Polska jednym z państw najbardziej narażonych na kryzys wodny. Problemem jest nie tylko ilość, ale i jakość dostępnej wody

Przez ograniczone zasoby wody pitnej Polska jest jednym z państw najbardziej zagrożonych kryzysem wodnym, który postępuje wraz ze zmianami klimatycznymi. W największym stopniu cierpią na tym przemysł i rolnictwo. Aby przeciwdziałać skutkom suszy, konieczne jest m.in. pilne zwiększenie poziomu retencjonowania wód i przywracanie naturalnych meandrów rzek. – Musimy pochylać się nie tylko nad problemem ilości wody, ale również jej jakości – podkreśla Mateusz Grygoruk z warszawskiej SGGW.

– Kurczenie się zasobów wodnych Polski wynika z nierównomierności opadów, które coraz częściej dotykają nasz kraj. Jest ona spowodowana najprawdopodobniej postępującymi zmianami klimatu i przejawia się tym, że średnio w roku pada praktycznie tyle samo, natomiast bywają okresy, kiedy tego deszczu jest bardzo dużo, oraz takie, kiedy przez długi czas nie ma go w ogóle. Właśnie takie nierównomierne rozłożenie opadów powoduje problemy z gospodarowaniem wodą – mówi agencji Newseria Biznes dr hab. Mateusz Grygoruk, profesor Katedry Inżynierii Wodnej na Wydziale Budownictwa i Inżynierii Środowiska w SGGW, współautor ekspertyzy naukowej „Woda w rolnictwie”.

Polska jest jednym z najuboższych w wodę krajów w Europie. Tylko Czechy, Malta i Cypr mają jej mniej w przeliczeniu na mieszkańca. Tymczasem statystyczny Polak bezpośrednio zużywa ok. 92 litrów wody dziennie, ale jego ślad wodny (woda zużywana pośrednio, w konsumpcji towarów i usług) wynosi już prawie 3,9 tys. litrów – pokazują dane opracowane przez Fundację Aeris Futuro i Rankomat.pl. Według Global Compact Network Poland i danych GUS w Polsce największy udział w zużyciu wody ma jednak przemysł (ok. 72 proc.), który mocno wyprzedza sektor komunalny (18 proc.) oraz rolnictwo i leśnictwo (10 proc.). Woda pobierana na potrzeby gospodarki i ludzi w około 80 proc. pochodzi z zasobów wód powierzchniowych, a pozostałe 20 proc. – to woda podziemna.

– Zmniejszanie się zasobów wodnych dostępnych dla gospodarki i rolnictwa jest widoczne w całym kraju i powodowane wieloma czynnikami, np. nadmiernym zużyciem wody poprzez naśnieżanie w niektórych miejscach Polski, szczególnie w górach. Ale głównym użytkownikiem wody jest przemysł i rolnictwo, które równomiernie w całej Polsce potęgują zjawisko braku wody w dużej skali – mówi profesor SGGW.

W Polsce na jednego mieszkańca przypada rocznie około 1,8 tys. m³ wody, ale w okresach suszy jej ilość spada nawet do 1,1 tys. m³. Średnia w Europie jest prawie trzykrotnie wyższa i wynosi ok. 5 tys. m³. Tymczasem próg 1,7 tys. m³ na osobę jest granicą „stresu wodnego”, czyli zagrożenia deficytem wody – wynika z ekspertyzy „Woda w rolnictwie”, opracowanej z inicjatywy Koalicji Żywa Ziemia we współpracy z Fundacją im. Heinricha Bölla i WWF Polska. Eksperci alarmują w niej, że problem suszy, wysychania rzek, obniżania się poziomu wód gruntowych i nawracających niedoborów wody w wodociągach z roku na rok się zaostrza. W ciągu ostatnich kilku lat poziom wód gruntowych w Polsce obniżył się o dwa metry.

Z analiz PGW Wody Polskie (wykonanych na potrzeby planu przeciwdziałania skutkom suszy) wynika, że zagrożonych występowaniem suszy rolniczej jest 45 proc. wszystkich terenów rolnych i leśnych w Polsce, przede wszystkim na terenie województwa wielkopolskiego, części kujawsko-pomorskiego, lubuskiego oraz Mazowsza. Z kolei zasięg obszarów zagrożonych suszą hydrogeologiczną stanowi 35,6 proc. powierzchni całego kraju.

Do rosnącego zagrożenia przyczyniają się nie tylko zmiany klimatyczne, lecz również przede wszystkim działalność człowieka. Tereny zlewni – czyli obszary, z których woda spływa ciekami do jednego zbiornika, jak np. morza, rzeki i jeziora – zostały silnie przekształcone przez człowieka i nieprawidłowo zmeliorowane. To w połączeniu z gwałtownymi deszczami, przedłużającymi się okresami suszy i wadliwymi działaniami hydrologicznymi powoduje, że większość wody przepada bezpowrotnie wraz ze spływem powierzchniowym.

– Przez ostatnich kilkadziesiąt lat w Polsce i w zasadzie w całej Europie regulowano rzeki, co powoduje wiele problemów gospodarczych dopiero po jakimś czasie. Teraz widzimy, że te wyprostowane i skrócone rzeki bardzo silnie erodują i mówiąc kolokwialnie, ściągają wody z obszarów przyległych do siebie, odprowadzając ją dalej. W efekcie mamy mało wody w krajobrazie – wyjaśnia dr hab. Mateusz Grygoruk. – Główną metodą zwalczania tego problemu jest próba przywracania rzek do stanu dobrego przyrodniczo, czyli np. przywracanie meandrów, spowalnianie odpływu w rzece. Oczywiście w pewnych okresach może to powodować niekorzystne skutki, np. lokalne podtopienia, ale Unia Europejska i wspólna polityka rolna dysponują narzędziami i instrumentami finansowymi, które mają takie problemy rozwiązywać. Celem tych działań jest zatrzymanie jak najwięcej wody w krajobrazie, żeby nasze rzeki, rzeczki i strumyki były pełne.

Jednym z narzędzi w walce z niedoborami wody jest retencja wód. Jak podają Wody Polskie, obecnie w Polsce utrzymuje się ona na poziomie około 6,5 proc, co oznacza, że gromadzimy ok. 4 mld m³ wody. Dla porównania w Hiszpanii poziom retencji sięga ok. 40 proc. Aby zgromadzone zasoby wodne zaspokoiły wszystkie potrzeby ludzi, gospodarki i środowiska, retencja w Polsce powinna być przynajmniej dwa razy wyższa niż obecnie. Zgodnie z przyjętym w ubiegłym roku przez rząd Programem Rozwoju Retencji jej poziom ma wzrosnąć do 15 proc. w perspektywie 2027 roku.

– Działania, które powinniśmy podjąć, aby próbować ograniczać problemy wodne naszego kraju, to przede wszystkim odtwarzanie naturalnych stref retencjonujących wodę, próba przywracania rzek do stanu sprzed ich przekształcenia i przede wszystkim wprowadzanie technologii, które pozwalają na ograniczanie dostawy ścieków do wód – zarówno ze źródeł punktowych, jak np. przemysł, jak również ze źródeł rozproszonych, chociażby z rolnictwa – ocenia ekspert SGGW.

Jak podkreśla, problem stanowi w Polsce nie tylko ilość, ale i jakość dostępnych zasobów wodnych. Za to też w dużej mierze odpowiedzialne jest rolnictwo.

– Problem jakości wody wynika najczęściej z tego, że w pewnych okresach mamy w rzekach niewiele wody, czyli mamy mało rozpuszczalnika, a dostawa zanieczyszczeń z obszarów np. rolniczych jest cały czas na podobnym poziomie. To powoduje, że w okresach niżówek stężenia zanieczyszczeń w wodach są po prostu większe – wskazuje dr hab. Mateusz Grygoruk.

Eksperci podkreślają, że zanieczyszczenia wód ze źródeł rolniczych są obecnie jednym z największych zagrożeń dla rzek i mórz, w tym dla Bałtyku, a jedyną metodą poprawy jakości wód są właściwe uwodnienie i odpowiednio utrzymana roślinność bagienna nadrzecznych bagiennych stref buforowych.

Ceny żywności w 2021 roku będą nadal rosnąć. Choć ich wzrost nie będzie już tak szybki jak w poprzednim

Inflacja w 2021 roku będzie niższa niż w 2020. Na wolniejsze tempo wpływ będzie miało spowolnienie wzrostu cen żywności wobec minionych kilkunastu miesięcy, choć opłata cukrowa i podatek od sprzedaży detalicznej mogą zachwiać prognozami. Nadpodaż mięsa i globalny wzrost cen produktów zbożowych, uzależnienie plonów warzyw od pogody i wpływ blokad spowodowanych pandemią na ceny owoców – to główne czynniki warunkujące ceny żywności w tym roku.

– Oczekujemy, że inflacja obniży się w 2021 roku do 2,6 proc. wobec 3,4 proc. w 2020 roku, czyli ceny będą nadal rosły, ale o wiele wolniej niż w poprzednim roku – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jakub Olipra, ekonomista Banku Credit Agricole. – Uważamy, że dynamika cen żywności i napojów bezalkoholowych wyniesie w 2021 roku około 1 proc. w ujęciu rocznym. Jeżeli porównalibyśmy to z dynamiką cen żywności, napojów bezalkoholowych w poprzednich latach, kiedy wynosiła prawie 5 proc., to widać, że wyraźnie się obniży. Czyli choć żywność będzie drożeć, to wzrost będzie o wiele wolniejszy niż w poprzednich latach.

Prognoza ta jest zgodna z zaprezentowaną w listopadowej projekcji inflacji przez Narodowy Bank Polski. Ogółem wzrost cen towarów i usług miał wynieść 3,4 proc. w 2020 roku i ma się ukształtować na poziomie 2,6 proc. w 2021 roku oraz niewiele wyżej – 2,7 proc. – w 2022 roku. Ceny żywności natomiast według tej samej projekcji mają sięgnąć odpowiednio 4,8 proc., 1,6 proc. oraz 2,3 proc., czyli w 2020 roku jeszcze ciągnęły inflację w górę, a w kolejnych latach będą już ją obniżać. Wynika to z kilku czynników, głównie z wyjątkowo wysokiego wzrostu cen administrowanych oraz usług. Mięso tanieje z powodu nadprodukcji i ponownego wykrycia grypy ptaków oraz trwającej od kilku lat epidemii afrykańskiego pomoru świń.

Podrożały natomiast już od Nowego Roku napoje, a to z powodu tzw. opłaty cukrowej, liczonej od napoju sprzedanego, a nie zakupionego u producenta czy w hurtowni, co oznacza konieczność naliczenia podatku już od początku roku.

– Początek roku przywitał konsumentów wyraźnymi podwyżkami cen, szczególnie w kategorii napoje bezalkoholowe, a dokładnie napoje słodzone, ponieważ na początku roku został wprowadzony tzw. podatek cukrowy, który podbija ceny np. napojów gazowanych czy energetyków – tłumaczy Jakub Olipra. – Wzrosty cen sięgają kilkudziesięciu procent. Wiele wskazuje na to, że ten podatek został w znacznym stopniu przerzucony na konsumentów. Mogą oni jednak „zagłosować” swoimi decyzjami konsumenckimi i ostatecznie obroty spadną na tyle silnie, że w kolejnych miesiącach może dojść do korekty cen i nieznacznego ich spadku.

Branża napojowa przewidywała, że napoje zdrożeją o kilkadziesiąt procent, i tak się stało. Opłata cukrowa objęła napoje gazowane i niegazowane, także te z wysoką zawartością soków owocowych i warzywnych, choć jeśli jest ich co najmniej 20 proc., obejmie je tylko opłata zmienna. Dodatkowe opłaty nałożone zostały na napoje z zawartością tauryny i kofeiny, czyli tzw. energetyki. Dokładnie za każdy litr napoju z dodatkiem cukru lub substancji słodzącej, także tej zerokalorycznej, producent będzie musiał dopłacić 50 groszy. Do tego dochodzi opłata zmienna w wysokości 5 groszy, jeśli ilość cukru w 100 ml przekroczy 5 gramów. Za napoje z substancjami energetyzującymi dopłacić trzeba 10 groszy za jeden litr.

Kluczowe z punktu widzenia prognoz inflacji, szczególnie inflacji żywności na 2021 rok, jest tempo wygasania pandemii, ponieważ z tym związane jest to, co się będzie działo w gastronomii, która jest ważnym odbiorcą polskiej żywności. Jeżeli rzeczywiście będziemy mieli do czynienia z ożywieniem popytu w tym sektorze, to będzie to czynnik oddziałujący w kierunku wzrostu cen – podkreśla ekonomista Banku Credit Agricole.

Na kształtowanie się cen niektórych kategorii żywności będzie wpływać sytuacja na światowych rynkach. Dotyczy to m.in. produktów mlecznych, które – w opinii eksperta – nie powinny znacząco drożeć ani tanieć. Z kolei ceny zbóż na świecie utrzymują się na relatywnie wysokim poziomie, więc mimo rekordowych zbiorów w Polsce nie można liczyć na obniżki cen produktów zbożowych, np. pieczywa.

– Ciekawą kategorią będą warzywa, ponieważ tutaj jesteśmy silnie uzależnieni od warunków agrometeorologicznych, czyli tego, co się będzie działo z pogodą w tym roku. Według naszych prognoz przynajmniej w pierwszej połowie roku ceny powinny być stabilne, bo cały czas bazujemy na relatywnie dobrych zapasach z poprzedniego roku – przewiduje Jakub Olipra. – Jeżeli pogoda się ukształtuje na poziomie średniej wieloletniej, to możemy oczekiwać, że dynamika cen nie zmieni się istotnie, co będzie dobrą wiadomością dla konsumentów. Pamiętajmy, że mieliśmy suszę dwa lata z rzędu.

Z danych GUS wynika, że w ciągu 11 miesięcy 2020 roku ceny warzyw wzrosły w ujęciu rocznym o 0,7 proc., owoców natomiast skoczyły o 18,5 proc.

– Ceny owoców również zależą od warunków pogodowych, 2020 rok przyniósł wyraźny wzrost dynamiki cen w tej kategorii. Pamiętajmy też, że pandemia zrobiła swoje, wzrosły ceny niektórych kategorii, m.in. cytrusów. Wiele wskazuje, że ten rok już przyniesie obniżenie dynamiki, nawet patrząc przez pryzmat efektu wysokiej bazy sprzed roku – mówi ekonomista banku Credit Agricole.

Dwucyfrowo poszły w górę jeszcze tylko ceny wędlin (o 10,2 proc.). Wyraźnie droższe były wieprzowina (+9,1 proc.), pieczywo (+8,2 proc.) oraz ryż (+7,0 proc.). Potaniały natomiast drób (-0,3 proc.) oraz masło (-3,6 proc.).

  Oczekujemy, że dynamika cen mięsa będzie ujemna, czyli ceny będą niższe niż w 2020 roku. Wydatki na mięso mają istotny udział w wydatkach na żywność ogółem. Tani będzie zarówno drób, jak i wieprzowina, czyli dwa gatunki mięsa szczególnie istotne dla polskich konsumentów. W znacznym stopniu jest to związane z pandemią, ponieważ mamy dużą nadpodaż, szczególnie drobiu, na co wpłynęło zamknięcie gastronomii. Więcej mięsa trafia na lokalny rynek, a to zbija ceny – wyjaśnia Jakub Olipra.

Polscy naukowcy dołączą do przełomowego projektu kosmicznego. Nowy teleskop pozwoli zbadać Wszechświat głębiej niż kiedykolwiek wcześniej

Polscy astronomowie mają duży wkład w światową astronomię. Projekty takie jak OGLE, ASAS czy Gaia prowadzone w Obserwatorium Astronomicznym Uniwersytetu Warszawskiego doprowadziły do odkryć w dziedzinach planet pozasłonecznych, badaniu ciemnej materii za pomocą obserwacji zjawisk mikrosoczewkowania grawitacyjnego czy analizie struktury galaktyki. Wkrótce polscy naukowcy dołączą do międzynarodowego teleskopu Obserwatorium im. Very Rubin. – To będzie kolejny przełom w obserwacjach długofalowych – przekonuje dr hab. Łukasz Wyrzykowski z Obserwatorium Astronomicznego UW.

– Polscy astronomowie mają duży wkład w astronomię światową, na przykład nasz flagowy projekt Uniwersytetu Warszawskiego – OGLE – od prawie 30 lat prowadzi przełomowe obserwacje poszukiwania planet, czarnych dziur, gwiazd zmiennych czy badania struktury galaktyki. Bardzo dużo dziedzin astronomii zostało wzbogaconych przez obserwacje właśnie projektu OGLE – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje dr hab. Łukasz Wyrzykowski z Obserwatorium Astronomicznego Uniwersytetu Warszawskiego.

Projekt OGLE, czyli Optical Gravitational Lensing Experiment (Eksperyment Soczewkowania Grawitacyjnego), to jeden z bardziej prestiżowych projektów polskiej astronomii. Dzięki niemu udało się m.in. obserwacyjnie potwierdzić występowanie zjawiska mikrosoczewkowania grawitacyjnego, zaobserwowano 20 nowych planet pozasłonecznych, ponad 4 tys. zjawisk mikrosoczewkowania i kilkaset tysięcy nowych gwiazd zmiennych. Jednym z sukcesów OGLE jest odkrycie pierwszych planet pozasłonecznych nowymi pionierskimi metodami: tranzytów i przy użyciu mikrosoczewkowania grawitacyjnego.

– Kolejną misją jest Gaia, w której Polacy biorą czynny udział i nasz wkład też jest znaczący, jeśli chodzi o poszukiwania różnych zjawisk tymczasowych czy też soczewkujących czarnych dziur – zaznacza dr hab. Łukasz Wyrzykowski.

Europejski teleskop kosmiczny Gaia zbiera dane i tworzy wysokiej rozdzielczości mapy 3D ponad miliarda gwiazd. Ze swojego położenia w punkcie L2 Lagrange’a Gaia może obserwować całe niebo, a precyzyjne pomiary pozycji gwiazd pozwoliły naukowcom dowiedzieć się więcej o strukturach różnych galaktyk i ich ewolucji w czasie. W ramach misji codziennie spływają ogromne liczby danych, a ich analizowaniem zajmują się m.in. naukowcy z Obserwatorium Astronomicznego UW.

– Te prace będziemy kontynuować. Przybliżamy się też do nowego międzynarodowego projektu Obserwatorium im. Very Rubin/LSST. To duży, ośmiometrowy teleskop, którego budowa w Chile jest już na ukończeniu. Powinien zacząć działać w ciągu roku, może dwóch lat. To będzie też kolejny przełom w obserwacjach długofalowych. Przez 10 lat teleskop będzie prowadził dokładne obserwacje południowego nieba i w ten projekt też chcemy się włączyć – zapowiada ekspert.

Teleskop LSST (Large Synoptic Survey Telescope, od niedawna nazywany Obserwatorium im. Very Rubin na cześć odkrywczyni ciemnej materii) ma przeprowadzić badania, które pozwolą dokonać rewolucyjnych odkryć w tematyce głębokiego Wszechświata. Wygeneruje najgłębszy i dotąd najszerszy jego obraz. Zgodnie z zapowiedziami teleskop zbada naturę ciemnej materii przy obserwacji kilku miliardów galaktyk, wykorzystując różnorodne metody umożliwiające krzyżowe sprawdzanie wyników. Dzięki mapowaniu galaktyk w czasie i przestrzeni, katalogowaniu ich mas i badaniu ich wpływu na zniekształcenie czasoprzestrzeni Obserwatorium im. Very Rubin zyska nowy wgląd w naturę ciemnej materii.

Teleskop ma też zwiększyć bezpieczeństwo Ziemi. Będzie mierzył właściwości kilku milionów poruszających się obiektów, w tym tych znajdujących się blisko Ziemi, przy czym pozwoli zobrazować asteroidy o średnicy zaledwie 140 metrów. Obserwatorium może wykryć 60–90 proc. wszystkich potencjalnie niebezpiecznych asteroid o średnicy większej niż 140 metrów.

– Ten teleskop będzie regularnie obserwował całe niebo, będzie znajdował supernowe, różne wybuchy. Podobne rzeczy, które robimy obecnie w misji Gaia, będziemy mogli przenieść na inny poziom. W projekcie LSST będziemy w stanie sięgać dużo głębiej, będziemy w stanie wykrywać soczewkujące czarne dziury, coś, co nas najbardziej interesuje. Mamy nadzieję, że będziemy mogli znaleźć setki czarnych dziur za pomocą tego teleskopu – mówi dr hab. Łukasz Wyrzykowski.

Obserwatorium im. Very Rubin/LSST ma też badać zmiany obiektów astronomicznych w czasie. Wielokrotne obrazowanie całego nocnego nieba na dużą głębokość i przy wysokiej jakości obrazu ma ujawnić nowe informacje o znanych rodzajach gwiazd zmiennych i kosmicznych eksplozjach.

Zakupy online – to się naprawdę opłaca

Coraz więcej osób kupuje różne rzeczy w internecie. Niektórzy już nawet zapomnieli, co oznacza stać w kolejce do kasy. Nie ma w tym nic dziwnego, gdyż zakupy online to praktycznie same zalety. Jedną z nich jest łatwy dostęp do sklepów internetowych.

Zakupy online – co i kto kupuje w sieci najczęściej?

Zakupy w sieci może robić każdy posiadający dostęp do internetu. Wystarczy komputer, tablet lub smartfon i już można oddać się szaleństwu zakupów online. Seniorzy kupują zdecydowanie rzadziej i najczęściej korzystają przy tym z pomocy dzieci i wnucząt. Największa grupa osób kupujących w sieci to osoby w średnim i młodym wieku. Należą do nich ludzie o różnym poziomie zamożności. Pytanie teraz, co najczęściej kupują? Wiele osób decyduje się na zakup książek, sprzętu RTV i AGD. Jednak chyba największą popularnością cieszą się ubrania i buty. Ich wybór jest ogromny, a ceny bardzo przystępne. Nie ma elementów garderoby, których nie dałoby się kupić przez internet. W portalu 7BUTY znajdziemy ponad 100.000 ofert obuwia. Sklepy internetowe powstają w błyskawicznym tempie. Co chwilę otwierają się kolejne. Oferują bluzki, spodnie, spódnice, sukienki, szorty, t-shirty, kurtki, płaszcze, czapki, szaliki, rękawiczki, torebki, paski do spodni oraz inne tego typu ubrania, do których inspiracje znajdziemy na inspiracjemodowe.pl. Tak samo w identyczny sposób  kupić można różnego rodzaju obuwie – kozaki, czółenka, półbuty, szpilki, klapki, kalosze, buty sportowe, a nawet kapcie. Są to rzeczy przeznaczone dla dzieci, kobiet i mężczyzn. W internecie wszystko jest na wyciągnięcie ręki, więc dlaczego nie skorzystać z tej opcji zakupu.

Zakup butów i ubrań przez internet – dlaczego to się opłaca?

Buty i ubrania warto kupować w sieci z wielu powodów. O tych najważniejszych trzeba koniecznie wspomnieć. Do zakupów internetowych zachęca szeroka oferta asortymentu, jakim mogą pochwalić się liczne sklepy online. Teraz już wszystko można kupić w internecie, a ubrania i buty przede wszystkim. Odnalezienie sklepu, oferty i właściwego rozmiaru nie stanowi najmniejszego problemu dzięki 7moda.pl. Zakupy w sieci są bardzo wygodne, ponieważ nie trzeba ruszać się z domu, aby odwiedzić kilka sklepów i zapoznać się z ofertą każdego z nich. Ogromną zaletą kupowania w internecie są przystępne ceny. W sieci jest dużo taniej, a nierzadko dodatkowo można trafić na liczne rabaty. Rabat za dołączenie do newslettera, za większe zakupy lub z powodu konkretnych okazji – w sieci zawsze można kupić z zyskiem. Kupując w sklepach internetowych, nie ma obaw, że jakieś ubranie nie będzie pasowało, bo zawsze jest czas na zwrot. Zwykle jest to 14 dni, ale niektóre sklepy zdecydowanie ten czas wydłużają. Tak więc powodów, dla których warto jednak kupować za pośrednictwem internetu, jest wiele. I choć przede wszystkim tym sposobem kupujemy ubrania i buty, to jednak inne rzeczy też się opłaca. W sieci jest po prostu zdecydowanie taniej, a czas oczekiwania na towar coraz krótszy.

Zakupy online – jakie są zagrożenia?

Z zakupami internetowymi wiążą się też pewne zagrożenia. Można zrobić zakupy w sklepie, który nie istnieje. Można trafić na oszustów. Najczęściej jest tak, gdy kupujemy w niewłaściwym miejscu, na aukcjach, za pośrednictwem portali ogłoszeniowych. W punktach, które nie dają żadnego potwierdzenia złożenia zamówienia, a pieniądze przelewane są na konto bez konkretnego dowodu. By móc bezpiecznie robić zakupy w sieci, wystarczy wybierać sprawdzone sklepy, te, które działają legalnie. To można sprawdzić z łatwością. Zakupy w sieci to też ryzyko, że na przykład ubranie nie będzie pasowało rozmiarem albo okaże się, że jego materiał jest inny, niż miał być. Wystarczy jednak dobrze zapoznać się z opisem produktu. Można też przecież wymienić towar albo oddać. Tak więc te zagrożenia, które teoretycznie istnieją, w rzeczywistości są do wyeliminowania. Wszystko wskazuje na to, że bardzo opłaca się kupować w internecie i to z wielu powodów.

Czym jest Allegro Ads i kto może z niego korzystać?

Polski gigant e-commerce – Allegro poszedł w ślady Google oraz Facebooka, oferując na swojej platformie płatne spersonalizowane reklamy. Warto zainteresować się tą usługą, jeżeli zależy Ci na zwiększeniu sprzedaży i popularności swojej marki. W dalszej części artykułu przekażemy najważniejsze informacje o systemie Allegro ADS i podpowiemy, kto może z niego korzystać.

Czym jest Allegro Ads?

Allegro ADS jest platformą reklamową, działającą na podobnej zasadzie co Facebook Ads czy Google Ads. Reklamowanie za pomocą Allegro ADS należy zacząć od dodania kampanii i wybrania ofert, które chcesz promować. Wybrane przez Ciebie oferty zaczną być wyświetlane zależnie od zaprojektowanej kampanii na platformie Allegro lub na zewnętrznych serwisach. Dzięki skorzystaniu z usług Allegro ADS, Twoje oferty będą znacznie bardziej widoczne od ofert konkurencji. Co oczywiście przełoży się na wzrost sprzedaży.

Rodzaje reklam Allegro Ads

Allegro ADS oferuje wyświetlanie trzech różnych typów reklam. Pierwszym typem jest oferta sponsorowana na Allegro. Reklama w postaci oferty sponsorowanej jest umieszczana w wybranych miejscach na liście wyników wyszukiwania. Kolejną opcją jest reklama graficzna, wyświetlana na górze strony z wyszukiwaniami lub na dole oferty pod sekcją „O sprzedającym”. Natomiast prezentacja oferty w sieci reklamowej Allegro Ads polega na reklamowaniu produktów na zewnętrznych serwisach – Facebook i Google.

Kto może korzystać z Allegro Ads?

Z systemu Allegro Ads może skorzystać każda osoba sprzedająca na platformie Allegro. System jest tak skonstruowany, że możesz sam konfigurować reklamy i monitorować wyniki. Jednak prowadzenie zaawansowanych i skutecznych kampanii wymaga dużego zaangażowania, doświadczenia i czasu. Dlatego warto rozważyć skorzystanie z usług agencji zajmującej się marketingiem internetowym. Dzięki temu można mieć pewność, że nasza kampania przyniesie oczekiwany skutek.

Czy warto korzystać z reklamy Allegro Ads?

Allegro Ads jest formą wspierania sprzedaży produktów na Allegro dla każdego wystawiającego. Zarówno początkujący sprzedający, jak i duże oraz znane marki mogą skorzystać z Allegro ADS. Badania potwierdzają, że około 80% Polaków uważa Allegro za najpopularniejszą platformę do sprzedaży. Ogromna popularność Allegro przekłada się również na duże zasięgi, jakie możemy uzyskać dzięki dobrze przeprowadzonej kampanii na Allegro ADS.

Niespodziewany wydatek? Pozabankowa karta kredytowa to coraz bardziej popularna alternatywa dla „chwilówki”

Większość z nas doświadczyła w życiu sytuacji, w której zostaliśmy zaskoczeni nagłym, większym wydatkiem. Jeśli mogliśmy skorzystać z pomocy rodziny lub znajomych, pozwalało nam to szybko rozwiązać finansowy problem. Jeśli jednak tego typu pożyczka nie wchodziła w grę, najczęściej pozostawała do dyspozycji jedynie tzw. chwilówka. Dzisiaj coraz bardziej popularnym rozwiązaniem staje się pozabankowa karta kredytowa. Co ją różni od szybkiej pożyczki i czy rzeczywiście warto wystąpić o przyznanie takiej karty kredytowej? Sprawdzamy.

Pozabankowa karta kredytowa to zdecydowanie mniej formalności

Jeśli formalności bankowe skutecznie zniechęcają Cię do korzystania z usług proponowanych przez tego typu instytucje, mamy dobrą wiadomość. Pozabankowa karta kredytowa to rozwiązanie, po które nie trzeba wybierać się do banku. Dla przykładu, karta kredytowa AXI zostanie Ci dostarczona przez kuriera wprost do domu. Wcześniej wystarczy jedynie złożyć wniosek online. Po telefonicznej weryfikacji wnioskodawcy, karta zostaje przesłana w ciągu 48 godzin. Jej aktywacja następuje przy zastosowaniu kodu PIN, który zostanie przesłany wiadomością SMS na Twój numer telefonu.

Zastanawiasz się jednak nad „chwilówką”? To nieco podobny wariant, jednak obecnie mamy do czynienia z zawirowaniami na rynku pożyczek pozabankowych. Pandemia zmusiła branżę do dokonywania wnikliwszej analizy wnioskodawców. Można się spodziewać, że pozytywne rozpatrzenie wniosku, jak i przebieg całej procedury będą nico trudniejsze. Z kolei karta kredytowa to rozwiązanie ograniczające formalności do absolutnego minimum. Okazuje się, że nawet jeśli spóźniliśmy się w przeszłości ze spłatą jakiegokolwiek zadłużenia, taka historia nie będzie stanowiła przeszkody w uzyskaniu potrzebnych środków.

Karta kredytowa – wnioskujesz raz i zyskujesz stały dostęp do potrzebnych środków

Porównując szybką pożyczkę i pozabankową kartę kredytową natychmiast zauważysz różnicę dotyczącą dostępności potrzebnych środków finansowych. Biorąc pożyczkę otrzymujesz jednorazowy zastrzyk gotówki. Wspomniana już wcześniej karta kredytowa AXI zapewni Ci natomiast stały dostęp do środków finansowych, po które możesz sięgnąć w sytuacji, gdy pojawi się taka potrzeba. Co więcej, obsługa karty kredytowej jest mniej kosztowna niż koszty związane z zaciągnięciem szybkiej pożyczki.

Kolejna różnica to czas, jaki przysługuje na spłatę zadłużenia. Jak sprawdziliśmy, karta kredytowa gwarantuje aż 60 dni, co jest wynikiem dwa razy dłuższym niż w przypadku spłaty standardowej pożyczki „chwilówki”. Takie rozwiązanie jest z pewnością bardziej wygodne i pozwala dostosować harmonogram spłaty do naszych indywidualnych możliwości. Samo korzystanie z przyznanych środków może z kolei odbywać się w najdogodniejszy dla nas sposób. Płacisz online, kartą lub wypłacając gotówkę z dowolnego bankomatu sprawdź sam na stronie https://axi-card.pl/

Aktywność inwestorów na rynkach Grupy GPW – grudzień 2020 r.

  • Wzrost wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń[1] na Głównym Rynku o 150,8% rdr do 34,5 mld zł
  • Wzrost wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect o 1019,2% do 1,2 mld zł
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu instrumentami pochodnymi o 105,9% rdr do poziomu 1 328,5 tys. szt.
  • Wzrost łącznego obrotu obligacjami na TBSP o 22,5% rdr do 16,9 mld zł
  • Wzrost łącznego obrotu produktami strukturyzowanymi o 116,6% rdr do 253,1 mln zł
  • Wzrost łącznego obrotu ETF-ami o 248,3% rdr do 71,6 mln zł
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu energią elektryczną o 15,7% do poziomu 17,7 TWh
  • Spadek łącznego wolumenu obrotu gazem ziemnym o 0,8% rdr do 14,7 TWh

W grudniu 2020 r. łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku GPW wyniosła 35,3 mld zł, czyli o 152,6% więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wzrosła o 150,8% rdr do poziomu 34,5 mld zł. Średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wyniosła 1,7 mld zł, o 125,7% więcej niż rok wcześniej. Wartość indeksu WIG na koniec grudnia wyniosła 57 025,84 pkt i była o 1,4% niższa niż przed rokiem.

Na rynku NewConnect w grudniu odnotowano wzrost łącznej wartości obrotu akcjami o 811,8% rdr do poziomu 1,2 mld zł. Wartość obrotów akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect wzrosła o 1019,2% rdr i wyniosła 1,2 mld zł.

Łączny wolumen obrotu instrumentami pochodnymi w grudniu wyniósł 1 328,5 tys. szt., czyli o 105,9% więcej niż rok wcześniej. Wolumen obrotu kontraktami na indeksy wzrósł o 34,6% rdr do poziomu 543,7 tys. szt., wolumen obrotu kontraktami na akcje wzrósł o 85,6% rdr do 246,2 tys. szt., wolumen obrotu kontraktami na waluty wzrósł o 514,6% rdr do 509,1 tys. szt., a wolumen obrotu opcjami wzrósł o 13,6% rdr do 29,5 tys. szt.

W grudniu zanotowano wzrost wartości obrotu produktami strukturyzowanymi o 116,6% rdr do poziomu 253,1 mln zł oraz wzrost obrotów ETF-ami o 248,3% rdr do 71,6 mln zł.

Wartość notowanych na rynku Catalyst emisji obligacji nieskarbowych wyniosła na koniec grudnia 99,4 mld zł wobec 92,1 mld zł w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wartość obrotu obligacjami nieskarbowymi na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń wzrosła o 14,5% rdr do poziomu 222,7 mln zł.

Łączna wartość obrotu obligacjami na TBSP wyniosła 16,9 mld zł wobec 13,8 mld zł rok wcześniej, co oznacza wzrost o 22,5% rdr.

Łączny wolumen obrotu energią elektryczną na rynkach spot i terminowym wyniósł 17,7 TWh, co oznacza wzrost o 15,7% rdr. Wolumen obrotu energią elektryczną na rynku spot wzrósł o 1,9% rdr do poziomu 3,3 TWh. Na rynku forward wolumen wzrósł o 19,3% rdr do poziomu 14,5 TWh.

Łączny wolumen obrotu gazem ziemnym spadł o 0,8% rdr do 14,7 TWh. Na rynku spot wolumen obrotu wzrósł o 44,0% do poziomu 4,2 TWh. Na rynku terminowym odnotowano spadek o 11,8% rdr do poziomu 10,5 TWh.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia, z wyłączeniem praw ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”)[2], na rynku spot wyniósł 2,8 TWh, co oznacza wzrost o 1,9% rdr.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”) spadł o 61,1% rdr do poziomu 10,3 ktoe[3].

Obrót Gwarancjami Pochodzenia dla energii elektrycznej wytworzonej w OZE wzrósł o 12,3% rdr, do wolumenu 2,2 TWh.

Kapitalizacja 384 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku na koniec 2020 roku wyniosła 538,8 mld zł (119,0 mld EUR).

Łączna kapitalizacja 433 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na Głównym Rynku sięgnęła 1 068,7 mld zł (236,1 mld EUR).

Na Głównym Rynku GPW w grudniu zadebiutowały akcje spółek: PCF Group (wartość oferty 203,4 mln zł), Dadelo (82,8 mln zł) oraz Pure Biologics i Medinice (przejścia z NewConnect; wartości ofert odpowiednio: 54 mln zł i 12,2 mln zł).

Na rynku NewConnect w grudniu zadebiutowały akcje spółek: Play2Chill (wartość oferty 1,5 mln zł), Milton Essex (wartość oferty 3,7 mln zł) i Detalion Games (wartość oferty 5,9 mln zł).

Na rynku Catalyst w grudniu zadebiutowały obligacje spółki HB Reavis Finance PL 3 (wartość emisji 85 mln zł).

W grudniu 2020 r. na GPW odbyło się 20 sesji giełdowych, w porównaniu do 18 sesji rok wcześniej.

[1] transakcje sesyjne, bez transakcji pakietowych

[2] świadectwa pochodzenia związane z efektywnością energetyczną (tzw. białe certyfikaty) są wystawiane, notowane i rozliczane w innych jednostkach metrycznych niż pozostałe świadectwa na TGE (toe – tona oleju ekwiwalentnego; energetyczny równoważnik jednej metrycznej tony ropy naftowej o wartości opałowej równej 10.000 kcal/kg)

[3] ktoe = 1000 toe, Mtoe = 1000 000 toe

Nadchodzi ożywienie w przemyśle

Jak podaje IHS Markit, w grudniu 2020 r. wskaźnik PMI polskiego sektora przetwórstwa wyniósł 51,7 pkt. To wartość powyżej progu neutralnego, co oznacza że wśród ankietowanych menedżerów logistyki przybywa optymistów (w listopadzie 50,8 pkt) – ale już prognozy są budowane spokojniej niż w lipcu (52,8 pkt).

Dane grudniowe pokazują dosyć niewygodną sytuację, w której rosnącemu popytowi towarzyszą istotne ograniczenia po stronie podaży.

Popyt na polskie dobra w grudniu wzrósł, przede wszystkim ze strony podmiotów zagranicznych, co przełożyło się na większą liczbę zamówień. Jednocześnie jednak, nie byliśmy w stanie zrealizować tych zamówień, co przełożyło się na spadek produkcji. I był on najszybszy od czerwca. U źródeł tego stanu rzeczy leżą niedobór pracowników oraz opóźnienia w dostawach surowców. W takim przypadku nie ma nawet mowy o zastępowaniu czynników produkcji w miarę dostępności. Zaległości produkcyjne rosną od kwartału, a zapasy wyrobów gotowych nadal się kurczą.

Deficyty pracowników przy wzrostach zatrudnienia oznaczają zapewne połączenie utrudnień epidemicznych (kwarantanny, izolacje, zwolnienia lekarskie, zaległe urlopy, zasiłki opiekuńcze) oraz rosnących deficytów kompetencji potrzebnych na stanowiskach w przemyśle.

Po miesiącach odchudzania zapasów surowców, rosnąca liczba zamówień przełożyła się na wzrost zakupów. Przy ograniczonych możliwościach produkcyjnych i transportowych oznacza to brak możliwości realizacji zamówień. Respondenci wskazywali przede wszystkim na niedobory chińskich surowców i ograniczeń w transporcie.

Mniejsza dostępność surowców i materiałów ma różnorodne negatywne skutki. W pierwszej kolejności ogranicza moce produkcyjne. Z drugiej – trudno dostępne materiały stają się droższe, bo trwa o nie konkurencja. Ten efekt również widzimy w dzisiejszym komunikacie. Dynamika cen produktów sektora była najwyższa od niemal dekady. Z polskiej perspektywy istotne są ograniczenia rynku metali. Wyższe koszty częściowo przeniesiono na klientów, ale w obliczu wysokiej konkurencji, ten kanał ma ograniczone możliwości.

Mimo to, prognozy ankietowanych na najbliższy rok uległy poprawie, wynikającej z nadziei na rychłe ożywienie gospodarcze oraz planów zmiany portfolio produktów. Nie da się jednak ukryć, że takiemu optymizmowi sprzyjają rosnące zamówienia.

dr Sonia Buchholtz, Konfederacja Lewiatan

Energetyka w Europie coraz bardziej zielona. Które kraje wyróżniają się na rynku OZE?

Już teraz na mapie Starego Kontynentu pojawiają się ośrodki, które wyraźnie odbiegają od średniej europejskiej w sektorze OZE. Trend na odnawialne źródła energii zyskuje na sile, a kraje modyfikujące swoją politykę na rzecz zielonej energii już wkrótce mogą rozdawać karty nawet na rynku globalnym. Które państwa stawiają na innowacje i przodują
w kategorii źródeł odnawialnych?

Zielona jak Skandynawia

Nie jest tajemnicą, że absolutnymi liderami w sektorze OZE są kraje skandynawskie. Siłą regionalnej polityki energetycznej jest ścisła współpraca m.in. gabinetów w Sztokholmie
i Oslo. Już w 2015 roku oba państwa zadeklarowały wspólny cel na rok 2020 – regularną produkcję zielonej energii na poziomie 28,4 TWh (sama Norwegia ma przyczynić się do wygenerowania 13,2 TWh). Na ten moment w krainie fiordów dominuje energetyka wodna — aż 97% krajowego miksu opiera się na tego typu ośrodkach. Co więcej, według zapowiedzi instytutów doradczych rządu w Oslo, Norwegia ma szansę na rezygnację z paliw kopalnianych do roku 2050. Klucz? Współpraca władz z biznesem.

– Naszym celem w Norwegii jest opieranie energetyki o elektrownie wodne i lepsza współpraca pomiędzy biznesem i władzami tak byśmy stali się pierwszym na świecie społeczeństwem w pełni zelektryfikowanym do 2050 roku. Pozwoli nam to odegrać wiodącą rolę w pracy na rzecz klimatu przy jednoczesnym podniesieniu naszej konkurencyjności – zaznaczał w 2017 roku, cytowany przez Biznes Alert, ówczesny dyrektor instytutu Energii Norge, Oluf Ulseth.

Ciekawą filozofię obrał również rząd w Sztokholmie. Szwecja wykorzystuje nie tylko potencjał farm wiatrowych oraz elektrowni wodnych, ale także biomasę. Według raportów
z 2015 roku aż 99% szwedzkich odpadów wykorzystuje się do produkcji energii. Dla porównania, w Polsce ten współczynnik sięga około 6%. Na farmy wiatrowe z kolei stawia Dania. Rząd w Kopenhadze deklaruje, że w 2019 roku aż 47% krajowego miksu opierało się na energii wytwarzanej przez wiatraki. Co więcej, dalsze plany przewidują budowę sztucznej wyspy, na której powstanie największa krajowa farma o mocy do 10 GW. Koszt? Przynajmniej 200 mld koron, czyli 113 mld zł.

Trend z północy

Czy produkcja energii to domena wyłącznie dużych gospodarek? Niekoniecznie. Ciekawym przykładem jest Estonia, która już w 2 lata temu mogła się pochwalić 30-proc. udziałem energii ze źródeł odnawialnych w końcowym zużyciu energii brutto (celem na 2020 rok było 25%). Dostawą energii z OZE na rynku estońskim zajmują się głównie spółki Skarbu Państwa. W 1. kwartale 2008 roku oferta na pakiety ekologiczne spotkała się z zainteresowaniem dokładnie 12 636 klientów. Trend pojawił się również w kręgach biznesowych, ponieważ jeszcze 2 lata temu państwowy dostawca współpracował z 600 przedsiębiorcami na podstawie umowy o sprzedaży energii ze źródeł odnawialnych. Czym Estonia zachęciła firmy do OZE? Każdy klient otrzymuje oficjalny certyfikat, który przyczynia się do umocnienia pozycji przedsiębiorstwa na krajowym rynku.

Dużą dynamiką wzrostu w sektorze OZE może pochwalić się również sąsiednia Łotwa. Krajowy sektor OZE jest trzecim pod względem udziału energii odnawialnej w całej Unii Europejskiej z wynikiem 35,2%. Jak podają analitycy z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, do tej pory rząd w Rydze opierał politykę energetyczną na drewnie opałowym, co ułatwiło walkę z emisją GHG, czyli gazów cieplarnianych. Łotwa może sobie pozwolić na dużą skalę wycinki ze względu na znaczne zalesienie kraju, jednak nie jest to strategia długoterminowa. Władze chcą zintensyfikować inwestycje w nowe technologie
i oprzeć swoją politykę na farmach wiatrowych. Wdrażaniem strategii zajmie się krajowy dostawca — Latvenergo.

W przypadku państw bałtyckich nie bez kozery jest powiedzenie “przykład idzie z góry”. Na kulturę polityczną (w tym politykę energetyczną) Estonii i Łotwy duży wpływ ma Finlandia. To właśnie rząd w Helsinkach może pochwalić się drugim wynikiem w tabeli udziału energii odnawialnej w końcowym zużyciu energii brutto ze współczynnikiem 38,7%. Ciekawym elementem strategii Finów są również inwestycje w biogaz. W lutym br. władze przyjęły ustawę o zwiększeniu udziału biopaliw w transporcie drogowym do 30%. Cezurą jest rok 2029. Latem z kolei otwarto nieoczywistą stację autogazu — powstała we współpracy z firmą mleczarską Valio i oferuje kierowcom gaz pochodzący z przetworzenia… nieczystości
z hodowli bydła.

Co z Europą Centralną?

O ile na północy kontynentu wyróżnia się przynajmniej kilka gospodarek dynamicznie inwestujących w OZE, to centrum Europy wydaje się pozostawać nieco w tyle. Regionalny suspens przełamuje Austria, której produkty z OZE w 2018 roku obejmowały 73% zużywanej energii elektrycznej. Miejscowy sektor w 76,5% bazuje na elektrowniach wodnych, jednak ÖVP kanclerza Sebastiana Kurza i Partia Zielonych chce inwestować w fotowoltaikę oraz wykorzystanie wodoru. W Tyrolu władze testowały już lokomotywy napędzane tzw. zielonym gazem. Ambicje? Stać się liderem globalnym.

Czy w Polsce sektor OZE jest w stanie dogonić Skandynawię, kraje bałtyckie oraz południe? Jak przyznaje Sebastian Jabłoński, prezes zarządu spółki Respect Energy (dawniej TRMEW Obrót S.A.) krajowy rynek musi postawić na innowacyjne podejście do sektora i angaż samych klientów. Według traderów z Respect Energy, to właśnie konsumenci mogą przyczynić się do rozwoju niszy, a inne podmioty będą musiały wesprzeć trend zgodnie ze swoją ofertą. Taką strategię obrały już niektóre banki, oferując preferencyjne kredyty hipoteczne, pod warunkiem wykorzystania m.in. energii z OZE na potrzeby całego gospodarstwa domowego.

– Perspektywa osiągnięcia celu energetycznego na rok 2020 to tylko jeden z pryzmatów, przez który powinniśmy postrzegać krajowy sektor OZE. Istotną osią przechodzenia z paliw kopalnych na OZE jest mobilizacja samych odbiorców oraz innowacje. Moim zdaniem należy holistycznie podchodzić do klienta i pokazywać, że zielona energia może być integralną częścią life-stylu – wyjaśnia Sebastian Jabłoński, prezes zarządu Respect Energy.

Czy tzw. estoński CIT może być alternatywą dla wspólników spółki komandytowej?

Wielu wspólników spółek komandytowych dotkniętych ostatnimi zmianami dotyczącymi zasad opodatkowania ich działalności rozważa skorzystanie z tzw. estońskiego CIT-u. Decyzja nie należy do łatwych, ponieważ wprowadzone do polskiego systemu podatkowego rozwiązanie jest skomplikowane. Należy je poprzedzić szczegółową analizą, zarówno co kryteriów skorzystania, jak i skutków na poszczególnych etapach wdrożenia tego rozwiązania.

Na pierwszy rzut oka rozwiązanie to wydaje się atrakcyjne. Podatnik podatku dochodowego od osób prawnych, który zdecyduje się na skorzystanie z ryczałtu od dochodów spółek kapitałowych nie płaci bowiem podatku dochodowego od uzyskanego dochodu. Tylko wypłacone zyski podlegają opodatkowaniu według stawek: 15% w przypadku małych podatników i 25% w przypadku pozostałych podatników.

Zawiła lista kryteriów

Lista wymogów formalnych uprawniających do skorzystania z tego rozwiązania jest jednak długa, skomplikowana i obejmuje nie tylko warunki, jakie spółka musi spełniać w pierwszym dniu, w którym zaczyna korzystać z ryczałtu, ale równie wymogi, których spełnienie następuje dopiero w trakcie okresu, w jakim spółka będzie z ryczałtu korzystała. Dlatego konieczna jest szczegółowa analiza, nie tylko sytuacji faktycznej spółki, ale również jej planów na następne lata. Dopiero po jej przeprowadzaniu możliwe będzie ustalenie, czy spółka będzie w stanie skorzystać z tej formy opodatkowania.

Po pierwsze uprawnionymi do skorzystania z niego są wyłącznie spółki z ograniczoną odpowiedzialnością oraz akcyjne. Zatem spółka komandytowa nie może z tego rozwiązania skorzystać – w jej przypadku konieczne byłoby przekształcenie w jedną ze spółek kapitałowych. Co więcej, wspólnikami takiej spółki kapitałowej mogą być wyłącznie osoby fizyczne. Jeśli więc spółka komandytowa ma w swoim gronie innych niż osoby fizyczne wspólników – np. spółkę kapitałową w roli komplementariusza, oprócz przekształcenia konieczna byłaby zmiana w gronie wspólników.

To tylko początek. Spółka kapitałowa, która chciałaby z ryczałtu skorzystać:

  • musi uzyskiwać nie więcej niż 100 mln zł brutto (tj. z VAT) rocznie (średnio w każdym roku w okresach 4-letnich);
  • nie może posiadać udziałów (akcji) w innych podmiotach, ani ogółu praw i obowiązków w spółce niebędącej osobą prawną (czyli nie może być wspólnikiem w spółce komandytowej czy jawnej);
  • musi uzyskiwać mniej niż 50% przychodów pasywnych – np. z wierzytelności, odsetek od wszelkiego rodzaju pożyczek, z części odsetkowej raty leasingowej, z praw autorskich, itp.;
  • musi zatrudniać na podstawie umowy o pracę co najmniej 3 osoby w przeliczeniu na pełne etaty, niebędące udziałowcami ani akcjonariuszami tej spółki, przez okres co najmniej 300 dni w roku podatkowym lub ponosi miesięcznych wydatków w kwocie stanowiącej co najmniej trzykrotność przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw na wynagrodzenia co najmniej 3 osób na podstawie innych umów niż umowa o pracę, o ile jest płatnikiem zaliczek na poczet PIT i składek na ZUS;
  • poniesie w okresie kolejnych 2 lub 4 latach wydatki inwestycyjne na fabrycznie nowe środki trwałe w wysokości nie niższej niż 15% (w ciągu 2 lat), jednak nie mniej niż 20.000 zł lub 33% (w ciągu 4 lat) i nie mniej niż 50.000 zł wartości początkowej środków trwałych zaliczonych do grupy 3–8, z wyłączeniem samochodów osobowych, samolotów, jachtów, itp.;
  • nie sporządza sprawozdań finansowych według międzynarodowych standardów rachunkowości;
  • zawiadomi kierownika właściwego urzędu skarbowego w terminie do końca pierwszego miesiąca pierwszego roku podatkowego;
  • nie może być przedsiębiorstwem finansowym, instytucją pożyczkową, podatnikiem osiągających dochody zwolnione w związku z działalnością w specjalnej strefie ekonomicznej, nie może być też postawiona w stan upadłości lub likwidacji.

Ponadto w roku podatkowym, w którym rozpoczęli działalność a także przez 24 miesiące od utworzenia z ryczałtu nie może skorzystać szereg spółek, które przechodziły w przeszłości różnego rodzaju przekształcenia (np. połączenia, podziały) czy spółki, które otrzymały tytułem wkładów składniki majątkowe, które wnoszący otrzymali w wyniku likwidacji innych podmiotów czy spółki, do których wniesiono w drodze aportu przedsiębiorstwo lub jego zorganizowaną część o wartości przekraczającej równowartość 10.000 euro. Warunek ten jednak nie dotyczy wszystkich takich podmiotów – na podstawie przepisów przejściowych możliwe są bowiem pewne wyjątki.

Pierwszym więc krokiem jest ustalenie czy spółka w ogóle ma szanse skorzystać z tego sposobu opodatkowania. Ale to nie koniec. Samo spełnienie warunków formalnych, to dopiero pierwsza część koniecznej analizy. Wejście w ten system rozliczeń podatkowych może się bowiem wiązać z pewnymi zaskakującymi efektami, ale o tym w kolejnym artykule.

Hubert Cichoń, radca prawny, partner w ENODO Advisors