Dane GUS: W styczniu prawie 13% mniej mieszkań deweloperskich niż rok wcześniej. Koszty budowy wzrosły przez pandemię?

Znaczący spadek liczby oddanych mieszkań od deweloperów i ogólny wzrost cen produkcji budowlano-montażowej – to tylko niektóre dane Głównego Urzędu Statystycznego na temat sytuacji w branży nieruchomości na początku 2021 roku. Zdaniem ekspertów Angel Poland Group w najbliższych miesiącach sporym wyzwaniem dla deweloperów będą rosnące koszty prowadzenia prac. Na rynku obserwujemy znaczący wzrost rozpoczętych inwestycji i wydanych pozwoleń na budowę.

Na początku 2021 roku oddano do użytku ponad 17 tys. mieszkań – to o 7,5% mniej niż rok wcześniej w analogicznym okresie. Duże spadki zaliczyli przede wszystkim deweloperzy, którzy przekazali klucze do 10 tys. mieszkań (12,6% mniej niż rok wcześniej). Co ciekawe, inwestorzy indywidualni nieznacznie (o 2,8%) poprawili swoje wyniki sprzed dwunastu miesięcy i w styczniu 2021 oddali do użytku prawie 7 tys. mieszkań. W ocenie ekspertów rynku nieruchomości z Angel Poland Group, choć dane GUS z punktu widzenia deweloperów nie prezentują się zbyt pozytywnie, to nie wszystkie wskaźniki są dla nich niekorzystne.

Analizując dane GUS bardziej szczegółowo, można dojść do wniosku, że choć liczba oddanych mieszkań okresowo spadła, inne wskaźniki budzą optymizm na rynku nieruchomości. W styczniu deweloperzy otrzymali ponad 30% więcej zezwoleń na budowę niż rok wcześniej. Jednym z głównych powodów jest oczywiście to, że pod koniec ubiegłego roku nastąpiło przyspieszenie w składaniu wniosków o pozwolenie na budowę, aby zdążyć przed zmianami w zakresie norm energetycznych. W styczniu deweloperzy rozpoczęli budowę ponad 12 tysięcy mieszkań, co oznacza wzrost o 24% w porównaniu rok do roku. Dodajmy dla kontrastu, że inwestorzy indywidualni zaczęli budowę 4,7 tys. mieszkań, co przekłada się na spadek o niemal 13% – podkreśla Tomasz Karpiel, dyrektor operacyjny Angel Poland Group i ekspert ds. rynku nieruchomości.

Koszty idą w górę – winna droższa stal?

Pewne trendy są jednak niekorzystne zarówno dla deweloperów, jak i inwestorów indywidualnych. Chodzi naturalnie o rosnące ceny produkcji budowlano-montażowej. W porównaniu ze styczniem 2020 roku koszty te wzrosły o 2,3%. Eksperci nie mają wątpliwości – branża nieruchomości odczuwa wzrost cen materiałów od kilkunastu miesięcy.

W 2020 roku można było zauważyć wzrost cen wielu podstawowych materiałów budowlanych, a zwłaszcza cementu, nawet o 10%. To naturalnie przekładało się na cenę mieszkanki betonowej i – ostatecznie – na wzrost kosztów produkcji. W pierwszej połowie ubiegłego roku ceny materiałów ustabilizowały się, ale w drugiej ponownie zaczęły rosnąć. W 2021 roku gwałtownie wzrosły, a raczej poszybowały, ceny stali, nawet o 30% – zauważa Bartłomiej Kostecki, Project Manager w Angel Construction.

Produkcja drożeje, bo brakuje pracowników?

W ocenie ekspertów, rosnące ceny materiałów budowlanych to tylko jeden z elementów wpływających na większe koszty prowadzenia inwestycji. Część rynkowych procesów związanych jest bowiem bezpośrednio z trwającą pandemią koronawirusa.

W pierwszych miesiącach pandemii branża odnotowała odpływ wielu pracowników ze wschodu, zwłaszcza z Ukrainy, co tylko powiększyło deficyty w zakresie pracowników budowlanych. Choć ostatnio widać pewną stabilizację, branża nadal boryka się z brakiem odpowiedniej liczby specjalistów. To prawdopodobnie będzie też największa bolączka wielu firm w nadchodzącym czasie. Inne wyzwania to m.in. podwyższone od 2021 roku wynagrodzenie minimalne w Polsce, które realnie przełoży się na koszty prowadzenia inwestycji. Te wszystkie elementy sprawiają, że klienci w nadchodzących miesiącach nie powinni się raczej spodziewać spadków cen mieszkań, a wręcz przeciwnie, umocnienia trendu wzrostowego – podsumowuje Marcin Kaznowski, prezes Angel Construction i ekspert ds. rynku nieruchomości.

Jak wynika z danych GUS, powierzchnia użytkowa mieszkań oddanych w styczniu 2021 r. wyniosła 1,6 mln m2, czyli o 3,2% mniej niż przed rokiem.

Chris Bain: koszty produkcji i inflacja rośnie, a ceny gier pozostają bez zmian

Ceny gier komputerowych na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat praktycznie się nie zmieniły, pomimo znaczących wzrostów kosztów produkcji. Dlaczego realna cena, po uwzględnieniu inflacji, wręcz maleje, zastanawiają się eksperci z wydawnictwa All in! Games.

Jak podaje portal arstechnica.com w 2020 roku realna cena wysokobudżetowej gry komputerowej w wydaniu pudełkowym była najniższa w historii. Wobec aktualnych 60 dolarów, w 2000 roku wynosiłaby blisko 100.

– Pomimo tego, że koszty produkcji wzrosły kilkukrotnie, ceny nominalne pozostają praktycznie na tym samym poziomie. Moim zdaniem wynika to z faktu, iż wydawcy w coraz większym stopniu posiłkują się dystrybucją cyfrową, ograniczając w ten sposób koszty i zwiększając marżę. Poza tym powstające nowe, alternatywne kanały dystrybucji elektronicznej zmusiły dystrybutorów do obniżenia swoich marż, umożliwiając utrzymanie stałych cen. Do tego dochodzą również kolejne metody monetyzacji IP gier, takie jak edycje kolekcjonerskie, mikro-transakcje, dodatki DLC, zakupy wewnątrz gry, czy też season passes, które są dodatkowym źródłem przychodu – tłumaczy Chris Bain senior strategy advisor z notowanego na GPW wydawnictwa gier komputerowych, All in! Games. – Zainteresowanie grami cały czas rośnie, więc pomimo stagnacji cen firmy są w stanie zwiększać swoje obroty, a rynek jest cały czas chłonny – dodaje.

Ceny gier pozostają stabilne również z powodu presji ze strony części graczy, którzy są przyzwyczajeni do pewnych standardów. Każde odchylenie od nich, w tym podwyżka cen, byłoby bardzo negatywnie przez tę grupę odebrane. Większość wydawców woli nie podejmować tego ryzyka, choć zdarzają się wyjątki jak w przypadku Call of Duty: Black Ops Cold War, czy też NBA 2K21, które na konsole nowej generacji kosztować będą blisko 70 dolarów, zamiast dotychczasowych 60.

– Można potraktować te przykłady jako swego rodzaju test dla rzeczywistej elastyczności cenowej popytu. Pozwoli on ocenić czy wzrost cen tych tytułów na konsole next-gen nie odbije się negatywnie na przychodach i zysku ich wydawców – tłumaczy Bain.

Do 2013 wzrost cen, potem spadek

Patrząc na statystyki na platformie Steam zebrane przez steamspy.com, można zauważyć, że od 2013 roku liczba wydawanych gier rośnie w tempie 60% rocznie, a cena średnia oraz mediana spadają. Wynika to najprawdopodobniej z faktu, iż na tej pecetowej platformie pojawia się coraz więcej tytułów indie (autorstwa małych studiów developerskich), które plasują się w dolnych widełkach cenowych. Do 2013 roku średnia wzrastała (do 12,5$), ale mediana pozostawała na stałym poziomie (9,99$).

W latach 2009-2013 na Steam wydawanych było od 300 do 600 gier rocznie, czyli stosunkowo niewiele, więc wystarczyło kilka produkcji AAA, by średnią zawyżyć. Właśnie w latach 2011-2013 zaczęło się na tej platformie pojawiać coraz więcej tytułów z najwyższej półki, a za spadek średniej ceny po 2013 odpowiada zdecydowanie większa liczby tańszych gier indie.

– Obecnie nie przewidujemy znaczących wzrostów cen rzeczywistych w najbliższej przyszłości. Cena 70 USD dotyczyła zaledwie kilku gier AAA i spodziewamy się, że gracze wciąż będą mieli dostęp do świetnych tytułów w wielu różnych przedziałach cenowych. Gry będą zapewniać rozrywkę na wysokim poziomie dla coraz liczniejszej i bardziej zróżnicowanej publiczności na całym świecie – podsumowuje Bain.

ceny gier pozostają bez zmian
Dane: steamspy.com, opracowanie All in! Games

Wodór może być stabilizatorem gospodarki energetycznej opartej na OZE

Paliwem przyszłości, które najprawdopodobniej odegra kluczową rolę w transformacji gospodarki energetycznej w zeroemisyjną, jest wodór. Polska produkuje go już w dość dużych ilościach – wykorzystując jednak do jego elektrolizy energię pochodzącą z węgla. To sprawia, że wyprodukowany wodór nie jest zeroemisyjny – nazywamy go “szarym” wodorem. Większość udziałów w produkcji mają obecnie spółki państwowe. Wodór jest produkowany i prawie w całości konsumowany od razu w rafineriach, a także w spółkach państwowych produkujących nawozy. Jednak w przyszłości sposób i miejsce produkcji wodoru powinny się zmienić. Energię elektryczną z wodoru można produkować w wodorowych ogniwach paliwowych. Są one już stosowane w samochodach osobowych, autobusach oraz pojazdach ciężkich i długodystansowych. Dodatkowo wodorowe ogniwa paliwowe mogą służyć po prostu jako źródła energii. Szczególnie dobrze sprawdzają się jako źródło zasilania awaryjnego – na przykład w elektrowniach lub w miejscach, gdzie potrzebne jest ciągłe zużycie prądu.

– Wodór będzie produkowany metodą elektrolizy z udziałem odnawialnych źródeł energii. Spółki, które mają w swoich aktywach odnawialne źródła energii, naturalnie będą do tego dokładały produkcję wodoru – powiedziała serwisowi eNewsroom Magdalena Maj, starsza analityczka zespołu energii i klimatu w Polskim Instytucie Ekonomicznym. – Rozwój nisko lub zeroemisyjnej gospodarki wodorowej jest ściśle związany z odnawialnymi źródłami energii. Wszystkie takie źródła są niestabilne – produkują energię tylko w momencie korzystnych warunków atmosferycznych. Dlatego jeśli mamy nadwyżki produkcji, konieczne jest magazynowanie energii elektrycznej. W przypadku wielkoskalowej produkcji mniej efektywnym sposobem magazynowania są baterie elektryczne. Jako magazyn energii może zaś posłużyć wodór. Nadwyżki energii zużywamy w elektrolizerze do produkcji wodoru z wody, który może być później przechowywany w zbiornikach, albo pod ziemią. Następnie zaś może służyć do produkcji energii elektrycznej w momencie jej największego zapotrzebowania – wyjaśnia Maj.

Polska na podium partnerów handlowych Ukrainy, wzrost liczby ukraińskich firm w RP

Według najnowszych badań Państwowej Służby Statystycznej Ukrainy z 2020 roku, Polska awansowała o jedną pozycję i stała się trzecim co do wielkości partnerem handlowym Ukrainy zaraz po Chinach i Niemczech z dwustronnym obrotem towarowym o wartości 7,36 mld USD i pozostaje drugim co do wielkości rynkiem na świecie po Chinach dla ukraińskiego eksportu towarów o wartości prawie 3,3 mld dolarów. Całkowity handel między Ukrainą a Polską w ubiegłym roku wyniósł 7,36 mld dolarów. Przyczyniło się to m.in. do  wzrostu liczby ukraińskich przedsiębiorców i inwestycji w Polsce.

Pomimo trudnego 2020 roku spowodowanego wybuchem pandemii, wynik ten jest zaledwie o 0,58% niższy w porównaniu do roku 2019. Polska weszła do pierwszej trójki, wyprzedzając Rosję i prawie doganiając Niemcy. Według wydziału gospodarczego Ambasady Ukrainy w RP: Polska w wymianie handlowej z Ukrainą straciła na rzecz Niemiec tylko 48 mln USD, biorąc pod uwagę dynamikę ukraińskiego eksportu do Polski w ostatnich miesiącach 2020 r., zwyczajnie nie starczyło czasu, aby Warszawa wyprzedziła Berlin pod względem tego wskaźnika.  Wzrosła, również liczba ukraińskich firm i inwestycji w RP na koniec 2020 roku w Polsce działało 16,5 tys. firm, w których przynajmniej jeden ze współwłaścicieli był obywatelem Ukrainy to 17% wszystkich firm z kapitałem zagranicznym w Polsce, a liczba ta stale rośnie. Najwięcej inwestycji ukraińskich przedsiębiorców odnotowano w województwach: mazowieckim 6,2 tys., małopolskim 2 tys., dolnośląskim 1,6 tys.

Centrum analityczne Gremi Personal obserwuje kilka trendów związanych z działalnością gospodarczą ukraińskich przedsiębiorców w Polsce. Obywatele Ukrainy często przyjeżdżają do Polski jako pracownicy fizyczni, po opanowaniu języka polskiego, zdobyciu doświadczenia w polskich firmach i przejściu wstępnej adaptacji zajmują stanowiska kierownicze lub otwierają własną firmę. Zwykle Ukraińców interesują następujące obszary biznesu: przed pandemią popularne były hotele i gastronomia, salony kosmetyczne i handel; obecnie jest to drobna produkcja rzemieślnicza, albo wiele konsultacji, a także handel. Obecnie zdecydowanie wzrósł udział usług w branży kreatywnej (IT, marketing i PR, produkcja wideo itp.).

Celem władz Ukrainy jest osiągnięcie wolumenu bilateralnego handlu z Polską na poziomie 10 mld dolarów. Jest to możliwe za 2-3 lata prognozują ukraińscy ekonomiści. Polska pozostaje drugim co do wielkości rynkiem ukraińskiego eksportu na świecie. W szczególności Ukraina wyeksportowała do Polski w ubiegłym roku 3,3 mld USD, wykazując niewielki spadek w roku 2020 o 0,7%. Eksportowane są przede wszystkim produkty rolne (28,3%), metalurgia (18%), produkty mineralne (17,4%), wyroby drzewne (9,9%) oraz produkty elektromaszynowe (7,7%).

Zastąp transgraniczną optymalizację podatkową lokalną racjonalizacją biznesu

Obowiązująca w polskim systemie prawa od 15 lipca 2016 roku klauzula przeciwko unikaniu opodatkowania została od 1 stycznia 2019 roku tak zmodyfikowana, że daje organom podatkowym jeszcze większe pole do działania przy ocenie czy dana czynność była sztuczna, a jej głównym lub jednym z głównych celów było osiągnięcie korzyści podatkowej. Najczęstszym przykładem zastosowania przepisów klauzuli przez organy podatkowe jest wydawanie postanowień o odmowie wydania interpretacji indywidualnej prawa podatkowego, przy czym wystarczy uzasadnione podejrzenie organu, że przedstawione we wniosku o wydanie interpretacji indywidualnej elementy zdarzenia przyszłego lub stanu faktycznego stanowią  unikanie opodatkowania.

Zmiany w prawie podatkowym, zwłaszcza w zakresie transgranicznych struktur organizacyjnych, z którymi przedsiębiorcy będący polskimi rezydentami podatkowymi musieli się zmierzyć w ostatnich latach, niosą ze sobą konieczność weryfikacji posiadanych rozwiązań optymalizacyjnych. Największe obostrzenia przepisów, a zatem i zagrożenia sankcjami przewidziano dla przedsiębiorców posiadających zagraniczne spółki, fundacje prywatne, czy trusty, a także zagraniczne rachunki bankowe. Aktualnie mamy do czynienia nie tylko z przepisami o CFC („Controlled Foreign Company”) i CRS („Common Reporting Standard”), ale także przepisami Konwencji MLI („Multilateral Instrument to Modify Bilateral Tax Treaties”) oraz regulacjami dotyczącymi raportowania MDR („Mandatory Disclosure Rules”). Ponadto polskie spółki są zobligowane do ujawniania danych swoich beneficjentów ostatecznych – tzw. UBO („Ultimate Beneficial Owner”) w Centralnym Rejestrze Beneficjentów Rzeczywistych.

Uszczelnienie systemu podatkowego nastąpiło poprzez zobowiązanie instytucji finansowych do zbierania danych osobowych beneficjentów rzeczywistych rachunków bankowych (założonych zarówno przez osoby fizyczne jak i prawnych) i ujawniania ich innym państwom – właściwym pod względem rezydencji podatkowej osób fizycznych, bezpośrednio lub pośrednio sprawującej kontrolę nad daną strukturą, które ostatecznie partycypują przy dystrybucji środków/majątku danego podmiotu zagranicznego. A pondto poprzez rozszerzenie definicji CFC tj. kryteriów uznania za zagraniczną spółkę kontrolowaną nie tylko podmiotów posiadających siedzibę w egzotycznych destynacjach ale także takich, które są założone na terenie UE lub EOG jeśli są pasywne lub pomimo prowadzenia operacyjnej działalności ich udziały są posiadane przez jednego UBO lub kilku, powiązanych koneksjami rodzinnymi etc.

Polskie spółki mają od zeszłego roku także obowiązek ujawniania w Centralnym Rejestrze Beneficjentów Rzeczywistych, osób fizycznych pozostających na szczycie nawet najbardziej skomplikowanej struktury korporacyjnej, również z udziałem podmiotów zagranicznych.

Należy również pamiętać, że zapobieganie erozji podstawy opodatkowania i przenoszeniu zysku do innego państwa, to cel wielostronnej Konwencji MLI, która objęła polskich rezydentów podatkowych, osiągających dochody w innym kraku.

Nie bez znaczenia pozostaje także fakt, że przedsiębiorcy przenoszący za granicę aktywa o wartości przekraczającej 4 mln zł, muszą zapłacić 19-procentowy podatek od tej nadwyżki tj. tzw zwany „Exit Tax”, będący konsekwencją implementacji dyrektywy unijnej, przy czym Polska wprowadziła te regulacje jako pierwsza w UE i w zakresie odnoszącym się nie tylko do osób prawnych, ale także fizycznych.

Nierozłącznym tematem związanym z optymalizacją podatkową jest obecnie także obowiązek raportowania schematów podatkowych, zwanym raportowaniem MDR. Schematy podatkowe, to uzgodnienia, instrukcje działania, zespół czynności, w których udział bierze podatnik, a które mogą mieć wpływ na wysokość jego zobowiązania podatkowego. Taki schemat wyróżnia np. występowanie w nim trudnego do ustalenia beneficjenta rzeczywistego, lub gdy jego głównym celem jest korzyść podatkowa. I choć obowiązek raportowania spoczywa na podmiotach profesjonalnych, takich jak: adwokaci, radcy prawni, doradcy podatkowi, notariusze, główni księgowi, pracownicy banków i instytucji finansowych, to obowiązujące przepisy przewidują również sytuacje, gdy obowiązek raportowania do Szefa Krajowej Administracji Skarbowej spadnie na przedsiębiorcę, podatnika, któremu schemat podatkowy został udostępniony i który wystąpi w roli tzw. korzystającego.

Mając na uwadze powyższe regulacje, struktury korporacyjne z elementem zagranicznym, ale także inne rozwiązania optymalizacyjne jak umowy powiernicze, licencje na znaki towarowe, operacje wewnątrz spółek, zastosowane wiele, lub kilka lat temu, a z których nadal korzystają polscy podatnicy, lub z których zamierzają skorzystać, są dziś pod szczególną obserwacją organów skarbowych. Częste i liczne zmiany przepisów utrudniają prowadzenie działalności i prowadzą niejednokrotnie przedsiębiorców do rezygnacji z transgranicznych rozwiązań optymalizacyjnych związanych obecnie z dużym poziomem ryzyka gospodarczego. Zwłaszcza, że prowadzenie działalności z elementem międzynarodowym na pewno wiąże się w dzisiejszych czasach z koniecznością posiadania rzeczywistej substancji ekonomicznej w miejscu jej wykonywania, którą urzędy skarbowe weryfikują w pierwszej kolejności.

Z całą pewnością tzw. „międzynarodowa optymalizacja podatkowa” nie zdaje już egzaminu w obecnych realiach i może przynieść podmiotowi posiadjącemu w Polsce nieograniczony obowiązek podatkowy, więcej problemów niż korzyści. Przedsiębiorcy, wychodząc naprzeciw nowym, skomplikowanym regulacjom powinni skłaniać się raczej ku racjonalizacji biznesu i przemodelowaniu  posiadanych struktur polskich zgodnie z obowiązującymi przepisami. Mamy lokalnie w tym zakresie szereg możliwości związanych z rozdzieleniem działalności operacacyjnej od sfery majątkowej, która powinna być objęta szczególną ochroną. Ponadto każdy przedsiębiorca powinien zacząć „przebudowę” biznesu od analizy czy, aby na pewno działa w najlepszej możliwej formie prawnej ze względu na prowadzoną działalność i wyznaczone cele ekonomiczne. Bardzo istotne znaczenie dla każdego przedsiębiorcy ma także możliwość inwestycji lub reinwestycji zysków w danej strukturze, która powinna być dokonywana za pomocą podmiotu, kreującego jak najmniejsze obciążenia fiskalne w ramach wyznaczonych przez prawo.

Aneta Czarnecka-Teuchmann
Radca Prawny z Działu Prawa Handlowego i Obrotu Międzynarodowego Kancelarii Sadkowski i Wspólnicy.

Venture INC zwiększa zaangażowanie w Intelliseq

Venture INC, fundusz venture capital notowany na GPW, obejmuje udziały w Intelliseq, krakowskiej spółce rozwijającej  globalną  platformę do analizy genomu ludzkiego. Tym samym zwiększa ekspozycję portfela  na globalnie rosnący trend genomiki obliczeniowej w sektorze ochrony zdrowia. Po podwyższeniu kapitału zakładowego fundusz będzie posiadał 53% kapitału Intelliseq.

Venture INC, w wyniku podwyższenia kapitału Intelliseq, objął 177 nowych udziałów za kwotę 700 tys. zł. Po rejestracji, fundusz zostanie inwestorem większościowym posiadającym 53,27% udziałów w spółce.

Zdecydowaliśmy się na zwiększenie zaangażowania w Intelliseq, ponieważ widzimy coraz większe, globalne zainteresowanie obszarem badań genetycznych. Jego zastosowanie dotyczy nie tylko rynku konsumenckiego ale również obszaru badań i farmakogenomiki. Wysokie kompetencje zespołu i obrany kierunek rozwoju biznesowego został już wcześniej potwierdzony przez nawiązaną współpracę z amerykańską platformą Helix ale także przez nowe kontrakty, m.in z Instytutem Medycyny Doświadczalnej i Klinicznej w Warszawie, firmą farmaceutyczną Boehringer Ingelheim czy niemiecki instytutem badawczym BiomedX – komentuje Jakub Sitarz, Prezes Venture INC.

Intelliseq specjalizuje się w genomice obliczeniowej, oferując oprogramowanie do analizy badań genetycznych. Obecnie prowadzi dwa projekty. Pierwszym z nich jest PGx Plus zakładajacy opracowanie oprogramowania do farmakogenomiki, które bada wpływ genomu danej osoby na leki i pozwala na ich optymalny dobór. Celem drugiego projektu Mobigen jest z kolei opracowanie aplikacji mobilnej, która w przejrzysty i czytelny sposób zaprezentuje użytkownikowi informacje z dziedziny genetyki personalnej. Firma rozwija też system do analizy danych genetycznych z NGS (Next Generation Sequencing). Współpraca z Intelliseq jest kolejną inwestycją funduszu w obszarze ochrony zdrowia, po Infermedica.

Spółka współpracuje z klientami z Polski: z Instytutem Medycyny Doświadczalnej i Klinicznej w Warszawie (IMDiK) oraz Akademią Wychowania Fizycznego i Sportu w Gdańsku (AWFiS). Klienci zagraniczni to duża niemiecka firma farmaceutyczna Boehringer Ingelheim oraz niemiecki instytut badawczy BiomedX, a także amerykańskie firmy takie jak SCC Soft Computer oraz Vitalleo. Dodatkowo, Intelliseq poszerzył ofertę B2B w zakresie genetyki konsumenckiej o analizę danych przydatnych do oceny ryzyka ciężkiego przebiegu zakażeń wirusem COVID-19.

Intelliseq kontynuuje pracę nad platformą IntelliseqFlow oraz rozpoczęcie testów i sprzedaży oprogramowania u potencjalnych odbiorców, a także uruchomienie usług analizy odczytów genomów/transkryptomów w modelu SaaS.

Spółka planuje również pierwsze wdrożenie systemu GeneTraps razem ze spółką Analityk Genetyka, na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym, w Zakładzie Medycyny Regeneracyjnej, kierowanym przez profesora Ratajczaka oraz wspólnie z firmą SCC Soft Computers w firmie Prodia.

Chińscy hakerzy sklonowali amerykańskie narzędzie cyberofensywne

Amerykańskie firmy ofiarami exploitów NSA? Nowe dowody w sprawie chińskich narzędzi hakerskich.

Amerykańskie firmy mogły być ofiarami eksploitów stworzonych przez NSA. Jak donoszą eksperci Check Point Research, wykryte kilka lat temu chińskie narzędzie hakerskie przyznające uprawnienia w systemach Windows jest najprawdopodobniej klonem oprogramowania „EpMe”, którego autorami byli hakerzy powiązani z NSA.

Chińscy hakerzy sklonowali amerykańskie narzędzie cyberofensywne

Firma Check Point Research (CPR) ustaliła, że chińscy hakerzy sklonowali i aktywnie wykorzystali narzędzie amerykańskiej jednostki hakerskiej o nazwie Equation Group. Klon programu został uruchomiony przez chińską grupę hakerską APT31 między 2014 a 2017 rokiem – trzy lata przed ujawnieniem grupy.

Narzędzie hakerskie, po raz pierwszy wykryte przez zespół reagowania na incydenty Lockheed Martin, a następnie szczegółowo omówione przez Microsoft w 2017 roku, było zdolne do ataków typu zero-day opartych o uprawnienia, wymierzonych w komputery z systemem Windows XP i Windows 8. Cyberprzestępcy mogliby użyć programu, aby uzyskać najwyższe dostępne przywileje i swobodnie wykorzystywać zainfekowane komputery – w tym instalować programy, przeglądać, zmieniać lub usuwać dane, czy tworzyć nowe konta z pełnymi uprawnieniami administratora. Firma Microsoft załatała lukę wykorzystywaną przez narzędzie, dokumentując jednocześnie poprawkę jako CVE-2017-0005 i przypisując wykorzystywanie podatności chińskiej grupie hakerskiej o nazwie APT31.

Nowe dowody firmy Check Point wskazują jednak, że narzędzie wykorzystywane przez APT31 było jedynie klonem programu o kryptonimie „EpMe”, opracowanego przez amerykańską firmę Equation Group, czyli grupę APT uważaną za jednostkę TAO (Tailored Access Operations) NSA.

Chińska replika – nazwana przez ekspertów “Jian” – działała przez trzy lata do momentu zgłoszenia pierwszych incydentów firmie Microsoft, który załatał podatności swojego systemu.  Miało to miejsce tuż przed tym, jak grupa hakerska „Shadow Brokers” publicznie ujawniła szpiegowski kod autorstwa Equation Group (w tym „EpMe ”Exploit CVE-2017-0005).

Oznacza to, że oryginał należący do Equation Group służył amerykańskim agencjom bezpieczeństwa co najmniej kilka miesięcy dłużej. Eksperci Check Pointa zakładają, że przejęcie narzędzia mogło mieć miejsce podczas amerykańskiego ataku na któryś z chińskich podmiotów lub podczas działań Equation w sieciach, które obserwowała chińska grupa hakerów. Nie można wykluczyć również bezpośredniego ataków chińskiego APT31 na Equation Group.

Mimo że „Jian” został przejęty i przeanalizowany przez Microsoft na początku 2017 r., a Shadow Brokers ujawniło narzędzia Equation Group prawie cztery lata temu, wciąż można się wiele nauczyć z analizy tych przeszłych wydarzeń. Sam fakt, że cały moduł eksploatacyjny, zawierający 4 różne eksploity, leżał niezauważony przez cztery lata na GitHubie, uczy nas o ogromie przecieku wokół narzędzi Equation Group. – mówi Yaniv Balmas, szew działu badań i rozwoju produktów w Check Point.

Atak przeprowadzany za przy pomocny Jian opierały się na trzech fazach: 1) przejęcia komputera z systemem Windows; 2) uzyskaniu najwyższego stopnia uprawnień; 3) instalacji programów typu malware. Należy zaznaczyć, że zarówno Jian jak i EpMe, realizowały faze drugą, polegającą na przyznaniu uprawnień, pozwalających na swobodne wędrowanie i pełną obsługę systemu.

Zasadniczo, nasze badania pokazują, w jaki sposób jedna grupa APT wykorzystuje narzędzia innej grupy APT do swoich własnych operacji, co utrudnia badaczom bezpieczeństwa dokładne przypisywanie ataków. Ukazuje to również jak złożona jest rzeczywistość stojąca za tymi atakami. Mamy nadzieję, że opracowana przez nas technika badawcza śledzenia wykorzystanych luk w zabezpieczeniach może doprowadzić do nowych wniosków, które do tej pory były niedostatecznie analizowane przez branżę bezpieczeństwa – dodaje Balmas.

Pełna analiza techniczna dostępna jest pod linkiem: The Story of Jian – How APT31 Stole and Used an Unknown Equation Group 0-Day – Check Point Research

Chwilowa słabość dolara

Wczoraj na rynkach nie było jednego solidnego motywu przewodniego, a raczej handel dyktowany był przez zlepek opinii i niepewność związana z poszukiwaniem odpowiedzi na nurtujące pytania. Rynek akcji dołował przy wątpliwościach o słuszność wysokich wycen w obliczu stromienia krzywej rentowności. Jednocześnie oczekiwania poprawy globalnego wzrostu pomagały we wzrostach surowców przemysłowych. USD tracił względem głównych walut, ale wywierał presję na rynki wschodzące. Dziś uwaga przenosi się na przemówienie szefa Fed Powella w Kongresie USA.

Za dużo pytań, za mało odpowiedzi. Od zeszłego tygodnia debatujemy, jak należy interpretować skok rentowności obligacji skarbowych USA? Czy wzrosty oznaczają oczekiwania na wcześniejszą normalizację polityki monetarnej Fed? A może chodzi o dyskonto wyższej inflacji, jeśli ożywienie gospodarcze faktycznie przyspieszy? Czy może jednak jest to przejaw wyższej premii za ryzyko w obliczu ogromnej ekspansji fiskalnej USA? I jak zmiany na rynku długu USA mają się do trendów na rynku obligacji innych krajów? Po ubiegłym tygodniu wiemy też, że rynek potrafi dopasować sobie wytłumaczenie do reakcji, w zależności która retoryka jest w danym momencie najsilniejsza. Ale to także sugeruje, że jednoznacznego przekonania co do kierunku i jego uzasadnienia nie ma. Tworzy to chaos i środowisko nieskorelowanej zmienności.

Wczoraj Wall Street walczyło z tezą, że strategia reflacyjna narzuca przesiadkę ze spółek wzrostowych na spółki wartościowe, a wyższe rynkowe stopy procentowe zmuszają do przeglądu finansów spółek pod kątem uzależnienia od zewnętrznego finansowania. Na tej dyskusji ucierpiały giganty z Nasdaq, ale relatywnie stabilny pozostał Dow Jones. Podkreślony został punkt przegięcia dla oceny sytuacji gospodarczej, gdzie mniej rozmawiamy o zakażeniach i nowych szczepach wirusa, a coraz więcej o tempie zaszczepień. Możemy obserwować nasilenie rotacji w stronę spółek wartościowych, ale krótkoterminowo niepewny jest efekt netto – czy mocniej odznaczy się korekta spółek technologicznych, czy zwycięży generalne przeświadczenie przyspieszenia ożywienia? I jak w tym zamieszaniu odczytany zostanie wzrost rentowności: dobrze, bo sugeruje odejście od bezpiecznych obligacji, albo źle, bo zwiastuje zaostrzenie warunków finansowych? Osobiście za sensowne wydaje mi się pierwsze tłumaczenie, ale większość rynkowa już nie raz pokazała, że wybór pada na bardziej przerażające ją konkluzje.

Ruchy na rynku długu pozostaną ważnym tematem w kontekście zaplanowanego na dziś przemówienia prezesa Fed Powella w Kongresie w ramach zdawanego dwa razy do roku sprawozdania z prowadzonej polityki monetarnej. Oczekuję, że Powell pozostaje bardzo gołębi. Podkreśli, że głównym celem Fed obecnie jest wspieranie odbudowy zatrudnienia i inflacji, ale aktualnie Fed jest daleko od osiągnięcia swoich celów, dlatego polityka monetarna pozostaje ultra-luźna jeszcze przez długi czas. Oświadczenie Powella może nie być dobrym środkiem dla werbalnego zatrzymania wzrostu rentowności, ale niewykluczone, że prezes Fed zostanie zapytany o zmiany na rynku długu. Wówczas liczyłbym na komentarz, że cokolwiek rentowności implikują pod kątem przyspieszenia terminu normalizacji polityki, jest mylne.

Wczorajsza słabość USD względem głównych walut nie ma dziś kontynuacji, co może się wiązać z wyczekiwaniem na słowa Powella. Umiarkowana przewaga zawiązuje się w przypadku NOK i CAD (z pomocą wzrostu cen przy naftowej); mocny jest też GBP, który w ostatnich dniach wyraźnie jest pupilkiem forexowych graczy. Poza tym nie widać solidnego przekonania co do kierunku i choć słabość USD sugeruje powrót trendu reflacyjnego, to już presja na walutach rynków wschodzących komplikuje interpretację. Dodatkowo zamęt wprowadza perspektywa końca miesiąca. Ten ostatni aspekt zaczyna się odznaczać na rynku złotego – podobnie jak w styczniu ostatni tydzień miesiąca przynosi początkowo osłabienie waluty. Jednak ostatnie dwa dni handlowe stycznia przyniosły powrót siły złotego i jeśli schemat ma się powtórzyć, finalnie konsolidacja 4,47-4,51 powinna się utrzymać.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Analityka pozwala lepiej zarządzać procesem szczepień na COVID-19

Właściwe zarządzenie programem szczepień przeciwko COVID-19 jest jednym z większych wyzwań XXI wieku. Zaszczepienie osób narażonych na ciężki przebieg choroby, zapewnienie zgodności z restrykcyjnymi normami przechowywania szczepionek, zaplanowanie harmonogramu podania dwóch dawek w określonym czasie, a także koordynacja akcji informacyjnych skierowanych do obywateli – to ogromne przedsięwzięcie. Analityka pomoże lepiej zarządzać tym procesem, co pozwoli szybciej pokonać pandemię.

Jest mało prawdopodobne, aby dostępne dawki szczepionki umożliwiły w najbliższej przyszłości zaszczepienie całej populacji. Punkty szczepień w poszczególnych krajach często są gotowe, ale brakuje samego preparatu. Komisja Europejska złożyła zamówienie na dwa miliardy dawek u ośmiu producentów, ale nie są oni w stanie dostarczać ich w wyznaczonych terminach ze względu na problemy poddostawców.

Analityka pozwala tworzyć długo- i krótkoterminowe strategie walki z pandemią

Integracja danych pozwala określić rozmiary grup priorytetowych zajmujących określone obszary oraz zapotrzebowanie na szczepionki, co umożliwia ich alokację. Dzięki temu można zminimalizować straty wynikające z nieoptymalnej dystrybucji. Podczas tego złożonego procesu można natrafić na liczne trudności techniczne, np. wynikające z potrzeby tworzenia wiarygodnych analitycznie szacunków, które pozwalają identyfikować docelowe populacje, bazując na danych pochodzących z różnych źródeł.

Istotna jest też odpowiednia analiza i interpretacja danych. Analizy geoprzestrzenne, analizy skupień czy wizualizacja danych za pomocą map ciepła to wybrane przykłady zastosowań analityki, która pozwala identyfikować, gdzie znajdują się grupy wymagające najszybszego podania szczepionek. Modele epidemiologiczne pomagają w podejmowaniu decyzji i ustalaniu priorytetów na podstawie aktualnych informacji. Ważne jest, aby decydenci nie opierali się jedynie na danych z określonego momentu, ale tworzyli systemy, które uczą się na podstawie dostarczanych informacji i szybko reagują na zmiany.

Optymalizacja łańcucha dostaw

Ochrona Zdrowia mierzy się też z wyzwaniem efektywnej dystrybucji dostępnych szczepionek. Niezbędne jest określenie, do których grup osób mają one trafić i jakie są możliwości poszczególnych placówek w zakresie przechowywania szczepionek w odpowiednich warunkach. Optymalizacja strategii dystrybucji w obliczu zmian w liczbie dostaw czy fluktuacji osób zarejestrowanych do szczepień w poszczególnych placówkach będzie wymagać wydajnych systemów analitycznych. Narzędzia analityczne SAS pozwalają monitorować cały łańcuch dostaw, prowadzić inwentaryzację oraz określać zapotrzebowanie. Dzięki temu organizacje mogą optymalizować strategie dystrybucji, uwzględniając dynamiczne zmiany i pojawianie się nowych ognisk pandemii. Analiza danych pozwala też określić możliwości magazynowe czy wydajność podawania dawek szczepionki w poszczególnych placówkach.

Jak przebiega dystrybucja szczepionek

Punkty szczepień mają obowiązek bieżącego raportowania liczby wykonanych szczepień, co pozwala szybko reagować na ewentualne niedobory. Niestety wieloletnie braki inwestycyjne w nowe technologie w ochronie zdrowia doprowadziły do problemów związanych z jakością danych i raportowaniem, co utrudnia skuteczną dystrybucję szczepionek. Rozwiązania SAS do zarządzania danymi pomagają w zapewnieniu jakości i spójności przetwarzanych informacji, dzięki czemu odpowiednie jednostki opieki medycznej zyskują wiedzę dotycząca postępów w procesie szczepień. Ponadto umożliwiają automatyzację nużących zadań manualnych jak: przygotowywanie i integracja danych oraz kategoryzacja pacjentów czy osób narażonych na zakażenie. Zaoszczędzony w ten sposób czas można przeznaczyć na leczenie pacjentów i przeprowadzanie szczepień.

Dane skuteczną bronią w walce z COVID-19

W złożony proces zarządzania procesem szczepień na COVID-19 zaangażowanych jest wiele podmiotów. Firmy logistyczne zbierają dane dotyczące położenia i temperatury transportu. Rządy analizują informacje dotyczące alokacji i dystrybucji szczepionek na masową skalę. Z kolei placówki ochrony zdrowia przetwarzają informacje uzyskane podczas kontaktu z pacjentami za pośrednictwem kanałów cyfrowych. Systemy analityczne pozwalają nadać wszystkim tym działaniom szerszy kontekst i połączyć wysiłki wielu organizacji na rzecz walki z pandemią COVID-19.

Korzystając z narzędzi analitycznych SAS, organizacje służby zdrowia mogą:

  • przewidywać zmienne zapotrzebowanie w poszczególnych województwach, regionach i krajach, co pozwala optymalizować strategie dystrybucji szczepionek,
  • monitorować wykorzystanie szczepionek, aby pokryć zapotrzebowanie, a także złożyć odpowiednie zamówienia i właściwie zaplanować dystrybucję,
  • lokalizować braki administracyjne, które utrudniają dystrybucję w sytuacji pojawienia się nowych ognisk pandemii,
  • analizować nieoczekiwane niedobory w podawaniu szczepionek w celu bardziej optymalnego kierowania działaniami informacyjnymi i pracą przedstawicieli ochrony zdrowia,
  • przewidywać problemy, które mogą wystąpić w procesie podawania drugiej dawki szczepionki,
  • uzyskać informacje na temat zmian podatności na zachorowania, szybkości przenoszenia się wirusa, statusu odporności populacyjnej etc.

Od początku pandemii SAS, współpracuje z organizacjami na całym świecie, pomagając walczyć ze skutkami COVID-19 poprzez monitorowanie, jak rozprzestrzeniają się zakażenia i tworzenie modeli pozwalających określić, gdzie mogą powstawać kolejne ogniska, a także optymalizację łańcuchów dostaw i procesów zarządzania zasobami medycznymi.

Prezes URE: Przyjęcie nowej polityki energetycznej przyspieszy transformację i niezbędne inwestycje. Ich koszty nie powinny obciążać odbiorców końcowych

Do 2040 roku zostanie zbudowany niemal nowy system elektroenergetyczny, którego silną podstawą będą źródła nisko- i zeroemisyjne – wskazuje rząd w niedawno przyjętej strategii dla polskiej energetyki na nadchodzące dwie dekady. Prezes Urzędu Regulacji Energetyki Rafał Gawin zwraca uwagę, że ważnym kierunkiem tej transformacji będzie rozwój energetyki rozproszonej, dziś widoczny głównie w fotowoltaice. Wypieranie węgla przez OZE będzie wymagać też dużych inwestycji w infrastrukturę sieciową. – Również w tym obszarze powinny być dostępne środki, które nie obciążają bilansów spółek, a w konsekwencji bezpośrednio odbiorców końcowych – mówi prezes URE.

– Przyjęcie „Polityki energetycznej Polski do 2040 roku” to ustanowienie jasnych zasad na przyszłość dla wszystkich uczestników rynku – zarówno dla przedsiębiorców, jak i administracji. Są to jasne kierunki rozwoju rynku, które wyznaczają cele klimatyczne. To bardzo ważny sygnał, który powinien przyspieszyć proces transformacji energetycznej i decyzje przedsiębiorców dotyczące inwestycji, które są niezbędne dla tej transformacji – mówi agencji Newseria Biznes Rafał Gawin, prezes Urzędu Regulacji Energetyki.

Uchwała w sprawie przyjęcia „Polityki energetycznej Polski do 2040 roku” została przyjęta przez Radę Ministrów 2 lutego br. Dokument przygotowany przez resort klimatu i środowiska ma być kompasem dla firm, samorządów, administracji i obywateli w zakresie transformacji polskiej gospodarki w kierunku niskoemisyjnym. Wyznaczy też ramy wszelkich działań – m.in. legislacyjnych i inwestycyjnych – w sektorze energetycznym w perspektywie nadchodzących dwóch dekad. Nowa polityka energetyczna państwa została przyjęta po 12 latach od uchwalenia poprzedniej.

– Istotnym kierunkiem jest rozwój energetyki rozproszonej. To jeden z kluczowych obszarów, który dziś dynamicznie się rozwija i który rzeczywiście został zauważony i mocno zaakcentowany w polityce energetycznej państwa. Ten dynamiczny rozwój energetyki rozproszonej widać dziś chociażby w zakresie instalacji prosumenckich, przede wszystkim fotowoltaicznych – mówi prezes URE.

Obserwowany w kilku ostatnich latach boom na fotowoltaikę w Polsce napędził m.in. rządowy program dotacji Mój Prąd (w ramach którego do tej pory NFOŚiGW dofinansował 220 tys. prosumenckich instalacji fotowoltaicznych o mocy 2–10 kW). W tej chwili to właśnie w tym segmencie mikroinstalacji obserwowany jest największy przyrost nowych mocy. Według przytaczanych przez resort rozwoju danych PTPiREE na koniec 2020 roku w Polsce funkcjonowało już ponad 457,4 tys. mikroinstalacji o łącznej mocy ok. 3 GW. To oznacza blisko 30-proc. wzrost kwartalny i prawie 200-proc. wzrost względem końca 2019 roku.

Nowo przyjęta „Polityka energetyczna Polski do 2040 roku” zakłada, że do końca tej dekady moc zainstalowana w fotowoltaice wyniesie 5–7 GW (i ok. 10–16 GW w 2040 roku). Jednak chociażby ostatni rok pokazał, że wzrost tego segmentu rynku OZE okazuje się szybszy od prognoz. Moc zainstalowana PV w systemie na koniec grudnia przekroczyła już 3,6 GW, tymczasem Instytut Energetyki Odnawialnej szacował ok. 2,5 GW na koniec 2020 roku. Ten pułap został jednak osiągnięty już w połowie ubiegłego roku.

 W najbliższej przyszłości powinniśmy szukać rozwiązań, które będą integrowały tego typu źródła z systemem elektroenergetycznym w celu zapewnienia bezpieczeństwa i ciągłości dostaw energii elektrycznej. W tym obszarze kluczowe znaczenie będzie mieć rozwój instalacji i rozwój fleksumentów, czyli takich odbiorców, którzy nie tylko wytwarzają energię na własne potrzeby, ale są też w stanie świadczyć usługi systemowe na rzecz operatorów i na rzecz całego systemu elektroenergetycznego – podkreśla Rafał Gawin.

Rządowy dokument zakłada optymalne, możliwie długie wykorzystanie własnych, krajowych surowców energetycznych. Udział węgla w miksie energetycznym ma jednak sukcesywnie spadać, osiągając nie więcej niż 56 proc. w 2030 roku (a przy podwyższonych cenach uprawnień do emisji CO2 może spaść nawet do poziomu 37,5 proc.). Równolegle do tego czasu będzie postępować wzrost udziału OZE w końcowym zużyciu energii brutto – do 2030 roku ma to być co najmniej 23 proc. (nie mniej niż 32 proc. w elektroenergetyce, głównie wiatrowej i PV, 28 proc. w ciepłownictwie i 14 proc. w transporcie z dużym wkładem elektromobilności).

– Wśród kierunków wskazany jest rozwój energetyki wiatrowej, morskiej energetyki wiatrowej oraz energetyki jądrowej. To są kierunki, które zmierzają do ograniczania emisji gazów cieplarnianych i CO2, w związku z czym sprzyjają celom klimatycznym – mówi prezes URE.

Rządowa strategia zakłada, że do końca tej dekady krajowe emisje gazów cieplarnianych zostaną zmniejszone o 30 proc. (w stosunku do 1990 roku). Moc zainstalowana w offshore ma osiągnąć ok. 5,9 GW w 2030 roku i do ok. 11 GW 10 lat później. Rządowe plany potwierdzają też, że w 2033 roku ma zostać uruchomiony pierwszy blok elektrowni jądrowej o mocy ok. 1–1,6 GW. Kolejne będą wdrażane co dwa–trzy lata, a cały program jądrowy zakłada w sumie budowę sześciu takich bloków.

–  Jestem przekonany, że do rozwoju tego typu źródeł w dużej mierze powinny być wykorzystywane środki unijne, które zostały przewidziane w różnych funduszach, projektach unijnych, ponieważ tylko w taki sposób jesteśmy w stanie zagwarantować, że realizacja tych projektów będzie akceptowalna społecznie – podkreśla Rafał Gawin.

Rządowa strategia podkreśla, że transformacja energetyczna i transformacja regionów węglowych ma przebiegać w sposób akceptowalny społecznie, sprawiedliwy i partycypacyjny, nastawiony m.in. na nowe technologie i innowacje, w ten sposób stając się motorem rozwoju gospodarczego. Wsparciu tego procesu służyć mają instrumenty finansowe w ramach unijnego mechanizmu sprawiedliwej transformacji, z których Polska może liczyć na 60 mld zł.

– Trzeba pamiętać, że potrzebne będą też inwestycje w obszarze sieciowym, żeby móc zintegrować duże ilości energii płynące chociażby z morskiej energetyki wiatrowej. Tutaj również będzie potrzebny bardzo duży wysiłek inwestycyjny. W tym obszarze także powinny być dostępne takie środki, które nie obciążą bilansów spółek, a w konsekwencji bezpośrednio odbiorców końcowych – mówi prezes URE.

Wśród kluczowych elementów nowej polityki energetycznej państwa znalazły się również m.in. poprawa efektywności energetycznej do 2030 roku na poziomie 23 proc. (w odniesieniu do zużycia energii pierwotnej w 2020 roku), rozwój ciepłownictwa i kogeneracji, zmniejszenie problemu ubóstwa energetycznego o 30 proc., rozbudowa infrastruktury gazu ziemnego, ropy naftowej i paliw ciekłych przy jednoczesnej dywersyfikacji kierunków dostaw (jednym z celów strategicznych wskazanych w strategii jest budowa Baltic Pipe), a także rozbudowa infrastruktury wytwórczej i sieciowej energii elektrycznej. Ważnym elementem są też inwestycje w technologie wodorowe, technologie magazynowania energii oraz elektromobilność i paliwa alternatywne.