Złoto: popyt inwestycyjny mocno w górę, jubilerski z dużym spadkiem

Zamkniecie gospodarki, rekordowo wysokie ceny i ogólna niepewność polityczno-ekonomiczna nie zachęcały klientów do kupowania złotej biżuterii w 2020 roku. W przeciwną stronę skierował się popyt inwestycyjny. W 2020 roku na całym świecie sprzedano rekordowe 1 773,2 ton złota bulionowego. To aż o 40% więcej niż przed rokiem. Natomiast cena złota w 2020 roku wzrosła o 25% kończąc rok na poziomie 1 887,6 USD – wynika z raportu Światowej Rady Złota. Jak to wyglądało w Polsce? Według badania firmy Tavex w kruszec zainwestowało prawie 15% respondentów. Co ciekawe, aż 35% osób uważa, że warto postawić na ten rodzaj aktywa przy inwestowaniu oszczędności.

Spadek popytu na złoto

Popyt na złoto podzielił się pomiędzy złoto fizyczne i fundusze ETF, które stanowią substytut złota fizycznego. W 2020 roku Światowa Rada Złota odnotowała spadek całkowitego popytu na królewski kruszec o 14%, z 4 386,4 do 3 759,6 ton. Był to pierwszy rok, zakończony wynikiem poniżej 4 000 ton, od 2009 roku.

Popyt jubilerski ma znaczący udział w całkowitym popycie na złoto. Wyjątkowo trudna sytuacja pandemiczna pozostawiła wyraźne piętno na sektorze królewskiego kruszcu – popyt na złotą biżuterię spadł aż o 34%. Pandemia zmusiła gospodarstwa domowe na całym świecie do przewartościowania priorytetów – produkty pierwszej potrzeby ugruntowały swoją pozycję względem dóbr stricte konsumpcyjnych. Dodatkowym obciążeniem dla rynku złotej biżuterii okazały się rekordowo wysokie ceny złota wskazuje Aleksandra Olbryś, Młodszy Analityk ds. Rynku Złota, Tavex.

Banki centralne również w pandemicznym roku ograniczyły swoje wydatki w tym zakresie. W 2020 r. kupiły one o prawie 60% złota mniej niż w roku poprzednim (poniżej 273t). Natomiast w czwartym kwartale ub.r. światowe rezerwy oficjalne wzrosły o 44,8 tony w ciągu analizowanego okresu.

Złote ETF-y z rekordowym wynikiem

O ile zapotrzebowanie na fizyczny metal w postaci sztabek i monet wzrosło tylko o 3% rdr (z 870,9 do 896,1 ton), o tyle pasywnie zarządzane fundusze inwestycyjne (ETF) nabyły rekordowe 877,1 ton kruszcu – jest to wzrost o 120 proc. (z 398,3 ton). Nie przeszkodził w  tym nawet odpływ w wysokości 130 ton, który miał miejsce w czwartym kwartale 2020 roku.

Wato wiedzieć, że to właśnie trwający w 2020 roku napływ gotówki do „złotych” ETF-ów napędził hossę na rynku złota, wynosząc wysoko ceny królewskiego kruszcu, które finalnie pobiły historyczne rekordy. Latem ub.r. kurs kontraktów terminowych na złoto po raz pierwszy w historii przekroczył poziom 2000 USD za uncję trojańską – wskazuje Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex. W najbliższym czasie możemy się spodziewać dalszych wzrostów zainteresowania funduszami EFT. Powodem tego będą nadal postępujące skutki pandemii, zarówno ekonomiczne, jak i społeczne – dodaje.

Inwestycje w Polsce

Według danych firmy Tavex rok 2020 nie był zły dla królewskiego kruszcu na naszym rodzimym rynku. W 2020 roku firma odnotowała ponad trzykrotny wzrost przychodów w porównaniu do tych z 2019 roku. Pokazuje to, jak bardzo rośnie popularność inwestowania w złote sztabki i monety.

Według naszego badania – w rankingu atrakcyjności inwestowania – na pierwszym miejscu znajdują się nieruchomości, ponad połowa (54%) respondentów uznaje je za najbardziej opłacalną opcję. Drugie miejsce zajmuje złoto – ponad jedna trzecia wskazań. Coraz więcej osób zaczyna interesować się lokowaniem majątku w tym kruszcu, ponieważ zachowuje swoją wartość nawet w czasach kryzysów gospodarczych – podkreśla Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex.

Najczęściej w złoto inwestowały osoby z dochodem netto powyżej 5000 zł (30,8%), kolejno respondenci z przedziału 2001-3000 zł (15,6%) oraz 3001-5000 zł (9%).

W 2020 roku bardzo dynamicznie wzrosła ilość postępowań restrukturyzacyjnych otwieranych przez polskich przedsiębiorców

Firma doradcza MGW Corporate Consulting Group opublikowała swój kolejny, kwartalny raport dotyczący postępowań restrukturyzacyjnych w Polsce. Tym razem dane dotyczą zarówno IV kwartału jak i całego roku 2020. Raport powstał na podstawie analizy ogłoszeń ukazujących się w Monitorze Sądowym i Gospodarczym jak również praktycznej wiedzy podmiotu prowadzącego szereg postepowań restrukturyzacyjnych.

Jak mówi Mariusz Grajda – Partner Zarządzający w MGW CCG, ilość i rodzaj otwieranych przez przedsiębiorstwa postępowań restrukturyzacyjnych może być istotnym wskaźnikiem koniunktury gospodarczej a także obrazować ryzyko związane z prowadzeniem działalności w poszczególnych lokalizacjach lub w ramach poszczególnych gałęzi gospodarki. Dlatego, w odpowiedzi na prośby czytelników raport uwzględnia szczegółowe dane dotyczące postępowań w podziale na województwa i branże.

Z kolei według Tomasza Ryżyńskiego – Prezesa Zarządu firmy MGW Doradca Restrukturyzacyjny, w aktualnej sytuacji gospodarczej, przewidziane przepisami postępowania restrukturyzacyjne są bardzo efektywnym i niedocenianym narzędziem służącym poprawie sytuacji podmiotów, które utraciły płynność finansową. Skuteczne przeprowadzenie procesu wymaga jednak przede wszystkim właściwego wyboru doradcy restrukturyzacyjnego. Pozostałe elementy niezbędne dla sukcesu postępowania to właściwy wybór czasu jego otwarcia, dobór odpowiedniej procedury i odpowiednie sformułowanie propozycji układowych.

Czwarty kwartał 2020 roku był okresem bardzo dynamicznego wzrostu ilości otwieranych postępowań restrukturyzacyjnych. W porównaniu z trzecim kwartałem było ich więcej o 41,9%. Jeszcze bardziej imponujący wzrost zanotowano wobec analogicznego okresu roku 2019 – wyniósł on aż 175%.

Kondycja przedsiębiorstw wyraźnie się pogarsza mimo niezłych danych makroekonomiczych

Jak mówi Mariusz Grajda – opublikowane przez GUS nienajgorsze dane ekonomiczne dotyczące trzech kwartałów  2020 roku wyraźnie nie przekładają się na sytuację finansową przedsiębiorców. Tak znaczący wzrost ilości postępowań restrukturyzacyjnych jest spowodowany trzema grupami czynników. Po pierwsze przedłużającymi się ograniczeniami związanymi z pandemią, po drugie wprowadzeniem nowej, bardzo wygodnej dla przedsiębiorców procedury uproszczonego postępowania o zatwierdzenie układu, po trzecie, wzrastającym poziomem wiedzy przedsiębiorców na temat przysługujących im środków prawnych.

W 2020 roku najwięcej postępowań otwarto w województwach: mazowieckim (166), śląskim (85), wielkopolskim (84) i dolnośląskim (66). Oznacza to, że największa ilość postępowań jest otwierana w największych aglomeracjach, gdzie również zarejestrowana jest największa ilość podmiotów gospodarczych. Analiza ryzyka prowadzenia działalności gospodarczej w zależności od lokalizacji wymaga jednak odniesienia tych danych do liczby przedsiębiorstw zarejestrowanych na terenie danego województwa. Według danych MGW CCG, najwięcej postępowań restrukturyzacyjnych w przeliczeniu na 10 000 przedsiębiorstw otwieranych jest w województwie podlaskim (3,9/10 000), na drugim miejscu jest województwo warmińsko – mazurskie (3,25/10 000) a na trzecim kujawsko – pomorskie (2,75/10 000). Dopiero czwarte miejsce zajmuje województwo mazowieckie ze wskaźnikiem 2,25 postępowań restrukturyzacyjnych na 10 000 zarejestrowanych przedsiębiorstw. Z kolei najmniej postępowań jest w województwach małopolskim, pomorskim i podkarpackim – odpowiednio 1, 1,1 i 1,3 postępowań na 10 000 przedsiębiorstw.

Jeśli chodzi o rodzaj otwieranych postępowań, zdecydowanie dominują uproszczone postępowania o zatwierdzenie układu (52% wszystkich postępowań), na drugim miejscu są przyspieszone postępowania układowe (28%) a na trzecim postępowania sanacyjne (16%). Dominacja UPOZU – nowego typu postępowania, wprowadzonego w ramach jednej z ustaw tarczy antykryzysowej, jest konsekwencją przewidzianych przez prawo uproszczonych procedur, a także tego, że otwarcie postępowania może się odbyć bez udziału sądu.

Jakie branże najczęściej sięgają po narzędzia restrukturyzacyjne?

W latach 2018 – 2020 największy wzrost ilości otwieranych postępowań zanotowano w branży klasyfikowanej jako pozostałe usługi. Od 2008 roku ilość postępowań wzrosła tam z 97 do 205. W grupie tej mieszczą się przedsiębiorstwa klasyfikowane  pod numerami PKD od 64 do 96. Największy udział wśród tych przedsiębiorstw maja firmy prowadzące działalność określaną jako „działalność profesjonalna, naukowa i techniczna” (ponad 20%). Są to firmy działające w branży marketingowej jak również usług specjalistycznych (np. usługi prawne lub usługi księgowe). Może to być niepokojący wskaźnik obrazujący pogarszającą się kondycje pozostałych podmiotów, które w dobie narastającej niewypłacalności rezygnują z usług prawnych i marketingowych. Niewątpliwym zaskoczeniem jest jednak wzrost niewypłacalności w branży księgowej co może oznaczać iż cześć przedsiębiorców nie reguluje swoich zobowiązań wobec biur rachunkowych w terminie, przymuszając je tym samym do otwierania postepowań restrukturyzacyjnych.

Branża która posiada jednak największy jednostkowy udział w grupie tych przedsiębiorstw to branża gastronomiczna. Stanowi ona bowiem ponad 11% przedsiębiorstw charakteryzowanych jako „pozostałe usługi”. Ważną wskazówką jest fakt ze aż 30% przedsiębiorców z tej branży otworzyło postepowania restrukturyzacyjne w grudniu 2020 roku. To istotny dowód na szybko pogarszającą się kondycje branży gastronomicznej. Istotne pogorszenie kondycji finansowej odnotowała prywatna służba zdrowia. W roku 2020 otwartych zostało bowiem ponad 29 postepowań restrukturyzacyjnych wobec przedstawicieli tej branży. Widocznym jest wzrost ilości otwieranych postepowań przez prywatne gabinety dentystyczne bądź gabinety specjalistyczne. Od pewnego czasu wielu komentatorów wskazywało ze w dobie pandemii duża cześć pacjentów obawia się korzystania z badań specjalistycznych. Jest to kolejny dowód na poparcie tej tezy. Pozostałymi branżami, na które należy zwrócić uwagę są handel (141 postępowań), rolnictwo i górnictwo (126 postępowań), oraz przemysł (115 postępowań).

Po wzięciu pod uwagę ilości firm zarejestrowanych w poszczególnych branżach należy stwierdzić, że w 2020 r. największe ryzyko działalności gospodarczej ponosiły firmy z branży rolniczej, transportowej oraz przetwórstwa przemysłowego. Nie bez znaczenia jednak są nadal nie najlepsze wyniki wskazujące na ilość pootwieranych postepowań w branży budowlanej. W tym miejscu warto zwrócić uwagę na sektor firm zajmujących się obrotami budowlanymi związanymi ze wznoszeniem budynków mieszkalnych i niemieszkalnych. W roku 2020 ponad 20 przedsiębiorców prowadzących tego typu działalność zdecydowała się na otwarcie postepowania. Istotnym czynnikiem jest fakt iż ponad 51% tej grupy otworzyło postepowania w IV kwartale 2020 roku, co mając na uwadze zauważalny już w III kwartale 2020 wzrost ilości niewypłacalności w tej branży, może wskazywać na dalsze pogarszanie się kondycji tych firm.

Najbardziej narażone są osoby fizyczne prowadzące działalność gospodarczą

Dane zawarte w raporcie wyraźnie wskazują na to, że podmiotami najbardziej narażonymi na ryzyko niewypłacalności są osoby fizyczne prowadzące działalność gospodarczą. Zdecydowanie dominują one w statystykach dotyczących aż trzech spośród czterech rodzajów postępowań restrukturyzacyjnych. Stanowią one aż 53% wszystkich podmiotów otwierających uproszczone postępowania o zatwierdzenie układu, prawie 55% wśród przedsiębiorstw otwierających przyspieszone postępowania układowe oraz 38% wśród otwierających postępowania sanacyjne. Drugą najbardziej narażoną grupą są spółki z ograniczoną odpowiedzialnością.

Cały czas większość postępowań zostaje umorzonych

W 2020 roku w 126 przypadkach doszło do zatwierdzenia przez sąd postępowań układowych, z kolei w 147 przypadkach zostały one umorzone. Z kolei w przypadku zatwierdzonych postępowań dobrą wiadomością dla przedsiębiorców może być to, że podczas gdy w postępowaniach układowych umorzenie odsetek karnych jest praktycznie standardem, to w 2020 roku aż 70% postępowań kończyło się również umorzeniem części wierzytelności głównej. Okres spłaty zobowiązań najczęściej jest rozkładany na 3 do 5 lat (24,58% przypadków) i 5 – 8 lat (28,81%), z kolei w 17,80% przypadków spłaty zostały rozłożone na okres od 1 do 3 lat.

Raport „Restrukturyzacja przedsiębiorstw w 2020 roku – Analiza postępowań restrukturyzacyjnych” jest bezpłatnie dostępny pod poniższym adresem https://mgwccg.pl/pl/restrukturyzacja-przedsiebiorstw-w-oparciu-o-prawo-restrukturyzacyjne/

W 2020 roku w Katowicach wynajęło się o 30% mniej biur niż rok wcześniej

Aktywność najemców na największych rynkach regionalnych w Polsce pozwoliła zakończyć rok 2020 podpisaniem umów na poziomie 580.000 m2., co było wynikiem gorszym o ponad 100.000 m2. w porównaniu do 2019 roku. Warto tutaj zaznaczyć, że poprzednie 3 lata charakteryzowały się rekordową aktywnością najemców, a tegoroczny wynik zbliżony jest do popytu z 2016 roku.

W 2020 roku zostały oddane do użytku 4 nowe projekty (Face2Face I – ul. Żelazna 4, Face2Face II ul. Żelazna 4, DL Piano ul. Wrocławska 54 oraz Global Office Park C ul. Zabrska 20), powiększając ofertę katowickiego rynku biurowego o ponad 60.000 m2 i zwiększając całkowite zasoby powierzchni w tym mieście do 590.000 m2. Oznacza to znaczne przyspieszenie aktywności deweloperskiej po relatywnie spokojnym pod względem nowej podaży 2019 roku, kiedy do użytku oddano zaledwie 10.000 m2 (najniższy wolumen od 2012 roku). Warto zaznaczyć, że kolejne lata zapowiadają się bardzo dobrze, co może pozwolić na pobicie kolejnych rekordów. Historyczna podaż zasili katowicki portfel nieruchomości klasy A o 200.000 m2 powierzchni biurowej, co znacznie rozszerzy ofertę skierowaną do nowych inwestorów chcących przenieść swoje biura do Katowic.

 

Tak dużego wolumenu podaży w budowie w Katowicach nie zarejestrowano jeszcze nigdy, jednak po stronie popytu skutki pandemii zdecydowanie są widoczne. W 2020 roku podpisane zostały umowy najmu na ponad 60.000 m2, co stanowi spadek o ponad 30% względem 2019 roku. Istotny jest również charakter podpisanych umów, z których aż 60% stanowiły umowy typu pre-let, a pozostałe 40% obejmowały ekspansje, renegocjacje oraz nowe umowy w istniejących budynkach.

Zwiększona podaż oraz zmniejszona aktywność najemców przyczyniła się również do wzrostu wskaźnika pustostanów, który pod koniec grudnia 2020 roku wynosił 9,2% i był wyższy o 2,2 pp. względem ubiegłego kwartału oraz 2,5 pp. porównując z analogicznym okresem 2019 roku. Jednocześnie Katowice mają trzeci najniższy wskaźnik pustostanów spośród największych miast regionalnych w Polsce, zaraz po Lublinie i Szczecinie.. W Polsce średni wskaźnik pustostanów wyniósł natomiast 12,7% i był o ponad 3 pp. wyższy niż przed rokiem.

Iwona Kalaga, Ekspert ds. Najmu, Knight Frank

Efektywna stawka podatkowa w spółce opodatkowanej CIT-em „estońskim”

Tzw. estoński CIT daje szanse nie tylko na odroczenie zapłaty podatku, ale również na obniżenie efektywnej stawki podatkowej dla wspólników takiej spółki. W oparciu o obliczenia sprawdzamy, czy tak faktycznie jest.

Przyjmijmy, że spółka kapitałowa płaci na bieżąco podatek dochodowy od wypracowanego dochodu według stawki wynoszącej 19% lub 9% w przypadku spółki, której przychody ze sprzedaży brutto, czyli z uwzględnieniem kwoty należnego podatku od towarów i usług, za rok 2020 nie przekroczyły kwoty 9 031 000 zł (tj. 2 000 000 EUR w przeliczeniu wg kursu z dnia 1 października 2020 r. czyli 4,5153 zł/euro) oraz w roku 2021 kwota przychodów nie przekroczy kwoty 9 097 000 PLN (tj. 2 000 000 EUR w przeliczeniu wg kursu na pierwszy dzień roboczy roku podatkowego 4,5485 zł/euro).

Wypłacając dywidendę na rzecz udziałowca będącego osobą fizyczną spółka pobiera podatek w wysokości 19%. Oznacza to, że dochód takiej spółki trafia do jej wspólnika zmniejszony efektywnie o 34,39% lub o 26,29%. Tymczasem spółka, która zdecyduje się na skorzystanie z opodatkowania ryczałtem od dochodów spółek kapitałowych co do zasady w ogóle nie płaci podatku dochodowego na bieżąco. W takim przypadku spółka dysponując większymi środkami może sobie pozwolić np. na rozwój własnego biznesu, czy większe inwestycje. Dopiero wypłata zysków tej spółki na rzecz wspólników jest opodatkowana. Wypłata dywidendy przez taką spółkę powoduje, że do jej wspólników mogą trafić zyski pomniejszone efektywnie o 25% lub, w przypadku spółki będącej małym podatnikiem, o 20%. Warunkiem takiego obniżenia stawek jest jednak poniesienie przez spółkę wydatków inwestycyjnych o wartości co najmniej 50% wydatków inwestycyjnych poniesionych w poprzednim roku podatkowym w każdym dwuletnim okresie − w przypadku rozliczania nakładów inwestycyjnych w okresach dwuletnich lub 110% takich wydatków w każdym czteroletnim okresie − w przypadku rozliczania nakładów inwestycyjnych w okresie czteroletnim.

Nie dość więc, że podatek dochodowy można zapłacić później, to jego efektywna wysokość może być niższa niż w przypadku spółki kapitałowej, która nie skorzystała z ryczałtu.

Stawka nie zawsze będzie niższa…

Tak niskie stawki efektywne nie zawsze jednak znajdą zastosowanie. Jeśli spółka nie poniesie nakładów inwestycyjnych o odpowiedniej wartości, stawka podatku ryczałtowego będzie wyższa o 5%, co w przypadku małego podatnika oznacza efektywne opodatkowanie na poziomie 25%, a przypadku pozostałych podatników 30%. To wciąż mniej, niż w przypadku spółki i jej wspólników, którzy nie skorzystają z ryczałtu.

Taka sytuacja będzie jednak w praktyce raczej wyjątkowa. Efektywną stawkę podatkową będą bowiem podnosić różne działania spółki uznane przez ustawodawcę za opodatkowane jak wypłaty zysku, choć nimi nie będące. Przykładowo, wydatki niezwiązane z działalnością gospodarczą, czy wszelkie wypłaty na rzecz wspólników i podmiotów z nimi powiązanych, takie jak odsetki od pożyczki, wynagrodzenie z tytułu umorzenia udziału, darowizny, prezenty i ofiary wszelkiego rodzaju wydatki oraz wydatki na reprezentację, są bowiem traktowane jak wypłata zysku i opodatkowane stawką ryczałtową. Co więcej, w przypadku tych wypłat zastosowanie znajdzie podstawowa stawka ryczałtu, a nie obniżona.

Co w przypadku innych wypłat i tzw. dochodów z ukrytych zysków?

W przypadku innego niż mały podatnika, którego 10% kosztów będzie uznana za tego rodzaju wydatki efektywna stawka podatkowa uwzględniająca opodatkowanie całości dochodu, zakładając, że ma on prawo do obniżonej stawki ryczałtu, wyniesie 26,9%, a jeśli nie będzie miał prawa do obniżonej stawki ryczałtu, taka efektywna stawka wyniesie 31,4%.

W przypadku małego podatnika mającego prawo do obniżonej stawki ryczałtu, w analogicznej sytuacji efektywna stawka wyniesie 21,4%, a jeśli nie będzie miał prawa do obniżonej stawki, efektywna stopa opodatkowania wyniesie 25,9%. Warto przy tym podkreślić, że efektywna stopa będzie się podnosić wraz ze wzrostem udziału kosztów uznanych za „fikcyjną” wypłatę zysku. W przypadku małego podatnika, którego 50% kosztów zostanie uznanych za wydatki tego rodzaju (np. częściowo stanowiąc wynagrodzenie dla współpracującego ze spółką jako niezależny przedsiębiorca członka rodziny wspólnika, częściowo wydatki na reprezentację, a częściowo niemające związku z prowadzoną działalnością gospodarczą) efektywna stawka podatkowa bez obniżenia wyniesie już 29,5%, a więc więcej niż w przypadku wspólnika spółki kapitałowej, która będzie opodatkowana na zasadach ogólnych.

Trzeba pamiętać o dostosowaniu wyniku podatkowego do wyniku bilansowego spółki

A to nie wszystkie elementy wypływające na efektywną stawkę podatkową. Nie można bowiem zapominać o obowiązku dostosowania wyniku podatkowego do wyniku bilansowego spółki jakie podatnik chcący skorzystać z ryczałtu powinien przeprowadzić przed rozpoczęciem korzystania z ryczałtu. Takie dostosowanie będzie związane z opodatkowaniem wszystkich różnic przejściowych – np. naliczonych, a nie otrzymanych odsetek czy różnic kursowych, a także różnicy pomiędzy amortyzacją podatkową, a bilansową jeśli podatnik amortyzuje środki trwałe czy wartości niematerialne dla potrzeb bilansowych niższą stawką niż dla celów podatkowych. Tutaj nie sposób wskazać żadnych konkretnych wartości, ponieważ wysokość podatku należnego z tego tytułu będzie zależała od rodzaju biznesu prowadzonego przez podatnika oraz przyjętej polityki rachunkowości, a w konsekwencji wielkości różnic przejściowych pomiędzy wynikiem bilansowym, a podatkowym.

„Estoński” CIT po polsku, czyli nie będzie łatwo

Podsumowując system tzw. estońskiego CIT jest w polskim wydaniu tak skomplikowany, że precyzyjne przewidzenie skutków podatkowych wejścia w ten system, a w szczególności wysokości efektywnej stawki podatku jaki będą musieli uiścić właściciele spółki, która z niego skorzysta, może się okazać bardzo trudne do przewidzenia. Trudność ta może wystąpić już w momencie podejmowania decyzji o skorzystaniu z nowego systemu opodatkowania, a co gorsze może również stanowić dla udziałowców bardzo niemiłą niespodziankę na sam koniec przygody z tzw. estońskim CIT-em.

Hubert Cichoń, radca prawny, partner w ENODO Advisors

PayEye przenosi się do aplikacji, niebawem będzie również w e-commerce

Zamiast konta obsługiwanego przez stronę internetową pełna dostępność i nowe funkcje w aplikacji na telefon. Wrocławski fintech, który pierwszy na świecie wprowadził płatność za pomocą tęczówki oka, zapowiada mocne wejście do e-commerce. I w tym przypadku jedną z przewag będzie krótsza ścieżka zakupowa i biometria, rozwijana na szeroką skalę przez wrocławian i właśnie dlatego do obecnych i przyszłych użytkowników płatności okiem od PayEye trafiają informacje o wygaszeniu obsługi konta przez stronę www.

– 6 kwietnia 2021 r., w celu optymalizacji procesów, wyłączamy korzystanie z serwisu my.payeye.com, uruchamiając 7 kwietnia obsługę konta payeye za pośrednictwem aplikacji, z poziomu której dostępne będą nowe funkcjonalności – komunikaty tej treści od środy, 3 lutego rozsyłane są do klientów wrocławskiego fintechu PayEye, który pierwszy na świecie opracował pełny ekosystem płatniczy, oparty o biometrię tęczówki oka. W kwietniu do rodziny PayEye dołącza aplikacja dostępna na telefonach komórkowych.

– Niemal wszyscy stajemy się pokoleniem „always on”, które praktycznie cały czas korzysta ze smartfonów i aplikacji. To nie tylko wygoda, ale też szybkość i dużo większe bezpieczeństwo dla naszych finansów, dlatego zdecydowaliśmy się na przeprowadzkę do aplikacji. Dla naszych klientów to jeszcze lepsze rozwiązanie, które pozwoli na śledzenie płatności cały czas, proste zasilenie konta payeye, a także dodatkowe funkcjonalności, których próżno szukać w serwisach www. Więcej szczegółów zdradzimy bliżej premiery naszej aplikacji – mówi Krystian Kulczycki, prezes PayEye.

Oprócz startu aplikacji 7 kwietnia 2021 r. PayEye zapowiada mocne wejście do e-commerce poprzez płatność jednym kliknięciem. Obecnie trwają przygotowania i testy nowych rozwiązań, które zostaną udostępnione m. in. właścicielom sklepów internetowych. Premiera rozwiązania opartego o biometrię planowana jest na II kwartał 2021 r.

– To rozwiązanie, które nie tylko pozwoli bezpiecznie płacić, ale przede wszystkim dużo szybciej niż dzieje się to obecnie. Dyrektywa PSD2 od tego roku wprowadziła wymogi silnego uwierzytelniania klienta w sieci. Zafundowała nie tylko dodatkową ochronę, ale też sporo utrudnień w życiu ze względu na dodatkowe czynności związane z uwierzytelnianiem. Już dziś docierają do nas sygnały z rynku e-commerce, że klienci zniechęcają się zakupami i opuszczają stronę niemal w ostatniej chwili, bo doszły im kolejne wymagania do zrealizowania przed zakupem. Dłuży im się, męczą ich dodatkowe zadania, a za zakupy chcemy przecież płacić sprawnie, bezpiecznie, a przede wszystkim przyjemnie. Znaleźliśmy na to sposób i mamy pomysł na skrócenie ścieżki zakupowej. Intensywnie pracujemy, by rozwiązanie, które jest już w fazie testowej mogło zostać wdrożone jak najszybciej do szerokiego użycia – dodaje prezes Kulczycki.

Połowa dealerów samochodowych spodziewa się pogorszenia sytuacji finansowej ich firm w 2021 roku

Jak wynika z badania przeprowadzonego wśród dealerów samochodowych przez EY Polska i DCG Dealer Consulting, 50% firm dealerskich spodziewa się pogorszenia sytuacji finansowej swoich firm. 35% uważa, że nie ulegnie ona większym zmianom, a jej poprawy w tym roku oczekuje jedynie 15% badanych. Ankieta dotycząca działalności biznesowej dealerów samochodowych została przeprowadzona w ramach XIII edycji Badania Satysfakcji Dealerów Samochodowych.
Połowa dealerów samochodowych spodziewa się pogorszenia sytuacji finansowej ich firmW minionym roku, w porównaniu do 2019 r. wzrost przychodów ze sprzedaży nowych samochodów zanotowało jedynie 14% dealerów samochodowych badanych przez EY Polska i DCG Dealer Consulting. 43% zanotowało z kolei spadki przychodów o więcej niż 30% w ujęciu rocznym. Sytuacja wygląda nieco bardziej optymistycznie w segmencie samochodów używanych. Tu wzrost przychodów ze sprzedaży zanotowało w minionym roku 40% ankietowanych, a ponad 30-procentowe spadki przychodów ze sprzedaży dotknęły 17% dealerów samochodów używanych. Biorąc pod uwagę usługi serwisowe, ponad 20-procentowe spadki przychodów serwisu mechanicznego zanotowało 31% badanych, a serwisu blacharsko-lakierniczego – 33%.

Połowa dealerów samochodowych spodziewa się pogorszenia sytuacji– Miniony rok był dla branży motoryzacyjnej bardzo trudny z wielu względów. Niepewność związana z sytuacją finansową odciągnęła wiele firm i osób fizycznych od zakupów aut. Co więcej ich producenci – wraz z wybuchem pierwszej fali pandemii, wczesną wiosną ubiegłego roku – musieli zmierzyć się z zachwianymi łańcuchami dostaw, a co za tym idzie, auta nie zjeżdżały z linii produkcyjnych tak szybko, jak dotychczas. Trudny dla branży 2020 rok przełożył się na niższą zyskowność działalności, a co za tym idzie – na niższe zadowolenie dealerów samochodowych z finansowych perspektyw swoich firm. Importerzy wspierali wprawdzie swoje sieci m.in. odraczając płatności za zobowiązania finansowe, obniżając plany sprzedażowe czy zmieniając zasady wypłacania bonusów, a zmiany strategii rynkowej importerów czy aktualizacja ich polityki marketingowej spowodowały naturalne zwiększenie ruchu w salonach dealerskich i usprawniły model obsługi zdalnej, ale wciąż działalność branży samochodowej jest dotknięta skutkami pandemii – mówi Michał Lesiuk, Partner w Dziale Doradztwa Podatkowego EY Polska, Lider Sektora Produkcja Przemysłowa i Mobilność.

Satysfakcja dealerów samochodów osobowych pod znakiem Covid-19

Tegoroczna średnia ocena satysfakcji dealerskiej była najniższa w historii badania (z pominięciem roku 2009, kiedy raport powstał w oparciu o ograniczoną liczbę marek) wyniosła 3,27 pkt. Wśród 26 ocenianych importerów, 16 marek zostało ocenionych gorzej niż w ubiegłym roku, zaś lepiej – tylko 9.

Również po raz pierwszy w historii Badania Satysfakcji Dealerów Samochodowych przygotowanego przez EY oraz DCG Dealer Consulting, na najwyższym stopniu podium znalazła się marka Lexus, należąca do Grupy Toyoty. Sama Toyota znalazła się na 3. miejscu XIII edycji zestawienia, a brandy Toyoty rozdzielił Mercedes-Benz, który otrzymał dokładnie taką samą ocenę jak w 2019 r. i zajął drugie miejsce na podium.

Zaraz za podium uplasowały się odpowiednio: KIA (lider z roku 2018), Volvo (czterokrotny zwycięzca badania) i Subaru, tradycyjnie znajdujący się wśród najwyżej ocenianych. Dopiero 7. miejsce przypadło Mazdzie, która 5 razy znajdowała się na pierwszym miejscu zestawienia. Najwyższy wzrost zarówno pod kątem zajmowanego miejsca, jak i samej oceny uzyskała marka Audi, notując awans o 10 pozycji (z 18. na 8.).

– Tak niska średnia ogólnej satysfakcji ze współpracy dealerów samochodowych i importerów wynika w głównej mierze z niższych ocen związanych z prowadzeniem samego biznesu, zaś w mniejszym stopniu dotyczy bardziej krytycznego spojrzenia na ogólną współpracę z importerami. Efektem kwietniowego lockdownu było załamanie zamówień na nowe samochody i znaczący spadek zleceń serwisowych. W tej sytuacji najlepiej radziły sobie firmy dealerskie najsprawniejsze biznesowo i wchodzące w pandemię w najlepszej kondycji finansowej. Istotne było wsparcie kluczowego partnera biznesowego, jakim niezmiennie pozostaje importer. W tegorocznym zestawieniu widać, że marki z segmentu premium poradziły sobie z tymi wyzwaniami lepiej niż inne – mówi Krzysztof Romański, Partner DCG Dealer Consulting.

top 15 marek samochodów w polsce

Segment aut dostawczych

Badanie Satysfakcji Dealerów Samochodowych już po raz czwarty zostało rozszerzone również o część dotyczącą współpracy z importerami samochodów dostawczych do 3,5 tony.

Tegoroczne wyniki potwierdziły pozycję marki Mercedes-Benz jako lidera wśród importerów samochodów dostawczych. Na drugim miejscu po raz pierwszy znalazła się marka Renault, uzyskując minimalnie lepszą ocenę w segmencie samochodów dostawczych niż w osobowych.samochody dostawcze

O badaniu
„Badanie satysfakcji dealerów samochodowych” prowadzone jest przez DCG Dealer Consulting oraz firmę doradczą EY od 2007 r. Tegoroczna, 13. edycja została przeprowadzona od połowy października do końca listopada 2020 r. W badaniu wzięli udział właściciele, a także osoby zarządzające stacjami dealerskimi. Badaniem objęci zostali dealerzy samochodów osobowych, a także samochodów dostawczych do 3,5 t. Poszczególne aspekty dealerskiej satysfakcji zostały oceniane w pięciostopniowej skali szkolnej, gdzie „1” oznaczało ocenę najniższą a „5” najwyższą. Każda ankieta poświęcona jednej marce samochodu składała się z 82 pytań, a 26 ocen cząstkowych decydowało o nocie końcowej. Łącznie w badaniu uzyskano 327 ankiet 26 marek, co stanowi próbę 37% badanej grupy. Ocena satysfakcji dealerskiej obejmowała 3 obszary oceny współpracy z importerem. Pierwszy wiązał się z produktami oferowanymi przez importera, a co za tym idzie ich jakością, niezawodnością, dostępnością, a także satysfakcją klienta. Drugi obszar dotyczył polityki importera jako przedstawiciela międzynarodowego koncernu działającego w ramach międzynarodowych struktur – obejmował m.in. konkurencyjność strategii rynkowej czy podejście do prowadzenia biznesu. Ostatnia ocena skupiła się na centrali jako firmie, która funkcjonuje w polskich realiach, zatrudnia konkretnych ludzi na konkretnych stanowiskach i posiada własną kulturę organizacyjną.

Niemieckie firmy targowe i kongresowe dostaną 642 mln euro pomocy sektorowej. Jest zgoda Komisji Europejskiej

Aż 642 mln euro pomocy sektorowej (tzw. „parasolowej”) popłynie do niemieckich firm działających w sektorze targowym i kongresowym. Chodzi zarówno o organizatorów targów, jak i np. podmioty projektujące i budujące stoiska, świadczące spedycje targową czy dostarczające wyposażenie na branżowe targi. Zgodę na udzielenie takiej pomocy wydała Komisja Europejska. Oprócz tego wszystkie zarejestrowane w Niemczech firmy mogą liczyć na państwowe wsparcie w wysokości 80 procent wartości przychodów sprzed pandemii. W Polsce wiele współpracujących z targami przedsiębiorstw wciąż pozostaje bez pomocy. O tym, kto u nas znajdzie się wśród beneficjentów wciąż decydują np. określone kategorie PKD. W rządowych tarczach firmy zajmujące się budową stoisk były dotąd pomijane. Ostatnio na listę pomocową wciągnął je jedynie Polski Fundusz Rozwoju. 

Komisja potwierdziła, że wsparcie należy się wszystkim podmiotom zajmującym się usługami związanymi z obsługą infrastruktury targowej i konferencyjnej. Według wstępnych na razie szacunków, z tej sektorowej pomocy będzie mogło skorzystać co najmniej 36 operatorów infrastruktury targowej lub kongresowej różnej wielkości (zarówno małe jak i duże przedsiębiorstwa), jak również tysiące firm działających dla tych operatorów. Chodzi zatem o wszystkie, które z uwagi na działalność w tych branżach obciążone są dziś szczególnie wysokimi kosztami, gdyż to one poniosły szkodę przez spowodowany pandemią zakaz prowadzenia działalności targowej czy kongresowej.

– Z zadowoleniem przyjmujemy decyzję Komisji Europejskiej UE o wytyczeniu ścieżki dla programów wsparcia publicznego w Niemczech dla branży wystawienniczej (czyli targowej) i konferencyjnej. Nie możemy się już doczekać, aby dowiedzieć się, jakie inicjatywy podejmą odpowiednio niemieckie landy, aby wesprzeć nasz sektor. Jako jeden z trzech wiodących światowych rynków wystawienniczych, Niemcy wiedzą chyba najlepiej, jak ważny jest ten sektor w budowaniu i obsłudze rynków i miejsc spotkań dla wszystkich zainteresowanych – mówi Kai Hattendorf, dyrektor zarządzający i dyrektor generalny UFI.

Komisja Europejska precyzuje kwotę pomocy sektorowej dla tych branż: „Władze niemieckie szacują z grubsza ten budżet na około 642 mln EUR i podkreślają, że kwota ta jest jedynie tymczasowa i podlega jeszcze ostatecznym decyzjom w tym zakresie. Zostanie on poniesiony przez kraje związkowe lub gminy, a także rząd federalny ”.

Komisja stwierdza, że celem nowego, zatwierdzonego już narzędzia wsparcia jest zrekompensowanie przedsiębiorstwom z branż targowej i kongresowej utraty zysków w wyniku wprowadzenia przez kraje związkowe obostrzeń w celu złagodzenia skutków szalejącej epidemii. – Straty tymczasowo pozbawiły przedsiębiorstwa płynności, co spowodowało trudności w pokryciu kosztów stałych – zauważa Komisja Europejska.

– To przełomowy moment dla europejskiego rynku spotkań, a przede wszystkim dowód zrozumienia znaczenia branży targowej dla gospodarek krajowych oraz międzynarodowych relacji biznesowych – uważa Tomasz Kobierski, prezes Rady Polskiej Izby Przemysłu Targowego, a jednocześnie zarządu Grupy MTP. Jego zdaniem, targi, kongresy i konferencje będą kluczowym narzędziem do odbudowania kondycji wielu branż po okresie lockdownu. – Tak znacząca rządowa pomoc z jednej strony cieszy, jako przykład dobrej praktyki, z drugiej jednak strony stanowi wyzwanie dla krajów sąsiednich, w tym Polski. Nasz rodzimy rynek, w obliczu tak nieproporcjonalnych kwot wsparcia, pozostanie w tyle. Jeśli nie zostaną podjęte kroki mające na celu przywrócenie równowagi w regionie, Polska może utracić silną, budowaną przez lata pozycję na rynku Europy środkowo-wschodniej – ostrzega Tomasz Kobierski.

– Podczas gdy niektóre niemieckie landy (stany) zniosły częściowo na pewien okres przed drugą falą wybuchu Covid-19 restrykcje dotyczące targów i kongresów, to musiały one je ponownie zaostrzyć od listopada 2020 r. Niemieckie stowarzyszenie branżowe AUMA, które mocno zabiegało o rządowe wsparcie dla sektora, szacuje, że aż 80% międzynarodowych i krajowych targów zaplanowanych na 2020 r. trzeba było odwołać lub przełożyć, zaś te, które zaplanowano na pierwszą połowę 2021 r. też najprawdopodobniej nie dojdzie do skutku – poinformowały w swoim zgłoszeniu do Komisji Europejskiej Niemcy. Pomoc, na którą Komisja daje właśnie zielone światło, może być udzielana podmiotom gospodarczym działającym w obu branżach na całym terytorium Niemiec w formie bezpośrednich dotacji.

– Napływające z od naszego zachodniego sąsiada informacje napawają nas optymizmem, bo jak na razie znaczna cześć naszej branży jest u nas wciąż pomijana w rządowym wsparciu. Tak było niestety np. w przypadku 2 tarcz w ubiegłym roku – przypomina Paweł Montewka z Komitetu Obrony Branży Targowej i dodaje, że dopiero dzięki determinacji targowych przedsiębiorców w Polsce, całą branżę, „szerszym okiem” czyli z wieloma firmami pracującymi na potrzeby targów dostrzegł Polski Fundusz Rozwoju. – Choć to tzw. kropla w morzu wszystkich naszych potrzeb związanych z wolą przetrwania, to może wpłynie ona na poszerzenie percepcji rządzących w Polsce, którzy przed pandemią tak lubili grzać się w blasku polskiego przemysłu targowego – zastanawia się Paweł Montewka. Jego nadzieję budzi jednak dziś przede wszystkim to, co otrzymają niemieccy przedsiębiorcy targowi, choć – jak uważa – w porównaniu z polskimi – mogą być oni spokojni o swoją przyszłość, bo bez względu na PKD, zapewnioną mają już od dawna pomoc państwową w wysokości 80 procent przychodów sprzed pandemii. – W Niemczech krążą też pogłoski o jakiejś formie odblokowania poszczególnych sektorów gospodarki. Może to nawet już teraz dawać sporo do myślenia także naszym władzom – twierdzi Paweł Montewka.

Za realizację programu wsparcia, w tym wypłatę pomocy i jej kontrolę, będą odpowiedzialne poszczególne landy.

Program pomocy sektorowej przestaje obowiązywać według Komisji 30 czerwca 2021 r., A przedsiębiorstwa mają czas do 31 maja 2021 r. „Mogą ubiegać się o rekompensatę utraconych zysków, jeżeli straty te wystąpiły w okresie od 1 marca 2020 r. Do 31 grudnia 2020 r.” – zaznacza Komisja Europejska w komunikacie. Niemcy to pierwszy co do wielkości rynek targowy na Europie. Najważniejsze ośrodki tej branży mieszczą się tam w Duseldorffie, Franfurcie, Kolonii, Hanowerze czy Monachium. Do wybuchu pandemii wiele polskich przedsiębiorstw współpracowało jako podwykonawcy z organizatorami targów w Niemczech, jednak – z uwagi na miejsce zarejestrowania – mogą one liczyć wyłącznie na pomoc w Polsce.

Badanie Cisco ujawnia kluczową rolę prywatności w obliczu globalnej pandemii

  • Badanie Cisco wykazuje znaczące obawy społeczne dotyczące prywatności wynikające z pandemii, które są napędzane szybkim przejściem w tryb pracy zdalnej i potrzebą wykorzystania informacji dotyczących stanu zdrowia poszczególnych osób.
  • Międzynarodowe przepisy i regulacje dotyczące ochrony prywatności na całym świecie zostały dobrze przyjęte. Prawie 80% specjalistów ds. bezpieczeństwa i ochrony prywatności dostrzega ich pozytywny wpływ na swoje organizacje.
  • Silna infrastruktura ochrony prywatności i solidne praktyki bezpieczeństwa są niezbędne dla ożywienia społecznego i gospodarczego po pandemii.

Cisco zaprezentowało raport Data Privacy Benchmark Study 2021, czwarte coroczne badanie praktyk firm w zakresie ochrony prywatności na całym świecie. Analiza wykazała zwiększone znaczenie ochrony prywatności w czasie pandemii oraz rosnące korzyści dla firm, które stosują silne środki ochrony w tym obszarze. W niezależnym, anonimowym badaniu przeanalizowano odpowiedzi 4 400 specjalistów ds. bezpieczeństwa i prywatności z 25 krajów. Raport obejmuje m.in. takie zagadnienia, jak stosunek do przepisów dotyczących prywatności czy kwestię raportowania kierownictwu statystyk z nią związanych.

W okresie zakłóceń i niepewności spowodowanych pandemią, pojawiły się oczekiwania, a czasami także wymagania związane z bezpieczeństwem sanitarnym i potrzebą dzielenia się swoimi danymi osobowymi w celu ograniczenia rozprzestrzeniania się wirusa COVID-19. Jednocześnie sporo osób przeniosło znaczną część swojego życia do Internetu, przyspieszając trend, który w normalnych warunkach trwałby latami. Masowe zmiany w interakcjach międzyludzkich i zaangażowaniu cyfrowym przyczyniły się do powstania wielu trudnych problemów związanych z prywatnością danych, którym organizacje muszą stawić czoła, chcąc przestrzegać prawa i powstrzymać rozprzestrzenianie się pandemii, przy jednoczesnym poszanowaniu praw jednostki. Z kolei konsumenci i opinia publiczna są coraz bardziej zaniepokojeni sposobem, w jaki wykorzystywane są ich dane osobowe.

Kluczowe wnioski z raportu Cisco Data Privacy Benchmark Study 2021:

  • Prywatność jest czymś więcej niż tylko kwestią zgodności z przepisami, ponieważ firmy postrzegają ją obecnie jako podstawowe prawo człowieka i kluczowy priorytet dla kadry zarządzającej.
    • 60% organizacji przyznaje, że nie były przygotowane na wymagania dotyczące prywatności i bezpieczeństwa związane z przejściem na pracę zdalną.
    • 93% organizacji zwróciło się do swoich zespołów ds. ochrony prywatności o pomoc w rozwiązaniu tych problemów.
    • 87% konsumentów wyraziło obawy dotyczące ochrony prywatności przez narzędzia, których muszą używać, aby pracować, współdziałać i łączyć się na odległość.
    • W 90% organizacji raporty dotyczące ochrony prywatności są prezentowane zarządom i radom nadzorczym.
  • Na rynku następuje wyraźna zmiana w kierunku standaryzacji prywatności jako krytycznego wymogu podczas cyfryzacji i realizacji celów biznesowych.
    • Już w ponad 130 krajach istnieją obecnie przepisy dotyczące ochrony prywatności, a prawie 80% respondentów uznało, że przepisy te mają pozytywny wpływ na ich funkcjonowanie.
  • Większość ludzi nie ma nic przeciwko dzieleniu się informacjami dotyczącymi zdrowia w celu zapewnienia bezpieczeństwa w miejscu pracy, ale nie czuje się komfortowo w przypadku innych zastosowań, takich jak np. badania naukowe.
    • 57% ankietowanych popiera wykorzystanie danych przez pracodawców w celu zapewnienia bezpieczeństwa w miejscu pracy, natomiast mniej niż połowa popiera śledzenie lokalizacji i kontaktów, czy ujawnianie informacji o osobach zakażonych oraz wykorzystywanie danych osobowych do badań naukowych.
  • Prywatność i szerszy ekosystem cyberbezpieczeństwa odegrają kluczową rolę na drodze do wzrostu gospodarczego i odbudowy po pandemii COVID-19.
    • W miarę odradzania się gospodarek i społeczności pojawi się wiele ważnych wyzwań, które zweryfikują, w jaki sposób rządy, firmy i osoby prywatne gromadzą dane osobowe, zarządzają nimi i chronią je, próbując znaleźć równowagę między prawami jednostki a interesem publicznym.
  • Popularność inwestycji w ochronę prywatności nadal rośnie – 75% organizacji dostrzega wynikającą z nich znaczącą wartość biznesową w postaci ograniczenia strat związanych z bezpieczeństwem, zwiększenia elastyczności i innowacyjności, poprawy efektywności operacyjnej oraz zwiększenia lojalności i zaufania klientów.
    • Ponad 1/3 organizacji uzyskuje korzyści co najmniej dwukrotnie przewyższające poniesione nakłady.

„Prywatność osiągnęła należyty status – została uznana za podstawowe prawo człowieka i urosła do rangi priorytetu o znaczeniu krytycznym dla kadry kierowniczej” – mówi Harvey Jang, wiceprezes i dyrektor ds. prywatności w Cisco. „Wraz z przyspieszonym przejściem do pracy z dowolnego miejsca, prywatność nabrała większego znaczenia w napędzaniu cyfryzacji, odporności korporacyjnej, sprawności i innowacyjności”.

6 powodów, dla których aplikacje staną są przyszłością biur

Czy ktoś z nas wyobraża sobie dzisiaj życie bez telefonu komórkowego? Niepostrzeżenie stał się on dla nas narzędziem wielofunkcyjnym: aparatem fotograficznym, dostępem do internetu, skrzynki pocztowej, kalendarza. Jest dla nas kartą płatniczą i budzikiem. Na telefonie słuchamy muzyki, oglądamy filmy, czytamy książki, z telefonem uprawiamy sport i wykonujemy wiele innych aktywności.

Ale co telefon ma wspólnego z biurem? W wyniku pandemii nasza biurowa rzeczywistość przeszła rewolucję – przeniosła się do nowej ery hybrydowego modelu pracy. Niestety wylądowała w tym świecie bez przysłowiowego telefonu komórkowego – czyli platformy „all in one”, która pomogłaby zarówno pracownikom, jak i pracodawcom zarządzać nową rzeczywistością.

Hybrydowy model pracy wymaga nowych narzędzi

Połączenie pracy z biura z pracą z domu lub innej lokalizacji, które w wyniku pandemii stało się codziennością wielu firm, zmieni oblicze naszego stylu pracy w najbliższych latach. Jak wynika z globalnego badania Colliers „Exploring the post COVID-19 Workplace”, większość z nas będzie chciała w różnych proporcjach łączyć pracę z biura z pracą z domu, aby korzystać z efektu synergii w łączeniu życia zawodowego z prywatnym.

6 powodów, dla których aplikacje staną są przyszłością biur
Źródło: “Exploring the post COVID-19 Workplace”, Colliers

Nowy model zmieni sposób korzystania z biura, które od teraz będzie miejscem odwiedzanym przez nas w celu interakcji, spotkań i wymiany informacji z innymi. Nawiązując do powyższych statystyk, liczba osób odwiedzających biuro w danym czasie może zmniejszyć się nawet o połowę. W efekcie, firmy będą starały się dostosować powierzchnię biur do nowej rzeczywistości. Ten trend spowoduje, że pracę w biurze trzeba będzie dokładnie planować, rezerwując niezbędne aktywa (biurko, salka do spotkań, miejsce parkingowe). Niezbędna stanie się więc prosta aplikacja, która pozwoli pracownikom w łatwy sposób zaplanować wizytę w biurze, a pracodawcom – dostosować zasoby do nowych potrzeb.

Rosnące zapotrzebowanie na rozwiązania „all in one”

Podobnie jak wspomniane smartphony, aplikacja do planowania pracy w biurze powinna dawać pracownikowi możliwość zaplanowania wszystkich aktywności z nią związanych, w jednym miejscu. Przykładem takiego rozwiązania jest wdrożona w Colliers International aplikacja Office App, dzięki której można np. zarezerwować biurko, salkę konferencyjną, miejsce parkingowe oraz zarejestrować gościa. Dodatkowo aplikacja umożliwia również rozwiązania takie, jak: zgłoszenie usterki w biurze do systemu helpdesk, opcję Event, dzięki której pracownicy są informowani o bieżących szkoleniach i innych wydarzeniach firmowych, a także kategorię „lunch with me”, dzięki której mogą w szybki sposób umówić się na obiad ze swoimi znajomymi z pracy. Aplikacja może być zintegrowana z innymi systemami, np. systemem kontroli dostępu lub systemem parkingowym budynku, co daje nowe możliwości w kompleksowej obsłudze pracownika.

Budowanie społeczności na wagę złota

Aplikacje dla biur będą tworzone, aby ułatwić pracownikom i pracodawcom sprawne funkcjonowanie w biurze i łatwe zarządzanie nim, ale tym, co powoduje, że aplikacja zaczyna żyć, są ludzie – komunikacja, interakcja między nimi. Aplikacja powinna więc być nie tylko systemem do rezerwacji, ale przede wszystkim do komunikowania się z pracownikami i informowania ich w ciekawy sposób o tym, co dzieje się w biurze np. przy pomocy zdjęć, atrakcyjnych postów. Pracownicy powinni mieć możliwość uczestniczenia w tej komunikacji poprzez komentowanie, „lajkowanie” postów bądź umieszczanie swoich własnych wpisów. Dzięki temu, nawet poza biurem, pracownicy czują się włączeni w życie firmy, wiedzą co dzieje się w biurze i mogą aktywnie w tym biurowym życiu uczestniczyć. Sekcja „community” to namiastka social mediów, która powoduje, że pracownicy z ciekawością będą zaglądać i sprawdzać na bieżąco, co ciekawego dzieje się w firmie. Możliwość tworzenia społeczności to aspekt szczególnie ważny w modelu hybrydowym, w którym ze względu na rozproszenie pracowników budowanie wzajemnych relacji, jak i więzi z organizacją jest utrudnione.

Pokolenie ”on demand”

Dla niektórych z nas planowanie pracy w biurze przy pomocy aplikacji będzie nowym nawykiem. Pamiętajmy jednak, że nasze organizacje co roku powiększają się o kolejne szeregi młodych pracowników, którzy wychowali się już w świecie internetu i aplikacji. Dla tych osób korzystanie z narzędzia typu Office App będzie naturalne, ponieważ już teraz przy pomocy aplikacji zamawiają oni jedzenie, taksówki, loty, hotele, bilety na koncerty i do kina, wizyty lekarskie i usługi kosmetyczne. Dlaczego więc w podobny sposób nie mieliby planować swojej pracy?

Źródło cennych danych

Aplikacja do zarządzania biurem ma tę zaletę, że zbiera dane o wszystkich rezerwacjach. Dzięki temu pracodawca otrzymuje dodatkową korzyść – system generuje na bieżąco precyzyjne statystyki, w jaki sposób dana firma korzysta z biura, jaki jest wskaźnik zajętości w danym czasie i z jakich funkcjonalności pracownicy korzystają najczęściej. Jest to niezwykle cenna informacja zwrotna, która pokazuje, w jakim kierunku biuro powinno się zmieniać, jak dostosować jego wielkość i funkcje do potrzeb użytkowników. Zatem dane z aplikacji będą kreowały kształt biura przyszłości danej organizacji.

Aplikacja na dobre i złe czasy

Aplikacja Office App powstała, aby zarządzać biurem w hybrydowym modelu pracy, ale my nazywamy ją aplikacją na dobre i złe czasy, ponieważ okazała się także doskonałym narzędziem do zarządzania biurem i bezpieczeństwem pracowników w czasie pandemii. W aplikacji zaszyliśmy zasady funkcjonowania biura w czasie pandemii i oddaliśmy system w ręce użytkowników. Zaznaczyliśmy na planie biura, które stanowiska pracy są dostępne, a które nie, ile osób może korzystać z poszczególnych salek konferencyjnych. Dzięki temu, w prosty sposób zarządzamy liczbą osób w biurze, dystansem między stanowiskami pracy, a w razie przypadku zakażonego wirusem pracownika, jesteśmy w stanie szybko sprawdzić, które osoby były w danym czasie w biurze i są potencjalnie narażone na zakażenie. Aplikacje są łatwym w implementacji narzędziem, które wspiera zarówno pracowników, jak i organizacje w dostosowaniu się do nowej sytuacji. Są intuicyjne, przyjemne w użytkowaniu i oferują nowe możliwości. Możemy się więc spodziewać, że niebawem aplikacje staną się standardem naszej biurowej rzeczywistości.

Komentarz Małgorzaty Michalczyk, dyrektor ds. administracji w Colliers International

Raport Ericsson: 5G przyspieszy dematerializację przedsiębiorstw

W 2030 roku większość zadań pracowników umysłowych będzie wspomagana
lub zautomatyzowana. W pracy z domu pomoże użycie sztucznej inteligencji
i analiza danych w chmurze. Szereg przedsiębiorstw osiągnie znaczną redukcję emisji CO2 dzięki lepszemu wykorzystaniu energii odnawialnej, ograniczeniu dojazdów i podróży. Tak według raportu firmy Ericsson „Dematerializacja drogą do rentowności i zrównoważonego rozwoju” może wyglądać firma w najbliższej przyszłości.
Kluczowym czynnikiem umożliwiającym drogę ku „dematerializacji” jest rozwój łączności komórkowej piątej generacji, a sieć 5G będzie pełnić rolę platformy innowacji.

Według najnowszego raportu firmy Ericsson, prawie 7 na 10 badanych przedsiębiorstw uważa, że osiągnęło lub przekroczyło półmetek drogi ku biznesowej dematerializacji. Z kolei blisko połowa pracowników umysłowych wskazuje produktywność i rentowność jako główne korzyści z dematerializacji, a blisko 40% twierdzi to samo w odniesieniu do zrównoważonego rozwoju. Potwierdzają to również badania firmy Forrester, według których firmy wykorzystujące wiedzę cyfrową do optymalizacji produktów, usług i operacji, będą rosły co najmniej osiem razy szybciej niż światowy produkt krajowy brutto[1]. Dlatego w przyszłości będziemy świadkami większej liczby zdematerializowanych przedsiębiorstw wykorzystujących chmurę, sztuczną inteligencję i technologię mobilną, aby stać się bardziej elastycznymi.Ericsson_Future_of_Enterprises_1

„Przedsiębiorstwa przodujące w dematerializacji zdefiniowaliśmy w raporcie jako jedną trzecią wszystkich badanych firm, które odnotowały największy postęp w swoich działaniach w tym kierunku. Nie powinno dziwić, że są one bardziej zrównoważone środowiskowo, ale wykazują również wyższą rentowność, lepiej korzystają z innowacji i elastyczniej reagują na zmiany. Ankietowani menedżerowie z branży ICT są zgodni, że przedsiębiorstwa zdematerializowane, zdolne do szybkiej adaptacji do nowych potrzeb klientów, staną się normą do 2030 roku” – tłumaczy Marcin Sugak, ekspert firmy Ericsson.

Transformacja w cyfrowej rzeczywistości

68 proc. menedżerów ankietowanych w badaniu firmy Ericsson zgadza się,
że gotowość do transformacji odegra bardzo duże znaczenie dla sukcesu firm do 2030 roku. Tyle samo respondentów uważa, że dostęp do potężnych możliwości w zakresie analizy i eksploracji danych będzie również bardzo ważny do 2030 roku.

Łączność komórkowa jest kluczowym warunkiem dematerializacji, a sieć 5G
ma być ważną platformą dla innowacji. Około 6 na 10 menedżerów zgadza się, że wykorzystanie chmury, sprzedaż oprogramowania i usług zamiast fizycznych produktów oraz korzystanie ze szkoleń i dokumentów online to kluczowe czynniki przyczyniające się do dematerializacji w ich przedsiębiorstwach.

Powierzchnie biurowe zredukowane o połowę?

Poglądy zarówno menedżerów z branży ICT, jak i pracowników umysłowych zmieniły się pod wpływem ich doświadczeń związanych z pracą zdalną. Ponad 6 na 10 pracowników przyznaje, że ich przedsiębiorstwa stały się bardziej pozytywnie nastawione do pracy zdalnej w czasie pandemii i wierzą, że te zwyczaje pozostaną w przyszłości. W rzeczywistości oczekują, że do 2030 roku prawie 60 procent pracy będzie odbywać się poza siedzibą firmy. Zmianę tę napędzają nie tylko zmieniające się oczekiwania pracowników, ale również możliwości zaoszczędzenia na powierzchni biurowej.

60 procent managerów chwali możliwości redukcji kosztów dzięki pracy zdalnej. Jednak wśród pracowników można zaobserwować lekką niepewność. Tylko 34 proc. z nich jest bardzo zadowolonych z mniejszej liczby stanowisk pracy w biurze, podczas gdy 62 proc. jest niezdecydowanych i widzi ryzyko w braku własnego i stałego miejsca w biurze. Co ciekawe, aż 43 procent managerów jest głęboko przekonanych, że do roku 2030 nie będzie w ogóle biur, ponieważ pracownicy będą pracować tylko zdalnie.

„Po długim okresie pracy zdalnej wymuszonej pandemią, pracownicy umysłowi czują, że należy dodać coś do doświadczenia pracy zdalnej, aby uczynić ją bardziej wciągającą, umożliwiając korzystanie z niektórych zalet tradycyjnego sposobu pracy. Zarówno osoby podejmujące decyzje w zakresie ICT, jak i pracownicy umysłowi widzą potrzebę wprowadzenia w przyszłości innowacyjnych narzędzi do współpracy i spotkań online” – mówi Marcin Sugak.Ericsson_Future_of_Enterprises_2

Według raportu firmy Ericsson, ponad 6 na 10 przedsiębiorstw przewiduje,
że do 2030 roku będzie korzystać z urządzeń 5G i prawie tyle samo z urządzeń AR i VR – co stanowi wzrost o ponad 50 procent w porównaniu ze stanem obecnym. Co więcej, prawie połowa wszystkich badanych pracowników umysłowych, a wśród liderów dematerializacji prawie 8 na 10, jest zainteresowana wirtualnym pulpitem, który można wyświetlić na dowolnej powierzchni, dzięki czemu każde miejsce można zamienić w stanowisko pracy. Niemal tyle samo osób interesuje się asystentem AI, który mógłby pomóc np. w wykonywaniu powtarzalnych zadań.

Polska u progu 5G

Już obecnie widzimy jak wiele startupów oraz wielkich korporacji tworzy pierwsze rozwiązania, które są zalążkiem tych futurystycznych oczekiwań. Krokiem milowym na tej drodze będzie upowszechnienie komunikacji w sieciach 5G, które dzięki dużej przepustowości łącza i praktycznie zerowym opóźnieniom otwierają przed światem nowe możliwości. Sprzęt firmy Ericsson jest gotowy do pracy w sieci 5G już od 2015 roku. Jest to możliwe dzięki aktualizacji do 5G za pomocą zdalnej instalacji oprogramowania. Do tej pory do operatorów na całym świecie wysłanych zostało ponad 5 milionów anten 5G. Komisja Europejska oczekuje, że do 2025 r. kraje członkowskie będą posiadać szerokie pokrycie siecią 5G.

[1] https://go.forrester.com/press-newsroom/insights-driven-businesses-will-take-1-2-trillion-a-year-by-2020