundusze specjalne i REIT-y zajmują większość udziałów w całości inwestycji mieszkaniowych. Jest to trend, który spowoduje dalszy rozwój wynajmu instytucjonalnego w Polsce. Trwają prace nad ustawą dot. polskich funduszy REIT. W Europie (bez Wielkiej Brytanii) jest ich już 151 o łącznej kapitalizacji rynkowej 420 mld USD, a na Wyspach Brytyjskich 56 o kapitalizacji 89,5 mld USD. REIT-y w USA posiadające łącznie ponad 3,5 bln USD aktywów to popularne na świecie rozwiązanie, które działa też w 40 krajach. W Polsce w posiadaniu zagranicznych REIT-ów są nieruchomości komercyjne o wartości 64 mld euro. Niestety, udział rodzimego kapitału jest mniejszy niż 5 procent. Na zachodzie REIT-y zapewniają konkurencyjne i całkowite stopy zwrotu w oparciu o wysokie, stabilne dochody z dywidend i długoterminowy wzrost wartości kapitału. REIT-y mogą stanowić nową opcję inwestowania w nieruchomości w Polsce, które zmienią dotychczasowe zachowania mniejszych inwestorów indywidualnych, dając im możliwość zarabiania w innej formie niż znany dotychczas zakup nieruchomości i jej odsprzedaż lub wynajem.

Nowe warunki ekonomiczne i procesy demograficzne zmieniającego się otoczenia niosą za sobą przekształcenia w wielu obszarach życia czy gospodarki. Nie bez znaczenia jest też transformacja technologiczna i społeczna. Te wszystkie czynniki spowodują w przyszłości wiele zmian na naszym ryku nieruchomości i wpłyną na transformację naszego otoczenia. Już dziś obserwujemy początki wielu z opisanych w moim materiale procesów.

Autor: Adam Białas, ekspert rynku nieruchomości, dziennikarz biznesowy, menedżer agencji komunikacji i marketingu.

Młode firmy też mogą skorzystać z pomocy

Nowe rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 26 lutego 2021 r. w sprawie wsparcia uczestników obrotu gospodarczego poszkodowanych wskutek pandemii COVID-19 (Dz.U 2021 r. poz.371) daje możliwość porównania spadku przychodów firmy do września 2020 r., czyli do ostatniego miesiąca w którym nie wprowadzono znaczących ograniczeń w prowadzeniu działalności gospodarczej z uwagi na epidemię COVID-19. Postulował o to Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców.

Poprzednie rozporządzenie, choć formalnie dawało możliwość skorzystania z wsparcia młodym firmom, to było w tym względzie dalece niedoskonałe.

– Zostało one skonstruowane tak, że przedsiębiorcy musieli porównywać ze sobą miesiące w którym zakazano im działalności. Większość przedsiębiorców nie było więc w stanie wykazać 40% spadku przychodów – komentuje Adam Abramowicz, rzecznik małych i średnich przedsiębiorców.

Rzecznik MŚP, niezwłocznie po opublikowaniu poprzedniej wersji rozporządzenia, zwracał uwagę na ten problem. W piśmie do Wicepremiera, Ministra Rozwoju, Pracy i Technologii z dn. 1 lutego 2021 r., zaproponował, aby można było porównywać spadki obrotów do miesiąca września 2020 r.

Nowe rozporządzenie, z dn. 26 lutego 2021 r., daje możliwość porównania obecnych przychodów do września 2020 r., czyli do ostatniego miesiąca, gdy obowiązywały niewielkie obostrzenia epidemiczne. Dzięki temu wiele firm, które powstały dopiero w 2020 roku może liczyć na zwolnienie ze składek ZUS, świadczenie postojowe, czy dopłatę do wynagrodzeń pracowników. Co istotne rozporządzenie daje możliwość uzyskania wsparcia także za grudzień i styczeń. Dzięki nowemu rozwiązaniu także „młode” firmy będą mogły otrzymać rekompensatę za ograniczenia, bądź zamknięcie prowadzonej przez nich działalności gospodarczej, o co walczył Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców.

– Cieszy nas, że Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii wsłuchało się w głos przedsiębiorców i nasze uwagi zostały uwzględnione – podsumowuje Adam Abramowicz.

Płynność finansowa jako wyzwanie dla krajowego sektora przedsiębiorstw w perspektywie roku 2021

Ostatni raport COFACE opracowany na podstawie publikacji w Monitorze sądowym i Gospodarczym obnażył niewesołe fakty o aktualnej kondycji polskich przedsiębiorstw – chodzi o 75%-owy przyrost niewypłacalności firm względem zeszłego roku i rekord dekady. Aktualna kondycja sektora polskich przedsiębiorstw jest tyle problematyczna, co zróżnicowana i wieloaspektowa. Z jednej strony części krajowych firm udało się pozyskać niemałą pomoc publiczną w ramach tarczy antycovidowej, przez co przez kilka miesięcy korzystały one z komfortu nadpłynności. Ten z kolei komfort mógł być przyczyną grzechu zaniechania: po co rozwijać firmę w niepewnych czasach, skoro w jej kasie jest wystarczająco dużo środków na opłacenie kosztów stałych?

Biznesowy survival, czy przejadanie pomocy?

Inna rzecz, jak pozyskane z zewnątrz fundusze zostały przez beneficjentów tych świadczeń ostatecznie wykorzystane: jako źródło spłaty dotychczasowych zobowiązań, jako bufor płynnościowy na zaś, jako asumpt do inwestycji i przemodelowania profilu firmy, np. poprzez wejście w online’owy kanał dystrybucji, czy też może na konsumpcję w ramach firmy. I w tym ostatnim kontekście zauważmy, że jeszcze w maju br. dealerzy samochodów wyprzedawali wszystko ze swych stocków, wobec bezprecedensowego popytu na nowe auta. Taka fantazja w wydawaniu sporych pieniędzy łatwo pozyskanych przez przedsiębiorców od państwa może odbić się czkawką w perspektywie faktycznego powrotu lock-down’u i dalszego, sięgającego końca roku 2021 wychłodzenia gospodarki, a zwłaszcza niektórych jej branż, jak np. HoReCa, branży eventowej, sportowej, rozrywkowej i turystycznej, czy galerii i centrów handlowych oraz uzależnionych od nich offline’owych sprzedawców-detalistów – komentuje Jarosław Grygiel, Country Manager Credstep Poland – firmy zajmującej się faktoringiem online. Zauważmy przy tym, że pomoc finansowa dla firm w postaci pożyczek udzielonych przez Polski Fundusz Rozwoju (PFR) nie zawsze będzie bezzwrotna. Stwierdzenie braku spełnienia przesłanek do umorzenia przeważającej części tych zobowiązań może przełożyć się na kolejną falę niewypłacalności wśród przedsiębiorstw w 2 kwartale roku 2021.

Znikający kredyt kupiecki, rosnący brak zaufania

Z kolei z perspektywy firmy faktoringowej, czyli tego gracza rynkowego, którego misją jest wspieranie płynności finansowej przedsiębiorstw, zauważyć można inny trend, oprócz wspomnianej już wcześniej sezonowej (i zdecydowanie kończącej się) nadpłynności niektórych graczy, którym skutecznie udało się skorzystać z publicznych programów pomocowych. Tym trendem jest niechęć przedsiębiorców do udzielania kredytu kupieckiego i jego redukowanie. Rezultatem niwelacji kredytu kupieckiego – najtańszej i najbardziej powszechnej formy finansowania obrotu handlowego, jest przerzucenie ryzyka braku płynności finansowej ze sprzedawcy na nabywcę, za czym stoją względy ostrożnościowe i rosnący brak wzajemnego zaufania między kontrahentami.

Nic w tym zaskakującego, skoro wraz z nastaniem pandemii ustawodawca irracjonalnie poluzował normy regulujące możliwość wszczęcia postępowania restrukturyzacyjnego. Wedle opinii wielu praktyków i ekspertów, uproszczone postępowanie restrukturyzacyjne w Tarczy 4.0 to następny, szkodliwy dla gospodarki ukłon legislatora w stronę dłużników, w tym także tych wolicjonalnych. Zauważmy, że ów naprędce przygotowany i uchwalony pod presją historycznego przesilenia tryb postępowania jest w swym programowym uproszczeniu, odformalizowaniu (ograniczenie roli sądu gospodarczego) i skutkach (m.in. zawieszenie egzekucji komorniczych) pokusą dla graczy bezrefleksyjnie brnących w dalsze zadłużanie przedsiębiorstwa. Dostają oni bowiem od państwa kolejną możliwość przerzucenia ciężaru nieuregulowanych zobowiązań na swoich wierzycieli.

Finanse firmowe w zamkniętym kręgu współzależności

Pośrednim skutkiem sukcesywnie redukowanego przez legislatora systemu ochrony wierzycieli jest to, że podaż klasycznego faktoringu sprzedażowego, pełnego czy niepełnego, siłą rzeczy się kurczy, tak jak i wolumen obrotów handlowych. Łańcuch współzależności gospodarczych jest tu bowiem prosty: obroty handlowe napędza kredyt kupiecki, jako najtańsza i najbardziej popularna forma finansowania B2B, a ten zaś wspomagają i zabezpieczają usługi faktoringowe. System prawa krajowego, wręczający dłużnikowi nowe narzędzie umożliwiające wstrzymanie się z płatnością swoich zobowiązań, a docelowo ich redukcję, skutecznie podważa indeks zaufania między uczestnikami obrotu gospodarczego i redukuje skalę biznesu – z oczywistym skutkiem fiskalnym – dodaje Jarosław Grygiel z Credstep.pl. I nie pomogą tu oderwane od realiów krajowej ekonomii zabiegi w postaci obniżania stóp procentowych przez RPP (i to w obliczu nadchodzącej inflacji), celem wymuszonej redukcji kosztu kredytów bankowych. Dziwne, że decydentom nie przyszło do głowy, że podaży kredytów przez banki może po prostu nie być. Parafrazując niesławny bon-mot z podobnego w naszej historii nowożytnej negatywnego okresu dla polskiej gospodarki: banki się same wyżywią. I to niekoniecznie rozdawając tanie kredyty na animację biznesu, na co zapewne liczył rząd i tracąca swoją niezależność RPP. Obrazu małej apokalipsy polskiej gospodarki dopełniają szkodliwe dla polskiego rynku finansowego i jego klientów marcowe zmiany legislacyjne, dotykające parametrów kredytu konsumenckiego i niwelujące możliwość opłacalnego finansowania osób fizycznych, a także gwałtowne zredukowanie dostępności ubezpieczeń handlowych, przez stanowczo zbyt mały względem skali polskiej gospodarki oligopol ubezpieczycieli.

Faktoring jako remedium na epidemię braku płynności finansowej?

Wracając do praktycznych aspektów prowadzenia biznesu w wyjątkowo niełatwych uwarunkowaniach: nowym remedium na wsparcie płynności finansowej nabywców towarów i usług może stać się faktoring odwrotny – zakupowy, zwany także dłużnym. Ten wyspecjalizowany produkt finansowy, zastępujący kredyt obrotowy, umożliwi odbiorcy dostawy i importerowi rozłożenie kosztów fakturowych w odpowiednio długim czasie. Rozterminowanie i prolongowanie kosztów nabycia towarów i usług przez faktoring odwrotny, to substytut coraz mniej dostępnego bankowego kredytu obrotowego, ale i kredytu kupieckiego, praktycznie niefunkcjonującego w detalicznym handlu zagranicznym. Faktoring zakupowy umożliwi korzystającej z tej usługi firmie bezproblematyczne nabycie towarów lub usług (często ze skontem wynegocjowanym od dostawcy, wskutek natychmiastowej zapłaty za całość dostawy), a także wygenerowanie przychodów w odpowiednio długim czasie, zapewniającym stopniowe uregulowanie kosztów poczynionego zakupu wobec faktora – w zamian za rozsądną prowizję. W ostatnim okresie podaż tego wariantu faktoringu przekroczyła w Credstep Poland wartość zrealizowanych kontraktów faktoringu sprzedażowego.

Reasumując, należy zauważyć, że obecna sytuacja ekonomiczna polskiego sektora MŚP, w dużej mierze kształtowana nie tylko przez okoliczności faktyczne w postaci pandemii COVID-19, ale i przez dyskusyjne zmiany systemowe, znacząco utrudnia podaż usług faktoringowych przez niezależne, niebankowe agencje. Firmy mikrofaktoringowe, takie jak Credstep Poland, wciąż niemające w Polsce odpowiedniej reprezentacji branżowej w postaci dedykowanej im izby gospodarczej czy stowarzyszenia sektorowego, realizują ważną dla gospodarki krajowej misję – demokratyzują świat finansów B2B, dostarczając małym i średnim przedsiębiorcom rozwiązania finansowe dostępne dotąd jedynie dla dużych koncernów i wielkich firm, wystarczająco rozpieszczanych przez banki i bankowych faktorów. Niestety realizacja tej misji, której celem jest wsparcie rozwoju polskiego segmentu SME, nie jest obecnie łatwa.

Wobec perspektywy rychłego skonsumowania całości otrzymanej pomocy ze środków publicznych i marnych widoków na łatwy i szybki powrót do ekonomicznej normalności, przedsiębiorcy mogą ulec pokusie skorzystania z biznesowego ‘opt-out’ w postaci wykorzystania procedur przewidzianych ustawami Prawo upadłościowe i Prawo restrukturyzacyjne, zwłaszcza z nowości w postaci uproszczonego po­stę­po­wa­nia ukła­do­wego, obowiązującej do końca czerwca 2021 r. Na wszystkich biznesmenach, którzy poprzez wyreżyserowaną upadłość lub układ chcą rozwiązać problem swoich zobowiązań na skróty, zarobią wyrastające jak grzyby po deszczu kancelarie restrukturyzacyjne. Tym niemniej jednak stygmat niewypłacalności ciągnący się za interesariuszami upadłego biznesu będzie skuteczną przeszkodą w pozyskaniu finansowania zewnętrznego przez kolejne, nowe otwierane przez nich wehikuły przez kolejne lata, nawet kiedy okres pandemii wreszcie ustanie. Zdaje się, że ten daleko idący skutek uboczny postepowań restrukturyzacyjnych, układowych i upadłościowych często umyka osobom, które inicjują je z myślą o doraźnych korzyściach, ale bez sensownego pomysłu na sprawiedliwe uregulowanie stanu swoich zobowiązań względem wszystkich wierzycieli.

Zauważmy wreszcie, iż w dalszym ciągu w Polsce potrzebna jest racjonalna, systemowa pomoc publiczna, działająca w interesie zarówno animatorów rynku, czyli wierzycieli i kapitałodawców, jak i przedsiębiorców realnie zainteresowanych adaptacją i rynkowym survivalem, a nie tylko przejedzeniem pomocy publicznej i drenażem środków z kasy firmy. To z kolei dałoby również asumpt dla większej, bo korzystającej z większego bezpieczeństwa obrotu gospodarczego, podaży usług faktoringowych, przywracających krążenie bezcennej gotówki w gospodarce przedsiębiorstw.

Autor: Jarosław Grygiel – pełnomocnik szwedzkiej grupy kapitałowej Savelend Credit Group AB na Polskę i dyrektor krajowy fintechowej spółki faktoringowej Credstep Poland (www.credstep.pl) , zapewniającej finansowanie B2B w kanale online.