Deloitte na XI Europejskim Kongresie Gospodarczym w Katowicach

Po niemal 10 latach koncentrowania się firm na transformacji cyfrowej, 84 proc. liderów biznesowych i HR-owych deklaruje, że by zwiększyć produktywność przedsiębiorstwa muszą przemyśleć swoje relacje z pracownikami. Jak wynika z badania firmy doradczej Deloitte „2019 Deloitte Global Human Capital Trends” dziś największym wyzwaniem, jakie stoi przed autorami strategii biznesowych, jest łączenie kwestii społecznych z gospodarczymi i politycznymi. O tym, a także o edukacji, rynku pracy i handlu 4.0 będą mówili eksperci Deloitte podczas zbliżającego się XI Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.

Jak wskazują eksperci Deloitte technologia w miejscu pracy wyprzedziła człowieka, który teraz musi te zaległości nadrobić.

Mówiąc o zarządzaniu kadrami w czasie transformacji trzeba zauważyć paradoks z jakim dziś mamy do czynienia. Żyjemy w świecie wszechobecnej technologii, ale to ludzki potencjał jest tym, co pcha nas do przodu. Aby jednak w pełni korzystać z niego w środowisku pracy wiele trzeba zmienić. 85 proc. pracowników na całym świecie nie jest zaangażowanych w pracę lub wręcz jest z niej wyłączonych. Ludzie pracują często zbyt intensywnie i w olbrzymim stresie, co może być niebezpieczne dla zdrowia. Nie angażują się w pracę, bo żyją w przeświadczeniu, że łatwiej będzie im znaleźć zajęcie u nowego pracodawcy niż utrzymać zatrudnienie w obecnej organizacji

– mówi Tomasz Konik, Partner, Lider zespołu Clients&Industries w Deloitte.

Eksperci Deloitte stworzyli zbiór zasad, którymi powinno się kierować przedsiębiorstwo, by pozytywnie wpływać na pracowników, odkrywać i rozwijać ich możliwości. Pierwsza z nich zakłada nadawanie pracy sensu i celu przez organizacje. Nie tracąc z oczu zysków, powinny one wpływać w pozytywny sposób na klientów i społeczeństwa. Druga zasada to wykorzystywanie danych, technologii i systemów w sposób uczciwy i nienadwyrężający zaufania. Trzecia – to dbanie o rozwój pracowników i zapewnianie im możliwości rozwoju ich pasji, nadawania pracy osobistego charakteru. Eksperci Deloitte zauważają też konieczność budowania i rozwijania zespołów, wychodzenia poza technologię cyfrową w celu budowania relacji osobistych w pracy. Piąta zasada dotyczy otwartej wymiany informacji, dyskusji na temat wyzwań i błędów w kierowaniu organizacją.

Rewolucja w edukacji

W obliczu nieustannego rozwoju sztucznej inteligencji, technologii poznawczych i automatyzacji, 86 proc. respondentów tegorocznego badania „Global Human Capital Trends” uważa, że muszą na nowo opanować sztukę uczenia się. Kolejne 80 proc. zauważa, że przez presję szybszego rozwoju i konieczność dostosowywania się do coraz bardziej zróżnicowanej siły roboczej, musi inaczej rozwijać liderów. Także o tym eksperci Deloitte będą mówić w Katowicach.

System edukacji można porównać do wielkiego tankowca. Każda zmiana kursu to ogromny wysiłek – sam manewr zajmuje dużo czasu, a na jego efekty trzeba również długo czekać. Podobnie wyglądają próby dopasowania edukacji do rynku pracy. Decyzje o zmianach w systemie przyniosą efekty za ponad dekadę. Nie mamy więc pewności, czy obecny system dobrze przygotuje dzisiejszych uczniów do wejścia na rynek pracy, bo też nie wiemy z jakimi wyzwaniami przyjdzie im się mierzyć za 10 – 15 lat – mówi Marek Metrycki, Partner Zarządzający w Deloitte.

Trendy takie jak Przemysł 4.0, sztuczna inteligencja czy robotyka kształtują dzisiejszy rynek pracy. Nie wiadomo jednak, jak go zmienią w przyszłości i jakie nowe trendy pojawią się w ciągu najbliższych 20 lat, dlatego, jeśli o pracownikach przyszłości można powiedzieć coś pewnego to to, że wraz z rozwojem technologii na znaczeniu będą zyskiwać kompetencje miękkie, czyli takie, które pozwolą pracownikom dostosować się do zmieniających się warunków i sytuacji na rynku pracy.

Szkoła przyszłości powinna uczyć dzieci… jak się uczyć. Powinna doskonalić w nich elastyczność i umiejętność radzenia sobie ze zmianami. To, jak łatwo będą potrafiły przystosować się do zmieniającego się otoczenia, zadecyduje o ich sukcesie jako pracowników – tłumaczy Marek Metrycki.

Z jednego z najnowszych badań ekspertów Deloitte „Voice of the workforce in Europe” wynika, że pracodawcy powinni zachęcać pracowników do aktualizacji i podnoszenia kwalifikacji, a instytucje publiczne dostosować infrastrukturę edukacyjną do zmian technologicznych. I choć spora część siły roboczej wydaje się być świadoma, że umiejętności miękkie są niezbędne do utrzymania zatrudnienia, z tego samego badania wynika, że około jedna trzecia ankietowanych pracowników nie podjęła żadnych działań w celu poszerzenia lub poprawy swoich umiejętności, a prawie 60 proc. z nich uważa, że w ogóle nie potrzebuje podnoszenia kwalifikacji.

Handel 4.0

Jednym z głównych tematów poruszanych w tym roku podczas XI Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach będzie wpływ technologii cyfrowych na preferencje zakupowe Polaków. Technologia zmieniła nie tylko sposób w jaki kupujemy, ale też to co kupujemy i ile wydajemy.

Dziś to nie koleżanka jest doradcą w temacie nowego kosmetyku ani kolega w temacie nowej konsoli. Inspiracji, opinii i rad coraz częściej szukamy w mediach społecznościowych. Jedynie żywność pozostaje kategorią, w przypadku której klienci rzadziej korzystają z rozwiązań cyfrowych. Niemniej z naszego badania wynika, że smartfony czy tablety 49 proc. klientów ułatwiają robienie zakupów w sklepach stacjonarnych – mówi Michał Pieprzny, partner, lider zespołu ds. sektora dóbr konsumenckich w Deloitte.

Zdefiniowany przez firmę doradczą wskaźnik wpływu cyfrowego pokazuje zachowania klientów w sklepie, ale także pozwala poznać ich preferencje dotyczące poszukiwania informacji       o produktach, najczęstsze sposoby płatności i wiele innych. Dla sprzedawców to informacje pomocne przy definiowaniu najlepszego podejścia do klienta.

Panele podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego, w których będą uczestniczyć eksperci Deloitte:

  1. 14 maja, godz. 15:30-17:00
    Handel 4.0: nowe doświadczenia, digital, personalizacja.
    Moderator: Michał Pieprzny, Partner, lider zespołu do spraw sektora dóbr konsumenckich
  2. 14 maja, godz. 11:30-13:00
    Zarządzanie kadrami w czasie transformacji.
    Tomasz Konik, Partner, lider obszaru Clients&Industries
  3. 14 maja, godz. 13:30-15:00
    Gospodarka obiegu zamkniętego.
    Moderator: Irena Pichola,  Partner, lider zespołu do spraw zrównoważonego rozwoju w Polsce i Europie Środkowej
  4. 14 maja, godz. 13:30-15:00
    Edukacja dla rynku pracy.
    Marek Metrycki, Partner zarządzający
  5. 14 maja, godz. 13:30-15:00
    Automaty, roboty, coboty.
    Paweł Zarudzki, Dyrektor, lider zespołu robotyzacji i automatyzacji kognitywnej

QubicGames skokowo zwiększa przychody

Ponad 2,17 mln zł przychodów ze sprzedaży wypracował QubicGames w pierwszym kwartale 2019 r., prawie o 270% więcej niż w analogicznym okresie roku ubiegego. To wymierny efekt wdrażanej od początku roku nowej strategii, której celem jest ugruntowanie pozycji spółki w roli światowego Premium Indie Game Publisher’a.

Przy przychodach ze sprzedaży na poziomie 2,17 mln zł (wzrost o 269% wobec analogicznego okresu roku ubiegłego), QubicGames wypracował w pierwszym kwartale 2019 r. 0,62 mln zł zysku ze sprzedaży. Dzięki dodatkowym przychodom z tytułu wyceny inwestycji, zysk netto na koniec minionego kwartału przekroczył 0,8 mln zł (wzrost o 150%). – Zrewidowana strategia zaczyna mieć realne przełożenie na wyniki spółki. Naszym celem jest utrzymanie trendu z przełomu roku w kolejnych kwartałach. – podkreśla Jakub Pieczykolan, prezes QubicGames. Na pewno pomoże w tym liczba wydawanych gier, która w bieżącym roku może sięgnąć 24, a w roku 2020 przekroczyć 30 tytułów. Tyko w związku z obchodami 15- lecia istnienia QubicGames, spółka przygotowała aż 5 niezwykle obiecujących premier gier na platformę Nintendo Switch. Blazing Beaks zadebiutuje w Nintendo E-shop już w dniu dzisiejszym w cenie 14.99 USD/EUR, Akane – 17 maja w cenie 4,99 USD/EUR, Hungry Baby: Party Treats – 24 maja w cenie  4.99 USD/EUR, Warlocks 2: God Slayers w drugiej połowie czerwca oraz Geki Yaba Runner Anniversary Edition będzie wydana na przełomie maja i czerwca. Dokładne daty premier dwóch ostatnich produkcji zostanią ujawnione wkrótce.

15- lecie QubicGames rozpoczeliśmy od promocji 12 gier z naszego portfolio na konsole Nintendo Switch – są dostępne w obniżce od 80 do 94%. Dodatkowo dla graczy posiadających co najmniej jedną z gier QubicGames wprowadzona zostanie obniżka cen o 50% na wszystkie nowe tytuły QubicGames wydane w tym okresie. Po przekroczeniu 1.000.000 sprzedanych gier, mamy  przygotowaną wielką niespodziankę da graczy. Licznik już cyka– dodaje prezes.

Handel papierosami może zostać wstrzymany

System rejestrujący podmioty sprzedające wyroby tytoniowe nie działa, tymczasem sprzedawcy i producenci muszą dokonać w nim rejestracji najpóźniej do 20 maja br. Handel wyrobami tytoniowymi może zostać zatrzymany, alarmuje Polska Grupa Supermarketów!

Przygotowywany przez Polską Wytwórnię Papierów Wartościowych system track&trace, pozwalający na precyzyjne kontrolowanie obrotem wyrobów tytoniowych wciąż nie działa, choć rejestracja w nim ma być warunkiem koniecznym m.in. dla sklepów prowadzących handel.

Michał Sadecki, prezes Polskiej Grupy Supermarketów (PGS)
Michał Sadecki, prezes Polskiej Grupy Supermarketów (PGS)

– Wyrażamy obawy, że 10-dniowy okres na rejestrację w systemie może być niewystarczający. W przyszłym tygodniu dziesiątki tysięcy sklepów i podmiotów gospodarczych będzie rejestrować swoją działalność, co może doprowadzić do przeciążenia nieprzetestowanego jeszcze systemu – tłumaczy Michał Sadecki, prezes Polskiej Grupy Supermarketów.

Jak informuje Dziennik Gazeta Prawna, system nie jest jeszcze gotowy, ponieważ musi zostać dostosowany do unijnego systemu integrującego dane z wszystkich krajów członkowskich, a w tym wprowadzane są zmiany przez tworzącą go szwajcarską firmę.

Polska Grupa Supermarketów oraz inne podmioty funkcjonujące na rynku wyrażają głęboką obawę, że serwery obsługujące system mogą nie wytrzymać obciążenia ponad stu tysięcy rejestrujących się użytkowników. Zdaniem PGS, tryb wprowadzenia nowego rozwiązania jest zbyt szybki i nieuwzględniający czynników losowych, co może przełożyć się na możliwość handlu wyrobami tytoniowymi.

Ministerstwo Finansów przełoży termin wprowadzenia w życie Nowej Ordynacji podatkowej na rok 2021

Z najnowszych doniesień medialnych wynika, że resort finansów podjął decyzję o przełożeniu terminu wprowadzenia w życie Nowej Ordynacji podatkowej na rok 2021. Z nowym rokiem wejdą w życie wyłącznie przepisy dotyczące Rzecznika Praw Podatnika. To racjonalna decyzja. Najpierw bowiem należy uchwalić ustawę o RzPP, a dopiero później NOP. Ponadto w ten sposób zarówno podatnicy, jak i organy administracji skarbowej, będą mieli szansę odpowiednio przygotować się do stosowania przepisów i uniknąć prawnego chaosu.

Trwa nieustająca debata nad projektem nowej Ordynacji podatkowej. Zastąpienie dotychczas obowiązującej ustawy zupełnie nowym aktem prawnym ma zdaniem projektodawcy realizować dwa podstawowe założenia, mianowicie ochronę praw podatników w jego relacjach z organami podatkowymi oraz zwiększenie efektywności i skuteczności poboru podatków. Projekt ciągle wzbudza wątpliwości zarówno w kwestiach fundamentalnych co do sensu samej reformy, jak również w zakresie jego obszerności, poziomu skomplikowania czy nieprecyzyjności poszczególnych zapisów. Swoje uwagi do treści projektu zgłaszali nie tylko przedsiębiorcy, ale również Rada Legislacyjna, która w sposób niezwykle krytyczny oceniała projekt. Obawy dotyczące negatywnego wpływu nowych przepisów na stabilność systemu podatkowego trzeba, więc uznać za uzasadnione.

Zgodnie z pierwotnymi założeniami projektodawcy ustawa miała wejść w życie z dniem 1 stycznia 2020 r. Ministerstwo Finansów postanowiło jednak wycofać się z tych planów i odsunąć wejście w życie przepisów do 2021 roku. Jest to niewątpliwie korzystna decyzja. Pracodawcy RP jeszcze we wrześniu ubiegłego roku w swoim stanowisku przedstawionym w ramach konsultacji społecznych jednoznacznie wskazywali, że „nie kwestionują potrzeby uchwalenia nowej ustawy regulującej procedurę podatkową. W ocenie Organizacji taka zmiana jest pożądana, jednakże musi zostać poprzedzona rzetelną dyskusją i zakrojonym na szeroką skalę dialogiem z partnerami społecznymi. Zasadne jest, więc odłożenie w czasie wejścia w życie Projektu do czasu stworzenia przepisów procedury podatkowej, które pozwolą na zrealizowanie celów, jakie pokłada się w Ordynacji podatkowej”. W tym miejscu z całą stanowczością należy podkreślić, że do dziś ani minister finansów ani też Komisja Kodyfikacyjna Ogólnego Prawa Podatkowego nie przedstawili w sposób rzetelny opinii publicznej celów, jakie pokładane są w nowej ordynacji podatkowej. A w szczególności za pomocą jakich mechanizmów zwiększona zostanie ochrona praw podatników. W tym kontekście pozytywnie trzeba ocenić, że resort finansów wsłuchał się w głos przedsiębiorców i nie dąży do przeprowadzenia tak kluczowej dla sytemu podatkowego reformy na siłę, z nie w pełni przygotowanym projektem.

Racjonalne działanie resortu finansów daje szansę na dalszą dyskusję nad reformą i sposobem jej przeprowadzenia. Wejście w życie projektowanych zmian już w 2020 r. wiązałoby się, bowiem z pogłębieniem chaosu w prawidłowym interpretowaniu i stosowaniu przepisów prawa, który mógłby doprowadzić do paraliżu administracji skarbowej i sądów administracyjnych. Przede wszystkim jednak wpłynęłoby to negatywnie na prowadzenie działalności gospodarczej i kontakty podatników z administracją.

Przedsiębiorcy wyrażają nadzieję, że resort finansów okaże się otwarty na dialog i będzie gotowy do dalszych prac nad projektem w celu wypracowania takich rozwiązań, które rzeczywiście pozwolą na naprawę polskiego systemu podatkowego i zapewnią podatnikom elementarne poczucie przestrzegania ich praw.

Kwietniowa zwyżka może być pierwszym zwiastunem poprawy koniunktury

Kwiecień przyniósł poprawę sytuacji indeksu największych spółek warszawskiego parkietu, kontynuację tendencji wzrostowej w segmencie najmniejszych firm i lekką spadkową korektę na rynku średniaków. Akcyjna część portfela ma potencjał wzrostowy, choć wymaga selektywnego podejścia.

Po dwóch nieco słabszych miesiącach, indeks największych spółek w kwietniu zyskał I proc. To niezbyt wiele, szczególnie w porównaniu z rosnącym o ponad 2 proc. wskaźnikiem rynków wschodzących, jak i zdecydowanie mocniej zwyżkującymi indeksami głównych światowych giełd. Spokojne, choć nieco rozczarowujące zachowanie WIG20 w pierwszych miesiącach roku, nie powinno jednak zniechęcać do zaangażowania w ten segment części kapitału na dalszą część roku. Kwietniowa zwyżka może być pierwszym zwiastunem poprawy koniunktury. Ponadto należy zwrócić uwagę, że większość blue chips już do tej pory przyniosła ich posiadaczom spore zyski. Niekorzystnie na indeks wpływają głównie akcje spółek energetycznych i paliwowych, zaś na papierach firm telekomunikacyjnych i korzystających z popytu konsumpcyjnego, takich jak na przykład Dino, LPP i CCC oraz walorach większości dużych banków, można było nieźle zarobić, zarówno od początku roku, jak i w horyzoncie dwunastu miesięcy. Jednocześnie WIG20 od ponad roku znajduje się w trendzie bocznym. Zestawienie tych faktów pokazuje znaczenie odpowiedniej selekcji składników portfela i ograniczenia wynikające z kierowania się wyłącznie obserwacją indeksów.

Kwiecień przyniósł kontynuację wzrostowej tendencji w segmencie najmniejszych spółek, choć jej dynamika była wyraźnie słabsza niż poprzednio. sWIG80 zyskał w kwietniu I proc., choć przez większą część miesiąca znajdował się w fazie łagodnej korekty, wynikającej raczej z osłabienia popytu niż z realizacji zysków. Problemem nie tylko tego segmentu warszawskiego parkietu jest wciąż niska aktywność inwestorów na rynku akcji. Kapitał i rosnące szybko oszczędności kierowane są na rynki aktywów uznawanych za najbardziej bezpieczne, choć przy rekordowo niskich stopach procentowych przynoszą one niewielkie zyski, często nie kompensujące inflacyjnej erozji kapitału. W kwietniu akcje połowy małych spółek traciły, a połowy zyskiwały na wartości, ale w horyzoncie od początku roku proporcje są znacznie bardziej korzystne dla posiadaczy akcji, gdyż trzy czwarte walorów wchodzących w skład sWIG80 zanotowało zwyżki, sięgające od kilkunastu do kilkudziesięciu procent.

W fazę spadkowej korekty wszedł w kwietniu indeks średnich firm, jednak jej przebieg można określić jako bardzo łagodny. mWIG40 zniżkował o zaledwie O,3 proc., po tym jak od listopada ubiegłego roku zyskał na wartości ponad 13 proc. Mocniejsze spadki notowań miały miejsce w przypadku akcji spółek, które rozczarowały wynikami finansowymi za 2018 r. i za pierwszy kwartał obecnego roku.

Perspektywa jedynie niewielkiego osłabienia koniunktury w polskiej gospodarce oraz utrzymania silnego popytu konsumpcyjnego pozwalają spodziewać się poprawy sytuacji większości firm w dalszej części roku, co powinno mieć odzwierciedlenie w zachowaniu się kursów ich akcji. Dotyczy to nie tylko segmentu średnich firm.

Pozytywnym impulsem dla rynku akcji powinno być wyjaśnienie się kwestii przekształcenia otwartych funduszy emerytalnych oraz rozpoczęcie funkcjonowania pracowniczych planów kapitałowych. Spośród czynników zewnętrznych należy spodziewać się poprawy koniunktury w strefie euro i w Chinach, co przy jednoczesnym utrzymywaniu luźnej polityki pieniężnej przez główne banki centralne tworzyć będzie korzystne warunki dla inwestycji

Miesiąc na rynku obligacyjnym

W kwietniu kontynuowana była poprawa nastrojów i tendencja wzrostu aktywności zarówno emitentów, jak i inwestorów. Dobrą tego ilustracją jest duże zainteresowanie obligacjami PCC Rokita, na które zapisy złożyło aż 985 inwestorów i konieczna była sięgająca niemal dwie trzecie redukcja wartości zapisów. Warto podkreślić, że okres wykupu obligacji wynosi siedem lat przy stałym oprocentowaniu wynoszącym 5 proc., a papiery są niezabezpieczone. Cyfrowy Polsat bez trudu sprzedał obligacje o wartości miliarda złotych, choć w tym przypadku nabywcami byli inwestorzy instytucjonalni. W kontekście afery GetBack, symptomatyczne było powodzenie dużej, liczącej 210 mln zł oferty Kredyt Inkaso, świadczące o normalizacji sytuacji na rynku. Nie słabnie zainteresowanie obligacjami deweloperów, czego dowodem są zakończone emisje Atalu i Echo Investment o wartości 100 mln zł każda oraz Vantage Development o wartości 45,4 mln zł.

Autorzy: Adam Dakowicz, Wojciech Juroszek, Zbigniew Kowalczyk, Jakub Bentke
Departament Zarządzania Aktywami AgioFunds TFI S.A.

OC i AC: na których ubezpieczycieli rzadko się skarżymy?

Wiemy już, ile skarg na ubezpieczycieli (dotyczących OC i AC) Rzecznik Finansowy otrzymał w 2018 r. Warto porównać te wyniki z udziałem rynkowym poszczególnych zakładów ubezpieczeń.

Wspomniane sprawozdanie Rzecznika Finansowego zawiera między innymi informacje na temat liczby skarg dotyczących ubezpieczeń komunikacyjnych. Takie polisy są bardzo ważne z punktu widzenia działalności krajowych towarzystw. Właśnie dlatego eksperci Ubea.pl przygotowali poniższe zestawienie porównujące liczbę „komunikacyjnych” skarg na ubezpieczycieli zarejestrowanych w Polsce oraz udział rynkowy takich firm (konkretniej rzecz ujmując: udział w składce przypisanej brutto z polis komunikacyjnych od stycznia do grudnia 2018 r.). „W celach porównawczych, liczba skarg została przeliczona na 1% udziału rynkowego każdego ubezpieczyciela. Pozwala to na porównywanie częstości skarg dotyczących np. PZU S.A. oraz jednego z bardzo małych ubezpieczycieli” – wyjaśnia Andrzej Prajsnar, ekspert porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Wiodący polski ubezpieczyciel majątkowy (PZU S.A.) w 2018 r. cechował się zdecydowanie największą liczbą skarg klientów i poszkodowanych w sprawie polis komunikacyjnych. Taki wynik nie może jednak dziwić zważywszy na fakt, że udział rynkowy wspomnianego towarzystwa w całym segmencie polis komunikacyjnych oscylował na poziomie około 34% (2018 r.). Po przeliczeniu liczby próśb do Rzecznika Finansowego o interwencję w PZU na udział rynkowy tej firmy okazało się, że największy krajowy zakład ubezpieczeń odnotował bardzo dobry wynik. Podobna sytuacja dotyczyła również STU Ergo Hestii oraz Warty, czyli dwóch zakładów ubezpieczeń lokujących się za PZU pod względem ogólnej liczby skarg komunikacyjnych. Eksperci Ubea.pl podkreślają, że Warta osiągnęła najlepszy wynik w grupie wszystkich analizowanych zakładów ubezpieczeń. Na 1% udziału rynkowego tego ubezpieczyciela przypadały w 2018 r. tylko 22 skargi. Dobrze wypadły również następujące towarzystwa ubezpieczeń:

  • Pocztowe TUW (wynik: 31 skarg na 1% udziału rynkowego)
  • STU Ergo Hestia S.A. (wynik: 35)
  • TUiR Allianz Polska S.A. (wynik: 36)
  • Gothaer TU S.A. (wynik: 43)
  • PZU S.A. (wynik: 45)
  • Concordia Polska TUW (wynik: 46)
  • TU INTERRISK S.A. VIG (wynik: 46)

Nie można zapominać o tych zakładach ubezpieczeń oraz TUW-ach, które osiągnęły najmniej pozytywne wyniki. Chodzi o TUZ TUW (wynik: 104 skargi na 1% udziału rynkowego), AVIVA TU Ogólnych S.A. (wynik: 83) oraz Link 4 TU S.A. (wynik: 81). „Dwa ostatnie zakłady ubezpieczeń cechują się niską składką polis komunikacyjnych, co zapewne nie pozostaje bez wpływu na odnotowane wyniki. Wszyscy klienci życzyliby sobie obecności na rynku ubezpieczyciela, który jednocześnie jest bardzo konkurencyjny cenowo i cechuje się niską „skargowością”. Takie połączenie niestety wydaje się jednak trudne do zrealizowania w praktyce” – komentuje Paweł Kuczyński, prezes porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Liczba oraz częstość skarg na zakłady ubezpieczeniowe w 2018 r. (ubezpieczenia komunikacyjne)*
Nazwa ubezpieczyciela

Liczba skarg w sprawie ubezpieczeń komunikacyjnych         (od 1 stycznia 2018 r. do 31 grudnia 2018 r.) Udział rynkowy mierzony wartością składki przypisanej brutto (wynik dla polis komunikacyjnych od 1 stycznia 2018 r.               do 31 grudnia 2018 r.) Liczba skarg przypadająca na każdy 1% udziału rynkowego
AVIVA TU Ogólnych S.A. 61 0,7% 83
AXA Ubezpieczenia TUiR S.A. 331 5,3% 62
Concordia Polska TUW 25 0,5% 46
Generali TU S.A. 240 3,9% 62
Gothaer TU S.A. 85 2,0% 43
Link 4 TU S.A. 323 4,0% 81
Pocztowe TUW 11 0,4% 31
PZU S.A. 1513 33,6% 45
STU Ergo Hestia S.A. 549 15,9% 35
TU Compensa S.A. VIG 224 4,4% 51
TU INTERRISK S.A. VIG 102 2,2% 46
TUiR Allianz Polska S.A. 194 5,4% 36
TUiR WARTA S.A. 358 16,5% 22
TUW TUW 130 1,9% 70
TUZ TUW 59 0,6% 104
UNIQA TU S.A. 158 2,6% 61

*- Uwzględniono zakłady ubezpieczeń z siedzibą w Polsce. Źródło: opracowanie własne Ubea.pl na podstawie danych Rzecznika Finansowego i KNF

Źródło: Ubea.pl

Pocztylion-Arka PTE S.A. uzyskał wpis do ewidencji PPK

W dniu 25 kwietnia 2019 r. Pocztylion-Arka PTE S.A. zakończył sukcesem ostatni etap procedury formalnej o wpis do ewidencji Pracowniczych Planów Kapitałowych. Towarzystwo spełniło wszelkie warunki ustawowe, a uzyskując – jako jeden z podmiotów z pierwszej grupy instytucji finansowych – wpis do ewidencji PPK prowadzonej przez Polski Fundusz Rozwoju, otrzymało możliwość oferowania na rynku produktu PPK.

„Cieszymy się ogromnie, że po wielu miesiącach przygotowań Pocztylion-Arka PTE S.A. pozytywnie przeszedł przez proces weryfikacji w PFR i uzyskał wpis do ewidencji instytucji zarządzających PPK. Jesteśmy w pełni gotowi do świadczenia najwyższej jakości usług w ramach programu Pracowniczych Planów Kapitałowych. Z myślą o obecnych i przyszłych Klientach Towarzystwa przygotowaliśmy unikatową ofertę, której zadaniem będzie zapewnienie godnego zabezpieczenia emerytalnego. Fundusze zdefiniowanej daty PPK Pocztylion powstały w oparciu o międzynarodową wiedzę i kompetencje naszych inwestycyjnych partnerów – Invesco Ltd. oraz BNP Paribas, co w połączeniu z ponad 20-letnim doświadczeniem w zarządzaniu funduszami emerytalnymi przez Pocztylion-Arka jest niewątpliwym gwarantem sukcesu.” – mówi Adam Gola, Prezes Zarządu Pocztylion-Arka PTE S.A.

Pocztylion-Arka PTE S.A. jest instytucją finansową obecną na polskim rynku od 1998 r. Do jej portfolio należy m.in. Otwarty Fundusz Emerytalny „Pocztylion” (utworzony w 1999 r.) oraz Dobrowolny Fundusz Emerytalny „Pocztylion Plus” (utworzony w 2012 r.).

Towarzystwo specjalizuje się w zarządzaniu funduszami emerytalnymi i długoterminowym inwestowaniu środków na rynku kapitałowym w Polsce i za granicą. W ciągu 20 lat swojej działalności, zdobyło zaufanie ponad 550 tys. Klientów, których aktywa wynoszą blisko 3 mld zł.

Rząd przygotowuje nowe ulgi podatkowe dla młodych i słabo zarabiających

Rząd pracuje nad rozwiązaniami, które ułatwią młodym ludziom odnalezienie się na rynku pracy. W Polsce już funkcjonują pewne mechanizmy zwiększające szanse na zatrudnienie osób ze świeżo zdobytym średnim wykształceniem, ale instytucje publiczne chcą zaproponować kolejne udogodnienia. Rozwiązania dedykowane dla tej grupy demograficznej są szczególnie ważne, ze względu na wysoki poziom bezrobocia. Dzięki opracowywanym przez rząd nowym ulgom podatkowym, kilkadziesiąt tysięcy młodych osób będzie miało większą szansę na zatrudnienie. Wprowadzane rozwiązania mogą też zwiększyć liczbę umów o pracę, zawieranych z młodymi ludźmi. Dzisiaj są oni najczęściej zatrudniani na czas określony.

– Według propozycji nowej ustawy młodzi ludzie, do 24 czy też 26 roku życia, będą zwolnieni z płacenia podatku PIT. Jednak tylko w przypadku umów o pracę – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Arak, prezes Polskiego Instytutu Ekonomicznego. – Najprawdopodobniej dzięki temu liczba zawieranych umów o pracę zostanie zwiększona, ponieważ tylko one będą objęte dodatkową korzyścią podatkową. Kolejną zmianą, zapowiedzianą przez instytucje publiczne, jest zmniejszenie opodatkowania dla osób zarabiających do 44 tysięcy złotych rocznie. Będą one płaciły tylko 17% podatku dochodowego, w miejsce płaconych do tej pory 18%. Na to wszystko musimy jednak poczekać, aż zostaną przygotowane ostateczne projekty ustaw i zapadnie decyzja rządu, a później parlamentu – zaznacza Arak.

Geolokalizacja nie daje pewności, że po jej zastosowaniu zyski galerii się zwiększą. Wpływa na to szereg czynników

Wykorzystanie geofencingu w centrach handlowych w praktyce umożliwia wysyłanie ofert tylko tym klientom, którzy faktycznie są zainteresowani określonymi produktami. Jednak eksperci ostrzegają, że samo posiadanie nowoczesnych narzędzi czy nawet gigabajtów danych jeszcze nie gwarantuje pewnego sukcesu sprzedażowego. Istotne są decyzje, podejmowane przez właścicieli czy zarządców galerii, w zakresie ich stosowania. Powinni oni korzystać z fachowej pomocy specjalistów w dziedzinie analizy dużej ilości informacji, gdyż sami z reguły nie mają takich kompetencji. Zwiększanie zysków ze sprzedaży produktów wymaga ustrukturyzowanego podejścia do testowania możliwości wynikających z użycia geolokalizacji. Po jej implementacji konieczne jest mierzenie efektów prowadzonych działań i wyciąganie odpowiednich wniosków.

Narzędzia to nie wszystko

Geofencing zbiera informacje o pojawiających się na wybranym obszarze i opuszczających go urządzeniach, które są wyposażone w usługi lokalizacji. W ten sposób pozyskiwane są dane dotyczące klientów, ich ścieżek poruszania się po galerii i czasu przebywania w sklepach. Z kolei beacony to nadajniki działające niezwykle dokładnie na powierzchniach od 1 do 70 m. Pod wpływem wejścia w ich zasięg uruchamiają zaprogramowane akcje na smartfonach odbiorców. Mogą to być np. komunikaty z aplikacji zakupowych, które informują o trwającej promocji na produkty znajdujące się w najbliższych alejkach, a także powiadomienia o ograniczonych czasowo ofertach specjalnych.

– Oczywiście sama geolokalizacja nie sprawi jeszcze, że konsument zdecyduje się coś kupić. Potrzebny jest impuls, który wywoła w nim określoną potrzebę zakupową. A tę mogą bezpośrednio wesprzeć narzędzia towarzyszące, m.in. SMS-y czy beacony. Właśnie ich działanie umożliwia personalizację ofert w czasie rzeczywistym. I to jest obecnie istotnym, umacniającym się trendem w rozwoju sieci i centrów handlowych – mówi Agnieszka Winkler, Dyrektor w Dziale Doradztwa i Rozwoju Projektów Handlowych w Colliers International.

Jak podkreśla dr Krzysztof Łuczak, członek zarządu firmy technologicznej Proxi.cloud, bez względu na wybrane rozwiązanie konsument zwykle potrzebuje zachęty do wyboru produktu. Sam bodziec musi być skuteczny. Powinien trafiać z odpowiednimi propozycjami do właściwych osób, gdy robią one zakupy. Zbieranie danych nt. klientów w sklepach stacjonarnych, w czasie rzeczywistym, jeszcze nigdy nie było tak szybkie, łatwe i trafne, jak dzięki geofencingowi. Jeśli chodzi o sposób przekazywania komunikatów, to ekspert poleca sieci Wi-Fi bądź beacony. Wysyłanie za ich pośrednictwem wiadomości nie wiąże się z opłatami, które trzeba uiszczać operatorom sieci komórkowych. Co więcej, klienci dokonują wyboru, czy chcą dostawać powiadomienia z aplikacji. Nad SMS-ami nie mają takiej kontroli, co często budzi ich irytację.

– Nie można jednoznacznie stwierdzić, że geolokalizacja w centrach handlowych to pewne źródło zysków ze sprzedaży. Nie zależą one bezpośrednio od posiadanych narzędzi, ale od jakości decyzji podejmowanych w związku z wykorzystaniem wielu różnych rozwiązań technologicznych i informacji. Trzeba umieć analizować dane i wyciągać z nich wnioski. Istotna jest też umiejętność łączenia wiedzy eksperckiej z różnych dziedzin. Ponadto liczy się dobra znajomość rynku i doświadczenie w tego typu biznesie samych właścicieli i zarządców galerii. Szczególnie nowi gracze na rynku powinni o tym pamiętać – przypomina ekspert z Colliers International.

Dr Łuczak zaznacza, że każde narzędzie okazuje się bezużyteczne w momencie, gdy nie wiadomo, jak z niego korzystać. Właściciele czy też zarządcy centrów handlowych z reguły nie mają kompetencji z zakresu analizy danych geolokalizacyjnych. Natomiast mogą zwrócić się do wyspecjalizowanych firm z prośbą o konsultacje. Jeszcze przed podjęciem jakiekolwiek inwestycji należy przeprowadzić gruntowną analizę potrzeb danej galerii. Trzeba też wyznaczyć sobie cel do zastosowania nowoczesnej technologii. W czasach, gdy niektóre centra handlowe w Polsce walczą o przetrwanie, sposobem na wygranie z konkurencją może być właśnie unowocześnienie przestrzeni. Oczywiście zwiększenie liczby klientów musi wiązać się z podniesieniem zysków ze sprzedaży. Inaczej to nie miałoby sensu.

Jak wykorzystać tę technologię?

– Geolokalizacja pozwala galeriom i ich najemcom zwiększać precyzję komunikacji z potencjalnymi klientami. Jednak z doświadczenia wiem, że realizacja tego celu nie zawsze bezpośrednio przekłada się na zyski wynikające ze wzrostu sprzedaży. Jest to osiągalne, ale wymaga ustrukturyzowanego podejścia do testowania możliwości wynikających z użycia tej technologii. Istotne jest też mierzenie efektów prowadzonych działań. W samym podejściu tkwi ogromny potencjał, ale przekucie go w sukces biznesowy nie jest łatwe – uważa Michał Taranta, Head of Integrated Communication z domu mediowego Havas Media Group.

Ekspert z Proxi.cloud dodaje, że rezygnowanie z pomiarów oznacza niekorzystanie z potencjału ww. technologii. Trzeba je stale prowadzić, aby optymalizować swoje działania i w razie potrzeby zmieniać obrane strategie. To daje przewagę konkurencyjną nad galeriami, które nie unowocześniają się. Kluczową kwestią jest umiejętność wyciągania właściwych wniosków z dużej liczby danych. I tego tak naprawdę sami specjaliści jeszcze się uczą, bo kilka czy kilkanaście lat temu nie było na rynku takich możliwości. Korzystanie z każdej innowacji wymaga praktyki. Podobnie było wcześniej z komputerami czy telefonami komórkowymi, bez których nie funkcjonują dzisiejsze biura. Z czasem geolokalizacja również się upowszechni.

– W czasach consumer centric economy osoby zarządzające galeriami i sklepami powinny zadać sobie pytanie, jak daleko chcą się zagłębić w poznanie klienta i jego oczekiwań, żeby móc następnie je spełnić i wziąć odpowiedzialność za właściwe oszacowanie czy ocenę jego preferencji. Dopiero odpowiednie stargetowanie oferty może przekładać się na zyski ze sprzedaży. Dotyczy to wszystkich narzędzi i efektywności ich wykorzystania oraz interpretacji posiadanych danych – zwraca uwagę Agnieszka Winkler.

Zdaniem eksperta z Havas Media Group, aktywacja danych umiejscowionych w tym repozytorium nie zbuduje dużej skali komunikacji, a co za tym idzie – nie wpłynie znacząco na wolumen sprzedaży poszczególnych sklepów w centrum handlowym. Z kolei dr Łuczak twierdzi, że grupy odbiorców budowane na podstawie danych geolokalizacyjnych charakteryzują się wyjątkowo dużą skutecznością. Fizyczna obecność konsumentów w sklepach stacjonarnych bardzo rzadko jest całkowicie przypadkowa. W galeriach warto badać szczególnie częstotliwość wizyt i najczęściej wybierane przez klientów sklepy. Dzięki temu można przygotować odpowiednie oferty np. dla studentów, przebywających tam po zajęciach, a także dla przedsiębiorców robiących zakupy tylko w sobotnie popołudnia.

– Posiadanie narzędzi geolokalizacyjnych pozwoli również właścicielom centrów handlowych dowiedzieć się, z kim tak naprawdę konkurują. Ta technologia daje m.in. możliwość poznania, z których jeszcze centrów handlowych korzysta ich klient. A określenie graczy, z którymi się konkuruje, stanowi bardzo cenną informację, ponieważ pozwala lepiej prowadzić działania mające na celu przekonanie do siebie konsumentów. Tym samym możliwa jest trafna ocena efektywności lokowanych w promocję budżetów – przyznaje Agnieszka Winkler.

Ze względu na społeczny wymiar galerii handlowych nie można oczekiwać, że wszyscy przebywający w nich ludzie mają na celu kupowanie czegokolwiek. Mogą znajdować się w okolicy ze względu na inne pobliskie miejsca użytkowe, jak np. dworzec czy salon fryzjerski. Ale nawet wówczas mogą okazać się potencjalnymi klientami, właśnie dzięki geolokalizacji. Jak podsumowuje ekspert z Proxi.cloud, w takich przypadkach użycie tej technologii niezaprzeczalnie może podnosić wyniki sprzedażowe. Im więcej różnego typu lokali znajduje się w pobliżu, tym szerszą grupę osób można przyciągnąć na spontaniczne zakupy.

Rząd chce walczyć z białymi plamami na transportowej mapie Polski. Kolejnym krokiem Strategia Rozwoju Transportu

Rząd chce walczyć z białymi plamami na transportowej mapie Polski. Kolejnym krokiem Strategia Rozwoju Transportu 1

Na przestrzeni ostatnich 10 lat ubyło 588 km szlaków kolejowych i 40 proc. kursów komunikacji autobusowej poza miastami. Bez inwestycji w tym obszarze nie będzie możliwy dalszy wzrost i przeciwdziałanie wykluczeniu społecznemu – wynika z nowego raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego. Według ekspertów szansą dla wykluczonych transportowo regionów jest rozwój lokalnych połączeń autobusowych. W tym tygodniu rząd przyjął już tzw. ustawę pekaesową i – jak zapewnia wiceminister infrastruktury Mikołaj Wild – rozwój transportu jest traktowany priorytetowo. W przygotowaniu jest również Strategia Rozwoju Transportu.

W kwestii transportu kolejowego zdecydowanie wciąż dużo jest w Polsce do zrobienia. Z jednej strony mamy samorządy, które są w stanie skutecznie zapewnić swoim mieszkańcom dostępność transportową, ale jednocześnie w bardzo wielu miejscach w Polsce mamy do czynienia z prawdziwymi białymi plamami – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Mikołaj Wild, wiceminister infrastruktury i pełnomocnik rządu ds. CPK. – Transport to rozwój, więc rozwój się nie wydarzy bez dostępności transportowej. Dotyczy to zarówno miast, jak i całych regionów. Dlatego rolą mądrego państwa jest wspieranie rozwoju poprzez wspieranie transportu.

Jak wynika z raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego pt.„Transport inkluzywny. Rola polityki transportowej w kształtowaniu zrównoważonego rozwoju kraju”, branża transportowa zatrudnia w Polsce ponad 750 tys. pracowników i około 11,5 mln osób łącznie we wszystkich 28 krajach Unii Europejskiej (dane za 2016 rok). Transport jest nie tylko ściśle powiązany z rynkiem pracy, ale i warunkuje rozwój gospodarczy. Jednak w Polsce dostępność usług przewozowych wciąż jest ograniczona. Wpływa to także na sytuacje gospodarstw domowych, które na wydatki związane z transportem przeznaczają średnio ok. 13 proc. swoich budżetów.

Brak dostępności transportowej w regionie oznacza wykluczenie, zamykanie ludzi w pułapce. Oznacza nie tylko brak możliwości załatwienia spraw urzędowych, ale też ograniczenie możliwości rozwoju mieszkańców – podkreśla Mikołaj Wild.

Raport PIE pokazuje, że na przestrzeni 10 lat (2007-2017) w Polsce przybyło 2412,5 km dróg szybkiego ruchu i autostrad, ponieważ w tym czasie inwestycje koncentrowały się głównie na infrastrukturze drogowej. W tym samym okresie zlikwidowano 588 km szlaków kolejowych, najwięcej na Śląsku (208 km) oraz na Warmii i Mazurach (125 km). Pod względem sieci infrastrukturalnej relatywnie najsłabiej rozwinięte są województwa wschodniej Polski (podlaskie, podkarpackie, lubelskie i warmińsko-mazurskie).

Od 2004 roku ubyło 40 proc. kursów komunikacji autobusowej poza miastami. Obecnie ponad 25 proc. wszystkich sołectw w Polsce nie posiada połączeń z miejscowością gminną (pomijając autobusy szkolne). To cios przede wszystkim dla mniej zamożnych gospodarstw domowych, których nie stać na posiadanie własnego samochodu. Tymczasem – jak ocenia Polski Instytut Ekonomiczny – to właśnie rozwój lokalnych połączeń autobusowych jest nadzieją dla wykluczonych transportowo regionów Polski.

– W tym tygodniu Rada Ministrów przyjęła ustawę o funduszu autobusowym. To działanie doraźne, które zapewnia przywracanie połączeń autobusowych tam, gdzie ich w tej chwili brakuje – mówi wiceminister. – Tego typu działania powinny być realizowane jak najszybciej. Jestem przekonany, że parlament też będzie zdawać sobie sprawę z ważności tych zadań. Kluczowe jest jednak dochowanie wszelkich procedur, które są przewidziane w postępowaniu prawodawczym. Chodzi o to, żeby wyłączyć wszelką arbitralność, podejrzenie nietransparentności przydziału środków, ponieważ mówimy o uruchomieniu potężnych strumieni finansowych.

Projekt ustawy o Funduszu rozwoju przewozów autobusowych to część tzw. „nowej piątki Kaczyńskiego”. Zakłada utworzenie specjalnego funduszu, z którego będą dofinansowywane lokalne połączenia autobusowe. Jak podkreśla Mikołaj Wild, chodzi o wsparcie podmiotów, które stworzą jak największą wartość dodaną dla lokalnych społeczności. Jednocześnie zaznacza, że w obszarze inwestycji transportowych w ostatnim okresie dużo się dzieje.

Fakt, że jesteśmy liderem w wykorzystaniu środków unijnych pomaga w podnoszeniu jakości. To są zarówno inwestycje w sieć drogową, jak i kolejową – mówi Mikołaj Wild. – W końcówce postępowania przedrządowego jest już Strategia Rozwoju Transportu, która też mierzy się z wyzwaniami transportowymi, przed jakimi stoimy. To jest strategia, które określa działania państwa w tym obszarze do 2030 roku.

Pełnomocnik rządu ds. CPK zwraca również uwagę na fakt, że do rozbudowy sieci połączeń kolejowych w całej Polsce przyczyni się realizacja sztandarowej inwestycji infrastrukturalnej obecnego rządu, bo projekt Centralnego Portu Komunikacyjnego zakłada również utworzenie ok. 1,3 tys. nowych linii kolejowych i węzłów przesiadkowych.

CPK to nie tylko inwestycja w sam węzeł, ale i rozbudowa sieci kolejowej w całej Polsce. Ten program zostanie już w najbliższych tygodniach przedłożony do konsultacji, żeby zapewnić możliwie szerokiemu gronu możliwość wypowiedzenia się, w jaki sposób ma być realizowana ta dostępność transportowa za pomocą sieci kolejowej – mówi Mikołaj Wild. – To są bardzo ważne zmiany. Aby osiągnąć zadowalający efekt, potrzebna jest nie tylko determinacja po stronie rządu, ale też aktywna współpraca z jednostkami samorządu terytorialnego i innymi interesariuszami.