Cisza i dobra jakość powietrza – tego brakuje mieszkańcom wielu polskich miast. W odpowiedzi na ten problem coraz więcej samorządów promuje elektromobilność, ponieważ pojazdy elektryczne zapewniają transport bez emisji spalin i hałasu silnika. Udostępnienie mieszkańcom systemu rowerów wspomaganych elektrycznie czy elektrycznego carsharingu albo tworzenie punktów ładowania samochodów elektrycznych to działania już teraz prowadzone przez miasta. Przykładami dobrych praktyk mogą pochwalić się Wrocław, Trójmiasto, Łódź czy Warszawa.
Mobilność zrównoważona jest jedną z kategorii konkursu ECO-MIASTO, w ramach którego nagradzane są samorządy najlepiej realizujące ideę zrównoważonego rozwoju miast. Organizatorami projektu są Ambasada Francji w Polsce oraz Centrum UNEP/GRID-Warszawa. ECO-MIASTO jest realizowane we współpracy z Renault Polska, Ceetrus Polska, Dalkią i Dalkią Wastenergy.
Od niedawna elektromobilność wspierana jest na poziomie krajowym – w ustawie o elektromobilności i paliwach alternatywnych zapisano m.in. zniesienie akcyzy na samochody elektryczne i hybrydy plug-in (PHEV), zwolnienie ich z opłat za parkowanie czy możliwość poruszania się po buspasach. Prawo określa również konieczny do osiągnięcia w najbliższych latach udział pojazdów elektrycznych we flocie jednostek samorządowych czy minimalną liczbę ogólnodostępnych punktów ładowania, które mają zostać zainstalowane w danej gminie.
Niezależnie od centralnych regulacji niektóre miasta już teraz promują elektromobilność. Dzięki przemyślanym działaniom samorządów mieszkańcy mają okazję korzystać z nowych sposobów przemieszczania się po mieście i poznać zalety elektrycznego transportu.
Elektryczny carsharing we Wrocławiu
Carsharing sprzyja ograniczeniu liczby samochodów w miastach, dzięki niemu może zmniejszyć się również liczba potrzebnych miejsc parkingowych. Jeszcze więcej zalet mają systemy carsharingu wykorzystujące auta elektryczne, które nie emitują spalin oraz hałasu silnika. Takie usługi pozwalają mieszkańcom samodzielnie przekonać się o tym, jak samochody elektryczne sprawdzają się w miejskim transporcie.
We Wrocławiu od 2017 r. działa Miejska Wypożyczalnia Samochodów Elektrycznych Vozilla. Mieszkańcy za pomocą aplikacji mogą wypożyczać auta na minuty. W kwietniu br. częścią floty Vozilli stało się 40 w pełni elektrycznych Renault ZOE.
Rowery wspomagane elektrycznie na Pomorzu
Również elektryczne rowery mogą być dobrą alternatywą dla prywatnych samochodów, zwłaszcza podczas podróży na krótszych dystansach. W Obszarze Metropolitalnym Gdańsk Gdynia Sopot obejmującym 14 gmin od marca można wypożyczyć 4080 rowerów wspomaganych elektrycznie w ramach systemu MEVO. Te rowery w dalszym ciągu wymagają od użytkownika napędzania kół siłą własnych mięśni, ale elektryczny napęd sprawia, że jazda na takim pojeździe wymaga mniej wysiłku niż na tradycyjnym rowerze. Jest to ważne zwłaszcza w przypadku bardziej wymagających podjazdów pod górę.
Punkty ładowania elektryków w Łodzi
Niezwykle ważna dla rozwoju elektrycznego transportu jest dostępność punktów ładowania. Do końca 2020 r. aż 210 takich punktów ma powstać w Łodzi. W marcu mieszkańcy za pośrednictwem internetowej platformy mogli zgłaszać proponowane lokalizacje takich stacji. Dzięki temu miasto będzie mogło zapewnić infrastrukturę do ładowania w miejscach, gdzie jest na nią największe zapotrzebowanie.
130 autobusów elektrycznych dla Warszawy
Warszawa już wkrótce ma być drugim miastem w Europie, które posiada w swojej flocie ponad 100 autobusów elektrycznych. Pierwsze z zamówionych 130 pojazdów miałyby wyjechać na ulice już na początku 2020 r. Łącznie elektrycznych autobusów w stolicy będzie 160. W ten sposób miasto chce walczyć m.in. z zanieczyszczeniem powietrza i hałasem w mieście.
Każdego dnia dochodzi do 40 mln ataków hakerskich na całym świecie. I choć Polska znajduje się wśród 30 najbezpieczniejszych krajów na świecie (15 miejsce w Europie), nasz kraj znalazł się na celowniku chińskich cyberprzestępców – takie wnioski płyną z comiesięcznego raportu bezpieczeństwa sieciowego firmy Check Point.
Wydatki na systemy zapewniające cyberbezpieczeństwo systematycznie rosną. Liderami w tym zakresie są cyberprzestępcy, którzy wydają na nie 10-krotnie więcej niż przeciętne firmy. Ryzyko ataku na nasze telefony, komputery rośnie do tego stopnia, że dziś w przypadku jednego użytkownika cyberochroną trzeba objąć średnio pięć urządzeń. Niebawem liczba to wzrośnie od 50, co będzie efektem popularyzacji takich rozwiązań, jak smart cities czy IoT – to najważniejsze wnioski płynące ze spotkania, konferencji ds. cyberbezpieczeństwa CPX 2019, które odbywa się w Łodzi.
W opinii ekspertów Check Point Research, Polska odnotowała w marcu 2019 umiarkowany wzrost zagrożeń sieciowych, nadal pozostaje w tyle za ‘’prawdziwie bezpiecznymi’’ krajami: Bośnią i Hercegowiną (23,2), Słowenią (25,2) oraz Irlandią oraz Danią (31,3 pkt). Pocieszający może być fakt, iż Szwajcaria, Austria i Francja znalazły się niżej niż Polska. Najbardziej niebezpiecznym krajem w Europie była Macedonia, której sieci znalazły się wśród 10 najniebezpieczniejszych na świecie!
Zmiany w krajobrazie zagrożeń, jednak cryptominery wciąż dominują
Z danych Check Pointa wynika, że cryptominer Coinhive, wydobywający kryptowalutę Monero, spadł z czołowej pozycji globalnego indeksu zagrożeń po raz pierwszy od grudnia 2017 r. Pomimo zamknięcia swoich usług już 8 marca, Coinhive nadal zajmuje 6. miejsce w zestawieniu. Cryptoloot natomiast po raz pierwszy otwiera listę szkodliwego oprogramowania, a cryptominery nadal dominują wśród najbardziej rozpowszechnionych szkodliwych programów atakujących organizacje na całym świecie.
Pomimo wygaszenia, kod Coinhive JavaScript jest nadal dostępny na wielu stronach internetowych. Jak na razie żadne wydobycie nie ma miejsca jednak, jeśli wartość kryptowaluty Monero znacznie wzrośnie, niewykluczonym jest, że Coinhive wróci do życia. Niewykluczone, że niedługo zauważymy wzrost aktywności innych cryptominerów. Jednak zamiast obierać na cel strony internetowe, które przynoszą ograniczone zyski (co wiąże się z ostatnimi spadkami indeksów kryptowalut, po szczytach z 2018 r.), Mogą one w coraz większym stopniu skupiać się na środowiskach chmurowych przedsiębiorstw.
Wbudowana skalowalność środowisk w chmurze pozwala na wydobycie w znacznie większych ilościach. Zespół badawczy Check Point zaczął dostrzegać, że organizacje ponoszą opłaty sięgające setek tysięcy dolarów swoim dostawcom chmury za zasoby obliczeniowe wykorzystywane przez hakerów wykorzystujących cryptominery. Jest to poważne ostrzeżenie dla organizacji wykorzystujących chmury obliczeniowe.
Top 3 malware:
↑ Cryptoloot – Cryptominer wykorzystujący moc procesora lub procesora graficznego ofiary oraz istniejące zasoby do wytworzenia nowej waluty. Dodaje transakcje do tzw. Blockchainu, wprowadzając nową walutę.
↑ Emotet – bankowy trojan, okradający konta bankowe ofiar, jednocześnie wykorzystując komputer ofiary do rozprzestrzeniania się.
↑ XMRig– cryptominer, który dzięki pracy bezpośrednio na urządzeniu końcowym, a nie na samej przeglądarce internetowej jest w stanie wykopywać kryptowalutę Monero bez potrzeby sesji aktywnej przeglądarki internetowej na komputerze ofiary.
W tym miesiącu najbardziej rozpowszechnionym złośliwym oprogramowaniem mobilnym jest Hiddad, zastępując na pierwszej pozycji Lotoor. Triada pozostaje na trzecim miejscu zestawienia.
Top 3 mobilnego malware:
Hiddad – malware na Androida, którego główną funkcją jest wyświetlanie złośliwych reklam, jednak jest on również w stanie uzyskać dostęp do poufnych danych użytkownika.
Lotoor– Narzędzie hakerskie, które wykorzystuje luki w systemie operacyjnym Android w celu uzyskania uprawnień administratora na zainfekowanych urządzeniach mobilnych.
Triada – modułowy backdoor dla systemu Android, który nadaje super uprawnienia użytkownika w celu pobierania złośliwego oprogramowania. Triada jest również zdolna podszywania się pod URL-e w przeglądarce.
Badacze Check Pointa przeanalizowali również najczęściej wykorzystywane cyberpodatności. CVE-2017-7269 nadal jest liderem najczęściej wykorzystywanych słabych punktów, o globalnym zasięgu wynoszącym 44%. Web Server Exposed Git Repository Information Disclosure ulokował się na drugim miejscu, a OpenSSL TLS TLS DTLS Heartbeat Information Disclosure na trzecim miejscu; oba mają wpływ na około 40% organizacji na całym świecie.
Najczęściej wykorzystywane podatności w marcu:
↔ Microsoft IIS WebDAV ScStoragePathFromUrl Buffer Overflow (CVE-2017-7269)
↑ Web Server Exposed Git Repository Information Disclosure–
↑ OpenSSL TLS DTLS Heartbeat Information Disclosure (CVE-2014-0160; CVE-2014-0346)
Zgodnie z art. 8 ust. 1 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych przychody z udziału w spółce niebędącej osobą prawną u każdego podatnika określa się proporcjonalnie do jego prawa do udziału w zysku. Zasadę tę stosuje się również do rozliczania kosztów uzyskania przychodów, wydatków niestanowiących kosztów uzyskania przychodów oraz strat (art. 8 ust. 2 pkt 1 ustawy).
Powyższy przepis wyraża zasadę transparentności spółek osobowych, która oznacza, że spółki te nie są podatnikiem podatku dochodowego. W skutek tego dochód osiągany przez spółkę osobową podlega opodatkowaniu na poziomie każdego wspólnika tej spółki. Z powyższego wynika zatem, że podział przychodów i kosztów między wspólnikami spółki osobowej będącymi osobami fizycznymi powinien być dokonany jednolicie, w takiej proporcji, w jakiej poszczególni wspólnicy partycypują w zyskach tej spółki. Zatem proporcję, o której mowa w art. 8 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, ustala się w stosunku do przysługującego wspólnikowi udziału w przychodach i kosztach spółki osobowej, przy czym pod pojęciem udziału należy rozumieć udział w zyskach tej spółki.
Dodać należy, że zgodnie z konstrukcją przyjętą przez ustawodawcę, wspólnicy spółki są zobowiązani w trakcie roku do obliczania zaliczek na podatek dochodowy od osób fizycznych, proporcjonalnie do posiadanego przez nich wskazanego wcześniej udziału w zyskach spółki na moment uzyskania przychodów i poniesienia kosztów. Uwzględnić należy również zmiany w prawie do udziału w zysku w trakcie roku obrotowego.
Zmiana proporcji udziału w zysku
W praktyce gospodarczej dochodzi często do sytuacji, w której po zakończeniu danego roku obrotowego wspólnicy dokonują zatwierdzenia sprawozdania finansowego spółki za ubiegły rok obrotowy oraz podejmują uchwały o podziale zysku lub pokryciu straty. Dodatkowo wspólnicy mogą postanowić o zmianie wysokości udziału w zysku odnoszącego się już do zakończonego roku obrotowego.
W tym miejscu podkreślenia wymaga treść art. 52 § 1 Kodeksu spółek handlowych, zgodnie z którym wspólnik może żądać podziału i wypłaty całości zysku z końcem każdego roku obrotowego. Zatem z uwagi na fakt, że zysk jest kategorią roczną, na dzień 31 grudnia danego roku zysk za ten rok ulega podziałowi zgodnie z postanowieniem zawartym w umowie spółki, obowiązującym na dzień 31 grudnia.
Mając to na względzie, należy wyróżnić scenariusze:
udział w zysku przypisany wspólnikowi na podstawie proporcji obowiązującej w ciągu roku może być niższy niż udział w zysku na podstawie ostatecznej proporcji;
udział w zysku przypisany wspólnikowi na podstawie proporcji obowiązującej w ciągu roku może być wyższy niż udział w zysku przysługujący na podstawie ostatecznej proporcji.
W świetle powyższego może się okazać, że przez część roku podatkowego wspólnik odprowadzał zaliczki na podatek dochodowy według proporcji pierwotnej, zaś po zakończeniu roku jego udział w zysku wzrośnie i będzie odnoszony do zakończonego już roku obrotowego. Powstaje więc pytanie, czy taki wspólnik powinien zwiększyć podatek do zapłaty w zeznaniu rocznym.
Odpowiadając na nie, warto posłużyć się orzecznictwem organów podatkowych, które stanowią, że podatek dochodowy od osób fizycznych jest podatkiem rocznym, a uiszczane miesięcznie zaliczki stanowią jedynie wpłaty na poczet nie ostatecznego jeszcze zobowiązania podatkowego. Finalne ustalenie podstawy obliczenia podatku i tym samym zobowiązania rocznego następuje dopiero po roku kalendarzowym. Jest zatem częstą praktyką, że uiszczone zaliczki nie będą współmierne do wysokości należnego podatku za cały rok.
Ostatni wniosek dotyczy zatem rozpatrywanych powyżej scenariuszy. Jeśli bowiem wspólnik w trakcie roku rozliczał się, stosując proporcję udziału w zysku, która po zakończeniu roku wzrosła, to w takim przypadku wspólnik będzie niejako uprawniony do zysku, od którego „nie uiścił” podatku w odpowiedniej wysokości.
W świetle poczynionych rozważań można wnioskować, że w przypadku wspólników spółki osobowej podatek ten powinien zostać obliczony w oparciu o udział w zysku na koniec roku.
W konsekwencji w przypadku powstania różnicy pomiędzy sumą wpłaconych zaliczek a podatkiem należnym wspólnik powinien uiścić różnicę w rocznym zeznaniu podatkowym.
Podsumowanie
W przypadku spółek osobowych niezmiernie ważna jest każdorazowa weryfikacja skutków podatkowych związanych z modyfikacją prawa do udziału w zysku. Dzieje się tak w przypadku, kiedy zmiana ta następuje w trakcie roku, jak również po jego zakończeniu. Uwypuklić należy, że o wiele większą ostrożność powinni zachować wspólnicy, których udział po zakończeniu roku wzrasta, bowiem w ich przypadku może dojść do powstania zaległości podatkowej. Z drugiej zaś strony w sytuacji zmniejszenia udziału wspólnik będzie uprawniony do złożenia wniosku o stwierdzenie nadpłaty.
Należy również zwrócić uwagę na zagadnienie odsetek od zaliczek na podatek, które – z uwagi na wzrost prawa do udziału w zysku – zostały zapłacone w niższej wysokości. Z pomocą przychodzą tutaj sądy administracyjne, które racjonalnie wyjaśniają, że wpłacając zaliczki za okresy sprzed zmiany umowy spółki, wspólnik nie określa ich w niższej wysokości, niż to wynikało z ostatecznego uprawnienia do zysku. Orzecznictwo stanowi zatem, że zmiana umowy spółki powodująca dodatkowe roszczenie z mocą od początku roku nie może generować wniosku, iż wspólnik pozostaje w zwłoce we wpłacaniu zaliczek na podatek dochodowy. Tym samym brak jest obowiązku zapłaty odsetek od zaległości podatkowych.
Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.
Obecna tendencja w branży transportowej nie wróży nic dobrego dla wielu drobnych przedsiębiorstw. Duża podatność na wzrost cen paliwa, nieterminowe regulowanie płatności, braki kadrowe, wysokie koszty leasingu pojazdów, czy nowe regulacje prawne mogą prowadzić do problemów ekonomicznych przedsiębiorstwa trudniącego się przewozem towarów. Dodatkowo za opóźnienie w doręczeniu konkretnych dóbr niejednokrotnie naliczane są wysokie kary. Zdają się to potwierdzać dane statystyczne, które wskazują na wzrost upadłości firm w sektorze transportowym.
Tam gdzie występuje duże ryzyko jest też szansa na wysokie dochody. Jednak co należy robić w sytuacji, gdy przedsiębiorca traci płynność finansową i staje się osobą niewypłacalną? Upadłość firmy transportowej uzależniona jest przede wszystkim od tego, czy:
podmiot jest niewypłacalny;
posiada co najmniej dwóch wierzycieli;
majątek wystarczy na koszty postępowania upadłościowego i częściową spłatę wierzycieli.
Niewypłacalność można definiować dwojako. Po pierwsze, jest to stan utraty zdolności do regulowania wymagalnych zobowiązań pieniężnych przez dłużnika. W kontekście niewypłacalności na skutek utraty płynności finansowej można skorzystać z domniemania. Zakłada ono, że podstawa do złożenia wniosku o upadłość (niewypłacalność) występuje wtedy, gdy zaległości przekraczają co najmniej 3 miesiące. Po drugie, w kontekście osób prawnych i jednostek organizacyjnych nieposiadających osobowości prawnej, którym ustawa przyznaje zdolność prawną, niewypłacalność może wystąpić też na skutek tzw. nadmiernego zadłużenia. W celu oszacowania czy tego typu niewypłacalność występuje wobec danej firmy należy się odwołać do bilansu. Jeśli wartość zobowiązań przekracza wartość posiadanego majątku, a stan ten trwa co najmniej 24 miesiące, to także uznaje się, że zarząd firmy winien złożyć wniosek o upadłość. Stosowny dokument powinien trafić do sądu w terminie 30 kolejnych dni.
W przypadku przedsiębiorców przewidujących potencjalne problemy finansowe odpowiednio wcześnie, i wobec których występuje zagrożenie niewypłacalnością można skorzystać z dobrodziejstw prawa restrukturyzacyjnego. Restrukturyzacja firmy transportowej ma na celu zapobieżenie ogłoszeniu upadłości na skutek zawarcia układu z wierzycielami.
Kolejną z przesłanek ogłoszenia upadłości, obok niewypłacalności, jest wielość wierzycieli. Postępowanie upadłościowe wiąże się ze wspólnym dochodzeniem należności przez wierzycieli od niewypłacalnego dłużnika. Należy zatem pamiętać, że przedsiębiorca z jednym wierzycielem nie może ogłosić upadłości.
Ostatnim warunkiem niezbędnym do ogłoszenia upadłości firmy transportowej jest odpowiedni majątek. Musi on pokryć koszty postępowania sądowego, a także wystarczyć na częściową spłatę wierzytelności. Nieogłoszenie upadłości firmy, gdy brakuje majątku, jest niemalże regułą w stosunku do przedsiębiorców w skali mikro. Niemniej złożenie wniosku we właściwym terminie wpływa wielce korzystnie na możliwość ogłoszenia późniejszej upadłości konsumenckiej, gdy ta jest potrzebna do finalnego oddłużenia.
Co z licencją transportową, gdy sąd jednak ogłosi upadłość? Syndyk może prowadzić dalej przedsiębiorstwo korzystając z jej licencji.
Irek Piętowski, trener i konsultant innowacji w firmie DT makers, specjalizującej się w design thinking
Sony, Kodak, Xerox — te marki jako pierwsze dysponowały przełomowymi innowacjami, jednak przegapiły moment na ich wdrożenie. Jak to możliwe, że firmy o potężnym zapleczu intelektualnym poniosły tak srogą porażkę? — Wrogiem nowego biznesu jest aktualny biznes — tłumaczy Irek Piętowski z DT Makers.
Jedna z najbarwniejszych i jednocześnie niezwykle tragicznych historii z ignorancją i genialną innowacją w tle sięga czasów pierwszej wojny światowej, kiedy to brytyjski dowódca wojskowy John Frederick Charles Fuller opracował genialny plan wykorzystania nowej klasy czołgów, które osiągnęły jak na tamte czasy zawrotną prędkość 20 mil na godzinę, do błyskawicznego ataku na niemieckie centrum dowodzenia. Tim Harford, kolumnista Financial Times i autor książki “Fifty Things that Made the Modern Economy” w artykule “Why big companies squander good ideas” pochyla się nad losami tej genialnej taktyki. — Mózg niemieckiej armii oddalony był od linii frontu o wiele kilometrów. Nie było to jednak problemem, ponieważ pojazdy gąsienicowe Medium D mogły pokonać dystans 200 mil, a przedarcie się przez okopy i dotarcie do celu zajęłoby im około godzinę. W międzyczasie siły powietrzne miały zablokować niemieckie drogi i linie kolejowe, odcinając bazę od ewentualnego wsparcia — pisze dziennikarz.
— Złe wieści wywołują dezorientację, a ta – panikę — twierdził Fuller. Jego plan, mający zapewnić “wygranie wojny jedną bitwą”, stał się najbardziej znanym niezrealizowanym planem bitewnym w historii. Tak przynajmniej uważał jego biograf, Brian Holden Reid. Nie jest to jednak prawdą, gdyż gros pomysłów Fullera w 1940 roku wykorzystali niemieccy naziści. To śmiech historii, że podwaliny pod Blitzkrieg położył brytyjczyk, konsekwentnie ignorowany przez krótkowzroczne dowództwo królewskiej armii.
Podobnych przypadków, w których władze dużych organizacji lekkomyślnie podchodzą do przełomowych idei, jest zaskakująco dużo. Jak to możliwe, że firmy i instytucje dysponujące potężnym zapleczem intelektualnym raz za razem popełniają podobne błędy? Według Tima Harforda, najprostsza odpowiedź, która nasuwa sięe na to pytanie, brzmi: “ludzie to idioci”. — Idiotyzm jest kuszącym wyjaśnieniem i nie bezpodstawnym. Najwyższy człowiek w armii brytyjskiej, feldmarszałek Sir Archibald Montgomery-Massingberd, zareagował na groźbę nazistowskiej militaryzacji, dziesięciokrotnie zwiększając wydatki na paszę dla koni. Oficerowie kawalerii zostali wyposażeni w dodatkowe konie. Otrzymali je również czołgiści. Jak mówię: ludzie są idiotami — wytyka dziennikarz, by kilka linijek dalej stwierdzić, że to niemożliwe, aby organizacje, którym udało się osiągnąć tak wiele, były zarządzane przez niekompetentnych i bezmyślnych ludzi.
Wspomnienie dawnej chwały
Jeszcze w 1975 roku 24-letni inżynier, Steven Sasson, stworzył pierwszą na świecie cyfrową kamerę. Wyczyn ten Sasson powtórzył w 1989, kiedy jako pracownik firmy Eastman Kodak wspólnie z kolegami opracował pierwszą współczesną lustrzankę cyfrową. Kodakowi udało się zarobić sporo na fotografii cyfrowej i na samym udostępnianiu związanych z nią patentów. Na krótką metę takie podejście mogłoby wydawać się słuszne, lecz hegemonowi amatorskiej fotografii zabrakło długofalowej strategii biorącej pod uwagę cyfrową rewolucję. Kodak nie potrafił wyobrazić sobie świata, w którym za pomocą każdego telefonu komórkowego można będzie zrobić zdjęcie. Nie zmienił więc modelu biznesowego, którego fundamentem była sprzedaż filmów do aparatów fotograficznych, co w konsekwencji doprowadziło do całkowitego upadku firmy.
Według Irka Piętowskiego, konsultanta innowacji w DT Makers, nie ma niczego dziwnego w tym, że firmy chętnie monetyzują produkty i usługi, które dobrze się sprzedają, i lokują większość zasobów w obsługę tego, co sprawdziło się na rynku. — Ogromne niebezpieczeństwo pojawia się wtedy, gdy bieżący sukces wywołuje arogancję i usypia czujność na to, co przyniesie jutro. Wystarczy przytoczyć pychę szefów Blackberry, którzy na początku wieku szczycili się tym, że jest to najpopularniejszy telefon wśród kadry menadżerskiej. Ba, nawet prezydent USA korzystał z Blackberry. Akcje firmy kosztowały 236 dolarów w sierpniu 2007 roku. Wtedy pojawił się iPhone. Sześć lat później akcje Blackberry można było kupić za 10 dolarów. Trudno o większą klęskę — uważa Piętowski.
Mniej tragiczna w konsekwencjach okazała się ignorancja zespołu zarządzającego firmą Xerox. W 1970 amerykański gigant z branży fotokopiarek powołał do życia Palo Alto Research Center. To właśnie tam opracowano pierwszy komputer osobisty z interfejsem graficznym, oknami, ikonami i myszką. Jak pisze Tim Harford, ich pracy z uwagą przyglądali się Steve Jobs i Bill Gates. Prowadzone przez nich firmy, Apple i Microsoft, zarobiły na innowacjach opracowanych w centrum badawczym PARC miliardy dolarów, podczas gdy Xerox wciąż czerpie większość swoich zysków ze sprzedaży fotokopiarek i drukarek.
Joshua Gans, ekonomista z Rotman School of Management w Toronto, przyczyny lekceważenia innowacji widzi w samym procesie decyzyjnym. Podejmowanie decyzji w oparciu o to, co kiedyś przyniosło firmie sukces, ma ją zamykać na nowe sposoby generowania przychodów. Czasem taka postawa może być gwoździem do trumny. Niewielkie podmioty, które nie odniosły jeszcze sukcesu i wciąż szukają sposobu na zawojowanie rynku, rzadziej kierują się utartymi schematami i częściej eksperymentują. Dlatego łatwiej im rozwijać nowe technologie, ponieważ budują na nich swoje modele biznesowe. — Dylemat innowatora polega na tym, że wrogiem nowego potencjalnego biznesu jest aktualny działający biznes — twierdzi Irek Piętowski. Podobnie jak Joshua Gans, uważa on, że największą przeszkodą we wdrażaniu innowacyjnych technologii nie jest brak dostępu do zasobów, a przywiązanie do aktualnych źródeł dochodu. — Większość użytkowników końcowych nie chce lub wręcz nie może być tzw. early adopterami, nie tylko z powodu wysokiej ceny najnowszych technologii, lecz również ze względu na to, że sami nie wiedzą, czy potrzebują danego rozwiązania. Obawiają się również ukrytego ryzyka, związanego z adaptacją innowacyjnych technologii. Większość z nich kupuje więc to, co zostało przez innych dokładnie sprawdzone i dobrze się przyjęło — zwraca uwagę ekspert z DT Makers.
Strukturalne hamulce
Studiując przypadki braku adaptacji zasłużonych firm do zmieniającej się koniunktury, Rebecca Henderson, profesor Harvard Business School, doszła do wniosku, że główną przyczyną niemocy jest ich architektura – szkielet, dzięki któremu do pewnego momentu udało im się funkcjonować i odnosić sukcesy.
W swoim centrum badawczym Xerox opracował większość elementów potrzebnych do stworzenia przyjaznego użytkownikowi komputera osobistego, brakowało mu jednak organizacyjnej architektury, która umożliwiłaby wytwarzanie i sprzedaż tego rodzaju sprzętu. Inny los spotkał wynalezioną w PARC drukarkę laserową. Xerox z łatwością wprowadził ją na rynek, ponieważ nie wymagało to znaczących zmian strukturalnych.
Brak odpowiedniej architektury organizacyjnej przyczynił się również do wielkiej porażki poniesionej przez Sony. Japoński gigant w 1999 roku wypuścił na rynek urządzenie o nazwie Memory Stick Walkman, jeden z pierwszych muzycznych odtwarzaczy cyfrowych. Pomimo tak silnej marki, jaką w tamtych czasach był Walkman, i zaplecza najlepszych na świecie inżynierów elektroniki przemysłowej, produkt nie odniósł sukcesu. Kilka lat później rynek odtwarzaczy multimedialnych zawojował Apple z działającymi na podobnej zasadzie iPodami. Managerowie Sony doskonale zdawali sobie sprawę z kierunku, w jakim zmierza rynek odtwarzaczy multimedialnych, jednak nie przeorganizowali szyków, traktując nową technologię po macoszemu. Tymczasem źródła, z których czerpała stara architektura organizacji, przenośne odtwarzacze płyt CD i MiniDisców, w ciągu kilku lat doszczętnie wyschły.
Profesor Clayton Christensen, światowej sławy guru w dziedzinie zarządzania, właściciel firmy konsultingowej Innosight i autor pojęcia disruptive innovation, który zasłynął książką “Innovator’s Dilemma”, uważa, że istnieje jeden sposób na to, aby nie wypaść z gry z powodu technologicznej ignorancji. Firma musi dokonywać przełomowych zmian sama, zaburzając istniejący porządek, zanim zmuszą ją do tego czynniki zewnętrzne. Zazwyczaj zalicza się do nich konkurencja, która zbudowała kapitał na modelu biznesowym opartym o nową technologię.
Gdy w grę wchodzą innowacje, potrzebna jest odrobina realizmu i świadomość, że część z nich na bank się nie przyjmie. — Zanim Apple wprowadziło iPada, próbowało pod koniec lat ‘90 z urządzeniem Newton. Był to rodzaj palmtopa, który biznesowo okazał się kompletnym niewypałem. Chodzi o to, aby umieć w możliwie najtańszy i najszybszy sposób testować nowe produkty i usługi. W każdej dużej firmie innowacja powinna być rutynowym działaniem, a nie serią nerwowych ruchów, wywołanych jakimś nowym trendem. Na tym właśnie polega moc metody design thinking, po którą sięga coraz więcej firm w Polsce i za granicą — kwituje Piętowski.
Marta Busłajew dołączyła do Globalworth jako szefowa marketingu i komunikacji. Jej głównym celem w nowej roli jest stworzenie praktyki marketingowej dla największego instytucjonalnego inwestora i właściciela nieruchomości biurowych w kraju.
Marta Busłajew – dyrektor marketingu i komunikacji w Globalworth Poland
W portfelu Globalworth znajdują się obiekty o różnych cechach, osadzone w zdywersyfikowanych lokalizacjach i społecznościach. Moim celem jest zintegrowanie tych nieruchomości w ramach jednej marki, z jednoczesnym poszanowaniem ich odrębności oraz z uwzględnieniem potrzeb najemców. Tempo wzrostu i oddziaływanie Globalworth na tak dużą skalę to ogromna odpowiedzialność. Będziemy aktywnie komunikować nasze wartości oraz konsekwentnie budować pozycję partnera pierwszego wyboru dla wszystkich firm, które rozwijają się, planują ekspansję i poszukują najlepszych rozwiązań biurowych. Podejmuję się tego zadania wiedząc, że mam wsparcie jednego z najmocniejszych i najbardziej utalentowanych zespołów na rynku, który tworzy firmę o jasnej wizji, stawiającej sobie ambitne cele.
Marta Busłajew, dyrektor marketingu i komunikacji w Globalworth Poland
Marta Busłajew ma dwudziestoletnie doświadczenie zawodowe. Od 12 lat związana jest z rynkiem nieruchomości komercyjnych. Wcześniej pracowała jako dyrektor ds. marketingu i obsługi klienta w Colliers International oraz senior marketing manager w międzynarodowej firmie doradczej CBRE. Przed dołączeniem do Globalworth przez trzy lata była szefową marketingu i komunikacji w HB Reavis. Odpowiadała m.in. za strategię marketingową i komunikacyjną takich projektów jak Varso Place i Forest.
Dimitris Raptis, Zastępca Dyrektora Generalnego oraz Dyrektor ds. Inwestycji w Globalworth
Wierzę, że bogate doświadczenie Marty zdobyte na rynku nieruchomości oraz dogłębna wiedza z zakresu marketingu i PR będą miały wielką wartość dla naszej firmy. W rok Globalworth stał się silnym graczem i nadal rośnie. Mamy aspiracje i potencjał, by przez wiele lat przewodzić polskiemu rynkowi oraz stać się ważnym partnerem dla całej krajowej gospodarki. Chcemy jasno określić nasze wartości i zaoferować korzyści najemcom, a Marta jest właściwą osobą, która pomoże nam w realizacji tych założeń. Cieszę się, że mogę powitać ją w naszym zespole. – Dimitris Raptis, dyrektor generalny Globalworth Poland
Ustawa z dnia 21 lutego 2019 r. o zmianie niektórych ustaw w związku z zapewnieniem stosowania rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, dalej zwana „Ustawą”) została podpisana przez Prezydenta w dniu 3 kwietnia 2019 roku.
Z nowych przepisów wynika, że bank powinien najpierw zidentyfikować kluczowe funkcje (w rozumieniu art. 22aa ust. 10 Prawa Bankowego) w banku wymagające spełniania warunków wskazanych w Ustawie. Identyfikacja ta powinna być uzasadniona i jest przeprowadzana w celu zapewnienia ostrożnego i stabilnego zarządzania bankiem.
Zgodnie ze znowelizowanym przepisem Kodeksu Pracy pracodawca może żądać innych danych osobowych niż te określone w Kodeksie Pracy w formie oświadczeń i ich udokumentowania, gdy jest to niezbędne do zrealizowania uprawnienia lub spełnienia obowiązku (art. 22(1) par. 4 Kodeksu Pracy). Taki obowiązek nakłada art. 22aa ust. 10 Prawa Bankowego w brzmieniu: „Bank zapewnia, że osoby pełniące te funkcje spełniają odpowiednio wymagania określone w ust. 1.” Zatem bank może żądać od pracownika odpowiednich oświadczeń dotyczących kwestii określonych w ust. 11 ww. przepisu Prawa Bankowego i ich udokumentowania.
Z nowego ust. 11 wynika, że bank będzie mógł żądać od kandydata na członka organów oraz od osoby ubiegającej się o pełnienie innej kluczowej funkcji w banku dokumentów i oświadczeń z zakresu wskazanego w nowym ust. 11 pkt. 1), natomiast w zakresie wskazanym w ust. 11 pkt. 2) wyłącznie informacji, bez dokumentów źródłowych, bowiem przepis Prawa Bankowego należy traktować jako lex specialis w stosunku do Kodeksu Pracy.
Należy pamiętać, że bank będzie mógł przy tym żądać wyłącznie informacji niezbędnych do oceny odpowiedniej wiedzy, umiejętności i doświadczenia oraz rękojmi pracowników oraz osób ubiegających się o pełnienie kluczowych funkcji. Z przepisów tych wynika, że bank powinien na podstawie otrzymanych informacji przeprowadzić ocenę spełniania powyższych wymagań. W celu przeprowadzenia tej oceny bank może także pozyskać informacje z publicznie dostępnych źródeł. Ocena powinna być rzetelna, udokumentowana i uzasadniona.
Wyniki oceny mogą mieć wpływ na zatrudnienie kandydata, albo odmowę zatrudnienia, jeśli osoba nie spełnia wymagań, gdyż w takim przypadku należy stwierdzić, że bank nie może zapewnić ostrożnego i stabilnego zarządzania bankiem.
W przypadku pracowników, którzy nie spełniają wymagań lub przestali je spełniać, również można wyciągnąć konsekwencje, tj. w zależności od okoliczności konkretnego przypadku zaproponować im stanowisko, na którym spełniają warunki, albo na którym spełnienie tych warunków nie jest wymagane, albo rozwiązać z takim pracownikiem umowę o pracę. Przy tym należy mieć na uwadze, że w przypadku usuwalnych braków wiedzy i umiejętności należy rozważyć skierowanie pracownika na odpowiednie szkolenie wewnętrzne lub zewnętrzne.
Wczorajsza informacja o planowanym demontażu OFE wywołała poruszenie. Reakcja samych rynków finansowych była jednak dużo mniejsza. Rentowności polskich obligacji 10-letnich nieznacznie spadły, krajowe indeksy giełdowe pozostają względnie stabilne, z kolei polski złoty w parze z euro jest najsilniejszy od dwóch i pół miesiąca, notując jednocześnie bardzo niską zmienność.
Wygląda na to, że rynek niespecjalnie obawia się skutków wspomnianej decyzji, co można odczytać jako pozytywny sygnał. Z punktu widzenia rządu i finansów publicznych decyzja jest dobra: uwalnia dodatkowe środki w kwocie łącznej min. 24 mld zł w latach 2020-2021. Z punktu widzenia rynku kapitałowego skutki decyzji są mniej jednoznaczne i w głównej mierze zależą od tego, jak wielu przyszłych emerytów zdecyduje się nie przenosić środków na IKE, tylko do ZUS-u. Im więcej, tym lepiej dla rządu i jednocześnie tym gorzej dla rynku kapitałowego.
Obecnie jednak raczej nie zanosi się na szok. Mechanizmy związane z procesem likwidacji OFE (ustawienie IKE jako domyślnej opcji, likwidacja „suwaka”, rozłożenie opłaty przekształceniowej na dwa lata, bardzo stopniowo obniżany limit inwestycji w akcje przenoszonych środków oraz niemożność wypłacenia z IKE konwertowanych z OFE środków przed osiągnięciem wieku emerytalnego) powinny sprawić, że ewentualny niekorzystny efekt dla giełdy będzie dość niewielki. Co istotne, docelowo powinien być wyparty przez pozytywny efekt związany z wprowadzeniem Pracowniczych Planów Kapitałowych, które mają zasilać GPW nowymi środkami.
SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY
EUR
Kurs EUR/PLN w poniedziałek spadł o 0,1%, wahając się w widełkach 4,27-4,28. Wczorajszy dzień nie przyniósł żadnych istotnych informacji ze strefy euro, co sprzyjało stabilizacji głównej pary. Dziś opublikowane, kwietniowe dane o nastrojach ekonomicznych w większości zaskoczyły na plus. Krótko po publikacji doszło jednak do wyprzedaży euro w relacji do głównych walut. Subindeks dotyczący bieżącej sytuacji w Niemczech wprawdzie spadł, co można powiązać z ostatnimi rozczarowującymi danymi z niemieckiego przemysłu. W ujęciu ogólnym dzisiejsze wskaźniki były jednak względnie dobre: główne indeksy ZEW opisujące nastroje ekonomiczne w Niemczech i strefie euro po raz pierwszy od wielu miesięcy znalazły się powyżej zera, rosnąc nieco powyżej oczekiwań.
GBP
Kurs GBP/PLN w poniedziałek zakończył dzień na niemal niezmienionym poziomie, wahając się w widełkach 4,94-4,96. Brytyjska waluta zyskiwała jednak w relacji do głównych walut. W związku z czasowym odsunięciem Brexitu dane makroekonomiczne powinny nieco zyskać na znaczeniu i mieć większy wpływ na handel niż w ostatnich tygodniach. Dzisiejsza reakcja na odczyty z brytyjskiego rynku pracy była bardzo ograniczona, jednak było to związane z faktem, iż najważniejsze dane okazały się praktycznie w pełni zgodne z oczekiwaniami konsensusu. Brytyjska dynamika płac z uwzględnieniem premii od grudnia do lutego pozostawała na wysokim jak na gospodarkę rozwiniętą poziomie 3,5% w ujęciu rocznym, stopa bezrobocia z kolei utrzymuje się obecnie na poziomie 3,9%.
Dobra sytuacja na brytyjskim rynku pracy jest jednym z niewielu jednoznacznie pozytywnych punktów na ekonomicznej mapie kraju i powinna wspierać gospodarkę Wielkiej Brytanii w czasach niepewności związanej z Brexitem.
USD
Kurs USD/PLN w poniedziałek spadł o 0,1%, wahając się w widełkach 3,78-3,79. Poniedziałek nie przyniósł istotnych informacji z USA, amerykańska waluta pozostawała względnie stabilna. W kontekście Stanów Zjednoczonych warto jedynie wspomnieć o wypowiedzi Erica Rosengrena z FOMC, który stwierdził, że amerykańska gospodarka radzi sobie „całkiem dobrze”. Takie sygnały ze strony członków banku centralnego są potrzebne – inwestorzy cały czas obawiają się o perspektywy m.in. gospodarki Stanów Zjednoczonych, co widać w ich oczekiwaniach zakładających obniżki stóp procentowych w USA. Dziś, w drugiej części dnia, poznamy dane o produkcji przemysłowej w USA w marcu, wieczorem przemawiać będzie kolejny członek FOMC, Robert Kaplan.
KLUCZOWE PUBLIKACJE
14:00 – dane o inflacji bazowej w Polsce w marcu
15:15 – dane o produkcji przemysłowej w USA w marcu
Klienci, którzy korzystają z oferty internetowej na kartę w Orange, mogą doładować konto na wiele sposób – za pomocą przelewu on-line, wydruku z terminala czy tradycyjnej karty-zdrapki. Prezentujemy zestawienie dostępnych możliwości.
Doładowanie on-line
Internet na kartę w Orange możesz doładować za pomocą platformy https://doladowania.orange.pl/. Aby zasilić konto, wystarczy wypełnić krótki formularz. Uzupełniając go, podaj numer, z którego korzystasz oraz adres e-mail. Po wybraniu wysokości doładowania (5 zł, 10 zł, 25 zł, 40 zł, 50 zł, 100 zł lub 200 zł) określ metodę płatności. Możesz wybrać płatność BLIK-iem, kartą lub przelewem. Jeżeli wybierzesz ostatnią metodę, zostaniesz przekierowany do serwisu transakcyjnego Twojego banku. Po uregulowaniu płatności Twoje konto zostanie doładowane określoną przez Ciebie kwotą, a na podany wcześniej adres e-mail wysłane zostanie potwierdzenie dokonania operacji. Otrzymasz również wiadomość SMS z potwierdzeniem doładowania.
Przelew bankowy
Konto w Orange możesz doładować również za pomocą przelewu bankowego. Taką usługę udostępniło swoim klientom kilkanaście banków, m.in. mBank, ING, Bank Pekao, Santander, PKO, Alior Bank, Nest Bank, Millennium Bank, Deutsche Bank, Eurobank, Getin Bank, BOŚ, BGŻ. Po zalogowaniu się do serwisu transakcyjnego wybierz opcję doładowanie telefonu. Uzupełnił numer telefonu i kwotę doładowania oraz wybierz operatora Orange. W ciągu kilku sekund od momentu, w którym zatwierdzisz operację, Twoje konto zostanie doładowane. Wykonanie transakcji zostanie potwierdzone wiadomością SMS.
Bankomat
Internet na kartę w Orange możesz również doładować, korzystając z bankomatu. Aby to zrobić, wybierz opcję „Usługi GSM” lub „Inne usługi”, a następnie postępuj zgodnie z instrukcjami wyświetlanymi na ekranie urządzenia.
Wydruk z terminala lub karta zdrapka
Aby doładować Internet na kartę w Orange, możesz również wykorzystać jednorazowy czternastocyfrowy kod. Znajdziesz go na tradycyjnych kartach zdrapkach. Za jego pomocą możesz doładować konto kwotę 5 zł, 30 zł, 50 zł lub 100 zł. Kod może zostać wygenerowany również za pomocą terminala płatniczego. Taka usługa dostępna jest w hipermarketach, salonikach prasowych i innych punktach handlowo-usługowych. Zapłacisz za nią możesz BLIK-iem, kartą Visa lub MasterCard, a także gotówką.
Aby doładować Internet za pomocą kodu, na klawiaturze swojego telefonu wybierz następujący ciąg cyfr: *125*[kod doładowujący]# i zatwierdź go przyciskiem „zadzwoń”. Aby sprawdzić stan konta, wpisz na klawiaturze swojego telefon kod *124*#, następnie wybierz „zadzwoń’. W odpowiedzi otrzymasz informację o stanie i ważności konta.
Doładowanie z telefonu stacjonarnego
Konto w Orange doładować możesz również za pomocą telefonu stacjonarnego. Zrobisz to, dzwoniąc pod jeden z numerów:
Aby doładować konto, postępuj zgodnie z instrukcjami lektora.
Doładowanie z innego telefonu na kartę
Internet na kartę w Orange możesz doładować również za pomocą usługi „Dzięki Tobie”. Pozwala ona doładować konto pomocą SMS-a wysłanego z innego numeru zarejestrowanego w dowolnej sieci.
Jak w ten sposób doładować Internet na kartę? Wyślij SMS-a pod numer 501 700 700, a w jego treści umieść w czternastocyfrowy kod z karty zdrapki lub wydruku z terminala oraz numer, który ma zostać doładowany. Numer należy podać dwukrotnie – np. 12345678901234 500 555 555 500 555 500.
Doładowanie z innego telefonu z rachunkiem w Orange
Z doładowania możesz skorzystać również z telefonu z rachunkiem. Jak to zrobić? Wystarczy, że włączysz taką usługę dla swojego telefonu w Mój Orange i wyślesz bezpłatnego SMS-a z telefonu z rachunkiem na numer 8088. W treści wiadomości powinno znaleźć się słowo „DOLADUJ”, kwota doładowania oraz numer telefonu, który chcesz wesprzeć, np. (DOLADUJ 50 510100100). To samo możesz wykonać dzwoniąc pod numer *500 postępując zgodnie z poleceniami lektora.
Bycie dobrym menedżerem nie jest proste – podobnie zresztą jak jednoznaczne określenie, jakie cechy powinna mieć taka osoba. Jedno jest jednak pewne: aby osiągać odpowiednie rezultaty, konieczne są lata nauki i zdobywania doświadczenia. Stwierdzenia typu: „dobrym menedżerem trzeba się urodzić” należy natomiast traktować z przymrużeniem oka.
Dobry menedżer, czyli jaki?
Nie da się jednoznacznie opisać, kim jest dobry menedżer. Wiadomo jednak, że powinien być osobą kompetentną, posiadającą odpowiednią wiedzę z danej branży, a przede wszystkim – potrafiącą zarządzać zarówno zespołem, jak i projektami. Skuteczny menedżer to też osoba, która jest zdyscyplinowana, ambitna, ale i potrafiąca wykazać się empatią i zrozumieniem, kiedy wymaga tego sytuacja. Rozumie, że wszystko zaczyna się i kończy na ludziach, czyli pracownikach, z którymi realizuje konkretne zadania. Umie podjąć szybką decyzję, ale potrafi też zorganizować burzę mózgów, którą będzie moderował. Co ważne – każdą z tych kompetencji da się wypracować. Podstawą jest jednak motywacja i możliwość nauki od osób mających odpowiednie doświadczenie.
Studia MBA to okazja do nauki od najlepszych w danej branży
Uczestnicy studiów MBA mają możliwość zdobycia cennej wiedzy od osób zajmujących stanowiska zarządcze w danej branży, a także od menedżerów i kierowników wyższego szczebla. Równie ważny jest networking –słuchacze mogą wymienić się doświadczeniami, i to nie tylko z innymi uczestnikami programu MBA, ale także z jego wykładowcami. Kontakt z ekspertami może zresztą znacząco wpłynąć na rozwój menedżera, zwłaszcza takiego, który stawia dopiero pierwsze kroki na stanowisku kierowniczym. Słuchacze otrzymują od swoich wykładowców mnóstwo wskazówek i porad, uczą się również, jak różne procesy wyglądają w innych firmach. Możliwość spojrzenia na poszczególne problemy z innej perspektywy również jest niezwykle cenna.
O tym, jak wygląda program MBA, oraz czego konkretnie będą uczyć się jego słuchacze, można dowiedzieć się na stronie https://www.studiamba.wsb.pl/.