Dostosuj się do zmian, aby przetrwać

Dostosuj się lub zostań w tyle. W nowym artykule poświęconym gospodarce doświadczeń (Experience Economy) przekonujemy, że przedsiębiorstwa muszą potraktować łączność jako następny etap w swoim rozwoju.

W dzisiejszym artykule przyjrzę się najnowszemu etapowi w rozwoju przedsiębiorstw, który w Oracle nazywamy ekonomią łączności. Pokażę też, że w tym przypadku — trochę jak w teorii Darwina — przetrwa nie tyle jednostka najsilniejsza, ile ta, która najlepiej dostosuje się do zmian. W pierwszej kolejności chciałabym zastanowić się nad znaczeniem łączności w obecnej gospodarce doświadczeń (Experience Economy) i uzmysłowić nam wszystkim, że jest ona nieodłącznie związana z urzeczywistnianiem doświadczeń klientów.

Obecnie to klienci są prawdziwymi źródłami innowacji, nieustannie motywującymi marki do zmian zgodnie z ich oczekiwaniami. Na współczesnym rynku klienci wiedzą, czego chcą i oczekują tego natychmiast. Mogą zamówić zakupy spożywcze i mieć je w domu w ciągu godziny. W dowolnej chwili mogą obejrzeć każdy film lub program telewizyjny. Mogą też zamówić taksówkę dokładnie w miejsce, w którym stoją na ulicy, przez kilka prostych kliknięć na smartfonie. Żadna z tych kwestii nie robi już większego wrażenia. Zaczęliśmy po prostu oczekiwać, że tak właśnie będzie.

To pilne wyzwanie, można mu jednak bez trudu sprostać, jeśli przedsiębiorstwa połączą swoje dane, analizę danych i doświadczenia na jednej platformie, integrując ze sobą wszystkie podstawowe procesy. W tym środowisku nie ma miejsca na silosy. Klienci nie traktują przecież firm jako zbioru różnych działów; widzą jedno przedsiębiorstwo i zależy im na jednym, bezproblemowym doświadczeniu — zgodnie z tym, co się im obiecuje.

A jednak prawdziwie zintegrowane przedsiębiorstwo to w dalszym ciągu rzadkość. Niektóre firmy podjęły działania we właściwym kierunku i zaczęły integrować część swoich aplikacji. Tutaj mówimy jednak o przedsiębiorstwie, które jest w pełni otwarte i zintegrowane — nie tylko w każdej płaszczyźnie w swoich ramach, lecz także zewnętrznie, dzięki czemu dane klientów, partnerów, a nawet dostawców znajdują się w jednym miejscu. Tę łączność nazywamy „nieskończoną” i wiemy, że jest jedynym sposobem na wydobycie z danych „ukrytych” spostrzeżeń, które pomogą firmie wyróżnić się na tle konkurencji i stworzyć nowe szanse na generowanie wartości. Co ważne, połączyć można dowolne elementy, trzeba jedynie zastosować właściwe aplikacje i przyjąć odpowiednie nastawienie, aby wszystko ze sobą powiązać.

Dużo rozmawiamy z przedsiębiorstwami, które wydają się myśleć, że stworzenie przedsiębiorstwa zintegrowanego to zadanie dotyczące tylko firm technologicznych. Zdecydowanie tak nie jest. Obserwujemy banki, które łączą swoje systemy, aby udostępnić klientom lepsze oferty handlowe. Widzimy sprzedawców opon, którzy wykorzystują dane od sprzedawców samochodów, aby wiedzieć, kiedy nadejdzie czas na wymianę opon przez klienta. Znamy też sprzedawców detalicznych, którzy kierują klientów w swoich sklepach stacjonarnych do miejsca, gdzie znajduje się produkt oglądany przez nich online. Kluczem do wydobycia z integracji maksymalnych korzyści jest wykorzystanie posiadanych informacji, aby zrozumieć, czego klient chce, a potem na tej podstawie postarać się zaspokoić jego potrzeby.

Jedną z firm, które uznały doświadczenia klienta za klucz do sukcesu i odpowiednio dostosowały swoją działalność, jest Scottish Water. Brian Strathie, kontroler finansowy Grupy, powiedział: „Głównym motywem naszych działań zawsze jest poszukiwanie sposobów na poprawę doświadczeń klienta. Wiedzieliśmy, że klientom zależy na pewnych możliwościach indywidualizacji. Aby im to zapewnić, potrzebowaliśmy jednak ujednoliconych informacji obejmujących wszystkie aspekty biznesowe — zarówno w naszych strukturach, jak i w relacjach z naszymi dostawcami. Teraz usługi oferowane przez nas klientom są prostsze i do nich dostosowane. To nasz sposób na śmiałe i radykalne działania na rynku, na którym panuje duża konkurencja. Dzięki temu udało nam się zwiększyć zadowolenie klientów o 21%”.

W firmie Amplifon, która świadczy usługi medyczne i oferuje rozwiązania dla osób niedosłyszących, wszystkie informacje wewnętrzne i zewnętrzne zostały połączone w 22 krajach, w których działa przedsiębiorstwo. „Chodzi tu o zwiększenie prężności działania i efektywności, aby w ostatecznym rozrachunku zapewnić naszym klientom najlepsze doświadczenia” — powiedział Gabriele Chiesa, dyrektor ds. informatycznych. „Dzięki zastosowaniu właściwej platformy nasze zespoły są w pełni zintegrowane i mogą korzystać ze swoich danych do podejmowania ważnych decyzji projektowych i rozwojowych. Każdy w firmie wie, że jeśli chcemy utrzymać konkurencyjność i w dalszym ciągu się rozwijać, wszyscy musimy działać razem jako jedno, zintegrowane przedsiębiorstwo o wspólnej wizji długoterminowej”.

Doświadczenia klientów na najwyższym poziomie to już nie opcja, lecz konieczność, aby móc przetrwać w gospodarce doświadczeń. Klienci określają, jakie są ich oczekiwania, a marki muszą umieć słuchać, analizować uzyskane opinie i odpowiednio zaspokajać zgłaszane potrzeby. Tworzenie sterowanych przez klientów ofert oznacza jednak konieczność zbudowania „nieskończonej” łączności, w której wnioski mogą być gromadzone i wykorzystywane w praktyce dokładnie wtedy, gdy to konieczne — lub nawet wcześniej!

Autorką artykułu jest Karine Picard, wiceprezes Oracle na region EMEA i szefowa działu rozwoju strategii i sprzedaży aplikacji.

Przychody klubów Premier League wynoszą już prawie 5 mld funtów

Łączne przychody klubów Premier League w sezonie 2017/18 wyniosły aż 4,8 mld funtów, co stanowi wzrost o 6 proc. w porównaniu z sezonem 2016/17. Jak wynika z analizy firmy doradczej Deloitte, łączna kwota wynagrodzeń dla piłkarzy, które zostały wypłacone w poprzednim sezonie przez 20 klubów angielskiej ligi, przekroczyła 2,9 mld funtów, a średni wskaźnik płac w stosunku do przychodów w Premier League wzrósł z 55 proc. do 59 proc. Rosnące gaże gwiazd negatywnie wpłynęły na zysk operacyjny klubów Premier League, który spadł o 16 proc. do 900 mln funtów.

Wzrost przychodów wynika częściowo z faktu, że w ubiegłym sezonie Premier League mogła się pochwalić rekordową liczbę pięciu drużyn rywalizujących w Lidze Mistrzów UEFA. Doszły one do jednej szesnastej rozgrywek lub wyżej. To z kolei spowodowało wzrost o około 71 milionów funtów kwoty, którą UEFA wypłaciła klubom Premier League. Wraz ze wzrostem dystrybucji z UEFA, przychody z dnia meczu i przychody komercyjne wzrosły odpowiednio o 8 i 12 proc.

Przychody klubów Premier League nadal osiągają rekordowe poziomy. Przeniesienie Tottenhamu Hotspur na stadion Wembley i zwiększona aktywność komercyjna, w tym nowa umowa z Nike, przyczyniły się do ponad połowy wzrostu przychodów w Premier League i prawie jednej czwartej wzrostu przychodów komercyjnych – mówi Dan Jones, partner i lider Sports Business Group w Deloitte.

Jak jednak zwracają uwagę eksperci Deloitte niepokoi fakt, że wskaźnik wynagrodzeń w stosunku do przychodów wzrósł w ciągu roku z 55 do 59 proc. Prawie połowa klubów Premier League zanotowała wzrost tego wskaźnika do poziomu 70 proc. lub więcej, a łączne wydatki na płace wzrosły o 15 proc. do 2,9 mld funtów. Miało to bezpośredni wpływ na łączne zyski operacyjne, które spadły do 900 milionów funtów, aczkolwiek wciąż jest to drugi najwyższy wynik w historii Premier League.

W sezonie 2017/2018 obserwowaliśmy zjawisko szybszego wzrostu wydatków na wynagrodzenia niż tempo wzrostu przychodów. Z podobną sytuacją mieliśmy do czynienia w drugim roku poprzedniego cyklu praw do transmisji w Premier League. Wiąże się to z faktem, że kluby inwestują w piłkarskie talenty – mówi Dan Jones.

Kluby Premier League po raz czwarty w ciągu ostatnich pięciu lat wypracowały łączny zysk operacyjny, który jest drugim najwyższym w historii. Była to zasługa przede wszystkim trzech drużyn: Arsenalu, Liverpoolu i Tottenham Hotspur, które odpowiadają za ponad 75 proc. tej sumy. Jednakże trzeba także zauważyć, że wzrosła liczba klubów, które odnotowały stratę operacyjną.

Spodziewaliśmy się wzrostu wydatków na wynagrodzenia ze względu na dynamiczny rynek transferowy w sezonie 2017/18, kiedy to wydatki Premier League podczas dwóch okien transferowych oszacowano na 1,9 mld funtów – mówi Tim Bridge, dyrektor w Sports Business Group w Deloitte. –

W tym sezonie widzimy, że ta dynamika spadła, gdyż wydatki te wynoszą obecnie 1,4 mld funtów. Oczekujemy, że trend ten utrzyma się w średnioterminowej perspektywie, zważywszy, że łączna wartość praw do transmisji Premier League ma tylko nieznacznie wzrosnąć w latach 2019-2022.

Jakich szkoleń poszukują firmy w Polsce?

Jakie kompetencje są obecnie najchętniej rozwijane u polskich pracowników? Odpowiedź na tak postawione pytanie dają tematy szkoleń, które cieszą się największą popularnością. Wybory dokonywane w tym zakresie mogą stanowić pewnego rodzaju barometr wskazujący na aktualne potrzeby przedsiębiorstw.

Inwestować w tzw. twardą wiedzę, czy w umiejętności miękkie? I jak zadbać o odpowiednie proporcje między nimi? Wygląda na to, że firmy działające w Polsce poszukują tej równowagi o wiele częściej, niż jeszcze kilka lat temu. Oczywiście zapotrzebowanie na aktualną wiedzę np. związaną ze zmieniającymi się przepisami prawa było, jest i będzie duże, jednak dziś popularne są również takie tematy szkoleń, za które jeszcze niedawno pracodawcy niechętnie płacili.

– W naszej ofercie mamy ponad 100 tematów szkoleń z rozmaitych dziedzin – od interpersonalnych, czy kadrowych/HR, po te związane z produkcją i logistyką. Przy takim przekroju widać wyraźnie, jak zmieniają się zainteresowania firm. Popularność poszczególnych tematów dość dobrze odzwierciedla, jakich kompetencji poszukują aktualnie przedsiębiorstwa w Polsce – mówi Marcin Wrzosek, prezes firmy szkoleniowej Effect Group.

Pracownicy pragną równowagi

Szkolenie, które uczy, jak zachować równowagę pomiędzy pracą zawodową, a życiem prywatnym? Nikogo zapewne nie dziwi fakt, że dla pracowników to może być bardzo interesujący temat. Tyle, że jeszcze kilka lat temu, pracownik chcący udoskonalić swoje umiejętności w tym zakresie, mógłby liczyć co najwyżej na zgodę przełożonego, aby zapisać się na szkolenie otwarte.

Tymczasem obecnie „Radzenie sobie ze stresem, kontrolowanie emocji oraz równowaga praca-życie” to jeden z tych tematów, które pracodawcy chcą organizować w formule zamkniętej, a więc dla większego grona własnych pracowników. To jedno z najpopularniejszych szkoleń interpersonalnych w Effect Group.

Szkolenie prowadzone jest w formule wykładów połączonych z warsztatami. Zajęcia nie uczą, jak stresu unikać, ale wyjaśniają, jak skuteczniej radzić sobie z nim w codziennych sytuacjach. Pozwalają poznać istotę stresu oraz zasady jego działania, podpowiadają, jak prostymi sposobami możemy szybko uzyskać spokój w trudnej sytuacji, a także jak wprowadzać głębsze zmiany we własny sposób myślenia i reagowania, by w przyszłości nie dać się wyprowadzić z równowagi. Uczestnicy poznają wiele łatwych do wykonania ćwiczeń, ale zaznajamiani są również z praktykami uważności (mindfulness), jogą uśmiechu, czy też tai-chi. Tak kompleksowe podejście pozwala uczestnikom w krótkim czasie odnieść korzyści na wielu płaszczyznach.

Lepsza współpraca dla lepszych efektów

Inne, niezwykle popularne ostatnio szkolenie, to „Komunikacja nastawiona na budowanie współpracy”. Po okresie nastawionym przede wszystkim na mierzenie indywidualnych wyników pracy i wzmacnianie ducha rywalizacji, nadeszła w końcu zupełnie inna era.

Dziś menedżerowie o wiele częściej doceniają, że korzyści osiągane przez przedsiębiorstwa zależą w dużej mierze od tego, jak świetnie zorganizowana jest współpraca pomiędzy pracownikami. Z kolei sprawna komunikacja wewnątrz firmy może mieć bezpośrednie przełożenie na relacje i współpracę z innymi podmiotami, w tym na pozyskiwanie nowych klientów.

Uczestnicy szkolenia uczą się m.in. budowania „mostów komunikacyjnych” w każdej relacji i sytuacji zawodowej, w tym także w sytuacjach konfliktowych. Szkolenia tego typu pozwalają poprawić atmosferę w zespole, a nawet wprowadzić całą firmę na wyższy poziom kultury organizacyjnej, opartej na otwartej komunikacji. Wpływa to także na zwiększenie motywacji i w końcu – na efektywność zespołów.

Twarda wiedza nadal w cenie

Dbając o motywację, zaangażowanie oraz o zachowanie zdrowego balansu pomiędzy życiem prywatnym a zawodowym, firmy nie mogą oczywiście zapominać o aktualizowaniu wiedzy pracowników. I nie zapominają.

Np. często zmieniające się przepisy związane z zatrudnianiem pracowników sprawiają, że jednym z najpopularniejszych tematów szkoleń jest „Kodeks pracy z uwzględnieniem zmian w 2019 r.”. Podobny temat to „Czas pracy” – szkolenie na temat zgodnego z prawem rozliczania czasu spędzanego przez pracowników w przedsiębiorstwie.

Niezmiennie popularnością cieszą się również tematy związane z logistyką i transportem. Najpopularniejsze w tej kategorii to „Prawo celne a obrót towarowy z zagranicą”, „Transport i spedycja na rynku krajowym i międzynarodowym” oraz „Organizacja i optymalizacja gospodarki magazynowej”.

Wśród szkoleń produkcyjnych, na topie są obecnie zajęcia pozwalające na „Doskonalenie kompetencji lidera, mistrza produkcji”. Liczy się także „Efektywne planowanie i zarządzanie produkcją”.

Pracownicy administracyjny, szczególnie ci zatrudnieni w instytucjach państwowych i samorządowych, muszą natomiast dobrze poznać „Kodeks Postępowania Administracyjnego (KPA)”.

Na miejscu i na… wyjazd

Warto przy okazji wspomnieć o zmieniających się formułach szkoleń. Dawniej mieliśmy do wyboru szkolenia otwarte i zamknięte, realizowane w miejscu wskazanym przez firmę szkoleniową lub w sali zapewnionej przez klienta.

Gdy firma chce przeszkolić jednego lub kilku pracowników (czasem z różnych działów), w dodatku każdemu przydałby się inny temat szkolenia, istnieje jeszcze jedno rozwiązanie. Jest nim wyjazdowy turnus szkoleniowy, podczas którego w jednym miejscu i czasie realizowanych jest nawet kilkadziesiąt szkoleń otwartych. A więc w tym samym czasie, w którym pracownik z działu HR uzupełnia swoją wiedzę z „Prawa pracy”, w sali obok inni pracownicy mogą uczyć się tajników skutecznej sprzedaży, a jeszcze inni poznawać mogą zasady nowoczesnego marketingu. Effect Group wyjazdy szkoleniowe tego typu realizuje kilka razy w roku, m.in. w Sopocie i w Zakopanem – od wielu lat cieszą się one niesłabnącym zainteresowaniem.

Jak więc widać, możliwości jest coraz więcej, a polskie firmy wykazują dużą potrzebę, by z nich korzystać. Cieszy fakt, że menedżerowie doceniają potrzebę rozwijania kompetencji swoich pracowników i mają poczucie, że jest to inwestycja, która się opłaca. W dodatku dotyczy to już nie tylko – jak dawniej – tzw. szkoleń twardych, ale również kompetencji miękkich.

Chociaż… Czy faktycznie np. umiejętność stawiania czoła stresowi jest umiejętnością miękką? Cóż, tu zdania są podzielone.

Tomasz Kowalski obejmuje funkcję p.o. Prezesa Zarządu Deutsche Bank Polska S.A.

Zgodnie z decyzją Rady Nadzorczej Deutsche Bank Polska S.A., z dniem 1 maja 2019 r., Tomasz Kowalski obejmie stanowisko p.o. Prezesa Zarządu Banku. Zmiana ta spowodowana jest zakończeniem wieloletniego pełnienia tej funkcji przez dotychczasowego Prezesa Zarządu, dr. hab. Krzysztofa Kalickiego, który pod koniec maja br. dołączy do Rady Nadzorczej Deutsche Bank Polska S.A.

Tomasz Kowalski – Deutsche Bank Polska S.A.
Tomasz Kowalski – Deutsche Bank Polska S.A.

Tomasz Kowalski związany jest z Grupą Deutsche Bank w Polsce od 2004 roku. Jako Członek Zarządu Deutsche Bank Polska S.A., a wcześniej Deutsche Bank PBC S.A. oraz  Chief Operating Officer był odpowiedzialny za zarządzanie departamentami operacyjnymi i administracyjnymi. Odegrał też kluczową rolę w wielu projektach strategicznych, tworząc sieć oddziałów, budując relacje z Klientami i Partnerami Biznesowymi Banku oraz współpracując z instytucjami nadzorczymi. Z dniem 1 maja 2019 r. obejmie funkcje p.o. Prezesa Zarządu Deutsche Bank Polska S.A. oraz Szefa Grupy Deutsche Bank w Polsce.

Tomasz Kowalski jest absolwentem Wydziału Ekonomiki i Organizacji Handlu Zagranicznego Akademii Ekonomicznej w Poznaniu oraz Clemson University w Stanach Zjednoczonych. Ukończył także studia podyplomowe na uniwersytecie w Wisconsin. Z bankowością związany od 1993 roku. W latach 1993-1995 zatrudniony był w departamencie pożyczek Polish-American Small Business Credit Corporation, a w latach 1995-2003 związany z Bankiem PPA, późniejszym Fortis Bank Polska. W tym czasie pełnił funkcję dyrektora regionu ds. sprzedaży, uczestnicząc także w pracach komitetów kredytowych, komitetu sterującego oraz ALCO. W latach 2002-2003 był zastępcą dyrektora pionu obsługi małych przedsiębiorstw i Klientów indywidualnych Fortis Bank Polska. W roku 2004 kierował projektem wprowadzenia do oferty usług dla przedsiębiorstw Lukas Bank. W roku 2004 dołączył do Grupy Deutsche Bank  odpowiadając za szereg kluczowych projektów zarówno w obszarze sprzedaży, jak i strategii.Obejmując funkcję p.o. Prezesa Zarządu Deutsche Bank Polska S.A. z dniem 1 maja br., Tomasz Kowalski zastąpi dr. hab. Krzysztofa Kalickiego, który stanowisko Prezesa Zarządu oraz Szefa Grupy Deutsche Bank w Polsce pełnił nieprzerwanie od 2003 roku. Z Deutsche Bank Polska S.A. związany jest od 1998 roku. Wykładowca uniwersytecki, profesor w Akademii Leona Koźmińskiego, autor ponad stu publikacji z dziedziny finansów i bankowości, członek licznych rad nadzorczych, Wiceprezes Zarządu Polsko-Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej. Ukończył Szkołę Główną Planowania i Statystyki (obecnie Szkoła Główna Handlowa) w Warszawie. Tam też uzyskał tytuł doktora habilitowanego i przez wiele lat pracował jako wykładowca w Katedrze Finansów Międzynarodowych. W latach dziewięćdziesiątych w Ministerstwie Finansów pełnił kolejno funkcje: Doradcy Ministra Finansów, Dyrektora Departamentu Zagranicznego, a następnie Sekretarza Stanu, I Zastępcy Ministra Finansów. Zanim podjął pracę w Deutsche Bank, sprawował stanowisko Wiceprezesa Zarządu Banku Pekao S.A.

Nowy skład Zarządu Deutsche Bank Polska S.A.:

  • – Tomasz Kowalski – pełniący obowiązki Prezesa Zarządu
  • – Magdalena Rogalska – Członek Zarządu
  • – Zbigniew Bętkowski – Członek Zarządu
  • – Piotr Gemra – Członek Zarządu
  • – Piotr Pawłowski – Członek Zarządu

Grupa DBK dołączyła do Związku Polskiego Leasingu

Spółka NL Leasing, należąca do Grupy DBK, jednogłośnie została przyjęta do Związku Polskiego Leasingu na ostatnim posiedzeniu Komitetu Wykonawczego ZPL.

Jest to szczególne wyróżnienie dla Grupy DBK, która już od wielu lat jest leaderem na polskim rynku w dostarczaniu pojazdów i usług dla branży TSL. ZPL zrzesza obecnie 30 podmiotów, reprezentujących ponad 90% całego rynku leasingu w Polsce. Aktywny portfel branży leasingowej to ponad 146,6 mld złotych. W ubiegłym roku branża leasingowa wzrosła o 21,8% i sfinansowała ponad 82 mld złotych aktywów. Warty uwagi jest fakt, że ponad 71% finansowania to samochody osobowe, dostawcze i ciężarowe (w tym transport ciężki stanowi 24%), plasując Polskę na czołowej pozycji w Europie.

Artur Nowicki, członek Rady Nadzorczej Grupy DBK
Artur Nowicki, członek Rady Nadzorczej Grupy DBK

„Liczymy na to, że współpraca w ramach ZPL przyniesie obustronne korzyści. Grupa DBK wnosi duże doświadczenie, pozycję rynkową, jak i bardzo dobrą znajomość rynku lokalnego. Planujemy też aktywnie uczestniczyć w działalności związku, szczególnie w grupie motoryzacyjnej, digitalizacji, prawno-podatkowej i innych – mówi Artur Nowicki, członek Rady Nadzorczej Grupy DBK, jednocześnie pełniący funkcję Wiceprzewodniczącego Komitetu Wykonawczego Związku Polskiego Leasingu. – Szczególnie jesteśmy zainteresowani współpracą w zakresie rozwoju rynku sprzedaży pojazdów użytkowych, rozwoju alternatywnych paliw, jak i tez wdrożenia alternatywnych sposobów korzystania z pojazdów (np. wynajem, car sharing, abonament), jak i innowacyjnych rozwiązań w zakresie telematyki.”

Andrzej Sugajski, Dyrektor Generalny Związku Polskiego Leasingu
Andrzej Sugajski, Dyrektor Generalny Związku Polskiego Leasingu

„Bardzo się cieszymy, że nasze grono powiększa się o grupę firm oferującą innowacyjne produkty i usługi dla branży TSL. Liczymy na to, że możliwość korzystania z profesjonalizmu i bogatego doświadczenia zawodowego naszej nowej firmy członkowskiej, pozytywnie wpłynie na dalszy dynamiczny rozwój polskiego rynku leasingu w zakresie kompleksowej obsługi flot pojazdów ciężarowych, jak również wzmocni Związek w działaniach na rzecz zapewnienia bezpieczeństwa w obrocie gospodarczym zrzeszonych firm członkowskich i ich klientów” – powiedział Andrzej Sugajski, Dyrektor Generalny Związku Polskiego Leasingu.

Robot jeszcze długo nie zastąpi księgowej

Księgowość, w której stale rośnie znaczenie zaawansowanej technologii, potrzebuje coraz więcej… dobrych księgowych – wynika z oceny Tax Care w ostatnim dniu rozliczania podatku dochodowego za zeszły rok.

Rozwój technologii umożliwia automatyzację coraz większej liczby procesów biznesowych, w tym przetwarzanie dużej ilości ustrukturyzowanych danych finansowych. Cyfryzacji podlegają też usługi księgowe, większości spośród ok. 70 tys. zarejestrowanych w Polsce biur rachunkowych. Według analiz Tax Care, samo wprowadzenie możliwości automatycznego wczytywania danych z elektronicznych wersji faktur, zaoszczędziło około 30% czasu pracy księgowych.

– Cenny czas, odzyskany dzięki zaprzęgnięciu do pracy technologii, księgowi mogą i powinni przeznaczyć na rozwijanie swojej wiedzy, ponieważ klienci chcą dziś przede wszystkim widzieć w nich doradców, a nie tylko buchalterów – mówi Grzegorz Grodek, wiceprezes firmy Tax Care, która od początku swojej działalności stawia na automatyzację procesów księgowych.

Zmiany zauważane przez Tax Care potwierdza też raport „Czy roboty potrzebują ludzi” opublikowany w kwietniu przez Manpower Group. Wynika z niego, że aż 87% pracodawców w Polsce w wyniku automatyzacji zamierza zwiększyć lub utrzymać liczbę pracowników na obecnym poziomie. Wzrost dotyczyć ma także branży księgowej, ale autorzy raportu podkreślają, że zmienią się pożądane u pracowników księgowości kompetencje. Mniej istotne stanie się przestrzeganie procedur, dbanie o zgodność danych i prowadzenie rejestrów, a na znaczeniu zyskają kompetencje miękkie i analityczne.

Księgowość z dużym potencjałem automatyzacji

– Programy księgowe, nawet te najlepsze, nie są w stanie zastąpić intuicji księgowego. Mogą jedynie pomagać księgowym. Wyraźnym przykładem jest art. 23 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, który mówi o tym, czego nie uważa się za koszty uzyskania przychodów. Trudno mi wyobrazić sobie ustawienie warunków jakiejś aplikacji do kwalifikowania kosztów za podatkowe. Pewnie jest to możliwe, ale póki co sztuczna inteligencja nie zastąpi naszej. Ciągłe zmiany w przepisach też nie pomagają programistom – mówi Magdalena Ślęzak, księgowa Tax Care z Opoczna.

Księgowi zwracają uwagę na to, że nigdy w ciągu 26 lat historii rozliczania w Polsce podatku dochodowego od osób fizycznych księgowi nie przestali być potrzebni. Przeciwnie, ich rola stale rośnie. Księgowi pracujący dla Tax Care sygnalizują, że mimo wprowadzenia w tym roku przez Ministerstwo Finansów narzędzia Twój e-PIT, wzrosła liczba osób potrzebujących pomocy księgowej. Jednym z powodów może być chęć dobrego wykorzystania wszystkich możliwych ulg oraz rosnąca w Polsce liczba osób, które uzyskują dochody za granicą. Zjawisko widać też w podatkach od firm, gdzie wprowadzenie JPK_VAT i innych plików kontrolnych wzmogło dyscyplinę przedsiębiorców i zachęciło ich do staranniejszego prowadzenia rozliczeń. Często z pomocą księgowych.

– Sama zetknęłam się z sytuacją w której jeden z programów do rozliczeń źle wyliczył klientowi ulgę z tytułu  abolicji podatkowej. Zauważyłam, że nie można ślepo wprowadzić danych i czekać na to, aż program wszystko wyliczy. To nie program odpowiada przed fiskusem za błędy tylko podatnik – zauważa Magdalena Ślęzak.

Dobry księgowy cenniejszy niż sztuczna inteligencja

– Księgowy już nie tylko liczy zobowiązania wobec instytucji państwowych, ale też doradza w kwestiach finansowych. Dziś programy komputerowe, takie jak rozwijana przez Tax Care Chmura Faktur, pomagają w tworzeniu i przetwarzaniu e-dokumentów, plików JPK, wystawianiu faktur, wprowadzaniu kosztów. Tak zwane OCR-y pozwalają na automatyczne zapisywanie danych z zeskanowanych dokumentów w odpowiednich rubrykach – mówi Grzegorz Grodek, wiceprezes firmy Tax Care – Jednak żaden program nie jest ekspertem w sprawach podatkowych i nie podejmie sam decyzji np. o formie rozliczania firmowego auta, stawce ZUS dla nowego przedsiębiorcy lub o zakwalifikowaniu do odliczenia kosztów firmowych – podsumowuje Grzegorz Grodek.

Potwierdzają to księgowi Tax Care, którzy podkreślają, że rozwiązania informatyczne nie są w stanie poradzić sobie z niejednoznacznymi i nieprecyzyjnymi przepisami.  W efekcie pojawia się wiele ich interpretacji. Na dodatek ustawodawcy bardzo często wprowadzają zmiany, do których na razie księgowi są w stanie dostosować się szybciej niż sztuczna inteligencja.

Kurs franka szwajcarskiego – długoterminowa prognoza ekspertów Ebury

Losy franka szwajcarskiego nadal wywołują wiele emocji w Polsce. Jakie są więc prognozy? Według ekspertów Ebury, kurs CHF/PLN na koniec roku powinien być w okolicy 3,75.    

Podobnie jak w przypadku pozostałych walut należących do grona „safe haven”, również frank szwajcarski (CHF) w ubiegłym roku radził sobie lepiej w porównaniu do większości walut G10. W ubiegłym roku rynek niepokoił się o perspektywy globalnego wzrostu gospodarczego, jak również utrzymującą się niepewność dotyczącą przyszłego kształtu relacji w handlu międzynarodowym. W obliczu wzrostu niepewności inwestorzy zdecydowali się zatem zaufać aktywom obciążonym mniejszym ryzykiem. Oprócz przepływów wynikających ze statusu „safe haven”, CHF zyskał również na szerokiej wyprzedaży euro. Tym samym pod koniec marca frank szwajcarski umocnił się w parze ze wspólną europejską walutą do najwyższego poziomu od 20 miesięcy, zyskując również w parze ze złotym.

Kurs CHF/PLN & CHF/EUR (kwiecień ’18-kwiecień ‘19)

kurs franka szwajcarskiego prognoza – wykresŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 29/04/2019

Uważamy, że niepokój wokół wojny handlowej na linii USA-Chiny – według nas zbyt przesadny – spowodował nieco nadmierne umocnienie franka szwajcarskiego. Z kolei siła CHF jak dotąd nie sprzyjała inflacji, której niski poziom zapewnia utrzymanie dotychczasowej polityki monetarnej przez Narodowy Bank Szwajcarii (SNB).

Niezwykle „gołębi” bank centralny

SNB od dłuższego czasu walczy z uporczywie niską inflacją, stąd w ostatnich miesiącach polityka banku centralnego wyróżniała się najbardziej „gołębim” charakterem spośród krajów G10. Stopy procentowe w Szwajcarii pozostają ujemne i utrzymują się na poziomie minus 0,75%. Podczas marcowego spotkania członkowie SNB nie zdecydowali się na zmianę status quo.

Zaraz po spotkaniu przewodniczący SNB, Thomas Jordan, stwierdził, że ujemne stopy procentowe pozostaną „ważnym instrumentem polityki monetarnej w najbliższej przyszłości”. Jordan powtórzył również dotychczasowe stanowisko banku centralnego, czyli SNB jest gotów interweniować na rynku walutowym w celu osłabienia „wysoko wycenianego” franka szwajcarskiego. Niedawne umocnienie waluty zwiększa jednak prawdopodobieństwo tego, że decydenci zaczną ponownie określać CHF mianem „znacznie przewartościowanego”. Decydenci SNB wielokrotnie podkreślali bowiem wolę osłabienia franka, co pozwoliłoby na pożądany przez nich wzrost dynamiki cen, jak i na wzrost konkurencyjności szwajcarskiego eksportu.

Jesteśmy zdania, że SNB jeszcze przez jakiś czas utrzyma dotychczasową bardzo ekspansywną politykę monetarną, zwłaszcza biorąc pod uwagę czynniki ryzyka, które mogą wpłynąć negatywnie na gospodarkę światową (utrzymujący się niepokój związany z wojną handlową jak i niepewność związaną z Brexitem). Warto również zwrócić uwagę, że w ostatnich kwartałach inflacja CPI w Szwajcarii zdołała jeszcze bardziej zwolnić – w marcu wynosiła 0,7%, co jest jej najniższym poziomem od półtorej roku. Podobnie jak w strefie euro, również w Szwajcarii wskaźnik inflacji bazowej utrzymywał się na niskim poziomie. Przez cały poprzedni rok dynamika cen po wykluczeniu najbardziej zmiennych kosztów żywności i prądu znajdowała się w okolicy poziomu 0,5%.

Inflacja w Szwajcarii (2010-2019)

Inflacja w Szwajcarii – wykresŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 29/04/2019

Wspomniane źródła ryzyka dla perspektyw gospodarczych zaważyły również nad aktywnością biznesową Szwajcarii. Kraj co prawda doświadczył ożywienia od trzeciego kwartału 2018 roku, kiedy to obserwowaliśmy skurczenie szwajcarskiej gospodarki, aczkolwiek w ostatnich trzech miesiącach 2018 roku wspomniany wzrost wyniósł zaledwie 0,2% w ujęciu kwartalnym. Również dane w ujęciu rocznym wskazują, że dynamika PKB we wspominanym okresie była najniższa od połowy 2017 roku. Szczególną słabością charakteryzował się popyt wewnętrzny, za co odpowiada przede wszystkim niski wzrost wynagrodzeń. Równie rozczarowujące okazały się inwestycje. W marcu indeks aktywności biznesowej PMI w sektorze przemysłu według Markit spadł do poziomu 50,3, co ledwo przekracza granicę wyznaczającą ekspansję sektora i jest najniższym poziomem wskaźnika od grudnia 2015 roku.

Indeks aktywności biznesowej PMI dla przemysłu w Szwajcarii (2016-2019)

Indeks aktywności biznesowej PMI dla przemysłu w Szwajcarii – wykresŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 29/04/2019

Niedawne spowolnienie aktywności gospodarczej i dynamiki cen w Szwajcarii wzmacniają nasz pogląd zgodnie z którym w kolejnych kwartałach polityka monetarna w Szwajcarii pozostanie bez większych zmian. SNB niezmiennie wyraża swoje zaniepokojenie wysoką wyceną franka szwajcarskiego. Bank centralny wydaje się zdeterminowany do kontynuowania interwencji na rynku walutowym w celu powstrzymania nadmiernej aprecjacji franka szwajcarskiego.

Prognoza Ebury

Z drugiej strony, szwajcarska waluta w świadomości inwestorów nadal postrzegana jest jako „bezpieczna”, co powinno sprawić, iż nadal pozostanie ona atrakcyjna dla inwestorów. Niemniej z uwagi na oczekiwaną przez nas dematerializację ryzyka w kontekście konfliktu handlowego na linii USA-Chiny spodziewamy się ograniczenia przepływów z tytułu wspomnianego statusu waluty. W związku z tym, w 2019 roku spodziewamy się ustabilizowania kursu EUR/CHF na poziomach nieco wyższych od obecnego. Uwzględniając to, iż oczekujemy również łagodnej aprecjacji polskiej waluty w relacji do euro spodziewamy się również umocnienia złotego w relacji do franka szwajcarskiego.

Prognoza kursu franka szwajcarskiego

  USD/CHF EUR/CHF CHF/PLN
Q2-2019 0,99 1,14 3,75
Q3-2019 0,99 1,14 3,75
E-2019 0,99 1,14 3,75
Q1-2020 0,98 1,14 3,70
E-2020 0,97 1,14 3,70

Autorzy: Analitycy Ebury: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk

Mieszany odczyt PKB w USA

W minionym tygodniu indeksy amerykańskie kontynuowały marsz w górę, aby w końcu znaleźć się na poziomie historycznych szczytów. Wzrost był napędzany, między innymi, spływającymi dobrymi wynikami amerykańskich spółek w pierwszym kwartale bieżącego roku.

W piątek opublikowany został odczyt PKB za pierwszy kwartał w USA, który znacząco przebił oczekiwania rynkowe, 3,2% wobec prognozowanych około 2,5%. Gorzej jednak wyglądała sama struktura wzrostu – spadła konsumpcja oraz inwestycje w kapitał trwały, a oczekiwania przebiły przede wszystkim wzrost wydatków rządowych oraz eksport netto (w głównej mierze ze sprawą spadku importu). Słabiej wypadła też miara inflacji, czyli deflator PKB. Taka struktura danych spowodowała spadek rentowności obligacji wraz z lekkim osłabieniem dolara. W skali całego tygodnia S&P wzrosło o 1,20%, DJIA spadł o -0,06%, a indeks giełdy Nasdaq zyskał 1,85%. W Europie wyniki indeksów były już nieco gorsze. Niemiecki DAX wzrósł o 0,76%, a francuski CAC oraz brytyjski FTSE100 straciły, odpowiednio, -0,20% oraz -0,42%.

W Polsce również nie byliśmy świadkami takich wzrostów jak za oceanem. Indeks szerokiego rynku WIG zakończył tydzień z wynikiem 0,13%, w tym największe spółki zyskały 0,29%, a indeksy mniejszych i średnich spółek, sWIG80 i mWIG40, straciły, odpowiednio, -1,09% oraz -0,15%.

Ten tydzień, mimo iż w Polsce czekają nas dwa dni wolne, zapowiada się wyjątkowo ciekawie. W krajowej gospodarce poznamy wstępny odczyt inflacji CPI we wtorek oraz wielkość indeksu PMI w przemyśle w czwartek. Na rynkach globalnych kalendarz makroekonomiczny wypełniony jest po brzegi. We wtorek dzień rozpoczniemy od odczytów indeksów PMI z Chin, aby w ciągu dnia poznać wartości PKB oraz inflacji w gospodarkach europejskich. W środę zobaczymy odczyty zatrudnienia według ADP oraz indeks ISM w przemyśle, a wieczorem decyzję w sprawie wysokości stóp procentowych podejmie Fed. Wyjątkowo istotny będzie również piątek, w którym opublikowane zostaną dane z amerykańskiego rynku pracy oraz indeks ISM w usługach z USA.

Departament Zarządzania i Analiz SUPERFUND TFI S.A.

Kasjerzy chcą podwyżek

Aż 90% kasjerów oczekuje od swojego pracodawcy podniesienia wynagrodzenia. Prawie połowa z nich mówi o wzroście w wysokości 10%, a niecałe 40% wskazuje na 15% podwyżkę. Tylko 2% badanych zdecydowanie nie myśli o wyższych zarobkach. W dyskontach najwięcej osób chce podwyższenia płacy o 10%, a w hipermarketach – o 15%. Pracownicy supermarketów w większości chcieliby zarabiać o 10% więcej niż dotychczas. Natomiast w sieciach convenience oczekiwania pomiędzy 10% a 15% są w miarę podobne. W tym formacie najwięcej respondentów nie ma zdania na ten temat. Najmniej niezdecydowania jest w hipermarketach. Tak wykazało badanie przeprowadzone przez Hiper-Com Poland i Grupę Mobilną Qpony-Blix.

Strajku nie będzie?

Tylko 2% respondentów zdecydowanie nie oczekuje podwyżki od swojego pracodawcy. Zdaniem Elżbiety Jakubowskiej, Przewodniczącej NSZZ „Solidarność” przy TESCO, ten mały odsetek pokazuje, że większość kasjerów i kasjerek zna już swoją wartość na rynku pracy. Osoby zatrudnione w sieciach handlowych doskonale wiedzą o tym, że pracodawcom brakuje obecnie wykwalifikowanych pracowników. Tym samym coraz bardziej siebie cenią.

– W tym nikłym odsetku mogą być np. kasjerzy, którzy nie wiążą z obecną pracą przyszłości. Być może szukają innych ofert i dlatego zdecydowanie nie oczekują podwyżek. Nie dziwi mnie to, że tak mało jest tego typu deklaracji. Generalnie niewielu ludzi ma nieduże potrzeby i naprawdę cieszy się z otrzymywanej pensji, bez względu na jej wysokość – komentuje Hubert Majkowski, Country Manager z Hiper-Com Poland.

Warto dodać, że tylko kilka procent badanych nie ma wyrobionego zdania w tym zakresie. Marcin Lenkiewicz, wiceprezes Grupy Mobilnej Qpony-Blix, uważa, że niezdecydowane osoby mogą mieć problem z ogólną oceną sytuacji rynkowej. Nie są w stanie porównać swoich dochodów z zarobkami innych osób na podobnych stanowiskach. Dlatego trudno im stwierdzić, czy rzeczywiście powinni ubiegać się o podwyżki.

– Z przeprowadzonego badania wynika, że 90% badanych oczekuje podwyżek. Najwięcej osób wskazuje 10%. Nieco mniej mówi o 15%. A najmniej respondentów podaje 5%. W mojej opinii, pracownicy precyzują swoje oczekiwania na podstawie wzrostu najniższej krajowej i miesięcznych wydatków, które przeznaczają na życie – tłumaczy przewodnicząca NSZZ „Solidarność” przy TESCO.

Marcin Lenkiewicz wyjaśnia, że najwięcej kasjerów wskazuje 10%, ponieważ byłby to dla nich odczuwalny zastrzyk gotówki. Pracownicy mogą mieć poczucie, że sieci handlowe stać na taki dodatkowy wydatek. 5% nie wzbogaciłoby specjalnie domowego budżetu, a 15% wydaje się mało prawdopodobne do uzyskania. Z kolei ekspert z Hiper-Com Poland dodaje, że 10% jest złotym środkiem. Nie jest to zbyt mało i nie za dużo, by porozmawiać o tym z pracodawcą.

– Podwyżki już były w tym sektorze. I trudno przewidywać kolejne, zwłaszcza że spada koniunktura i firmy zarabiają mniej niż w zeszłym roku. Zbytnie naciski kasjerów na pracodawców mogą doprowadzić do tego, że najsilniejsi gracze na rynku szybciej zainwestują w automatyzację kas i obsługi klientów. A gdy część ludzi zostanie już zastąpiona przez maszyny, naturalnie zmniejszy się zapotrzebowanie na tego typu pracowników – zaznacza dr Maria Andrzej Faliński, prezes Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego, były dyrektor generalny POHiD-u.

Z kolei wiceprezes Grupy Mobilnej Qpony-Blix zwraca uwagę na to, że pomimo wdrażania nowinek technologicznych, kasjerzy nadal odgrywają kluczową rolę w funkcjonowaniu sklepów. Jednocześnie ich pracodawcy twierdzą, że coraz trudniej jest pozyskać i utrzymać pracowników na tym stanowisku. Elżbieta Jakubowska potwierdza, że wiele osób przechodzi z sieci do sieci z powodu lepszych warunków płacowych. Jest to możliwe, ponieważ niektóre firmy rok rocznie podnoszą wynagrodzenia. Dlatego w obecnej chwili kasjerzy nie muszą strajkować, aby zarabiać coraz więcej.

– Nie sądzę, żeby pracownicy kas zdecydowali się na strajk. Nie są tak dobrze zorganizowani w związkach zawodowych, jak nauczyciele czy pielęgniarki. W ciągu ostatnich 3 lat płace kasjerów i kasjerek rosły procentowo szybciej niż m.in. pedagogów. W sektorze handlu poprawiły się też pozapłacowe warunki zatrudnienia. Wprowadzono m.in. umowy o pracę w miejscu zleceń – mówi prof. Krzysztof Piech z warszawskiej Uczelni Łazarskiego.

Różnice między formatami

Aż 45% pracowników dyskontów najbardziej oczekuje 10% podwyżki. Natomiast 33% badanych mówi o 15% wzroście płacy. Według Huberta Majkowskiego, perspektywa podwyżki dwucyfrowej jest dla każdego pracownika o wiele bardziej atrakcyjna niż 5%. Tę ostatnią wskazało tylko 11% respondentów. Format rozwija się bardzo dynamicznie, a co za tym idzie, sklepy potrzebują coraz więcej pracowników. I właśnie przez to tworzy się presja płacowa. Osoby już zatrudnione w dyskontach oczekują wyrównania ich pensji do nowych ofert.

– W hipermarketach więcej osób oczekuje podwyżki w wysokości 15% niż 10% czy 5% – odpowiednio 49%, 31% i 14% badanych. Wynika to z tego, że zatrudnieni w tym formacie pracownicy porównują swoje zarobki z oferowanymi w dyskontach. Znają je przecież z mediów. Wiedząc o tym, że praca w większej placówce bywa bardziej uciążliwa, chcą mieć płace przynajmniej na tym samym poziomie co kasjerzy dyskontowi. Dlatego mniej respondentów zadowoliłoby się 10% wzrostem wynagrodzenia – podkreśla dr Faliński.

Przewodnicząca NSZZ „Solidarność” przy TESCO informuje, że pracownicy hipermarketów mają coraz więcej różnorodnych zadań do wykonania, głównie z powodu malejącej liczby zatrudnionych. Obecnie w sklepach jest aż 3-krotnie mniej kasjerów niż 4 lata temu. To powoduje, że oprócz kas muszą oni obsługiwać wszystkie działy, m.in. AGD czy produkty świeże. To wymaga ogromnej elastyczności i znajomości niemal każdego artykułu znajdującego się w wielkopowierzchniowej placówce. Kiedyś tak nie było. Za rozszerzonym zakresem obowiązków powinien iść wzrost wynagrodzenia.

– Natomiast w supermarketach aż 53% kasjerów i kasjerek chciałoby otrzymać 10% podwyżkę. 27% badanych oczekuje o 15% większych dochodów. Pracownicy wiedzą o tym, że sieciom supermarketowym nie idzie tak dobrze, jak innym na rynku. Nie bez znaczenia jest też to, że supermarkety w większości nadal stanowią polski kapitał. Zazwyczaj są to firmy mniej zasobne i efektywne niż zagraniczne – zauważa były dyrektor generalny POHID-u.

W sieciach typu convenience widzimy, że oczekiwania pomiędzy 10% a 15% są w miarę podobne. Odpowiednio oczekuje ich 39% i 36% badanych. Hubert Majkowski przypomina, że w małych sklepach, m.in. franczyzowych, wynagrodzenia nie rosły tak szybko, jak w innych formatach. Pracownicy generalnie chcą więc poprawy swojej sytuacji. Jednocześnie mogą uważać, że ich praca jest lżejsza niż osób zatrudnionych w wielkopowierzchniowych placówkach. Dlatego oczekiwania są wypośrodkowane.

– Trzeba też zauważyć, że pracownicy sieci convenience są najbardziej niezdecydowani co do tego, czy w ogóle chcą podwyżek. Niepewność deklaruje 12% zatrudnionych w tym formacie. Prawdopodobnie znacząca część z nich pracuje w rodzinnych sklepach. Panują tam zupełnie inne relacje niż w dużych hipermarketach czy w supermarketach. Klientów mogą obsługiwać m.in. krewni, sąsiedzi lub znajomi właścicieli, a także osoby starsze bądź imigranci, którzy nie chcą stracić dobrej posady – ocenia dr Faliński.

Najmniej niezdecydowani co do podwyżek są pracownicy hipermarketów. Tylko 5% z nich nie ma wyrobionego zdania na ten temat. W ocenie Elżbiety Jakubowskiej, ta grupa kasjerów jest najbardziej zintegrowana i świadoma tego, co się dzieje na rynku. Osoby pracujące w tych samych placówkach wzajemnie wymieniają się informacjami. W efekcie wiedzą, czego chcą dla siebie. Jak podsumowuje Hubert Majkowski, największe powierzchniowo sklepy kojarzą się z dużymi obrotami, a to zwykle utwierdza pracowników w przekonaniu, że ich pracodawców stać na zwiększanie pensji.

Badanie zostało zrealizowane przez Hiper-Com Poland i Grupę Mobilną Qpony-Blix na terenie 10 dużych miast, tj. Gdańska, Szczecina, Bydgoszczy, Białegostoku, Poznania, Warszawy, Łodzi, Wrocławia, Katowic i Krakowa, a także 11 średnich i mniejszych ośrodków. Ankietę przeprowadzono pomiędzy 25 marca a 8 kwietnia br. w sieciach handlowych. Wśród nich było 86 dyskontów, 88 hipermarketów, 76 supermarketów i 80 sieci convenience. Łącznie badaniu poddano 330 placówek. W każdym sklepie pytano o zdanie 2 pracowników. W sumie wypowiedziało się 660 osób, w tym 54% kobiet i 46% mężczyzn.

W przeddzień piętnastej rocznicy wstąpienia Polski do UE Polacy mają trzy czwarte średniego dochodu obywatela Uniii

W przeddzień piętnastej rocznicy wstąpienia Polski do UE Polacy mają trzy czwarte średniego dochodu obywatela Uniii 1

W 2018 roku polska gospodarka wzrosła o 5,1 proc., najmocniej od 2007 roku, a według Międzynarodowego Funduszu Walutowego w tym roku rozwinie się o kolejne 3,8 proc. To więcej niż przewidywany średni wzrost dla świata, który według prognoz ma wynieść 3,3 proc. i najwyższe tempo wśród dużych krajów. Problemem jednak jest wciąż przewaga konsumpcji nad inwestycjami.

– Obecna koniunktura w Polsce jest bardzo dobra, rośnie konsumpcja, rosną inwestycje, PKB mamy najwyższe wśród naszych sąsiadów. Prognozujemy w 2019 roku PKB na poziomie około 4 proc., to jest wysoki poziom – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Anna Trzecińska, wiceprezes Narodowego Banku Polskiego. – Prognozy na przyszłe lata oczywiście zależą od sytuacji w strefie euro naszych głównych partnerów handlowych. Sytuacja tam pogarsza się, jest spowolnienie gospodarcze, w związku z tym nieznaczne osłabienie, ale też ostatnie zapowiedziane przez rząd w obszarze polityki fiskalnej działania zapewne wzmocnią wzrost PKB.

Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii przywołało najnowsze dane Międzynarodowego Funduszu Walutowego z 2018 r., według których PKB na mieszkańca w Polsce osiągnął poziom blisko 32 tys. dolarów, czyli ok. 74 proc. wartości tego wskaźnika dla całej UE. W 2018 r. wskaźnik ten w Polsce był wyższy o ponad 5,2 tys. dolarów w porównaniu z rokiem 2015, podczas gdy dla całej UE wzrósł w tym czasie o ok. 4,6 tys. Na początku stulecia relacja dochodu Polaka do Europejczyka była na poziomie 48 proc. W 2012 r. osiągnęła ona poziom 66 proc., w trzy lata później 69 proc., a w 2018 r. już 74 proc. wartości UE.

Wzrost gospodarczy przez kilka ostatnich lat napędzała głównie konsumpcja, wsparta programem 500+ i rosnącymi wynagrodzeniami. Eksport rósł, jednak jeszcze szybciej zwiększał się import, przez co netto wynik był ujemny. Jednak według najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego, w 2018 roku nastąpiły zmiany. Nakłady inwestycyjne w wzrosły o 1,4 pkt proc. mocniej niż zakładały pierwotne szacunki – do 8,7 proc., a to więcej zarówno niż tempo wzrostu konsumpcji (po rewizji 4,5 proc.), jak i eksportu (po rewizji 7,1 proc.).

– Z jednej strony mamy spowolnienie gospodarcze, a z drugiej strony mamy dosyć ekspansywną politykę budżetową i w pewnym sensie dosyć luźną politykę pieniężną, czyli działają dwa czynniki, które wpływają na wzrost gospodarczy – Krzysztof Kalicki, prezes zarządu Deutsche Bank Polska. – Ale z drugiej strony te perspektywy rozwojowe, które nie są bardzo dobre, jednak to ryzyko i pogorszenia się koniunktury gospodarczej i to ryzyko takie wewnętrzne prawno-administracyjne i polityczne w Polsce powodują, że inwestycje rosną bardzo wolno.

W 2019 roku według projekcji inflacji Narodowego Banku Polskiego polska gospodarka urośnie o 4 proc., w 2020 o 3,7 proc., w 2021 – o 3,5 proc. Wkład eksportu netto będzie neutralny (od -0,3 pkt proc. w 2019 roku do +0,1 pkt proc. w 2021 r.), spożycie gospodarstw domowych zwiększy się odpowiednio o 4,4 proc., 4,3 proc. i 3,6 proc., a nakłady inwestycyjne wzrosną o 5,4 proc., 3,7 proc. i 2,6 proc., czyli tempo ich wzrostu będzie słabnąć w stosunku do ścieżki rozwoju całej gospodarki.

– Wydaje mi się, że to jest wielki problem Polski, czyli inaczej mówiąc, czy mamy zwiększać konsumpcję i w ten sposób nakręcać wzrost gospodarczy czy powinniśmy większą jednak uwagę zwrócić na inwestycje, na to, żeby budować podstawy długoterminowego rozwoju – zastanawia się Krzysztof Kalicki. – Wydaje mi się, że presja polityczna i walka o władzę niestety oddziałuje negatywnie na długoterminowy rozwój kraju. Konieczność wygrania wyborów czy chęć wygrania wyborów trochę podważa zdrowy rozsądek.