Rynek biurowy w Warszawie – podsumowanie 2020 r. i trendy na 2021

Na zmagającym się ze skutkami pandemii rynku biurowym w Warszawie w 2020 r., pomimo pobicia rekordu pod względem wielkości pojedynczej transakcji najmu, odnotowano najniższy od dziesięciu lat popyt, przy jednej z najwyższych w historii podaży nowej powierzchni, podaje firma doradcza Savills. Presji nie poddają się czynsze, które póki co utrzymują się na stabilnym poziomie, a stopa pustostanów nadal nie osiągnęła poziomów z czasów ostatniej górki podażowej sprzed pięciu lat.

Jak wynika z najnowszego raportu firmy doradczej Savills, w 2020 roku Warszawa wzbogaciła się o 314 000 m kw. nowej powierzchni biurowej, co zwiększyło jej całkowite zasoby do 5,9 mln m kw. Do tej pory w stolicy tylko raz, w 2016 r., przybyło więcej powierzchni biurowej. Około połowę nowej podaży stanowiły obiekty oddane do użytku w okolicy ronda Daszyńskiego. Niewątpliwie był to również rok dużych inwestycji, gdyż na tak wysoki wolumen złożyło się zaledwie 12 projektów. Największe z nich to: The Warsaw HUB B i C (88 900 m kw.), Mennica Legacy Tower (47 900 m kw., wieża) oraz Varso I i II (46 600 m kw.). Na koniec grudnia 2020 r. w budowie pozostawało ok. 559 000 (wliczając Skyliner, oddany do użytku w styczniu 2021 r.), czyli najmniej od 10 lat. Ponad 90% tej powierzchni to projekty rozpoczęte jeszcze przed pandemią.

Zgodnie z danymi Savills, w 2020 r. w Warszawie podpisano umowy najmu na 602 000 m kw. powierzchni biurowej, co oznacza spadek o 31 p.p. rdr i stanowi najniższy wynik od 2011 r. Pomimo bardzo ostrożnej postawy przyjętej w wyniku pandemii przez większość najemców, wielu z nich zdecydowało się na zwiększenie powierzchni w ramach aktualnie zajmowanego biura. Udział ekspansji (8,7%) był w 2020 r. wyższy niż rok wcześniej (6,5%).

Zgodnie z prognozami, w drugiej połowie roku, w następstwie pandemii, wzrósł udział renegocjacji, jednakże aktywność na rynku najmu, wbrew obawom, nie ograniczyła się jedynie do przedłużeń umów. W tym okresie najemcy niemal tak samo często decydowali się pozostać w obecnej siedzibie, jak przenieść się do nowej lokalizacji. W skali całego roku przedłużenia aktualnych umów stanowiły 37% wszystkich transakcji, a więc o zaledwie 3 p.p. więcej niż rok temu.

Na rynku odnotowano również znaczący wzrost ofert biur dostępny w formie podnajmu. Szacuje się, że na koniec grudnia 2020 r. w tej formule w Warszawie dostępnych było ponad 110 000 m kw. Całkowita powierzchnia, jaką udało się wynająć w tej formule w całym zeszłym roku, to jednak zaledwie ok. 15 000 m kw.

„W 2020 r. aktywność na rynku najmu powierzchni biurowej w Warszawie była zauważalnie niższa, niż rok wcześniej, co jest jednak zrozumiałe w obliczu wyzwań, z jakimi przyszło się mierzyć firmom w obliczu pandemii. Popyt na poziomie ponad 600 000 m kw. pokazuje jednak, że rynek się nie zatrzymał. Zdecydowaną większość wolumenu transakcji najmu stanowiły przy tym nowe umowy, w tym umowy przednajmu. Wielu najemców odłożyło w czasie decyzje dotyczące biur, ale nie mogą być one odwlekane w nieskończoność. W 2021 r. coraz więcej firm będzie wybierać gdzie i w jakim trybie chciałyby, by w przyszłości pracowali ich pracownicy” – mówi Daniel Czarnecki, dyrektor działu powierzchni biurowych, reprezentacja właściciela, Savills.

W 2020 r., pomimo pandemii, podpisano największą umowę najmu w historii warszawskiego rynku biurowego. Nowa siedziba główna PZU o powierzchni 46 500 m kw. mieścić się będzie w budynku wieżowym Generation Park Y. Drugą pod względem wielkości (20 000 m kw.) umowę najmu podpisała firma DSV w nowo wybudowanej siedzibie na warszawskim Służewcu. Mokotów był drugą najpopularniejszą lokalizacją pod względem ilości wynajętej powierzchni biurowej w 2020 r., co pokazuje, że ta część Warszawy nadal potrafi przyciągać najemców. Trzecia na podium transakcja, czyli renegocjacja i ekspansja Poczty Polskiej w Domaniewska Office Hub (19 800 m kw.), to potwierdzenie, że spółki z udziałem Skarbu Państwa zadomowiły się już w nowoczesnych obiektach biurowych.

 

„Po fali podnajmów, która zalała rynek biurowy w 2020 r. kolejnym etapem optymalizacji kosztów najmu może być chęć poszukiwania alternatywnych lokalizacji. Zyskać na tym mogą starsze biurowce, zwłaszcza te w lokalizacjach pozacentralnych o niższym czynszu oraz obiekty, które w czasie pandemii przeszły modernizację i oferują obecnie zbliżoną jakość do nowych projektów. Jeśli ostrożne podejście deweloperów do rozpoczynania nowych inwestycji utrzymałoby się w dłuższej perspektywie, to za kilka lat tendencja powrotów najemców do starszych biurowców będzie jeszcze silniej odczuwalna, ze względu na ryzyko pojawienia się luki podażowej” – dodaje Daniel Czarnecki.

 

Na koniec grudnia 2020 r. współczynnik powierzchni niewynajętej w Warszawie wyniósł 9,9%, co oznacza wzrost o 2,1 p.p. w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku. Jak podaje Savills, zauważalna jest różnica pomiędzy budynkami starszymi, mającymi 10 lub więcej lat, w których poziom pustostanów wynosi 11,7%, a budynkami, które powstały po 2010 r., gdzie średni wakat spada do 7,6%.

 

Pomimo niższej aktywności najemców, w 2020 r. czynsze za nowoczesną powierzchnię biurową pozostały na niezmienionym poziomie. Zgodnie z danymi Savills, w najlepszych lokalizacjach centralnych utrzymują się one w przedziale 22,5 – 25,5 euro za m kw. miesięcznie, a na Służewcu, największym pozacentralnym obszarze biznesowym stolicy, wynoszą od 13 do 15 euro za m kw. miesięcznie. Najemcy mogą jednak liczyć na dodatkowe pakiety zachęt, zwłaszcza w starszych budynkach.

„Nadal jest za wcześnie, by określić w jakim zakresie w dalszej przyszłości stosowany będzie model pracy zdalnej, jednak funkcjonowanie większości przedsiębiorstw całkowicie bez wykorzystania powierzchni biurowej wydaje się bardzo mało prawdopodobne. Rynek niewątpliwie jest w trakcie transformacji. Pomimo wciąż niskiego obłożenia powierzchni biurowej, pustostany nie przekroczyły poziomu, jaki odnotowywany był w stolicy w latach 2014-2016. Presji nie poddają się póki co również czynsze. Te dane, w połączeniu z naturalnym potencjałem biznesowym, jakim dysponuje Warszawa, pozwalają z optymizmem spoglądać na przyszłość rynku biurowego” – podsumowuje Daniel Czarnecki z Savills.

Czemu e-papierosy mają niższą akcyzę?

Na różnice między akcyzą nakładaną na tradycyjne wyroby tytoniowe i wyroby nowatorskie wpływa kilka czynników. Jednego z nich trzeba szukać u samego źródła akcyzy, czyli obowiązku nakładania dodatkowego podatku na wyroby tytoniowe, narzuconego Polsce przez dyrektywę Unijną. Wymaga ona od państw członkowskich nakładania co najmniej minimalnych stawek akcyzowych na wyroby tytoniowe, szczególnie papierosy. Inaczej jest w przypadku wyrobów nowatorskich: nie jesteśmy zobligowani przez UE do nałożenia na nie akcyzy. Akcyzy służą – oprócz celów fiskalnych – także jako instrument polityki prozdrowotnej, czy – w wypadku akcyz od wyrobów energetycznych – prośrodowiskowej. Unia Europejska między innymi dlatego przeprowadziła ograniczoną jedynie harmonizację akcyz, aby państwa członkowskie mogły za ich pomocą realizować funkcje pozafiskalne. W części korzystanie z pozafiskalnych funkcji akcyz jest prawnym obowiązkiem państw członkowskich UE – np. w stosunku do papierosów na mocy ramowej konwencji WHO o ograniczeniu użycia tytoniu. Ponadto w najbliższej przyszłości można spodziewać się zmian dyrektywy tytoniowej – UE przyjmie ogólne zasady opodatkowania wyrobów nowatorskich, płynu do e-papierosów i innych wyrobów alternatywnych. Należy poczekać na te regulacje, aby uniknąć kolejnych zmian zasad opodatkowania, w tym stawek.

– Członkowie Unii Europejskiej muszą nakładać akcyzę na papierosy, z zastosowaniem co najmniej minimalnych stawek przewidzianych w dyrektywie 2011/64. Jeśli chodzi jednak o wyroby nowatorskie, które od kilku lat wchodzą na rynek – takie jak e-papierosy – nie są one objęte harmonizacją opodatkowania. Państwa członkowskie nie muszą więc na te wyroby nakładać podatku akcyzowego – powiedział serwisowi eNewsroom dr hab. Krzysztof Lasiński-Sulecki, profesor Katedry Prawa Finansów Publicznych wydziału Prawa i Administracji na UMK w Toruniu. – Niemniej jednak w Polsce nakładana jest już akcyza na wyroby nowatorskie. Nasze regulacje wpisują się tutaj w pewne trendy, występujące również w innych państwach członkowskich Unii. Jednak tak, jak w większości państw, które zdecydowały się na opodatkowanie wyrobów nowatorskich – tak i u nas akcyza ta jest zdecydowanie niższa niż w przypadku papierosów. Taki stan rzeczy wynika z tego, że akcyza od wyrobów tytoniowych ma pełnić funkcje o charakterze pozafiskalnym. Wpływ akcyzy na cenę produktu ma zniechęcić część konsumentów do używania papierosów. Taka praktyka wynika z prawa międzynarodowego, z konwencji zawartych w ramach Światowej Organizacji Zdrowia. Dlatego wysokość akcyzy z założenia wpływa na zachowania konsumenckie. Mniejsze opodatkowanie mniej szkodliwych wyrobów nowatorskich może pozytywnie wpłynąć na stan zdrowia publicznego – ocenia Sulecki.

W czasie pandemii wzrosła rola PR-u w biznesie. Agencje coraz częściej współtworzą strategie firmy, a nie tylko je komunikują

COVID-19 nie pozostał bez wpływu na kondycję branży public relations, ale po przejściowych trudnościach większość działających w Polsce agencji PR spodziewa się powrotu na ścieżkę wzrostu w I kwartale bądź w połowie tego roku – wynika z badania przeprowadzonego przez Związek Firm Public Relations. Co istotne, pandemia przyczyniła się do wzrostu znaczenia branży, bo w czasie koronakryzysu PR okazał się dla biznesu na wagę złota, a rola profesjonalnych doradców do spraw komunikacji rosła. Zapowiedzi odrodzenia w branży widać m.in. po rekordowej liczbie zgłoszeń do tegorocznej edycji konkursu Złote Spinacze, nagradzającego najlepsze kampanie PR.

Istotną zmianą, która z nami pozostanie po pandemii, dotyczy roli public relations. To już nie jest tylko kanał komunikacji i promocji. Firmy i organizacje sięgnęły po tę dyscyplinę jako funkcję zarządzania, włączając ją w planowanie biznesowej komunikacji, a nie dołączając na kolejnym etapie tego procesu. To jest dobry trend, którego realizacja wiąże się z korzyściami dla biznesu – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Adam Jarosz, prezes Związku Firm Public Relations.

Branża PR już od kilku lat coraz bardziej zyskuje na znaczeniu, przesuwając się w kierunku doradztwa strategicznego. Potwierdza to też najnowszy „World PR Report 2020–2021” przygotowany przez International Communications Consultancy Organisation (ICCO). Zdaniem 41 proc. ankietowanych CEO i dyrektorów agencji PR to właśnie doradztwo strategiczne będzie głównym motorem wzrostu branży w perspektywie nadchodzących pięciu lat. Kolejne pod względem liczby wskazań jest zarządzanie strategią korporacyjną – 35 proc. Eksperci prognozują, że coraz mniejszą rolę w branży będzie za to odgrywać obszar komunikacji marketingowej.

– Pandemia powiedziała „sprawdzam” w wielu aspektach funkcjonowania gospodarczego, biznesowego i społecznego, tak też było w naszej branży. Uważam jednak, że solidny serwis w PR opierający się na wartościach i profesjonalnym standardzie się obroni. Paradoksalnie można powiedzieć, że pandemia wpływa na profesjonalizację usług naszego sektora – przekonuje Adam Jarosz.

Eksperci twierdzą, że COVID-owy rok nauczył agencje PR dużej elastyczności w planowaniu – nie tylko w działaniach na rzecz klienta, lecz również własnych inicjatyw. Możliwe, że robienie planów z rocznym wyprzedzeniem odejdzie w zapomnienie, a zastąpi je planowanie bardziej krótkoterminowe – na pół roku lub kwartał do przodu.

– To był rok bezprecedensowej zmiany, której branża PR doświadczała podwójnie – po pierwsze, sama jej podlegała, po drugie, jeszcze w niej towarzyszyła klientom, bo nie można mówić o profesjonalnym, efektywnym zarządzaniu zmianą bez komunikacji PR – mówi prezes Związku Firm PR. – Wydaje się, że zmiana będzie stałym elementem naszej rzeczywistości, w związku z tym bardziej racjonalne – zamiast pisania szeregu scenariuszy na różne przypadki – będzie po prostu jej doświadczanie, czerpanie z niej i wyciąganie wniosków do bieżącej i przyszłej działalności.

W czasie pandemii PR okazał się być na wagę złota dla firm, które musiały komunikować swoim inwestorom, pracownikom i konsumentom m.in. o działaniach podejmowanych w związku z rozprzestrzenianiem się koronawirusa.

Jak podkreśla Adam Jarosz, branża PR jako jedna z pierwszych przystosowała się do nowych realiów i przeniosła pracę w tryb zdalny już na samym początku pandemii. Z tym jednak wciąż wiąże się wiele wyzwań.

 PR jest pracą na relacjach. Klienci oczekują tego, że my tę relację będziemy kultywować, a oni będą odnosić z niej korzyści. Kluczem do relacji jest bycie w łączności – mówi ekspert. – To dotyczy także pracowników. Wyzwaniem jest zadbanie o talenty. Praca w izolacji, na odległość niesie ze sobą również  negatywne konsekwencje, w związku z tym zadaniem menedżerów jest przyjrzeć się tym relacjom po to, aby utrzymać zmotywowane zespoły.

COVID-19 nie pozostał bez wpływu na kondycję branży. Badanie przeprowadzone przez Związek Firm PR w połowie ubiegłego roku pokazało, że co trzecią agencję PR dotknęły obniżki wynagrodzeń, a 39 proc. było zmuszonych ciąć zatrudnienie. Najdotkliwiej ucierpiały małe podmioty, zatrudniające do 20 osób. Prawie co piąta mała agencja podczas pierwszej fali pandemii (18 proc.) zanotowała aż 50-proc. spadek przychodów.

Także globalne badanie przeprowadzone przez ICCO pokazuje, że agencje PR odczuły wpływ koronawirusa w postaci odwołanych i opóźnionych kampanii (62 proc.), straty przychodów (46 proc.) czy opóźnionych płatności od klientów (38 proc.)

– Jeżeli chodzi o zmiany budżetów klientów w kontekście pandemii, sytuacja jest bardzo różnorodna, będziemy mogli pewnie o tym więcej powiedzieć za parę miesięcy. W perspektywie krótko- i średnioterminowej możemy mówić o pewnych spadkach – mówi prezes ZFPR.

Po przejściowych trudnościach spowodowanych pandemią większość działających w Polsce agencji PR spodziewa się powrotu na ścieżkę wzrostu w I kwartale bądź w połowie tego roku.

– 2020 był rokiem niebywałej energii w środowisku PR-owym od pierwszego dnia pandemii – determinacja do realizacji nowych celów funkcjonowania i naszej pracy dla klientów. Tę energię pamiętam z początku swojej pracy zawodowej, z lat 90., choć wtedy przyczyny były inne – dodaje Adam Jarosz. – Ta energia znalazła też ujście w realizacjach projektów public relations, co odzwierciedla rekordowa liczba zgłoszeń do tegorocznej edycji konkursu Złote Spinacze.

Organizowany przez ZFPR konkurs Złote Spinacze – który odbył się w tym roku po raz 18. – nagradza najskuteczniejsze, najbardziej kreatywne i najlepiej przygotowane projekty i kampanie PR. W tym roku – spośród rekordowej jak dotąd liczby 394 zgłoszeń – jury przyznało 21 Złotych, 32 Srebrne oraz 26 Brązowych Spinaczy w 33 kategoriach konkursowych. Największym powodzeniem cieszyła się nowa kategoria – Covid-19 PR Response, utworzona w związku z globalną pandemią. Z okazji jubileuszu 20-lecia ZFPR w tym roku przyznana została również dodatkowa nagroda specjalna dla przełomowej kampanii PR, która znacząco wpłynęła na rozwój całej branży. Tytuł ten trafił do Hill+Knowlton Strategies, GSK, Polskiej Unii Onkologii oraz Fabryki Komunikacji Społecznej za projekt Ogólnopolski Program dla Młodzieży „Mam Haka na Raka”.

To już ostatnia prosta do wprowadzenia nowego systemu opłat drogowych. Testowany e-TOLL zacznie działać od kwietnia

Trwają testy oprogramowania dla e-TOLL, czyli nowego systemu poboru opłat za przejazd drogami krajowymi aut powyżej 3,5 tony. Komercyjne wdrożenie nastąpi w kwietniu, a z końcem czerwca już w pełni zastąpi on obecny system viaTOLL. Przygotowany i wdrażany przez Ministerstwo Finansów e-TOLL będzie bazował na geolokalizacji, a dane lokalizacyjne kierowców będą przekazywane na cztery różne sposoby, m.in. przez aplikację mobilną lub urządzenia pokładowe. Będzie także zintegrowany z unijnym systemem EETS.

 W projekcie budowy nowego systemu poboru opłat drogowych e-TOLL, zbudowanego w technologii pozycjonowania satelitarnego, weszliśmy w etap testów. Weryfikujemy, czy przygotowane przez nas oprogramowanie spełnia wszystkie wymagania, jest stabilne i jest gotowe do uruchomienia produkcyjnego – mówi agencji Newseria Biznes Przemysław Koch, pełnomocnik ministra finansów ds. informatyzacji.

Testujący system kierowcy i eksperci Instytutu Łączności sprawdzają m.in. gotowość systemu do rejestracji pojazdów, użytkowników oraz urządzeń zbierających dane o lokalizacji.

– Realizujemy także testy w obszarze przejazdów po drogach płatnych w Polsce i weryfikujemy, czy przygotowane przez nas oprogramowanie, a w szczególności aplikacja mobilna i inne urządzenia do przekazywania danych geolokalizacyjnych działają poprawnie, przekazują dane dobrej jakości, a następnie, czy na podstawie tych danych nasze komponenty w sposób poprawny naliczają opłatę za zrealizowany przejazd – wyjaśnia Przemysław Koch.

Nowy system poboru opłat drogowych e-TOLL za przejazd pojazdów o masie powyżej 3,5 tony po drogach krajowych zastąpi wykorzystywany dotychczas viaTOLL. Zgodnie z grudniową decyzją resortu finansów wyłączenie obecnego nastąpi z końcem czerwca br. Nowy na starcie ma obsługiwać 1,5 mln pojazdów.

– Projekt prowadzimy w ten sposób, aby dać użytkownikom dróg płatnych komfort przejścia ze starego systemu viaTOLL na nowy system e-TOLL w okresie przejściowym. Planujemy, że potrwa on mniej więcej od kwietnia do końca czerwca 2021 roku. W tym okresie przejściowym kierowca, przewoźnik będzie mógł wybrać dogodny dla siebie moment, w którym przełączy się ze starego systemu na nowy – tłumaczy pełnomocnik ministra finansów ds. informatyzacji.

Nowy system poboru opłat drogowych ma być bardziej efektywny, a przy tym bardziej nowoczesny od stosowanego obecnie. Zgodnie z zapowiedziami resortu finansów ma być także wygodniejszy dla kierowców. Nie będzie wymagał kontaktu z urzędnikami, a cała obsługa będzie możliwa za pośrednictwem uruchomionego niedawno e-Urzędu Skarbowego.

Nowy system będzie oparty na pozycjonowaniu satelitarnym (obecny opiera się na pozycjonowaniu radiowym). Do uiszczenia opłaty, zamiast urządzeń pokładowych służących wyłącznie płatnościom, można wykorzystać cztery różne metody – m.in. aplikację mobilną, urządzenia fabrycznie montowane w pojazdach (zintegrowane systemy lokalizacyjne) połączone z e-TOLL czy urządzenia on-board unit (OBU).

 Ostatnia metoda to EETS, przygotowana przez Unię Europejską i wykorzystywana przez przewoźników poruszających się po drogach UE. Także tych przewoźników będziemy podłączać do naszego systemu, po pozytywnie przeprowadzonych testach akredytacyjnych. Dla przewoźników poruszających się po drogach płatnych w UE będzie to duże ułatwienie, bo jedno urządzenie pozwoli na rozliczenie się za przejazd po drogach płatnych nie tylko w Polsce, ale także w innych krajach Unii – zapowiada Przemysław Koch.

Trwają również prace nad rozszerzeniem funkcjonalności nowego systemu o obsługę pojazdów lekkich. Dzięki temu możliwy będzie przejazd autostradami bez konieczności zatrzymywania pojazdów na bramkach. Jak zapowiada Ministerstwo Finansów, przejazd odcinkami Konin–Stryków (autostrada A2) i Wrocław–Sośnica (autostrada A4) w trybie free flow będzie dostępny od grudnia br.

Do 2022 roku większość firm przeniesie się do kanałów cyfrowych. To czas na inwestycje w poprawę obsługi klienta

COVID-19 wymusił na firmach migrację do kanałów cyfrowych. Tego trendu nie da się już odwrócić, bo w trakcie pandemicznych miesięcy klienci przyzwyczaili się do załatwiania spraw czy kupowania towarów i usług przez internet. Firmy, które chcą utrzymać konkurencyjność w tym cyfrowym środowisku, muszą postawić mocny akcent na customer experience i budowanie pozytywnych doświadczeń klientów. Zwłaszcza że ich oczekiwania dotyczące kanałów cyfrowych i obsługi online w ostatnim roku poszybowały w górę. 

– Do 2022 roku większość firm przeniesie się do kanałów cyfrowych i będzie w stanie zapewniać swoim klientom bardzo dobre doświadczenia cyfrowe. W marcu, gdy wybuchła pandemia, wszyscy zaczęli uświadamiać sobie, że kanał cyfrowy jest ważniejszy, niż im się wcześniej wydawało. Wiele przedsięwzięć związanych z digitalizacją uzyskało zielone światło i trafiło na listę priorytetów, a firmy musiały zacząć działać szybciej i stać się bardziej przewidujące – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Zsolt Balogh, dyrektor generalny na region Europy Środkowo-Wschodniej w Liferay.

Pandemia COVID-19 nawet o kilka lat przyspieszyła procesy cyfryzacji w firmach. Większość z nich podjęła w ostatnich miesiącach intensywne działania w tym zakresie, skupiając się m.in. na wdrożeniu telepracy, przeniesieniu procesów wewnętrznych do online’u czy digitalizacji obsługi i sprzedaży – pokazał wrześniowy raport „Trusted Economy w nowej rzeczywistości. Ograniczanie ryzyka związanego z szybką cyfryzacją” opracowany przez Deloitte, Obserwatorium.biz i Asseco Data Systems. Firmy musiały w ekspresowym tempie cyfryzować swoje procesy zwłaszcza w pierwszym okresie lockdownu, kiedy restrykcje związane z pandemią były najdotkliwiej odczuwalne.

– Oczekiwania dotyczące kanałów cyfrowych poszybowały w górę w minionym roku – mówi Zsolt Balogh. – Zapewnienie znakomitych doświadczeń klientom w całym cyklu sprzedaży, nie tylko w kontakcie fizycznym, jest niezmiernie ważne. Jeśli firma jest w stanie stworzyć wysokiej jakości warunki w świecie realnym, to chcąc osiągnąć sukces, powinna je przenieść także na grunt cyfrowy, ponieważ dziś już wszystko stało się cyfrowe. Lokalizacja firmy traci na znaczeniu, a konkurencja między firmami się nasila, bo produkty lub usługi można już zamówić z każdego miejsca, kraju, nawet z całego świata. Dlatego tak kluczowe w rywalizacji z innymi jest zapewnienie klientom dobrych doświadczeń.

Dyrektor generalny na region CEE w Liferay wskazuje, że przedsiębiorstwa przechodzą obecnie od budowania doświadczenia klientów na różnych platformach (multichannel) na strategię tworzenia kompleksowego doświadczenia (omnichannel), a 87 proc. deklaruje, że jest to dla nich wręcz kluczowe. Kalifornijska firma, która współpracuje m.in. z T-Mobile, Boschem czy Volkswagenem, wspomaga je w tym procesie za pomocą wielokanałowych platform digital experience (DXP).

 To rozwijająca się kategoria oprogramowania, która odpowiada na potrzeby spółek przechodzących transformację cyfrową, a jej ostatecznym celem jest zapewnienie lepszych doświadczeń klientom – mówi Zsolt Balogh. – Platformy digital experience mogą stanowić jeden produkt lub też zintegrowany pakiet rozwiązań programistycznych. DXP budują architekturę dla firm, która pozwala im digitalizować działalność, zapewniać połączone doświadczenia klientów i zbierać praktyczne informacje na ich temat.

Platforma Liferay ma charakter „open source”, a jej obsługa nie wymaga specjalistycznych umiejętności programistycznych. Dzięki temu np. marketingowcy mogą tworzyć spersonalizowane treści bez potrzeby pisania kodu i publikować je przy użyciu interfejsu użytkownika na platformie DXP. Narzędzie zapewnia też bogaty zestaw funkcji dostępnych „od ręki”, niezależnie od tego, czy firma poszukuje systemu CMS z łatwymi w użyciu szablonami, czy platformy do zarządzania dokumentami.

– Liferay DXP gromadzi wszystkie rozwiązania związane z obecnością w internecie – strony internetowe, portale samoobsługowe dla klientów i pośredników czy platformy internetowe i handlowe, a przy tym zapewnia też kompleksowe narzędzie analityczne. Użytkownik zyskuje dostęp do zintegrowanego pakietu narzędzi, które bardzo dobrze działają razem, a przy okazji do niezbędnych danych analitycznych, które pozwalają mu zaoferować klientom w pełni spersonalizowane doświadczenia – mówi dyrektor generalny na region CEE w Liferay.

Platforma Liferay działa w modelu PaaS (platform as a service, czyli platforma jako usługa), dzięki czemu firma otrzymuje kompletną platformę (sprzęt, oprogramowanie i infrastrukturę) do tworzenia, uruchamiania i zarządzania aplikacjami w chmurze bez konieczności ponoszenia dużych kosztów. Dzięki oparciu się na jednym dostawcy platformy i kodu firma może na dodatek zaoszczędzić na szkoleniach, szkoląc programistów z jednego narzędzia, aby na jego bazie mogli opracować kolejne, dodatkowe rozwiązania dla zespołów.

Co istotne, w ostatnich kilku latach to właśnie usługi chmurowe były głównym kierunkiem cyfrowej transformacji przedsiębiorstw, a pandemia COVID-19 tylko wzmocniła ten trend. Jak wynika z badania EY „Digital Investment Index 2020”, 61 proc. firm na świecie planuje inwestować w rozwiązania chmurowe w kolejnych dwóch latach. Przetwarzanie danych w chmurze zyskuje popularność zwłaszcza wśród firm z MŚP, które zyskują dostęp do oprogramowania użytkowego za pośrednictwem szybkiego łącza internetowego, ale bez konieczności ponoszenia dużych inwestycji.

– Rozwiązania PaaS obejmują infrastrukturę, serwery i sieci pamięci masowych, ale także narzędzia programistyczne typu middleware, narzędzia do analityki biznesowej, systemy zarządzania bazami danych i inne technologie. PaaS projektuje się tak, aby obsługiwać pełny cykl życia aplikacji – tworzenie, testowanie, wdrożenie, zarządzanie i aktualizowanie. To pozwala firmom uniknąć kosztów i złożonego procesu nabywania licencji na oprogramowanie oraz zarządzania nimi, zapewnienia odpowiedniej infrastruktury dla aplikacji, rozwiązań typu middleware i orkiestracji – tym wszystkim zajmuje się właśnie PaaS. Firmy powinny stawiać na to rozwiązanie, ponieważ pozwala im szybciej dotrzeć do rynku, co w dzisiejszych czasach ma niebagatelne znaczenie – mówi Zsolt Balogh.

Branża noclegowa gotowa na otwarcie. Duże zainteresowanie turystów podróżami i wykorzystaniem bonu turystycznego

Zniesienie ograniczeń dotyczących zakwaterowania w hotelach od 12 lutego pozwoli hotelarzom i właścicielom pensjonatów przyjąć połowę maksymalnej liczby gości. Restauracje i bary nadal będą serwowały posiłki na wynos, ale w reżimie sanitarnym czynne będą stoki narciarskie i muzea. Zainteresowanie gości wyraźnie wzrosło od momentu ogłoszenia przez rząd luzowania obostrzeń. – Bon turystyczny może nam mocno pomóc i wypchnąć tę turystykę na inny poziom – mówi Natalia Jaworska z Noclegi.pl.

Branża turystyczna jest jedną z najbardziej dotkniętych kryzysem podczas pandemii koronawirusa. Według wyliczeń Światowej Organizacji Turystyki w całym 2020 roku spadek liczby turystów sięgnął 74 proc (to ok. 1 mld podróży mniej). Straty szacowane są na 1,3 bln dol. (UNWTO World Tourism Barometer). Co najmniej 100 mln osób pracujących w branży turystycznej na świecie stanęło w obliczu zagrożenia utraty pracy.

Kondycja polskich firm z branży turystycznej również mocno ucierpiała w wyniku pandemii. Z danych Izby Gospodarczej Hotelarstwa Polskiego wynika, że co piąty hotel w Polsce w grudniu 2020 roku był zamknięty, a w większości działających obiektów frekwencja gości nie przekraczała 10 proc. W 54 proc. hoteli liczba sprzedanych noclegów w ubiegłym roku zmniejszyła się o więcej niż połowę.

Nadzieją dla hoteli jest szybkie zniesienie restrykcji i ożywienie w branży MICE, czyli organizacja różnego rodzaju konferencji, seminariów, spotkań biznesowych – zakłada Natalia Jaworska. – Dużą pomocą ze strony rządu jest uruchomienie bonu turystycznego. Może on pomóc przenieść turystykę na inny poziom. Obecnie obserwujemy, że ponad 85 proc. gości Noclegi.pl od początku stycznia zarezerwowało nocleg z płatnością bonem turystycznym online.

Z początkiem roku rząd wprowadził zmiany w funkcjonowaniu Polskiego Bonu Turystycznego. Można nimi opłacić nie tylko noclegi, lecz również jednodniowe wycieczki oferujące co najmniej dwie różne usługi, np. przejazd autokarem i wizytę w muzeum. Dzięki temu korzyści z bonu odniesie większa grupa przedsiębiorców z branży turystycznej. Kwotę 500 zł na każde dziecko można wykorzystać do końca marca 2022 roku.

Widzimy w bonie duży potencjał. Jeśli restrykcje powoli będą znoszone, jest szansa na to, że branża turystyczna będzie mogła wrócić do normy. Nie wiem, czy nastąpi to po dwóch, czy trzech sezonach, ale dość szybko – mówi ekspertka Noclegi.pl

Jej zdaniem część obiektów noclegowych na pewno wypadnie z rynku i nie przetrwa próby czasu, jednak oferta noclegowa nadal będzie szeroka.

Z reguły obiekty noclegowe po sezonie inwestowały nadwyżki finansowe w rozwój oferty i poprawę standardu usług. W tym roku nie będzie inwestycji i nie możemy się spodziewać, że podniesie się standard hoteli. Będzie to raczej walka o przetrwanie i dotrwanie do kolejnego sezonu – dodaje Natalia Jaworska.

Wśród niewielu dobrych wiadomości jest ta, że na kilkadziesiąt tysięcy obiektów, z którymi współpracuje Noclegi.pl, tylko niewielki odsetek informuje serwis o zamknięciu.

Zdarzają się takie obiekty, które zaprzestają swojej działalności, bo nie są już w stanie wytrzymać presji restrykcji, jednakże nie jest to rażące zjawisko – ocenia ekspertka. – Obecnie ceny noclegów są nieco niższe, jednak po otwarciu hoteli, w miarę spadku dostępności, można się spodziewać wzrostu cen. Tym bardziej że hotelarze będą zainteresowani odrobieniem strat poniesionych podczas pandemii, więc ceny mogą dalej rosnąć.

Jak wynika z badania Izby Gospodarczej Hotelarstwa Polskiego, w grudniu 2020 roku wskaźnik średniej ceny pozostał na tak samo niskim poziomie jak w listopadzie. 79 proc. hoteli oferowało niższe ceny niż w grudniu 2019 roku, przy czym dla 63 proc. spadki były większe niż o 10 proc. Jednocześnie 18 proc. hoteli utrzymało średnie ceny zbliżone do roku poprzedniego.

– Pandemia już zmieniła branżę turystyczną i sposób podróżowania. Polacy z reguły wybierają obiekty oddalone od miast, głównie domki lub apartamenty, tam gdzie mogą być we własnym gronie. Myślę, że ten trend utrzyma się jeszcze przez jakiś czas, bo ludzie nadal będą się obawiać zarażenia koronawirusem i ważnym kryterium wyboru noclegu będzie możliwość odizolowania się od pozostałych gości – dodaje Natalia Jaworska.

Jak zaznacza, po pandemii pozostaną również niektóre inne przyzwyczajenia, szczególnie te, które dotyczą higieny. Polacy bardziej niż kiedykolwiek zwracają uwagę na czystość w otoczeniu, używają płynów do dezynfekcji, maseczek i utrzymują dystans społeczny.

Pandemia napędza rynek urządzeń internetu rzeczy. Wyposażone w sztuczną inteligencję pomagają w śledzeniu koronawirusa

Jedną z branż, które najmocniej wykorzystują połączenie sztucznej inteligencji i internetu rzeczy, jest automotive, w tym samochody autonomiczne i elektryczne. Jednak IoT już na dobre zadomowił się także w życiu przeciętnego Kowalskiego, który korzysta już z urządzeń inteligentnego domu czy inteligentnych bransoletek i zegarków monitorujących aktywność czy stan zdrowia. Mocnym impulsem dla branży była też pandemia. – Pandemia koronawirusa wywróciła nasze życie do góry nogami, nie tylko z perspektywy lockdownu, lecz także nowych technologii. Rynek przyniósł nam nowe potrzeby, takie jak np. monitorowanie zachorowań czy identyfikowanie ich źródeł – wskazuje Marcin Mizgalski z Inetum Polska.

– Praktycznie każda dziedzina naszego życia wykorzystuje już w coraz większym stopniu technologie, które podają nam urządzenia IoT. Mówimy tutaj zarówno o rynku konsumenckim, jak również o rynku produkcyjnym czy enterprise. Na rynku konsumenckim Kowalski na szeroką skalę korzysta już z dobrodziejstw, które przynoszą urządzenia IoT. To m.in. bardzo modny ostatnio smart home automation czy też inteligentne bransoletki, zegarki, które wspierają jego aktywność sportową, czy też urządzenia medyczne, które już na dobre zadomowiły się u Kowalskiego i pozwalają mu monitorować stan jego zdrowia – mówi agencji Newseria Innowacje Marcin Mizgalski, dyrektor ds. sprzedaży w Inetum Polska.

W następnych latach czeka nas boom na rynku rozwiązań internetu rzeczy. Według szacunków Gartnera liczba urządzeń IoT miała przekroczyć już w 2020 roku 20 mld. Kolejne 30 mld ma się pojawić do 2030 roku. Największy wpływ IoT jest zauważalny w takich obszarach jak smart city czy automotive. To właśnie inteligentne systemy transportowe, jak również samochody autonomiczne mogą  być największymi beneficjentami technologii internetu rzeczy. Skorzystają na niej również posiadacze aut elektrycznych.

– Samochody autonomiczne wyjeżdżają już na drogę publiczną bez korzystania z kierowcy. Mamy tu do czynienia z połączeniem potężnych technologii, jakie niesie sztuczna inteligencja, z inteligentnymi urządzeniami IoT skomponowanymi w ramach jednego pojazdu. Bardziej przyziemnym przykładem, który jest coraz popularniejszy w Polsce, są samochody elektryczne. Aby skorzystać z publicznej ładowarki, muszą one potrafić dogadać się z nią, tzn. ta ładowarka musi zidentyfikować, że pojazd należy do pana Kowalskiego, umożliwić usługę ładowania energią i na sam koniec musi potrafić rozliczyć się finansowo bez udziału człowieka – tłumaczy Marcin Mizgalski.

Jednym z motorów napędzających branżę IoT jest pandemia koronawirusa, która spowodowała wzrost zainteresowania różnego rodzaju technologiami. Internet rzeczy wykorzystywany jest jednak także do samej walki z wirusem i COVID-19.

– Pandemia koronawirusa wywróciła nasze życie do góry nogami i to nie tylko z perspektywy ogólnoświatowego lockdownu, ale również z perspektywy nowych technologii. Rynek przyniósł nam nowe potrzeby, takie jak np. monitorowanie zachorowań albo identyfikowanie źródła tych zachorowań czy ognisk zapalnych, również w kontekście przeciwdziałania dalszemu rozprzestrzenianiu się zakażeń – mówi ekspert.

Zbieranie danych z różnego rodzaju czujników i urządzeń podłączonych do internetu pomaga m.in. w śledzeniu przyrostu zachorowań na COVID-19. Jak podkreśla Marcin Mizgalski, poza zbieraniem danych potrzebny jest również odpowiedni sposób ich przetwarzania. Tutaj w sukurs przychodzi sztuczna inteligencja.

– Stworzyła się potrzeba wyciągania wniosków, jak przeciwdziałać dalszemu rozprzestrzenianiu się pandemii. I te wnioski możemy budować na bazie coraz większej ilości danych, nie tylko twardych, które pozyskujemy bezpośrednio z monitorujących nas urządzeń, ale też danych kontekstowych. Zaczynamy więc zbierać informacje nie tylko o tym, gdzie mieszkamy, gdzie się przemieszczamy, z kim się spotykamy, ale paradoksalnie zaczynamy się interesować również tym, w jaki sposób żyjemy czy czym się odżywiamy. Do tej pory tak duża ilość danych nie była przez nas korelowana, dane te pochodzą z coraz większej ilości źródeł i my musimy nauczyć się wydobywać te informacje – mówi dyrektor ds. sprzedaży w Inetum Polska.

Rozwiązania IoT bardzo dynamicznie ewoluują, stają się coraz bardziej inteligentne. Zbierają też coraz więcej danych dotyczących ludzi, otoczenia, a nawet innych urządzeń i dzielą się nimi.

– To będzie najprawdopodobniej jeden z głównych trendów, wokół których rozwiązania IoT będą się rozwijać. Wróćmy do przykładu samochodu autonomicznego, w którym to urządzenia badają lokalne warunki atmosferyczne, w jakich dany pojazd się porusza. I te urządzenia między sobą wymieniają informacje o potencjalnym zagrożeniu lub też potrafią przekazać tę informację do pozostałych samochodów, które akurat znajdują się w tej określonej lokalizacji. I to jest jeden z głównych trendów, wokół których właśnie będą ewoluować tzw. urządzenia brzegowe, czyli szeroko pojęte urządzenia edge IoT albo też edge computing – wskazuje Marcin Mizgalski.

Robot polskiej firmy zaproponuje i zrobi drinka. Dzięki sztucznej inteligencji sprawdzi, czy klient jest pełnoletni

Roboty coraz częściej zastępują barmanów. Mieszają drinki, a koktajle można zamówić za pośrednictwem aplikacji lub po prostu wciskając odpowiedni przycisk. Część robotów może zrobić drinka z kilkuset butelek, inne zaprogramowane są na kilka najpopularniejszych. Polski start-up poszedł krok dalej, konstruując autonomicznego robota, który nie tylko przygotuje wybrany drink, ale dzięki sztucznej inteligencji zaproponuje ciekawe połączenie smaków na podstawie wcześniejszych preferencji klienta. Urządzenie pozwoli skrócić czas oczekiwania na drinka do kilkunastu sekund, a firmom zwiększyć obroty o co najmniej 10 proc.

– Poley.me jest autonomiczną maszyną przygotowującą drinki i pobierającą za nie opłatę. Można powiedzieć, że jest to taka miniaturowa linia produkcyjna, która jest w stanie wykonać różnorodne mieszaniny z dostarczonych płynów – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Kamil Paśko, wspólnik w Poley.me.

Drinki coraz częściej przygotowywane są już przez roboty. W 2017 roku w Las Vegas otwarto Tipsy Robot, pierwszy na świecie bar na lądzie, w którym zatrudnia się robotycznych barmanów. Wcześniej technologia była stosowana m.in. na statkach wycieczkowych Royal Caribbean. Gdy koktajl jest gotowy, nazwisko gościa pojawia się na dużym ekranie. Następnie klienci skanują kod QR, który został wysłany na ich telefon komórkowy, aby odebrać napój. Robot jest w stanie przygotować 120 koktajli na godzinę. Inne roboty są zintegrowane z mobilną aplikacją, za pomocą której można zamówić konkretnego drinka.

Polacy opracowali natomiast robota, który dzięki sztucznej inteligencji sam zaproponuje ciekawe połączenie smaków na podstawie preferencji klienta. Według twórców, to technologia z przyszłości, która jest dostępna już dzisiaj.

– Ciekawostką w Cyberpunku jest bardzo ciekawa misja, w której głównym bohaterem jest automat wydający napoje, potrafiący z nami rozmawiać, znający nasze preferencje. Oczywiście, taka wizja maszyny, która z nami rozmawia jest jeszcze odległa, natomiast znając upodobania użytkowników jesteśmy w stanie zasugerować mu ciekawe smaki albo nowe drinki. Dokładnie tak, jak Netflix sugeruje nam ciekawe seriale na podstawie tego, co do tej pory obejrzeliśmy – tłumaczy Kamil Paśko.

Robot polskiej firmy jest też całkowicie bezpieczny, bo dzięki sztucznej inteligencji oceni, czy klient jest pełnoletni. Jak zapowiadają przedstawiciele Poley.me, robot pomoże rozładować kolejki, skróci czas oczekiwania na napój, umożliwi też lokalom gastronomicznym zwiększenie obrotów o co najmniej 10 proc.

– Typowy czas, jaki gość lokalu spędza przy barze wynosi od 1 do nawet 8 minut. Na ten czas składa się przyjęcie zamówienia, przyjęcie płatności, przygotowanie czasem skomplikowanego drinka. Natomiast największą wartością jest czas oczekiwania w kolejce do baru, który może wynosić nawet 30 minut. My ten czas chcemy skrócić o rząd wielkości nawet do kilkunastu sekund – podkreśla ekspert.

Pierwsze roboty mogą stanąć we wrocławskich barach, klubach muzycznych czy pracować podczas imprez masowych w 2022 roku. Powstał już prototyp urządzenia, a jak wskazują przedstawiciele start-upu, rozwiązanie spotkało się z dużym zainteresowaniem, choć początki nie były łatwe.

– Własnymi finansami zbudowaliśmy proof of concept, aby faktycznie udowodnić, że to jest możliwe. Zainteresowanie przerosło nasze najśmielsze oczekiwania. W momencie, w którym zrobiliśmy wydarzenie i wystawiliśmy naszą maszynę pierwszy raz, nie dość, że ludzie chcieli z tego korzystać, to jeszcze dzwonili po swoich znajomych i zapraszali ich. Oznaczali nas na Instagramie. Okazuje się, że naprawdę taka maszyna nie tylko potrafi wzbudzić zainteresowanie, lecz także potrafi przynieść dodatkowy przychód dla właścicieli lokali – przekonuje Kamil Paśko.

Pierwsze miasto na świecie zainwestuje w kryptowaluty?

Cena bitcoina we wtorek, 9 lutego biła rekord, przekraczając barierę 48 tys. dolarów. Doszło do tego tuż po ogłoszeniu informacji, że biznesowy gigant firma Tesla kupuje bitcoiny za kwotę 1,5 mld dolarów. Wkrótce Miami na Florydzie może stać się pierwszym miastem na świecie, które zainwestuje w kryptowaluty – pisze Daniel Kostecki, analityk spółki Conotoxia Ltd, świadczącej usługę Forex dla użytkowników portalu Cinkciarz.pl.

Rok 2021 na rynkach finansowych nie przestaje zaskakiwać, a tempo wydarzeń jest bardzo szybkie. Dolar amerykański i obligacje skarbowe USA zdają się tracić pozycje podstawowych aktywów do utrzymywania w bilansach firm czy nawet samorządów. Miejsce robi sobie nowy nurt, który może bazować na umowie, bo na razie nie na wartości użytkowej. Chodzi o ewentualność inwestycji w kryptowaluty jako dywersyfikację bilansów.

 

Tak właśnie postąpiła firma Tesla, która poinformowała, że idzie w ślady takich spółek jak MicroStrategy czy Square, kupując BTC za kwotę 1,5 mld dolarów. Tesla ma mieć ok. 20 mld wolnych środków i zdecydowała się przeznaczyć 7,5 proc. na zakup najpopularniejszej kryptowaluty.

To wywołało euforię na tym rynku. Dziś rano (wtorek, 9 lutego) kurs BTC/USD wzrósł do ponad 48 tys. Zdaniem obserwatorów rynku decyzja zarządu Tesli może otwierać drogę dla innych spółek, których akcjonariusze mogą niedługo pytać: dlaczego nie przeznaczymy kilku proc. środków na zakup BTC? Pytanie wydaje się zasadne w momencie, gdy oczekiwania inflacyjne w USA pną się w górę, a podaż pieniądza rośnie w rekordowym tempie. Gdy w grę wchodzą dziesiątki czy setki miliardów dolarów, każdy procent straty, ze względu na ujemne realne stopy procentowe, oznacza znaczące kwoty.

Niebawem może się okazać, że kryptowaluty są pożądane jako aktywa rezerwowe, nie tylko dla inwestorów z Wall Street, ale także dla samorządów amerykańskich miast. Już chce się o to ubiegać burmistrz Miami na Florydzie, zwolennik upowszechnienia kryptowalut. Wkrótce Miami może być pierwszym miastem na świecie, które część swojego budżetu ulokuje w bitcoinach. Decyzja może zapaść już w tym tygodniu.

Daniel Kostecki, analityk Conotoxia Ltd., spółki świadczącej usługę Forex dla użytkowników portalu Cinkciarz.pl.

Powyższa publikacja nie stanowi rekomendacji inwestycyjnej ani informacji rekomendującej lub sugerującej strategię inwestycyjną w rozumieniu Rozporządzenia (UE) nr 596/2014 z dnia 16 kwietnia 2014 r. Została ona sporządzona w celach informacyjnych i nie powinna stanowić podstawy do podejmowania decyzji inwestycyjnych. Ani autor opracowania, ani Conotoxia Ltd. nie ponoszą odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podjęte na podstawie informacji zawartych w niniejszej publikacji.

76,44 proc. rachunków inwestorów detalicznych odnotowuje straty pieniężne w wyniku handlu kontraktami CFD u niniejszego dostawcy. Zastanów się, czy rozumiesz, jak działają kontrakty CFD i czy możesz pozwolić sobie na wysokie ryzyko utraty pieniędzy.

Odwiedzalność centrów handlowych w pierwszym tygodniu po zakończeniu trzeciego lockdownu o ok. 20 proc. niższa

Wskaźnik PRCH Daily Footfall Index opisujący poziom odwiedzalności w galeriach handlowych, w pierwszym tygodniu lutego był średnio o 20 proc. niższy w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku. Największą popularnością cieszyła się sobota, 6 lutego, gdy odwiedzalność wyniosła 82 proc. wartości ubiegłorocznych. Większe zainteresowanie klientów zakupami w pierwszym tygodniu handlu po 5 tygodniach lockdownu, to efekt odrabiania zaległości zakupowych. Przewidujemy, że odwiedzalność w kolejnych tygodniach będzie na poziomie ok. 70-75 proc. w stosunku do ub. roku.

Zebrane od obiektów handlowych dane pokazują, że konsumenci czekali na możliwość zrobienia stacjonarnych zakupów i odłożyli je w czasie, a szczególnym zainteresowaniem cieszyły się takie kategorie zakupowe, jak odzież i obuwie ze względu długi czas zamknięcia sklepów, powrót najmłodszych  dzieci do szkół i zmieniające się warunki pogodowe.

PRCH Daily Footfall Index PRCH pokazuje, że najwyższa odwiedzalność w porównaniu do poprzedniego roku została odnotowana w średniej wielkości centrach handlowych (o powierzchni 20-40 tys. mkw. GLA). Dane nie wskazują wyraźnych różnic w odwiedzalności pomiędzy poszczególnymi regionami kraju, nieznacznie mniej kupujących odnotowano w regionie wschodnim, północno i południowo-zachodnim.

Branża centrów handlowych apeluje do kupujących o odpowiedzialność i troskę o bezpieczeństwo własne i pozostałych osób przebywających na terenie obiektów handlowych. PRCH w ramach akcji edukacyjnej #KupujeBezpiecznie, jak również właściciele i zarządzający obiektami handlowymi stale przypominają konsumentom o zasadach bezpiecznych zakupów. Pamiętajmy, że bezpieczeństwo zależy także od odpowiedzialności odwiedzających je klientów i rzetelnego stosowania się do zasad DDM. Dlatego raz jeszcze przypominamy, że w czasie wizyty w centrum handlowym należy bezwzględnie zachowywać dystans od innych kupujących, dezynfekować ręce i używać maseczki w prawidłowy sposób. Bądźmy uprzejmi i cierpliwi, słuchajmy komunikatów głosowych i reagujmy na polecenia obsługi. Nasze zdrowie, to zdrowie naszych najbliższych. Dbajmy o siebie nawzajem.