2020 rokiem pełnym wyzwań na rynku powierzchni biurowych w Polsce

Wśród kluczowych trendów związanych z pandemią COVID-19 na polskim rynku biurowym znalazły się transformacja sposobu, a przede wszystkim miejsca pracy, która skłoniła wielu najemców do zredefiniowania swoich potrzeb dotyczących wielkości biura i sposobu jego aranżacji. Równie istotne okazały się zapewnienie bezpieczeństwa, a także wprowadzanie kolejnych rozwiązań technologicznych. W wyniku pandemii w 2020 r. mogliśmy zaobserwować nieco mniejszą aktywność deweloperów, a także wyhamowanie w popycie. Strategia najemców w większości opierała się na nowych umowach oraz renegocjacjach. Firma AXI IMMO podsumowuje 2020 r. i obowiązujące trendy na rynku powierzchni biurowych w Polsce.

Na zakończenie 2020 r. całkowite zasoby polskiego rynku powierzchni biurowych wyniosły ponad 11,7 mln mkw. Tradycyjnie to Warszawa z około 5 912 500 m kw. wyprzedza osiem głównych rynków regionalnych (około 5,79 mln m kw.), wśród których niezmiennie liderem pozostaje Kraków (1 554 900 m kw.), przed Wrocławiem (1 226 300 m kw.) i Trójmiastem (888 600 m kw.). W ostatnim kwartale 2020 roku na polski rynek powierzchni biurowych dostarczono 163 400 mkw. z czego 75 800 w trzech projektach w Warszawie i 87 600 w sześciu budynkach w miastach regionalnych. Największymi oddanymi inwestycjami były wieża Mennica Legacy Tower (47 900 mkw., Golub GetHouse) i kompleks biurowy Lixa A (22 100 m kw.) i Lixa B (ok. 5800 mkw.) dostarczony przez Yareal Polska w stolicy oraz budynki Face2Face B (26 200 m kw., Echo Investment) w Katowicach, Hi Piotrkowska (21 000 m kw., Master Management Group) w Łodzi oraz Unity Tower (15 600 m kw. GD&K Group oraz Eurozone Equity) w Krakowie. Nowa podaż w całym 2020 r. w Polsce wyniosła 700 700 mkw. z podziałem Warszawa – 307 400 mkw., Kraków – 140 700 mkw., Katowice – 61 300 mkw., Trójmiasto – 60 300 mkw., Wrocław – 57 200 mkw., Łódź – 51 500 mkw., Poznań – 18 300 mkw. i Szczecin – 3 400 mkw.

W wyniku pandemii obserwowaliśmy niższą niż w ubiegłych latach aktywność deweloperską na polskim rynku biurowym. Inwestorzy z dużo większą ostrożnością podchodzą do budowy nowych projektów, w większości opierając swoje decyzje na podstawie poziomu skomercjalizowania dostępnej oferty biurowców. Zarówno w Warszawie, jak i w miastach regionalnych część planowanych budynków zostanie przesunięta w czasie, a ich budowa będzie uzależniona od sytuacji na rynku. Co więcej w ofercie wielu biurowców pojawiły się powierzchnie oferowane na zasadzie podnajmu i wg. naszych szacunków tylko w Warszawie mówimy o ok. 100 000 mkw. Trend ten to wypadkowa ogólnej niepewności na rynku wynikającej z rosnącego znaczenia pracy zdalnej, a także lockdownu. Oba czynniki wpływały na decyzje najemców w kontekście strategicznych decyzji dotyczących biur  – mówi Martin Lipiński, Dyrektor Działu Powierzchni Biurowych i Reprezentacji Najemcy, AXI IMMO.

Aktywność deweloperów 2020 r. nieznacznie wpłynęła na poziom pustostanów. Obecnie w całej Polsce znajduje się ok. 1 320 100 mkw. wolnych biur co stanowi ok. 11,3% całkowitych zasobów rynkowych. Na koniec IV kw. 2020r. wskaźnik pustostanów w Warszawie osiągnął wartość 9,9% (+0,3 pp. kw./kw. i +2,1 pp. r/r) i oznaczał ok. 583 500 mkw. dostępnej powierzchni. Z kolei w regionach do wynajęcia od zaraz pozostaje 736 600 mkw., czyli 12,7% (+0,8 pp. kw./kw. oraz +3.1 pp. r/r). Pod względem procentowym, najwyższy współczynnik pustostanów w ośmiu miastach regionalnych odnotowano w Łodzi – 16,4 % (94 600 mkw.), Wrocławiu – 14,9% (183 400 mkw.) i Krakowie – 13,9% (217 500 mkw.), a najniższy w Szczecinie – 6,9% (12 600 mkw.), Lublinie – 7,8% (14 300 mkw.) i Katowicach – 9,1% (54 000 mkw.).

W kontekście nowej podaży i prognozowanej nowej stopy pustostanów ciekawie zapowiada się 2021 r., a szczególnie końcówka roku kiedy najprawdopodobniej zostaną oddane dwa największe obecnie realizowane projekty w Polsce będące inwestycjami słowackiego dewelopera HB Reavis tj. wieża Varso Tower i budynek Forest. Z kolei na przełomie 2021 i 2022 roku spodziewamy się dużej nadpodaży powierzchni biurowej w Warszawie –­ ­komentuje Jakub Potocki, Negocjator w Dziale Powierzchni Biurowych, AXI IMMO.

– Odnośnie do samej bliskiej Woli, nowego biznesowego centrum Warszawy warto wspomnieć, że już w styczniu br. pozwolenie na użytkowanie otrzymał 195-metrowy wieżowiec Skyliner, firmy Karimpol, a kolejnymi projektami w kolejce są Generation Park Y, firmy Skanska czy Warsaw Unit od Ghelamco. Dodatkowo, nieopodal Ronda Daszyńskiego w 2021 r. oddany zostanie wielofunkcyjny projekt Fabryki Norblina, którego inwestorem jest Capital Park. Podsumowując, tylko w ramach wymienionych inwestycji, podaż wzrośnie o ok. 190 000 mkw., z której część została już wynajęta – dodaje Bartosz Oleksak, Negocjator w Dziale Powierzchni Biurowych, AXI IMMO.

Sytuacja może wymusić na właścicielach presję na obniżenie stawek bazowych, szczególnie w budynkach B-klasowych i gorzej skomunikowanych, a także obserwowane już od kilku miesięcy wzrosty zachęt dla nowych najemców. Rynek najemcy jeszcze nigdy w historii polskiego rynku biurowego nie oferował tak wielu możliwości w czasie negocjacji nowych umów najmu –­ ­kontynuuje Jakub Potocki.

Całkowity popyt brutto na powierzchnie biurowe w 2020 r. w Polsce wyniósł 1 184 200 mkw. W stolicy zamknięto transakcje na łącznie 602 000 mkw. (-31% r/r) przy czym w ostatnim kwartale podpisano umowy najmu na 160 400 mkw. Z kolei na regionalnych rynkach biurowych aktywność najemców w całym ubiegłym roku wyniosła 582 200 mkw., a IV kwartał zamknięto z wynikiem 107 000 mkw. (-26% r/r). Największy wolumen transakcji w ujęciu całego 2020 r. odnotowano w Krakowie (156 600 mkw.), Wrocławiu (128 400 mkw.) i Trójmieście (87 700 mkw.). Pomimo wyraźnego spadku w popycie zarówno w stolicy, jak i w regionach udało się zamknąć duże transakcje, wśród, których należy wymienić przednajem 46 600 mkw. przez PZU w budynku Generation Park Y w Warszawie, renegocjację firmy Nokia Siemens Network w budynkach West Gate i West Link (blisko 30 000 mkw.) we Wrocławiu oraz transakcję z IV kwartału 2020 r. zamkniętą w Poznaniu, tj. umowę przednajmu Allegro w inwestycji Nowy Rynek D1 (26 000 m kw.).

Sytuację na rynku powierzchni biurowych w 2020 r. można określić jako czas pełen wyzwań, który przyniósł nam wiele nowych doświadczeń. Po pierwsze podnieśliśmy standardy w zakresie bezpieczeństwa i higieny pracy. Przymusowy lockdown uelastycznił nasze podejście do biura jako miejsca pracy i benefit w postaci możliwości skorzystania z home office stał się integralnym elementem w funkcjonowaniu firmy. Jako następstwo tych wydarzeń każdy z nas uwierzył, że technologia jest naszym sprzymierzeńcem i trudno bez niej dziś funkcjonować, a kolejne rozwiązania z zakresu proptech ułatwiające nam pracę zdalną to kwestia czasu. Wielu najemców postanowiło zwiększyć średnią powierzchnię na pracownika co spowodowało zmianę w standardzie aranżacji przestrzeni biurowych i zwiększenie komfortu pracy. Z koncepcji „Musisz”, pracodawcy będą częściej korzystać z opcji „Zachęcam Cię” do spędzenia czasu w biurze razem z innymi m.in. do podtrzymania relacji czy w przypadku nowych pracowników zbudowania więzi i objaśnienia funkcjonowania oraz zasad obowiązujących w firmie. Najistotniejszą informacją w czasie pandemii było to, że nie wykluczyła ona najmu dużych powierzchni. Podpisane transakcje dają nadzieję, że za kilka miesięcy wszystko wróci do normy –­ ­podsumowuje Martin Lipiński.

Nawet do 22 tys. netto dla specjalistów Security i Big Data. Rynek pracy IT w 2020 roku

Koniec roku No Fluff Jobs, polski portal z ofertami pracy dla branży IT, zamknął z rekordową liczbą 26 189 opublikowanych ofert pracy – aż o 58 proc. więcej niż w 2019 r. Według najnowszego raportu No Fluff Jobs „Rynek pracy w IT w 2020 roku” na temat wynagrodzeń, specjalizacji i wymagań, widać zmianę w oczekiwaniach pracodawców, którzy obecnie szukają pracowników z większym doświadczeniem. Na najwyższe wynagrodzenie w 2020 r. mogli liczyć specjaliści Security oraz Big Data – średnio od 16 000 zł netto do nawet ponad 22 0000 zł netto na kontrakcie B2B.

W pierwszym kwartale 2020 r. wydawało się, że pandemia boleśnie uderzy w rynek IT. W marcu liczba ogłoszeń na polskim portalu rekrutacyjnym No Fluff Jobs, dedykowanym dla branży IT, który jako pierwszy i jedyny wymaga publikacji widełek wynagrodzeń w każdej ofercie pracy, spadła aż o 13 proc. w stosunku do lutego. Stagnacja nie trwała jednak długo – w czerwcu rynek zanotował odbicie, a od września liczba ogłoszeń zaczęła rosnąć z miesiąca na miesiąc. Miniony rok portal zamknął z 1,9 mln użytkowników – o 18 proc. więcej niż w 2019 r. – i 24 mln odsłon, co w stosunku do 2019 r. stanowi wzrost o 17 proc.

Jak wynika z raportu, obecnie pracodawcy szukają pracowników z większym doświadczeniem. Spośród wszystkich ofert pracy w 2020 roku 49 proc. było kierowanych do osób z dużym doświadczeniem (seniorzy), 46 proc. ze średnim (midzi) i tylko 5 proc. do osób rozpoczynających karierę w IT (juniorzy).

Pandemia wpłynęła na problemy firm z płynnością finansową, wymusiła błyskawiczną transformację cyfrową w organizacjach i zamieszała także na rynku pracy – komentuje Tomasz Bujok, CEO No Fluff Jobs Rynek pracy IT lekko się „zapadł” w drugim kwartale roku, a firmy postawiły na doświadczenie. Jeszcze większego znaczenia nabrały jakość i wydajność. W rezultacie trudniejszy start mieli najmniej doświadczeni, czyli juniorzy. Dużo lepiej sytuacja prezentowała się pod koniec roku, gdy branża IT wróciła na właściwe tory i rynek zdecydowanie „odżył”, a liczba ofert na No Fluff Jobs osiągnęła rekordowy poziom. By sprostać zapotrzebowaniu na specjalistów IT, firmy będą musiały otworzyć się na pracowników z Europy Wschodniej i Azji. Będzie to wyzwanie nie tylko w wymiarze komunikacyjnym i kulturowym, lecz przede wszystkim organizacyjnym. Zwłaszcza że wszyscy w branży wciąż uczymy się, jak pracować zdalnie, by było to najbardziej efektywne.

Wynagrodzenia a typy umów i poziom doświadczenia

Wśród oferowanych przez pracodawców form zatrudnienia niepodzielnie króluje kontrakt B2B – taka propozycja pojawia się jako jedna z opcji do wyboru w ¾ ogłoszeń publikowanych na portalu No Fluff Jobs. Średnio na B2B informatyk może zarobić od 13 000 zł do 18 000 zł netto. W 2019 r. było to  od 11 000 zł do 15 500 zł netto. W co drugiej ofercie pojawia się propozycja umowy o pracę, jednak w tym wypadku wynagrodzenie jest niższe – średnio od 9 500 zł do 14 000 zł brutto.

Rodzaj proponowanej umowy jest mocno powiązany z doświadczeniem kandydata. Juniorom zwykle pracodawcy oferują zatrudnienie na umowę o pracę i dotyczyło to 73 proc. ofert.  Natomiast bardziej doświadczonym kandydatom w 87 proc. ofert proponowano kontrakt B2B. Aż w 17 proc. ogłoszeń kierowanych do juniorów pracodawcy proponowali umowę zlecenia lub dzieło. To czterokrotnie więcej niż w przypadku ofert kierowanych do osób ze średnim doświadczeniem (midów) i 11 razy więcej niż w przypadku tych z większym stażem pracy (seniorów).

Najbardziej opłacalne specjalizacje – Security i Big Data

Na najwyższe wynagrodzenie w 2020 r. mogli liczyć specjaliści Security oraz Big Data – średnio od 16 000 zł netto do nawet ponad 22 0000 zł netto na kontrakcie B2B. Kolejne miejsca pod względem zarobków zajmują dziedziny DevOps i Business Intelligence, gdzie pensje kilkunastotysięczne to również rynkowy standard. Z kolei najniższych w branży zarobków muszą spodziewać się specjaliści UX/Design i Support. W tych kategoriach oferowane widełki wynagrodzeń rzadko przekraczały 10 000 zł netto na kontrakcie B2B.

W przypadku umowy o pracę wynagrodzenia są zdecydowanie niższe. W tej kategorii specjaliści Security, Big Data i DevOps nadal mogą liczyć na najwyższe zarobki – powyżej 16 000 zł brutto w górnych widełkach – ale w pozostałych specjalizacjach pensje są bardziej wyrównane. Specjalistom Business Intelligence, Backend, Frontend i Fullstack pracodawcy oferują pensje średnio między 10 000 zł a 15 000 zł brutto. Nadal najniższe są średnie pensje oferowane specjalistom Support – od 6 500 zł  do 9 000 zł brutto. Drugą najniżej wycenianą specjalizacją jest Testing – od 8 000 zł  do 12 000 zł brutto.

Zarobki a najpopularniejsze technologie – Backend, Fullstack oraz Frontend

Jak co roku największa liczba ogłoszeń na portalu No Fluff Jobs dotyczyła specjalistów Backend. Niezmiennie w ⅓ ogłoszeń kierowanych do backendowców wymagana jest znajomość Javy i Gita, w co piątym ogłoszeniu również Rest i SQL. Coraz częściej pracodawcy oczekują też znajomości Dockera i MySQL. Znajomość Javy i Scali przekłada się na najwyższe wynagrodzenie od 15 000 zł do 20 000 zł netto na B2B i od 12 000 zł do 16 400 zł brutto na umowie o pracę. Z kolei najniższe zarobki w tej kategorii są oferowane specjalistom ze znajomością PHP – od 8 500 zł do 13 000 zł na B2B i od 7 500 zł do 11 500 zł brutto na umowie o pracę.

Na drugim miejscu pod względem liczby publikowanych ofert znalazła się kategoria Fullstack. Tutaj najważniejszym wymaganiem pozostaje znajomość JavaScriptu, wymieniana w co trzeciej ofercie, a także Javy i Gita (co czwarta oferta).

Trzecią najpopularniejszą kategorią na portalu No Fluff Jobs w 2020 r. był Frontend.

Najważniejszym wymaganiem pozostaje znajomość JavaScript (3 na 5 ogłoszeń), na drugim miejscu znajduje się CSS, a na trzecim HTML. W przypadku umowy B2B specjaliści JavaScript mogą liczyć na od 12 000 zł do 17 800 zł netto, a na umowie o pracę od 10 000 zł do 14 500 zł brutto. Szansę na lepsze zarobki daje znajomość Angulara – od 14 700 zł do 18 500 zł netto na B2B i od 10 000 do 15 000 zł brutto na umowie o pracę.

Kolejną kategorią jest Mobile. Tutaj liczba ogłoszeń dla specjalistów ze średnim doświadczeniem od lat utrzymuje się na podobnym poziomie, rośnie natomiast liczba ofert kierowanych do seniorów. Widoczne jest odejście od technologii związanych z programowaniem obiektowym i wzrost zapotrzebowania na znajomość tych nowszych, np. Kotlina, który pojawia się już w ⅓ ofert. Rok wcześniej obecny tylko w co piątej ofercie. Widełki wynagrodzeń na B2B zaczynają się od 4 500 zł netto (juniorzy) do 18 800 zł netto (seniorzy). W przypadku umów o pracę jest to odpowiednio od 4 500 zł do 17 700 zł brutto.

Rośnie zapotrzebowanie na testerów – w 2020 r. liczba ogłoszeń w tej kategorii wzrosła o 30 proc. Wymaga się od nich najczęściej znajomości Selenium, Javy i SQL, na popularności zyskują Python, Rest i Postman. W porównaniu z pozostałymi kategoriami ich wynagrodzenia nie są wysokie. Od 4 000 zł netto (juniorzy) do 18 000 zł netto (seniorzy) na B2B i odpowiednio od 4 000 zł do 15 000 zł brutto na umowie o pracę.

Stosunkowo nową kategorią, w której liczba ogłoszeń systematycznie rośnie, jest DevOps. Tutaj aż 97 proc. ofert kierowanych jest do specjalistów z większym doświadczeniem, od których oczekuje się znajomości takich technologii i narzędzi jak Linux, Docker, .NET czy AWS. Wysokim wymaganiom odpowiadają wysokie zarobki – mediana najwyższych widełek na B2B dla seniora to ponad 20 000 zł netto, a najniższych 15 100 zł netto. W przypadku umowy o pracę doświadczeni specjaliści DevOps mogą liczyć na 12 200 zł do 18 000 zł brutto. Równie atrakcyjnie wyglądają wynagrodzenia oferowane juniorom – od 6 000 zł do 8 400 zł netto w przypadku umowy B2B lub od 5 500 zł do 8 000 zł brutto na umowie o pracę.

Lokalizacja a wynagrodzenie

Największe wzrosty w Trójmieście, a najwięcej zarobimy w Warszawie

W Trójmieście dolne widełki wynagrodzeń na kontrakcie B2B urosły aż o 40 proc. – z 10 000 zł netto do 14 000 zł netto. We Wrocławiu wzrost w dolnych widełkach wyniósł 30 proc., a w stolicy 23 proc. W górnych widełkach wzrosty nie były już tak ogromne – od 12 do 14 proc. Wciąż najwięcej można zarobić w Warszawie – od 14 700 zł do 20 000 zł netto. Trójmiasto w ciągu roku dogoniło czołówkę, czyli Kraków, Wrocław i pracę zdalną. We wszystkich tych lokalizacjach wynagrodzenia są porównywalne i wynoszą od 13 000 zł do 18 000 zł netto.

W przypadku zatrudnienia na umowie o pracę wzrosty wynagrodzeń nie były tak spektakularne. W 2020 r. najbardziej wzrosły zarobki proponowane w Lublinie – 25 proc. w dolnych widełkach i 20 proc, w górnych – oraz we Wrocławiu – odpowiednio 25 proc. i 15 proc. Na umowie o pracę specjaliści IT najlepiej zarabiali w Krakowie – od 10 000 zł do 16 000 zł brutto. Dalej w zestawieniu znalazły się Warszawa, Wrocław, Lublin i praca zdalna –  od 10 000 zł do 15 000 zł brutto.

Benefity pracownicze – ograniczenia, opieka medyczna i karty sportowe

Naturalną konsekwencją powszechnego przejścia na pracę zdalną było ograniczenie przez firmy części benefitów pracowniczych. W zdecydowanie mniejszej liczbie ofert były informacje o udogodnieniach w biurze. Największy spadek odnotowała popularność dostępu do kuchni – z 29 proc. ofert w 2019 r. do 8 proc. w 2020 r. Z kolei liczba ofert wymieniających wśród benefitów eventy i szkolenia wewnątrz zespołów spadła o 60 proc. w stosunku do 2019 r. Najpopularniejszym benefitem pozostaje prywatna opieka medyczna – w minionym roku można ją było znaleźć w 66 proc. ofert (w porównaniu do 77 proc. w 2019). Mimo ograniczeń w dostępności klubów fitness, siłowni i obiektów sportowych, karty sportowe zanotowały tylko niewielki spadek popularności – informację o nich zawiera 3 na 5 ofert pracy.

Raport powstał na bazie 26 189 ofert pracy opublikowanych w serwisie nofluffjobs.com w okresie między 1 stycznia 2020 a 31 grudnia 2020. Jeśli nie wskazano inaczej, dane podane w raporcie pochodzą wprost ze statystyk mierzonych za pomocą narzędzia Google Analytics lub innych narzędzi wewnętrznych. Uwzględnione w raporcie oferowane wysokości wynagrodzeń to stawki miesięczne brutto na umowie o pracę oraz netto na umowie B2B. Podane w badaniu wartości są medianą – co oznacza, że 50 proc. specjalistów zarabia mniej niż podana kwota, a 50 proc. więcej.

W jakiej kondycji jest przemysł w Polsce? Prognozy na rok 2021 nie są już tak dobre

Przemysł w roku 2021. Eksperci: nadchodzi zdecydowanie trudniejszy czas. Przedsiębiorcy jak saperzy na polu minowym.

Dobrze? Bardzo dobrze? Średnio? Źle? Fatalnie? Ocena tego jak wygląda sytuacja w przemyśle po niemal roku trwania pandemii koronawirusa jest trudna do jednoznacznej oceny. Gospodarcze statystyki pokazują, że to właśnie przemysł trzyma w pionie PKB i relatywnie dobrą sytuację ekonomiczną całego kraju. Rozmowy z ekspertami nie pozwalają jednak na przesadny optymizm – rozpędzona gospodarka owszem idzie do przodu, ale siłę nadają jej zlecenia i kontrakty sprzed pandemii. Kiedy one się skończą, może skończyć się dobra sytuacja zarówno w branży produkcyjnej, metalowej, offshore jak i w gospodarce morskiej.

Przemysł trzyma gospodarkę w Polsce, ale przyszłość nie rysuje się w różowych barwach.  „Przedsiębiorcy poruszają się jak saperzy po polu minowym”

Rok 2020 – czas pandemii koronawirusa – odcisnął mocne piętno nie tylko w branży handlowo-usługowej, ale również w przemyśle. Sytuacja branży jest trudna, choć wszelkie wskaźniki i statystyki pokazują, że mały spadek PKB i brak wysokiej stopy bezrobocia opiera się właśnie na silnej pozycji branży produkcyjnej. Jak mówi Marek Dymsza, współkoordynator Klastra Metalowego Metalika ze Szczecina dobra sytuacja wynika z realizacji projektów, które rozpoczęły się przed wybuchem pandemii. Sytuacja będzie znacznie trudniejsza gdy te się skończą, a nie będzie perspektyw na nowe, intratne zlecenia. Efektem może być zapaść w przemyśle lub konieczność dywersyfikacji działań przez wiele firm. Przemysł przygotowuje się do zmian – wyjaśnia ekspert.

– Rok 2020 był kontynuacją zamówień, które wpłynęły wcześniej. Jak obserwujemy działalność firm w Klastrze Metalowym to widzimy, że dynamika rozwoju była wysoka i rok zamknął się na plusie. Wszyscy jednak bardzo obawiają się roku 2021. Nikt nie spodziewał się, że pandemia będzie tak długo trwała. Zamówienia w przemyśle mają zwykle charakter międzynarodowy, realizacja zamówień jest więc trudniejsza. Wiele przetargów krajowych również zostało wstrzymanych. Rok 2021 w przemyśle będzie dużym problemem i nawet pomoc kredytowa banków może być niewystarczająca, by utrzymać przedsiębiorców w dobrej kondycji – mówi Marek Dymsza.

Sytuacja gospodarcza jest trudna. Przedsiębiorcy próbują pozyskiwać zamówienia w swoich branżach lub rozszerzają spektrum działań po to, by zapewnić sobie płynność finansową, a swoim pracownikom ciągłość zatrudnienia: – Przedsiębiorcy poruszają się jak saperzy po polu minowym nieuzbrojeni w niezbędne do radzenia sobie w kryzysie narzędzia – komentuje Marek Dymsza.  Każdy przedsiębiorca w mniejszym lub większym stopniu korzysta z kapitału zewnętrznego, chcąc kontynuować pracę pożyczanie pieniędzy od banku może być w pewnym momencie zastopowane, a wtedy bez wsparcia finansowego nie ma szans na przeczekanie trudnego czasu pandemii – dodaje współkoordynator Klastra Metalowego Metalika.

„Wielu przedsiębiorców przesuwa inwestycje w czasie, bo pieniądze muszą być przeznaczone na bieżące pokrycie kosztów”

– Wielu przedsiębiorców przesuwa inwestycje w czasie, by środki przeznaczyć  na bieżące pokrycie kosztów i zobowiązań. Przedsiębiorcy z sektora MŚP są nieprzygotowani w wystarczającym stopniu do gruntownej analizy kosztów i weryfikacji dokumentów, które trzeba składać jeżeli chodzi o wsparcie rządowe. Tarcze pomagają, ale branża metalowa czy maszynowa bardzo kapitałochłonne i przedsiębiorcy stają przed dylematem: co dalej? Poziom bezrobocia wciąż jest niski, wszyscy spodziewali się, że będzie gorzej, ale jak długo przedsiębiorcy wytrzymają taką sytuację? Tego nie wiem. Pozostaje bardzo wnikliwie obserwować sytuację gospodarczą i szukać dla siebie nisz i nowych przestrzeni do działania  – mówi Marek Dymsza – dodaje ekspert Północnej Izby Gospodarczej.

Kurierzy wpakowani w długi przez swoich kontrahentów

Pandemia przyniosła boom na usługi kurierskie. Duże zapotrzebowanie i liczba zleceń nie oznaczają jednak, że branża nie musi martwić się o finanse. Jak wskazuje Krajowy Rejestr Długów Biuro Informacji Gospodarczej, kurierzy są winni wierzycielom prawie 30 mln zł, ale aż 23,2 mln zł to długi innych firm, które te zalegają firmom kurierskim.

W 2020 r. branża kurierska nie mogła narzekać na brak pracy. Zamówienia elektroniczne stały się jedną z najpopularniejszych form zakupów w Polsce. Według raportu KPMG, 34 proc. rodaków kupiło w pandemii przez Internet produkty, których wcześniej nie kupowało online. Jednak wzrost popytu ze strony klientów indywidualnych szedł w parze ze zmniejszoną aktywnością klientów biznesowych oraz pogorszeniem ich dyscypliny płatniczej. Problemy wielu branż związane z koniecznością ograniczenia lub nawet wstrzymania działalności odcisnęły piętno na dostawcach przesyłek. W efekcie, choć zadłużenie kurierów nieznacznie spadło, to wzrosła kwota należności, jaką są im winni kontrahenci i klienci biznesowi.

Niedostarczone płatności

W Krajowym Rejestrze Długów widnieje 921 firm kurierskich, a kwota ich zaległości sięga ponad 29,8 mln zł. Średnio dłużnik z tej branży ma obecnie do oddania prawie 32,4 tys. zł. Najbardziej zadłużone są jednoosobowe działalności gospodarcze. Mają w sumie 25,5 mln zł długów.

Najwięcej niespłaconych zobowiązań należy do firm z Mazowsza (6,4 mln zł). Następne w kolejce są podmioty z województwa wielkopolskiego (4,6 mln zł), śląskiego (3,3 mln zł) i łódzkiego (3,1 mln zł).

W największym stopniu kurierzy zadłużeni są w bankach. Mają im do oddania 11,7 mln zł – blisko 40 proc. kwoty całego długu. Na spłacenie 5,6 mln zł czekają także firmy zarządzające wierzytelnościami, zaś 2,6 mln zł do odzyskania mają firmy leasingowe.

Rekordzistą w kwestii zadłużenia w branży jest stołeczna jednoosobowa działalność gospodarcza, która do uregulowania ma prawie 1,2 mln zł, wobec banku, firmy telekomunikacyjnej i towarzystwa ubezpieczeniowego.

Branża ma problemy finansowe głównie przez to, że zleceniodawcy nie regulują wobec niej swoich zobowiązań. Zdecydowaną większość wszystkich długów, bo 78 proc., firmy kurierskie mogłyby spłacić, gdyby tylko odzyskały pieniądze od swoich kontrahentów. To ponad 23,2 mln zł. Niestety sytuację finansową części ich kontrahentów zmieniła pandemia i to nie zawsze na lepsze. Widać to we wzroście kwoty nieuregulowanych płatności za usługi kurierskie, która przez ostatni rok wzrosła o 11 proc. – mówi Adam Łącki, prezes Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

W oczekiwaniu na zapłatę

Największym dłużnikiem kurierów jest branża handlowa, która zalega na kwotę 9,2 mln zł – to prawie 40 proc. wszystkich nieuregulowanych płatności. Ponad 2,2 mln zł do oddania kurierom ma sektor przetwórstwa przemysłowego, a 2,1 mln firmy z branży logistycznej.

Przez to, że kontrahenci nie płacą kurierom, oni sami mają problem z regulowaniem własnych zobowiązań. Jak wskazują eksperci, zatorom finansowym w branży można jednak zapobiegać:

25 proc. naszych klientów faktoringowych stanowią firmy z branży transportowej. To głównie podwykonawcy, którzy działają na zlecenie innych. Wśród nich są też kurierzy. Sami płacą nam w terminie. Bez wątpienia jest to między innymi zasługa faktoringu, który poprawia płynność finansową firm, jak również monitoruje i dyscyplinuje kontrahentów, którzy mają tendencję do opóźniania płatności – zauważa Dariusz Szkaradek, prezes Zarządu firmy faktoringowej NFG i dodaje: – Gdyby każda wystawiona przez kuriera faktura była natychmiast sfinansowana przez faktora, udałoby się znacznie zmniejszyć zatory finansowe w tej branży, a w efekcie liczbę przeterminowanych należności w portfelach kurierów.

Pandemia jeszcze trwa i nikt nie wie, jakie zmiany może przynieść. Kondycja firm kurierskich z jednej strony zależeć będzie od tego, czy będą sięgać po rozwiązania dostępne na rynku wspierające płynność finansową, z drugiej – od stanu całej gospodarki. Problemy jednych branż nie pozostają bowiem bez wpływu na sytuację pozostałych.

BADANIE: Handel znowu na minusie. Ruch w sklepach był mniejszy niż rok wcześniej o blisko 40%

W styczniu tego roku w porównaniu do ub.r. ruch w wielkopowierzchniowych sklepach spożywczych spadł o 36%. Z kolei liczba unikalnych klientów zmniejszyła się o 23%. Wizyt najbardziej ubyło i to o blisko połowę w sieciach convenience. Podobnie było w supermarketach i hipermarketach, tj. spadki sięgały ok. 41% i 40%. Najmniej straciły dyskonty i sieci cash & carry – niemal 32% i prawie 33%. Do tego widać, że najczęściej wybieranym dniem na zakupy nie są już soboty. Teraz największy ruch widać w piątki. Ponadto najmocniejszy spadek liczby wizyt zanotowano w woj. mazowieckim, małopolskim i pomorskim.   

Jak wynika z analizy Proxi.cloud i UCE RESEARCH, wykonanej na próbie 8,8 mln wizyt blisko 785 tys. konsumentów w 9 tys. placówek, w styczniu br. wielkopowierzchniowe sklepy spożywcze straciły rok do roku 36% swojego ruchu. Do tego o 23% obniżyła się liczba unikalnych klientów.

– To duży cios dla branży retailowej, który głównie jest efektem pandemii i zastosowanych obostrzeń. Oczywiście wcale nie jest to tożsame ze spadkiem obrotów, a przynajmniej nie w skali 1:1. Konsumenci rzadziej przychodzą do sklepów, ale za to wychodzą z większymi zakupami. Jednak w tej kwestii nie można mówić o wyrównaniu się przychodów, ponieważ społeczeństwo finalnie kupuje mniej. Polacy koncentrują się głównie na towarach pierwszej potrzeby – komentuje dr Krzysztof Łuczak z Grupy BLIX.

W styczniu 2020 roku zakupy najchętniej były robione w sobotę, a w analogicznym okresie br. – w piątek. W tym dniu najbardziej też wzrósł ruch, bo aż o 13,6%. Lekko podniósł się również w czwartek – o 4,5%, a także w środę – o 0,6%. Z kolei największy spadek zaliczyła niedziela – o 14,2%. Obok niej była sobota z wynikiem 10,9%. Ponadto ruch zmniejszył się w poniedziałek – o 2,1%, a także we wtorek – o 1,5%.

– Przed wybuchem pandemii wiele osób robiło duże zakupy spożywcze w sobotę, ponieważ dla większości społeczeństwa jest ona dniem wolnym od pracy. Od marca ub.r. konsumenci, starając się unikać tłumów, zaczęli wybierać się do sklepów w mniej oblegane – ich zdaniem – dni, czyli w piątki i czwartki – wyjaśnia Weronika Piekarska z Proxi.cloud.

Największe spadki liczby wizyt odnotowały sklepy w formacie convenience – o 45,6%, a następnie supermarkety i hipermarkety – odpowiednio o 40,9% i 40,1%. Z kolei z najmniejsze straty zaliczyły dyskonty oraz sieci cash & carry – o 31,9% i 32,7%. Jak zaznacza Adam Grochowski z Proxi.cloud, od początku pandemii klienci unikali największych sklepów, choć – wbrew pozorom – zagęszczenie ludzi na jednym metrze kwadratowym w hipermarketach jest mniejsze. Starali się też znaleźć kompromis pomiędzy rozmiarem placówki a asortymentem. I z tego wynika najmniejszy spadek w dyskontach.

– Wyniki obrazują mocną pozycję dyskontów. W czasie pandemii konsumenci upatrzyli sobie ten format, a sieci wykorzystały sytuację, poszerzając asortyment. Zabrały klientów innym sklepom. Z kolei hipermarkety, które uplasowały się w środku rankingu, poprawiły swoją sytuację. A była ona trudna od dłuższego czasu. Udało się to, bo Polacy odważniej ruszyli do tych sklepów. Jeżeli ten trend się utrzyma, to hipermarkety z pewnością mocniej powalczą o rynek z konkurencją – stwierdza ekspert z Grupy BLIX.

Zaobserwowano też spadek liczby wizyt przypadającej na jednego klienta. W styczniu 2020 roku wynosiła ona 11,5, a w 2021 – 9,4. Tym samym znacznie zmniejszył się udział osób najczęściej robiących zakupy, czyli ponad 10 razy w miesiącu – o 20,6%. Natomiast przybyło konsumentów kupujących rzadziej, tj. 5 razy w ciągu 4 tygodni – o 21,5%.

– Ograniczenie liczby osób mogących przebywać w sklepach, strach klientów przez zarażeniem koronawirusem oraz lockdown spowodowały wyraźne zmiany w liczbie wizyt w sklepach. Konsumenci zaczęli realizować zakupy z mniejszą częstotliwością i prawdopodobnie z większym koszykiem. Nie można też zapominać o tym, że w dużych miastach mocno rozwinęła się usługa dostarczania produktów do domów. To również mogło mieć wpływ na ww. wskazania – tłumaczy Adam Grochowski.

Dodatkowo wyniki badania pokazują, że największe różnice w liczbie wizyt zostały zanotowane w woj. mazowieckim – 47%, małopolskim – 44%, a także pomorskim – 43%. Z kolei najmniejsze spadki były widoczne w woj. warmińsko-mazurskim – 24%, lubuskim – 25%, jak również zachodniopomorskim – 25%. Jak podkreśla dr Łuczak, największa różnica spadkowa może być powiązana z liczbą ludności i odsetkiem zakażeń. Może to też oznaczać, że tam konsumenci częściej rezygnują z robienia bezpośrednich zakupów.

– W największych województwach spadki wizyt są najmocniejsze, bo w ich obrębie znajduje się więcej galerii, w których mieszczą się sklepy wielkopowierzchniowe. Fakt, że w styczniu 2021 roku centra handlowe były zamknięte, oczywiście wpłynął na ruch. Ponadto wcześniejsze badania wykazały, że w dużych miastach ludzie w czasie pandemii rzadziej chodzili do sklepów spożywczych – podsumowuje Weronika Piekarska.

Analiza została przeprowadzona w oparciu o dane zarejestrowane w okresie 01-31.01.2021 roku i w analogicznym czasie w 2020 roku przez firmę technologiczną Proxi.cloud oraz platformę analityczno-badawczą UCE RESEARCH. Prowadzono obserwację zmian w ruchu ponad 9 tys. wielkopowierzchniowych sklepów spożywczych, należących do 20 największych sieci handlowych w Polsce. Badaniem objęto blisko 785 tys. konsumentów (w wieku od 18 do 65 lat), którzy łącznie odbyli ponad 8,8 mln wizyt w sklepach. Dane zebrano za pośrednictwem tzw. geofencingów, czyli wirtualnych punktów na mapie.

Lockdown zmienił chwilowo nawyki w zarządzaniu oszczędnościami – analiza Allianz i Euler Hermes

Lockdown spowodowany pandemią Covid-19 zmienił zachowanie ludzi związane z oszczędzaniem – więcej dostępnych środków finansowych przekierowano na akcje i fundusze inwestycyjne. W ramach analizy Allianz Research i Euler Hermes obejmującej 6 krajów: Niemcy, Francję, Włochy, Hiszpanię, Austrię i USA, wykazano znaczący wzrost nabycia aktywów netto w porównaniu r/r.

  • W Niemczech, Francji, Włoszech, Hiszpanii, Austrii i USA wzrosła suma zakupów aktywów netto na rynku kapitałowym. W Niemczech o 35% i aż o 223% we Włoszech.
  • W większości badanych krajów, w czasie pandemii Covid-19, wzrósł udział akcji i funduszy inwestycyjnych w nowych oszczędnościach – Niemcy (z 15% do 24%), Francji (z 3% do 11%), Austrii (z 20% do 25%). Jedynie w USA spadł udział akcji i funduszy inwestycyjnych w nowych oszczędnościach, ale suma aktywów wzrosła o 25%.
  • Równocześnie 40% respondentów we Włoszech, Francji i Hiszpanii po zakończeniu pandemii chce nabyć mniej akcji niż dotychczas. Tylko kilkanaście procent deklaruje zwiększeniu zaangażowania w akcje.
  • Większość badanych (59%) uznaje, że niskie/ujemne stopy procentowe utrzymają się znacznie dłużej, niż wcześniej oczekiwano. Tylko 10% spodziewa się ich wzrostu, a 31% nie spodziewa się żadnych zmian.
  • Pomimo, iż miniony rok minął pod znakiem niepewności na rynkach to większość respondentów nie chciałaby zwiększać dotychczasowego zakres ochrony ubezpieczeniowej.
  • Z badania sondażowego Allianz Research i Euler Hermes wynika, że pandemia nie wydaje się mieć przełomowego i trwałego wpływu na decyzje inwestycyjne.

Wykres 1 – Procentowe zmiany r/r w ilości nabytych aktywów finansowych w I półroczu 2020 / Wykres 2 – Procentowy udział akcji i funduszy inwestycyjnych w oszczędnościach ogółem

Procentowe zmiany rr w ilości nabytych aktywów finansowych w I półroczu 2020
Źródła: Eurostat, Fed, Allianz Research

Biorąc pod uwagę powyższe dane, Allianz Research i Euler Hermes zbadali równocześnie, czy zaistniała zmiana preferencji oszczędzania jest wywołana nadzwyczajnymi okolicznościami, czy też początkiem trwałego przerzucania się na bardziej ryzykowne produkty. Uczestnikom ankiety przeprowadzonej w Niemczech, Francji, Włoszech, Hiszpanii, Austrii i USA zadano pytanie: „Jeśli chodzi o Twoje inwestycje w akcje, czy chciałbyś nabyć ich mniej, tyle samo czy więcej akcji po zakończeniu pandemii?” Z uzyskanych odpowiedzi wynika, iż praktycznie we wszystkich siedmiu krajach respondenci stwierdzili, że chcą inwestować w akcje w takim samym stopniu, jak przed pandemią. Jedynie 25,8% ankietowanych Amerykanów wykazywało zwiększone zainteresowanie oszczędzaniem poprzez inwestycje na giełdzie (Wykres 3).

W Europie giełda nie odrobiła jeszcze strat poniesionych w marcu 2020 r. W związku z tym nie dziwi fakt, że respondenci z krajów europejskich wykazują mniejszy entuzjazm inwestowania w akcje w przyszłości. Toteż niewielki procent ankietowanych chciałaby „sięgnąć po zyski”, które obecnie oferuje giełda, od 12% we Włoszech do 15% we Francji. Jednakże najbardziej zaskakujący jest wysoki odsetek respondentów (ponad 40%) w Hiszpanii, Francji i we Włoszech, którzy planują nabyć mniej akcji niż wcześniej. Tymczasem respondenci z Austrii, a zwłaszcza z Niemiec, są mniej skłonni do ograniczania swojego zaangażowania na rynku kapitałowym.

Wykres 3 – Zainteresowanie akcjami według kraju po pandemii Covid-19

Zainteresowanie akcjami według kraju po pandemii Covid-19
Źródła: Allianz Research

Większość badanych (59%) uznaje, że niskie/ujemne stopy procentowe utrzymają się znacznie dłużej, niż wcześniej oczekiwano. Tylko 10% spodziewa się, że Covid-19 przyspieszy wyjście ze środowiska niskich stóp procentowych, podczas gdy 31% nie spodziewa się żadnych zmian w dotychczasowej polityce monetarnej. Dość niezwykłe są różnice między poszczególnymi krajami. Wysokim pesymizmem odznaczają się respondenci z Niemiec oraz Austrii. Z drugiej strony respondenci francuscy i amerykańscy są nieco bardziej optymistyczni. W przypadku USA takie podejście jest zrozumiałe, gdyż Rezerwa Federalna USA była w stanie kilkakrotnie podnosić stopy procentowe w ciągu ostatniej dekady (Wykres 4).

Wykres 4 – Oczekiwania dotyczące czasu trwania środowiska niskich/ujemnych stóp zwrotu po pandemii Covid-19

Oczekiwania dotyczące czasu trwania środowiska niskich ujemnych stóp zwrotu po pandemii Covid-19
Źródła: Allianz Research

Covid-19 ujawnił kruchość naszego współczesnego życia i ujawnił rażące luki w zabezpieczeniu. W tym kontekście należałoby się spodziewać wzrostu świadomości ryzyka i zapotrzebowania na ochronę przed ryzykiem. Jednakże badanie Allianz Research i Euler Hermes ponownie rozwiewa te nadzieje – większość respondentów chciałaby utrzymać dotychczasowy zakres ochrony ubezpieczeniowej. Aby lepiej zrozumieć przyszłe zapotrzebowanie na ochronę przed ryzykiem, zadano pytanie: „Jeśli chodzi o Pana(i) ubezpieczenie, czy chciał(a)by Pan(i) zmniejszyć zakres ochrony ubezpieczeniowej, utrzymać ja czy zwiększyć, gdy pandemia się skończy?”. Preferowaną opcją respondentów jest powrót do poziomu ubezpieczenia sprzed kryzysu. Jednakże kraje, które najbardziej ucierpiały z powodu pandemii, mają najwyższy poziom zainteresowania zwiększeniem ochrony ubezpieczeniowej: Stany Zjednoczone (18%), Hiszpania (16%), Francja (15%) i Włochy (11%). W Stanach Zjednoczonych i Hiszpanii, tych respondentów jest więcej niż tych, którzy twierdzą, że chcieliby zmniejszyć swoją ochronę ubezpieczeniową, aczkolwiek z niewielkim marginesem. Austria (7%) i Niemcy (8%) wykazują najmniejsze zainteresowanie zwiększeniem zakresu ochrony ubezpieczeniowej.

Zaskakujące jest to, że znaczna liczba respondentów, szczególnie we Włoszech (24%) i Francji (21%), chciałaby zmniejszyć zakres ochrony ubezpieczeniowej, którą posiadali przed pandemią. W Austrii i Niemczech liczby te są niższe, ale mimo to takich odpowiedzi było więcej niż tych wskazujących zwiększenie zakresu ubezpieczenia. W ciągu ostatnich dziewięciu miesięcy nie wszędzie zwiększyła się więc świadomość ryzyka.

Wykres 5 – Zainteresowanie ubezpieczeniem od ryzyka po Covid-19 według kraju

Zainteresowanie ubezpieczeniem od ryzyka po Covid-19 według kraju
Źródła: Allianz Research

Kolejny wniosek – pandemia wydaje się mieć mniej trwały wpływ na decyzje inwestycyjne, niż wielu obserwatorów przypuszcza. Wydaje się, że wielu respondentów postrzega Covid-19 jako chwilowy szok, który przeminie, nie powodując żadnych zmian w planach, rutynie czy preferencjach.

Pełna wersja analizy sytuacji w USA znajduje się w opracowaniu Działu Badań Ekonomicznych Grupy Euler Hermes dostępnym w języku angielskim na stronie www.eulerhermes.com

https://www.eulerhermes.com/en_global/news-insights/economic-insights/Change-What-change-Saving-behaviors-post-Covid-19.html

80% Polaków nie ma możliwości pracy zdalnej – robotyzacja i automatyzacja pomogą

Według danych GUS w kwietniu 2020 roku pracę zdalną wykonywało w Polsce 16,7% osób. Odsetek ten spadł do końca września do ok. 6%. [1]  Zgodnie z tymi danymi ok. 80% Polaków, z uwagi na charakter pracy, nie ma możliwości wykonywania jej w formie zdalnej. Czy ten odsetek ulegnie zmianie dzięki wprowadzeniu przepisów dotyczących pracy zdalnej do kodeksu pracy oraz dzięki szybszej adaptacji robotyzacji i automatyzacji w przedsiębiorstwach? Czy dzięki botom praca zdalna stanie się nie tylko możliwa, ale i łatwiejsza?

Czy praca zdalna to chwilowa, wymuszona okolicznościami zewnętrznymi moda, czy też nowa normalność, która zostanie z nami na stałe? Wydarzenia ostatnich miesięcy wskazują, że możliwość pracy z własnego domu stanie się jednym ze standardowych sposobów wykonywania pracy. Pandemia koronawirusa sprawiła, że praca zdalna jest coraz częściej wykorzystywanym rozwiązaniem, które przynosi zyski zarówno pracownikom, jak i pracodawcom. Jednak aktualnie obowiązujące w Polsce przepisy nie regulują wprost zasad pracy zdalnej, dlatego też polski rząd chce wprowadzić tego typu przepisy do kodeksu pracy. Według informacji PAP odpowiednie przepisy mają wejść w życiu już w przeciągu najbliższych tygodni, jeszcze w pierwszym kwartale 2021 r. [2]

– To bardzo dobry i potrzebny ruch, szczególnie w kontekście uregulowania zasad bezpieczeństwa czy kosztów wykonywania pracy zdalnej. Do tej pory możliwość świadczenia pracy na odległość wynikała z nieformalnej umowy pomiędzy pracownikiem a pracodawcą – dobrze, że zostanie to uregulowane ustawowo. Niestety ok. 80% Polaków nie ma możliwości pracy z domu, charakter wykonywanej pracy i zlecane im obowiązki wymagają fizycznej obecności w firmie. Jednak są mocne argumenty za tym, że dzięki wdrożeniu botów automatyzujących, które przejmą niektóre nasze obowiązki, ulegnie to szybkiej zmianie.  – mówi Mariusz Gołębiewski, wiceprezes Abile Consulting.

W opublikowanych we wrześniu 2020 wynikach badania Grafton Recruitment oraz CBRE[3] chęć wykonywania pracy zdalnej przez cały czas deklaruje 45% pracowników. Zaś 75% zatrudnionych twierdzi, że w ich firmach patrzy się teraz przychylniej na pracę zdalną. Natomiast aż 90% szukających nowego zatrudnienia sprawdza możliwość pracy zdalnej i traktuje to jako warunek przystąpienia do rekrutacji.  Warto zaznaczyć, że osoby, którym odpowiada praca zdalna są jednocześnie bardziej zaangażowane w obowiązki zawodowe. Według badań SWPS[4] osoby takie nie mają problemów z realizacją celów wyznaczonych przez przełożonych i nie odczuły zmiany poczucia przynależności do organizacji, w której pracują.

Dobrym przykładem na możliwość wykorzystania pracy zdalnej bez konieczności stania w korkach i fizycznej obecności w biurze jest np. wystawianie faktur z danych z kilku systemów. Często systemy te nie ze sobą zintegrowane – a operatorzy ręcznie łączą dane z systemów CRM, sprzedaży, rabatów, księgowych i wystawiają faktury w postaci pdf, a następnie rozsyłają maile do kontrahentów. Równie dobrze proces ten mógłby wykonywać robot w nocy, a pracownik kolejnego dnia rano otrzymywałby jedynie jednostkowy raport z wysyłki faktur do klienta. – dodaje Mariusz Gołębiewski.

Przejście na pracę zdalną w przedsiębiorstwach nie jest prostą sprawą. Okoliczności pandemii koronawirusa wskazują jednak, że właściwą drogą jest przyspieszenie transformacji cyfrowej. Automatyzacja procesów biznesowych zapewnia możliwość przetwarzania informacji przez 24h na dobę. Ręczne wystawianie faktur, modyfikacja zasad dotyczących płatnych urlopów, zasiłków opiekuńczych czy dni chorobowych, których zasady zmieniają się dynamicznie jest niezwykle trudna i czasochłonna. Z drugiej strony, zaprogramowanie botów do wykonywania tych czynności jest szybkie, a po wdrożeniu pracownicy mogą poświęcić więcej czasu i energii na zajęcia przynoszące konkretny zysk przedsiębiorstwu. I to bez konieczności fizycznej obecności w biurze.

[1] https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/rynek-pracy/popyt-na-prace/wplyw-epidemii-covid-19-na-wybrane-elementy-rynku-pracy-w-polsce-w-trzecim-kwartale-2020-roku,4,3.html

[2] https://www.pap.pl/aktualnosci/news%2C785992%2Cmichalek-zakladam-ze-w-i-kwartale-2021-roku-uda-sie-uzgodnic-ze-strona

[3] https://biuroprasowe.cbre.pl/108988-praca-zdalna-nie-jest-juz-benefitem-dla-9-na-10-pracownikow-to-warunek-przy-rekrutacji

[4] https://www.swps.pl/centrum-prasowe/informacje-prasowe/22678-samotni-ale-zaangazowani-praca-zdalna-w-pandemii

Pandemia a polski eksport – czy 2021 r. będzie lepszy?

Według wstępnych szacunków Głównego Urzędu Statystycznego w 2020 r. polski eksport zanotował spadek o 0,3% rok do roku, a jego wartość sięgała 237,5 mld euro. Tym samym, pandemia przerwała wieloletni okres wzrostu obrotów sprzedaży zagranicznej. Jednak, jak podkreślają analitycy instytucji płatniczej Akcenta, polscy eksporterzy poradzili sobie z koronakryzysem dość dobrze i szybko odrabiają straty.

Wybuch pandemii wywołał duże zamieszanie na rynkach międzynarodowych. Szczególnie trudny dla handlu zagranicznego okazał się sam początek kryzysu epidemiologicznego, gdy z dnia na dzień wprowadzane były nowe obostrzenia, a swoją działalność wstrzymywało wiele firm. Ostatnim miesiącem, w którym eksport rósł rok do roku, był luty. Potem nastąpił głęboki spadek wywozu. Od czerwca jednak sytuacja się poprawiła.

Znaczący spadek obrotów handlu zagranicznego w okresie od marca do maja eksporterzy byli jednak w stanie odrobić dzięki silnemu ożywieniu w drugiej połowie roku. Nie spełniły się tym samym wiosenne, pesymistyczne prognozy mówiące o spadkach sprzedaży nawet o 10% rok do roku. Ogólne wyniki handlu zagranicznego za cały ubiegły rok w obliczu pandemii należy zatem ocenić pozytywnie – zaznacza Miroslav Novák, główny analityk instytucji płatniczej Akcenta.

Ekspert zaznacza, że na wyniki polskiego eksportu istotny wpływ miała także sytuacja na rynku walut. W obliczu światowego kryzysu osłabieniu uległy waluty krajów Europy Środkowo-Wschodniej, w tym polski złoty. Słabsza złotówka wspierała konkurencyjność polskich firm, których oferta dzięki temu była atrakcyjna cenowo dla państw posługujących się głównymi walutami, np. euro.

Osłabienie na najważniejszych kierunkach

Motorem ożywienia polskiego eksportu w drugiej połowie roku były Niemcy. Na koniec roku do wartość wysłanych naszego zachodniego sąsiada towarów wzrosła o 3,9% rok do roku, do poziomu 68,6 mld euro. Na pozostałych dziesięciu najważniejszych rynkach zbytu wartość sprzedaży zmalała. Wyjątkiem, oprócz Niemiec, była tu jeszcze Szwecja, ze wzrostem 4,2% r/r. Wśród najważniejszych destynacji największe spadki sprzedaży były widoczne na kierunku czeskim i włoskim, gdzie wartość polskiego eksportu spadła odpowiednio o 5% i 4,7% r/r. Podobne wyniki eksporterzy zanotowali w sprzedaży do Wielkiej Brytanii i Francji (spadek o 4,5% r/r).

Rok 2020 przyniósł także mniejszy import. Jego wartość zmalała o 4,8% rok do roku i wyniosła 225,5 mld euro. Bilans handlowy w polskim handlu zagranicznym był więc dodatni, a nadwyżka wyniosła 12 mld euro.

Nadzieje na lepszy 2021 r.

Zdaniem analityka Akcenty perspektywy dla polskiego handlu zagranicznego na bieżący rok są względnie optymistyczne. – Pojawiła się szczepionka, firmy są już lepiej przygotowane do funkcjonowania w pandemicznej rzeczywistości. Jednocześnie należy podkreślić, że prognoza na ten rok jest obarczona dużą niepewnością. Na ten moment można szacować, że dynamika eksportu w tym roku będzie dodatnia, a jej wzrost będzie zawierać się w przedziale 4-6% rok do roku. Dodatkowo, od drugiego kwartału bieżącego roku spodziewam się ożywienia aktywności inwestycyjnej w Polsce, co przełoży się na wzrost importu dóbr kapitałochłonnych. Wwóz towarów do Polski, podobnie jak eksport, będzie wyższy niż w 2020 r., a jego prawdopodobna dynamika może wynieść ok. 5-7% rok do roku – prognozuje Miroslav Novák.

Dla eksporterów i importerów ważny będzie także kurs złotego w 2021 r. – Na razie wszystko wskazuje na to, że Rada Polityki Pieniężnej nie da się polskiemu złotemu wyraźnie umocnić. Najbardziej prawdopodobny scenariusz na pierwsze półrocze 2021 roku to kurs na parze z euro w przedziale 4,50-4,55. Natomiast druga połowa roku będzie zależeć od rozwoju pandemii i tempa ożywienia gospodarczego. Jeżeli się sytuacja poprawi, to RPP może już nie interweniować i złoty może kierować się w kierunku poziomu 4,40 – dodaje analityk Akcenty.

Wzrosty w świątecznym wydaniu

Mimo że handel w Azji był uszczuplony pod nieobecność świętujących Nowy Rok Księżycowy, udało się utrzymać pozytywne nastroje, a motorem zmian pozostają doniesienia o rosnącej liczbie zaszczepionych i nadzieje na przyspieszenie globalnego ożywienia. To dobry prognostyk na resztę tygodnia, choć z uwagi na zamknięte dziś rynki w USA najbliższe godziny raczej nie zaoferują wiele zmienności.

Strategia reflacyjna pozostaje w mocy, czego odzwierciedleniem są nowe rekordy indeksów akcji, a także wyższe ceny surowców, np. miedzi i ropy naftowej. Takie informacje, jak pierwszy od 3 miesięcy spadek liczby nowych przypadków zakażenia w USA poniżej 100 tys. (średnia 7-dniowa), czy wzrost liczby zaszczepionych w Wielkiej Brytanii do 15 mln wzmacniają oczekiwania na wkrótce realizowane przyspieszenie ożywienia. A nawet jeśli w temacie walki z COVID-19 trafiają się okresy bez nowych doniesień, zawsze można szukać punktu zaczepienia dla optymizmu w postępach prac nad pakietem fiskalnym w USA. Wprawdzie korekty i momenty realizacji zysków są możliwe (i konieczne dla zdrowego trendu), jak na razie cofnięcia bywają płytkie.

Od strony FX oznacza to wznowienie trendu deprecjacyjnego dolara, choć wzrost apetytu na ryzyko nakazuje porzucać także inne bezpieczne przystanie, jak jen czy frank. Perspektywa szybszego wzrostu i rosnącego popytu na surowce pomaga walutom pozytywnie skorelowanym z tym zjawiskiem, głównie AUD i NOK. Silny jest GBP dzięki imponującemu tempu zaszczepień. EUR/USD jest wyżej, ale niewiele. Zaprzysiężenie Mario Draghiego na premiera Włoch jest lepsze niż przeciąganie okresu bez funkcjonującego rządu, ale nie jest to informacja, która wywoła silniejszy rajd ulgi. Do umacniania się wraca złoty po tym, jak w ubiegłym tygodniu na 4,5080 za euro ustanowił górną granicę dla nowego zakresu trendu bocznego, ale zakładamy, że finalnie ucieknie z niego dołem w kierunku 4,45.

Rozpoczynający się tydzień jest poszarpany przez święta, co z pewnością wpłynie na płynność handlu. Z najważniejszych: rynki w Chinach są zamknięte przez większość tygodnia, a inwestorzy w USA dziś obchodzą Dzień Prezydenta. W kolejnych dniach nie zabraknie jednak impulsów do handlu. Dane będą przypominać, jak trudny jest pierwszy kwartał, szczególnie w objętej restrykcjami Europie. W strefie euro uwagę zwracają indeksy PMI (pt), gdzie pozytywnie będzie oddziaływać poluzowanie restrykcji we Włoszech i Hiszpanii. W Wielkiej Brytanii lutowy PMI powinien obniżyć się z powodu zamknięcia gospodarki i brexitu (redukcja zapasów), ale wskaźnik dla usług może odbijać po negatywnym szoku z poprzedniego miesiąca (39,5). W USA sprzedaż detaliczna (śr) powinna wzrosnąć pierwszy raz od września z pomocą wypłaty czeków pomocowych dla Amerykanów. Wzrost produkcji przemysłowej (śr) zwiastują dobre odczyty indeksów PMI za styczeń. Z minutek FOMC (śr) powinien płynąć równie gołębi przekaz, co z ostatnich wypowiedzi prezesa Powella – zmian w polityce nie zobaczymy jeszcze przez wiele miesięcy, dopóki nie dojdzie do poprawy we wskaźnikach rynku pracy i inflacji. W Polsce dziś czekamy na odczyt inflacji CPI, gdzie podwyżki cen administrowanych i podatków poskutkują miesięczną inflacją 0,9-1,0 proc., ale wskaźnik roczny powinien pozostać na 2,4 proc.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Czas na bankowość zdecentralizowaną, czyli usługi finansowe na brzegu sieci

Sektor usług finansowych przeszedł w ubiegłym roku poważne zmiany. Podobnie jak w przypadku innych branż nastąpiło przejście do środowiska cyfrowego. Taka sytuacja oznacza jednak również okazję do sprawdzenia możliwości nowych technologii i nowych sposobów działania, gwarantujących większą elastyczność w zmieniających się warunkach rynkowych. Dzięki dużej skalowalności, a zatem możliwości obsługi spadków i wzrostów liczby przetwarzanych transakcji cyfrowych, związanej z migracją do chmury w ramach realizowanych projektów transformacji, wiele banków może szybciej zrezygnować z monolitycznych rozwiązań i przejść na bardziej elastyczną architekturę podstawową. Pozwala to uzyskać poziom reaktywności niemożliwy do osiągnięcia we wcześniejszych systemach.

Koncepcja modernizacji systemów podstawowych nie jest niczym nowym, pojawiała się już wielokrotnie w branży. Przedsiębiorstwo ma do wyboru wiele sposobów realizacji takiego przedsięwzięcia z uwzględnieniem występującego obecnie „cyfrowego przyspieszenia”. Zależy to od przyjętej strategii organizacyjnej, dostępnych kompetencji specjalistycznych i wsparcia ze strony kadry kierowniczej. Jednym z pierwszych etapów modernizacji może być zmiana platformy aplikacji i uzyskanie oferowanej przez chmurę elastycznej skalowalności, co pozwala usprawnić działanie istniejących środowisk mainframe. Z takim podejściem wiążą się różne korzyści operacyjne, z których najistotniejszą wydaje się możliwość uzyskania nowych danych analitycznych niezbędnych do budowania interakcji z klientami. Inne banki, a czasami jednostki w ramach tego samego banku, wybierają model rekonstrukcji, w którym zamiast złożonych modyfikacji stosuje się dostępne w chmurze funkcje integracji, a w kolejnej fazie zastępuje podstawowe mechanizmy nowszymi wersjami oferowanymi przez producentów. Istnieją również przedsiębiorstwa, które decydują się na całkowitą przebudowę systemów podstawowych i konstrukcję usług bankowych w postaci niezależnych biznesowych elementów składowych. Niniejszy artykuł skupia się na tym ostatnim podejściu. Niezależne funkcjonalnie usługi biznesowe mogą zostać w naturalny sposób przekształcone w elementy zdecentralizowanego systemu, w którym da się szybko zdefiniować usługi finansowe świadczone przedsiębiorstwom niezależnie od ich rodzaju.

Bankowość zdecentralizowana

Wiemy, czym są podstawowe, centralne systemy bankowe, słyszeliśmy o przetwarzaniu bezserwerowym, ale czym może być coreless banking, czyli bankowość zdecentralizowana? Ogólnie rzecz biorąc, w takiej architekturze nie występuje centralny system. W bankowości zdecentralizowanej nie pojawia się zależność od wielu odrębnych mechanizmów transakcyjnych. Każdy aspekt usług świadczonych przez bank jest zdefiniowany jako pojedyncza funkcja biznesowa, która może być aktualizowana i modyfikowana niezależnie od innych (jak się można domyślić, mikrousługi są ważnym elementem tego rozwiązania). To całkowicie inny sposób działania niż w przypadku typowych systemów monolitycznych, w których wszystkie moduły oprogramowania są ze sobą zintegrowane. Niestety jest to jeden z problemów, jakie napotykamy w trakcie transformacji cyfrowej — modernizacja tylko jednego elementu wcześniejszego systemu może okazać się trudna właśnie ze względu na ścisłą integrację. Budowa nowego środowiska cyfrowego w przedsiębiorstwie, którego działalność koncentruje się na odrębnych produktach, a systemy są w wysokim stopniu zintegrowane, to zadanie trudne, kosztowne i czasochłonne. Integracja firmy niesie wiele korzyści, jednak utrudnia szybką adaptację. Dlatego warto pomyśleć o bankowości zdecentralizowanej, w ramach której elementy składowe o właściwej wielkości, odpowiadające poszczególnym funkcjom biznesowym, są łączone w sposób umożliwiający obsługę ścieżek interakcji klientów. Powstaje architektura biznesowa i techniczna, w której usługi bankowe nie są zależne od głównego systemu podstawowego. Każdy fragment systemu bankowego można zaktualizować lub przebudować niezależnie od pozostałych elementów, co pozwala skrócić czas transformacji dowolnego obszaru działania przedsiębiorstwa.

Zaletą bankowości zdecentralizowanej jest możliwość łączenia, wielokrotnego używania i ponownego łączenia elementów składowych w celu szybkiego definiowania i wdrażania odpowiednich mechanizmów interakcji z klientami. Ponadto przedsiębiorstwo potrafi zrobić to na dużą skalę, co jest możliwe dzięki spójnej infrastrukturze pozafunkcjonalnej stanowiącej wspólny fundament, na którym buduje się komponowalne usługi biznesowe.  Architektura oparta na mikrousługach pozwala zapewnić niezależność elementów, a funkcje integracji w kontenerach i narzędzia automatyzacji biznesowej uwzględniają kompleksowe mechanizmy zabezpieczeń nawet w sytuacji, gdy interakcja obejmuje wiele lokalizacji w chmurze i na styku z otoczeniem. Bank może mieć pewność, że zachowa kontrolę nad sposobem, czasem i miejscem wdrożenia usług.

Usługi na brzegu sieci

Internet rzeczy (IoT), czyli komunikacja między fizycznymi przedmiotami za pośrednictwem internetu, to koncepcja istniejąca od pewnego czasu. Ostatnio coraz częściej znajduje miejsce także w biznesowych zastosowaniach w bankach i innych instytucjach finansowych. Biorąc pod uwagę ilość przetwarzanych codziennie newralgicznych z punktu widzenia przedsiębiorstwa informacji oraz wrażliwych danych klientów, wdrożenie najnowszych rozwiązań technologicznych do obsługi klientów indywidualnych nie zawsze jest zadaniem wykonalnym i prostym. W działaniach banków brzeg sieci ma jednak coraz większe znaczenie, mimo że technologie IoT, czyli interakcje między urządzeniami w ramach usług bankowych, nie są na razie rozbudowane. Możemy spodziewać się, że w bieżącym roku brzeg sieci stanie się jeszcze bardziej istotnym obszarem dla firm z sektora finansowego.

Interesującym aspektem brzegu sieci jest łatwiejsza ochrona danych dzięki ograniczeniu ich transferu. Transakcja może zostać zrealizowana bliżej źródła interakcji, co pozwala zmniejszyć ryzyko przechwycenia informacji przez nieuprawnione osoby. Bardziej rozproszona sieciowa infrastruktura informatyczna związana z projektami migracji do chmury umożliwia przetwarzanie danych bliżej miejsca ich wygenerowania i przechowywania. Korzyścią jest także zmniejszenie opóźnienia samego zdarzenia transakcji. Musimy jednak pamiętać, że kluczem do usprawnienia działania środowiska jest zastosowanie właściwej infrastruktury, czyli systemu operacyjnego zoptymalizowanego pod kątem działania w obszarach brzegowych, wyposażonego w możliwości udostępniania funkcji na żądanie (w formie mikrousług w kontenerach) oraz odpowiednie mechanizmy bezpieczeństwa i kontroli. Dzięki technologii 5G dodatkowo zwiększy się możliwość przeniesienia części przetwarzania do brzegowych regionów sieci. Możemy powiązać to z systemami IoT — jesteśmy w stanie wyobrazić sobie udzielanie przez klienta zgody (przewidzianej w dyrektywie PSD2 i rozporządzeniu RODO) także na działania realizowane w imieniu banku przez algorytm. To szansa na zmniejszenie kosztów i świadczenie klientom usług doradztwa finansowego z poziomu należących do nich urządzeń.

Bankowość zdecentralizowana i usługi świadczone na brzegu sieci

Według przeprowadzonych niedawno przez firmę IDC badań ponad 90% banków przyjęło strategię opartą na platformie. To wyższy wskaźnik niż w przypadku innych sektorów. Kluczowym elementem umożliwiającym zaistnienie na rynku usług powinno zatem być zróżnicowanie oferty. W jaki sposób to osiągnąć? Atutem może być szczególny obszar specjalizacji danego przedsiębiorstwa, wynikający ze stosowanych procedur, z doświadczenia i kompetencji personelu. W świecie rozwiązań cyfrowych taka specjalizacja oznacza możliwość szybkiego uzyskiwania informacji analitycznych na podstawie danych, a następnie wykorzystania ich w czasie rzeczywistym w sposób ułatwiający obsługę klientów. Wiele banków nadal buduje platformy, na których chce oferować swoje usługi, jednak współpracuje także z zewnętrznymi podmiotami spoza branży finansowej, dążąc do zbudowania mechanizmów bezproblemowej interakcji z klientami. Nowe platformy usług finansowych stanowią miejsce interakcji klientów, firm z sektora fintech, agregatorów, banków, usługodawców i urządzeń. Współpraca obejmująca wszystkie branże pozwala zbudować jednolite, zintegrowane, zautomatyzowane środowisko obsługi klientów. Możemy oczekiwać, że instytucje finansowe będą odgrywać istotną rolę na rynku zbudowanym wokół doświadczenia klienta dzięki oferowaniu wartościowych usług zarządzania ryzykiem i zarządzania funduszami. Funkcje zintegrowanej obsługi realizowane są między innymi przez różnych dostawców usług działających w jednej lub wielu chmurach publicznych. Integracja biznesowa będzie najprawdopodobniej odbywać się w środowiskach chmury hybrydowej preferowanych przez większość uczestników rynku.

Kolejnym etapem może być bezpośrednie oddanie klientom do dyspozycji takich komponowalnych usług po to, by mogli z nich korzystać w swoim środowisku. Możemy spodziewać się tego w dalszej perspektywie czasowej, jednak koncepcja bankowości zdecentralizowanej funkcjonującej na brzegu sieci jest zgodna z mechanizmami współpracy między bankami i firmami z sektora fintech, z którą już wkrótce zetkniemy się na rynku. Oznacza to dodawanie funkcji w centrum przetwarzania danych, na platformach handlowych, na urządzeniach i we wszystkich pośrednich lokalizacjach, włączanie i przełączanie usług zgodnie z potrzebami (mówimy o połączonych usługach banków i przedsiębiorstw fintech).  Transformacja zajmie pewien czas, jednak widzimy już, że banki starają się ograniczyć zależność od wcześniej stosowanych monolitycznych systemów podstawowych i zbudować pakiet bezpiecznych, niezawodnych, komponowalnych usług biznesowych. W ciągu najbliższego roku możemy oczekiwać wzrostu liczby wdrożeń mikrousług działających w chmurze i niezależnych od platformy, a także większej liczby projektów modernizacji podstawowych systemów w bankach, które łączą swoje usługi z produktami innych podmiotów w celu zbudowania bardziej elastycznych środowisk interakcji z klientami. Spodziewamy się, że takie elementy składowe pojawią się także na cyfrowych platformach klientów, ułatwiając im samodzielną realizację usług finansowych na brzegu sieci.

Autorka: Fiona McNeill, senior manager, product, Red Hat Financial Services