W pierwszym kwartale 2019 r. Grupa Novaturas obsłużyła o 9,2% więcej klientów w niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, umacniając swoją pozycję jako wiodącego operatora turystycznego w krajach bałtyckich. Przychody Grupy zwiększyły się o 11,5% rok do roku pomimo coraz bardziej konkurencyjnego otoczenia rynkowego.
W I kwartale 2019 r. z usług Grupy Novaturas skorzystało ponad 41 tys. osób, czyli o ponad 9% więcej niż w tym samym okresie ubiegłego roku. Liczba klientów obsłużonych przez Grupę wzrosła rok do roku na wszystkich jej kluczowych rynkach: na Litwie (+1%), Łotwie (+20%) i w Estonii (+13%), a także na Białorusi (+26%). Przełożyło się to na 11,5-proc. wzrost przychodów, które sięgnęły 28,8 mln EUR.
Najpopularniejszym kierunkiem wyjazdów wśród mieszkańców krajów bałtyckich w sezonie zimowym pozostaje Egipt. W I kwartale br. odpowiadał on za ponad połowę przychodów uzyskanych ze sprzedaży zorganizowanych wycieczek lotniczych.
Audronė Keinytė, prezes zarządu i dyrektor generalna Grupy Novaturas
– Nasze dobre wyniki sprzedażowe to efekt bardzo atrakcyjnej, ciągle rozwijanej oferty, która dostępna jest w zróżnicowanych i uzupełniających się kanałach dystrybucji na różnych rynkach – wskazała Audronė Keinytė, dyrektor generalna Novaturas. – Z uwagi na coraz silniejszą konkurencję, spodziewamy się jednak, że w całym 2019 roku zanotujemy niższe wzrosty lub nawet płaską sprzedaż rok do roku. Nasze działania w tym roku i w długim terminie będziemy koncentrować na poprawie efektywności oraz rentowności Grupy – zaznaczyła.
Poza rosnącą konkurencją, negatywny wpływ na zyskowność Grupy w I kwartale 2019 r. miały wciąż zwiększone koszty związane ze zmianą głównego przewoźnika lotniczego (w IV kwartale 2018 r. borykające się z problemami linie lotnicze Small Planet Airlines zostały zastąpione przez GetJet Airlines). Zysk brutto Grupy obniżył się do poziomu 3,6 mln EUR (-26% r/r), natomiast EBITA wyniosła 0,1 mln EUR (w porównaniu z 1,3 mln EUR w I kwartale 2018 r.), co w efekcie przełożyło się na stratę netto wynoszącą 0,1 mln EUR (wobec 0,9 mln EUR zysku netto w I kwartale 2018 r.).
– Pomimo straty netto odnotowanej w I kwartale tego roku, konsekwentnie realizujemy naszą strategię, nieustannie dążąc do poprawy efektywności naszej działalności. Całkowite koszty operacyjne zmalały o 0,9% rok do roku, a bez uwzględnienia prowizji płaconych agencjom, które zależą od wielkości sprzedaży, nasze koszty operacyjne obniżyły się o 9% – podkreślił Tomas Staškūnas, dyrektor finansowy Grupy Novaturas.
Inflacja w Polsce znów powyżej 2%. Dane z Chin straszą inwestorów. W USA wydatki rosną szybciej niż dochody.
Inflacja w Polsce rośnie
Zamiast oczekiwanych 1,8%, inflacja nad Wisłą wzrosła o 2,2%. Głównym winowajcą, jak nietrudno się domyślić, jest wzrost cen paliw. Rosnące notowania ropy bardzo szybko przekładają się na wyższe koszty przy dystrybutorach. W górę szły również ceny żywności i napojów. Inflacja na poziomie 2,2% to jednak nadal odczyt poniżej celu inflacyjnego, wynoszącego 2,5% z tolerancją 1%.
Słabsze dane z Chin
Indeksy koniunktury w Państwie Środka niebezpiecznie zbliżają się do granicy rozdzielającej rozwój od recesji. Dzieje się to pomimo poluzowania środków kredytowych w ostatnich miesiącach. Indeks PMI dla przemysłu wynosi 50,2 pkt, czyli o 0,8 pkt mniej niż oczekiwano. Wartość dla usług to 54,3 pkt, ale parametr ten jest znacznie mniej istotny.
Niepokojące dane z USA
Wczoraj poznaliśmy dane zza oceanu na temat dochodów i wydatków Amerykanów. Dochody rosły o 0,1% przy oczekiwanych 0,4%, z kolei wydatki o 0,9% przy oczekiwanych 0,6%. Jeżeli ta tendencja będzie się utrzymywać, to zadłużenie obywateli będzie dalej rosło, a to z kolei tworzy kolejne ryzyka. Nadmierne zadłużenie społeczeństwa to bomba z opóźnionym zapłonem. Gdy dojdzie do spowolnienia w gospodarce, wtedy może wybuchnąć i tylko pogłębić problem.
Dzisiaj dzień a w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:00 – Węgry – decyzja w sprawie stóp procentowych,
16:00 – USA – indeks zaufania konsumentów Confrence Board
Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl
Kwiecień był ciekawym miesiącem na giełdach. To, co zapamiętamy najbardziej, to dysproporcja w zachowaniu się polskich indeksów na tle innych rynków zagranicznych. W czasie, gdy wszędzie na świecie panowała hossa, polski rynek powoli osuwał się pod swoim ciężarem. Na początku miesiąca udało się co prawda przekroczyć psychologiczną barierę 2400 punktów, ale znowu okazało się to nietrwałe i chwilowe, podobnie jak próby na przełomie stycznia i lutego. Niepokojąco wygląda porównanie stóp zwrotu. WIG20 od początku roku zyskał 2,6%, równocześnie węgierski BUX wzrósł o 9%, niemiecki DAX o 16,7%, zaś amerykański S&P500 o 17,4%. Nieco lepiej prezentują się wyniki mWIG40, który wzrósł o 5,8% oraz sWIG80, który zyskał 13,7%. Warto jednak pamiętać, że ostatnie 2 indeksy w kwietniu traciły na wartości.
Co się właściwie stało?
Jedną z teorii może być wzrost obaw zagranicznych inwestorów o kondycję krajowych finansów publicznych po kolejnych obietnicach fiskalnych rządu, które są obecnie wdrażane. Trudno tutaj znaleźć wytłumaczenie słabszych wyników GPW, gdyż zarówno duże agencje ratingowe, jak i dane statystyczne potwierdzają, że przynajmniej w 1-2 letnim horyzoncie polskie finanse publiczne są w dobrej kondycji, a deficyt budżetowy do PKB plasuje nas w unijnej średniej.
Kolejnym wątkiem jest kwestia OFE. Tutaj inwestorzy mogą obawiać się zwiększonej podaży akcji z uwagi na możliwe przeniesienie części środków do Funduszu Rezerwy Demograficznej oraz konieczność spieniężenia aktywów celem pokrycia opłaty przekształceniowej. Jest tu jednak sporo znaków zapytania. Nie znamy szczegółowych przepisów, limity inwestycyjne w FRD mogą ulec zmianie, co zmniejszy potencjalną podaż akcji. Ponadto, w perspektywie widać PPK, co w dłuższym horyzoncie czasowym powinno wesprzeć GPW. Pytanie więc, czemu inwestorzy nie są skłonni kupować tej przeszłości? Część z nich może bać się inwestować na GPW z uwagi na dużą ilość zmian w polskim prawodawstwie, co zawsze budzi ryzyko. Ten czynnik dotyczy jednak przede wszystkim inwestycji długoterminowych, a część zagranicznego kapitału na GPW ma charakter spekulacyjny. Jedyną pewną kwestią jest zniechęcenie inwestorów indywidualnych do krajowego rynku, co widać narastająco po statystykach nabyć i umorzeń do funduszy inwestycyjnych. Zaufanie do rynku kapitałowego zostało w ubiegłym roku mocno nadwątlone. Nakłada się na to klęska rozwiązań typu absolute return, która pokazała szereg ryzyk płynnościowych na GPW. Trudno w tym momencie powiedzieć, co by mogło przekonać krajowy, rozdrobniony kapitał do powrotu na giełdę. Wsparciem kolejny raz mogą być mityczne już PPK, które mogłyby wesprzeć stopy zwrotu krajowych indeksów. To jest jednak scenariusz na 2020 rok, gdzie otoczenie rynkowe może być zupełnie inne.
Po stronie globalnej inwestorzy korzystali ze spadku niemal wszystkich medialnych czynników ryzyka
Chodzi tu przede wszystkim o politykę Fed oraz kwestię Brexitu. Do istniejących ryzyk zaliczyć należy ryzyko przeniesienia wojen handlowych na Europę oraz spowolnienie gospodarcze. Jednak po notowaniach giełdowych indeksów można zauważyć, że czynniki te zeszły na dalszy plan. Liderem wzrostów były Stany Zjednoczone, którym udało się nadrobić straty poniesione podczas obserwowanej w IV kwartale ubiegłego roku wyprzedaży, ale też przenieść indeksy na poziomy nowych rekordów. W kwietniu giełdom za oceanem pomagał sezon wyników za I kwartał, w którym spółki tradycyjnie już publikowały rezultaty lepsze od oczekiwań analityków. Warto jednak zaznaczyć, że oczekiwania te były istotnie pesymistyczne. Biorąc zaś pod uwagę sytuację na amerykańskim rynku pracy, gdzie ostatnie odczyty były rekordowo dobre, do uzasadnionej fundamentami makroekonomicznymi bessy mamy jeszcze co najmniej kilka kwartałów. Nie oznacza to jednak, że nie będziemy jeszcze w tym roku świadkami znaczącej korekty na Wall Street, w szczególności biorąc pod uwagę skalę ostatnich wzrostów.
Podsumowując, krajowy rynek akcji jest mocno opóźniony we wzrostach do swoich zagranicznych odpowiedników. Na pocieszenie można stwierdzić, że takie zjawiska były w historii obserwowane nie raz. Jednak biorąc pod uwagę poziom obecnych wycen, przynajmniej na GPW, powiedzenie Sell in may and go away nie musi być w tym przypadku skuteczne.
Vienna Life Towarzystwo Ubezpieczeń na Życie S.A., Vienna Insurance Group
Ryszard Rusak, dyrektor inwestycyjny ds. akcji Union Investment TFI
Gorącym tematem ostatniego tygodnia jest propozycja rządowa dotycząca przekształcenia II filaru systemu emerytalnego tzw. likwidacja OFE i przekazanie tych środków na IKE lub na konto w ZUS. Rynek początkowo wystraszył się propozycji rządu. Następnie przeanalizował plusy i minusy tego rozwiązania. Wydaje się, że obecnie inwestorzy uznali proponowane rozwiązanie za korzystne dla rynków finansowych. Diabeł tkwi jednak w szczegółach, których wciąż nie znamy. Kluczowym czynnikiem w dalszej analizie tego, jak likwidacja OFE wpłynie na polską giełdę, jest to, ilu Polaków wybierze subkonto w ZUS, a ilu zdecyduje się zapłacić 15 proc. opłaty przekształceniowej i przenieść środki do IKE. Trzeba dodać, że wartość środków znajdujących się na kontach OFE to ok. 163 mld zł, z czego 127 mld zł ulokowane jest w akcjach notowanych na warszawskiej giełdzie. Dobrą informacją płynącą z rządu jest plan rozłożenia całej operacji w czasie, co ma ograniczyć ryzyko gwałtownej wyprzedaży akcji na GPW. To jednak na razie dopiero plany. Szczegóły ustawy mamy dopiero poznać.
Informacja o likwidacji OFE uspokoiła rynek papierów dłużnych
Spadki rentowności w gospodarce światowej
Polska zwiększa zadłużenie, sytuację ratuje wysokie PKB
Krzysztof Izdebski, Zarządzający Funduszami Obligacji Union Investment TFI
Informacja o likwidacji OFE wpłynęła uspokajająco na rynek papierów dłużnych. Prognozuje się, że przeniesienie części środków do ZUS poprawi sytuację budżetową państwa. Pierwszym efektem zapowiedzianych zmian był spadek rentowności obligacji dziesięcioletnich do poziomu 2,87 proc. i umocnienie się obligacji dwuletnich.
W gospodarce światowej obserwujemy spadki rentowności obligacji amerykańskich i niemieckich. Można przypuszczać, że niemieckie obligacje drożeją w odpowiedzi na słabe wyniki płynące z europejskiej gospodarki. Rentowność obligacji 10-letnich w USA utrzymuje w okolicach 2,5%, a rentowność obligacji Niemiec spadła do zera.
Ministerstwo Finansów zmniejszyło podaż na aukcji sprzedaży obligacji do 6 mld i bez problemów sprzedało daną kwotę. Krótki koniec krzywej rentowności wspierany jest w ostatnich dniach przez napływ środków z wykupu obligacji 0419 oraz wypłacanych w kwietniu kuponów. Jednak sygnały o rosnącej inflacji negatywnie oddziaływają na najdłuższe papiery, powodując wzrost rentowności 10latek w okolice 2,90%.
Pomimo obaw związanych z wyższymi wydatkami i wzrostem inflacji polskie obligacje powinny znajdować kupców, oferując atrakcyjne rentowności. Zakładamy, że przy wzroście rentowności 10latki do 3,0 % pojawią się ponownie inwestorzy zagraniczni.
Eurostat opublikował stan finansów publicznych krajów Unii. 14 krajów wypracowało nadwyżkę, Polska zakończyła rok z deficytem na poziomie -0,5 proc. przy tempie rocznego wzrostu PKB rzędu 5,1 proc. Na niski poziom deficytu miał wpływ dynamiczny wzrost gospodarczy. Analizując dane finansowe rok do roku dług Polski rośnie, zadłużamy się coraz bardziej, ale PKB jest dziś dużo wyższe niż we wcześniejszych latach, co w wpływa na obniżenie wskaźniku długo na PKB kraju.
Zysk netto Grupy Kapitałowej GPW wyniósł 24,5 mln zł w I kw. 2019 r.
Przychody ze sprzedaży wyniosły 84,2 mln zł w I kw. 2019 r.
Koszty operacyjne w I kw. 2019 r. wyniosły 54,3 mln zł
Zarząd GPW rekomenduje wypłatę 133,5 mln zł dywidendy (3,18 zł na akcję) z zysku za 2018 r.
Grupa Kapitałowa Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) wypracowała 84,2 mln zł przychodów ze sprzedaży i osiągnęła 24,5 mln zł zysku netto w I kw. 2019 r. Zysk EBITDA w tym okresie wyniósł 38,6 mln zł. Skonsolidowane przychody ze sprzedaży zmniejszyły się o 2,1% wobec przychodów osiągniętych w I kw. 2018 r. i o 4,9% wobec przychodów osiągniętych w IV kw. 2018 r. Spadek przychodów w ujęciu rocznym wynika przede wszystkim z niższych o 1,7 mln zł, tj. o 4,6% przychodów osiągniętych w segmencie rynku towarowego. Jest to głównie efekt niższych o 2,2 mln zł przychodów z tytułu obrotu prawami majątkowymi do świadectw pochodzenia. Spadek zanotowano również na przychodach z tytułu rozliczenia transakcji o 0,4 mln zł, tj. o 3,4%. Wzrosły natomiast przychody z tytułu prowadzenia rejestru świadectw pochodzenia – wzrost o 0,5 mln zł rdr w I kw. 2019 r. Przychody Grupy z rynku finansowego w I kw. 2019 r. były na zbliżonym poziomie rdr. Trend wzrostowy utrzymał się w segmencie przychodów ze sprzedaży informacji, które wzrosły w ujęciu rdr o 1,4 mln zł, tj. o 13,5%.
Marek Dietl, prezes Zarządu GPW
– Praktycznie we wszystkich liniach biznesowych ostatnie miesiące przyniosły istotne zmiany w otoczeniu. Sprecyzowaliśmy nasze ambicje finansowe do roku 2022 (przychody: 470 mln zł, EBITDA: 250 mln zł). Nasze działania ukierunkowane są na osiągniecie tych wyników finansowych, ale cały czas musimy odpowiadać na nowe uwarunkowania biznesowe i regulacyjne. Wdrażanie strategii #GPW2022 wymaga ponoszenia wysokich nakładów inwestycyjnych i wyższych kosztów operacyjnych, ale mimo tego mamy solidne wyniki kwartalne. Szczególnie cieszy mnie wzrost przychodów ze sprzedaży informacji o 1,4 mln zł – przychody z tego źródła są powtarzalne, co zmniejsza uciążliwość dźwigni operacyjnej. Kontynuujemy również politykę dywersyfikacji biznesu rozwijając nowe linie przychodowe. Dbając o długoterminowe zaangażowanie naszych inwestorów Zarząd zarekomendował wypłatę, najwyższej po 2010 roku, dywidendy, która jest odzwierciedleniem rekordowych wyników finansowych w 2018 roku – mówi Marek Dietl, Prezes Zarządu GPW.
W I kw. 2019 r. koszty operacyjne wzrosły do 54,3 mln zł, czyli o 12,3% w porównaniu z tym samym okresem przed rokiem i o 28,0% wobec IV kwartału 2018 r. Wskaźnik kosztów do przychodów ukształtował się na poziomie 64,5% wobec 56,3% w I kw. 2018 r. oraz 48,0% w IV kw. 2018 r. W kosztach I kwartału 2019 r. została ujęta rezerwa w kwocie 12,9 mln zł dotycząca opłaty rocznej na rzecz KNF. W I kw. 2018 r. rezerwa ta wyniosła 9,0 mln zł. Oprócz powyższego na wzrost kosztów w I kw. 2019 r. w ujęciu rocznym wpłynęły przede wszystkim wyższe koszty amortyzacji oraz koszty osobowe w związku z wyższym zatrudnieniem na rzecz realizacji strategii GK GPW.
Zarząd GPW rekomenduje przeznaczenie na dywidendę 133,5 mln zł, co daje 3,18 zł na akcję i stanowi 77,1% skonsolidowanego zysku netto spółki GPW za rok obrotowy 2018 przypadającego akcjonariuszom GPW i skorygowanego o udział w zyskach jednostek stowarzyszonych. Rekomendacja jest zgodna z obowiązującą polityką dywidendową GPW.
Omówienie wyników finansowych Grupy GPW za I kw. 2019 r.
Zysk netto
Zysk netto Grupy GPW w I kw. 2019 r. wyniósł 24,5 mln zł, o 18,3% mniej niż rok wcześniej i o 34,2% mniej niż w IV kw. 2018 r. Spadek zysku netto w ujęciu kwartalnym to efekt niższych przychodów z rynku towarowego o 13,6%, a także wyższych o 28,0% kosztów w I kw. 2019 r. Na wynik netto wpłynął także spadek o blisko połowę udziału w zyskach jednostek stowarzyszonych w stosunku do ubiegłego kwartału – do 1,0 mln zł.
Przychody z rynku finansowego
W I kw. 2019 r. przychody ze sprzedaży na rynku finansowym wyniosły 49,5 mln zł, co oznacza spadek względem poprzedniego roku o 0,2% oraz wzrost o 2,9% kwartał do kwartału. Tym samym przychody z rynku finansowego stanowiły 58,8% całkowitych przychodów ze sprzedaży Grupy GPW w porównaniu do 57,7% w I kw. 2018 r. i 54,4% w IV kw. 2018 r. Na przychody z rynku finansowego składają się przychody z tytułu: obsługi obrotu, obsługi emitentów i sprzedaży informacji oraz przychody z tytułu kalkulacji stawek referencyjnych.
Obsługa obrotu na rynku finansowym
W I kw. 2019 r. przychody z obsługi obrotu na rynku finansowym wyniosły 32,0 mln zł w porównaniu do 32,9 mln zł rok wcześniej. To spadek o 2,7% rdr i wzrost 4,6% kdk. Na wynik największy wpływ miały niższe przychody z obrotu instrumentami pochodnymi i instrumentami dłużnymi, które spadły odpowiednio: o 17,1% rdr oraz o 16,7% kdk oraz o 6,3% rdr i o 8,6% kdk. Niższe przychody z obsługi obrotu rok do roku wynikają między innymi z mniejszej aktywności krajowych inwestorów instytucjonalnych TFI i OFE oraz niższego udziału animatorów na rynku akcji na rynku regulowanym w I kw. 2019 r.
Obsługa emitentów
W I kw. 2019 r. przychody Grupy GPW z obsługi emitentów na rynku finansowym wyniosły 5,3 mln zł w porównaniu do 5,9 mln zł w I kw. 2018 r. i 5,7 mln zł w IV kw. 2018 r. Przychody z tytułu opłat za notowania sięgnęły 4,6 mln zł w I kw. 2019 r. (-9,6% rdr i -4,6% kdk). Niższe aktywności na rynkach IPO i SPO w I kw. 2019 r. przyczyniły się do spadku o 0,2 mln zł przychodów z tytułu wprowadzenia na rynek giełdowy w I kw. 2019 r. wobec 0,8 mln zł
w I kw. i 0,8 mln zł w IV kw. 2018 r.
Sprzedaż informacji
Przychody ze sprzedaży informacji w I kw. 2019 r. osiągnęły 12,2 mln zł, co oznacza wzrost
o 13,5% rdr i jednocześnie wzrost o 3,2% względem IV kw. 2018 r. Przychody z tej linii stanowiły 14,5% przychodów ze sprzedaży Grupy GPW.
Przychody z rynku towarowego
W pierwszym kwartale 2019 r. przychody ze sprzedaży na rynku towarowym wyniosły 34,6 mln zł, o 4,6% mniej niż rok wcześniej i o 13,6% mniej niż w IV kw. 2018 r. Ich udział w całkowitych przychodach Grupy GPW w I kw. 2019 r. wyniósł 41,1%. Na przychody z rynku towarowego składają się przychody z: obsługi obrotu, prowadzenia Rejestru Świadectw Pochodzenia, rozliczenia transakcji i sprzedaży informacji.
Obsługa obrotu na rynku towarowym
Przychody z obsługi obrotu na rynku towarowym w I kw. 2019 r. spadły o 10,3% rdr oraz o 23,6% kdk, do 15,9 mln zł. Przychody z obrotu energią wyniosły 3,2 mln zł w I kw. 2019 r., wzrosły o 3,4% rdr i spadły o 43,0% kdk. Natomiast w I kw. 2019 r. przychody z obrotu gazem wzrosły o 5,2% rdr i spadły o 31,6% kdk do 2,4 mln zł. Przychody z tytułu obrotu prawami majątkowi do świadectw pochodzenia spadły w pierwszym kwartale 2019 r. o 23,1% rdr
i o 15,5% kdk do 7,3 mln zł. Przychody Grupy z tytułu innych opłat od uczestników rynku towarowego w I kw. 2019 r. wyniosły 3,0 mln zł w porównaniu do 2,8 mln zł w I kw. 2018 r.
i 3,0 mln zł w IV kw. 2018 r. Wysokość innych opłat od uczestników rynku zależy w dużej mierze od liczby i aktywności Członków IRGiT, w szczególności liczby wykonywanych transakcji.
Prowadzenie Rejestru Świadectw Pochodzenia
W I kw. 2019 r. przychody z prowadzenia RŚP wyniosły 7,6 mln zł, co oznacza wzrost o 6,7% rdr i o 24,7% kdk. Wzrost przychodów rdr jest spowodowany wzrostem przychodów z tytułu umorzonych praw majątkowych zielonych świadectw pochodzenia z 4,6 mln zł do 5,4 mln zł
w 2019 r. oraz wzrostem umorzeń rejestru gwarancji pochodzenia z 0,1 mln zł do 0,5 mln zł.
Rozliczenie transakcji
Przychody z rozliczenia transakcji w I kw. 2019 r. wyniosły 10,9 mln zł, o 3,4% mniej niż rok wcześniej i o 16,0% mniej niż w IV kw. 2018 r. Na zmianę przychodów z tego tytułu wpływ mają wolumeny obrotu na wszystkich rynkach prowadzonych przez TGE.
Sprzedaż informacji
Przychody ze sprzedaży informacji na rynku towarowym w I kw. 2019 r. osiągnęły poziom 169 tys. zł wobec 98 tys. zł w I kw. 2018 r. i 117 tys. zł w IV kw. 2018 r.
Koszty działalności operacyjnej
W I kw. 2019 r. koszty działalności operacyjnej wyniosły 54,3 mln zł, czyli 12,3% więcej niż w analogicznym okresie w 2018 r. i 28,0% więcej niż w IV kw. 2018 r.
Porównując koszty pomiędzy kwartałami należy zwrócić uwagę na wyższy niż przed rokiem poziom opłaty Grupy GPW za nadzór nad rynkiem kapitałowym, zaksięgowany w wysokości 12,9 mln zł w I kw. 2019 r. wobec 9,0 mln zł w I kw. 2018 r. oraz wyższe koszty usług obcych w I kwartale tego roku wynoszące 10,1 mln zł wobec 9,9 mln zł w I kw. 2018 r. i 11,9 mln zł w IV kw. 2018 r.
Łączne koszty osobowe wyniosły 19,4 mln zł w I kw. 2019 r., o 11,5% więcej rdr i o 6,0% więcej kdk. Wyższe koszty osobowe wynikają ze stopniowego zwiększania zatrudnienia. Jest to podyktowane większym nakładem pracy w związku z realizacją strategii GK GPW. Koszty amortyzacji wzrosły o 17,4% rdr oraz o 16,2% kdk do poziomu 9,2 mln zł. Wzrost kosztów amortyzacji w stosunku do porównywalnego okresu 2018 roku jest efektem wdrożenia przez wszystkie Spółki z Grupy nowego standardu – MSSF 16 „Leasing”. Część kosztów wcześniej ujętych w kosztach operacyjnych od tego kwartału rozłożona jest pomiędzy: amortyzację, koszty finansowe oraz koszty podatków i opłat. W I kwartale 2019 r., w wyniku tego przesunięcia, GK GPW odnotowała spadek kosztów czynszów o 1,5 mln zł rdr i spadek o 1,3 mln zł kdk.
Udział w zyskach jednostek wycenianych metodą praw własności
W I kw. 2019 r. zysk Grupy GPW z tytułu udziału w zyskach jednostek wycenianych metodą praw własności wyniósł 1,0 mln zł w porównaniu do 0,7 mln zł w I kw. 2018 r. oraz 1,9 mln zł w IV kw. 2018 r. Na wyższe wyniki wpłynęła przede wszystkim sprzedaż udziałów w spółce Aquis w 2018 roku, która w I kw.2018 r. ponosiła stratę tym samym pomniejszając zysk przypadający na GK GPW.
W I kw. 2019 r. udział Grupy w zysku Grupy KDPW wyniósł 1,1 mln zł w porównaniu do 1,6 mln zł w I kw. 2018 r. Udział w zysku Centrum Giełdowego za I kw. 2019 r. wyniósł 0,1 mln zł i utrzymał się na poziomie zrealizowanym w porównywalnym okresie w 2018 r. W I kw. 2019 r. udział w stracie spółki Polska Agencja Ratingowa wyniósł 0,2 mln zł.
Każde zobowiązanie podatkowe ulega przedawnieniu. Oznacza to, że po upływie terminu przedawnienia organ podatkowy nie może dochodzić zapłaty podatku. Zgodnie z ogólną zasadą wynikającą z Ordynacji podatkowej zobowiązanie podatkowe przedawnia się z upływem 5 lat, licząc od końca roku kalendarzowego, w którym upłynął termin płatności podatku.
Podkreślenia jednak wymaga, że bieg terminu przedawnienia może zostać zawieszony albo przerwany. Instytucja zawieszenia polega na tym, że przez określony okres termin przedawnienia nie rozpoczyna biegu, natomiast, jeśli termin ten już biegnie, to bieg ten zostaje wstrzymany. Okresu tego wstrzymania nie wlicza się do terminu przedawnienia. Z kolei przerwanie biegu terminu przedawnienia polega na tym, że termin przedawnienia liczony jest od początku, zaś okresu, który upłynął do momentu przerwania, nie uwzględnia się.
Ordynacja podatkowa szczegółowo wymienia przypadki, w których dochodzi do zawieszenia bądź przerwania terminu biegu przedawnienia.
Poinformowanie podatnika o zawieszeniu biegu terminu
Ordynacja podatkowa szczegółowo wymienia przypadki, w których dochodzi do zawieszenia bądź przerwania terminu biegu przedawnienia. W przypadku zawieszenia jedną z takich sytuacji jest wszczęcie postępowania w sprawie o przestępstwo skarbowe lub wykroczenie skarbowe, o którym podatnik został zawiadomiony, jeżeli podejrzenie popełnienia przestępstwa lub wykroczenia wiąże się z niewykonaniem tego zobowiązania.
Co istotne, Ordynacja podatkowa przy omawianej sytuacji nakazuje, aby organ podatkowy właściwy w sprawie zobowiązania podatkowego, z którego niewykonaniem wiąże się podejrzenie popełnienia przestępstwa skarbowego lub wykroczenia skarbowego, zawiadomił podatnika o zawieszeniu biegu terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego najpóźniej z upływem terminu przedawnienia.
Rozbieżności w orzecznictwie
Właśnie na gruncie ww. obowiązku, a więc zawiadomienia podatnika, doszło do rozbieżności w orzecznictwie sądowym. Rozbieżności te miały kolosalny wpływ na sytuację prawnopodatkową podatników, bowiem w zależności od zastosowanej wykładni przepisu – zobowiązanie podatkowe wygasało bądź nie.
Na kanwie jednej ze spraw (sygn. akt I FSK 1960/16), Naczelny Sąd Administracyjny (dalej: NSA) skonkretyzował istotę problemu, kierując jego rozwiązanie poszerzonemu składowi NSA. Wiązał się on z tym, czy o wszczęciu postępowania karnoskarbowego, z którym zespolony jest skutek w postaci zawieszenia biegu terminu, powinien być zawiadomiony bezpośrednio podatnik czy też jego pełnomocnik ogólny lub szczególny, jeżeli zawiadomienie to zostało doręczone po wszczęciu postępowania podatkowego, w którym strona była zastępowana przez pełnomocnika.
NSA uwypuklił przy tym rozbieżność w wyrokach sądów administracyjnych (zarówno wojewódzkich sądów administracyjnych, jak i NSA). Wskazano, że jedna z linii orzeczniczych stanowi, iż najistotniejsze jest to, aby podatnik przed upływem terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego miał wiedzę, a co za tym idzie – świadomość, że bieg terminu przedawnienia ulega zawieszeniu, a w konsekwencji zobowiązanie podatkowe nie wygasa na skutek przedawnienia. Cel ten jest osiągnięty zarówno wtedy, gdy zawiadomienie jest doręczone bezpośrednio podatnikowi, jak i wtedy, gdy w trakcie toczącego się postępowania zawiadomienie doręczono do rąk pełnomocnika.
Druga linia orzecznicza prezentowała odmienne stanowisko. Zgodnie z nim, jeśli organ wyśle zawiadomienie bezpośrednio do strony, która jest reprezentowana przez pełnomocnika, a strona ta pisma tego nie podejmie, to nie będzie możliwe uznanie skuteczności doręczenia. W takim przypadku doręczenie będzie wadliwe z powodu nieprawidłowego wskazania adresata przesyłki.
Uchwała NSA
Mając na uwadze ww. rozbieżności, poszerzony skład NSA musiał odpowiedzieć na następujące pytania:
czy zawiadomienie należy doręczyć pełnomocnikowi, który został ustanowiony w postępowaniu kontrolnym lub podatkowym, nawet jeżeli zawiadomienia tego dokonuje organ podatkowy, przed którym nie toczy się żadne postępowanie z udziałem pełnomocnika strony;
czy uchybienie w realizacji powyższego obowiązku winno być traktowane jako brak ziszczenia się skutku w postaci zawieszenia biegu terminu przedawnienia.
NSA w uchwale z dnia 18 marca 2019 r. stanął ostatecznie na stanowisku, że zawiadomienie należy doręczyć pełnomocnikowi, który został ustanowiony w postępowaniu kontrolnym lub podatkowym, nawet jeżeli zawiadomienia tego dokonuje organ podatkowy, przed którym nie toczy się żadne postępowanie z udziałem pełnomocnika strony. Uchybienie zaś w realizacji powyższego obowiązku winno być traktowane jako brak możliwości zastosowania instytucji zawieszenia biegu terminu przedawnienia.
Podsumowanie
Prawdą jest, że organy podatkowe nagminnie wszczynały postępowania karne skarbowe tylko w celu zawieszenia biegu terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego. Pozwalało to na prowadzenie postępowań i określanie zobowiązań podatkowych po upływie ogólnego 5-letniego terminu przedawnienia. Co jasne, taka praktyka jest krytykowana nie tylko przez doktrynę, ale także przez sądy administracyjne.
Dobra wiadomość jest zaś taka, że jeśli w sprawach podatników doszło do naruszenia przepisów, o których mowa w uchwale NSA, to może istnieć szansa na odzyskanie zapłaconego podatku. Każda zatem sprawa, w której zawieszono bieg terminu przedawnienia w zw. z wszczęciem postępowania karnego skarbowego, powinna zostać zbadana pod kątem nieprawidłowego „przedłużenia” terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego.
Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.
W miejscowościach zamieszkałych przez 50 – 100 tys. mieszkańców można zarobić na wynajmie lokali mieszkalnych, w wielu przypadkach więcej niż w średnich i największych miastach. W tryumfujących Piekarach Śląskich można było uzyskać zwrot z inwestycji przekraczający 12% brutto w skali roku. Wśród pierwszych trzech najlepszych miast zestawienia, stopy zwrotu brutto były powyżej 11%. Ile i w której miejscowości można także sporo zarobić?
Platforma Rentier.io przeanalizowała ponad 54 tysiące ofert najmu mieszkań oraz zakupu lokali mieszkalnych w małych miejscowościach i opublikowanych w internecie w całym 2018 roku. Na tej podstawie, zostało wyliczone stopy zwrotu z inwestycji (ang. Return on Investment (ROI)) brutto dla okresu 12 i 11 miesięcy najmu w ciągu roku, a następnie wybrano 25 najbardziej dochodowych małych miast.
Liderem pierwszego w Polsce rankingu najbardziej dochodowych małych miast, przygotowanego przez platformę Rentier.io, zostały Piekary Śląskie z wynikiem 12,24% brutto zwrotu z inwestycji. Na drugim miejscu zestawienia uplasował się Będzin z wynikiem 12,24%, a trzecie miejsce uzyskały Świętochłowice z 11,17%, przy założeniu 12 miesięcy najmu. Gdzie jeszcze, oprócz Górnego Śląska, można było jeszcze zyskać?
Małe, a z potencjałem
Mediana ROI brutto dla najlepszej trójki zestawienia wyniosła aż 11,25%, dla pierwszej dziesiątki 10,32%, a dla dwudziestki piątki 9,10%. Powyższe rezultaty plasują inwestycje w nieruchomości na wynajem w małych miejscowościach na tle tych większych na bardzo dobrym poziomie. Bowiem, mediana zwrotu z inwestycji brutto dla najlepszych trzech pierwszych dużych miast, tj. Gdańska, Warszawy, Wrocławia wyniosła 8,26%, dla pierwszej dziesiątki 7,83%, a dla dwudziestki piątki 7,6%.
Miejsce
Miasto
Przychód z najmu netto/ m2 – mediana
Czynsz/m2 – mediana
Cena sprzedaży ofertowa/ m2 – mediana
ROI
(formuła 12M)
ROI
formuła 11M (tj. 12M-1M pustostanu)
1
Piekary Śląskie
23,56 zł
6,00 zł
2 309,00 zł
12,24%
10,96%
2
Będzin
29,09 zł
9,00 zł
3 105,34 zł
11,24%
10,01%
3
Świętochłowice
26,18 zł
8,00 zł
2 812,50 zł
11,17%
9,95%
4
Mysłowice
30,64 zł
8,50 zł
3 351,28 zł
10,97%
9,80%
5
Słupsk
30,53 zł
5,75 zł
3 540,77 zł
10,35%
9,32%
6
Świdnica
29,71 zł
4,00 zł
3 461,54 zł
10,30%
9,33%
7
Bełchatów
26,32 zł
7,00 zł
3 094,73 zł
10,20%
9,13%
8
Jastrzębie-Zdrój
19,87 zł
8,53 zł
2 375,50 zł
10,04%
8,84%
9
Piotrków Trybunalski
26,09 zł
6,92 zł
3 258,00 zł
9,61%
8,60%
10
Tarnowskie Góry
25,00 zł
6,00 zł
3 128,57 zł
9,59%
8,60%
11
Jelenia Góra
27,50 zł
4,41 zł
3 455,40 zł
9,55%
8,63%
12
Żory
24,00 zł
8,00 zł
3 071,43 zł
9,38%
8,33%
13
Piła
33,33 zł
6,35 zł
4 392,98 zł
9,10%
8,20%
14
Jaworzno
23,53 zł
9,00 zł
3 132,00 zł
9,02%
7,98%
15
Stargard
25,48 zł
6,47 zł
3 634,62 zł
8,41%
7,53%
16
Lubin
25,00 zł
7,93 zł
3 592,49 zł
8,35%
7,43%
17
Mielec
29,17 zł
8,00 zł
4 269,87 zł
8,20%
7,33%
18
Głogów
25,00 zł
7,00 zł
3 690,00 zł
8,13%
7,26%
19
Pruszków
39,32 zł
8,95 zł
5 850,00 zł
8,07%
7,24%
20
Siemianowice Śląskie
31,42 zł
8,00 zł
4 733,33 zł
7,96%
7,13%
21
Legionowo
35,51 zł
8,16 zł
5 500,00 zł
7,75%
6,95%
22
Inowrocław
23,60 zł
6,00 zł
3 688,80 zł
7,68%
6,87%
23
Ostrów Wielkopolski
22,00 zł
6,12 zł
3 700,00 zł
7,14%
6,38%
24
Grudziądz
20,00 zł
8,00 zł
3 364,00 zł
7,13%
6,30%
25
Leszno
24,00 zł
6,85 zł
4 100,50 zł
7,02%
6,27%
Źródło: Rentier.io, 26 IV 2019 r, dane za okres I – XII 2018 r.
– O ile faktycznie relacja cen najmu do cen sprzedaży, na podstawie zagregowanych danych, kształtuje się korzystnie w małych miastach, nie oznacza to jednak, że wszystkie inwestycje w mieszkania na wynajem w takich miejscowościach są opłacalne. Ogólna koniunktura, w tym również popyt zarówno na zakup, jak i wynajem mieszkań w małych miejscowościach są zazwyczaj uzależnione od dostępności miejsc pracy w okolicznych średnich lub dużych miastach – mówi Anton Bubiel, prezes zarządu Rentier.io. – Przykładem może być czołówka rankingu, miasta znajdujące się w obszarze GOP (Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego), gdzie zlokalizowana jest spora liczba zakładów przemysłowych i wydobywczych. Firmy te są szansą dla regionu i rozwoju pobliskich miast, lecz mogą być również dla nich zagrożeniem. Zamknięcie, przeniesienie działalności lub trudności tych dużych przedsiębiorstw, mogą w krótkim czasie spowodować negatywne zmiany na rynku lokalnym, w tym okolicznych mniejszych miejscowościach. Pod tym kątem inwestycje w mieszkania na wynajem w dużych miastach są dużo bardziej bezpieczne. Czynników wpływających na popyt na wynajem mieszkań jest tu dużo więcej i często nie są one skorelowane ze sobą – podsumowuje Bubiel z Rentier.io.
Podsumowując, inwestycje w lokale mieszkalne na wynajem w małych miejscowościach mogą być również interesującą opcją dla inwestorów. Należy jednak mieć na uwadze, że mniejsze miasta charakteryzuje większe ryzyko inwestycyjne, wynikające m.in. z mniejszej stabilności makroekonomicznej i inwestycyjnej. Niższa podaż mieszkań oferowanych przez deweloperów czy popyt ze strony wynajmujących, także implikują mniejsze bezpieczeństwo dla tego typu projektów inwestycyjnych.
Jak zostało opracowane to zestawienie?
Rentier.io przygotował ranking rentowności najmu w małych miastach na podstawie analizy 54323 ofert mieszkań o powierzchni 44-55 metrów kwadratowych, tj. lokali najczęściej występujących w ogłoszeniach internetowych z okresu od 01 I do 31 XII 2018 r., w tym 8700 ogłoszeń cen najmu oraz 45623 ogłoszeń cen zakupu mieszkań w 45 miastach Polski z liczbą mieszkańców w przedziale 50 – 100 tys.: Bełchatów, Będzin, Biała Podlaska, Chełm, Ełk, Głogów, Grudziądz, Inowrocław, Jastrzębie-Zdrój, Jaworzno, Jelenia Góra, Kędzierzyn-Koźle, Konin, Legionowo, Leszno, Lubin, Łomża, Mielec, Mysłowice, Ostrołęka, Ostrowiec Świętokrzyski, Ostrów Wielkopolski, Pabianice, Piekary Śląskie, Piła, Piotrków Trybunalski, Pruszków, Przemyśl, Racibórz, Siedlce, Siemianowice Śląskie, Słupsk, Stalowa, Wola, Stargard, Suwałki, Świdnica, Świętochłowice, Tarnowskie Góry, Żory. Z powyższej listy zostały wybrane tylko te miasta, dla których w trakcie 2018 roku zostało opublikowanych minimum 100 ofert najmu mieszkań o powierzchni 44-55 metrów kwadratowych, a następnie wyselekcjonowane najlepsza dwudziestka piątka. Stopy zwrotu z inwestycji, tzw. ROI, prezentowane w powyższym opracowaniu są wartościami brutto, tj. przed odliczeniem odpowiednich podatków oraz bez dodatkowych kosztów, z którymi wiąże się zakup mieszkania, m.in. kosztów umów notarialnych, opłat sądowych, prowizji i opłat dla pośredników.
Wzrosty cen mieszkań w minionym roku ostro przyśpieszyły, osiągając miejscami dwucyfrową dynamikę. Kontynuacja tej tendencji może wydawać się w przewidywalnej przyszłości czymś w pełni naturalnym. O to, czy faktycznie tak będzie i co determinuje mieszkaniową hossę, RynekPierwotny.pl zapytał u źródła, czyli reprezentantów czołówki rodzimych firm deweloperskich.
Już co najmniej od roku mocno drożejące mieszkania to jeden z bardziej popularnych tematów w rodzimej przestrzeni medialnej. Fakt, że wzrosty cen mieszkań zarówno na rynku pierwotnym jak i wtórnym od dłuższego czasu wyraźnie przyśpieszają, jest powszechnie znany. Pytanie, co w największym stopniu determinuje ten trend, i jakie są szanse na jego wyhamowanie lub nawet odwrócenie w przewidywalnej przyszłości.
Wśród rynkowych analityków raczej zdecydowanie przeważa teoria o nieuchronnej kontynuacji zwyżek przynajmniej w perspektywie bieżącego roku, choć już w znacznie mniejszej skali. Takie stanowisko prezentują np. eksperci Emmerson Evaluation w swoim najnowszym raporcie dotyczącym rynku mieszkaniowego. W 2019 r. oczekują oni spadku dynamiki wzrostu cen nowych mieszkań, które jednak wciąż będą znajdować się pod presją wysokich kosztów budowy. „Deweloperzy, w obliczu rosnących kosztów gruntów, materiałów budowlanych oraz siły roboczej będą musieli podnosić ceny w celu utrzymania swoich marż przynajmniej na notowanym dotychczas poziomie”. Analitycy firmy przewidują, że tegoroczne zakupy mieszkań będą nieco mniejsze niż w roku ubiegłym. W efekcie, w drugiej połowie roku dostępność mieszkań powinna nieco wzrosnąć, bo i wielkość oferty deweloperskiej wciąż znajduje się na poziomie zbliżonym do rekordowego.
Spadek sprzedaży mieszkań z pierwszej ręki potwierdziły raporty deweloperskich spółek giełdowych za pierwszy kwartał br. Jak się okazało od stycznie do marca 2019 roku znalazły one chętnych na ponad 15 proc. mniej wybudowanych przez siebie lokali niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Czy w tej sytuacji możliwe są dalsze wzrosty stawek mieszkaniowego rynku pierwotnego?
Jak się okazało, żaden z zapytanych w sondzie portalu RynekPierwotny.pl przedstawicieli firm deweloperskich nie oczekuje w przewidywalnej przyszłości początku przeceny nowych mieszkań, choć i dalsze istotne wzrosty wydają się mało prawdopodobne. Takiego zdania jest m.in. Andrzej Gutowski, wiceprezes Ronson Development: „Popyt na rynku mieszkaniowym utrzymuje się na wysokim poziomie, ale w tym roku nie powinniśmy oczekiwać dalszych znaczących wzrostów cen mieszkań. Już teraz da się zauważyć, że klienci zaczynają mieć opory związane z wysokimi cenami. Oczywiście każda lokalizacja rządzi się swoimi prawami i wciąż w najlepszych lokalizacjach elastyczność kupujących jest większa, ale można powiedzieć, że rynek osiągnął pewne maksimum. Dotyczy to również kosztów – ceny gruntów ustabilizowały się, a koszty budowy drożeją minimalnie. Istotny wpływ na ceny mieszkań może mieć natomiast zapowiadana nowelizacja ustawy deweloperskiej zakładająca utworzenie Deweloperskiego Funduszu Gwarancyjnego”.
Podobnego zdania jest Nikodem Iskra, prezes zarządu Murapol SA: „Drożejące materiały budowlane, zmniejszona podaż gruntów oraz idący za nią wzrost wartości działek pod zabudowę, rosnące koszty robocizny, powodowane brakiem pracowników wykonawczych, od dłuższego czasu determinują zauważalne podwyżki cen mieszkań. Również w 2019 roku odczuwamy ich wpływ na budżety inwestycyjne. Jednak nie spodziewamy się spektakularnych aprecjacji cen, co można było zauważyć już po pierwszych dwóch miesiącach bieżącego roku. (…) Z drugiej strony należy podkreślić, że rośnie nam także spora grupa zamożnych klientów, którzy mają coraz wyższe oczekiwania, co do standardu wykończenia inwestycji oraz wyposażenia ich w dodatkowe udogodnienia, m.in. takie jak np. systemy smart home czy rozwiązania wpływające na bezpieczeństwo inwestycji (monitoring wizyjny, wideodomofony z systemem SOS), co także wpływa na ostateczną cenę lokali.
Filip Rybacki, prezes spółki Dzisiejszy Dom: „W ubiegłym roku największy wpływ na cenę mieszkań miały rosnące koszty budowy i ceny gruntów. Te same czynniki będą kształtowały ceny także w tym roku, ale przypuszczam, że dynamika wzrostu cen mieszkań będzie mniejsza, ponieważ sytuacja na rynku gruntów i generalnego wykonawstwa w ostatnich miesiącach poprawia się. Obok najważniejszych kosztów budowy duży wpływ będą miały stopy procentowe i decyzje banków o udzielaniu kredytów zarówno deweloperom, jak i nabywcom”.
Z kolei Ewa Skibińska, dyrektor marketingu RED Development zwraca uwagę na słabnącą presję cenową kosztów wykonawstwa: „W 2018 r. ceny mieszkań w Polsce wzrosły, ale w czwartym kwartale zaobserwowaliśmy względną stabilizację sytuacji na rynku wykonawstwa. To dobry prognostyk na ten rok, ponieważ pozwala oczekiwać osłabienia dynamiki wzrostu cen w kolejnych miesiącach. Kluczowe mogą okazać się ceny generalnych wykonawców”.
Przedstawiciele czołowych krajowych firm deweloperskich zwracają jednak uwagę na rosnące trudności z uzupełnianiem oferty mieszkań, co w efekcie wyklucza możliwość korekty cenowej. Na tę kwestię zwraca uwagę Agata Sieradzka, Lider Biura Sprzedaży w firmie Profbud: „Po dynamicznym wprowadzeniu przez inwestorów na rynek mieszkaniowy wielu nowych nieruchomości oraz dużej ilości sprzedanych mieszkań, w 2018 roku zaobserwowaliśmy, że liczba dostępnych do nabycia lokali mieszkalnych zaczyna spadać. Może mieć to bezpośrednie przełożenie na wzrost cen. Najważniejszym jednak czynnikiem w tym zakresie okazuje się lokalizacja. Atrakcyjnych miejsc, zwłaszcza w centrum aglomeracji jest coraz mniej, co również ma wpływ na ich ceny”.
Wśród przedstawicieli firm deweloperskich nie brak jednak opinii o raczej przesądzonym dalszym ruchu w górę cen mieszkań, zwłaszcza w przypadku wprowadzenia deweloperskiego funduszu gwarancyjnego. W tym kontekście wypowiedział się Marek Smogór, prezes Quadro Developement: „Na ceny mieszkań w 2019 roku z pewnością wpływa i nadal będzie miało wpływ kilka czynników. Po pierwsze brak dostępności wykwalifikowanej kadry robotniczej. Wykonawcy coraz częściej zwracają uwagę na zmniejszającą się liczbę pracowników. Ceny inwestycji idą znacząco w górę również z powodu wzrostu cen materiałów budowlanych, które przekraczają koszty przewidywane na etapie planowania inwestycji. Nie bez znaczenia są wspomniane wcześniej regulacje prawne, a więc kwestia deweloperskiego funduszu gwarancyjnego czy chociażby zmiany w regulacjach związanych z rachunkami powierniczymi – zamknięcie otwartych rachunków powierniczych”.
Na bardzo podobne zagrożenia wskazuje Michał Wawrzyniak, dyrektor ds. nieruchomości Grupy Partner: „Kwestie wpływające na regulacje cenowe mieszkań w 2019 roku uzależnione są od dających się odczuć problemów podażowych (coraz mniejsza dostępność gruntów) i nadal wysokiego popytu. Poza czynnikami strukturalnymi istotny jest również deficyt pracowniczy, ciągłe wzrosty cen materiałów, a także nowelizacja tzw. ustawy deweloperskiej proponowana przez UOKiK w postaci DFG, jak i zakładana likwidacja otwartych rachunków powierniczych”.
W prezentowanych wypowiedziach wyraźnie zarysowuje się problem postępującego pogorszenia środowiska gospodarczego rodzimej branży deweloperskiej. Trudności z pozyskiwaniem gruntów inwestycyjnych i problemy z zadowalającym uzupełnianiem oferty to główne następstwa takiego stanu rzeczy. Wszystko wskazuje na to, że głośna specustawa mieszkaniowa jak na razie nie stanowi cudownego panaceum na kłopoty deweloperów. W efekcie wolumeny sprzedaży mieszkań z pierwszej ręki od roku systematycznie spadają, co znakomicie potwierdza wejście pierwotnego rynku mieszkaniowego w kilkuletnią fazę cyklicznego spowolnienia, które prędzej czy później wymusi mniejszą lub większą korektę deweloperskich cenników.
Kwietniowe indeksy PMI z Chin wypadły niżej niż miesiąc temu, ale w szczegółach wyniki nie wyglądają wcale źle. Rynek realizuje umiarkowane rozczarowanie przemieszane z porządkowaniem pozycji na koniec miesiąca. Środa jest dniem wolnym na wielu rynkach, co oznacza, że już dziś trzeba się ustawiać pod jutrzejszą decyzję FOMC.
Indeksy PMI z Chin pozostały powyżej 50 pkt, zatem wciąż świadczą o ekspansji w sektorach przemysłowym i usługowym, a jednak brak przyspieszenia odbiera paliwo dla większego rozpędzenia apetytu na ryzyko. Staram się jednak patrzeć na opublikowane nad ranem liczby pozytywnie i sądzę, że rynek będzie chciał tak samo. Po pierwsze dane kwietniowe są obciążone odreagowaniem jednorazowych zdarzeń z marca, m.in. ulgi podatkowe wchodzące od 1 kwietnia w życie zachęcały firmy w marcu do wyprzedającego gromadzenia zapasów. W danych widać też silny wzrost zamówień eksportowych, co dobrze świadczy o popycie zewnętrznym. Rynek ma świadomość, że rządowe programy pomocowe i ekspansja monetarna potrzebują czasu na pełne oddziaływanie na gospodarkę, więc owoce tych działań w pełni pojawią się bliżej połowy roku. Ale jednocześnie dzisiejsze rozczarowanie wysyłka sygnał do władz w Pekinie, że jeszcze nie można odtrąbić sukcesu i myśleć o ograniczaniu bodźców wspierających gospodarkę. Znowu jesteśmy w schemacie, że zła wiadomość (słabsze dane) to dobra wiadomość (gwarancja podtrzymania interwencji).
Rynki finansowe wstępnie zareagowały negatywnie na słabsze liczby, ale z czasem przebiło się przekonanie, że nie ma tragedii i można z raportów wyłuskać pozytywne wnioski. Trudno do końca jednoznacznie odczytywać dzisiejsze zachowanie cen aktywów, biorąc pod uwagę, że mamy koniec miesiąca, a do tego jutro jest dzień wolny m.in. w Chinach, Niemczech, Francji (czy Polsce). Widać utryzmującą się presję na sprzedaż USD, gdyż jutro nieobecni inwestorzy muszą także podejmować decyzje inwestycyjne z myślą o jutrzejszej decyzji FOMC. Wczoraj raport o cenach bazowych wydatków konsumpcyjnych (PCE Core) potwierdził blady obraz inflacji, który w piątek przepowiedział kwartalny raport o PKB. Inflacja bazowa na 1,6 proc. (a dokładnie na 1,553 proc.) oddala się od celu Fed 2 proc. i to pomimo przyspieszenia ożywienia gospodarczego. Stabilność cen jest podstawowym mandatem Fed i jeśli jutro będzie głównym tematem komunikatu i konferencji prezesa Powella, ciężko będzie nie potraktować posiedzenia jako gołębie. Czy Powell zasugeruje otwartość do obniżek stóp procentowych? Bez wątpienia ma do tego podstawy w danych, a myśl ta nie będzie nowa dla Fed. Kilka tygodni temu Charles Evans stwierdził, że spadek inflacji bazowej do 1,5 proc. i pozostanie tam przez kilka kolejnych miesięcy będzie oznaczać, że polityka jest zbyt restrykcyjna. Zatem nie będzie niespodzianką przyznanie przez Powella, że utrzymywanie się słabej inflacji stanowi problem i może rzutować na politykę w kolejnych miesiącach. W końcu rynek stopy procentowej już dyskontuje na koniec 2019 r. stopy niższe o 25 pb. Z drugie strony Fed może być zadowolony z kondycji gospodarki i poprawy na rynku pracy (mandat Fed) i pozostanie przy cierpliwym wyczekiwaniu a więcej informacji z gospodarki. Jednak ryzyka przed jutrzejszą decyzją przeważają po stronie obaw o profil inflacji.
Dziś jednak więcej uwagi na strefie euro. PKB za I kw. z Eurolandu będzie ważnym wskaźnikiem kondycji całego bloku. Dominujące obawy o sytuację w niemieckim przemyśle odwróciły uwagę od odbicia, m.in. w przemyśle Włoch i Hiszpanii. Stąd prognozy zakładają przyspieszenie ożywienia do 0,3 proc. k/k z 0,2 proc. w IV kw. Przy mocno zagnieżdżonym pesymizmie względem EUR, silniejszy wzrost powinien być istotnym powinien optymizmu.