2020 rekordowym rokiem dla ETF-ów z GPW

  • Coraz większym zainteresowaniem inwestorów cieszą się fundusze ETF
  • W 2020 roku ETF-y notowane na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) zanotowały rekordową wartość obrotów
  • Łączny obrót ETF-ami wzrósł o 339,4% rdr do 768,2 mln zł
  • Od lutego 2021 r. na GPW notowany jest ETF na indeks Nasdaq-100 – pierwszy polski fundusz inwestycyjny typu ETF na zagraniczny indeks
  • W dniach 2-4 marca 2021 r. odbędzie się konferencja poświęcona inwestowaniu pasywnemu Warsaw Passive Investment Conference

Inwestowanie pasywne zyskuje coraz większe grono zwolenników na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW). Dla ETF-ów notowanych na warszawskim parkiecie 2020 rok był rokiem rekordowym. Łączna wartość obrotów na tych instrumentach wyniosła w 2020 roku 768,2 mln zł – niemal 3,5 razy więcej niż w 2019 roku. Natomiast liczba zawartych transakcji – 118 tys. – była w minionym roku niewiele mniejsza niż suma transakcji z poprzednich 10 lat.

Od lutego 2021 r. na GPW notowany jest ETF na indeks Nasdaq-100: – Jest to pierwszy polski fundusz inwestycyjny tego typu, który replikuje indeks zagraniczny. Indeks Nasdaq-100 skupia 100 największych amerykańskich spółek z branży technologicznej notowanych na giełdzie Nasdaq w USA. Nowością w tym instrumencie jest wbudowane zabezpieczenie ryzyka kursowego. Oznacza to, że jeżeli kurs złotego do dolara amerykańskiego się zmieni, to nie wpłynie na wartość inwestycji – podkreśla Izabela Olszewska, Członek Zarządu GPW w cotygodniowym „Wideokomentarzu GPW” zamieszczonym na oficjalnym kanale Giełdy w mediach społecznościowych.

Na GPW obecnie notowanych jest osiem ETF-ów, w najbliższym roku GPW spodziewa się poszerzenia oferty tych instrumentów. – Tytuły uczestnictwa funduszy typu ETF notowane są jak akcje – można je kupić i sprzedać na warszawskim parkiecie. Obrót tymi instrumentami wspomagany jest przez animatora rynku. Fundusze ETF precyzyjnie replikują zmiany indeksu, na którym się opierają – dlatego też inwestowanie poprzez fundusze ETF nazywane jest inwestowaniem pasywnym – tłumaczy Izabela Olszewska.

Inwestowaniu pasywnemu poświęcona będzie organizowana już po raz drugi konferencja Warsaw Passive Investment Conference, która potrwa od 2-4 marca 2021 r. W tym roku, ze względu na pandemię koronawirusa, będzie mieć formułę zdalną.  – Podczas paneli dyskusyjnych oraz prezentacji uznanych ekspertów, polskich i zagranicznych, będziemy pokazywać jakie są walory inwestowania pasywnego dla grup inwestorów o różnym poziomie akceptowanego ryzyka – zapowiada Izabela Olszewska, Członek Zarządu GPW.

Powrót nerwowości i cofnięcie w stronę dolara

Spadki rentowności obligacji USA na koniec handlu w piątek stworzyły wrażenie uspokojenia, co pomogło w przywróceniu klasycznego handlu risk-on. W poniedziałek rosną akcje, ryzykowne waluty i ropa naftowa. Ale podłoże pod inwestorami wciąż jest chwiejne.

Za nami szalony tydzień z silnymi ruchami na rynku długu. Inwestorzy są zaniepokojeni, że przyspieszenie globalnego ożywienia prowadzi do wyższej inflacji, co będzie skutkować zaostrzeniem polityki pieniężnej, głównie (ale nie tylko) ze strony Fed. Na łamach tego Komentarza dowodziłem, że wyższe rentowności nie muszą wcale zwiastować rychłego zwrotu w polityce monetarnej, a wzrost oprocentowania może iść w parze z hossą ryzykownych aktywów, o ile zmiany na rynku długu są miarowe. Jednak jeśli tempo będzie skokowe, będzie to wywoływać nerwowość wśród inwestorów, skutkując podwyższoną zmiennością szerszego spektrum aktywów. Dalej oczekuję, że wahania cen obligacji są zjawiskiem przejściowym i wkrótce powrócą warunki przyjazne dla ryzykownych aktywów, nawet jeśli oznacza to wyższe rentowności. Inwestorzy muszą się jednak przyzwyczaić do nowej sytuacji i stać się bardziej obojętni na to, co dzieje się z rentownościami.

W międzyczasie pomocne (lub nie) w stabilizacji nastojów będą wypowiedzi i działania banków centralnych. Do ofensywy przeszedł już Bank Rezerwy Australii, który podwoił planowany na dziś zakup obligacji skarbowych w ramach kontroli krzywej dochodowości. Przed weekendem odważniej o sytuacji na rynku długu wypowiadali się Lane i Schnabel z EBC, sygnalizując „wsparcie”, jeśli rentowności będą szkodzić ożywieniu. Ale wszyscy na rynkach chcą znać stanowisko Fed, gdyż to rynek długu USA jest epicentrum „kryzysu”. W ubiegłym tygodniu członkowie Fed z prezesem Powellem na czele zapewniali, że wzrosty rentowności nie są problemem i świadczą o poprawiającej się kondycji gospodarki. Teraz wygląda na to, że taki przekaz nie wystarcza i Fed będzie musiał zmienić język, by zakotwiczyć oczekiwania dotyczące stóp procentowych. Dziś uwaga skupi się na komentarzach Williamsa, Brainard oraz Bostica, Mester i Kashkariego. W czwartek przemawiać będzie prezes Powell.

Pomimo odbicia ryzykownych walut w nocy, start europejskiej części sesji przenosi powrót nerwowości i cofnięcie w stronę dolara. EUR/USD oddala się do 1,21, a GBP/USD zaprzestał ataku na 1,40. EUR/PLN zaczyna nowy miesiąc ponad 4,51, a złoty zdany jest na wahania nastrojów na rynkach zewnętrznych. Tak długo, jak wątpliwości będą krążyć wokół znaczenia wzrostu rentowności USA i stanowiska Fed, tak długo panować będzie rezerwa względem aktywów rynków wschodzących. Mimo to zmienność na rynku złotego jest dość niska w porównaniu z huśtawką na głównych rynkach, co sugeruje pozytywne postrzeganie waluty. Fundamenty bez wątpienia przemawiają za złotym, o czym dziś rano przypomniał silny wzrost indeksu PMI dla przemysłu (53,4).

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Dane MS: Sądy coraz rzadziej skazują za niepłacenie alimentów. Spadek jest na poziomie ponad 40%

Do połowy ub.r. sądy pierwszej instancji skazały ponad 13 tys. osób za uchylanie się od obowiązku alimentacyjnego. To o niemal 43% mniej niż w analogicznym okresie roku wcześniejszego. Ministerstwo Sprawiedliwości przekonuje, że skończono z łagodnym traktowaniem osób unikających płacenia alimentów na swoje dzieci. Jednocześnie z danych resortu wynika, że znacznie wzrosła ściągalność tych zobowiązań do państwowego Funduszu Alimentacyjnego. Obawa przed prokuratorem sprawia, że alimenciarze o wiele częściej decydują się regulować tego typu zobowiązania.

Z danych Ministerstwa Sprawiedliwości za okres od stycznia do czerwca ubiegłego roku wynika, że 13 316 osób zostało skazanych w pierwszej instancji sądów powszechnych za uchylanie się od obowiązku alimentacyjnego. Natomiast w pierwszej połowie roku wcześniejszego było ich 23 260, a w statystykach za cały 2019 rok widzimy – 47 001. Dla porównania, w 2016 roku skazano 8 499 osób, a rok później – 8 654. Natomiast 3 lata temu liczba ta wyniosła 45 104.

– Ministerstwo przywiązuje wielką wagę do sprawy ściągalności alimentów. Skończyliśmy z łagodnym traktowaniem osób, które unikają płacenia na swoje dzieci. Wprowadziliśmy jasne zasady. Każdego, kto zalega na kwotę równą lub przewyższającą trzymiesięczne zobowiązanie, może spotkać kara od grzywny do roku więzienia. I to przyniosło spore efekty – komentuje Agnieszka Borowska, rzecznik Ministra Sprawiedliwości.

Ponadto z danych wynika, że znacznie wzrosła ściągalność alimentów do państwowego Funduszu Alimentacyjnego. W 2015 roku wynosiła 13%, a w 2019 roku – już  41%. Nowe przepisy dały osobom oczekującym na alimenty również o wiele większe możliwości dochodzenia swoich praw w prokuraturze. W 2016 roku wszczęto 17 tys. spraw o niealimentowanie dzieci. Rok później, a więc już po nowelizacji, było ich ponad 38,5 tys. 2 lata temu – 94,5 tysięcy, a w pierwszej połowie ub.r. – ponad 49 tys.

– W 2015 roku do komorników wpłynęło ponad 59 tys. wniosków o egzekucję alimentów. 2 lata później było ich ponad 48,5 tys., a w 2018 roku – prawie 53,7 tys. Widać zatem, że alimenciarze w obawie przed prokuratorem o wiele częściej decydują się regulować tego typu zobowiązania. Gdy wniosek wpłynie do komornika, skuteczność egzekucji jest lepsza niż dawniej. W porównaniu z 2016 rokiem wzrosła o ok. 10%  – dodaje Agnieszka Borowska.

W opinii resortu, to pokazuje, że prawo w tym zakresie dobrze działa. Dzięki nowym rozwiązaniom wiele dzieci otrzymało należne wsparcie alimentacyjne ze strony swoich rodziców. Kontynuacją tych działań są rozwiązania, które m.in. mają przyspieszyć procedurę przyznawania alimentów. To miałoby się odbywać w ciągu kilkunastu dni w postępowaniu nakazowym alimentacyjnym.

Merit Investments ASI SA z planami przejęcia konkurencyjnej do pyszne.pl platformy marketplace wciagnij.to

Inwestorzy dobrze przyjęli podpisanie listu intencyjnego funduszu z właścicielem firmy Grupa ABS, Adrian Sadowski. W lutym br., spółka Merit Investments ASI SA, którego akcje są notowane na rynku NewConnect, kilkukrotnie zwiększyła swoją kapitalizację w porównaniu do stycznia. Jeszcze miesiąc temu można było kupić jedną akcję funduszu nawet za 56 groszy, gdy po raporcie z 22 lutego trzeba było płacić już nawet 2,40 złotego. Dynamicznemu wzrostowi kursu akcji towarzyszyły najwyższe w historii obecności spółki na NewConnect obroty. Tylko w ostatnim tygodniu lutego ponad 300 tysięcy akcji funduszu zmieniło swojego właściciela, a w ciągu całego miesiąca wolumen handlu akcjami przekroczył poziom 400 tysięcy sztuk akcji.

wciągnij toRaport Merit Investments ASI SA ukazał się jeszcze podczas trwania sesji giełdowej w dniu 22 lutego. Fundusz wraz z Adrianem Sadowskim chce założyć nową firmę w formie spółki akcyjnej, w której zamierzają rozwijać trzy projekty. Pierwszy z nich to platforma do zamawiania jedzenia na wynos i promocji restauracji pod nazwą „wciagnij.to”, która co do zasady będzie konkurowała np. ze znanym wszystkim portalem pyszne.pl. Drugi projekt to wirtualny kelner pod nazwą „Easy QR Menu”. Trzeci projekt spina całość pod kątem kompletnego rozwiązania IT dla gastronomii i pozwala zarządzać restauracją i dostawą zamówienia pod drzwi – pod nazwą „ABS POS”. Te trzy projekty mają zastosowanie głównie w branży gastronomicznej, szczególnie jako platforma e-commerce. Kompleksowe wdrożenie projektów w restauracji pozwala wspierać sprzedaż zdalną restauracji i kompleksowo nią zarządzać, zwiększając sprzedaż zamówionych dań na wynos. Platforma do zamawiania jedzenia na wynos „wciagnij.to” już działa w podstawowej funkcjonalności. Przeszła pozytywnie fazę alfa i wkrótce po zawiązaniu nowej spółki będzie komercjalizowana w największych miastach w Polsce, aby docelowo objąć znaczący obszar kraju swoim zasięgiem. Restauratorzy mogą się już zgłaszać do współpracy. Obecnie nie są pobierane żadne prowizje i opłaty od restauracji, a abonament za kompleksowe oprogramowanie jest już dostępny od ceny 1 zł dziennie. Jest to spore wsparcie pomysłodawców projektu dla sektora gastronomicznego, bardzo mocno przecież dotkniętego skutkami pandemii. Fundusz liczy na to, że nawyki Polaków do zamawiania dań z dostawą do domu czy biura pozostaną normą nawet po ustaniu pandemii. Obecnie to jedyna forma zamawiania ulubionych dań przez konsumenta.

Koncepcja pomysłu jest bardzo prosta. Restaurator, który we współpracy z nową spółką pomysłodawców wdroży kompleksowe rozwiązania, otrzyma do dyspozycji komplementarny, nowoczesny i unikatowy na skalę Polski system IT przeznaczony dla gastronomii. Nowoczesna platforma do wsparcia sprzedaży i zarządzania restauracją „wciagnij.to” to zaledwie cześć całego systemu.

W zakładce dla restauracji, możemy przeczytać, że portal to nie tylko dobrze przygotowana platforma marketplace, ale też w dużym stopniu nowość do zamawiania jedzenia online. Ważną kwestią jest fakt, że restaurator korzystając z wciagnij.to nie będzie płacić wysokich prowizji. Będzie mógł samodzielnie panować nad zasięgami dostaw. Do tego może dowolnie i zdalnie zmieniać swoje menu w każdej chwili zależnie od popytu, czy w trakcie godzin lunchtime. Bez prowizji, bez stresu, bez kłopotu, a całość w ramach komplementarnego pakietu projektów IT, które są w dużej mierze gotowe do komercjalizacji.

List intencyjny zakłada, że negocjacje umowy inwestycyjnej Sadowskiego z funduszem potrwają do końca marca, tak aby Zarząd Merit Investments ASI SA miał czas po zawarciu porozumienia inwestycyjnego na zbadanie projektów opisanych w raporcie do dnia 30 czerwca br. Podpisaniem listu intencyjnego fundusz zapewnił sobie długi czas wyłączności do projektów. Przy realizacji pozytywnego scenariusza jeszcze w lipcu br. fundusz zawiąże wspólną spółkę akcyjną z Adrianem Sadowskim w której będą rozwijać i komercjalizować swoje projekty.

W listopadzie zeszłego roku Merit Investments ASI SA podjął decyzję w sprawie wyboru modelu rozwoju i możliwych sposobów działania ASI w latach 2020 – 2025. Kluczowym dla funduszu jest wdrożony i realizowany handel akcjami już notowanymi na giełdzie, gdzie prym wiodą akcje spółek niedoszacowanych i wzrostowych, dla których projekcja zysku osiąganego przez ASI przy zamknięciu pozycji będzie rokować uzyskaniem ponadprzeciętnej stopy zwrotu w krótkim lub w średnim terminie. Do tego zarządzający funduszem przyznaje się do realizacji transakcji o typowo oportunistycznym charakterze nie tylko na giełdzie. Nie wyklucza też transakcji lewarowanych emisją obligacji i pożyczek w celu nabywania aktywów. Prezes Merit Investments ASI SA chce wykorzystywać możliwości współpracy z innymi inwestorami przy dokonywaniu transakcji. Merit Investments ASI SA w IVQ2018 jako druga spółka na polskiej giełdzie została wpisana na listę alternatywnych spółek inwestycyjnych – ASI. Od tego czasu fundusz osiąga coraz lepsze wyniki. W IIIQ2020 fundusz z 24 pozycji swojego portfela akcji notowanych, aż 23 pozycje zamknął z zyskiem. Raport roczny będzie publikowany 19 marca.

Venture INC wygenerował ponad 8 mln PLN zysku netto w 2020 r.

Venture INC, fundusz venture capital notowany na GPW, osiągnął w 2020 roku zysk netto w wysokości 8,1 mln PLN i zainwestował w 5 nowych spółek w ubiegłym roku.

Dzięki przemyślanym inwestycjom, w branże z potencjałem, wygenerowaliśmy blisko 8,1 mln PLN zysku netto. Pandemia, która początkowo wydawała się wyzwaniem, spowodowała widoczny wzrost zainteresowania technologiami, a w efekcie wzrost liczby klientów i przychodów spółek, w które zainwestowaliśmy.  Wyniki niejednokrotnie przewyższyły zakładane prognozy – komentuje Jakub Sitarz, Prezes Venture INC.

W minionym roku w portfelu Venture INC pojawiło się 5 nowych spółek. Fundusz, zdecydował się na wejście w zupełnie nowy obszar inwestycji – gaming, poprzez bezpośrednie inwestycje w Exit Plan Games, Pixel Perfect Dude oraz przez podpisanie umowy inwestycyjnej z Movie Games, w rozwój Pixel Crow. Fundusz zaangażował się również w spółkę z obszaru Software as a Service: Primetric, oraz w rynek Direct to Consumer, poprzez inwestycję w dynamicznie rozwijający się Sundose. Spółka z Lublina, sprzedająca zindywidualizowane suplementy diety, ponad 7 krotnie zwiększyła swoją sprzedaż w 2020 roku i planuje ekspansję zagraniczną w 2021 roku.

W zeszłym roku z sukcesem dokonaliśmy częściowych dezinwestycji m.in: w Infermedica, a TimeCamp, w którym fundusz zwiększył zaangażowanie o kolejne 9%, wypłacił pierwszą w historii dywidendę i spodziewamy się kolejnych dywidend w przyszłości. Łącznie z dezinwestycji wpłynęło do nas prawie 5 mln PLN – dodaje Jakub Sitarz.

W minionym roku Venture INC dokonał również przeglądu portfela i zrestrukturyzował jego część usługową, która nie miała przed sobą perspektywy na ponadprzeciętny wzrost. Takie działanie pozwoli zespołowi skupić się wyłącznie na kluczowych spółkach produktowych, których działania opierają się na skalowalnych rozwiązaniach technologicznych. Fundusz zmienił również siedzibę, wprowadził zmiany organizacyjne, w efekcie których powiększył swój zespół. Co więcej, zainwestowano w narzędzia i rozwiązania, które pozwalają na bardziej efektywne skanowanie rynku w poszukiwaniu nowych projektów z potencjałem.

– Nasze plany rozwoju niezmiennie skierowane są w kierunku inwestycji w perspektywiczne branże. Obszary, na których do tej pory skupialiśmy naszą uwagę, po wybuchu pandemii nabrały jeszcze większego znaczenia i wartości, dlatego chcemy pozostać przy naszej strategii. Dysponujemy kwotą kilkunastu mln złotych, którą zamierzamy ulokować w inwestycje minimum raz na kwartał  – dodaje Jakub Sitarz.

Plany rozwoju spółek portfelowych są równie dynamiczne, m.in. w gamingu – Exit Plan planuje premierę swojej pierwszej gry już w marcu br. Natomiast studio Pixel Perfect Dude konsekwentnie rozwija, pobraną ponad już 10 mln razy grę mobilną #DRIVE, na platformy, takie jak Nintendo Switch, której premiera odbyła się w lutym 2021 br. Z kolei Sundose w 2021 roku kontynuuje ekspansję zagraniczną i prace nad rozwojem produktu. Intelliseq kontynuuje pracę nad platformą IntelliseqFlow oraz rozpoczęcie testów i sprzedaży oprogramowania u potencjalnych odbiorców, a także uruchomienie usług analizy odczytów genomów/transkryptomów w modelu SaaS. Spółka planuje również pierwsze wdrożenie systemu GeneTraps.

Ailleron zrealizuje pionierski kontrakt w Stanach Zjednoczonych w obszarze HotelTech

Czołowy polski dostawca nowoczesnych produktów i usług technologicznych nawiązał współpracę z Charleston Harbor Resort and Marina z Karoliny Południowej. Ailleron wyposaży hotel w system interaktywnej obsługi gości hotelowych iLumio. Historycznie jest to pierwszy kontrakt segmentu HotelTech zawarty na rynku Stanów Zjednoczonych.

Kontrakt dotyczy wdrożenia  aplikacji mobilnej iLumio dostępnej na platformach: iOS i Android, oraz systemu iLumio CMS przeznaczonego dla obsługi hotelowej.

Wysoko oceniamy perspektywy rozwoju w Stanach Zjednoczonych. Podpisany kontrakt to przyczynek do dalszych działań na tamtejszym rynku, który jest jednym z największych na świecie w naszym segmencie. To również dowód, że oferta oraz rozwiązania proponowane przez Ailleron bardzo dobrze wpisują się potrzeby branży, która najbardziej ucierpiała z powodu pandemii i jest obecnie w fazie transformacji.  Oferta Ailleron doskonale odpowiada na najnowsze trendy rynkowe, które są połączeniem rozwiązań interaktywnych oraz zapewniają bezpieczeństwo klientom hoteli.  Nasze wewnętrze analizy wskazują, że najwięcej zapytań dotyczących segmentu HotelTech pochodzi właśnie z USA, następnie z  z obszaru Unii Europejskiej oraz z Bliskiego Wschodu, gdzie mamy wielu klientów. Dlatego też iLumio skupia się z promocją swoich rozwiązań właśnie na tych rynkach.”– wyjaśnia Dawid Ślusarczyk, General Manager BU HotelTech Ailleron.

iLumio to najnowszej generacji system interaktywnej obsługi gości hotelowych. Platforma zapewnia zintegrowaną obsługę wszystkich ekranów prezentujących interaktywne informacje dla gości hotelowych, stały dostęp do multimedialnego centrum rozrywki, aplikacji mobilnej, inteligentne sterowanie urządzeniami w obiektach hotelowych, dokonywanie rezerwacji oraz zwiększa sprzedaż usług dostępnych w ofercie hotelu. iLumio jest wybierane chętnie zarówno przez nowo budowane jak i funkcjonujące na rynku hotele. Rozwiązanie zostało wdrożone między innymi w obiektach takich znanych sieci jak: Hilton, Holiday Inn, Best Western, Puro, VALAMAR, StayCity LUX Collective, Crown and Champa czy Atlantis. System iLumio sprawdza się świetnie w instalacjach obsługujących stadiony sportowe oraz w placówkach medycznych.

Grupa Raben nowym najemcą CitySpace

Grupa Raben otworzyła drugą lokalizację we Wrocławiu. Nowy oddział mieści się w CitySpace Aquarius. Dołączenie firmy do CitySpace jest potwierdzeniem rosnącego zapotrzebowania na biura elastyczne.

CitySpace to ogólnopolski operator kompaktowych biur elastycznych. We Wrocławiu udostępnia je w dwóch budynkach: Aquarius Business House oraz Nobilis Business House. Pierwszą lokalizację upodobała sobie branża logistyczna, reprezentowana tamże przez trzy firmy. Od stycznia pracuje stamtąd także Grupa Raben – firma oferująca kompleksowe usługi TSL, która może pochwalić się 90-letnim stażem na rynku europejskim. – Historia tej firmy sięga pierwszej połowy dwudziestego wieku. Raben posiada ponad 150 własnych oddziałów w 13 krajach Europy. Uruchomienie nowego w naszej przestrzeni jest dla nas dużym wyróżnieniem, a także potwierdzeniem dwóch rzeczy: wysokiego poziomu naszych usług oraz rosnącego zapotrzebowania na powierzchnie elastyczne – mówi Magdalena Śnieżek, Regional Director South Poland w CitySpace. Transakcję pomiędzy CitySpace a Raben koordynowała firma Cushman & Wakefield.

Ogromny rynek logistyczny

Grupa Raben zajmuje się m.in. logistyką kontraktową, transportem drogowym, w tym w temperaturze kontrolowanej, a także morskim i lotniczym. W Polsce ma 53 oddziały i zatrudnia ponad 5300 pracowników m.in. w okolicach Warszawy, Poznania, Gdyni. We Wrocławiu od dawna prowadzi centrum logistyczne przy ul. Bierutowskiej. Dlaczego to właśnie w tym mieście założyła kolejny oddział? – Zdecydowaliśmy się na Wrocław, ponieważ jest to jedno z najszybciej rozwijających się miast w Polsce, z dużym zapleczem studentów po kierunkach logistycznych i jednocześnie ogromny rynek TSL. Dzięki temu, mamy możliwość nie tylko współpracować z wysokiej klasy specjalistami z obszaru logistyki, ale i szersze perspektywy dotarcia do nowych klientów – odpowiada Klaudyna Polanowska-Skrzypek, PR Manager Grupy Raben.

Rozwój w biurach elastycznych

Nowy oddział docelowo będzie składał się z ok. 20 osób. Do jego wyłącznej dyspozycji w CitySpace Aquarius została oddana w pełni wyposażona i umeblowana przestrzeń biurowa z dostępem przez całą dobę. – Zapewnione są nowoczesne rozwiązania w zakresie bezpieczeństwa pracy, monitoringu i kontroli dostępu. CitySpace jest idealną przestrzenią dla naszych nowych pracowników i dynamicznie rozwijającej się firmy – uzasadnia wybór Ilona Raben, Real Estate Director w Grupie Raben. Grupa Raben wybrała biura CitySpace także z powodu sali konferencyjnej na wyłączność oraz dostępu na życzenie do salek spotkań w części wspólnej. Mocnymi argumentami są standard budynku i jego lokalizacja z dobrym dojazdem różnymi środkami transportu: komunikacją miejską, samochodem i rowerem. Liczą się również dodatki. – Pracownicy mają możliwość korzystania z wyśmienicie zaopatrzonej kuchni, ze świeżo parzoną kawą, sokami, wodą, owocami i przekąskami, a w razie potrzeby mogą zawsze liczyć na wsparcie ze strony recepcji – chwali Ilona Raben.

Grupa Raben świadczy usługi logistyczne małym, średnim i dużym przedsiębiorstwom. W ubiegłym roku wśród najczęściej obsługiwanych branż znalazły się: żywność (30%), technologie konsumenckie (21%), automotive (17%), retail (12%) chemia (11%) oraz FMCG non-food (9%).

Będą kolejne centra biurowe

Z kolei CitySpace to marka należąca do grupy Echo Investment. Jest operatorem biur elastycznych we Wrocławiu, Warszawie, Katowicach, Krakowie i Gdańsku. W tych miastach ma łącznie 10 lokalizacji, ale jest w trakcie ekspansji. Do końca tego roku planuje otworzyć ok. 4500 mkw. nowej powierzchni, a liczbę stanowisk pracy zwiększyć o 750. W drugim kwartale 2021 uruchomi nowe centrum biurowe – w biurowcu Face2Face w Katowicach. Będzie to 2. lokalizacja w tym mieście i 11. w Polsce. Na drugą połowę roku planowane jest otwarcie nowego projektu we Wrocławiu. W dłuższej perspektywie CitySpace planuje wejście na zupełnie nowe rynki regionalne.

Każde centrum CitySpace to biura hybrydowe, na które składają się prywatne przestrzenie serwisowane, współdzielone przestrzenie coworkingowe i sale spotkań.

Szef PKOl: Przygotowania sportowców do igrzysk w Tokio w nowej formule. Z powodu pandemii i obostrzeń całe wydarzenie będzie zupełnie inne niż dotychczasowe

Igrzyska olimpijskie w Tokio, które pierwotnie miały się odbyć w 2020 roku, zostały przełożone na tegoroczne lato z powodu pandemii COVID-19. Zgodnie z aktualnym harmonogramem mają się odbywać między 23 lipca a 8 sierpnia br. Przepustki do Tokio wywalczyło już 140 polskich reprezentantów z 17 dyscyplin sportowych, jednak kwalifikacje wciąż trwają. – Tegoroczna olimpiada na pewno będzie specyficzna. Chcemy, żeby sportowcy mogli zdrowi wziąć w niej udział – mówi Andrzej Kraśnicki, prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Również przygotowania do największej światowej imprezy toczą się w nietypowych, bo pandemicznych warunkach. W tym procesie polską kadrę wesprze Enea, która dołączyła do grona sponsorów PKOl.

 Igrzyska olimpijskie Tokio 2020, które jednak odbędą się dopiero w tym roku, na pewno będą specyficzne. Zupełnie inne niż te, które odbywały się do tej pory. Mają być bezpieczne, jest to wynik pandemii i wszyscy to rozumieją. Chcemy, żeby sportowcy z całego świata, którzy zakwalifikują się do udziału w tych igrzyskach, mogli zdrowi brać udział w największej światowej imprezie sportowej. To będą na pewno igrzyska wyjątkowe, choć jeszcze trudno powiedzieć, czy przy pełnych trybunach, czy bez publiczności, czy przy jej ograniczonym udziale – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Andrzej Kraśnicki, prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego.

Choć Japonia odnotowuje ostatnio wzrost zakażeń koronawirusem, szef komitetu organizacyjnego igrzysk Yoshiro Mori zadeklarował na początku lutego, że sportowa impreza odbędzie się bez względu na rozwój sytuacji epidemiologicznej w kraju.

Wyzwaniem jest w tej chwili jednak nie tylko organizacja igrzysk, lecz także kwalifikacje i przygotowania sportowców do udziału w imprezie w restrykcyjnych warunkach reżimu sanitarnego.

 Sportowcy przygotowują się do igrzysk olimpijskich w nowej formule. Pandemia wymusiła zachowanie bezpieczeństwa zdrowotnego. W tej chwili przygotowania odbywają się w dobrych warunkach, z pełną intensywnością i mam nadzieję, że nasi sportowcy na igrzyskach wypadną godnie – ocenia prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego.

 Przygotowania do igrzysk w ubiegłym roku szły pełną parą aż do 15 marca, kiedy wybuchła pandemia. W jej trakcie największym wyzwaniem było dla nas utrzymanie zawodników w grze, co nie było proste. Organizowaliśmy eventy, które nie były zawodami sportowymi, ale mogły się odbywać w obostrzeniach COVID-owych, żeby zawodnicy mieli motywację do pracy i współzawodnictwa. Przygotowujemy się więc cały czas – dodaje Dariusz Szumacher, prezes Polskiego Związku Tenisa Stołowego.

Do tej pory przepustki do Tokio wywalczyło już 140 polskich reprezentantów z 17 dyscyplin sportowych. Pełny skład polskiej kadry olimpijskiej będzie znany 5 lipca br. (to ostateczna data zgłoszeń dla wszystkich krajowych federacji olimpijskich). Na poprzednich igrzyskach w Rio de Janeiro w 2016 roku Polska zdobyła łącznie 11 medali.

Przygotowania polskich sportowców do IO wspierać będzie koncern energetyczny Enea, który dołączył do grona partnerów i sponsorów Polskiego Komitetu Olimpijskiego oraz polskiej reprezentacji olimpijskiej. Enea wesprze m.in. zawodników tenisa stołowego jako nowy sponsor generalny Polskiego Związku Tenisa Stołowego.

– Wspieramy olimpijczyków z Polskiego Związku Towarzystw Wioślarskich oraz Polskiego Związku Tenisa Stołowego – wskazuje Paweł Szczeszek, prezes Enei. – Zapewnimy wsparcie medialne, reklamowe i przede wszystkim finansowe. W ramach społecznej odpowiedzialności biznesu ciąży na nas odpowiedzialność angażowania się i pomagania naszym sportowcom.

Enea pomoże zawodnikom Polskiego Związku Tenisa Stołowego nie tylko w przygotowaniach do igrzysk w Tokio, lecz także do kolejnych, nadchodzących zawodów na arenie krajowej i międzynarodowej, z których najważniejsze są indywidualne mistrzostwa Europy Liebherr 2021 ITTF European Table Tennis Championships, które odbędą się w dniach 22–27 czerwca tego roku na warszawskim Torwarze. Firma wybrała też reprezentantkę kadry narodowej Natalię Partykę na ambasadorkę swojej marki. Ośmiokrotna medalistka igrzysk paraolimpijskich mocno przyczyniła się do spopularyzowania w Polsce tego sportu.

Wspólnie z koleżankami z drużyny jesteśmy w o tyle komfortowej sytuacji, że mamy już kwalifikację olimpijską. Bardzo mocno trzymamy kciuki za chłopców, aby ją wywalczyli i dołączyli do nas do turnieju w Tokio. Dzisiaj przygotowania wyglądają całkiem dobrze, wszystko idzie w dobrym kierunku – podkreśla Natalia Partyka, członkini kobiecej reprezentacji Polski w tenisie stołowym. – Obiecać medali nie możemy, ale na pewno będziemy się starali je zdobywać.

Enea wspiera polski sport już od lat. Jest m.in. sponsorem tytularnym drużyn siatkarskich i koszykarskich oraz dwóch imprez triathlonowych: Enea Ironman 70.3 Gdynia oraz Enea Bydgoszcz Triathlon. Od czterech lat patronuje też krajowej reprezentacji w wioślarstwie.

Poza sportem olimpijskim finansujemy również koszykówkę. Enea Zastal Zielona Góra to obecny mistrz Polski w koszykówce męskiej. Sponsorujemy też siatkówkę męską i żeńską, angażujemy się w różne dyscypliny sportowe, staramy się być aktywni na tym polu – mówi Paweł Szczeszek.

Prace nad nową ustawą o elektromobilności na finiszu. Wprowadzi obowiązek tworzenia stref czystego transportu w dużych, najbardziej zanieczyszczonych miastach

To, jakie efekty przyniesie wprowadzenie w miastach stref czystego transportu, do których nie będą mogły wjeżdżać auta najbardziej zanieczyszczające powietrze, pokazał przykład wiosennego lockdownu. – W marcu 2020 roku w Warszawie na stacji pomiarów w al. Niepodległości w ciągu trzech tygodni jakość powietrza poprawiła się o jedną czwartą – mówi Piotr Siergiej, rzecznik Polskiego Alarmu Smogowego. Zgodnie z propozycjami Ministerstwa Klimatu i Środowiska takie strefy będą musiały być utworzone w miastach powyżej 100 tys. mieszkańców w przypadku przekroczenia norm emisji dwutlenku azotu. Projekt jest na etapie prac rządowych.

Strefy czystego transportu to obszary w mieście, do których mogą wjeżdżać określone rodzaje samochodów. Z reguły w strefach funkcjonujących w Europie mogą się poruszać auta określonej klasy emisyjnej: Euro 4, 5 czy 6. To jest bardzo dobre rozwiązanie – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Piotr Siergiej.

Strefy niskoemisyjne (LEZ – low emission zone) od lat funkcjonują z powodzeniem w wielu krajach europejskich. Jak podkreśla Ministerstwo Klimatu i Środowiska w ocenie skutków nowej regulacji, zostały one dobrze przyjęte przez lokalne społeczności ze względu na to, że były wprowadzane etapami, które zakładały stopniowe obejmowanie zakazem wjazdu do stref kolejnych rodzajów pojazdów. Najwięcej takich stref powstało we Włoszech oraz w Niemczech. Jak podkreśla resort, jedynie w krajach Europy Wschodniej, w tym w Polsce, i na Bałkanach nie są one tworzone.

Obowiązująca w Polsce ustawa o elektromobilności i paliwach alternatywnych z 2018 roku dawała gminom taką możliwość, ale tego nie narzucała. To jednak może się zmienić po przygotowanej nowelizacji. Zgodnie z nią gminy o liczbie mieszkańców powyżej 100 tys. osób, gdzie analiza Głównego Inspektora Ochrony Środowiska stwierdziła przekroczenie dopuszczalnego poziomu stężenia średniorocznego zanieczyszczeń dwutlenkiem azotu, będzie musiała utworzyć strefę czystego transportu w ciągu roku od otrzymania oceny. Pozostałe gminy, niezależnie od liczby mieszkańców i zanieczyszczenia, nadal będą miały w tym zakresie dowolność.

– Pierwsza wersja ustawy mówiła o tym, że samochody napędzane gazem LPG będą miały prawo wjeżdżać do takiej strefy. My to bardzo mocno oprotestowaliśmy. Moglibyśmy wtedy mieć do czynienia z taką sytuacją, w której 20- czy 30-letni samochód napędzany LPG mógłby jeździć po strefie, a nowoczesny dwu-, trzyletni samochód diesel lub benzynowy już nie. To byłoby absurdalne – mówi rzecznik Polskiego Alarmu Smogowego. – Zmiana, którą ministerstwo teraz zaproponowało, jest bardzo dobrym pomysłem, bo oznacza, że nieco mniej tych najstarszych samochodów będzie wjeżdżać do miast.

W nowej wersji ustawy MKiŚ zmodyfikowało katalog pojazdów uprawnionych do wjazdu do strefy. Zostały w nim tylko auta elektryczne, napędzane wodorem lub gazem ziemnym (CNG). Organy gminy będą jednak miały możliwość nadania indywidualnych wyłączeń związanych z ruchem pojazdów w strefach. Będą miały też więcej swobody w określaniu etapów wprowadzania stref, gdyż w najnowszej propozycji resortu nie ma art. 68i, który zakładał odgórny harmonogram. Zgodnie z nim w pierwszym etapie (w latach 2021–2025) w strefach dopuszczony miałby być ruch pojazdów spełniających co najmniej normę Euro 4, a następnie do 2035 roku stopniowo uwzględniane byłyby kolejne normy.

Działanie stref czystego transportu mogliśmy poznać w marcu 2020 roku w Polsce podczas pierwszego lockdownu. Formalnie nie zostały wtedy utworzone żadne strefy, ale w wyniku obostrzeń pandemicznych gwałtownie zmniejszył się ruch samochodowy w miastach. W Warszawie na stacji pomiarowej w al. Niepodległości w ciągu trzech tygodni jakość powietrza poprawiła się o jedną czwartą i to tylko dlatego, że jeździło mniej samochodów. To oznacza, że nawet 20–30-proc. spadek ruchu samochodowego prowadzi do natychmiastowej poprawy jakości powietrza, co mieszkańcy miast odczują prawie od razu – wyjaśnia Piotr Siergiej.

Zgodnie z projektem nowelizacji strefy będą ustanawiane na czas nieokreślony lub określony, ale nie krótszy niż pięć lat. Rada gminy może dopuścić wjazd innych pojazdów do strefy w godzinach 9–17 na okres maksymalnie trzech lat, pod warunkiem uiszczenia opłaty. Ustawa zastrzega, że nie może być ona wyższa niż 2,5 zł za godzinę w przypadku opłaty jednorazowej lub 500 zł w przypadku abonamentu. Wpływy z opłat zasilą budżet danej gminy i będą mogły być wykorzystane na określone potrzeby, m.in. zakup autobusów niskoemisyjnych, tramwajów, programy wsparcia zakupu rowerów wspomaganych elektrycznie czy znakowanie strefy czystego transportu. Za złamanie zakazu wjazdu nieuprawnionym pojazdem grozić będzie kara w wysokości 500 zł.

Auta uprawnione do poruszania się w strefie będą oznakowane nalepką na przedniej szybie pojazdu. Takie rozwiązanie przyjęto również m.in. w Wiedniu. Z kolei np. w Brukseli czy Oksfordzie stosowana jest weryfikacja na podstawie tablic rejestracyjnych.

Strefy czystego transportu w miastach europejskich działają na bardzo różnych zasadach. Wspólną regułą jest to, że wszyscy starają się wyeliminować z ruchu te najstarsze, najmocniej smrodzące, zanieczyszczające powietrze samochody, zwłaszcza z miejsc, w których jest dużo ludzi – wyjaśnia rzecznik Polskiego Alarmu Smogowego.

Właściciele hoteli będą walczyć o odszkodowania od państwa w sądzie. Polska Izba Hotelarzy przekonuje do składania pozwów indywidualnych

– Indywidualne dochodzenie odszkodowania od państwa za straty spowodowane wprowadzeniem ograniczeń w działalności jest zdaniem naszych prawników bardziej skuteczne, choć pozwy zbiorowe są być może bardziej medialne – przekonuje Adam Latek z Polskiej Izby Hotelarzy. Rozmowy z prawnikami PIH prowadzi już 50 hotelarzy, którzy przygotowują się do dochodzenia odszkodowań na drodze sądowej i już złożyli pozwy albo mają taki zamiar. PIH postuluje również o zmniejszenie ograniczeń w hotelach – możliwość udostępnienia gościom 75 proc. pokoi – oraz otwarcie restauracji.

– Hotele są w trudnej sytuacji ekonomicznej. Z uwagi na ograniczenia pandemiczne i brak dochodów muszą wybierać, czy przekładać płatności związane z kosztami stałymi, czy z konserwacją urządzeń, które są wyposażeniem obiektu hotelowego, lub zakup wszelkiego rodzaju środków czystości. O przetrwanie walczą szczególnie małe obiekty hotelowe, ponieważ są to często biznesy, w których pracuje cała rodzina. Jeśli takie obiekty – zwłaszcza położone w górach – nie zarobią w sezonie zimowym, mogą po prostu nie przetrwać i właściciele będą zmuszeni do sprzedaży hotelu – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes  Adam Latek, właściciel Latek Hotels i członek zarządu Polskiej Izby Hotelarzy.

Jak zauważa, na rynku nieruchomości jest obecnie dobry czas na zakupy i wielu inwestorów, którzy dotychczas działali w zupełnie innych branżach, interesuje się obiektami hotelowymi czy aparthotelami.

– Żaden z hotelarzy nie sprzeda obiektu za połowę ceny czy z obniżką 20-, 30-proc., bo zdaje sobie sprawę, że ceny nieruchomości podczas pandemii nie poszły w dół, wręcz przeciwnie, niektóre wzrosły o 5–10 proc. od zeszłego roku. Spodziewamy się upadłości w branży hotelowej, ale hotelarze będą się przed tym bronić – dodaje członek zarządu Polskiej Izby Hotelarzy.

Już od 22 grudnia ubiegłego roku PIH informuje hotelarzy o możliwości składania indywidualnych pozwów sądowych o odszkodowanie od państwa za szkody, czyli straty finansowe oraz utracone korzyści, poniesione z tytułu wprowadzania ograniczeń w funkcjonowaniu branży hotelowej w sposób pozbawiony podstaw prawnych.

– Pozwy indywidualne mają większy sens niż pozwy zbiorowe, bo można wnioskować o indywidualne odszkodowanie. W przypadku pozwów zbiorowych jest to mniej skuteczne. Prawnicy Polskiej Izby Hotelarzy już rozmawiają z ponad 50 obiektami hotelowymi, które są na tyle przygotowane, że mają już skrupulatne wyliczenia i z tego, co nam wiadomo, pozwy są już składane. Nasi prawnicy wierzą w niezawisłe sądy. Jeśli widzą zasadność składania pozwów, to widzą także szanse na powodzenie – informuje Adam Latek.

Pierwszy taki pozew został złożony 19 lutego. Prawnicy PIH bazują na przekonaniu, że rząd ogranicza działalność gospodarczą niezgodnie z Konstytucją – wydaje rozporządzenia, zamiast wprowadzać zmiany w drodze ustawy. Ponadto zamiast wprowadzić stan wyjątkowy, reguluje życie gospodarcze rozporządzeniami. Dodatkowo ograniczenia nie dotyczą wszystkich – jednym przedsiębiorcom pozwala działać, np. kasynom, a innym, np. restauracjom czy siłowniom, już nie. Hotelarze będą się domagać konkretnych kwot utraconych korzyści na podstawie przychodów uzyskanych w 2019 roku oraz pokrycia wydatków, które wynikają z ograniczeń wprowadzonych przez rząd. Branża hotelarska apeluje również o luzowanie kolejnych obostrzeń.

– Chcielibyśmy, aby, po pierwsze, swobodnie mogły działać wszystkie restauracje, jak również inne branże, które są powiązane z hotelarstwem, a po drugie, aby hotele mogły udostępniać gościom nie 50 proc., ale 75 proc. pokoi. Jesteśmy przygotowani na funkcjonowanie w reżimie sanitarnym. Polska Izba Hotelarzy we współpracy z wirusologiem opracowała cały szereg procedur dla branży hotelarskiej, aby zapewnić bezpieczeństwo sanitarne w obiektach hotelowych – przekonuje właściciel Latek Hotels.

Na razie jednak – ze względu na duży przyrost liczby zakażeń – zamknięte zostaną obiekty noclegowe w województwie warmińsko-mazurskim, podobnie jak galerie handlowe i instytucje kultury. W pozostałych 15 województwach rząd zdecydował o utrzymaniu 50-proc. limitu miejsc.

PIH przywołuje badania brytyjskiego NHS z października 2020 roku, które wykazały, że hotele w niskim stopniu odpowiadają za przenoszenie się infekcji (1,7 proc. nowych zachorowań), podczas gdy w supermarketach wskaźnik ten wyniósł 12,1 proc.

– Zakażalność i rozprzestrzenianie się wirusa jest cztery razy mniejsze w hotelach niż w galeriach handlowych, bo każdego gościa w hotelu możemy zweryfikować z imienia i nazwiska przy meldunku, każdemu możemy zmierzyć temperaturę. Zdecydowana większość gości, bo ponad 90 proc., poddaje się wszystkim wytycznym, które im stawiamy podczas pobytu w hotelu – zauważa Adam Latek i zachęca, aby skorzystać ze stoków narciarskich i całej infrastruktury hotelowej, dopóki sezon się nie skończył. – Sugerowałbym, aby wybierać te obiekty hotelowe, które są zamknięte od 28 grudnia i wykazały się bardzo dużą cierpliwością w oczekiwaniu na otwarcie.