Globalne zmiany i ich wpływ na rynek nieruchomości na świecie

  • Miasta w Indiach, Chinach i na Bliskim Wschodzie rozwijają się coraz prężniej, będąc w dłuższej perspektywie również coraz atrakcyjniejsze dla inwestorów aktywnych na rynku nieruchomości
  • Nowy Jork, Tokio, Londyn i Los Angeles to pierwsza czwórka sporządzonego przez Savills rankingu Najbardziej Stabilnych Miast, które najlepiej odpowiadają na globalne zmiany
  • W Polsce dynamiczny wzrost gospodarczy głównych ośrodków miejskich daje realne perspektywy wyższych zwrotów z inwestycji w nieruchomości komercyjne, niż w głównych ośrodkach biznesu starego porządku świata

Według międzynarodowej firmy doradczej Savills, odważni inwestorzy zainteresowani osiągnieciem zysków w dłuższej perspektywie powinni zwrócić większą uwagę na miasta na Bliskim Wschodzie, w Indiach i Chinach. To właśnie te rynki, w tym takie miasta jak np. Rijad w Arabii Saudyjskiej czy Delhi w Indiach w najbliższym czasie będą się najbardziej rozwijały w obliczu globalnych zmian, pomimo, że ich potencjał był dotychczas stosunkowo słabo wykorzystywany.

W regionach tych znajdują się miasta, które analitycy Savills określili mianem aspirujących i uwzględnili je w stworzonym przez siebie Indeksie Stabilnych Miast, opublikowanym w najnowszym raporcie Impacts.  Eksperci Savills dokonali analizy miast, które będą najbardziej odporne lub otwarte na zmiany w sferze technologii, demografii i innowacji, a także tym samym ich obecnej i przyszłej atrakcyjności dla globalnych inwestorów aktywnych na rynku nieruchomości.

Nowy Jork, Tokio, Londyn i Los Angeles to miasta, które zajmują obecnie pierwsze cztery miejsca i które, według prognoz, utrzymają je również za 10 lat. Savills wskazuje także na osiem miast aspirujących, które w najbliższej dekadzie odnotują największy awans i znajdą się w pierwszej pięćdziesiątce zestawienia.

Tabela 1. Miasta aspirujące, czyli lokalizacje, które według autorów raportu Impacts firmy Savills mogą awansować o co najmniej 10 miejsc i znaleźć się w pierwszej pięćdziesiątce Indeksu Stabilnych Miast do roku 2028[i].

MIASTA ASPIRUJĄCE
Miasto Kraj Kategoria Pozycja w roku Zmiana
2018-2028
2008 2018 2028
Hangzhou Chiny Aspirujące 54 40 29 11 ↑
Rijad Arabia Saudyjska Aspirujące 66 44 31 13 ↑
Nankin Chiny Aspirujące 53 46 32 14 ↑
Ningbo Chiny Aspirujące 57 50 40 10 ↑
Delhi Indie Aspirujące 166 106 44 62 ↑
Mumbaj Indie Aspirujące 129 80 46 34 ↑
Dżudda Arabia Saudyjska Aspirujące 130 59 49 10 ↑
Bengalur Indie Aspirujące 0 98 20 48 ↑

Źródło: dział badań Savills

Według Savills miasta aspirujące będą rywalizowały z lokalizacjami o ugruntowanej pozycji korzystając na zachodzących na świecie zmianach, ponieważ często potrafią szybciej i sprawniej reagować na przemiany technologiczne i społeczne. Z tego względu miasta te powinni monitorować w szczególności inwestorzy zainteresowani inwestycjami długoterminowymi na rynku nieruchomości. Żadna lokalizacja w USA i Europie nie uzyskała statusu miasta aspirującego, a ze Starego Kontynentu do pierwszej dwudziestki Indeksu Stabilnych Miast zakwalifikowały się jedynie Londyn i Paryż.

„Wspólną cechą ośmiu miast aspirujących jest to, że wszystkie mogą odnotować znaczny wzrost PKB oraz przychodów gospodarstw domowych. Dodatkowo, do roku 2028 ich współczynnik obciążenia demograficznego, czyli stosunek liczby osób w wieku nieprodukcyjnym do liczby osób w wieku produkcyjnym, będzie malał lub rósł wolniej niż w innych największych miastach. Oznacza to, że w porównaniu z niektórymi bardziej znanymi lokalizacjami będą to miasta młode, zamożne i potrafiące szybciej dostosowywać się do zmian w otaczającym świecie” – mówi Sophie Chick, dyrektor z działu globalnych badań w Savills.

Tabela 2. Indeks Stabilnych Miast firmy Savills: 20 miast, które będą najbardziej stabilne w przeciągu następnych 10 lat według autorów raportu Impacts firmy Savills.

Miasto (aglomeracja) Kraj Kategoria Pozycja w roku Zmiana
2018-2028
2008 2018 2028
Nowy Jork USA Stabilne 1 1 1 0 –
Tokio Japonia Stabilne 2 2 2 0 –
Londyn Wielka Brytania Stabilne 3 3 3 0 –
Los Angeles USA Stabilne 4 4 4 0 –
Szanghaj Chiny Stabilne wschodzące 23 11 5 6 ↑
Chicago USA Stabilne 5 5 6 -1 ↓
Pekin Chiny Stabilne wschodzące 24 14 7 7 ↑
Paryż Francja Stabilne 6 6 8 -2 ↓
Shenzhen Chiny Stabilne wschodzące 20 13 9 4 ↑
Dallas USA Stabilne 10 8 10 -2 ↓
Waszyngton DC USA Stabilne 7 7 11 -4 ↓
Kanton Chiny Stabilne wschodzące 35 21 12 9 ↑
Singapur Singapur Stabilne 15 9 13 -4 ↓
San Francisco USA Stabilne 9 10 14 -4 ↓
Houston USA Stabilne 12 12 15 -3 ↓
Filadelfia USA Stabilne 11 15 16 -1 ↓
Tiencin Chiny Stabilne wschodzące 40 26 17 9 ↑
Boston USA Stabilne 13 16 18 -2 ↓
Suzhou Chiny Stabilne wschodzące 47 30 19 11 ↑
Dżakarta Indonezja Stabilne wschodzące 103 51 20 31 ↑
Metodologia. Indeks Stabilnych Miast firmy Savills stanowi miarę zamożności danego miasta (PKB), zamożności gospodarstw domowych (gospodarstwa o przychodach przekraczających 70 tys. dolarów amerykańskich) oraz współczynnika obciążenia demograficznego

Źródło: dział badań Savills

 

„Czołówka rankingu może wydawać się nienaruszalna, co nie zmienia faktu, że w obliczu nadchodzących zmian w ciągu następnych 10 lat będziemy świadkami przełomu w sposobie funkcjonowania firm i całych społeczeństw. Z naszego Indeksu Stabilnych Miast wynika, że miasta o ugruntowanej pozycji rzeczywiście będą w dużej mierze bezpieczne i odporne na przewidywane zmiany w najbliższej dekadzie. Pierwsza dziesiątka najbardziej popularnych miast wśród inwestorów krajowych i zagranicznych w 2018 roku odzwierciedla ten stary porządek świata wskutek czego nieruchomości w tych lokalizacjach podrożały i należą obecnie do najbardziej pożądanych aktywów” – komentuje Simon Hope, dyrektor działu globalne rynki kapitałowe w Savills.

„Wskazane przez nas osiem miast aspirujących może stać się wkrótce alternatywnymi kierunkami inwestycyjnymi. Nie są one pozbawione ryzyka, ale będą szybko awansowały w rankingach, ponieważ wykazują się odpornością na wyzwania przyszłości. Inwestorzy, którzy są gotowi zachować cierpliwość i myślą długofalowo, powinni rozważyć możliwość wejścia na te rynki. Co piąty człowiek na świecie jest Chińczykiem, a wraz z upływem czasu i dalszym rozwojem chińska gospodarka stanie się największą na świecie, oferując jednocześnie atrakcyjne możliwości dla inwestorów na rynku nieruchomości” – dodaje Simon Hope.

„Wszystkie miasta aspirujące znajdują się w Chinach, Indiach lub na Bliskim Wschodzie. Niektóre z nich, takie jak Delhi, Mumbaj, Bengalur, Rijad i Dżudda, są powszechnie znane, ale dotychczas pozostawały poza kręgiem zainteresowań globalnych inwestorów aktywnych na rynku nieruchomości. Chińskie miasta – Hangzhou, Nankin i Ningbo – w ogóle nie są znane pomimo dużej liczby mieszkańców. Jednak wszystkie charakteryzują się młodą populacją, odnotowują wzrost zamożności i będą w stanie szybko dostosowywać się do nadchodzących zmian” – mówi Paul Tostevin, dyrektor z działu globalnych badań Savills.

Michał Stępień, associate w dziale doradztwa inwestycyjnego Savills w Polsce
Michał Stępień, associate w dziale doradztwa inwestycyjnego Savills w Polsce

„Głębokie zmiany w demografii i technologii oraz ich wpływ na rynek nieruchomości widoczne są również w Polsce, gdzie analogicznie duże ośrodki miejskie także wychodzą obronną ręką, dość szybko dostosowując się do zachodzących zmian. Z pewnością, podobnie jak we wiodących aglomeracjach na świecie, w Warszawie sprzyja temu napływ młodych ludzi oraz koncentracja biznesu i usług. Polska od lat plasuje się w unijnej czołówce wzrostu gospodarczego. Wchodząc do UE w 2004 r. PKB Polski według parytetu siły nabywczej było mniej więcej na poziomie 50% średniej unijnej. W 2017 r. poziom ten przekroczył 70%. Zgodnie z danymi opublikowanymi ostatnio przez Eurostat, Warszawa znalazła się na 19 miejscu w rankingu regionów UE o najwyższym PKB per capita według parytetu siły nabywczej, wyprzedzając takie ośrodki jak Wiedeń czy Salzburg. I choć w ujęciu nominalnym poziom zamożności mieszkańców polskich aglomeracji jest nadal znacznie niższy od wiodących rynków Europy Zachodniej, to właśnie dynamiczny wzrost gospodarczy głównych ośrodków miejskich jest czynnikiem, który przyciąga kapitał inwestycyjny, dając realne perspektywy wyższych zwrotów z inwestycji w nieruchomości komercyjne niż w głównych ośrodkach biznesu starego porządku świata” – mówi Michał Stepień, Associate z działu doradztwa inwestycyjnego w Savills.

[i] Benglalur nie został uwzględniony w rankingu za rok 2008, ponieważ jego PKB nie przekraczał 50 mld dolarów amerykańskich.

F5 sfinalizowało proces przejęcia NGINX

F5 – światowy lider w dziedzinie usług aplikacji w środowiskach multi-cloud sfinalizował proces przejęcia NGINX – lidera w dziedzinie dostarczania aplikacji open-source. Informacja o zawarciu umowy przejęcia NGINX została ogłoszona 11 marca br.

Połączone firmy umożliwią korzystanie z usług aplikacji multi-cloud we wszystkich środowiskach. Zapewnią łatwość obsługi i elastyczność, jakich potrzebują programiści, przy jednoczesnym spełnieniu wymagań zespołów operacyjnych w zakresie skali, bezpieczeństwa, niezawodności i gotowości do działania.

Kryzys motoryzacyjny w Chinach? Nie na rynku aut premium

Największy na świecie rynek samochodowy zwalnia. Marzec był 9. miesiącem z rzędu, w którym w Chinach zanotowano spadek sprzedaży aut. Ale chiński rynek nie kurczy się równo. Segment samochodów premium ma się w tym kraju lepiej niż dobrze.

Koniec epoki

Chiny stały się największym rynkiem motoryzacyjnym w 2009 roku, odbierając ten tytuł Stanom Zjednoczonym. Cztery lata później azjatycki kraj, jako pierwszy w historii zanotował roczną sprzedaż sięgającą 20 mln samochodów. A jeszcze w 2000 roku chiński rynek motoryzacyjny był o 29 razy mniejszy od amerykańskiego. Przez lata sprzedaż samochodów w Chinach regularnie rosła, ale od połowy 2018 roku ten trend wyraźnie się odwrócił, sprawiając, że sprzedaż samochodów w Państwie Środka spadła po raz pierwszy od 20 lat.

Ubiegły rok zakończył się z wynikiem 4,1% na minusie, wynika z danych China Passenger Car Association (CPCA), a w marcu 2019 roku zdaniem China Association of Automobile Manufacturers cały rynek motoryzacyjny skurczył się o 5,2% względem analogicznego okresu rok temu. Takie wyniki dobrze odzwierciedlają aktualną kondycję chińskiej gospodarki, która w 2018 roku zanotowała wzrost na poziomie tylko 6,6%, co jest najgorszym wynikiem od 28 lat.

Wzrost sprzedaży aut luksusowych

Zmniejszenie chińskiego rynku nie dosięgnęło jednak segmentu samochodów luksusowych. W pierwszym kwartale roku wzrósł on o 7,5% – podaje CPCA. Najlepsze światowe marki premium regularnie zyskują w Chinach coraz lepsze wyniki. W ubiegłym roku Audi zanotowało tam ponad 10-procentowy wzrost, podobnie Mercedes, a BMW zyskało prawie 8%. Na tym tle najbardziej wyróżnia się jednak Lexus, który w 2018 roku sprzedał o 21% aut więcej, niż przed rokiem.

Lexus rośnie w Chinach

W Chinach japońska marka premium jest na fali. W kwietniu Lexus sprzedał w Państwie Środka 21 839 aut – po raz pierwszy w historii miesięczna sprzedaż samochodów producenta była wyższa niż w USA, dotąd najważniejszym rynku dla Lexusa. Różnica wyniosła 479 aut. Ponadto w pierwszym kwartale 2019 roku Lexus sprzedał w Państwie Środka 60 465 samochodów i według szacunków do końca roku sprzedaż ma osiągnąć poziom 200 000 egzemplarzy. Dla porównania w Europie, w której Lexus również notuje regularne wzrosty, w całym ubiegłym roku sprzedano 76 188 aut tej marki. Trudno o lepszy dowód na to, jak potężny jest chiński rynek.

Limuzyny hitem

Prawdziwym bestsellerem Lexusa na chińskim rynku jest obecnie model ES, w ubiegłym roku wyróżniony tytułem China Car of the Year 2019. Uznanie dla japońskiego sedana tylko podkreśla słabość Chińczyków do luksusowych limuzyn. Podobne doświadczenia mają inni producenci, jak na przykład Audi, którego najpopularniejszym modelem w tym kraju jest sedan A4 L. Popularność limuzyn udowadniają zresztą liczby opisujące cały rynek. Według danych CPCA, od stycznia do listopada 2018 roku sprzedaż luksusowych sedanów w kraju wzrosła o 18,8%, kiedy segment SUV-ów klasy premium powiększył się o jedyne 3,5%.

Samochodowe fabryki w Chinach

W obliczu tak dużego zainteresowania samochodami klasy premium w Chinach, producenci coraz częściej decydują się na produkcję swoich samochodów w tym kraju, a także tworzenie modeli przeznaczonych wyłącznie na chiński rynek. Zarówno BMW, Audi i Mercedes mają już swoje zakłady w Państwie Środka.

Lexus prawdopodobnie zdecyduje się też na produkcję w tym kraju. Japońska marka, która bardzo poważnie podchodzi do jakości swoich produktów, wcześniej obawiała się, czy auta wyjeżdżające z chińskich zakładów będą wystarczająco dopracowane, a ich produkcja opłacalna. Jednak gwałtowanie rosnące zainteresowanie samochodami Lexusa w Chinach i coraz lepsza jakość chińskich produktów sprawiają, że włodarze japońskiej marki debatują nad takim posunięciem.

To, jak istotny dla Lexusa jest klient z Chin podkreśla również najnowszy model pokazany przez producenta z Kraju Kwitnącej Wiśni, czyli Lexus LM. Pierwszy luksusowy van marki powstał z myślą o azjatyckich klientach, a przede wszystkim odbiorcach z Chin, gdzie auta tego typu cieszą się dużą popularnością.

Kurs jena japońskiego – prognoza długoterminowa

„Wojna handlowa” pomiędzy USA i Chinami wspiera japońską walutę. Ale jeśli ten konflikt, pomimo ostatniego zaostrzenia retoryki Stanów Zjednoczonych, zostanie rozwiązany, wtedy jen japoński powinien doświadczyć osłabienia. Dlaczego? To w swojej analizie tłumaczą eksperci Ebury.

Pod koniec ubiegłego roku jen japoński (JPY) doświadczył wyraźnej aprecjacji, zyskując 10% w relacji do polskiego złotego. JPY jednocześnie był najlepiej radzącą sobie walutą z grupy G10. Przez większość obecnego roku jen pozostawał względnie stabilny w parze z polskim złotym, jednak w ostatnim czasie waluta umocniła się do najwyższego poziomu od stycznia.

Kurs USD/JPY & PLN/JPY (maj ’18-maj ’19)

Kurs USD JPY & PLN JPYŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 09/05/2019

Konflikt mocarstw wspiera jena

Za ostatnie umocnienie jena odpowiadają przepływy do tzw. bezpiecznych przystani (ang. safe-haven), w konsekwencji wzrostu ryzyka rynkowego na świecie. Polegają one na przenoszeniu kapitału do aktywów powszechnie uznawanych za bezpieczne, a takim mianem cieszy się m.in. jen japoński. Głównym czynnikiem wpływającym na niepokój inwestorów jest ryzyko eskalacji konfliktu handlowego na linii USA-Chiny.  To właśnie dematerializacja ryzyka (szczególnie niższe ryzyko eskalacji wspomnianego konfliktu) sprawiła, że przez większość bieżącego roku jen japoński pozostawał względnie stabilny.

W konsekwencji powrotu ryzyka, po ostatnich groźbach prezydenta Donalda Trumpa, siła jena powróciła. Nastąpiło to po tym, jak prezydent Trump w niedzielę ogłosił, że już w ten piątek cła na chińskie towary o wartości 200 mld USD wzrosną z 10% do 25%, co dziś nastąpiło. Do umocnienia jena doszło pomimo tego, iż ostatnie odczyty danych makroekonomicznych z Japonii zdają się wspierać ekspansywną politykę monetarną, co z zasady nie sprzyja aprecjacji waluty.

Oprócz kwestii konfliktu handlowego USA i Chin, rynek walutowy obawiał się również ogólnego spowolnienia w gospodarce światowej. Stąd wzrosło zainteresowanie inwestorów lokowaniem środków w aktywach powszechnie uznawanych za bezpieczne. W ostatnich tygodniach część obaw w tej kwestii nieco zmalała, jednak zwiększenie ceł może zagrozić perspektywom gospodarczym Chin, co nie pozostałoby bez wpływu na globalną gospodarkę.

Rzut oka na gospodarkę

Powracając jednak do sytuacji Japonii, bank centralny tego kraju od dłuższego czasu utrzymuje ekstremalnie luźną politykę monetarną, której najpewniej nie będzie chciał modyfikować. Zwłaszcza biorąc pod uwagę napływ słabych danych o aktywności gospodarczej w kraju.

Podczas kwietniowego spotkania banku centralnego decydenci BoJ nie zmienili poziomu stóp procentowych, dodatkowo komunikując, że stopy pozostaną niezmienione co najmniej przez okres wiosny 2020 r. Pozostawienie stóp na niezmienionym, ujemnym poziomie (-0,1%) w kwietniu oznacza, że pozostają one stabilne od ponad trzech lat. Bank centralny równocześnie prowadzi program „luzowania ilościowego i jakościowego przy jednoczesnej kontroli krzywej dochodowości”. W ramach tego nietypowego instrumentu polityki monetarnej, BoJ rocznie skupuje równowartość 80 bln jenów obligacji rządowych, co ma sprawić, iż rentowności 10-letnich papierów dłużnych skarbu państwa pozostaną w okolicy zera.

Uzasadnieniem ekspansywnej polityki monetarnej jest brak presji inflacyjnej w Japonii. Dynamika cen pozostaje niska, nawet pomimo ekstremalnie ekspansywnego nastawienia BoJ. W lutym inflacja CPI spadła do poziomu 0,2% w ujęciu rocznym, co jest najniższym poziomem indeksu od końcówki 2016 roku. Indeks cen konsumentów w marcu również znajdował się wyraźnie poniżej 2-proc. celu inflacyjnego banku centralnego, osiągając poziom 0,5%. Również inflacja bazowa nie przekracza poziomu 1%, od kiedy w pomiarach wskaźnika przestano uwzględniać wpływ, jaki na ceny miał nałożony w 2015 roku podatek od sprzedaży. Spodziewamy się, że polityka Banku Japonii pozostanie zdecydowania ekspansywna, dopóki dynamika cen w Japonii nie wróci do poziomu zbliżonego do celu inflacyjnego.

Inflacja w Japonii (2010-2019)

Inflacja w JaponiiŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 09/05/2019

Polityka japońskiego banku centralnego nie zdołała wystarczająco wzmocnić krajowego wzrostu gospodarczego, co niewątpliwie niepokoi jego decydentów. W ostatnim kwartale 2018 roku w Japonii można było obserwować wzrost na poziomie zaledwie 0,3% w ujęciu rocznym, co jest bardzo nieznaczną poprawą w porównaniu do poprzedniego kwartału, kiedy wzrost PKB wynosił jedynie 0,1%. Gospodarka pod koniec roku radziła sobie lepiej w ujęciu kwartalnym. Jednak należy to powiązać ze spowolnieniem w trzecim kwartale, kiedy Japonia cierpiała z powodu silnych tajfunów w zachodniej części kraju, jak i katastrofalnego w skutkach trzęsienia ziemi na północy, które negatywnie wpłynęły na produkcję.

Sygnały napływające z gospodarki w pierwszym kwartale bieżącego roku również nie są szczególnie optymistyczne. W 2019 roku aktywność biznesowa w dość istotnym dla Japonii sektorze przemysłu spadła i pozostaje na niskich poziomach. W marcu i lutym wskaźnik PMI dla sektora znajdował się poniżej granicznej wartości 50, przekraczając ów poziom nieznacznie w kwietniu. Oznacza to, że zgodnie ze wskazaniami indeksu w dwóch z trzech miesięcy wchodzących w skład pierwszego kwartału obecnego roku japoński przemysł kurczył się. Twarde dane pokazują dodatkowo, że produkcja przemysłowa spadała przez cztery z dziewięciu ostatnich miesięcy pomiarów.

Indeksy PMI dla Japonii (2016-2019)

Indeksy PMI dla Japonii
Źródło: Thomson Reuters Datastream Data: 09/05/2019

Co czeka jena?

Gołębia retoryka Banku Japonii, niższa aktywność gospodarki, jak i uparcie utrzymująca się na niskim poziomie dynamika cen w Japonii prowadzą nas do podtrzymania dotychczasowej prognozy. Zakłada ona, że w najbliższej przyszłości krajowy bank centralny najpewniej utrzyma dotychczasowy poziom stóp procentowych. Jesteśmy również zdania, że utrzymanie luźnej polityki monetarnej powinno ograniczać przepływy „safe-haven”. Jeśli konflikt na linii USA-Chiny, pomimo ostatniego zaostrzenia retoryki Stanów Zjednoczonych, ostatecznie zostanie rozwiązany, jen japoński powinien doświadczyć osłabienia.

Nasza prognoza nadal zakłada zatem osłabienie jena japońskiego w 2019 roku. Aczkolwiek prawdopodobieństwo utrzymania stabilnej polityki monetarnej przez Rezerwę Federalną powinno ograniczyć straty, jakich mogłaby doświadczyć japońska waluta. Jednocześnie w związku z oczekiwanym przez nas umocnieniem złotego w relacji do euro, spodziewamy się również aprecjacji krajowej waluty w parze z jenem japońskim. Prognozy Ebury na koniec roku to: USD/JPY 115, EUR/JPY 132, JPY/PLN 0,032.

Autorzy: analitycy Ebury – Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk

Usługi ciągłe a usługi świadczone w sposób ciągły – zakres przedmiotowy pojęcia

W toku prowadzenia działalności gospodarczej świadczenia często mają podobny charakter i są wykonywane w ramach jednej umowy. Przedsiębiorcy zauważyli, że dostawy w celu realizacji określonej umowy można by traktować jako dostawy realizowane w okresach rozliczeniowych, dla których ustalane są następujące po sobie terminy płatności lub rozliczeń. Takie podejście znacznie uprościłoby współpracę, poprzez ograniczenie obowiązków administracyjnych przedsiębiorców. Fiskus odrzucił jednak ten pomysł, twierdząc, że każda dostawa lub świadczenie (nie dotyczy usług ciągłych) powinny być fakturowane osobno. Sprawy trafiły do sądów.

Usługi ciągłe a usługi świadczone w sposób ciągły

Ustawodawca nie definiuje pojęć usługi ciągłej oraz usługi świadczonej w sposób ciągły. W art. 19a ust 3 ustawy o VAT wskazuje się, że usługę, dla której w związku z jej świadczeniem ustalane są następujące po sobie terminy płatności lub rozliczeń, uznaje się za wykonaną z upływem każdego okresu, do którego odnoszą się te płatności lub rozliczenia, do momentu zakończenia świadczenia tej usługi. Z kolei usługę świadczoną w sposób ciągły przez okres dłuższy niż rok, dla której w związku z jej świadczeniem w danym roku nie upływają terminy płatności lub rozliczeń, uznaje się za wykonaną z upływem każdego roku podatkowego, do momentu zakończenia świadczenia tej usługi.

Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z 11 kwietnia 2017 r. (sygn. I FSK 1104/15) wskazał, że pojęcie usługi ciągłej należy rozumieć w inny sposób niż pojęcie usługi świadczonej w sposób ciągły. Przede wszystkim rozumienia usługi świadczonej w sposób ciągły nie można ograniczać do usług świadczonych w sposób nieustający, bezustanny, bez przerwy. W szczególności sądy administracyjne wskazują, że pod tym pojęciem znajdują się także zobowiązania polegające na stałym i powtarzalnym (trwałym) zachowaniu się strony zobowiązanej do świadczenia.

Usługi ciągłe

W orzecznictwie sądów administracyjnych można spotkać się ze stanowiskiem, że usługą ciągłą może być usługa tylko konkretna, jednorodzajowa, dla której przewidziana jest jedna stawka podatkowa, jeden moment powstania obowiązku podatkowego w świetle przepisów ustawy o VAT. Przykładowo WSA w Gliwicach w wyroku z 19 kwietnia 2017 r. (sygn. III SA/Gl 1291/16) wskazał, że nie można uznać za usługę ciągłą świadczonych trzech różnych usług, tj. np. terminalowych, przewozowych i spedycyjnych. Z kolei NSA w wyroku z 15 grudnia 2017 r. (sygn. I FSK 173/16) wskazał, że o usługach ciągłych można mówić tylko wtedy, gdy poszczególnych czynności usługodawcy nie sposób wyodrębnić. Innymi słowy, nie można określić, kiedy kończą się pewne świadczenia, a kiedy następne się rozpoczynają.

Usługi i dostawa towarów świadczone w sposób ciągły

Z przywołanej wyżej treści art. 19a ust 3 ustawy o VAT wynika, że możliwość rozliczenia usług w okresach rozliczeniowych dotyczy zarówno usług świadczonych w sposób ciągły, jak i wszelkich innych usług, o ile tylko strony zdecydowały się na rozliczanie ich w okresach rozliczeniowych lub ustaliły następujące po sobie terminy płatności. Dotyczy to także dostaw towarów, co potwierdza NSA w wyroku z 22 lutego 2019 r. (sygn. I FSK 150/17).

Przykładowo więc, jeżeli z umów z kontrahentami wynika, że podatnik świadczy usługi np. transportowe, które nie są zaliczane do usług ciągłych, ale których rozliczenia dokonywane są w ustalonych przez strony okresach rozliczeniowych, to dostawy realizowane w ramach tej umowy można uznać za dostawy świadczone w sposób ciągły i w konsekwencji nie trzeba wystawiać faktury po każdej pojedynczej dostawie. Sądy obu instancji podkreśliły w sprawie, że z wykładni celowościowej i systemowej art. 64 ust. 2 dyrektywy VAT wynika, że realizowanie dostaw w sposób ciągły może również polegać na ich powtarzalnym wykonywaniu.

Podsumowanie

Podejście do usług i dostaw towarów świadczonych w sposób ciągły ulega znacznej liberalizacji na skutek pozytywnych dla podatników orzeczeń sądów administracyjnych. Jako pozytywną należy ocenić w szczególności wykładnię poczynioną przez NSA, z której wynika, że także dostawy realizowane w ramach jednej umowy w okresach rozliczeniowych nie muszą być rozpoznawane na zasadach ogólnych, co wiązałoby się z koniecznością fakturowania każdej pojedynczej dostawy. Podatnicy mają możliwość wystawienia jednej „zbiorczej” faktury za dostawy realizowane w określonym czasie. Oczywiście takie podejście może nie spotkać się do końca z aprobatą fiskusa, ponieważ co do zasady podatnik w ten sposób będzie mógł zapłacić podatek w późniejszym okresie. Przykładowo dostawy w ramach tej samej umowy zostały zrealizowane w styczniu, lutym i marcu, a jako umowny okres rozliczeniowy przyjęto kwartał. Zatem podatnik nie wykaże dostaw w styczniu ani w lutym, tylko w marcu, przez co fiskus później otrzyma wpływ z VAT.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Dane z niemieckiej gospodarki wciąż martwią

W tym tygodniu poznaliśmy wyniki produkcji przemysłowej w Niemczech. W marcu zanotowano wzrost w porównaniu z poprzednim miesiącem o 0,5%. Biorąc pod uwagę korektę sezonową, międzyrocznie spadła ona natomiast o 0,9%. Zamówienia przemysłowe w porównaniu miesiąc do miesiąca wzrosły o 0,6%, a w ujęciu rok do roku spadły o 6%. To niekorzystne wyniki nie tylko dla niemieckiego, ale również dla polskiego przemysłu. Niedawno został opublikowany również wynik Indeksu Menadżerów Zakupów dla Polski, który wyniósł 49 pkt. Utrzymujący się poziom PMI poniżej 50 pkt., w kombinacji z wcześniej wymienionymi danymi dot. rozwoju niemieckiego przemysłu, wskazują na spowolnienie wzrostu polskiego sektora produkcyjnego.

Ważny dla niemieckiego, jak i dla polskiego przemysłu, jest również rozwój negocjacji między USA i Chinami. Donald Trump ponownie przestraszył rynki finansowe swoim niedawnym tweetem. Zasugerował, że cła na przywóz z Chin powinny ponownie znacznie wzrosnąć. Tweety amerykańskiego prezydenta często nie mają pokrycia w rzeczywistości, ale sama wiadomość oczywiście wpłynęła na rynki, które są niezwykle czułe na takie sygnały. Niemniej jednak szanse na zaostrzenie wojny handlowej wzrosły i zobaczymy, co przyniosą negocjacje między obiema stronami. Pierwsze wyniki rozmów między USA i Chinami być może poznamy już w piątek lub w ciągu weekendu. Nadal więc utrzymuje się spora niepewność w światowej gospodarce.

W tym tygodniu złoty stracił zyski, które zdobył w ubiegłym tygodniu. Kurs EUR/PLN nadal się zmienia. W piątek rano jego notowania w stosunku do euro były na poziomie 4,30. Kurs EUR/USD w tym czasie był na poziomie 1,12 EUR/USD.

Tygodniowy komentarz walutowo-makroekonomiczny Malwiny Krakus, analityczki AKCENTY, instytucji płatniczej rozliczającej i zabezpieczającej transakcje walutowe eksporterów i importerów z Europy Środkowej.

Wojny handlowe – pies, który nie zaszczekał

W opowiadaniu o Sherlocku Holmesie pt. „Srebrny płomień”, pewnej nocy ze stajni znika utytułowany koń wyścigowy, a jego trener zostaje zamordowany. Prowadzący śledztwo Sherlock Holmes zwraca uwagę na coś, co się nie wydarzyło: pies strzegący terenu nie zaszczekał.

Od ponad dwóch lat żyjemy w strachu przed wojnami handlowymi, obawiając się, że eskalacja protekcjonistycznej polityki stłumi globalną wymianę handlową i wywoła potężną dekoniunkturę w gospodarce światowej. Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW) ostatnio wywołał kolejną falę alarmujących doniesień medialnych swoimi prognozami dla światowej gospodarki („World Economic Outlook”).

Wciąż jednak nie doszło do załamania światowego handlu, a globalna gospodarka nie wyhamowała. Wojny handlowe na świecie są zatem jak pies, który nie zaszczekał.

Ta sytuacja ma, według mnie, trzy powody. Zamiast wojen obserwowaliśmy niewielkie potyczki, wolny handel w rzeczywistości nigdy nie był naprawdę wolny oraz, co najważniejsze, zależność globalnego wzrostu od globalnego handlu przeszła strukturalną przemianę.

Dla inwestorów oznacza to dwie ważne implikacje, które omówię pod koniec niniejszego tekstu: (1) globalny wzrost prawdopodobnie pozytywnie nas zaskoczy, podobnie jak rentowność obligacji, oraz (2) naprawdę ważnych czynników należy szukać na poziomie poszczególnych spółek, branż i rynków krajowych, w związku z czym selekcja instrumentów do portfela jeszcze nigdy nie była tak istotna.

Pogłoski o śmierci globalnego handlu są mocno przesadzone

Dynamika światowego handlu rzeczywiście zwolniła w 2018 r., jednak było to po części uspokojenie po bardzo mocnym 2017 r., gdy globalna wymiana handlowa rosła w tempie 4,7%, czyli trzykrotnie szybciej niż rok wcześniej. Ubiegłoroczne tempo 3,3% wciąż wygląda dobrze na tle średniego poziomu 2,0% z lat 2012–2016.dynamika światoweg handlu

Tempo wzrostu handlu światowego dodatkowo spadło pod koniec ubiegłego roku: trzymiesięczna średnia krocząca przez większą część 2017 r. utrzymywała się w okolicach poziomu 5%, później spadła o jeden punkt procentowy do ok. 4% w drugim i trzecim kwartale 2018 r., by wreszcie wyhamować do stycznia 2019 r. Ten trend należy uważnie obserwować, ale zanim wpadniemy w panikę, warto zauważyć, że na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat już dwukrotnie byliśmy świadkami znaczącego spadku dynamiki handlu światowego (w latach 2015–2016 i 2011–2012) i za każdym razem później następowało przyzwoite odbicie.spadki i odbicia

Co jeszcze ważniejsze, należy pamiętać, że światowy wzrost utrzymywał się w ubiegłym roku na stabilnym i niezmiennym od 2017 r. poziomie 3,7%, pomimo spadku dynamiki globalnej wymiany handlowej. Ani strach przed wojnami handlowymi ani faktyczne spowolnienie w obszarze handlu nie były na tyle poważne, by stłumić dynamikę ogólnoświatowego rozwoju gospodarczego.napięcia handlowe

Nie wojny, a potyczki

Są trzy powody, dla których napięcia w światowym handlu mają ograniczony wpływ na globalny wzrost. Po pierwsze, scenariusz zakrojonej na szeroką skalę wojny handlowej i potężnej fali protekcjonizmu, który stale jest przywoływany przez komentatorów, jak dotąd się nie zrealizował. Nawet najtrudniejszym dwustronnym negocjacjom towarzyszą wyważone działania o ograniczonym zakresie, a nie eskalacja wzajemnych obciążeń celnych.

Dlaczego? Przynajmniej po części dlatego, że Stany Zjednoczone mają rację: niemal wszystkie gospodarki stosują wyższe cła; nawet Unia Europejska (UE) nakłada na import cła średnio o 50% wyższe niż Stany Zjednoczone (5,1% w porównaniu z 3,4%). Poniższy wykres pokazuje, że wszystkie kraje, z którymi Stany Zjednoczone toczą największe spory (zaznaczone na zielono) stosują znacznie wyższe cła niż Stany Zjednoczone. Amerykanie bez wątpienia mogliby zajmować się tymi kwestiami z większą finezją, ale inne kraje nie odpowiadają gwałtownym odwetem właśnie dlatego, że zdają sobie z tego sprawę i miałyby znacznie więcej do stracenia w przypadku eskalacji konfliktu.cła w USA

Sytuacja ta ma zatem ograniczony wpływ na światowy handel i przypuszczam, że nadchodzące miesiące przyniosą stabilizację globalnej wymiany handlowej po niedawnym spowolnieniu.

 Przedsiębiorcy radzą sobie z niepewnością lepiej niż komentatorzy

Po drugie, przedsiębiorcy nie wpadli w panikę. Obawiano się, że niepewność wywoływana przez narastające napięcia w handlu może skłonić spółki do wstrzymania realizacji planów inwestycyjnych. Wprawdzie anegdotyczne dowody istotnie sugerują, że menedżerowie spółek niepokoją się napiętą sytuacją w handlu, ale dane potwierdzają solidny wzrost inwestycji w latach 2017 i 2018: krajowe inwestycje w sektorach prywatnych brutto wzrosły z 17,0% produktu krajowego brutto (PKB) na koniec 2016 r. do 17,4% na koniec 2017 r. i 18,1% na koniec 2018 r. Pomimo pewnego narzekania, wielu przedsiębiorców najwyraźniej z rezerwą podchodzi do doniesień medialnych, a ich wiara w oparte na solidnych fundamentach globalne ożywienie jak dotąd przewyższa obawy wokół napiętej sytuacji w handlu.spółki spokojne

Ekonomiści również najwyraźniej nie docenili zdolności spółek do dostosowania się do jak dotąd ograniczonych zakłóceń łańcuchów dostaw. Przypomnijmy, ponadto, że wolny handel nigdy nie był rzeczywiście wolny. Jak wspomniano wcześniej, szereg krajów stosuje spore opłaty celne, a na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat byliśmy już świadkami narastającego protekcjonizmu w postaci wymogów dotyczących krajowej lokalizacji zakładów na rynkach wschodzących i innych odmiennej natury niż cła. Wiele przedsiębiorstw już nauczyło się adaptacji do nowych warunków.

Strukturalne zmiany w światowym handlu

 Po trzecie i najważniejsze, wrażliwość światowego wzrostu gospodarczego na zmiany w globalnym handlu znacząco spadła na przestrzeni ostatnich 10 lat. W ciągu półtorej dekady przed globalnym kryzysem finansowym, ogólnoświatowa wymiana handlowa rosła dwukrotnie szybciej niż globalny PKB. Z kolei na przestrzeni 10 ostatnich lat tempo wzrostu globalnej wymiany handlowej było o jedną piątą niższe od tempa wzrostu światowego PKB. Światowa gospodarka wciąż rozwijała się jednak średnio w tym samym tempie, co podczas globalnego boomu handlowego.globalny wzrost a handel

Oznacza to ważną zmianę strukturalną wynikającą z trzech kluczowych czynników.

Po pierwsze, solidny wzrost gospodarczy na rynkach wschodzących zaowocował powstaniem szybko rosnącej klasy średniej, której udział w globalnej konsumpcji zaczął rosnąć. Coraz większa część towarów i usług wytwarzanych w Chinach, w Indiach i na innych dużych rynkach wschodzących jest obecnie kupowana na rynkach lokalnych, a nie eksportowana. Według danych McKinsey Global Institute, udział rynków wschodzących w globalnej konsumpcji wzrósł o ok. 50% w ciągu ostatnich 10 lat, a prognozy instytutu przewidują, że do 2025 r. rynki wschodzące będą skupować prawie dwie trzecie globalnej produkcji wyrobów przemysłowych.[1] Obecnie Chiny eksportują zaledwie 9% swojej produkcji, co oznacza spadek o prawie połowę w porównaniu z 17% w 2007 r.

Po drugie, kilka rynków wschodzących już zaczęło budować solidniejsze krajowe łańcuchy dostaw, aby podnieść ich wydajność i skrócić czas dostarczania wyrobów na rynek. Przykładowo, według danych zawartych we wspomnianym wcześniej raporcie McKinsey Global Institute, wschodzące rynki azjatyckie importują obecnie zaledwie 8% materiałów potrzebnych do produkcji, w porównaniu z ponad 15% zaledwie rok wcześniej w 2017 r. W rezultacie rośnie znaczenie handlu w obrębie regionu. Wraz ze wzrostem konsumpcji na rynkach wschodzących, udział wymiany handlowej z innymi rynkami wschodzącymi (w odróżnieniu od handlu z rynkami rozwiniętymi) w całkowitej wymianie handlowej wzrósł o ponad 40% na przestrzeni ostatniej dekady.

Po trzecie, nowe zaawansowane technologie produkcyjne, od druku trójwymiarowego po rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji, znacząco zmniejszają znaczenie niższych kosztów pracy i skłaniają przedsiębiorstwa z krajów rozwiniętych do przenoszenia produkcji w miejsca oferujące lepszą infrastrukturę, bardziej wykwalifikowaną siłę roboczą oraz, w przypadku Stanów Zjednoczonych, spadające koszty energii. Podobne innowacje technologiczne zwiększają znaczenie handlu usługami, w tym, między innymi, usługami elektronicznymi czy wartościami niematerialnymi, takimi jak własność intelektualna, który rośnie w znacznie szybszym tempie niż handel towarami.

Te zmiany prawdopodobnie będą trwały także w latach kolejnych, wraz z dalszą poprawą jakości życia na rynkach wschodzących i rozwojem technologii. Handel światowy wciąż odgrywa kluczową rolę, ale obecne umiarkowane tempo wzrostu światowego handlu jest spójne z solidnym wzrostem globalnego PKB.

Innymi słowy, wojny celne, których tak wielu się obawia, są skoncentrowane na tradycyjnych sektorach przemysłowych, podczas gdy środek ciężkości wymiany handlowej przesuwa się w kierunku nowych sektorów gospodarki. To może tłumaczyć ograniczony wpływ sporów handlowych. W swoim październikowym raporcie „WEO”, MFW przedstawił symulację scenariusza, w którym następuje eskalacja wojny handlowej pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Chinami, Stany Zjednoczone nakładają 25-procentowe cło na wszystkie importowane samochody i części, po czym otrzymują cios o porównywalnej sile w ramach działań odwetowych, nastroje w biznesie spadają, a przedsiębiorstwa notują spadek kondycji finansowej wraz ze spadkiem marż.

Efekt? Poziom globalnego PKB byłby o 0,4% niższy po pięciu latach, co oznaczałoby jeszcze mniejszy wpływ na stopy wzrostu PKB. Obniżenie poziomu PKB o 0,4% nie jest wprawdzie bez znaczenia, ale z pewnością nie jest katastrofą.

W opublikowanym ostatnio kwietniowym wydaniu „WEO”, MFW przedstawił nową analizę symulującą wpływ 25-procentowego cła na cały handel pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i Chinami, jednak bez uwzględnienia konsekwencji związanej z tym niepewności na inwestycje. Analiza oparta jest na szeregu różnych modeli ekonometrycznych, włącznie z tym, który wykorzystano przy październikowych symulacjach. Ponieważ ta publikacja wywołała kolejną falę alarmujących doniesień medialnych, pragnę przedstawić dwa spostrzeżenia:

  • Wyniki nowej symulacji są generalnie zgodne z wynikami analizy przedstawionej w październiku, jednak są zaprezentowane w sposób znacznie bardziej dramatyczny, włącznie ze stwierdzeniem, że „Straty rocznego realnego PKB wyniosłyby od -0,3% do -0,6% w Stanach Zjednoczonych i od -0,5% do -1,5% w Chinach”. Taka wizja przekonała nawet Wall Street Journal do sformułowania prognozy spadku chińskiego PKB o 0,5–1,5%. Jednak symulacja wcale tego nie sugeruje. Chiński PKB nie poszedłby w dół, ale nadal by rósł, choć w słabszym tempie.[2]
  • Co istotne, 25-procentowe cło na całą wymianę handlową pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Chinami to najbardziej pesymistyczny scenariusz, który wydaje się skrajnie nierealny, a zatem jest niezbyt przydatny jako podstawa do formułowania oczekiwań biznesowych czy rynkowych. Gdyby Stany Zjednoczone i Chiny nałożyły po 25% cła na cały dwustronny handel, miałoby to bez wątpienia znaczący wpływ na obydwie gospodarki. Na myśl przychodzi mi jednak reakcja na słowa Filipa II Macedońskiego, który grożąc starożytnej Sparcie powiedział: „Jeżeli wprowadzę swoją armię na waszą ziemię…” Spartanie lakonicznie odpowiedzieli: „Jeżeli”.

Implikacje dla inwestorów

Inwestorzy powinni wyciągnąć z tej sytuacji dwa ważne wnioski.

Po pierwsze, światowy wzrost prawdopodobnie pozytywnie nas zaskoczy, ponieważ obawy dotyczące handlu są przesadzone. To z kolei wesprze większy wzrost rentowności na tle rynkowych oczekiwań, pomimo wycen rynkowych i decyzji Rezerwy Federalnej Stanów Zjednoczonych dotyczących stóp procentowych.

Po drugie, naprawdę istotne rzeczy dzieją się w na niższym poziomie: sankcje skoncentrowane na określonych obszarach będą miały wpływ na pewne segmenty świata biznesu, w tym, między innymi, poprzez przekierowanie wymiany handlowej. Co ważniejsze, zmiany i wydarzenia związane z ochroną własności intelektualnej i powiązanymi z tym kwestiami bezpieczeństwa (jak w przypadku Huawei) będą miały wpływ na wydajność produkcji i konkurencyjność zarówno spółek, jak i krajów przez wiele dziesięcioleci. Musimy wszyscy zwracać na to większą uwagę, gdy będziemy kalibrować naszą ekspozycję na kraje, sektory i pojedyncze spółki. Podsumowując, szczegółowe analizy fundamentalne połączone z aktywnym zarządzaniem portfelami jeszcze nigdy nie były tak ważne jak dziś.

Autor komentarza: Dr Sonal Desai, Wiceprezes wykonawczy, CIO Franklin Templeton Fixed Income

Wokół rozmów handlowych USA-Chiny

Piątek zaczynamy bez postępów w rozmowach USA-Chiny, ale z wyższymi cłami na warte 200 mld USD chińskie towary sprowadzane do USA. Rynki jednak nie panikują z pomocą cudownej sesji na giełdzie w Szanghaju i „pięknego” listu prezydenta Chin Xi do prezydenta USA Trumpa. Przynajmniej panowie ze sobą rozmawiają i to na razie wystarcza, by podtrzymać nadzieje na porozumienie.

Jeszcze wczoraj pesymizm wokół rozmów handlowych USA-Chiny sięgał zenitu, ale nie pierwszy raz prezydent Trump potrafił obrócić wszytko do góry nogami. Tym razem na pozytywną stronę. Prezydent USA otrzymał „piękny list” od prezydenta Chin Xi, a on sam ma „wspaniałą alternatywę” dla umowy handlowej (nie wiemy jednak, jaką). To wystarczyło, by podtrzymać nadzieję, że jakaś forma porozumienia nastąpi, nawet pomimo podniesienia ceł z 10 proc. do 25 proc.

Na początku tygodnia wskazywałem, że dla rynków największym ryzykiem w tym tygodniu nie są konsekwencje wojen handlowych, ale pojawiające się znienacka potencjalne zwroty akcji, zmiany stanowisk itp. Dlatego też rynki w ostatnich dniach pozostawały w szarpanej zmienności, ale bez silnego zaznaczenia kierunku (spadek S&P500 o 2,5 proc. od początku tygodnia nie ma znamion panicznej wyprzedaży). Obraz rynku w piątek rano mógłby wyglądać inaczej, gdyby reakcja chińskich aktywów na wprowadzone cła była poważna. Nic takiego jednak nie ma miejsca. Kurs juana do dolara praktycznie nie uległ zmianie, po części z pomocą wyższego fixingu ustanowionego przez Ludowy Bank Chin. Giełda w Szanghaju w pierwszej reakcji zaczęła wyznaczać nowe dołki w tym tygodniu, gdy nagle sentyment się całkowicie odwrócił i ostatecznie piątkowa sesja przyniosła wzrosty o 3,1 proc. Rynek spekuluje, ile w tym interwencji władz z Pekinu. Wprawdzie w reakcji na wyższe cła Chiny zapowiedziały podjęcie koniecznych działań zaradczych, ale nie sprecyzowały, czy w grę wchodzi także stabilizacja rynku finansowego.

Ogólnie rzecz ujmując, rozmowy wciąż trwają (dziś druga runda z rezultatami prawdopodobnie w godzinach nocnych), a inwestorzy nie porzucają nadziei, że nie dojdzie do zerwania negocjacji. Poza mini-rajdem ulgi po wczorajszej przecenie, rynki finansowe pozostają w zawieszeniu, gdyż w szerszym kontekście wciąż nie wiemy, co i kiedy zostanie uzgodnione i jakie będzie miało konsekwencje dla globalnego ożywienia. Osobiście dalej pozostaje niepoprawnym optymistą, albo przynajmniej uważam, że tematy nieprzynoszące szybkiego rozstrzygnięcia z czasem są przez rynki odsuwane w kąt. Do handlu potrzeba świeżych i konkretnych impulsów, a czekanie na cokolwiek nie wiadomo kiedy nie jest skuteczną metodą na zarabianie.

W piątek inwestorzy będą bacznie uważać na przecieki z Waszyngtonu, ale też powrócą do śledzenia danych. Nie tych z Wielkiej Brytanii, gdyż funt wciąż jest w goryczy, że rząd zdecydował się na przygotowania do wyborów do europarlamentu, zamiast przyspieszyć międzypartyjne pertraktacje nad umową brexitu. Po południu dane o zatrudnieniu i płacach z Kanady będą wsparciem dla CAD pod warunkiem, że przypomną o dobrej kondycji rynku pracy. Główna uwaga będzie jednak na inflacji CPI z USA. Kolejny słaby odczyt podda w wątpliwość stanowisko Fed, że ostatnie spowolnienie dynamiki cen jest przejściowe. Wzmocnione przekonanie, że kolejny ruch Fed będzie obniżką stanie się paliwem dla dalszych wzrostów EUR/USD.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Wyniki Grupy Netia za I kw. 2019 r.

Grupa Eurocash prezentuje wyniki za pierwszy kwartał 2019 r.