Zbiórki pieniędzy od społeczności internetowej stają się coraz popularniejszą formą pozyskiwania kapitału na rozwój spółek

Zbiórki pieniędzy od społeczności internetowej stają się coraz popularniejszą formą pozyskiwania kapitału na rozwój spółek 1

Crowdinvesting ułatwia spółkom pozyskanie środków na rozwój. Chętnie korzystają z niego przede wszystkim początkujące przedsięwzięcia, np. start-upy. Dla emitentów crowdinvesting to szansa na pozyskanie większego grona inwestorów, a dla nich z kolei oznacza to większą ofertę inwestycyjną. To również opcja dla niedoświadczonych inwestorów, którzy boją się angażować duże środki.

– Crowdinvesting polega, po pierwsze, na budowaniu wokół spółek społeczności akcjonariuszy, po drugie, na pozyskiwaniu przez interesujące spółki kapitału od szerokiego grona potencjalnych inwestorów, w tym np. od swoich klientów – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Sebastian Huczek z Domu Maklerskiego INC SA. – Oferty prowadzone crowdinvestingowo to nic innego jak oferty publiczne. Jest to forma przekazywania informacji o tych ofertach.

Dla inwestorów jest to rozszerzenie dostępnej na rynku oferty inwestycyjnej. Może także służyć jako środowisko testowe dla tych początkujących.

Trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, czy akcje w ogóle są dobrym instrumentem dla początkujących inwestorów, w szczególności akcje małych i średnich spółek. Natomiast cechą crowdinvestingu jest to, że z założenia dopuszcza bardzo niewielkie kwoty inwestycji. Jeżeli inwestor jest niedoświadczony, może na początku nie ryzykować dużych kwot i spróbować dokonać inwestycji na bardzo niewielką kwotę – podkreśla Sebastian Huczek.

Jeszcze niedawno takie oferty wymagały skomplikowanych i czasochłonnych procedur. Platformy crowdinvestingowe oferują szereg ułatwień dla zainteresowanego inwestora. Nie musi on już składać wizyty w domu maklerskim i podpisywać licznych dokumentów. Wystarczy, że zapozna się z ofertą i profilem spółki na platformie i złoży zapis na stronie spółki.

Pierwszą platformą crowdinvestingową w Polsce prowadzoną przez dom maklerski jest Platforma Crowdconnect.pl. Publikowane są tu informacje dotyczące parametrów oferty, opis emitenta, opis czynników ryzyka i możliwość przejścia na właściwą stronę emitenta, na której zainteresowany inwestor może złożyć zapis. Emisje prowadzone są w trybie uproszczonej oferty publicznej o wartości do 1 mln euro.

– Na platformie Crowdconnect.pl prezentowane są oferty publiczne spółek, które docelowo zamierzają zadebiutować na rynku NewConnect. Są to oferty spółek małych i średnich – mówi przedstawiciel Domu Maklerskiego INC SA.

Spółki, które przeprowadzą swoją ofertę za pośrednictwem platformy, docelowo będą notowane na rynku zorganizowanym, aby móc zapewnić potencjalnym inwestorom możliwość wyjścia z inwestycji. Jak wyjaśniają eksperci Crowdconnect.pl, kupno akcji będzie miało więc charakter inwestowania tylko w sytuacji, gdy spółka ma wartościową historię, nie jest w trudnej sytuacji finansowej lub planuje upublicznienie. W innych przypadkach przekazanie środków będzie zwykłym wsparciem, a nie inwestycją.

 Podstawową różnicą pomiędzy platformą CrowdConnect.pl a innymi już funkcjonującymi platformami jest zakres informacji o spółce. Prezentujemy znacznie więcej informacji na różnych poziomach szczegółowości, czyli od ogólnych materiałów reklamowych aż po bardzo zaawansowany i obszerny dokument ofertowy, gdzie inwestorzy mogą znaleźć bardzo szczegółowe informacje o działalności firmy – przekonuje Sebastian Huczek.

Pierwszą emisją publiczną była ta przeprowadzona przez spółkę Plantwear SA. Dostępna jest na platformie od połowy marca i potrwa do 10 maja. Producent zajmuje się ręczną produkcją akcesoriów modowych z drewna – zegarków, okularów, etui do telefonów i biżuterii. W 2018 r. spółka sprzedała ponad 30 tysięcy produktów, a przychody ze sprzedaży przekroczyły 4,7 mln zł. Plantwear chce pozyskać łącznie 2,4 mln zł. Do 6 maja uzbierał niemal 550 tys. zł.

Jeszcze w II kwartale planowana jest emisja spółki genXone, implementującej innowacyjne rozwiązania genetyczne do codziennego życia, a przed końcem III kwartału trzech kolejnych przedsięwzięć: czarterującej katamarany w regionie Adriatyku i Karaibów spółki The Yachting Club, produkującej, sprzedającej i wynajmującej kontenery socjalne, biurowe i magazynowe spółki Polkon oraz dystrybutora części samochodowych z północnej Polski spółki ITD.

– Naszym założeniem jest to, że przynajmniej w pierwszym etapie rozwoju Crowdconnect.pl na platformie będą spółki, które już mają pewną historię, wyniki finansowe i rozsądne wyceny rynkowe. Na razie większość ofert crowdinvestingowych w Polsce to były oferty start-upów – mówi Sebastian Huczek. –Chcemy do możliwości zapisywania szerokiego grona akcjonariuszy dodać element inwestycyjny, czyli żeby parametry emisji były korzystne.

Brytyjskie portale crowdinvestingowe Seedrs i Crowdcube, które są światowymi liderami w tym obszarze, przeprowadziły oferty na łączną kwotę przekraczająca 1 mld funtów. Na Seedrs pierwsze środki na rozwój pozyskał fintech Revoult, którego wycena w niecały rok wzrosła pięciokrotnie do 1,7 mld dol.

Nowy materiał z grafenu jest 200 razy mocniejszy od stali, a przy tym znacznie lżejszy. Będzie stosowany w branży motoryzacyjnej, budowlanej i lotniczej

Nowy materiał z grafenu jest 200 razy mocniejszy od stali, a przy tym znacznie lżejszy. Będzie stosowany w branży motoryzacyjnej, budowlanej i lotniczej 2

O tym, że grafen może zrewolucjonizować elektronikę mówi się od dawna. Okazuje się jednak, że dodanie go do innych tworzyw zwiększa ich sztywność i pozwala obniżyć masę, nawet o połowę. Dzięki temu grafen może być z powodzeniem wykorzystywany również w przemyśle motoryzacyjnym i lotniczym, a także tekstylnym. Opracowano już nową grupę materiałów o nazwie polygrene, które stosowane będą już wkrótce w branży budowlanej. Są nawet 200 razy mocniejsze od stali. 

– Polygrene to szeroka gama polimerów z zawartością grafenu. Należy do nich np. Nanene, linia materiałów z grafenu wielowarstwowego. Wbudowujemy je w materiały termoplastyczne, aby udoskonalić ich właściwości mechaniczne, dzięki czemu uzyskujemy bardzo dobrą sztywność, możemy poprawić wydłużenie w zależności od układu polimerów, co pozwala nam na szeroki zakres zastosowań. Koncentrujemy się szczególnie na branży budowlanej oraz wszelkiego rodzaju wzmocnieniach mechanicznych w sektorze lotniczym i motoryzacyjnym – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Stephen Hodge z firmy Versarien.

Nanene to szczególny rodzaj grafenu. Świetnie przewodzi ciepło i energię elektryczną, jest zarówno elastyczny, jak i przezroczysty. Wyniki badań przeprowadzonych przez Uniwersytet w Manchesterze wskazują, że jest to materiał 200 razy mocniejszy od stali. Oznacza to, że jest on najsilniejszym znanym materiałem przewodzącym ciepło i energię elektryczną. Nanene można wykorzystać np. do poprawy wytrzymałości tworzyw sztucznych formowanych wtryskowo i w drukarkach 3D.

Z uwagi na swoje właściwości fizyczne, takie jak niezwykła wytrzymałość i elastyczność, grafen może zastąpić np. miedź stosowaną w produkcji przewodów elektrycznych. Materiał wykazuje ponadto zerową oporność na prąd, co czyni go superprzewodnikiem. Ogromnym rynkiem dla rozwoju tego materiału mogą być więc też technologie związane z ekranami dotykowymi czy szeroko pojęta elektronika.

– Grafen może nie tylko poprawić właściwości mechaniczne, lecz także właściwości opóźniające spalanie czy właściwości termiczne lub elektryczne. Możemy więc teraz naprawdę wykorzystać możliwości tych materiałów i znaleźć dla nich zastosowania komercyjne – mówi Stephen Hodge.

Zaprezentowany został już najlżejszy na świecie zegarek, powstały w wyniku współpracy firm Richard Mille i McLaren Applied Technologies. Kompozyt, z którego zbudowane jest urządzenie, zawiera 2 proc. grafenu. Dzięki jego obecności inżynierom udało się zmniejszyć masę przy zwiększeniu sztywności materiału. Ostatecznie cały zegarek wraz z paskiem waży zaledwie 40 gramów. To połowa masy przeciętnego zegarka na rękę. To jednak nie są jedyne korzyści ze stosowania grafenu.

– Dzięki zastosowaniu grafenu możemy podnieść wytrzymałość mechaniczną materiałów, mogą one być lżejsze i mniej się zużywać. Mamy nadzieję, że przyniesie to również ogromne korzyści dla środowiska. W branży towarów konsumpcyjnych główne zastosowanie naszych produktów ma związek z ograniczeniem ilości plastiku używanego w opakowaniach i w codziennym życiu – twierdzi ekspert.

Zastosowanie grafenu nie ogranicza się jednak tylko do wzmacniania materiałów sztywnych. Ogromny potencjał tego materiału tkwi także w branży tekstylnej. Pod koniec minionego roku zaprezentowane zostały buty z grafenu. Marka inov-8 wprowadziła na rynek dwa modele butów z gumowymi podeszwami wzmocnionymi grafenem. Zgodnie z zapewnieniami producenta buty są o połowę mocniejsze i twardsze w porównaniu do konkurencyjnych modeli, a zarazem bardziej elastyczne. Ich masa to od 335 do 345 gramów, czyli niewiele więcej niż lekkie buty do biegania, a innov-8 swoje grafenowe modele stworzył z myślą o turystyce.

Grafen zaczyna także stosować branża motoryzacyjna.

– Obecnie sprzedajemy nasze materiały firmom produkującym wyposażenie wnętrza samolotów, gdzie grafen wykazuje właściwości opóźniające spalanie. Dzięki temu można zastąpić materiały nieorganiczne, które przy spalaniu wydzielają dość toksyczne substancje. Przy spalaniu grafenu powstaje wyłącznie dwutlenek węgla, więc jest on mniej toksycznym materiałem o dużo lepszych właściwościach – przekonuje Stephen Hodge.

Według analityków z Grand View Research światowy rynek grafenu był w 2017 roku wyceniany na blisko 43 mld dol. Do 2025 roku średnioroczne tempo wzrostu ma się utrzymać na poziomie 38 proc.

Zmiany klimatyczne do 2100 r. mogą doprowadzić do zmiany koloru połowy światowych oceanów. Naukowcy znaleźli sposób na uniknięcie tej ekologicznej katastrofy

Zmiany klimatyczne do 2100 r. mogą doprowadzić do zmiany koloru połowy światowych oceanów. Naukowcy znaleźli sposób na uniknięcie tej ekologicznej katastrofy 3

Zmiany klimatyczne postępują i mają wpływ na niemal całe środowisko. Do 2100 roku ponad połowa powierzchni oceanów będzie miała inny kolor niż obecnie. Duży wpływ na barwę ma obecność różnych mikroorganizmów. Wraz ze wzrostem temperatur coraz więcej będzie w nich sinic i fitoplanktonu. Wyższa temperatura wody przyczyni się też do częstszych zakwitów glonów, co w efekcie może doprowadzić do masowej śmierci roślin i zwierząt. Aby móc na bieżąco monitorować stan oceanów i reagować na niepokojące zmiany, powstał komputerowy model oceanu. Za pomocą satelitów pogodowych naukowcy chcą szybciej reagować na zachodzące zmiany.

– Oceany zmieniają kolor pod wpływem różnych zawirowań prądów morskich, ale też zanieczyszczeń, fitoplanktonu. W ubiegłym roku musieliśmy np. określić, jak daleko sięgają sinice w Bałtyku. Za pomocą zdjęć satelitarnych są monitorowane zmiany w fitoplanktonie i zanieczyszczenia na polu mórz i oceanów. Najnowszy satelita z grupy Sentinel-3 z instrumentem OLCI (Ocean and Land Colour Instrument – przyp. red.) został specjalnie wyprodukowany do tego celu – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje prof. Katarzyna Dąbrowska-Zielińska, kierownik Centrum Teledetekcji Instytutu Geodezji i Kartografii w Warszawie.

Zmiany klimatu powodują znaczące zmiany w fitoplanktonie na oceanach świata. Badania naukowców z Massachusetts Institute of Technology w Cambridge wskazują, że w nadchodzących dziesięcioleciach zmiany te wpłyną na kolor oceanu, zintensyfikują niebieskie regiony i zielone. Satelity powinny wykrywać te zmiany odcienia, zapewniając wczesne ostrzeganie o szerokich zmianach w ekosystemach morskich.

Na łamach „Nature Communications” naukowcy MIT wskazują, że opracowali globalny model oceanów, który symuluje wzrost i interakcję różnych gatunków fitoplanktonu lub glonów oraz pokazuje, jak zmienia się mieszanka gatunków w różnych miejscach wraz ze wzrostem temperatury. Naukowcy symulowali również sposób, w jaki fitoplankton absorbuje i odbija światło.

To przełom, bo choć satelity niezmiennie od lat 90. prowadzą monitoring koloru wód oceanów, to dopiero teraz wiadomo, jak na kolor wpływa określona liczba mikroorganizmów. Dzięki temu będzie można dokładniej ocenić spływające z satelitów zdjęcia i na bieżąco reagować przy nadmiernym pojawianiu się glonów. W ten sposób możliwe stanie się uniknięcie katastrofy ekologicznej.

– Każdy kolor zmian odpowiada zawartości, np. zawiesiny w wodach, zanieczyszczeń czy podnoszonej temperatury wody. Gołym okiem nie zauważymy różnicy, ale za pomocą przetworzonego zdjęcia satelitarnego zmiany dostrzegamy choćby na Bałtyku. Obserwujemy, co dzieje się przy ujściu dużych rzek jak Odra i Wisła, jaka część tych zanieczyszczeń jest wpuszczana do wody – tłumaczy prof. Katarzyna Dąbrowska-Zielińska.

Kolor oceanu zależy w dużej mierze od tego, jak woda reaguje na światło słoneczne. Cząsteczki wody absorbują prawie całe światło słoneczne, z wyjątkiem niebieskiej części widma, która jest odbijana z powrotem. Dlatego stosunkowo jałowe regiony otwartego oceanu, ubogie w życie, z kosmosu wydają się ciemnoniebieskie. Jeśli w oceanie są jakieś organizmy, to wchłaniają i odbijają różne długości fal światła, np. fitoplankton zawiera chlorofil, który absorbuje głównie w niebieskich częściach światła słonecznego, a w rezultacie odbija się więcej zielonego światła. To dlatego regiony bogate w algi maja zielonkawy odcień.

Naukowcy z MIT na podstawie modelu oceanów oceniali, jak dużo w danych wodach może być w przyszłości fitoplanktonu. Według ich badań zmiany będą tak duże, że do 2100 roku przeszło połowa oceanów na świecie zmieni kolor w wyniku m.in. zmian klimatycznych.

– Przyczyną zmian są też spływające do rzek nawozy w postaci różnych biotopów, które przepływają do oceanów i do mórz, zanieczyszczając i pozwalając na rozwój właśnie fitoplanktonu wokół stref brzegowych. To także zanieczyszczenia, które są wydalane ze statków w różnej postaci. Zmiany, które następują, pociągają za sobą również zmiany temperatury wody, a za tym idą zmiany w rybołówstwie, zmiany niekorzystne dla życia w morzach – wskazuje ekspertka.

Zmiany nie muszą być widoczne gołym okiem. Na zdjęciach satelitarnych ocean będzie wyglądał niemal tak samo jak teraz, w subtropikach kolor będzie nieco bardziej niebieski, a w pobliżu równika i biegunów – zielony. To jednak wystarczy, żeby wpłynęło to na cały łańcuch sieci pokarmowej. Większe stężenie glonów może mieć katastrofalne skutki dla całej przyrody. Kiedy na wybrzeżu USA pojawiło się więcej fitoplanktonu, masowo umierały ptaki i ryby, które zatruły się wydzielanymi przez niego toksynami.

Takie sytuacje mogą być w przyszłości normą ze względu na ocieplający się klimat i coraz większe zanieczyszczenia.

Podatek u źródła na nowych zasadach.

Przepisy wprowadzające rewolucyjne zmiany w zakresie zasad poboru podatku u źródła weszły w życie 1 stycznia 2019 r., ale ich stosowanie zostało w istotnej części odroczone do 1 lipca 2019 r.

Owa rewolucja dotyczy wypłat, których suma na rzecz danego podatnika w trakcie jego roku obrachunkowego przekroczy 2 mln zł. Nowe regulacje mogą niestety powodować „zamrożenie” znacznych sum na kontach urzędu skarbowego.

Przypomnijmy, iż dotychczas, jeśli spełnione były warunki do zastosowania zwolnienia z podatku u źródła lub zastosowania obniżonej stawki podatkowej, płatnik mógł korzystać z takiej preferencji podatkowej automatycznie, tj. wypłacić należność kontrahentowi w pełnej wysokości (w przypadku zwolnienia podatkowego) albo w wysokości pomniejszonej o podatek u źródła pobrany według niższej stawki.

– W świetle nowych przepisów, nawet jeśli będą spełnione warunki do zastosowania preferencji podatkowych, to i tak pełną kwotę podatku u źródła będzie trzeba wpłacić do urzędu skarbowego – mówi w rozmowie z MarketNews24 Paweł Stańczyk, doradca podatkowy, lider Praktyki Planowania Podatkowego w Kancelarii Ożóg Tomczykowski. – Po wpłaceniu podatku będzie można ubiegać się o jego zwrot po przedstawieniu pełnej dokumentacji poświadczającej spełnienie warunków uprawniających do korzystania ze zwolnienia podatkowego lub też obniżonej stawki podatku u źródła. Urząd będzie miał jednak aż 6 miesięcy na rozpatrzenie sprawy i ewentualny zwrot podatku.

Sposobem na uniknięcie konieczności wpłaty nadmiernego podatku do urzędu jest złożenie w momencie wypłaty należności oświadczenia przez zarządu spółki, iż podatnik posiada wszystkie dokumenty niezbędne do korzystania ze zwolnienia podatkowego lub obniżonej stawki podatku u źródła, a także że nie posiada wiedzy o istnieniu okoliczności wykluczających możliwość stosowania takich korzyści podatkowych. Należy jednak pamiętać, iż nowe przepisy wprowadzają warunki, które może być trudno zweryfikować płatnikowi (np. czy podmiot otrzymujący płatność prowadzi rzeczywistą działalność gospodarczą). W konsekwencji, złożenie takiego oświadczenia przez zarząd może być ryzykowne zarówno dla spółki, jak i dla samych członków zarządu.

W przypadku, gdy mamy do czynienia ze zwolnieniem z poboru podatku u źródła, alternatywnym rozwiązaniem jest wystąpienie z wnioskiem o wydanie tzw. opinii o stosowaniu zwolnienia. Podmiot ubiegający się uzyskanie opinii powinien przedstawić komplet dokumentów i informacji potwierdzających prawo do stosowania zwolnienia.

– Jeśli urząd pozytywnie zweryfikuje taki wniosek, wyda opinię o stosowaniu zwolnienia, która umożliwi płatnikowi automatyczne stosowanie zwolnienia podatkowego bez konieczności wpłaty podatku czy też składania oświadczeń przy wypłatach należności na rzecz konkretnego podatnika – wyjaśnia mec.Paweł Stańczyk. – Opinia taka jest ważna przez kolejne 36 miesięcy.

Transformacja energetyczna w Polsce – jaką strategię przyjmie rząd?

Transformacja energetyczna – tak samo jak kiedyś rewolucje przemysłowe – jest uwarunkowana technologicznie. Dotyczy energetyki odnawialnej, która działa w rozproszonej sieci i uniezależnia wytwórcę energii od wielkich spółek, które mają ją dostarczać. W założeniu to prosument – wytwarzający, a następnie sprzedający energię na rynek – jest jednocześnie niezależnym jej wytwórcą i odbiorcą w tym samym czasie. Zamysł ten jest realizowany w różnym stopniu w wielu miejscach na świecie. W Polsce także będzie zachodzić transformacja energetyczna. Już teraz zaobserwować można coraz więcej wiatraków czy paneli fotowoltaicznych. Tempo zmian w naszym kraju będzie zależało także od odpowiednich regulacji. Potrzebne są przemyślane i stopniowe zmiany. Warto spojrzeć na to, co obecnie mamy do dyspozycji. Prawie 80 proc. polskiej energii pochodzi z węgla. Reszta to nieznaczne ilości energetyki odnawialnej i innych źródeł.

– Rewolucyjna ścieżka jest w tym przypadku bardzo kosztowna. Ale brak jakichkolwiek działań będzie jeszcze droższy – powiedziałserwisowi eNewsroom Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny Biznes Alert – Kiedy rynek zagraniczny będzie się zmieniał, a energetyka poza Polską coraz tańsza, status quo w naszym kraju będzie warunkować wysokie ceny prądu. Już na początku tego roku Polacy dotkliwie je odczuli. Polska ma więc kilka możliwości. Pierwszą jest atom – co znacznie obniży emisję, ale będzie bardzo kosztowne w budowie – choć tańsze w użytkowaniu. Innym rozwiązaniem są farmy wiatrowe na lądzie i na morzu. Można je budować szybko i w dużej ilości niskimi nakładami inwestycyjnymi. Pozostaje także energetyka gazowa, która jest paliwem przejścia, ale może stabilizować energetykę konwencjonalną i odnawialną. Od wyboru strategii będzie zależała ścieżka polskiej transformacji energetycznej. Obecnie rząd stawia na energetykę jądrową oraz wiatrową morską. Takie rozwiązanie potwierdzi się, jeżeli Polska znajdzie metodę finansowania budowy atomu. W przeciwnym razie pozostanie opcja wykorzystania wiatru i gazuTransformacja musi być prowadzona z wykorzystaniem takich środków, jakie jesteśmy w stanie na to przeznaczyć – wskazał Jakóbik.

Polscy przedsiębiorcy długo czekają na pieniądze? W Europie bywa gorzej

Mistrzami Europy w czekaniu na przelew są Portugalczycy. Na opłacenie faktury oczekują średnio 65 dni. Najmniej cierpliwości potrzeba za to przedsiębiorcom z Łotwy i Estonii – należne im pieniądze dostają w niecałe trzy tygodnie. Na tle innych europejskich krajów Polska okazuje się miejscem przyjaznym przedsiębiorcom.

60 dni na uregulowanie zobowiązań płatniczych to standard wprowadzony unijną dyrektywą (2011/7/EU) już dobrych kilka lat temu. W Polsce potwierdza go stosowna ustawa z 2013 r. Zgodnie z założeniami jednolitego rynku, realia prowadzenia biznesu w tej kwestii powinny już dziś wyglądać podobnie na całym kontynencie. Jednak poza prawnymi terminami płacenia faktur duże znaczenie ma też zwyczajowa praktyka w poszczególnych krajach. Pokazuje ona, że przedsiębiorcy w jednych miejscach mogą być bardziej skrupulatni niż w Polsce w regulowaniu zobowiązań płatniczych, za to w innych podchodzą do tych spraw z dużo większą beztroską.

Michał Pawlik, prezes SMEO
Michał Pawlik, prezes SMEO

Osobom, które zaczynają prowadzić biznes za granicą, wydaje się, że najgorsze już przeszli, rozwijając go w Polsce. W innych krajach powinni wreszcie zastać środowisko sprzyjające prowadzeniu firmy. Niemałym zaskoczeniem może być sytuacja, gdy na pieniądze od partnera z Francji lub Włoch przychodzi czekać dłużej niż kiedykolwiek na polskim rynku. Jasne, że u nas długie terminy płatności podcinają skrzydła zwłaszcza małym i średnim przedsiębiorcom. Nie należy jednak się spodziewać, że za granicą będzie pod tym względem łatwiej. Lepiej poszukać dobrego sposobu na zachowanie płynności finansowej – komentuje Michał Pawlik, CEO nowoczesnej firmy faktoringowej SMEO.

Regulacje i realia

Jednym z krajów, który wprowadził bardziej restrykcyjne terminy opłacania faktur od unijnych, są Niemcy. Zgodnie z tamtejszą ustawą przeciwko opóźnieniom w płatnościach, firmy mają tylko 30 dni kalendarzowych na przekazanie należności swoim kontrahentom. Podobnie jest w Wielkiej Brytanii, Francji, Włoszech, Belgii czy Szwecji. Z kolei przy 60-dniowym terminie pozostały m. in. Austria, Holandia i Polska.

Warto przy tym zauważyć, że w większości krajów przepisy zostawiają przedsiębiorcom furtkę, pozwalając wydłużyć ten termin, jeśli obie strony transakcji uzgodnią to w umowie. Na faktyczny czas oczekiwania na płatność w poszczególnych krajach wpływ mają też uwarunkowania gospodarcze i społeczne, a także technologiczne np. ogólny poziom cyfryzacji. W efekcie, jak wynika z badania z szwedzkiej Intrum Justitia opublikowanego a w analizie “European Payment Report 2018”, w Austrii mimo ustawowych dwóch miesięcy na dokonanie płatności, przedsiębiorca dostaje swoje pieniądze średnio w 24 dni. Z kolei hiszpańska firma musi na nie poczekać aż 56 dni, choć przepisy sugerują, że powinna mieć je na koncie prawie miesiąc wcześniej.

Oto jak wygląda deklarowany czas oczekiwania na płatność w relacji między dwiema firmami w europejskich krajach wg. ponad 9 tys. przedsiębiorców, którzy wzięli udział w powstaniu “European Payment Report 2018”.

Szybka Północ, niespieszne Południe

  • Raport pokazuje, że największą cierpliwością w oczekiwaniu na przelew muszą się wykazać firmy działające na rynkach południowoeuropejskich. Najsłabszy wynik osiągnęły Portugalia (65 dni) Włochy (56), Bośnia i Hercegowina (56), Chorwacja (43), Francja (42) i Grecja (40).
  • Dosłownie na przeciwnym biegunie Europy znalazły się kraje północy: Łotwa (18 dni), Estonia (19), Irlandia (20), Dania (24), Norwegia (25), Finlandia (25), choć należy zauważyć, że w czołówce zestawienia znajdziemy również Niemcy (24) i kilka krajów Europy Środkowej np. Słowację (23).
  • Polska ląduje w środku stawki. Z wynikiem 33 dni plasuje się odrobinę lepiej od europejskiej średniej, która wynosi 34 dni.

Poza interesującymi liczbami raport wskazuje, że przedsiębiorcy w krajach spoza czołówki zestawienia, min. z Polski, deklarują, że zatrudniliby więcej osób, gdyby nie musieli liczyć się utratą płynności finansowej przez opóźnione płatności. Nie czekając, aż Polska podskoczy w rankingu, mogą zrealizować ten cel korzystając z rozwiązań takich jak faktoring. Przykładowo we Włoszech, które w tym zestawieniu wypadają gorzej niż Polska, większość firm korzysta powszechnie z różnych form zabezpieczenia przed płatnościami realizowanymi z dużym opóźnieniem. – zauważa Michał Pawlik ze SMEO.

Artur Białkowski awansował na stanowisko Dyrektora Zarządzającego w Medicover Polska

Artur Białkowski – Medicover Polska
Artur Białkowski – Medicover Polska

Od kwietnia br. Artur Białkowski objął nowoutworzone stanowisko Dyrektora Zarządzającego w Medicover Polska. W nowej roli będzie on odpowiadać przede wszystkim za funkcjonowanie placówek Medicover Polska na terenie całego kraju, a także za rozwój biznesu ambulatoryjnego, usług niemedycznych, ofertę biznesową, obsługę klienta oraz sprzedaż i marketing.

Artur Białkowski swoją karierę zawodową w Medicover rozwija od 2012 roku. Na początku jako Dyrektor Sprzedaży, a od czerwca 2016 jako Wiceprezes Zarządu odpowiedzialny za pion commercial.

Od kwietnia bieżącego roku w swojej nowej roli będzie on odpowiedzialny za funkcjonowanie centrów medycznych, dostępność do opieki medycznej, obsługę klienta, rozwój cyfrowy oraz ofertę niemedyczną dla klientów korporacyjnych i indywidualnych.

Przez ostatnie lata Artur z sukcesami budował silną pozycję Medicover Polska na rynku świadczeń pozapłacowych. Dlatego jestem przekonany, że w swojej nowej roli przyczyni się do wzmocnienia synergii pomiędzy kluczowymi obszarami usług naszej firmy oraz do jej dynamicznego rozwoju -komentuje John Stubbington, COO Healthcare Services, Medicover.

Artur posiada ponad 20-letnie doświadczenie managerskie oraz wiedzę ekspercką w zakresie zarządzania i sprzedaży.

Przed rozpoczęcie pracy w Medicover, swoje doświadczenie zawodowe zdobywał w takich firmach jak Orange (Centertel), Siemens oraz DHL Express.

Jest absolwentem Uniwersytetu Warszawskiego. Ukończył także studia doktoranckie w Kolegium Zarządzania i Finansów warszawskiej Szkoły Głównej Handlowej.

Wszyscy mają chrapkę na wieżowce

Warsaw Trade Tower, jeden z najstarszych wieżowców biurowych w Warszawie, zbudowany w latach 1997–1999, obchodzi w tym roku swoje 20-lecie. Natomiast zakończenie prac nad najwyższym budynkiem w Unii Europejskiej – Varso Tower planowane jest już na 2020 r. Prawdziwy boom na warszawskie drapacze chmur dopiero nadchodzi, ale od zawsze stanowiły one przedmiot zainteresowania inwestorów i najemców. Od ponad dwóch dekad horyzont w stolicy ulega ciągłym zmianom, coraz bardziej przypominając duże zachodnie miasta.

CBRE_Najwyższe budunki biurowe w WarszawieW tym momencie w Warszawie kilkanaście niebotyków znajduje się w budowie. Obecnie najwyższym, już istniejącym budynkiem biurowym w stolicy jest nowoczesny kompleks Warsaw Spire, który osiągnął wysokość 220 m z iglicami. Ten zlokalizowany na Woli wieżowiec został oddany do użytku w 2016 r., a już w 2018 r. Ghelamco sprzedało 50% udziałów wieży funduszowi Madison International Realty.

Zaszczytne drugie miejsce zajmuje 43-piętrowy drapacz chmur Warsaw Trade Tower, który wraz z iglicą wznosi się na wysokość 208 m. Wieża WTT została zbudowana przez koreański koncern Daewoo, a w 2006 r. kupił ją fundusz Akron Investment Central Eastern Europe II. Wieża pozostawała we władaniu Akron aż do tego roku, a niedawno przejął ją podmiot kontrolowany przez Globalworth Poland Real Estate. Przy sprzedaży budynku eksperci CBRE doradzali firmie Akron.

Nowoczesny wieżowiec biurowy Q22 o wysokości 195 m z iglicą też był przedmiotem transakcji w ostatnich latach. W 2016 r. budynek zaprojektowany przez renomowaną pracownię ‎Kuryłowicz & Associates kupiło Invesco Real Estate. W transakcji, której wolumen wyniósł 273 mln euro, CBRE doradzało właścicielowi, firmie Echo Investment.

-– Najemcy i inwestorzy cenią wieże biurowe przede wszystkim za doskonałe lokalizacje, w jakich powstają te obiekty. To wraz z wyróżniającą się architekturą nadaje inwestycji prestiżu, który gwarantuje wysoki poziom komercjalizacji i stabilny dochód właścicielom budynków. Co więcej, duże powierzchnie dające możliwość ekspansji lub konsolidacji wszystkich oddziałów przyciągają renomowane marki, które często podpisują umowę najmu na długie lata. Zdarza się nawet tak, że to właśnie z brandem stałego najemcy kojarzymy dany wieżowiec – jak np. w przypadku wieży WTT, która nieformalnie nazywana jest AXA Tower – mówi Przemysław Felicki, Dyrektor w Dziale Rynków Kapitałowych firmy CBRE.

W 2020 r. warszawski horyzont będzie wyglądał już kompletnie inaczej. Na ten właśnie rok planowane jest ukończenie m.in. wieżowca Varso Tower (HB Reavis), najwyższego budynku biurowego w Unii Europejskiej. Wtedy zostanie oddany także Skyliner (Karimpol Group), który osiągnie wysokość 195 m, czym zrówna się z Q22. W 2021 r. na mapie stolicy pojawią się kolejne niebotyki, m.in. Warsaw UNIT (Ghelamco) oraz Generation Park Y (Skanska). Natomiast już jesienią tego roku do użytku oddany zostanie wieżowiec Mennica Legacy Tower, którego budowa realizowana jest przez Golub GetHouse i Mennicę Polską S.A. Budynek ten został w pełni skomercjalizowany, a na swoją główną siedzibę wybrał go mBank. Co ciekawe nawet po zakończeniu prac nad nowymi prestiżowymi drapaczami chmur, Warsaw Trade Tower nadal nie da się zepchnąć z podium i wciąż będzie na liście trzech najwyższych wież biurowych – wraz z Varso Tower (310 m z iglicą) oraz wieżą kompleksu Warsaw Spire.

Eksperckie debaty o nowoczesnych technologiach na targach Electronics Show 2019

„DIGITAL FUTURE 2019 – Let’s talk about technology” – pod takim hasłem odbędzie się cykl konferencji podczas majowych międzynarodowych targów Electronics Show w podwarszawskim Nadarzynie. Eksperci, przedsiębiorcy oraz politycy będą rozmawiać m.in. o cyfrowej wizji przyszłości Polski i Europy, cyberbezpieczeństwie oraz rosnących zagrożeniach w sieci, a także o tym, w jakim kierunku będzie rozwijał się rynek urządzeń RTV i AGD w najbliższych latach.

Tegoroczne Międzynarodowe Targi Electronics Show odbędą się w dniach 10-12 maja w Ptak Warsaw Expo. Podczas pierwszego dnia towarzyszyć im będą konferencje organizowane przez Związek Cyfrowa Polska, największą organizację branży cyfrowej  – „DIGITAL FUTURE 2019 – Let’s talk about technology”,  pod patronatem Ministerstwa Cyfryzacji, Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii, UKE oraz NASK. – Wspólnie z ekspertami i politykami chcemy porozmawiać o tym, jak duże znaczenie ma rozwój nowoczesnych technologii, cyfryzacji w budowaniu polskich innowacji. Co przekłada się z kolei na rozwój całej naszej gospodarki – mówi prezes Związku Cyfrowa Polska Michał Kanownik, organizator wydarzenia. I dodaje: – Jednak by polscy inżynierowie i przedsiębiorcy mogli w pełni wykorzystywać swój potencjał, trzeba im stworzyć przyjazne warunki – np. poprzez regulacje prawne – które nie tylko ułatwią im funkcjonowanie na rynku, ale dadzą im możliwość do konkurowania na rynkach światowych.

Przyszłość e-usług i cyberbezpieczeństwo

Podczas „DIGITAL FUTURE 2019” mowa też będzie o rozwijających się e-usługach, dzięki którym zmienia się administracja publiczna. – Budowa e-państwa to ważne wyzwanie zarówno dla polskiej administracji, jak i biznesu. Już dziś widzimy, jakim ułatwieniem i oszczędnością czasu jest załatwianie niektórych urzędowych spraw on-line. Mam nadzieję, że wkrótce takich e-usług będzie jeszcze więcej – podkreśla Michał Kanownik. W panelu, w którym udział weźmie  m.in. wiceminister cyfryzacji Wanda Buk znajdą się też m.in. tematy związane z rozwojem smart cities, wdrażaniem sieci 5G czy cyfryzacją radia.

Z kolei podczas debaty z udziałem wiceministra cyfryzacji Karola Okońskiego, eksperci rozmawiać będą o cyberbezpieczeństwie. Jak zauważa prezes Cyfrowej Polski, nie tylko tradycyjne komputery i laptopy są dziś narażone na cyberataki, co w konsekwencji może skutkować wykradzeniem naszych ważnych danych. – Często zapominamy, że hakerzy mogą włamać się nam też do smartfona, tabletu czy też drukarki. Dlatego tak ważna jest świadomość, co możemy zrobić, by być jak najbardziej bezpieczni. Podczas konferencji będziemy pokazywać, jak to nasze cyberbezpieczeństwo w codziennym życiu możemy podnosić – mówi Michał Kanownik.

Największe targi elektroniki w Polsce

Przez trzy dni targów Electronics Show, które już po raz drugi odbędą się w dniach 10 – 12 maja w halach Ptak Expo w Nadarzynie pod Warszawą zwiedzający będą mogli zapoznać się z najnowocześniejszymi technologiami autorstwa czołowych światowych producentów elektroniki użytkowej oraz związanymi z nią usługami. Będzie też specjalna strefa Związku Cyfrowa Polska, na której prezentowane będą najbardziej innowacyjne produkty i rozwiązania polskich inżynierów. ZIPSEE jest partnerem merytorycznym targów.

Szczegółowy harmonogram debat oraz informacje na temat targów dostępne są na stronie: https://electronics-show.com

Wypłaty dywidend a podatek u źródła (WHT) – nowe zasady i nowe problemy

Wypłaty dywidend przez polskie spółki na rzecz zagranicznych udziałowców często stwarzają pewne problemy. Wynika to z budzących wątpliwości regulacji dotyczących podatku u źródła. Rok 2019 przynosi kolejne zmiany w przepisach dotyczących tego mechanizmu, a wraz z nimi kolejne problemy dla podatników. Dotkną one przede wszystkim tych przedsiębiorców, którzy dokonują wypłat objętych WHT w wysokości przewyższającej 2 miliony złotych rocznie.

Podatek u źródła w pełnej wysokości

Od 2019 r. przy wypłacaniu należności na rzecz podmiotów zagranicznych objętych podatkiem u źródła kluczowego znaczenia nabiera wysokość tych wypłat realizowanych na rzecz poszczególnych podmiotów. Wypłaty do wysokości 2 milionów złotych rocznie będą odbywały się na podobnych zasadach jak dotychczas. Problem dotyczy wypłat przewyższających tę kwotę, gdyż niezależnie od tego, czy taka wypłata podlega opodatkowaniu w Polsce, czy nie oraz niezależnie od tego, jaka stawka jest właściwa, konieczna staje się zapłata podatku u źródła w wysokości podstawowej. Jeśli na etapie późniejszej weryfikacji okaże się, że podatek nie był należny lub powinien być niższy, będzie możliwe wystąpienie o jego zwrot. Z tym wiązać się będzie jednak długie oczekiwanie, a zapewne nierzadko także cały szereg wątpliwości.

Na czym polega problem?

W przypadku wypłat dywidend na rzecz podmiotów zagranicznych przepisy ustawowe nakazują pobranie od wypłacanej kwoty 19% podatku u źródła. Często jednak stawka, zgodnie z umowami o unikaniu podwójnego opodatkowania, jest niższa i wynosi zwykle 5 lub 15%.

W tym zakresie formalnie nic się nie zmieniło, a mimo to nowe regulacje oznaczają prawdziwą rewolucję. Konieczność zapłaty podatku, który formalnie należy się w niższej wysokości (lub nie należy się wcale), i dopiero późniejsze otrzymanie zwrotu prowadzić może do poważnych problemów związanych chociażby z płynnością finansową.

Limit 2 milionów złotych – dużo czy mało?

Ministerstwo Finansów przedstawia wprowadzane zmiany jako regulacje, które nie wpłyną istotnie na sytuację podatników. Ministerstwo podkreśla ponadto, że znaczenie zmian będzie ograniczone i dotknie jedynie największych podatników i tych, którzy wypłacają np. dywidendy (lub inne należności objęte WHT) o wartości przekraczającej 2 miliony złotych rocznie na rzecz danego podmiotu zagranicznego. Problem polega jednak na tym, że ma to niewiele wspólnego z rzeczywistością.

Przyjęty limit 2 milionów złotych rocznie jest w praktyce bardzo niski. W przypadku podmiotów wypłacających dywidendy za granicę często kwota ta jest wartością niemalże pomijalną. Nie chodzi tu przy tym jedynie o wielkie międzynarodowe korporacje zatrudniające w Polsce tysiące osób. Także dla wielu mniejszych podmiotów kwota ta wydaje się zdecydowanie za niska. Nowe regulacje dotkną nie tyle największych podatników – jak zapowiadało Ministerstwo, ile ominą jedynie tych najmniejszych.

Niezupełnie neutralnie

Nienależny a zapłacony podatek będzie zwracany podatnikowi lub płatnikowi podatku, który poniósł jego ekonomiczny ciężar, dopiero na jego wniosek. Nie ma tu jednak mowy o żadnym automatyzmie. Wniosek rozpoczyna jedynie procedurę weryfikacyjną, w toku której dopiero nastąpi stwierdzenie, czy zwrot się należy. Procedura ta w myśl przepisów wynosi aż 6 miesięcy. Dodatkowo nasuwają się pewne skojarzenia z procedurą zwrotu podatku VAT – tam organy podatkowe, mimo długich terminów, często procedurę wydłużają. Dodatkowo wnioski o zwrot zazwyczaj generują kontrole podatkowe, które zawsze wiążą się ze szczególnym zaangażowaniem podatnika, a często też utrudnieniem w prowadzeniu normalnej działalności oraz rodzą ryzyko wykrycia przez organy (bardziej lub mniej realnych) nieprawidłowości. Wszystko wskazuje na to, że w przypadku zwrotu podatku u źródła może być podobnie.

Dodatkowo trzeba zauważyć, że podatnicy na wiele miesięcy będą pozbawieni znacznych środków, co negatywnie wpłynie na ich płynność finansową. Praktyka wskazuje, że polskie spółki zależne w większości będą wypłacały zagranicznym udziałowcom dywidendy w pełnej wysokości (jedynie z potrąceniem podatku u źródła w stawce faktycznie należnej), a ponadto będą wpłacały do urzędów skarbowych 19% podatku – często wiele milionów złotych więcej niż wskazywałyby na to umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania. Do czasu otrzymania zwrotu środkami tymi będzie dysponował budżet państwa. Fiskus będzie miał więc nowy sposób na kredytowanie swoich potrzeb. Za zatrzymany nawet przez pół roku (i to w wersji dość optymistycznej) kapitał nie będzie musiał płacić żadnych odsetek. Skutki tego dla podatników mogą być natomiast bardzo bolesne.

Stare nowe zasady tylko dla nielicznych

Stosowania nowych zasad można uniknąć, jednak nie jest to łatwe. Podatnicy nie będą musieli wpłacać do urzędów podatku u źródła w wysokości podstawowej (a jedynie tej wynikającej z umów o unikaniu podwójnego opodatkowania) dopiero po złożeniu specjalnych oświadczeń oraz uzyskaniu opinii organu podatkowego o możliwości zastosowania zwolnienia lub stawek niższych. Na taką opinię trzeba będzie poczekać nawet pół roku, a jej ważność będzie ograniczona do 3 lat. Praktyka nie pokazała jeszcze, jakie problemy mogą się z tym wiązać, jednak należy spodziewać się, że organy podatkowe będą wydawały je bardzo niechętnie. Wszystko to znacznie ogranicza możliwość uniknięcia stosowania nowych regulacji.

Problemy dla podatników, korzyści dla fiskusa

Nowe regulacje w zakresie podatków stale zaskakują, jednak zauważyć można pewną prawidłowość – cierpią na nich podatnicy. Nie inaczej jest w tym przypadku. Co więcej, wprowadzone przepisy wykreowały nowy sposób na pobieranie nienależnych podatków, które pozwolą na bieżące łatanie dziur w budżecie. Nowe regulacje w wielu aspektach budzą poważne wątpliwości w zakresie zgodności z Konstytucją (np. ze względu na gorsze położenie podmiotów dokonujących wypłat dywidend za granicę), jednak póki co nie wpływa to na ich stosowanie. To zaś sprawia, że już teraz trzeba myśleć o tym, jak skutecznie walczyć o zwrot podatku i uniknąć dalszych problemów.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.