Pierwsza instalacja w Polsce wytworzy wodór m.in. z nadwyżek energii pochodzącej z OZE. Pozwoli to zmniejszyć emisyjność konwencjonalnych elektrowni

Pod koniec 2021 roku rozpocznie się faza badań eksploatacyjnych pierwszego polskiego układu power-to-X głęboko zintegrowanego z elektrociepłownią. Ta innowacyjna instalacja pozwoli na wytwarzanie wodoru z pary pochodzącej z elektrowni, elektrociepłowni oraz energii elektrycznej z odnawialnych źródeł energii. Projekt HYDROGIN ma przyczynić się do poprawy elastyczności klasycznych elektrowni i elektrociepłowni oraz zwiększyć udział odnawialnych źródeł energii w polskim sektorze elektroenergetycznym.

– Instytut Energetyki uczestniczy w budowie pierwszego polskiego układu power-to-X bazującego na stałotlenkowym elektrolizerze wysokotemperaturowym. W jego ramach powstanie układ małej mocy zintegrowany z konwencjonalnym blokiem opalanym paliwem stałym. Przedsięwzięcie to ma pokazać możliwość produkcji wodoru w układach połączonych, gdy elektrolizery integrowane są z klasycznymi blokami energetycznymi – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje dr hab. inż. Jakub Kupecki, prof. IEn, kierownik Centrum Technologii Wodorowych Instytutu Energetyki.

Jedną z najistotniejszych korzyści wdrożenia instalacji power-to-X do polskiego sektora energetycznego będzie poprawa elastyczności klasycznych elektrowni i elektrociepłowni. Współczesne bloki energetyczne charakteryzują się minimum technicznym, które wymusza liczne zatrzymania jednostek wytwórczych centralnie dysponowanych (JWCD). Oznacza to, że przy niewielkim obciążeniu instalacje takie muszą być wyłączane. Zintegrowanie bloku energetycznego z elektrolizerem stałotlenkowym pozwoli obniżyć minimum techniczne, a co za tym idzie – znacząco zmniejszyć roczną liczbę zatrzymań bloku energetycznego i towarzyszące im emisje. Przy niskim obciążeniu bloku elektrolizer wykorzystuje parę oraz, opcjonalnie, energię elektryczną z obiegu parowego do produkcji oraz magazynowania wodoru. Wodór ten jest następnie wykorzystywany do produkcji energii elektrycznej w tej samej instalacji, na potrzeby pokrycia zwiększonego zapotrzebowania na prąd w godzinach szczytu energetycznego.

Każde uruchomienie bloku energetycznego generuje dodatkowe emisje, wymaga paliwa rozpałkowego oraz przyspiesza zużycie instalacji. W związku z tym wyposażenie bloków energetycznych w elektrolizery stałotlenkowe pozwoli zarówno oszczędzić energię, jak i zmniejszyć emisyjność konwencjonalnych elektrowni, jednocześnie wydłużając ich efektywny roczny czas pracy.

– Instalacja, w której łączymy elektrolizer wysokotemperaturowy z klasyczną elektrownią, pozwala na wytwarzanie wodoru, ale wodór ten może być magazynowany na miejscu i wykorzystany w momentach zwiększonego zapotrzebowania, w tzw. szczytach zapotrzebowania na energię elektryczną. Jest wykorzystywany w tej samej instalacji, która przełącza się z trybu pracy elektrolizera do trybu pracy ogniwa paliwowego i w ten sposób staje się generatorem energii elektrycznej, który zaspokaja zwiększone zapotrzebowanie – wyjaśnia ekspert.

Z tego powodu technologia rozwijana w ramach projektu HYDROGIN może być jednym z najważniejszych elementów polskiego systemu magazynowania energii. Wytwarzanie syntetycznych paliw za pośrednictwem nadwyżki energetycznej z OZE może również ułatwić integrację infrastruktury elektroenergetycznej oraz gazowej, a co za tym idzie, poprawić bezpieczeństwo całego polskiego systemu energetycznego.

Instalacja tego typu może być kluczowym elementem systemów magazynowania energii, mających wpływ na efektywność wykorzystania odnawialnych źródeł energii, a także na zwiększenie elastyczności pracy klasycznych elektrowni. Jednocześnie, w myśl koncepcji sector coupling, wytwarzanie paliw syntetycznych z wykorzystaniem nadmiarowej energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych pozwala na integrację systemu elektroenergetycznego z systemem gazowym, co znacząco zwiększy bezpieczeństwo systemu energetycznego, kiedy układy power-to-X trafią do szerokiej dystrybucji.

– Minęło pół roku realizacji projektu, w tej chwili wyłoniona została lokalizacja, w której znajdzie się instalacja kontenerowa HYDROGIN z elektrolizerem wysokotemperaturowym. Pod koniec 2021 roku rozpocznie się długotrwała faza eksploatacji i badań ruchowych. Instalacja, której dotyczy projekt, to mały pilotaż. Po zakończeniu długotrwałych badań eksploatacyjnych strategią wdrożenia tego w większej skali będzie budowa układu klasy megawatowej lub większej. Wówczas da to wyraźne korzyści, widoczne już z punktu widzenia nie tylko tej jednej jednostki, jaką jest elektrownia czy elektrociepłownia, lecz także z punktu widzenia krajowego systemu elektroenergetycznego – tłumaczy prof. Jakub Kupecki.

Projekt HYDROGIN otrzymał finansowanie ze środków Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Projekt realizowany jest przez konsorcjum Centrum Badawczo-Rozwojowego im. M. Faradaya oraz Instytutu Maszyn Przepływowych im. Roberta Szewalskiego PAN.

Oprogramowanie SAP ERP – bo dobre zarządzanie w firmie ma sens

W obecnych czasach zarządzanie przedsiębiorstwem stało się domeną, na której nie wystarczy się tylko dobrze znać. Coraz częściej potrzebne są specjalistyczne systemy komputerowe, które pozwalają ogarnąć całość zagadnień związanych z prowadzeniem firmy. Programy takie potrafią analizować wielkie ilości danych i na ich podstawie wyciągać odpowiednie wnioski. Szybkość powstawania takich informacji, ma wielki wpływ na funkcjonowanie firm. Im szybciej zauważymy, konieczność podjęcia pewnych działań, tym większą szansę mamy na to, aby pozostać na rynku. Dobre decyzje oznaczają także dalszy rozwój oraz większy zysk. Warto więc rozejrzeć się za takimi rozwiązaniami technicznymi, dzięki którym zarówno mała firma rodzinna jak i duże przedsiębiorstwo mogą zyskać wiarę w spokojną przyszłość. Świat zarządzania nie stoi w miejscu – trzeba o tym cały czas pamiętać i reagować na wyzwania rodem z XXI wieku w prawidłowy sposób.

  1. Nowoczesny system, który pomoże w sprawnym zarządzaniu
  2. Efektywna współpraca na wielu odcinkach
  3. Pomoc, która na pewno się przyda

Nowoczesny system, który pomoże w sprawnym zarządzaniu

Jednym z najbardziej skutecznych rozwiązań zarządzających przedsiębiorstwami jest system ERP. Co to jest system ERP? Skrót ów pochodzi z języka angielskiego i oznacza po polsku „planowanie zasobów przedsiębiorstwa” (ERP – Enterprise Resource Planning). Pozwala on na bieżąco analizować dane z działów księgowości, rachunkowości, controllingu, itp. Systemy takie pełnią funkcje: planistyczne, administracyjne, zaopatrzeniowe, finansowe, kontrolne, raportowe, itp. Tym samym, stawiając na takie rozwiązania, otrzymujemy potężne narzędzia, dzięki którym możemy na bieżąco interweniować w to, co się dzieje w naszym przedsiębiorstwie. Systemy klasy ERP są połączone z różnego rodzaju aplikacjami, dzięki czemu można ich używać na różnorodnych urządzeniach przenośnych. Analizują one wielkie ilości danych, a więc mają tu zdecydowaną przewagę nad człowiekiem. W przypadku małych oraz średnich firm wspaniałym reprezentantem systemu ERP, który możemy zastosować w praktyce jest zintegrowany system zarządzania przedsiębiorstwem SAP. Ważną sprawą jest fakt, że program SAP można doskonale dostosować do konkretnych potrzeb danego przedsięwzięcia. To daje nam pewność, że nasze oprogramowanie SAP sprawdzi się bez względu na to, czy zastosujemy je w fabryce farb, czy też w piekarni. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby takie oprogramowanie nabyć i zastosować je w praktyce.

Efektywna współpraca na wielu odcinkach

Jeśli więc w naszym polu zainteresowań znajduje się zintegrowany system zarządzania przedsiębiorstwem SAP, musimy znaleźć odpowiednią firmę, która sprzeda nam nowoczesny ERP SAP system do zarządzania naszym przedsięwzięciem. Interesująco wygląda propozycja, jaką przygotowała dla nas częstochowska firma Altab S.A. Ich podejście do zagadnienia charakteryzuje się kompleksowością. Całość poprzedza poważna analiza, dopiero potem, po konsultacjach, wprowadzone zostają odpowiednie rozwiązania. Samo wdrożenie systemu do pracy, nie oznacza końca kooperacji. Firma zapewnia także całościowe szkolenia personelu, tak aby system komputerowy SAP mógł pokazać maksimum swojego potencjału. W każdej chwili można się do nich zwrócić o dodatkowe wsparcie, czy też konsultacje dotyczące konkretnych zagadnień. Takie podejście do sprawy jeśli chodzi o system ERP SAP, daje nam pewność, że nie zostaniemy na lodzie. Mamy też pewność, że w niedalekiej przyszłości będziemy mogli korzystać z różnych unowocześnień systemu, gdyż cały czas pojawiają się nowe ulepszenia, na które warto zerkać. Inwestycja w SAP oprogramowanie będzie na pewno rozwiązaniem przyszłościowym, z którym o wiele łatwiej będzie nam na bieżąco zarządzać naszym przedsiębiorstwem.

Pomoc, która na pewno się przyda

W czym na pewno pomoże nam dobrze zintegrowany system SAP ERP? Umożliwi nam, np. wgląd w stan zaopatrzenia magazynów. Taka kontrola pozwoli nam zwiększyć automatyzację pracy. System ułatwia lokowanie odpowiednich produktów w odpowiednich miejscach, dzięki wykorzystaniu kodów kreskowych, terminali do ich odczytywania, itp. Łatwiej też będzie zoptymalizować obrót danymi towarami, co może mieć duże znaczenie, np. w hurtowniach sprzedających szybko psującą się żywność. System SAP jest także wspaniałym narzędziem jeśli idzie o zarządzanie kontaktem z potencjalnymi klientami i klientkami naszej firmy. Ułatwia sprzedaż, negocjacje, pozwala także lepiej zaplanować przyszłe strategie marketingowe. Dobry SAP system ERP umożliwia szybkie tworzenie szczegółowych raportów, co ma duże znaczenie w planowaniu. Zbiera on także duże ilości niezbędnych danych o wszystkim, co jest związane z obrotem naszymi towarami. Można przy jego pomocy usprawnić zarządzanie projektami, które angażują wiele osób oraz działów w danym miejscu. Racjonalizuje on a także ułatwia zarządzanie zasobami, z których korzystam na co dzień. Do tego zajmuje się analityką, raportowaniem, czy też finansami. Krótko mówiąc – warto zastanowić się nad tym rozwiązaniem, jeśli marzy nam się prawdziwy sukces.

————————————————-

ALTAB S.A.

Oprogramowanie dla firm SAP Business One

  1. Wręczycka 11a
    42-200 Częstochowa
    Telefon: +48 12 333 45 01
    Email: [email protected]

Dodatkowe informacje, w tym cennik, demo i wiele więcej szczegółów znajdziesz na

https://altab.pl/system-erp-sap/

Jak znaleźć dobrego pośrednika nieruchomości w Częstochowie?

Planując zakup nowego mieszkania lub sprzedaż własnego domu, podejmujemy bardzo ważną decyzję, ponieważ często kwota za nieruchomość jest dorobkiem całego naszego życia. Dlatego warto skorzystać z dobrego biura nieruchomości Freedom w Częstochowie, aby cały proces był dla nas zrozumiały i bezproblemowy.

W większości przypadków tego rodzaju inwestycja wiąże się z ogromnym stresem, zwłaszcza u osób, które podejmują taką decyzję pierwszy raz w życiu. Żeby zminimalizować ryzyko utraty pieniędzy oraz odnieść jak największe korzyści, warto zdecydować się na pomoc specjalistów w dziedzinie nieruchomości, którzy wesprą klienta na każdym etapie zakupu lub sprzedaży.

Jakie są zalety korzystania z usług biura nieruchomości w Częstochowie?

Nawet jeśli na początku jesteśmy pełni nadziei i zapału w samodzielnym poszukiwaniu odpowiedniego domu, w którym chcemy zamieszkać albo zamieszczaniu informacji o nieruchomości na sprzedaż to obszerna liczba portali i serwisów z ogłoszeniami szybko nas przerośnie. Musimy również pamiętać o konieczności odpowiadania na telefony oraz maile dotyczące naszej oferty, więc już po kilku dniach okaże się, że musimy na takie działania poświęcać bardzo dużo czasu.

Zdecydowanie lepiej jest skorzystać z profesjonalnej agencji nieruchomości w Częstochowie, ponieważ zatrudnieni tam pracownicy doskonale znają rynek kupna i sprzedaży mieszkań, domów, lokali użytkowych czy też działek. Korzystanie z usług pośredników jest znacznie bezpieczniejsze i gwarantuje dokonanie transakcji zgodnie z obowiązującymi przepisami prawnymi. Agent nieruchomości doskonale wie, gdzie szukać i zamieszczać ogłoszenia, a także posiada własną bazę danych oraz kontaktów, wypracowanych przez lata doświadczeń.

Największe korzyści ze sprzedaży mieszkania przez biuro nieruchomości w Częstochowie to:

  • rzetelna wycena domu, mieszkania, lokalu użytkowego albo działki,
  • profesjonalne doradztwo i wsparcie na każdym etapie,
  • pomoc w przygotowaniu niezbędnych dokumentów,
  • przygotowanie odpowiedniego opisu oraz wykonanie zdjęć do portali ogłoszeniowych,
  • specjalistyczne działania marketingowe,
  • odbieranie telefonów oraz stały kontakt z zainteresowanymi,
  • oprowadzanie potencjalnych nabywców po nieruchomości oraz negocjacje umów,
  • dodatkowe usługi, takie jak: home staging, aby zwiększyć wartość budynku i szybciej pozyskać klienta.

Na co zwrócić uwagę wybierając agencje nieruchomości w Częstochowie?

Wybierając odpowiednią agencję nieruchomości Freedom w Częstochowie, należy przede wszystkim na początek zwrócić uwagę na kwalifikacje pracowników. Powinni oni posiadać licencję pośrednika w obrocie nieruchomościami, dzięki czemu klient ma pewność, że są to specjaliści posiadający wyższe kwalifikacje.

Przy zawieraniu umowy o współpracę warto także sprawdzić ubezpieczenie od odpowiedzialności cywilnej. Takie ubezpieczenie jest obecnie standardem, ale dobrze jest to zweryfikować, zwłaszcza gdy korzysta się z nowopowstałych firm działających w obrocie nieruchomościami.

Kolejnym ważnym czynnikiem jest kompleksowość usług. Korzystając z doświadczonych przedsiębiorstw, udział klienta w sprzedaży domu powinien ograniczony być do minimum.

Na wybór odpowiedniej agencji ma także wpływ wysokość prowizji za znalezienie klienta. Dlatego trzeba dowiedzieć się, jaką pracę musi wykonać agent, aby na tej podstawie stwierdzić czy jego wynagrodzenie jest adekwatne do wykonywanych obowiązków.

Biuro nieruchomości Freedom Częstochowa oferuje umowę na wyłączność, która jest znacznie korzystniejsza dla klienta niż umowa otwarta. W ten sposób pośrednik zamieszcza ofertę mieszkania na sprzedaż w bezpośredniej wymianie ofert, dzięki czemu trafia ona do całej prasy branżowej. Umożliwia to znacznie szybsze znalezienie potencjalnego nabywcy.

Rok 2021 w HR – rok wyzwań czy powrót do normalności?

Rok 2020 był trudny dla całego społeczeństwa. Musieliśmy stawić czoła nowym zagrożeniom i wynikającym z nich wyzwaniom, które w szczególności zmieniły sposób pracy. W tym kontekście cieszy informacja o rozpoczęciu procesu powszechnych szczepień. Jeśli będzie on przebiegał sprawnie, jest szansa na to, że druga połowa roku 2021 będzie powrotem do normalności.

Paweł Wysocki, Prezes Zarządu Quercus Sp. z o.o.:

Niestety są branże, dla których będzie to trudne. Obawiam się, że w niektórych sektorach trzeba liczyć się z falą zwolnień i bankructw. Oznacza to także ryzyko wzrostu skali zatorów płatniczych i problemy z dostępem do źródeł finansowania działalności. Nawet w obliczu takiego zagrożenia ważne jest jednak, aby rozmawiać z pracownikami i na bieżąco informować ich o sytuacji w firmie i w otoczeniu biznesowym.

Dla większości pracodawców zwolnienia to ostateczność, zwłaszcza w przypadku doświadczonych pracowników, silnie związanych z firmą. W takiej sytuacji niezbędne jest przygotowanie scenariusza działań, a nawet całej strategii. Musimy bowiem pamiętać, że moment i sposób rozstania z pracownikami będą rzutować na reputację firmy w przyszłości. Nawet w tak trudnych sytuacjach przedsiębiorca nie może o tym zapomnieć. Dlatego im lepiej, rozsądniej, sprawniej przeprowadzi redukcję zatrudnienia, tym mniejsze poniesie straty wizerunkowe i być może, gdy sytuacja się unormuje, będzie mógł ponownie zatrudnić zwolnione osoby. Palenie mostów nie jest korzystnym rozwiązaniem.

Po opanowaniu pandemii będzie można wrócić do normalnego sposobu pracy oraz szkolenia pracowników, choć oczywiście w branżach, gdzie przed pandemią nie praktykowano pracy zdalnej, należy liczyć się z tym, że i taka forma współpracy się upowszechni. Na pewno wrócą „normalne” formy szkolenia, bo wciąż lepiej uczymy się w grupie. Na przykład w naszej branży IT, optymalnym rozwiązaniem jest przekazywanie wiedzy przez doświadczonych pracowników w czasie normalnej realizacji projektów. Osoby początkujące najszybciej podnoszą swoje kompetencje podczas działań praktycznych. Zresztą praca w grupie sprzyja budowaniu relacji, nie tylko zawodowych, ale też prywatnych, co przekłada się na jakość współpracy przy kolejnych projektach. A bezpośrednich relacji w 2020 roku naprawdę nam brakowało.

Tomasz Dąbrowski, Senior Konsultant SAP HCM w Quercus Sp. z o.o.:

W 2021 roku wiele wyzwań z roku 2020 zacznie stawać się normalnością. Jeszcze przez jakiś czas z pewnością będziemy musieli radzić sobie z pandemią, jednak – jak pokazują doświadczenia z minionego 2020 roku – potrafiliśmy dostosować się do niecodziennej sytuacji rynkowej. Wiele osób przywykło już do pracy zdalnej, spotkań w formie telekonferencji oraz zdalnego prowadzenia projektów. Mimo iż dla wielu z nich była to sytuacja dosyć nowa, udało się zachować elastyczność i ciągłość pracy w tych niezbyt sprzyjających (przynajmniej w początkowym etapie) warunkach. Dlatego sądzę, że nawet jeśli ogólna sytuacja na świecie w najbliższych miesiącach się poprawi (a bardzo na to liczę), w wielu firmach model pracy zdalnej zostanie przynajmniej częściowo zachowany.

Zostaliśmy wrzuceni na głęboką wodę pracy zdalnej, jednak dzięki temu szybciej doceniliśmy (zarówno usługobiorcy, jak i usługodawcy) jej zalety: oszczędność czasu i kosztów (np. wynajmu i obsługi biura) oraz elastyczność. Choć rozwiązanie to było w 2020 roku w wielu firmach prawdziwą rewolucją zarządczo-organizacyjną, ostatecznie z powodzeniem udało się przeprowadzić i zakończyć wiele projektów. Dlatego, patrząc w przyszłość, przypuszczam, że w nadchodzącym roku realizacja nowych zadań będzie jeszcze bardziej płynna i elastyczna. Większość osób potrafi już wykorzystywać istniejące na rynku rozwiązania do pracy zdalnej i wypracowała niezbędne procedury pozwalające na prowadzenie projektów, nawet jeśli w niektórych przypadkach brak jeszcze dopasowanych do potrzeb funkcjonalności. Ale to na pewno będzie się zmieniać w nadchodzących miesiącach i pojawią się nowe rozwiązania, dostosowane do konkretnych przedsięwzięć i wymagań.

Maciej Kabaciński, Dyrektor Pionu HR w Quercus Sp. z o.o.:

W 2020 roku pandemia wymusiła na wielu firmach przejście na pracę w trybie zdalnym, więc lepiej, przynajmniej w początkowym etapie, poradziły sobie te przedsiębiorstwa, dla których taka forma współpracy nie była absolutną nowością. Zresztą sporo podmiotów, zwłaszcza ze szczytu rankingu Top Employers, już wcześniej wprowadziło rozwiązania ułatwiające pracę i naukę zdalną (portale edukacyjne ze szkoleniami online, mobilne opcje nauki) i promujące elastyczne formy zatrudnienia (elastyczny harmonogram czasu pracy, telepraca i home office). Nie tylko pandemia, ale również trendy, które w obszarze HR pojawiły się już wcześniej, uświadamiają nam, że zmiana stylu pracy oraz wiążące się z tym wprowadzenie nowych narzędzi dla pracowników i kadry zarządzającej są koniecznością.

Nie zawsze muszą to być rozbudowane zestawy narzędzi. Przykład? Płynny przepływ informacji na temat sytuacji w firmie i najbliższych planów zawsze był, jest i będzie ważnym elementem budowania lojalności pracowników. Posiadając konkretną wiedzę, czują się bezpieczniejsi, nie snują przypuszczeń na bazie niesprawdzonych przesłanek (a to przecież negatywnie wpływa na zaangażowanie). W wielu firmach takie informacje były przekazywane podczas spotkań przy kawie. Zdalnie także można takie spotkanie zorganizować – przy kawie wirtualnej. Ważne, aby pamiętać, że także w przypadku współpracy na odległość ważna jest dbałość o klarowny i stały przepływ informacji. Myślę, że menedżerowie powinni zwiększyć kontakt z podwładnymi, także po to, aby mieć wiedzę, w jaki sposób radzą sobie oni w nowej sytuacji.

Większość firm w 2020 roku przeszła przyspieszony proces zmiany pracy w biurze na pracę zdalną i przełom roku to właściwy moment na podsumowanie. Taka analiza pozwoli stworzyć harmonogram kolejnych zmian (tym razem zaplanowanych, a nie wymuszonych przez niespodziewaną sytuację), które powinny ułatwić i pomóc lepiej zorganizować pracę zdalną w najbliższej przyszłości. Analizę powinno przeprowadzić się na wszystkich szczeblach struktury w firmie. Dzięki temu łatwiej będzie zidentyfikować słabe punkty: zadania, z którymi pracownicy wciąż mają problem, elementy wymagające poprawy oraz narzędzia i procedury, które funkcjonują dobrze. Jednak nawet w tym ostatnim przypadku warto zastanowić się, czy można coś usprawnić lub poprawić. Taka analiza powinna ostatecznie przybrać formę dokumentu udostępnianego pracownikom – aby też zobaczyli, że ich praca nie poszła na marne, że ich wysłuchano i niektóre postulaty będą wdrożone.

Rok 2021, zwłaszcza tam, gdzie umocni się zdalny tryb pracy, będzie z pewnością sprawdzianem dla modelu zarządzania pracownikami. W firmach, w których dotychczas sposób kierowania pracami polegał tylko na delegowaniu i ciągłej kontroli realizacji zadań przez kierownika, przejście na tryb zdalny mogło sprawić, że pracownicy poczuli się zagubieni. Utrudniona, a w zasadzie po prostu inna forma komunikacji, mniejsze możliwości kontroli pracowników, konieczność obdarzenia ich większym zaufaniem – to wszystko sprawia, że taka forma zarządzania po prostu może nie przejść próby czasu. Lepiej radzą sobie te organizacje, w których członkowie zespołu mają większą swobodę i możliwość samodzielnego decydowania na tzw. swoim odcinku. Menedżer nie musi decydować o każdym szczególe, nie musi stale kontrolować postępu prac, lecz wykonanie ich poszczególnych etapów. Wymaga to oczywiście zmiany strategii komunikacji wewnętrznej w firmach. I sądzę, że będzie to właśnie jedno z wyzwań roku 2021.

Podsumowując rok 2020 nie sposób nie wspomnieć o tym, że był to rok narzędzi wspierających pracę zdalną. Wiele firm zaczęło z powodzeniem korzystać z rozwiązań, które były dostępne już wcześniej, jednak dopiero czas pandemii pokazał, jak bardzo są przydatne, przyszłościowe i elastyczne. Wspierają nie tylko proces delegowania zadań i monitorowania realizacji celów, ale również komunikację. Prawdziwy boom przeżyły rozbudowane komunikatory, jak np. Microsoft Teams, które umożliwiają prowadzenie wideokonferencji, czatów, tworzenie zespołów, są zintegrowane z innymi narzędziami (np. kalendarzem w Outlooku). Z punktu widzenia firm takich jak nasza, realizujących projekty w zakresie IT, pozwala to na wdrażanie własnych aplikacji i rozwijanie ich w ramach platformy. Możliwości jest naprawdę wiele i uwzględniają one rzeczywiste potrzeby związane z codzienną pracą (udostępnianie plików, burze mózgów, tablice, współdzielenie ekranu). Ważne, aby narzędzia wspierające pracę zdalną były wyposażone w funkcjonalności naprawdę przydatne w pracy, aby były intuicyjne w obsłudze, dostępne i stale rozbudowywane. Jesteśmy w trakcie długofalowej zmiany sposobu pracy i myślenia o pracy. Być może za chwilę będziemy potrzebować rozwiązań, z których jeszcze nie zdajemy sobie sprawy. Przyszłością są więc platformy otwarte, które łatwo będzie można o takie rozwiązania uzupełnić.

Kurs złotego – prognoza na 2021 rok

Mimo recesji spowodowanej pandemią koronawirusa możemy spodziewać się umocnienia polskiej waluty w 2021 roku. W analizach ekonomicznych przeważają argumenty przemawiające za wzrostem wartości złotego. Pierwszym z nich jest to, że osłabienie naszej waluty w 2020 roku było o wiele mniejsze, niż podczas poprzednich kryzysów gospodarczych – finansowego na przełomie 2008 i 2009 roku i fiskalnego w roku 2012. Dobrym znakiem jest również umocnienie się euro na rynkach światowych oraz spadek wartości dolara amerykańskiego.

– Zwykle gdy globalna gospodarka wychodzi z recesji, kapitał odpływa ze Stanów Zjednoczonych na rynki wschodzące. Już samo to nie służy to dolarowi, a w tym przypadku mamy do czynienia również z innymi czynnikami. Centralny Bank Amerykański poczekać z podwyżkami stóp, aż ugruntuje się i ustali odpowiednio wysoka inflacja – a po zmianie prezydenta możemy oczekiwać nieco łagodniejszej polityki handlowej. To osłabi dolara i wzmocni euro – a to zwykle oznacza wzrost wartości walut całego regionu Europy Środkowej i Wschodniej, w tym również złotego – powiedział serwisowi eNewsroom Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego. – Dla polskiej waluty ważne będzie również to, że nasza gospodarka dosyć dynamicznie się w przyszłym roku odbije. To wszystko przemawia za wzrostem jej wartości. Jednak Bank Centralny niezbyt chętnie patrzy na mocnego złotego. Przedświąteczne interwencje walutowe pokazują preferencje Banku Centralnego w kierunku słabszej waluty. Myślę, że to jest główny czynnik, który może stopować umocnienie złotego w roku 2021. Nie wydaje nam się jednak, żeby to spowolnienie było bardzo istotne. Przed końcem 2021 roku euro może kosztować około 4,40, dolar około 3,50, a frank około 4 złotych – przewiduje Benecki.

Bitwa na głosy

Wtorkowe wybory uzupełniające do Senatu USA zadecydują nie tyle o tym, która partia będzie kontrolować tę izbę, ale przede wszystkim określą kształt przyszłej polityki USA. Walka toczy się o dwa miejsca, skalę ekspansji fiskalnej, siłę długofalowego uderzenia w USD, ale też przejściowego w Wall Street.

Dojdzie do dwóch niezależnych pojedynków o miejsca w Senacie. W pierwszym republikański senator David Perdue walczy z demokratą Jonem Ossoffem w zwykłych wyborach do Senatu. W drugim republikańska senator Kelly Loeffler walczy z demokratą Raphaelem Warnockiem. Wyścigi są dwa, ale z uwagi na to, że przynależność partyjna będzie mieć większe znaczenie bardziej niż osobiste poglądy kandydatów, powinniśmy oczekiwać podobnego rozkładu głosów. Głosy złożone drogą pocztową będą zliczane z opóźnieniem (stąd i wyniki mogą pojawić się dopiero w kolejnych dniach), więc podobnie jak podczas wyborów w listopadzie można spodziewać się początkowej przewagi kandydatów Republikanów. Im mniejsza ona będzie dziś wieczorem, tym większa szansa na końcowe zwycięstwo Demokratów.

Demokraci potrzebują obu miejsc, by doprowadzić do równego podziału miejsc w Senacie (50:50), gdzie rozstrzygającym głosowania będzie wiceprezydent USA. Ale to oznacza tak naprawdę kontrolę Senatu przez Demokratów i „błękitną falę” z kontrolą Izby Reprezentantów i J. Bidenem w Białym Domu. Jednak miejsca w Senacie najprawdopodobniej przypadną Republikanom. Georgia to „republikański” stan i mimo że w listopadzie wybory prezydenckie wygrał tam Biden, to stało się to niewielką różnicą głosów (0,23 pkt. proc.). Trzeba też pamiętać, że wybory prezydenckie były po części plebiscytem zaufania wobec D. Trumpa i nie odzwierciedlały rzeczywistego poparcia dla partii.

Rynek też za bazowy scenariusz przyjmuje wygraną kandydatów Republikanów, stąd reakcja na wynik wyborów będzie asymetryczna. Utrzymanie kontroli w Senacie przez Republikanów oznacza status quo. Zwycięstwo Demokratów i pełna kontrola Kongresu zdefiniuje kierunek polityki krajowej ze szczególną uwagą na polityce fiskalnej. Większa ekspansja fiskalna to zły znak dla USD. Choć wsparcie gospodarki oznacza wyższy wzrost PKB, to prowadzi do wyższej inflacji, a przy deklarowanym przez utrzymywaniu stóp procentowych nisko przez długi czas, efekt skumulowany dla waluty jest negatywny.
Jednakże reakcja dolara (a dokładniej par z USD) na ewentualną wygraną Demokratów nie musi być jednokierunkowa. A to dlatego, że „błękitna fala” implikuje potencjalne podwyższenie podatków dla najbogatszych i firm oraz zaostrzenie regulacji największych koncernów. Wall Street może wejść w tryb paniki, pociągając za sobą wszystkie aktywa ryzykowne przy powrocie kapitału w stronę USD. W końcowym rozrachunku będzie się jednak liczyć tylko to, jak bardzo zdeterminowany do monetyzacji długu pozostanie Fed, co będzie szkodzić wycenie dolara. Ale najpierw będzie trzeba uważać na to, jak emocje mogą zawładnąć wstępną reakcją.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Niespotykana zmienność na rynkach w 2020 r.

Miniony rok to istna kolejka górska na rynkach kapitałowych. Pojawienie się pandemii i marcowa ucieczka inwestorów od ryzykownych aktywów zachwiały trendem wzrostowym na wielu rynkach. Jednak dzięki bezprecedensowym działaniom banków centralnych i rządów pozytywny sentyment błyskawicznie wrócił na rynki, a inwestorzy w kolejnych miesiącach kupowali na wyścigi ryzykowne aktywa z przeświadczeniem o tym, że pandemia minie, a jeśli będzie taka potrzeba to banki centralne i rządy zrobią wszystko, żeby utrzymać dobry sentyment.

Metale Szlachetne

Metale szlachetne były jedną z najlepszych inwestycji ostatniego roku. Pandemia koronawirusa wymusiła stymulusy gospodarcze zarówno od strony polityki fiskalnej, jak i monetarnej. Rządy wprowadziły pakiety fiskalne, które wsparły przede wszystkim przedsiębiorstwa tracące na wprowadzonym lockdownie. Banki centralne natomiast obniżyły stopy procentowe oraz zwiększyły dodruk pieniądza. W takim środowisku zyskują przede wszystkim metale szlachetne. Skutki tak ekspansywnej polityki zobaczymy w kolejnych latach, dlatego wciąż jesteśmy bardzo optymistycznie nastawieni na dalsze wzrosty cen metali szlachetnych.

Rynek Akcyjny

Pomimo ogromnych problemów w gospodarce, rynki akcyjne radziły sobie w ostatnim roku umiarkowanie dobrze. Ponownie górował rynek amerykański za sprawą dużego udziału spółek technologicznych w indeksach – S&P 500 zyskał 16,26%, a Nasdaq 100 aż 47,58%. Polski indeks szerokiego rynku WIG stracił 1,4% r/r, jednak wynika to przede wszystkim ze struktury indeksu. Duży udział stanowią spółki Skarbu Państwa, przede wszystkim banki oraz spółki paliwowe, które radziły sobie nie najlepiej w ostatnim roku – WIG Banki stracił 29,59%, a WIG Paliwa 23,65%. Cały WIG20 zakończył rok -7,73%. W październiku do indeksu WIG20 dołączyło Allegro, które zmieniło nieco strukturę indeksu poprzez zwiększenie udziału spółek z nowoczesnej gospodarki. Zdecydowanie lepiej w ostatnim roku poradziły sobie małe i średnie spółki – mWIG40 zyskał 1,75%, sWIG80 33,64%, a NCIndex aż 108,85%. W kolejnym roku również widzimy większy potencjał w wyselekcjonowanych mniejszych spółkach. Spodziewamy się także kontynuacji wzrostów na surowcach, między innymi na metalach oraz paliwach, dlatego też w portfelu funduszu znajdą się także spółki wydobywcze. Rok 2021 może być powrotem do normalności, co giełdy już dyskontują. Wciąż widzimy potencjał do dalszych wzrostów, przede wszystkim na rynkach emerging markets, czego beneficjentem będzie również GPW.

Rynek długu

Na początku 2020 roku stopy procentowe w Polsce wynosiły 1,5%. Jednak rozwój pandemii sprawił, że już w maju RPP w kilku krokach ścięła stopy procentowe do poziomu 0,1%. W efekcie średnie oprocentowanie lokat bankowych w ujęciu rocznym ukształtowało się w przedziale 0,4%-0,5%. Na tym tle nasze fundusze dłużne z nawiązką zrealizowały cel inwestycyjny osiągając wynik 2,7% w przypadku Spokojnej Inwestycji Plus oraz 2,57% w przypadku Spokojnej Inwestycji. Dla osiągniętych wyników znaczenie miały zarówno inwestycje w obligacje skarbowe zmiennokuponowe, z uwagi na wzrost ich cen szczególnie w drugim półroczu, jak i obligacje przedsiębiorstw, które w sposób stabilny dostarczały stopy zwrotu na przestrzeni całego roku. Dodatkowo wyniki wspierały wzrosty cen obligacji skarbowych inflacyjnych oraz okresowe zaangażowanie w obligacje korporacyjne na rynkach wschodzących. W tym roku w dalszym ciągu widzimy potencjał obligacji skarbowych inflacyjnych. Wzrosty cen energii, podatek cukrowy, wzrost płacy minimalnej to wszystko będzie wpływać na utrzymanie podwyższonej inflacji. Równie ważną klasą aktywów dla wyników będą obligacje przedsiębiorstw. Druga połowa 2020 roku upłynęła nam na uzupełnieniu portfela emitentów, a dzięki rozszerzeniu się spreadów kredytowych mieliśmy okazję nabywać obligacje solidnych emitentów z wyższym oprocentowaniem niż jeszcze w lutym 2020. Cześć portfela zainwestowana w obligacje skarbowe zmiennokuponowe będzie raczej charakteryzować się stabilizacją, a potencjał wzrostu cen wydaje się ograniczony. Niezmiennie cel funduszy dłużnych uniwersalnych jest co roku taki sam, przy niewielkim ryzyku i wysokiej płynności lokat, to dostarczyć stopę zwrotu na poziomie średniego oprocentowania lokat bankowych + 1-2 punkty procentowe.

Departament Zarządzania i Analiz
SUPERFUND TFI S.A.

Niemal dwa razy mniej wydanych kart kredytowych w 2020 r.

Na rynku płatniczym w Polsce jest w czynnym obrocie ponad 6 mln kart kredytowych. Choć w ciągu ostatnich 11 miesięcy wydano ich mniej o niemal połowę w stosunku do 2019 r. to nadal stanowią one bardzo popularny środek płatniczy w Internecie. Od 1 stycznia, chcąc spokojnie robić zakupy online, należy pamiętać o tzw. podwójnym uwierzytelnieniu podczas autoryzacji swojej transakcji. To nowy wymóg bezpieczeństwa obowiązujący od stycznia 2021 r.

Obowiązek tzw. silnego uwierzytelniania klientów przy dokonywaniu płatności kartą w internecie na terenie Unii Europejskiej wchodzi w ramach nowych przepisów unijnej dyrektywy ds. usług płatniczych (PSD2). Nowe wymogi mają na celu zwiększenie poziomu bezpieczeństwa klientów podczas dokonywania płatności kartą on-line. Przepisy narzuciły bankom oraz przedsiębiorcom prowadzącym działalność w sklepach internetowych konieczność przygotowania się do zmian i dostosowania swoich systemów do nowych wymagań.

Dla użytkowników kart kredytowych ważna jest świadomość, że każda instytucja proponuje zróżnicowane sposoby potwierdzania transakcji. Banki informują swoich klientów o nowych sposobach potwierdzania transakcji kartą w internecie. Jednak warto samodzielnie skontaktować się ze swoim bankiem i upewnić się, jakie określił metody autoryzacji przy płatnościach w intrenecie. Będzie to także okazja, by zweryfikować swoje dane kontaktowe i hasła podawane w bankach, by już od nowego roku spokojnie płacić kartą za zakupy przez internet.

Mniej wydawanych kart kredytowych nowym klientom

Obecnie rośnie popularność mobilnych form płatności, takich jak BLIK, Apple Pay czy Google Pay. Nadal jednak karty kredytowe to powszechny sposób płatności za usługi i produkty kupowane w Internecie.

W polskim systemie bankowym funkcjonuje 6,3 mln rachunków kart kredytowych. Faktycznie samych kart, tzw. plastików jest więcej, gdyż do jednego rachunku może być wydanych więcej niż jedna karta. Obecnie 5 milionów osób korzysta z kart kredytowych.

Z obserwacji BIK wynika, że liczba klientów używających ten środek płatniczy jest stabilna – od 2018 roku nie zmienia się znacząco. Podobnie, na porównywalnym poziomie, utrzymuje się liczba kart z saldem powyżej 200 złotych. W 2018 r. takich aktywnych kart było to 3,72 mln, w 2019 r. 3,95 mln, a w listopadzie 2020 r. to 3,65 mln sztuk.

W ciągu 11 miesięcy 2020 r. otwarto blisko 674 mln rachunków kart kredytowych o wartość limitów prawie 4 mld zł. W listopadzie 2020 r. banki wydały 55,8 tys. kart kredytowych na łączną kwotę przyznanych limitów 322 mln zł. Średnio miesięcznie w 2020 r. wydawano 61 tys. kart kredytowych, co oznacza spadek w stosunku do 2019 r. o 40%.Mniej wydawanych kart kredytowych nowym klientom

Trend spadkowy widoczny był już od początku 2020 r. Jednym z powodów tego zjawiska może być przyjęta przez większość banków strategia koncentracji wydawnictwa kart tylko na segmencie klientów znanych bankowi.

– Niegdyś karta kredytowa była sprzedawana jako element innej transakcji, np. przy udzielaniu kredytu hipotecznego w ramach tzw. cross sellingu, a często wręcz warunkowała daną transakcję. Obecne regulacje odnośnie kredytu hipotecznego wykluczają tego typu uwarunkowanie. Innym powodem niższego wydawnictwa kart może być duży spadek stawek interchange, co istotnie obniżyło opłacalność tego produktu z perspektywy banku – tłumaczy prof. Waldemar Rogowski, główny analityk BIK.

Szkodowość kart kredytowych mierzona BIK Indeksem Jakości Portfela Kart Kredytowych wynosiła w listopadzie 2020 r. 2,7%. Plasuje to zatem karty na drugim miejscu w porównaniu do szkodowości kredytów gotówkowych (3,65%). Limity kartowe należą do jednych z bardziej ryzykownych produktów kredytowych, stąd naturalna ostrożność do ich przyznawania przez banki nowym, nieznanym dotychczas klientom, co jest istotne zwłaszcza w okresie niepewności wywołanej pandemią.

W stronę zielonego ładu – czy pandemia pomoże osiągnąć cele klimatyczne?

Ogólna transformacja energetyczna, wykorzystanie najnowocześniejszych technologii i odnawialnych źródeł energii, zwiększająca się świadomość ekologiczna, czy nawet globalny kryzys wywołany pandemią – przyczyniają się do redukcji emisji CO2, ale czy to oznacza, że uda się zrealizować długoterminowe cele klimatyczne? Niekoniecznie, w świetle raportu Capgemini „World Energy Markets Observatory” odpowiedzi stoją pod dużym znakiem zapytania.

Tegoroczna edycja raportu Capgemini World Energy Markets Observatory (WEMO) opracowana we współpracy z De Pardieu Brocas Maffei, Vaasa ETT i Enerdata wskazuje, że światowy kryzys zdrowotny doprowadził do największej redukcji emisji gazów cieplarnianych od czasu II Wojny Światowej. To z pewnością jeden z najbardziej zaskakujących skutków pandemii.

Innymi ze sprzymierzeńców dla naszej planety są także nowe technologie, koncentracja na dywersyfikacji działań firm naftowych i gazowych pod kątem neutralności CO2, coraz większa świadomość ekologiczna i częstsze wykorzystywanie odnawialnych źródeł energii. Wciąż jednak osiągnięcie długoterminowych celów klimatycznych jest ogromnym wyzwaniem i realizacja ich może nie powieść się w zamierzonym stopniu i czasie.

Zaskakujące, lecz niewystarczające wsparcie w walce o neutralność klimatyczną

Jednym z nieoczekiwanych sprzymierzeńców w walce o neutralność klimatyczną okazał się koronawirus. Szacuje się, że w wyniku drastycznego ograniczenia mobilności i spowolnienia przemysłowego w 2020 r. globalna emisja CO2 spadła nawet o ok. 7-8 proc. To niezwykle ważny skutek pandemii, który tylko czasowo wsparł ludzkość w walce o ograniczenie emisji dwutlenku węgla.

– Rzeczywiście w wyniku obostrzeń w zakresie przemieszczania się i widocznego spowolnienia w przemyśle możemy wyszczególnić duży spadek emisji CO2. Nie jest to jednak aż tak znacząca kwestia, gdyż najpewniej wraz z pokonaniem wirusa, świat w dużej mierze wróci do aktywności, co spowoduje ponowny wzrost emisji dwutlenku węgla. Warto także zaznaczyć, że gdy w 2019 r. świat odnotował spowolnienie gospodarcze, a wzrost na zapotrzebowania energii się zmniejszyły, to globalna emisja CO2 mimo wszystko wzrosła o 0,6 proc., doprowadzając do najwyższego poziomu w historii pomiaru emisji – mówi Paweł Szwajkos, menadżer w dziale transformacji chmurowych i cyfrowych w Capgemini Polska.

Eksperci Capgemini szacują, że aby faktycznie wpłynąć znacząco na kwestie klimatyczne sytuacja ta musiałaby utrzymywać się przez dekadę, co jest zdecydowanie niekorzystne. Konieczne jest zatem podjęcie innych kroków, które zbliżą świat do neutralności klimatycznej.

Odnawialne źródła energii w rozkwicie

W Polsce moc zainstalowana w źródłach fotowoltaicznych w maju 2020 r. wynosiła ponad 1950 MW, a szacunki wskazują, że koniec roku może przynieść wzrost mocy na poziomie 2,5 GM. Tak duży przyrost tylko w Polsce, która plasuje się na 5 miejscu w Unii Europejskiej, wskazuje, że odnawialne źródła energii są w rozkwicie. Ponadto według Instytutu Energii Odnawialnej w ciągu 10 lat moc zainstalowana źródeł fotowoltaicznych w krajach UE-28 wzrosła o około 100 GW (średnio 10 GW/rok) i na koniec 2019 roku wynosiła już 130 GW.

Jak pokazują badania, globalny wpływ odnawialnych źródeł energii wzrósł w 2019 r. aż o 7,6 proc., a niekwestionowanym liderem w tym zakresie jest Azja, której skok stanowi aż 54 proc. całości w dodanej mocy.

– Warto pokreślić także, że Europa czyni wyraźne postępy w rozwijaniu nowych źródeł odnawialnej energii np. opartej o wodór. W lipcu 2020 r. Komisja Europejska podjęła się inwestycji rzędu 180-470 mld euro, by w perspektywie najbliższych 30 lat zwiększyć udział wodoru w produkcji energii aż o 14 proc. Kolejne fundusze na rozwój wykorzystania wodoru przeznaczyły także Niemcy i Francja. Raport Capgemini WEMO wskazuje także, że postęp technologiczny i odnawialne źródła energii przyczyniają się do spadku kosztów zarówno jej wytwarzania, jak i przechowywania, co jest istotną kwestią, ponieważ wskazuje na jeszcze większy potencjał takich rozwiązań – podkreśla Paweł Szwajkos.

Niedoskonałość zielonej energii

Prężny rozwój i wykorzystanie odnawialnej energii, to dobry znak. Jednak warto zauważyć, że wiąże się on także z pewnymi wyzwaniami, m.in. z rosnącym udziałem niestałego wytwarzania zielonej energii (słoneczna, wiatrowa), co utrudnia zbilansowanie natężenia sieci. Awarie lub zakłócenia w dostawie prądu odnotowuje się w szczególnie wietrzne lub upalne dni oraz wieczorami – po zachodzie słońca. Takie sytuacje wskazują, że dostawcy energii i regulacje prawne jeszcze nie zostały w pełni dostosowane do takiego wpływu energii z odnawialnych źródeł, przez co borykają się ze zbyt dużym lub niedostatecznym natężeniem dostaw do odbiorców.

Dużym potencjałem w zakresie uregulowań dostaw energii wykazują się rozwiązania oparte na cyfryzacji, sztucznej inteligencji, czy też automatyzacji. Mogą one pomóc precyzyjniej prognozować popyt oraz lepiej nim zarządzać.

– Walka o neutralność klimatyczną jest naszym obowiązkiem. Każdego dnia globalnie podejmujemy szereg nowych inwestycji, implementujemy nowoczesne rozwiązania, których celem jest odciążenie planety od emisji CO2. Prężny rozwój odnawialnych metod pozyskiwania energii, coraz wyższe koszty wysokoemisyjnych rozwiązań, liczne oszczędności i dofinansowania do proekologicznych projektów, czy elektryfikacja transportu – są niezbędne. Każdego roku obserwujemy znaczny postęp w badaniach nad wykorzystaniem wodoru, czy też dostrzegamy wsparcie nowoczesnych technologii, które zbliżają nas do wyznaczonych celów klimatycznych, lecz to, czy faktycznie uda się je osiągnąć zależy od zwiększenia tempa postępu w tym zakresie, czy też wspólnej dyscypliny ekologicznej – podsumowuje Paweł Szwajkos.

Elektrownia jądrowa pomoże utrzymać 1,3 mln miejsc pracy i stworzyć kilkadziesiąt tysięcy kolejnych. Polski przemysł jest przygotowany do takiej inwestycji

Pierwsza elektrownia jądrowa ma zacząć działać w Polsce za 12 lat. Dzięki obniżeniu kosztów energii i zmniejszeniu jej emisyjności atom pozwoli utrzymać 1,3 mln miejsc pracy w najbardziej energochłonnych branżach. Stworzy też kilkadziesiąt tysięcy nowych miejsc pracy, chociaż będzie to wymagało wielu lat szkoleń, zmian w systemie edukacji zawodowej i pozyskiwania specjalistów z zagranicy. Eksperci oceniają, że polski przemysł ma zasoby kadrowe i kompetencyjne, dzięki którym w dużym stopniu może uczestniczyć w programie budowy i eksploatacji reaktorów jądrowych. To w sumie blisko 400 firm, które bądź uczestniczą w podobnych projektach za granicą, bądź też posiadają kompetencje, które umożliwią im płynne przejście do tego sektora.

Budowa pierwszej elektrowni atomowej ma się rozpocząć w 2026 roku. Zgodnie z harmonogramem z programu polskiej energetyki jądrowej (PPEJ) w 2033 roku zostanie oddany do eksploatacji pierwszy reaktor, a w 2035 i 2037 roku dwa kolejne. Druga elektrownia ma zacząć działać w 2039 roku.

 Program polskiej energetyki jądrowej to chyba największy program przemysłowy po 1990 roku w Polsce. Powstanie kilkadziesiąt tysięcy miejsc pracy. Można próbować wyliczać, ale będzie to zależne od liczby bloków, które ostatecznie powstaną – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Łukasz Sawicki, ekspert ds. ekonomicznych energetyki jądrowej.

Liczba bloków nie została jeszcze określona, ponieważ będzie zależeć od wyboru konkretnej technologii. Łączna moc zainstalowana w dwóch elektrowniach ma wynosić 6–9 GW, co oznacza budowę czterech–ośmiu bloków.

Jak wskazuje rząd w zaktualizowanym w październiku 2020 roku PPEJ, budowa jednego bloku wymaga zatrudnienia 3–4 tys. pracowników do prac budowlanych i montażowych o bardzo szerokim spektrum kompetencji, m.in. spawaczy, ­ślusarzy, mechaników, operatorów dźwigów, kierowców pojazdów budowlanych, elektryków, automatyków, inżynierów, architektów. Z kolei Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej wskazuje, że przy eksploatacji elektrowni jednoblokowej wielkość zatrudnienia to 500–700 osób, w zależności od zainstalowanej mocy.

Możemy przyjąć, że liczba bezpośrednich miejsc pracy oraz liczba miejsc pracy u kooperantów, czyli firm współpracujących z elektrownią, np. przy nowym składowisku odpadów promieniotwórczych, w administracji rządowej, czyli np. w Państwowej Agencji Atomistyki czy Urzędzie Dozoru Technicznego, będzie wynosić kilkadziesiąt tysięcy – mówi Łukasz Sawicki. – Ale to nie wszystko, bo energetyka jądrowa będzie kluczowym narzędziem do utrzymania rentowności polskich przedsiębiorstw i zapobiegania likwidacji polskiego przemysłu.

Budowa pierwszej elektrowni jądrowej ma pomóc utrzymać rentowność polskich przedsiębiorstw dzięki obniżeniu kosztów energii. Instytut Sobieskiego w opracowaniu „Energetyka jądrowa dla Polski”  wskazuje, że przyczyni się to do zmniejszenia kosztów produkcji, przyspieszenia rozwoju przedsiębiorstw i zbudowania ich przewag konkurencyjnych na rynku.

 Jeśli uda nam się zapewnić niskie koszty energii dla odbiorców przemysłowych, uda nam się zapobiec utracie liczby miejsc pracy w branżach energochłonnych i generalnie w przemyśle. Firmy energochłonne to jest nie tylko sektor stalowy, cementowy, ale również przedsiębiorstwa powiązane z nimi. Liczba miejsc pracy, jakie są generowane przez przemysł energochłonny, a dzięki elektrowni jądrowej zostaną utrzymane, to ok. 1,3 mln. Bez energetyki jądrowej my te miejsca pracy po prostu utracimy – przekonuje ekspert ds. ekonomicznych energetyki jądrowej.

Instytut Sobieskiego podaje, że przedsiębiorstwa działające w branżach energochłonnych w Polsce w 2016 roku utrzymywały prawie 10 proc. zatrudnionych w polskiej gospodarce. Są z nimi powiązane także miejsca pracy w innych sektorach, np. finansach i usługach, a część zakładów realizuje produkcję na potrzeby wojska.

Proces likwidacji niektórych energochłonnych gałęzi przemysłu niestety już się rozpoczął. Wynika to w dużym stopniu z unijnej polityki klimatyczno-energetycznej i wysokich opłat za emisję dwutlenku węgla, które przekładają się na bardzo wysokie koszty energii elektrycznej dla polskiego przemysłu, zwłaszcza dla branż energochłonnych – wyjaśnia Łukasz Sawicki.

Niektóre huty i odlewnie już zostały zlikwidowane (np. w Koninie, Stalowej Woli), a inne zapowiedziały likwidację w najbliższym czasie (np. huta i stalownia w Krakowie). Dlatego też zmiana modelu polskiej energetyki i oparcie jej na elektrowniach jądrowych powinny być kluczowe z punktu widzenia interesu państwa.

Tym bardziej że jest to szansa dla krajowego przemysłu. Rząd podkreśla, że polskie firmy przemysłowe powinny możliwie w jak największym stopniu uczestniczyć w pracach związanych z budową polskich elektrowni jądrowych, dzięki czemu rozwiną się całkiem nowe branże i możliwy będzie skok technologiczny. Zakres zaangażowania zależny będzie od wielkości samego programu jądrowego czy ustaleń z dostawcą technologii oraz generalnym wykonawcą budowy.

 Polski przemysł jest przygotowany w bardzo dużym stopniu do rozpoczęcia budowy elektrowni jądrowej. Mamy ponad 70 polskich przedsiębiorstw, które biorą udział w budowach czy remontach elektrowni jądrowych za granicą – wskazuje ekspert.

Firmy te w ciągu ostatniej dekady, w kooperacji z zagranicznymi koncernami, realizowały co najmniej jeden projekt dla zagranicznych elektrowni jądrowych, m.in. podczas budowy elektrowni jądrowych Olkiluoto 3 w Finlandii i Flamanville 3 we Francji, ale dotyczy to nie tylko projektów w UE, ale także Japonii, Meksyku czy Rosji.

 Mamy także zidentyfikowanych ok. 300 polskich firm, które co prawda nie realizują jeszcze zleceń dla przemysłu jądrowego za granicą, natomiast posiadają kompetencje, które umożliwią im płynne wejście do programu jądrowego – podkreśla Łukasz Sawicki. – To m.in. firmy z branży petrochemicznej, przemysłu ciężkiego, górniczego, firmy, które realizują badania lokalizacyjne.

Rząd zdaje sobie jednak sprawę, że dziś Polska nie dysponuje wystarczającymi kadrami na potrzeby rozwoju energetyki jądrowej. Jednym z ważnych elementów będzie określenie zapotrzebowania w tym zakresie i tego, skąd pozyskiwać odpowiednio wykwalifikowanych ludzi oraz jak ich szkolić. Temu służyć ma „Plan rozwoju zasobów ludzkich na potrzeby energetyki jądrowej”.

– Mamy kilka źródeł, z których możemy czerpać kadry. Możemy wykształcić własne, mamy też część ludzi, którzy pracują w branżach pokrewnych, których można odpowiednio doszkolić. Mamy też pewną – choć relatywnie niedużą – liczbę osób już wstępnie wyszkolonych w zakresie energetyki jądrowej. Innym źródłem mogą być Polacy pracujący w zagranicznych obiektach jądrowych, którzy – jak wynika ze wstępnych rozmów – byliby zainteresowani powrotem do kraju – wymienia ekspert ds. ekonomicznych energetyki jądrowej. – Również w Państwowej Agencji Atomistyki trwa przygotowywanie kadr do kolejnych etapów rozwoju energetyki jądrowej, ponieważ będzie ona jedną z pierwszych instytucji, które przyjmą na siebie pierwszy ciężar związany z uruchomieniem programu.

W raporcie „Energetyka jądrowa dla Polski” eksperci wskazują, że polskie firmy mają szansę na współpracę z dostawcą technologii w ramach szkolenia i przygotowania zaplecza kadrowego dla obiektów jądrowych. Proces edukacyjny trwa nawet kilkanaście lat i wymaga zmian w ramach uczelni, instytucji badawczych, ale też szkół zawodowych, aby wypełnić zapotrzebowanie rynku na wykwalifikowanych pracowników fizycznych.