Liczba skarg związanych z kredytami konsumenckimi rośnie. Banki i firmy pożyczkowe nie chcą zwracać kosztów przy wcześniejszej spłacie

Liczba skarg związanych z kredytami konsumenckimi rośnie. Banki i firmy pożyczkowe nie chcą zwracać kosztów przy wcześniejszej spłacie 1

W ubiegłym roku do Biura Rzecznika Finansowego wpłynęło prawie 1,8 tys. skarg związanych z kredytami konsumenckimi, co stanowiło 18-procentowy wzrost w ujęciu rocznym. Średnio co czwarta skarga dotyczy problemów z rozliczeniem kredytu przy jego wcześniejszej spłacie. Zgodnie z interpretacją Rzecznika Finansowego i Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, wszystkie koszty związane z kredytem przy jego wcześniejszej spłacie powinny zostać proporcjonalnie rozliczone. Niestety, zarówno banki, jak i firmy pożyczkowe niechętnie zwracają klientom część prowizji czy opłat przygotowawczych.

– Niestety, widzimy coraz więcej skarg związanych z pożyczkami czy też kredytami konsumenckimi. Jest to coraz poważniejszy problem, klienci skarżą się coraz odważniej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Jaworski, ekspert ds. komunikacji i edukacji z Biura Rzecznika Finansowego.

W ubiegłym roku do Biura Rzecznika Finansowego wpłynęło prawie 1,8 tys. skarg związanych z kredytami konsumenckimi, co stanowiło 18-procentowy wzrost w ujęciu rocznym. Około 60 proc. zgłaszanych spraw dotyczy pożyczek udzielanych przez banki, pozostałe to skargi na firmy pożyczkowe i SKOK-i. Średnio co czwarta dotyczy problemów z rozliczeniem kredytu przy jego wcześniejszej spłacie.

– Zgodnie z interpretacją Rzecznika Finansowego i UOKiK, wszystkie koszty związane z kredytem przy jego wcześniejszej spłacie powinny zostać proporcjonalnie rozliczone. Niestety, zarówno banki, jak i firmy pożyczkowe inaczej interpretują ten przepis i nie chcą oddawać niektórych kosztów, chodzi tu głównie o prowizje czy opłaty przygotowawcze. Tymczasem w opinii naszej i UOKiK wszystkie te opłaty poniesione przez klienta powinny być odpowiednio rozliczone – podkreśla Marcin Jaworski.

Tylko w marcu banki i SKOK-i udzieliły klientom łącznie 592,7 tys. kredytów konsumpcyjnych na łączną kwotę 7,92 mld zł – wynika z danych BIK. W porównaniu do marca 2018 roku jest to spadek o 6,4 proc. w ujęciu liczbowym, ale wzrost o 5,7 proc. w ujęciu wartościowym. Z kolei firmy pożyczkowe współpracujące z BIK udzieliły w marcu 219,3 tys. pożyczek na łączną kwotę 564 mln zł (spadek o 8,7 proc. pod względem liczby i o 9,8 proc. pod względem wartości pożyczek). Począwszy od stycznia, firmy pożyczkowe udzieliły klientom w sumie 661,6 tys. pożyczek na łączną kwotę 1,709 mld zł.

– Warto spróbować spłacić wcześniej kredyt, ponieważ, zgodnie z przepisami, klient powinien dostać proporcjonalny zwrot wszystkich poniesionych kosztów, a to są niebagatelne kwoty. Przykładowo, jeśli opłata przygotowawcza czy prowizja wynosi 1,5 tys. zł, spłata zostanie dokonana w połowie okresu kredytowania, to, jak łatwo policzyć, powinniśmy dostać 750 zł zwrotu, co znacznie obniża koszty takiej pożyczki. Dlatego namawiamy, żeby w miarę możliwości spłacać wcześniej te kredyty i domagać się zwrotu – rozliczenia zarówno odsetek, jak i tych poniesionych kosztów prowizji, opłat przygotowawczych czy też kosztów składek za ubezpieczenie – mówi Marcin Jaworski.

Jeżeli bank lub firma pożyczkowa odmawia klientowi proporcjonalnego rozliczenia kosztów przy wcześniejszej spłacie – należy w pierwszej kolejności złożyć reklamację do tej instytucji. Jeśli podtrzyma ona swoje stanowisko – wówczas można zwrócić się z wnioskiem o interwencję do Rzecznika Finansowego. W sytuacji, kiedy ta również nie przyniesie skutku – biuro Rzecznika wspiera klientów na etapie dalszego postępowanie sądowego tzw. istotnym poglądem. To opinia Rzecznika Finansowego o charakterze pomocniczym, którą musi wziąć pod uwagę sąd. Nie jest dla niego wiążąca, jednak w uzasadnieniu orzeczenia sąd powinien ustosunkować się do zawartych w niej argumentów. W 2017 roku Rzecznik Finansowy przedstawił 1129 istotne poglądy, wspierając w ten sposób klientów podmiotów rynku finansowego na etapie postępowań sądowych.

Ekspert z Biura Rzecznika Finansowego Marcin Jaworski podkreśla, że, aby uniknąć późniejszych problemów, klient powinien przede wszystkim dokładnie zapoznać się z umową kredytową jeszcze przed zaciągnięciem pożyczki, zwracając uwagę nie tylko na jej oprocentowanie czy wskaźnik RRSO, ale na tzw. łączna kwotę do zapłaty przez klienta.

– Przy zawieraniu umowy powinniśmy dostać specjalny formularz, gdzie uwzględnione powinny być wszystkie koszty i wykazana ta łączna kwota – czyli ile ostatecznie będziemy musieli za wszystko zapłacić, ile wyniesie oprocentowanie i koszty odsetek, koszt ubezpieczenia, dodatkowe prowizje czy opłaty przygotowawcze – mówi Marcin Jaworski.

W całym 2018 roku do Biura Rzecznika Finansowego trafiło ponad 50 tys. wniosków i zapytań od klientów instytucji finansowych. Ci złożyli ponad 23 tys. wniosków o postępowanie interwencyjne lub polubowne. Rzecznik Finansowy po odrzuceniu ich reklamacji, a eksperci z biura Rzecznika odebrali w sumie ponad 26 tys. telefonów i e-maili od klientów z prośbą o poradę w sporze z bankiem czy ubezpieczycielem.

LOT czeka na nowego Dreamlinera. Wciąż nie wiadomo do kiedy pozostaną uziemione wadliwe Boeingi

LOT czeka na nowego Dreamlinera. Wciąż nie wiadomo do kiedy pozostaną uziemione wadliwe Boeingi 2

– Za kilkanaście dni do floty LOT-u dołączy 13. Dreamliner i jednocześnie piąty w wersji 787 Dash 9, który zabiera na pokład prawie 300 pasażerów. Takich samolotów do końca roku spodziewamy się jeszcze przynajmniej dwóch. W sumie będziemy mieli 15 Dreamlinerów, rekordowo dużo – mówi Adrian Kubicki, rzecznik PLL LOT. Na przełomie marca i kwietnia do Polski miał też przylecieć szósty Boeing 737 MAX 8, ale – w związku z kryzysem po katastrofie lotniczej w Etiopii – decyzje w tej sprawie zostały tymczasowo wstrzymane. LOT zachowuje dyskrecję w kwestii ewentualnego odszkodowania i zapewnia, że wypracowuje rozwiązanie korzystne dla spółki we współpracy z producentem i leasingodawcą „w modelu współpracy, nie w żadnym modelu siłowym”.

– LOT był zmuszony uziemić 5 samolotów Boeing 737 MAX 8 do odwołania. Te samoloty pozostaną uziemione do momentu, kiedy będziemy mieć pewność, że są bezpieczne. Zrobiliśmy wszystko, żeby to nie przełożyło się w istotny sposób na plany naszych pasażerów. Wynajęliśmy 4 dodatkowe samoloty, które zastępują niedostępne Boeingi 737 MAX 8, dzięki czemu właściwie cała nasza siatka połączeń jest realizowana bez większych zmian. Jeśli już jakieś się zdarzają, to są one pojedyncze i nie wpływają na całokształt naszej siatki połączeń – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Adrian Kubicki, rzecznik prasowy Polskich Linii Lotniczych LOT.

We flocie polskiego przewoźnika jest pięć samolotów Boeing 737 MAX 8, które latają na popularnych trasach m.in. do Londynu, Madrytu, Tel Awiwu i Frankfurtu. Wszystkie pozostają uziemione od połowy marca, po decyzji Urzędu Lotnictwa Cywilnego, który zamknął polską przestrzeń powietrzną dla tego typu maszyn. Wcześniej przestrzeń powietrzną dla Boeingów 737 MAX 8 zamknęły m.in. Wielka Brytania, Niemcy, Francja i Irlandia. Krótko potem podobną decyzję podjęła też EASA, Agencja Bezpieczeństwa Lotniczego UE.

Zamknięcie przestrzeni powietrznej dla tego typu maszyn w Europie i na świecie ma związek z marcową katastrofą Boeinga 737 MAX 8 linii lotniczych Ethiopian, w której zginęło 149 pasażerów, w tym dwoje Polaków, i 8 członków załogi. Maszyna lecąca do Nairobi, stolicy Kenii, rozbiła się kilka minut po starcie z Addis Abeby. Krótko wcześniej, w październiku ubiegłego roku doszło do podobnej katastrofy Boeinga 737 Max linii Lion Air u wybrzeży Indonezji. Zginęło w niej 189 osób. Maszyny tego typu weszły do komercyjnego użytku zaledwie dwa lata temu.

Narodowy przewoźnik zastąpił uziemione maszyny wyleasingowanymi Boeingami starszej generacji. LOT nie wie, kiedy nastąpi odwieszenie wstrzymania operacji lotniczych na tzw. „Maksach”, jednak podkreśla, że kluczowe jest wyjaśnienie kwestii bezpieczeństwa. Na początku kwietnia dyrektor generalny Boeinga Dennis Muilenburg przyznał, że do katastrof w Indonezji i Etiopii doprowadziła awaria oprogramowania MCAS (system zapobiegania utracie siły nośnej) w dwóch samolotach Boeing 737 MAX 8 i inżynierowie koncernu pracują nad wyeliminowaniem problemu.

– Nikt nie jest dzisiaj w stanie oszacować, ile ten problem potrwa. Wiemy, że zarówno producent, jak i wszystkie inne podmioty dokładają starań, żeby on nie przebiegał opieszale. Najistotniejsze to mieć pewność, że zmiany, które zostaną wprowadzone w tym samolocie, zapewnią bezpieczeństwo wykonywania rejsów. Wspieramy producenta, żeby ten samolot usprawnił jak najszybciej, ale jednocześnie nie pośpiech jest tutaj najistotniejszy – mówi Adrian Kubicki.

Pierwszy Boeing 737 MAX 8 we flocie polskiego przewoźnika znalazł się pod koniec 2017 roku, piąty przyleciał na początku tego roku. Flota LOT miała powiększyć się jeszcze o kilka maszyn tego typu – kolejny „Maks” miał przylecieć do Polski z fabryki w Renton na przełomie marca i kwietnia, ale w związku z kryzysem – decyzje w tej sprawie zostały tymczasowo wstrzymane.

– Technicznie – ponieważ te samoloty nie mogą na razie wykonywać rejsów w obrębie Europy ani na całym świecie – odbiór tych maszyn nie jest możliwy – mówi Adrian Kubicki – Do czasu ponownego startu Boeingów 737 MAX 8, LOT będzie zmuszony wykorzystywać samoloty zastępcze w takiej liczbie i w takiej skali, żeby wykonać naszą zaplanowaną siatkę połączeń. Na razie są to są cztery maszyny, które wystarczają, żeby obsłużyć naszych pasażerów i zaplanowane rejsy.

Rzecznik LOT podkreśla, że zmiany nie wpływają na rozkład lotów. Koszty leasingowania zastępczych samolotów mogą mieć za to wpływ na finanse spółki.

– Te koszty oczywiście są skrupulatnie liczone, ale nie posługujemy się żadną kwotą, dopóki ten problem nie zostanie rozwiązany. Na tego typu podsumowania jeszcze przyjdzie czas – mówi Adrian Kubicki.

W oświadczeniu prasowym biuro prasowe LOT poinformowało, że na razie nie zapadły ostateczne decyzje o ewentualnym dochodzeniu roszczeń finansowych wobec Boeinga w związku z uziemieniem maszyn ani wstrzymaniu dostaw kolejnych Boeingów 737 MAX 8.

– Jeśli chodzi o kwestie odszkodowania, zachowujemy pewną dyskrecję. Jesteśmy w bezpośrednim kontakcie z producentem samolotu i z leasingodawcą, który finansuje dla nas te maszyny. Wypracujemy takie rozwiązanie, które będzie korzystne dla spółki korzystne i w jakiś stopniu będzie rekompensowało to, co jest skutkiem uziemienia tych maszyn – ale w modelu współpracy, nie w żadnym modelu siłowym – mówi Adrian Kubicki, rzecznik prasowy Polskich Linii Lotniczych LOT.

Przewoźnik nie może na razie odebrać kolejnych Boeingów 737 MAX 8, ale do jego floty lada chwila dołączą nowe Dreamlinery, które będą obsługiwać połączenia dalekiego zasięgu, m.in. Singapur, Tokyo, Seul, Pekin, Nowy Jork, Chicago, Los Angeles i Miami.

– Za kilkanaście dni do floty LOT-u dołączy 13. Dreamliner i jednocześnie piąty w tej większej wersji 787 Dash 9, który zabiera na pokład prawie 300 pasażerów. Tych samolotów do końca roku spodziewamy się jeszcze przynajmniej dwóch. W sumie będziemy mieli 15 Dreamlinerów, rekordowo dużo. To umożliwi nam otwieranie nowych połączeń dalekiego zasięgu – mówi Adrian Kubicki.

Systemy rozpoznawania twarzy są coraz doskonalsze. Algorytmy pozwalają także na identyfikację człowieka po sposobie chodzenia i sylwetce

Systemy rozpoznawania twarzy są coraz doskonalsze. Algorytmy pozwalają także na identyfikację człowieka po sposobie chodzenia i sylwetce 3

Technologie rozpoznawania twarzy są coraz skuteczniejsze. Algorytmy są dokładniejsze niż ludzie, potrafią zweryfikować tożsamość już nie tylko po twarzy, lecz także z profilu z odległości kilkudziesięciu metrów czy nawet po sposobie chodzenia i sylwetce. Nowoczesne platformy potrafią rozpoznać człowieka w czasie krótszym niż 100 milisekund, czyli praktycznie na żywo. Dodatkowo umożliwiają monitorowanie kilku kamer na raz. Tym samym sprawdzają się w zabezpieczeniach dostępu do budynków czy na lotniskach.

SAFR to platforma do rozpoznawania twarzy. Korzystamy z autorskich algorytmów oraz metod rozpoznawania twarzy i przesyłania obrazu w czasie rzeczywistym. Nasze rozwiązanie może służyć do wyszukiwania twarzy zarejestrowanych w bazie danych ze zdjęciami. Oferujemy również aplikacje, które mogą być instalowane na urządzeniach mobilnych – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Keith Zentner z RealNetworks.

Platformy do rozpoznawania twarzy mają coraz więcej zastosowań, a przy tym są coraz dokładniejsze. Stosowane są już na dziesiątkach lotnisk na całym świecie, monitorują miasta, weryfikują tożsamość przy wejściu do budynku. Technologie pozwalają na rozpoznanie twarzy także z profilu, w ruchu, pod różnym kątem, w złych warunkach oświetleniowych lub częściowo zasłoniętych. W Chinach opracowywane są algorytmy, które idą jeszcze o krok dalej. Dzięki nim ma być możliwe rozpoznanie człowieka po sylwetce i sposobie chodzenia. Garbienie się czy utykanie nie pozwolą oszukać systemu, bo kamery biorą pod uwagę całą postać.

Nowoczesne algorytmy umożliwiają rozpoznanie tożsamości niemal na żywo, tym samym zwiększają się możliwości ich zastosowania. Platforma SAFR weryfikuje tożsamość w czasie do 100 milisekund, czyli 3–5 razy szybciej niż inne algorytmy rozpoznawania twarzy. Do tego ma 99,6 proc. skuteczności.

– Mamy możliwość prowadzenia analizy informacji o rozpoznanych twarzach w czasie rzeczywistym. Po zainstalowaniu kamer w sklepie lub na stadionie można śledzić przepływ osób w danym obiekcie, w tym ich płeć, wiek, a nawet nastrój – czy są zadowoleni i dobrze się bawią. Dzięki temu można również zdobyć dodatkowe informacje o natężeniu ruchu i częściach danego obiektu, w których ludzie spędzają najwięcej czasu – wskazuje Keith Zentner.

Dzięki analizie danych na żywo systemy rozpoznawania twarzy stosuje się np. na lotniskach, w tym przy odprawie pasażerów. W Stanach Zjednoczonych systemy rozpoznawania twarzy mają sprawdzać podróżnych pod kątem osób potencjalnie niebezpiecznych – system sprawdza twarz danej osoby i porównuje ze zdjęciem z paszportu. Na tej podstawie jest w stanie ocenić, czy podróżny jest faktycznie tą osobą, za którą się podaje.

Na lotnisku w Chinach z kolei algorytmy rozpoznawania twarzy ułatwiają życie podróżnym. Wystarczy podejść do ekranu, który skanuje twarz, porównuje ze zdjęciami paszportów w systemie i wskazuje dokładną drogę do bramki i terminala. Wszystko trwa zaledwie chwilę. Możliwości zastosowań tego rodzaju systemów wykraczają jednak poza lotniska.

– Nasz produkt może być używany do zabezpieczenia dostępu do budynku lub obiektu, umożliwiając wejście na podstawie rozpoznawania twarzy. Współpracujemy również z dostawcami rozwiązań w zakresie bezpieczeństwa nad udostępnieniem technologii rozpoznawania twarzy jako dodatkowego zabezpieczenia w systemach monitoringu. Rozwiązanie to umożliwia monitorowanie kilku przekazów wideo naraz bez konieczności nadzorowania każdego z nich przez człowieka – mówi ekspert.

Platforma SAFR dzięki niemal natychmiastowej weryfikacji tożsamości, może być stosowana przy wejściu do budynków, na stadionach czy w szkołach. Dodatkowo umożliwia obsługę kilku kamer naraz, pozwala na efektywne zużycie pasma, zmniejsza opóźnienie w obiegu nawet w sieciach 3G. Wymagania dotyczące niskiej przepustowości, wydajnego algorytmu, gotowego sprzętu i możliwości wykorzystania procesorów graficznych powodują z kolei znaczne oszczędności. Tym samym na ich stosowanie mogą pozwolić sobie także niewielkie firmy.

– Technologia ta jest obecnie stosowana w niektórych amerykańskich szkołach w celu zapewnienia tego, by na teren szkoły dostęp mieli wyłącznie rodzice, nauczyciele i osoby upoważnione. Nasze rozwiązania znajdują zastosowanie również w przedsiębiorstwach i w dziedzinie bezpieczeństwa. Technologia rozpoznawania twarzy oraz inne technologie SI są coraz powszechniej używane na świecie i znajdują coraz to nowe zastosowania. W miarę możliwości staramy się na pierwszym miejscu stawiać ochronę prywatności oraz danych osobowych, ale uważamy też, że warto dbać o bezpieczeństwo i większy komfort życia – mówi Keith Zentner.

Według firmy badawczej Allied Market Research globalny rynek technologii rozpoznawania twarzy osiągnie w 2022 r. wartość 9,6 mld dol. Zakładane tempo wzrostu w najbliższych latach wyniesie 21 proc. średniorocznie.

Prawodawstwo w Polsce wymaga naprawy

Federacja Przedsiębiorców Polskich analizuje w swoim programie gospodarczym system stanowienia prawa w Polsce oraz jego wpływ na działanie przedsiębiorstw. Niejasne i niespójne przepisy, ulegające częstym zmianom, utrudniają przedsiębiorcom prowadzenie działalności. FPP proponuje, by dokumenty przygotowywane w ramach procesów legislacyjnych spełniały określone wymogi. Jednym z nich miałoby być rzadsze zmienianie aktów prawnych – szczególnie tych o fundamentalnym znaczeniu dla przedsiębiorców.

– Chcemy wprowadzić takie rozwiązania techniczne i organizacyjne, które pozwolą na to, żeby prawo było przede wszystkim zmieniane rzadziej – powiedział serwisowi eNewsroom Grzegorz Lang, ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich. – Jeżeli zaś jest zmieniane, zależy nam, by te zmiany służyły konkretnemu celowi i miały praktyczny wymiar dla wszystkich adresatów aktu prawnego. W ramach procedur, które nie są przestrzegane w sposób wystarczająco rygorystyczny, nie dojdzie do cudownego uzdrowienia sytuacji. Dlatego w przeciwieństwie do wcześniejszych raportów, my bardzo silnie kładziemy nacisk na konkretne rozwiązania – podkreśla Lang.

1600 km nowych linii. Program kolejowy CPK w planach rządu

Na mocy rozporządzenia, uchwalonego dziś przez Radę Ministrów, każdy z nowych odcinków torów, którymi pociągi dojadą do Centralnego Portu Komunikacyjnego i Warszawy, otrzymał numer i został włączony do wykazu linii kolejowych o znaczeniu państwowym. To kolejny krok w przygotowaniach do inwestycji kolejowych związanych z budową CPK.

Szczegóły Programu Kolejowego CPK przedstawił dziś na konferencji prasowej na stacji Łódź Fabryczna premier RP Mateusz Morawiecki. Przyjęta przez rząd nowelizacja rozporządzenia w sprawie wykazu linii kolejowych o znaczeniu państwowym z 17 kwietnia 2013 r. uwzględnia wszystkie połączenia, których budowa wynika z Koncepcji przygotowania i realizacji CPK przyjętej przez rząd 7 listopada 2017 r. To pierwszy od ponad 30 lat program budowy nowych linii kolejowych w Polsce.

Kolejowa części Programu CPK zakłada budowę 1600 km nowych linii prowadzących z 10 kierunków do Portu Lotniczego Solidarność i Warszawy. Będą one łączyły miasta wojewódzkie ze stolicą Polski i CPK, a także wzajemnie między sobą. Będą również zapewniały spójność krajowej sieci kolejowej. W ramach etapu zero, który powinien być gotowy przed uzyskaniem przez Port Solidarność zdolności operacyjnej, wybudowane zostanie 140 km nowych linii na trasie Warszawa – CPK – Łódź.

– Nadszedł czas, żeby dać polskiej kolei nowy impuls do rozwoju. Zależy nam, żeby mieszkańcy wszystkich regionów w Polsce, z miast i wsi mieli równy dostęp do kolei, żeby mogli wygodnie podróżować do każdego zakątka kraju. Te inwestycje zapewnią szkielet systemu transportowego państwa – mówi premier Mateusz Morawiecki. – Polski rząd wspiera nie tylko modernizację istniejących szlaków, która jest w gestii spółki PKP Polskie Linie Kolejowe, ale też budowę nowych, za które w przypadku linii prowadzących do lotniska odpowiadać będzie spółka CPK. Czas na Polskę na dobrych torach – dodaje.

Przyjęcie nowych zapisów ułatwi w przyszłości procesy inwestycyjne w ramach Programu Kolejowego CPK. Łączna długość linii o znaczeniu państwowym, czyli uzasadnionych względami gospodarczymi, społecznymi, ekologicznymi lub obronnymi, których budowa wynika z Koncepcji CPK, wynosi ponad 1600 km. Dokładna ich długość będzie znana po przeprowadzeniu prac koncepcyjnych i projektowych.

– Przyjęte dziś przez rząd rozporządzenie uwzględniło całą projektowaną sieć linii kolejowych, wskazaną w Koncepcji CPK, w wykazie linii o znaczeniu państwowym. To pokazuje, jak ważną i uniwersalną inwestycją jest CPK. Będzie to nie tylko nowoczesne lotnisko przesiadkowe, bardzo potrzebne w Polsce i w tej części Europy, ale dzięki inwestycjom kolejowym także przedsięwzięcie, które pomoże lepiej skomunikować całą Polskę – wyjaśnia Mikołaj Wild, pełnomocnik rządu ds. CPK.

– To rozporządzenie to kamień milowy na drodze do realizacji Programu Kolejowego CPK. Korzyści z inwestycji kolejowych są niezaprzeczalne. Z ponad 100 polskich miast będziemy mogli bezpośrednio dojechać do Portu Solidarność i Warszawy w czasie nie dłuższym niż 2,5 godziny. Zadania realizowane w ramach Programu Kolejowego CPK pozwolą nam działać na rzecz zrównoważenia transportu w Polsce. Dzisiaj charakteryzuje się on niedostatecznym rozwojem kolei i opiera w nadmierny sposób na infrastrukturze drogowej – mówi Piotr Malepszak, pełniący obowiązki prezesa CPK.

Każda z 10 kolejowych „szprych”, prowadzących do CPK, składać się będzie z nowych odcinków sieci oraz z wyremontowanych lub zmodernizowanych fragmentów istniejącej infrastruktury. Na potrzeby budowy tego kolejowego systemu doszło do podziału zadań inwestycyjnych między spółki CPK i PKP PLK.

Przyjęcie rozporządzenia zostało poprzedzone uporządkowaniem wskazanej w Koncepcji CPK sieci linii, nadaniem im numerów oraz określeniem punktów początkowych i końcowych. Nowelizacja włącza do wykazu zarówno istniejące linie kolejowe, projektowane nowe odcinki, które będą stanowiły przedłużenie istniejących, jak i nowe linie, których budowa wynika z Koncepcji CPK.

Odcinki kolejowe dużych prędkości i „szprychy” prowadzące do CPK pozwolą uzyskać większą spójność sieci i umożliwić jej pełne wykorzystanie. W przygotowaniu jest Program Wieloletni CPK, który określi, jakie konkretnie inwestycje lotniskowe, kolejowe i drogowe będą realizowane w ramach obsługi CPK i jakie finansowanie w kolejnych latach będzie na to potrzebne.

Łączna długość linii kolejowych w Polsce wynosi dziś ponad 19 tys. km. Od początku lat 90. zostało rozebranych ponad 5 tys. km linii. Nowe inwestycje są potrzebne, ponieważ budowa szlaków kolejowych na dużą skalę nie odbywała się w Polsce od lat 80., kiedy zakończono realizację Linii Hutniczo-Siarkowej, a wcześniej Centralnej Magistrali Kolejowej.

Które języki warto znać? Jakie języki dają szansę na większe zarobki?

Jaki drugi język obcy poza angielskim warto znać? Niemiecki lub francuski. Jednak dla informatyków najbardziej opłacalna jest znajomość języka skandynawskiego lub niderlandzkiego.

– Jak wynika z naszego raportu znajomość dobrze wybranego drugiego języka obcego powoduje wzrost wynagrodzeń o 25-35 – mówi w rozmowie z MarketNews24 Joanna Kłopotowska, Division Manager Technical & Engineering w Wyser.

W Manufacturing 2019 Sales & Market Trends Report oceniono, że dla firm w Polsce ważni są pracownicy znający niemiecki bądź francuski, a ostatnio coraz bardziej poszukiwani są pracownicy posługujący się rosyjskim lub ukraińskim.

Specyficzny jest popyt na rynku pracy w branży IT. Tu na znacznie wyższe wynagrodzenia mogą liczyć znający któryś z języków skandynawskich Poszukiwani są znający język niderlandzki.

Nord Stream 2 został podporządkowany dyrektywie gazowej. Projekt zablokowany na kilka lat

Przepisy znowelizowanej dyrektywy gazowej utrudniają powstanie gazociągu Nord Stream 2. Irytacja Gazpromu rośnie, a Polska zwiększa swoje szanse na zwiększenie dywersyfikacji dostaw.

Nowe prawo wejdzie w życie w maju, a kraje unijne będą miały dziewięć miesięcy na wdrożenie regulacji do swoich systemów prawnych.

Prace nad nowelizacją dyrektywy w Radzie UE toczyły się przez wiele miesięcy bez postępów. Propozycje były blokowane przez kraje niechętne dyrektywie, w tym Niemcy, które są zaangażowane w budowę Nord Stream 2. Kompromis udało się osiągnąć na początku lutego.

– Nord Stream 2 zostanie podporządkowany prawu europejskiemu, co teoretycznie ma chronić przed monopolem rosyjskiego Gazpromu – mówi w rozmowie z MarketNews24 Wojciech Jakóbik, red. Nacz. BiznesAlert.pl. – Praktyka może być różna, co może prowadzić do sporów, na czas rozstrzygnięcia których nie będzie można tłoczyć gazu przez ten gazociąg. Taki spór o Nord Stream 1 toczył się w sądzie przez sześć lat. Dlatego z polskiego punktu widzenia jest to jakiś sukces.

Projekt nowelizacji przewiduje, że podmorskie części gazociągów na terytorium UE będą podlegały przepisom restrykcyjnego trzeciego pakietu energetycznego. W przypadku odcinka Nord Stream 2, który będzie przebiegał również poza wodami terytorialnymi Niemiec, warunki prawne jego funkcjonowania będą musiały zostać wynegocjowane przez Berlin i Moskwę.

– Zmieniona dyrektywa może opóźnić realizację tej inwestycji, a każdy rok będzie działał korzystnie dla Polski, bo będziemy mogli zwiększać dywersyfikację dostaw – komentuje W.Jakóbik.

Węgiel w Europie najtańszy od 2 lat, ale w Polsce drożeje

Ceny węgla na świecie są najniższe od dwóch lat. Natomiast ceny polskiego węgla są najdroższe od wielu lat i staje się coraz większym kłopotem dla krajowej gospodarki.

Na świecie ceny węgla spadły do ok. 70 USD za tonę. W Polsce wzrosły do ok. 300 zł za tonę. W kopalniach rośnie zatrudnienie i wynagrodzenia. Import jest coraz atrakcyjniejszy.

Koszty w polskim górnictwie coraz bardziej wymuszają zamykanie kopalń.

– Francja, Belgia czy Anglia już od lat nie mają własnych kopalń, a ostatnią w Niemczech zamknięto przed kilkoma miesiącami – mówi w rozmowie z MarketNews24 Bartłomiej Derski, ekspert WysokieNapiecie.pl. – Polska jest jednym z ostatnich krajów w Europie wydobywających węgiel kamienny.

Biznesowa pułapka dla pobłażliwych vs szansa na rozwój. Czym jest zdrowa klientocentryczność?

Czy w dzisiejszych czasach marki wciąż powinny być absolutnie klientocentryczne, czy może jednak wyznacznikiem dojrzałości rynkowej jest umiejętność postawienia granicy użytkownikom? I wreszcie – czy nadmierna pobłażliwość w trosce o odbiorców może zaszkodzić biznesowi? Zdrowa relacja z klientem nie polega bowiem na bezwzględnym dostosowaniu się do jego potrzeb ale na budowaniu partnerskiego dialogu, w którym obie strony czują się zrozumiane.

“Klient nasz Pan” – zwrot ten chyba nigdy nie wyjdzie z mody zarówno w nomenklaturze usługodawców, jak i samych konsumentów. I o ile otwarcie się na realne potrzeby użytkowników przyczynia się do wzrostu ich satysfakcji oraz rozwoju produktu, o tyle zbyt dosłowne stosowanie się do tego starego porzekadła może niestety niejednemu biznesowi skutecznie podciąć skrzydła.

Na szczęście, przedsiębiorcy coraz częściej dostrzegają zagrożenia płynące z całkowitego oddania władzy w ręce konsumentów. Dzieje się tak zwłaszcza w branżach technologicznych i IT – to właśnie tutaj użytkownicy dość chętnie dzielą się swoimi sugestiami co do usprawnienia czy kierunku rozwoju danego systemu, nie zawsze zdając sobie sprawę z tego, że nawet pozornie najmniejsza zmiana silnie oddziałuje na całe oprogramowanie.

Usługodawcy zabierają głos

Choć do niedawna wypowiedzenie umowy przez usługodawcę było wprost nie do pomyślenia, obecnie takie sytuacje zaczynają być dobrą praktyką chroniącą firmę oraz jej pracowników przed niewłaściwym (a często nawet rażącym) zachowaniem klientów. Taka postawa sprzyja propagowaniu idei wzajemnego szacunku oraz uświadamia konsumentom, że w świecie nastawionym na klientocentryczność ostatnie słowo należy do przedsiębiorcy, dla którego zespół pracowniczy jest równie ważny, co zysk ze sprzedaży.

Z doświadczenia w pracy w bankowości wiem, że powiedzenie “klient nasz pan” powoli traci na swojej wartości. Teraz nie tylko klient może zrezygnować z usług, może to zrobić również usługodawca i to nie tylko z tak oczywistego powodu, jak brak opłat za usługi. Coraz częściej to firmy wypowiadają umowy z powodu niestosownego zachowania klientów, do którego zalicza się nierzadko nawet nękanie czy grożenie pracownikom. Z punktu widzenia osób pracujących w działach obsługi klienta to bardzo ważna zmiana, dzięki której można bardziej skupić się na swojej pracy – podkreśla Kamila Gonet, specjalistka ds. obsługi klienta w SaldeoSMART.

Zmiana pokoleniowa

Wydawać by się mogło, że wraz z pokoleniem tzw. Millenialsów nastąpiła ogromna zmiana w postrzeganiu obsługi klienta. I choć z jednej strony rzeczywiście bardziej scyfryzowane pokolenia nie cechują się aż taką roszczeniowością, jak ich poprzednicy, to jednak poza oczekiwaniami wobec standardów obsługi zmianie uległ także sposób samego wyrażania niezadowolenia z usług. Millenialsi dysponują bowiem bardzo potężną bronią, jaką są media społecznościowe.

Klienci sprzed tzw. epoki millenialsów charakteryzują się dość sztywnym podejściem, w myśl którego “skoro płacę, to mogę też wymagać”. I oczywiście mają do tego pełne prawo, pod warunkiem, że ich oczekiwania są w ogóle możliwe do spełnienia. Z kolei większość młodszych konsumentów to świadomi i samodzielni użytkownicy, rozumiejący czym jest partnerski dialog między marką a usługobiorcą. Różnica polega na tym, że zawiedziony przedstawiciel pokolenia Millenialsów nie ma problemu z podzieleniem się swoimi odczuciami w Internecie, co już może bezpośrednio przełożyć się na kryzys wizerunkowy danej marki – dodaje Kamila Gonet.

Warto wspomnieć również tutaj o bardzo popularnym w tej grupie fenomenie personalizacji świadczonych usług. Najwięcej problemów przysparza on bowiem producentom oprogramowania – z jednej strony produkt musi odpowiadać na konkretne potrzeby grupy docelowej, z drugiej natomiast powinien być na tyle uniwersalny aby mogli z niego swobodnie korzystać wszyscy jej przedstawiciele.

To rodzi kolejne wyzwania związane z otrzymywaniem sugestii poprawek czy ulepszeń systemu, które dla użytkowników wydają się być szybkie i proste we wdrożeniu, w rzeczywistości jednak wymagają wielu miesięcy pracy i konieczności spojrzenia na cały program z szerszej perspektywy. Nie wszyscy klienci mają jeszcze świadomość, że za jedną “małą zmianą” stoi nakład pracy analitycznej i szereg ogromnych zmian w systemie, a często również zmiana biznesowej logiki danego działania – podkreśla Edyta Wojtas, wiceprezes zarządu i analityk biznesowy w SaldeoSMART.

Prawidłowa, klientocentryczna relacja marki z klientem powinna polegać na budowaniu zdrowej świadomości konsumenckiej i promowaniu postaw wspierających wzajemny szacunek oraz otwarty dialog. Nic dziwnego, że coraz więcej firm zauważa wymierne korzyści płynące z uprzejmego ale stanowczego stawiania granic swoim użytkownikom – trudno sobie bowiem wyobrazić twardo stąpającego po ziemi usługodawcę, który model biznesowy uzależnia wyłącznie od zdania swoich klientów. I choć oczywiście doświadczenie i zadowolenie klienta wciąż pozostają priorytetem, to jednak warto też zastanowić się nad tym, czy oddanie mu w ręce pełnej władzy nie stoi w sprzeczności z uzyskaniem jego zaufania.

Zarządzanie po polsku, czyli warto inwestować w relacje międzykulturowe

Jak pokazuje raport “The Challenges of Working in Virtual Teams”* prawie 80 proc. specjalistów w globalnych firmach pracuje w zdalnie zarządzanych zespołach, o wysokim stopniu zróżnicowania kulturowego. Cykliczne badania dotyczące tego zagadnienia wskazują, że aż 41% członków zespołu wirtualnego nigdy nie spotkało się bezpośrednio ze swoimi kolegami z pracy**. Ponadto tylko 15% menedżerów, którzy zidentyfikowali się jako liderzy globalnych zespołów wirtualnych, oceniło siebie jako bardzo skutecznych.*** Jak radzą sobie polscy menedżerowie, którzy pełnią rolę szefów rozproszonych, międzynarodowych zespołów w sektorze BPO/SSC?

Maciej Nuckowski członek zarządu Diebold Nixdorf
Maciej Nuckowski, członek zarządu Diebold Nixdorf

Firmy w sektorze BPO/SSC czerpią korzyści z międzynarodowej różnorodności, łącząc ludzi z wielu kultur o zróżnicowanym doświadczeniu zawodowym i różnych perspektywach dotyczących wyzwań strategicznych i organizacyjnych. Sukces wielu z nich, nie byłby możliwy bez udanej współpracy ludzi, często oddalonych od siebie nawet o kilkanaście tysięcy kilometrów. Pomimo dużych wyzwań związanych ze współpracą, to jednak takie zespoły posiadają najlepszą wiedzę funkcjonalną z całego świata, połączoną z głęboką, lokalną znajomością specyfiki rynków.

Firma to ludzie

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez Boston Consulting Group****, polscy menedżerowie posiadają często zagraniczne wykształcenie (42 proc.), w tym także dyplomy Master of Business Administration (20 proc.), a prawie 30 proc. z nich pracowała za granicą zdobywając doświadczenie w kierowaniu firmami o zasięgu globalnym. Nie dziwi więc fakt, że to właśnie coraz więcej polskich członków zarządów obejmuje role o znaczeniu międzynarodowym, które wiążą się z wieloma wyzwaniami dotyczącymi kierowania wirtualnymi oraz różnorodnymi kulturowo zespołami.

Potwierdza to Maciej Nuckowski, członek zarządu Diebold Nixdorf, odpowiadający za obszar obsługi serwisowej dla ponad 30 krajów w ramach centrum usług wspólnych, w skład którego wchodzi ponad 1200 pracowników z kilkunastu krajów, posługujących się kilkudziesięcioma językami takimi jak: rosyjski, słowacki czy węgierski.

Tworzenie zgranego zespołu współpracujących ludzi zawsze jest wyzwaniem, a w przypadku zespołów międzynarodowych działających często wirtualnie jest to dodatkowo spotęgowane. Mój regionalny zespół zarządzający rozmyślnie stworzyłem z sześciu osób z pięciu różnych państw. Poza oczywistą korzyścią z posiadania swojego przedstawiciela bezpośrednio w kluczowych krajach, moim celem było uzyskanie synergii płynącej z różnorakich doświadczeń, które ze sobą wnieśli. Po ponad 1,5 roku współpracy jestem bardzo zadowolony z efektów, mimo wyzwań, jakie niesie ze sobą fizyczna odległość między mną, a moimi ludźmi. Wielokrotnie ten zespół udowodnił, że tworzymy wspólnie zupełnie nową jakość w obliczu skomplikowanych i dynamicznych wyzwań zawodowych.

Kwalifikacje polskich menedżerów potwierdza badanie Boston Consulting Group****, z którego wynika, że jedną z kluczowych umiejętności Polaków jako szefów, jest szybkie dostosowywanie się do sytuacji i błyskawiczne działanie, aby osiągnąć odpowiednie efekty. Tak też postrzegani są Polacy w międzynarodowej firmie Capgemini. Światowy lider w dziedzinie doradztwa, usług technologicznych i transformacji cyfrowej, w Polsce zatrudnia już ponad 8 000 osób. Część z nich na co dzień prowadzi projekty w blisko 40 krajach.
Polscy specjaliści i menedżerowie są bez wątpienia coraz mocniej doceniani w globalnych firmach. Nie odgrywa tu roli narodowość, ale kompetencje, a tego na pewno Polakom nie brakuje. Dobrym przykładem jest polska wiceprezes Capgemini, Dominika Kowalska, która została zaproszona do elitarnego programu Capgemini Gamechangers i jej doświadczenia zawodowe trafią tym samym do katalogu dobrych praktyk firmy w skali globalnej. Polscy eksperci Capgemini wyruszają w podróże po całym świecie, żeby na przykład zarządzać skomplikowanymi operacjami transformacji cyfrowej w globalnych korporacjach. Dominika Nawrocka, Brand Communication Manager Capgemini Polska

Komunikacja wspierana przez technologię

Ponad 80% badanych członków zespołów międzynarodowych*** potwierdza, że komunikacja wirtualna jest trudniejsza niż komunikacja bezpośrednia, a prawie 90% zespołów wirtualnych to zazwyczaj co najmniej dwie kultury. Jednak tylko 22% uczestników badania uczestniczyło w szkoleniach mających na celu zwiększenie efektywności współpracy w zespole działającym zdalnie w różnych krajach.
Kluczowe są pierwsze miesiące współpracy, dlatego zawsze spędzam dużo czasu w kraju, gdzie powstaje trzon zespołu. To pozwala poznać potrzeby poszczególnych osób, a także wypracować odpowiednie nawyki związane przyszłą współpracą. Upewniam się również, że wszyscy jednakowo rozumiemy wspólne cele i kierunki rozwoju. Dopiero wtedy technologia związana np. z teleobecnością, dzięki której pozostali członkowie zespołów mają poczucie prawie realnej obecności kolegów, pokazuje swoje korzyści, aby utrzymać odpowiedni poziom komunikacji w zespole. Maciej Nuckowski, członek zarządu Diebold Nixdorf

Firmy, aby ułatwić realizację trudnego zadania prowadzenia zespołów międzynarodowych oddają do dyspozycji liderów specjalne programy w postaci narzędzi diagnostyczno-analitycznych, które pomagają im scharakteryzować sposoby działania danego pracownika, reprezentującego określoną kulturę na styku współpracy międzynarodowej. To podpowiedź jak pracować z tak zróżnicowanym kulturowo zespole. Ponadto często są przeprowadzane szkolenia dla członków zespołów, w formie prezentacji, które pokazują, jak współpracować w zróżnicowanej kulturowo firmie. Jak wskazuje Michał Sosinka, kierownik Cybersecurity Unit Capgemini Polska, kwestie wielokulturowości muszą być jednak ściśle związane z wartościami organizacji.

Niedawno ukończyliśmy projekt, który wymagał kooperacji z menedżerami w 44 krajach, na sześciu kontynentach i w czterech strefach czasowych, a końcowe rozwiązanie powstało we współpracy na linii Polska-Holandia-Indie. Komunikacja nie stanowiła problemu, bo jako międzynarodowa firma, Capgemini prowadzi globalny model kulturowy. Współpraca z zespołami z całego świata opiera się na wartościach takich jak: honesty, boldness, trust, freedom, fun, modesty oraz team spirit. Dla nas jako pracowników te wartości są istotą grupy Capgemini i tworzą siłę naszych zespołów międzynarodowych. Dzięki nim współpraca z kolegami z Indii, Holandii czy Stanów Zjednoczonych opiera się na wzajemnym szacunku i zaufaniu.

Michał Sosinka, kierownik Cybersecurity Unit Capgemini Polska

Tomasz Stępnik, scrum master w Capgemini Polska wskazuje przy tym na wiele zalet współpracy międzynarodowej:
Przy odpowiednim dobraniu sposobów komunikacji i metod organizacji pracy nawet cztery strefy czasowe mogą stać się bardzo pomocne, ponieważ proces tworzenia projektu trwa wtedy prawie całą dobę. Różnice kulturowe, natomiast, przy właściwym zbudowaniu zespołów i doborze zadań, mogą doprowadzić do efektu synergii.

Tomasz Stępnik, scrum master w Capgemini Polska

Rozwój sektora BPO/SSC to szansa dla polskich menedżerów?
Znacząca rola polskich menedżerów w obszarze BPO/SSC to dobry prognostyk, bo jak wynika z analiz przeprowadzonych przez ABSL**** tempo, w jakim rozwija się w naszym kraju ten sektor cechuje regularny wzrost liczby zatrudnionych pracowników oraz poszerzanie zakresu zadań jakie realizują centra w Polsce. Umiejętność zarządzania zespołami rozproszonymi i międzynarodowymi jest tym bardziej istotna, że aż 86% nowych inwestycji zrealizowanych w Polsce w ostatnim roku dotyczyło centrów zagranicznych, a prognozowane zatrudnienie w sektorze do I kw. 2020 może wynieść nawet 340.000 osób.
Od kilku lat widać wyraźny trend związany z rozwojem międzynarodowych CUW w Polsce, przenoszeniem coraz bardziej zaawansowanych zadań i zespołów właśnie do nas, a kierowanych przez polskich menedżerów. To dobre miejsce pracy dla młodych ludzi znających języki, a także możliwość rozwoju kariery dla doświadczonych menedżerów, bo powstają bardzo różne poziomy struktur SSC, ze względu na wysoką jakość świadczonych usług. Być może w przyszłości będziemy mogli mówić o polskiej szkole zarządzania w sektorze BPO/SSC, w ujęciu międzynarodowym.

Maciej Nuckowski, członek zarządu Diebold Nixdorf

*https://us.experteer.com/magazine/what-are-the-challenges-of-working-in-virtual-teams/
** https://www.rw-3.com/virtual-teams-survey-0
*** https://content.ebulletins.com/hubfs/C1/Culture%20Wizard/LL-2018%20Trends%20in%20Global%20VTs%20Draft%2012%20and%20a%20half.pdf
**** https://absl.pl/wp-content/uploads/2018/06/raport_absl_2018_PL_180527_epub-1.pdf