Piątka Kaczyńskiego i problemy z pracownikami – tak sadownicy i rolnicy zapamiętają 2020 rok

Jaki był 2020 rok dla polskiego rolnictwa i sadownictwa? Odpowiedź nie jest oczywista. Cieniem na rynku roliczniczym położyła się pandemia koronawirusa, która wpłynęła na funkcjonowanie handlu i zamknęła granice między państwami. Gdy nadszedł całkowity lockdown, sadownicy bali się, że nie starczy rąk do pracy sezonowej przy zbiorach owoców i przygotowaniu ich do sprzedaży. Na szczęście zostały powołane odpowiednie regulacje, pozwalające na wjazd pracowników. Pierwsza połowa roku była więc dla polskiego sadownictwa całkiem niezła.

– Udało się doprowadzić do tego, że granica została uchylona, a pracownicy z Ukrainy mogli wjeżdżać do Polski. Dzięki temu nie tylko polskie jabłka znalazły miejsce na rynku światowym, ale także później owoce jagodowe. Spowodowane to było też paniką, na przykład w przypadku zakupów jabłek z Włoch. To główny dostawca jabłek w okresie wiosennym, a dzięki nieufności światowych rynków do włoskich produktów pojawiło się na nich nadzwyczajne miejsce dla jabłek pochodzących z Polski – powiedział serwisowi eNewsroom Mirosław Maliszewski, prezes Związku Sadowników RP. – Pierwsza część 2020 roku była więc dla nas bardzo pozytywna. Gorzej było w drugiej części. Poza zjawiskami pogodowymi, które ograniczyły zbiory, doszło do częściowego załamania rynku, zwłaszcza owoców jagodowych. Problemy były również w szerzej rozumianej branży rolniczej. Tutaj szczególnie zapamiętamy propozycję “piątki Kaczyńskiego”, czyli rozwiązań, które w dużej części miały uderzyć w polską wieś, zwłaszcza w producentów zajmujących się hodowlą zwierząt.

– Te dwa zjawiska, czyli sytuacja związana z COVID-em i “piątka Kaczyńskiego”, szczególnie mocno uderzyły w 2020 roku w polską wieś i rolnictwo. Co czeka nas zaś w roku 2021? Jak kryzys koronawirusa będzie wpływał na polskie sadownictwo i na polskich producentów? To się okaże dopiero za kilka miesięcy – uważa Maliszewski.

Sztuczna inteligencja w walce o zdrowie i rzetelne informacje. Rusza nabór wniosków w pierwszym konkursie INFOSTRATEG

60 milionów złotych to pula środków przeznaczona na dofinansowanie projektów z zakresu sztucznej inteligencji w pierwszym konkursie programu INFOSTRATEG, realizowanym przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. Agenda badawcza startującego konkursu skupia się na tematach rozpoznawania obrazów medycznych w zakresie dróg oddechowych (w szczególności w związku z zagrożeniami COVID), raka piersi u kobiet, raka prostaty u mężczyzn, a także weryfikowania źródeł informacji i detekcji fake newsów. 

W ramach INFOSTRATEGa mają zostać zrealizowane projekty wspierające rozwój polskiego potencjału SI poprzez opracowanie rozwiązań wykorzystujących sztuczną inteligencję i blockchain w praktyce. Celem projektów realizujących pierwszy temat badawczy startującego dziś konkursu będzie opracowanie uniwersalnych narzędzi do analizy i opisu różnego typu obrazów medycznych. Proponowane rozwiązania mają przyczynić się do poprawienia jakości diagnostyki obrazowej, skrócenia czasu oczekiwania na diagnozę, wcześniejszego rozpoczęcia leczenia często występujących postaci raka, a więc również zmniejszenia śmiertelności, a także skrócenia kolejek do lekarzy specjalistów.

Z kolei drugi temat badawczy ma zachęcić przedsiębiorców i naukowców do pracy nad narzędziami wykrywającymi fałszywe informacje i pozwalającymi na oznaczenie takich informacji w wyszukiwarkach. Systemy powinny być w stanie śledzić wielorakie popularne systemy komunikacji i rozpowszechniania informacji. Zadanie to przyczyni się do zmniejszenia negatywnego wpływu fake newsów i ograniczenia ich rozprzestrzeniania. Stworzenie takiego systemu może pomóc ograniczyć próby manipulacji opinią publiczną.

– Obszar sztucznej inteligencji może w niedalekiej przyszłości stać się jednym z głównych wehikułów rozwojowych naszego kraju. Kierujemy więc znaczne środki, by wesprzeć rodzime przedsiębiorstwa i naukowców w dalszym rozwoju technologii. Dzięki realizacji innowacyjnych projektów, dążymy do rozwiązania palących problemów, z którymi na co dzień mierzy się nasze społeczeństwo – tłumaczy Wojciech Kamieniecki, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

60 mln zł do podziału w pierwszym konkursie

Konkurs skierowany jest do przedsiębiorców, jednostek naukowych oraz ich konsorcjów. Jego budżet to 60 mln zł. W ramach tematu z obszaru medycyny maksymalna wysokość dofinansowania projektu to 10 mln zł, a minimalna – 3,5 mln zł. W przypadku tematu mającego na celu walkę z dezinformacją – adekwatnie 8 mln zł i 1,7 mln zł. Wsparcie może uzyskać tylko projekt, w którym przewidziano realizację przynajmniej prac rozwojowych – badania przemysłowe i prace przedwdrożeniowe nie są obligatoryjne do uzyskania dofinansowania. Nabór wniosków w konkursie potrwa do 26 lutego 2021 roku.

840 mln zł w programie INFOSTRATEG

Programu strategiczny INFOSTRATEG zakłada realizację innowacyjnych projektów w perspektywie czasowej do 2029 roku. Zakładany całkowity budżet Programu to 840 mln zł, z czego 360 mln zł przeznaczonych zostanie na projekty zamawiane. Tematy podejmowane w ramach Programu zostały wyselekcjonowane ze względu na duży potencjał wdrożeniowy oraz konieczność stworzenia zaawansowanych rozwiązań informatycznych. Są to np. Inteligentny system przetwarzania mowy dla lekarzy, rozpoznawanie obrazów medycznych, inteligenta maszyna do zbierania jabłek, inteligentny dyspozytor korespondencji czy asystent obywatela w instytucjach użyteczności publicznej.

W 2021 r. zwiększa się próg kwoty wolnej od potrąceń komorniczych

W Polsce działa obecnie 1 858 komorników. Każdy z nich – prowadząc egzekucję z wynagrodzenia za pracę – nie może pozostawić pracownika bez środków do życia i musi zostawić mu kwotę wolną od potrąceń. W 2021 r. zwiększa się ona o 200 zł brutto – w porównaniu do 2020 r. – i wynosi 2 800 zł brutto. W gorszej sytuacji są dłużnicy zatrudnieni na podstawie umowy o dzieło lub zlecenia czy pracujący na niepełnym etacie – przepisy nadal nie chronią ich bowiem przed egzekucją komorniczą. Wyjątkiem są osoby, dla których umowa zlecenie stanowi jedyne, powtarzalne źródło dochodu, wtedy dłużnicy korzystają z analogicznej ochrony do tej jaką zapewnioną mają pracownicy etatowi.

Koronawirus sprawił, że długi Polaków gwałtownie rosną. Tylko w listopadzie 2020 r. firmy z sektora pozabankowego udzieliły naszym rodakom 187,3 tys. pożyczek, na łączną kwotę 420 mln zł. Średnia wartość pożyczki wyniosła 2 241 zł. Wysokie oprocentowanie tego typu zobowiązań może powodować problemy z ich spłatą, zwłaszcza gdy dochodzą do tego wydatki życia codziennego, a z ich pokryciem również są problemy. Zaległości za czynsz, prąd, wodę, gaz, wywóz śmieci, telewizję czy telefon – w sierpniu – miało ponad 409 tys. osób, łączne – pod koniec wakacji – zadłużenie sięgnęło 1,56 mld zł (dane BIK). Niespłacane zobowiązania koniec końców trafiają do komornika, który – na podstawie wydanego przez sąd nakazu zapłaty – ma prawo przeprowadzić egzekucję na wynagrodzeniu otrzymywanym od pracodawcy.

Etat pod ochroną

Od 1 stycznia 2021 r. płaca minimalna wzrosła z poziomu 2 600 zł brutto do kwoty 2 800 zł brutto. Tym samym, wzrosły również kwoty wolne od potrąceń komorniczych w 2021 r. (obowiązujące np. przy zajęciach komorniczych lub potrąceniach dobrowolnych). Obecnie, komornik przy egzekucji z wypłaty musi zostawić do dyspozycji dłużnika dokładnie 2 800 zł brutto miesięcznie, czyli około 2 062 zł na rękę. Zgodnie z przepisami, poza kwotą, której nie można windykować, jest także maksymalny próg zajęcia z pensji wyższych niż płaca minimalna – komornik może zabrać maksymalnie 60 proc. wynagrodzenia miesięcznego w przypadku dłużników alimentacyjnych i 50 proc. wynagrodzenia miesięcznego w przypadku pozostałych dłużników. Co więcej, premię uznaniową traktuje się jak kwotę powiększającą wynagrodzenie. W takim przypadku, do kwoty wynagrodzenia dodawana jest wartość premii, a z otrzymanej sumy wyliczane jest wspominane 50 lub 60 proc. zajęcia.

Ze względu na to, że każdy pracownik legalnie zatrudniony na umowę o pracę, musi zarabiać co najmniej minimalną krajową. Premia uznaniowa zawsze jest kwotą sprawiającą, że wypłata staje się na pewno jednorazowo wyższa od płacy minimalnej. Nie zmienia to jednak nic przy zajęciu komorniczym – nadal komornik ma prawo zająć całą nadwyżkę nad płacę minimalną – czyli całą premię uznaniową – mówi Jacek Grzywa, Radca Prawny i Kierownik Działu Prawnego Grupy Progres.

Niepełny etat

Jeżeli dłużnik zawarł umowę o pracę w niepełnym wymiarze godzin, kwota wolna od potrąceń jest obliczana proporcjonalnie do wymiaru czasu wypełniania obowiązków zawodowych. Pracując na połowę etatu, komornik nie może zabrać więcej niż równowartość kwoty odpowiadającej połowie płacy minimalnej tj. 1 400 zł brutto (1 031 zł netto). W przypadku pracy na ¼ etatu chroniona kwota wynosi 700 zł brutto (515,5 zł netto) i 2100 zł brutto (1546,5 zł netto), gdy nasz wymiar pracy wynosi ¾.

Komornicze zajęcie pensji jest jednym z najczęstszych sposobów stosowany podczas egzekwowania należności od dłużnika. Za wyliczenie wysokości kwoty potrąceń odpowiada pracodawca osoby zadłużonej i to do niego należy się zwrócić, w momencie zastrzeżeń dotyczących windykowanych kwot. Należy pamiętać, że w przypadku umowy o pracę  pracodawca ma obowiązek stosować kwotę wolną od potrąceń komorniczych, pomniejszaną proporcjonalnie do wymiaru etatu na jakim pracuje pracownik – podkreśla Jacek Grzywa.

Zlecenie nie dla komornika, ale…

Od 1 stycznia 2019 r. do wynagrodzenia wypłacanego na podstawie umowy zlecenia posiadającego charakter świadczenia powtarzającego się, które służy zapewnieniu utrzymania lub stanowi jedyne źródło dochodu, stosuje się w całości przepisy dotyczące „pracowniczej” kwoty wolnej. Wtedy też, podczas windykacji należności, kwota pozostawiona dla pracownika nie może być niższa niż 2 800 zł brutto. W przypadkach pozostałych umów cywilnoprawnych, zajęcie wierzytelności umożliwia potrącanie pełnej kwoty – 100 proc. wynagrodzenia. Nie bierze się pod uwagę, ani tego, czy pracujemy regularnie i otrzymujemy stałe wynagrodzenie z tego tytułu, ani czy nasze dochody są wysokie, czy stanowią bardzo małą kwotę. Komornik może sam w postanowieniu określić, jaka kwota bądź jaka część wynagrodzenia ma być potrącana.

PARP: Ponad 1,3 mln Polaków jest zaangażowanych w działalność młodych firm

94 proc. właścicieli młodych firm uważa, że na tle konkurencji ich biznes ma potencjał wzrostu, a prawie dwie trzecie jest zdania, że ma unikalne przewagi konkurencyjne, wynika z raportu „Global Entrepreneurship Monitor. Polska 2020” przygotowanego przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości wspólnie z Uniwersytetem Ekonomicznym w Katowicach. Autorzy badania zauważają, że młode polskie firmy mają ogromny potencjał, ale zarówno w początkowym okresie działania, jak i na późniejszych etapach, przydaje im się pomoc.

Raport GEM Polska prezentuje wyniki projektu badawczego, realizowanego w ponad 50 krajach świata, w tym w Polsce. Zawiera informacje o postawach, zachowaniach i aspiracjach Polaków dotyczących przedsiębiorczości, nastawieniu do niej naszego społeczeństwa, a także ocenę uwarunkowań powstawania i rozwoju przedsiębiorstw w Polsce przed pandemią.

Publikacja omawia też temat specjalny poświęcony startupom w Polsce, który powstał w oparciu o odpowiedzi na dodatkowe pytania ujęte w kwestionariuszu do badań ilościowych i jakościowych GEM zrealizowanych wyłącznie w Polsce.

Młodzi i wykształceni startupowcy

W działalność firm określanych jako młode, tj. obecne na rynku do 3,5 roku, zaangażowanych jest w Polsce ponad 1,3 mln osób. Są one dobrze wykształcone – 44 proc. ma co najmniej wyższe wykształcenie. W badanej grupie było nieco więcej mężczyzn (53 proc.) niż kobiet (47 proc.). Niezależnie od płci pod względem wieku najliczniejszą grupę tego rodzaju przedsiębiorców stanowią osoby w wieku 25–34 lat oraz 35–44 lata. Pozostałe grupy wiekowe rzadziej angażują się w nowe przedsięwzięcia biznesowe. Wyniki analizy wielkości gospodarstw domowych właścicieli młodych firm wskazują, że najwięcej tego typu biznesów jest zakładanych przez osoby będące w czteroosobowych gospodarstwach domowych.

Respondenci badania wskazywali, że powstawaniu startupów najczęściej nie sprzyja brak kapitału na rozpoczęcie działalności (81 proc. wskazań), brak wiary we własne umiejętności (77 proc.), brak wiedzy branżowej i specjalistycznej niezbędnej do rozpoczęcia działalności (55 proc.), a także brak pomysłu na firmę (53 proc.) czy stałe zobowiązania finansowe (51 proc.).

Gdy młodzi przedsiębiorcy już zdecydują się na podjęcia działalności, muszą natomiast poradzić sobie z nie do końca przychylnym otoczeniem biznesowym. Ich zdaniem rozwój utrudniają wysokie obciążenia podatkowe (64 proc. wskazań), trudności w znalezieniu klientów (57 proc.) i nadmiar biurokracji czy formalności (53 proc.).

Wnioski z badania startupów realizowanego w ramach projektu GEM wskazują na ogromny potencjał młodych polskich firm, nie pozostawiają jednak wątpliwości co do trudności, z którymi młodzi przedsiębiorcy muszą się mierzyć. Biorąc pod uwagę najczęściej wymieniane bariery wzrostu startupów, pomocne może się okazać skorzystanie ze wsparcia rozwoju kompetencji kluczowych dla rozpoczęcia działalności i zarządzania firmą oraz umiejętności zdobywania kapitału czy orientacji w przepisach. Tego typu szkolenia oferowane są przez PARP w ramach Akademii PARP czy Bazy Usług Rozwojowych – mówi Paulina Zadura, dyrektor w Departamencie Analiz i Strategii PARP.

Motywacje i postrzeganie młodych firm

Czynnikiem decydującym o założeniu biznesu w przypadku młodych firm działających w Polsce jest potrzeba usamodzielnienia się (27 proc.), a także chęć wykorzystania doświadczenia zdobytego w dotychczasowej pracy (23 proc.). Na trzecim miejscu wymieniano ciekawy pomysł na biznes – tak odpowiedziało 12 proc. badanych. Najrzadziej wymieniane czynniki pokazują, w jakich obszarach polski ekosystem startupowy, choć obiecujący, ma jednak sporo do nadrobienia: 2 proc. pytanych wskazało na możliwość zainwestowania posiadanego kapitału, a zaledwie 1 proc. na okazję do założenia biznesu na próbę, np. w ramach akademickiego inkubatora przedsiębiorczości.

Młodzi przedsiębiorcy optymistycznie postrzegają swoją pozycję rynkową, ale niewielu z nich ocenia, że ich działalność jest rewolucyjna w skali branży czy kraju. Zdaniem 94 proc. pytanych ich firma wyróżnia się potencjałem wzrostu, 62 proc. uważa, że dysponuje unikalnymi przewagami konkurencyjnymi, ale tylko 7 proc. jest zdania, że zmieni dotychczasowe zasady działania swojej branży, a jedynie 1 proc. postrzega swój biznes jako innowacyjny w skali świata.

Nie od dziś wiemy, że powstawanie, a przede wszystkim rozwój przedsiębiorstw, w tym w szczególności opartych o nowe technologie startupów, jest kluczowy dla budowy konkurencyjnej gospodarki. Polski ekosystem startupowy rozwija się w ostatnich latach dynamicznie, ale wciąż, jak pokazuje raport GEM, występuje w nim niewykorzystany potencjał. Elastyczność i kreatywność wielu, także młodych, biznesów w okresie pandemii pokazuje, że często to niesprzyjające warunki i wymuszone ograniczenia mogą stać się motorem kreującym nowe kierunki aktywności lub dodatkowo napędzającym już istniejące przedsięwzięcia – mówi Anna Tarnawa, kierownik z Departamentu Analiz i Strategii PARP.

Rynek oprogramowania i IT broni się przed pandemią – raport Banku Pekao S.A.

W czasie kryzysu wywołanego przez pandemię COVID-19 branża oprogramowania i usług IT okazała się być jednym z sektorów najbardziej odpornych na załamanie gospodarcze – wynika z raportu przygotowanego przez ekonomistów Banku Pekao S.A. pt. „Oprogramowanie i usługi IT. Charakterystyka branży, perspektywy rozwojowe, główne obszary”. Nagłe przeniesienie części życia zawodowego i prywatnego do kanałów zdalnych przyspieszyło proces transformacji cyfrowej, a istotną rolę odegrał w tym również wzmożony popyt na rozrywkę domową.

Wg firmy analitycznej Gartner globalny rynek IT w 2019 r. był warty nieco ponad 2,4 bln USD. W latach 2012‑19 rósł on średnio w tempie 3,4%. Większość przyrostu została wygenerowana w ostatnich 3-4 latach, a dynamika zapotrzebowania na IT we współczesnych gospodarkach utrzymywała się na poziomie CAGR 6,5%. Pandemia wprawdzie istotnie spowolniła dotychczasowy rozwój globalnego rynku (ok. 10% spadek wartości w 2020 roku), lecz oczekiwane szybkie i płynne odbicie w tym sektorze powinno pozwolić na powrót do wolumenu sprzed kryzysu już w perspektywie 2022 roku.

W Polsce branża IT generuje przychody rzędu 85 mld złotych (nie licząc obrotów mikrofirm). Na sektor oprogramowania i usług IT przypada ok. 55 mld zł, stanowiące ok. 2/3 całej branży informatycznej w naszym kraju. Udział ten systematycznie rośnie i zmierza do wartości powyżej 70%. Segment oprogramowania i usług IT charakteryzował się w ostatnich latach szczególnie dynamicznym tempem rozwoju, przekraczającym 12% średniorocznie. To jeden z najlepszych wyników sektorowych, dwa razy lepszy od średniej dla polskiej gospodarki w tym samym czasie.

Pomimo dynamicznego wzrostu w ostatnich latach obecny rozmiar branży IT plasuje Polskę w gronie europejskich średniaków. Barierą jest wciąż niski poziom rozwoju krajowego rynku informatycznego – nasz kraj zajmuje odległe lokaty w większości rankingów mierzących poziom cyfryzacji zarówno gospodarki, jak i usług publicznych. Odsetek przedsiębiorstw stosujących rozwiązania IT wypada dobrze tylko w zakresie dużych firm korzystających z podstawowych produktów (np. ERP, CRM). Bardzo niskie jest natomiast wykorzystanie bardziej zaawansowanych rozwiązań (takich jak np. cloud computing), a luka w tym zakresie w stosunku do innych krajów UE widoczna jest zwłaszcza w sektorze MŚP. Te same czynniki decydują jednak o dużym potencjale rozwojowym branży w kolejnych latach, w których cyfryzacja gospodarki, także pod wpływem efektów pandemii, powinna nabierać tempa.

Polski sektor IT cechuje dodatkowo rosnąca aktywność w obszarze fuzji i przejęć, co wynika z jego atrakcyjności oraz trendów przychodzących z USA, takich jak ogromne inwestycje w Big Techy i start up’y technologiczne. Epidemia COVID-19 tylko wzmocniła to zainteresowanie z racji dużej odporności branży na kryzys. Według danych Mergermarket, w ostatnich latach w Polsce liczba transakcji zwiększyła się około dwukrotnie, a ich wartość co najmniej kilkukrotnie. W kolejnych latach należy się spodziewać dalszego wzrostu w tym zakresie – mówi Kamil Zduniuk, Ekspert Departamentu Analiz Makroekonomicznych Banku Pekao S.A. i autor raportu.

Pandemia odcisnęła swoje piętno na branży nieruchomości. Największa rewolucja czeka rynek biurowy

Rok 2020 zmienił rynek nieruchomości, jak niemal wszystkie dziedziny życia. Deweloperzy wciąż nie mają pewności, w którym kierunku będzie on podążał w najbliższej przyszłości, ale liczą się z poważnymi zmianami. Będą one najbardziej odczuwalne w segmencie biurowym. Według szefa OPG Property Professionals, firmy doradzającej w zarządzaniu nieruchomościami, wzrośnie popyt na powierzchnie coworkingowe i niewielkie biura zlokalizowane blisko osiedli mieszkaniowych.

Opustoszałe, przynajmniej częściowo, kompleksy biurowe, przerzedzona klientela centrów handlowych, przyspieszony wzrost e-commerce – wszystkie te skutki pandemii i kolejnych, bardziej lub mniej restrykcyjnych lockdownów przekładają się na popyt na rynku nieruchomości.

Branża nieruchomości zamyka ten rok z dużym niepokojem i obawami o to, co będzie długofalowo. To, co było, na pewno już nie wróci i cokolwiek się wydarzy, będzie zupełnie inne. W różnych segmentach rynku to będzie wyglądało inaczej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Michał Styś, prezes zarządu OPG Property Professionals. – Branża handlowa stoi przed dużymi wyzwaniami, które częściowo są rekompensowane w branży logistycznej przeżywającej dziś swój renesans.

Sukcesy segmentu logistycznego dają się łatwo wytłumaczyć rozwojem handlu online, przyspieszonym przez pandemię. Główny Urząd Statystyczny policzył, że w listopadzie br. w porównaniu z poprzednim miesiącem odnotowano wzrost wartości sprzedaży detalicznej przez internet w cenach bieżących o 47,9 proc. Udział tej sprzedaży zwiększył się z 7,3 proc. w październiku do 11,4 proc. w listopadzie. Jak informuje CBRE, popyt na powierzchnie magazynowe był rekordowy, a cały rok zamknie się prawdopodobnie z wynikiem ok. 4,8–5 mln mkw. wynajętej przestrzeni magazynowej.

Duże wyzwania stoją również przed branżą związaną z handlem, która będzie się tak rozwijała, jak będą wprowadzane kolejne obostrzenia. Zresztą branża retail od wielu lat przeżywa pewne spowolnienie. Saturacja rynku już jest spora i tradycyjne galerie handlowe już nie powstają. Z kolei cieszą się popularnością centra handlowe typu convenience – stwierdza Michał Styś.

Według CBRE w trzecim kwartale br. odwiedzalność centrów i parków handlowych osiągnęła poziom o ok. 10–15 proc. niższy niż w tym samym czasie 2019 roku. W tygodniach przedświątecznych – według Polskiej Rady Centrów Handlowych – spadki wynosiły 25–30 proc. Szacunki dotyczące przychodów galerii handlowych mówią o nawet 3,6 mld zł strat, a nie uwzględniają one jeszcze listopadowego zamknięcia. Zamiast myśleć o rozwoju, zaczęły więc walczyć o przetrwanie. COVID-19 spowodował, że wśród klientów wzrosło zainteresowanie ulicami handlowymi czy mniejszymi centrami, typu convenience.

– Branża logistyczna, branża centrów dystrybucji na pewno będzie dalej zyskiwać na znaczeniu. Wolumen inwestycyjny inwestorów zagranicznych, którzy inwestują w ten sektor, będzie rósł. To chyba jest największy beneficjent tego, co się dzieje – mówi prezes OPG Property Professionals.

W dużo gorszej sytuacji jest rynek hotelowy. Dla hotelarzy cały rok zamknie się znaczącymi spadkami, których nie zrekompensowało kilka miesięcy odmrożenia w podróżach i wprowadzenie Polskiego Bonu Turystycznego. Nie pomaga im także utrzymanie możliwości służbowego podróżowania. Z ankiety przeprowadzonej w listopadzie br. przez Izbę Gospodarczą Hotelarstwa Polskiego wynika, że prawie 90 proc. hoteli po wprowadzeniu rządowych obostrzeń ma frekwencję niższą niż 20 proc., a blisko 60 proc. – niższą niż 10 proc. Sytuację utrudnia fakt, że od 28 grudnia obowiązują jeszcze bardziej rygorystyczne obostrzenia, które w dodatku nakładają się na szczyt sezonu zimowego, czyli w okresie noworocznym i ferii szkolnych.

Rynek biurowy czekają długotrwałe zmiany, w szczególności w kierunku większej elastyczności. Powodzeniem cieszą się takie wersje umów, które odpowiadają na tę potrzebę. Również elastyczne biura, biura coworkingowe, serwisowane będą zyskiwały długofalowo na popularności, choć teraz krótkoterminowo mają problemy spowodowane tym, że wiele firm przeszło na pracę zdalną – podkreśla Michał Styś.

Praca zdalna w skali kraju dotyczy wprawdzie tylko kilku procent zatrudnionych, ale np. w regionie warszawskim w ten sposób wykonuje swoje obowiązki co szósty pracownik. Oznacza to, że wiele stanowisk pracy w biurach pozostaje nieobsadzonych, a firmy będą chciały optymalizować powierzchnię i czynsze najmu. Według Colliers International wzrost udziału renegocjacji w strukturze zawieranych umów najmu jest znaczący. W III kwartale stanowiły one niemal połowę wszystkich podpisanych umów na rynku warszawskim. W porównaniu do analogicznego okresu 2019 roku jest to wzrost aż o 19 pkt proc. Najemcy wstrzymują decyzje o przeprowadzkach i przedłużają umowy o trzy–pięć lat na korzystnych warunkach w obecnych lokalizacjach. Pojawiło się także zjawisko podnajmu części swojej powierzchni biurowej innym firmom.

 Jednym z wyzwań, przed którymi stoją deweloperzy i właściciele budynków biurowych, będzie utrzymanie możliwie najniższego poziomu pustostanów – ocenia ekspert. – Deweloperzy mieszkaniowi będą myśleć bardziej kompleksowo o swoich osiedlach, które przejdą pewnego rodzaju transformację w projekty wielofunkcyjne, gdzie może się pokazać część biurowa, bo będzie to odpowiadało na potrzeby pracowników, którzy niekoniecznie chcą pracować z domu, a nie chcą też długo podróżować. Dodatkowo przestrzenie te będą wyposażone w funkcje zakupowe i gastronomiczne. Wygląda na to, że branża mieszkaniowa będzie się stabilnie rozwijać ze względu na strukturalne potrzeby w społeczeństwie i niedobory, a dodatkowym impulsem będą tu inwestorzy instytucjonalni, którzy widzą w Polsce duży potencjał.

W ciągu 11 miesięcy 2020 roku banki i SKOK-i udzieliły 199,3 tys. kredytów mieszkaniowych, co oznacza spadek w ujęciu rocznym o 9,5 proc. na kwotę 57,92 mld zł (spadek tylko o 3,4 proc.). Wynika z tego, że wzrosły kwoty kredytów. Jak wskazuje Biuro Informacji Kredytowej, w okresie styczeń–listopad 2020 roku już 48,1 proc. wartości udzielonych kredytów dotyczyło przedziału kwotowego powyżej 350 tys. zł. Jest to informacja spójna z przypuszczeniami, że na rynku poszukiwane będą (czy to na własny użytek, czy na wynajem) mieszkania o większej liczbie pomieszczeń, tak by każdy z domowników miał miejsce do zdalnej pracy lub nauki.

Jednocześnie z danych GUS wynika, że zmiany w liczbie mieszkań oddanych do użytkowania, tych, których budowę rozpoczęto, oraz tych, na których budowę wydano pozwolenie lub których zamiar budowy zgłoszono, są zaledwie jednocyfrowe – między styczniem a listopadem było to odpowiednio +6,0 proc., -6,6 proc. oraz -2,8 proc.

Kowalski, który ma oszczędności, nie będzie już patrzył na to, czy najem przynosi mu jakieś korzyści, tylko czy nie ochronić się przed inflacją i nie ulokować oszczędności w nieruchomości, nawet jeśli nie będą generowały zwrotów z najmu – przewiduje prezes OPG Property Professionals. – Najem instytucjonalny na rynku mieszkaniowym na pewno będzie rósł, bo on jest w bardzo początkowej formie, czyli mieszkania na wynajem mogą zyskać również dzięki temu, że banki będą stawiały większe przeszkody w zdobyciu kredytu hipotecznego.

Inwestorzy mają od miesięcy problem ze znalezieniem inwestycji, która nie tyle da zarobić, co przynajmniej nie przyniesie realnych strat. Zerowe stopy procentowe (od końca maja referencyjna jest na poziomie 0,1 proc.) sprawiają, że oprocentowanie depozytów oferowane przez banki jest bardzo niskie i w zależności od okresu, na jaki klient powierza bankowi pieniądze, wynosi ok. 1 proc., a w większości banków mniej. Przy inflacji oscylującej wokół 3 proc. oznacza to realne straty. Inwestowanie w obligacje przy niskich rentownościach (czyli wysokich cenach) również nie daje perspektywy zarobku, zaś akcje jako aktywo ryzykowne odstrasza wielu posiadaczy oszczędności. Warszawska giełda ponadto radzi sobie słabo na tle innych parkietów, głównie ze względu na skład indeksu największych spółek. Dlatego też inwestujący szukają szans na rynku nieruchomości.

Firmy IT obroniły się w czasie pandemii. W związku z nowymi zamówieniami potrzebują coraz więcej pracowników

Sektor IT nie ucierpiał w wyniku pandemii koronawirusa tak jak inne obszary gospodarki. Firmy z branży notują wzrosty przychodów, podpisują nowe kontrakty, a zapotrzebowanie na pracowników jest w tej chwili niemalże rekordowe. IT w dalszym ciągu wyznacza też trendy, jeżeli chodzi o wysoki poziom wynagrodzeń i możliwości rozwoju zawodowego pracowników. Sektor ten zawdzięcza stabilność m.in. budowanej równości płciowej i coraz większej różnorodności wśród personelu.

– Branża IT pozostaje stabilna mimo pandemii. Dodatkowy popyt wygenerowany w kanale e-commerce, możliwość pracy i nauki zdalnej oraz liczne projekty z zakresu automatyzacji wytwarzania oprogramowania oraz rozwiązania okołochmurowe spowodowały, że nie została ona dotknięta przez pandemię tak jak inne obszary gospodarki – mówi agencji Newseria Biznes Artur Pawłowicz, dyrektor w warszawskim biurze Luxoft Polska.

Dobrą kondycję polskiej branży IT pomimo kryzysu w gospodarce związanego z COVID-19 odzwierciedla Barometr ITX, czyli cykliczne badanie portalu Just Join IT. Wyniki jego listopadowej edycji były lepsze, niż zakładano. Ponad 56 proc. firm z sektora odnotowało w tym miesiącu wzrost przychodów, ponad połowa zadeklarowała także wzrost nowych zamówień w porównaniu do poprzedniego miesiąca.

– Na początku pandemii zaobserwowaliśmy zatrzymanie niektórych projektów. W tej chwili widzimy, że wszystkie one zostały odblokowane. Również nasi klienci uruchomili i zainicjowali nowe projekty, które realizujemy wspólnie z nimi – podkreśla Artur Pawłowicz.

W listopadowej edycji Barometru ITX 51 proc. firm IT zwiększyło zatrudnienie w porównaniu z październikiem. Na grudzień takie plany zapowiadało 44 proc. managerów. W ostatnich miesiącach zapotrzebowanie na pracowników IT znacząco wzrosło – od sierpnia do października br. liczba ofert pracy na platformie wzrosła o ok. 50 proc., co jest rekordowym skokiem w historii portalu w zaledwie dwumiesięcznym okresie.

COVID-19 zmienił też oczekiwania dotyczące modelu pracy. Aż 94 proc. pracowników IT po zakończeniu pandemii chce mieć elastyczność w wyborze miejsca wykonywania swoich obowiązków. Co trzeciemu zależy na pracy zdalnej w pełnym wymiarze, nawet jeśli firmy wrócą do swoich siedzib – wynika z badań, które zostały przeprowadzone między czerwcem a sierpniem br. na potrzeby raportu Devire („Branża IT w nowej rzeczywistości”). Przejście na pracę zdalną nie stanowiło też dla firm IT większego problemu. Branża miała narzędzia i infrastrukturę, które pozwoliły płynnie przetransferować pracowników do domu, bo jeszcze przed pandemią aż 75 proc. pracowników IT miało możliwość pracy zdalnej – częściowo lub w pełnym wymiarze.

– Udało nam się szybko i zwinnie przestawić naszą organizację na pracę zdalną. Wspieramy i cały czas pomagamy naszym pracownikom wyposażyć ich domowe biura w dodatkowy niezbędny sprzęt, taki jak monitory, ergonomiczne krzesła czy biurka – wyjaśnia dyrektor w warszawskim biurze Luxoft Polska. – Praca zdalna jest naszą nową rzeczywistością, ale niestety niesie też za sobą zagrożenia w postaci ograniczenia kontaktów międzyludzkich i zachwiania tzw. work–life balance. Dlatego przygotowaliśmy też dla naszych pracowników serię szkoleń, które pomogą im zarządzić lepiej tymi nowymi wyzwaniami związanymi z pracą w domu.

Luxoft Polska zatrudnia obecnie ok. 1,5 tys. specjalistów pochodzących z ponad 40 krajów. Na polskim rynku marka jest obecna od dekady, współpracując z największymi firmami na rynku finansowym.

– Współpracujemy z globalnymi graczami: UBS, Credit Suisse, JP Morgan, Deutsche Bank, apoBank czy Point72. Umacniamy też naszą pozycję na rynku lokalnym – realizujemy wiele prestiżowych i ciekawych projektów z największymi firmami o zasięgu lokalnym. Tu warto wspomnieć m.in. PKO Bank Polski, Bank Pekao SA czy PZU. Realizujemy także projekty oparte na naszych strategicznych partnerstwach z najlepszymi dostawcami systemów z obszaru bankowości inwestycyjnej, core bankingu czy wealth management, takimi jak Murex, Finastra, FIS, Temenos oraz Avaloq – wymienia Artur Pawłowicz.

Firma cały czas prowadzi rekrutacje i zwiększa zatrudnienie. Obecnie poszukuje m.in. deweloperów, biznes analityków i project managerów.

– Poszukujemy specjalistów od naszych systemów dedykowanych: Murex, Avaloq, Temenos i Kondor+ – precyzuje przedstawiciel Luxoft Polska. – Oferujemy stabilne zatrudnienie i kładziemy duży nacisk na rozwój naszych pracowników, oferując pełny zakres szkoleń branżowych, biznesowych i z obszaru tzw. soft skills. Uważamy, że głęboka wiedza biznesowa i doskonałe zdolności komunikacyjne są kluczem do najwyższej jakości usług, które oferujemy naszym klientom, ale są też kluczowe dla rozwoju zawodowego naszych pracowników.

Jak wskazuje, branża IT w dalszym ciągu wyznacza trendy, jeżeli chodzi o wysoki poziom wynagrodzeń i warunki zatrudnienia. Jej wyróżnikiem są również możliwości rozwoju zawodowego pracowników – szczególny nacisk kładzie na podnoszenie kompetencji twardych i miękkich, jak np. zdolności komunikacyjnych.

Sektor IT jest również jednym z liderów polityki różnorodności, co wpływa na jej stabilność. Według tegorocznego raportu firmy doradczej PwC („Diversity & Inclusion Benchmarking Survey”) 76 proc. przedsiębiorców, którzy wdrożyli w swoich firmach politykę Diversity & Inclusion, uważa, że zarządzanie różnorodnością jest cenne dla ich biznesu.

– Diversity & Inclusion to nic innego jak zarządzanie różnorodnością w firmie i czerpanie z tego tytułu korzyści – nie tylko biznesowych. W ciągu 10 lat istnienia Luxoft w Polsce zrealokowaliśmy około 2,5 tys. specjalistów z ponad 60 krajów. Te osoby są w tej chwili częścią naszych zespołów projektowych i wnoszą wartość dodaną poprzez inny punkt spojrzenia na różnego rodzaju tematy biznesowe. To generuje pewnego rodzaju synergię i wysoką jakość usług, które świadczymy klientom – podkreśla Artur Pawłowicz.

Na stabilność firm przekłada się również równość płciowa – eksperci McKinsey & Company wskazują, że zespoły złożone z kobiet i mężczyzn są bardziej kreatywne, innowacyjne i przynoszą lepsze rezultaty. Według ostatniego raportu No Fluff Jobs „Kobiety w IT 2020” – w Polsce 30 proc. fachowców w branży jest płci żeńskiej. Globalne szacunki TechJury mówią o tym, że w ciągu dekady odsetek kobiet w IT wzrośnie do 40 proc. O zmniejszaniu się nierówności płciowych świadczy też coraz większa liczba pań obejmujących stanowiska seniorskie w biznesie. Także na czele Luxoft Poland stoi kobieta – stanowisko dyrektor zarządzającej piastuje Natalia Selinger.

Kraków do 2030 roku ma się stać miastem neutralnym klimatycznie. Nowa strategia zakłada inwestycje w zielony transport i termomodernizację budynków

Kraków zmierza do neutralności klimatycznej. Do 2030 roku ma się stać miastem zeroemisyjnym i w tym celu w ramach procesu Deep Demonstrations, zaproponowanego przez organizację EIT Climate-KIC, buduje zupełnie nową strategię transformacji. – Chcemy, żeby aktywne formy podróżowania połączone z komunikacją publiczną stanowiły 75 proc. udziału w transporcie. Potrzebna jest też termomodernizacja na masową skalę, bo zmniejszenie zużycia energii to wstęp do wprowadzenia energii odnawialnej jako źródła ciepła – zapowiada Andrzej Łazęcki z Urzędu Miasta Krakowa.

– Transformacja klimatyczna to bardzo złożony, długotrwały proces. Dotychczasowe doświadczenia pokazują, że interwencje punktowe o charakterze rozproszonym są nieskuteczne i z punktu widzenia celu, jakim jest neutralność klimatyczna, daleko niewystarczające. Potrzebne jest nowe podejście. Taką metodykę zaproponował nam program Głębokiej Demonstracji – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Andrzej Łazęcki, zastępca dyrektora Wydziału Gospodarki Komunalnej Urzędu Miasta Krakowa.

Dotychczas Kraków był jednym z bardziej zanieczyszczonych miast Polski. Według IQ Air 2019 World Air Quality Report zajmował siódme miejsce w kraju i 29. w Europie. Stopniowo ma się to jednak zmieniać. Do 2030 roku miasto – wedle założeń nowej strategii klimatycznej – stanie się całkowicie zeroemisyjne. Wynika to m.in. z potrzeby dostosowywania do europejskiej polityki klimatycznej. W ramach Europejskiego Zielonego Ładu w grudniu szefowie rządów państw członkowskich UE przyjęli nowy cel redukcji emisji CO2 – ma to być co najmniej 55 proc. w stosunku do 1990 roku. Dlatego też Kraków w ramach procesu Deep Demonstrations Healthy & Clean Cities buduje zupełnie nową strategię transformacji klimatycznej.

 To zmiana systemowa poprzez innowacje, oparta na czterech filarach. Pierwszy i najważniejszy to nastawienie na cel, czyli nie zastanawiamy się nad tym, czego dzisiaj nie możemy dokonać, ale wyznaczamy ambitny cel. Drugi to wykorzystanie innowacji jako dźwigni zmiany. Trzecie – orkiestracja projektów w portfolio tak, żeby wzajemnie się uzupełniały i wzmacniały. Czwarty filar to uczenie się poprzez działanie – wymienia zastępca dyrektora Wydziału Gospodarki Komunalnej Urzędu Miasta Krakowa. – Rok 2020 poświęciliśmy na zbudowanie solidnych fundamentów. Dotychczasowe działania może nie są tak spektakularne na zewnątrz, ale przyniosły istotne zmiany wewnątrz urzędu. Mam na myśli przede wszystkim wzrost świadomości, czyli wiemy, czego chcemy, gdzie jesteśmy i jak to osiągnąć.

Miasto zmapowało wszystkie prowadzone dotychczas projekty związane z klimatem, których było niemal 120. Wypracowano ścieżkę postępowania i zidentyfikowano największe wyzwania. Urząd przygotował też dwa pilotażowe projekty dotyczące obszarów, które emitują najwięcej gazów cieplarnianych, czyli transport i ogrzewanie budynków. Programy mają zakończyć się w ciągu trzech lat, a następnie mają zostać zreplikowane na skalę całego miasta.

 Wyszliśmy z założenia, że skoro miasto inwestuje w przebudowę ulic, budowę stacji kolejowej, dróg rowerowych, to warto te działania skupione na niewielkiej powierzchni zebrać w pewien pakiet. Dodatkowo chcemy je obudować działaniami społecznymi, partycypacyjnymi, umożliwiającym decydowanie mieszkańcom, i połączyć z kwestiami adaptacji do zmian klimatu, czyli wprowadzić więcej zieleni, zacienienie ulic czy gospodarowanie wodą opadową – tłumaczy przedstawiciel UM Krakowa.

Jak zapowiada Andrzej Łazęcki, docelowo udział ruchu rowerowego w Krakowie ma się zwiększyć o kilkanaście procent. Obecnie infrastruktura rowerowa, na którą składają się drogi dla rowerów, ciągi pieszo-rowerowe czy kontrapasy, liczy ok. 235 km. Nowe inwestycje, m.in. budowa nowych ścieżek rowerowych, w tym najdłuższej kładki pieszo-rowerowej w Polsce, sprawiły, że tylko w pierwszych tygodniach września 2020 roku udział ruchu rowerowego wzrósł o 26 proc. r/r.

– Łącznie chcemy, żeby te aktywne formy podróżowania połączone z komunikacją publiczną stanowiły 75 proc. udziału w podróżach – deklaruje Andrzej Łazęcki.

Kraków planuje też termomodernizację budynków na szeroką skalę. Miejskie Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej w opracowanej mapie cieplnej wyliczyło, że spośród ok. 770 tys. mieszkańców Krakowa 68 proc. korzysta z ciepła systemowego dostarczanego przez MPEC. Miasto planuje scentralizować wszystkie działania, co umożliwi sprawne zarządzanie i przeniesienie ryzyk z właścicieli budynków na instytucję kontrolowaną przez miasto. Jednocześnie duży projekt ma większe możliwości uzyskania długoletniego finansowania.

– Termomodernizacja na masową skalę jest potrzebna, bo zmniejszenie zużycia energii to jest wstęp do wprowadzenia energii odnawialnej jako źródła energii i ciepła. Jedno bez drugiego nie zadziała – wyjaśnia ekspert. – Na pewno potrzebne są zmiany w sieci ciepłowniczej. Myślimy o przebudowie źródeł ciepła na niskoemisyjne, a najlepiej w dłuższej perspektywie zeroemisyjne. Myślimy też o cyfryzacji sieci, nadaniu jej większej elastyczności, żeby można było włączać źródła energii odnawialnej do sieci ciepłowniczej. Na pewno potrzebne są, i to szybko, rozwiązania dotyczące chłodu i klimatyzowania budynków.

Projekt transformacji energetycznej wykorzystuje innowacje społeczne. To mieszkańcy, instytucje pozarządowe i przedsiębiorcy wspólnie określają kierunki zmian.

– Na początku grudnia uruchomiliśmy panel obywatelski poświęcony klimatowi. Jego myślą nadrzędną jest neutralność klimatyczna, natomiast tematem przewodnim to, jak miasto i mieszkańcy mogą poprawić efektywność energetyczną i zwiększyć wykorzystanie energii odnawialnej. Chcemy przedstawić nasze zamierzenia, uzyskać dla nich szerokie poparcie społeczne, ale też wskazówki, co można ewentualnie poprawić – wyjaśnia przedstawiciel UM Krakowa.

W procesie transformacji klimatycznej miasto chce czerpać także z doświadczeń innych europejskich miast, które również uczestniczą w programie Deep Demonstrations stworzonym przez EIT Climate-KIC.

 Decydujące będzie połączenie naszych działań ze szczeblem krajowym, odpowiednimi regulacjami legislacyjnymi i programami zachęt, ale też wymiana doświadczeń z innymi miastami europejskimi, bo przecież 14 innych miast również uczestniczy w programie Głębokiej Demonstracji – mówi Andrzej Łazęcki. – Jako gmina odpowiadamy bezpośrednio, czyli poprzez nasze budynki, oświetlenie ulic, spółki komunalne, za ok. 7 proc. emisji, a trzeba zredukować ją o 85–90 proc. To pokazuje skalę wyzwania i współpracy, jaką musimy uruchomić, oraz zaangażowania, jakie jest potrzebne ze strony naszych partnerów miejskich i przede wszystkim  mieszkańców.

Pandemia przyspieszyła wykorzystanie rozszerzonej rzeczywistości w telewizji. Stosowana jest grafika znana z najnowszych gier komputerowych

Pandemia koronawirusa odcisnęła swoje piętno na rynku telewizyjnym, utrudniając realizację programów plenerowych oraz z udziałem gości zapraszanych do studia. W pokonaniu problemów wynikających z restrykcji pandemicznych pomaga technologia rozszerzonej rzeczywistości, która pozwala na połączenie obrazu transmitowanego ze studia z wirtualnym otoczeniem. W połączeniu z wyspecjalizowanymi silnikami graficznymi, opracowanymi na potrzeby gier komputerowych, pozwoli dowolnie kreować wirtualne studia zarówno na potrzeby produkcji filmowych, jak i telewizyjnych.

– W produkcjach telewizyjnych trendem jest teraz używanie rozszerzonej rzeczywistości. Studia wirtualne, które już znamy z wieczorów wyborczych czy programów informacyjnych, coraz częściej wchodzą do produkcji telewizyjnych. Świat gier komputerowych bardzo mocno się rozwija i silniki graficzne typu Unreal zostają adaptowane do potrzeb telewizyjnych. Dzięki temu możemy pokazywać rozszerzoną rzeczywistość – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Maciej Kowalski, członek zarządu BlackBurst.

Upowszechnienie się technologii rozszerzonej rzeczywistości (Augmented Reality) w telewizji jest możliwe dzięki narzędziom zaczerpniętym z rynku gier komputerowych. Dzięki silnikom graficznym pokroju Unreal Engine od Epic Games zespół realizacyjny może swobodnie kreować hybrydową przestrzeń na potrzeby programów AR. Wraz z najnowszą aktualizacją deweloper wdrożył do swojego silnika szereg narzędzi skierowanych m.in. do branży filmowej i telewizyjnej, w tym rozwiązania ułatwiające realizację wirtualnych planów zdjęciowych.

Wśród nich znalazły się m.in. poprawione algorytmy generowania realistycznych efektów włosów i futer, usprawniony sekwencer pozwalający na tworzenie animacji szkieletowych czy narzędzie do kontroli wolumetrycznych chmur na potrzeby np. stacji pogodowych. Pojawiło się także narzędzie Environment Lighting Mixer ułatwiające prawidłowe oświetlenie wszystkich elementów występujących w produkcji AR.

– Rozszerzona rzeczywistość jest bardzo efektowna, ale implementacja tej technologii sama w sobie jest droga. Natomiast na przestrzeni czasu pozwala na znaczące oszczędności w trakcie produkcji. Wybudowanie realnej scenografii to jest koszt jej zaprojektowania, stworzenia, przywiezienia czy magazynowania, natomiast scenografia wirtualna umożliwia składowanie wszystkiego na ekranie komputera. Pozwala też na dużo większą kreatywność, jesteśmy ograniczeni wyłącznie swoją wyobraźnią – przekonuje ekspert.

Potencjał rozwiązań realizacyjnych z zakresu rozszerzonej rzeczywistości ukazuje film science fiction „Gods of Mars”, który został w całości zrealizowany przy wykorzystaniu wirtualnego planu Unreal Engine. Dzięki temu zespół realizacyjny nie musiał tworzyć fizycznych planów zdjęciowych, opłacać aktorom podróży czy cateringu. Zdalna realizacja produkcji pozwoliła obniżyć jej koszty o ok. 70 proc.

Narzędzia tego typu coraz częściej trafiają także do mniejszych produkcji, w tym m.in. realizowanych na potrzeby rynku telewizyjnego. Firma Fremantle podjęła współpracę z All of it Now przy realizacji najnowszego sezonu „America’s Got Talent”. Nowy partner technologiczny zaprojektował hybrydową scenę wykorzystywaną przy ujęciach Extended Reality. W każdym odcinku zrealizowano dwa występy XR, które łączyły fizyczne elementy z zaawansowaną, wirtualną animacją, realizowaną w czasie rzeczywistym. W tym przypadku do stworzenia cyfrowych treści również wykorzystano silnik Unreal Engine.

– Przez COVID-19 mocno wykorzystujemy takie technologie jak Skype czy inne komunikatory, żeby ograniczyć spotkania. Człowiek jest zawsze najważniejszy, więc próbujemy w ten sposób przekazywać obraz. Rozszerzona rzeczywistość ma imitować prawdziwą rzeczywistość i sprowadza się do tego, że możemy stworzyć niesamowite rzeczy bez szukania plenerów. Możemy tworzyć ekrany z diody komputerowej, teleportować kogoś z jednego miejsca w drugie – wskazuje Maciej Kowalski.

Personalizowana Medycyna Funkcjonalna – przyszłość leczenia chorób przewlekłych

Przewlekłe schorzenia dotykają ponad 50% dorosłych Polaków. Populacja chorych przewlekle ma zwiększać się o 1% rocznie do 2030 r.. Co więcej, choroby przewlekłe są główną przyczyną śmierci i niepełnosprawności w naszym kraju. Wiele osób z chorobami przewlekłymi cierpi na objawy ze spektrum autoimmunologicznego. To spektrum może rozciągać się od niewinnych dolegliwości, takich jak trądzik lub zaparcia, po poważniejsze stany zapalne, zmęczenie, bóle stawów, aż po pełnoobjawowe choroby autoimmunologiczne, takie jak toczeń, czy reumatoidalne zapalenie stawów.

Niestety, nasz obecny system opieki zdrowotnej nie może nam zaoferować zbyt wiele w kwestii leczenia chorób przewlekłych, w tym chorób autoimmunologicznych. Zamiast leczyć, lekarze wystawiają recepty, które często wiążą się z szeroką gamą skutków ubocznych. Czasami są one nawet gorsze niż problemy, z którymi pacjent pierwotnie przychodzi do lekarza. Czas poszukać prawdziwych rozwiązań – na szczęście medycyna funkcjonalna oferuje ich wiele!

Jestem zarówno praktykiem medycyny konwencjonalnej, jak i medycyny funkcjonalnej. Mój własny kryzys zdrowotny – zmotywował mnie do szukania lepszego sposobu leczenia chorób autoimmunologicznych i przewlekłych. Przyjrzyjmy się zatem bliżej temu czym jest medycyna funkcjonalna, oraz temu, jak może ona pomóc w globalnym kryzysie chorób przewlekłych.

Czym jest medycyna funkcjonalna?

Medycyna funkcjonalna to podejście oparte na biologii, które koncentruje się na identyfikacji i zwalczaniu pierwotnej przyczyny choroby. Postrzega ciało bardziej jako jeden zintegrowany system niż zbiór niezależnych narządów podzielonych według specjalności medycznych. Leczy całego człowieka, a nie tylko objawy choroby. Jest to uzasadniane tym, że każdy objaw może być tylko jednym z aspektów choroby, na którą cierpi dana osoba.

W medycynie funkcjonalnej leczenie rozpoczyna się od zbadania szczegółowej historii chorób pacjenta. Ten rodzaj medycyny skupia się również na interakcjach między czynnikami genetycznymi, środowiskowymi i stylem życia. Uwzględnia stan zdrowia i witalności każdego człowieka indywidualnie.

Natomiast medycyna konwencjonalna patrzy na każdy organ lub układ ciała z osobna. Zwykle leczy chorobę za pomocą recept, maskując w ten sposób objawy, zamiast docierać do pierwotnej przyczyny i traktować organizm jako całość. Mając to na uwadze, przyjrzyjmy się bliżej temu, co poszło nie tak z medycyną konwencjonalną.

Medycyna konwencjonalna

Medycyna konwencjonalna koncentruje się na opiece doraźnej. Pomyśl o diagnozie i leczeniu urazu lub choroby wymagającej pilnej uwagi, na przykład zapaleniu wyrostka robaczkowego lub złamanej nodze. Lekarze stosują określone, przypisane metody leczenia, takie jak leki czy zabiegi chirurgiczne, mające na celu bezpośrednie wyleczenie problemu lub objawu.

Proszę mi uwierzyć, że nie podważam faktu, iż medycyna konwencjonalna sprawdza się w opiece pilnej i doraźnej. Jest ona absolutnie konieczna w niektórych przypadkach. Nie jest jednak najlepszym rozwiązaniem, jeśli chodzi o leczenie chorób przewlekłych.

W 1988 roku CDC powołało Krajowe Centrum Zapobiegania Chorobom Przewlekłym i Promocji Zdrowia. Jednak nawet pomimo zainwestowanego czasu i funduszy, medycyna konwencjonalna nie zdołała zrozumieć czynników mogących wpływać na złożone choroby przewlekłe. Medycyna konwencjonalna nie poprawia już naszego ogólnego stanu zdrowia, a badania kliniczne mogą zająć nawet 50 lat, zanim trafią do konwencjonalnej praktyki medycznej. To trochę zbyt długi czas oczekiwania na rozwiązanie.

Dlaczego medycyna funkcjonalna jest tak ważna w dzisiejszych czasach?

Problemy zdrowotne, zła dieta, ciągła ekspozycja na stres i zagrożenia środowiskowe to wyzwania, z którymi musi się zmierzyć każdy z nas. Współczesna medycyna nie rozwiązuje realnych problemów związanych z niezadowalającymi efektami leczenia wielu chorób przewlekłych. Co odróżnia medycynę funkcjonalną? Medycyna funkcjonalna koncentruje się poszukiwaniu przyczyn choroby i eliminacji tych wzorców, które się do niej przyczyniły.

Częstotliwość występowania chorób przewlekłych rośnie, podobnie jak koszty ich leczenia. Jest to sytuacja wysoce opłacalne dla wielu dużych branż, toteż znalezienie rozwiązań nie leży w ich interesie. Przyjrzyjmy się temu bliżej.

Rozpowszechnienie chorób przewlekłych

Ponad połowa osób starszych cierpi na trzy lub więcej choroby przewlekłe. Chociaż istnieje wiele chorób przewlekłych, w tym chorób autoimmunologicznych, spowodowanych czynnikami genetycznymi; warto wspomnieć, że w aż 75% przypadkach to środowisko, dieta i styl życia są przyczynami zachorowań. Co więcej, jeśli cierpisz na jedną chorobę, prawdopodobieństwo, że zachorujesz na kolejną, jest trzykrotnie większe. Magiczna pigułka nie wystarczy.

Eksperci szacują, że choroby przewlekłe, w tym choroby układu krążenia i cukrzyca, doprowadzą do trzech czwartych wszystkich zgonów na świecie w 2020 r. Liczba osób z cukrzycą w krajach rozwijających się wzrośnie ponad 2,5-krotnie, z 84 milionów w 1995 roku do 228 milionów w 2025 roku. W 2000 roku Światowe Zgromadzenie Zdrowia (ang. World Health Assembly) zwróciło się do krajów o współpracę w celu zapobiegania i kontroli chorób niezakaźnych. Jednakże nie przyniosło to oczekiwanych rezultatów.

Dlaczego medycyna funkcjonalna jest najlepszą metodą leczenia chorób przewlekłych?

Dlaczego więc medycyna funkcjonalna jest odpowiedzią na choroby przewlekłe? Porównajmy kluczowe różnice pomiędzy medycyną konwencjonalną i medycyną funkcjonalną. Szybko przekonasz się, dlaczego medycyna funkcjonalna jest lepszą odpowiedzią na leczenie i odwracanie chorób przewlekłych.

Medycyna konwencjonalna
  • Stara się leczyć objawy przewlekłej choroby, ale nie leczy jej przyczyny
  • Skupia się tylko na chorobie lub określonym organie, nie traktuje ciała jako całość
  • Oferuje recepty, które często wywołują negatywne skutki uboczne
  • Brak indywidualnego podejścia do pacjenta
  • Podporządkowana zasadom i cenom firm ubezpieczeniowych
  • Koncentruje się na chorobie, zamiast na zdrowiu
  • Mniejsza kontrola nad informacjami
  • Decyzje oparte na danych
Medycyna funkcjonalna
  • Stara się leczyć podstawową przyczynę choroby
  • Traktuje ciało jako całość
  • Poza dopasowaniem terapii naturalnej, oferuje również zindywidualizowaną dietę i strategię stylu życia, tak aby leczyć całe ciało
  • Indywidualne podejście do pacjenta
  • Dogłębne konsultacje niewynikające z polis firm ubezpieczeniowych
  • Koncentruje się na ogólnym samopoczuciu
  • Kontrola nad informacjami
  • Decyzje oparte na danych uśrednionych dla Twojego organizmu

Artykuł powstał we współpracy z Centrum Medycznym 3xZdrowie oferującym terapię wykorzystującą unikalne połączenie wiedzy medycznej i wieloletniej praktyki z zakresu osteopatii, psychologii i medycyny żywienia. Celem terapii 3xZdrowie jest jest poprawa i wzmocnienie fizyczne, mentalne i emocjonalne.3xzdrowie Centrum Medyczne