Po co ci branding? Sprawdź wskazówki projektantów z Wrocławia

Branding ma być wyróżnikiem marki. Budować narrację, przyciągać wzrok – ale i zatrzymywać uwagę. To istotny element marketingu, którego nie można pomijać. Wiele firm zapomina o tym, jak ważna jest spójność we wszystkich komunikatach – zarówno graficznych, jak i tekstowych. Tymczasem to właśnie ten aspekt pozwala nam być rozpoznawalnymi. Na co zwrócić uwagę, pracując ze specjalistami? Dlaczego warto wybrać profesjonalny zespół?

Zacznij od strategii marki

Dobry branding musi przede wszystkim kształtować user experience – doświadczenie użytkownika Twojego brandu. Dobrze, jeśli jest zbudowany na autentycznym wyróżniku, przewadze konkurencyjnej. W pierwszej kolejności należy zastanowić się, co oferuje marka – a następnie zawrzeć to w briefie. Manager zatroszczy się o resztę – kompleksowy, długoterminowy plan marketingowy, który uwzględni strategię i  ideę, na której będzie bazować branding.

Polegaj na opinii specjalistów

Eksperci z agencji to często absolwenci studiów public relations, komunikacji wizerunkowej, communication design czy employer brandingu. Wszystkie te kierunki studiów łączy jedno: strategiczne podejście do tworzenia marki. Wykładowcami są często praktycy, którzy swoją wiedzę popierają wieloletnim doświadczeniem. Warto zatem zdać się na tych, którzy od lat zajmują się designem i mają zbudowane silne podstawy merytoryczne. Pamiętaj, aby w pierwszej kolejności polegać na opinii osób specjalizujących się na tworzeniu brandów. Logo nie musi podobać się Tobie czy Twoim pracownikom – ma działać na Twoich klientów. Ekspert potrafi uzasadnić, dlaczego akurat ta wersja będzie najlepszym wyborem.

Kompleksowa identyfikacja wizualna firmy

Kontaktując się z agencją, z pewnością zostaniesz poproszony o wypełnienie briefu. Staraj się być dokładny i wnikliwie zastanowić się nad tym, co jest przewagą konkurencyjną Twojej firmy. Uwzględnij w nim koniecznie, czego dokładnie potrzebujesz i jaki chcesz osiągnąć efekt. Projektowanie logo? Projektowanie opakowań? Przygotowanie strony internetowej, katalogu, ulotek, filmu wizerunkowego? Żaden problem. Warto określić, co jest Twoim celem. Specjaliści będą potrafili dobrać narzędzia do Twoich oczekiwań tak, aby zapewnić jak najlepszy efekt. Częstą praktyką jest również – po ustaleniu zakresu działań – przekazanie kilku linii stylistycznych do wyboru.

Dlaczego warto zlecić projekt agencji brandingowej lub PR?

Korzystając z pomocy agencji, możesz liczyć na pełną obsługę – nie tylko w kwestii graficznej, lecz również usługi z zakresu media relations, content marketingu, digital czy prowadzenie social media. Możesz kontynuować strategię przez zaplanowanie odpowiedniej kampanii reklamowej. Agencja może również skoordynować badania konsumenckie, dzięki którym dowiesz się, jak klienci Twojej marki postrzegają Twój wizerunek. Dużą zaletą jest także znajomość nowoczesnych technologii, które zoptymalizują prace nad budowaniem reputacji marki.

Warto pamiętać o jednej rzeczy. Ludzie są dziś przesyceni nadmiarem informacji – w internecie, w sklepach, w przestrzeni miejskiej. Nadmiar komunikatów sprawia, że trudniej jest się wyróżnić. Wymaga to dużej wiedzy zarówno o psychologii i socjologii, neurobiologii, językoznawstwie czy grafice. Wiele elementów składa się na całość, jakim jest postrzeganie brandingu. Warto zatem powierzyć tę sprawę ekspertom, którzy działają w interdyscyplinarnych zespołach. To właśnie ten miks sprawia, że projekt przynosi dobre efekty.

18 miesięcy – tyle czasu potrzebują najlepsi, aby wrócić do zysków sprzed pandemii

  • Według raportu „The European Double Up: A twin strategy that will strengthen competitiveness”[1], europejscy liderzy biznesowi spodziewają się powrotu do poziomu zysków sprzed pandemii średnio w ciągu najbliższych 18 miesięcy.
  • Z badania Accenture wynika, że europejskie firmy, które przyspieszą wprowadzanie zmian zarówno w zakresie technologii cyfrowych, jak i zrównoważonego rozwoju, szybciej wyjdą z kryzysu związanego z COVID-19.

Według nowego raportu Accenture opublikowanego w styczniu 2021 r. podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos, wiodące firmy europejskie spodziewają się poprawy wyników finansowych w ciągu najbliższych 18 miesięcy. Aby zintensyfikować proces powrotu do poziomu zysków sprzed pandemii zdaniem konsultantów Accenture muszą one przyspieszyć zarówno swoją transformację cyfrową, jak i przemiany w obszarze zrównoważonego rozwoju. Takie dwutorowe podejście nie tylko pozwoli na szybsze wyjście z kryzysu spowodowanego pandemią COVID-19, ale także zagwarantuje przewagę konkurencyjną w przyszłości.

 

Kryzys COVID-19 doprowadził do rozbieżności w odporności finansowej i perspektywach wzrostu europejskich firm. Prawie połowa (49%) z nich odnotowała spadek przychodów lub zysków w ciągu ostatnich 12 miesięcy i w tym roku nie spodziewa się poprawy swojej sytuacji. Według raportu do grupy „upadających aniołów”, czyli firm, które mimo faktu, że miały dobre wyniki finansowe przed pandemią, w tym roku spodziewają się spadku przychodów lub zysków, można zakwalifikować jedną piątą przedsiębiorstw (19%). Tylko jedna trzecia (32%) europejskich firm oczekuje wzrostu rentowności w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Do grona „przyszłych liderów”, jak określono tę grupę w raporcie Accenture, należą przedsiębiorstwa przodujące zarówno pod kątem cyfryzacji, jak i wdrożenia praktyk zrównoważonego rozwoju.

Według badań prawie połowa (45%) europejskich przedsiębiorstw nadaje priorytetowe znaczenie inwestycjom zarówno w transformację cyfrową, jak i zrównoważony rozwój. Aż 40% europejskich respondentów planuje duże inwestycje w sztuczną inteligencję, a 37% rozważa inwestycje w chmurę. Jednocześnie 31% firm planuje skupić się na inwestycjach w modele biznesowe pozwalające na zrównoważony rozwój.

Wkraczamy w dekadę, która wprowadza nową falę zmian w biznesie definiowaną przez transformację na rzecz cyfryzacji i zrównoważonego rozwoju. Liderzy podwójnej transformacji inwestują więcej w innowacje we wszystkich dziedzinach, przeznaczając ponad 10% swoich rocznych przychodów na badania i rozwój. Pamiętają także o rozwoju talentów, kształcą i przekwalifikowują swoich pracowników. W ten sposób budują ekosystem bazujących na technologii modeli biznesowych, których motorem jest zrównoważony rozwój. Wiodące firmy już teraz generują ponad 10% zysków z takich wysokoefektywnych modeli. Od tego, jak europejskie przedsiębiorstwa poradzą sobie z tą „podwójną transformacją”, zależeć będzie, jak szybko wyjdą z kryzysu i jak dobrze będą przygotowane do utrzymania wzrostu w postpandemicznym świecie – zapowiada Karol Mazurek, Dyrektor Zarządzający Accenture Strategy & Consulting.

Na poszczególnych etapach takiej transformacji mogą wystąpić różnego rodzaju bariery. Jednym z największych i najczęściej spotykanych wyzwań dla firmy, która już wkroczyła na tę ścieżkę rozwoju, jest określenie realnego modelu biznesowego skoncentrowanego wokół zrównoważonych procesów i produktów. Kolejnym etapem jest uwolnienie zasobów inwestycyjnych w celu reorganizacji przedsiębiorstwa i szybkiego przejścia od projektów pilotażowych do inicjatyw realizowanych w skali całej firmy. Ten krok może okazać się szczególnym wyzwaniem dla ponad połowy (55%) europejskich firm, które nie mają pewności, że osiągną swoje cele dotyczące wzrostu na rok 2021. Przedsiębiorstwa w Wielkiej Brytanii, Francji i Niemczech są najbardziej optymistyczne pod tym względem – odpowiednio 59%, 52% i 51% respondentów w tych krajach spodziewa się, że osiągną w tym roku swoje cele. Przedsiębiorcy we Włoszech i Hiszpanii są jednymi z najbardziej pesymistycznych, a zaledwie odpowiednio 34% i 31% z nich, spodziewa się, że osiągną swoje cele w obszarze wzrostu w 2021 r.

Pełny raport „The European Double Up: A twin strategy that will strengthen competitiveness” dostępny jest na stronie: https://www.accenture.com/cn-en/insights/strategy/european-double-up

O badaniu

Badanie miało formę ankiety, w której wzięło udział 4051 członków kadry zarządzającej wyższego szczebla w 13 krajach z 19 branż. Zostało przeprowadzone w listopadzie 2020 r. i objęło firmy o rocznych przychodach przekraczających 500 mln USD. Reprezentowane branże to: lotnictwo i kosmonautyka oraz obronność, linie lotnicze, turystyka i transport, motoryzacja, bankowość, rynki kapitałowe, komunikacja, media i rozrywka, przemysł chemiczny, branża towarów konsumenckich, energetyka, ochrona zdrowia, zaawansowane technologie, towary i sprzęt przemysłowy, ubezpieczenia, farmaceutyka, biotechnologia i life sciences, usługi publiczne, handel detaliczny, oprogramowanie i platformy oraz przedsiębiorstwa użyteczności publicznej. Badanie zostało przeprowadzone w następujących krajach: Australia, Kanada, Chiny, Francja, Niemcy, Włochy, Japonia, Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Singapur, Hiszpania, Wielka Brytania i Stany Zjednoczone.

[1] Accenture 2021: The European Double Up: A twin strategy that will strengthen competitiveness

„Sprawy frankowe” – aktualne problemy i perspektywy okiem Rzecznika Prasowego Sądu Okręgowego w Warszawie

W ostatnim czasie temat tzw. kredytów frankowych nie znika z mediów, a to w szczególności za sprawą planowanej na marzec uchwały Izby Cywilnej Sądu Najwyższego, którą rozstrzygnięte zostać mają zagadnienia prawne budzące wątpliwości w orzecznictwie sądów powszechnych. Dodatkowe emocje wzbudza również powództwo Raiffeisen Banku wytoczone przeciwko państwu Dziubakom o wynagrodzenie za bezumowne korzystanie z kapitału banku. Niewątpliwie wzrost popularności problemu tzw. kredytów frankowych przekłada się na ilość spraw wnoszonych przeciwko bankom do sądów – liczba pozwów rośnie z miesiąca na miesiąc. Przeważająca część banków ma siedzibę na terenie objętym właściwością Sądu Okręgowego w Warszawie, dlatego obecnie większość tzw. spraw frankowych jest rozpoznawana przez ten sąd. Jak – i czy w ogóle – Sąd Okręgowy w Warszawie radzi sobie z tym problemem?

W ramach kampanii społecznej Prawo bez Strachu, adwokat Bartosz Czupajło spotkał się w dniu 9 lutego 2021 r. z SSO Sylwią Urbańską – rzecznikiem prasowym ds. cywilnych Sądu Okręgowego w Warszawie. Tematem spotkania były aktualne problemy związane z ogromną ilością tzw. spraw frankowych, które wpływają do Sądu Okręgowego w Warszawie, pomysły i sposoby na przyspieszenie ich rozpoznawania oraz założenia dotyczące funkcjonowania nowego XXVIII Wydziału ds. kredytów waloryzowanych kursem waluty obcej, który ma rozpocząć funkcjonowanie od 1 kwietnia 2021 r.

Skala pozwów olbrzymia i stale rosnąca

W kontekście ilości tzw. spraw kredytów frankowych, jakie wpływają do Sądu Okręgowego w Warszawie, SSO Sylwia Urbańska wskazała, że:

„Jeśli miałabym określić skalę, to chyba jednym słowem: olbrzymia i stale rosnąca. To jest zjawisko w jakimś sensie ogólnokrajowe i dotyczy całej Polski, natomiast z pewnością Sąd Okręgowy w Warszawie jest najbardziej tym problemem dotknięty i musi się z tym mierzyć w największym stopniu. Myślę, że przedstawienie liczb, które notujemy od roku 2017, kiedy to sprawy frankowe zaczęły wpływać i zaczęły być już zauważalne przedstawi też skalę tego zjawiska. I tak 2017 rok – mieliśmy w całym sądzie 999 spraw, dokładnie taka liczba. W 2018 to było 2 631, w 2019 roku 4 634 i rok 2020 – już mamy skalę 15 588 spraw, co nawet w porównaniu do 2019 roku pokazuje prawie 4-krotny wzrost. Dlatego mówię, że to jest problem Sądu Okręgowego w Warszawie w takiej mierze znaczącej, że z obliczeń wynika, że ponad 50% tych spraw w skali kraju trafia do Sądu Okręgowego w Warszawie.” Po czym dodała: „Mam duże obawy, że ta liczba w roku 2021 jeszcze się zwielokrotni, dlatego że już tylko porównanie stycznia 2020 do stycznia 2021 to są takie liczby: styczeń 2020 mamy spraw 808, w styczniu 2021 – 1897. Jeśli ta tendencja się utrzyma, to przekroczy możliwości rozwiązania tego problemu przez sąd i apelujemy od dawna, że potrzeba rozwiązań systemowych.”

W kontekście wyżej cytowanych wypowiedzi – liczby pokazały, że dla ilości kierowanych do sądu spraw istotne znaczenie miał wyrok TSUE ws. p. Dziubaków wydany jesienią 2019 roku – od tego momentu wzrost liczby pozwów wnoszonych ws. frankowych gwałtownie przyspieszył.

„Nasze referaty w I instancji sięgnęły – to są obliczenia według stanu na koniec grudnia 2020 roku – 620 spraw, co przekłada się na niemal 1 400 tomów. To są liczby, wartości absolutnie niewyobrażalne. Jeżeli tom ma 200 kart – ja to nawet przeliczyłam dla zobrazowania, jakie to są rozmiary – przyjmijmy, że nie wszystkie są dwustronnie zadrukowane, to jeden tom to jest 300 stron do przeczytania. To wychodzi 400 000 stron referatu sędziego, czyli tych spraw, z którymi mierzy się, mówiąc kolokwialnie „obraca”. Wyobraźmy sobie, że mamy książkę do przeczytania – średnia książka ma 300 stron. Ile czytamy taką książkę, nawet jeśli to jest pasjonujący kryminał?”

Rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Warszawie zaapelowała – „Potrzebujemy rozwiązań systemowych. Żaden sąd nie jest sobie w stanie z tym problemem poradzić środkami, którymi dysponuje tylko jako konkretna jednostka.”

Planowane uchwały Sądu Najwyższego

Pewną nadzieją na ujednolicenie orzecznictwa i przyspieszenie rozpoznawania spraw frankowych są planowane uchwały Sądu Najwyższego.

„Na pewno wypowiedź Sądu Najwyższego jest bardzo potrzebna. Istotnie po wyroku z października 2019 r. TSUE wydaje się, że można powiedzieć, że linia orzecznicza się w jedną stronę przechyliła, ale nie można mówić o jednolitości orzecznictwa. To jest absolutnie problem i dopóki ten problem nie zostanie rozstrzygnięty przez Sąd Najwyższy, to będziemy się z tym mierzyć w jednostkowych sprawach.”

Mec. Czupajło zwrócił uwagę na praktyczny problem, z którymi spotykają się prawnicy w rozmowach z klientami – jak racjonalnie wytłumaczyć osobie zainteresowanej pozwaniem banku, że taka sama umowa czasem bywa uznana przez sąd za nieważną, czasami sąd stwierdzi jedynie, że wprawdzie zawiera ona klauzule niedozwolone, ale może obowiązywać dalej po ich wyeliminowaniu, a w trzecim przypadku sąd nie dostrzeże w umowie żadnych wadliwości? Trudno znaleźć inny przypadek, w którym tak wiele spraw byłoby tak podobnych – są oparte w zasadzie na takich samych wzorcach umów – a jednak dochodzi do wydawania zupełnie innych rozstrzygnięć, co z kolei podważa zaufanie obywateli do sądów. „Dochodząc sprawiedliwości w takich samych sytuacjach, mając ten sam system prawny, należałoby oczekiwać przynajmniej podobnych rozstrzygnięć, a tutaj często te rozstrzygnięcia są skrajnie różne” zauważa adwokat.

SSO Sylwia Urbańska przyznała, że „Stan, w którym tej jednolitości nie mamy, jest zagrożeniem” i przypomniała, że Polska przegrała już sprawę przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka na gruncie sprawy Plechanow przeciwko Polsce (skarga nr 22279/04). Trybunał stwierdził w tej sprawie naruszenie przez Polskę Konwencji właśnie z uwagi na rozbieżność orzecznictwa i to na poziomie Sądu Najwyższego. „Jednolitość orzecznictwa jest wyrazem zaufania obywatela do państwa” – wskazała.

Nowy wydział ds. frankowych Sądu Okręgowego w Warszawie

SSO Sylwia Urbańska zwróciła uwagę, że powstanie wydziału ds. kredytów waloryzowanych kursem waluty obcej było inicjatywą sędziów Sądu Okręgowego w Warszawie. „Mamy już opublikowanie zarządzenie Ministra Sprawiedliwości o utworzeniu tego wydziału – to będzie XXVIII wydział w tutejszym sądzie. Ono wchodzi w życie z dniem 1 kwietnia 2021 r. Na ostatnim etapie i na etapie ustaleń i decyzji – to są oczywiście decyzje prezesa i wiceprezesa ds. cywilnych – są kwestie organizacyjne, liczby sędziów, która tam będzie skierowana.” – wskazała rzecznik prasowy Sądu.

Jak nowy wydział będzie funkcjować? „Wspomniałam już o planach digitalizacji akt – proszę mi wybaczyć, specjalistycznie tego nie wyjaśnię, natomiast ten program ma zakładać pewne ułatwienie, przyspieszenie pracy z aktami i ma polegać na wprowadzeniu do systemu danych, które później automatycznie, na zasadzie biblioteki danych będą mogły być pobierane do różnych spraw. Istnieje pewna powtarzalność tych spraw czy umów. Te dane trzeba tam najpierw do tego systemu wprowadzić, żeby potem można na nich pracować.”

„To ma przyspieszyć obsługę, pracę kancelaryjną z aktami, ale też później pracę dla sędziego orzekającego w tych sprawach. Plus do tego, przez tę liczbę spraw, z którymi trzeba będzie się zmierzyć, ma być wprowadzony system otagowania akt, pism. Ma to polegać na ich wyszukiwaniu za pomocą urządzenia, które będzie odbierać, nadawać sygnał.” – dodała SSO Sylwia Urbańska.

Rzecznik prasowy przyznała, że wydział powstanie i ma nadzieję, że wiele rzeczy usprawni, ale jeżeli te liczby będą tak rosły, to będzie to rozwiązanie czasowe. „To naprawdę wymaga ingerencji ustawodawcy, żeby ten problem rozwiązać.”

Adw. Bartosz Czupajło zauważył, że powstanie nowego wydziału ds. kredytów waloryzowanych kursem waluty obcej budzi różne emocje i pewne obawy co do tego, czy powstanie wydziału zamiast przyspieszenia nie spowoduje wydłużenia rozpoznawania spraw frankowych. „Skoro teraz sprawy frankowe rozkładane są na sześć wydziałów cywilnych Sądu Okręgowego w Warszawie i obsługiwane są przez kilkudziesięciu sędziów, to czy skupienie tych spraw w jednym wydziale, w którym będzie orzekało kilku czy kilkunastu sędziów nie spowoduje, że te sprawy będą rozpoznawane jeszcze dłużej?

W odpowiedzi rzecznik prasowy wskazała: „Żadne nasze działania organizacyjne nie zastąpią jednolitego stanowiska czy wskazania ze strony Sądu Najwyższego, które też by mogło ukierunkować na sposób prowadzenia spraw. On zawsze pozostanie rzecz jasna do decyzji konkretnego sędziego, ale już kwestia postępowania dowodowego, tego czy, jakich świadków sąd przesłuchuje, czy dopuszcza dowód z opinii biegłych, to już mogłoby coś wynikać z tych oczekiwanych rozstrzygnięć Sądu Najwyższego. To co my robimy, to jest nasza inicjatywa i próba poradzenia sobie z tym problemem, ale nikt sobie nie poradzi, jeżeli będziemy mieć taki wzrost wpływu tych spraw. Słusznie Pan zauważył, że tych kilkudziesięciu, 50-kilku tak naprawdę sędziów Sądu Okręgowego w Warszawie rozstrzyga ponad 50% spraw w skali kraju, spraw kredytobiorców frankowych. Ja śmiem twierdzić, że to są sędziowie, którzy są najbardziej teraz obciążeni pracą w skali kraju.”

SSO Sylwia Urbańska zwróciła uwagę, że poza sprawami frankowymi jest wiele innych spraw doniosłych społecznie, które wymagają sprawnego orzekania, np. roszczenia o świadczenia należne z tytułu wypadku czy sprawy o ubezwłasnowolnienie. Powstanie wydziału ds. frankowych powinno sprawić, że pozostałe wydziały cywilne zostaną odciążone i będą mogły sprawniej rozpoznawać sprawy nie dotyczące kredytów frankowych.

Mec. Czupajło pytał, czy skoro wpływ większości spraw trafiających do Sądu Okręgowego w Warszawie zostanie skierowany do jednego wydziału „frankowego”, to czy znajdą się sędziowie chętni do orzekania w tym wydziale i czy sędziowie będą mieli możliwość zgłaszania się, czy będzie to odgórna decyzja, czy jeszcze w inny sposób będzie się to odbywało.

„Na tym etapie mogę powiedzieć, że jeszcze ostateczne decyzje nie zapadły. Można się zgłaszać i takie zgłoszenia były, byli sędziowie, którzy się zgłosili. To jest jeszcze – tak, jak wspomniałam – na ostatnim etapie ustaleń, więc myślę, że musimy tutaj poczekać na decyzję, na rozstrzygnięcia.”

SSO Sylwia Urbańska zwróciła uwagę na jeszcze jeden ważny problem: „Od wielu lat do Sądu Okręgowego w Warszawie nie przyszedł żaden nowy sędzia, nie było żadnych nominacji. My funkcjonujemy też od lat, zdaje się teraz w 2/3 składu tego docelowego, etatów, które są przypisane do naszego sądu.” Dodatkowo wskazała na kolejne zagrożenie związane z ilością spraw wpływających do Sądu Okręgowego w Warszawie: „Zaczynają się już pozwy przedsiębiorców przeciwko Skarbowi Państwa za tzw. lockdown. One już są, zarówno zbiorowe (grupowe) jak i indywidualne. Te osoby nie mają wyboru właściwości – one pozywają Skarb Państwa – jednostki organizacyjne, które mają siedzibę w Warszawie. Jeżeli na tę falę pozwów frankowych dołoży się jeszcze fala pozwów za lockdown, to naprawdę jeszcze raz apel ze strony sądu o decyzje ustawodawcy.”

Na pytanie o postulowane kierunki zmian legislacyjnych, które mogłyby przyczynić się do poprawy funkcjonowania sądu i przyspieszenia rozpoznawania spraw rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Warszawie odpowiedziała: „Ja bym bardzo chciała, żeby ustawodawca posłuchał sędziów, bo my tu jesteśmy – my, sędziowie sądów powszechnych – na pierwszej linii i my się z tymi problemami mierzymy na co dzień. Ta sytuacja z ostatniego roku zmieniła bardzo wiele, ale też mocno przyspieszyła postęp technologiczny – tak bym powiedziała – w sądzie. To oczywiście nie jest jeszcze stan doskonały, ale okazało się, że bardzo szybko można wprowadzić rozprawy zdalne, które początkowo z oporami, a teraz już w coraz większym wymiarze przecież funkcjonują. Wydaje mi się, że już nie ma od tego odwrotu i że to jest takie narzędzie i takie rozwiązanie, które absolutnie jest do zastosowania, do wykorzystania i wdrożenia nie tylko na czas epidemii i tych trudności, ale też później. To nas prowadzi do rozprawy odmiejscowionej. Też oczywiście wymaga nakładów inwestycyjnych i odpowiedniego wyposażenia sądu, bo wiele sądów mierzyło się z tym problemem, że nie ma odpowiedniego sprzętu, czy też ta sieć informatyczna jest niewystarczająca. Rozprawa odmiejscowiona powoduje, że odpada nam problem i zarzut braku dostępu czy dostępności do sądu i konieczności pokonywania wielu kilometrów do tego, żeby przed sądem stanąć. To zawsze będzie narzędzie zastępcze, ale wiele spraw może rozwiązać, bo – to są też moje osobiste doświadczenia z tego czasu – gdyby nie rozprawy zdalne, to pewnie nie udałoby się przesłuchać świadka z Hiszpanii, stron z Norwegii, czy z Nowego Jorku.”  

Co Europejczycy myślą o działaniach UE w zakresie rolnictwa?

Komisja Europejska przeprowadziła badania opinii publicznej wśród wszystkich krajów członkowskich, aby dowiedzieć się, co obywatele sądzą o podejmowanych przez Unię Europejską działaniach w zakresie wspólnej polityki rolnej. Sektor rolno-spożywczy jest ważny dla Europejczyków – aż 95% społeczeństwa uważa, że rolnictwo i obszary wiejskie są istotne dla wspólnej przyszłości. Badanie pokazuje, że kwestie środowiskowe stają się coraz ważniejszym priorytetem dla obywateli UE. Eksperci Unii Owocowej komentują wyniki Eurobarometru.

Czym jest badanie Eurobarometru?

Komisja Europejska od wielu lat przeprowadza badania Eurobarometru mające na celu szczegółową analizę nastawienia oraz poglądów obywateli wobec działań Unii Europejskiej. Sondaże badają szeroki zakres kwestii, które sprawdzają postrzeganie UE, a także główne oczekiwania i wyzwania przed nią stojące. Od 2007 roku KE przeprowadza takie badanie także na temat rolnictwa i wspólnej polityki rolnej. Dzięki temu, znane jest również zdanie społeczeństwa na temat działań Unii w dziedzinie leśnictwa i obszarów wiejskich. Najnowsze badanie przeprowadzono między sierpniem a wrześniem 2020 r., a objęło ono ponad 27 200 odpowiedzi od obywateli ze wszystkich krajów UE. Z ostatniego badania zostało wyciągniętych wiele wniosków pozwalających na ustalenie ogólnej opinii publicznej o działaniach UE w zakresie WPR.

Badania prowadzone przez Komisję Europejską pozwalają na uzyskanie poglądu na ogólną opinię publiczną w zakresie prowadzonych działań. Wspólna Polityka Rolna posiada narzędzia, które zwiększają produkcję ekologiczną i sprzedaż. Wykorzystanie tych możliwości może przyczynić się do wzrostu popularności ekologicznych produktów w nadchodzących latach – co ciekawe, według badań konsumenci deklarują, że są gotowi zapłacić nawet o 10% więcej za produkty pozyskiwane w prośrodowiskowy sposób – ten fakt pokazuje coraz większą potrzebę i świadomość społeczeństwa. Narzędzia WPR powinny wspierać producentów w procesie produkcji ekologicznej, m.in. poprzez wskazanie strategii ułatwiających osiąganie sukcesów i czerpanie korzyści związanych ze zrównoważonym rolnictwem.” – wyjaśnia Paulina Kopeć, sekretarz generalna Unii Owocowej.

Co Europejczycy wiedzą o wspólnej polityce rolnej?

Obywatele Unii Europejskiej są coraz bardziej świadomi istnienia i funkcjonowania wspólnej polityki rolnej – w 2020 roku prawie ¾ Europejczyków deklarowało, że zna te działania i uważa, że przynoszą one korzyści nie tylko rolnikom, ale wszystkim obywatelom. Celem WPR jest m.in. ochrona obszarów wiejskich i krajobrazów, wspieranie zrównoważonego gospodarowania zasobami naturalnymi i przeciwdziałanie zmianom klimatu, a także wspieranie rolników. Działania w zakresie wspólnej polityki rolnej są podejmowane przez wszystkie kraje członkowskie, obejmują m.in. rolnictwo, ogrodnictwo i leśnictwo. WPR jest finansowana ze wspólnych środków pochodzących z unijnego budżetu. W porównaniu z danymi z Eurobarometru z 2017 r. postrzeganie przedsięwzięć WPR w obszarach bezpieczeństwa i jakości żywności oraz zrównoważonego rozwoju – w 2020 r. poprawiło się o co najmniej 5 punktów procentowych.

Jakie wartości są ważne dla Europejczyków?

Co najmniej ośmiu na dziesięciu Europejczyków uważa, że ​​spośród badanych priorytetów założeń WPR, wszystkie są ważne. Według danych Eurobarometru, 92% obywateli UE sądzi, że ​​zapewnienie stabilnych dostaw żywności dla UE jest ważnym priorytetem. Społeczeństwo wskazuje także na istotną rolę krótkich łańcuchów dostaw, które są kluczowe przy świeżych, szybko psujących się produktach oraz na poszanowanie lokalnej tradycji, „know-how” i znane pochodzenie nabywanej żywności. 81% respondentów uważa, że ważne jest, aby żywność była opatrzona etykietą gwarantującą jakość, jednak niepokojące są dane o niskiej znajomości certyfikatów unijnych – zna je tylko około 15% obywateli. Wyjątek stanowi logo unijnego rolnictwa ekologicznego, który potrafi rozpoznać ponad połowa respondentów. Unia Owocowa podtrzymuje istotę znakowania produktów certyfikatami jakościowymi i podkreśla, że ich znajomość powinna wzrosnąć. Obywatele uważają, że istnieje większe prawdopodobieństwo, że produkty ekologiczne są zgodne z przepisami dotyczącymi pestycydów, nawozów i antybiotyków, a także, że są one bardziej przyjazne dla środowiska i produkowane z większym poszanowaniem dobrostanu zwierząt.

W Unii Europejskiej funkcjonuje około 10 milionów gospodarstw rolnych, w których pracuje blisko 22 miliony osób. Rola rolników w społeczeństwie jest kluczowa. Potwierdzają to odpowiedzi ankietowanych osób, które jako główne obowiązki rolników wymieniają: zapewnienie bezpiecznej, zdrowej żywności wysokiej jakości w przystępnych cenach, zapewnienie dobrostanu zwierząt gospodarskich oraz ochronę środowiska i przeciwdziałanie zmianie klimatu. Aż 90% respondentów uważa, że wzmocnienie pozycji rolnika w łańcuchu dostaw żywności jest działaniem priorytetowym, a mniej więcej połowa respondentów sądzi, że zapewnienie odpowiedniego poziomu życia rolnikom powinno być głównym zadaniem WPR. Coraz więcej obywateli wskazuje także na potrzebę wzrostu dochodów tej grupy. Wspólna polityka rolna zapewnia wsparcie finansowe poprzez płatności bezpośrednie gwarantujące stabilność dochodów oraz wynagradzające rolników za pro-środowiskową działalność i zapewnianie dóbr publicznych, za które nie otrzymują oni wynagrodzenia, np. za dbanie o obszary wiejskie.

Eurobarometr wskazuje na rosnącą wśród społeczeństwa świadomość na temat ochrony środowiska i zmian klimatycznych. Aż 66% obywateli jest gotowych zapłacić 10% więcej za produkty rolne, które są pozyskiwane w sposób ograniczający ich ślad węglowy. Wspólna polityka rolna zakłada, że rolnictwo musi być opłacalne, ale równocześnie prowadzone w zrównoważony i przyjazny dla środowiska sposób. Zdecydowana większość respondentów (92%) poparła dalsze wypłacanie przez UE dotacji rolnikom stosującym praktyki rolnicze korzystne dla klimatu i środowiska.

„Praktyki zrównoważonego rolnictwa pozwalają przede wszystkim na prowadzenie stabilnego i opłacalnego finansowo gospodarstwa, które zarządzane jest zgodnie z opracowanym planem biznesowym. Obiecujący jest fakt, że społeczeństwo zgadza się i popiera zwiększenie wynagrodzeń dla tych rolników, którzy prowadzą swoją działalność z poszanowaniem środowiska naturalnego. To istotne, aby zachęcać młodych ludzi do podejmowania pracy w rolnictwie – według Eurobarometru 86% respondentów zgodziło się, że jest to ważny cel.” – podkreśla Paulina Kopeć, sekretarz generalna Unii Owocowej.

Kolejnym ważnym elementem WPR jest ochrona obszarów wiejskich. Unia Europejska przekazuje środki na ich rozwój oraz ustala programy krajowe i regionalne w celu zaspokojenia szczególnych potrzeb tych miejsc oraz sprostania wyzwaniom, przed którymi stoją. 83% obywateli uważa, że ​​osiągnięcie zrównoważonego rozwoju terytorialnego w całej UE jest ważnym celem. Unia Europejska wyznaczyła trzy długoterminowe cele dla rozwoju obszarów wiejskich, są nimi: zapewnienie zrównoważonego gospodarowania zasobami naturalnymi, wspieranie konkurencyjności rolnictwa oraz rozwój terytorialny tych obszarów obejmujący m.in. tworzenie i utrzymywanie miejsc pracy. 86% ankietowanych uznało za ważne pobudzenie inwestycji na obszarach wiejskich, a także zwiększenie możliwości zatrudnienia w sektorze rolno-spożywczym. Sektor produktów spożywczych i rolnictwa zapewnia w całej Unii Europejskiej blisko 40 mln miejsc pracy.

Ogólny wynik przeprowadzonych badań jest bardzo zadowalający. Przedstawia rosnącą świadomość społeczeństwa i pokazuje, że wspólne, zjednoczone działania państw członkowskich mają sens. W jedności siła – dlatego kluczową rolę odgrywają grupy producenckie, które na co dzień wspierają członków organizacji i podtrzymują lepszą, silną pozycję do negocjacji sprzedaży na korzystnych warunkach, a także prowadzą producentów ku zrównoważonemu rolnictwu.” – podsumowuje Paulina Kopeć, sekretarz generalna Unii Owocowej.

Inflacja w Polsce rośnie. Cena ropy naftowej znów w górę

Inwestorzy zinterpretowali dane o wzroście inflacji jako odsunięcie w czasie obniżek stóp procentowych. W rezultacie jesteśmy od rana świadkami umacniania się złotego względem euro.

Słabsze dane z USA na zakończenie tygodnia

Piątkowe popołudnie przyniosło nam raport Uniwersytetu Michigan. Okazał się on wyraźnie słabszy od oczekiwań i wyniósł 76,2 pkt wobec oczekiwanych 80,8 pkt. Oznacza to, że optymizm w grupie ankietowanych menedżerów jest wyraźnie słabszy, niż sądzono. Pokazuje to, że pewne optymistyczne założenia mogą nie zostać zrealizowane. Rezultatem tego odczytu było kolejne osłabienie się dolara względem euro pomimo dobrego początku dnia.

Ropa naftowa znów w górę

Czarne złoto kontynuuje swój ruch w górę rozpoczęty na początku listopada. Od tego czasu baryłka surowca podskoczyła z 38 dolarów na 63 dolary. Powodów tego ruchu jest przynajmniej kilka, ale z grubsza sprowadzają się do jednego. Analitycy zauważają, że będzie potrzebne coraz więcej surowca wraz z powrotem gospodarki na stare tory. Nie może zatem dziwić, że wraz ze wzrostem cen rośnie też ilość otwieranych odwiertów. Potwierdzają to np. dane z USA, gdzie w piątek parametr ten osiągnął swoje maksimum od początku pandemii.

Inflacja w Polsce

W styczniu wzrost cen w Polsce przyspieszył o 0,3%, aczkolwiek uzyskany wynik 2,7% nie powinien budzić niepokoju. Cel inflacyjny mamy ustalony przecież na 2,5% z tolerancją +/- 1%, więc wynik ten jest bardzo blisko środka tego przedziału. Z drugiej strony rosnąca inflacja, o ile kierunek ten będzie kontynuowany, powinna mocno ograniczać skłonność RPP do obniżania stóp procentowych. Im niższe stopy, tym bardziej są bowiem obywatele skłonni do konsumpcji, a to podnosi ceny. Inwestorzy przyjęli to jako dobrą informację i kupują złotówki, w końcu perspektywa obniżki stóp była powodem ostatniego osłabiania się złotego.

Dzisiaj dzień prezydenta w USA, a w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

GPW w czołówce europejskich giełd

  • Według danych Federacji Europejskich Giełd Papierów Wartościowych (FESE) Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) zanotowała największy procentowy wzrost obrotów akcjami w 2020 roku – o 56,1% w porównaniu z 2019 rokiem
  • GPW zajęła drugie miejsce w zestawieniu FESE jeśli chodzi o zmianę kapitalizacji krajowych spółek (w walucie lokalnej)
  • GPW uplasowała się na drugim i trzecim miejscu jeśli chodzi o obrotowość portfeli na koniec 2020 roku oraz wartość ofert pierwotnych w ubiegłym roku
  • W 2020 roku na GPW miał miejsce drugi co do wielkości w Europie debiut – Allegro.eu

– Jesteśmy najszybciej rosnącą giełdą w Unii Europejskiej jeśli chodzi o obroty – powiedział Marek Dietl, Prezes Zarządu GPW w cotygodniowym „Wideokomentarzu GPW” zamieszczonym na oficjalnym kanale Giełdy w mediach społecznościowych. Obroty akcjami na GPW wzrosły o 56,1% rok do roku. Prezes GPW dodał, że trudny 2020 rok okazał się dla Giełdy niezwykle udany. – Wskoczyliśmy również na „pudło” pod względem wskaźnika obrotowości portfeli – jesteśmy drugą najbardziej płynną giełdą, zaraz za Deutsche Boerse. Z kolei trzecie miejsce zajęliśmy w zestawieniu giełd europejskich pod kątem wartości ofert pierwotnych w 2020 roku. Wyprzedziły nas tylko giełdy Euronext i Nasdaq Nordics & Baltics – powiedział Marek Dietl.

Ponadto GPW zajęła drugie miejsce wśród giełd europejskich jeśli chodzi o najwyższy wzrost kapitalizacji w walucie lokalnej, co w dużej mierze było zasługą historycznego debiutu  Allegro – drugiego największego debiutu wśród europejskich IPO.

Fenomen GPW został zauważony nie tylko w Europie, ale i poza nią. W ostatnich tygodniach tekst Prezesa Marka Dietla poświęcony potencjałowi wzrostu naszego regionu został przedrukowany w kilkunastu prasowych i internetowych tytułach na całym świecie, m.in. we Francji, na Cyprze, w Malezji, Indonezji czy Katarze.

– GPW, jako jeden z 25 najbardziej rozwiniętych rynków na świecie, powinna odgrywać główną rolę w promowaniu i wspieraniu rozwoju naszego regionu – stwierdza w tekście Marek Dietl. W artykule Prezesa GPW czytamy też, że: – Wysoka wycena, obecność zagranicznych funduszy technologicznych wśród inwestorów i utrzymująca się płynność w obrocie akcjami tylko potwierdzają, że GPW jest rynkiem rozwiniętym w pełnym tego słowa znaczeniu. Warszawska giełda ma jeszcze jedną przewagę. Oferuje dostęp do szerokiego, zróżnicowanego kapitału inwestorskiego po kosztach zdecydowanie niższych niż te, które należałoby ponieść przy debiucie na dużych, zagranicznych rynkach giełdowych.

– Polski parkiet przyciąga nie tylko inwestorów indywidualnych, ale zauważamy również wzrost zainteresowania GPW wśród mediów zagranicznych oraz zagranicznych funduszy inwestycyjnych i instytucji – podkreśla Przemysław Gerschmann, Doradca Zarządu GPW. – Jest to budujące, ponieważ oznacza, że obraliśmy dobry kierunek a praktyki, które czerpiemy z rynków bardziej rozwiniętych i dojrzałych dobrze przyjmują się także na naszym rynku – dodaje.

W ramach projektu „Opowiadamy Polskę światu: Dekada Europy Centralnej” realizowanego wspólnie z Instytutem Nowych Mediów, Ministerstwem Spraw Zagranicznych i Polską Agencją Prasową swoje teksty opublikowali również Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Andrzej Duda, sekretarz generalny Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) Ángel Gurría oraz uznani międzynarodowi ekonomiści i eksperci, m.in. prof. Timo Baas i Branko Milanović.

Instytut Staszica: dlaczego zamykanie gospodarki nie jest uzasadnione wiarygodnymi badaniami?

Polacy chcą jak najszybszego zniesienia koronawirusowych restrykcji. Z badania IBRiS dla dziennika „Rzeczpospolita”, przeprowadzonego na początku tego miesiąca wynika, że aż 81,9% społeczeństwa pozytywnie ocenia decyzję rządu o zniesieniu niektórych ograniczeń od 12 lutego. Niemniej nadal obowiązuje wiele dotkliwych obostrzeń, jak np. zakaz działalności lokali gastronomicznych czy klubów fitness. Aktualne pozostaje zatem pytanie o logikę utrzymywania ograniczeń i ich uzasadnienie. W ocenie ekspertów Instytutu Staszica tłumaczenie obostrzeń wycinkową i nieuwzględniającą polskiej specyfiki analizą opublikowaną w amerykańskim czasopiśmie „Nature” jest dalece niewystarczające. Należy spytać decydentów, dlaczego przez rok trwania pandemii nie wykonano w Polsce żadnych wiarygodnych badań, zwłaszcza najdłużej zamkniętych sektorów gospodarki i dlaczego pod uwagę brane są tylko wybrane badania, jak ma to miejsce w przypadku branży fitness.

Analiza „Nature” – nie do obrony jako uzasadnienie restrykcji

Artykuł „Nature” jest w zasadzie jedynym badaniem, na które w publicznych wypowiedziach powołują się urzędnicy, próbując wyjaśnić powody zamknięcia działalności poszczególnych branż. Jest on również promowany w mediach społecznościowych – wnioski z publikacji w postaci infografiki opublikowało np. Centrum Informacyjne Rządu.

Nie kwestionując wiarygodności tej analizy, należy zwrócić uwagę na kilka aspektów, które powodują, że nie może być ona wysuwana jako argument za zamykaniem działalności polskich firm. Po pierwsze – jest to analiza matematyczna, wykonana „zza biurka”, a nie medyczne badanie na wybranej grupie osób. Korzystając z danych dotyczących logowania się telefonów komórkowych określono, w jakich miejscach najczęściej, a w jakich najrzadziej przebywali Amerykanie i na tej podstawie oszacowano poziom ryzyka transmisji COVID-19. Już sam fakt, że przeciętny Amerykanin ma inne zwyczaje zakupowe i rekreacyjne, niż Polak, powoduje że przenoszenie wniosków z tych badań na polski grunt jest pozbawione sensu. Dodać należy, że ograniczenie tej analizy do posiadaczy telefonów komórkowych eliminuje z góry część osób, m.in. najmłodszych i najstarszych. W amerykańskim badaniu pominięto także kluczowy aspekt reżimu sanitarnego.

Po drugie, analiza uwzględniła tylko część placówek i – co niezwykle istotne – nie objęła transportu publicznego. Nie zbadano więc np. skali hipotetycznych zakażeń w salonach fryzjerskich i kosmetycznych czy w autobusach, pociągach oraz metrze. Tę wybiórczość widać zresztą po wynikach, opublikowanych na infografice CIR, które już na pierwszy rzut oka zaskakują. Otóż, gdyby przyjąć wyniki matematycznej analizy za dobrą monetę, do najbezpieczniejszych obiektów należą galerie handlowe i sklepy „codzienne” (cokolwiek przez nie rozumieć), za to znacznie większe ryzyko wiąże się z wizytą w sklepie z narzędziami, sklepie zoologicznym czy salonie samochodowym. Można zapytać, czemu wobec tego galerie handlowe pozostawały zamknięte – z wyjątkiem m.in. zlokalizowanych w nich… sklepów zoologicznych – skoro wedle artykułu w „Nature” te sklepy to rozsadnik koronawirusa. Ale to tylko jeden przykład na wybiórcze posługiwanie się wynikami uznanej za wiarygodną analizy.

Dla porównania brytyjski podmiot, odpowiedzialny za ochronę zdrowia (Public Health England)[1] między 5 a 11 października 2020 r. przeprowadził analizę Test and Trace z udziałem ponad 37 tys. Brytyjczyków, którzy otrzymali pozytywny wynik tekstu na obecność COVID-19. Na podstawie geolokalizacji eksperci sprawdzili, jakie miejsca odwiedzały zakażone osoby na 7 do 2 dni przed wystąpieniem objawów. Okazało się, że najwięcej osób odwiedziło sklepy wielkopowierzchniowe/supermarkety (12,1 proc. badanych), natomiast z siłowni skorzystało jedynie 3 proc. W Polsce w szczycie zachorowań siłownie działały, chociaż z dużymi obostrzeniami (przede wszystkim zajęcia zorganizowane), a zamknięto je całkowicie kilka tygodni po szczycie zakażeń.

Wybiórcze podejście do badań

Eksperci oraz przedstawiciele dotkniętych restrykcjami branż (m.in. hotelarze) publicznie pytali Ministerstwo Zdrowia oraz Główny Inspektorat Sanitarny o powody pominięcia profesjonalnych badań, których wyniki różnią się od analizy przedstawionej na łamach „Nature”. Niestety, odpowiedzią jest milczenie.

Instytut Staszica w ogłoszonym w grudniu ub. r. stanowisku ws. zamknięcia branży fitness przywołał wyniki badań wykonanych w Wielkiej Brytanii[2] i w Norwegii[3], z których wynika, że kluby fitness odpowiadają za znikomy odsetek zakażeń. Tak, jak w przypadku badań dotyczących zakażeń w hotelach, również te badania zostały przez decydentów pominięte milczeniem. Można odnieść wrażenie, że starano się dobrać uzasadnienie w postaci badań dla już podjętych decyzji, a nie odwrotnie – podejmować decyzje w oparciu o wiarygodne badania.

Dlaczego nie ma polskich badań ws. zakażalności?

W marcu minie rok odkąd w Polsce odnotowano pierwszy przypadek zakażenia koronawirusem. Przez ten czas można było przeprowadzić w Polsce kompleksowe badania, na podstawie których dałoby się oszacować, jakie miejsca niosą ze sobą największe ryzyko zakażeń. Dzięki temu wprowadzane ograniczenia mogłyby przynieść lepszy skutek w postaci ograniczenia skali zakażeń, a wiele polskich firm mogłoby uniknąć tragicznej sytuacji, w jaką wpędził je zakaz działalności. Dodatkowo w debacie publicznej strona rządowa zyskałaby niepodważalny, merytoryczny argument w obronie podejmowanych decyzji. Obecnie podstawowymi argumentami są wspomniana amerykańska analiza, która w najmniejszym stopniu nie uwzględnia specyfiki polskiego rynku tudzież powoływanie się na obostrzenia w innych europejskich państwach, w których sytuacja jest znacznie poważniejsza niż w Polsce.

Ministerstwo Zdrowia powinno poinformować opinię publiczną, dlaczego takich kompleksowych badań nie zlecono. Być może – o czym nie wiemy – zostały one wykonane. W tej sytuacji warto zapytać, dlaczego ich wyniki nie zostały upublicznione i czy są wykorzystywane przy podejmowaniu decyzji o uderzających w gospodarkę restrykcjach.

Nie istnieje w tej chwili żaden harmonogram znoszenia obostrzeń – wszystko zależy ponoć od wskaźników zachorowań i śmiertelności. Do momentu, gdy jest to rządzącym na rękę. Gdy wskaźniki te nie dostarczają rządowi oczekiwanego uzasadnienia decyzji, to można usłyszeć, że i one nie dość wiernie oddają powagę sytuacji. Tym bardziej nie sposób pogodzić się z sytuacją, w której decyzje skutkujące tragediami tysięcy ludzi, pozbawionych środków do życia i zagrożonych utratą życiowego dorobku, podejmowane są bez oparcia w wiarygodnych, naukowych badaniach.

[1]https://assets.publishing.service.gov.uk/government/uploads/system/uploads/attachment_data/file/926847/Weekly_COVID-19_and_Influenza_Surveillance_Graphs_W42.pdf?fbclid=IwAR1-qmO8f6Dr6O3NAG8A_u1vpUoO7gj_FR_ccCbosNlpghlk3axe6npTIH4

[2] COVID-19 Winter Plan, Wielka Brytania, strona rządowa: https://www.gov.uk/government/publications/covid-19-winter-plan

[3] A Randomised Trial of Covid-19 Transmission in Training Facilities, Uniwersytet Oslo; https://www.medrxiv.org/content/10.1101/2020.06.24.20138768v3

Polska liderem na rynku inwestycyjnym nieruchomości w Europie Środkowo-Wschodniej

Jak wynika z najnowszego raportu Colliers pt. CEE Investment Scene Q1-Q4 2020, w ubiegłym roku wartość inwestycji w krajach Europy Środkowo-Wschodniej wyniosła 10,4 mld EUR, co stanowi spadek o 24% w stosunku do roku 2019. Mimo że Polska i Czechy odnotowały spadki wolumenu inwestycyjnego w ujęciu rok do roku, to ich udział w łącznej wartości inwestycji w Europie Środkowo-Wschodniej był największy i wyniósł odpowiednio 51% i 26%.

— Pierwszy kwartał 2020 r. w Polsce był bardzo intensywny – kontrakty zamykały się do końca marca. Później jednak znakomita większość transakcji została zamrożona. Głównym powodem była niepewność co do tego, jak będzie wyglądała dynamika na rynku najmu oraz sytuacja makroekonomiczna. Natomiast pomimo kolejnych fal pandemii finalna wartość transakcji na koniec zeszłego roku okazała się znacznie lepsza niż przewidywano, osiągając 5,3 miliarda euro w zrealizowanych transakcjach w Polsce we wszystkich sektorach rynku. Choć jest to spadek o około 30% w porównaniu do poprzedniego roku, ponad 5 miliardów to bardzo dobry wynik, biorąc pod uwagę okoliczności i fakt, że w Polsce nie ma praktycznie rodzimego kapitału instytucjonalnego, który inwestuje w nieruchomości komercyjne — mówi Piotr Mirowski, senior partner, dyrektor Działu Doradztwa Inwestycyjnego w Colliers.

Wzrost wartości inwestycji w ujęciu rok do roku odnotowano z kolei w Rumunii, na Słowacji i w Bułgarii. Dla porównania w regionie Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki (EMEA) nastąpił szacunkowy spadek wartości inwestycji o ok. 27% rok do roku, przy czym raport Global Capital Markets: 2021 Investor Outlook wskazuje na silne odbicie w 2021 r. Jak zaznaczają eksperci Colliers, w tym roku apetyt inwestorów w regionie Europy Środkowo-Wschodniej pozostaje duży, ale nadal będą oni musieli stawić czoła wyzwaniom związanym z dostępnością produktów i zróżnicowanym wpływem pandemii COVID na niektóre sektory.

— Wiele rynków boryka się z niedoborem produktu inwestycyjnego, ponieważ właściciele najbardziej poszukiwanych aktywów są albo inwestorami długoterminowymi, albo czekają, aż rynki się ustabilizują, zamiast sprzedawać po niższej cenie — mówi Kevin Turpin, dyrektor ds. badań na region Europy Środkowo-Wschodniej w Colliers.

Najatrakcyjniejsze aktywa

Pomimo spadku rok do roku na pierwszym miejscu pod względem aktywności transakcyjnej utrzymuje się sektor biurowy. W ostatnim roku znacznie wzrósł wolumen transakcji w sektorze magazynowym – inwestorzy dywersyfikując swoje portfele, odchodzą od bardziej problematycznych sektorów, takich jak handlowy czy hotelowy na rzecz nieruchomości magazynowych, które wydają się być odporne na COVID-19. Kolejnym sektorem, który cieszy się dużym zainteresowaniem jest PRS (ang. Private Rented Sector), jednak oferta tych aktywów nadal jest ograniczona w dużej części regionu.

na rynku inwestycyjnym nieruchomości
Przepływy w regionie Europy Środkowo-Wschodniej według sektorów (%), Colliers

Pochodzenie inwestorów

Największy wolumen inwestycji w 2020 roku w skali świata odnotowano w Europie oraz w krajach Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej (z wyłączeniem Europy Środkowo-Wschodniej). Najbardziej spektakularną transakcją było przejęcie portfela mieszkaniowego Residomo przez szwedzką firmę Heimstaden. Również inwestorzy z Niemiec, Izraela i Austrii zainwestowali w ciągu roku znaczne kwoty.

Także inwestorzy krajowi z Europy Środkowo-Wschodniej ponownie wykazali się dużą aktywnością, zwłaszcza kapitał węgierski i czeski.

Zainteresowanie regionem CEE podtrzymuje także kapitał azjatycki, zwłaszcza z Singapuru, czego potwierdzeniem jest przejęcie przez GLP platformy magazynowej firmy Goodman i GIC. Swoją działalność kontynuowały również południowokoreańskie i chińskie firmy, dokonując kolejnych przejęć, z których większość dotyczyła sektora magazynowego.

— Jeśli chodzi o ceny, stopy zwrotu za najlepsze obiekty magazynowe pozostały stabilne lub uległy nieznacznej kompresji na wybranych rynkach. Stopy zwrotu dla najlepszych aktywów biurowych wzrosły średnio o 25 punktów bazowych, a dla najlepszych centrów handlowych o 50 punktów bazowych. Mimo braku danych transakcyjnych, które mogłyby wskazywać na dalszą aktywność w niektórych sektorach, nadal uważamy, że chociaż pewne przesunięcia są nieuniknione, zapotrzebowanie na najlepsze aktywa generujące dobre wyniki powinno się utrzymywać, przy jednoczesnej presji cenowej na produkty niższej klasy — dodaje Kevin Turpin.

Dane GUS: Przestraszyliśmy się prowadzenia biznesu. W 2020 r. 44 tys. mniej nowych firm

W 2020 r. powstało o 12,4% mniej nowych przedsiębiorstw niż rok wcześniej – wynika z najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego. To oznacza, że 44 tys. osób mniej zdecydowało się na prowadzenie własnej firmy, co jest konsekwencją niepewności związanej z epidemią koronawirusa. Z analizy NBP wynika, że na wysokim poziomie utrzymuje się odsetek przedsiębiorców, którzy za największą barierę rozwoju uznają właśnie brak przewidywalności. Eksperci Personnel Service wskazują, że to powstrzymuje przez zakładaniem biznesu, choć po tąpnięciu w drugim kwartale, widoczna była stabilizacja w drugiej połowie roku.

W 2019 r. zarejestrowano ponad 355,7 tys. firm. W 2020 r. było ich zdecydowanie mniej, bo 311,8 tys. Spadek o 12,4% oznacza prawie 44 tys. nowych przedsiębiorstw mniej niż w poprzednich dwunastu miesiącach. Analizując dane wyłącznie z ostatniego kwartału, liczba rejestracji spadła niemal we wszystkich omawianych przez GUS rodzajach działalności – najbardziej w zakwaterowaniu i gastronomii (o 21,4%) oraz transporcie i gospodarce magazynowej (o 14,6%). Znaczące spadki odnotowały także takie sektory rynku, jak budownictwo (o 3,6%), przemysł (o 3,4%) czy usługi (o 1%). Wzrosty liczby rejestracji zanotowano w dziedzinach informacji i komunikacji (o 18%) czy handlu i naprawie samochodów (o 0,3%). Jak zauważają eksperci Personnel Service, już w poprzednich latach można było zauważyć spadek aktywności gospodarczej Polaków, ale wpływ pandemii jest niezaprzeczalny.

W 2019 roku powstało o ponad 10 tys. mniej nowych firm niż w 2018 roku. Skala zeszłorocznego spadku robi jednak wrażenie. Blisko 44 tys. mniej nowych firm jednoznacznie wskazuje, jak mocne piętno na planach przyszłych przedsiębiorców odcisnęła pandemia. Widzimy to dokładnie, gdy przeanalizujemy dane z poszczególnych kwartałów. Największą obniżkę nowych rejestracji, o 31,8% w porównaniu rok do roku, zauważyliśmy w drugim kwartale, czyli na początku pandemii, kiedy strach przed koronawirusem i jego konsekwencjami był największy. W trzecim kwartale było to zaledwie 0,5% nowych firm mniej, a w czwartym, kiedy ponownie wprowadzono duże obostrzenia, o 3% mniej. Można zatem zauważyć stabilizację w drugiej połowie roku – zauważa Krzysztof Inglot, prezes Personnel Service i ekspert ds. rynku pracy.

Mniej nowych firm, ale też mało upadłości

Liczba firm, które upadły w badanym przez GUS okresie, zmniejszyła się nieznacznie rok do roku. W 2019 r. było łącznie 598 takich przypadków, z kolei w 2020 – 528 (8,7% mniej niż rok wcześniej). W ostatnim kwartale więcej upadłości w porównaniu do analogicznego okresu zanotowano jedynie w branży zakwaterowania i gastronomii (6 wobec 4 w czwartym kwartale 2019 roku). Spadek liczby upadłości można natomiast stwierdzić m.in. w przemyśle (19 wobec 36), usługach (16 wobec 26), transporcie i gospodarce magazynowej (8 wobec 15) czy budownictwie (15 wobec 19).

Na razie trudno prognozować czy niewielka liczba upadłości w 2020 r. to efekt wdrożenia tarcz antykryzysowych i większa skala tego zjawiska dopiero przed nami, czy jednak nasi przedsiębiorcy dzielnie odpierali przeciwności i poradzili sobie z sytuacją epidemiczną w Polsce całkiem nieźle. Zwłaszcza, że na pewno w 2020 r. mieliśmy do czynienia z mniejszą skłonnością firm do biznesowego ryzyka. NBP wskazuje, że liczba przedsiębiorstw, które nie są pewne swojej przyszłej sytuacji ekonomicznej, jest wyraźnie powyżej długookresowej średniej i taka sytuacja pewnie jeszcze się utrzyma – mówi Krzysztof Inglot.

W 2021r. rynek leasingu wróci do poziomu finansowania sprzed pandemii

  • Branża leasingowa w 2020r. udzieliła łącznego finansowania o wartości 70,1 mld zł, przy dynamice rynku na poziomie -10,1% (r/r.).
  • Leasingodawcy wspólnie z partnerami pracują nad różnymi formami wsparcia klientów dotkniętych kryzysem związanym z COVID-19.
  • W 2021r. dynamika rynku leasingu może wynieść +11%.

Związek Polskiego Leasingu, reprezentujący polski sektor leasingowy podał, że w 2020r. firmy leasingowe udzieliły łącznego finansowania na poziomie 70,1 mld zł.

Jak zauważa Paweł Pach, Przewodniczący Komitetu Wykonawczego Związku Polskiego Leasingu: „Globalne spowolnienie odbija się w wynikach polskich leasingodawców. Dynamika finansowania udzielonego przez branżę leasingową w pierwszej połowie roku wynosiła -24% r/r, skumulowane dane sektora po trzecim kwartale wskazywały dynamikę na poziomie -15,5% r/r, podczas gdy ostatnie trzy miesiące roku wyróżniły się 4,8 proc. wzrostem branży. Mimo dobrych wyników wypracowanych pod koniec roku, skumulowane dane branży leasingowej za 2020r. pokazują -10,1 proc. dynamikę rynku r/r. Pozytywny sygnał dla przedsiębiorstw jest taki, że z analizy ZPL wynika,  że w ciągu 2021 roku branża leasingowa odrobi starty wywołane przez pandemię COVID-19 i wróci do poziomu finansowania sprzed kryzysu, co oznacza odbicie rynku. Jest to dobra wiadomość dla gospodarki, ze względu na spodziewany powrót firm na drogę inwestycji.”  

Leasingodawcy pomagają

Przez ostatni rok branża leasingowa, odpowiadając na trudną sytuacje klientów, dotkniętych skutkami pandemii COVID-19, proponowała różne formy wsparcia. Firmy leasingowe zmieniały harmonogramy spłat i odraczały spłatę rat leasingowych na okres od 3 do 6 miesięcy. Na początku 2021 roku sektor bankowy poinformował o wznowieniu „moratorium pozaustawowego”. Dlatego z możliwości odroczenia lub obniżenia spłaty rat leasingowych, obok klientów banków, znowu mogą skorzystać klienci firm leasingowych.

Branża leasingowa pracuje też nad dodatkowymi rozwiązaniami pomocowymi dla klientów dotkniętych kryzysem. Pod koniec ubiegłego roku leasingodawcy uczestniczyli w rozmowach prowadzonych przy udziale kancelarii Prezydenta RP, przedstawicieli strony rządowej i instytucji wspierających gospodarkę. Podczas spotkań i warsztatów pracowali nad rozwiązaniami, które mają, do czasu wznowienia ruchu turystycznego, ułatwić funkcjonowanie i utrzymanie floty przez przewoźników autokarowych. Obecnie eksperci Banku Gospodarstwa Krajowego i sektora leasingowego, ustalają szczegóły programów gwarancyjnych, które pozwolą skorzystać z leasingu na bardziej preferencyjnych warunkach. Gwarancje będą pochodziły z Paneuropejskiego Funduszu Gwarancyjnego, utworzonego przez państwa Unii Europejskiej na potrzeby walki z pandemią.ZPL_Aktywa_2020

 

Dlaczego polska gospodarka w kryzysie jest odporna?

ZPL_Aktywny portfel_2020Pandemia Covid-19 okazała się destruktywna dla globalnej gospodarki, a w kraju zakończył się okres 28 lat nieprzerwanego wzrostu gospodarczego (lata 1992-2019). Mimo to, Polska może pochwalić się odporną gospodarką. Dlaczego tak się dzieje wyjaśnia Marcin Nieplowicz, Dyrektor ds. Statystyki i Monitorowania Rynku ZPL:

„W 2020 rok weszliśmy z wysokim tempem wzrostu gospodarczego (4,5% w 2019), z bardzo niskim bezrobociem (drugie najniższe w UE), a dług publiczny spadł w poprzednich latach. Pomogło to w uruchomieniu pomocy publicznej rzędu 11,3% PKB, z czego 6,5% stanowiła bezpośrednia pomoc dla przedsiębiorstw. Jednocześnie udział najbardziej zagrożonych branż (czyli m.in. transportu osób, HORECA, turystyki i rekreacji, sportu i kultury), stanowi w Polsce tylko ok. 6,0% PKB, czyli istotnie mniej niż w innych krajach europejskich. Dużo większy udział w tworzeniu PKB mają przemysł (21,9% PKB w 2019), rolnictwo i sektor budowlany. Dzięki temu pozostajemy zbilansowaną gospodarką, notującą wyraźną nadwyżkę eksportu nad importem. Polsce nie udało się uniknąć recesji, jednak finalna dynamika PKB na poziomie -2,8% za ostatni rok, okazała się znacznie lepszym wynikiem w porównaniu do większości państw Unii Europejskiej” – podkreśla Marcin Nieplowicz, Dyrektor ds. Statystyki i Monitoringu Rynku ZPL.

Wśród pozytywnych informacji, warto podkreślić dodatni wynik całego aktywnego portfela branży leasingowej na koniec 2020r. (+0,1 % r/r). W przypadku portfela ograniczonego do finansowania aktywów ruchomych dynamika wzrostu wynosi +0,2 % r/r.

Struktura rynku leasingu, odbiorcy usług leasingowych

Firmy zrzeszone w Związku Polskiego Leasingu koncentrują się na obsłudze transakcji leasingowych. Ich wartość wynosi 60,2 mld zł. Rzadziej zawierane są umowy pożyczki. 9,9 mld zł to łączna wartość pożyczek udzielonych w 2020r.

Odbiorcami usług leasingowych pozostają głównie mikro i małe firmy, czyli klienci o obrotach do 20 ml zł, którzy stanowią 73,5 % w strukturze klientów firm leasingowych. Największą (53,6%) grupą klientów są mikro firmy (klienci o obrotach do 5 mln zł), klienci o obrotach od 5 do 20 mln zł stanowią 19,9 proc. 26 proc. udział w strukturze klientów firm leasingowych mają firmy o obrotach powyżej 20 mln zł, podczas gdy transakcje zawierane z klientami indywidualnymi mają 0,5 proc. udział w rynku.   ZPL_klienci_2020

W 2020 roku, przy pomocy leasingu i pożyczki inwestycyjnej, przedsiębiorcy najczęściej finansowali pojazdy lekkie (mające 47,5% w strukturze rynku leasingu) oraz maszyny i inne urządzenia (odpowiadające za 29,1%). Nieco rzadziej finansowali pojazdy ciężarowe powyżej 3,5t., ciągniki siodłowe, naczepy, przyczepy i autobusy (17,8 proc. udział w rynku).  Inne aktywa takie jak: sprzęt IT, samoloty, statki, tabor kolejowy i pozostałe pojazdy mają 4,4 proc. udział w rynku, podczas gdy nieruchomości zaledwie 1,2 proc.

Trendy w grupachZPL_koniunktura_nowa produkcja_2020 ZPL_Koniunktura_2020 ZPL_SAFE_2020

Pojazdy lekkie: Branża leasingowa w 2020 roku sfinansowała pojazdy lekkie (tj. pojazdy osobowe i dostawcze do 3,5 t.) o łącznej wartości 33,3 mld zł, co stanowiło wynik o 5,7 proc. niższy rok wcześniej. Segment pojazdów lekkich odnotował relatywnie dobry wynik w całym roku, pomimo 35,2-proc. spadku w II kw. 2020r.

Zakupy aut osobowych (dynamika na koniec roku: -6,7% r/r) zostały utrzymane m.in. dzięki subwencjom z Tarczy Finansowej 1.0. Subwencje zapewniły płynność przedsiębiorców oraz utrzymały zatrudnienie w firmach.

Na finansowanie pojazdów dostawczych i ciężarowych do 3,5 tony (dynamika na koniec roku wyniosła -0,3% r/r) wpłynął rozwój sektora e-commerce. W 2020r. obserwowaliśmy także wyraźny wzrost średniej wartości kontraktu w zakresie finansowania pojazdów lekkich (szacowany na 8,9% r/r.). W dużej mierze był on efektem ok. 10-proc. wzrostu cen nowych aut osobowych w Polsce.

Maszyny i inne urządzenia: Sektor finansowania maszyn, który najmniej odczuł skutki recesji znalazł się w 2020 roku  wśród głównych kategorii finansowanych środków trwałych. W omawianym okresie łączne finansowanie udzielone przez branżę leasingową na inwestycje w maszyny i inne urządzenia wyniosło 20,4 mld zł, przy -5 proc. dynamice r/r dla tego segmentu (dane na koniec 2020r.).

Dodatnie wyniki obserwowaliśmy w zakresie finansowania maszyn rolniczych (+11,7% r/r),  sprzętu medycznego (+15,4%) czy maszyn dla przemysłu spożywczego (+10,3% r/r). Słabsze wyniki były udziałem sektorów mocno skorelowanych ze zmianami koniunktury: maszyn do produkcji tworzyw sztucznych i obróbki metali (-21,1% r/r) czy maszyn poligraficznych (-20,9% r/r).

Pojazdy ciężarowe: Pandemia w największym stopniu obniżyła wolumen finansowania pojazdów ciężarowych. W tym segmencie rynku, gdzie uwzględnione zostały takie aktywa jak: pojazdy ciężarowe powyżej 3,5t., ciągniki siodłowe, naczepy i przyczepy oraz autobusy, ujemne dynamiki były udziałem wszystkich grup produktów. Skumulowane dane ZPL na koniec 2020r. pokazują, że branża leasingowa podpisała nowe kontrakty o łącznej wartości 12,5 mld zł, przy dynamice segmentu pojazdów ciężarowych na poziomie -26,8% r/r.

„Od II połowy 2019r. do sierpnia 2020 roku obserwowaliśmy serię kilkunastu miesięcy spadków finansowania w ujęciu rocznym. Na wcześniejsze problemy branży transportowej, związane z wdrażanym Pakietem Mobilności, nałożył się największy po II wojnie światowej kryzys gospodarczy w strefie euro oraz obostrzenia w transporcie towarowym i pasażerskim. W rezultacie doszło do silnych zaburzeń rynku w obszarach związanych z transportem międzynarodowym i transportem zbiorowym. Największe spadki na poziomie 50 – 60% odnotowaliśmy w pierwszych miesiącach pandemii. Półrocze zamknęło się ujemną dynamiką na poziomie 39%. Od listopada 2020r. notujemy już wyraźne odbicie w finansowaniu sektora TRK (średnia dynamika 28,9% r/r).” – mówi Andrzej Sugajski, Dyrektor Generalny ZPL.

Co firmy leasingowe mówią o kolejnych miesiącach roku?

Według kwartalnego odczytu badania koniunktury branży leasingowej, realizowanego wśród osób odpowiedzialnych za sprzedaż w firmach leasingowych zrzeszonych w ZPL, w I kwartale 2021r. ankietowane firmy oczekują wzrostu zatrudnienia, po nieznacznej redukcji obserwowanej w ostatnim czasie. Prognozują również istotne pogorszenie  jakości portfela, mocniejsze niż miało to miejsce w IV kwartale 2020 roku. Jednocześnie z początkiem  2021 roku firmy spodziewają się przyspieszenia aktywności sprzedażowej, chociaż nie będzie ono tak wyraźne jak obserwowane w IV kwartale 2020r.

Firmy leasingowe spodziewają się wyższego poziomu finansowania dla większości badanych grup środków trwałych. Wyraźne wzrosty finansowania oczekiwane są dla pojazdów lekkich oraz dla sektora nieruchomości. Trochę słabsze, ale wciąż wyraźnie pozytywne perspektywy rysują się dla finansowania maszyn i IT. Natomiast negatywne perspektywy są spodziewane w obszarze finansowania środków transportu ciężkiego.

Jak wygląda prognoza ZPL na koniec 2021r.?

W 2021 roku rynek leasingu odrobi straty poniesione w ubiegłym roku. Dynamika branży leasingowej w 2021 r. na poziomie 11% będzie zgodna z prognozowanym wzrostem inwestycji prywatnych i scenariuszem rozwoju gospodarczego w Polsce. W bieżącym roku branża leasingowa możne udzielić łącznego finansowania o wartości przekraczającej 77,8 mld zł.