Oświadczenie UKNF ws. przymusowej restrukturyzacji Idea Banku

W trakcie rozmowy odbytej w dniu 2 stycznia 2021 r. podczas wydania „Faktów po Faktach”w stacji TVN24, gość redaktora Piotra Marciniaka – mecenas Roman Giertych – kilka razy istotnie minął się z prawdą, przez co mógł wprowadzić odbiorców w błąd co do istotnych okoliczności dotyczących sytuacji Idea Bank SA („Idea Bank” lub „Bank”) w kontekście podjętej przez Bankowy Fundusz Gwarancyjny („BFG”) decyzji o wszczęciu przymusowej restrukturyzacji Banku. Podobne tezy padają w wywiadzie z drem Leszkiem Czarneckim w „Gazecie Wyborczej” zamieszczonym w wydaniu z 4 stycznia 2021 r.

Urząd Komisji Nadzoru Finansowego („UKNF”) identyfikuje potrzebę pełnego wyjaśnienia opinii publicznej kluczowych okoliczności dotyczących sytuacji finansowej Idea Banku oraz jej przyczyn, leżących w realizowanym historycznie przez ten Bank agresywnym modelu biznesowym.

Dlatego UKNF poniżej odnosi się do najistotniejszych nieprawdziwych lub wprowadzających w błąd stwierdzeń zawartych w przytoczonych wyżej wypowiedziach.

(1) Po pierwsze, pojawiająca się wielokrotnie w wypowiedziach zarówno dra Leszka Czarneckiego, jak i mec. Romana Giertycha teza, jakoby „Idea Bank przynosił zysk” (lub wręcz – według słów dra Leszka Czarneckiego – „bardzo duże zyski”) i „wychodził na prostą” i z tego względu przymusowa restrukturyzacja miała być nieuprawniona, jest nieprawdziwa i wymaga stanowczego komentarza. Zgodnie z ostatnim raportem kwartalnym Idea Banku, po III kw. 2020 r. wynik jednostkowy Banku był ujemny, a współczynnik wypłacalności wynosił 2,5%, podczas gdy minimalny wymóg to 10,5%, co powodowało istotne zagrożenie dla kontynuacji działalności.

Idea Bank generował stratę za 2018 r. (minus 1614 mln zł), za 2019 r. (minus 25 mln zł), oraz narastająco za 9 miesięcy 2020 r. (minus 25 mln zł) i taki obraz wyniku działalności Banku jednoznacznie wynika ze sprawozdań finansowych Banku dostępnych na jego stronie internetowej. Bank wprawdzie w ostatnich dwóch kwartałach 2020 r. zaraportował niewielkie zyski (w ujęciu jednostkowym Idea Bank wykazywał zysk netto w II kwartale w wysokości ok. 5,7 mln zł, a w III kwartale – 1,3 mln zł), lecz następowało to głównie dzięki zdarzeniom jednorazowym (aktualizacja szacunku dotyczącego realizowalności aktywa podatkowego przeprowadzona na dzień 30 czerwca 2020 r. pozwoliła Bankowi na zmniejszenie odpisu aktualizującego i rozpoznanie aktywa z tytułu odroczonego podatku dochodowego w kwocie 33,6 mln zł, co pozytywnie wpłynęło na jego wyniki w II kwartale), nie zaś dzięki fundamentalnej poprawie bieżącej działalności Banku.

Te dane, a także podkreślane przez dra Leszka Czarneckiego i mec. Romana Giertycha „zyski przynoszone przez Bank” (jak wspomniano wyżej, incydentalne przypadki kwartalnych dodatnich zysków oparte były w znacznym stopniu na zdarzeniach jednorazowych lub aktualizacji wewnętrznych szacunków, zasadniczo nie zaś na realnej poprawie jakości działalności operacyjnej Banku) oraz rzekome „wychodzenie Banku na prostą”, muszą być postrzegane w kontekście skali luki kapitałowej Banku. Wielkość luki kapitałowej w ostatnim czasie była tak znaczna, że nawet pojawiające się zyski Banku nie stwarzały perspektyw na zniwelowanie tej luki oraz usunięcie we właściwym czasie zagrożenia Idea Banku upadłością.

Warto przypomnieć, że Bank także w ostatnim sprawozdaniu za III kwartał 2020 r. wskazywał, że może być poddany procedurze przymusowej restrukturyzacji. Ponadto, informacja taka znajdowała się już w sprawozdaniu za 2018 r., w którym Idea Bank informował inwestorów oraz opinię publiczną również o złożeniu zawiadomienia do KNF o spełnieniu przesłanki zagrożenia Idea Banku upadłością. Zarząd od dłuższego czasu miał więc świadomość bardzo złej sytuacji ekonomiczno-finansowej Banku oraz możliwości zastosowania wobec niego procedury przymusowej restrukturyzacji. W tym kontekście należy również przytoczyć opinię audytora Banku, który jasno wskazuje istnienie istotnej niepewności, która może budzić znaczące wątpliwości co do możliwości kontynuowania działalności przez Grupę Kapitałową Idea Bank. Okoliczności te powinny być znane członkom Rady Nadzorczej Banku. Zaskoczenie budzi więc stwierdzenie dra Leszka Czarneckiego, jakoby ani prezes (Idea Bank), jak i sam dr Leszek Czarnecki nie rozumieli „dlaczego tak się stało”, skoro sam Bank wskazywał w publicznie dostępnych sprawozdaniach finansowych na możliwość poddania go przymusowej restrukturyzacji. Wypowiedzi dra Leszka Czarneckiego oraz jego pełnomocnika stoją w sprzeczności z stwierdzeniami samego Banku oraz niezależnego biegłego rewidenta badającego sprawozdania Banku.

Uwzględniając ostatnie wyniki finansowe osiągnięte przez Idea Bank w najlepszym dla Banku kwartale 2020 r., nawet zakładając ich powtarzalność w czasie i budując prognozę na tej podstawie (przy braku innych, pozytywnych czynników, jak dokapitalizowanie czy transakcje jednorazowe), należy ocenić, że wychodzenie z ujemnej luki kapitałowej zajęłoby Idea Bankowi od ok. 92 do ok. 133 kwartałów, czyli od ok. 23 do 33 lat (w zależności od tego, czy mówimy o tzw. wymogach ostrożnościowych określonych w pakiecie CRDIV/CRR obowiązujących we wszystkich państwach UE czy o wymogach połączonego bufora określonych w ustawie o nadzorze makroostrożnościowym nad systemem finansowym, które muszą spełniać wszystkie banki funkcjonujące w Polsce). Prognoza taka nie zakłada przy tym żadnych zdarzeń negatywnych, jak np. konieczność tworzenia rezerw czy odpisów, chociaż z wystąpieniem takiej konieczności należy się liczyć, zwłaszcza mając na uwadze skutki pandemii CoVID-19. W każdym razie zestawienie wysokości zysków osiągniętych przez Idea Bank w dwóch kwartałach 2020 r. z wielkością luki kapitałowej z pewnością nie upoważnia do nazywania tych zysków mianem „bardzo dużych”.

Jeden z prezesów wiodącego banku krajowego – należącego do międzynarodowej grupy bankowej – na podstawie swojej wiedzy o sektorze bankowym jednoznacznie stwierdził w wywiadzie, że „Idea Bank nie wykazuje, w krótkim czasie, zdolności do generowania trwałej rentowności”. Inny przedstawiciel sektora, również pełniący funkcję prezesa dużego banku krajowego kontrolowanego przez działającą globalnie grupę bankową, także wprost wskazuje w wywiadzie, że „stopień poprawy wyników, w kontekście skali wyzwań i wielkości istniejącej luki kapitałowej, z pewnością mógł zostać oceniony jako niewystarczający do postawienia banku »na nogi« w przewidywalnej, nieodległej przyszłości”.

Takie jednoznaczne opinie osób posiadających niekwestionowaną wiedzę o funkcjonowaniu rynku finansowego podważają powtarzaną przez dra Leszka Czarneckiego i mec. Romana Giertycha narrację, jakoby Idea Bank wychodził na prostą. Ponadto, według oszacowania przeprowadzonego na zlecenie BFG przez PwC Advisory kapitały własne Idea Banku na 31 sierpnia 2020 r. były ujemne i wynosiły minus 482,8 mln zł. Wskazuje to na bardzo złą sytuację Banku, przy czym szczególnie rażąco przedstawia się istotna rozbieżność między wynikami oszacowania, sporządzonego na zlecenie BFG przez niezależną renomowaną firmę doradczą, a obrazem sytuacji finansowej Idea Banku prezentowanym przez sam Bank przy akceptacji jego biegłych rewidentów. O ile już sytuacja finansowa (w szczególności kapitałowa) Banku prezentowana przez sam Bank przedstawiała się źle, o tyle obraz wynikający z obiektywnego oszacowania dokonanego przez niezależny, renomowany podmiot okazał się dalece gorszy.

Z wypowiedzi przedstawicieli sektora bankowego – prezesów dużych banków, kontrolowanych przez wiodące, międzynarodowe instytucje – których doświadczenia i wiedzy z zakresu bankowości nie sposób kwestionować, wynika jednoznacznie, że istotna część sektora bankowego odbiera przymusową restrukturyzację Idea Banku jako działanie konieczne dla eliminacji ryzyka dla całego systemu bankowego. Podkreślić należy, że są to opinie specjalistów, od wielu lat związanych z rynkiem finansowym. Ich ocena przeczy tezie mec. Romana Giertycha i dra Leszka Czarneckiego, jakoby restrukturyzacja Idea Banku miała być motywowana względami innymi niż wzgląd na bezpieczeństwo deponentów oraz stabilność sektora bankowego.

(2) Po drugie, teza jakoby obligacje spółki GetBack SA („GetBack”) „były sprzedawane przez wiele firm, również banki państwowe”, ale to „rząd wybrał sobie pana Czarneckiego jako kozła ofiarnego” jest kuriozalna. W odróżnieniu od tradycyjnie wskazywanych przez mec. Romana Giertycha w tym kontekście banków z udziałem Skarbu Państwa, Idea Bank oferował swoim klientom obligacje GetBack (oraz inne instrumenty finansowe – certyfikaty inwestycyjne Trigon), nie posiadając wymaganego prawem zezwolenia na prowadzenie takiej działalności. Mimo braku takiego zezwolenia Bank sukcesywnie rozszerzał dystrybucję instrumentów finansowych o kolejne kanały sprzedaży. Ponadto, działalności tej towarzyszyły rażące i mające charakter systemowy naruszenia przepisów prawa oraz podstawowych zasad postępowania na rynku finansowym. Postępowanie prowadzone przez UKNF wykazało, że pracownicy Banku byli zachęcani przez swoich przełożonych do stosowania nagannych praktyk sprzedażowych, a co istotniejsze, byli w tym zakresie szkoleni i motywowani. Mieli oni wiedzę, że podejmowane przez nich działania są niezgodne z przepisami prawa oraz procedurami wewnętrznymi. Proceder ten – tj. wykonywanie przez Bank czynności maklerskich, na których prowadzenie Bank nie posiadał zezwolenia, a także realizacja tych czynności w sposób rażąco naruszający interesy klientów Banku – miał charakter systemowy. Nie mówimy tu o incydentalnym wykraczaniu przez pracowników poza ich kompetencje, lecz o wdrożeniu mechanizmu, który był aprobowany i wspierany przez kadrę menedżerską. Mechanizm ten wiązał się z rażącymi naruszeniami interesów klientów i działaniami sprzecznymi z podstawowymi zasadami postępowania na rynku finansowym. Liczna grupa klientów Idea Banku została w wyniku tego procederu nakłoniona do przeniesienia swoich środków z depozytów w Idea Banku (gwarantowanych przez BFG) na inwestycje w instrumenty nieobjęte gwarancją BFG, w postaci obligacji korporacyjnych (GetBack) lub certyfikatów inwestycyjnych (Trigon). Istnieją okoliczności wskazujące na to, że kadra zarządzająca Idea Bank miała świadomość procederu związanego z oferowaniem klientom Banku tych instrumentów finansowych. W całym tym okresie Przewodniczącym Rady Nadzorczej Banku był dr Leszek Czarnecki i w związku z tym przysługiwał mu pełen dostęp do informacji o działalności Banku.

Mając na uwadze powyższe, insynuacje mec. Romana Giertycha, jakoby inne banki były zaangażowane w taki proceder oferowania swoim klientom obligacji GetBack, jaki miał miejsce w Idea Banku, są ewidentnie fałszywe. Skala nieprawidłowości stwierdzonych w tym zakresie w Idea Banku oraz ich systemowy charakter – w tym aprobata i wsparcie dla tego procederu ze strony kadry zarządzającej – są absolutnie bezprecedensowe, biorąc zwłaszcza pod uwagę rolę i pozycję banków jako instytucji zaufania publicznego.

Stanowczego odniesienia się wymaga także prezentowana przez mec. Romana Giertycha teza, jakoby „były wypłacane [przez Idea Bank] roszczenia osób, które miały pretensje do banku za udział w sprzedaży czy też za udział w nadzorze nad sprzedażą obligacji GetBack”.

Skala uwzględnianych przez Idea Bank reklamacji klientów poszkodowanych prowadzonym przez Bank procederem związanym z oferowaniem obligacji GetBack była bardzo niska. Bardzo niski był też poziom rezerw utworzonych przez Bank na poczet roszczeń tych klientów, co jednoznacznie wskazuje na podejście organów korporacyjnych Idea Banku do tej kwestii. Porażające jest zwłaszcza zestawienie wartości utworzonych rezerw (14 mln zł) z łączną wartością obligacji GetBack sprzedanych przez Idea Bank jego klientom (ponad 730 milionów złotych) – przy czym klienci często zachęceni przez pracowników Idea Bank likwidowali ustawowo gwarantowane przez BFG lokaty i przeznaczali środki na zakup agresywnie oferowanych im obligacji.

Na tej podstawie można jasno stwierdzić, że – wbrew tezom stawianym przez mec. Romana Giertycha – Idea Bank nie tylko nie realizował w szerokim zakresie rekompensat na rzecz klientów poszkodowanych prowadzonym przez ten Bank na szeroką skalę procederem sprzedaży obligacji GetBack, ale także nie zakładał realizacji takich rekompensat, gdyż musiałoby to znaleźć odzwierciedlenie w adekwatnym poziomie rezerw. Ponadto Idea Bank, zobowiązany decyzją Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów do rekompensat na rzecz poszkodowanych klientów, złożył odwołanie od tej decyzji – co również wskazuje na podejście Banku do takich rekompensat.

(3) Po trzecie, nadużyciem jest twierdzenie o rzekomym dokapitalizowaniu Idea Bank przez dra Leszka Czarneckiego „kwotą 156 mln złotych” oraz fałszywa jest teza, jakoby brak sprzeciwu ze strony KNF wobec takiego rzekomego dokapitalizowania miał w istocie pozbawiać KNF możliwości podejmowania działań nadzorczych wobec Idea Banku.

Dr Leszek Czarnecki, wbrew słowom mec. Romana Giertycha, nie dokapitalizował Banku kwotą 156 mln zł.

Emisja akcji w grudniu 2020 r. w kwocie 25 mln zł, skierowana do Getin Holding SA, była działaniem o bardzo niewielkim wpływie na sytuację Idea Bank i podjętym przez Getin Holding SA kilka miesięcy po wszczęciu wobec niego przez KNF postępowania związanego z niedochowaniem zobowiązania dotyczącego utrzymania pozycji kapitałowej Banku na satysfakcjonującym poziomie. Dla przywrócenia proporcji tych rozważań należy wskazać, że Bank planował emisje na większą kwotę (100 mln zł), która to kwota też pokrywałaby jedynie niewielki ułamek utrzymującej się w Idea Bank luki kapitałowej. Podmioty z grupy dra Leszka Czarneckiego nie objęły jednak akcji w pierwotnie planowanej kwocie.

Pozostałe 131 mln zł rzekomego dokapitalizowania Banku stanowi efekt dekonsolidacji podmiotów uprzednio zależnych od Idea Bank i przyczynia się jedynie do poprawy pozycji kapitałowej Grupy Kapitałowej Idea Bank, lecz pozostawało bez realnego wpływu na poprawę sytuacji Banku w ujęciu jednostkowym.

Kluczowe jest stwierdzenie, że jeżeli właściciele niedokapitalizowanego banku (a takim bankiem był Idea Bank) nadal chcieli prowadzić tę działalność, to już dawno temu powinni byli dokapitalizować Bank własnymi środkami. Stanowisko takie prezentują też przedstawiciele sektora bankowego.

Jeżeli większościowy akcjonariusz rzeczywiście wierzyłby w to, jakoby „Bank zaczynał wychodzić na prostą”, to nic nie powinno powstrzymywać go przed realnym zaangażowaniem własnych środków w skali niezbędnej do zniwelowania niedokapitalizowania Banku i pozwalającej Bankowi dalej bezpiecznie „wychodzić na prostą”. To ewentualne dalsze „wychodzenie Banku na prostą” powinno się bowiem dokonywać na koszt i ryzyko właściciela Banku, nie zaś na koszt i ryzyko pozostałych banków (w tym jako ponoszących ryzyko wzrostu składek na BFG) lub tym bardziej – deponentów, którzy są najbardziej chronioną grupą uczestników systemu bankowego. Mówiąc o realnym zaangażowaniu należy przy tym mieć na myśli zaangażowanie szybkie, bezwarunkowe i następujące w skali pozwalającej usunąć niedokapitalizowanie oraz w formie zapewniającej rzeczywisty zastrzyk kapitału.

Utrzymanie współczynników kapitałowych banku na poziomie zgodnym z wymaganiami regulacyjnymi (w szczególności wymaganiami ustanowionymi na poziomie unijnym rozporządzeniem CRR) jest odpowiedzialnością banku. Wieloletnią i racjonalną praktyką nadzoru finansowego jest oczekiwanie od wiodących akcjonariuszy gotowości wsparcia banków w razie pogorszenia ich sytuacji finansowej, zwłaszcza gdyby miało dojść do naruszenia wymaganych regulacyjnie współczynników kapitałowych.

W sytuacji, w której dochodzi do pogorszenia sytuacji finansowej banku w sposób mogący prowadzić do naruszenia ustanowionych prawem wymogów kapitałowych – a zwłaszcza tak poważnego ich naruszenia, jakie stało się udziałem Idea Banku – to na samym Banku oraz jego wiodącym akcjonariuszu spoczywa obowiązek podjęcia działań zmierzających do naprawienia takiej sytuacji i usunięcia naruszenia. W przypadku głębokiej luki kapitałowej – a taka występowała w przypadku Idea Banku – jedynym sposobem usunięcia naruszenia przepisów prawa w tym zakresie byłoby szybkie dokapitalizowanie Banku. Próby znalezienia inwestora zewnętrznego – w inicjowanym przez Banku co najmniej dwukrotnie tzw. procesie inwestorskim – okazały się nieskuteczne, ze względu na brak jakiegokolwiek inwestora zainteresowanego inwestycją w Idea Bank. W naturalny sposób prowadzi to do wniosku, że przywrócenie istotnie naruszonych współczynników kapitałowych Idea Banku powinno było nastąpić przez zaangażowanie środków dotychczasowego wiodącego akcjonariusza Banku.

Na tym tle twierdzenie, jakoby jakiekolwiek, choćby dalece niewystarczające, dokapitalizowanie Banku przez jego wiodącego akcjonariusza, miało pozbawiać KNF możliwości podjęcia działań nadzorczych w związku z nadal utrzymującą się luką kapitałową, jawi się jako głębokie nieporozumienie. Powinnością wiodącego akcjonariusza jest bowiem dokapitalizowanie wystarczające do spełnienia przewidzianych prawem wskaźników kapitałowych.

Na powyższym tle szczególnie skandalicznie brzmi narracja, jakoby w związku z przymusową restrukturyzacją Idea Banku doszło do „nacjonalizacji” i to rzekomo „z pogwałceniem prawa”. Trafnie zwraca uwagę wypowiadający się publicznie przedstawiciel sektora bankowego, że żadnych podstaw do prezentowania takich tez nie ma główny właściciel instytucji poddanej przymusowej restrukturyzacji, który miał wiele lat, aby zmienić sytuację finansową Idea Banku.

System nadzoru ostrożnościowego nad bankami w Unii Europejskiej opiera się w szczególności na wskaźnikach kapitałowych, do których przestrzegania zobowiązane są wszystkie banki. Funkcjonowanie na rynku Banku trwale i istotnie niespełniającego ustanowionych prawem współczynników nie tylko pozostawałoby w sprzeczności z podstawowymi założeniami unijnego reżimu regulacji ostrożnościowych, ale też wypaczałoby zasady konkurencji na rynku bankowym, stwarzając niewłaściwe motywacje dla jego uczestników.

Przytoczone powyżej fakty jednoznacznie świadczą o bardzo niekorzystnej sytuacji ekonomiczno-finansowej, w jakiej znajdował się Idea Bank, wskazując również na jej przyczyny, a także o braku jakichkolwiek realnych perspektyw powrotu Idea Banku na ścieżkę odzyskania trwałej rentowności pozwalającej w nieodległej i akceptowalnej perspektywie czasowej spełnić wymagane prawem minimalne wymogi kapitałowe. Na tej podstawie należy z całą mocą stwierdzić, że rozpoczęty przez BFG proces przymusowej restrukturyzacji Idea Banku ma głębokie uzasadnienie prawne oraz merytoryczne.

Mocny koniec roku. Kryptowaluty lubią dni wolne

Zakończenie roku to często moment pewnego uspokojenia na rynkach. Tak nie było jednak w tym roku. Na rynkach było bardzo interesująco do samego końca, a zmienność cały czas zaskakiwała.

Noworoczna korekta

Początek notowań w tym roku przyniósł pewien oddech dla złotego. Po tym, jak jeszcze w sylwestra euro kosztowało przez moment 4,62 zł, dzisiaj przez chwilę spadło poniżej 4,53 zł. To dalej jest drogo, patrząc na ostatnie czasy, ale jest to też wyraźnie taniej, niż obawiali się analitycy, patrząc na szybkość utraty wartości przez polską walutę.

Lepsze dane z USA na koniec 2020 roku

Ostatni dzień roku 2020 przypadł w czwartek, kiedy zwyczajowo publikowane są liczby tygodniowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych w USA. Niespodziewanie dane te okazały się wyraźnie lepsze od oczekiwań. Ponownie liczba spadła poniżej 800 tysięcy, pomimo oczekiwań sięgających 830 tysięcy. W rezultacie, na koniec roku dolar wyraźnie zyskiwał na wartości. To, co jednak dolar zyskał na ostatniej sesji zeszłego roku, oddał dzisiaj podczas gwałtownej przeceny po otwarciu notowań w Europie. Znów zatem oglądamy 1 euro wyceniana na okolice dolara i 23 centów.

Kryptowaluty lubią dni wolne

Tak, jak podczas przerwy bożonarodzeniowej, tak teraz w przerwie noworocznej byliśmy świadkami gwałtownego wzrostu ceny najpopularniejszej kryptowaluty na świecie. Inne kryptowaluty w większości przypadków szły również w górę, jednakże tempo wzrostu bitcoina wyraźnie wyprzedza resztę rynku. W rezultacie, coraz mocniej rósł udział głównej kryptowaluty, stanowiącej już ponad ⅔ kapitalizacji tego rynku.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na publikacje indeksów PMI dla najważniejszych gospodarek europejskich.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Koniec roku ze znacznym spadkiem cen OC – RAPORT za 2020 r.

W ostatnim kwartale 2020 roku średnia cena OC wyniosła 641 zł i była niższa o 5,5% niż we wcześniejszym kwartale. Tak dużego spadku cen nie obserwowano od 2018 roku. W ujęciu rocznym również widoczna jest tendencja spadkowa, lecz jedynie na poziomie 2%. Rynek obowiązkowych ubezpieczeń komunikacyjnych w kryzysowym roku okazał się zaskakująco stabilny.

Średnia cena OC w 2020 roku wyniosła 672 zł i była niższa o 17 zł niż we wcześniejszym roku. Gdyby jednak porównać średnie ceny polisy w ostatnich kwartałach 2019 i 2020 roku, to obniżka wyniosłaby 57 zł. W raporcie RanKING – rynek i ceny ubezpieczeń komunikacyjnych eksperci porównywarki rankomat.pl podsumowują, jak kształtowały się średnie składki obowiązkowych polis w minionym roku i sprawdzają, w których regionach Polski kierowcy mogli liczyć na najkorzystniejsze oferty ubezpieczycieli.

Jaka była średnia cena OC w 2019 roku?

Największe podwyżki cen OC miały miejsce w 2016 roku, kiedy to ceny polis wzrosły średnio o 45% w porównaniu z rokiem wcześniejszym. Rok później wzrosły o kolejne 24%. W 2018 roku średnia cena ubezpieczenia była już mniejsza o 5%, w 2019 roku o 7%, a w ubiegłym zmniejszyła się o kolejne 2% i wyniosła 672 zł.Zmiany średnich cen OC_v1

Jaka była średnia cena ubezpieczenia OC w IV kwartale?

Średnia cena OC w IV kwartale 2020 roku wyniosła 641 zł. Była przez to najniższa od końca 2016 roku. Natomiast od początku 2019 roku do III kwartału ubiegłego roku różnice w cenach między następującymi po sobie kwartałami nigdy nie wyniosły więcej niż 12 zł. Tę stabilizację przełamał dopiero ostatni kwartał, w którym ta różnica wzrosła do 37 zł.Średnia cena ubezpieczenia OC_v1 (2)

W ciągu ostatnich dwóch lat średnie składki OC utrzymywały się na zbliżonym poziomie. Różnice w cenach polis pomiędzy trzema kolejnymi kwartałami 2020 r. wyniosły od +0,3% do -1,6%. Końcówka roku przyniosła jednak największą obniżkę cen obowiązkowego ubezpieczenia w wysokości -5,5% – mówi Tomasz Masajło, Prezes Zarządu Rankomat.

Najdrożej na Pomorzu i Dolnym Śląsku

Najwięcej za ubezpieczenie OC płacili kierowcy z województw: pomorskiego (763 zł), dolnośląskiego (741 zł) i mazowieckiego (733 zł). Na najniższe składki mogli natomiast liczyć kierowcy z województw: podkarpackiego (553 zł), opolskiego (564 zł) i świętokrzyskiego (578 zł). Ceny ubezpieczenia OC były niższe niż przed rokiem we wszystkich województwach. Obniżki w poszczególnych regionach wyniosły od -0,5% (woj. podkarpackie) do -4,6% (woj. mazowieckie). Największe odchylenie od średniej krajowej ceny OC w 2020 r. odnotowano dla województw, których mieszkańcy otrzymywali najtańsze propozycje obowiązkowego ubezpieczenia: podkarpackiego (-17,7%) i opolskiego (-16,1%) oraz świętokrzyskiego (-14%). Najwięcej za OC płacili natomiast kierowcy z woj. pomorskiego. Odchylenie od przeciętnej składki OC w całym kraju wyniosło w ich przypadku +13,5.Gdzie płaciliśmy najwięcej za OC w 2020 roku_v1

Kto płacił najwięcej?

Najdroższym miastem wojewódzkim był Wrocław. Tutaj za polisę kierowcy płacili średnio 918 zł. Na drugim biegunie znalazło się Opole, gdzie płacono 621 zł. W dalszym ciągu za OC najwięcej płacą najmłodsi kierowcy – 18-latkowie płacili średnio 2125 zł. Największe zniżki otrzymują zaś 62-latkowie (557 zł). Najtańsze w ubezpieczeniu były samochody marki Skoda (612 zł), najdroższe BMW (853 zł). Panny i kawalerowie płacili 950 zł, natomiast małżeństwa 595 zł.Najniższe i najwyższe ceny OC w 2020 r_v1

Wyzwania dla sektora bankowego na 2021 rok wg. ekspertów Alior Banku

Rok 2020 upłynął pod znakiem wydarzeń, które wpłynęły na stabilność polskiej gospodarki i cały sektor bankowy. Kluczowe stało się szybkie dostosowanie działalności banków do nowej rzeczywistości i jak najlepsze wsparcie klientów. Nie byłoby to możliwe bez wykorzystania nowoczesnych technologii, które wsparły w tym czasie wiele procesów. Jednak to nie koniec wyzwań dla branży, kolejne miesiące to czas zmagań z konsekwencjami 2020 roku. Eksperci Alior Banku podsumowują mijający rok i analizują najważniejsze zagadnienia, z którymi będą musiały zmierzyć się banki w 2021 roku.

Pomimo pozytywnych zmian, jakie wynikają z przyspieszonej digitalizacji, zmierzający ku końcowi rok był dla sektora czasem pełnym wyzwań. Banki musiały dostosować swoją działalność do trudnej sytuacji gospodarczej, środowiska bardzo niskich stóp procentowych, wyroków TSUE, a także dodatkowych regulacji i przepisów. Konsekwencje tej sytuacji będą odczuwalne jeszcze przez kilka kolejnych kwartałów. Narodowy Bank Polski bierze pod uwagę scenariusz, w którym cały sektor w nadchodzącym roku odnotuje straty. Z kolei Związek Banków Polskich w swoich scenariuszach na koniec 2020 r. prognozuje stratę netto całego sektora w przedziale od 4,5 mld zł aż do niemal 10 mld zł. To będzie wymagający rok. Oto 6 największych wyzwań dla sektora bankowego opracowanych przez ekspertów Alior Banku.

1. Dostosowanie do nowych oczekiwań klientów

Główne czynniki determinujące zmiany w bankowości będą dotyczyć nowych oczekiwań klientów i ich podejścia do usług. Wiąże się to z rozwojem zdalnych kanałów obsługi i coraz częściej współpracą z zewnętrznymi dostawcami. Można to zaobserwować na przykładzie rozwoju aplikacji mobilnych. Liczba i zakres usług, jakie się w nich znajdują, daleko wykraczają już poza ramy tradycyjnie rozumianej bankowości. „W 2020 roku banki, w tym Alior Bank, konsekwentnie rozwijały kanały cyfrowe. Praca nad rozwiązaniami, które ułatwiają zdalne bankowanie klientom to priorytet, który w czasie pandemii stał się koniecznością. Cyfrowe przyspieszenie, jakie w ostatnich miesiącach obserwowaliśmy, jest potwierdzeniem potencjału i kompetencji zespołu w zakresie rozwoju nowych technologii i nowoczesnej bankowości” – mówi Katarzyna Dziwulska, dyrektor zarządzająca Pionem Sprzedaży KI. Trendy będą więc zmierzać w kierunku znaczących zmian technologicznych. Pandemia wyraźnie pokazała, że są one nieodzownym elementem funkcjonowania sektora bankowego i będą przenikać większość procesów zachodzących w organizacjach.

2. Zapotrzebowanie na nowe finansowanie

Znaczny wpływ na sektor bankowy w 2021 r. prawdopodobnie będzie mieć także rosnąca skala zapotrzebowania na nowe finansowanie – zarówno po stronie konsumentów, jak i przedsiębiorstw. Pomimo prognoz dotyczących odbicia gospodarczego, w nadchodzącym roku sektor bankowy nadal będzie odczuwał skutki pandemii i utrzymujących się niskich stóp procentowych.

Wiele, z punktu widzenia klienta, będzie więc zależeć od polityk kredytowych banków. Ich zasady, w tym badanie zdolności kredytowej, korespondują z bieżącą i przewidywaną sytuacją gospodarczą. W przypadku większości głównych produktów kredytowych w 2020 r. rynek odnotował spadki sprzedaży spowodowane mniejszym popytem oraz zaostrzeniami polityki ryzyka. W przyszłości banki z jeszcze większą ostrożnością będą udzielać kredytów konsumpcyjnych. Sytuacja klienta oraz jego zdolność do spłacania zadłużeń będzie jeszcze ściślej weryfikowana. Już teraz na rynku można zauważyć zaostrzenie kryteriów oceny zdolności kredytowej w przypadku kredytów hipotecznych. Ocena ta, ze względu na brak stabilności, będzie jeszcze trudniejsza.

„Alior Bank będzie w tym aspekcie konsekwentnie realizował swoją politykę, której celem jest stabilny wzrost przy zachowaniu ostrożnego podejścia do kredytowania i stopniowej zmiany struktury portfela kredytowego, tak aby stał się mniej podatny na zaburzenia makroekonomiczne. Dotyczy to zarówno kredytów detalicznych, jak i tych kierowanych do przedsiębiorstw” – mówi Tomasz Miklas, dyrektor Departamentu Ryzyka Kredytowego Klienta MSP.

W kolejnym roku istotne będzie elastyczne dostosowywanie polityki kredytowej do zmieniających się warunków otoczenia, tak aby ograniczać ryzyko, zapewniając odpowiedni wzrost przychodów. Takie podejście Alior Bankowi zapewni wyjście z trudności, jakie zaistniały w wyniku pandemii, a w dłuższej perspektywie pozwoli na umocnienie jego pozycji w polskim sektorze bankowym.

3. Sytuacja makroekonomiczna

Z punktu widzenia gospodarki w przyszłym roku kluczowa będzie sytuacja na rynku pracy oraz  inwestycji. Nie można zapomnieć, że 2020 r. oznaczał wejście w recesję już od II kwartału. Ograniczenie aktywności gospodarczej – lockdown – spowodowało pogorszenie konsumpcji prywatnej ze względu na restrykcje społeczne ale i wyraźne ograniczenie inwestycji. Rok 2020 r. może się w związku z tym zakończyć recesją przekraczającą 3 proc. r/r. Ekonomiści podkreślają jednak, że kolejne kwartały dają potencjał do odbicia gospodarczego, pod warunkiem opanowania sytuacji związanej z rozwojem pandemii.

„Wzmożonej konsumpcji sprzyjać będzie względnie mocny rynek pracy, który w przyszłym roku powinien dodatkowo zacząć reagować na wzrost zapotrzebowania na siłę roboczą ze strony rozkręcającej się gospodarki. Po stronie inwestycji, choć formułowanie dziś prognoz obarczone jest wysokim ryzykiem, to spadek niepewności przedsiębiorców co do rozwoju sytuacji ekonomicznej w przyszłości daje podstawy do szacunków, że dynamika inwestycji przyspieszy od połowy przyszłego roku. Szansą na wzmożone działania w tym zakresie w kolejnych latach jest również nowa perspektywa budżetu unijnego wraz ze środkami z funduszu na odbudowę. Oczekujemy, że PKB w 2021 r. wzrośnie o 3,8 proc. r/r” – mówi Agata Filipowicz-Rybicka, główny ekonomista Alior Banku.

4. Możliwe odbicie zysków sektora bankowego?

Zakres poprawy sytuacji gospodarczej pozostaje niepewny, a stopa bezrobocia na początku roku może rosnąć. Wysokość rezerw trudno prognozować z wielu powodów. W przypadku kiedy dywidendy z bieżących zysków znowu będą wstrzymane, banki zawiążą więcej rezerw teraz, aby oczyścić sobie pole do dobrego wyniku w 2021 r. lub nawet rozwiązać wtedy część rezerw, żeby wypłacić większą dywidendę w 2022 r. z wyższego zysku za 2021 r. Ponadto banki, w szczególności te, które stosowały dotychczas bardziej liberalną politykę w odniesieniu do odpisów związanych pandemią, będą musiały uwzględnić te zagadnienia w swoich decyzjach o tworzeniu odpisów i rezerw. Poprawa parametrów gospodarczych przekłada się natomiast na spadek ryzyka niespłacanych kredytów. Tym samym można mieć nadzieję, że skala rezerw i odpisów będzie niższa. „Alior Bank jeszcze przed rozwojem pandemii dokonał w zakresie ryzyka przeglądu portfela klienta biznesowego i zaktualizował swoją politykę kredytową. Nowe kryteria ryzyka mają już zastosowanie w stosunku do wszystkich oferowanych produktów w każdym segmencie. W rezultacie po znacznym wzroście kosztów ryzyka w II kw. 2020 roku, w III kwartale br. Alior Bank odnotował powrót do typowych dla siebie poziomów. Porównując kwartał do kwartału, zmniejszyły się one o 68 proc., z 915 mln zł w II kw.’20 do 289 mln zł w III kw.’20” – mówi Tomasz Miklas, dyrektor Departamentu Ryzyka Kredytowego Klienta MSP.

5. Konsekwencje wyroku TSUE ws. kredytów frankowych

Dodatkowo wpływ na poziom rezerw miał niekorzystny dla sektora rozwój sądowej sytuacji związanej z portfelami kredytów we frankach szwajcarskich. Po wyroku TSUE z 2019 roku znacznie zwiększyła się liczba pozwów kierowanych do sądów przez kredytobiorców i odsetek rozstrzygnięć niekorzystnych dla banków. Odpisy frankowe mogą doprowadzić do przejściowego wystąpienia strat w sektorze bankowym, ale nie powinno to zagrozić  stabilności systemu bankowego.

„Dominującą formą rozwiązywania spornych kwestii w sprawach dotyczących kredytów frankowych pozostaje orzecznictwo sądowe. Niewątpliwie zwiększenie się liczby pozwów w tym zakresie wsparte przez wyspecjalizowane kancelarie prawne, stało się dziś realnym zagrożeniem dla wyników banków, które najczęściej udzielały takich kredytów” – mówi Agata Filipowicz-Rybicka, główny ekonomista Alior Banku.

Nowe światło na sprawę klientów posiadających kredyt we frankach i banków rzuca ostatnia propozycja KNF, zgodnie z którą rozwiązanie powinno uwzględniać zarówno interesy klientów, jak bezpieczeństwo sektora. Regulator proponuje, aby potraktować kredyty frankowe jak złotowe, oprocentowane według odpowiedniej stopy WIBOR powiększonej o stosowaną historycznie dla takich kredytów marżę. Trudno jednak dziś szacować, jaki wpływ na wyniki sektora będzie miał przedstawiony pomysł. Na ten moment wymaga on jeszcze konsultacji i doprecyzowania.

6. Cyberbezpieczeństwo i sprawność systemów

„2020 rok to czas przyspieszenia cyfrowego. Usprawnienia dotyczyły zarówno oferty dla klientów, jak i funkcjonowania samych organizacji. Wraz z popularyzacją zdalnych kanałów bankowości rośnie zaangażowanie w rozwój technologii i rozwiązań, które mają zapewniać bezpieczeństwo instytucjom finansowym oraz ich klientom. To wyzwanie zarówno dla całego sektora, jak i poszczególnych banków, które coraz lepiej radzą sobie z cyberzagrożeniami” – mówi Grzegorz Jasiulewicz, dyrektor Departamentu Cyberbezpieczeństwa.

Prócz najwyższej jakości zabezpieczeń kluczowe zadanie w tym procesie pełni edukacja, w szczególności z zakresu bezpiecznego korzystania z internetu. Oszuści wciąż tworzą nowe sposoby wyłudzania danych, często opierając się na socjotechnice i wykorzystując ludzką wrażliwość i empatię. Ciągłość i bezpieczeństwo biznesowe zależeć będą od wykorzystywania nowych technologii, dlatego niezbędny jest ich stały rozwój i kolejne inwestycje w rozwiązania, które będą miały na celu zwalczać cyberataki.

Kurs złotego powinien się „normalizować”

Pozytywne otoczenie rynkowe przetrwało przez okres świąteczny, choć nie obyło się bez wstrząsów. Nowy szczep wirusa budzi strach, a zima na północnej półkuli przynosi wzrost zachorowań. Jednak przeciwwagą jest rozpoczęty proces dystrybucji szczepionek. Na plus zapisać można uzgodnienie umowy handlowej brexitu i pakietu fiskalnego USA. Złoty zyskuje w nadziei, że z 31 grudnia wygasł pretekst do interwencji.

Kryzys zdrowotny nie zakończył się z ubiegłym rokiem i przed światem jeszcze wiele wyzwań. Nowy szczep wirusa – bardziej zakaźny, choć z łagodniejszymi objawami – owładnął Wielką Brytanią i stanowi zagrożenie dla reszty świata. Ale nowa odmiana wirusa nie jest pierwszą mutacją i nie będzie ostatnią. Świat nie jest bezbronny, gdyż rozpoczął się proces szczepień – według Bloomberga globalnie zaaplikowano już ponad 12 milionów dawek. Łącząc to wszystko, na rynkach podtrzymywane są pozytywne oczekiwania. Powszechna dystrybucja szczepionek w 2021 r., wsparcie banków centralnych i pomoc rządowa mają wzmocnić wzrost gospodarczy i zwiększyć zyski przedsiębiorstw. Risk-on jest dobry dla akcji i surowców, wspiera waluty ryzykowne (w G10 i na rynkach wschodzących). Słabość dotyka USD, który jest wskazywany jako główne źródło kapitału dla ryzykownych inwestycji, ale też fundamenty waluty psują gołębi Fed i hojny Kongres.

EUR/USD wrócił pod 1,23 pod wpływem zawirowań na koniec miesiąca, ale po weekendzie wraca do wzrostów. Dolar jest tutaj głównym motorem zmian, a w tym tygodniu polityka ponownie może odgrywać pierwsze skrzypce. Jutro w stanie Georgia odbędą się wybory uzupełniające na dwa miejsca do Senatu. Aktualnie przewaga Republikanów wynosi 50-48, co oznacza, że wystarczy im zdobycie jednego miejsca na utrzymanie kontroli, podczas gdy Demokraci potrzebują objąć oba miejsca, by doprowadzić do remisu (który rozstrzyga wiceprezydent USA). Wynik ma kluczowe znaczenie dla realizacji polityki fiskalnej, gdyż republikański Senat będzie blokował ekspansję wydatków proponowaną przez Demokratów. Podwójne zwycięstwo Demokratów będzie negatywne dla USD, ale taki wynik nie jest wcale pewny, biorąc pod uwagę zbliżone poparcie dla kandydatów. Wygrana Bidena w wyborach prezydenckich w Georgii nie powinna nic sugerować – część głosów była przeciwko Trumpowi, a nie partii.

Uniknięcie bezumownego brexitu nie dało funtowi wiele paliwa do rajdu. Porozumienie handlowe w skrócie przynosi umowę o wolnym handlu towarami z pewnymi ograniczeniami, dodatkowym obciążeniem biurokratycznym i bez okresu przygotowawczego do nowych warunków. Handel między krajami po brexicie nie będzie silniejszy, jest dużo niepewności hamujących inwestycje i wciąż niewiele wiadomo o przyszłym kształcie wymiany usług (główny towar eksportowy Wielkiej Brytanii). Dodatkowo rozwój pandemii w Wielkiej Brytanii jest niepokojący z sześcioma dniami z rzędu przyrostu zachorowań o ponad 50 tys. i perspektywą kolejnego ogólnokrajowego lockdownu. Średnioterminowe perspektywy GBP nie jawią się w pozytywnych barwach i tylko słabość USD maskuje problemy funta.

Złoty wreszcie zaczyna pozytywnie reagować na wzrost apetytu na rynkach zewnętrznych i jak na razie nie widać zastanawiającej presji na jego osłabienie, jaka występowała w okresie międzyświątecznym, co wiązano z interwencjami NBP. Jeśli hipoteza o podrasowaniu zysku NBP na koniec roku była słuszna, interwencyjne osłabianie złotego utraciło sens wraz z ustaleniem fixingu na koniec roku. W dalszym ciągu nie mamy pewności kto i dlaczego osłabiał złotego w minionym tygodniu (wzrost EUR/PLN z 4,49 do 4,62), ale jeśli fixing był rzeczywiście celem, to po jego ustaleniu kurs złotego powinien się „normalizować”. Lub przynajmniej rynek zacznie pod to grać i kupować sztucznie osłabionego złotego.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Piątka Kaczyńskiego i problemy z pracownikami – tak sadownicy i rolnicy zapamiętają 2020 rok

Jaki był 2020 rok dla polskiego rolnictwa i sadownictwa? Odpowiedź nie jest oczywista. Cieniem na rynku roliczniczym położyła się pandemia koronawirusa, która wpłynęła na funkcjonowanie handlu i zamknęła granice między państwami. Gdy nadszedł całkowity lockdown, sadownicy bali się, że nie starczy rąk do pracy sezonowej przy zbiorach owoców i przygotowaniu ich do sprzedaży. Na szczęście zostały powołane odpowiednie regulacje, pozwalające na wjazd pracowników. Pierwsza połowa roku była więc dla polskiego sadownictwa całkiem niezła.

– Udało się doprowadzić do tego, że granica została uchylona, a pracownicy z Ukrainy mogli wjeżdżać do Polski. Dzięki temu nie tylko polskie jabłka znalazły miejsce na rynku światowym, ale także później owoce jagodowe. Spowodowane to było też paniką, na przykład w przypadku zakupów jabłek z Włoch. To główny dostawca jabłek w okresie wiosennym, a dzięki nieufności światowych rynków do włoskich produktów pojawiło się na nich nadzwyczajne miejsce dla jabłek pochodzących z Polski – powiedział serwisowi eNewsroom Mirosław Maliszewski, prezes Związku Sadowników RP. – Pierwsza część 2020 roku była więc dla nas bardzo pozytywna. Gorzej było w drugiej części. Poza zjawiskami pogodowymi, które ograniczyły zbiory, doszło do częściowego załamania rynku, zwłaszcza owoców jagodowych. Problemy były również w szerzej rozumianej branży rolniczej. Tutaj szczególnie zapamiętamy propozycję “piątki Kaczyńskiego”, czyli rozwiązań, które w dużej części miały uderzyć w polską wieś, zwłaszcza w producentów zajmujących się hodowlą zwierząt.

– Te dwa zjawiska, czyli sytuacja związana z COVID-em i “piątka Kaczyńskiego”, szczególnie mocno uderzyły w 2020 roku w polską wieś i rolnictwo. Co czeka nas zaś w roku 2021? Jak kryzys koronawirusa będzie wpływał na polskie sadownictwo i na polskich producentów? To się okaże dopiero za kilka miesięcy – uważa Maliszewski.

Sztuczna inteligencja w walce o zdrowie i rzetelne informacje. Rusza nabór wniosków w pierwszym konkursie INFOSTRATEG

60 milionów złotych to pula środków przeznaczona na dofinansowanie projektów z zakresu sztucznej inteligencji w pierwszym konkursie programu INFOSTRATEG, realizowanym przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. Agenda badawcza startującego konkursu skupia się na tematach rozpoznawania obrazów medycznych w zakresie dróg oddechowych (w szczególności w związku z zagrożeniami COVID), raka piersi u kobiet, raka prostaty u mężczyzn, a także weryfikowania źródeł informacji i detekcji fake newsów. 

W ramach INFOSTRATEGa mają zostać zrealizowane projekty wspierające rozwój polskiego potencjału SI poprzez opracowanie rozwiązań wykorzystujących sztuczną inteligencję i blockchain w praktyce. Celem projektów realizujących pierwszy temat badawczy startującego dziś konkursu będzie opracowanie uniwersalnych narzędzi do analizy i opisu różnego typu obrazów medycznych. Proponowane rozwiązania mają przyczynić się do poprawienia jakości diagnostyki obrazowej, skrócenia czasu oczekiwania na diagnozę, wcześniejszego rozpoczęcia leczenia często występujących postaci raka, a więc również zmniejszenia śmiertelności, a także skrócenia kolejek do lekarzy specjalistów.

Z kolei drugi temat badawczy ma zachęcić przedsiębiorców i naukowców do pracy nad narzędziami wykrywającymi fałszywe informacje i pozwalającymi na oznaczenie takich informacji w wyszukiwarkach. Systemy powinny być w stanie śledzić wielorakie popularne systemy komunikacji i rozpowszechniania informacji. Zadanie to przyczyni się do zmniejszenia negatywnego wpływu fake newsów i ograniczenia ich rozprzestrzeniania. Stworzenie takiego systemu może pomóc ograniczyć próby manipulacji opinią publiczną.

– Obszar sztucznej inteligencji może w niedalekiej przyszłości stać się jednym z głównych wehikułów rozwojowych naszego kraju. Kierujemy więc znaczne środki, by wesprzeć rodzime przedsiębiorstwa i naukowców w dalszym rozwoju technologii. Dzięki realizacji innowacyjnych projektów, dążymy do rozwiązania palących problemów, z którymi na co dzień mierzy się nasze społeczeństwo – tłumaczy Wojciech Kamieniecki, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

60 mln zł do podziału w pierwszym konkursie

Konkurs skierowany jest do przedsiębiorców, jednostek naukowych oraz ich konsorcjów. Jego budżet to 60 mln zł. W ramach tematu z obszaru medycyny maksymalna wysokość dofinansowania projektu to 10 mln zł, a minimalna – 3,5 mln zł. W przypadku tematu mającego na celu walkę z dezinformacją – adekwatnie 8 mln zł i 1,7 mln zł. Wsparcie może uzyskać tylko projekt, w którym przewidziano realizację przynajmniej prac rozwojowych – badania przemysłowe i prace przedwdrożeniowe nie są obligatoryjne do uzyskania dofinansowania. Nabór wniosków w konkursie potrwa do 26 lutego 2021 roku.

840 mln zł w programie INFOSTRATEG

Programu strategiczny INFOSTRATEG zakłada realizację innowacyjnych projektów w perspektywie czasowej do 2029 roku. Zakładany całkowity budżet Programu to 840 mln zł, z czego 360 mln zł przeznaczonych zostanie na projekty zamawiane. Tematy podejmowane w ramach Programu zostały wyselekcjonowane ze względu na duży potencjał wdrożeniowy oraz konieczność stworzenia zaawansowanych rozwiązań informatycznych. Są to np. Inteligentny system przetwarzania mowy dla lekarzy, rozpoznawanie obrazów medycznych, inteligenta maszyna do zbierania jabłek, inteligentny dyspozytor korespondencji czy asystent obywatela w instytucjach użyteczności publicznej.

W 2021 r. zwiększa się próg kwoty wolnej od potrąceń komorniczych

W Polsce działa obecnie 1 858 komorników. Każdy z nich – prowadząc egzekucję z wynagrodzenia za pracę – nie może pozostawić pracownika bez środków do życia i musi zostawić mu kwotę wolną od potrąceń. W 2021 r. zwiększa się ona o 200 zł brutto – w porównaniu do 2020 r. – i wynosi 2 800 zł brutto. W gorszej sytuacji są dłużnicy zatrudnieni na podstawie umowy o dzieło lub zlecenia czy pracujący na niepełnym etacie – przepisy nadal nie chronią ich bowiem przed egzekucją komorniczą. Wyjątkiem są osoby, dla których umowa zlecenie stanowi jedyne, powtarzalne źródło dochodu, wtedy dłużnicy korzystają z analogicznej ochrony do tej jaką zapewnioną mają pracownicy etatowi.

Koronawirus sprawił, że długi Polaków gwałtownie rosną. Tylko w listopadzie 2020 r. firmy z sektora pozabankowego udzieliły naszym rodakom 187,3 tys. pożyczek, na łączną kwotę 420 mln zł. Średnia wartość pożyczki wyniosła 2 241 zł. Wysokie oprocentowanie tego typu zobowiązań może powodować problemy z ich spłatą, zwłaszcza gdy dochodzą do tego wydatki życia codziennego, a z ich pokryciem również są problemy. Zaległości za czynsz, prąd, wodę, gaz, wywóz śmieci, telewizję czy telefon – w sierpniu – miało ponad 409 tys. osób, łączne – pod koniec wakacji – zadłużenie sięgnęło 1,56 mld zł (dane BIK). Niespłacane zobowiązania koniec końców trafiają do komornika, który – na podstawie wydanego przez sąd nakazu zapłaty – ma prawo przeprowadzić egzekucję na wynagrodzeniu otrzymywanym od pracodawcy.

Etat pod ochroną

Od 1 stycznia 2021 r. płaca minimalna wzrosła z poziomu 2 600 zł brutto do kwoty 2 800 zł brutto. Tym samym, wzrosły również kwoty wolne od potrąceń komorniczych w 2021 r. (obowiązujące np. przy zajęciach komorniczych lub potrąceniach dobrowolnych). Obecnie, komornik przy egzekucji z wypłaty musi zostawić do dyspozycji dłużnika dokładnie 2 800 zł brutto miesięcznie, czyli około 2 062 zł na rękę. Zgodnie z przepisami, poza kwotą, której nie można windykować, jest także maksymalny próg zajęcia z pensji wyższych niż płaca minimalna – komornik może zabrać maksymalnie 60 proc. wynagrodzenia miesięcznego w przypadku dłużników alimentacyjnych i 50 proc. wynagrodzenia miesięcznego w przypadku pozostałych dłużników. Co więcej, premię uznaniową traktuje się jak kwotę powiększającą wynagrodzenie. W takim przypadku, do kwoty wynagrodzenia dodawana jest wartość premii, a z otrzymanej sumy wyliczane jest wspominane 50 lub 60 proc. zajęcia.

Ze względu na to, że każdy pracownik legalnie zatrudniony na umowę o pracę, musi zarabiać co najmniej minimalną krajową. Premia uznaniowa zawsze jest kwotą sprawiającą, że wypłata staje się na pewno jednorazowo wyższa od płacy minimalnej. Nie zmienia to jednak nic przy zajęciu komorniczym – nadal komornik ma prawo zająć całą nadwyżkę nad płacę minimalną – czyli całą premię uznaniową – mówi Jacek Grzywa, Radca Prawny i Kierownik Działu Prawnego Grupy Progres.

Niepełny etat

Jeżeli dłużnik zawarł umowę o pracę w niepełnym wymiarze godzin, kwota wolna od potrąceń jest obliczana proporcjonalnie do wymiaru czasu wypełniania obowiązków zawodowych. Pracując na połowę etatu, komornik nie może zabrać więcej niż równowartość kwoty odpowiadającej połowie płacy minimalnej tj. 1 400 zł brutto (1 031 zł netto). W przypadku pracy na ¼ etatu chroniona kwota wynosi 700 zł brutto (515,5 zł netto) i 2100 zł brutto (1546,5 zł netto), gdy nasz wymiar pracy wynosi ¾.

Komornicze zajęcie pensji jest jednym z najczęstszych sposobów stosowany podczas egzekwowania należności od dłużnika. Za wyliczenie wysokości kwoty potrąceń odpowiada pracodawca osoby zadłużonej i to do niego należy się zwrócić, w momencie zastrzeżeń dotyczących windykowanych kwot. Należy pamiętać, że w przypadku umowy o pracę  pracodawca ma obowiązek stosować kwotę wolną od potrąceń komorniczych, pomniejszaną proporcjonalnie do wymiaru etatu na jakim pracuje pracownik – podkreśla Jacek Grzywa.

Zlecenie nie dla komornika, ale…

Od 1 stycznia 2019 r. do wynagrodzenia wypłacanego na podstawie umowy zlecenia posiadającego charakter świadczenia powtarzającego się, które służy zapewnieniu utrzymania lub stanowi jedyne źródło dochodu, stosuje się w całości przepisy dotyczące „pracowniczej” kwoty wolnej. Wtedy też, podczas windykacji należności, kwota pozostawiona dla pracownika nie może być niższa niż 2 800 zł brutto. W przypadkach pozostałych umów cywilnoprawnych, zajęcie wierzytelności umożliwia potrącanie pełnej kwoty – 100 proc. wynagrodzenia. Nie bierze się pod uwagę, ani tego, czy pracujemy regularnie i otrzymujemy stałe wynagrodzenie z tego tytułu, ani czy nasze dochody są wysokie, czy stanowią bardzo małą kwotę. Komornik może sam w postanowieniu określić, jaka kwota bądź jaka część wynagrodzenia ma być potrącana.

PARP: Ponad 1,3 mln Polaków jest zaangażowanych w działalność młodych firm

94 proc. właścicieli młodych firm uważa, że na tle konkurencji ich biznes ma potencjał wzrostu, a prawie dwie trzecie jest zdania, że ma unikalne przewagi konkurencyjne, wynika z raportu „Global Entrepreneurship Monitor. Polska 2020” przygotowanego przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości wspólnie z Uniwersytetem Ekonomicznym w Katowicach. Autorzy badania zauważają, że młode polskie firmy mają ogromny potencjał, ale zarówno w początkowym okresie działania, jak i na późniejszych etapach, przydaje im się pomoc.

Raport GEM Polska prezentuje wyniki projektu badawczego, realizowanego w ponad 50 krajach świata, w tym w Polsce. Zawiera informacje o postawach, zachowaniach i aspiracjach Polaków dotyczących przedsiębiorczości, nastawieniu do niej naszego społeczeństwa, a także ocenę uwarunkowań powstawania i rozwoju przedsiębiorstw w Polsce przed pandemią.

Publikacja omawia też temat specjalny poświęcony startupom w Polsce, który powstał w oparciu o odpowiedzi na dodatkowe pytania ujęte w kwestionariuszu do badań ilościowych i jakościowych GEM zrealizowanych wyłącznie w Polsce.

Młodzi i wykształceni startupowcy

W działalność firm określanych jako młode, tj. obecne na rynku do 3,5 roku, zaangażowanych jest w Polsce ponad 1,3 mln osób. Są one dobrze wykształcone – 44 proc. ma co najmniej wyższe wykształcenie. W badanej grupie było nieco więcej mężczyzn (53 proc.) niż kobiet (47 proc.). Niezależnie od płci pod względem wieku najliczniejszą grupę tego rodzaju przedsiębiorców stanowią osoby w wieku 25–34 lat oraz 35–44 lata. Pozostałe grupy wiekowe rzadziej angażują się w nowe przedsięwzięcia biznesowe. Wyniki analizy wielkości gospodarstw domowych właścicieli młodych firm wskazują, że najwięcej tego typu biznesów jest zakładanych przez osoby będące w czteroosobowych gospodarstwach domowych.

Respondenci badania wskazywali, że powstawaniu startupów najczęściej nie sprzyja brak kapitału na rozpoczęcie działalności (81 proc. wskazań), brak wiary we własne umiejętności (77 proc.), brak wiedzy branżowej i specjalistycznej niezbędnej do rozpoczęcia działalności (55 proc.), a także brak pomysłu na firmę (53 proc.) czy stałe zobowiązania finansowe (51 proc.).

Gdy młodzi przedsiębiorcy już zdecydują się na podjęcia działalności, muszą natomiast poradzić sobie z nie do końca przychylnym otoczeniem biznesowym. Ich zdaniem rozwój utrudniają wysokie obciążenia podatkowe (64 proc. wskazań), trudności w znalezieniu klientów (57 proc.) i nadmiar biurokracji czy formalności (53 proc.).

Wnioski z badania startupów realizowanego w ramach projektu GEM wskazują na ogromny potencjał młodych polskich firm, nie pozostawiają jednak wątpliwości co do trudności, z którymi młodzi przedsiębiorcy muszą się mierzyć. Biorąc pod uwagę najczęściej wymieniane bariery wzrostu startupów, pomocne może się okazać skorzystanie ze wsparcia rozwoju kompetencji kluczowych dla rozpoczęcia działalności i zarządzania firmą oraz umiejętności zdobywania kapitału czy orientacji w przepisach. Tego typu szkolenia oferowane są przez PARP w ramach Akademii PARP czy Bazy Usług Rozwojowych – mówi Paulina Zadura, dyrektor w Departamencie Analiz i Strategii PARP.

Motywacje i postrzeganie młodych firm

Czynnikiem decydującym o założeniu biznesu w przypadku młodych firm działających w Polsce jest potrzeba usamodzielnienia się (27 proc.), a także chęć wykorzystania doświadczenia zdobytego w dotychczasowej pracy (23 proc.). Na trzecim miejscu wymieniano ciekawy pomysł na biznes – tak odpowiedziało 12 proc. badanych. Najrzadziej wymieniane czynniki pokazują, w jakich obszarach polski ekosystem startupowy, choć obiecujący, ma jednak sporo do nadrobienia: 2 proc. pytanych wskazało na możliwość zainwestowania posiadanego kapitału, a zaledwie 1 proc. na okazję do założenia biznesu na próbę, np. w ramach akademickiego inkubatora przedsiębiorczości.

Młodzi przedsiębiorcy optymistycznie postrzegają swoją pozycję rynkową, ale niewielu z nich ocenia, że ich działalność jest rewolucyjna w skali branży czy kraju. Zdaniem 94 proc. pytanych ich firma wyróżnia się potencjałem wzrostu, 62 proc. uważa, że dysponuje unikalnymi przewagami konkurencyjnymi, ale tylko 7 proc. jest zdania, że zmieni dotychczasowe zasady działania swojej branży, a jedynie 1 proc. postrzega swój biznes jako innowacyjny w skali świata.

Nie od dziś wiemy, że powstawanie, a przede wszystkim rozwój przedsiębiorstw, w tym w szczególności opartych o nowe technologie startupów, jest kluczowy dla budowy konkurencyjnej gospodarki. Polski ekosystem startupowy rozwija się w ostatnich latach dynamicznie, ale wciąż, jak pokazuje raport GEM, występuje w nim niewykorzystany potencjał. Elastyczność i kreatywność wielu, także młodych, biznesów w okresie pandemii pokazuje, że często to niesprzyjające warunki i wymuszone ograniczenia mogą stać się motorem kreującym nowe kierunki aktywności lub dodatkowo napędzającym już istniejące przedsięwzięcia – mówi Anna Tarnawa, kierownik z Departamentu Analiz i Strategii PARP.

Rynek oprogramowania i IT broni się przed pandemią – raport Banku Pekao S.A.

W czasie kryzysu wywołanego przez pandemię COVID-19 branża oprogramowania i usług IT okazała się być jednym z sektorów najbardziej odpornych na załamanie gospodarcze – wynika z raportu przygotowanego przez ekonomistów Banku Pekao S.A. pt. „Oprogramowanie i usługi IT. Charakterystyka branży, perspektywy rozwojowe, główne obszary”. Nagłe przeniesienie części życia zawodowego i prywatnego do kanałów zdalnych przyspieszyło proces transformacji cyfrowej, a istotną rolę odegrał w tym również wzmożony popyt na rozrywkę domową.

Wg firmy analitycznej Gartner globalny rynek IT w 2019 r. był warty nieco ponad 2,4 bln USD. W latach 2012‑19 rósł on średnio w tempie 3,4%. Większość przyrostu została wygenerowana w ostatnich 3-4 latach, a dynamika zapotrzebowania na IT we współczesnych gospodarkach utrzymywała się na poziomie CAGR 6,5%. Pandemia wprawdzie istotnie spowolniła dotychczasowy rozwój globalnego rynku (ok. 10% spadek wartości w 2020 roku), lecz oczekiwane szybkie i płynne odbicie w tym sektorze powinno pozwolić na powrót do wolumenu sprzed kryzysu już w perspektywie 2022 roku.

W Polsce branża IT generuje przychody rzędu 85 mld złotych (nie licząc obrotów mikrofirm). Na sektor oprogramowania i usług IT przypada ok. 55 mld zł, stanowiące ok. 2/3 całej branży informatycznej w naszym kraju. Udział ten systematycznie rośnie i zmierza do wartości powyżej 70%. Segment oprogramowania i usług IT charakteryzował się w ostatnich latach szczególnie dynamicznym tempem rozwoju, przekraczającym 12% średniorocznie. To jeden z najlepszych wyników sektorowych, dwa razy lepszy od średniej dla polskiej gospodarki w tym samym czasie.

Pomimo dynamicznego wzrostu w ostatnich latach obecny rozmiar branży IT plasuje Polskę w gronie europejskich średniaków. Barierą jest wciąż niski poziom rozwoju krajowego rynku informatycznego – nasz kraj zajmuje odległe lokaty w większości rankingów mierzących poziom cyfryzacji zarówno gospodarki, jak i usług publicznych. Odsetek przedsiębiorstw stosujących rozwiązania IT wypada dobrze tylko w zakresie dużych firm korzystających z podstawowych produktów (np. ERP, CRM). Bardzo niskie jest natomiast wykorzystanie bardziej zaawansowanych rozwiązań (takich jak np. cloud computing), a luka w tym zakresie w stosunku do innych krajów UE widoczna jest zwłaszcza w sektorze MŚP. Te same czynniki decydują jednak o dużym potencjale rozwojowym branży w kolejnych latach, w których cyfryzacja gospodarki, także pod wpływem efektów pandemii, powinna nabierać tempa.

Polski sektor IT cechuje dodatkowo rosnąca aktywność w obszarze fuzji i przejęć, co wynika z jego atrakcyjności oraz trendów przychodzących z USA, takich jak ogromne inwestycje w Big Techy i start up’y technologiczne. Epidemia COVID-19 tylko wzmocniła to zainteresowanie z racji dużej odporności branży na kryzys. Według danych Mergermarket, w ostatnich latach w Polsce liczba transakcji zwiększyła się około dwukrotnie, a ich wartość co najmniej kilkukrotnie. W kolejnych latach należy się spodziewać dalszego wzrostu w tym zakresie – mówi Kamil Zduniuk, Ekspert Departamentu Analiz Makroekonomicznych Banku Pekao S.A. i autor raportu.