W tym sezonie piłkarskim straty mogą sięgnąć nawet 2 mld euro

Pandemia dotknęła futbolowych gigantów, powodując duży spadek przychodów pierwszej dwudziestki. Z drugiej strony podkreśliła wartość rozgrywek sportowych, które w trudnym czasie dostarczają kibicom pozytywnych wrażeń. Bezpieczny powrót kibiców na stadiony jest dziś jednym z priorytetów klubów piłkarskich na świecie.

Na skutek pandemii przychody dwudziestki największych futbolowych potęg w sezonie 2019/2020 wyniosły 8,2 mld euro, o 12 proc. mniej niż rok wcześniej. Spadek ten dotyczył przede wszystkim zmniejszonych wpływów od nadawców telewizyjnych i – ze względu na brak kibiców na stadionach – przychodów z dnia meczu. Na czele klubów piłkarskich o największych przychodach na świecie po raz drugi w historii stanęła FC Barcelona. Przychody hiszpańskiego giganta wyniosły prawie 715,1 mln euro. To jedynie 200 tys. euro mniej niż kolejnego w kolejce Realu Madryt. Podium uzupełnia Bayern Monachium. To najważniejsze wnioski z 24. edycji raportu „Football Money League”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte.

Zgodnie z szacunkami ekspertów Deloitte na skutek pandemii w obecnym sezonie 2020/21 spadki przychodów mogą sięgnąć nawet 2 mld euro. Zakłócenie sezonu piłkarskiego 2019/20 i odmienne podejście różnych lig, nadawców i partnerów handlowych spowodowało, że przychody klubów z sezonu 2019/20 rozłożone są na dwa lata finansowe kończące się w 2020 i 2021 roku. Większość analiz Deloitte w tegorocznej Football Money League koncentruje się na roku finansowym zakończonym w roku 2020. W rezultacie doprowadziło to do odroczenia i trwałej utraty jednego z elementów składowych przychodów (z dnia meczowego, ale także wpływów od nadawców). – Ligi na całym świecie w różny sposób starały sobie radzić z pandemią. W niektórych przypadkach rozgrywki zostały przełożone, w niektórych zakończone, a jeszcze innych – całkowicie anulowane – mówi Dan Jones, partner w Sports Business Group w Deloitte w Wielkiej Brytanii. – Nie ma wątpliwości, że to jeden z najtrudniejszych momentów, jaki kiedykolwiek przeżywała branża piłkarska. Brak kibiców, odkładanie i odwoływanie meczów, rabaty dla nadawców oraz potrzeba zadowolenia partnerów komercyjnych, wszystko to znacząco wpłynęło na wynik Football Money League 2021. W rezultacie porównywanie wyników poszczególnych klubów jest trudniejsze niż zwykle – dodaje.

W sezonie 2019/2020 dwadzieścia najlepiej zarabiających klubów piłkarskich na świecie wygenerowało 8,2 mld euro łącznych przychodów, o 12 proc. mniej niż w poprzednim sezonie, kiedy wynik ten wynosił 9,3 mld euro. Spadek o 1,1 mld euro wynika przede wszystkim z redukcji przychodów z tytułu transmisji (o 937 mln euro, czyli 23 proc.) oraz spadku przychodów z dnia meczowego o 257 mln euro (17 proc.). Spadków nie był w stanie zrekompensować wzrost przychodów komercyjnych o 105 mln euro (o 3 proc.), osiągnięty dzięki wejściu w życie kilku dużych porozumień handlowych. – Chociaż żaden klub piłkarski nie był odporny na wyzwania związane z COVID-19, to kluby Football Money League odczuły to w najmocniejszy sposób. W tegorocznej edycji średni poziom przychodów przypadający na klub wynosił 409 mln euro, o 55 mln mniej niż rok wcześniej – mówi Dan Jones. – Bezpieczny powrót kibiców na stadiony jest jednym z priorytetów światowej piłki nożnej. Mecze są podstawą modelu biznesowego klubu i pomagają napędzać inne działania generujące przychody. Nieobecność fanów na stadionach będzie w pełni odzwierciedlona w przyszłorocznej edycji Football Money League. Ostateczna wielkość wpływu finansowego pandemii na piłkę nożną będzie zależała w niemałym stopniu od momentu i skali powrotu kibiców – dodaje ekspert.

Hiszpańskie kluby znowu bezkonkurencyjne

Pomimo znacząco odmiennych warunków w różnych ligach w sezonie 2019/20, skład Football Money League pozostał niemal taki sam jak w poprzednich latach. Skład pierwszej dziesiątki pozostaje niezmieniony, a 18 z 20 klubów było obecnych w zeszłorocznej edycji.

FC Barcelona (1. miejsce – 715,1 miliona euro) i Real Madryt (2. miejsce – 714,9 miliona euro) utrzymały się na szczycie, a różnica między nimi wynosi zaledwie 0,2 miliona euro i jest najmniejsza w historii zestawienia. „Duma Katalonii” zanotowała drugi największy spadek przychodów w wartościach bezwzględnych ze wszystkich klubów Football Money League, po rekordowym roku 2018/19, kiedy stała się pierwszym klubem, który przekroczył barierę przychodów 800 mln euro (840,8 mln euro).

Spadek przychodów Realu Madryt był mniejszy. Klub osiągnął 28,1 mln euro (8 proc. wzrostu) przychodów komercyjnych po poszerzeniu kluczowych partnerstw.

Bayern Monachium (634,1 mln euro) awansował na trzecie miejsce pierwszy raz od sezonu 2013/14. Klub odnotował najmniejszy spadek przychodów (4 proc.) w pierwszej dziesiątce zestawienia, korzystając z możliwości ujęcia wszystkich przychodów z transmisji krajowych w roku finansowym kończącym się w 2020 r. w związku z wcześniejszym zakończeniem sezonu Bundesligi.

Przychody Manchesteru United w wysokości 580,4 mln euro (spadek o 19 proc.) spowodowały, że klub spadł na czwarte miejsce, co jest największym spadkiem rok do roku w tegorocznej Money League. Było to w dużej mierze spowodowane tym, że „Czerwone Diabły” nie rywalizowały w Lidze Mistrzów UEFA w sezonie 2019/20, a także brakiem przychodów z dnia meczowego oraz rabatów z powodu przesuniętych transmisji. Z drugiej strony Liverpool wszedł do pierwszej piątki po raz pierwszy od 2001/02 z przychodami w wysokości 558,6 mln euro. Sukces klubu na boisku w ciągu ostatnich kilku lat napędza sukces finansowy, a korzyści związane z jego triumfem w Premier League rozłożone są na lata finansowe kończące się w 2020 i 2021 roku. Manchester City (6. miejsce – 549,2 mln euro), Paris Saint-Germain (7. – 540,6 mln euro), Chelsea (8. miejsce – 469,7 mln euro), Tottenham Hotspur (9. – 445,7 mln euro) i Juventus (10. miejsce – 397,9 mln euro) uzupełniają pierwszą dziesiątkę.

W tegorocznej edycji zadebiutowały dwa kluby FC Zenit (15. miejsce – 236,5 mln euro) oraz Eintracht Frankfurt (20. – 174 mln euro.) Z kolei AS Roma i West Ham United wypadły z zestawienia.

Tylko dwa kluby z pierwszej dwudziestki Football Money League: FC Zenit i Everton (17. miejsce – 212 mln euro) odnotowały wzrost przychodów w porównaniu z rokiem poprzednim. – Pandemia COVID-19 dała klubom impuls do przemyślenia strategii i modeli biznesowych. W szczególności ważna stała się digitalizacja, ponieważ interakcja cyfrowa stała się dominującym sposobem, dzięki któremu kluby mogą kontaktować się ze swoimi pracownikami i fanami. Najbardziej innowacyjne kluby będą najlepiej przygotowane do dostarczania większej wartości swoim kluczowym interesariuszom i zostaną nagrodzone najszybszym i najsilniejszym ożywieniem – mówi Tim Bridge, dyrektor w Sports Business Group w Deloitte w Wielkiej Brytanii.

Niepewna przyszłość

Przychody klubów Money League z dnia meczowego od marca 2020 r. są bliskie zeru. I ta sytuacja prawdopodobnie się nie zmieni także w tym sezonie. Rabaty na transmisje telewizyjne lig z „wielkiej piątki” i UEFA mogą wynosić prawie 1,2 miliarda euro, z czego znaczna część przypada na kluby, które znalazły się w Football Money League. – Nadal mocno wierzymy w wartość piłki nożnej na najwyższym poziomie dla kibiców, nadawców i innych partnerów handlowych. Jesteśmy przekonani o odporności branży i oczekujemy, że w przyszłych latach nastąpi mocne odbicie. Wydarzenia minionego roku podważyły ​​zdolność klubów do napędzania organicznego wzrostu przychodów. Wszelkie ich krótkoterminowe cele będą prawdopodobnie osiągalne dopiero w perspektywie średnioterminowej, gdy kibice powrócą na stadiony, a wpływ pandemii na światową gospodarkę będzie mniejszy niż obecnie – mówi Dan Jones. Jego zdaniem wpływ COVID-19 na finanse piłkarskie będzie odczuwalny przez lata, co może sprawić, że inwestorzy będą powątpiewać w sens inwestowania w sport. Z drugiej strony globalna pandemia podkreśla podstawą wartość rozgrywek sportowych, które w trudnym czasie dostarczają kibicom pozytywnych wrażeń, a sponsorom i partnerom handlowym pozwalają zaprezentować się w pozytywnym kontekście.

Deloitte Football Money League – przychody w sezonie 2019/2020

Pozycja w rankingu (pozycja ubiegłoroczna  

Nazwa klubu

Przychody w sezonie 2019/2020 (mln euro) (przychody w sezonie 2018/2019)
1 (2) FC Barcelona 715,1 (840,8)
2 (1) Real Madryt 714,9 (757,3)
3 (4) Bayern Monachium 634,1 (660,1)
4 (3) Manchester United 580,4 (711,5)
5 (7) Liverpool 558,6 (604,7)
6 (6) Manchester City 549,2 (610,6)
7 (5) Paris Saint-Germain 540,6 (635,9)
8 (9) Chelsea 469,7 (513,1)
9 (8) Tottenham Hotspur 445,7 (521,1)
10 (10) Juventus 397,9 (459,7)
11 (11) Arsenal 388 (445,2)
12 (12) Borussia Dortmund 365,7 (371,7)
13 (13) Atlético de Madrid 331,8 (367,6)
14 (14) Inter Mediolan 291,5 (364,6)
15 (28) FC Zenit 236,5 (180,4)
16 (15)  Schalke 04 222,8 (324,8)
17 (19) Everton 212 (210,5)
18 (17)  Olympique Lion 180,7 (220,9)
19 (20) Napoli 176,3 (207,4)
20 (27) Eintracht Frankfurt 174 (182,2)

Źródło: Deloitte Football Money League

Cena metra kwadratowego kawalerki wzrosła w 2020 roku nawet o 1000 zł

W ciągu ostatniego roku cena za 1 mkw. mieszkania wzrosła nawet o 999 zł (Gdańsk). Ani pierwsza ani druga fala koronawirusa nie zatrzymała więc rosnących cen mieszkań, a przynajmniej w 15 dużych miastach Polski. Spadki były tylko symboliczne, rzędu 85 zł w Katowicach.

Na podstawie cyklicznych raportów Expander i Rentier.io eksperci rankomat.pl przeanalizowali ceny mieszkań w dwóch okresach. Koniec roku 2019, a więc jeszcze sprzed ogłoszonej przez WHO pandemii koronawirusa i koniec roku 2020, czyli okres obowiązujących obostrzeń sanitarnych, w tym zamrożenia gospodarki.

W analizie wykorzystano użyte w raporcie 3 metraże mieszkań – małe (poniżej 35 mkw.), średnie (od 35 do 60 mkw.) i duże (powyżej 60 mkw.). Podane kwoty to mediany cen ofertowych, a więc stawki dominujące w IV kw. 2019 i IV kw. 2020 r. Analiza obejmuje 15 dużych miast, głównie wojewódzkich, ale także Gdynię, Częstochowę i Sosnowiec.

Kawalerki w rok podrożały od 124 do 999 zł za 1m2

Małe mieszkania, czyli te poniżej 35 mkw., podrożały w każdym z miast uwzględnionych w raporcie. Najwięcej tam, gdzie ceny kawalerek były już i tak bardzo wysokie, czyli w Gdańsku – wzrost aż o 999 zł do 10 999 zł/mkw., Warszawie – wzrost o 950 zł do 12 575 zł/mkw. i Krakowie – wzrost o 927 zł do 10 950 zł/mkw.

We Wrocławiu wzrost o 467 zł spowodował, że do magicznego progu 10 000 zł brakuje niewiele (obecnie to 9700 zł). Na kolejnych miejscach pod względem cen kawalerek znalazły się Gdynia (9 302 zł) ze wzrostem rocznym o 852 zł i Poznań (8 704 zł) droższy o 461 zł.

Najmniejszy wzrost na przestrzeni 12 miesięcy zanotowano w Białymstoku – “zaledwie” o 124 zł (do 7 113 zł)  i obu miastach województwa kujawsko-pomorskiego – w Toruniu o 146 zł (do 7 246 zł), a w Bydgoszczy o 358 zł (do 7 058 zł).

W pozostałych miastach małe mieszkania kosztują 8000 zł i mniej. Najdroższy jest Lublin (równo 8 000 zł) ze wzrostem na poziomie 821 zł. Następnie Szczecin i Katowice z podobną stawką (7 675 zł i 7 655 zł), ale innym tempem wzrostu (524 zł i 365 zł rocznie).

Stawki poniżej 7000 zł notują kawalerki w Łodzi – ze wzrostem o 740 zł (6 909 zł). Wyraźnie tańsze są Częstochowa (5 672 zł) i Sosnowiec (5 000 zł), ale i tam małe mieszkania podrożały w rok całkiem sporo, bo o 684 zł i 808 zł – wynika z raportu Expander i Rentier.io.

W ciągu roku 1 mkw. kawalerki w wymienionych miastach podrożał średnio o 8,3 proc. Paradoksalnie największy skok zanotował ostatni w zestawieniu Sosnowiec (+19,2 proc.), a najmniejszy Białystok (+1,7%).mieszkania covid 35

Średnie mieszkania tańsze, ale tylko o 25 i 85 zł

Mieszkania ze średnim metrażem (35-60 mkw.) również drożały przez rok, ale skala wzrostu było nieco mniejsza w porównaniu z kawalerkami. Najwięcej podrożały w Krakowie, Warszawie i Lublinie. Najmniej w Gdańsku, a w Białymstoku i Katowicach spadły.

Średnie mieszkania drożały gwałtownie w Krakowie – do 9 089 zł (wzrost o 943 zł), a w Warszawie do 10 835 zł (więcej o 835 zł), czyli tam, gdzie wartość lokali mieszkalnych z przedziału 35-60 mkw. była i tak najwyższa. Wystrzeliły też ceny w Lublinie (aż o 840 zł rocznie), ale tam stawka na koniec roku 2020 była jeszcze umiarkowana – 7 083 zł/mkw.

Najmniej podrożał Gdańsk (o 252 zł), gdzie mimo to ceny średnich mieszkań stanowiły drugi wynik w kraju – 9 251 zł za 1 mkw. W tańszych miastach wzrosty były większe, jak we Wrocławiu (o 407 zł do 8 270 zł), Gdyni (o 316 zł do 7 966 zł) i Poznaniu (o 508 zł do 7 770 zł).

W przedziale 6000-7000 zł za 1 mkw. znalazło się aż 6 miast. Na koniec 2020 r. najdroższy był Szczecin ze stawką 6 975 zł (wzrost o 697 zł), Toruń ze stawką 6 772 zł (wzrost o 383 zł), Bydgoszcz ze stawką 6 250 zł (wzrost o 280 zł) i Łódź ze stawką 6 081 zł (wzrost o 521 zł).

Poniżej 5000 zł za 1 mkw. znalazły się zgodnie z przewidywaniami Częstochowa (4 975 zł) i Sosnowiec (4 654 zł). Mniej przewidująca była za to rozbieżność w rocznych wzrostach cen – od 295 zł w Częstochowie i do 613 zł w Sosnowcu.

Wśród mieszkań o powierzchni 35-60 mkw. były też spadki, ale zaledwie o 25 zł w Białymstoku i 85 zł w Katowicach. Mimo tych „jaskółek” cenowych stawki w obu miastach nadal przekraczają 6000 zł na koniec roku 2020 – w Białymstoku to 6 225 zł, a w Katowicach 6 360 zł.

W klasyfikacji procentowej średnie mieszkania (+6,8 proc.) drożały trochę wolniej od małych mieszkań (+8,3 proc.). Jeśli spojrzeć na konkretne miejscowości, liderem wzrostów znów okazał się Sosnowiec (+15,1 proc.). Co ciekawe, zupełnie odmienny wynik zanotowały sąsiednie Katowice (-1,3 proc.).mieszkania covid 35-60

Duże mieszkania droższe w Lublinie, tańsze nad morzem

Duże mieszkanie w polskich warunkach to takie o powierzchni powyżej 60 mkw. Najwięcej drożały przez rok w Lublinie, Krakowie i Wrocławiu. Najmniej w Sosnowcu, Katowicach i Białymstoku. W Gdyni i Gdańsku okazały się nawet nieznacznie tańsze – wynika z porównania kwartalnych raportów Expander i Rentier.io.

Nadal najdroższa jest Warszawa ze stawką 10 404 (podwyżka o 602 zł). Za nią uplasowały się Gdańsk z wynikiem 9 167 zł (spadek o 33 zł) i doganiający stolicę Trójmiasta Kraków ze stawką już 8 900 zł (wzrost aż o 849 zł).

8 121 zł trzeba było zapłacić na koniec roku 2020 za 1 mkw. dużego mieszkania w Gdyni (mniej o 51 zł),7 729 we Wrocławiu (więcej o 688 zł) i 7 071 w Poznaniu (więcej o 419 zł).

Reszta miast z zestawienia to stawki poniżej 7 000 zł za metr. Najwięcej w Lublinie, bo 6 764 zł, gdzie mieszkania powyżej 60 mkw. podrożały aż o 869 zł. Tym samym Lublin przegonił Katowice, gdzie trzeba zapłacić już 6 600 zł (więcej o 303 zł), Szczecin ze stawką 6 265 (więcej o 647 zł) i Toruń ze stawką 6 120 zł (więcej o 320 zł).

Poniżej progu 6000 zł znalazły się Bydgoszcz – 5 938 zł (wzrost o 400 zł), Łódź – 5 726 zł (wzrost o 326 zł), Białystok – 5 713 zł (wzrost o 316 zł) i Częstochowa – 5 082 zł (wzrost o 506 zł). Stawkę zamyka Sosnowiec z wynikiem 4 271 zł, o 272 zł więcej w porównaniu z końcem roku 2019.

Duże mieszkania w 15 miastach drożały rocznie średnio o 7%, czyli mniej niż kawalerki i minimalnie więcej od średnich lokali mieszkaniowych. Tym razem najwyższy procentowy wzrost odnotował Lublin (+14,7 proc.), a najmniejszy Gdynia (-0,6 proc.).mieszkania covid 60

Czy rosnące ceny mieszkań wpłyną na koszt ubezpieczenia?

W oparciu o powyższe ceny eksperci rankomat.pl przeanalizowali, czy i jak wyższa stawka za metr kwadratowy mieszkania wpłynie na wysokość składki za polisę mieszkaniową.

W przykładowej kalkulacji wzięto pod uwagę nieruchomości z 3 miast, w których zanotowano największe roczne wzrosty cen za 1 mkw.: Gdańsk (o 999 zł) dla małych mieszkań, Kraków (o 943 zł) dla średnich  lokali i Lublin (o 869 zł) w przypadku dużych mieszkań powyżej 60 mkw.

Do każdego z miast przepisano średnie ceny ofertowe według stawek przed pandemią i w jej trakcie. Zakres ochrony obejmuje dodatkowo wyposażenie i kradzież.

– Polisa mieszkaniowa po podwyżkach cen mieszkań o prawie 1000 zł/mkw. rośnie minimalnie. Najtańsza między 5-9 zł, najdroższa o 3-26 zł na rocznej składce. Chociaż różnica jest prawie niezauważalna, to jednak przy wciąż drożejących mieszkaniach za ubezpieczenie na pewno nie zapłacimy mniej – wyjaśnia Michał Ratajczak, ekspert ubezpieczeń nieruchomości w rankomat.pl.

Koszt ubezpieczenia mieszkania przed pandemią i w trakcie pandemii
GDAŃSK 30 m2 2019 r. 2020 r.
cena mieszkania 300 000 zł 330 000 zł
cena rocznej polisy 218 zł – 416 zł 223 zł – 419 zł
KRAKÓW 50 m2 2019 r. 2020 r.
cena mieszkania 407 000 zł 455 000 zł
cena rocznej polisy 227 zł – 413 zł 235 zł – 429 zł
LUBLIN 80 m2 2019 r. 2020 r.
cena mieszkania 470 000 zł 540 000 zł
cena rocznej polisy 240 zł – 420 zł 249 zł – 440 zł

Tabela 1. Oprac. własne na podstawie kalkulacji rankomat.pl z dnia 05.02.2021 r.

Europa coraz bardziej otwarta na dane, a Polska jednym z regionalnych liderów

Jak unijne państwa radzą sobie w obszarze otwartych danych? Coraz lepiej, wynika z ostatniego raportu Capgemini Invent. W ostatnim roku wszystkie kraje członkowskie zwiększyły wykorzystanie danych otwartych, średnio o 12 proc. Jednym z liderów tego zestawienia jest Polska, która w ubiegłym roku awansowała do ścisłej czołówki europejskiej.

Czym tak naprawdę są otwarte dane?

Otwarte dane to nic innego jak informacje gromadzone, dostarczane lub opłacane przez organy publiczne, które są następnie bezpłatnie udostępniane do wykorzystania przez administrację publiczną, ale też sektor prywatny, a nawet użytkowników indywidualnych. Cel jest jeden – dane mają pomagać w rozwoju społeczeństwa, co możemy określić mianem zwiększania dobrobytu społecznego. Niemal każdy spotkał się z danymi otwartymi, choć o tym nie wiedział. Do wspomnianej kategorii możemy zaliczyć m.in. informacje gospodarcze, które udostępnia GUS, ale są to też dane satelitarne z obserwacji Ziemi, pochodzące z programu Copernicus, jakie znajdziemy na platformie CREODIAS.eu. Spektrum danych otwartych może być bardzo szerokie, ale najważniejszymi jego atrybutami jest powszechność i dostępność.

Jak wygląda otwieranie danych w Europie?

Capgemini Invent zbadało według szeregu kryteriów stopień korzystania z otwartych danych przez kraje europejskie. Oceniane były m.in. dostęp, wpływ i jakość tych informacji. Jak wynika z raportu, średni wynik w ocenie dojrzałości badanych państw w kwestii otwartych danych to 76 proc. To 10-procentowy wzrost w porównaniu do roku 2020, świadczący o rosnącej świadomości w obszarze danych i korzyści z ich udostępniania.

Kraje, które w 2020 roku wyznaczały trendy, jeśli chodzi o realizację założeń otwartych danych, to Irlandia, Hiszpania, Francja, Dania, Estonia, Polska i Austria. To spora zmiana, ponieważ w poprzednim roku w czołówce znalazły się tylko pierwsze trzy z wymienionych. To jednocześnie spory awans dla Polski. Najwyższy wynik osiągnęła Dania.

Wyzwania związane z dużą ilością danych

Najlepszym sposobem na tworzenie otwartych zbiorów ogromnych ilości danych jest chmura obliczeniowa. Umożliwia ona nie tylko przechowywanie danych i ich udostępnianie, ale także ich przetwarzanie i analizę przy pomocy specjalistycznych narzędzi. Chmura zapewnia także szeroko rozumiane bezpieczeństwo. Inne zalety związane z wykorzystaniem cloud computingu, to zmniejszenie kosztów, skalowalność i lepsze dostosowanie do działania w zmiennym otoczeniu.

– Aby dane zgromadzone w chmurze były użyteczne, muszą być spełnione trzy podstawowe warunki: muszą one być łatwe do wyszukania, szybko dostępne online i dostępne przez API. CloudFerro świadczy usługi chmury obliczeniowej dla kilku platform z otwartymi danymi dla europejskich instytucji (Komisja Europejska, ESA, EUMETSAT, Niemiecka Agencja Kosmiczna DLR). Tylko na platformie CREODIAS gromadzimy obecnie ponad 20 PB, a nasze testy pokazują, że jesteśmy w stanie przechowywać ponad dwa razy więcej i wydawać dziennie ponad 2 PB danych. W ten sposób możemy przechowywać wszystkie dane EO, które są wykorzystywane w projektach europejskich, stwarzając wspaniałe możliwości dla naukowców, badaczy, administracji oraz oczywiście biznesu – tłumaczy Przemysław Mujta, Dyrektor Technicznego Wsparcia Sprzedaży w CloudFerro.

Idea otwartych danych w praktyce

Jednym z przykładów realizacji idei otwartych danych jest europejski program obserwacji Ziemi Copernicus, w ramach którego są gromadzone i udostępniane ogromne ilości danych satelitarnych dotyczących sytuacji na naszej planecie. Są one wykorzystywane m.in. do monitorowania zmian klimatu, w urbanistyce, w energetyce, budownictwie, rolnictwie i wielu innych dziedzinach życia, zarówno przez jednostki administracji publicznej czy instytucje naukowe,  jak i firmy prywatne.

Dostęp i możliwość przetwarzania tych danych w środowisku chmury obliczeniowej dają platformy DIAS (Data and Information Access Services), takie jak CREODIAS.eu, którego operatorem jest CloudFerro. Szczególnie istotnym elementem takich platform jest przestrzeń obliczeniowa i narzędzia do przetwarzania danych obserwacji Ziemi w chmurze, dające naukowcom, urzędnikom czy startupom, możliwości skalowania wykorzystywanej infrastruktury IT w zależności od potrzeb bieżących projektów, bez ponoszenia kosztów zakupu i utrzymania infrastruktury.

– Ciekawym przedsięwzięciem, wpisującym się w ideę otwartych danych, w którym bierzemy obecnie udział, jest realizowany przez Europejską Agencję Kosmiczną projekt Digital Twin Earth, mający na celu utworzenie cyfrowego modelu Ziemi. Dzięki uwzględnieniu ogromnej ilości danych o różnych ekosystemach i innych czynnikach mających wpływ na zmiany zachodzące na naszej planecie, przy wykorzystaniu odpowiedniego oprogramowania i sztucznej inteligencji, projekt Bliźniaczej Ziemi  pozwoli dużo precyzyjniej przewidywać zmiany zachodzące na Ziemi z uwzględnieniem wielu, obecnie rozproszonych, danych i pomoże podnieść efektywność działań na rzecz ochrony klimatumówi Przemysław Mujta.

Europejskie dane dla wszystkich

Otwarte dane to jeden z priorytetów Komisji Europejskiej i ma to odzwierciedlenie w raporcie. Jak twierdzi odpowiedzialna za to opracowanie Laura van Knippenberg z Capgemini Invent: – Tegoroczny wysoki wynik dojrzałości w zakresie otwartych danych pokazuje, jak duży wysiłek poszczególne kraje włożyły w promowanie tej idei wśród swoich obywateli. Coraz większe zaangażowanie społeczności w projekty oparte na otwartych danych sprawia, że wpływ, jaki mają one na rzeczywistość, również będzie coraz bardziej znaczący.

Gianfranco Cecconi, dyrektor Capgemini Invent, podkreśla szczególne znaczenie dzielenia się informacjami w dobie koronawirusa: – Po wielu latach poświęconych idei otwartych danych w Europie, z wielką satysfakcją obserwujemy, jak państwa członkowskie współpracują ze sobą w reagowaniu na kryzys związany z COVID-19. Jednak wciąż pozostaje dużo do zrobienia. Sukces krajów, które osiągają najlepsze wyniki, motywuje wszystkich do tego, by wzmocnić działania w obszarze otwartych danych.

Źródło: Open Data Maturity Report 2020, Capgemini:

https://www.europeandataportal.eu/sites/default/files/edp_landscaping_insight_report_n6_2020.pdf

Bitcoin już powyżej 50 000 USD. Powrót Amerykanów na rynek

Poniedziałkowy dzień wolny w USA z okazji Dnia Prezydenta spowodował wyraźne osłabienie amerykańskiej waluty. Wraz z powrotem inwestorów do pracy pojawił się jednak pakiet dobrych danych i dolar odrabia straty.

Indeks instytutu ZEW

Wczoraj o 11:00 poznaliśmy ważne dane z Niemiec. Indeks instytutu ZEW okazał się dużo lepszy od oczekiwań. Świadczy to o tym, że optymizm w głównej gospodarce Unii Europejskiej rośnie. Tym samym byliśmy świadkami kolejnego ruchu umacniającej euro względem dolara. Było to tym silniejsze, że w poniedziałek mieliśmy w USA dzień wolny z okazji święta. W rezultacie brakowało na rynkach inwestorów zza oceanu, w takiej sytuacji często te same dane pozwalają mocniej przesunąć cenę.

Amerykanie wracają po dniu wolnym

W poniedziałek przypadał Dzień Prezydenta, będący dniem wolnym w USA. Wczoraj wraz z powrotem inwestorów amerykańskich poznaliśmy indeks NY Empire State. Okazał się on wyraźnie lepszy od oczekiwań. W rezultacie mieliśmy szybki powrót optymizmu względem dolara. Od tego momentu od razu skończył się ruch osłabiający amerykańską walutę względem euro wywołany dobrymi danymi z Niemiec. W ciągu raptem dwóch godzin dolar był już droższy niż na początku dnia, a na zamknięciu sesji umocnił się jeszcze bardziej.

Bitcoin już powyżej 50 000 USD

Jeszcze wczoraj pisaliśmy o zbliżaniu się bitcoina do psychologicznej granicy 50 000 dolarów. Szybko poszło biorąc pod uwagę, że dzisiaj jest już powyżej 51 500 dolarów. Widząc olbrzymie zyski, coraz więcej inwestorów stara się podłączyć pod ten ruch. Coraz bardziej zasadnym staje się pytanie, jak długo jeszcze potrwa ten ruch. Wzrost nie powinien przecież trwać wiecznie.

Dzisiaj wciąż mamy wolne z powodu Nowego Roku Księżycowego w Chinach, a w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – wyniki sprzedaży detalicznej,
15:15 – USA – produkcja przemysłowa.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Rekordowy rok magazynowy w roku gospodarczej próby

Rekordowa aktywność najemców na poziomie 5,2 mln mkw. wynajętej powierzchni magazynowej, a także zmiany w zachowaniach konsumenckich były kluczowymi czynnikami, które wpłynęły na doskonałe wyniki rynku powierzchni magazynowych w 2020 roku w Polsce. Ponadto sektor logistyczno-produkcyjny najszybciej dostosował się do nowych wymogów związanych z pandemią COVID-19 zapewniając przetrwanie w bardziej wymagających czasach i szeroko rozumiane bezpieczeństwo. 2020 rok to również czas wyraźnej dominacji wszystkich segmentów związanych z sektorem e-commerce, które w kolejnych latach będą stanowić o kierunkach rozwoju rynku magazynowego w Polsce. Firma AXI IMMO prezentuje wyniki raportu: Polski Rynek Magazynowy w 2020 r.

Sektor magazynowy z 50% udziałem w wolumenie inwestycyjnym

W ostatnim kwartale ubiegłego roku wartość aktywów magazynowych na rynku inwestycyjnym osiągnęła ok. 700 mln EUR, co spowodowało, że po 12 miesiącach całkowity wolumen transakcji wyniósł rekordowe 2,6 mld EUR (+65% r/r) i był to wynik o 41% lepszy niż w rekordowym 2018 r. (1,8 mld EUR). Rezultat ten jest szczególnie istotny, ponieważ stanowi ok. 50% kapitału zainwestowanego nad Wisłą i udało się go osiągnąć pomimo pandemii COVID-19 oraz niekorzystnych warunków związanych z wizytacjami obiektów. Zwiększone zainteresowanie sektorem magazynowym wpłynęło na obniżenie stóp kapitalizacji, które obecnie kształtują się na poziomie 6-6,25% (brutto) dla obiektów big-box, 5,5%-6% dla miejskich projektów logistycznych i 4,25-4,5% dla nieruchomości typu single-tenant z długimi umowami najmu i wysokiej jakości najemcami.

Wśród najciekawszych transakcji zanotowanych w 2020 r. znalazły się przejęcie środkowoeuropejskiego portfela Goodmana przez notowane na singapurskiej giełdzie papierów wartościowych GLP (ok. 880 000 mkw., 66% obiektów znajduje się w Polsce), sprzedaż przez Panattoni portfela 5 nieruchomości magazynowych o powierzchni ok. 280 000 mkw. firmie Savills IM, nabycie przez Elite Partners Capital – 7 budynków parku magazynowego  P3 Park Mszczonów od P3 (ok. 229 000 mkw.) oraz kupno przez CGL ogólnopolskiego portfela Hines (170 000 mkw.). Jak co roku na polskim rynku inwestycyjnym pojawili się również nowi gracze i jedną z takich transakcji jest zakup przez REINO, Grosvenor oraz IO AM centrum logistycznego Logistic City Piotrków (135 000 mkw.).

Dość niespodziewanie pandemia COVID-19 okazała się kluczowym czynnikiem dla rozwoju sektora nieruchomości magazynowych w Polsce, przy czym znacząco wpłynęła na pozytywne nastroje inwestorów. Imponujący, a zarazem rekordowy wynik 2,6 mld EUR to głównie zasługa dużych transakcji portfelowych, w których jak w ubiegłych latach to gracze z Azji byli głównymi kupującymi. Obecnie najbardziej pożądanymi aktywami na rynku magazynowym pozostają obiekty BTS oraz jakościowe inwestycje multitenant z jakościowym zestawem najemców i długimi umowami najmu – mówi Renata Osiecka, Partner Zarządzająca, AXI IMMO.

5,2 mln mkw. wynajęte w 2020 r. dzięki e-commerce i logistyce

Całkowity wolumen najmu w 2020 r. w sektorze magazynowym wyniósł rekordowe 5,2 mln mkw. (+29% r/r), przy czym w samym IV kw. osiągnięto najlepszy kwartalny wynik w historii (1,5 mln mkw.). Co więcej, w całym 2020 r. przedmiotem krótkoterminowych umów najmu było aż 594 tys. mkw. powierzchni, czyli o 95% więcej niż rok wcześniej. Wśród TOP 5 transakcji w 2020 r. na rynku magazynowym znalazły się Amazon Świebodzin (203 500 mkw.), Prologis Janki – Euronet (73 400 mkw.), Hillwood Łódź I (Górna) – Amazon BTS (73 000 mkw.), 7R BTS Żabka – Radzymin (67 500 mkw.) i Panattoni – BTS 4F Czeladź (67 000 mkw.). Natomiast w strukturze popytu tradycyjnie to logistycy (36,1%) przed handlem (24,2%) i e-commerce (15,5%) stanowili o największej aktywności najemców. Z kolei przedsiębiorstwa z sektora produkcyjnego odpowiadały za 8,4% A-klasowej powierzchni wynajętej w 2020 r.

Z pewnością można określić, że w całym 2020 roku to sektor e-commerce był głównym motorem zmian zachodzących na rynku magazynowym. Wraz z rosnącą popularnością handlu w Internecie mogliśmy obserwować, jak tzw. branże towarzyszące zwiększają swoje zapotrzebowanie na powierzchnię. W tym gronie znalazły się zarówno firmy kurierskie, jak i branża opakowań. Drugą grupą firm, które skorzystały na wysokim popycie na trwałe dobra konsumenckie, w tym elektronika, meble, produkty wyposażenia wnętrz i sportowe. Podium zamyka silnie rozwijający się sektor motoryzacyjny w segmencie elektromobilności – mówi Anna Głowacz, Dyrektor Działu Powierzchni Logistyczno-Przemysłowych, AXI IMMO.

Ostrożniejsza polityka deweloperów w zakresie uruchamiania nowych inwestycji

Całkowite zasoby powierzchni magazynowej w Polsce na zakończenie 2020 r. wyniosły 20,5 mln mkw. (+11% r/r). W ciągu całego roku deweloperzy dostarczyli 2,1 mln mkw. (-23,5% r/r), a najaktywniejszymi graczami były firmy Panattoni (blisko milion mkw.), Hillwood (322 200 mkw.) oraz 7R (165 400 mkw.). Wśród największych projektów dostarczonych w 2020 r. znalazły się m.in. Panattoni A2 Warsaw Park (Grodzisk) – 103 700 mkw., P3 Mszczonów – 75 800 mkw., Hillwood Wrocław Wschód II – 63 900 mkw., MLP Pruszków II – 55 000 mkw., Prologis Ruda Śląska – 51 200 mkw. i 7R Park Gdańsk II – 50 900 mkw. Na koniec 2020 r. w budowie pozostawało 1,9 mln mkw. (-2% r/r), przy czym powierzchnia w ramach projektów spekulacyjnych wynosi 23,6%, osiągając najniższy poziom od III kw. 2017 r. Najwięcej nowej podaży w budowie znajduje się na Górnym Śląsku 359 000 mkw., w Warszawie 357 000 mkw. i w Trójmieście 272 000 mkw.

W ciągu całego 2020 r. obserwowaliśmy wyraźne spowolnienie aktywności deweloperskiej wynikające głównie z zaostrzonej polityki banków w stosunku do nowych inwestycji deweloperskich, a także wyższych wymagań dotyczących wkładu własnego i współczynnika wynajętej powierzchni. Niemniej, dostrzegalne ożywienie w nowej podaży w końcówce roku pozwala z nieco większym optymizmem patrzeć na kolejne miesiące 2021 roku – mówi Anna Głowacz.

W wyniku dużej absorpcji na rynku magazynowym współczynnik pustostanów na koniec 2020 r. osiągnął poziom 7,1% (-0,4 pp. r/r). Najwięcej wolnej powierzchni w ujęciu procentowym znajduje się w na Górnym Śląsku (10,2%) i w warszawskiej strefie II (10,1%). Z kolei najniższy współczynnik pustostanów znajduje się w Szczecinie i Polsce Wschodniej (poniżej 1%), w warszawskiej strefie III (1,4%), Polsce Zachodniej (2,4%) i Trójmieście (3,4%).

W zakresie czynszów, polityka cenowa większości właścicieli pozostała bez zmian na koniec 2020 r. Pandemiczna sytuacja na rynku powierzchni magazynowych nie wpłynęła znacząco na zmianę wysokości stawek bazowych ani efektywnych, które utrzymały swoje wartości w całym 2020 r. Tradycyjnie, najwyższe stawki odnotowuje się w strefie Warszawa Miasto 4,80 – 5,25 EUR/mkw., a najniższe w Polsce Centralnej, Poznaniu i wybranych lokalizacjach w okolicach Warszawy gdzie można było wynająć powierzchnię po stawce bazowej już od 3,0 do 3,2 EUR/mkw., przy czy średnia dla większości rynków oscyluje pomiędzy 3,20 a 3,60 EUR/mkw.

Optymistyczne prognozy

W 2021 r. możemy spodziewać się stopniowego wzrostu w aktywności deweloperskiej w odpowiedzi na utrzymujący się silny popyt ze strony najemców. W dalszym ciągu deweloperzy powinni podchodzić nieco ostrożniej do inwestycji spekulacyjnych ze względu na niepewne prognozy dla gospodarki. Sektor udowodnił jednak, że jest oparty na mocnych fundamentach i radzi sobie dobrze w warunkach pandemii, co przekłada się na coraz przychylniejsze nastawienie banków do finansowania nowych projektów. Zarówno deweloperzy, jak i inwestorzy i instytucje finansowe preferować będą jednak dojrzałe rynki o ugruntowanej pozycji i wysokiej płynności, gwarantujące znalezienie najemcy i możliwość wyjścia z inwestycji.

W 2020 r. rynek magazynowy udowodnił, że pomimo pandemii COVID-19 posiada silne fundamenty i jest gotowy, w miarę potrzeby, szybko dostosowywać się do zmian. Spodziewamy się, że rynek w 2021 roku będzie nadal dynamicznie się rozwijał, a kluczowe znaczenie będzie miał dalszy rozwój sektora e-commerce i popyt generowany ze strony firm handlowych i logistycznych na magazyny miejskie, jak również międzynarodowych graczy e-commerce dla których, Polska pozostanie ważną lokalizacją w Europie. Co więcej, szans dla rodzimego rynku magazynowego należy upatrywać w regionalizacji łańcuchów dostaw, a tym samym near-shoringu, a także w następstwach Brexitu, gdyż wiele brytyjskich firm jest zmuszona do otwierania centrów dystrybucyjnych w granicach UE – mówi Renata Osiecka.

Drastyczne wyhamowanie dynamiki zatrudnienia w sektorze produkcyjnym

Najgorzej z wyzwaniami spowodowanymi przez pandemię COVID-19 w 2020 r. poradziły sobie przedsiębiorstwa produkcyjne Nowoczesnej Gospodarki, które w skali roku zwiększyły zatrudnienie o zaledwie 2,95 proc. (vs 2019 r.) – wynika z raportu „Zatrudnienie w Nowoczesnej Gospodarce Q4 & FY 2020”, przygotowanego przez ADP Polska. Tylko w IV kw. 2020 r. dynamika wzrostu w tych firmach wyniosła 1,22 proc., co jest najsłabszym wynikiem
w 9-letniej historii raportu.

W skali całego 2020 r. firmy Nowoczesnej Gospodarki, czyli przedsiębiorstwa stale wdrażające innowacyjne rozwiązania, odnotowały wyższą dynamikę zatrudnienia (+4,3 proc. vs 2019 r.) niż ogół rynku (-1,1 proc. vs 2019 r. wg Głównego Urzędu Statystycznego) – wynika z najnowszego raportu „Zatrudnienie w Nowoczesnej Gospodarce Q4 / FY 2020” opracowanego przez ADP Polska. Biorąc pod uwagę wyłącznie ostatni kwartał ubiegłego roku lepiej z wyzwaniami spowodowanymi przez pandemię COVID-19 na rynku pracy poradziły sobie również innowacyjne przedsiębiorstwa (+3,34 proc. NG vs
-1,2 proc. wg GUS). W efekcie Wskaźnik Nowoczesnej Gospodarki wzrósł i wyniósł 132,78.

– Rok 2020 niewątpliwie zaskoczył nas wszystkich. Z dnia na dzień musieliśmy dostosować się do nowej rzeczywistości, która dla wielu z nas okazała się trudniejsza. Niepewność, obawa przed utratą pracy, poczucie bezsilności i bezradności – takie uczucia towarzyszyły większości z nas. I nie bez powodu – jak pokazują dane GUS i ADP, w 2020 r. skończył się tzw. rynek pracownika – mówi Anna Barbachowska, szefowa pionu zarządzania zasobami ludzkimi w ADP Polska. – Pandemia COVID-19 to dla rynku pracy dodatkowe wyzwanie w postaci gwałtownie postępującej digitalizacji. Jak wynika z danych, lepiej do cyfrowej rzeczywistości przystosowane były firmy Nowoczesnej Gospodarki, które pomimo wielu wyzwań utrzymały wzrostową dynamikę zatrudnienia, w przeciwieństwie do ogółu rynku – dodaje Barbachowska.

Wyhamowanie dynamiki wzrostu zatrudnienia rzutuje również na liczbę publikowanych ofert pracy. Według raportu „Rynek pracy, edukacja, kompetencje. Aktualne trendy”, pod koniec 2020 r. liczba ofert pracy zmalała o 27 proc. w porównaniu do analogicznego okresu 2019 r. – Mniejsza liczba ofert, spadek wysokości oferowanego wynagrodzenia, ograniczenia w benefitach pracowniczych oraz możliwość, a nawet konieczność, pracy zdalnej – tak wygląda rynek pracy na początku 2021 r. – podsumowuje Anna Barbachowska.

Produkcja zaciąga wsteczny

Chociaż najnowsze dane wskaźnika PMI dla polskiego przemysłu wskazują na stopniową poprawę koniunktury w tym sektorze (51,9 pkt. w styczniu, 51,7 pkt w grudniu), to jednak w ostatnim kwartale 2020 r. firmy sektora produkcyjnego Nowoczesnej Gospodarki odnotowały zaledwie 1,22 proc. wzrost zatrudnienia (vs IV kw. 2019 r.), co jest najgorszym wynikiem w 9-letniej historii raportu. Analizując dane pod względem wielkości przedsiębiorstwa wyróżnić należy dynamikę zatrudnienia osiągniętą przez duże firmy, które w IV kw. 2020 r. zwiększyły zatrudnienie tylko o 0,05 proc. (vs IV kw. 2019 r.). W skali całego roku sektor produkcyjny odnotował 2,95 proc. wzrost zatrudnienia (vs 2019 r.). Podobnie jak w IV kw., więcej osób zatrudniły małe firmy produkcyjne (+3,3 proc. vs 2019 r.) niż duże (+2,56 proc. vs 2019 r.).

– Przedsiębiorstwa produkcyjne, podobnie jak ogół rynku, są bardziej wrażliwe na zmieniającą się sytuację gospodarczą. Analizując cały 2020 r. musimy pamiętać, że na początku pandemii wiele przedsiębiorstw zajmujących się wytwarzaniem skorzystało ze wsparcia w postaci Tarczy Antykryzysowej 1.0. Pozwoliło to im nie tylko utrzymać dotychczasowe zatrudnienie, ale także realizować przyjętą strategię rekrutacyjną. Niepewność biznesu sprawiła, że wielu przedsiębiorców zdecydowało się przygotować na ewentualne zatrzymanie produkcji spowodowane COVID-19, zwiększając zdolność produkcyjną firmy i uzupełniając swoje stany magazynowe. Przełożyło się to również na wysoką dynamikę wzrostu zatrudnienia w tym sektorze w drugim kwartale – analizuje Anna Barbachowska. – Pod koniec 2020 r. znacznie węższe grono firm mogło ubiegać się o wsparcie finansowe. Z tego też względu, mimo nieznacznego wzrostu sektora produkcyjnego, przedsiębiorstwa te realizowały przyjęte zamówienia posiadaną już kadrą. 

Usługi niczym feniks – odradzają się

Sektor usługowy Nowoczesnej Gospodarki w całym 2020 r. zwiększył zatrudnienie o 5,19 proc. (vs 2019 r.). Kwartalnie, najwięcej nowych pracowników firmy usługowe zatrudniły w I kw. 2020 r. (+7,79 proc. vs I kw. 2019 r.), po czym nastąpiło gwałtowne wyhamowanie dynamiki wzrostu spowodowane przez pandemię COVID-19 (+2,96 proc. vs II kw. 2019 r.). III i IV kw. 2020 r. to stopniowe odbudowywanie zatrudnienia w tych przedsiębiorstwach (+4,48 proc. i +5,52 proc. vs III i IV kw. 2019 r.).

– Gdy sektor produkcyjny wciąż dostosowuje proces rekrutacji do nowej rzeczywistości, firmy usługowe coraz śmielej sięgają po kolejne narzędzia, co odzwierciedlają wyniki raportu. Chociaż w początkowej fazie pandemii to firmy usługowe odnotowały większe wyhamowanie dynamiki wzrostu, to obserwujemy z miesiąca na miesiąc coraz większą liczbę ofert pracy właśnie w tym sektorze – mówi Anna Barbachowska. – Pracodawcy firm usługowych już nie tylko zdalnie przeprowadzają rekrutację, ale także wdrożenie i dalszą pracę. Ze względu na to, iż coraz więcej czynności możemy wykonać zdalnie w lipcu 2020 r. uruchomiliśmy nową usługę e-Pakiet 0, która znacznie przyspiesza i ułatwia pracownikom proces wdrożenia w nowym miejscu pracy, ale pozwala także samemu pracodawcy zaoszczędzić czas spędzany dotąd na papierowej wersji dokumentacji – podsumowuje Anna Barbachowska.

Jaki będzie 2021 r.?

– Ze względu na wciąż dynamicznie zmieniającą się rzeczywistość i niepewność związaną z kolejnymi restrykcjami, trudno jednoznacznie nakreślić scenariusz na cały 2021 r. Jedno jest pewne, pandemia COVID-19 wciąż będzie istotnie rzutowała na rynek pracy w Polsce. W poziomie zatrudnienia możemy spodziewać się stopniowo normalizacji sytuacji, proces ten jednak będzie zależał od wielu zmiennych czynników, np. obostrzeń związanych z pandemią COVID-19, koniunktury gospodarczej czy też sytuacji polskich przedsiębiorstw – mówi Anna Barbachowska. – Z drugiej strony trwale zmieni się model pracy. Już teraz zauważamy, że wiele firm oferuje w ogłoszeniach o pracę możliwość elastycznego czasu pracy i pracy zdalnej. Znacznie częściej podkreślane są również wymagane kompetencje IT oraz umiejętność pracy w cyfrowym środowisku. Kandydaci natomiast zwracają większą uwagę na wartości prezentowane przez przedsiębiorstwo oraz realizowaną przez nich odpowiedzialność biznesu. Nie możemy także zapominać, że 2021 r. prawdopodobnie będzie kolejnym rokiem należącym do postępującej digitalizacji najbardziej powtarzalnych procesów, dzięki czemu działy HR będą miały więcej czasu na kontakt z pracownikami i realizację innych zadań – dodaje.

PGE sponsorem Polskiej Ligi Esportowej

PGE Polska Grupa Energetyczna została sponsorem tytularnym Dywizji Mistrzowskiej Polskiej Ligi Esportowej. Tym samym największa polska spółka sektora elektroenergetycznego umocniła swoją pozycję w rozwijającej się branży esportowej.

Esport to forma rywalizacji, która budzi coraz większe zainteresowanie. PGE otwiera się na nowe możliwości współpracy i dostosowuje swoje działania sponsoringowe do zmieniającego się rynku. Polska Liga Esportowa ma ugruntowaną pozycję na rynku esportu. Zaangażowanie w sponsoring Dywizji Mistrzowskiej Polskiej Ligi Esportowej otwiera PGE na nowoczesne wirtualne rozwiązania, co wpisuje się w założenia nowej Strategii Grupy PGE – mówi Wojciech Dąbrowski, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej.

Pozyskanie tak prężnego sponsora jak PGE Polska Grupa Energetyczna, który od lat wspiera rozwój sportu, jest przełomowym momentem dla polskich rozgrywek esportowych oraz dla samej Polskiej Ligi Esportowej. Jesteśmy przekonani, że wspólnie będziemy realizować założenia strategiczne Polskiej Ligi Esportowej oraz profesjonalizować polski esport na każdej jego płaszczyźnie – powiedział  Paweł Kowalczyk, prezes zarządu Polskiej Ligi Esportowej.

Rywalizacja esportowa uczy strategicznego myślenia, współpracy, komunikacji i rozwiązywania problemów pod presją czasu, stąd jej znaczenie dla rozwoju młodego pokolenia. W ramach umowy, PGE jest sponsorem tytularnym rozgrywek Dywizji Mistrzowskiej Polskiej Ligi Esportowej (PLE), które w sezonie wiosennym oraz jesiennym 2021 r. będą funkcjonowały pod nazwą PGE Dywizja Mistrzowska Polskiej Ligi Esportowej. W rozgrywkach rywalizuje 8 drużyn a platformą zmagań jest jedna z czołowych taktycznych gier komputerowych Counter-Strike: Global Offensive.

Zakres współpracy pomiędzy PGE a PLE uwzględnia także zaangażowanie w projekty społeczne. W ramach umowy planowane jest m.in. przeprowadzenie konkursu dla szkół, szkoleń i warsztatów dla osób zainteresowanych branżą esportową.

Grupa PGE jest jednym z największych sponsorów krajowego sportu i kultury w Polsce. W ten sposób realizuje odpowiedzialne podejście do prowadzenia biznesu i zwiększa świadomości  marki PGE w społeczeństwie. W obszarze esportu PGE od grudnia 2020 r. współpracuje także z KS Turów Zgorzelec, który oprócz dziecięcych i młodzieżowych drużyn koszykarskich, prowadzi sekcję esportową.

Polska Liga Esportowa jest organizatorem rozgrywek esportowych oraz przestrzenią, w której zarówno gracze profesjonalni, pasjonaci, jaki i osoby chcące dopiero poznać esport, znajdują emocje dla siebie. Polska Liga Esportowa opiera swoją działalność na trzech filarach: Play, Learn i Enjoy, które wypełnić mają przestrzeń zarówno dla profesjonalnej rozgrywki, rozrywki masowej oraz aspektu edukacyjnego. W ramach Ligi oprócz popularnej gry komputerowej Counter-Strike rozgrywane są turnieje w Pro Evolution Soccer oraz F1. Przed Polską Ligą Esportową ogłoszenia kolejnych tytułów do rywalizacji.

Pandemia zmieniła reguły gry w sektorze inwestycyjnym. Magazyny liderem z rekordowym wynikiem

W pandemicznym 2020 r. wolumen transakcji inwestycyjnych na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce był znacząco niższy (o ok. 30%) niż w rekordowym pod tym względem 2019 r. Biorąc jednak pod uwagę obecny klimat inwestycyjny, przekroczenie pułapu 5,3 mld euro jest znaczącym rezultatem. Pomimo ogólnoświatowego kryzysu ekonomicznego, poważnych reperkusji dla globalnego sektora nieruchomości i generalnego spadku sentymentu, apetyt inwestorów na zakupy w Polsce utrzymał się na solidnym poziomie – wynika z raportu At A Glance Investment Poland 2020, opublikowanego przez firmę doradczą BNP Paribas Real Estate Poland.

Beneficjentem obecnej koniunktury rynkowej jest zdecydowanie sektor przemysłowo – logistyczny, który rozwija się w Polsce w błyskawicznym tempie i cieszy się nieustannie rosnącym zainteresowaniem inwestorów z całego globu. To właśnie ten sektor po raz pierwszy w historii rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce zdominował strukturę podziału zainwestowanego kapitału, przynosząc niemal połowę wartości transakcji sfinalizowanych w ciągu roku. Uzyskane 2,6 mld euro jest jednocześnie najwyższym rezultatem osiągniętym w tym segmencie, o ponad 30% przewyższającym dotychczasowy rekordowy wynik z roku 2018 i o ponad 80% więcej niż w 2019 r. W czołowej dziesiątce transakcji pod względem wielkości zaangażowanego kapitału, sześć dotyczyło produktu z rynku przemysłowo-logistycznego. Przedmiotem akwizycji były zarówno portfele bądź całe platformy magazynowe, jak np. Goodman przejęty przez GLP Group i portfel Hillwood nabyty przez Rosewood, jak i pojedyncze nieruchomości, w tym bardzo pożądane przez nabywców centra dystrybucyjne e-commerce – Amazon w Poznaniu nabyty przez Blackbrook i Amazon Wrocław, który zasilił portfolio Hines.

Wysoki popyt na magazynowy produkt inwestycyjny przekłada się na oczekiwania cenowe sprzedających i silną presję na kompresję stóp kapitałowych, które obecnie dla najwyższej klasy obiektów logistycznych czy wyspecjalizowanych lokalizacji typu BTS mogą oscylować nawet ok. 5.25%.

Na celowniku inwestorów były zarówno duże portfele magazynowe i całe platformy, jak i pojedyncze nieruchomości różnej klasy, zwłaszcza te z zabezpieczonymi długoterminowymi umowami najmu. Szczególną grupę stanowią centra dystrybucyjne zajmowane przez wiodących operatorów e-commerce, dla których stopy zwrotu uległy kompresji do ok. 4.20%. Sentyment kupujących w 2020 r. wyraźnie odzwierciedlał bardzo korzystną sytuację nieruchomości przemysłowo – logistycznych oraz pozytywne perspektywy dalszego rozwoju tego sektora. Stały wzrost e-commerce, rosnące zapotrzebowanie na obsługę logistyczną i kurierską, spodziewany rozwój młodego segmentu logistyki ostatniej mili oraz wywołane pandemią procesy nearshoringu, przyczynią się do dalszego umocnienia magazynów w Polsce. Spodziewamy się, że w 2021 r. utrzyma się jego wiodąca rola na rynku inwestycyjnym. – Mateusz Skubiszewski, Head of Capital Markets, BNP Paribas Real Estate Poland

Sektor biurowy, z wartością transakcji ok. 2 mld euro, odpowiadał za ok. 37% całkowitego wolumenu inwestycyjnego wypracowanego w ciągu całego roku. W porównaniu z 2019 r., który dla tego segmentu inwestycyjnego zamknął się rekordowym rezultatem, w 2020 r. całkowita wartość sfinalizowanych akwizycji spadła niemal o połowę. Model pracy zmierzający w kierunku hybrydowym, niepewność dotycząca wysokości popytu na powierzchnie biurowe i ograniczony apetyt inwestorów na biurowce zlokalizowane na rynkach regionalnych można zaliczyć do grona najważniejszych reperkusji wywołanych pandemią i ostrym reżimem sanitarnym. Regiony, których udział w poprzednich latach systematycznie przyrastał, w 2020 r. przyciągnęły ok. 30% kapitału zainwestowanego w biura, a liderem pod tym względem był Kraków, gdzie akwizycje objęły m.in. dwa budynki High 5ive (4 i 5) zakupione przez Credit Suisse, kompleks Equal Business Park (budynki A, B, C oraz będący w budowie D) przejęty przez spółkę Apollo-Rida i Ares oraz kolejny komponent kompleksu Podium Park (budynek B) nabyty przez Globalworth. Wśród największych transakcji sfinalizowanych w Warszawie jest m.in. nabycie przez Commerz Real w imieniu Hana Financial Investment obiektów A i B kompleksu Lixa, akwizycja Wola Center przez Hines czy zakup przez DEKA wieży biurowej Generation Park Z za ok. 98 mln euro.

Według ekspertów BNP Paribas Real Estate Poland, w sektorze biurowym dla najwyższej klasy aktywów w Warszawie można uzyskać obecnie stopę zwrotu ok. 4,60%, podczas gdy na początku roku, jeszcze zanim pandemia dotarła do Polski, negocjacje toczono przy poziomie zawierającym się w przedziale 4.25% – 4.35%.

Rok 2021 będzie nadal naznaczony pandemią i szerokim zastosowaniem modelu hybrydowego w pracy biurowej, jednak pozytywne informacje o kolejnych szczepionkach na Covid-19 przybliżają powrót do biur coraz większej liczby pracowników. Sentyment inwestorów do produktu inwestycyjnego klasy Core i Core+, szczególnie usytuowanego w prężnie rozwijających się strefach biurowych Warszawy i wiodących rynków regionalnych, będzie się systematycznie umacniał. Pewna liczba transakcji zainicjowanych przed wybuchem pandemii, pod jej wpływem została „zamrożona”, ale strony wciąż mogą wrócić do zawieszonych rozmów i ukończyć proces w 2021 r. Spodziewamy się również wzrostu zainteresowania obiektami, których cykl życia jako biurowca dobiega końca, a które natomiast mogą stanowić atrakcyjną lokalizację pod nieruchomości mieszkaniowe cieszące się nieustanie rosnącym popytem. – Piotr Goździewicz, Dyrektor w dziale Rynków Kapitałowych, BNP Paribas Real Estate Poland

2020 r. potwierdził natomiast wyraźny spadek apetytu inwestorów na nieruchomości handlowe. Zawirowania w branży wywołane pandemią i stały wzrost segmentu e-commerce, który zdecydowanie przyspieszył na skutek restrykcji nakładanych na działalność sklepów i usług stacjonarnych, odbiły się na zainteresowaniu inwestorów nieruchomościami z tego sektora. W ciągu całego roku sfinalizowane zostały transakcje o wartości ok. 658 mln euro co stanowi zaledwie ok. 30% średniego wolumenu z poprzednich pięciu lat. Zdecydowana część tej kwoty przypadła na II kwartał, kiedy udziały Lone Star w GTC zostały zakupione przez węgierski fundusz państwowy Optimum Ventures. Portfel będący przedmiotem umowy objął także centra handlowe GTC (Galeria Północna w Warszawie i Galeria Jurajska w Częstochowie). W kontekście obecnie zachodzących fundamentalnych zmian w zwyczajach zakupowych klientów i ich bezpośredniego przełożenia na kondycję obiektów handlowych, zainteresowanie inwestorów skupia się obecnie na tzw. centrach zakupów w sąsiedztwie (proximity centres), małych parkach handlowych, supermarketach z ofertą dyskontową i wolnostojących wyspecjalizowanych obiektach handlowych. W sektorze handlowym w ciągu 2020 r. nastąpiła dekompresja stóp kapitalizacji dla wiodących centrów handlowych o około 50 punktów bazowych. Na sytuację w nadchodzących miesiącach wpływ może mieć wiele czynników, z których kluczowy będzie rozwój sytuacji epidemiologicznej i działalności w warunkach reżimu sanitarnego, niosące poważne konsekwencje dla operatorów handlowych, usługowych a zwłaszcza gastronomicznych oraz rozrywkowych. Wzrost sentymentu inwestorów w stosunku do formatu handlowego z segmentu szeroko pojętego „convenience” odzwierciedlony jest w stopach kapitalizacji zawierających się w przedziale 7,00% – 8,00% dla małych parków handlowych, dogodnie usytuowanych w sąsiedztwie dużych skupisk mieszkalnych.

Globalna pandemia jest dla rynków akademickim przykładem „black swan”, zdarzenia, którego nikt nie był w stanie przewidzieć i nikt nie był do niego przygotowany. Rynki inwestycyjne krok po kroku przystosowują się do nowej sytuacji, której najtrudniejszym aspektem było i wciąż jest ograniczenie możliwości podróżowania. Zapewne jeszcze kilka najbliższych miesięcy upłynie pod znakiem ograniczonej aktywności inwestycyjnej, jednak już w drugiej połowie 2021 spodziewane jest solidne odbicie. – Mateusz Skubiszewski, Head of Capital Markets, BNP Paribas Real Estate Poland

Sprzedaż opon w 2020 roku. Pierwsza połowa roku bardzo zła, kolejne kwartały coraz lepsze

Według danych Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego (PZPO) w czwartym kwartale 2020 roku widać częściowe odbicie sprzedaży opon na rynek – wzrosty zanotowano w segmencie opon motocyklowych (+45,6%), rolniczych (+21,2%), ciężarowych (+19,8%), przemysłowych (+10,4%) i do SUV (+1,8). To trendy rozpoczęte w trzecim kwartale i kontynuowane do końca roku – podobnie jak w Europie – co potwierdzają dane Europejskiego Związku Producentów Opon i Gumy (ETRMA).

W całym 2020 roku producenci i importerzy opon w Polsce odnotowali spadki sprzedaży na rynek sięgające średnio -13% niemal we wszystkich segmentach opon. Jedynie sprzedaż opon całorocznych wzrosła aż o +48,4%, motocyklowych o +11%, zaś ciężarowych o +1,9%. Najmniejszy spadek notowano w segmencie przemysłowym (-2,2%) i premium (-4,9%), a największy w segmencie opon do samochodów lekkich dostawczych (-17,3%). Sprzedaż opon do aut osobowych spadła o -14,9%, a do SUV o -13,7%.2021-02-17 Sprzedaż opon w Polsce 2020 udział w rynku1 2021-02-17 Sprzedaż opon w Polsce 2020 udział w rynku2 2021-02-17 Sprzedaż opon w Polsce 2020 2021-02-17 Sprzedaż opon w Europie2020

– Branża motoryzacyjna jest wielkim poszkodowanym pandemii COVID-19. Ogromne spadki produkcji i sprzedaży, zerwane łańcuchy dostaw i okresowe przestoje w produkcji oznaczają straty, których nie da się szybko odbudować. To przekłada się także na producentów opon. Mamy nadzieję, że delikatne odbicie w czwartym kwartale będzie zwiastunem poprawy w 2021 roku. Priorytetem w branży oponiarskiej było utrzymanie miejsc pracy i mamy nadzieję, że w tym roku sytuacja pandemiczna oraz gospodarcza umożliwią kontynuowanie tego założenia oraz stopniowy powrót na ścieżkę wzrostu – mówi Maciej Winiarz, prezes zarządu Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego (PZPO).

– Czwarty kwartał 2020 rzeczywiście przynosi nadzieję na powrót optymizmu – zahamował częściowo spadki sprzedaży opon i potwierdził już wcześniej obserwowane trendy rosnącej popularności opon całorocznych, premium i do SUV. Udział opon całorocznych w ogólnej sprzedaży wzrósł już do 16%. Bardzo cieszy duży udział opon premium w ogólnej sprzedaży – który sięgnął aż 30%. To pokazuje, że kierowcy zaczynają mocniej doceniać jakość i bezpieczeństwo na drodze, które w tak dużym stopniu zależy właśnie od opon – dodaje Piotr Sarnecki, dyrektor generalny PZPO.

Mniej podatne na kryzys były także opony motocyklowe, ciężarowe, rolnicze i przemysłowe. Można uznać, że te segmenty funkcjonowały w miarę normalnie – nie poddając się wpływowi pandemii. Natomiast bardzo duży spadek sprzedaży opon zimowych to nie tylko efekt zmiany tendencji w kierunku opon całorocznych. Wygląda na to, że rynek nie spodziewał się ostrej zimy i wielu dystrybutorów musiało potem domawiać towar i odprawiać klientów z kwitkiem.

Europejski rynek opon

Także w całej Europie rok 2020 był dla branży oponiarskiej bardzo trudny. Opony na montaż fabryczny (OE) zostały najbardziej dotknięte skutkami pandemii – odnotowując spadek o -23% dla opon do samochodów osobowych i -18% dla ciężarówek. Również na rynku wtórnym sprzedaż opon do osobówek odnotowała dwucyfrowe obniżki na poziomie -12%, w tym -20% w przypadku opon zimowych i -13% letnich. Jedynie sprzedaż opon wielosezonowych zachowała pozytywny trend. W segmencie opon ciężarowych odnotowano spadek o -4%, a opon motocyklowych o -9%, podczas gdy sprzedaż opon rolniczych utrzymywała się na poziomie podobnym jak w roku ubiegłym.

– Pandemia Covid-19, powtarzające się lockdowny i konsekwentnie nakładane ograniczenia mobilności, a także kryzys gospodarczy – który nastąpił po zamknięciu niektórych fabryk – wywarły silny wpływ na sektor oponiarski, nie tylko pod względem sprzedaży, ale także pod względem utraconych miejsc pracy. Niestety, ogromny spadek cen opon do nowo produkowanych samochodów osobowych nie jest zaskoczeniem i jest bezpośrednią konsekwencją spadku produkcji o -23,7%[1], ogłoszonego na 2020 r. przez przemysł samochodów osobowych w UE w związku z pandemią Covid-19. Dla naszego sektora kluczowe będzie kontynuowanie współpracy z instytucjami Unii Europejskiej i rządami krajowymi w celu opracowania programów ułatwiających ożywienie, aby wesprzeć gospodarkę i społeczeństwo w wyjściu z tego bezprecedensowego kryzysu” – powiedziała Fazilet Cinaralp, sekretarz generalna Europejskiego Związku Producentów Opon i Gumy (ETRMA).

[1] ACEA PR 2021119

Odmrożenie albo fala bankructw nie do zatrzymania. Północna Izba Gospodarcza apeluje: gastronomia powinna być czynna

Północna Izba Gospodarcza zabiera głos w sprawie gastronomii i apeluje: czas na odmrożenie, ale w reżimie sanitarnym.

Hotele działają w reżimie sanitarnym, instytucje kultury wracają do pracy, można iść na basen czy do kasyna. Nie można jednak iść do restauracji. Niebawem miną cztery miesiące odkąd restauracje w Polsce mogą serwować jedzenie tylko na wynos lub z dowodem. – Nie rozumiemy dlaczego podczas ostatniego luzowania obostrzeń Rząd nie pozwolił restauracjom na otwarcie się w reżimie sanitarnym. Uważamy, że ta branża zasługuje na zaufanie i szansę, by wracać do funkcjonowania. Z relacji jakie otrzymujemy wynika, że sytuacja gastronomii jest dramatyczna. Przedsiębiorcy powoli tracą nadzieję, że uda im się wrócić do pracy – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Konsultujemy się obecnie z przedsiębiorcami ze Szczecina. Nie wykluczamy apelu do Rządu RP w sprawie odmrożenia gastronomii. Uważamy, że ten sektor gospodarki powinien funkcjonować w takim samym trybie jak hotele. 50% zajętych miejsc i skrupulatne kontrole czy zasady są przestrzegane – dodaje Prezes Hanna Mojsiuk.   Wicepremier i minister rozwoju Jarosław Gowin obiecał rozpocząć prace nad włączeniem do rządowej pomocy przedsiębiorców, którzy zanotowali spadek obrotów o co najmniej 70 procent bez względu na kody Polskiej Klasyfikacji Działalności – pomocą mają zostać objęte także nowe firmy, które założono w grudniu 2019 i w całym 2020 roku.

„To jest walka o przetrwanie. Tutaj nie ma miejsca na kalkulowanie”

Przedsiębiorcy działający w branży gastronomicznej w Szczecinie przyznają, że sytuacja jest bardzo trudna, a odliczanie kolejnych dni zamknięcia powoduje, że oddala się wizja spokojnego powrotu do funkcjonowania. Odchodzą pracownicy, znikają oszczędności, a pozyskiwanie środków płynnościowych na prowadzenie działalności w branży objętej ścisłym lockdownem jest bardzo trudne:  – Przed pierwszym lockdownem byliśmy siecią restauracji nie do złamania. Wielkie plany, duża rentowność. Wiosną poradziliśmy sobie dobrze, ale obecny lockdown jest dramatem, to jest już ponad 110 dni zamknięcia. Nasze PKD jest zablokowane w bankach, naprawdę to wygląda jak zamach na naszą gałąź gospodarki. Wyczerpaliśmy wszelkie możliwe środki, by móc przetrwać, ale jak będą rzucane nam kolejne kłody to będziemy musieli dalej walczyć, to jest walka o przetrwanie, czyli jak sama nazwa wskazuje tutaj już nie ma miejsca na kalkulowanie. Walczymy o każdy dzień. Kropką nad i była wiadomość Premiera Morawieckiego, który napisał: wytrzymajmy jeszcze kilka tygodni lub miesięcy. Wtedy podjęliśmy decyzję o tym, że musimy ratować nasze przedsiębiorstwo – mówi Sebastian Kosiacki, współwłaściciel sieci lokali Ziemniak i Spółka.

Nie brakuje żalu oraz rozczarowania lockdownem i oferowanym wsparciem: – Państwo zamknęło restauracje, nie dając nic w zamian. Mam trzy miesiące zamkniętą restaurację i nie dostałem ani złotówki wsparcia – mówi Maciej Szabałkin, właściciel restauracji Piastów 30.    – Gdyby Pan Premier powiedział swoim urzędnikom: „pracujecie pół roku za darmo”, jestem przekonany, że oburzyliby się jeszcze bardziej niż przedsiębiorcy pozostawieni bez grosza – dodaje Maciej Szabałkin.

115 dni zamknięcia i brak perspektywy na poprawę sytuacji. „Gastronomia jedną z najbardziej zadłużonych branż”

Przedsiębiorcy zgłaszający się do Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie zwracają uwagę, że zagrożenie płynności finansowej to jeden problem. Poważne dylematy budzi również zapewnienie utrzymania pracownikom. Gastronomicy często kompletowali swoje zespoły przez wiele lat. Dzisiaj muszą zwalniać swoich pracowników lub proponować im umowy na znacznie gorszych warunkach. To powoduje frustracje zarówno u pracowników jak i pracodawców.

– Gastronomia jest nieczynna od prawie 115 dni. Proszę sobie wyobrazić kogo jest stać na to, żeby  cztery miesiące dokładać do interesu. Jesteśmy świadkami prawdziwej pacyfikacji branży, za chwilę nie będzie już czego otwierać. Z mojego doświadczenia jako windykatora wynika, że gastronomia jest jedną z najbardziej zadłużonych branż. To odbija się na sytuacji pracowników, dostawców, kucharzy, ogólnie całego gospodarczego ekosystemu, który dotychczas w tej branży dobrze funkcjonował – mówi Prezes  Grupy AVERTO Małgorzata Marczulewska.

– Restauratorzy zmieniają umowę o pracę na umowy cywilnoprawne. Luźniejszy stosunek pracy pozwala im elastyczniej reagować na zwiększony lub zmniejszony ruch na wynos w ich lokalach. Pracownicy, często nie z winy pracodawców, zostają bez środków do życia – mówi Małgorzata Marczulewska.