Ubezpieczyciele coraz chętniej sięgają po sztuczną inteligencję czy blockchain. Pandemia koronawirusa przyspieszyła rozwój branży insurtech

Polska branża ubezpieczeń staje się coraz bardziej innowacyjna. W porównaniu z pozostałymi krajami UE nasz rynek nie tylko nie odstaje od nich, ale też często jest pionierem, podobnie jak ma to miejsce w bankowości. Obecnie wykorzystuje się praktycznie wszystkie nowoczesne technologie związane z przetwarzaniem danych i komunikacją, takie jak sztuczna inteligencja czy blockchain. Dzięki wprowadzaniu cyfrowych rozwiązań firmy ubezpieczeniowe uzyskują możliwość całkowitej zmiany swojego modelu biznesowego, a także doświadczeń klientów, partnerów czy pracowników. Mogą również ograniczać swoje koszty poprzez optymalizację procesów związanych z likwidacją szkód czy sprzedażą ubezpieczeń.

– Branża ubezpieczeniowa wydaje się stosunkowo innowacyjnym rynkiem. Patrząc na to, jak wyglądały zmiany na rynku finansowym w ostatnich latach, widać, że podąża tym samym tropem, co bankowość. Natomiast z drugiej strony technologie, które są wykorzystywane przy wprowadzaniu innowacji, obecnie są znacznie dojrzalsze. Dotyczy to zarówno sztucznej inteligencji i blockchainu, jak również technologii związanych z kanałami dystrybucji – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Romuald Paprzycki, prezes zarządu i współzałożyciel Minte.ai.

Jak wynika z raportu Polskiej Izby Ubezpieczeń i firmy Accenture, już w 2018 roku aż 62 proc. konsumentów było zadowolonych z przebiegu procesów wspieranych przez sztuczną inteligencję i doceniało korzyści płynące z nowoczesnych technologii. W ciągu ostatnich dwóch lat świat ubezpieczeń jeszcze bardziej zainwestował w tę warstwę technologiczną.

Jednym z głównych celów wykorzystania technologii i budowania insurtechów przez firmy ubezpieczeniowe jest zmniejszenie dystansu pomiędzy nimi a klientem. Zanim ubezpieczyciele zaczęli korzystać z innowacyjnych rozwiązań, zakres interakcji ograniczał się wyłącznie do dwóch aspektów – podpisania umowy, a następnie w przypadku zaistnienia szkody do realizacji zapisów zakupionej przez klienta polisy. To czasem nie pozwalało na długotrwałą współpracę czy choćby pozostawienie u klienta pozytywnych doświadczeń z tej interakcji. Zmienić to mogą właśnie nowoczesne technologie.

– Branża ubezpieczeniowa wykorzystuje praktycznie wszystkie nowoczesne rozwiązania związane z przetwarzaniem danych i komunikacją. W ramach sztucznej inteligencji mogą one dotyczyć komunikacji z klientem, rozpoznawania wniosków, również analizy szkodowości czy przeciwdziałania nadużyciom. Blockchain pozwala na bezpieczną wymianę danych lub stworzenie np. sejfu czy miejsca, gdzie mamy zebrane wszystkie swoje polisy ubezpieczeniowe, łącznie z dokumentacją medyczną. Inne technologie, takie jak telematyka oraz internet rzeczy, pozwalają na dokładniejsze dostosowanie oferty firm ubezpieczeniowych do potrzeb ich klientów, a w szczególności na pokonanie bariery sprzedaży ubezpieczeń, kiedy firma ubezpieczeniowa ma kontakt ze swoim klientem dwukrotnie – wymienia ekspert.

Dzięki nowym technologiom firmy ubezpieczeniowe mogą ograniczać swoje koszty poprzez optymalizację procesów związanych zarówno z likwidacją szkód, jak i sprzedażą ubezpieczeń. Wykorzystywane są tam również narzędzia z obszaru robotyki, gdzie zadania standardowe wykonywane przez pracowników firm mogą być zautomatyzowane za pośrednictwem np. Robotic Process Automation. Także w Polsce zaczynają działać insurtechy ułatwiające ocenę merytoryczną szkody samochodowej czy osobowej. Ponadto sztuczną inteligencję wykorzystuje się do szacowania ryzyka. Dotychczas to zadanie wykonywali w firmach ubezpieczeniowych specjaliści zwani aktuariuszami.

Pandemia koronawirusa przyspieszyła i jeszcze bardziej ustandaryzowała te procesy.

– Wiele technologii było dostępnych już wcześniej, takich jak identyfikacja biometryczna czy telemedycyna. Natomiast pandemia pozwoliła firmom pokonać barierę mentalną przed wprowadzaniem i wykorzystaniem tych technologii. Można np. spojrzeć na to, co się dzieje przy wykorzystaniu chmury obliczeniowej, dużych zbiorów danych czy zawieraniu polisy na odległość – wskazuje Romuald Paprzycki.

Polski skaner 3D pozwoli wyjątkowo precyzyjnie odwzorować sylwetkę człowieka. Dzięki mobilności może znaleźć zastosowanie w wielu branżach

Skanery 3D ciała człowieka znalazły już zastosowanie w przemyśle odzieżowym, medycznym czy branży fitness. Stają się kluczowym narzędziem do uzyskiwania cennego wglądu w ludzkie ciało – od niestandardowych protez czy drukowanych figurek po doskonale dopasowane ubrania i realistyczne awatary z gier. Opracowany przez Polaków skaner sylwetki człowieka HUBO, dzięki fotogrametrii i technologii lidarowej, pozwala uzyskać obraz z dokładnością nie gorszą niż 1,5 mm. W przyszłości znajdzie zastosowanie nie tylko w przemyśle, będzie też alternatywą dla tradycyjnej fotobudki.

– Skaner sylwetki człowieka HUBO to zautomatyzowane rozwiązanie, które umożliwia w stosunkowo krótkim czasie uzyskanie dokładnego modelu sylwetki człowieka. Jest to rozwiązanie mobilne, co ułatwia transport – mówi agencji Newseria Innowacje dr hab. inż. Maciej Trojnacki, pomysłodawca skanera i prezes EDUROCO. – HUBO pozwala zebrać serię zdjęć bądź dane z lidara i na tej podstawie jest tworzona chmura punktów i bryłowy model 3D sylwetki człowieka.

Skanery 3D stają się kluczowym narzędziem do uzyskiwania cennego wglądu w ludzkie ciało. Pojawienie się technologii otworzyło nowe możliwości w wielu branżach, m.in. w opiece zdrowotnej, fitness czy odzieżowej. Skaner pozwala szybko i dokładnie uchwycić ludzkie ciało w trzech wymiarach i uzyskać dane o kształcie czy proporcjach. Początkowo technologia została wprowadzona w odpowiedzi na rosnące potrzeby przemysłu odzieżowego, ale obecnie jest szeroko stosowana w wielu dziedzinach.

Częstym problemem są jednak niezbyt dokładne skany. Opracowany przez Polaków skaner HUBO skalę błędów zmniejsza do minimum.

– Mamy losowo wybranych 100 punktów pomiarowych na naszej sylwetce i liczymy dla nich błąd względem wzorca. Tym wzorcem jest bardzo dokładny skan sylwetki i mając błędy policzone dla 100 punktów, liczymy odchylenie standardowe. Ostatecznie błąd to wartość średnia tych błędów i odchylenie standardowe. W projekcie jako wymóg przyjęliśmy, że musimy uzyskać dokładność 1,5 mm, natomiast na etapie demonstratora udało nam się uzyskać znacznie lepszy wynik. Będziemy pracować nad dalszym zwiększeniem dokładności oraz czasu skanowania, jak i przetwarzania danych – podkreśla Maciej Trojnacki.

Dostępnych jest wiele skanerów 3D, które wykorzystują technologię laserową lub światło strukturalne do tworzenia pliku 3D. Niektóre skanery lepiej nadają się do określonych zastosowań, np. część nadaje się do digitalizacji małych obiektów z bliskiej odległości, podczas gdy inne lepiej digitalizują duże obiekty ze średniej i dużej odległości. Skanery różnią się rozdzielczością i dokładnością, mogą wykorzystywać własne zastrzeżone oprogramowanie i typy plików.

Większość skanerów 3D jest laserowych. Wykorzystują proces triangulacji trygonometrycznej, gdzie co najmniej dwa lasery są oświetlane w punkcie obiektu, po czym kąty odbitych wiązek są rejestrowane przez jeden lub więcej czujników. W ten sposób można stworzyć mapę powierzchni skanowanego obiektu. Po zakończeniu skanowania 3D pobiera się wymiary, takie jak odległość czy kąt.

– Na tę chwilę dokładnie przetestowaliśmy fotogrametrię i teraz testujemy technologie lidarowe. Mamy już za sobą ponad rok prac nad projektem, zwłaszcza prace konstrukcyjne, nad oprogramowaniem. Udało nam się pozytywnie zweryfikować tę technologię w badaniach laboratoryjnych z udziałem ludzi – zaznacza ekspert.

Urządzenie sprawdzi się w branży fitness, gdzie pozwoli szybko i dokładnie zmierzyć postępy w ćwiczeniach, może je też stosować branża modowa – dzięki skanowi nie trzeba będzie mierzyć ubrań, sztuczna inteligencja sama oceni kształt ciała i dobierze odpowiednie ubrania. Zastosowań jest jednak znacznie więcej.

– Z marszu możemy wdrożyć to rozwiązanie w branży edukacyjnej i rozrywkowej oraz jako ogólnodostępną usługę skanowania i druku 3D. Planujemy także opracować skanobudkę, czyli alternatywę dla fotobudek, co byłoby ogólnodostępną usługą, w pełni zautomatyzowaną. Natomiast wdrożenie tego rozwiązania w branży odzieżowej czy fitness wymaga opracowania dedykowanego oprogramowania – ocenia Maciej Trojnacki.

Skaner polskiej firmy może wejść do użytku już we wrześniu 2021 roku.

– W grudniu zakończyliśmy badania laboratoryjne oraz z udziałem ludzi. W tym momencie prowadzimy prace nad prototypem, są one związane przede wszystkim ze zwiększeniem szybkości przetwarzania tak, żeby uzyskać jak najszybciej model 3D sylwetki człowieka. Pracujemy też nad testowaniem i implementacją alternatywnych czujników, w szczególności lidarów – mówi prezes EDUROCO.

PE o social mediach: samoregulacja to za mało, potrzebne są przepisy

Media społecznościowe wymagają ram prawnych ograniczających ich potencjalnie negatywny wpływ na funkcjonowanie demokracji i zachodzące w Europie procesy społeczne. Przepisy te muszą jednak gwarantować poszanowanie wolności wypowiedzi oraz innych praw podstawowych i nie mogą prowadzić do ustanowienia cenzury – mówili europarlamentarzyści w trakcie środowej debaty w PE na temat social mediów.
Debata na temat platform mediów społecznościowych w europarlamencie była istotnym punktem trwającej od wielu miesięcy wewnątrzunijnej debaty o potrzebie wypracowania przejrzystych regulacji dotyczących cyfrowych koncernów. W UE trwają prace nad dwoma fundamentalnymi dla tego rynku aktami prawnymi: ustawą o usługach cyfrowych (DSA) i ustawą o rynkach cyfrowych (DMA). Mają one zdefiniować zasady dotyczące platform oraz zapewnić rozwiązania służące zwalczaniu szkodliwych lub nielegalnych treści w internecie, takich jak dezinformacja.

Uczestniczący w dyskusji europosłowie zgodzili się co do zasady, że przestrzeń cyfrowa nie może być regulowana wyłącznie poprzez wewnętrzne wytyczne komercyjnych platform i wymaga przejrzystych ram prawnych, które z jednej strony będą umożliwiały walkę z wszelkimi nadużyciami, w tym dezinformacją czy mową nienawiści, z drugiej zaś zagwarantują poszanowanie praw podstawowych.

Dragoş Tudorache (Rumunia) stwierdził, że rozróżnienie pomiędzy światem wirtualnym i realnym jest niezasadne, ponieważ istnieje „tylko jeden świat, w którym musimy chronić prawa naszych obywateli w takim samym stopniu online jak offline”. Podkreślił przy tym konieczność bliższej współpracy pomiędzy państwami demokratycznymi a platformami mediów społecznościowych w tym względzie, a także zwrócił uwagę na potrzebę przeciwstawienia się agresywnym działaniom Chin i Rosji w cyberprzestrzeni. „Musimy wykorzystać cały potencjał naszego dyplomatycznego arsenału, by chronić prawa naszych obywateli i nasz styl życia”.

Marina Kaljurand z Estonii zwracała uwagę, że obecne możliwości zwalczania dezinformacji i mowy nienawiści w sieci są dalece niewystarczające, „by zapobiegać atakom na naszą demokrację”. Argumentowała, że „po zamieszkach na Kapitolu cena niereagowania na dezinformację i mowę nienawiści w internecie jest jasna dla nas wszystkich”.

Również Annalisa Tardino (Włochy) podkreślała potrzebę stworzenia jasnych reguł wobec internetowych gigantów, których działania „mają wpływ na świat realny”. Jej zdaniem decyzji dotyczących tego, co można, a czego nie można publikować w internecie nie należy pozostawiać w gestii komercyjnych platform i stosowanych przez nie arbitralnie zasad. „To jest zadanie dla prawodawców (…) UE musi chronić wolną i demokratyczną debatę w mediach społecznościowych” – stwierdziła.

Według Alexandry Geese (Niemcy) pozostawienie w rękach gigantów rynku cyfrowego prawa do arbitralnego podejmowania decyzji dotyczących potencjalnie szkodliwych treści „nie jest (właściwą – PAP) opcją dla demokracji”. Jej zdaniem rozwiązaniem problemów wynikających z obracania przez wielkie firmy rynku cyfrowego danymi osobowymi setek milionów osób jest „zakazanie inwigilacyjnego modelu biznesu”. Jako pierwszy krok w tym kierunku Geese wskazała wprowadzenie zakazu profilowania (targetowania) reklam.

„Musimy położyć kres cyfrowemu Dzikiemu Zachodowi” – powiedziała wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej Vera Jourova.

Zabierający głos w debacie europosłowie zwracali również uwagę na zagrożenia dla wolności słowa wynikające z aktualnego modelu funkcjonowania mediów społecznościowych.

„W internecie wolność (…) nie może się kończyć tam, gdzie postanowią szefowie wielkich platform (…). Treści nie mogą być cenzurowane bez decyzji sędziów… Cenzura nigdy nie jest rozwiązaniem” – podkreślała Anne-Sophie Pelletier (Francja).

Z kolei Geert Bourgeois (Belgia) mówił, że „wolność słowa musi być naszym punktem wyjścia (…) Są państwa, w których zakaz cenzury jest wpisany do konstytucji – niech tak będzie również w UE”.

„Oczekujemy od platform internetowych wzięcia udziału we wspólnej walce, ale to demokratyczne instytucje, nasze prawodawstwo, nasze sądy powinny ustalić reguły gry, zdefiniować, co jest legalne, a co nie, co powinno zostać usunięte (z sieci – PAP), a co nie” – stwierdziła przemawiająca w imieniu portugalskiej prezydencji Rady Unii Europejskiej Ana Paula Zacarias.

Polsko-amerykański startup AI Clearing pozyskał finansowanie na rozwój technologii do nadzoru prac budowlanych

– AI Clearing, polsko-amerykański startup oferujący oparte na sztucznej inteligencji rozwiązania do monitorowania prac budowlanych, pozyskał 2 mln dolarów finansowania od funduszy venture capital. Nowe środki przeznaczy na dalszy rozwój technologii i ekspansję rynkową.

W rundzie finansowania typu seed liderem był Tera Ventures, globalny fundusz VC inwestujący w cyfrowe startupy. Uczestniczyły w niej także fundusze Inovo Venture Partners oraz Innovation Nest.

Polscy inżynierowie z AI Clearing opracowali narzędzie, które przy użyciu sztucznej inteligencji analizuje materiał zdjęciowy i wideo, na przykład pozyskany z dronów, i porównuje go z dokumentacją projektową z programów CAD i BIM. Dzięki temu menedżerowie zarządzający dużymi projektami infrastrukturalnymi takimi jak drogi na bieżąco mają wgląd w przebieg prac i mogą ocenić ich zgodność z projektem i założonym harmonogramem.

Każdy, kto kiedykolwiek miał do czynienia z nawet najmniejszym projektem budowlanym, wie, jak łatwo o błąd i niezgodność z projektem. W przypadku dużych projektów infrastrukturalnych ryzyko, że coś pójdzie nie tak jest jeszcze większe i zdecydowanie bardziej kosztowne – powiedział Michał Mazur, prezes i współtwórca AI Clearing.

Wartość globalnego rynku monitorowania prac budowlanych szacuje się na 49 mld dolarów rocznie. Obecnie większość czynności związanych z kontrolowaniem, czy prace przebiegają zgodnie z planem odbywa się ręcznie. Jest to żmudny i czasochłonny proces, obarczony dużym ryzykiem pomyłki. Błędy wykonawcze i opóźnienia wynikające z konieczności wykonania napraw powodują, że jedna czwarta projektów budownictwa infrastrukturalnego kończy się sporami sądowymi. To zwiększa koszt projektu infrastrukturalnego o średnio 43 mln dolarów.

Nasza platforma analityczna pozwala klientom wykrywać błędy wykonawcze na wczesnym etapie i od razu je korygować. To duża oszczędność czasu i mniejsze koszty – powiedział Adam Wiśniewski, CTO i współtwórca AI Clearing. – Biorąc pod uwagę, że usuwanie błędów wykonawczych pochłania około 4-8 proc. budżetu projektu budowlanego, pole do redukcji kosztów jest naprawdę duże – dodał.

Z rozwiązań opracowanych przez AI Clearing korzystają już największe na świecie firmy budowlane. Wśród nich jest PCL Construction, jeden z dziesięciu największych wykonawców budowlanych w USA, oraz największa na świecie grupa budowlana Vinci.

AI Clearing działa w obszarze, który jest wręcz idealny do zastosowania sztucznej inteligencji i w sektorze, który pozostaje w tyle, jeśli chodzi o wykorzystanie zautomatyzowanych rozwiązań do zarządzania złożonymi projektami – powiedział James McDougall, partner w Tera Ventures. – AI Clearing jest liderem rozwiązań w tym obszarze i wierzymy, że pozyskane od nas środki pomogą mu umocnić tę pozycję – dodał.

W ostatnich latach sektor budowlany gromadzi coraz większe ilości cyfrowych danych przestrzennych, które wykorzystywane są w zarządzaniu procesem projektowym i inwestycyjnym. Rozwiązania opracowane przez AI Clearing pozwalają w większym stopniu wykorzystywać potencjał dostępnych już danych. O ile człowiek jest w stanie przeanalizować zaledwie część informacji, platforma AI Clearing niemal w 100 proc. wykorzystuje ich potencjał. Analiza jest też znacznie szybsza. To, co ekspertowi zajęłoby około trzech tygodni, narzędzie AI Clearing jest w stanie przeanalizować w ciągu trzech godzin.

W opublikowanym ostatnio raporcie „Rise of the platform era: The next chapter in construction technology” firma konsultingowa McKinsey napisała, że dynamiczny rozwój firmy technologicznych działających w branży budowlanej napędzają inwestorzy finansowi i strategiczni, a pandemia tylko przyśpieszyła ten proces. Zdaniem ekspertów z McKinsey platformy analityczne to jeden z najbardziej interesujących obszarów w ConstructionTech.

W przeciwieństwie do innych rozwiązań, którym się przyglądaliśmy, AI Clearing oferuje analizę danych właściwie w czasie rzeczywistym i bez udziału człowieka. I to są te przewagi, które zadecydowały, że zdecydowaliśmy się zainwestować – powiedział Maciej Małysz, partner w Inovo Venture Partners. – Klienci nie muszą poświęcać ani chwili na analitykę. Otrzymują gotowy raport – dodał.

Przedsiębiorcy korzystają z uproszczeń przepisów. Firmy stawiają na restrukturyzację

Coraz większą popularnością cieszy się wprowadzona przez tarczę antykryzysową procedura uproszczonego postępowania o zatwierdzenie układu. Przedsiębiorcy jednak mają coraz mniej czasu, aby z niej  skorzystać. Według obowiązującego stanu prawnego jest to możliwe tylko do końca czerwca tego roku. Krajowe spółki decydują się więc na dynamiczny proces restrukturyzacji.

Opublikowany 1 lutego br. raport MGW CCG „Restrukturyzacja przedsiębiorstw w 2020 roku – Analiza i interpretacja postępowań restrukturyzacyjnych” pokazuje, że w dobie koronawirusa polskie przedsiębiorstwa coraz chętniej korzystają z narzędzi, jakie zapewniają im obowiązujące przepisy prawa restrukturyzacyjnego.

W ciągu ostatnich lat zainteresowanie przedsiębiorców postępowaniami układowymi kształtowało się na stałym poziomie. Od początku 2018 do połowy 2020 roku liczba kwartalnie otwieranych postępowań cały czas utrzymywała się w przedziale między 100 a 130. Sytuacja uległa zmianie dopiero w III kwartale 2020 roku, gdy odnotowano wzrost do 215 postępowań. Tendencja umocniła się z kolei w IV kwartale, kiedy otwarto ich aż 305.

Początek wzrostu ilości postępowań restrukturyzacyjnych zbiegł się z dwoma wydarzeniami. Pierwsze z nich to wprowadzenie w II kwartale 2020 roku poważnych ograniczeń działalności gospodarczej związanych z epidemią, drugim jest wprowadzenie możliwości otwierania przez przedsiębiorców uproszczonych postępowań o zatwierdzenie układu. Trudno przesądzić, który czynnik miał większy wpływ na zwiększenie ilości postępowań, jednak niezaprzeczalnym faktem jest, że zarówno wzrosła ilość podmiotów gospodarczych w trudnej sytuacji finansowej, jak i wzrosły ich możliwości ochrony przed wierzycielami.

Jakie rodzaje postępowań wybierają przedsiębiorcy?

Zgodnie z obecnie obowiązującym prawem restrukturyzacyjnym, przedsiębiorca chcący zrestrukturyzować swoje zadłużenie ma do wyboru cztery możliwości: postępowanie układowe, postępowanie sanacyjne, przyspieszone postępowanie układowe oraz postępowanie o zatwierdzenie układu. Wprowadzone przez tarczę antykryzysową uproszczone postępowanie o zatwierdzenie układu (UPOZU) jest formą przejściową, która obowiązywać ma jedynie czasowo, a została głównie wprowadzona jako instrument umożliwiający lepsze wykorzystanie instytucji restrukturyzacji w dobie pandemii. Dane zawarte w raporcie MGW CCG wyraźnie wskazują na to, że nowy rodzaj postępowania, czyli uproszczone postępowanie o zatwierdzenie układu, od razu po jego wprowadzeniu, stał się dominującym narzędziem restrukturyzacyjnym stosowanym przez przedsiębiorców.

 

Spośród 742 postępowań restrukturyzacyjnych otwartych w 2020 roku, UPOZU stanowią aż 386 (52 proc.). Drugą najpopularniejszą procedurą jest przyspieszone postępowanie układowe – 210 otwartych postępowań – czyli 28 proc. Otwarto również 116 postępowań sanacyjnych i 30 postępowań układowych, co stanowi odpowiednio 16 proc. i 4 proc. Dominacja uproszczonych postępowań o zatwierdzenie układu bardzo się nasiliła w IV kwartale, kiedy stanowiły one 245 z 305 otartych postępowań, a więc aż 80 proc.

Dla wielu analityków zaskakujący jest stosunkowo niewielki udział firm młodszych niż 5 lat w ogólnej ilości podmiotów otwierających postępowania restrukturyzacyjne. Stanowią one zaledwie 14 proc. ogółu, z kolei dominującą – 30-proc. grupę stanowią przedsiębiorstwa starsze niż 5 i młodsze niż 10 lat. W pozostałych grupach również skłonność do otwierania postępowania układowego wzrasta wraz z wiekiem przedsiębiorstwa. Firmy w przedziale między 10 a 15 lat stanowią 16 proc., w przedziale między 15 a 20 lat 18 proc. a starsze niż 20 lat 22 proc. ogółu. Może to oznaczać, że firmy otwarte niedawno mają niższe zobowiązania. Nie sposób również nie odbierać tego zjawiska jako efektu wzrastającego poziomu innowacyjności gospodarki, dzięki któremu nowo otwierane przedsiębiorstwa są coraz lepiej przystosowane do zmian w otoczeniu rynkowym i technologicznym.

Kryzys najbardziej dotyka branżę usługową

Analizując geograficzną strukturę otwartych postępowań, wyraźnie widać, że koncentrują się one w dużych miastach, gdzie zarejestrowanych jest najwięcej podmiotów gospodarczych. Aż 22 proc. postępowań restrukturyzacyjnych jest otwieranych w województwie mazowieckim, 11 proc. w wielkopolskim i śląskim, a 9 proc. w dolnośląskim. Jednak proporcje te zmieniają się, gdy weźmiemy pod uwagę stosunek ilości otwieranych postępowań do liczby podmiotów gospodarczych zarejestrowanych w danym województwie. Wtedy zaczynają dominować województwa podlaskie, warmińsko-mazurskie i kujawsko-pomorskie. Z kolei najmniej postępowań, w stosunku do ilości zarejestrowanych firm jest otwieranych w województwach: podkarpackim, pomorskim i małopolskim.

Dane zawarte w raporcie wyraźnie wskazują, że kryzys najbardziej dotyka branżę usługową. Firmy z sektora usług stanowią aż 57 proc. wszystkich podmiotów szukających ochrony przed wierzycielami. Wśród nich największą grupę stanowią przedsiębiorstwa klasyfikowane jako „pozostałe usługi” – 28 proc. ogółu, z kolei firmy handlowe to 19 proc., a transportowe 9,5 proc. Ponad 17 proc. ogółu postępowań jest otwieranych przez grupę klasyfikowaną jako rolnictwo i górnictwo, niecałe 16 proc. to firmy przemysłowe, a 10 proc. to spółki budowlane.

Ponad połowę postępowań otwierają osoby fizyczne

Postępowania otwierane przez osoby fizyczne prowadzące działalność gospodarczą stanowią 52,4 proc. w grupie uproszczonych postępowań o zatwierdzenie układu i 54,8 proc. wśród przyspieszonych postępowań restrukturyzacyjnych. Co ważne, na pierwszą możliwość zdecydowało się prawie dwukrotnie więcej przedsiębiorców indywidualnych, a więc wyraźnie widać, że „UPOZU” jest rozwiązaniem bardzo dobrze odpowiadającym na potrzeby małych i średnich przedsiębiorstw. Jest to prawdopodobnie związane z niskimi kosztami, szybką i sprawną procedurą realizacji oraz możliwością łatwego uzyskania ochrony przed wierzycielami na okres czterech miesięcy.

Niestety, te korzystne rozwiązania będą obowiązywać tylko do końca czerwca 2021 roku, a więc przedsiębiorcy mający problemy finansowe wynikające z pandemii mają coraz mniej czasu. Wiadomo po prawdzie iż szykują się zmiany w przepisach prawa restrukturyzacyjnego, które mogą spowodować wykorzystanie doświadczeń zebranych przy realizacji postępowań opartych o UPOZU do modyfikacji niektórych form restrukturyzacji, ale nie wiadomo kiedy one będą miały miejsce.  Kto będzie wielkim wygranym, a kto wielkim przegranym nowego przetasowania w dobie covidu? Sporo nadziei już teraz można pokładać w coraz bardziej elastycznych spółkach kategorii MŚP.

Autor: Mariusz Grajda, partner zarządzający, członek zarządu MGW Corporate Consulting Group Sp. z o.o.

Beyond.pl członkiem Climate Neutral Data Centre Pact

Przyśpieszona cyfryzacja sprawia, że szacowane zużycie energii przez centra danych wzrośnie do 2030 roku o 18%. Pakt Neutralności Klimatycznej Centrów Danych ma pomóc ograniczyć emisję CO2 przez operatorów i dostawców chmury do zera. Beyond.pl jako pierwszy polski dostawca usług data center i cloud computing dołącza do inicjatywy.

Pakt na rzecz Neutralności Klimatycznej Centrów Danych jest oddolną inicjatywą europejskich dostawców usług data center i platform chmurowych, która opiera się o zasady samoregulacji. Jest to odpowiedź największych firm z branży na potrzebę ochrony środowiska oraz projekt Europejskiego Zielonego Ładu, inicjatywę Komisji Europejskiej, dzięki której Europa ma osiągnąć neutralność klimatyczną w 2050 roku. Pakt ma pomóc w ograniczaniu śladu węglowego generowanego przez sektor data center oraz wesprzeć działania w zakresie budowy ekologicznej i neutralnej klimatycznie infrastruktury. Do tej pory przyjęło go już 29 firm i 20 stowarzyszeń.

Pierwszym polskim członkiem Paktu został Beyond.pl, zarządzający jednym z najbardziej energooszczędnych obiektów przetwarzania danych w Polsce. Wysoka efektywność energetyczna pozwala osiągnąć w poznańskim Data Center 2 PUE na poziomie 1.2, podczas gdy średnia rynkowa w Polsce wynosi 1.4-1.6. Obiekt jest w całości zasilany zieloną energią i wykorzystuje szereg ekologicznych rozwiązań. Jako pierwszy w polskiej branży posiada adiabatyczny system chłodzenia serwerów, który eliminuje klasyczne szafy wentylacyjne na rzecz schładzania powietrza wodą. Dodatkowo, energię cieplną pozyskaną z urządzeń w komorach serwerowych Beyond.pl wykorzystuje do ogrzania budynku biurowego na terenie kampusu.

Przystąpienie do inicjatywy jest dla nas naturalnym krokiem, ponieważ zrównoważony rozwój jest wartością wpisaną w nasze DNA. Przez lata inwestowaliśmy w zielone rozwiązania. Dziś standardy ekologicznie Beyond.pl nie odbiegają od europejskich, a wręcz je przewyższają. Wyróżnia nas adiabatyka i PUE, korzystamy w 100% z czystej energii. Podejmujemy świadome decyzje biznesowe, by wdrażać w praktyce ideę green data center. Zależy nam jednak na kolejnych usprawnieniach, stąd decyzja o dołączeniu do inicjatywy. Cieszę się, że Beyond.pl reprezentuje polski sektor w tym przedsięwzięciu” – podkreśla Wojciech Stramski, CEO Beyond.pl.

Ambitne cele Paktu

Wg. badań Mordor Intelligence w 2020 roku w samych Stanach Zjednoczonych sektor centrów danych mógł zużyć nawet 139 mld kilowatogodzin energii elektrycznej i wyemitować do atmosfery nawet 147 mln ton CO2. Pokazuje to jakie znaczenie centra danych mają dla globalnego klimatu i jak ważna jest ich efektywność energetyczna.

Uczestnicy paktu chcą ograniczyć wpływ na środowisko i zmniejszyć zużycie energii ustanawiając nowe, wysokie standardy energetyczne, a także kładąc nacisk na wykorzystanie odnawialnych źródeł energii. Pakt zakłada, że:

  • do 2025 roku centra danych mają korzystać w 75% z odnawialnych źródeł energii;
  • do roku 2030 wartość ta ma wzrosnąć do 100%;
  • do 2025 nowo powstałe centra danych w zimnym klimacie muszą osiągnąć efektywność PUE na poziomie 1.3, a w ciepłym 1.4.;
  • do 2030 te standardy mają wdrożyć już istniejące centra danych;
  • centra danych będą przetwarzać i recyklingować swój sprzęt i komponenty.

Zielona Europa

Cele i postępy Paktu na rzecz Neutralności Klimatycznej Centrów Danych będą weryfikowane przez Komisję Europejską co najmniej 2 razy w roku. Według badań Komisji zapotrzebowanie na energię centrów danych od 2018 do 2030 roku wzrośnie o ponad 18%, co będzie stanowiło aż 3,2% ogólnego zapotrzebowania krajów członkowskich. Żeby neutralność klimatyczna Europy stała się możliwa, niezbędne jest wspieranie nowych rozwiązań technicznych takich jak bardziej efektywne systemy chłodzenia, wykorzystanie wytworzonego już ciepła lub rozwój źródeł energii odnawialnej.

Europejski Zielony Ład ma sprawić, by Europa stała się pierwszym, neutralnie klimatycznym kontynentem do roku 2050. Z tego powodu nie możemy lekceważyć naszego zużycia prądu oraz tego w jaki sposób jest produkowany. Pod tym względem nowoczesne i bardziej ekologiczne technologie cyfrowe są kluczowe dla osiągnięcia ambitnych celów Europy – mówi Margrethe Vestager, Europejska Wicekomisarz odpowiedzialna za strategię Europa na miarę ery cyfrowej.

QUIOSQUE działa w obronie franczyzobiorców

Od 1 lutego 2021 centra handlowe działają ponownie w najwyższym reżimie sanitarnym. Nie oznacza to jednak końca problemów dla przedsiębiorców, którzy skupiają się teraz na ratowaniu miejsc pracy i wyrównaniu ogromnych strat, jakie ponieśli z powodu pandemii. Właściciel marki odzieżowej QUIOSQUE – której sieć sprzedaży w połowie opiera się o system franczyzowy – wspiera swoich partnerów biznesowych i walczy o poprawę ich sytuacji.

Wraz  z otwarciem sklepów, nie zamknął się  niestety rozdział dotyczący problemów przedsiębiorców. Franczyzobiorcy nadal borykają się w ogromnymi trudnościami. Kluczowym problemem jest nieugięta postawa przedstawicieli większości galerii handlowych, którzy nie chcą dostosować zasad współpracy z najemcami do nowej rzeczywistości. Kolejną bolączką jest spadek liczby wejść do salonów wynikający z obaw klientów przed zarażeniem koronawirusem, a także uciążliwe obostrzenia wynikające z reżimu sanitarnego.

„Nie ma mowy o porównywaniu rzeczywistości handlowej 2019 roku do tej w roku 2021. Pandemia zmieniła diametralnie warunki w jakich funkcjonujemy, centra handlowe nie wyglądają tak, jak kiedyś, a klienci zmienili zwyczaje zakupowe” – komentuje Zarząd ZPPHiU.

QUIOSQUE – stając w obronie swych franczyzobiorców – aktywnie działa w Związku Polskich Pracodawców Handlu i Usług (ZPPHiU) oraz Polskim Stowarzyszeniu Najemców Powierzchni Handlowych (PSNPH). Obecnie działania są skoncentrowane głównie na negocjacjach z centrami handlowymi i walce o zmianę art. 15ze tzw. Tarczy Antykryzysowej.

Zgodnie z ust. 1 tego artykułu, w okresie obowiązywania zakazu prowadzenia działalności wygasają wzajemne zobowiązania stron umów najmu. Art. 15ze przewiduje również procedurę składania przez najemców lokali w galeriach ofert dotyczących przedłużenia umowy najmu na dotychczasowych warunkach, o okres obowiązywania zakazu przedłużony o sześć miesięcy; oferta powinna być złożona w okresie trzech miesięcy od dnia zniesienia zakazu.

Tym samym złożenie takiej oferty z zachowaniem terminu wynikającego z Tarczy Antykryzysowej jest warunkiem koniecznym dla wygaśnięcia zobowiązań najemcy do zapłaty czynszu, a brak złożenia oferty w tym terminie skutkuje obowiązkiem zapłaty.

„W obecnej sytuacji, gdy walczymy o przetrwanie – mając gigantyczne straty spowodowane pandemią –  nie wiemy co przyniesie jutro. Trudno nam zobowiązywać się do deklarowania obecności w galeriach handlowych i płacenia czynszów na dotychczasowych zasadach. Pandemia zmieniła wszystko, dlatego apelujemy o dostosowanie umów do nowej rzeczywistości.” – mówi Piotr Żabicki, franczyzobiorca QUIOSQUE

Mimo licznych protestów artykuł 15ze 1-3  Tarczy Antykryzysowej nie został doprecyzowany przez legislatora. Przewidziane w nim rozwiązanie – czyli brak opłat za czas kiedy nie można prowadzić działalności  oraz warunkująca możliwość konieczność złożenia oferty  przedłużenia najmu o czas zamknięcia i sześć miesięcy każdorazowo – także obowiązują bez wyjątków.

„Obarczanie przedsiębiorców zobowiązaniem  do przedłużenia umowy na 21 miesięcy z powodu 3 miesięcy lockdownu to absurd. Budzi to nasze głębokie oburzenie i sprzeciw, w związku z czym domagamy się stanowczo natychmiastowego doprecyzowania legislacyjnego  art. 15.” – konkluduje Zarząd ZPPHiU.

Sfinks ze zgodą wierzycieli na układ

Sfinks Polska, spółka zarządzająca m.in. sieciami Sphinx, Piwiarnia Warki czy Chłopskie Jadło, otrzymała zgodę wierzycieli na zawarcie układu zaproponowanego w ramach Uproszczonego Postępowania Restrukturyzacyjnego. To jeden ze sposobów, za pomocą którego gastronomiczna spółka chce ustabilizować trudną sytuację finansową wynikającą w dużej mierze z pandemii i wielomiesięcznego lockdown. Równolegle Sfinks ubiega się o wsparcie dla przedsiębiorstw w restrukturyzacji, czyli o pożyczkę z Agencji Rozwoju Przemysłu w ramach programu Polityka Nowej Szansy, by móc przetrwać okres zamrożenia branży. Jednak do dziś spółka nie otrzymała decyzji w sprawie wniosku przesłanego do ARP jeszcze 30 października 2020 r.

Przyjęty właśnie układ reguluje sposób spłaty wierzytelności Sfinksa i ma zapewnić spółce wsparcie w procesie zmian w biznesie oraz odzyskanie stabilności utraconej wskutek zamknięcia branży gastronomicznej spowodowanego pandemią. Na bazie układu nastąpi m.in. przesunięcie spłaty w czasie części wierzytelności, rozłożenie na raty, zmiana sposobu naliczania odsetek, zamiana części długu na akcje oraz częściowe umorzenie wierzytelności. Do układu przystąpił także główny wierzyciel Sfinksa, czyli BOŚ Bank.

– Bardzo doceniamy postawę banku i innych partnerów biznesowych, którzy poparli nasz plan wychodzenia z obecnego kryzysu. Przyjęte rozwiązanie układowe stabilizuje sytuację spółki i pozwala na obniżenie kosztów kredytu. W każdej grupie układowej poparcie dla zaproponowanego planu znacznie przekroczyło wymogi ustawy. Zaakceptowanie układu to zatem bardzo dobra wiadomość dla spółki, bo oznacza ułożenie relacji z wierzycielami i możliwość zaplanowania przepływów dla nas i naszych partnerów. Powodzenie układu nie będzie jednak możliwe bez otrzymania wsparcia z ARP na pokrycie luki płynnościowej w związku z trwającym już prawie cztery miesiące zamrożeniem naszej działalności i brakiem widoków na otwarcie branży w następnych tygodniach. W kilka dni po jesiennym zamknięciu lokali złożyliśmy wniosek do Agencji Rozwoju Przemysłu o zwrotną pożyczkę, ale procedury trwają prawie tyle co lockdown, a decyzji niestety nadal nie ma. Bez tego wsparcia wobec zamknięcia branży nie będziemy mogli uregulować należności powstałych po otwarciu postępowania układowego, a to jest jednym z warunków zatwierdzenia układu przez sąd   – mówi Sylwester Cacek, prezes Sfinks Polska.

Kolejnym etapem prowadzonego przez Sfinksa postępowania restrukturyzacyjnego jest wniosek do sądu o zatwierdzenie układu. Zostanie on złożony do końca lutego. Po uprawomocnieniu się postanowienia sądu, rozpocznie się realizacja układu.

Restauracje sieci Sfinks Polska w wyniku decyzji rządu są zamknięte dla gości od 24 października 2020 r. Większość lokali prowadzi sprzedaż dań w dostawie lub na wynos, a jednocześnie spółka rozwija sieć restauracji i marek wirtualnych (The Burgers, YOLO Chicken, Da Mamma, Och!PIT i in.), starając się w ten sposób zwiększyć zasięg. Dania można zamawiać m.in. poprzez własny serwis Sfinksa smacznieiszybko.pl oraz inne znane platformy online. Oprócz tego spółka rozwija inne źródła przychodów – w połowie stycznia w Delikatesach Centrum ruszyła sprzedaż dań gotowych pod marką Sphinx.

Zdrowie za miliard dolarów – branża fitness w Polsce i jej znaczenie dla ducha, ciała i PKB

Sport to zdrowie. Mimo to w trakcie pierwszego lockdownu, wprowadzonego w Polsce w marcu 2020 r., ustanowiono de facto zakaz uprawiania aktywności fizycznej poprzez zakaz funkcjonowania związanych ze sportem branż (i to bez głębszej analizy/badań). Działania te podjęto bez uwzględnienia ich kosztów gospodarczych oraz społecznych, a także bez uwzględnienia tych ich aspektów zdrowotnych, które nie są związane z koronawirusem. Dzisiaj – na podstawie dostępnych już danych empirycznych – można domniemywać, że zamykanie obiektów sportowych przyniosło więcej szkody niż pożytku. Niestety, sektor rekreacyjno-sportowy został jesienią 2020 r. dotknięty drugim lockdownem i w ten sposób narażony na bardzo poważne straty.

Dlatego też w raporcie ”Zdrowie za miliard dolarów – branża fitness w Polsce i jej znaczenie dla ducha, ciała i PKB” przyjrzeliśmy się wartej ponad 4 mld zł branży rekreacyjno-sportowej i jej oddziaływaniu na gospodarkę. Okazuje się ono znacznie szersze i głębsze niż mogą sugerować roczne notowane przez nią przychody. Branża fitness generuje efekty zewnętrze w postaci ograniczonej zachorowalności na choroby przewlekłe, co przekłada się na wielomiliardowe oszczędności dla pracodawców i budżetu państwa. Stymuluje także rozwój branż pokrewnych – odzieżowej oraz spożywczej. Lockdown jest równoznaczny z ograniczeniem tych pozytywnych efektów i dodatkowymi kosztami długoterminowymi dla całego środowiska gospodarczego.

W raporcie postulujemy jak najszybsze otwarcie klubów fitness, pływalni i innych obiektów sportowych przy zachowaniu następującego reżimu sanitarnego:

– 12 m2 na jednego ćwiczącego w strefach czerwonych, 7 m2 w żółtych, a w zielonych 4m2,
– dystans społeczny: 2 metry odległości,
– obowiązkowe maseczki w trakcie pobytu w lokalu,
– zwiększona częstotliwość serwisu sprzątającego,
– regularne wietrzenie pomieszczeń,
– zwiększona liczba stacji z płynami do dezynfekcji rąk i sprzętu sportowego,
– obowiązek dezynfekcji sprzętu sportowego po każdorazowym jego użyciu.

W związku z tym, że branża rekreacyjno-sportowa, w tym fitness ma duży wpływ na zdrowie publiczne i działanie gospodarki jako całości, przedstawiamy następujące rekomendacje:

Krótkoterminowe:

1. Uszczelnienie tarczy antykryzysowej tak, by każdy z podmiotów branży fitness mógł z niej w pełni skorzystać. Jednocześnie, zważywszy na zakładany rychły powrót do normalnego działania branży, należy zachęcić banki do otwarcia linii płynnościowych dla przedsiębiorców.

2. Całkowite odmrożenie działalności branży fitness w reżimie sanitarnym, uzgodnionym pomiędzy przedstawicielami branży a rządem i ekspertami medycznymi, połączone z gwarancją, że nie zostanie ona zamrożona ponownie.

3. Pakiet tymczasowych ułatwień podatkowych obowiązujących także po zakończeniu lockdownu przez dokładnie taki okres, ile trwało w sumie zamrożenie branży (obecnie to dodatkowe 5 miesięcy; stan na 20.01.2021).

Długoterminowe:

1. Stałe zachęty podatkowe do kultywowania aktywności fizycznej:

– Podniesienie limitu zwolnienia podatkowego dla kart typu Multisport z 1000 zł do 2000 zł.
– Wprowadzenie ulgi podatkowej na wydatki na korzystanie z obiektów sportowych (dowolnych) w wysokości nieprzekraczającej 10 proc. dochodu. Ulga taka funkcjonowała już w Polsce w roku 2006 r.
– Wprowadzenie stałego VAT-u w wysokości 8 proc. na zakup sprzętu sportowego.

2. Prowadzenie regularnych kampanii społecznych promujących aktywność fizyczną z naciskiem na aktywizację seniorów; kampanie powinny mieć jasno oznaczony target oraz mierzalne cele.

3. Wprowadzenie sportu jako metody leczenia. Włączenie w program kształcenia przyszłych medyków wiedzy nt. użyteczności aktywności fizycznej w leczeniu chorób cywilizacyjnych oraz uruchomienie zachęt systemowych, by w ramach profilaktyki i leczenia „przepisywali” pacjentom konkretne aktywności. Taki system „recept sportowych” funkcjonuje we Francji.

4. Współpraca systemu edukacji z placówkami fitness. Zajęcia sportowe w polskich szkołach nie zawsze mogą odbywać się z użyciem najnowszego i profesjonalnego sprzętu, czy w odpowiednich warunkach przestrzennych. Należy zachęcać władze samorządowe oraz same szkoły do podejmowania współpracy z okolicznymi placówkami fitness, które te braki mogą zrekompensować. Programy kształcenia powinny jednocześnie uwzględniać tematykę wpływu regularnej aktywności fizycznej na zdrowie i zachęcać młodzież do jej podejmowania.

Rozbieżności między podażą a popytem na transport morski powodują wzrost cen

Kryzys związany z koronawirusem odbił się również na transporcie morskim. Ograniczone możliwości przewozowe, rosnące stawki i cyfryzacja firm spedycyjnych sprawiają, że rynek jest bardziej złożony i zmienny niż kiedykolwiek wcześniej – powiedział Rolf Mertins, Head of Global Ocean Freight w DACHSER Air & Sea Logistics.

Jaka jest obecna sytuacja na rynku frachtu morskiego?

W ubiegłym roku wszystko wyglądało inaczej. Dotychczas mogliśmy planować zakupy przestrzeni ładunkowej na podstawie doświadczeń i danych z poprzedniego roku. W związku z pandemią koronawirusa musieliśmy dosłownie wyrzucić te założenia za burtę.

W czwartym kwartale 2020 r. produkcja w Azji wróciła do pełnej sprawności, a popyt na przewozy kontenerowe gwałtownie wzrósł. Zdolności transportowe były jednak znacznie niższe niż w roku poprzednim. Poza brakiem pustych kontenerów w zakładach produkcyjnych w Azji, w wyniku lockdownu zmieniły się również harmonogramy dostaw, a tym samym możliwości przewozowe. Niedobór kontenerów wpływa przede wszystkim na dostawy do Stanów Zjednoczonych, ale także do Europy. Należy zaznaczyć, że transport powrotny pustych kontenerów z USA trwa co najmniej sześć do dziesięciu dni dłużej niż w okresie przed wybuchem pandemii. Wynika to głównie z ograniczeń związanych z COVID-19 obowiązujących w terminalach portowych oraz z braków kadrowych, np. pracowników portów czy kierowców ciężarówek. Ma to wpływ także na opóźnienia w rozładunku statków. Zdarza się, że wśród załogi diagnozowany jest COVID, część personelu poddana jest kwarantannie, a w konsekwencji statek musi stać na kotwicy.

Ponadto, wiele frachtowców jest czasowo wyłączanych z eksploatacji w celu zamontowania w silnikach katalizatorów zmniejszających emisję spalin. Wszystko to oznacza, że przestrzeń ładunkowa staje się towarem deficytowym, a rozbieżność między popytem a podażą powoduje „astronomiczny” wzrost cen przewozu ładunków.

Czy widzą Państwo jakieś oznaki ożywienia? Jaka przyszłość czeka rynek kontenerowców?

Zakładamy, że obecna sytuacja utrzyma się do końca lutego, a nawet przez cały pierwszy kwartał 2021 roku. Według prognoz wolumen przesyłek nie powinien się zmniejszyć aż do końca lutego 2021 r. Chiński Nowy Rok rozpocznie się w lutym i będzie kolejnym impulsem do dalszego wzrostu popytu na transport kontenerowy. Stawki mogą jeszcze wzrosnąć, a na pewno nie spadną. Później – po odrobieniu znacznych zaległości – być może problemy z przestrzenią ładunkową, a także z dostępnością kontenerów, zaczną się zmniejszać. Jednak jeszcze przez długi czas ani zdolności przewozowe, ani poziom stawek nie powrócą do poziomu sprzed pandemii.

Obecnie europejskie firmy spedycyjne intensywnie pracują nad digitalizacją procesów logistycznych. Oznacza to, że jeśli chcemy się rozwijać i zabezpieczyć przyszłość usług transportu pełnokontenerowego (FCL) musimy dokonać rewizji dotychczasowego systemu obsługi zamówień oraz rezerwacji i dostosować go do nowej rzeczywistości.

W ramach usług LCL DACHSER oferuje skuteczne rozwiązania logistyczne dla globalnych, skonsolidowanych przesyłek drobnicowych. Jakie są korzyści dla klientów, zwłaszcza w trudnych czasach?

Usługi LCL są rodzajem transportu morskiego oraz niezawodnym i przejrzystym rozwiązaniem dla firm, które chcą dostarczać przesyłki drobnicowe pomiędzy oraz wewnątrz Azji, Europy, Południowej Afryki oraz w obu Amerykach. Jest to szczególnie ważne w czasach kryzysu np. trwającej pandemii, gdy z powodu przestojów w produkcji lub zamknięcia krajów docelowych nie ma tak wielu pełnych kontenerów do przewiezienia.

Kluczowymi zaletami naszych usług LCL są regularne, cotygodniowe rejsy realizowane na stałych trasach i szybka dostawa, co czyni je ważnym elementem utrzymania międzynarodowego łańcucha dostaw. Przede wszystkim są mniej podatne na kryzysy. Dzięki temu stanowią bezpieczne rozwiązanie dla każdej branży, nawet w porównaniu z transportem lotniczym, jeśli można zaplanować zlecenia z dużym wyprzedzeniem. Dlatego w przyszłości będziemy jeszcze intensywniej rozbudowywać nasze portfolio LCL oraz uruchamiać kolejne połączenia.