Firmy w Polsce zyskują w ocenach klientów

Firmy w Polsce pomimo pandemii COVID-19 i zmiany formy interakcji z konsumentami skutecznie budują pozytywne doświadczenia klientów (ang. Customer Experience). Kolejny rok z rzędu respondenci lepiej ocenili doświadczenia oferowane przez marki – wskaźnik Customer Experience Excellence w Polsce wzrósł o ponad 4 proc. r/r. W nowej rzeczywistości wyłania się nowy typ konsumenta, który w obliczu niepewności w większym stopniu niż wcześniej zwraca uwagę na stosunek jakości do ceny produktu, łatwość zakupu oraz aspekty dotyczące swojego bezpieczeństwa podczas dokonywania zakupów. Kluczowe znaczenie dla budowania długotrwałej relacji pomiędzy klientem i firmą na polskim rynku odgrywa zaufanie i wiarygodność oraz umiejętność dostosowania się do specyficznych potrzeb klienta (personalizacja). Konsumenci podobnie jak w ubiegłych latach najlepiej oceniają firmy z branży pozaspożywczego handlu detalicznego. Jak wynika z badania KPMG w Polsce największy wzrost w zestawieniu sektorów odnotował spożywczy handel detaliczny, a największy spadek dotyczy marek z sektora podróży.

W tegorocznej edycji badania KPMG, ponad 5 000 konsumentów w Polsce dokonało oceny swoich doświadczeń w interakcjach z blisko 200 firmami w realiach pandemii COVID-19. Konieczność działania w nowych, jednocześnie dla wielu marek trudnych, warunkach obostrzeń i ograniczeń przyczyniła się do jeszcze większej koncentracji uwagi na zapewnieniu jak najlepszych relacji z klientami. Wszystkie badane obszary, które mają wpływ na budowanie pozytywnych doświadczeń klientów zostały ocenione lepiej niż w zeszłorocznej edycji badania. Średni wskaźnik doskonałości zarządzania doświadczeniami klientów (CEE, ang. Customer Experience Excellence) wzrósł o ponad 4 proc. w porównaniu z poprzednią edycją badania. Największy nominalny wzrost oceny w bieżącej edycji badania odnotował filar Oczekiwań. Precyzyjne ustalanie oczekiwań klientów w nowych, często trudnych dla nich czasach oraz zarządzanie tymi oczekiwaniami w efektywny sposób stało się jednym z najważniejszych elementów interakcji pomiędzy klientem i firmą w bezprecedensowej sytuacji związanej z pandemią COVID-19.

Bardzo pozytywny jest fakt, że najwyższą ocenę otrzymał filar Czas i wysiłek, co świadczy o tym, że firmy bardzo dobrze dostosowały się do nowych kanałów obsługi klientów i ich nowych oczekiwań. Odwzorowane jest to również w zestawieniu Top 10 marek na polskim rynku, w którym aż trzy są tzw. cyfrowymi markami, czyli są obecne tylko w świecie online. Firmy te podejmowały działania zmierzające do podwyższenia standardów Customer Experience np.: nowe formy dostaw lub redukcja opłat z tym związanych, zwiększenie obsady personelu w obszarze CX czy nowe kanały kontaktu dla wymagających tego segmentów klientów (np. infolinie dla seniorów) – mówi Jan Karasek, partner w dziale doradztwa biznesowego w KPMG w Polsce.

Personalizacja oraz Wiarygodność kluczowe dla konsumentów w Polsce

Personalizacja oraz Wiarygodność mają dla polskich konsumentów największy wpływ na budowanie pozytywnych doświadczeń na linii klient-marka oraz w największym stopniu wpływają na skłonność polecenia danej marki. Personalizacja, czyli dostosowanie doświadczeń do osobistych okoliczności i potrzeb klientów, nabrała szczególnego znaczenia w kontekście panującej pandemii COVID-19. Jednocześnie polscy konsumenci lepiej oceniają te marki, które wywiązują się ze złożonych obietnic oraz działają w ich interesie, co ma związek z Wiarygodnością. W czasie pandemii, konsumenci w większym stopniu niż dotychczas przywiązują wagę do sposobu, w jaki marki budują swoją wiarygodność. Wśród istotnych czynników, które zyskały na znaczeniu konsumenci wskazują wsparcie dla lokalnych społeczności, stosunek marki do środowiska czy podejście marki do pracowników.

W wyniku działań podejmowanych przez firmy w czasie COVID-19 wielokrotnie pierwszy raz klienci i ich pracownicy mogli odczuć, że są przedkładani ponad zysk firmy. Filar Wiarygodności marki budują m.in. poprzez publiczną i konsekwentną reakcję organizacji na trudną lub kryzysową sytuację. Marki powinny uważać, aby nie podważyć nowo nabytego zaufania. W czasie dochodzenia do nowej rzeczywistości, zaufanie wielokrotnie związanie jest z likwidacją ryzyka – kiedy konsument będzie bezpieczny podczas interakcji z marką – mówi Jan Karasek, partner w dziale doradztwa biznesowego w KPMG w Polsce.

Firmy z branży pozaspożywczego handlu detalicznego zapewniają klientom najlepsze doświadczenia

Pomimo konieczności dostosowania się do nowej rzeczywistości oraz licznych ograniczeń wprowadzonych w związku z pandemią COVID-19, pozaspożywczy handel detaliczny, podobnie jak w ubiegłych latach znalazł się na 1. miejscu wśród sektorów najlepiej ocenionych przez konsumentów w Polsce. Marki z tego sektora podjęły szereg działań, których celem było dostosowanie lub polepszenie swoich cyfrowych kanałów sprzedaży i kontaktu, aby zapewnić obsługę klienta na możliwie najwyższym poziomie. Na kolejnych miejscach uplasowały się firmy z sektora gastronomii oraz spożywczego handlu detalicznego, który odnotował najwyższy awans – z 6. miejsca w ubiegłorocznej edycji badania. Firmy z branży spożywczego handlu detalicznego zostały docenione przez klientów z uwagi na swoją ekspansję online oraz rozszerzenie bezpośrednich dostaw zamawianych produktów do domów. Z kolei sektorem, który w dobie pandemii odnotował najwyższy spadek (o 5. miejsc r/r) jest sektor związany z podróżami. Bez wątpienia jest to wynikiem negatywnych doświadczeń klientów, którym w związku z wprowadzonymi obostrzeniami w podróżowaniu, anulowano zaplanowane wyjazdy.

Warto zwrócić uwagę na fakt, że dynamika zmian w otoczeniu firm wymagała podejmowania szybkich działań i decyzji w reakcji na pojawiające się szanse i zagrożenia. Dobrym przykładem może być sytuacja branży logistyki, która z jednej strony stała się niejako beneficjentem wzmożonej aktywności konsumentów w kanałach online i zakupów e-commerce, z drugiej strony potrzebowała wdrożyć rozwiązania dotyczące zapewnienia odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa w fizycznych punktach styku na etapie doręczeń. Jak pokazują prezentowane w raporcie przykłady praktyk stosowanych przez przedstawicieli sektora, firmy logistyczne aktywnie podeszły do możliwego upraszczania formalności, wdrożenia bezgotówkowych form płatności czy wykorzystania aplikacji mobilnych w celu zarządzania doświadczeniem w szerszej liczbie punktów styku (jak np. zdalne otwieranie paczkomatów z poziomu aplikacji). Analizując istotną poprawę wyników branży logistyki, obserwujemy dobry odbiór przez konsumentów wprowadzanych w branży praktyk – mówi Andrzej Musiał, starszy menedżer w dziale doradztwa biznesowego w zespole Customer & Growth w KPMG w Polsce.

Podobnie, jak w ubiegłych latach konsumenci w Polsce najniżej oceniają swoje doświadczenia oferowane przez firmy z branży telekomunikacyjnej oraz dostawców energii elektrycznej lub gazu.

W wyniku pandemii COVID-19 pojawił się nowy typ konsumenta

Wybuch pandemii COVID-19 zmienił zwyczaje zakupowe konsumentów, którzy wyrażają przekonanie, że w najbliższej przyszłości będą żyć inaczej. Wyznacznikami nowej rzeczywistości są przede wszystkim większa niepewność jutra, zarówno w sferze finansowej, jak i ograniczeń wpływających na funkcjonowanie w życiu codziennym, mniejsze poczucie bezpieczeństwa podczas interakcji z otoczeniem oraz ograniczone możliwości realizacji swoich zamierzeń i podejmowania decyzji. Jednocześnie w wyniku ograniczeń wynikających z pandemii COVID-19 pojawił się nowy typ konsumenta, który przystosowując się do licznych i dynamicznych zmian w otoczeniu wykształcił nowe zachowania i zwyczaje. Niektóre zachowania były zauważalne wcześniej, jednak nowe uwarunkowania istotnie je przyspieszyły – jak np. robienie zakupów spożywczych online czy korzystanie ze zdalnych form rozrywki. Konsumenci przenoszą się do świata online, w coraz bardziej zaawansowany sposób korzystają z technologii cyfrowych, ograniczając jednocześnie liczbę fizycznych zakupów w sklepach stacjonarnych.

Nowy typ konsumenta charakteryzuje większa wrażliwość cenowa, ograniczanie zakupów do podstawowych oraz chęć poczucia komfortu i bezpieczeństwa podczas ich dokonywania. Pojawienie się nowego typu konsumenta oraz zmiana zwyczajów zakupowych będzie wyzwaniem dla firm, z uwagi na konieczność natychmiastowego dostosowania się do potrzeb klientów, które w nowej rzeczywistości mogą się zmieniać z dnia na dzień – mówi Andrzej Musiał, starszy menedżer w dziale doradztwa biznesowego w zespole Customer & Growth w KPMG w Polsce.

Sektor państwowy idzie po komercyjne biura

Sektor publiczny, w obrębie którego zatrudnionych jest w Polsce przeszło 3 mln osób, staje się coraz silniejszym graczem na rynku nieruchomości biurowych.

Już w ostatnich latach mogliśmy obserwować wzrastającą aktywność instytucji publicznych i spółek skarbu państwa w obszarze komercyjnym. Według danych zawartych w raporcie „Możliwości na rynku nieruchomości komercyjnych dla sektora publicznego 2020” opublikowanego przez Walter Herz, w ostatnich latach w zależności od miasta najemcy z tej grupy odpowiedzialni byli za 2 do około 10 proc. wynajętych powierzchni biurowych. Najwyższy ze wskaźników odnotowany został w Warszawie, gdzie jednostek administracji państwowej mieści się najwięcej.

– W ostatnich miesiącach natomiast sektor państwowy wyraźnie zwiększył swój udział na warszawskim rynku biurowym. W pierwszych trzech kwartałach bieżącego roku instytucje i administracja oraz spółki z udziałem skarbu państwa wygenerowały ponad 20 proc. wolumenu najmu w Warszawie. Wzrost zainteresowania komercyjną powierzchnią biurową w nowoczesnych obiektach ze strony tego najemcy podyktowany jest przede wszystkim potrzebą dostosowania miejsca pracy do obowiązujących dziś wymagań. Nowe budynki zapewniają zaawansowane rozwiązania techniczne, wysoki standard infrastruktury IT, umożliwiający digitalizację i gwarantujący większe bezpieczeństwo danych, a także łatwy dostęp do urzędów i instytucji osób niepełnosprawnych. Przeprowadzki ze starszych biurowców klasy C przynoszą także niższe koszty eksploatacyjne i zdrowszą przestrzeń do pracy – informuje Bartłomiej Zagrodnik, Managing Partner/CEO w Walter Herz. – Z drugiej strony, dla wynajmujących sektor państwowy to cenny klient. Postrzegany jako wiarygodny najemca, o stabilnej kondycji finansowej, co wynika z mniejszej podatności na zmiany gospodarcze. Zgłaszający zapotrzebowanie na duża powierzchnię biurową – dodaje Bartłomiej Zagrodnik.

Wysokie zapotrzebowanie

Do największych transakcji najmu zawieranych w ostatnich latach przez jednostki publiczne należał m.in. wynajem 20 tys. mkw. powierzchni w biurowcu Domaniewska Office Hub przez Pocztę Polską, 15 tys. mkw. biur w budynku West Station przez PKP, 14,8 tys. mkw. powierzchni w biurowcu Piękna 2.0 przez KNF, czy 10,3 tys. mkw. biur w CEDET-cie przez Fundację PFR. W Krakowie natomiast do największych transakcji należał najem 5,5 tys. mkw. powierzchni w budynku Moon Office przez Narodowe Centrum Nauki i 5,4 tys. mkw. biur w biurowcu Astris przez Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, a w Katowicach powierzchni 7,6 tys. mkw. w A4 Business Park przez PKP Cargo.

Podmioty z sektora publicznego wyróżnia specyficzne zapotrzebowanie. Jednym z nich jest na przykład aranżacja kancelarii tajnej, pomieszczenia, które jest często wymogiem urzędów i ministerstw. Przygotowywane jest według dokładnych wytycznych i opiniowane przez odpowiednie służby państwowe. Innym wymogiem jest na przykład tworzenie archiwów albo biur podawczych dostępnych z zewnątrz w przypadku, kiedy instytucja obsługuje petentów. Jednostki administracyjne, pracujące w tradycyjnym modelu, wymagają najczęściej powierzchni w układzie gabinetowym, zwykle z wykończeniem pod klucz.

Większość podmiotów publicznych preferuje też wyrażenie czynszu w złotówkach, podczas gdy standardem rynkowym są umowy w euro. Takie podejście dyktują względy budżetowe i  chęć zniwelowania ryzyka walutowego.

Rachunek ekonomiczny

– Głównymi formami objęcia przestrzeni przez sektor państwowy jest najem powierzchni biurowej, zakup nieruchomości albo budowa własnego budynku. Budowa zdarza się rzadko choć przykładem w Warszawie może być np. realizacja biurowca pod siedzibę Transportowego Dozoru Technicznego przy ulicy Puławskiej, budynku dla Naukowej i Akademickiej Sieci Komputerowej przy Kolskiej, czy Naczelnego Sądu Administracyjnego przy Boduena – mówi Krzysztof Foks, Analyst w Walter Herz.

– Jeśli natomiast pokusilibyśmy się o symulację kosztu najmu, zakupu i budowy 5 tys. mkw. powierzchni biurowej klasy A zlokalizowanej na obrzeżach centrum Warszawy, najmniejszy wydatek przyniesie rzecz jasna najem. Jego koszt w wysokości 55,4 mln zł jest o blisko 30 proc. niższy od zakupu nieruchomości i o 13 proc. mniejszy niż pochłonęłaby budowa.
Dodatkowo, w przypadku relokacji lub renegocjacji najmu istnieje możliwość odnowienia przestrzeni z wykorzystaniem budżetu na aranżację. Najemca nie musi angażować się w sprawy związane z administracją budynku. Organizacja może skupić się na swojej, głównej działalności. W perspektywie długoterminowej jednak, czasochłonny i wymagający proces budowy od zakupu gruntu do odebrania budynku może okazać się inwestycją najbardziej rentowną. Dokładne koszty można byłoby określić dopiero po szczegółowej analizie oferty rynkowej i wyborze konkretnych rozwiązań dostosowanych do zapotrzebowania danej instytucji publicznej – wyjaśnia Krzysztof Foks.

Większy wybór

Intensywny rozwój podaży biurowej na największych rynkach biurowych w kraju stwarza szerokie możliwości dla sektora publicznego. Przede wszystkim, dostępnych jest dziś więcej  gotowych powierzchni w wysokiej klasy biurowcach, których w niektórych lokalizacjach jeszcze przed rokiem brakowało. Według danych Walter Herz, w połowie bieżącego roku średni współczynnik pustostanów biurowych w kraju wzrósł do poziomu 9 proc.

Większy wybór powierzchni wynika również z sukcesywnego przyrostu podaży, który wynosi przeciętnie około 8 proc. rocznie. W największych ośrodkach biznesowych w Polsce w budowie jest wciąż prawie 1,5 mln mkw. powierzchni biurowych, regularnie wprowadzanych na rynek.

Z kolei popyt na biura w pierwszym półroczu 2020 roku utrzymywał się na stabilnym poziomie. Do najemców trafiło łącznie mniej powierzchni niż w minionych latach, niemniej w sześciu największych miastach regionalnych chłonność w segmencie biurowym utrzymała się na rekordowym poziomie.

Zarządzanie w dobie COVID-19. Dlaczego firmy wybierają model just-in-time?

Przed pandemią COVID-19 niemal co czwarty ankietowany przedsiębiorca budował harmonogramy prac z miesięcznym wyprzedzeniem, a aż 17 proc. badanych tworzyło szczegółowe plany roczne. Niepewność, zmieniająca się sytuacja epidemiczna i dynamiczna polityka restrykcji sanitarnych zmieniła ten krajobraz. Badanie „Płynność finansowa MŚP w pandemii” pokazuje, że firmy przestają planować budżety, a długoterminowe strategie zamieniają na planowanie z dnia na dzień.

Odpowiedzią na konieczność płynnej adaptacji do bieżącej sytuacji gospodarczej może być przeniesienie ciężaru długoterminowego planowania na wdrożenie modelu just-in-time (JIT), czyli techniki zarządzania, której historia sięga powojennej Japonii. Wtedy też w koncernie Toyota rozwiązano wielopłaszczyznowe problemy fabryki poprzez wdrożenie polityki definitywnego końca zapasów. Od tej pory braki na każdym etapie tworzenia produktu uzupełniano dopiero wtedy, kiedy osiągnięto pułap minimum wymaganego do zabezpieczenia łańcucha produkcji. Ściśle skoordynowany model just-in-time okazał się do tego stopnia efektywny, że do dziś stanowi jeden z głównych filarów Systemu Produkcyjnego Toyoty.

Technika JIT nie dotyczy jednak tylko zarządzania zaopatrzeniem. W dobie światowego kryzysu wywołanego COVID-19 just-in-time coraz częściej znajduje zastosowanie również w polityce kadrowej firm. Straty finansowe i niepewność jutra zmuszają coraz więcej przedsiębiorstw do planowania z dnia na dzień – takich firm jest aż 8 p.p. więcej niż przed pandemią. Strategia rekrutacyjna JIT jest oparta na bieżących potrzebach podmiotu, zakładając pełne zatrudnienie tylko wtedy, kiedy jest realnie potrzebne. W sytuacji okresowych wzrostów zapotrzebowania na siłę roboczą, dodatkowe miejsca pracy tworzone są w jak najkrótszym czasie z personelu o kompetencjach związanych stricte z prowadzonym projektem.

Model just-in-time pozwala na efektywne i optymalne planowanie personelu niemal z dnia na dzień. Tym samym firma zapewnia sobie płynność i terminowość w realizacji zobowiązań niezależnie od ogólnej destabilizacji rynku – tłumaczy Piotr Deloff, Executive Vice President w Fitjob. – Aby rekrutacja JIT był skuteczna, musi być jednak ściśle skoordynowana, co potrafi być dużym obciążeniem czasowym. W krótkim czasie w firmie muszą się stawić pracownicy o określonych umiejętnościach, którzy nie będą mieli czasu na tradycyjne wdrożenie. Dlatego warto powierzyć zatrudnienie takich osób profesjonalistom – dodaje Deloff.

Wzrost popularności tego modelu łatwo zauważyć obserwując ożywienie na rynku pracy tymczasowej. Po związanym z całkowitym zamrożeniem gospodarki spadku w II kw. 2020 roku, trzeci kwartał przyniósł aż 23 proc. wzrostu w stosunku do poprzednich miesięcy i nawet 6 proc. wzrostu w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku . Badania Otto Work Force Polska pokazują, że najwięcej pracowników tymczasowych pojawiło się w usługach kurierskich i logistyce. Łatwo powiązać to ze wzrostem popularności zakupów przez internet, a co za tym idzie – rosnącym zapotrzebowaniem na pracowników realizujących zamówienia na kluczowych etapach.

– Model just-in-time jest tak uniwersalny, że z pewnością zostanie z nami również w czasach stabilnej gospodarki. Regularnie zdarzają się przecież nieplanowanie nieobecności pracowników z powodu choroby czy spraw rodzinnych. Nagła absencja to zawsze dodatkowe obciążenie dla firmy, a jej nieuniknionymi skutkami są opóźnienia w wykonywaniu prac. Narzędzia rekrutacji just-in-time pozwalają tego uniknąć, nie zmniejszając wydajności przedsiębiorstwa, a zarazem nie obciążając pozostałych pracowników dodatkowymi obowiązkami – przewiduje Piotr Deloff, Fitjob.

Trendy rynku HR na 2021 r.

Bezpieczeństwo pracowników, redukcja stresu i elastyczne formy pracy
– 3 najważniejsze trendy rynku HR w 2021 r. według ADP Polska.

Firma ADP w raporcie „A Post-Pandemic Workforce: Tracking Perspectives Amid COVID-19” przedstawia trendy, które zmienią rynek pracy w 2021 r. Wśród nich znalazła się m.in. dbałość o bezpieczeństwo pracowników, działania ograniczające poziom stresu, a także wdrażanie narzędzi zwiększających elastyczność pracy.

Trend nr 1 – Bezpieczeństwo pracowników

Jak wynika z ankiety ADP przeprowadzonej w krótkim czasie po wybuchu pandemii Covid-19 wśród pracodawców zatrudniających ponad 1 tys. pracowników, najważniejsze jest bezpieczeństwo kadr. Aż 39 proc. badanych stwierdziło, że głównym czynnikiem determinującym wprowadzanie zmian w organizacji pracy jest obawa o zdrowie zatrudnionych. Co więcej, o 40 proc. w porównaniu do ubiegłego roku wzrósł odsetek pracodawców, którzy zwracają uwagę na problem niedoboru konkretnych wytycznych krajowych dotyczących kwestii zdrowotnych, w tym świadczeń, płatnych urlopów i programów pomocy pracowniczej.

– Zapewnienie pracownikom komfortu, a przede wszystkim, bezpieczeństwa w miejscu pracy to istotne czynniki, wpływające na stabilność całego przedsiębiorstwa. Pracownicy są filarem każdej firmy, stanowią o kulturze organizacji, ale również o ciągłości jej funkcjonowania. Pandemia Covid-19 pokazała nam wszystkim, jak ważnym i do tej pory często zaniedbywanym obszarem było zapewnienie odpowiednich warunków pracy. Przed rokiem 2020 największą wagę do kwestii bezpieczeństwa w miejscu pracy przywiązywały firmy z przewagą stanowisk fizycznych. Sytuacja epidemiczna zdecydowanie uwrażliwiła nas na tę kwestię, dlatego w 2021 r. możemy spodziewać, że zmiany organizacyjne w przedsiębiorstwach będą dotyczyły wzmocnienia kwestii bezpieczeństwa pracowników niezależnie od branży i profilu organizacji. – mówi Anna Barbachowska, szefowa pionu zarządzania zasobami ludzkimi w ADP Polska.

Trend nr 2 – Redukcja stresu

Jak wynika z badania „A Post-Pandemic Workforce: Tracking Perspectives Amid COVID-19”  przeprowadzonego przez ADP, w czasie pandemii ponad 40 proc. pracowników doświadczyło wzrostu poziomu stresu. Najbardziej stresogenne okazały się dla nich problemy wynikające z konieczności  opieki nad dziećmi, strach przed zakażeniem koronawirusem czy problemy techniczne wynikające z pracy w domu.  Z kolei badanie „Global Workplace Study 2020” pokazało, że im mocniej pracownicy doświadczyli zakłóceń  i problemów związanych z wykonywaniem pracy, tym bardziej czują się odporni na wyzwania, które mogą spotkać ich w przyszłości.

Pandemia Covid-19 zwiększyła poziomu stresu wśród dużej części społeczeństwa. Pracownicy mierzą się z problemami nie tylko natury zawodowej, ale również dużymi zmianami w życiu prywatnym. Dla przykładu, zamknięte szkoły powodują konieczność zapewnienia opieki nad dziećmi przy równoczesnym wykonywaniu swoich obowiązków służbowych. Słaba jakość połączenia internetowego, obowiązki domowe, obniżone pensje, ryzyko utraty pracy lub przeciążenie, sprawiają, że zaciera się granica pomiędzy pracą a czasem wolnym. A to istotnie wpływa na nastroje pracowników – mówi Anna Barbachowska. – Można zatem przypuszczać, iż poza kwestią bezpieczeństwa pracodawcy będą zwracali uwagę także na kondycję psychiczną swojej załogi.  Już w czasie pandemii wiele firm oferowało swoim pracownikom możliwość skorzystania z porady psychologa. Pozostaje zatem mieć nadzieję, że ten trend na stałe zagości w polskich firmach – dodaje ekspertka ADP.

Trend nr 3 – Elastyczny tryb pracy

Wyniki badania przeprowadzonego przez ADP Research Institute wykazały, że 44 proc. pracodawców stosuje elastyczne zasady pracy. Przed pandemią odsetek ten wynosił 24 proc. Większość pracowników (65 proc.) jest optymistycznie nastawiona do możliwości elastycznego wyboru trybu pracy. Potrzebę zmian odnotowano również w badaniu „Workforce view 2020”. Aż 62 proc. pracowników zgłasza chęć modyfikacji dotychczasowego trybu pracy, a 23 proc. z nich opowiada się za skróceniem tygodnia pracy, ale z większą liczbą dziennych godzin, przy takim samym wynagrodzeniu. Natomiast 32 proc. ankietowanych, opowiada się za wydłużeniem tygodnia pracy, ale z wyższą pensją. Pracownicy sygnalizują także potrzebę zmian systemu wynagrodzeń. Dotychczas aż 85 proc. z nich otrzymuje wypłatę raz w miesiącu. Nie dla wszystkich pracowników jest to jednak satysfakcjonujące rozwiązanie, ponieważ 21 proc. ankietowanych wolałoby pobierać pensję co dwa tygodnie, a 15 proc. – raz
w tygodniu.

Pandemia bardzo zmieniła rynek pracy, w tym miejsce jej wykonywania. Pracownicy, którzy mieli taką możliwość, przenieśli się do trybu home office. Firmy muszą jednak przyspieszać zmiany, aby dostosować się do nowych realiów, nie tylko pod kątem efektywności pracy, ale także samorozwoju i digitalizacji. Jedno jest pewne, zmiany, które nastąpiły, wywołają trwały skutek, a ich konsekwencje zostaną z nami nawet po pokonaniu pandemii. Gwałtowny krok w kierunku sformalizowania pracy zdalnej sugeruje potencjalną trwałość takiego rozwiązania. Ważne jest jednak zachowanie zdrowego rozsądku i przede wszystkim zwrócenie uwagi na komfort pracowników, również pod kątem zapewnienia narzędzi i przygotowania ich do tego sposobu wykonywania pracy – podsumowuje Anna Barbachowska.

W 2021 roku „mieszkaniówka” dostanie mniej pieniędzy?

Znamy już projekt budżetu państwa na 2021 rok. Warto sprawdzić, jak zmieni się wartość środków zarezerwowanych na prowadzenie polityki mieszkaniowej.

Przyszłoroczny budżet państwa będzie jednym z najtrudniejszych do realizacji i najbardziej kontrowersyjnych. Wynika to z faktu, że rząd musi pogodzić finansowanie wielu „sztywnych” wydatków z obecnymi realiami gospodarczymi. Będzie to trudne nawet jeśli przyjmiemy, że przyszły rok faktycznie zakończy się wzrostem gospodarczym na poziomie 4,0% (tak jak przewidziano w założeniach budżetowych). Osoby znające realia mogą przypuszczać, że polityka mieszkaniowa nie będzie jednym z priorytetów pod względem wysokości wydatków – podobnie jak w poprzednich latach. Mimo tego, z pewnością warto sprawdzić, jaki poziom wydatków na „mieszkaniówkę” planuje rząd w 2021 roku. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl postanowili przyjrzeć się tej kwestii.

Koniec dopłat z Rodziny na Swoim wpływa na wydatki budżetu

Rządowy projekt ustawy budżetowej na 2021 rok wciąż czekał na akceptację Sejmu, gdy analitycy portalu RynekPierwotny.pl sprawdzali jego mieszkaniowe aspekty. Można jednak przypuszczać, że w kwestii wydatków na gospodarkę mieszkaniową nie będą miały miejsca zasadnicze zmiany. Wynika to między innymi z faktu, że wydatki na „mieszkaniówkę” i tak są relatywnie niskie. Wspomniana sytuacja nie zachęca do następnych „cięć” i szukania oszczędności. Warto też pamiętać, że projekt budżetu na 2021 rok przewiduje spory spadek wydatków w dziale 700 „Gospodarka mieszkaniowa”. Wspomniane wydatki mają wynieść w 2021 r. tylko 416,360 mln zł. Analogiczne wyniki dotyczące poprzednich lat wynosiły:

  • 2018 r. – 1332,054 mln zł
  • 2019 r. – 747,970 mln zł
  • 2020 r. – 741,233 mln zł (741,488 mln zł po nowelizacji budżetu)

We wspomnianym dziale 700 klasyfikacji budżetowej zostały uwzględnione wydatki dotyczące między innymi:

  • refundacji premii gwarancyjnych oraz premii za systematyczne oszczędzanie w ramach książeczek mieszkaniowych
  • wykupu odsetek kredytów mieszkaniowych z tzw. „starego portfela”
  • Funduszu Termomodernizacji i Remontów
  • Funduszu Dopłat

W kontekście zmian wydatków na „mieszkaniówkę” z ostatnich lat, kluczowa wydaje się wysokość Funduszu Dopłat. Przez lata była ona związana z programami Mieszkanie dla Młodych oraz Rodzina na Swoim. Zakończenie MdM-u w 2018 r. skutkowało pierwszym poważnym spadkiem poziomu wydatków z Funduszu Dopłat. W 2021 roku państwo nie będzie już musiało dopłacać do ostatnich kredytów udzielonych w ramach programu Rodzina na Swoim. Częściowo wyjaśnia to spadek wydatków w dziale 700 budżetu.

Warto też pamiętać, że zmiany wysokości wydatków ujętych w dziale „Gospodarka mieszkaniowa” odzwierciedlają modyfikację celów i narzędzi polityki mieszkaniowej państwa. Spore wydatki na realizację programów Rodzina na Swoim oraz Mieszkanie dla Młodych były efektem porzuconego już wcześniej kierunku działania. Mowa o dotowaniu zakupu mieszkań własnościowych. Trzeba również nadmienić, że łączne wydatki budżetu na sferę mieszkaniową będą w 2021 r. większe niż wspomniana kwota 416 mln zł. W ujęciu zadaniowym (cel: zwiększenie dostępności mieszkań), przyszłoroczne wydatki na „mieszkaniówkę” mają wynieść około 680 mln zł.

Fundusz Rozwoju Mieszkalnictwa obciąża tegoroczny budżet

Sytuacja związana ze wsparciem dla „mieszkaniówki” wygląda nieco inaczej, jeżeli weźmiemy pod uwagę wydatki z Rządowego Funduszu Rozwoju Mieszkalnictwa. Założenia do uchwalonej niedawno ustawy z dnia 28 października 2020 r. o zmianie niektórych ustaw wspierających rozwój mieszkalnictwa wskazują, że utworzenie wspomnianego funduszu obciąży jeszcze tegoroczny budżet kwotą 1,5 mld zł. Gminy mają natomiast otrzymywać pieniądze przez trzy lata.

Rządowy Fundusz Rozwoju Mieszkalnictwa (RFRM) zostanie zasilony przy pomocy Funduszu Przeciwdziałania COVID-19 utworzonego w Banku Gospodarstwa Krajowego. Środki ze wspomnianego funduszu mieszkaniowego mają posłużyć do rozwoju nowego systemu społecznych inicjatyw mieszkaniowych (SIM) oraz TBS-ów. Towarzystwa budownictwa społecznego działające przed wejściem w życie ustawy z 28 października 2020 roku, nie będą musiały zmieniać nazwy na „SIM”, ale zostaną objęte nowymi regulacjami. Rząd zakłada, że dzięki jego wsparciu z RFRM powstanie ponad 12 000 nowych mieszkań czynszowych w systemie najmu społecznego i zostanie utworzonych 120 SIM-ów. Praktyka oczywiście pokaże, czy taki cel uda się zrealizować.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Praca zagraniczna po pandemii – decyzje o wyjeździe będą racjonalne

Tegoroczny sezon wyjazdów zagranicznych w celach zarobkowych rozpoczął się z dużym opóźnieniem. Wyjazdy zaczęły się nie jak zwykle z początkiem kwietnia, ale dopiero w lipcu. To pierwszy symptom zmian w wyjazdach Polaków do pracy. Priorytetem wyboru kierunku nie będą już zarobki, ale kwestie bezpieczeństwa.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, na koniec 2019 roku poza granicami Polski czasowo przebywało około 2,5 tysiąca osób. W porównaniu z 2018 rokiem to spadek o 40 tysięcy. Poprawa kondycji polskiej gospodarki, spadające bezrobocie oraz niepewna sytuacja związana z brexitem, zmotywowała wiele osób do powrotu do kraju. Pandemia kolejny raz namiesza w kwestii emigracji. Chociaż pierwsza fala na początku roku ograniczyła liczbę wyjazdów i sezon rozpoczął się nie jak zwykle w kwietniu, ale dopiero w lipcu, jest to sytuacja przejściowa. Wśród naszych klientów jest duże zapotrzebowanie na pracowników. Inwentaryzacja magazynów czy obsługa sklepów internetowych, w tych obszarach zapotrzebowanie na pracowników jest nadal bardzo duże. Poszukiwane są osoby, które zdecydują sią na pracę w nietypowych terminach, np. w Wigilię czy Sylwestra. To czy w kolejnych miesiącach będziemy mieli do czynienia z masową emigracją zależy od tego, czy kryzys gospodarczy w poszczególnych branżach będzie się przedłużał. Jeżeli tak, niektórzy będą zmuszeni do podjęcia ryzyka i wyjazdu.  Nadal dla wielu osób odstraszające mogą być restrykcje i obostrzenia. W przypadku Niemiec są one bardzo rygorystyczne. W tej chwili obowiązuje 5-cio dniowa kwarantanna, po której przeprowadzany jest test.

Liczba osób decydujących się na wyjazd nie zmieni się diametralnie, jednak inne będą kryteria decydujące o wyborze kierunku emigracji. Do tej pory najważniejsze były stawki oferowane przez pracodawców. Teraz dokonanie wyboru nie będzie tak jednoznaczne. Równie ważne będą kwestie związane z bezpieczeństwem, warunkami pracy i sytuacją epidemiczną w poszczególnych krajach. Nadal istotna pozostanie kwestia pokrycia kosztów zakwaterowania. Praktyki tym względzie są różne. Nasza agencja pokrywa koszty związane z zakwaterowaniem jednak nie jest to rynkowy standard, a dla wielu osób jest to istotny element. Decyzja o wyjeździe, będzie poprzedzona analizą sytuacji epidemicznej, zakresem wprowadzonych obostrzeń i ograniczeń a także warunków jakie oferuje agencja pośrednictwa. Jednym słowem będą to decyzje racjonalne.

Duże zmiany zachodzą również po stronie pracodawców. Pierwszym symptomem zmian jest zaostrzenie procedur bezpieczeństwa. Pracodawcy dużo większą wagę przykładają do higieny, odległości pomiędzy pracownikami, w wielu przypadkach obowiązkowe jest noszenie nie tylko maseczek, ale całego ubrania ochronnego. Pojawiają się też nowe procedury bezpieczeństwa, BHP stało się dużo bardziej istotne, opracowywane są również nowe, wewnątrzfirmowe i dosyć restrykcyjne zasady.

Autorski komentarz przygotowany przez Karolinę Serwańską – dyrektor zarządzającą w agencji pośrednictwa pracy HR International.

Na świecie e-arbitraż coraz bardziej popularny. W Polsce barierą nieżyciowe przepisy

W ustawie z dnia 10 września 2015 roku o wspieraniu polubownych metod rozwiązywania sporów (Dz. U. z 2015 r., poz. 1595) postanowiono między innymi, że sprawy o nadanie klauzul wykonalności wyrokom sądów arbitrażowych będą odtąd toczyć się przed sądami apelacyjnymi, zamiast przed sądami właściwości ogólnej dłużników. Wnioski zaś wierzycieli w tej materii, nie dość, że już obciążone wpisem sądowym w wysokości 300 złotych, miały być odtąd dłużnikom dodatkowo doręczane, by ci mieli szansę na ewentualną odpowiedź. Drakońskie przepisy weszły w życie z początkiem 2016 roku. W zasadzie te przepisy zablokowały wprowadzenie e-arbitrażu dla małych spraw np. przy oszustwach przy zakupach w sklepach internetowych. Przy opłacie 300 złotych zwyczajnie się to nie opłacało. Dlaczego tak się stało i jak to zmienić?

W lutym 2015 roku w spółce Petro Invest Plus S.A. nieoczekiwanie pojawił się komornik. Okazał tytuł wykonawczy: wyrok Niezależnego, Międzynarodowego Sądu Arbitrażowego Binar z siedzibą w Warszawie i dość szybko zajął konta firmy. Był tylko jeden problem. Nikt w spółce Petro Invest Plus S.A. nigdy nie słyszał ani o rzekomym wierzycielu, który oddał sprawę do sądu Binar, ani o samym sądzie. Jak ustalili prokuratorzy, w latach 2013 – 2015 oszuści z Estonii stworzyli fikcyjny sąd arbitrażowy i sfałszowali wyroki wobec 56 innych jeszcze polskich spółek. Jakkolwiek sprawcy siedzą już w więzieniu, to jednak tak się nieszczęśliwie złożyło, że swą przestępczą działalność prowadzili w tym samym okresie, kiedy polski parlament pracował nad przepisami o wspieraniu polubownych metod rozwiązywania sporów. Zmienili w konsekwencji historię polskiego arbitrażu. W praktyce ta sprawa i zmiana prawa zamknęła drzwi sądów arbitrażowych dla spraw mniejszej wagi, drobnych, o masowym charakterze.

Nowe technologie i nowe sądy

Tymczasem już kilka lat po rygorystycznej zmianie przepisów o arbitrażu, nowe technologie dały asumpt do powstawania sądów arbitrażowych online. Takie rozwiązania stają się powoli światowym standardem, popularnym, bo odciążają sądownictwo państwowe. E-arbitraż wszedł przy tym w branże niezagospodarowane dotąd przez „stacjonarne” sądy polubowne – zakupy w sklepach internetowych, pożyczki konsumenckie, rachunki za media czy niezapłacone faktury. Jego czołowymi przedstawicielami są: brytyjski Online Civil Money Claims Court, kanadyjski Civil Resolution Tribunal, amerykański e-arbitraż eBay, rozpoznający 60 milionów drobnych sporów rocznie oraz mający porównywalną ilość spraw, chiński West Lake Court w Hangzhou, zaś na polskim podwórku: Ultima Ratio, CODR czy OAC. Dzięki szybkiej procedurze, w pełni cyfrowym aktom spraw, elektronicznym doręczeniom i multimedialnym środkom dowodowym e-arbitraż doskonale radzi sobie z drobnymi sprawami, a strony są z tej formy rozwiązywania sporów bardziej niż zadowolone. Postępowania trwają bowiem krótko, a prowadzi się je wygodnie, niedrogo oraz – co w czasach pandemii COVID-19 niezwykle ważne – bez wychodzenia z domu.

Dwa scenariusze rozwoju e-arbitrażu w Polsce

Dla krajowych podsądnych, powyższe ułatwienia kończą się jednak w chwili składania wniosku o klauzulę wykonalności dla uzyskanego orzeczenia. Strona, którą np. oszukano podczas zakupów w sklepie internetowymi i która uzyskała korzystny dla siebie wyrok arbitrażowy, musi złożyć wniosek o jego zatwierdzenie w jednym z 11 sądów apelacyjnych oraz uiścić opłatę w wysokości 300 złotych. Tymczasem cała wartość przedmiotu sporu w sprawach konsumenckich rzadko przekracza taką kwotę. Wniosek jest też doręczany sprzedawcy, pomimo że miał on już w trakcie postępowania arbitrażowego możliwość przedstawienia swoich argumentów. Czy powyższe niedogodności zahamują rozwój e-arbitrażu w zakresie drobnych roszczeń? Aby odpowiedzieć na to pytanie, należy rozważyć dwa scenariusze.

W pierwszym, e-arbitraż w sprawach mniejszej wagi, drobnych, o masowym charakterze nie przyjmuje się. Uciążliwe postępowania klauzulowe przed sądami apelacyjnymi i opłata w wysokości 300 złotych okażą się zbyt dużym obciążeniem dla stron drobnych umów zwyczajowo zawieranych w obrocie. W rezultacie sprawy drobne, o masowym charakterze, będą jak dotąd „wpychane” do sądów powszechnych, konkurując na biurkach sędziów o uwagę ze sprawami naprawdę poważnymi. Konsumenci zaś nadal będą skazani na powiatowych i miejskich rzeczników konsumentów, którzy – chociaż pomocni – nie mogą wydawać wiążących rozstrzygnięć w indywidualnych sprawach.

W tym wypadku zachowane zostanie po prostu status quo, a sytuacja i tak będzie w miarę znośna w porównaniu z konsekwencjami ziszczenia się scenariusza numer dwa. Może bowiem okazać się, że strony będą decydować się na e-arbitraż nawet w drobnych sprawach, bo jego zalety i tak rekompensują koszty i niedogodności związane z postępowaniem klauzulowym. Sądy apelacyjne zostaną wówczas zasypane wnioskami o klauzule wykonalności w tak trywialnych sprawach, jak reklamacje kupionego w sieci obuwia czy niezapłacone rachunki za telefon komórkowy.

Jakie rozwiązania w polskim prawie należy wprowadzić dla rozwoju arbitrażu?

Niezależnie zatem od tego, w którym kierunku będą ewoluować sympatie osób poszukujących zmiany, należałoby już dziś gruntownie przemyśleć kwestię kontroli wyroków sądów polubownych przez system sądownictwa powszechnego. Powstanie e-arbitrażu daje wymiarowi sprawiedliwości unikalną szansę na przekierowanie tam strumienia spraw, które nigdy nie powinny trafić na wokandy sądów powszechnych. Państwo i tak ma przecież obowiązek wspierania pozasądowych metod rozstrzygania sporów, a na arbitraż zgodzić się muszą obydwie strony.

Po pierwsze, z pewnością powrót do poprzedniego stanu prawnego, gdzie klauzule wykonalności wyrokom sądów polubownych nadawały sądy powszechne właściwości ogólnej dłużnika, wydaje się być dziś rozwiązaniem nie tyle pożytecznym, co nieodzownym. Po drugie zaś, aby usatysfakcjonować sceptyków obawiających się potencjalnych nadużyć, należałoby rozważyć celowość roztoczenia nad stałymi sądami polubownymi mechanizmów kontrolnych o charakterze regulacyjnym. Podobne rozwiązania obowiązują już w przypadku sporów konsumenckich, co do których UOKiK prowadzi listę stałych sądów arbitrażowych uprawnionych do ich rozwiązywania. Będąc w pełni świadomym delikatnej natury tego zagadnienia, listę mógłby prowadzić UOKiK lub któryś z sądów rejestrowych, zaś obecność na niej mogłaby skutkować prostszą procedurą klauzulową.

W rezultacie, gdyby ktoś znowu złożył wniosek o nadanie klauzuli wykonalności wyrokowi Niezależnego, Międzynarodowego Sądu Arbitrażowego Binar z siedzibą w Warszawie, zarówno spółka Petro Invest Plus S.A. jak i sąd rozpoznający sprawę mógłby szybko wniosek zweryfikować, sprawdzając, czy sąd taki w ogóle figuruje na urzędowej liście.

Mec. Robert Szczepanek, współtwórca Pierwszego Elektronicznego Sądu Polubownego przy Stowarzyszeniu Notariuszy RP

Kolejne lepsze dane z Europy

Ostatnimi czasy mamy całą serię lepszych danych ze starego kontynentu, które powodują coraz większą słabość dolara względem euro. Kolejne odczyty PMI tylko potwierdzają te obserwacje.

Dane z USA

Wczoraj poznaliśmy pakiet ważnych danych z USA. Z jednej strony nadzieje inwestorów zawiódł wynik indeksu New York Empire State, który wynosi już zaledwie 4,9 pkt wobec oczekiwanych dwóch punktów więcej. Z drugiej strony lepiej wypadła produkcja przemysłowa i wykorzystanie mocy produkcyjnych. Dane te nie spowodowały jednak większego zawirowania na rynkach walutowych.

Dobre perspektywy Europy

Po w miarę neutralnych danych z USA przyszedł dzisiaj czas na kolejne lepsze dane z Unii Europejskiej. Indeksy koniunktury po raz kolejny zapowiadają wyraźną poprawę. Dla całej strefy euro indeks PMI dla przemysłu osiągnął 55,5 pkt, duża w tym zasługa wyraźnie lepszych od oczekiwań danych z Niemiec. Co ważne, największa poprawa jest w subindeksie dla usług. Jest to wzrost o ponad 5 pkt względem zarówno oczekiwań, jak i poprzedniego miesiąca. Oznacza to, że zbliżamy się wyraźnie do momentu, kiedy liczba pozytywnie nastawionych osób w przemyśle zrówna się z pesymistami. Na reakcję rynków nie trzeba było długo czekać. Euro zyskuje wyraźnie względem dolara, ustanawiając tym samym kolejne maksima od pierwszej połowy 2018 roku.

Dobre dane również na Wyspach

Podobnie jak na kontynencie, optymizm badanych wzrósł w Wielkiej Brytanii. Na Wyspach nie było jednak widać aż tak wyraźnej poprawy w przypadku usług, głównie ze względu na znacznie lepszy rezultat miesiąc temu. Z drugiej strony lepsze dane dla przemysłu spowodowały, że (pomimo lepszych danych ze strefy euro) funt pozostał stabilny pod kątem wartości względem euro.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
15:45 – USA – indeksy PMI dla przemysłu i usług,
20:00 – USA – decyzja FOMC w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

COVID-19 zmienił bankowość i znacząco przyśpieszył rozwój kanałów cyfrowych

Szeroki wachlarz usług dodanych w bankach będzie rynkowym wyróżnikiem. W ofercie pozabankowej cyfrowi liderzy wyprzedzili mniej zaawansowane technologicznie firmy o 13 p.p.

Przeciętny klient indywidualny oczekuje większej liczby usług dodanych w bankowej ofercie. Jak wynika z raportu Digital Banking Maturity 2020. How banks are responding to digital (r)evolution?, banki w Polsce konsekwentnie stawiają na rozwój usług pozabankowych, czyli tzw. usług beyond banking, w tym także tych o charakterze komercyjnym. 81 proc. z nich oferuje doładowanie telefonu komórkowego, a ponad połowa dostęp do programów lojalnościowych. Eksperci firmy doradczej Deloitte wskazują, że w przeciwieństwie do banków będących światowymi liderami cyfrowymi, banki nad Wisłą oferują swoim klientom znacznie bogatszą ofertę usług publicznych.

„Digital Banking Maturity 2020” to czwarta edycja największego na świecie badania z zakresu bankowości cyfrowej, które w tym roku objęło 318 banków z 39 krajów, w tym 13 z Polski. Pięć z nich to cyfrowi liderzy, czyli banki, które oferują szeroką gamę funkcji istotnych dla klientów oraz zapewniają najwyższy poziom doświadczenia klienta.

Cyfrowi liderzy na całym świecie wyprzedzają konkurentów we wszystkich obszarach – od zbierania informacji po zakończenie relacji z klientem. Tak jest również w przypadku usług tzw. beyond bankingu, czyli usług pozabankowych. W ostatnich dwóch latach liderzy wyprzedzili mniej rozwiniętą w tym obszarze konkurencję o 13 p.p. Dzięki temu ich klienci w jednym miejscu mają dostęp do funkcji, które normalnie wymagałyby korzystania z innych serwisów, czy instalowania specjalnych aplikacji – mówi Michael Wodzicki, Partner odpowiedzialny za obszar SAMA w Deloitte – Strategy, Analytics, M&A.

Świat stawia na usługi komercyjne

Jak wynika z raportu Deloitte, usługi dodane (z ang. VAS – Value Added Services) to jeden z elementów budujących przewagę konkurencyjną instytucji finansowych. Banki dodatkowo oferują klientom głównie usługi komercyjne. Wśród cyfrowych liderów na całym świecie, aż 82 proc. daje możliwość doładowania telefonu komórkowego, a 79 proc. proponuje klientom rabaty i promocje. 77 proc. z nich umożliwia dostęp do programów lojalnościowych, a 13 proc. do kart podarunkowych.

Eksperci sprawdzili, jak na tle świata wypada Polska. 81 proc. wszystkich badanych banków oferuje klientom doładowanie telefonu komórkowego, 54 proc. programy lojalnościowe, a 46 proc. rabaty i promocje. Klienci znajdą karty podarunkowe u 12 proc. banków. Polska może poprawić pewne obszary, ale banki znad Wisły nie odstają od światowej czołówki. Do globalnych cyfrowych liderów w raporcie porównano ogół banków z Polski, a nie tylko piątkę najlepszych.

Branża powinna stale śledzić międzynarodowe trendy i inspirować się najlepszymi przykładami z rynku. Usługi dodane już teraz są pożądane przez klientów, a popyt będzie rósł w miarę rozwoju technologii. O tym, kto zostanie liderem w przyszłości, zdecyduje wyjście poza tradycyjną bankowość. Polskie banki zrobiły ten krok w obszarze usług publicznych i obecnie prześcigają w nim wiele światowych instytucji
– mówi Przemysław Szczygielski, Partner, lider zespołu doradztwa regulacyjnego i ryzyka, lider sektora finansowego w Polsce w Deloitte.

W banku zarejestrujesz firmę i kupisz bilet

Prawie połowa polskich banków oferuje ubieganie się o świadczenia socjalne (42 proc.), 15 proc. rejestrację przedsiębiorstwa, 12 proc. sprawdzanie statusu ubezpieczenia społecznego, a 4 proc. złożenie PIT. Pod tym względem cyfrowi liderzy z całego świata zostali w tyle. Wyniki dla poszczególnych usług wynoszą odpowiednio: 11 proc., 6 proc., 11 proc. i 2 proc.

Warto jednak zaznaczyć, że usługi komercyjne i publiczne nie są nowością na rynku, a klienci coraz częściej traktują je jako pewnik. Wyższy potencjał wyróżnienia się mają na przykład usługi dodatkowe związane z transportem. Nie chodzi o te najpopularniejsze, jak zakup biletów komunikacji miejskiej. Bank zdobędzie klientów na przykład możliwością rezerwacji noclegu czy lotu – mówi Wiesław Kotecki, lider zespołu Experience Design w Deloitte Digital.

42 proc. cyfrowych liderów na świecie oferuje klientom zakup biletów parkingowych i komunikacyjnych. W Polsce to 15 proc. banków. Polacy mogą zapłacić za autostradę w 23 proc. badanych banków, a taką możliwość daje 16 proc. cyfrowych liderów na świecie. Tylko 4 proc. banków znad Wisły proponuje rezerwację hoteli, lotów i pociągów, a także zakup dostępu do saloników lotniskowych. Wśród najlepiej rozwiniętych cyfrowo banków na świecie to odpowiednio 24 proc. i 10 proc.

Rozrywka przyciągnie klienta nawet w czasie kryzysu

Banki najrzadziej oferują usługi pomocnicze i rozrywkowe, czyli te z najwyższym potencjałem wyróżnienia się na rynku. Do tych pierwszych zalicza się: cloud storage (27 proc. wśród globalnych liderów i 12 proc. w bankach w Polsce), określenie zdolności kredytowej (24 proc. vs. 0 proc.) i usługi Concierge (6 proc. vs. 8 proc.), czyli pomoc bankowego asystenta dla klientów zamożnych.

Banki w Polsce nie oferują klientom dostępu do VOD czy zamawiania książek lub e-booków. Wśród cyfrowych liderów to również niespotykana praktyka. Tylko 3 proc. może pochwalić się udostępnianiem wideo na życzenie, a 2 proc. możliwością zakupu książek. 8 proc. banków w Polsce i 18 proc. cyfrowych liderów na świecie oferuje zakup biletów do kina czy teatru, a odpowiednio 4 proc. i 13 proc. – bilety na różnego rodzaju wydarzenia. Rozwój tego obszaru może więc wpłynąć na zdobycie przewagi konkurencyjnej
– mówi Daniel A. Majewski, Starszy Menadżer w dziale Strategii Cyfrowej, Deloitte.

Rozszerzanie usług beyond bankingu jest szczególnie ważne w warunkach niskich stóp procentowych, kiedy banki starają się przejść z dochodów odsetkowych do pozaodsetkowych opartych na prowizjach. Instytucje, które wiedzą jak spieniężyć potencjał Value Added Services i wybrać te z największym potencjałem, łatwiej poradzą sobie nawet w czasie niestabilności rynkowej.

Megatrendy zmieniają rynek nieruchomości

Digitalizacja i automatyzacja, elastyczność, zmiany w naturze procesów biznesowych spowodowane rozwojem nowych technologii to tylko niektóre z obserwowanych megatrendów, które wpływają na rynek nieruchomości.

Rok 2020 to dla wielu firm czas transformacji i przyspieszonego wprowadzania rozwiązań, które ze względu na pandemię stały się priorytetowe. Mowa tu nie tylko o przechodzeniu z tradycyjnego modelu pracy na bardziej elastyczny, ale o holistycznym spojrzeniu na organizacje i użytkowane przez nie budynki. Przed wyzwaniem dostosowania się do nowych warunków stanęli pracodawcy, właściciele nieruchomości oraz eksperci ds. budowania strategii środowiska pracy, którzy muszą przemyśleć, w jaki sposób dopasować przestrzeń biurową do zmieniających się potrzeb użytkowników i obserwowanych na rynku megatrendów.

Pandemia przyspieszyła zmiany, które można było zaobserwować już wcześniej, dotyczące zarówno pracy zdalnej, oczekiwań pracowników w zakresie większej elastyczności ze strony pracodawców, jak również konieczności przeanalizowania modelu biznesowego przyjętego przez właścicieli budynków i jeszcze lepszego dopasowania go do oczekiwań najemców.

Choć wielu najemców w perspektywie krótkoterminowej wstrzymało się od podejmowania decyzji w odniesieniu do najmu powierzchni, to w wymiarze długofalowym te decyzje będą musiały wreszcie zapaść. Wiele firm zdecyduje się zapewne na model hybrydowy, a więc połączenie tradycyjnego najmu z komponentem elastycznym, w odpowiedzi na obserwowaną obecnie dużą nieprzewidywalność cykli biznesowych. Takie rozwiązania wiążą się z dodatkowymi kosztami, które firmy będą jednak skłonne ponieść, żeby zapewnić sobie większe możliwości szybkiej reorganizacji zasobów. Dostęp do powierzchni elastycznych staje się bowiem kluczowym elementem strategii firm dotyczącej nieruchomości. Przyszłością są aplikacje oferujące dostęp do przestrzeni elastycznych takie, jak np. Colliers Mobility Pass, która umożliwia rezerwację przestrzeni w ponad 5 tysiącach coworków w 70 krajach, w tym w ponad 60 w Polsce, ulokowanych nie tylko w dużych miastach, ale też w mniejszych, jak Żyrardów czy Konstancin. To wychodzenie naprzeciw potrzebom pracowników, którzy coraz częściej będą oczekiwać, aby cowork znajdował się blisko ich domu. Korzystanie z tej wirtualnej platformy daje małym i dużym firmom, ale też start-upom czy freelancerom dostęp do biur on-demand.

Na te wszystkie dynamiczne zmiany na rynku, których jesteśmy świadkami, nakładają się dodatkowo następujące megatrendy, które również powinny wziąć pod uwagę podmioty działające na rynku nieruchomości, budując swoje strategie biznesowe na kolejne lata:

Rozwój technologii powoduje zmiany w naturze procesów biznesowych

Proste prace i zadania poddaje się automatyzacji, a sztuczna inteligencja wspiera coraz to nowsze sektory gospodarki. W związku z tym zmienia się też profil pracownika poszukiwanego przez firmy. Maszyny nie są w stanie poradzić sobie ze wszystkimi aspektami, dlatego człowiek pozostaje niezbędny tam, gdzie wymagana jest kreatywność czy zdolność do elastycznego reagowania w nieprzewidywalnych sytuacjach. Pracownicy z takimi właśnie umiejętnościami są i będą w przyszłości najbardziej atrakcyjni dla pracodawców. Ta ewolucja profilu pracownika zmienia również potrzeby firm pod kątem ich przestrzeni biurowej. Rośnie zapotrzebowanie na pomieszczenia sprzyjające kreatywności, przystosowane pod spotkania zespołowe, burze mózgów, w których praca nie kręci się już wokół biurka.

Transformacja cyfrowa i nowe modele organizacji

Coraz więcej organizacji wypłaszacza swoje struktury, przechodzi w model matrycowy typu agile, gdzie ważniejsze od tradycyjnej hierarchii jest skupienie się na użytkowniku, projekcie, końcowym produkcie i czasie potrzebnym na wprowadzenie go na rynek (time to market), a także na szybkości reagowania na zmieniające się warunki. Z taką transformacją mierzy się coraz więcej organizacji, co z kolei ma wpływ na to, jakiej przestrzeni potrzebują i czego oczekują od rynku nieruchomości. 

Nieruchomość jako usługa

Koncept real estate as a service nie jest nowy, ale ze względu na pandemię dodatkowo zyskał na znaczeniu. Do tej pory istota nieruchomości polegała na tym, że ona po prostu istniała, zbudowana w określonej lokalizacji. Obecnie coraz ważniejsza staje się warstwa usługowa, którą w oparciu o dane nieruchomości można zbudować. Jak się okazuje, niektóre firmy, np. z sektora proptech czy coworki, są w stanie dużo lepiej wykorzystać dane dotyczące potrzeb i zachowań użytkowników udostępniane przez budynek niż właściciele tych nieruchomości. Warstwa usługowa obiektu oraz monetyzacja danych, których dostarcza, mogą okazać się dużo bardziej przyszłościowym modelem biznesowym niż nieruchomość jako taka. Mowa tu o digital workplace, czyli synergii fizycznego środowiska (bricks), potrzeb użytkowników (bahaviour) i tego, co nam daje warstwa cyfrowa nieruchomości, a także technologie, które możemy w tych nieruchomościach zaimplementować (bytes). Holistyczne spojrzenie na te wszystkie aspekty pozwala nam zebrać kompletne dane, by zaprojektować przestrzeń dopasowaną do potrzeb użytkowników. W zbieraniu danych o nieruchomości mogą pomóc aplikacje, które m.in. monitorują sposób wykorzystania przestrzeni przez użytkowników, takie jak np. Office App. Jednak aplikacje nie tylko dostarczają nam cennych danych, ale też ułatwiają zarządzanie biurem, zapewniając np. mobilny dostęp do budynku, nawigację po powierzchni, rezerwację miejsc parkingowych czy rejestrację gości. Zebrane w ten sposób dane wykorzystuje się do analizy wynajmowanej przez firmę przestrzeni, co pomaga w jej dopasowaniu do faktycznych potrzeb użytkowników.

Inside out design

Do tej pory biurowce rzadko były budowane w modelu inside out design, czyli projektowane od wewnątrz na zewnątrz, gdzie najpierw skupiamy się na tym, kim jest użytkownik obiektu. W ten sposób powstaje wiele produktów i ten sam model będzie musiał też zaadaptować rynek nieruchomości. Należy zatem przeanalizować, kim są ludzie, którzy będą z danego budynku korzystać – czego potrzebują, jak żyją, co lubią, a czego nie. Powinny powstać szczegółowe profile użytkowników, które do tej pory rzadko były tworzone w skrupulatny sposób. Dopiero z takiej analizy będą wynikały decyzje dotyczące funkcji, struktury, wielkości i innych cech budynku.

Możemy zauważyć, że obserwowane megatrendy będą w szczególności wpływać na szersze zastosowanie nowych technologii przez organizacje i właścicieli nieruchomości. Firmy odkrywają potencjał wykorzystywania aplikacji mobilnych czy wirtualnych systemów do analizy potrzeb biznesowych oraz tworzenia jak najlepiej dopasowanych do obecnych realiów miejsc pracy – skupionych wokół bezpieczeństwa użytkownika i jego komfortu, pobudzających kreatywność, a także dających możliwość szybkiej reorganizacji przestrzeni w wymagających tego sytuacjach.

Komentarz Moniki Rajskiej-Wolińskiej, partner zarządzającej Colliers International w Polsce