Testerzy oprogramowania – rosną pensje i liczba ofert

Pandemia w sposób zdecydowany przyspieszyła proces transformacji cyfrowej praktycznie wszystkich sektorów gospodarki. Wpłynęła także na szybszy rozwój branży e-commerce oraz wygenerowała popyt na nieznane do tej pory e-usługi. To wszystko z kolei spowodowało wzrost znaczenia na rynku pracy testerów oprogramowania, których 1/5 deklaruje wzrost wynagrodzenia aż o 30% w stosunku do ubiegłych lat. 

Wzrost zapotrzebowania na usługi mobilne, rozwój e-commerce i bankowości elektronicznej, w końcu – pojawienie się nowych funkcjonalności, jak np. e-konsultacje lekarskie i e-recepty, to zaledwie kilka przykładów, jak pandemia wpłynęła na wzrost liczby inicjatyw związanych z digitalizacją w sektorach, które dotąd obsługiwali ludzie.

 

– Z naszych obserwacji wynika, że dziś automatyzacja zostaje wymuszona nawet w firmach, które rozważały ją dopiero w perspektywie kolejnych lat  – tłumaczy Michał Buczko, ekspert z firmy TestArmy Group.

Trend ten potwierdza Dominika Opozda, starszy rekruter IT & Telecoms w Devire. Ekspertka podkreśla, że od początku pandemii widać dynamiczny wzrost popytu na testerów w branżach niezwiązanych z programowaniem. – Chodzi przede wszystkim o takie sektory, jak medyczny, finansowy czy e-commerce. W ich przypadku liczba ofert pracy dla testerów w ostatnich miesiącach wzrosła średnio o 15% – podsumowuje.

Z czego wynika ta sytuacja? Oprócz trwającej od lat rewolucji technologicznej, jednym z głównych powodów jest fakt, że w związku z pandemią nowy etap automatyzacji nadszedł dość niespodziewanie. – Myślący o rozwoju przedsiębiorcy wdrażają digital transformation licząc na to, że nowe technologie pozwolą im na odzyskanie stabilności czy podniesienie konkurencyjności podczas walki o nowe kontrakty. Dziś mało kto działa ad hoc i stąd naturalnie rosnąca rola testerów oprogramowania – mówi Michał Buczko z TestArmy Group.

Na jakich testerów jest obecnie największy popyt?

Wartość globalnego rynku testowania oprogramowania w 2019 roku przekroczyła 40 miliardów dolarów i choć ubiegłoroczne szacunki wskazywały, że w ciągu następnych sześciu lat (do 2026 r.) ta wycena sięgnie 60 mld usd (przy założonym rocznym wskaźniku wzrostu CAGR na poziomie 9,48%), w związku z globalną sytuacją eksperci przewidują zdecydowanie większe wzrosty. Jak to się przekłada na sytuację pracowników tej branży w Polsce?

W 2020 roku zapotrzebowanie na testerów dynamicznie wzrosło – przede wszystkim w branżach niezwiązanych stricte z IT. Powstające aplikacje są bowiem coraz bardziej złożone i wymagają większych nakładów pracy, aby je przetestować. Zwiększa się liczba ich funkcji, a także rośnie liczba niezbędnych do sprawdzenia danych – mówi Joanna Zajchowska, manager zespołu rekrutacyjnego IT Outsourcing w Devire.

Z doświadczenia Devire i TestArmy Group wynika, że obecnie na najwięcej ofert pracy mogą liczyć kolejno – testerzy manualni/QA, a następnie automatyczni, w tym testujący cyberbezpieczeństwo. Jednocześnie największe zapotrzebowanie jest na specjalistów doświadczonych w testowaniu sklepów internetowych (w związku z przenoszeniem działalności do strefy online). Podobną sytuację obserwuje się też w przypadku usług medycznych (testowania wymagało choćby uruchomienie teleporad na znacznie większą skalę niż dotychczas). Poza tym na liczbę ofert pracy nie mogą narzekać testerzy specjalizujący się w rozwiązaniach bankowych.

Czy opłaca się być testerem?

O dobrej sytuacji testerów na rynku pracy świadczy fakt, że 62% z nich nie szuka aktywnie pracy, choć jest otwarta na nowe propozycje pracodawców. Poza tym aż 21% z nich deklaruje, że ich wynagrodzenie wzrosło w 2020 roku o 30%, jak wynika z badania Devire „Branża IT w nowej rzeczywistości”. Nawet zarobki najmłodszego stażem juniora (tester manualny) przedstawiają się atrakcyjnie, wynosząc od 5,5 tys. zł brutto przy umowie o pracę do 6,5 tys. zł netto przy własnej działalności gospodarczej. Oczywiście najwięcej zarabiają seniorzy. Ich pensje na kontrakcie wynoszą nawet 14,5 tys. zł netto oraz 17,5 tys. zł brutto przy UoP. Wysokie wynagrodzenia są jednak związane z faktem, że specjaliści na takich stanowiskach są często odpowiedzialni także za planowanie i wdrażanie procesów, rozmowy biznesowe czy negocjacje z klientami, są więc tak naprawdę nie tylko testerami, ale sprawnymi managerami.tabelka_b2b tabelka_uop

– Testerów z odpowiednio dużym doświadczeniem jest obecnie za mało i nie zapowiada się, że ta sytuacja ulegnie zmianie. Większość uczelni ukierunkowana jest na kształcenie przyszłych programistów, a i wielu testerów samemu obiera tę drogę. W wyniku tego brakuje midów i seniorów, dlatego firmy będą radzić sobie z tym przenosząc część odpowiedzialności na resztę zespołu, czyli deweloperów, architektów itd. – tłumaczy Michał Buczko.

Nikogo nie stać na błędy

Wiele firm pod wpływem pandemii wstrzymało mniejsze projekty, przyspieszając rozwój tych strategicznych, np. związanych z autonomicznymi samochodami, które mogłyby służyć za taksówki w sytuacji, gdyby rządowe obostrzenia zakazałyby pracy kierowcom. Nie zapominajmy też, że w Polsce działa wiele software house’ów, a ich spory procent realizuje projekty dla firm z zagranicy. Słowem: jest co testować – szczególnie, że liczne przedsiębiorstwa przeszły w zdalny tryb pracy, a część sklepów dotychczas dostępnych tylko offline zaczęło sprzedaż internetową. Online możemy załatwić też coraz więcej spraw urzędowych. Powstają aplikacje do kwarantanny, rozwija się telemedycyna w postaci np. opasek monitorujących zdrowie pacjentów i wysyłających cyklicznie dane do ich lekarzy. Dlatego eksperci z TestArmy Group prognozują, że najbliższa przyszłość wymusi u przedsiębiorców jeszcze większą uwagę i ostrożność w zakresie wypuszczanych na rynek produktów.

Choć krótkoterminowe oszczędności kuszą, wcześniej czy później odbiją się one czkawką w postaci np. sporych kar finansowych za konsekwencje wypuszczenia na rynek produktu z błędami. Firmy muszą znaleźć balans pomiędzy cięciem kosztów, a zadbaniem o długofalowe skutki swoich działań. Nie zapominajmy, że wygrywając bitwę kosztem poświęcenia jakości, w przyszłości zapewne przegramy wojnę – podsumowuje Wojciech Humiński, COO TestArmy Group.

Oprac.: TestArmy Group na podstawie danych własnych i Devire

Przychody właścicieli centrów handlowych w 2020 r. mniejsze nawet o 35 proc.

Efektem zamknięcia centrów handlowych w czasie pandemii jest luka w przychodach ich właścicieli sięgająca poziomu od 3,2 do nawet 3,6 mld zł, czyli ok. 30-35 proc. rocznych przychodów – wynika z raportu “Centra handlowe na zakręcie. Wpływ COVID-19”, przygotowanego przez firmę doradczą PwC we współpracy z Polską Radą Centrów Handlowych. W raporcie nie uwzględniono ponownego zamknięcia centrów handlowych w listopadzie ze względu na niezakończony okres rozliczeniowy podczas przeprowadzania analizy. Eksperci podkreślają, że problemy finansowe branży handlowej, zarówno najemców, jak i wynajmujących, mogą silnie wpłynąć na całą gospodarkę, w tym na miejsca pracy – obecnie w centrach handlowych w Polsce pracuje ponad 400 tys. osób.

Autorzy raportu szacują, że luka w przychodach właścicieli centrów handlowych w 2020 r. wynosi od 3,2 do 3,6 mld zł, co stanowi ok. 30-35% rocznych przychodów. To bezpośredni efekt
7-tygodniowego wiosennego zamknięcia centrów handlowych w związku z trwającą pandemią COVID-19 i zwolnień najemców z czynszu, co daje kwotę od 1,3 do 1,4 mld zł oraz obniżek czynszów udzielonych przez wynajmujących na rzecz najemców do końca roku w wysokości od ok.1,9 do 2,2 mld zł. Jednocześnie, właściciele cały czas ponoszą stałe koszty z tytułu utrzymania nieruchomości, ich zarządzania oraz obsługi długu bankowego.

Pandemia pogorszyła sytuację finansową zarówno najemców, jak i wynajmujących. Zamknięcie centrów handlowych na wiosnę oraz w listopadzie, działalność w nowej rzeczywistości i rygorze sanitarnym odbiły się na wynikach branży. Po ponownym otwarciu centrów handlowych 4 maja zarówno średni poziom liczby odwiedzających, jak i obroty najemców, pozostawały niższe niż w analogicznych okresach lat ubiegłych. Co ważne, uruchomione tarcze antykryzysowe i finansowe w ograniczonym stopniu obejmują właścicieli centrów handlowych. Działają oni bowiem w modelu spółek celowych, niezatrudniających bezpośrednio pracowników. Taka forma działalności wynika wprost z wymogów instytucji finansujących budowę lub zakup nieruchomości, np. banków” – mówi Kinga Barchoń, partner w PwC, lider sektora nieruchomości.

Z danych zebranych w raporcie wynika, że udział handlu w PKB Polski w 2019 r. wyniósł 15,5%. Centra handlowe stanowią istotny element polskiej gospodarki – ich wpływy do budżetu z tytułu VAT w poprzednim roku wyniosły ok. 21 mld zł, a 2,4 mld zł wpływa rocznie do budżetów państwa i samorządów od właścicieli centrów handlowych i najemców łącznie z tytułu CIT, podatku od nieruchomości oraz opłaty za użytkowanie wieczyste. W centrach handlowych w Polsce pracuje ponad 400 tys. osób, które wpłacają do budżetu państwa rocznie ok. 6,8 mld zł z tytułu PIT i składek na ubezpieczenie społeczne.

„Rynek centrów handlowych tworzą wynajmujący i najemcy, a także setki firm zajmujących się bieżącą obsługą obiektów handlowych: sprzątaniem, ochroną, obsługą techniczną, księgowością, zarządzaniem nieruchomościami czy obsługą imprez. To podmioty zatrudniające tysiące pracowników i tworzące wspólnie system naczyń połączonych. Sektor centrów handlowych, ze względu na sposób finansowania projektów, jest także silnie powiązany z sektorem bankowym. W przypadku centrów handlowych zgodnie z umowami kredytowymi, właściciele nie tylko muszą spłacać raty kapitałowo-odsetkowe, ale również utrzymywać wybrane wskaźniki na określonym poziomie. Niespełnianie tych wymagań rodzi poważne konsekwencje – nawet ryzyko restrukturyzacji, czy wypowiedzenia umowy kredytowej. Problemy jednych podmiotów wpływają na kondycję pozostałych i w efekcie całej gospodarki. Właściwie ukierunkowana pomoc państwa umożliwiłaby wszystkim przedstawicielom branży wywiązanie się ze swoich zadań oraz regulowanie zobowiązań finansowych, w tym zobowiązań czynszowych oraz rat kapitałowo-odsetkowych na rzecz banków. W konsekwencji pozwoli to  uniknąć destabilizacji rynku, szeregu bankructw, czy likwidacji miejsc pracy na masową skalę” – mówi Jan Dębski, Prezes Zarządu Polskiej Rady Centrów Handlowych.

Ochrona sygnalistów – nowe obowiązki pracodawców od 2021 r.

Polska ma niecały rok na implementację dyrektywy o sygnalistach. Co oznacza, że w przyszłym roku czeka nas rewolucja na miarę RODO. Zwłaszcza, że nie został jeszcze przygotowany projekt ustawy dotyczącej sygnalistów.

Podmioty zarówno sektora publicznego jak i prywatnego będą zobowiązane do wdrożenia wewnętrznych procedur zgłaszania nieprawidłowości oraz ustanowienia w tym celu bezpiecznych kanałów zgłoszeń jak np. aplikacja, hotline, mail. Konieczne będzie również wyznaczenie bezstronnych osób obsługujących procedury zgłaszania nieprawidłowości tj. rozpatrujących zgłoszenia i prowadzących postępowania wyjaśniające.

– Termin na zastosowanie się do nowych obowiązków w sektorze prywatnym uzależniony jest od liczby zatrudnionych. Najpierw do 17 grudnia 2021 r. taki obowiązek obejmie podmioty zatrudniające 250 i więcej osób, a do 17 grudnia 2023 r. zatrudniających od 50 do 249 osób. Natomiast podmioty sektora publicznego będą musiały dostosować się do nowych przepisów już w przyszłym roku niezależnie od wielkości zatrudnienia – mówi w rozmowie z MarketNews 24 Marta Kozak-Maśnicka, associate w Kancelarii Ożóg Tomczykowski.

Oprócz wewnętrznego kanału raportowania, dyrektywa wprowadza jeszcze kanał zewnętrzny tj. zgłaszanie nieprawidłowości do właściwych organów tj. policja, prokuratura, urzędy skarbowe, czy Państwowa Inspekcja Pracy oraz trzeci kanał, czyli ujawnienie publiczne tj. publiczne upowszechnienie informacji za pośrednictwem mediów.

Oznacza to, że jeśli przedsiębiorcy nie wdrożą wewnętrznych kanałów sygnalizowania, albo nie będą budziły one zaufania pracowników np. zgłoszenia rozpatrywane będą przez osoby niebudzące zaufania, stronnicze, pracownik będzie mógł wyjść ze zgłoszeniem poza organizację np. do mediów. Stąd też celem pracodawców powinno być stworzenie takiej procedury, dzięki której pracownicy będą czuli się bezpiecznie jeśli zgłaszają informacje w dobrej wierze.

Dyrektywa przewiduje, że osoba zgłaszająca nieprawidłowość zgodnie z procedurami, mająca uzasadnione podstawy, by sądzić, że zgłaszane przez nią informacje są prawdziwe – będzie objęta szczególną ochroną. Oznacza to, że pracodawca nie będzie mógł zastosować żadnych działań odwetowych wobec takiej osoby w związku z dokonanym przez nią zgłoszeniem.

Zwolnienie, mobbing, nałożenie środków dyscyplinarnych, a nawet same groźby wobec sygnalisty będą oznaczały możliwość nałożenia na pracodawcę wysokich sankcji, nie wspominając o szerokim spektrum możliwych roszczeń pracownika (przywrócenie do pracy, odszkodowanie).

– Kary finansowe za działania odwetowe mogą być wysokie, podobnie jak w innych wprowadzanych niedawno aktach prawnych, można tu wspomnieć o projekcie ustawy o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych, który przewidywał kary do 60 mln zł – wyjaśnia M.Kozak-Maśnicka, Kancelaria Ożóg Tomczykowski.

Choć obecnie nie ma nawet projektu polskiej ustawy wdrażającej dyrektywę o sygnalistach, to przedsiębiorcy powinni już dziś rozważyć wdrożenie takich procedur. I to nie tylko ze względu na zbliżający się obowiązek prawny, ale przede wszystkim ze względu na to, że umożliwienie swoim pracownikom, współpracownikom, a nawet kontrahentom zgłaszania nadużyć to skuteczny mechanizm zarządzania ryzykiem w przedsiębiorstwie.

Dobrze skonstruowany wewnętrzny system raportowania o nieprawidłowościach pozwala minimalizować ryzyka finansowe i wizerunkowe, dzięki zapobieganiu i wczesnemu wykrywaniu nadużyć. Jak pokazują badania międzynarodowe sygnaliści są najlepszym źródłem informacji gdyż to często oni pierwsi mają wiedzę o potencjalnych działaniach nielegalnych lub nieetycznych, które zagrażają interesom przedsiębiorstwa. Stąd też wdrożenie procedury informowania o nieprawidłowościach w miejscu pracy to także bardzo ważny krok w kierunku budowania etycznej kultury organizacyjnej w firmie, aby pracownicy nie bali zgłaszać się nadużyć i czuli się bezpiecznie. Na to potrzeba czasu, dlatego też zasadne jest wdrożenie procedur informowania o nieprawidłowościach jeszcze przed pojawieniem się aktu implementującego dyrektywę.

Organy nie potrafią udowodnić winy przedsiębiorcy, ale zwrotu VAT odmawiają

Przedsiębiorca prowadzi swoją działalność, dokonuje dostaw, w ramach których w przypadku wystąpienia nadpłaty w podatku od towarów i usług, zgodnie z prawem, standardowo, występuje o jego zwrot w 60-dniowym terminie. Ale gdy organy skarbowe powezmą podejrzenie, iż jego dostawy mogły mieć jakiś związek z szerszą karuzelą VAT, automatycznie, bez udowodnienia winy, wstrzymują, a następnie odmawiają mu prawa do zwrotu VAT. To nagminna praktyka fiskusa, której ostatnio sprzeciwił się głos orzecznictwa. Jak bowiem podkreślił sąd w Białymstoku, zarzucając firmie oszustwo, „Organ powinien rozważyć, czy jest w stanie wskazać dowody na świadomy udział skarżącej w nielegalnym procederze” (wyrok z 7 października 2020 r., sygn. I SA/Bk 399/20).

Tak ważny dla fiskusa podatek VAT

Podatki są głównym źródłem utrzymania państwa. Według bieżących informacji Ministerstwa Finansów stanowią one aż 87% wszystkich dochodów budżetowych („Szacunkowe dane o wykonaniu budżetu państwa za styczeń – wrzesień 2020 r.” z dnia 21 października 2020 r.). Z kolei, jak wynika z podsumowania całego minionego 2019 r., ponad 41% wszystkich podatkowych wpływów budżetowych stanowiły wpływy z podatku VAT (blisko 181 mld zł). Podatek od towarów i usług stanowi więc najważniejsze źródło finansowania działalności państwa.

Nic dziwnego, że fiskusowi tak bardzo zależy na uszczelnieniu systemu VAT. A najlepiej do zabezpieczenia tego celu służy wstrzymywanie zwrotu VAT nadpłaconego przez przedsiębiorców do czasu zakończenia jego weryfikacji. Bo – jak zwrócił uwagę Naczelny Sad Administracyjny w wyroku z 25 maja 2018 r. – lepiej nie dokonywać zwrotu zbyt szybko, a najpierw dobrze sprawdzić jego słuszność, „…gdyż ta techniczna czynność zwrotu skutkować mogłaby daleko idącymi konsekwencjami prawnymi, tj. niemożliwością późniejszego odzyskania podatku w razie ustalenia, że ostatecznie zwrot nie był zasadny” (sygn. akt I FSK 579/18).

Odmowa zwrotu VAT w przypadku stwierdzenia karuzeli

Tylko że organy skarbowe przy określonych typach transakcji (np. wewnątrzwspólnotowych dostaw towarów) niemalże z automatu wstrzymują przedsiębiorcom zwroty VAT. Gdy zaś powezmą podejrzenie, że dostawy mogły być w jakikolwiek sposób powiązane z większym oszustwem karuzelowym, to bez względu na to, czy przedsiębiorca świadomie w nim uczestniczył, czy nie, odmawiają mu prawa do odliczenia VAT, oskarżając o jego celowe wyłudzenie. W wydanym w październiku 2020 r. wyroku takim działaniom sprzeciwił się WSA w Białymstoku.

Wewnątrzwspólnotowa dostawa towaru i znikający podatnik

Organ podatkowy odmówił spółce prawa do odliczenia blisko 0,5 mln zł VAT. Stwierdził, że wystawione przez nią faktury sprzedaży towaru na rzecz estońskiej spółki na kwotę ponad 2 mln zł nie odzwierciedlały rzeczywistych zdarzeń gospodarczych. Zdaniem naczelnika urzędu skarbowego polski przedsiębiorca pozorował dostawy celem wyłudzenia VAT, głównie dlatego, że towar po dostarczeniu za granicę wracał tym samym transportem do Polski, a przedsiębiorca o tym wiedział.

Łańcuch dostaw wyglądał tak, że polska spółka nabywała towar od polskich podmiotów, który następnie zbywała estońskiemu kontrahentowi. Ten z kolei odsprzedawał go łotewskiej firmie. Estońskie władze podatkowe informowały, że adres estońskiej spółki jest adresem, pod którym zarejestrowanych jest kilka podejrzanych firm. Na wystawionych przez nią fakturach miejsca załadunku są tożsame z miejscami rozładunku. Firma łotewska dostarczała towar z powrotem do Polski innemu kontrahentowi. Ten ostatni odbiorca towaru został uznany przez polskie organy skarbowe za tzw. znikającego podatnika, którego rola sprowadzała się wyłącznie do wprowadzenia na terytorium kraju towarów, bez rozliczenia podatku z tytułu WDT i do wygenerowania podatku naliczonego do odliczenia przez kolejny podmiot.

Śledztwo prokuratury nic nie wykazało

Organy przyznały, że w toku postępowania nie zebrano dowodów wskazujących w sposób jednoznaczny na świadomy udział polskiego przedsiębiorcy w transakcjach mających na celu wyłudzenie VAT. Przyznały również, że zwróciły się do prokuratury regionalnej z pytaniem, czy w toku śledztwa zgromadzono dowody wskazujące na jej świadomy udział w transakcjach mających na celu oszustwo podatkowe. Prokuratura odpowiedziała, że ani przedsiębiorcy nie przedstawiono żadnych takich zarzutów, ani zebrany materiał dowodowy nie pozwala na wysnucie wniosków, o jakie pytał fiskus.

Prokuratura prokuraturą, a fiskus ma swoje ustalenia

Organ podatkowy na podstawie objętych kontrolą transakcji, jak i tych wcześniejszych z udziałem spółki, stwierdził jednak, że powiązania osobowe zagranicznych kontrahentów spółki oraz skokowy wzrost wartości dokonywanych przez nią dostaw WDT w 2014 r., wysoka wartość liczonej w milionach złotych sprzedaży, przekładająca się na osiąganie przez nią znacznych korzyści finansowych, powinny wzbudzić w spółce podejrzenia, że transakcja, w której bierze udział, jest w rzeczywistości karuzelą VAT. Dyrektor Izby Administracji Skarbowej w odpowiedzi na odwołanie spółki, odnosząc się do ww. ustaleń prokuratury, poinformował, że odnoszą się one do karnego aspektu sprawy, a organy skarbowe badają jej aspekt podatkowy, co pozwala im na samodzielne gromadzenie dowodów i ustalanie stanu faktycznego. A spółka pozorowała działalność już na etapie rzekomego nabycia towaru, którym miała obracać m.in. dlatego, że jej główny dostawca nie posiadał nawet magazynu czy strefy produkcyjnej.

Przedsiębiorca to nie organ skarbowy

WSA w Białymstoku podzielił stanowisko organu co do zakwestionowania transakcji pomiędzy przedsiębiorcą a jedną z polskich firm w łańcuchu dostaw, bowiem firma ta nie prowadziła rzeczywistej działalności gospodarczej. Ale sąd zwrócił uwagę, że organy nie zakwestionowały prawdziwości dostaw przeprowadzonych pomiędzy przedsiębiorcą a innymi kontrahentami. Te dwa przeciwne ustalenia prowadzą do wniosku, że dla stwierdzenia o nielegalnym udziale przedsiębiorcy w obrocie towarem konieczne jest ustalenie, czy dochował on należytej staranności w doborze kontrahentów.

Sąd wskazał, że od dokonującego obrotu towarem przedsiębiorcy nie można oczekiwać zachowań właściwych dla organu podatkowego, chociażby dlatego, że nie dysponuje on instrumentami prawnymi, jakimi dysponuje organ. Można jednak wymagać od niego klasycznej przezorności w transakcjach handlowych, której zachowanie pozwala mu utrzymać prawo do odliczenia VAT, nawet jeśli gdzieś na którymś z etapów łańcucha dostaw rzetelność naliczeń tego podatku została przerwana.

Spółka prowadzi międzynarodowy biznes od kilkunastu lat, więc ma wielu kontrahentów

W ocenie sądu świadomość spółki co do powiązań osobowych między odbiorcami jej dostaw ani też wiedza odnośnie tego, że towar dostarczony za granicę wróci następnie do Polski, nie mogą przesądzać o świadomości spółki co do bycia uczestnikiem oszustwa podatkowego w VAT. Jak zwrócił uwagę sąd, spółka dokonywała nabyć towaru od podmiotów, które faktycznie nim dysponowały. Sama spółka działa prężnie na rynku od 2001 r., podejmując inwestycje i międzynarodową ekspansję swojego biznesu. Taką działalność charakteryzuje wielość kontrahentów i rozwojowość. Organy nie zanegowały tego, iż spółka płaciła za towar, jak i sama otrzymywała zapłatę za swoje dostawy, w tym od podejrzanej przez organy o oszustwa estońskiej firmy. Nie zostało udowodnione, że nie weryfikowała swoich kontrahentów, a wręcz przeciwnie – między spółką a nimi dochodziło do spotkań.

Odmawiając zwrotu VAT przedsiębiorcy organ powinien rozważyć czy jest w stanie wskazać dowody na jego świadomy udział w oszustwie

Estońska spółka nie została wykreślona ani z polskiego rejestru podatników VAT dokonujących WDT, ani z jego estońskiego odpowiednika. A gdyby to nastąpiło, wówczas mogłoby być okolicznością obciążającą spółkę, jeśli dokonałaby ona transakcji z firmą z takich rejestrów wykreśloną. Spółce nie udowodniono celowego dopuszczenia się nieprawidłowości. Takie ustalenia organy poczyniły dopiero w odniesieniu do kolejnych nabywców towaru, a i nie wykazały, jakoby spółka w badanym okresie mogła o nich wiedzieć, lub przy należytej staranności powinna co najmniej wiedzieć. Sama spółka, nabywając towar i odsprzedając, faktycznie go otrzymywała, jak i otrzymywała na czas płatności. Trudno więc było oczekiwać od niej, by cokolwiek w tych transakcjach powinno wzbudzać jej wątpliwości w zakresie rzetelności przeprowadzanych transakcji oraz samych kontrahentów. We współczesnym biznesie trudno wymagać, by podobne wątpliwości wzbudzić miały powiązania osobowe czy kapitałowe kontrahentów. Nie jest bowiem niczym nadzwyczajnym, że jedna osoba zasiada w organach lub posiada udziały kilku spółek. Sąd w podsumowaniu stwierdził, że organy, negując decydującą wartość ustaleń prokuratury, same nie przedstawiły dowodów wystarczających na przypisanie spółce świadomego uczestnictwa w karuzeli VAT. Stając w obronie spółki, orzekł:

„Zebrany materiał dowodowy koncentruje się raczej na wskazaniu dowodów świadczących o istnieniu zorganizowanego procederu oraz na zakwestionowaniu transakcji dokonywanych przez kontrahentów skarżącej, lecz nie zawiera dowodów wskazujących w sposób jednoznaczny na jej świadome działania, czy też niedochowanie przez nią należytej staranności w tym względzie (…) Organ powinien rozważyć, czy jest w stanie wskazać dowody na świadomy udział skarżącej w nielegalnym procederze” (wyrok WSA w Białymstoku z 7 października 2020 r., sygn. akt I SA/Bk 399/20).

Winę trzeba wykazać, a nie tylko o nią podejrzewać

Białostocki sąd słusznie krytykuje organy za to, że przypisując przedsiębiorcy świadomy udział w karuzeli VAT, koncentrują się na fakcie ustalenia istnienia samego procederu, zapominając, że prawa podatnika, w tym prawo do odliczenia VAT, nie mogą ucierpieć wskutek tego tylko, że w łańcuchu dostaw któraś z nich stanowi oszustwo podatkowe, o czym podatnik ten nie miał wiedzy ani też przy dochowaniu należytej staranności nie mógł wiedzieć.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

W pogoni za technologiczną suwerennością czy nowym protekcjonizmem?

We wtorek (15.12.20) została opublikowana propozycja legislacyjna Komisji Europejskiej ws. Digital Services Act („DSA”). 9 września br. zakończyły się konsultacje publiczne przeprowadzone przez Komisję Europejską na temat kształtu przyszłych przepisów, w których Związek Przedsiębiorców i Pracodawców wziął udział. Ponadto, swoje opinie w tym zakresie przedstawili również European Enterprise Alliance oraz SME Connect.

W wydarzeniu poświęconemu dyskusji o technologicznej suwerenności Europy oraz DSA wzięli udział Marianna Sidoroff, Zastępca Dyrektora Departamentu Gospodarki Elektronicznej w Ministerstwie Rozwoju, Pracy i Technologii, która wygłosiła keynote speech oraz Fredrik Erixon, Dyrektor European Center for Political Economy, który przedstawił raport „Europa na tropie suwerenności technologicznej”. Ponadto w dyskusji panelowej wzięli udział Horst Heitz, przewodniczący Komitetu Sterującego, SME Connect, Tomasz Snażyk, Prezes Fundacji Startup Poland oraz Michał Kanownik, Prezes Zarządu Związku Cyfrowa Polska (ZIPSEE).

Digital Services Act ma na celu uregulowanie świadczenia usług cyfrowych i stworzenie równych warunków konkurencji z przedsiębiorstwami UE. Niemniej, nowa unijna regulacja niesie za sobą również określone konsekwencje dla MŚP, w szczególności tych w Europy Centralno-Wschodniej.

– W naszym wkładzie do konsultacji apelowaliśmy o poszanowanie podstawowych zasad jednolitego rynku cyfrowego takich jak choćby zasada kraju pochodzenia. Przedsiębiorcy potrzebują jasnych i zwięzłych ram regulacyjnych, które nie osłabią rozwoju technologicznego. W szczególności tyczy to się firm z sektora MŚP, których rozwój jest wspierany przez platformy – mówi Marcin Nowacki, Wiceprezes ZPP.

Istotne jest zachowanie zasady państwa pochodzenia. Zgodnie z tą zasadą przedsiębiorstwa mogą świadczyć usługi cyfrowe w innych Państwach Członkowskich na podstawie praw obowiązujących w ich kraju macierzystym, czyli państwie pochodzenia. Zasada państwa pochodzenia jest szczególnie ważna dla przedsiębiorstw z sektora MŚP oraz z regionu Europy Środkowo Wschodniej ponieważ niweluje ona obawy przed stosowaniem prawa obcego w przypadku sporu sądowego.

– Pandemia COVID-19 przyspieszyła cyfrową transformację naszego społeczeństwa w niespotykanym wcześniej tempie. infrastruktura cyfrowa okazała się fundamentalna dla naszego społeczeństwa.– zaznacza Marianna Sidoroff, Zastępca Dyrektora Departamentu Gospodarki Elektronicznej w Ministerstwie Rozwoju, Pracy i Technologii, i dodaje – Koncepcja suwerenności technologicznej łączy dla nas strategię gospodarczą z wartościami. Dążymy do ochrony podstawowych wartości Unii Europejskiej, pozwalając jednocześnie na rozwój firm na jednolitym rynku.

W ostatnim czasie byliśmy świadkami postępów legislacyjnych w zakresie nadzoru nad treściami internetowymi w kilku państwach członkowskich. Niestety, doprowadziło to również do powstania rozbieżności pomiędzy przepisami krajowymi, a czasem nawet regionalnymi i lokalnymi. Rozdrobnienie prawne utrudnia swobodny przepływ usług i w konsekwencji funkcjonowanie jednolitego rynku. Efektywna regulacja w tym zakresie powinna brać pod uwagę istniejące prawodawstwo przy określaniu potrzeb w kontekście podejścia sektorowego lub horyzontalnego oraz minimalizować fragmentację na poziomie krajowym.

Ponadto bardzo problematyczne wydaje się wprowadzenie regulacji ex ante. Platformy internetowe odgrywają szczególnie dużą rolę w rozwoju firm z sektora MŚP. Dzięki nim małe firmy zdobyły możliwość wejścia na rynek, ekspansji i rozszerzania działalności poza rynek krajowe, które były do tej pory niemożliwe. Fakty te pokazują, że wprowadzenie wymagającej regulacji ex ante może negatywnie wpłynąć na firmy z sektora MŚP, a w rezultacie na zmniejszenie wyboru oferowanego konsumentom. W związku z tym, Związek Przedsiębiorców i Pracodawców uważa, że projektowane przepisy powinny opierać się na obecnie obowiązujących regulacjach takich jak Rozporządzenie P2B.

Branża gier wideo pnie się w górę. Rośnie zapotrzebowanie na pracowników

Rozwój technologii umożliwiający wprowadzanie nowatorskich rozwiązań, świetna prasa takich gier, jak „Wiedźmin” czy zapowiadany od dawna „Cyberpunk 2077”, trwająca pandemia. To wszystko sprawiło, że branża game development wystrzeliła mocno w górę, generując zwiększony popyt na pracowników tego sektora. Aktualną sytuację na rynku gier analizują eksperci Kodilla.com i Devire.

Ponad 2 miliardy graczy na całym świecie, ponad 200 miliardów dolarów na inwestycje w skali globalnej i przychody polskiej branży gier sięgające 500 milionów euro – tak przedstawiają się statystyki z tzw. sektora gamedev podane w raporcie poświęconym branży gier Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości.

Dziś polskie studia, w których powstają gry, stają się jedną z sił napędowych krajowej gospodarki. W Polsce jest ich nieco ponad 400 i już teraz zatrudniają ok. 10 tys. pracowników. To programiści gier, graficy, testerzy, scenarzyści, dźwiękowcy czy kompozytorzy – wylicza Magdalena Rogóż, ekspertka ds. rynku IT ze szkoły programowania online Kodilla.com.

Z zaprezentowanych przez PARP danych wynika ponadto, że w Polsce jest 16 milionów graczy, a pod względem generowanych przychodów (ponad pół miliarda euro, z czego sam eksport generuje blisko 96% tej kwoty) znajdujemy się na 20. miejscu na świecie. Ponad 40 firm z polskiego sektora gier notowanych jest na warszawskiej giełdzie (12 na głównym parkiecie). Na dzień 1 lipca 2020 r. kapitalizacja przekroczyła 11,7 miliarda euro, z czego niemal 8,7 mld to CD Projekt (Wiedźmin i Cyberpunk 2077), a przecież światowe triumfy święcą też Techland i Ten Square Games (drugie miejsce w rankingu najwyżej wycenianych spółek na warszawskiej giełdzie w lipcu 2020 roku) oraz Huuuge Games.

Kim są najbardziej pożądani pracownicy na rynku gier?

Rozkwit sektora gamedev oznacza rosnący popyt na specjalistów tej branży. Jak podaje Devire, w porównaniu do zeszłego roku obserwuje się tu ok. 7% wzrost zatrudnienia. Lokalizacjami, w których ofert zatrudnienia jest szczególnie dużo są: Gdańsk, Katowice i Poznań. Z kolei najpopularniejszymi stanowiskami w branży gier wideo są obecnie: Unity i Unity3D Developerzy, Game Project Managerowie i Graphic Designerzy. Poza tym poszukiwani są kandydaci typowi dla innych branż z sektora IT. Mowa m.in. o analitykach, testerach, produkt managerach.

W tej chwili na portalach rekrutacyjnych i ogłoszeniowych można znaleźć blisko 300 ofert pracy na stanowiska związane z game developmentem – dodaje Dominika Opozda, starszy rekruter IT & Telecoms w Devire.

Czego potrzeba, aby dostać się do branży gamingowej?

W przypadku gamedevu dla pracodawców liczy się nie tylko umiejętność kodowania czy logicznego myślenia, ale przede wszystkim kreatywność i pasja do gier. Dodatkowo specjaliści w tej dziedzinie muszą posiadać umiejętności z pogranicza IT, projektowania graficznego, animacji 3D czy montażu wideo. Magdalena Rogóż z Kodillla.com zwraca uwagę na jeszcze jedną, bardzo istotną w ostatnim czasie umiejętność, jaką jest znajomość technologii mobilnych:

Według danych App Annie oraz IDC w 2020 roku gry mobilne ponad 2,8-krotnie zwiększyły swoją przewagę nad komputerowymi i ponad 3-krotnie w stosunku do gier konsolowych. Co więcej, w trzecim kwartale tego roku wydatki konsumentów na gry mobilne przekroczyły 20 miliardów dolarów! Obok takich danych nie można przejść obojętnie – dodaje ekspertka.

Ile zarabia się w gamedevie?

Jak wynika z danych Devire, zarobki w tej branży nie odbiegają specjalnie od poziomu wynagrodzeń juniorów na innych stanowiskach w IT.

Junior, zazwyczaj na UoP lub umowie zlecenie, zarabia od 4 do 6 tys. zł brutto. Programista gier na poziomie mid otrzymuje średnio 7 – 11  tys. zł netto przy kontrakcie B2B, a na poziomie senior 12 – 18 tys. zł netto. Mimo wciąż rosnącej popularności i zainteresowania grami wideo, zarobki stale plasują się nieco niżej niż te w web developmencie – omawia Dominika Opozda.

Na stanowisku mid, pracodawcy wymagają minimum 2-3 lat doświadczenia. Warto jednak zaznaczyć, że lata doświadczenia w przypadku game developerów nie są decydujące, ponieważ pracodawcy zwracają przede wszystkim uwagę na realne umiejętności i kompetencje. Kandydat powinien mieć w swoim portfolio co najmniej kilka realizacji komercyjnych. Niestety, jak przyznają rekruterzy, często brakuje tego elementu w aplikacjach potencjalnych pracowników. Dla pracodawcy istotne jest również posiadanie przez kandydata opublikowanych gier na iOS App Store czy Google Play.

Pandemia przyczyną większych wydatków na gry mobilne

Z analiz wynika, że do wzrostu znaczenia rynku gamingowego w Polsce w dużej mierze przyczyniła się pandemia i fakt, że gracze zaczęli szukać sposobów na rozrywkę w domu. Choćby krótką, w przerwie między codziennymi obowiązkami, pracą, nauką, czy po prostu taką, która nie angażuje zbyt dużo uwagi i jest szybko dostępna. Łatwiej bowiem chwycić za telefon czy tablet i odpalić aplikację, niż włączyć komputer czy konsolę i czekać na uruchomienie się systemu. Inna sprawa, że w przypadku gier mobilnych, dużo łatwiej wydać kilkakrotnie mniejsze sumy, niż jednorazowo zapłacić większą kwotę za gry konsolowe czy komputerowe.

– Jak czytamy w raporcie agencji marketingu mobilnego Spicy Mobile z 2019 r. (dane oparto na analizach Newzoo i Wargaming), polski rynek gier jest aktualnie wart 541,5 mln dolarów, przy czym 40% tej kwoty (216,2 mln $) stanowią wydatki na gry mobilne na smartfony i tablety. Pozostałe 325,3 mln dolarów polscy gracze przeznaczają na gry PC oraz gry konsolowe. To pokazuje jak bardzo ten rodzaj rozrywki zyskuje na znaczeniu i że można liczyć na rosnące zapotrzebowanie na specjalistów w tym obszarze rynku gier, ale też technologii mobilnych – podsumowuje Magdalena Rogóż.

Oprac. Kodilla.com

Rewolucja w benefitach. Praca elastyczna ważniejsza niż pakiet medyczny

Benefity pracownicze jakie dotychczas znaliśmy, w dużej mierze straciły na aktualności. Reżim sanitarny i wprowadzone obostrzenia diametralnie zmieniły oczekiwania pracowników, dla których kluczowe stały się dodatki związane z komfortem, wygodą i bezpieczeństwem. W czasie pandemii benefitem nie są już więc owocowe poniedziałki, a np. darmowe sesje z psychologami, dofinansowanie sprzętu do pracy zdalnej czy możliwość pracy rotacyjnej z bezpiecznego, nowoczesnego biura.

Activy, twórca aplikacji mobilnej opartej o grywalizację, postanowił sprawdzić jakie dodatki są obecnie najbardziej pożądane przez pracowników w Polsce. Najwięcej, bo aż 73,7 proc. badanych wskazało na elastyczne podejście do miejsca i czasu pracy. Co ciekawe to wskazanie wyprzedziło nawet tak ważny benefit – zwłaszcza w odniesieniu do aktualnych realiów – jak pakiet medyczny (73,2 proc. wskazań). Trzecie miejsce, z wynikiem ponad 67 proc. głosów otrzymało dofinansowanie do kursów, szkoleń i nauki języków.

Te wyniki w pełni potwierdzają nasze codzienne obserwacje w Business Link. Nasi klienci szukają rozwiązań, które pozwolą im na optymalizacje biznesowe  i szybko dostosować się do zmieniającej się rzeczywistości – przede wszystkim dla swoich pracowników. Elastyczna praca doskonale wpisuje się w nową normalność. Badania, nie tylko te przeprowadzone przez Activa, pokazują, że pracownicy są już zmęczeni przymusowym home office i woleliby bardziej hybrydowe rozwiązania, łączące pracę w domu i w biurze. Każda firma, która to umożliwi, zyska dużą przewagę w walce o talenty rynkowe mówi Jakub Bartoszek, Dyrektor Sprzedaży w Business Link.

Pracownicy chcą pracować rotacyjnie

Na rosnące znaczenie pracy elastycznej wskazują m.in. tegoroczne badania Grafton Recruitment i CBRE. Wynika z nich, że wybór home office jako modelu pracy jest wyłącznie tymczasową alternatywą dla pracy biurowej i w przyszłości ten trend będzie się nasilał. Zaledwie 6 proc. badanych chciałoby pracować wyłącznie z domu, a zdecydowana większość preferuje zbalansowany system mieszany. W badaniu pracownicy wskazywali m.in. na dużą potrzebę utrzymywania kontaktów międzyludzkich, ryzyko zaburzenia work-life balance oraz większe zmęczenie wynikające z łączenia obowiązków domowych
z wykonywaniem pracy z domu.

Podobne wnioski można wysnuć z najnowszego badania przeprowadzonego przez serwis Pracuj.pl, w którym 57 proc. pracowników zadeklarowało, że w czasie pracy zdalnej doceniło możliwość chodzenia do biura i przeprowadzania bezpośrednich spotkań. I choć zdecydowana większość respondentów chciałaby kontynuować pracę zdalną po zniesieniu obostrzeń, to jedynie 16% z nich planuje robić to w pełnym wymiarze godzin.

Dobry benefit to dostępny benefit

W dobie pandemii, kryterium przemawiającym za atrakcyjnością poszczególnych benefitów jest przede wszystkim ich dostępność i możliwość szybkiego wykorzystania. O ile praca elastyczna czy kursy internetowe to dodatki, które idealnie wpisują się w dzisiejsze realia, o tyle owocowe poniedziałki, pokoje gier i masażu okazują się niemal kompletnie nieprzydatne. Potwierdzają to badania zrealizowane przez PBS dla Sodexo and Rewards Services Polska, według których w ostatnim czasie niemal 6,4 miliona Polaków nie mogło bezpiecznie i bez przeszkód wykorzystać otrzymanego od firmy benefitu.

Aż 49 proc. ankietowanych wskazało także, że w obecnej sytuacji pracodawcy powinni dostosowywać oferowane dodatki do możliwości ich wykorzystania w nowych realiach. Czy tak się jednak dzieje? Okazuje się, że nie – zaledwie 16 proc. badanych stwierdziło, że ich szefostwo przeprowadziło jakiekolwiek zmiany w tym zakresie.

Dostosowywanie rozwiązań w firmie do obecnych okoliczności jest niezwykle ważne, nie tylko ze względu na budowanie motywacji czy poziomu zadowolenia i komfortu pracowników. Dla pracodawców nowe rozwiązania biurowe to także wymierne korzyści w postaci efektywnie zainwestowanych środków. Dziś, gdy działy finansowe dwa razy oglądają każdą wydaną złotówkę, efektywność działań staje się ważna jak nigdy dotądmówi Jakub Bartoszek.

Safety first

Benefitem pracowniczym, który zwykle nie figuruje w zestawieniach i rankingach, jest dziś także poczucie bezpieczeństwa w miejscu zatrudnienia. Z badania PBS dla Sodexo and Rewards Services Polska wynika, że aż 70 proc. respondentów oczekuje od pracodawcy zapewnienia niezbędnych środków ochrony osobistej. Polacy chcą wykonywać pracę w bezpiecznych biurach, jednak jak wynika z badań serwisu Pracuj.pl co trzeci ankietowany jest zdania, że poziom higieny w jego biurze nie jest zapewniany na odpowiednim poziomie. Higiena i bezpieczeństwo mają również fundamentalne znaczenie dla kandydatów. Według danych Grafton Recruitment oraz CBRE aż 43 proc. osób szukających pracy dokładnie sprawdza firmę pod względem bezpieczeństwa, weryfikując np. odległość biurek i dostęp do płynów do dezynfekcji.

Nasze codzienne obserwacje są tożsame z przytoczonymi wynikami badań. Dlatego we wszystkich lokalizacjach Business Link dokładamy najwyższych starań by poziom bezpieczeństwa i czystości był jak najwyższy. Dbamy także o odpowiednią aranżację przestrzeni biurowej, która stanowi punkt wyjścia do komfortowej organizacji pracy i przemieszczania się pracowników. Biura Business Link wyposażone są
w system drzwi otwieranych kartą, umożliwiający niemal bezdotykowe korzystanie z przestrzeni. Dodatkowo w całym biurze, w bliskich odległościach dostępne są płyny odkażające, a wszystkie kluczowe miejsca są na bieżąco dokładnie dezynfekowane. Mamy pełne przekonanie, że zapewnienie miejsca pracy o wysokim standardzie bezpieczeństwa, które można wykorzystać jako alternatywę dla pracy z domu, jest dziś realnym benefitem, na który zwraca uwagę coraz więcej pracowników i pracodawców
mówi Jakub Bartoszek i dodaje, że nie ma już powrotu do rozwiązań sprzed pandemii. – Mity związane z praca zdalną zostały odczarowane, zarówno te negatywne jak i pozytywne. Dlatego hybrydowy model pracy zostanie z nami  z pewnością na dłużej. Warto już dziś szukać rozwiązań, które na tę potrzebę odpowiedząocenia.

Asseco dołącza do Związku Cyfrowa Polska

Asseco, lider w dziedzinie IT w Polsce rozpoczyna współpracę ze Związkiem Cyfrowa Polska. Organizacje chcą wspólnie upowszechniać rozwiązania cyfrowe oraz budować świadomość na temat tego jakie możliwości dają nowoczesne technologie w biznesie.

Przystąpienie do Związku Cyfrowa Polska to przede wszystkim kontynuacja działań Asseco w zakresie szerokiego podejścia do digitalizacji i procesów paperless. Jako lider cyfryzacji w Polsce chcemy brać aktywny udział w działaniach na rzecz upowszechniania rozwiązań cyfrowych i edukowania rynku co do możliwości wykorzystywania technologii w biznesie. Jestem przekonany. że wspólne działanie na rzecz różnych obszarów gospodarki przyniesie korzyści nam wszystkim i pozwoli jeszcze w większym zakresie czerpać z możliwości jakie dają nam rozwiązania cyfrowe – mówi Artur Miękina, dyrektor sprzedaży projektów kluczowych, Asseco Data Systems.

Z kolei prezes Cyfrowej Polski Michał Kanownik zaznacza, że dziś digitalizacja oraz rozwój procesów paperless to jedno z ważniejszych wyzwań, jakie stoją nie tylko przed polskim biznesem, ale też administracją. – Rozwój e-usług musi następować wraz z podnoszeniem kompetencji i świadomości. Zwłaszcza, że e-usługi to nie tylko rozwiązania dla firm. To także wielkie ułatwienie dla większości obywateli oraz administracji publicznej – mówi Michał Kanownik. I dodaje: – Mam nadzieję, że wspólnie będziemy mogli wspierać upowszechnianie się zwłaszcza takich rozwiązań, które zwiększają cyberbezpieczeństwo. A paperless czy e-podpis niewątpliwie do nich należą.

Uproszczone postępowanie restrukturyzacyjne szansą na wyjście z kryzysu

Tarcza antykryzysowa 4.0 z czerwca wprowadziła w życie przepisy o uproszczonej restrukturyzacji. Jest to rozwiązanie, które może uchronić firmy przed upadłością. Czas jest jednak ograniczony. Przepisy o uproszczonym trybie obowiązują do 30 czerwca 2021 roku. Nie warto więc czekać z decyzją, zwłaszcza że ratowanie biznesu wymaga szybkich i zdecydowanych działań.

Uproszczone postępowanie restrukturyzacyjne jest nowością w polskim prawie. Dotychczas w ten proces musiał angażować się sąd, co znacznie wydłużało całą procedurę. W wielu przypadkach odbijało się to negatywnie na kondycji firm. Celem restrukturyzacji jest wypracowanie najkorzystniejszego porozumienia z wierzycielami i uporządkowanie wszelkich spraw przed rozliczeniem zobowiązań.  Upadłość dłużnika nigdy nie jest korzystna dla wierzycieli, dlatego wypracowanie kompromisu pomiędzy dwiema stronami jest istotne. Strony powinny opracować również plan przewrócenia rentowności przedsiębiorstwa, wyodrębnić rentowne aspekty działalności oraz ograniczyć te, które przynoszą straty. Plan powinien zawierać również nowe sposoby finansowania. Standardowe rozwiązanie, czyli kredyt, w przypadku przedsiębiorstw zadłużonych nie wchodzi w grę. Szansą może być znalezienie inwestora, sprzedaż części udziałów albo połączenie się z innym podmiotem.

Musimy pamiętać, że podejmując decyzję o restrukturyzowaniu firmy, należy działać bez zbędnej zwłoki. Uproszczone postępowanie restrukturyzacyjne zdecydowanie różni się od znanych do tej pory czterech form restrukturyzacji. Jest przede wszystkim znacznie krótsze i ograniczone czasowo. Przedsiębiorca może je wykorzystać tylko raz i to przy pomocy doradcy restrukturyzacyjnego. W tym rodzaju postępowania rola sądu sprowadza się do minimum, jest ograniczona tylko do zatwierdzenia zawartego układu.

Postępowanie rozpoczyna się od zawarcia umowy z doradcą restrukturyzacyjnym, który będzie pełnił rolę nadzorcy. Formalne rozpoczęcie postępowania ma miejsce w chwili opublikowania obwieszczenia w Monitorze Sądowym i Gospodarczym. Kolejne kroki należy podjąć szybko, ponieważ w ciągu czterech miesięcy konieczne jest złożenie w sądzie układu zawartego z wierzycielami, co wymaga intensywnej pracy. W całym procesie nieoceniona jest pomoc doradcy, który nie tylko pomoże w sprawnym przejściu przez cały proces, ale też będzie pośrednikiem w negocjacjach z wierzycielami. Takie negocjacje nigdy nie są łatwe, a doświadczony specjalista pomoże dobrać takie argumenty, które przekonają wierzycieli do ograniczenia swoich roszczeń. Należy pamiętać, że postępowanie nie w każdym przypadku kończy się sukcesem. Jeżeli w ciągu wyznaczonych 4 miesięcy nie uda się zatwierdzić układu z wierzycielami, dłużnik może złożyć uproszczony wniosek o ogłoszenie upadłości lub rozpoczęcie postępowania sanacyjnego. Gwarantuje to ochronę majątku i przejście do kolejnych kroków, czyli restrukturyzacji, lub postepowania upadłościowego.

Jak wynika z danych Monitorów Sądowych i Gospodarczych uproszczona forma restrukturyzacji cieszy się wśród przedsiębiorców dużą popularnością. Nie ma w tym nic dziwnego, jest to obecnie najszybsze i najsprawniejsze postępowanie, dodatkowo jego charakter jest pozasądowy. Mogą z niego skorzystać osoby obawiające się niewypłacalności. Restrukturyzacja jest szansą na zahamowanie rosnącej liczby bankructw i upadłości w trzecim kwartale 2020 roku aż 72% otwieranych postępowań restrukturyzacyjnych odbywało się według nowej procedury. Jest to najlepszy dowód na to, że ta forma restrukturyzacji jest atrakcyjna dla przedsiębiorców.

Komentarz przygotowany przez Bartosza Kaczmarczyka, eksperta Fundacji Centurion

2020 – rok zaufania. Jakie działania marek doceniają konsumenci w czasie pandemii?

Czas pandemii to bez wątpienia sprawdzian funkcjonowania biznesu, ale także moment, w którym działaniom poszczególnych marek przyglądają się  konsumenci. Na co szczególnie zwracają uwagę w tzw. nowej rzeczywistości?

W niepewnych czasach Polacy (i nie tylko) poszukują firm ukierunkowujących się na człowieka.  Z raportu  „Global Marketing Trends 2021” wynika, że aż jedna czwarta badanych odeszła od brandów, które ich zdaniem skupiały się wyłącznie na swoich interesach, a zdecydowana większość (79 proc. ankietowanych) zna marki, które w swoich działaniach w obliczu pandemii pomogły zarówno klientom, jak i pracownikom oraz większym społecznościom. Co więcej okazuje się, że świadomość i wiedza konsumentów przekłada się na ich konkretne działania. Z danych Deloitte wynika, że klienci sięgają po produkty firm, które w swoich działaniach pokazują człowieczeństwo ponad 1,5 częściej[1]. Sposób funkcjonowania biznesu przekłada się także na pracowników – widząc „ludzkie” oblicze swojej firmy czują się bardziej zmotywowani do pracy. – Społeczna odpowiedzialność biznesu w czasie pandemii zyskała jeszcze większe znaczenie niż dotychczas. Zaangażowanie w pomoc charytatywną nadaje działaniu organizacji tzw. „wyższy cel” i jednoczy, często rozproszone, zespoły wspierając tym samym działanie organizacji w niepewnych czasach – komentuje Stephane Tikhomiroff, Dyrektor Generalny Perfetti Van Melle Polska.

Klient chce być blisko

Oczekiwania konsumentów to jeden z głównych wyznaczników projektowania działań marketingowych. Mijający rok szybko i gwałtownie zweryfikował rzeczywistość zmuszając firmy do szybkiego odnalezienia się w nowej sytuacji. Dla klientów niezwykle istotna stała się m.in. komunikacja na linii marka – konsument i wyjście naprzeciw największym bieżącym wyzwaniom. – Zaufanie klienta to proces, który buduje się latami i który uwzględnia wszystkie działania podejmowane przez firmę. W trudnych czasach konsumenci chcą wybierać i wybierają znane sobie brandy, z którymi się utożsamiają – tłumaczy Stephane Tikhomiroff. Co ciekawe na znaczeniu nabrał również realny udział konsumentów w życiu marki. Z badań wynika, że jedna czwarta z nas wzięła w ostatnim roku udział w rozmowach na temat brandu m.in. w mediach społecznościowych. Najbardziej aktywni i skłonni do takich działań są konsumenci w wieku 18 – 25 lat[2]. Młodzi ludzie chcą uczestniczyć w życiu marki, a wybierając tę konkretną stają się automatycznie jej ambasadorami.

Działanie firmy ukierunkowane na człowieka, wzmocnienie komunikacji z konsumentami i szybkie odnalezienie się w tzw. nowej rzeczywistości zdefiniowały funkcjonowanie biznesu w mijającym roku i z całą pewnością będą odgrywały istotną rolę także w 2021 r. Coraz liczniejsze grono smart konsumentów oczekuje od firm określonych działań, a te z kolei przekładają się na decyzje zakupowe Polaków. Warto pamiętać, że kryzys mimo, iż wiąże się z wieloma wyzwaniami jest jednak zawsze także i szansą na ewaluację działań, wzmocnienie siły brandu oraz zacieśnienie relacji z klientami.

[1] https://www2.deloitte.com/pl/pl/pages/deloitte-digital/Informacje-prasowe/Raport-Global-Marketing-Trends-2021.html?nc=1

[2] https://www2.deloitte.com/pl/pl/pages/deloitte-digital/Informacje-prasowe/Raport-Global-Marketing-Trends-2021.html?nc=1