Trójmiasto jednym z najważniejszych ośrodków start-upowych w Polsce. Wyspecjalizowane kadry i infrastruktura przyciągają kolejnych inwestorów

Trójmiasto jednym z najważniejszych ośrodków start-upowych w Polsce. Wyspecjalizowane kadry i infrastruktura przyciągają kolejnych inwestorów 1

Gdańsk i całe Trójmiasto to jeden z czterech największych ośrodków start-upowych w Polsce. Wpływa na to rozbudowany ekosystem wsparcia dla młodych innowacyjnych firm oraz inwestycje, które mają poprawić poziom życia mieszkańców. Te ostatnie powodują, że liczba mieszkańców Gdańska stale rośnie – z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że jest bliska historycznego rekordu. Miasto jest bardzo atrakcyjną lokalizacją dla biznesu i rozwoju nowych technologii, z wyspecjalizowaną kadrą i przyjaznym systemem wsparcia inwestorów – zapewnia prezydent Aleksandra Dulkiewicz. 

– Firmy, które lokują się w Gdańsku czy na Pomorzu, potrzebują przede wszystkim wykwalifikowanych pracowników. Naszym zadaniem – jako sektora publicznego – jest stworzyć takie warunki do życia, aby ludzie chcieli zostać tutaj jak najdłużej i być wyspecjalizowaną siłą roboczą. Ważna jest bardzo dobra jakość życia, rozrywka, czyste powietrze, na które dzisiaj coraz więcej osób zwraca uwagę, i kompaktowe miasto. Staramy się to wszystko budować, jesteśmy gdzieś w połowie tej drogi – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Aleksandra Dulkiewicz, prezydent Gdańska.

Pomorze jest uznawane za jeden z najbardziej atrakcyjnych regionów pod względem jakości życia i możliwości rozwoju zawodowego. W 2017 roku zajęło 4. miejsce w rankingu Instytutu Milkena wśród najlepiej prosperujących lokalnych gospodarek Europy – tuż obok Londynu, Sztokholmu i Budapesztu. W rankingu portalu TripAdvisor „Top Destinations on the Rise for 2017” zajmuje 1. miejsce w Europie i 5. na świecie. Pomorskie notuje też jeden z najwyższych wskaźników jakości życia (według raportu „Diagnoza społeczna 2015”).

Atrakcyjne warunki do nauki, pracy i rozwoju zachęcają wyspecjalizowanych pracowników do osiedlenia się na Pomorzu. Ci są pilnie potrzebni, bo dobra koniunktura gospodarcza w kraju i regionie przekłada się na rekordowy przyrost liczby nowych miejsc pracy. Co istotne, na Pomorzu chce mieszkać i pracować coraz więcej osób – region ma trzecie najwyższe pozytywne saldo migracji w Polsce. Stopa bezrobocia w województwie pomorskim jest niższa od średniej krajowej, a w samym Trójmieście waha się w okolicach 2 proc.

– Są powody, dla których Gdańsk – jak pokazują dane GUS – jest miastem, w którym nieustająco rośnie liczba mieszkańców – mówi Aleksandra Dulkiewicz.

Jak podkreśla, Pomorze i Gdańsk to przede wszystkim lokalizacje atrakcyjne dla biznesu. Składa się na to m.in. strategiczne położenie, dostępność wyspecjalizowanych kadr – Pomorskie jest największym ośrodkiem akademickim w północnej Polsce, w którym działają 24 wyższe uczelnie, kształcące ok. 84 tys. studentów rocznie, boom na rynku nowoczesnych nieruchomości biurowych i szybki rozwój gospodarczy regionu (według Instytutu Milkena w latach 2012–2016 Pomorskie rozwijało się szybciej niż Berlin i Paryż), którego siłą napędową są usługi, przemysł i budownictwo. Wśród najszybciej rosnących branż są m.in. usługi dla biznesu, IT, sektor morski i logistyczny, elektronika, motoryzacja i biotechnologia.

Pomorze zajmuje 2. miejsce w organizowanym przez PARP rankingu przedsiębiorczości, zaraz po województwie mazowieckim. Na 1 tys. mieszkańców przypadają tu 54 aktywne przedsiębiorstwa. Jak podaje Invest in Pomerania (Agencja Rozwoju Pomorza), region zalicza się też do pierwszej piątki obszarów najbardziej atrakcyjnych dla zagranicznych inwestorów w Polsce. W 2017 roku działało tu 1 127 podmiotów z udziałem kapitału zagranicznego, a wartość ulokowanego w nich kapitału zagranicznego wyniosła prawie 5,8 mld zł.

Prezydent Gdańska podkreśla, że na atrakcyjność miasta i regionu wpływają przyjazny system obsługi i wsparcia inwestorów oraz ciągłe inwestycje w infrastrukturę, które służą zarówno przedsiębiorstwom, jak i mieszkańcom.

– Inwestujemy w komunikację miejską i rozbudowę ekologicznego transportu. Dobrego klimatu dla biznesu nie byłoby też bez terenów pod nowe inwestycje mieszkaniowe i przemysłowe. Zależy nam na usługach logistycznych, które wspierają rozwijający się Port Gdański i terminal. Coraz lepsza jest także współpraca z uczelniami wyższymi, przede wszystkim Politechniką Gdańską i Uniwersytetem Gdańskim, które we współpracy z firmami mogą dostarczać pracowników – mówi Aleksandra Dulkiewicz.

Miasto stawia również na rozwój innowacyjnych rozwiązań i start-upów, czego przejawem jest między innymi współpraca z InfoShare.

– Gdańsk jest przyjaznym miejscem do rozwoju biznesu. Wspieramy tworzące się firmy i start-upy, czego przykładem jest chociażby nasza współpraca z InfoShare oraz konkurs start-upowy, gdzie w tym roku główna nagroda wynosi 20 tys. euro – mówi Aleksandra Dulkiewicz.

Infoshare to największa i najbardziej prestiżowa impreza dla start-upów w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, w której corocznie bierze udział kilka tysięcy inwestorów i start-upowców z kilkudziesięciu państw świata. W tym roku odbyła się jej 13. edycja. Częścią konferencji jest Startup Contest, konkurs dla start-upów z całego świata, w którym pula nagród sięga 30 tys. euro w gotówce. Fundatorem jest Prezydent Gdańska. W obecnej edycji do konkursu zgłosiło się 601 start-upów z 58 krajów. Ok. 20 proc. pochodzi z Polski, dalej najwięcej jest zgłoszeń z Niemiec, Wielkiej Brytanii, Włoch, Francji i Izraela.

Organizatorzy podkreślają, że InfoShare ma swój znaczący udział w rozwoju Pomorskiego i miasta Gdańska, które na kilka dni staje się jednym z najważniejszych ośrodków start-upowych na całym świecie.

– Przyciągamy wielu gości z kraju i zagranicy. W tym roku jest tu ponad 6 tys. osób, które mają niepowtarzalną okazję do tego, żeby poznać Gdańsk i lokalny ekosystem dla start-upów czy branży IT. To faktycznie jest bardzo ważną częścią strategią rozwoju Gdańska – mówi Grzegorz Borkowski, CEO InfoShare. – Jako speakerzy przyjeżdżają bardzo uznani eksperci ze Stanów Zjednoczonych, Azji i Europy Zachodniej. Potem wracają do swoich domów i promują w swoich środowiskach Gdańsk, InfoShare i to, co się tutaj dzieje.

Jak wynika z raportu Fundacji StartUp Poland, całe Trójmiasto jest jednym z największych w Polsce ośrodków start-upowych, skupiających największą liczbę młodych spółek. Specjalizacją Gdańska jest big data – ponad 20 proc. tutejszych start-upów działa właśnie w tym obszarze. Co istotne, na Pomorzu i w samym Gdańsku działa dobrze zorganizowany ekosystem wsparcia dla start-upów, w tym kilka parków naukowo-technologicznych i inkubatorów przedsiębiorczości (m.in. Gdański Inkubator Przedsiębiorczości Starter, Gdański Park Naukowo-Technologiczny GPN-T, bałtycki Starter Nowych technologii).

Brexit oznacza same czarne scenariusze. Bez względu na zasady wyjścia ucierpi gospodarka i pozycja polityczna Wielkiej Brytanii

Brexit oznacza same czarne scenariusze. Bez względu na zasady wyjścia ucierpi gospodarka i pozycja polityczna Wielkiej Brytanii 2

Brexit to klasyczny przypadek gry, w rezultacie której stratne są obie strony: zarówno Wielka Brytania, jak i Unia Europejska – przekonują autorzy raportu „Brexit. Gdy wszyscy przegrywają”. Według szacunków unijne PKB może się zmniejszyć od 0,4 do 1,5 proc. w skali roku, a brytyjskie już do tej pory straciło nawet 2,5 proc. i może stracić znacznie więcej. Brexit nie pozostanie też bez wpływu na sytuację wewnętrzną Zjednoczonego Królestwa. Coraz silniejsze mogą się stać tendencje separatystyczne Szkocji.

– W zasadzie konsekwencje wychodzenia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej są wyłącznie negatywne, i to dla obu stron. To jest wybór między złym a bardzo złym rozwiązaniem, bo oznacza wychodzenie z UE po ponad 40 latach europeizacji i dotyka wszystkich dziedzin polityki publicznej – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr Bartłomiej Nowak, współautor raportu Fundacji im. Roberta Schumana i Fundacji Konrada Adenauera „Brexit. Gdy wszyscy przegrywają”.

Autorzy raportu, powołując się na Global Innovation Index, wskazują, że obecnie gospodarka Wielkiej Brytanii jest piątą największą na świecie pod względem PKB, a czwartą pod względem poziomu innowacji. Na wyjściu z UE może jednak wiele stracić. W 80 proc. gospodarka opiera się na sektorze usług, który odpowiada za 45 proc. brytyjskiego eksportu. W blisko 40 proc. popyt na nie generowany jest przez państwa członkowskie UE. Co więcej, niemal 2/3 brytyjskiego handlu dotyczy UE lub krajów, z którymi ma ona podpisane porozumienia handlowe.

– Szacunki są bardzo różne – mówią, że Wielka Brytania będzie stratna od 6 do 16 proc. PKB, aczkolwiek trudno szacować, ponieważ nie znamy przyszłego modelu relacji Wielkiej Brytanii z Unią Europejską, który jest absolutnie kluczowy. Pytanie, czy będzie obejmował tylko strefę wolnego handlu, czy usługi i jakie to będą porozumienia – zaznacza dr Bartłomiej Nowak.

Już od momentu referendum ws. wyjścia z UE Wielka Brytania straciła 2–2,5 proc. PKB. W wypadku braku porozumienia jej PKB per capita może być mniejsze o 3,5–8,7 proc. w porównaniu z opcją pozostania w UE. Jeśli zostałoby przyjęte porozumienie wynegocjowane przez Theresę May, Wielka Brytania długoterminowo utraci 4 proc., a gdyby pozostała w unii celnej – 2 proc. PKB. W najgorszym scenariuszu, czyli braku porozumienia z UE i braku napływu siły roboczej z krajów EOG, PKB może spaść o 9,3 proc.

– Dotychczasowe porozumienie nie dotyczy sektora usług, a one stanowią 80 proc. brytyjskiego PKB, czyli są absolutnie kluczowe. Dla londyńskiego City to też oznacza bardzo dużo, dlatego że sektor usług finansowych jest zdecydowanie najprężniejszy w Wielkiej Brytanii. W jakimkolwiek modelu nie będzie można dokonywać tzw. paszportowania, czyli uznania usług finansowych na rynku Unii Europejskiej – przypomina współautor raportu.

Brytyjskie usługi finansowe (bez ubezpieczeń i funduszy emerytalnych) ucierpią najbardziej. Według raportu długoterminowo będą około 60 proc. niższe. Spośród wszystkich usług finansowych tylko 28 proc. jest eksportowanych poza Europę, a 67 proc. trafia do UE.

Brexit to nie tylko straty gospodarcze, lecz także polityczne, społeczne i prawne. Szacuje się, że od 15 do 50 proc. prawa wewnętrznego Zjednoczonego Królestwa w sposób bezpośredni lub pośredni było wynikiem regulacji UE.

– Społeczeństwo brytyjskie i partie polityczne są bardzo podzielone i to będzie wpływało na tworzenie prawa w Wielkiej Brytanii, bo przecież to prawo unijne, które do tej pory obowiązywało, trzeba będzie zastąpić prawem krajowym. Do tego trzeba będzie wypracować pewien konsensus, a w obecnym stanie systemu politycznego i podzielonego społeczeństwa to będzie bardzo trudne – przekonuje dr Bartłomiej Nowak.

Jeżeli brexit odbędzie się w sposób chaotyczny i bez porozumienia, to może wywołać poważne reperkusje przede wszystkim w przypadku Szkocji i Irlandii Północnej. Ponadto Szkocja i Walia uznały, że dostęp do jednolitego rynku UE jest dla nich priorytetem. Wspólnie z Irlandią Północną sprzeciwiały się ograniczeniom w wolnym przepływie osób. Dla nich brexit oznacza utratę finansowania z funduszy europejskich.

– Pytanie o ponowne referendum szkockie prawdopodobnie kiedyś stanie na agendzie, bo Szkocja będzie chciała być częścią Unii Europejskiej. Wydaje mi się, że mówienie Wielkiej Brytanii o tym, że będzie globalną Brytanią, to jest pieśń przeszłości, która miała miejsce jeszcze w XX wieku, ale już nie w XXI – ocenia dr Bartłomiej Nowak.

Decyzja o zakupie mieszkania coraz częściej zapada w internecie. Wirtualna rzeczywistość będzie ułatwiać ten proces

Decyzja o zakupie mieszkania coraz częściej zapada w internecie. Wirtualna rzeczywistość będzie ułatwiać ten proces 3

Bez względu na branżę klienci podejmują większość decyzji zakupowych w internecie. Nieruchomości nie są pod tym względem wyjątkiem. W sieci nie da się jednak wszystkiego dokładnie obejrzeć, czego oczekują potencjalni nabywcy. Dodatkowo Polacy, w przeciwieństwie do innych nacji europejskich, znacznie częściej podejmują decyzję o zakupie mieszkania jeszcze na etapie budowy lub nawet dziury w ziemi. Na Zachodzie jest to nie do pomyślenia. W obu tych przypadkach duże możliwości dają nowe technologie. – Wirtualne spacery, technologia 3D, VR będą przybliżać klienta do produktu, który ma kupić – podkreślają eksperci Obido.pl.

– Cały proces zakupu nieruchomości nigdy nie przeniesie się w 100 proc. do internetu, chociażby dlatego, że jest to jedna z najważniejszych inwestycji w życiu pod względem wartości. Wymaga dużo więcej zastanowienia, poznania lokalizacji przed podjęciem decyzji o kupnie nieruchomości. Myślę jednak, że coraz większa cześć procesu decyzyjnego będzie się przenosiła do internetu. Zresztą wystarczy obserwować to, co już się dzieje – to rzeczywiście bardzo silny trend, który na pewno będzie postępował – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marian Bruliński, dyrektor marketingu Obido.pl.

Jak podkreśla, w internecie nie da się jednak wszystkiego dokładnie obejrzeć, a tego oczekują potencjalni nabywcy. Tu duże pole do rozwoju stwarzają nowe technologie – przede wszystkim wirtualna rzeczywistość. Takie narzędzia sprawdzają się również w przypadku zakupu na etapie budowy lub dziury w ziemi.

– Są pewne różnice pomiędzy tym, jak wygląda proces decyzyjny w Polsce i na rynkach bardziej rozwiniętych. W wielu krajach klientom nie przyszłoby do głowy, żeby kupić nieruchomość, której najpierw nie zobaczą. W Polsce – z uwagi na to, że rynek jest bardzo dynamiczny i większość mieszkań sprzedaje się już na etapie budowy – fizycznie jest to niemożliwe – podkreśla Marian Bruliński.

Jak podkreśla, zmienia się również technologia mieszkalnictwa. Domy i mieszkania są wyposażane w coraz to nowsze systemy i rozwiązania technologiczne. Do spopularyzowania systemów inteligentnego domu przyczyni się jeszcze wdrożenie w Polsce sieci 5G, które zbliża się dużymi krokami (zgodnie z wymogami UE do 2020 roku ma być dostępna w co najmniej jednym dużym mieście, a powszechnie – do 2025 roku). Rosnąca popularność smart home to trend zauważalny nie tylko na polskim, lecz także na globalnym rynku – według raportu opracowanego przez agencję Lucintel rynek inteligentnych rozwiązań dla domu osiągnie wartość 107,4 mld dol. do 2023 roku, rozwijając się w tempie 9,5 proc. rocznie.

– Coraz więcej rozwiązań rzeczywiście jest już planowanych na etapie inwestycji przez samych deweloperów, natomiast bardzo duże pole manewru będzie miał sam użytkownik, właściciel mieszkania, który może decydować, w co chce to mieszkanie wyposażyć – mówi Marian Bruliński.

Cyfryzacja to jeden z trendów, który stopniowo zmienia rynek nieruchomości. Kolejnym jest prefabrykacja, która w coraz większym stopniu interesują się deweloperzy. W tej technologii prefabrykowany moduł powstaje najpierw w zakładzie produkcyjnym, a dopiero później jest dostarczany na plac budowy i przyłączany do infrastruktury podziemnej. Ten model budownictwa mieszkaniowego jest bardzo popularny w krajach skandynawskich. Jego zaletą jest skrócenie czasu inwestycji i obniżenie jej kosztów.

– Sam proces budowy wiąże się z dość dużymi różnicami w kontekście przygotowania inwestycji. Trzeba bardzo dokładnie wszystko wcześniej zaplanować, w zasadzie co do dnia, bo elementy powstają wcześniej w fabryce, a później są tylko montowane. Czas budowy jest krótszy. Czy będziemy zmierzali w tym kierunku? Patrząc na koszty pracy, dojdziemy do momentu, kiedy technologia prefabrykowana będzie bardziej ekonomiczna i część deweloperów naturalnie się na nią przestawi – mówi Marian Bruliński.

Według danych GUS w ostatnim kwartale 2018 roku ceny mieszkań wzrosły o 7,7 proc. w stosunku do analogicznego okresu rok wcześniej (o 6,3 proc. na rynku pierwotnym i o 8,7 proc. na rynku wtórnym). W ujęciu kwartalnym wzrost wyniósł natomiast 2,4 proc. Ceny mieszkań rosną obecnie najszybciej od 2007 roku i jest tego kilka powodów: dobra sytuacja gospodarcza i wzrost wynagrodzeń Polaków, hossa na rynku mieszkaniowym, niskie stopy procentowe, rosnące koszty pracy i materiałów budowlanych.

– Obserwując powody wzrostu cen, raczej trudno się spodziewać, żeby którykolwiek z tych czynników ustąpił. Koszty pracy raczej nadal będą rosły, bo zarabiamy coraz więcej, do tego się przyzwyczajamy i bez drastycznych sytuacji na rynkach światowych ten trend w Polsce nie powinien się odwrócić. Kolejny powód to wzrosty cen materiałów budowlanych. Poza tym kończą się grunty w miastach, przez co ich ceny także będą rosły – mówi Marian Bruliński.

Zbudowanie gospodarki opartej na wiedzy jest możliwe dzięki matematyce. Polacy są uzdolnieni matematycznie, źle działa jednak system nauczania

0

Zbudowanie gospodarki opartej na wiedzy jest możliwe dzięki matematyce. Polacy są uzdolnieni matematycznie, źle działa jednak system nauczania 4

Matematyka ma rosnące znaczenie dla innowacji i rozwoju gospodarki. – Czasy uruchamiania prostych rezerw się skończyły, teraz trzeba trochę pokombinować i od tego jest matematyka – przekonuje dr Kamil Kulesza z Instytutu Matematycznego PAN. Jak podkreśla, trudno wskazać dziedzinę, w której rozwiązania problemów nie mogliby dostarczyć matematycy. Choć w Polsce nie brakuje zdolnych naukowców, brakuje im warunków do rozwoju.

– Rośnie rola matematyki w cywilizacji, a my sobie z nią nie najgorzej radzimy, więc być może powinniśmy iść właśnie w tym kierunku. Ale to się samo nie zadzieje. Musimy stworzyć odpowiednie warunki, a ośmielę się powiedzieć, że wszystkie rządy od kilkudziesięciu lat bardzo się starają, żeby nasi najzdolniejsi ludzie nie realizowali się w tym kraju – mówi agencji Newseria Biznes dr Kamil Kulesza z Instytutu Matematycznego PAN.

Jak podkreśla ekspert, trudno już znaleźć dziedzinę, w której nie byłyby wykorzystywane osiągnięcia matematyki. Wykorzystują ją nauki biologiczne, fizyczne, nawet społeczne. Niedawno zakończony matematyczny hackathon ESGI zorganizowany w Warszawie przez Instytut Matematyczna PAN pokazał, że dzięki matematyce można rozwiązać problemy biznesu, m.in. w sektorze energetycznym, hotelowym czy górniczym. Dzięki takim wydarzeniom jak ESGI biznes może współpracować z matematykami akademickimi nad istotnymi dla branży kwestiami.

– Jeżeli chodzi o problemy, w których rozwiązaniu matematycy mogliby pomóc, to chyba prościej wymienić te, w których nie byliby w stanie nic zdziałać – podkreśla dr Kamil Kulesza. – Nawet najbardziej dziwne rzeczy można obsłużyć za pomocą matematyki. A dlaczego tak jest? Dlatego że matematyka to tak naprawdę jest inny język, system opisu świata i jeżeli ją dobrze rozumiemy, to jesteśmy w stanie opisać prawie wszystko.

Matematyka jest jedną z największych technologii. To właśnie dzięki niej można zbudować gospodarkę opartą na wiedzy. Państwa i firmy, które tego nie dostrzegają, mogą się przestać liczyć w coraz bardziej cyfrowym świecie. Podniesienie wskaźnika wyników z testów PISA w obszarze matematyki i nauk ścisłych o 100 pkt przekłada się na roczny wzrost PKB ok. 1,7 proc.

– Przykładem może być Singapur – państwo, które w ogóle nie ma żadnych zasobów naturalnych, tylko położenie strategiczne. Ludzie, którzy rządzili i rządzą tym państwem, zrozumieli, że z samego przeładunku kontenerów nie będzie się dostatecznie długo i dobrze żyło. Postawiono na gospodarkę opartą na wiedzy – przekonuje dr Kamil Kulesza.

Także Polska ma szanse stworzyć gospodarkę opartą na wiedzy, zwłaszcza że jak pokazują badania, polscy uczniowie mają do matematyki talent. Raport NIK wskazuje, że więcej niż połowa dzieci polskich przed rozpoczęciem szkolnej edukacji wykazuje się uzdolnieniami do nauki matematyki, a co czwarte wysokim stopniem takich uzdolnień. Wiele do życzenia pozostawia jednak system nauczania. W Singapurze władze zdecydowały, że szkoła będzie kłaść większy nacisk na rozwój umiejętności pracy zespołowej i analitycznego myślenia, zamiast uczyć encyklopedycznej wiedzy.

Sztuczna inteligencja rozładuje kolejki w przychodniach. Pomoże w zdiagnozowaniu dziecka i podpowie, czy wizyta u lekarza jest konieczna

Sztuczna inteligencja rozładuje kolejki w przychodniach. Pomoże w zdiagnozowaniu dziecka i podpowie, czy wizyta u lekarza jest konieczna 5

W szybkim tempie rośnie liczba aplikacji pomagających rodzicom w opiece nad dziećmi. Na rynku są dostępne czujniki, które pozwalają na bieżąco monitorować stan zdrowia, pilnują ilości przyjmowanego pokarmu czy pomagają w wychowaniu. Wspierana przez sztuczną inteligencję aplikacja Babydoc24 pozwala rodzicom uzyskać wstępną diagnozę na podstawie objawów chorobowych dziecka. Podpowie, czy wizyta u lekarza jest konieczna, a tym samym pomoże rozładować kolejki w przychodniach, do których część małych pacjentów trafia ze zwykłym przeziębieniem.

– Załóżmy, że jest sobota wieczór, dziecko zaczyna płakać, zaczyna kaszleć, ma gorączkę. Zaczynamy googlować objawy i zamiast rozwiązania zwiększa nam się stres. Część z nas po prostu trafi na izbę przyjęć tylko dlatego, że ich dziecko ma zwykłe przeziębienie, które może być z powodzeniem leczone w domu. Chcemy dać rodzicom wstępną diagnozę, zastąpić „doktora Google”, dać im rzetelną wiedzę medyczną, do której mogą zawsze i wszędzie mieć dostęp – tłumaczy agencji Newseria Innowacje Wojciech Jańczak, lekarz rodzinny i współzałożyciel start-upu Babydoc24.

Na rynku nie brakuje urządzeń, które mają na celu ułatwianie życia rodzicom. To m.in. pieluszki, które sprawdzają poziom nawodnienia i same informują, kiedy należy je zmienić. Specjalne smoczki mierzą temperaturę, butelki kontrolują, czy rodzice prawidłowo karmią dzieci, a słuchawki założone podczas karmienia piersią ułatwiają sprawdzenie, czy dziecko zjadło wystarczająco dużo pokarmu. Rodzice mogą też skorzystać z małych czujników, które monitorują stan zdrowia dziecka i jakość snu, zapobiegając nagłej śmierci łóżeczkowej.

Choć nie brakuje gadżetów, które przekazują na bieżąco najważniejsze informacje o zdrowiu, to w sytuacji choroby czy temperatury większość rodziców jest bezradna. Objawy sprawdza w internetowej wyszukiwarce, przy zwykłym przeziębieniu często doszukuje się poważnych schorzeń i na wszelki wypadek jedzie z dzieckiem do szpitala.

Przewagą aplikacji jest zastosowanie sztucznej inteligencji. Dzięki temu objawy można dopasować do określonej choroby, ale przetwarzane są przy tym dodatkowe informacje o dziecku, czyli np. wiek, waga czy płeć. Objawy, które mogą się okazać potencjalnie niebezpieczne u kilkumiesięcznego dziecka, u przedszkolaka nie muszą świadczyć o niczym poważnym.

– Rodzic po prostu dostaje od nas rzetelną wiedzę medyczną dostępną 24/h. Nie mówimy, że zastępujemy lekarza, bo to niemożliwe, my po prostu zastępujemy wyszukiwanie internetowe, czytanie przeróżnych forów. U dziecka wszystko ma znaczenie: wysokość gorączki, wiek czy płeć. U nas możemy znaleźć rzetelną wiedzę w jednym miejscu, dostosowaną do konkretnych objawów dziecka – przekonuje Wojciech Jańczak.

Obecnie aplikacja pozwala sprawdzić kilka podstawowych objawów, ale z biegiem czasu ich lista będzie rozszerzana, a cały system ma działać, jak czat z wirtualnym asystentem, który po kilku informacjach podpowie, co dolega dziecku, pomoże też uniknąć wizyt u pediatry z lekko przeziębionym dzieckiem.

– Wiadomo, że średni czas oczekiwania na wizytę lekarską wynosi kilka dni, w USA to 2 tygodnie, a średni czas oczekiwania w poczekalni to 30–40 minut. Ludzie są przyzwyczajeni do wiedzy, do dostania po prostu odpowiedzi tu i teraz, nie chcą czekać, a my im to dajemy – podkreśla współzałożyciel Babydoc24.

Zgodnie z założeniami Babydoc24 ma być nie tylko aplikacją do oceniania stanu zdrowia dziecka, lecz także pełnym przewodnikiem dla świeżo upieczonych rodziców.

– Matka nie wie na początku, jak np. nakarmić dziecko piersią, pojawia się masa różnych problemów. Chcemy te wszystkie problemy zaadresować. Wychodzimy ze szpitala z narodzonym dzieckiem, ale nie dostajemy podręcznika obsługi. Chcemy stworzyć takie miejsce, gdzie rodzic, który ma wątpliwość, może zawsze otworzyć aplikację czy stronę i znaleźć odpowiedź. Oczywiście, jeżeli to będzie problem złożony, pokierujemy go do lekarza, natomiast te podstawowe chcemy rozwiązywać – mówi Wojciech Jańczak.

Aplikacja ma być już wkrótce dostępna. Już teraz, jak wynika z danych OSOZ Polska, tylko w 2017 roku w Google Play i App Store było dostępnych ok. 325 tys. aplikacji zdrowotnych. BIS Research podaje zaś, że wartość światowego rynku medycznych aplikacji mobilnych do 2025 roku ma przekroczyć 11 mld dolarów.

Coraz bardziej zaawansowane systemy pozycjonowania rewolucjonizują rynek autonomicznych, latających pojazdów. Ulepszony GPS pozwoli nawigować także w powietrzu

Coraz bardziej zaawansowane systemy pozycjonowania rewolucjonizują rynek autonomicznych, latających pojazdów. Ulepszony GPS pozwoli nawigować także w powietrzu 6

Dynamiczny rozwój technologii kosmicznych wpływa na nasze codzienne życie. Dzięki nim powstają narzędzia, które poprawią nasze bezpieczeństwo podczas lotów i pozwolą lepiej zrozumieć otaczający nas świat. Zaawansowane systemy obrazowania satelitarnego wykorzystuje się do monitorowania jakości upraw czy zanieczyszczenia powietrza. Ewoluują także nawigacje satelitarne, dzięki czemu w przyszłości będą mogły powstać wysoce zaawansowane pojazdy autonomiczne do transportowania ludzi oraz ultradokładne systemy lokalizacyjne. 

– W lotnictwie cywilnym i wojskowym wykorzystywany jest przede wszystkim sygnał satelitarny z satelitów, które umożliwiają pozycjonowanie. Oczywiście, GPS nie jest systemem w pełni certyfikowanym dla potrzeb lotniczych, natomiast ułatwia orientowanie się w przestrzeni – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Mariusz Kacprzak z Instytutu Lotnictwa w Centrum Technologii Kosmicznych.

Coraz większa liczba latających pojazdów, nie tylko samolotów, lecz także samochodów czy taksówek, wymaga zwiększenia precyzji usług lokalizacyjnych. Tymczasem GPS jest już dość starym systemem, którego początki sięgają lat 70. ubiegłego wieku. Dlatego powstają nowsze, bardziej zaawansowane systemy nawigacji, wzbogacane m.in. technologiami kosmicznymi.

– W lotnictwie bezzałogowym technologie satelitarne są podstawowym narzędziem do wyznaczania pozycji. W oparciu o sygnał GPS i sygnał z jednostek z tzw. IMU (jednostek nawigacji inercyjnej – przyp.red.), pozwalają pozycjonować statki powietrzne, a także wyznaczać trasę lotu. Zdjęcia satelitarne stanowią zaś podstawę do tworzenia map, a na podstawie tych map wyznaczane są trasy przelotu – mówi Mariusz Kacprzak.

Jednostki nawigacji inercyjnej IMU, wyposażone w żyroskop i przyspieszeniomierz, umożliwiają dokładne śledzenie orientacji i położenia obiektu w dwóch osiach. Są szeroko używane np. do stabilizacji dronów czy pojazdów samobalansujących się typu segway. Wykorzystywane są także w statkach powietrznych i kosmicznych. Mogą być także podstawą do budowy floty latających samochodów, choć do tego niezbędne będzie stworzenie hybrydowego, zaawansowanego systemu nawigacji satelitarnej.

Nad projektem elektrycznego pojazdu, który będzie pionowo startował i lądował, pracują m.in. firmy Honeywell i Volocopter. Ich inżynierowie opracowują hybrydowy system kontroli lotu, bazujący na klasycznym sygnale GPS, mikroelektromechanicznym systemie kontroli kursu i wysokości oraz czujnikach obrazowania, co pozwoli precyzyjnie rozpoznać przeszkody na drodze pojazdu oraz ułatwi przeprowadzenie procesu podchodzenia do lądowania.

Firma Aireon z kolei chce zmodernizować system GPS, wzbogacając go o technologie kosmiczne. Planuje przenieść odbiorniki ADS-B, radary lotnicze, które w ramach starego systemu rozmieszczono na Ziemi, na pokład satelitów. To umożliwi pokrycie całej powierzchni globu sygnałem GPS i precyzyjne namierzanie śledzonych obiektów bez potrzeby budowania całego systemu od zera. Największą zaletą rozwiązania ma być pełna kompatybilność z dotychczasowymi nawigacjami satelitarnymi, wykorzystującymi klasyczne stacje ADS-B.

Systemy nawigacji satelitarnej coraz częściej wykorzystywane są także w procesie szczegółowego obrazowania powierzchni Ziemi. Centrum Technologii Kosmicznych Instytutu Lotnictwa prowadzi m.in. badania nad metodami wykorzystania narzędzi teledetekcyjnych do zwiększenia konkurencyjności polskich produktów roślinnych na globalnym rynku zbytu. Zdjęcia satelitarne zrobione przez satelity, posłużą do oceny wpływu warunków pogodowych na uprawy czy wykrywania ośrodków chorób przechowalniczych na wczesnym etapie rozwoju.

Nad efektywniejszymi metodami przetwarzania danych satelitarnych pracują także inżynierowie Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej, którzy we współpracy z Akademią Górniczo-Hutniczą, Akademickim Centrum Komputerowym Cyfronet, Centrum Badań Kosmicznych Polskiej Akademii Nauk oraz Polską Agencją Kosmiczną powołali do życia konsorcjum Sat2Envi.

– Projekt Sat4Envi jest bardzo ważny i przełomowy. W jego ramach przygotowano serię szkoleń i spotkań z pracownikami administracji publicznej po to, żeby pokazać potencjał danych. I dzięki temu programowi cała branża teledetekcyjna w Polsce ma szansę skorzystać i dostarczać innowacyjne produkty – zauważa Mariusz Kacprzak.

W ramach tego projektu powstanie cyfrowa baza informacji satelitarnej. Zgromadzone w niej dane posłużą przede wszystkim administracji publicznej do realizacji zadań związanych z ochroną środowiska, planowaniem przestrzennym czy projektowaniem sieci transportowych. Wgląd do bazy danych będą mieli także prywatni przedsiębiorcy, którzy wykorzystają zdjęcia satelitarne do rozwoju najróżniejszych usług o charakterze komercyjnym.

Według firmy badawczej Allied Market Research wartość globalnego rynku komercyjnych satelitów obrazujących do 2022 roku wzrośnie do 5,3 mld dol. W najbliższych latach ma się rozwijać w tempie blisko 11,5 proc. w skali roku. Analitycy Morgan Stanley prognozują z kolei, że rynek latających samochodów do 2040 r. może być wart nawet 3 bln dol.

Prefixbox uznany jako reprezentacyjny dostawca wyszukiwarek internetowych uzywajacych technologii NLP

Zdolności przetwarzania języka naturalnego (ang. Natural Language Processing – NLP) firmy Prefixbox nadają dystrybutorom przewagę nad konkurencją.

Przetwarzanie języka naturalnego (ang. Natural Language Processing) jest kluczowe w optymalizacji wyszukiwarek, ponieważ sklep internetowy należy do wysoce konkurencyjnej branży, w której dystrybutorzy muszą dotrzymywać kroku trendom, aby przekonać klientów do własnej oferty. NLP jest używane przede wszystkim w polach wyszukiwania i funkcjach czatu, gdyż ta technologia umożliwia komputerom przetwarzanie języka mówionego. Coraz częściej klienci wyszukują produkty w sposób podobny do rozmowy z kolegami.

Aby zapewnić przyjemne zakupy, sklepy internetowe potrzebują technologii, która obsługuje formaty wielozadaniowe, aby ich potencjalni klienci nie wylądowali na stronach bez rezultatów – najgorsze co może przytrafić się kupującemu (to się zdarza średnio w 20% przypadków).

Istvan Simon, założyciel i prezes Prefixbox’u.
Istvan Simon, założyciel i prezes Prefixbox’u.

W tym badaniu Gartner stwierdza, że „aby zrozumieć intencję (NLP), dana wyszukiwana domena/produkt muszą także być zrozumiane. To pomaga generować właściwe odpowiedzi lub kolejne pytania, które pomogą klientowi znaleźć poszukiwany produkt”[1]. Według dowodów zewnętrznych jest to bezpośrednio powiązane ze zwiększaniem dochodów online i wskaźnika konwersji.

Funkcja wyszukiwania to kluczowy przyrząd zwiększający dochody online, ponieważ prowadzi on kupujących do produktów, których poszukują.

„W firmie Prefixbox staramy się zapewnić zaawansowaną, ale także łatwą do wprowadzenia technologię wyszukiwania handlowego. Jesteśmy zaszczyceni, że Gartner uznał naszą pracę w coraz ważniejszej przestrzeni wyszukiwania handlowego z użyciem NLP” powiedział Istvan Simon, założyciel i prezes Prefixbox’u.

[1] To understand intent [of NLP], the specific domain/product set to be searched must also be understood. This helps generate appropriate answers or next questions for the customer as the conversation leads to a product selection

Dzień Kierowcy Zawodowego. Dokąd podróżują, ile zarabiają?

Z okazji Międzynarodowego Dnia Kierowcy Zawodowego Ogólnopolskie Centrum Rozliczania Kierowców odkrywa karty branży transportowej. Sprawdzamy, kto prowadzi polskie ciężarówki, jakie napotyka trudności i jakie nastroje panują w tej grupie zawodowej.

Kim jest?

Raport przygotowany przez Ogólnopolskie Centrum Rozliczania Kierowców (OCRK) „Kim jest polski kierowca ciężarówki?” wskazał, że 86% zatrudnionych w naszym kraju na stanowisku kierującego pojazdem ciężarowym stanowią Polacy. Jednak z danych Głównego Inspektora Transportu Drogowego (GITD) wynika, że z roku na rok wydawanych jest coraz więcej świadectw kierowców dla pracowników głównie zza wschodniej granicy. Zgodnie z zestawieniem w 2018 roku wydano 72 390 takich dokumentów[1], rok wcześniej było to nieco ponad 46 tys.[2], a trzy lata temu wygenerowano 26 624 świadectwa[3]. Wśród zagranicznych pracowników, jeżdżących dla polskich przewoźników, dominują Ukraińcy, Białorusini i Mołdawianie.

Zawód profesjonalnego kierowcy jest wciąż domeną mężczyzn – stanowią oni 98% zatrudnionych w tym sektorze. Mimo to panie coraz częściej prowadzą ciężarówki, co jest doskonałą odpowiedzią na nieustannie zwiększający się deficyt osób wykwalifikowanych w tym zawodzie.

Kto może jeździć?

Obecnie szacuje się, że na rynku brakuje około 100 tys. zawodowych kierowców. Z roku na rok liczba wolnych wakatów zwiększa się drastycznie – jest to jeden z najpoważniejszych problemów, z którymi mierzy się branża transportowa. Wszystko wskazuje na to, że deficyt może sięgnąć poziomu nawet 40%. Rocznie z zawodu odchodzi 25 tys. pracowników.

W ostatnim czasie wprowadzane są przepisy rozszerzające zakres osób, które mogą ubiegać się o podjęcie pracy na stanowisku kierowcy o m.in. osoby niesłyszące i niedosłyszące. Także zmiana programu nauczania w szkołach zawodowych, ułatwiająca młodym kandydatom zdobycie kwalifikacji do prowadzenia ciężarówek, jest receptą na braki kadrowe w branży.

Z czym mierzy się transport?

Kierowcy to starzejąca się grupa zawodowa. W Europie średni wiek pracującego za kółkiem wynosi 44 lata, o czym informuje najnowszy raport Międzynarodowej Unii Transportu Drogowego (IRU)[4]. Z badań OCRK wynika, że zatrudnieni w polskich firmach transportowych mają średnio 42 lata. Natomiast niemieccy kierowcy są starsi średnio o 5 lat.[5]

Według tego zestawienia w Europie aż 20% stanowisk jest nieobsadzonych. Powodów, dla których brakuje chętnych do pracy za kierownicą, jest wiele. Badania wskazują, że dużym problemem jest niekorzystny wizerunek profesji (60% ankietowanych), stereotypowe postrzeganie zawodu (zaledwie 2% zawodowych kierowców stanowią kobiety), czy też długie przebywanie poza miejscem zamieszkania, z daleka od bliskich (twierdzi tak 77% osób biorących udział w badaniu).[6]

Wśród problemów, z którymi mierzą się transportowcy można wyróżnić także złożone przepisy transportu drogowego, liczne zmiany legislacyjne, presję czasu, stres i olbrzymią odpowiedzialność. 

Co myślą truckerzy?

Kierowcy zdecydowanie lubią swoją pracę – tak twierdzi blisko 79% osób aktywnych zawodowo. Podkreślają, że ich profesja pozwala na poznawanie nowych miejsc i ludzi, a także, że nie muszą się obawiać o brak miejsca pracy. Raport zawiera także czynniki, których kierowcy nie lubią w swoim zawodzie – wymieniają tutaj m.in. długie rozłąki z rodziną i przyjaciółmi (56,9%), niebezpieczeństwa na drodze (56,9%), stres (49,2%) czy też długi czas spędzony za kierownicą (20,4%).[7]

Dokąd podróżują?

Jak wynika z raportu OCRK ponad 50% polskich kierowców w tzw. międzynarodówce wykonuje przejazdy do Niemiec, dla 14% celem podróży jest Francja, zaś Belgia i Holandia uplasowały się na 3 miejscu zestawienia – tam wykonuje się po 5% polskich przejazdów międzynarodowych.

Czy dużo jeżdżą?

87 tys. kilometrów – tyle średnio w ciągu roku pokonuje polski kierowca, co pokazują badania OCRK.[8] Ponad 34% truckerów przemierza rocznie od 100 tys. do 200 tys. km. Polska jest liderem transportu drogowego w Europie – wykonuje 17,5% całkowitej wartości tonokilometrów w UE[9] i aż 40% kabotażu.[10] Średnia długość delegacji kierowców z Polski wynosi siedem dni, a rekordziści w pracy spędzają nawet 260 dni w ciągu roku. 30% truckerów wykorzystuje zaledwie od 1-10 dni wolnych,
a 14% specjalistów na urlopie przebywa ponad 20 dni. Być może właśnie dlatego rodzimi kierowcy doceniani są przez zagranicznych kontrahentów za solidność, terminowość i pracowitość.

Ile zarabiają?

Jak wynika z raportu „Zarobki zawodowych kierowców w Polsce”, 95% osób w zawodzie zatrudnionych jest w oparciu o umowę o pracę, a średnia wysokość pensji wynosi nieco ponad 5 tys. PLN. Warto zwrócić uwagę, że na wynagrodzenie kierowcy składa się podstawa, która jest często stawką minimalną oraz ekwiwalent wypłacany z tytułu podróży służbowej. Badania pokazują, że ponad 1/3 prowadzących ciężarówki zarabia powyżej 6000 PLN netto. Zazwyczaj są to osoby wykonujące transport międzynarodowy. 82,4% ankietowanych kierowców zadeklarowało, że w ciągu ostatnich trzech lat ich wynagrodzenie wzrosło. [11]

Czy to bezpieczne?

Stowarzyszenie Transported Asset Protection Association (TAPA) prognozuje, że 2019 będzie rekordowym rokiem pod względem ilości napadów na przewoźników na terenie Europy, Afryki
i Bliskiego Wschodu, co budzi ogromne obawy. Jednak praca truckera nadal daje wielu osobom dużą satysfakcję, a kierowcy stanowią zorganizowaną społeczność, która wspiera się w trudnych sytuacjach.

[1] https://www.gitd.gov.pl/fileadmin/updated/Dane-statystyczne-dotyczace-transportu-miedzynarodowego-w-roku-2018.pdf

[2] https://www.gitd.gov.pl/fileadmin/imported/24081/Dane-statystyczne-2017.pdf

[3] https://www.gitd.gov.pl/fileadmin/imported/24081/Dane-statystyczne-2016.pdf

[4] https://www.iru.org/resources/newsroom/fifth-driver-positions-unfilled-european-road-transport-sector

[5] https://www.iru.org/resources/newsroom/fifth-driver-positions-unfilled-european-road-transport-sector

[6] Raport „Zarobki kierowców zawodowych w Polsce” autorstwa trans.info z 2018r.

[7] Raport „Zarobki kierowców zawodowych w Polsce” autorstwa trans.info z 2018r.

[8] Raport OCRK „Kim jest polski kierowca” z 2018r. sporządzony na podstawie danych za 2017r. zebranych przez Dział Analiz i Rozliczeń OCRK od 1239 kierowców.

[9] https://ec.europa.eu/eurostat/statistics-explained/index.php?title=Road_freight_transport_statistics

[10] https://ec.europa.eu/eurostat/statistics-explained/index.php?title=Road_freight_transport_statistics_-_cabotage

[11] Raport „Zarobki kierowców zawodowych w Polsce” autorstwa trans.info z 2018r.

Emotis wprowadza wynajem samochodu razem z hulajnogą elektryczną

Ogólnopolska wypożyczalnia samochodów Emotis jako pierwsza w Polsce wprowadza do oferty opcję wynajęcia auta z hulajnogą elektryczną. Taki dodatek pozwoli klientom na jeszcze większą mobilność w każdej sytuacji.

Małe, jednoosobowe pojazdy elektryczne zyskują na popularności. W centrach dużych miast pojawiły się niedawno hulajnogi wynajmowane na minuty, rośnie także sprzedaż tego typu dwukołowców. Wynika to z prostego faktu – hulajnogi pozwalają przemieszczać się sprawnie i szybko wszędzie tam, gdzie nie wjedziemy samochodem. A przy tym nie zanieczyszczają środowiska!

hulajnoga-emotis2Hulajnoga sprawdzi się w tych zakamarkach miasta, do których trudno dostać się innym pojazdem. Zamiast stać w korkach, możemy zaparkować auto nieco dalej, wyjąć hulajnogę z bagażnika i ostatnią część trasy przemierzyć na dwukołowcu. Ale samochód i hulajnoga w jednym zestawie to doskonałe połączenie także poza miastem, np. w czasie wakacji. Nowoczesne ośrodki wypoczynkowe czy campingi często przypominają małe miasteczka – dzięki hulajnodze, poruszanie się po nich okazuje się dużo wygodniejsze i szybsze.

W maju wypożyczalnia samochodów Emotis zaproponowała swoim klientom hulajnogi elektryczne jako dodatkowy element wyposażenia wynajmowanego pojazdu. Cena dopłaty za hulajnogę wynosi 38 zł brutto za dobę. Do jednego auta można wynająć maksymalnie tyle hulajnóg, ile przewidziano miejsc w samochodzie (tj. do 9 dla minibusa), bez dodatkowych formalności.

Na start Emotis przygotował promocję. Klienci, którzy dokonają rezerwacji do 30.06 (niezależnie od terminu, którego dotyczy wynajem), otrzymają 50-procentowy rabat na pierwsze wypożyczenie hulajnogi. Rabat dotyczy wynajmu razem z autem na okres od 1 do 30 dni. Oznacza to, że klient zapłaci za hulajnogę jedynie 19 zł brutto za dobę.

Hulajnogi są dostępne także podczas wynajmu samochodu na średni termin (na min. 1 miesiąc), w cenie 225 zł miesięcznie za sztukę. W tym przypadku również można skorzystać z promocji na start i w pierwszym miesiącu zapłacić za hulajnogę jedynie 112,50 zł brutto za pierwszą sztukę.

W ofercie wypożyczalni dostępne są nowoczesne modele Mi Electric Scooter. Pozwalają one przejechać na jednym ładowaniu nawet 30 km. Na takiej hulajnodze można przemieszczać się 5-krotniej szybciej niż pieszo. Pojazdy te wyposażono w podwójny system hamulcowy, który maksymalnie zwiększa bezpieczeństwo, a także w pneumatyczne opony i wysokiej jakości oświetlenie. Hulajnogę można złożyć i rozłożyć w 3 sekundy, co ułatwia codzienne korzystanie z niej oraz przewożenie jej w samochodzie.

– Hulajnogi w samochodach na wynajem wprowadzamy jako pierwsi w Polsce, ponieważ bardzo bliska jest nam idea nowoczesnej mobilności dla firm i osób prywatnych. Nie tylko obserwujemy światowe trendy, ale też sami je współtworzymy. Uważamy, że hulajnogi elektryczne mogą ułatwić życie naszym klientom w wielu sytuacjach i co nie mniej ważne, zapewniają wygodę w zgodzie z ekologią – mówi Ireneusz Tymiński, prezes Emotis.

Emotis to wypożyczalnia samochodów z oddziałami w 14 polskich miastach. Opcja wypożyczenia auta z hulajnogą od maja dostępna jest w każdym z oddziałów.

PKN ORLEN przekazał Krajowej Administracji Skarbowej 15 nowych samochodów

Koncern przekazał Krajowej Administracji Skarbowej 15 nowoczesnych samochodów, które pozwolą na dalsze skuteczne przeciwdziałanie oszustwom podatkowym na rynku paliw. To kolejny krok wspierający działania administracji państwowej na rzecz walki z szarą strefą, dzięki którym w ostatnich latach legalna konsumpcja oleju napędowego w Polsce wzrosła o ok. 30%. Wcześniej PKN ORLEN przekazał organom skarbowym 7 mobilnych laboratoriów, pozwalających na szybkie badanie transportowanych w Polsce paliw, pod kątem zgodności ich składu z obowiązującymi przepisami.

Wdrożony przez premiera Mateusza Morawieckiego pakiet paliwowy i podjęte przez rząd działania na rzecz walki z szarą strefą, pokazały z jak olbrzymią skalą problemu mieliśmy wcześniej do czynienia. Wzrost legalnej konsumpcji oznacza nie tylko większe przychody Koncernu i lepszą jakość paliw dla klientów, ale także większe wpływy do budżetu państwa. W ubiegłym roku odprowadziliśmy do budżetu 36 mld zł, to o 11 mld zł więcej niż w roku 2015. W tym kontekście szczególnie ważne jest kontynuowanie działań na rzecz legalnego rynku paliw, w które jako największa polska firma paliwowa aktywnie się włączamy – powiedział Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.  

Walkę z szarą strefą w obrocie paliwami jest dla nas kluczową kwestią przy uszczelnianiu systemu podatkowego. Dzięki realizacji przez KAS działań kontrolnych w obszarze towarów akcyzowych i podatku VAT skutecznie redukujemy szarą strefę i wspieramy uczciwe firmy. Przekłada się to na realny wzrost wpływów do budżetu państwa – powiedział wiceminister finansów, Szef Krajowej Administracji Skarbowej Marian Banaś.

PKN ORLEN przekazał Krajowej Administracji Państwowej łącznie 15 nowoczesnych pojazdów. Samochody zostały wyposażone w specjalny cyfrowy system łączności ADAM, kompatybilny z obecnie używanym przez służby skarbowe. Darowizna wzmocni flotę samochodów KAS w 9 województwach: dolnośląskim, lubuskim, małopolskim, mazowieckim, opolskim, wielkopolskim, podlaskim, śląskim i zachodniopomorskim. Samochody będą wykorzystywane przede wszystkim do kontroli realizowanych w ramach systemu monitorowania drogowego przewozu towarów oraz do działań kontrolnych na lotniskach w Warszawie, Krakowie i Katowicach.