Silver tsunami – pracownicy 55+ poszukiwani

Na polskim rynku pracy aktywnych zawodowo pozostaje 34% osób między 50 a 64 rokiem życia. Pod względem zatrudniania starszych pracowników, Polska plasuje się na jednym z ostatnich miejsc wśród badanych krajów europejskich.* Liczba ta jednak z roku na rok się zwiększa, stawiając przed pracodawcami pytanie – jak w pełni wykorzystać zawodowy potencjał dojrzałych pracowników?

„Na rynku pracy spotykają się obecnie cztery zupełnie różne pokolenia. Z jednej strony Millenialsi i Pokolenie Z, czyli najmłodsi pracownicy. Przebojowi, otwarci na wyzwania i szukający w miejscu pracy przede wszystkim możliwości rozwoju. Z drugiej tzw. Baby Boomersi i Pokolenie X, ceniący sobie stabilizację i pewność zatrudnienia. Przed pracodawcą trudna droga – w jaki sposób pogodzić interesy różnych grup, by potencjał wszystkich pracowników został w pełni wykorzystany.” – mówi Jolanta Samul-Kowalska, Managing Director w Morgan Philips Group Polska.

Na rynku HR coraz częściej mówi się o zjawisku silver tsunami – obecności doświadczonych pracowników, którzy podczas swojej zawodowej ścieżki znaleźli się w różnych sytuacjach, które ukształtowały ich podejście do pracy. W tym dwucyfrowego bezrobocia, kiedy o etat musieli rywalizować z 10 innymi kandydatami, a utrzymanie zatrudnienia było priorytetem. Przełożyło się to na szereg umiejętności – efektywne zarządzanie swoim czasem, odnajdowanie się w stresowych sytuacjach, rozwiązywanie konfliktów. Z tymi kwestiami często radzą sobie lepiej niż młodsze pokolenia. Wykazują się również większą lojalnością wobec pracodawcy, ponieważ w przeciwieństwie do młodszych pracowników nie czują konieczności nieustannego poszukiwania nowych wyzwań.

Niedostosowanie rynku do dużej grupy pracowników 55+ to poważne straty dla polskiej gospodarki. „Według raportu Golden Age Index, zwiększenie poziomu zatrudnienia dojrzałych pracowników do poziomu takich krajów jak Niemczech, Wielkiej Brytanii czy Szwecji (powyżej 40%) przyniosłoby w długoterminowej perspektywie wzrost PKB aż o maksymalnie 66 mld dolarów.** Na razie brak skutecznych programów wieloźródłowej aktywizacji tej grupy zawodowej, jednak pracodawcy powinni uważnie przyjrzeć się korzyściom wynikającym z zatrudniania różnorodnej wiekowo kadry.” – dodaje Samul-Kowalska.

Pracodawcy nie odwracają się od pracowników 55+. Coraz częściej zatrudniają osoby dojrzałe zawodowo, choć nie odnajdą się oni we wszystkich strukturach. „Bardzo popularne SSC to rynek młodego pokolenia, posługującego się biegle językiem angielskim i innym językiem obcym, gotowego na długotrwałe wyjazdy szkoleniowe i projektowe. Starsi pracownicy najczęściej uczyli się rosyjskiego, są też na innym etapie jeśli chodzi o życie rodzinne i niechętnie widzą przeprowadzki.” – dodaje Samul-Kowalska. „Natomiast są wartościowymi pracownikami w stabilnych obszarach produkcji i IT. Są również dobrze postrzegani na stanowiskach związanych z obsługą klienta.”           

Wszystkie pokolenia mogą wzajemnie się czegoś nauczyć. Pracownik 55+ wnosi do zespołu doświadczenie, pomysły i zaangażowanie w powierzone zadania. W odpowiedzi Millenialsi pokazują, jak usprawnić pracę poprzez doskonałą znajomość narzędzi. Dojrzali pracownicy często potrzebują więcej czasu na nauczenie się wykorzystania nowoczesnych narzędzi w pracy, jednak nie są do nich negatywnie nastawieni. Są zaangażowani, chcą się uczyć i rozwijać, najczęściej są już przystosowani do codziennej pracy. Doskonale sprawdzają się jako mentorzy i w dużej mierze mogą być wzorem dla młodszego pokolenia dzięki swojej wiedzy merytorycznej i umiejętności podejmowania odpowiedzialnych decyzji.

*GUS, raport Osoby powyżej 50. roku życia na rynku pracy w latach 2016-2017, 2018

**PwC, ranking Golden Age Index, 2018

Grupa MOL przejmuje Aurora Group*

  • Przejęcie jest zgodne z założeniami strategii MOL 2030, skupiającej się na rozszerzeniu portfolio petrochemicznego o produkty o wyższej wartości dodanej
  • Współpraca z Aurora wzmocni pozycję MOL jako dostawcy komponentów dla branży motoryzacyjnej
  • MOL i Aurora mają ambitne plany rozwoju biznesowego na terenie Niemiec, jednocześnie widzą potencjał w ekspansji na Europę Środkowo-Wschodnią
  • Ten strategiczny krok współgra z dotychczasowymi inicjatywami MOL w sektorze recyklingu

Grupa MOL ogłosiła podpisanie umowy przejęcia firmy Aurora, zajmującej się recyklingiem i produkcją tworzyw sztucznych w zakładach Baden-Württemberg w Niemczech, strategicznie zlokalizowanych w sąsiedztwie kompleksów zakładów obróbki tworzyw sztucznych oraz fabryk samochodów.

Aurora jest średniej wielkości niemiecką firmą, z siedzibą w Neuenstein, działającą w unikalnym modelu obiegu zamkniętego. Zajmuje się odzyskiem plastiku z odpadów przemysłowych oraz obróbką i przerobem tworzyw sztucznych, w które następnie zaopatruje m.in. przemysł motoryzacyjny. Oferta firmy składa się w dużym stopniu z tworzyw konstrukcyjnych oraz mieszanek polipropylenu na bazie surowców z odzysku.

Dzięki tej inwestycji, MOL poszerzy portfolio produktów o szeroką gamę wysokiej jakości poliamidu, polipropylenu oraz innych wyrobów na bazie surowców z odzysku. Firma uzupełni w ten sposób istniejącą ofertę czystego polipropylenu i polietylenu. Dzięki wykorzystaniu know-how Aurory w zakresie gospodarki obiegu zamkniętego, MOL umożliwi również klientom zwiększenie udziału surowców z odzysku w ich produktach końcowych.

Ferenc Horvath, MOL Group Executive Vice President w segmencie Downstream tak skomentował transakcję: „Zgodnie z założeniami strategii MOL 2030, chcemy stać się jednym z wiodących graczy na rynku chemicznym w Europie Środkowo-Wschodniej. Ta umowa stanowi kolejny krok w tym kierunku. Dzięki współpracy z Aurora możemy dalej rozwijać nasz biznes petrochemiczny, wzmacniając jednocześnie naszą pozycję, jako dostawcy surowców dla sektora motoryzacyjnego. Jako silny gracz na rynku polimerów, planujemy wykorzystać nasz zintegrowany model biznesowy, zachowując elastyczność Aurory, jako niezależnego dostawcy. Jednocześnie profil działalności Aurora jest spójny z naszymi działaniami w branży recyklingu i wzmacnia zaangażowanie MOL w ideę zrównoważonego rozwoju i gospodarki obiegu zamkniętego”.

Dr. György Bacsa, MOL Group Senior Vice President of Group Strategic Operations i Corporate Development dodał: „Cieszymy się z kolejnej inwestycji, która wzmocni naszą pozycję w sektorze petrochemicznym, wspierając realizację strategii rozwoju Groupy MOL. Jesteśmy pewni, że współpraca z naszym nowym partnerem będzie owocna oraz wierzymy w dalszy rozwój sukcesów Aurory jako części Grupy MOL”.

Gerhard Schweinle, założyciel i członek zarządu Aurora: „W Grupie MOL dostrzegamy partnera w dążeniu do zrównoważonego rozwoju i innowacji. Jesteśmy przekonani, że partnerstwo z MOL jest dla nas idealną okazją do rozwoju naszych ambicji w zakresie zrównoważonego rozwoju i ochrony środowiska. Jako część grupy MOL, jednego z wiodących europejskich dostawców polimerów, Aurora będzie poszerzać swoje kompetencje w zakresie przetwarzania tworzyw sztucznych. Nasza szeroka gama produktów wytwarzanych zgodnie z zasadami rozwoju zrównoważonego, połączona z wieloletnim doświadczeniem MOL, pozwolą nam działać na rzecz ochrony zasobów surowcowych i zmniejszenia obciążenia dla środowiska. Wspólnie z MOL będziemy kontynuować sukcesy Aurory i przyśpieszymy nasz rozwój”.

Jednym z fundamentów strategii Grupy MOL 2030 jest rozszerzenie petrochemicznego łańcucha wartości. W związku z tym, do końca następnej dekady MOL planuje zainwestować 4,5 mld USD w projekty petrochemiczne i chemiczne. Compounding oraz recykling tworzyw sztucznych należą do kluczowych obszarów określonych w strategii MOL 2030, natomiast branża motoryzacyjna stanowi sektor strategiczny, w którym zarówno MOL jak i Aurora dostrzegają rosnące zapotrzebowanie na wykorzystywanie materiałów z recyklingu.

Obecnie transakcja oczekuje na niezbędne zgody właściwych organów kontrolnych.

* Aurora Group składa się z Aurora Kunststoffe GmbH, Aurora Kunststoffe VS GmbH i Aurora Kunststoffe Walldürn GmbH.

Niewielka poprawa nastrojów w sektorze MŚP

Odczyt Barometru EFL na II kwartał 2019 roku, w odróżnieniu od wyników trzech poprzednich kwartałów, wskazuje na niewielką poprawę nastrojów w sektorze MŚP. Wyniósł on 54,5 pkt., co oznacza wzrost o 4,6 pkt. kw./kw., nieco wyższy od prognozowanego. Eksperci EFL wskazują, że dynamika wskaźnika nie jest zaskoczeniem, ponieważ od początku realizacji pomiarów (od 2015 roku) wyniki II kwartału są zawsze lepsze od pierwszych wyników rocznych. Jednocześnie zwracają uwagę, że pomiar jest mniej optymistyczny niż odczyty II kwartału z poprzednich lat, co może wskazywać, że miko, mali i średni przedsiębiorcy obawiają się wyhamowywania koniunktury.

Trwająca od II kwartału minionego roku tendencja spadkowa, która sprawiła, że w poprzednim pomiarze po raz pierwszy główny odczyt Barometru EFL spadł poniżej granicy OR[2] 50 pkt. (49,9 pkt.), została przerwana. Jednak pomimo wzrostu głównego indeksu Barometru EFL o 4,6 pkt. kw./kw., warto odnotować, że w porównaniu z II kw. 2018 roku, obecny wynik jest niższy o 6,7 pkt.

Radosław Kuczyński Prezes Zarządu EFL
Radosław Kuczyński Prezes Zarządu EFL

Prezes EFL podkreśla, że w porównaniu do analogicznych okresów rok do roku, wciąż utrzymuje się różnica ok. 6,8-6,9 pkt. – W tym roku, podobnie jak w latach poprzednich, obserwujemy wzrost nastrojów pomiędzy I kwartałem, najbardziej pesymistycznym, a kwartałem II, który jest najbardziej optymistyczny w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Obecny odczyt głównego indeksu Barometru EFL, który jest wyższy od prognozowanego, to zasługa przede wszystkim dobrych sygnałów płynących z polskiej gospodarki. Spowolnienie, o którym mówili ekonomiści powinno być znacznie łagodniejsze niż się wydawało. Podwyższona została prognoza PKB dla Polski z zapowiadanego poziomu 3,7 do 4,3 proc. Ponadto, już po pierwszym kwartale widzimy, że polski przemysł wykazuje się znaczącą odpornością na spowolnienie za granicą, co ma stabilizować koniunkturę w najbliższych miesiącach. Do tego pozytywnie zaskoczyły dane miesięczne dotyczące produkcji i sprzedaży detalicznej za pierwsze trzy miesiące – powiedział Radosław Kuczyński, prezes EFL.

Jednocześnie dodaje: – Dla nas jednak kluczowe będą wyniki odczytów z nadchodzących kwartałów, aby stwierdzić, czy mamy do czynienia z chwilową poprawą nastrojów wśród przedsiębiorców czy stałym trendem. Tym bardziej, że dane historyczne wskazują na to, że wyniki III i IV kwartału są zazwyczaj niższe od wyników II kwartału – dodał prezes EFL.

Sprzedaż nakręca przedsiębiorców

O wzroście poziomu głównego indeksu Barometru EFL zdecydował wysoki odsetek przedsiębiorców spodziewających się wzrostu sprzedaży – jeden z trzech najwyższych w historii badania. Wynosi on 40 proc. , co oznacza, że jest niemal dwa razy wyższy od tego z I kwartału br. (17 proc.), ale równocześnie jest wciąż o 4,2 pkt. proc. niższy od rekordowego wyniku z początku ubiegłego roku.

Optymizm w kontekście sprzedaży deklarują wszystkie firmy z sektora MŚP. Przy czym należy zwrócić uwagę, że największy wykazują firmy średnie. Blisko 50 proc. (48,3 proc.) przewiduje wzrost sprzedaży. W przypadku małych firm na większe zamówienia liczy prawie 40 proc. (39,3 proc.), a w mikro 36 proc.

Inwestycje jeszcze nie ruszą

W przypadku oceny planowanych inwestycji odsetek optymistów wyniósł 21,2 proc.. Oznacza to blisko 3 pkt. wzrost w stosunku do poprzedniego kwartału i odwrócenie trwającej od II kw. 2018 roku tendencji spadkowej. Jednak nadal jest to jeden z najniższych wskaźników w historii badania. Porównując z najwyższym wskaźnikiem z IV kw. 2017 roku różnica ta wynosi ponad 20 pkt. (41,4 proc.). Największymi optymistami w kontekście inwestycji są firmy średnie (25,8 proc.), następnie firmy mikro (24,2 proc.). Firmy małe charakteryzują się najniższym odsetkiem optymistów (17 proc.).

Warto dodać, że największa część firm nie spodziewa się żadnych zmian w obszarze inwestycji (43,4 proc.), a co czwarta oczekuje ich zmniejszenia (28 proc.). Odsetek pesymistów jest największy wśród małych firm – taką deklarację złożyło blisko 40 proc. respondentów.

Złoty nie traci wigoru, kurs euro testował już 4,27

Początek nowego tygodnia przyniósł dalsze umocnienie złotego. Pozostając pod wpływem pozytywnych doniesień zarówno z kraju jak i globalnych, w poniedziałek kurs EUR/PLN otarł się o poziom 4,27 czemu sprzyjały notowania euro powyżej 1,13 USD.

Inwestorzy pozytywnie odnieśli się do informacji o możliwym zwiększeniu przez Chiny wymiany handlowej z krajami Europy Środkowej oraz komentarzy Sekretarza Skarbu USA, S.Mnuchina, który poinformował, że amerykańsko-chińskie negocjacje handlowe zbliżają się ku końcowi. Do tego chiński bank centralny poinformował, że w pierwszym kwartale pojawiły się sygnały wskazujące na poprawę kondycji gospodarki Państwa Środka i powtórzył zobowiązanie utrzymania ostrożnej polityki monetarnej i zagwarantowania płynności na rynku międzybankowym. Teraz rynki wyczekiwać będą na środową publikację dynamiki PKB Chin za pierwszy kwartał 2019 roku, chcąc przekonać się, czy potwierdzą one, że stymulacja fiskalna i monetarna władz w Pekinie rzeczywiście daje już o sobie znać.

W kraju GUS opublikował wczoraj ostateczne dane inflacyjne za marzec, potwierdzając wstępny odczyt CPI na poziomie 1,7% r/r. W ocenie ekonomistów Banku za wzrost cen odpowiadają komponenty bazowe, ale też ceny żywności i paliw. Dane o inflacji bazowej NBP opublikuje we wtorek. Choć oczekiwany wzrost inflacji bazowej (do 1,3% r/r z 1,0% r/r w lutym) będzie wspierał dalszy wzrost indeksu CPI, dla RPP nie będzie argumentem za zmianą obecnej polityki monetarnej, pomimo, że może ożywić dyskusję o podwyżkach stóp NBP. Czwartkowa publikacja minutes z kwietniowego posiedzenia RPP powinna potwierdzić możliwą stabilizację stóp na niezmanionym poziomie w najbliższych kwartałach (co najmniej do końca 2020 roku).

Na polskim rynku dłużnym obserwowaliśmy w poniedziałek tendencję spadkową rentowności obligacji skarbowych. Spadły również miary ryzyka kredytowego, gdzie ASW w sektorze 10-letnim powróciły poniżej 50 pb, zdecydowanie powyżej szczytów z drugiej połowy marca. Wśród czynników wspierających taki ruch znalazła się piątkowa ocena ze strony agencji S&P, która podobnie jak wcześniej Fitch, nie zdecydowała się na zmianę oceny, a ton komentarza nie wskazywał na rosnące obawy. Na piątek przegląd ratingu zaplanowała agencja Moody’s, gdzie również nie jest oczekiwana zmiana oceny z obecnego poziomu A2.

Negatywnego wpływu na rynek dłużny nie wywierały również informacje na temat założeń wobec wskaźników gospodarczych w 2019 roku. Jak poinformowała minister T.Czerwińska w zaktualizowanym planie konwergencji założono wzrost PKB o 4,0%, a deficyt fiskalny na poziomie 1,7%, podczas gdy w uchwalonej ustawie budżetowej wskaźniki te wynosiły odpowiednio 3,8% oraz 1,7%. Również planowane zmiany w systemie emerytalnym (transfer środków z OFE do IKE lub ZUS) może być postrzegany, jako sprzyjający wycenom obligacji skarbowych, w związku z możliwością alokacji środków również w instrumenty dłużne.

Wykres dnia: Notowania ASW odsunęły się od szczytów z marca.

Notowania ASW odsunęły się od szczytów z marca
Źródło: Thomson Reuters

Autorzy / Źródło: Joanna Bachert, Arkadiusz Trzciołek / PKO Bank Polski

„Dom pod ochroną” – raport o ubezpieczeniach nieruchomości

Polacy dbają o bezpieczeństwo własnych czterech kątów i coraz świadomiej podchodzą do wyboru ochrony ubezpieczeniowej dla domu lub mieszkania. Na zakup polisy wydają najczęściej między 100 a 200 zł rocznie – wynika z raportu „Dom pod ochroną” o ubezpieczeniach nieruchomości, przygotowanego na zlecenie Grupy Europa przez ARC Rynek i Opinia.

Ubezpieczanie własnego domu lub mieszkania jest już w Polsce standardem – taki wniosek płynie z badania „Dom pod ochroną”, które na zalecenie Grupy Ubezpieczeniowej Europa zrealizowała firma ARC Rynek i Opinia. Jego celem było sprawdzenie, jak właściciele nieruchomości podchodzą do ochrony ubezpieczeniowej własnych czterech kątów.

Raport wskazuje, że zdecydowana większość z nich – blisko 80 proc. – kupuje ubezpieczenia nieruchomości. Decyduje się na ten krok, bo ceni spokój i bezpieczeństwo, jaki daje dobra polisa – 81 proc. badanych przyznaje, że własny dom po prostu opłaca się ubezpieczyć. Dla 33 proc. motywacją do zakupu polisy jest obawa przed kosztami potencjalnej szkody, a 13 proc. w przeszłości miało szkodę mieszkaniową i po niej doceniło fakt posiadania zabezpieczenia finansowego w postaci ubezpieczenia. Natomiast 14 proc. właścicieli nieruchomości (ankietowani mogli wskazać więcej niż jedną odpowiedź) kupuje ubezpieczenie, bo potrzebuje go jako zabezpieczenia kredytu mieszkaniowego.

Mimo tych wszystkich zalet nadal co piąty właściciel domu lub mieszkania nie decyduje się na zakup polisy mieszkaniowej.  W tej grupie dominują osoby o najniższych dochodach, mieszkający na wsi i posiadający podstawowe wykształcenie. Jako główne powody braku polisy wskazują jej wysoką cenę oraz brak zaufania do instytucji ubezpieczenia.

Co ubezpieczamy w domu?

Właściciele nieruchomości, którzy decydują się na zakup ubezpieczenia, najczęściej chronią ruchomości domowe (81 proc. wskazań) oraz mury i stałe elementy wyposażenia (73 proc.). Ochronę ruchomości najchętniej wybierają osoby, mieszkające w lokalach spółdzielczych. Natomiast w przypadku właścicieli domów jednorodzinnych i mieszkań własnościowych w budynkach wielorodzinnych częściej wskazywanym elementem ubezpieczenia jest ochrona murów.

Inne, popularne rodzaje ochrony w polisie mieszkaniowej to OC w życiu prywatnym (posiada go 64 proc. badanych), które chroni właścicieli nieruchomości przed skutkami finansowymi szkód wyrządzonych osobom trzecim oraz home assistance (33 proc.), dające dostęp do fachowców w przypadku domowej awarii. Dla 47 proc. istotna jest także ochrona przed skutkami kradzieży z włamaniem. Połowa badanych wskazuje, że ich ubezpieczenie chroni od wszystkich najważniejszych dla nich ryzyk, czyli zalicza się do kategorii ubezpieczeń all-risk.

Z badania wynika, że posiadanie ubezpieczenia stało się już dobrym nawykiem. Ponad połowa badanych przyznaje, że ich cztery kąty są ubezpieczone nieprzerwanie od co najmniej ośmiu lat. 74 proc. właścicieli nieruchomości kupuje polisy mieszkaniowe na okres jednego roku. Pozostali korzystają z możliwości zawarcia ubezpieczenia na dłuższy okres – w tej grupie dominują osoby, zamieszkujące w lokalach spółdzielczych.

Jak kupujemy ubezpieczenie nieruchomości?

Podczas badania zapytaliśmy także właścicieli nieruchomości, gdzie kupują ubezpieczenie. Pod tym względem nie ma zaskoczenia – 69 proc. badanych, którzy posiadają polisę, wskazało agenta ubezpieczeniowego. Pozostali ubezpieczenie kupili: w Internecie (12 proc.), za pośrednictwem banku (7 proc.) lub spółdzielni mieszkaniowej (5 proc.).

Sprawdziliśmy, jakie kanały sprzedaży są najpopularniejsze wśród właścicieli domów, mieszkań w bloku oraz spółdzielców. 80 proc. właścicieli domów kupuje ubezpieczenie u agentów. W przypadku spółdzielców drugim najpopularniejszym – po agencie – kanałem sprzedaży jest spółdzielnia mieszkaniowa. Nabycia polisy za jej pośrednictwem deklaruje prawie 20 proc. ankietowanych spółdzielców. Właściciele mieszkań w domach wielorodzinnych także najchętniej kupują ubezpieczenie u agentów, ale co piąty z nich robi to już samodzielnie w Internecie. Na zakup on-line najczęściej decydują się osoby z dużych miast (25 proc. tej grupy ubezpiecza nieruchomość w sieci) oraz osoby o wyższych niż przeciętne dochodach (30 proc.).

Najczęściej na zakup ubezpieczenia właściciele nieruchomości wydają między 101 a 200 zł rocznie (29 proc. wskazań) oraz między 201 a 300 zł rocznie (27 proc.). Najmniej za ubezpieczenie płacą spółdzielcy, natomiast najwięcej właściciele domów jednorodzinnych – 34 proc. z nich na ubezpieczenie przeznacza 300-500 zł rocznie.

Kiedy korzystamy z polisy

Właściciele nieruchomości doceniają szeroki zakres ochrony, który oferują polisy mieszkaniowe. 60 proc. ankietowanych (i ponad 70 proc. osób mieszkających w budynkach wielorodzinnych) deklaruje, że ich ubezpieczenie najbardziej przyda się w przypadku zalania. Inne wskazywane rodzaje szkód to: pożar – 58 proc., kradzież z włamaniem – 47 proc., szkody spowodowane wichurami – 46 proc., przepięcia – 37 proc., powódź – 37 proc. oraz różnego rodzaju dewastacje – 31 proc. Właściciele domów jednorodzinnych najbardziej obawiają się pożarów oraz szkód spowodowane przez wichury. Natomiast na kradzieże z włamaniem najczęściej wskazują osoby mieszkające w lokalach spółdzielczych (55 proc.).

Z naszych doświadczeń wynika, że najczęściej zgłaszanymi szkodami z ubezpieczeń nieruchomości są zalania – zarówno własnego mieszkania, jak i sąsiadów – oraz szkody spowodowane przez silne, huraganowe wiatry, z którymi coraz częściej borykamy się w Polsce. Przy wyborze ubezpieczenia warto zwrócić uwagę na zakres ochrony i sprawdzić, czy odpowiada naszym potrzebom i chroni przez zdarzeniami, których się obawiamy
-– mówi Monika Ziółkowska, ekspert ds. ubezpieczeń nieruchomości w Grupie Europa.

W sierpniu 2018 roku Grupa Europa wprowadziła do oferty ubezpieczenia nieruchomości, które są dostępne na stronie internetowej: www.tueuropa.pl. Ubezpieczyciel oferuje pięć produktów mieszkaniowych: ubezpieczenie dla właścicieli domów jednorodzinnych MyHouse, ubezpieczenie dla właścicieli mieszkań w domach wielorodzinnych MyFlat i pakiet home assistance Home Experts. Rynkową nowością są produkty stworzone z myślą o osobach, kupujących mieszkania pod najem oraz osobach je najmujących (lokatorach).

Ubezpieczenie MyProperty to produkt stworzone z myślą o ochronie mieszkania przeznaczonego na wynajem. W wersji podstawowej oferuje ochronę wyposażenia nieruchomości oraz ruchomości do kwoty 250 tys. zł przed dewastacją, zdarzeniami losowymi czy pożarem. Klient może także ubezpieczyć całą nieruchomość (np. na potrzeby kredytu bankowego) do wartości 1,5 mln zł. W ramach opcji dodatkowych do wyboru ma m.in. ubezpieczenie OC wynajmującego, ubezpieczenie utraty zysku z najmu czy asystę prawną, która może być przydatna podczas potencjalnego sporu z lokatorami.

Ubezpieczenie MyRent to ochrona dla najmujących mieszkanie. Jej podstawowe elementy to ubezpieczenie wyposażenia nieruchomości i wszystkich ruchomości należących lokatora do kwoty 250 tys. zł. Przydatnym elementem jest także home assistance, dzięki któremu najemca ma dostęp do wsparcia ze strony np. hydraulika czy elektryka i w przypadku awarii nie musi w tym zakresie być uzależniony od dobrej woli i wolnego czasu wynajmującego. Podobnie jak MyProperty, ubezpieczenie MyRent oferuje szereg dodatkowych opcji, pozwalających dopasować poziom ochrony do potrzeb klienta. Najważniejsze z nich to: ubezpieczenie OC najemcy, ochrona szyb i innych szklanych przedmiotów oraz asysta prawna.

Badanie „Dom pod ochroną” zostało przeprowadzone w marcu 2019 roku metodą wywiadów internetowych CAWI na ogólnopolskiej próbie 535 osób. W badaniu uczestniczyły osoby, które ukończyły 25 lat, są właścicielami nieruchomości i podejmują decyzją o jej ubezpieczeniu.

Dassault Systèmes przejmuje elecworks od Trace Software

— Dassault Systèmes (Euronext Paris: #13065, DSY.PA) ogłosił podpisanie umowy, na mocy której nabędzie od firmy Trace Software International, producenta rozwiązań programowych i usług dedykowanych inżynierii przemysłowej, linię oprogramowania elecworks do projektowania elektrycznego i automatyki. Dzięki porozumieniu do Dassault Systèmes dołączy zespół 21 wykwalifikowanych specjalistów. Nabycie aktywów elecworks usprawni i wzmocni rozwój zintegrowanego rozwiązania mechatronicznego Dassault Systèmes na platformie 3DEXPERIENCE oraz pomoże użytkownikom SOLIDWORKS odpowiadać na wyzwania związane z projektem elektrycznym inteligentnych produktów.

Poprzez umowę przeniesienia aktywów Dassault Systèmes przejmie w 100% linię produktów Trace Software elecworks wraz z własnością intelektualną. Do Dassault Systèmes dołączy zespół 21 programistów, inżynierów wsparcia technicznego i inżynierów ds. zapewnienia jakości zajmujących się schematami elektrycznymi. Oprogramowanie elecworks umożliwi projektowanie schematów, elektrycznych paneli sterowania oraz okablowania, co stanowi podstawę aplikacji SOLIDWORKS Electrical od Dassault Systèmes. Umożliwi to mechanicznym i elektrycznym zespołom poprawę współpracy i dostarczanie wyższej jakości projektów. Zakup aktywów obejmuje także bibliotekę ponad pół miliona symboli elektrycznych i danych producentów, powszechnie używanych podczas projektowania komponentów elektrycznych.

Wraz ze wzrostem zapotrzebowania na inteligentne produkty, Dassault Systèmes zaspokaja potrzeby użytkowników SOLIDWORKS, integrując metody, które usprawnią projektowanie mechatroniki i pomogą  wykorzystać zalety platformy 3DEXPERIENCE – powiedział Gian Paolo Bassi, CEO, SOLIDWORKS, Dassault Systèmes. – Zespół programistów elecworks wnosi kompetencje, które już przyczyniły się do sukcesu aplikacji SOLIDWORKS Electrical. Cieszymy się, ponieważ dzięki nim adresujemy potrzeby rynku małych i średnich firm o szacowanej wartości 400 mln dolarów, które wprowadzają innowacje w dzisiejszym Renesansie Przemysłu.

Internet Doświadczeń – inteligentne i autonomiczne doświadczenia, które cyfrowo łączą produkty, naturę i życie w świecie rzeczywistym – zasilany jest przez rozwijający się rynek inteligentnych i połączonych urządzeń, których liczba szacowana jest na 30 mld do 2020 roku. Firmy z branży high-tech, urządzeń przemysłowych, energetyki i innych gałęzi przemysłu muszą zintegrować nowe czujniki, elementy sterujące i możliwości swoich inteligentnych produktów, aby z powodzeniem dostarczać te doświadczenia. Niespójny proces projektowania mechanicznego i elektrycznego może skomplikować rozwój produktu.

Dzięki elecworks, Dassault Systèmes może usprawnić rozwój aplikacji SOLIDWORKS Electrical i projektowanie nowych rozwiązań na platformie 3DEXPERIENCE poprzez łączenie najlepszych praktyk, technologii projektowania elektrycznego oraz aplikacji mechanicznych SOLIDWORKS w ramach spójnego zarządzania badaniami i rozwojem. Tysiące użytkowników SOLIDWORKS, którzy chcą korzystać z atrakcyjnych cenowo aplikacji projektowania elektroniki do cyfrowej transformacji procesu projektowania elektrycznego, skorzystają z rozszerzeń w obszarze schematów elektrycznych i dokumentowania, projektowania opartego na bazach danych, usprawnienia obiegu pracy aplikacji 3D i zarządzania zmiennymi projektów.

Trace Software International jest partnerem aplikacji SOLIDWORKS od 1997 r. oraz dostawcą oprogramowania do projektowania systemów elektrycznych dla klientów SOLIDWORKS. W 2012 r. Dassault Systèmes nawiązał z firmą strategiczne partnerstwo w celu integracji i sprzedaży technologii elecworks pod nazwą aplikacji SOLIDWORKS Electrical.

Transakcja przeniesienia aktywów zakończyła się w marcu  2019 r.

Najtańsze OC, AC, NNW w I kw. 2019 r. – ranking

Marzec 2019 r. to kolejny miesiąc, w którym porównywaliśmy koszt polis komunikacyjnych. Warto dowiedzieć się, czy początek wiosny przyniósł zmiany rankingowe. Dodatkowo prezentujemy wyniki z całego I kw. 2019 r.   Ubea ranking marzec 19 16.04 – infografika

Jak są porównywane zakłady ubezpieczeń?

Zwycięzcy rankingu Ubea.pl z marca 2019 roku, podobnie jak poprzednio musieli uzyskać największą liczbę punktów. Każdy zakład ubezpieczeń oceniono przyznając mu notę wynoszącą od 0,00 punktów do 5,00 punktów. „Najniższy wynik oznacza, że dany ubezpieczyciel we wszystkich pojedynczych porównaniach (uwzględniających tę firmę), ulokował się na ostatniej pozycji. Towarzystwo ubezpieczeń uzyskujące najwyższą liczbę punktów (5,00 pkt.), musiałoby zająć pierwsze miejsce w każdej kalkulacji z jego udziałem. Takie skrajne wyniki są jednak czysto teoretyczne. W rzeczywistości ubezpieczyciele osiągają zwykle wyniki na poziomie 2,00 punktów – 4,00 punktów” – tłumaczy Paweł Kuczyński, prezes porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl.

Początek wiosny okazał się udany dla Avivy

Dzięki danym Ubea.pl można sprawdzić, którzy ubezpieczyciele na początku wiosny kusili kierowców najtańszymi polisami komunikacyjnymi. Pomiędzy 1 marca i 31 marca 2019 roku, na cenowe wyróżnienie zasłużyły następujące zakłady ubezpieczeń:

  • You Can Drive – 4,13 pkt. w rankingu polis OC
  • Link4 – 3,94 pkt. w rankingu pakietów OC + NNW
  • Aviva – 4,40 pkt. w rankingu pakietów OC + AC
  • Aviva – 4,39 pkt. w rankingu pakietów OC + AC + NNW

Można stwierdzić, że marzec 2019 r. na pewno był miesiącem pomyślnym dla Avivy. Wspomniany ubezpieczyciel zdołał bowiem wyprzedzić Link4 w ważnej kategorii OC + AC. Jeżeli dodamy do tego pierwsze miejsce dotyczące pakietów OC + AC + NNW, to okaże się, że Aviva zdominowała marcowy ranking. „Opisywana sytuacja nie powinna wzbudzać zdziwienia bo ten zakład ubezpieczeń już od dawna utrzymuje się w rankingowej czołówce. Aviva zwykle nie lokuje się poniżej czwartego lub piątego miejsca” – dodaje Andrzej Prajsnar, ekspert porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Oprócz awansu Avivy na pierwszą pozycję w rankingu OC + AC i spadku You Can Drive w rankingu OC + NNW na drugie miejsce (wcześniej pierwsza pozycja ex aequo), eksperci porównywarki Ubea.pl nie odnotowali ważnych marcowych zmian. Awanse lub spadki ubezpieczycieli w rankingowej klasyfikacji rzadko przekraczały jedną pozycję. „Taka sytuacja świadczy o rynkowej stabilizacji i pokrywa się z wynikami barometru Ubea.pl. Sugerują one, że marzec 2019 r. pod względem cenowym był na rynku obowiązkowego OC znacznie spokojniejszy od poprzedniego miesiąca” – komentuje Paweł Kuczyński, prezes porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

You Can Drive przoduje w ujęciu kwartalnym

Koniec kwartału zawsze stanowi dla analityków Ubea.pl dobrą okazję do podsumowania poprzednich trzech miesięcy. Takie podsumowanie polega na zsumowaniu wyników trzech miesięcznych rankingów. Po wykonaniu odpowiednich kalkulacji okazało się, że od stycznia do marca 2019 r. najwięcej punktów w poszczególnych kategoriach zebrały następujące zakłady ubezpieczeń:

  • You Can Drive – 12,46 pkt. na 15,00 pkt. możliwych do zdobycia w rankingu polis OC
  • You Can Drive – 11,94 pkt. na 15,00 pkt. możliwych do zdobycia w rankingu pakietów OC + NNW
  • Link4 – 13,05 pkt. na 15,00 pkt. możliwych do zdobycia w rankingu pakietów OC + AC
  • Aviva – 13,12 pkt. na 15,00 pkt. możliwych do zdobycia w rankingu pakietów OC + AC + NNW

Jeżeli chodzi o porównywalne wyniki dla poprzedniego kwartału (IV kw. 2018 r.), to zostały one zaprezentowane poniżej. Według danych Ubea.pl z października, listopada oraz grudnia 2018 roku, najwięcej punktów uzyskali następujący ubezpieczyciele:

  • You Can Drive – 12,74 pkt. na 15,00 pkt. możliwych do zdobycia w rankingu polis OC
  • Aviva – 11,76 pkt. na 15,00 pkt. możliwych do zdobycia w rankingu pakietów OC + NNW
  • Link4 – 12,86 pkt. na 15,00 pkt. możliwych do zdobycia w rankingu pakietów OC + AC
  • Aviva – 12,87 pkt. na 15,00 pkt. możliwych do zdobycia w rankingu pakietów OC + AC + NNW

Porównanie informacji dotyczących IV kw. 2018 r. oraz I kw. 2019 r. wskazuje, że szczególne powody do zadowolenia ma firma Ergo Hestia będąca właścicielem marki You Can Drive. To właśnie wspomniana marka okazała się nowym liderem w kategorii pakietów OC + NNW. Warto jednak pamiętać, że polisy OC oraz pakiety You Can Drive są dostępne tylko dla młodych kierowców. „Jeśli chodzi o ofertę dla wszystkich właścicieli aut, to warto wyróżnić Link4. Ten ubezpieczyciel po podsumowaniu kwartalnych wyników (I kw. 2019 r.) zajął bowiem drugie miejsce w kategoriach OC i OC + NNW” – podsumowuje Andrzej Prajsnar, ekspert porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Lekkie umocnienie dolara, złoty stabilny

Zmierzając ku Wielkanocy rynki finansowe pozostają w wąskich zakresach wahań. Na rynku walutowym widać lekkie umocnienie dolara, a także presję na AUD po gołębich minutkach RBA. Złoty jest stabilny blisko 3-miesięcznych szczytów względem euro. Po ubogim poniedziałku rozkręca się kalendarz publikacji makro.

Po tym, jak unijni liderzy uzgodnili odroczenie brexitu o ponad 6 miesięcy, zmienność na rynku funta wyraźnie się obniżyła. Z horyzontu zniknęło ryzyko natychmiastowego rozwodu z UE bez zatwierdzonych warunków, ale nadal pozostaje wielomiesięczna niepewność czy politycy w Wielkiej Brytanii dojdą do konsensusu. Zapas czasu do końca października podnosi nawet ryzyko, że w przypadku impasu brytyjski parlament zdecyduje się na rozpisanie nowych wyborów. Jest to ostateczne rozwiązanie, ale niepopularne, gdyż zmusza od udziału w wyborach do Europarlamentu. Wciąż wymarzonym rozwiązaniem jest wypracowanie porozumienia i opuszczenie UE przed 22 maja. Brytyjscy posłowie udali się na świąteczną przerwę w obradach, co odsuwa w cień temat brexitu przynajmniej do 23 kwietnia. Nadal jednak trwają międzypartyjne rozmowy premier May z liderem Partii Pracy Corbynem i choć osoby zbliżone do rozmów mówią o progresie, nic nie wiadomo, czy ten postęp to duże skoki czy drobne kroczki.

Ten tydzień pozwala na chwilę zapomnieć o politycznych gierkach i przeanalizować, jak przeciągana niepewność przekłada się na gospodarkę. Dziś otrzymamy raport z brytyjskiego rynku pracy, jutro – dane o CPI, a w czwartek – sprzedaż detaliczną. Rynek pracy prezentował się solidnie już od jakiegoś czasu. Zatrudnienie kwartalnie wzrastało o ok. 200 tys., stopa bezrobocia na 3,9 proc. jest poniżej poziomu równowagi, a liczba wolnych wakatów pozostaje w trendzie wzrostowym. Dynamika wynagrodzeń jest istotnie powyżej inflacji i stwarza ryzyko nasilenia presji na ceny. Ale ostatnio dane były ignorowane w oparciu o założenie, że nic nie będzie się liczyć, jeśli zdarzy się czarny scenariusz brexitu. Dziś może być inaczej i przy dobrych danych rynek znajdzie argumenty, by odłączyć od funta premię za ryzyko polityczne (przynajmniej do krótkoterminowej spekulacji). Albo to, albo pojawi się katalizator dla wycofania czerstwych krótkich pozycji, które zostały na rynku celem korzystania na panice wokół brexitu.

Poza danymi z Wielkiej Brytanii kalendarz we wtorek oferuje dużo więcej. W Niemczech indeks ZEW pokaże, czy inwestorzy widzą już światełko na końcu tunelu dla największej gospodarki Eurolandu. EUR buduje bazę do odbicia i każdy powód będzie skrzętnie wykorzystany. Z Polski inflacja bazowa prawdopodobnie przyspieszy do 1,3 proc. r/r z 1 proc., choć nie wzruszy to stanowiskiem RPP, a zatem i złotym. Z Kanady otrzymamy dane o produkcji sprzedanej przemysłu, a z USA odczyt produkcji przemysłowej. CAD będzie bardziej wrażliwy niż USD. W nocy w centrum uwagi będzie CPI z Nowej Zelandii. Oczekiwania przeważają po stronie gorszego odczytu, na co rynek już się nastawia wyceną 30 proc. szans cięcia stopy OCR na najbliższym posiedzeniu w maju. Zatem większym zaskoczeniem będzie mocny odczyt, który wyzwoliłby kapitulację inwestorów z krótkich pozycji.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Amazon szansą dla polskiej branży kosmetycznej

Potencjał sprzedaży kosmetyków na brytyjskim Amazonie w 2019 r. to 264 mln funtów, tj. około 1,32 mld zł – wynika z raportu firmy EUBRAND, specjalizującej się we współpracy z producentami, którzy chcą rozwijać sprzedaż przez Amazon. Tymczasem polskie marki kosmetyczne nie wykorzystują szansy, jaką jest największy kanał handlu online w Europie i na świecie. Rodzime firmy z branży beauty w większości nie prowadzą samodzielnie sprzedaży na Amazon, nie kontrolują oferty produktowej, ani nie zajmują się prezentacją swoich marek. Obrót kosmetykami z Polski za pośrednictwem Amazon zazwyczaj prowadzą hurtownicy, którzy walczą ceną i nie skupiają się na wizerunku poszczególnych marek czy produktów.

– W Europie największym sprzedawcą online jest Amazon, a jego głównym rynkiem na kontynencie jest Wielka Brytania. Amazon.co.uk odpowiada za 33% brytyjskiej sprzedaży e-commerce, która w 2018 r. sięgnęła łącznie 178 mld euro. Jednocześnie wartość sprzedaży przez tę platformę przyrasta tak szybko, że według prognoz do 2021 r. ma się stać największym sprzedawcą na całym europejskim rynku detalicznym, a nie tylko online. Trudno więc myśleć o eksporcie na Europę nie uwzględniając w tych planach Amazona – mówi Urszula Nowicka, partner w EUBRAND.

Jedną z kluczowych kategorii na Amazon jest beauty, a jej potencjał w 2019 r. jest szacowany przez EUBRAND na blisko 264 mln funtów, w tym 88 mln funtów przypada na produkty do pielęgnacji włosów (hair care), 55 mln funtów to pielęgnacja skóry (skin care) oraz 32 mln funtów – kosmetyki do ciała (bath & body). W sekcji beauty są obecne również polskie marki – te najbardziej rozpoznawalne oraz młode, dopiero walczące o swój udział w rynku i portfelu klientów.

Krajowe marki kosmetyczne coraz lepiej radzą sobie za granicą. W zeszłym roku eksport w tej branży zwiększył się o 9,5%. Rodzimi producenci dbają o jakość, skład, opakowania. W efekcie zagraniczni konsumenci przekonują się do polskich marek, zwłaszcza, że te oferują dobrą relację jakości do ceny. W tym kontekście ogromną szansę stanowi rynek online, zwłaszcza wobec tradycyjnego handlu, w którym karty są rozdane między globalne koncerny kosmetyczne. W przeciwieństwie do niego Amazon jest bowiem kanałem dużo bardziej demokratycznym.

– W kategorii beauty jest duże rozproszenie marek. Poszczególne podkategorie charakteryzują się stosunkowo niską koncentracją i brakiem zdecydowanych liderów. W trakcie analizy top 100 produktów w kluczowych podkategoriach kosmetycznych naliczyliśmy ponad 1600 marek. To oznacza, że na Amazon każda marka ma szansę zaistnieć i dotrzeć do ogromnego rynku zbytu. Trzeba jednak wyróżnić się spośród tysięcy innych produktów. Sam Amazon daje  do tego narzędzia, ale większość polskich producentów  z nich nie korzysta, ponieważ są obecni na tej platformie jedynie poprzez dystrybutorów. Hurtownie zaś wystawiają setki produktów i najczęściej nie mają zasobów, know-how, ani też potrzeby, by dbać o wizerunek poszczególnych ofert. To przekłada się na niższą sprzedaż – stwierdza, Jakub Milewski, partner w EUBRAND.

Tymczasem brytyjski czy niemiecki klient, z portfelem zdecydowanie zasobniejszym od polskiego, kosmetyki kupuje chętnie i impulsowo. Ważna jest więc klarowna prezentacja produktu, ułatwiająca szybkie podjęcie decyzji. Poza tym liczy się miejsce w wynikach wyszukiwania, jako że dziewięć na dziesięć wyświetleń produktów to efekt użycia wyszukiwarki. Niestety przymierzając te kryteria do polskich marek obecnych na Amazon, wychodzi niezbyt optymistyczny obraz, prowadzący do konkluzji, że polskie marki nie wykorzystują potencjału tej platformy. Co mogą zrobić producenci, którzy będą chcieli zmienić ten stan rzeczy?

– Pierwszym krokiem jest zebranie danych, analiza kategorii i konkurencji. Jednocześnie producent powinien poznać sprzedawców swoich wyrobów i ceny. Wreszcie – zadbać o wizerunek swojej marki i produktów na platformie. Warto to uczynić, bo rynek europejski to apetycznie wyglądający tort i właśnie Amazon jest sposobem na jego ugryzienie. Od tego, w jaki sposób firma zabierze się za to zadanie zależy wielkość porcji, jaka przypadnie jej w udziale. Firmy i marki kosmetyczne powinny mieć więc strategię sprzedaży w tym kanale. Amazon wpływa bowiem bardzo mocno także na sprzedaż offline w kanałach tradycyjnych – podsumowuje Urszula Nowicka.

Ww. informacje i dane pochodzą z raportu przygotowanego przez EUBRAND pt. „Kosmetyki na Amazon. Analiza kategorii Beauty w UK”.

Nierzetelni partnerzy nie płacą i popychają do upadłości

W I kwartale tego roku 222 przedsiębiorstwa ogłosiły upadłość lub rozpoczęły restrukturyzację. To o 10 firm więcej niż na początku zeszłego roku. Choć widmo bankructwa to zwykle splot wielu zdarzeń, przedsiębiorcy przyznają, że są wśród nich opóźnienia lub brak płatności od kontrahentów. Co szesnaste przedsiębiorstwo stwierdziło, że w 2018 r. groziła im upadłość właśnie z tego powodu. Wśród firm usługowych na takie ryzyko była narażona  nawet co dziewiąta – wynika z badania wykonanego na zlecenie Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor.

firmy w upadłości i restrukturyzacji
Źródło: Bisnode Polska

W pierwszych trzech miesiącach 2019 r. sądy gospodarcze ogłosiły 222 postępowań upadłościowych i restrukturyzacyjnych przedsiębiorstw, o 10 więcej niż w analogicznym okresie roku ubiegłego – wynika z danych zebranych przez wywiadownię gospodarczą Bisnode Polska. Największa liczba bankructw i restrukturyzacji, przy niemal 50 proc. wzroście, przypadła na handel – 70 firm. Z kolei w największym stopniu, bo z 7 do 12 przybyło firm z problemami w transporcie. W budownictwie odnotowano liczbę upadłości zbliżoną do tej sprzed roku – 36 firm, wobec 35 w pierwszych trzech miesiącach 2018 r. Całkiem nieźle wiedzie się sektorowi produkcyjnemu , gdzie niemal we wszystkich gałęziach produkcji znacząco spadła liczba upadłości i restrukturyzacji firm. Z tego trendu wyłamała się jednak produkcja artykułów spożywczych oraz mebli.

Ilu z tych upadłości udałoby się uniknąć gdyby firmy miały za partnerów solidnych płatników?

Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, ale z badania przeprowadzonego przez Keralla Research na zlecenie BIG InfoMonitor wynika, że opóźnienia i brak płatności za sprzedane towary i usługi mogą mieć dramatyczne konsekwencje. Na pytanie zadane mikro, małym i średnim firmom: Czy zdarzyło się, aby z powodu opóźnień lub braku płatności od kontrahentów w ubiegłym roku Państwa firmie groziła upadłość? twierdząco odpowiedziało niemal 6 na 100 firm. – Choć 6 proc. to z pozoru niewiele, w przypadku być albo nie być firmy jest niepokojącą skalą ryzyka – uważa Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. – Wyniki te nie pozostawiają wątpliwości jak ważna jest ostrożność w zawieraniu kontraktów, sprawdzanie solidności płatniczej kontrahenta, a nawet zachowań i wiarygodności firm, które jemu płacą. Konieczne jest też posiadanie scenariuszy na wypadek, gdy odbiorca nie ureguluje swoich zobowiązań – dodaje.

Najczęściej, z powodu braku płatności i opóźnień widmo upadłości zaglądało w oczy właścicieli firm usługowych. Takie epizody miało niemal 11 proc. przedsiębiorstw z tej branży – wynika z badania. Niewiele lepiej wygląda to w transporcie. Opóźnienia lub brak płatności za wykonane usługi sprawiły, że o bankructwo otarło się co dziesiąte przedsiębiorstwo przewozowe. W handlu tak skrajne sytuacje zdarzyły się co dwudziestej piątej badanej firmie, a w budownictwie żadnej.

firmy w upadłości i restrukturyzacji z powodu zaległości
Źródło: BIG InfoMonitor

Niejednokrotnie zdarza się, że przedsiębiorcy skoncentrowani na wzroście sprzedaży, zdobywaniu kontraktów nie zastanawiają się, że z powodu umów bez pokrycia ich firmom może grozić upadłość – Wartość umowy i wysokość marży to nie wszystko, liczy się także czy kontrahent jest rzetelny w rozliczeniach. Na pewno nie można optymistycznie zakładać, że „mnie taki problem nie spotka”, bo nieterminowe regulowanie należności, to w Polsce powszechne zjawisko. Tylko w ostatnich 6 miesiącach, a nie w całym okresie życia firmy, problem miała połowa firm handlujących z odroczonym terminem płatności – tłumaczy Sławomir Grzelczak.

Przed każdym podpisaniem umowy należy sprawdzić kontrahenta. Warto poczytać o nim w internecie, sprawdzić jego dokumenty w e-KRS, zamówić raport z wywiadowni gospodarczej, zajrzeć do Rejestru Dłużników BIG. W Rejestrze BIG InfoMonitor obecnie jest wpisanych ponad 240 tys. firm, które wcześniej zobowiązały się komuś zapłacić, ale tego jednak nie zrobiły. Jeśli nie płaci, trzeba upominać się o pieniądze i to niezwłocznie. Dobrą praktyką jest jak najszybsze wysłanie wezwania do zapłaty, zapowiadającego wpis do rejestru dłużników BIG. Firma-dłużnik nie będzie chciała trafić na listę rejestru, bo utrudni jej to dostęp do kredytów, leasingu, faktoringu czy ofert telekomów, a gdy kontrahent również sprawdza BIG to dochodzą do tego również kłopoty z kontraktami zapewniającymi zbyt towarów i usług.

*Badanie „Skaner MSP, wśród mikro, małych i średnich firm”. przeprowadzone przez Instytut Badań i Rozwiązań B2B Keralla Research, na próbie 500 firm sprzedających z odroczonym terminem płatności, techniką wywiadów telefonicznych, luty 2019 r.