Dane satelitarne wspierają pracę administracji publicznej. Urzędnicy będą szkoleni na temat sposobów ich wykorzystywania

Dane satelitarne wspierają pracę administracji publicznej. Urzędnicy będą szkoleni na temat sposobów ich wykorzystywania 1

Polski sektor kosmiczny szybko nadrabia zaległości względem państw Zachodu. Krajowe firmy są częścią międzynarodowego ekosystemu, uczestniczą w misjach kosmicznych i współpracują m.in. z NASA czy ESA. W Polsce dynamicznie rozwijają się kosmiczne takie specjalizacje, jak robotyka, optoelektronika, systemy mikrosatelitarne i integracja małych satelitów czy rakiety suborbitalne. Duży odsetek przedsiębiorstw koncentruje swoją działalność na obszarze technologii satelitarnych, a jednym z głównych ich odbiorców jest administracja publiczna. W drugiej połowie roku Polska Agencja Kosmiczna przeszkoli urzędników administracji publicznej w zakresie wykorzystywania danych pochodzących z satelitów.

Nie mamy w kosmosie tak długiego doświadczenia jak kraje Europy Zachodniej i podmioty z państw zachodnioeuropejskich. Dlatego nadrabiamy innowacyjnością i pomysłowością. Na to kładziemy mocny akcent, stąd wiele programów akceleracyjnych, które pomagają młodym polskim firmom promować i rozwijać innowacyjne rozwiązania w sektorze lotniczo-kosmicznym – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes mgr inż. Mariusz Kacprzak z Centrum Technologii Kosmicznych Instytutu Lotnictwa.

Wsparcie polskiego sektora kosmicznego to główny cel przyjętej przez rząd w 2017 roku Polskiej Strategii Kosmicznej. Zakłada ona m.in. zwiększenie udziału polskich firm w obrotach europejskiego sektora kosmicznego do 3 proc. w 2030 roku. Ta branża rozwija się w Polsce bardzo szybko – według MPiT jeszcze dwa lata temu w Polsce było około 30 firm działających w sektorze kosmicznych, podczas gdy obecnie jest ich ponad 300. Większość z nich współpracuje z międzynarodowymi agencjami (np. Astronika w ramach współpracy z NASA zaprojektowała próbnik kosmiczny dla marsjańskiej misji InSight), uczestniczy w misjach kosmicznych albo działa jako podwykonawcy największych globalnych podmiotów.

Do dynamicznego rozwoju sektora kosmicznego przyczyniło się m.in. przystąpienie Polski do Europejskiej Agencji Kosmicznej w końcówce 2012 roku. Jak podaje Polska Agencja Kosmiczna, polskie firmy i instytuty naukowo-badawcze efektywnie wykorzystały 6 lat członkostwa w ESA. Zrealizowały lub realizują dla europejskiej agencji około 330 kontraktów o łącznej wartości ponad 100 mln euro. Biorą też udział w prestiżowych misjach kosmicznych ESA, takich jak: Rosetta – na kometę 67P/Czuriumow-Gierasimienko, Cassini-Huygens – na Tytana, księżyc Saturna, Proba 3 – badająca zewnętrzną warstwę atmosfery słonecznej, ExoMars2016 czy JUICE – do księżyców Jowisza.

Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii kładzie bardzo duży nacisk na rozwój innowacyjnych rozwiązań. Nie da się ukryć, że inwestycje w branży kosmicznej są potrzebne i mówimy o setkach tysięcy, jeśli nie o milionach złotych. Żeby przejść od idei do komercyjnego rozwiązania, potrzebne są naprawdę duże inwestycje. Dlatego wsparcie państwa jest bardzo potrzebne – zarówno bezpośrednie środki, które pozwalają rozwinąć produkt, jak i umożliwienie polskim firmom uczestnictwa w międzynarodowych projektach – podkreśla Mariusz Kacprzak.

Opracowany przez Polską Agencję Kosmiczną Krajowy Program Kosmiczny na lata 2019–2021 zakłada wsparcie dla 54 uzupełniających się projektów, które przyczynią się do szybszego rozwoju tej branży w Polsce. Budżet programu wynosi 248,5 mln zł, a 40 proc. tych środków zostanie przeznaczonych na tzw. projekty duże, kluczowe dla osiągnięcia celu Polskiej Strategii Kosmicznej. Dotyczą one wsparcia polskiej kosmicznej misji naukowej, rozwoju krajowego systemu świadomości sytuacyjnej w kosmosie, programu projektów zamawianych, rozwoju infrastruktury oraz programu polskich rakiet suborbitalnych. Krajowy Program Kosmiczny zakłada też aktywną promocję polskiej branży kosmicznej oraz budowanie kompetencji i edukację przyszłych kadr dla sektora kosmicznego w Polsce.

Ekspert Centrum Technologii Kosmicznych podkreśla, że równie ważne jest też uczestnictwo polskich firm i jednostek naukowych podmiotów w międzynarodowych projektach. Tylko na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy Polska Agencja Kosmiczna została członkiem Europejskiego Konsorcjum ds. robotyki kosmicznej Peraspera oraz Konsorcjum SST, związanego ze śledzeniem śmieci kosmicznych zagrażających infrastrukturze w Kosmosie i na Ziemi. Umożliwi to polskim firmom udział w przedsięwzięciach finansowanych ze środków UE, których budżet w bieżącej i przyszłej perspektywie finansowej przekroczy 350 mln euro. Zauważa również, że o ile jeszcze kilka lat temu w polskim sektorze kosmicznym dominowały inwestycje ze środków publicznych, o tyle w tej chwili tendencja się odwraca.

Pojawiają się firmy, które inwestują własne środki, żeby rozwinąć produkty i dotrzeć do klientów. Są w Polsce podmioty, które świadczą usługi oparte na  analizie zdjęć satelitarnych, podmioty, które wykiełkowały w oparciu o własne finansowanie. Są też firmy, które zaczynają rozwijać satelity obserwacyjne –mówi Mariusz Kacprzak.

Jak podaje Polska Agencja Kosmiczna, w Polsce dynamicznie rozwijają się takie kosmiczne specjalizacje, jak robotyka, optoelektronika, systemy mikrosatelitarne i integracja małych satelitów czy rakiety suborbitalne. Duży odsetek przedsiębiorstw koncentruje swoją działalność na obszarze technologii satelitarnych.

Z danych firmy badawczej P&S Research Market przytaczanych przez CloudFerro wynika, że globalny rynek usług opartych na obrazowaniu satelitarnym szybko rośnie – w 2023 roku ma być wart już 5,2 mld dol. Dane dostarczane przez satelity krążące nad Ziemią mają cały szereg zastosowań, m.in. w monitorowaniu środowiska i zmian klimatycznych, w sektorze wydobywczym i rolniczym, w celach militarnych bądź gospodarce przestrzennej.

– Głównym odbiorcą przetworzeń danych satelitarnych są też jednostki administracji publicznej. Od kilku lat, systematycznie budujemy świadomość pracowników jednostek administracji publicznej i pokazujemy, że wykorzystanie danych satelitarnych ma realny wpływ na podniesienie efektywności pracy –podkreśla Mariusz Kacprzak.

Z badania przeprowadzonego przez Polską Agencję Kosmiczną w ubiegłym roku wynika, że 72 proc. urzędników jest zainteresowanych szkoleniami, które dotyczą wykorzystywania danych satelitarnych w pracy administracji. Jako możliwości ich wykorzystania urzędnicy wskazywali najczęściej identyfikowanie zmian zagospodarowania przestrzennego (37 proc.), inwentaryzację działek rolnych (26 proc.), analizę hydrologiczną (18 proc.), określanie ryzyka i skutków powodzi (17 proc.), analizę roślinności (17 proc.), analizę meteorologiczną (17 proc.) oraz opracowywanie miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego (15 proc).

W drugiej połowie tego roku mają wystartować szkolenia agencji dla administracji publicznej w ramach projektu Sat4Envi. Ich celem będzie m.in. rozszerzenie wiedzy urzędników dotyczącej możliwości wykorzystania danych satelitarnych oraz kształcenie odpowiednich umiejętności – doboru, pozyskiwania i wykorzystania zobrazowań i usług satelitarnych.

Jest wiele przykładów zastosowania danych satelitarnych w różnych obszarach i gałęziach gospodarki. Polskie firmy oferują usługi m.in. dla leśnictwa, rolnictwa, zarządzania kryzysowego. To są obszary kluczowe, które mają największy potencjał, jeśli chodzi o wykorzystanie danych satelitarnych – mgr inż. Mariusz Kacprzak.

Poznań stawia na współdzielenie środków transportu. Miasto chce, żeby takie inicjatywy finansowały się same

Poznań stawia na współdzielenie środków transportu. Miasto chce, żeby takie inicjatywy finansowały się same 2

Obniżenie poziomu hałasu, ekologia, czystość powietrza i mniej korków – to główne powody, dla których miasta promują publiczną komunikację i rozwijają alternatywne formy transportu. Poznań stawia mocny akcent na współdzielenie – w stolicy Wielkopolski są już dostępne rowery, skutery, samochody i hulajnogi na minuty. Miasto dąży do modelu, w którym takie inicjatywy będą finansować się same, na zasadach czysto rynkowych.

– Stawiamy na ekologiczny i zrównoważony transport, dlatego przede wszystkim rozwijamy transport publiczny i zachęcamy do korzystania z niego. Współpracujemy też z podmiotami zewnętrznymi, które oferują alternatywne środki transportu, jak auta czy skutery współdzielone. Są to inicjatywy prowadzone w Poznaniu na zasadach czysto komercyjnych, rynkowych, nie w trybie współpracy z miastem, natomiast przy pełnym naszym wsparciu dla tego typu rozwiązań – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jan Gosiewski, dyrektor Zarządu Transportu Miejskiego, UM w Poznaniu. – W naszym zakresie leży natomiast rozwój systemu roweru miejskiego.

Z początkiem marca w Poznaniu po raz ósmy ruszył system rowerów miejskich – w tym roku rozszerzony o jednoślady czwartej generacji, wyposażone w nadajniki GPS. Można je wypożyczyć za pośrednictwem aplikacji mobilnej i nie trzeba zostawiać ich w stacji dokującej, ale w dowolnym miejscu na terenie Poznania. Warto jednak oddawać te rowery w specjalnie wyznaczonych i oznakowanych strefach PRM 4G (jest ich ponad 100), bo wówczas użytkownik nie ponosi dodatkowej opłaty w wysokości 5 zł. Na początek Poznań udostępnił mieszkańcom 475 rowerów 4G, w tym 30 elektrycznych, których liczba co roku będzie zwiększana. W miejskim systemie funkcjonuje blisko 1,2 tys. rowerów 3G, bez nadajników, które można wypożyczyć w ponad 100 stacjach.

Jak podkreśla dyrektor ZTM w Poznaniu, miasto stawia mocny akcent na to, żeby zachęcać mieszkańców do korzystania z publicznej komunikacji i nowoczesnych form transportu. Obok współdzielonych rowerów promuje też m.in. carsharing. Wypożyczalni samochodów na minuty szybko przybywa w całej Polsce, podobnie jak użytkowników tej usługi. Zgodnie z analizami PwC („The five dimensions of automotive transformation”) w 2030 roku już co trzeci kilometr przejechany w Europie będzie realizowany w formule carsharingu.

– Wykorzystanie pojazdów współdzielonych powoduje zdecydowanie zmniejszenie zatłoczenia i optymalizuje korzystanie z miejsc parkingowych. Nie ukrywajmy, liczba tych miejsc jest ograniczona, a miasto nie jest w stanie zapewnić ich wszystkim chętnym. Otwarta pozostaje dyskusja dotycząca wysokości opłat za parkowanie w ścisłym centrum. Natomiast korzystając z pojazdu współdzielonego, użytkownik dojeżdża do centrum miasta i parkuje ten pojazd w ramach swojej opłaty i nie przejmuje się kosztem parkowania, ponieważ pokrywa go operator. Z kolei operator zakłada, że w tym czasie kolejna osoba już z tego pojazdu skorzysta. Jest to z całą pewnością korzystne zarówno dla użytkowników, jak i dla miejskiego systemu transportowego – mówi Jan Gosiewski.

Nowością, która pojawiła się w Poznaniu w końcówce ubiegłego roku, są elektryczne hulajnogi. To kolejna – po rowerach, skuterach i samochodach – forma współdzielonego transportu. Stolica Wielkopolski jest trzecim po Warszawie i Wrocławiu miastem, w którym taką usługę uruchomiła firma Lime, umożliwiając mieszkańcom wypożyczenie jednego z 200 elektrycznych pojazdów za pośrednictwem aplikacji. Ich liczba ma być coraz większa.

Problemem są jednak kwestie prawno-formalne: hulajnogi nie mają stacji dokujących, po skończonej podróży można je zostawić w dowolnym miejscu. W praktyce są często porzucane np. na środku chodników czy ścieżek rowerowych. Z tym problemem boryka się także Warszawa.

– Jest to duża ciekawostka, która może być uzupełnieniem oferty przewozowej transportu publicznego. Umożliwia sprawniejsze i szybsze dotarcie np. do przystanku komunikacji miejskiej. Natomiast są pewne problemy związane z parkowaniem tych pojazdów, niedogodnościami dla pieszych czy osób niepełnosprawnych, jeżeli takie pojazdy są pozostawione w miejscach do tego nieprzeznaczonych. To jest kwestia wypracowania nowych nawyków, trochę większej kultury korzystania z tych pojazdów, zaangażowania operatora w zakresie monitorowania na bieżąco tej sytuacji – mówi Jan Gosiewski.

Z ubiegłorocznego raportu „Mobility as a Service PL”, przygotowanego przez Straal i fundację Digital Poland, wynika, że współdzielone rowery i samochody to dwie najpopularniejsze na polskim rynku formy transportu oparte na sharing economy. Rowery na minuty to rozwiązanie znane 90 proc. Polaków, a współdzielone samochody – 68 proc. Natomiast z usługą wynajmu elektrycznego skutera lub hulajnogi na minuty zetknęło się 28 proc. Polaków.

– W obszarze alternatywnych form transportu jesteśmy otwarci na wszelkie możliwości. Dążymy do takiego modelu, w którym będą to inicjatywy samofinansujące się na zasadach rynkowych, więc pozostajemy otwarci na kreatywność podmiotów, które te usługi będą chciały zaoferować – mówi Jan Gosiewski.

Historię choroby będzie można przechowywać w aplikacji mobilnej. Dzięki takiemu rozwiązaniu lekarze zyskają więcej czasu dla pacjentów

Historię choroby będzie można przechowywać w aplikacji mobilnej. Dzięki takiemu rozwiązaniu lekarze zyskają więcej czasu dla pacjentów 3

W Polsce wizyta lekarska trwa średnio nieco ponad 10 minut. Dzięki aplikacji gromadzącej historię leczenia skróci się czas, jaki lekarz poświęca w jej trakcie na wypełnienie dokumentów i wstępny wywiad. Umożliwi to poświęcenie czasu na leczenie chorego. Jednocześnie szacuje się, że do 2022 roku urządzenia i rozwiązania mobilne staną się powszechnie wykorzystywane w leczeniu pacjentów. Elektroniczna dokumentacja przechowywana w chmurze będzie jednym z najistotniejszych trendów.

W badaniu przeprowadzonym przez Zebra Technologies w 2018 r. oszacowano, że do 2022 r. 97 proc. pielęgniarek szpitalnych i 98 proc. lekarzy szpitalnych będzie korzystać z urządzeń mobilnych w leczeniu pacjentów. Urządzenia te pomagają już pielęgniarkom zmniejszyć błędy w podawaniu leków, pomagają w etykietowaniu próbek i redukują możliwe do uniknięcia błędy medyczne. Jednocześnie za kierunek rozwoju mobilnej medycyny twórcy raportu uznali korzystanie z urządzeń mobilnych w celu uzyskania dostępu do baz danych medycznych i leków, wyników laboratoryjnych i elektronicznych kart zdrowia.

– SynappseHealth  to miejsce do przechowywania, analizowania i wyciągania wniosków z danych medycznych. To, do czego chcemy doprowadzić, to to, żeby wszystkie dane, które są w szpitalach, w klinikach czy u dentysty, znajdowały się w jednym miejscu i żeby można było przechowywać wszystkie dane medyczne w jednej aplikacji i wykorzystywać te informacje u wszystkich lekarzy – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Sebastian Suchanowski, założyciel SynappseHealth.

Brak digitalizacji danych o pacjentach i szerszego do nich dostępu sprawiają, że dużą część pierwszej wizyty lekarskiej zajmuje obecnie wypełnienie dokumentacji i przeprowadzenie wywiadu, w którym lekarz zbiera informacje ogólne o stanie zdrowia pacjenta. Jednocześnie z analizy opublikowanej w British Medical Journal wynika, że w Polsce wizyta lekarska trwa średnio nieco ponad 10 minut. Biorąc pod uwagę czas potrzebny na zebranie informacji, realny czas przeznaczany na diagnozowanie i leczenie jest niewystarczający. Dla porównania w Szwecji wizyta trwa średnio ponad 22 minuty.

– Lekarze spędzają za dużo czasu na papierologii, na tworzeniu dokumentacji, która jest tak naprawdę im niepotrzebna w danym momencie. Ponadto obecnie w ogóle nie istnieje wymiana danych między klinikami a szpitalami – twierdzi ekspert.

Wdrożenie aplikacji, w której dane medyczne są zebrane w jednym miejscu, może wydłużyć czas, jaki lekarz poświęca podczas wizyty na diagnozę.

– Lekarz podczas wizyty ma możliwość uruchomienia systemu SynappseHealth na swoim komputerze. Gdy w gabinecie lekarskim komputera nie ma, użytkownik może udostępnić dane za pomocą aplikacji. Może też po prostu wyjąć telefon i na podstawie ustawienia odpowiednich filtrów może odpowiednie dane lekarzowi pokazać na telefonie bądź je po prostu przeczytać – wyjaśnia Sebastian Suchanowski.

Oprócz zadania podstawowego, jakim jest możliwość udostępnienia lekarzowi skoncentrowanych danych podczas wizyty, rozwiązanie takie może być przydatne również w sytuacjach nagłych. Bardzo często ratownicy i medycy nie mają w takich przypadkach wiedzy o czynnikach stanowiących o zagrożeniu życia. Zaledwie niewielka część osób przewlekle chorych nosi opaski informacyjne czy kartkę, na której spisane są przyjmowane przez nie leki lub kontakt do lekarza prowadzącego.

– W przypadku, gdy mamy do czynienia z osobą, która została poszkodowana w jakimś wypadku, jest nieprzytomna bądź też straciła pamięć na chwilę, możemy taką osobę zidentyfikować za pomocą, czy to numeru PESEL, czy też imienia i nazwiska. Wtedy możemy uzyskać dostęp do danych, takich jak grupa krwi czy uczulenia, które mogą być krytyczne w przypadku potrącenia bądź też zagrożenia zdrowia lub życia – mówi założyciel SynappseHealth.

Tymczasem w USA rozwijany jest projekt, w ramach którego trzy nowojorskie ośrodki zdrowia wdrażają zintegrowaną elektroniczną dokumentację medyczną „Epic”. Do 2022 roku wszyscy lekarze z placówek mają mieć dostęp do wspólnej platformy. Epic zapewni pacjentom dostęp do bezpiecznego portalu, który umożliwi komunikowanie się z lekarzem i jego gabinetem, planowanie terminów, żądanie uzupełniania leków i łatwiejsze zarządzanie ogólną dokumentacją medyczną.

Projekt polskich twórców jest w fazie kończenia pierwszej wersji aplikacji mobilnej. Będzie w niej można przechowywać historię choroby. Znajdą się tam dane z wizyt lekarskich, objawów, diagnoz czy cen wizyt lekarskich. Obecnie przygotowywana jest wersja aplikacji na smartfony z systemem iOS i na komputery.

Ekologiczny beton może się okazać rewolucją w budownictwie i walce ze smogiem. Nie tylko oczyszcza powietrze, lecz także sam dłużej zachowuje czystość

Ekologiczny beton może się okazać rewolucją w budownictwie i walce ze smogiem. Nie tylko oczyszcza powietrze, lecz także sam dłużej zachowuje czystość 4

Na rynku pojawia się coraz więcej urządzeń i gadżetów, które mają pomóc w oczyszczaniu powietrza. To nie tylko popularne maski antysmogowe, lecz także zasłony oczyszczające powietrze pod wpływem światła na zasadzie fotosyntezy czy specjalne antysmogowe kołyski. Niedługo jednak ich rola może być znacznie mniejsza, bo dzięki nowoczesnym technologiom właściwości oczyszczania powietrza może mieć beton. Dzięki użyciu w produkcji nanometrycznego dwutlenku tytanu utlenia szkodliwe tlenki azotu zawarte w spalinach. Taki cement może być stosowny m.in. w kostce brukowej, dachówkach czy panelach elewacyjnych. 

Według raportu WHO spośród pięćdziesięciu miast Unii Europejskiej z najbardziej zanieczyszczonym powietrzem aż trzydzieści trzy znajdują się w Polsce. Europejska Agencja Środowiska wskazuje zaś, że tylko w latach 2013–2016 w wyniku podwyższonego stężenia NO2 przedwcześnie zmarło w Polsce 1,7 tys. osób. Zanieczyszczone powietrze dostaje się również do wnętrza domów i mieszkań. To wszystko sprawia, że zdecydowana większość mieszkańców, zwłaszcza w miastach, inwestuje w urządzenia do oczyszczania powietrza czy gadżety chroniące przed zanieczyszczeniami.

Coraz częściej funkcję walki z zanieczyszczeniami pełni infrastruktura – np. pochłaniające smog chodniki czy elewacje. Jest to możliwe dzięki rewolucyjnej technologii z wykorzystaniem ditlenku tytanu TiO2.

– Cement zmieszany z ditlenkem tytanu ma możliwość oczyszczania powietrza, oczyszczania ze związków azotu, które są bardzo niebezpieczne dla naszego zdrowia. A przy naszych problemach ze smogiem to zostało dostrzeżone – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje prof. dr hab. inż. Jan Deja z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie.

Opracowanie „Fotakatalityczne właściwości betonu zawierającego cement TioCem” przygotowane przez Marcina Sokołowskiego i Zbigniewa Giergicznego wskazuje, że nanokrystaliczny ditlenek tytanu TiO2 pod wpływem promieniowania UV,ulega aktywacji. W dalszej fazie na powierzchni betonu zawierającego TiO2 tworzą się rodniki wodorotlenowe oraz jony tlenowe, które mają silne właściwości utleniające. W efekcie naturalny proces utleniania jest znacznie szybszy, a przy tym szybciej rozpadają się szkodliwe związki, które znajdują się w powietrzu i zanieczyszczają powierzchnię betonu.

TiO2 redukuje szkodliwe tlenki azotu NOx, obecne w spalinach emitowanych przez silniki pojazdów. Na koniec procesu na powierzchni betonu tworzy się kwas azotowy, a następnie sole neutralizowane i spłukiwane przez deszcz. Z jednej strony, dzięki takiemu rozwiązaniu czystsze staje się powietrze, ale też cement dłużej zachowuje czystość.

– Mamy już w Warszawie przykłady zastosowania betonu z dodatkiem TiO2, czyli tlenku, który pochłania NOx-y. Nastawienie inwestorów na przyjazne środowisku rozwiązania techniczne i architektoniczne będą powodowały, że tych surowców czy też materiałów będzie stosowanych coraz więcej. Jest to rzeczywiście dobry przykład zastosowania materiału, betonu, który potrafi redukować emisję NOx-ów – przekonuje Ernest Jelito, prezes  i dyrektor generalny Górażdże Cement.

Pojawiają się już pierwsze rozwiązania w infrastrukturze miejskiej betonu z dodatkiem TiO2. W Warszawie już od 2018 roku przy Rondzie Daszyńskiego powstał pierwszy antysmogowy chodnik. Badania wykazały, że na terenie w pobliżu chodnika jest o ok. 30 proc. mniej tlenku azotu niż w innych miastach. W warunkach laboratoryjnych redukcja NOx sięga nawet 70 proc. Kolejne antysmogowe chodniki mają się pojawić w stolicy jeszcze w tym roku (fragmenty al. Lotników, al. Wojska Polskiego, al. Solidarności, ul. Zawodzie oraz ciągu ulic Czecha i Sejmikowa).

Także w województwie podkarpackim powstał ekologiczny chodnik, gdzie kostka brukowa została wyprodukowana z cementu zawierającego ditlenek tytanu. W Krakowie powstał zaś budynek, którego elewację pokryto płytami z betonu architektonicznego na bazie cementu fotokatalitycznego. Z wykorzystaniem tej technologii produkowane są też dachówki. Może się też sprawdzić przy ekranach dźwiękoszczelnych.

– Cieszy mnie, że ten efekt fotokatalityczny, związany z obecnością TiO2 w wierzchniej warstwie betonu, został dostrzeżony. Świadomość społeczna wzrosła na tyle, że ludzie zaczynają dostrzegać  te pozytywne efekty związane z betonem – zaznacza prof. Jan Deja.

Według analityków Grand View Research do 2025 r. globalny rynek rozwiązań opartych na ditlenku tytanu ma osiągnąć wartość  ponad 28 mld dol.

Kolejny etap prac poszukiwawczych Grupy ORLEN na Podkarpaciu

Pod koniec 2020 r. Grupa ORLEN planuje uruchomienie produkcji gazu ze złoża na Podkarpaciu. Właśnie rozpoczęło się wiercenie drugiego otworu – odwiertu Bystrowice OU-2. Jego cel to przetestowanie nowych horyzontów z gazem, jak i dalsze rozpoznanie odwiertu Bystrowice OU-1.Podkarpacie_foto_jeden

Prace wiertnicze prowadzone są na nowoodkrytym złożu gazu ziemnego w gminie Roźwienica, województwo podkarpackie. Realizowany otwór będzie miał głębokość 2050 m, a wiercenie wraz z pracami pomocniczymi potrwa około 90 dni. Złoże gazu ziemnego Bystrowice jest wielohoryzontowe, a nagromadzenia gazu występują w utworach miocenu oraz w jego podłożu. Uruchomienie produkcji gazu planowane jest na koniec 2020 roku.

Daniel Obajtek
Daniel Obajtek

– Eksploatując obiecujące złoża na Podkarpaciu myślimy nie tylko o zyskach, lecz także o bezpieczeństwie energetycznym kraju. Dlatego właśnie prowadzimy dalsze prace poszukiwawczo-badawcze w tym rejonie. Już widzimy, że nasza strategia wydobywcza przynosi wymierne efekty – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

Zasoby wydobywalne złoża Bystrowice zostały oszacowane na poziomie 2 mld m3 wysokometanowego gazu ziemnego o ponad 98 procentowej zawartości metanu. Wydobycie ze złoża może trwać minimum 10 lat. Dokładne dane będzie można podać po przeprowadzeniu m.in. testów produkcyjnych wszystkich horyzontów gazonośnych. W 2019 r. planowane jest wiercenie jeszcze jednego otworu, Bystrowice OU-3 w obrębie odkrytego złoża. Niezależnie od rozpoznania złoża Bystrowice, Spółka kontynuuje prace poszukiwawcze na tej koncesji, właśnie zakończyła akwizycję nowych danych sejsmicznych 3D.

Obecnie grupa ORLEN Upstream prowadzi działalność w Polsce (ORLEN Upstream, FX Energy Poland) oraz Kanadzie (ORLEN Upstream Canada). W I kwartale 2019 roku średnio wydobywała 18,8 tys. boe/d, a zasoby na koniec 2018 roku oszacowano na poziomie 211 mln boe.

W sektorze upstream Grupa ORLEN planuje zwiększenie poziomu produkcji oraz koncentrację na dobrej jakości aktywach i najbardziej rentownych projektach. Podejmowane działania umożliwiają elastyczne reagowanie na zmiany zachodzące na rynku ropy i gazu, poprzez dostosowywanie działalności do sytuacji makroekonomicznej.

Zarówno ON i Pb95, jak i LPG drożeją

Średnie ceny detaliczne paliw na polskich stacjach 13 maja 2019 r. ukształtowały się na poziomie: olej napędowy 5,20 zł/l; benzyna 95-oktanowa 5,24 zł/l i autogaz 2,23 zł/l*

Najtańszy olej napędowy ma woj. śląskie: 5,15 zł/l (+2 gr/l przez ostatnie 7 dni); najdroższy lubuskie: 5,24 zł/l (-2 gr/l). Największe zmiany ceny detalicznej ON, jaką odnotowujemy w tym tygodniu, to mazowieckie: +5 gr/l przy średniej 5,23 zł/l.

Śląskie to też najtańsza benzyna: średnia 5,19 zł/l (b.z.), a zachodniopomorskie najdroższa: 5,30 zł/l (+7 gr/l). Największe zmiany ceny detalicznej Pb95, jaką odnotowujemy w tym tygodniu, to podlaskie: +9 gr/l przy średniej 5,27 zł/l.

Podkarpackie to z kolei najtańszy autogaz: 2,16 zł/l (-1 gr/l), a zachodniopomorskie najdroższy: 2,35 zł/l (+4 gr/l). Największe zmiany ceny detalicznej Pb95, jaką odnotowujemy w tym tygodniu, to mazowieckie: +5 gr/l przy średniej 2,30 zł/l.

* Zestawienie sporządzone wg monitoringu cen paliw prowadzonego przez Biuro Polskiej Izby Paliw Płynnych notowanie z 13 maja 2019 r.)

Brytyjska firma Four Eyes Insight i polska spółka Future Processing realizują projekt rewolucjonizujący wykorzystanie szpitalnych sal operacyjnych

Four Eyes Insight oraz polska spółka technologiczna Future Processing znalazły się wśród laureatów nagrody Real IT Awards. To jedno z najbardziej prestiżowych międzynarodowych wyróżnień w branży technologicznej. Nagrodę przyznano za projekt poświęcony optymalizacji wykorzystania sal operacyjnych w brytyjskich szpitalach. Wdrożenie opracowanego przez polskich inżynierów systemu pozwoli zaoszczędzić 945 mln GBP National Health Service (NHS) w skali roku. Taka kwota jest marnowana z powodu nieefektywności planowania i odwoływania zaplanowanych wcześniej zabiegów. Pomysłodawcą projektu jest Four Eyes Insight, która jego realizację powierzyła Future Processing.

Rocznie ponad 8 proc., z 4,7mln operacji jest odwoływanych

Rocznie w ramach National Health Service – brytyjskiego systemu opieki zdrowotnej – przeprowadzanych jest 4,7 mln operacji chirurgicznych (wg. danych Royal College of Surgeons). Przy tej skali zabiegów problem efektywności zarządzania jest kluczowym wyzwaniem. Obecnie 80 proc. operacji jest odwoływanych zanim pacjent zostanie przetransportowany do sali operacyjnej, a 60 proc. ma miejsce na etapie przygotowania przedoperacyjnego. Łącznie, w ciągu roku, 394 tys. planowanych zabiegów nie odbywa się w planowanym czasie – jest to ponad 8 proc. wszystkich zabiegów wykowanych w Wielkiej Brytanii. Każda odwołana operacja wiąże się z kosztami finansowymi oraz ma znaczenie dla innych pacjentów, których zabiegi mogłyby – z korzyścią dla ich zdrowia – zostać przeprowadzone szybciej. Wg. wyliczeń Wydziału Innowacji NHS, 10-procentowa poprawa wykorzystania sal operacyjnych oraz harmonizacja harmonogramu czasu pracy lekarzy i zespołów przy zabiegach ortopedycznych asystujących powinna przynieść 3 960 000 GBP rocznie[i] w średniej wielkości szpitalu.

NHS, zatrudniające ponad 1,7 mln pracowników, pomimo budżetu w wysokości 126 miliardów funtów rocznie, musi zmagać się z problemem wydajności funkcjonowania i powiązanym z nią finansowaniem.

– Szpitale mają jedne z największych możliwości zwiększania produktywności. Nawet jeśli pod tym kątem są oceniane bardzo dobrze, to korzyści płynące ze wdrożenia Four Eyes Insight w celu zwiększenia wykorzystania czasu sal operacyjnych pracy bardzo szybko rosną – komentuje Matthew Lowry, zastępca dyrektora generalnego i dyrektor ds. finansów w The Rotherham NHS Foundation Trust.

Wyzwaniem, przed którym stanęli specjaliści Four Eyes Insight i Future Processing, było rozwiązanie problemów związanych z planowaniem zabiegów oraz uzyskanie znaczącej poprawy wydajności i przewidywalności planowania operacji. Z kolei finansowe skutki odwoływania zaplanowanych operacji kształtują się na poziomie £7M funtów rocznie dla statystycznego szpitala działającego w ramach NHS (wg. British Medical Journal).

Jaki problem rozwiązuje aplikacja Four Eyes Insight?

Rozwiązanie zaprojektowane przez Four Eyes Insight i zrealizowane przez inżynierów polskiej Future Processing dedykowane jest koordynatorom, odpowiedzialnym za planowanie zabiegów operacyjnych w szpitalach. To odpowiedzialna funkcja, osoby pracujące w takim charakterze decydują o ludzkim zdrowiu, ale ciąży na nich również odpowiedzialność za stronę finansową szpitala. Wielość danych, płynąca z różnych szpitalnych systemów (np. grafik pracy lekarzy, pielęgniarek, alergie, choroby zakaźne czy ilość zrealizowanych badań przedoperacyjnych pacjentów), które koordynatorzy muszą przeanalizować jest ogromna, często przekracza możliwości analityczne człowieka.

Intencją twórców było stworzenie platformy, która pozwoliłaby skrócić kolejki i obniżyć koszty funkcjonowania systemu opieki zdrowotnej. Zespół projektowy opracował, bazujące na sztucznej inteligencji, narzędzie z przejrzystym raportowaniem dostępności sal operacyjnych i personelu medycznego. W oparciu o dane, aplikacja w nowoczesny, łatwy w obsłudze i przyjazny dla użytkownika sposób pozwala zweryfikować poziom wykorzystania sali operacyjnej oraz umożliwić innym pacjentom szybszy zabieg. Aplikacja bierze np. pod uwagę takie dane jak:

  1. To, że dzieci muszą być operowane jako pierwsze,
  2. Osoby chore na chorobą zakaźną musza być operowane ostatnie
  3. Do sali operacyjnej można przypisać np. zabiegi tylko dla dzieci, gdyż dla nich przepisy regulujące postępowanie anestezjologiczne są inne niż dla dorosłych.
  4. Dana sala operacyjna realizuje tylko operacje jednodniowe, a pacjenci szpitalni są przypisani do innej – ze względu na konieczność zapewnienia opieki pooperacyjnej w salach szpitalnych.
  5. Aplikacja jasno podkreśla np. że ktoś ma alergie i w związku z tym planujący operacje musi wziąć te dane pod uwagę.

Rozwiązanie opracowane przez Four Eyes Insight z punktu widzenia koordynatora pozwala na lepsze, efektywniejsze planowanie zabiegów. Aplikacja rozróżnia również to, że np. niektóre schorzenia muszą być operowane szybciej.

Z punktu widzenia pacjenta, aplikacja pozwala przyspieszyć leczenie, gdyż skraca czas oczekiwania na zabieg. Sale mogą mieć rezerwacje przekraczające 100%, gdyż gdy kończy się operacja, kolejny zespół lekarzy oraz pacjent może być przygotowywany do zabiegu. Co więcej, w przypadku gdy jakiś zabieg nie może się odbyć, automatycznie w jego miejsce sugerowany jest kolejny – co skraca kolejkę oczekujących.

Z punktu widzenia zarządzających szpitalem platforma Insight przejrzyście raportuje jak są zajęte zajętość łóżek pooperacyjnych, widać także jaki jest koszt operacji (na podstawie danych historycznych) i jest w stanie oszacować jaki szpital będzie miał przychód z operacji.

Z punktu widzenia lekarza, aplikacja pozwala lepiej przygotować się do zabiegu, gdyż dostarcza danych o pacjencie w przejrzysty i usystematyzowany sposób. A analizując czas pracy lekarza (niektórzy lekarze te same zabiegi przeprowadzają szybciej lub wolniej niż inni) pozwala koordynatorom jeszcze dokładniej planować zabiegi w salach operacyjnych.

17000 operacji więcej i 2000 proc. zwrotu z inwestycji

Nagrodzone w konkursie Real IT Awards rozwiązanie przynosi szereg korzyści dla personelu placówek szpitalnych oraz instytucji zarządzającej systemem opieki zdrowotnej. Projekt opracowany przez polsko-brytyjski zespół specjalistów może przynieść korzyści finansowe dla szpitala, który wdroży platformę Insight u siebie. Oczekiwany zwrot szpitala z inwestycji w aplikację wyniesie około 2000 proc.

Real IT Awards – doceniają pracę zespołów projektowych

RITA_AwardPrzyznawane od 2004 roku The Real IT Awards (RITA) są docenianą przez specjalistów branży IT nagrodą za niezależność i skupianie się na wysiłkach zespołu projektowego. Zgłoszenia do RITA są bezpłatne i otwarte dla organizacji z branży technologicznej. Przystąpienie do konkursu jest możliwe na zasadzie partnerstwa z klientami. Do udziału w tegorocznej edycji zgłosiło się wiele renomowanych firmy, w tym m.in. Bank of England, PepsiCo, Virgin Atlantic Airways czy BP. Spółka z Gliwic, wraz ze swoim brytyjskim partnerem FourEyesInsight, została nominowana w kategorii „Projekt o wartości do 250 tys. funtów”.  

Organizatorem konkursu jest brytyjska organizacja CITF (wcześniej znana jako Corporate IT Forum) skupiająca podmioty branży IT i technologicznej. Członkami CITF są firmy z indeksu FTSE250 (indeks obejmujący 250 największych firm pod względem wartości giełdowej notowanych na Londyńskiej Giełdzie Papierów Wartościowych) lub równoważne, zarejestrowane organizacje charytatywne i sektora publicznego. 

[i] Instytut Innowacji i Doskonalenia NHS: http://harmfreecare.org/wp-content/files_mf/Improving-quality-and-efficiency-in-the-operating-theatre.pdf

Krótka ścieżka do dłuższej współpracy

Doradcy finansowi, eksperci finansowi, trenerzy finansowy – często myleni z doradcami inwestycyjnymi – nazywają się niezależnymi. Ale ta niezależność i obiektywizm w rzeczywistości nie występują. Tak jak w każdej sprzedaży liczy się wykonanie planu miesięcznego, kwartalnego i wysokość prowizji, jaką pośrednik otrzyma od danej instytucji finansowej.

Paweł Kruszyński, Członek Zarządu w Grupie Assay
Paweł Kruszyński, Członek Zarządu w Grupie Assay

Zawód pośrednika i doradcy finansowego rozwinął swoje skrzydła na początku lat 90-tych, kiedy w Polsce rozpoczęło działalność wiele zagranicznych firm: banków, towarzystw ubezpieczeniowych i towarzystw funduszy inwestycyjnych. Różnorodność produktów przez nie oferowanych, chęć pokazania nowych ciekawych rozwiązań finansowych spowodowała dynamiczny rozwój rynku pośredników, którzy w założeniu mieli pomóc w poruszaniu się wśród licznych finansowych ofert , doradzać i wskazywać na te najkorzystniejsze. To ich zadaniem miało być zapoznawanie się z produktami, porównywanie i prezentowanie klientowi najlepszych możliwych opcji.  Ale wraz ze wzrostem sprzedaży i rozwojem rynku wzrosły również przychody,  nie tylko instytucji finansowych,  ale również i samych pośredników. Mając oczywiście  wyśrubowane plany sprzedażowe, zarabiając niezależnie od wyników klientów, a niekiedy działając wręcz z jawnym konfliktem interesów, zaczęli kierować się przede wszystkim swoim dobrem, które niestety nie idzie w parze z korzystnymi rozwiązaniami dla klienta.

75 proc. Polaków nie ma zaufania do instytucji finansowych

Pośrednicy to po prostu sprzedawcy, do których zaufanie w ciągu ostatnich kilku lat zaczęło gwałtownie spadać. Profesor Dominika Maison po jednym z badań przeprowadzonego właśnie dla tej grupy zawodowej, stwierdziła, że 75 proc. Polaków nie ma zaufania do instytucji finansowych i że kierują się one wyłącznie swoim interesem i nie traktują priorytetowo korzystnych rozwiązań dla klienta. Po wielu aferach finansowych, klienci poczuli, że muszą dokładnie analizować propozycje pośredników i zaczęli wykazywać czujność.

W badaniu przeprowadzonym w 2016 r. w ramach programu nienieodpowiedzialni.pl przepytano Polaków, w jakim stopniu ufają instytucjom oraz grupom zawodowym. I niestety na liście zawodów o najmniejszym zaufaniu społecznym znaleźli się doradcy finansowi. Aż 83 proc. ankietowanych było zdania, że doradca będzie ich namawiał na zakup niepotrzebnych produktów finansowych i tylko 31 proc. badanych uznało, że  pośrednicy dbają o dobro swoich klientów.

Co prawda najwięksi pośrednicy finansowi pokazują w swoich wynikach, że wzrasta sprzedaż kredytów hipotecznych i pod tym względem Polacy nadal chętnie korzystają z pośredników, ponieważ obawiają się skomplikowanych procedur i nie czują się na siłach, by samodzielnie podjąć decyzję o wyborze najlepszego kredytodawcy.

Natomiast, jeśli już chodzi o powierzanie swoich pieniędzy, sytuacja jest odmienna i związana z tym, że branża finansowa boryka się z niskim poziomem zaufania społecznego, które trwa już od globalnego kryzysu sprzed dekady. Nie pomogły również ostatnie afery z Amber Gold i GetBeckiem, które tylko umocniły rosnącą utratę zaufania dla rynku finansowego i jego nowych podmiotów.

Ponadto klienci zaczęli  dostrzegać, że inwestując swoje środki w fundusze ponoszą zbyt wysokie koszty, które pobierane są za zarządzanie, ponadto dochodzą koszty wynikające z korzystania z pośrednictwa finansowego czy też bankowego. W Polsce często opłaty pobierane są niezależnie od tego czy zyskujemy czy tracimy na zakupionym produkcie. Rozwiązaniem kwestii wysokich kosztów stały się platformy internetowe, poprzez które bezpośrednio można nabywać jednostki uczestnictwa w funduszach. Proces jest w całości on-line, bez pośrednika, bez podpisywania dokumentów u kuriera czy w placówce. Dzięki temu obniżany jest koszt zarówno zakupu, jaki i prowadzenia inwestycji  sama oplata manipulacyjna (zwana również opłatą za dystrybucję), zamiast  wynosić  4 proc. spada do zera, opłata za zarządzanie spada poniżej 1 proc., a w przypadku korzystania z pośredników może sięgać  nawet 4 proc. Ponadto pobierane są jeszcze opłaty z tytułu zakupu i umorzenia jednostek, konwersji oraz prowadzenia jednostek, co przy zakupie online też jest odpowiednio obniżane lub nawet likwidowane.

Niskie koszty, zysk, ale i bezpieczeństwo są dla klientów na równi ważne przy podejmowaniu decyzji finansowych. Może warto rozważyć inne rozwiązania wynagradzania doradców. Bo czy prowizja w postaci up-frontu zapewnia klientowi najlepszą merytoryczna obsługę, która daje mu bezpieczeństwo finansowe, a nie wysokie korzyści dla doradcy? A może warto ujawniać wysokość prowizji, jaką otrzymuje pośrednik od każdej z instytucji?

130 ekspertów będzie rozmawiało o wizji współtworzenia Przemysłu 4.0 i Smart City

Cyfrowa transformacja w firmach przyśpiesza – aż dla 94 proc. ankietowanych menedżerów to najważniejszy cel strategiczny ich organizacji[1]. Ponad połowa z nich widzi inwestycje w technologie związane z Przemysłem 4.0 i Industrial Internet of Things (IIoT) jako sposób udoskonalenia procesów, które już trwają w ich firmach[2]. Aby jednak wszyscy mogli odnieść korzyści z transformacji cyfrowej, jej uczestnicy powinni ze sobą współpracować. Taka myśl przewodnia przyświeca idei co-creation, której pionierem jest firma Advantech.

W dniach 13-14 maja w Serocku pod Warszawą 130 ekspertów spotka się na konferencji Co -Creating – the Future of Industry 4.0 and Smart City. Model biznesowy Co-Creation zaprezentowany w trakcie wydarzenia promuje ideę, w myśl której najważniejsze są wspólnie opracowane rozwiązania umożliwiające rozwój firm – nie zaś to, kto je zaoferuje. Uczestnicy mają szansę zapoznać się z planami Advantech, poznać platformę WISE PaaS oraz rozwiązania dla Przemysłu 4.0 (Solution Ready Packages), które wykorzystują ideę współtworzenia.

Na świecie już 63 proc. właścicieli firm i fabryk uznaje Internet Rzeczy za strategiczny wybór, który pomoże im w budowaniu konkurencyjności na rynku[3], a w 2020 roku nawet 20 miliardów urządzeń ma wykorzystywać tę technologię w swoich funkcjonalnościach. Według danych Accenture, do 2030 roku przemysłowy Internet Rzeczy ma wzbogacić globalną ekonomię nawet o 12,3 kwintylionów USD. W Polsce to rynek, który stale rośnie, lecz wciąż jest w tyle za europejskimi liderami – w nadchodzących latach wydatki na IIoT w Polsce miały wynieść 49 USD per capita, podczas gdy w Szwecji przewidywano już 398 USD na osobę[4].

Jash Bansidhar, Associate VP, Head of Industrial loT Europe
Jash Bansidhar, Associate VP, Head of Industrial loT Europe

Zdaniem ekspertów z Ericsson, w 2021 roku na 28 miliardów urządzeń podłączonych do sieci, aż 16 miliardów z nich będzie wykorzystywało IoT. Zdajemy sobie sprawę, jak wiele wyzwań rodzi taka sytuacja, zwłaszcza w kontekście automatyzacji przemysłu i optymalizacji wydajności produkcji. Globalne koncerny i organizacje prześcigają się w oferowanych rozwiązaniach, jednak my wierzymy, że łącząc siły, możemy stworzyć coś naprawdę wyjątkowego i wartościowego – mówi Jash Bansidhar, Associate VP, Head of Industrial loT Europe. – Przykładem jest skonstruowana przez nas platforma WISE-PaaS. Dzięki niej firmy z całego świata mogą w prosty i łatwy sposób zbudować cyfrowe środowisko wspomagające automatyzację procesów.

WISE-PaaS umożliwia zbieranie danych z czujników, ich transmisję do bazy firmy, tworzenie paneli zarządzania i późniejszą implementację funkcjonalności kontrolnych. Platforma pozwala również na budowanie rozwiązań na poziomie software – ich wdrożenie pomaga w wizualizacji zebranych wcześniej danych. Produkt jest rozwiązaniem operującym
w chmurze, co ułatwia dostęp do niej z wielu urządzeń. Integratorzy systemów, projektujący swoje usługi pod konkretną specjalizację, mogą dzięki WISE-PaaS i rozwiązaniom SRP (Solution Ready Package) połączyć swoje usługi z Internetem Rzeczy. W ten sposób wpisują się w realizację trendu co-creation, tym samym docierając do jeszcze szerszego grona klientów i lepiej odpowiadając na ich potrzeby.

Na konferencji uczestnicy będą również mogli zapoznać się z technologiami wspierającymi ideę „smart city”, które zostały opracowane przez partnerów firmy. Wizja miasta przyszłości obejmuje m.in. zarządzanie parkingami (Parking Telecom), inteligentne domy (Solvena) oraz kolej (Passengera) czy NDC (Mmart Grid). Wszystkie rozwiązania operują na hardware Advantech.

Zorganizowane w Serocku wydarzenie jest kontynuacją listopadowego Advantech
Co-Creation Summit, który odbył się w Chinach. Polska konferencja to pierwsze z cyklu spotkań, które mają się odbyć w całej Europie. Dyskusje będą skupiać się wokół zagadnienia Industrial Internet of Things, sztucznej inteligencji w przemyśle, modeli współpracy z partnerami globalnie oraz lokalnie, jak również przyszłości rynku przemysłu ciężkiego.

Wiele firm dostosowuje swoją ofertę do dużych przedsiębiorstw, które nie mają problemu
z budżetem ani zasobami. Tymczasem Advantech demokratyzuje transformację cyfrową, dostarczając sprzęt komputerowy najwyższej jakości. Wspólnie z partnerami, firma tworzy również oferty na oprogramowanie, które są dopasowywane do konkretnego zamówienia. Wykorzystujemy w nich także uniwersalne rozwiązania, które mogą być wdrażane w Polsce, Europie czy nawet Ameryce Południowej. Naszym celem jest otworzenie mniejszych firm na nowe możliwości, który my – jako marka globalna – mamy wpisane w DNA. Nasz zasięg połączony z „know-how” partnerów umożliwia przedstawianie naszym klientom wspólnie stworzonych i niezwykle konkurencyjnych ofert
– podkreśla Alicja Strzemieczna, Europe CEE Region Sales Manager of Industrial loT Group.

W trakcie konferencji uczestnicy mieli okazję zobaczyć działanie niektórych rozwiązań Solution Ready Package znajdujących się w ofercie Advantech, m.in:

  • OEE + FEMS – scentralizowanie zarządzania dostępnością maszyn i efektywnością energetyczną w celu optymalizacji operacji;
  • CNC – inteligentne zarządzanie maszynami CNC i optymalizacja ich działania;
  • EMS + WISE.M+ – zunifikowana platforma zarządzania procesami w czasie rzeczywistym poprzez szybką adaptację do rozwiązań dostarczanych przez platformę WISE-PaaS.

Pokazane rozwiązania dowodzą, że wykorzystanie ekosystemów dedykowanych konkretnym problemom, będących integralnym połączeniem software’u i hardware’u, może pomóc w znalezieniu zupełnie nowych zastosowań dla IIoT – niezależnie od branży. Partnerami konferencji Co-Creating – the Future of Industry 4.0 and Smart City byli: Bosch Rexroth, Intel, Asseco, Accenture, Passengera, Łódź University of Technology, NDC, A4BEE, APA Group, Parking Telecom, Eta2U, SmartID, Cleverlance oraz Solvena.

[1] Deloitte

[2] Deloitte

[3] IDC

[4] IDC

Premier Litwy rezygnuje. Pekin osłabi własną walutę?

Amerykanie się nie zawahali i nałożyli nowy pakiet sankcji na produkty z Chin. Premier Republiki Litewskiej nie wszedł do drugiej tury wyborów prezydenckich i rezygnuje ze stanowiska. Inflacja w Czechach wraca do normy.

Wojna handlowa – kolejna salwa

Amerykanie wprowadzili nową serię sankcji na import z Chin. Ciekawe były reakcje na to wydarzenie. Prezydent Donald Trump powiedział, że rozmowy są realizowane w stosowny sposób i nie ma powodu, by się spieszyć. Chińczycy zapowiedzieli reakcję odwetową oraz wyrazili ubolewanie z powodu zaistniałej sytuacji. Jednak na razie nie zdecydowali się na żadne retorsje. Natomiast rynki odpowiedziały wyraźnym ruchem umacniającym dolara względem juana. Wielu obserwatorów uważa, że zamiast ceł odwetowych, Pekin osłabi własną walutę, aby poprawić sytuację swoich eksporterów.

Zmiany na Litwie

Urzędujący premier Saulius Skvernelis, pomimo uzyskania 23% głosów, nie wszedł do drugiej tury wyborów prezydenckich. Wobec takiego wyniku zdecydował się na złożenie dymisji. Trwają spekulacje, czy obecny kryzys nie zakończy się przedterminowymi wyborami parlamentarnymi. Jeśli ten scenariusz się nie sprawdzi, to i tak prawdopodobnie czeka nas zmiana koalicji rządzącej. Zdaniem obserwatorów, poglądy kandydatów, którzy przeszli do kolejnej tury elekcji, są do siebie bardzo zbliżone. W rezultacie ostateczne rozstrzygnięcie wyborcze nie powinno być istotnym wydarzeniem dla rynków.

Czeska walka ze wzrostem cen

Na początku maja Czesi podnieśli stopy procentowe. Jednym z powodów był rosnący wskaźnik inflacji. Jednak marcowy nagły wzrost do 3% okazał się jednorazowy. Dzisiaj poznaliśmy dane z kwietnia, które nie uwzględniają jeszcze efektu zmian wprowadzonych przez Narodowy Bank Czeski. Odczyt pokazał inflację na poziomie 2,8%. To wciąż sporo, ale widać spadek względem poprzedniego miesiąca. Jest to o tyle istotne, że część ekspertów wskazywała na zbyt rychłe podniesienie stóp i przejściowość wzrostu cen.  Ostatnie informacje zdają się potwierdzać ten pogląd. Rano zauważalne było lekkie osłabienie kursu czeskiej korony. Ruch ten może się wpisywać w mniejsze prawdopodobieństwo kolejnych podwyżek w przyszłości.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl