Deloitte: Klienci oczekują od ubezpieczycieli prostych i intuicyjnych produktów

54 proc. konsumentów podzieliłoby się swoją historią kredytową w zamian za niższą składkę.

Pandemia COVID-19 sprawiła, że bardziej niż dotychczas zaczęliśmy dbać o swoje zdrowie i bezpieczeństwo, a w 2020 r. na całym świecie produkty ubezpieczeniowe cieszyły się większą popularnością. Eksperci firmy doradczej Deloitte przyjrzeli się globalnym trendom w branży ubezpieczeń komunikacyjnych i mieszkaniowych. Jak wynika z raportu „The future of home and motor insurance”, klienci najczęściej decydują się na podstawowe oferty ubezpieczeniowe, ale szczególnie wśród młodych rośnie zainteresowanie innowacyjnymi formami polis. W najbliższym czasie na znaczeniu zyskiwać będą również kanały sprzedaży online. W tym obszarze przodują Brytyjczycy – 81 proc. z nich deklaruje zakup ubezpieczenia na pojazd właśnie przez Internet.

Raport „The future of home and motor insurance” prezentuje wyniki badania potrzeb klientów sektora ubezpieczeń komunikacyjnych i mieszkaniowych. W badaniu wzięło udział 8 tys. konsumentów z 8 krajów: Australii, Kanady, Chin, Niemiec, Włoch, Japonii, Wielkiej Brytanii i USA.

Łatwo i bezpiecznie

Historyczne i społeczne uwarunkowania w poszczególnych krajach mają istotny wpływ na odpowiedzi respondentów. Badanie pozwoliło wyróżnić cztery kluczowe trendy, które mogą okazać się przydatne do stworzenia oferty ubezpieczeniowej.

Pierwszy z nich to wybór prostych i zrozumiałych rozwiązań. Przejrzysta konstrukcja, łatwość zakupu oraz pewność, że cena ubezpieczenia jest adekwatna, a potencjalne szkody zostaną pokryte – to cechy produktu preferowane przez klientów na większości rynków. Po drugie, konsumenci są również zainteresowani ubezpieczeniami, które są wbudowane w inne produkty lub usługi.

Trzeci trend to wykorzystywanie w produktach ubezpieczeniowych rozwiązań opartych o internet rzeczy (Internet of Things), jak użycie telematyki w ubezpieczeniach komunikacyjnych czy sieci czujników w mieszkaniach. Z raportu wynika jednak, że takie innowacje nadal budzą u konsumentów obawy.

Ostatni trend to efekt trwającej pandemii COVID-19, czyli zwiększenie zainteresowania produktami, które można kupić zdalnie i dowolnie je personalizować.

Część propozycji autorów badania nie ma naturalnie bezpośredniego przełożenia na specyfikę lokalnego rynku ubezpieczeniowego. Dwie są jednak adekwatne również i w Polsce. Pierwszy z postulatów to daleko idące uproszczenie produktów, tak, aby stały się łatwiejsze w odbiorze. Drugi zaś, to lepsza identyfikacja potrzeb klientów i docieranie do poszczególnych segmentów z odpowiednią ofertą. I choć podobne postulaty pojawiają się od dłuższego czasu, to wydaje się, że w tym obszarze nadal pozostaje wiele do zrobienia – mówi Marcin Piskorski, Partner, lider sektora ubezpieczeniowego w Deloitte Polska.

Prostota to podstawa

Eksperci Deloitte wskazują, że klienci firm ubezpieczeniowych najbardziej cenią prostotę produktów i usług. Najwięcej, bo 29 proc. badanych wybrałoby podstawową wersję ubezpieczenia, czyli polisę gwarantującą pełną ochronę nieruchomości, której cena opiera się na wartości, lokalizacji i cechach budynku, a także wcześniejszej historii ubezpieczeniowej klienta. Jako zalety tego rozwiązania ankietowani wskazali także łatwość porównywania z innymi produktami, a także respektowanie prywatności. Wadą jest z kolei brak personalizacji.

W przypadku zakupu ubezpieczenia na dom, podstawowa wersja produktu jest pierwszym wyborem we wszystkich badanych krajach oprócz Chin. Po ten rodzaj najchętniej sięgają Brytyjczycy (43 proc.), Niemcy (34 proc.) i Amerykanie (33 proc.). Chińczycy z kolei wybraliby polisę wzbogaconą o innowacyjne elementy związane z internetem rzeczy (30 proc.). Na podobny produkt chętnie zdecydowaliby się również Włosi i Japończycy (po 15 proc.).

Podstawowy wariant polisy jest najpopularniejszy również przy wyborze ubezpieczenia komunikacyjnego. Najczęściej jest wybierany przez Brytyjczyków (41 proc.), Niemców (38 proc.) i Amerykanów (33 proc.). Badani wybraliby również ubezpieczenie, które mogą sami kontrolować i dopasowywać. Tak wskazało 24 proc. Chińczyków, 23 proc. Niemców i 21 proc. Kanadyjczyków.

Dane najcenniejsze

Współczesny klient dużą wagę przykłada do poufności swoich danych. Globalnie tylko 54 proc. badanych zdecydowałoby się podzielić swoją historią kredytową z ubezpieczycielem w zamian za niższą składkę czy produkt dopasowany do ich potrzeb. Najbardziej skłonni do przekazywania takich informacji są Chińczycy (57 proc.), Włosi (55 proc.) i Japończycy (54 proc.). Z kolei najmniej entuzjastyczni w tej kwestii są Niemcy (34 proc.).

Ankietowani ze wszystkich krajów najchętniej udostępniliby dane na temat historii ubezpieczeniowej. W tym przypadku najczęściej byliby to Brytyjczycy (90 proc.), Australijczycy (87 proc.), a także Chińczycy i Kanadyjczycy (po 85 proc.). Z największym sceptycyzmem podchodzą do tego Niemcy (58 proc.).

Respondenci nie mieliby również problemów z podzieleniem się informacjami na temat użytkowania samochodu, jeśli miałoby to wpływ na zmniejszenie kosztu ubezpieczenia. W tej kategorii przodują Chińczycy (86 proc.), Australijczycy (82 proc.) i Kanadyjczycy (78 proc.). Także w tym wypadku najbardziej ostrożnie podchodzą do tego Niemcy (54 proc.).

Z raportu wynika również, że konsumenci stale porównują oferty polis dostępnych na rynku. W ostatnim roku jedna czwarta posiadaczy ubezpieczenia komunikacyjnego i jedna piąta z ubezpieczeniem nieruchomości zmieniła dostawcę. – Oznacza to, że firmy muszą stale monitorować swoje otoczenie biznesowe, ale również zmienne nawyki konsumenckie. Klienci na całym świecie, także w Polsce, chcą być pewni, że wybrana przez nich oferta zapewni im maksymalny możliwy zakres za konkurencyjną cenę – mówi Marcin Piskorski.

Młodzi chętni do innowacji

Autorzy raportu zidentyfikowali grupy konsumentów, które charakteryzowały się zróżnicowanym podejściem do wyboru ofert ubezpieczeniowych. Często były też skłonne do zakupu rozszerzonych produktów lub usług, a nie tylko podstawowej oferty. To głównie osoby młode, które chętnie korzystają z wszelkich nowości rynkowych.

Pierwsza z nich, na potrzeby badania nazwana gadget group, to respondenci w wieku 18-34 lata zarabiający od 50 do 100 tys. dolarów rocznie, którzy w ciągu ostatnich trzech lat zakupili nieruchomość. Kupując polisę, wybraliby wzbogaconą o innowacyjne rozwiązania związane z internetem rzeczy.  (Internet of Things). W tym przypadku ubezpieczyciel wie, kto mieszka w domu i w jaki sposób korzysta np. z wody czy gazu. Dzięki temu może powiadomić klienta o wykrytym problemie, np. przeciekającej rurze i – w miarę możliwości – wysłać specjalistę, który naprawi usterkę. Konsument otrzymuje również raport na temat użytkowania domu razem z planem na redukcję kosztów.

Druga grupa to risk-averse renters, czyli również osoby w wieku 18-34 lata, które wynajmują dom lub mieszkanie. Badani z tej grupy wybraliby ubezpieczenie, które mogą sami dopasowywać i dowolnie zmieniać zakres polisy w zależności od aktualnego zapotrzebowania czy możliwości finansowych. Konsument może dopasować poziom pokrycia szkód w zależności od tego, czy przebywa w domu. Może również ustalić wysokość polisy na konkretne przedmioty, na przykład biżuterię.

Tradycja wygrywa nad online

Eksperci Deloitte sprawdzili również, w jaki sposób konsumenci kupują ubezpieczenia komunikacyjne. Na kanały online i kupno produktu ubezpieczeniowego za pomocą internetu w telefonie lub komputerze najchętniej decydują się Brytyjczycy (81 proc.). Na drugim miejscu znaleźli się Australijczycy (60 proc.), a podium zamykają Japończycy (53 proc.). Największymi tradycjonalistami, którzy ubezpieczają się przez telefon lub w czasie wizyty u przedstawiciela są Kanadyjczycy (72 proc.) i Włosi (65 proc.).

Jeśli chodzi o zakup ubezpieczenia na dom czy mieszkanie, odsetek osób kupujących online jest jeszcze mniejszy. Ta tendencja będzie się jednak zmieniać. Młodzi konsumenci, którzy wychowali się w wirtualnym świecie, będą sięgać po nowe technologie również podczas wyboru i nabycia polisy. W Stanach Zjednoczonych w grupie osób w wieku 18-34 lata kanały online wybrało 63 proc. badanych w porównaniu do 35 proc. wśród respondentów starszych niż 55 lat – mówi Marcin Warszewski, Dyrektor w Deloitte Digital.

Ubezpieczyciele powinni być elastyczni i dla pewnych grup konsumentów uprościć swoje produkty i jasno przedstawiać ich wartość. Warto jednak także, by reagowali na potrzeby bardziej wymagających klientów, czyli milenialsów, którzy częściej wybierają niekonwencjonalne rozwiązania produktów ubezpieczeniowych. Trzeba przy tym pamiętać, że w przyszłości innowacyjne usługi wybierać będą nie tylko młodzi, ale większość konsumentów.

W tym tygodniu kurs euro na poziomie 4,52-4,56

Długi weekend w USA (dziś święto) uzasadnia piątkową ucieczkę z ryzykownych pozycji i dzisiejszy powolny start tygodnia. Brak silnego impulsu jest pożywką dla wątpliwości o zasadność wysokich wycen, podczas gdy obawy o rozwój pandemii nie pomagają w poprawie nastrojów. Rynki może czekać okres ruchu bocznego, zanim trend reflacyjny ponownie pokaże siłę.

W tym tygodniu może być za dużo czynników ryzyka, co do których inwestorzy woleliby, żeby przeminęły, zanim zaczną angażować się w budowanie nowych pozycji. Główna uwaga jest na ceremonii zaprzysiężenia prezydenta-elekta Bidena w środę, ale mniej na tym, co Biden będzie miał do powiedzenia, a bardziej, czy nie dojdzie do zakłóceń. FBI ostrzega przed planowanymi na szeroką skalę protestami. Chociaż szturm na Kapitol z 6 stycznia rynki przyjęły dość spokojnie, ale ryzyko, że teraz może być inaczej, jest niepomijalne.

Rynki znajdują się aktualnie w niepewnym położeniu i każdy dodatkowy powód do obaw o ryzykowne pozycje może przechylić szalę na rzecz głębszej korekty. A pretekstu zaczyna się doszukiwać we wszystkim. Na starcie tygodnia rynkowe dyskusje krążą wokół jutrzejszego przesłuchania Janet Yellen w Kongresie przed mianowaniem jej na nowego sekretarza skarbu. Wall Street Journal donosi, że Yellen ma potwierdzić zobowiązanie USA, że nie będzie się angażować w celowe osłabianie dolara dla poprawy konkurencyjności. Naprawdę nie rozumiem, jak taki komentarz Yellen ma być argumentem za umocnieniem dolara i w jakim sensie jest to zaskakujące oświadczenie. Ale fakt, że WSJ o tym pisze, a rynek dyskutuje, sugeruje mi, że strach przed korektą jest duży.

Tydzień przynosi też kilka decyzji banków centralnych, w tym EBC (czwartek). Nie spodziewamy się zmian w polityce, biorąc pod uwagę, że dopiero co w grudniu bank dokonał rekalibracji swojej polityki (rozszerzenie PEPP i TLTRO). Uwaga skupi się na komunikacie i ocenie bieżącej sytuacji zdrowotnej i jej wpływie na perspektywy gospodarcze. Można oczekiwać, że na konferencji prezes Lagarde pozostawi furtkę do dalszego luzowania polityki, jeśli z powodu pandemii gospodarka będzie się rozwijać poniżej prognoz EBC. Ale to raczej za mało, by wygenerować wieżą presję na sprzedaż EUR i jeśli już, to brak niespodzianek stwarza okazję do mini-rajdu ulgi.

Przy całej huśtawce na rynkach zewnętrznych na koniec ubiegłego tygodnia i utrzymującą się awersją do ryzyka stabilizacja EUR/PLN wokół 4,54 powinna cieszyć. Sądzę, że taki obraz rynku złotego jest zasługą piątkowej konferencji prasowej prezesa NBP Adama Glapińskiego, która załagodziła część obaw związanych z kształtem polityki pieniężnej. Glapiński stwierdził, że NBP ma „dużą przestrzeń” do obniżek stóp procentowych i możliwe jest cięcie poniżej zera, ale obniżka nastąpi tylko przy radykalnym pogorszeniu się sytuacji gospodarczej. W bazowym scenariuszu prezes przewiduje utrzymanie stóp procentowych na obecnym poziomie przez najbliższe dwa lata. W kwestii złotego, Glapiński stwierdził, że mamy do czynienia z ogromną presją na aprecjację waluty, a interwencje miały na celu zapobiec nagłej aprecjacji złotego. Prezes nie wyklucza przyszłych ingerencji w rynek. Jednak charakter wypowiedzi sugeruje, że NBP nie będzie stawać na drodze aprecjacji złotego pod warunkiem, że będzie odbywać się w powolnym tempie. Pytaniem pozostaje, jakie tempo jest akceptowalne dla banku centralnego? Ogólnie jednak nie wygląda na to, że na obecnych poziomach nie powinna pojawić się dodatkowa presja osłabiająca złotego ze strony NBP i w najbliższych dniach kierunek będą dyktować nastroje na rynkach zewnętrznych. Dla EUR/PLN sugeruje to przedział 4,52-4,56 w tym tygodniu.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

CDRL podsumowuje sprzedaż w IV kwartale 2020 r.

Grupa CDRL, właściciel marki Coccodrillo oraz Buslik, w IV kwartale br. wygenerowała 97,8 mln zł przychodów w obu markach – jest to około 17 proc. mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Rekordową popularnością cieszą się kanały e-commerce. W polskim sklepie internetowym sprzedaż wzrosła o 93 proc., a w sklepie internetowym sieci Buslik o 88 proc. r/r.

– Przychody w IV kwartale są umiarkowanie dobre. Należy je oceniać biorąc pod uwagę obecną sytuację społeczno-gospodarczą. Mocno odczuwamy przedłużające się zamknięcie naszych sklepów stacjonarnych w galeriach handlowych – wprowadzony lock-down oraz niepewne nastroje konsumenckie związane z pandemią spowodowały, że nasze przychody są niższe niż  przed rokiem. Niemniej jednak, bardzo dobrze radzą sobie nasze sklepy e-commerce – w kanałach internetowych odnotowujemy rekordowe wyniki – komentuje Tomasz Przybyła, wiceprezes CDRL.

W IV kwartale, w sklepach stacjonarnych w Polsce, przychody wyniosły 30,17 mln zł. Jest to wynik o 31 proc niższy niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Sklepy stacjonarne sieci Buslik, w omawianym okresie osiągnęły przychody na poziomie 42,33 mln zł, czyli o 20,9 proc. mniej, niż w IV kwartale 2019 roku.

Nieustannie wzrasta popularność kanałów e-commerce. Polski sklep internetowy, w IV kwartale wygenerował 10,93 mln zł przychodów i jest to wynik wyższy od odnotowanego w analogicznym okresie ubiegłego roku o 93 proc. Sklep internetowy sieci Buslik odnotował 3,85 mln zł przychodów, co stanowi wzrost o 88 proc. r/r.

Narastająco, od stycznia do końca grudnia Grupa CDRL wygenerowała 387,47 mln zł przychodów. Jest to wynik niższy od ubiegłorocznego o 13,7 proc.

Polacy zdobywają rynek usług telemedycznych

Tempo szczepień i przedłużane lockdowny wskazują na to, że rozwiązania związane z telemedycyną dla części pacjentów będą koniecznością jeszcze przez wiele miesięcy. Dostrzegają to nie tylko prywatni konsumenci, ale też inwestorzy. Dlatego możemy mówić o trwającym boomie na rozwiązania telemedyczne. Co interesującego w tym temacie wymyślili Polacy?

W Polsce powstało co najmniej kilka znaczących spółek telemedycznych. Rozwijają zarówno rozwiązania łączące hardware (urządzenie) z softwarem (np. aplikacją), jak i same rozwiązania software.

Higo – kilka narzędzi w jednym

Przykładem głośnego produktu, który został zaprojektowany nad Wisłą i wejdzie do sprzedaży w najbliższych miesiącach, jest urządzenie Higo.

Koncept, na którym opiera się działanie Higo, jest genialny w swojej prostocie. Z pomocą polskiego urządzenia każdy będzie mógł zmierzyć sobie (lub innej osobie) temperaturę, osłuchać serce, brzuch i płuca, zrobić zdjęcie ucha czy gardła. Następnie rezultaty za pomocą dedykowanej aplikacji mobilnej będzie mógł przesłać do lekarza. Precyzyjna diagnoza bez wychodzenia z domu, wykonywana niezwykle intuicyjnym urządzeniem, z którym poradzi sobie i dziecko, i osoba starsza – to pomysł tak obiecujący, że jeszcze przed swoją premierą rynkową warszawska spółka Higo Sense otrzymała wyróżnienia na targach Medica w Düsseldorfie czy podczas Giant Health Event w Londynie.

– To prawda, świat zdążył już zauważyć Higo – mówi Łukasz Krasnopolski, prezes spółki Higo Sense. – Bardzo nas to cieszy, tym bardziej, że oficjalną premierę urządzenia przewidujemy już niedługo. Jesteśmy bardzo podekscytowani i mamy nadzieję, że nasz produkt w trakcie wciąż trwającej pandemii pozwoli wygodniej funkcjonować szczególnie tym osobom, które najbardziej ryzykowały by wychodząc z domu, np. do przychodni. Higo pozwoli im szybko i sprawnie wykonać najbardziej podstawowe badania bez wstawania z kanapy.

Produkt został już dopuszczony do sprzedaży na terenie Unii Europejskiej. Trwają prace nad wprowadzeniem go do obrotu na Bliskim Wschodzie i w Ameryce Południowej.

Aidmed – innowacyjne urządzenie dla astmatyków i nie tylko

W drugim kwartale 2021 r. swoją premierę ma mieć inny polski innowacyjny produkt z branży healthtech, czyli Aidmed gdańskiej firmy Aidlab. To urządzenie służy do zdalnego badania bezdechu sennego, serca oraz astmy.

– Naszym celem jest spopularyzowanie badań domowych – komentuje Jakub Domaszewicz, współzałożyciel firmy Aidlab. – To właśnie COVID-19 pokazał, jak istotne jest inwestowanie w telemedycynę. Podczas panującej pandemii, nie ściągniemy ludzi na diagnostykę okresową, dlatego to właśnie telemedycyna jest szansą na poprawę sytuacji.

Zespół Aidlabu czeka jeszcze proces związany z certyfikacją medyczną, ale już teraz firma zdobyła inwestora – jest nim Life Science Innovation Fund, polski fundusz VC.

DocPlanner – światowy lider

Wśród stworzonych w Polsce rozwiązań związanych z e-zdrowiem są też takie, które na przestrzeni ostatnich lat zdążyły osiągnąć globalny sukces. Istniejąca od kilkunastu lat grupa DocPlanner, w Polsce odpowiedzialna za dobrze znany serwis ZnanyLekarz.pl, na świecie rozwija całą sieć podobnych stron: MioDottore.it we Włoszech, DoktorTakvimi.com w Turcji, itd.

Ta działająca w kilkunastu krajach platforma służy do umawiania się się na wizyty lekarskie przez internet. Pacjenci po wszystkim mogą też ocenić specjalistę – opisać przebieg badania i polecić lub odradzić spotkanie kolejnym osobom.

– Naszym wzorem jest serwis booking.com działający na rynku hoteli – mówił szef serwisu Mariusz Gralewski w roku 2012 w wywiadzie dla mambiznes.pl – Chcemy osiągnąć podobną pozycję na rynku medycznym.

I… chyba się udało. Dziś ZnanyLekarz i zagraniczne iteracje serwisu to największa tego typu platforma na świecie – korzysta z niej nawet 30 milionów osób miesięcznie.

Duże pole do innowacji

Firm osiągających sukcesy, a związanych z telemedycyną, jest w Polsce znacznie więcej. Powstała w Polsce opaska SiDLY monitoruje funkcje życiowe pacjentów, a w razie problemów automatycznie informuje ratowników medycznych. Z kolei produkty wrocławskiej firmy Infermedica wykorzystują mechanizmy sztucznej inteligencji w celu skutecznego wstępnego diagnozowania pacjentów. StethoMe proponuje konsumentom inteligentne urządzenie połączone z aplikacją mobilną, pozwalające kontrolować symptomy astmy u dzieci. A krakowska firma AILIS stworzyła technologię pozwalającą na szybką i bezdotykową diagnozę raka piersi, dokładniejszą od mammografii.

– Nie mam wątpliwości co do tego, że telemedycyna w najbliższych latach będzie się mocno rozwijała – twierdzi Łukasz Krasnopolski z Higo Sense. – Żyjemy w świecie, w którym przez internet można zorganizować spotkanie w pracy, obejrzeć najnowszy film czy zrobić zakupy spożywcze. Nie ma żadnych przeciwwskazań, by najnowsze zdobycze z zakresu IT, uczenia maszynowego czy rozwiązań UX-owych nie miały pomóc osobom potrzebującym opieki lekarskiej. To przyszłość, która być może jeszcze dziś nie jest dla wszystkich oczywista, ale w przeciągu dekady czy dwóch będzie na pewno – przewiduje Krasnopolski.

Stracony sezon, trudny rok. Zimowy lockdown powiększa długi branży turystycznej

Zimowy lockdown kolejny raz pokrzyżował wyjazdowe plany wielu Polaków. Już co trzecia osoba w związku z pandemią odłożyła lub zrezygnowała z wydatków na ten cel – wynika z „Barometru oszczędności” Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA. Polacy wstrzymują się także z realizacją bonów turystycznych, których do pobrania zostało jeszcze ok. 3 mln. Nie pomaga to w odrobieniu należności w branży. Od początku marca do końca roku długi biur i agentów turystycznych wzrosły o 30%, osiągając poziom 20,4 mln zł. W ciągu pierwszych 2 tygodni stycznia powiększyły się o kolejne 0,6 mln zł.

Poziom zadłużenia organizatorów wyjazdów, jak i agentów oraz pośredników turystycznych jest dość zbliżony. Według danych KRD nieco wyższe należności do zwrócenia mają ci pierwsi, a wynoszą one ponad 11 mln zł. Łącznie ich kwota zadłużenia na koniec 2020 roku sięgała 20,4 mln zł.

Stracony sezon, trudny rok

W ciągu 2020 r. o ponad jedną piątą urosło średnie zadłużenie biur i agentów turystycznych. Pod koniec grudnia sięgało ono prawie 39 tys. zł. O 16% zwiększyła się także liczba zobowiązań. Biura i agenci najczęściej pieniądze winni są bankom (7,2 mln zł), a w drugiej kolejności funduszom sekurytyzacyjnym (6,2 mln zł). 1,7 mln zł mają także do odzyskania od nich firmy faktoringowe.

Największymi kwotami do spłacenia obciążone są biura oraz agenci turystyczni z Małopolski. Ich zadłużenie sięga blisko 5,5 mln zł. – Zimowe ferie i sezon narciarski przez lockdown nie poprawiły ich sytuacji. Dla wielu firm z tego regionu to najważniejszy czas w roku. Trudno będzie to odrobić latem. Według Instytutu Badań Rynku Turystycznego Traveldata większość touroperatorów w kraju nie oczekuje także powrotu ruchu turystycznego przed sezonem wakacyjnym – zauważa Adam Łącki, prezes Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA.

Drugą pozycję wśród zadłużonych województw zajmuje Mazowsze (3,5 mln zł). Z trzecim co do wysokości długiem mierzą się firmy z Śląskiego (2,2 mln zł), ale tuż za nim jest Pomorze (2,1 mln zł). Większość podmiotów mających do spłacenia należności to jednoosobowe działalności gospodarcze.

1/3 Polaków nie zdecydowała się na wyjazd

Sytuację w której znalazła się branża turystyczna obrazują także wyniki badania „Barometr oszczędności” Krajowego Rejestru Długów. Polacy zapytani o to, z jakich planowanych wcześniej wydatków zrezygnowali lub jakie chwilowo wstrzymali celem zaoszczędzenia pieniędzy w czasie pandemii, najczęściej wskazywali właśnie na wyjazdy turystyczne. Odłożyła lub zarzuciła je więcej niż co trzecia osoba (35%).

Co więcej, ruchu w branży turystycznej na razie znacząco nie poprawił bon turystyczny. Z możliwych do wykorzystania bonów, aktywowanych zostało 1,1 mln, a ok. 275 tys. zrealizowano. Do pobrania zostało wciąż ok. 3 mln bonów. – Brak perspektyw na wyjazd powstrzymuje Polaków od wykorzystywania bonów turystycznych przekazanych przez rząd. Jednak mają one swoją datę ważności, więc można prognozować, że po poluzowaniu obostrzeń Polacy wrócą do urlopowania, chociażby po to by nie zmarnować tego wakacyjnego dodatku – dodaje Adam Łącki z Krajowego Rejestru Długów.

Ogólnopolskie badanie „Barometr oszczędności” zostało przeprowadzone w drugiej połowie października 2020 roku przez IMAS International na zlecenie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej metodą CAWI na reprezentatywnej grupie 1000 Polaków.

Jarosław Baran Prezesem ORLEN China

Stanowisko Prezesa ORLEN China, spółki z Grupy ORLEN pełni Jarosław Baran. To ceniony menadżer z wieloletnim doświadczeniem, zdobytym głównie na rynku azjatyckim. Zadaniem ORLEN China jest bezpośrednia sprzedaż produktów Koncernu, a tym samym wzmocnienie jego pozycji na perspektywicznym chińskim rynku oraz w sąsiednich krajach.

Jarosław Baran od ponad 10 lat mieszka i pracuje na terytorium Chińskiej Republiki Ludowej. Jest absolwentem Suzhou University (specjalność: Kultura Chin, Chiński Język i Literatura), Albertus Magnus College (MBA Leadership) oraz Central Connecticut State University (MBA, Ekonomia). To specjalista głównie w obszarze analiz rynkowych działalności gospodarczej w Chinach i w innych państwach azjatyckich. Posiada szerokie kompetencje w zakresie sprzedaży, zarządzania procesami produkcyjnymi oraz w zarządzaniu finansami na terytorium Chin. Doświadczenie zawodowe zdobywał pracując m.in. na stanowiskach kierowniczych w Ryerson, ATLAS, UTC, Pratt and Whitney oraz Sikorsky Aircraft.

Utworzona w ubiegłym roku spółka ORLEN China stała się centrum kompetencji sprzedażowych (w tym e-commerce), marketingowych, logistycznych i spedycyjnych na rynku chińskim. Spółka jest zarejestrowana w mieście Suzhou (prowincja Jiangsu) na wschodzie Chin. Obecnie prowadzi działalność głównie w prowincji Jiangsu oraz prowincjach sąsiadujących. Prowincja Jiangsu zamieszkiwana jest przez ponad 80 mln ludzi i stanowi ważny chiński ośrodek o charakterze przemysłowym, z rozwiniętym przemysłem maszynowym, elektronicznym i samochodowym. Prowincja posiada również 150 stref rozwoju i jest liderem w ich tworzeniu. Strefy te koncentrują bezpośrednie inwestycje zagraniczne, międzynarodowy handel oraz innowacje technologiczne.

Produkty Grupy ORLEN są oferowane w Chinach od 2016 roku. Pierwszy etap działalności ORLEN China objął sprzedaż olejów silnikowych, które do tej pory dystrybuowane były w Chinach za pośrednictwem zewnętrznych partnerów. Według szacunków Koncernu, zmiana modelu sprzedaży produktów pozwoli w najbliższych trzech latach wygenerować znacznie większy zysk operacyjny niż w przypadku kontynuowania wcześniejszego modelu handlowego.

Rok 2020 rekordowy na polskim rynku samochodów elektrycznych

Według danych z końca grudnia 2020 r., w Polsce było zarejestrowanych łącznie 18 875 samochodów osobowych z napędem elektrycznym. W ubiegłym roku przybyło ich  9 879 sztuk – o 140% więcej niż w 2019 r. – wynika z Licznika Elektromobilności, uruchomionego przez PSPA oraz PZPM.

Pod koniec grudnia 2020 r. po polskich drogach jeździło 18 875 elektrycznych samochodów osobowych, z których 53% stanowiły pojazdy w pełni elektryczne (BEV, ang. battery electric vehicles) – 10 041 szt., a pozostałą część hybrydy typu plug-in (PHEV, ang. plug-in hybrid electric vehicles) – 8 834 szt. Park elektrycznych samochodów dostawczych i ciężarowych w analizowanym okresie zwiększył się do 839 szt. W dalszym ciągu rośnie też flota elektrycznych motorowerów i motocykli, która na koniec grudnia osiągnęła liczbę 8 941 szt.

Pod koniec ubiegłego roku park autobusów elektrycznych w Polsce liczył 430 szt. W okresie od stycznia do grudnia 2020 r. flota elektrobusów powiększyła się o 201 zeroemisyjnych pojazdów. W porównaniu z rokiem 2019 oznacza to zmianę o 253% r/r.

Wraz ze wzrostem liczby pojazdów z napędem elektrycznym, rozwija się również infrastruktura ładowania. Pod koniec grudnia w Polsce funkcjonowały 1 364 ogólnodostępne stacje ładowania pojazdów elektrycznych (2 641 punktów). 33% z nich stanowiły szybkie stacje ładowania prądem stałym (DC), a 67% wolne ładowarki prądu przemiennego (AC) o mocy mniejszej lub równej 22 kW. W grudniu uruchomiono 40 nowych, ogólnodostępnych stacji ładowania (109 punktów).

„Biorąc pod uwagę wzrost liczby pojazdów bateryjnych i hybryd plug-in w 2020 roku można zakładać, że w najbliższych latach ich rejestracje osiągną poziom kilkunastu – a może nawet kilkudziesięciu tysięcy sztuk. Jednakże, aby to założenie stało się faktem, niezbędne jest – co podkreślaliśmy już wielokrotnie – znacznie większe wsparcie oraz uproszczenie procedury zakupu takiego pojazdu. Absolutnie kluczowy jest również rozwój sieci stacji ładowania.  Bardzo cieszy tak duży wzrost floty przyjaznych środowisku autobusów. Jeśli ten trend się utrzyma, to możemy mieć nadzieję, że w ciągu najbliższych kilkunastu lat przeważająca liczba autobusów, które będą jeździły w naszych miastach będą elektryczne lub nawet wodorowe” – mówi Jakub Faryś, Prezes PZPM.

„Rok 2020 r. okazał się być rokiem kilku rekordów w polskiej elektromobilności. Mimo niesprzyjających  warunków zanotowaliśmy największy, jak do tej pory, wzrost liczby osobowych i dostawczych EV, a także elektrycznych autobusów. Rynek przyspieszył szczególnie mocno w grudniu, kiedy zarejestrowano aż 1 771 osobowe BEV i PHEV i oddano do użytku ponad 100 ogólnodostępnych punktów ładowania. Zakładamy, że w 2021 r. rozwój zeroemisyjnego transportu będzie jeszcze bardziej dynamiczny. Pozytywny wpływ na rynek e-mobility powinny wywrzeć m.in. takie czynniki jak nowelizacja Ustawy o elektromobilności, wprowadzenie E-taryfy, czy uruchomienie systemu wsparcia ze środków NFOŚiGW w obszarze pojazdów elektrycznych i infrastruktury” – dodaje Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA.licznik_elektromobilnosci_2020-12_A4 licznik_elektromobilnosci_2020-12_grafika_800x450px

Branża vendingowa apeluje o wsparcie w ramach tarcz antykryzysowych

Z powodu pandemii Covid-19 polski rynek vendingu, czyli automatów, w których można kupić napoje i przekąski, znalazł się w bardzo trudnej sytuacji. Wiele firm ponosi duże straty finansowe i rozważa możliwość zamknięcia prowadzonej działalności. Konfederacja Lewiatan apeluje o wsparcie dla branży poprzez rozszerzenie rozwiązań pomocowych w ramach tarcz antykryzysowych.

Obecnie w branży vendingowej funkcjonuje około 400 małych i średnich przedsiębiorstw, które zatrudniają od 5 do 100 pracowników. Od początku ubiegłego roku systematyczne pogarsza się ich kondycja finansowa. Coraz więcej firm nie radzi sobie z regulowaniem na bieżąco zobowiązań wobec kontrahentów. Szacuje się, że w branży vendingowej pracuje około 20 000 osób. Wiele z tych etatów jest realnie zagrożonych.

– Przyczyną kłopotów jest wprowadzenie w szkołach i na uczelniach wyższych nauczania zdalnego, powszechne stosowanie pracy zdalnej w biurach czy instytucjach, a także zamknięcie obiektów sportowych. Dlatego apelujemy o objęcie branży vendingowej wsparciem finansowym na równi z innymi przedsiębiorcami, którzy zostali pozbawieni możliwości zarobkowania – mówi Kacper Olejniczak, ekspert Konfederacji Lewiatan.

W ramach tarcz antykryzysowych pomoc otrzymały branże, które też sprzedają żywność i napoje w ściśle określonych lokalizacjach m.in. takich jak: szkoły, przedszkola, uczelnie, biura, urzędy, obiekty sportowe. Chodzi np. o ruchome placówki gastronomiczne, sprzedaż detaliczną żywności na straganach i targowiskach, czy przygotowywanie i dostarczanie żywności dla odbiorców zewnętrznych (catering). Branża vendingowa takiego wsparcia dotychczas nie otrzymała.

Volkswagen Poznań liderem produkcji samochodów w Polsce w roku 2020

  • Z taśm produkcyjnych zakładów w Poznaniu i we Wrześni w roku 2020 zjechało 207 610 pojazdów – o 22% mniej w porównaniu z rokiem poprzednim.
  • Spadek produkcji to skutek pandemii koronawirusa oraz rozruchu produkcji nowego modelu Caddy 5 w zakładzie w Poznaniu
  • Pomimo zmniejszenia produkcji wynik ten daje spółce ponownie pozycję największego producenta samochodów w Polsce
  • Przełomowy rok dla elektromobilności. Volkswagen Poznań wyprodukował w 2020 roku 1291 pojazdów elektrycznych (+4781%)

Poznań, 18 stycznia 2021r -. Rok 2020 był wyjątkowo trudnym czasem dla branży motoryzacyjnej. Pandemia Covid-19 wpłynęła zarówno na sprzedaż nowych pojazdów, jak i na produkcję. Pomimo niesprzyjających warunków, obie fabryki Volkswagen Poznań – w Poznaniu i we Wrześni – zbudowały w roku ubiegłym 207 610 samochodów, w tym 1291 w pełni elektrycznych aut dostawczych. Wg danych opublikowanych przez Instytut Samar, to ponad 48 procent ogółu samochodów wyprodukowanych w ubiegłym roku w Polsce (427 972 pojazdy). Dzięki temu wynikowi, Volkswagen Poznań pozostał liderem produkcji aut w Polsce. Dodatkowo odlewnia Volkswagen Poznań wyprodukowała niemal 3,5 miliona komponentów, w tym obudów silników elektrycznych dla platformy MEB wykorzystywanej przez wszystkie marki Grupy Volkswagen.

Pandemia koronawirusa, która rozwinęła się w Europie wiosną 2020 r., spowodowała zatrzymanie produkcji w niemal wszystkich fabrykach motoryzacyjnych w Europie. Również Volkswagen Poznań wstrzymał produkcję w dniach od 20 marca do 27 kwietnia 2020 r., co znacząco wpłynęło na wielkość produkcji w tym roku. Z taśm produkcyjnych fabryk Volkswagen Poznań w roku 2020 zjechało 207 610 pojazdów (2019: 266 127 samochodów, tj -22%), w tym z zakładu w Poznaniu 131 152 auta (2019: 177 676; tj -26%), a z zakładu we Wrześni 76 458 pojazdów (2019: 88 451 tj -13,5%). Niższa produkcja, którą odnotowano na przestrzeni całego roku, była jednak nie tylko wynikiem pandemii Covid-19, ale również wynikała z przygotowania i rozruchu produkcji nowej generacji Caddy 5 w poznańskiej fabryce. Pełne moce produkcyjne nowego modelu zostaną osiągnięte 2w roku 2021.
W okresie od stycznia do grudnia 2020 fabrykę w Poznaniu opuściło 19 949 Transporterów 6.1, 94 235 nowych Caddy 4, oraz 16 968 sztuk nowego modelu Caddy 5. Z zakładu we Wrześni wyjechało natomiast 58 114 sztuk Volkswagena Craftera, w tym 586 egzemplarzy w pełni elektrycznego e-Craftera oraz 18 344 sztuki modelu MAN TGE, w tym 705 również w pełni elektrycznego MAN eTGE. Zakład Volkswagen Poznań we Wrześni jest jedynym producentem w pełni elektrycznych modeli e-Crafter i MAN eTGE. Produkcja e-Craftera ruszyła tu w lipcu 2020 r. Wielkość produkcji aut elektrycznych osiągnęła w roku 2020 pułap 1291 egzemplarzy, co jest ogromnym skokiem ilościowym i technicznym w stosunku do 27 sztuk zbudowanych we Wrześni w roku 2019.

Odlewnia Volkswagen Poznań wyprodukowała w roku 2020 niemal 3,5 mln sztuk podzespołów (2019: 4,2 mln komponentów) wykorzystywanych w modelach różnych marek Grupy Volkswagen. Jest wśród nich m.in. prawie 1,5 mln obudów przekładni kierowniczej dla samochodów osadzonych na płytach MQB, MLB i z silnikiem montowanym poprzecznie, ponad 100 tysięcy obudów silników elektrycznych dla aut osadzonych na płycie MEB oraz ponad 84 tysiące obudów skrzyń biegów.

„Rok 2020 na całym świecie stał pod znakiem pandemii. Zakłady Volkswagen Poznań również odczuły jej skutki, jednak dla nas ten mijający rok stał przede wszystkim pod znakiem wdrożenia do produkcji najnowszego modelu – Caddy 5” – mówi Dietmar Mnich, prezes zarządu Volkswagen Poznań oraz dyrektor zakładu w Poznaniu. „Do tego projektu przygotowywaliśmy się od dłuższego czasu. Rozbudowaliśmy na jego potrzeby hale produkcyjne w Poznaniu, uruchomiliśmy nowoczesny park maszynowy i odpowiednio przeszkoliliśmy załogę. Przygotowania zakończyły się sukcesem i produkcja Caddy 5 rozpoczęła się w Volkswagen Poznań w październiku 2020. W roku 2021 będziemy sukcesywnie zwiększać jego produkcję i wdrażać kolejne wersje modelowe, w tym model Caddy Maxi. Jestem też niezmiernie dumny z dynamicznie rosnącej produkcji w pełni elektrycznych modeli w zakładzie we Wrześni oraz rozwoju portfolio odlewni o nowe komponenty do aut koncernu Volkswagen .”

Plany Volkswagen Poznań na rok 2021, oprócz systematycznego zwiększania produkcji Caddy 5, skupiają się także na przygotowaniu do produkcji modelu City Van dla kooperanta Grupy Volkswagen – koncernu Ford. Natomiast odlewnia rozpocznie w roku 2021 przygotowania do produkcji kolejnych komponentów dla samochodów elektrycznych Grupy Volkswagen.

Menedżer przyszłości – menedżer społecznie odpowiedzialny

Masowa praca zdalna w firmach stawia przed menedżerami duże wyzwanie – jak zmotywować pracownika, którego widzi się tylko na ekranie? Eksperci wskazują jednak, że firmy zawsze miały problem z motywacją pracownika – a szczególnie pracownika młodego. Od kiedy z repertuaru menedżera zniknęła motywacja przemocą, a pracownik zaczął otrzymywać więcej pieniędzy, niż potrzebuje do przeżycia, pracodawcy zmagają się z pytaniem – co zrobić, by zmotywować ludzi do pracy? Na przestrzeni lat powstało wiele narzędzi, które miały w tym pomóc. Od integracyjnych imprez, które sięgają historią czasów rewolucji przemysłowej, przez publiczne nagradzanie najlepszych pracowników, po występy motywacyjnych mówców i pisarzy science fiction. Jakie narzędzia potrzebne są menedżerowi teraz, w dobie pandemii?

– Świat pracowników jest bardzo zróżnicowany. W związku z tym działają na nich różnego rodzaje motywacje. Jest duża grupa ludzi, na których nadal działa zwykła motywacja finansowa. Ci ludzie chcą dostać pieniądze, a sami budują swoje potrzeby poza pracą – powiedział serwisowi eNewsroom profesor Krzysztof Obłój, profesor Akademii im. Leona Koźmińskiego oraz Uniwersytetu Warszawskiego. – Do tych, którym to nie wystarcza, trzeba znaleźć inne klucze. Tutaj trzeba zaś podkreślić zmiany, które zaszły w naszym funkcjonowaniu na rynku pracy. W coraz mniejszym stopniu akceptujemy autorytety. Autorytety naszych rodziców, naszych dziadków, rząd nie są już w cenie. Autorytetem nie jest też przełożony. Dlatego pracownicy – szczególnie młodzi – nie akceptują jakiejkolwiek próby wywierania wpływu, również krytyki. Jak ktoś na nich krzyknie, albo ich urazi – trzaskają drzwiami i wychodzą. Firmy uczą się więc nowych sposobów oddziaływania na pracowników. Kiedyś uważało się, że są pewne normy i wartości – a menedżer ma prawo wymusić na pracownikach, żeby tych wartości przestrzegali. Teraz mają inny sposób – budują kulturę w firmie kotwicząc ją w rzeczach, które są dla młodego pokolenia szalenie ważne. W tematach ekologicznych, środowiskowych, genderowych. Wtedy pracownik chce zostać w takiej firmie na dłużej, bo ona jest – i to chyba jest najlepsze słowo, jakie można znaleźć – społecznie odpowiedzialna – wskazuje Obłój.