Andrzej Gałkowski, szef AI w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej, przejmuje stery w KPMG w Polsce

0

Z dniem 1 maja 2026 r. Andrzej Gałkowski objął stanowisko Country Managing Partnera w KPMG w Polsce. Nowy lider firmy przez ponad 25 lat budował pozycję KPMG w sektorze finansowym – jako szef sektora bankowego i doradca największych instytucji finansowych w Polsce i za granicą, a w ostatnich latach także jako Partner odpowiedzialny za rozwój usług AI w Polsce i regionie CEE.

W nowej roli będzie koncentrować się na dalszym rozwoju usług doradczych i technologicznych oraz wzmacnianiu kompetencji KPMG w obszarze transformacji cyfrowej i AI dla klientów z różnych sektorów gospodarki – wszystko to budując na solidnym fundamencie usług audytowych, podatkowych i prawnych.

Polska pozostaje kluczowym rynkiem KPMG w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, a coraz więcej klientów, firm działających jednocześnie w kilku krajach, oczekuje od doradcy odpowiedzi w skali całego regionu, nie tylko lokalnej. KPMG odpowiada na te potrzeby i w ramach CEE rozwija ofertę doradztwa biznesowego i technologicznego, gdzie skala i złożoność wyzwań rosną najszybciej. Firma stale umacnia też swoją pozycję w audycie i doradztwie podatkowym i prawnym, w których konsekwentnie plasuje się w czołówce rynku. We wszystkich tych obszarach KPMG działa w oparciu o model sektorowy – eksperci z różnych dziedzin łączą siły wokół konkretnej branży, wnosząc wiedzę i doświadczenie dopasowane do jej specyfiki.

Rynek usług doradczych zmienia się fundamentalnie. Klienci coraz rzadziej szukają eksperta w jednym obszarze – oczekują partnera, który rozumie ich biznes, technologię i regulacje jednocześnie, i który weźmie współodpowiedzialność za efekt. Transformacja cyfrowa, szeroko pojęte bezpieczeństwo, zarządzanie ryzykiem czy ekspansja zagraniczna to w praktyce jeden projekt, nie cztery osobne. Naszą odpowiedzią jest model multidyscyplinarny – bo wyzwania biznesowe mają dziś złożony charakter i tylko organizacje, które łączą skalę z elastycznością, mogą im naprawdę sprostać. Sztuczna inteligencja przyspiesza wiele z tych procesów, ale wartość tworzy dopiero wtedy, gdy jest osadzona w kompetencjach i odpowiedzialnym osądzie ludzi, którzy za nią stoją. I tu jest nasza prawdziwa przewaga. Mam to szczęście, że mogę oprzeć się na jednym z najlepszych zespołów profesjonalistów – ludziach, których wiedza, doświadczenie i zaangażowanie są fundamentem tego, co oferujemy klientom, i najlepszą gwarancją tego, co chcemy osiągnąć – mówi Andrzej Gałkowski, Country Managing Partner w KPMG w Polsce.

Andrzej Gałkowski dołączył do KPMG w 1999 roku. Przez ponad 25 lat uczestniczył w najbardziej złożonych transformacjach polskich i międzynarodowych instytucji finansowych – od strategicznych projektów doradczych i technologicznych, wdrożeń wymogów regulacyjnych, po budowę kompleksowych modeli zarządzania ryzykiem dla największych banków w Polsce i za granicą. Od kilku lat kieruje praktyką doradztwa AI w KPMG w Polsce i regionie CEE. Jest absolwentem Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie oraz University of Derby (MSc in International Finance and Investment). Zasiada w Radzie Programowej Europejskiego Kongresu Finansowego.

Jednocześnie, z dniem 1 maja 2026 roku, funkcję Chief Operating Officer w KPMG w Polsce objął Tomasz Wiśniewski, Partner i Szef Zespołu Wycen w KPMG w regionie CEE. W nowej roli będzie odpowiadał za sprawność operacyjną firmy – koordynację procesów wewnętrznych, efektywne zarządzanie zasobami oraz rozwój organizacji zdolnej szybko reagować na zmieniające się potrzeby klientów, pracowników i rynku.

Tomasz Wiśniewski jest Partnerem KPMG w Polsce z ponad 25-letnim doświadczeniem w doradztwie transakcyjnym. Kieruje zespołem specjalistów ds. wycen przedsiębiorstw w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, specjalizując się w doradztwie w zakresie pomiaru i budowania wartości. Jest absolwentem Politechniki Warszawskiej oraz Szkoły Biznesu Politechniki Warszawskiej (MBA), posiada uprawnienia FCCA oraz CBV. Wykłada wyceny przedsiębiorstw w SGH i Akademii Leona Koźmińskiego. Ukończył Akademię Psychologii Przywództwa.

Polacy nie uciekają z pieniędzmi za granicę. Wolą trzymać oszczędności pod kontrolą

0

Zjawisko finansowej ucieczki prywatnego kapitału za granicę, które w warunkach podwyższonego ryzyka geopolitycznego bywa uznawane za naturalną reakcję, w polskich realiach nie znajduje potwierdzenia. Najnowsze dane z badania Opinia24 zrealizowanego dla firmy Tavex wskazują na relatywną odporność polskich oszczędzających na globalne wstrząsy: aż 60 proc. respondentów kategorycznie nie planuje przenoszenia swoich zasobów finansowych za granicę, a dodatkowe 15 proc. ocenia takie działania jako nadmiarową reakcję na sytuację. Choć 12 proc. badanych widzi zasadność takiej dywersyfikacji w przyszłości, to grupa realnie podejmująca kroki w kierunku lokowania środków w obcych jurysdykcjach, walutach czy zagranicznych nieruchomościach pozostaje marginalna i zamyka się w 5 proc. wskazań. Czy czujemy się pewnie?

Globalne napięcia i strach w Polsce?

Obserwując współczesną infosferę, trudno nie odnieść wrażenia, że w mediach tradycyjnych, a zwłaszcza w mediach społecznościowych, panuje permanentny stan podgorączkowy, w którym dyskusje o bezpieczeństwie fizycznym i finansowym w Polsce są skrajnie spolaryzowane i nasycone emocjami, co często prowadzi do narracji o nieuchronnym zagrożeniu. Jednak dogłębna analiza postaw społecznych sugeruje, że owo wyczuwalne napięcie jest w dużej mierze zjawiskiem kreowanym przez algorytmy i sensacyjne formaty newsowe, które sztucznie pompują poczucie zagrożenia, podczas gdy realne decyzje finansowe obywateli oparte są na znacznie trwalszych fundamentach spokoju i pragmatyzmu.

Nie jest to wyłącznie subiektywna intuicja analityków, lecz klarowny i wymierny wniosek płynący z badania zrealizowanego przez Opinia24 na zlecenie firmy Tavex, który stanowi swoiste – sprawdzam dla medialnych teorii o masowym wycofywaniu kapitału z kraju. Na pytanie o to, czy obecna sytuacja na świecie i towarzysząca jej niepewność skłoniły respondentów do realnego rozważenia przeniesienia części zgromadzonych oszczędności za granicę lub ich konwersji na obce waluty, aż 60 proc. badanych udzieliło stanowczej odpowiedzi: „nie, nie planuję takich działań”, a kolejne 15 proc. oceniło tego rodzaju kroki jako reakcję rażąco nieadekwatną, kwitując je stwierdzeniem, że „to przesada”. Zaledwie 12 proc. ankietowanych przyznaje, że rozważa taką ewentualność w bliżej nieokreślonej przyszłości, podczas gdy marginalne grupy – po zaledwie 5 proc. wskazań każda – deklarują, że albo już podjęły konkretne starania w tym kierunku, albo intensywnie nad tym pracują, choć nie przeszły jeszcze do fazy realizacji.

Co najbardziej frapujące w świetle tych danych, układ odpowiedzi pozostaje niemal identyczny we wszystkich grupach wiekowych, co dowodzi, że nie mamy tu do czynienia z izolowaną reakcją jednej, konkretnej generacji, lecz z głęboko zakorzenioną i ogólnospołeczną postawą, wedle której nawet jeśli globalne procesy budzą naturalny niepokój, Polacy nie odpowiadają impulsywnym transferem kapitału poza granice polskiej gospodarki.

Finanse Polaków papierkiem lakmusowym?

To zresztą dobrze wpisuje się w szerszy obraz polskich finansów. Z danych Narodowego Banku Polskiego wynika, że na koniec III kwartału 2025 roku aktywa finansowe gospodarstw domowych wyniosły 3,79 bln zł, z czego aż 1,85 bln zł stanowiły gotówka i depozyty, a więc najbardziej płynna i zarazem najbardziej zachowawcza część majątku. Dodatkowo NBP odnotował, że wartość pieniądza gotówkowego w obiegu sięgnęła w tym czasie 455,8 mld zł, co potwierdza utrzymującą się skłonność do budowania bezpieczeństwa finansowego w formach prostych, dostępnych i dobrze znanych. Innymi słowy, w czasie globalnej niepewności Polacy nie tyle „uciekają” z krajowego systemu finansowego, ile raczej wzmacniają w nim własne bufory bezpieczeństwa, wybierając rozwiązania płynne, osadzone lokalnie i dające szybki dostęp do środków.

W tym kontekście odpowiedź na pytanie, dlaczego Polacy nie przenoszą oszczędności za granicę, brzmi: ponieważ dla większości z nich bezpieczeństwo nie oznacza geograficznej zmiany adresu kapitału, lecz możliwość utrzymania nad nim kontroli. Zagraniczne konto, portfel walutowy czy inwestycja w nieruchomość poza Polską mogą z perspektywy medialnej wyglądać atrakcyjnie, ale z perspektywy przeciętnego gospodarstwa domowego niosą również dodatkową warstwę komplikacji: nie tylko kursowych, lecz także prawnych, podatkowych, organizacyjnych i psychologicznych – wskazuje Tomasz Gessner, główny analityk Tavex. Oszczędzanie „na miejscu” jest prostsze, bardziej zrozumiałe, łatwiejsze do monitorowania i – co równie ważne – nie wymaga specjalistycznej wiedzy ani dużego progu wejścia. W praktyce więc wielu Polaków nie postrzega zagranicy jako naturalnego azylu dla swoich pieniędzy, lecz raczej jako rozwiązanie dla węższej grupy osób o większym kapitale, wyższym doświadczeniu inwestycyjnym albo konkretnej potrzebie życiowej – dodaje.

Natomiast Ewa Bułatowicz, ekspert firmy Tavex zawraca uwagę, że: choć zjawisko finansowej „ucieczki” kapitału bywa postrzegane jako naturalna reakcja na niepewność geopolityczną, w praktyce dla wielu osób okazuje się rozwiązaniem bardziej ryzykownym niż pozostawanie przy dobrze znanych i zrozumiałych formach zarządzania finansami. Wynika to w dużej mierze z tego, że poczucie bezpieczeństwa silnie wiąże się z kontrolą – nie tylko nad samymi środkami, lecz także nad zasadami, według których są one zarządzane. Preferowanie znanych schematów postępowania, wzmacniane przez opisany w ekonomii behawioralnej efekt status quo, pozwala tę kontrolę utrzymać, ograniczając jednocześnie złożoność decyzji i postrzegane ryzyko. Mechanizm ten współwystępuje z awersją do straty, zgodnie z którą potencjalne straty są psychologicznie „silniejsze” niż porównywalne zyski – co dodatkowo zniechęca do podejmowania działań wymagających zmiany dotychczasowych schematów.

Na taką postawę wpływa również odbudowujące się zaufanie do złotego. Aż 59 proc. Polaków uznaje polską walutę za stabilną, 63 proc. deklaruje brak zainteresowania kursami walut, a 76 proc. w ciągu ostatnich 12 miesięcy nie kupiło żadnej waluty obcej. Jeśli już do zakupu dochodziło, to w 80 proc. przypadków z powodów praktycznych, głównie w związku z podróżą zagraniczną, a nie w celu ochrony majątku czy budowania walutowej poduszki bezpieczeństwa. To bardzo ważny sygnał – Polacy nie ignorują istnienia walut obcych, ale w większości nie traktują ich dziś jako pierwszego odruchu obronnego. Zwłaszcza że rok 2025 upłynął pod znakiem relatywnie mocnego złotego.

Polskie oszczędności

Nie bez znaczenia pozostaje również fakt, że Polacy znajdują się dziś raczej na etapie odbudowy i porządkowania oszczędności niż ich masowej internacjonalizacji. Z badania firmy Tavex wynika, że w styczniu 2026 roku już 60 proc. Polaków deklarowało posiadanie oszczędności, co oznacza poprawę względem roku poprzedniego. To ważny kontekst interpretacyjny: w sytuacji, gdy społeczeństwo odbudowuje finansowy oddech po okresie wysokiej inflacji, naturalnym priorytetem staje się nie tyle egzotyczna dywersyfikacja, co wzmacnianie krajowego fundamentu finansowego.

Warto przy tym podkreślić, że „brak transferu za granicę” nie oznacza braku ostrożności ani finansowej dojrzałości. Przeciwnie – w wielu przypadkach może oznaczać racjonalne ważenie ryzyka. Dlatego właśnie wyniki naszego badania są tak interesujące także z perspektywy szerszej debaty ekonomicznej. Pokazują one, że globalna niepewność nie musi automatycznie prowadzić do masowych, nerwowych decyzji finansowych, jeśli lokalne otoczenie – waluta, sektor bankowy, dostęp do oszczędzania i podstawowe poczucie stabilności – pozostaje dla ludzi wystarczająco wiarygodne – podkreśla Tomasz Gessner, główny analityk Tavex. Szczególnie znamienne jest to, że podobny sposób myślenia widoczny jest we wszystkich grupach wiekowych. Gdyby przewagę miały wyłącznie osoby starsze, można byłoby mówić o zachowawczości; gdyby tylko młodsi, o pragmatycznym oswojeniu świata bez granic. Tymczasem powtarzalność trendu niezależnie od wieku sugeruje coś znacznie ważniejszego: w Polsce nie utrwalił się dziś społeczny odruch finansowej ewakuacji, lecz raczej przekonanie, że w czasach niepokoju najpierw trzeba zadbać o lokalny spokój – podsumowuje.

Rynki boją się powrotu inflacji w USA. Obligacje już reagują

Inwestorzy czekają na jutrzejszy kluczowy raport o inflacji w USA, który może przesądzić o tym, jak długo Rezerwa Federalna pod kierownictwem Kevina Warsha będzie utrzymywać stopy procentowe bez zmian. W centrum uwagi pozostają przede wszystkim ceny ropy, podbijane przez napięcia między USA a Iranem w rejonie cieśniny Ormuz. Droższa energia zwiększa ryzyko, że inflacja w Stanach Zjednoczonych utrzyma się na podwyższonym poziomie dłużej, niż wcześniej zakładano.

Na te obawy wyraźnie reaguje rynek obligacji. Rentowność amerykańskich obligacji 2-letnich wzrosła o 4 punkty bazowe, do 3,92%, ponieważ inwestorzy coraz ostrożniej podchodzą do scenariusza szybkich obniżek stóp procentowych. Od początku eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie rynek nie tylko ograniczył oczekiwania na łagodzenie polityki Fed, ale zaczął również wyceniać możliwość podwyżek stóp w przyszłym roku. Obecnie prawdopodobieństwo takiego ruchu do kwietnia 2027 r. przekracza 40%.

Konsensus rynkowy zakłada, że inflacja konsumencka w USA wzrosła w kwietniu do 3,7% rok do roku, natomiast inflacja bazowa, nieuwzględniająca cen żywności i energii, wyniosła 2,7%. Kluczowe będzie to, czy presja cenowa pozostaje skoncentrowana głównie w sektorze energii, czy zaczyna rozlewać się szerzej na gospodarkę. Jeżeli dane okażą się wyższe od oczekiwań, a rynek pracy pozostanie odporny, Fed może mieć ograniczoną przestrzeń do obniżek stóp. Z kolei jeśli wzrost inflacji okaże się przejściowy, a zatrudnienie zacznie słabnąć, bank centralny mógłby wrócić do scenariusza luzowania polityki pieniężnej jeszcze w tym roku.

Dodatkowym sprawdzianem nastrojów będą aukcje amerykańskich obligacji 3-, 10- i 30-letnich. Ich wyniki pokażą, czy inwestorzy nadal są gotowi kupować dług USA mimo rosnących obaw o inflację, większą niepewność polityczną i potencjalne osłabienie wiarygodności Fed. Niepewność rynkową zwiększa również zmiana na stanowisku przewodniczącego Rezerwy Federalnej. Senat USA ma w tym tygodniu głosować nad zatwierdzeniem Kevina Warsha, kandydata Donalda Trumpa na następcę Jerome’a Powella, którego kadencja jako szefa Fed kończy się w piątek. Nominacja Warsha wpisuje się w szerszy spór między Białym Domem a bankiem centralnym o poziom stóp procentowych i niezależność polityki pieniężnej.

Warsh był członkiem zarządu Fed w latach 2006–2011 i w przeszłości uchodził za jastrzębia inflacyjnego, czyli zwolennika bardziej restrykcyjnej polityki pieniężnej w celu ograniczania presji cenowej. Obecnie jednak jego stanowisko zbliżyło się do poglądu Trumpa, że stopy procentowe są zbyt wysokie. To budzi obawy Demokratów, że jako przewodniczący Fed mógłby być bardziej podatny na presję polityczną ze strony administracji.

Dla rynków najważniejsze pytanie dotyczy więc nie tylko przyszłego poziomu stóp procentowych, ale także niezależności Fed. Jeżeli inwestorzy uznają, że decyzje Fed będą podporządkowane celom politycznym, mogą zażądać wyższej premii za ryzyko przy zakupie amerykańskich obligacji. To z kolei mogłoby utrzymać rentowności na podwyższonym poziomie, nawet jeśli administracja będzie naciskać na niższe stopy.

Warsh może próbować uspokoić rynki, podkreślając niezależność banku centralnego i ostrożność w prowadzeniu polityki pieniężnej. Jego zadanie będzie jednak trudne, ponieważ obejmuje stanowisko w momencie, gdy inflacja nadal ogranicza przestrzeń do łagodzenia polityki, ceny energii pozostają pod presją konfliktu na Bliskim Wschodzie, a Trump otwarcie domaga się niższych stóp. W efekcie najbliższe dane inflacyjne, zachowanie rynku obligacji i pierwsze sygnały ze strony nowego przewodniczącego Fed mogą mieć kluczowe znaczenie dla kierunku dolara, rentowności długu oraz nastrojów na globalnych rynkach finansowych.

Spotkanie Trumpa i Xi w Pekinie: wojna w Iranie, handel, półprzewodniki i inne tematy na agendzie

  • Wojna w Iranie, ceny ropy, inflacja, handel, metale ziem rzadkich, półprzewodniki oraz łańcuchy dostaw dla sektora AI sprawiają, że spotkanie Donalda Trumpa i Xi Jinpinga w tym tygodniu nie jest wyłącznie wydarzeniem dyplomatycznym, ale również istotnym wydarzeniem rynkowym.
  • Najważniejsze pytanie z perspektywy rynków brzmi: czy USA i Chiny będą w stanie ograniczyć szok naftowy związany z wojną w Iranie, nie wywołując jednocześnie szerszego wstrząsu w handlu i technologii.
  • Konstruktywny wynik mógłby wesprzeć aktywa ryzykowne, zwłaszcza azjatyckie akcje, sektory cykliczne, linie lotnicze, branżę turystyczną, wybrane spółki z Chin i Hongkongu oraz akcje firm z łańcucha dostaw sztucznej inteligencji. Niekorzystny wynik mógłby utrzymać wysokie ceny ropy, wzmocnić dolara amerykańskiego i złoto oraz wywrzeć presję na nastroje inwestorów.
  • Inwestorzy nie powinni traktować szczytu jako jednej transakcji typu „wszystko albo nic”. Bardziej zrównoważone podejście zakłada utrzymanie ekspozycji na strukturalne trendy wzrostowe, zachowanie zabezpieczeń przed ryzykiem geopolitycznym i inflacyjnym oraz obserwowanie taktycznych okazji, jeśli dyplomacja ograniczy premię wojenną.

Prezydent USA Donald Trump ma spotkać się z prezydentem Chin Xi Jinpingiem w Pekinie w dniach 14–15 maja. Będzie to jedno z kluczowych wydarzeń geopolitycznych i rynkowych tego tygodnia.

Wcześniej, 12–13 maja, planowane jest w Seulu spotkanie sekretarza skarbu USA Scotta Bessenta z chińskim wicepremierem He Lifengiem, aby zawęzić agendę gospodarczą. Rozmowy mają obejmować m.in. przedłużenie rozejmu handlowego, dostawy metali ziem rzadkich oraz potencjalne zakupy amerykańskich towarów przez Chiny.

Jak wyjaśnia Charu Chanana, główna strateg inwestycyjna w Saxo Bank, ta kolejność ma znaczenie. Jeśli część kwestii gospodarczych zostanie wcześniej uporządkowana, Trump i Xi będą mogli skoncentrować się na ważniejszych tematach strategicznych: wojnie w Iranie, przepływach ropy przez Cieśninę Ormuz, Tajwanie, kontrolach technologicznych oraz kierunku relacji USA–Chiny.

Konflikt z Iranem sprawił, że ropa ponownie znalazła się w centrum debaty makroekonomicznej. Wyższe ceny surowca zwiększają ryzyko inflacyjne, obciążają konsumentów i sprawiają, że banki centralne stają się bardziej ostrożne.

Dlatego to spotkanie ma znaczenie. USA chcą, aby Chiny wykorzystały swoje wpływy w Teheranie, podczas gdy Chinom zależy na stabilnych dostawach energii i drożnych szlakach żeglugowych. Szczyt prawdopodobnie nie zakończy wojny, ale może zmienić sposób, w jaki rynki wyceniają premię wojenną w ropie, handlu, metalach ziem rzadkich i półprzewodnikach.

Co prawdopodobnie znajdzie się na agendzie?

Iran i Cieśnina Ormuz

Iran będzie prawdopodobnie najpilniejszym tematem rozmów. USA będą chciały, aby Chiny wykorzystały swoje wpływy w Teheranie, szczególnie że są dużym nabywcą irańskiej ropy. Rząd Chin z kolei dąży do bezpieczeństwa energetycznego i stabilności szlaków żeglugowych, ale raczej nie będzie chciał działać pod dyktando Waszyngtonu. Najbardziej prawdopodobnym efektem tego spotkania nie jest więc przełomowe publiczne porozumienie, lecz bardziej subtelny sygnał: obie strony mogą zgodzić się co do potrzeby uniknięcia dalszej eskalacji, utrzymania otwartych szlaków żeglugowych i wspierania ścieżki dyplomatycznej.

Dla rynków miałoby to znaczenie. Jeśli Chiny zostaną odebrane jako strona pomagająca utrzymać przepływy ropy, ceny surowca mogą oddać część premii wojennej. Natomiast jeśli spotkanie przerodzi się we wzajemne obwinianie się w sprawie Iranu, ceny ropy mogą utrzymać się na wysokim poziomie, a akcje mogą mieć trudności.

Handel, cła i zaufanie rynku

Handel również będzie przedmiotem rozmów. Inwestorzy nie oczekują, że cła znikną z dnia na dzień. Kluczowe pytanie dotyczy tego, czy obie strony unikną nowej eskalacji. Przedłużenie rozejmu, więcej dialogu lub zobowiązania dotyczące zakupów amerykańskich towarów mogłyby wystarczyć, aby wesprzeć nastroje. Rynki nie potrzebują tu perfekcyjnego rozwiązania, lecz przewidywalności.

Spokojniejsze tło w relacjach handlowych USA–Chiny pomogłoby globalnym spółkom cyklicznym, azjatyckim eksporterom, sektorowi przemysłowemu oraz rynkom akcji w Chinach i Hongkongu. Z kolei bardziej konfrontacyjny ton ponownie wzbudziłby obawy, że wojna w Iranie nie jest już wyłącznie szokiem energetycznym, lecz częścią szerszej historii geopolitycznej fragmentacji.

Metale ziem rzadkich i półprzewodniki

Po ropie może to być najważniejszy temat dla rynków. Chiny kontrolują znaczną część przetwórstwa metali ziem rzadkich, które są kluczowe dla pojazdów elektrycznych, systemów obronnych, lotnictwa i kosmonautyki, robotyki, urządzeń energetycznych oraz części szeroko rozumianego łańcucha dostaw technologii. USA z kolei kontrolują dostęp do zaawansowanych technologii półprzewodnikowych i chipów AI. Tworzy to trudny układ negocjacyjny. Chiny chcą złagodzenia amerykańskich ograniczeń technologicznych. USA chcą gwarancji, że krytyczne surowce będą nadal płynąć.

Dla inwestorów stawką jest zaufanie do łańcuchów dostaw. Jeśli spotkanie złagodzi napięcia związane z surowcami ziem rzadkich i chipami, może to pozytywnie wpłynąć na akcje spółek z branży półprzewodników, motoryzacyjnej, lotniczej, przemysłowej oraz wybranych spółek zajmujących się infrastrukturą sztucznej inteligencji. Jeśli napięcia wzrosną, rynki mogą zacząć wyceniać większe zakłócenia w dostawach i wyższe koszty.

AI i bezpieczeństwo narodowe

AI nie jest już wyłącznie tematem wzrostowym. Stała się również kwestią bezpieczeństwa narodowego.

Relacje USA–Chiny będą kształtować przyszłość sprzętu dla sektora AI, infrastruktury chmurowej, centrów danych, chipów, zaawansowanej produkcji i cyberbezpieczeństwa. Każda rozmowa o zarządzaniu AI, kontrolach eksportowych lub zasadach bezpieczeństwa technologicznego może wpływać na nastroje w całym łańcuchu wartości AI.

Konstruktywne spotkanie nie usunie strategicznej rywalizacji. Pomocne byłyby jednak nawet same kanały komunikacji i jaśniejsze reguły gry. Inwestorzy przyzwyczaili się do konkurencji, jednak tym, czego nie akceptują, jest niepewność, która nagle zaburza łańcuchy dostaw lub odcina dostęp do krytycznych komponentów.

Ryzyko wokół Tajwanu

Tajwan pozostanie wrażliwym tematem, ponieważ Pekin jest zaniepokojony amerykańską sprzedażą broni Tajwanowi i może zabiegać o mocniejsze deklaracje USA przeciwko niepodległości tego państwa. Tajpej odrzuca z kolei roszczenia Pekinu i nadal dąży do większego uznania międzynarodowego.

Dla rynków Tajwan nie jest wyłącznie punktem zapalnym geopolityki. Jest centralnym elementem łańcucha dostaw półprzewodników. Każda narracja sugerująca spadek napięć mogłaby wesprzeć tajwańskie akcje i globalne nastroje wokół chipów. Agresywna retoryka mogłaby z kolei wywrzeć presję na półprzewodniki i szerzej na azjatyckie aktywa ryzykowne. To kolejny powód, dla którego spotkanie ma znaczenie wykraczające poza politykę. Ryzyko związane z Tajwanem jest bezpośrednio powiązane z wycenami globalnej technologii.

Trzy scenariusze dla rynków

Scenariusz 1: Konstruktywnie, ale bez konkretów – najbardziej prawdopodobny wariant

To scenariusz bazowy. Dwaj przywódcy unikają poważnej konfrontacji. Zgadzają się, że przepływy energii powinny się normalizować, dialog handlowy powinien być kontynuowany, a kanały w łańcuchach dostaw pozostać otwarte. Nie dochodzi do formalnego przełomu w sprawie Iranu, ale ton rozmów jest wystarczająco stabilny, by uspokoić rynki.

Prawdopodobna reakcja rynków:

  • Ceny ropy spadają, ale nie załamują się.
  • Rynki akcji odbijają, szczególnie w Azji i w segmentach cyklicznych.
  • Dolar amerykański lekko się osłabia.
  • Złoto przechodzi w konsolidację.
  • Półprzewodniki i infrastruktura AI odzyskują pozycję liderów.
  • Chiny i Hongkong notują taktyczne odbicie ulgi.

Byłby to pozytywny wynik, ale nie pełne wyzerowanie ryzyka. Inwestorzy nadal musieliby monitorować ceny ropy, dane inflacyjne i komunikację banków centralnych.

Scenariusz 2: Chiny pomagają stworzyć ścieżkę deeskalacji

To scenariusz wzrostowy. Chiny po cichu wspierają ścieżkę dyplomatyczną, która pomaga ograniczyć presję wokół Cieśniny Ormuz. Rynek ropy zaczyna wyceniać niższe ryzyko zakłóceń. USA i Chiny unikają również nowej eskalacji w handlu i technologii.

Prawdopodobna reakcja rynków:

  • Ceny ropy gwałtownie spadają wraz z wygasaniem premii wojennej.
  • Zyskują linie lotnicze, turystyka, sektor dóbr uznaniowych i gospodarki importujące ropę.
  • Oczekiwania inflacyjne maleją.
  • Rentowności obligacji mogą spaść.
  • Akcje odnotowują wzrosty, napędzane przez sektory cykliczne i rynki azjatyckie.
  • Spółki energetyczne mogą pozostać w tyle po wcześniejszym mocnym wzroście.

Byłby to najbardziej pozytywny scenariusz dla inwestorów skłonnych do podejmowania ryzyka. Potwierdzałoby to tezę, że wstrząs geopolityczny staje się coraz łatwiejszy do opanowania.

Scenariusz 3: Spotkanie ujawnia głębsze pęknięcie w relacjach USA–Chiny

To scenariusz risk-off. USA mocno naciskają na Chiny w sprawie zakupów irańskiej ropy. Chiny odmawiają działań, które mogłyby wyglądać jak presja na Teheran. Tajwan, chipy i metale ziem rzadkich stają się źródłem sporu, a nie kompromisu.

Prawdopodobna reakcja rynków:

  • Ceny ropy utrzymują się na wysokim poziomie lub dalej rosną.
  • Dolar amerykański się umacnia.
  • Ceny złota zyskują wsparcie.
  • Azjatyckie rynki akcji znajdują się pod presją.
  • Akcje spółek z branży półprzewodników tracą na wartości w obliczu ponownego nasilenia napięć w sektorze technologicznym.
  • Relatywnie lepiej radzą sobie energia, sektor obronny i zabezpieczenia przed inflacją.

Byłby to najtrudniejszy scenariusz dla inwestorów, ponieważ łączyłby dwa szoki: naftowy i podażowy w łańcuchach dostaw.

Jak inwestorzy mogą myśleć o pozycjonowaniu?

Kluczem jest unikanie stawiania wszystkiego na jedną „polityczną kartę”. To tydzień pełen ważnych wydarzeń – jednocześnie na pierwszy plan wysuwają się sprawy związane z Iranem, stosunki dyplomatyczne między USA a Chinami, dane o inflacji oraz wyniki finansowe. Bardziej zrównoważone podejście może mieć więcej sensu.

Utrzymanie ekspozycji na strukturalny wzrost, ale selektywnie

AI pozostaje jednym z najsilniejszych strukturalnych tematów na rynku. Sezon wyników potwierdził, że firmy powiązane z infrastrukturą AI, półprzewodnikami, pamięcią, sieciami, energetyką i centrami danych nadal obserwują silny popyt. Konstruktywne spotkanie Trumpa i Xi mogłoby wesprzeć ten temat poprzez ograniczenie niepewności wokół łańcuchów dostaw. Inwestorzy nie powinni jednak zakładać, że każda spółka powiązana z AI skorzysta w takim samym stopniu. Rynek staje się bardziej selektywny i premiuje firmy, które pokazują realne przychody, siłę cenową oraz widoczność przyszłych wyników.

Ryzyko polega na tym, że ponowne napięcia technologiczne między USA i Chinami mogłyby szybko uderzyć w nastroje, szczególnie po silnych wzrostach w sektorze półprzewodników i spółek infrastruktury AI.

Zachowanie części zabezpieczeń przed inflacją i ryzykiem geopolitycznym

Dopóki ryzyko wokół Cieśniny Ormuz nie zostanie realnie rozwiązane, ropa i złoto pozostają ważnymi wskaźnikami rynkowymi. Ekspozycja na energię może pełnić funkcję zabezpieczenia przed utrzymującym się szokiem naftowym, ale powinna być odpowiednio skalowana. Jeśli dyplomacja zadziała, ceny ropy mogą szybko spaść, a spółki energetyczne oddać część wcześniejszych zysków. Złoto może pomagać w okresach napięć geopolitycznych, ale wyższe realne rentowności i mocniejszy dolar mogą ograniczać jego potencjał wzrostowy.

W przypadku inwestorów nie chodzi o wycofanie się z rynku, lecz o uznanie, że szoki inflacyjne mogą zmieniać korelacje i osłabiać skuteczność tradycyjnej dywersyfikacji.

Obserwowanie taktycznego odbicia w Chinach i Azji

Konstruktywny szczyt mógłby wesprzeć rynki akcji w Chinach i Hongkongu, azjatyckich eksporterów, spółki przemysłowe, motoryzacyjne oraz konsumenckie. Skala ulgi mogłaby być większa, gdyby jednocześnie spadły ceny ropy, ponieważ niższe koszty energii zmniejszyłyby presję na marże, konsumentów i banki centralne.

Korea i Tajwan pozostają ważnymi elementami azjatyckiej historii AI, ale oba rynki są również wrażliwe na wynik spotkania. Konstruktywny szczyt mógłby wesprzeć Tajwan poprzez obniżenie ryzyka geopolitycznego wokół półprzewodników i łańcuchów dostaw, podczas gdy Korea mogłaby skorzystać na większym zaufaniu do popytu na pamięć, motoryzację, baterie i handel globalny. Negatywny wynik działałby odwrotnie: Tajwan mógłby ponownie znaleźć się pod presją obaw o chipy i ryzyko geopolityczne, a Korea odczułaby słabsze nastroje handlowe, wyższe koszty produkcji i szerszą ostrożność wobec spółek cyklicznych. Jednocześnie udany szczyt może poprawić nastroje wobec Chin i Hongkongu, ale nie rozwiązuje automatycznie problemów chińskiego rynku nieruchomości, konsumpcji ani zaufania.

Gospodarki importujące ropę mogłyby skorzystać na deeskalacji

Jeśli po spotkaniu ceny ropy spadną, ulgę mogą odczuć rynki importujące surowiec, takie jak Japonia, Indie i część Azji Południowo-Wschodniej. Linie lotnicze, turystyka, logistyka i sektory nastawione na konsumenta również mogłyby skorzystać. Jeśli jednak utrzymają się wysokie ceny ropy, te same obszary pozostaną wrażliwe. Wyższe koszty paliw mogą wywierać presję na marże, osłabiać wydatki konsumentów i utrzymywać podwyższone oczekiwania inflacyjne.

Unikanie nadmiernej pewności

Reakcja rynku może szybko się zmieniać wraz z napływem szczegółów spotkania. Pozytywne wiadomości mogą wesprzeć nastroje na kilka godzin, ale inwestorzy będą chcieli zobaczyć, czy rzeczywiście ulega poprawie sytuacja wokół szlaków żeglugowych, przepływów ropy, kontroli eksportowych i retoryki handlowej.

Wnioski dla inwestorów:

  • Spotkanie Trumpa i Xi prawdopodobnie nie zakończy wojny w Iranie, ale może wpłynąć na to, jak rynki będą ją wyceniać.
  • Konstruktywny wynik ograniczyłby część premii za ryzyko w cenach ropy, wsparł Azję i spółki cykliczne oraz poprawił nastroje wokół łańcucha dostaw AI. Negatywny scenariusz utrzymałby podwyższone ryzyka inflacyjne i przekształcił wojnę w Iranie z regionalnego szoku energetycznego w szerszy strategiczny wstrząs w relacjach USA–Chiny.
  • Dla inwestorów właściwym podejściem jest równowaga: utrzymanie ekspozycji na strukturalnych zwycięzców, zachowanie ochrony przed szokami naftowymi i inflacyjnymi oraz gotowość do wykorzystania taktycznych okazji, jeśli dyplomacja obniży premię za ryzyko.
  • To nie jest tydzień na pełne nastawienie risk-on ani na pełną defensywę. To tydzień, w którym warto zachować elastyczność, obserwować sygnały i unikać sytuacji, w której jeden nagłówek decyduje o całym portfelu.

Spotkanie Trumpa i Xi pokazuje, że geopolityka coraz mocniej przenika się z rynkami energii, technologią i globalnymi łańcuchami dostaw. Dla inwestorów kluczowe jest nie tyle przewidzenie jednego scenariusza politycznego, ile zrozumienie, jak szybko zmiany w cenach ropy, napięcia wokół półprzewodników czy dostęp do metali ziem rzadkich mogą przełożyć się na wyceny wielu klas aktywów jednocześnie. W takim otoczeniu szczególnego znaczenia nabiera elastyczne podejście do portfela, oparte na różnych źródłach ekspozycji i odporne na nagłe zwroty w narracji rynkowej. Dywersyfikacja pozostaje narzędziem ograniczania wpływu pojedynczych szoków, zwłaszcza gdy jeden polityczny komunikat może zmienić oczekiwania wobec inflacji, handlu i sektora technologicznego – mówi Aleksander Mrózek, Manager ds. relacji z kluczowymi klientami regionu CEE w Saxo Banku.

Polacy oglądają tyle samo telewizji co 10 lat temu. Zmieniło się tylko to, co wybierają

0

Z porównania klasycznych raportów Nielsena, dotyczących średniej liczby widzów oraz udziału danej stacji w widowni telewizyjnej w latach 2015-2022 z danymi The Gauge z okresu 2023-2026, badającymi głównie strukturę ekranową, płyną zaskakujące wnioski. Okazuje się, że przez około 10 ostatnich lat czas oglądania telewizji wśród Polaków praktycznie się nie zmienił. Wynosi on wciąż średnio około 4h dziennie. Zmieniło się natomiast to, kto, co i jak ogląda. Tym, co pozostaje jednak wciąż niezmienne jest fakt, iż Polacy chętnie oglądają w telewizji wydarzenia na żywo, w tym przede wszystkim sport.

Z danych z raportu Nielsena All Screens Video Landscape, a także z analiz platformy OTT MEGOGO wynika, że zarówno w telewizji linearnej, jak również w streamingu największą popularnością widzów w marcu br. cieszyły się właśnie wydarzenia sportowe. W obydwu przypadkach, jeśli chodzi o liczbę użytkowników, na dwóch pierwszych miejscach znalazły się barażowe mecze Polaków w piłce nożnej – odpowiednio ze Szwecją oraz Albanią.

Trochę historii dotyczącej polskiej telewizji w latach 2015-2026

Pokutuje przeświadczenie, że kres tradycyjnej telewizji jest bliski. Nic bardziej mylnego. Mimo zmian krajobrazu telewizyjnego, który polega w głównej mierze na transformacji sposobu odbioru treści, udział TV linearnej zmienił się w latach 2015-2026 z około 95 proc. do 80-85 proc. w zależności od analizowanego miesiąca. Streaming bije co prawda rekordy, ale wynoszą one nieznacznie ponad 10 proc. W marcu 2026 r. było to rekordowe 10,7 proc. – wyjaśnia Artur Pacuła, CEO MEGOGO w Polsce, platformy streamingowej, która dostarcza telewizję online, w tym sport na żywo, a także oferuje dostęp do biblioteki filmów VOD.

Przyglądając się bliżej danym Nielsena i zestawiając je z raportami The Gauge, które są publikowane przez Nielsena od 2023 r., widać kilka głównych trendów kształtujących polski krajobraz telewizyjny w Polsce.

Telewizja w Polsce transformuje, odchodząc od rozrywki i ewoluując w kierunku wydarzeń na żywo – newsów oraz sportu. Co istotne, streaming nie wypiera TV, ale nadbudowuje się na niej. Technologia ta rozwija się, ale głównie dotyczy to odbiorników telewizyjnych. To młodzi użytkownicy w głównej mierze wpływają na rozwój streamingu. Ci bardziej dojrzali odpowiadają za utrzymywanie się roli telewizji linearnej – dodaje Artur Pacuła z MEGOGO.

Paradoks rozwoju streamingu – rośnie, wzmacniając znaczenie sportu

Dane Sports Marketing Surveys Ltd pokazują, że 77 proc. Europejczyków ogląda sport[1].

Nawet w erze rozwoju streamingu, gdzie telewizja tradycyjna przegrywa z VOD, nadal zwycięsko wychodzi w kontekście wydarzeń na żywo. To głównie sport utrzymuje masową widownię linearnej TV. Jednak ta się nie poddaje, tworząc inne formaty, takie jak np. seriale na wyłączność czy wielkie show o wysokich budżetach – dodaje Artur Pacuła z MEGOGO.

Streaming nie zastępuje sportu, tylko o niego walczy

Z analiz Ampere[2] wynika, że średnio ponad 1/3 fanów sportu w największych krajach Europy, w tym dodatkowo w Szwecji i w Polsce, wskazuje streaming jako preferowany kanał oglądania sportu. Oznacza to, że klasyczna forma telewizji wciąż pełni dominującą rolę.

Mimo to, na rynku widać zwiększone zainteresowanie dużych platform pozyskiwaniem kontentu sportowego w Europie. W 2016 roku streaming odpowiadał za mniej niż 1 proc. praw sportowych, podczas gdy w 2026 r. będzie on wynosił już 17 proc. Co istotne, gdy prawa są dzielone między różne platformy lub między telewizję i streaming jednego nadawcy, usługi linearne wciąż zwykle osiągają wyższe wyniki. Przykładem może być rola w Wielkiej Brytanii Sky Sports i Now Sports, czyli rozwiązania należącego do tego nadawcy. Korzystanie z usługi linearnej deklarowało 45 proc., w porównaniu do 5 proc. informujących, że preferuje streaming Now Sports. W Hiszpanii nadawca linearny, w tym przypadku Movistar+, wciąż ma dominującą pozycję w stosunku do platformy streamingowej DAZN.

Czy streaming jednoznacznie wyprze telewizję tradycyjną ze sportu? Na razie się na to nie zanosi. Europejskie przykłady pokazują jednak, że każde rozwiązanie może znaleźć dla siebie miejsce.

[1] https://www.sportcal.com/pressreleases/report-77-per-cent-of-europeans-watch-sport-on-tv/?utm_source=chatgpt.com

[2] https://www.tvbeurope.com/media-consumption/the-olympic-shift-how-streamers-are-redefining-sports-viewing-in-europe?utm_source=chatgpt.com

Autonomiczne systemy AI w Google Cloud mogą uzyskiwać dostęp do danych firmy

Autonomiczne systemy AI działające w chmurze Google mogą w określonych warunkach uzyskiwać dostęp do danych i zasobów organizacji na poziomie uprzywilejowanego użytkownika. Jak wskazują badacze zespołu Unit 42, problem dotyczy środowiska Google Cloud, w tym platformy Vertex AI, gdzie domyślne konfiguracje mogą nadawać agentom AI zbyt szerokie uprawnienia[1]. W praktyce oznacza to, że błędnie skonfigurowany lub przejęty agent może uzyskiwać dostęp do kluczowych danych i systemów, wykraczający poza jego rzeczywiste potrzeby operacyjne.

Odkrycie to wpisuje się w szerszy trend związany z rosnącą rolą autonomicznych systemów w środowiskach chmurowych. Coraz więcej firm wykorzystuje agentów AI do automatyzacji procesów biznesowych, powierzając im dostęp do wielu systemów jednocześnie. Nie jest to odosobniony przypadek – z analiz Palo Alto Networks wynika, że aż 99% organizacji doświadczyło w ostatnim roku co najmniej jednego ataku wymierzonego w systemy AI, a najczęstsze scenariusze obejmują przejmowanie uprawnień i dostęp do danych[2].

Wraz z rosnącą skalą wdrażania agentów AI firmy tworzą systemy o bardzo szerokim zakresie autonomii. Jeśli ich uprawnienia nie są odpowiednio ograniczone, mogą stać się naturalnym celem dla atakujących i w efekcie działać jak uprzywilejowani użytkownicy z dostępem do krytycznych zasobów. W przypadku Google Cloud Vertex AI problem wynikał z faktu, że domyślne ustawienia przypisywały agentowi zakres dostępu wykraczający poza jego rzeczywiste potrzeby operacyjne, co w praktyce otwierało możliwość dalszej eskalacji uprawnień. W efekcie pojedynczy komponent mógł stać się punktem wyjścia do szerszego dostępu do zasobów chmurowych, w tym danych przechowywanych w infrastrukturze organizacji –  wskazuje Tomasz Pietrzyk, dyrektor techniczny w Palo Alto Networks w Europie Środkowo-Wschodniej.

Analiza wskazuje również, że w określonych warunkach możliwy był dostęp do elementów infrastruktury platformy, co zwiększa ryzyko poznania jej architektury i potencjalnych ataków na łańcuch dostaw. Eksperci Unit 42 zwracają też uwagę, że zakres domyślnych uprawnień może w niektórych scenariuszach obejmować inne usługi powiązane z ekosystemem organizacji.

Nowe ustalenia pokazują zmianę charakteru zagrożeń związanych ze sztuczną inteligencją. Dotychczas AI była przede wszystkim narzędziem wykorzystywanym przez cyberprzestępców – m.in. do automatyzacji phishingu czy tworzenia złośliwego oprogramowania. Obecnie coraz częściej staje się także celem ataku lub jego pośrednikiem. Jednocześnie rozwój AI skraca czas między wykryciem podatności a jej wykorzystaniem, co dodatkowo zwiększa znaczenie błędnych konfiguracji i nadmiernych uprawnień.

Kluczowe znaczenie ma właściwa konfiguracja i nadzór nad systemami AI. W praktyce oznacza to konieczność ścisłego ograniczania zakresu uprawnień zgodnie z podstawową zasadą “least privilege” obowiązującą w security, stosowania dedykowanych kont usługowych zamiast domyślnych ustawień oraz regularnego audytu dostępu do danych i usług. Coraz większą rolę odgrywa również monitorowanie zachowania agentów AI, które – podobnie jak w przypadku użytkowników uprzywilejowanych – powinno być analizowane pod kątem anomalii – podkreśla Tomasz Pietrzyk.

Rozwój platform takich jak Vertex AI przyspiesza transformację cyfrową przedsiębiorstw, ale jednocześnie zmienia sposób myślenia o bezpieczeństwie. Autonomiczne systemy stają się pełnoprawnymi uczestnikami środowiska IT, a to oznacza, że wymagają takiego samego podejścia jak użytkownicy z wysokimi uprawnieniami – z jasno określonym zakresem dostępu i stałą kontrolą ich działania.

[1] https://unit42.paloaltonetworks.com/double-agents-vertex-ai/

[2] https://www.paloaltonetworks.com/blog/2025/12/cloud-security-2025-report-insights/

Ransomware znów blisko rekordów. Co miesiąc ponad 700 organizacji trafia na listy ofiar

Co miesiąc nawet 700 organizacji staje się ofiarami grup ransomware! Według najnowszego raportu „State of Ransomware Q1 2026” firmy Check Point Research, ogólna liczba ataków jest bliska historycznych maksimów. Równolegle zmienia się obraz ataków dla okupu – na rynku jest mniej graczy, ale bardziej skutecznych.

W pierwszym kwartale 2026 r. analitycy bezpieczeństw cybernetycznego z Check Point Research śledzili ponad 70 aktywnych witryn z wyciekami danych, które rejestrowały średnio ponad 700 ofiar miesięcznie przy minimalnych wahaniach między styczniem a marcem. Chociaż wyniki rok do roku (YoY) sugerują niewielki spadek w porównaniu do Q1 2025, to porównanie okazuje się mylące. Ubiegłoroczne statystyki zostały sztucznie zawyżone przez jedną masową kampanię. Po usunięciu tej anomalii aktywność ransomware faktycznie wzrosła.

– Ransomware w 2026 roku nie jest już grą liczb. To problem koncentracji i przyspieszenia. Gdy mniejsza liczba bardziej kompetentnych grup napędza większość ataków, każdy incydent niesie ze sobą większe skutki operacyjne i finansowe. Jednocześnie sztuczna inteligencja zaczyna skracać cykl życia ataku – od uzyskania dostępu do eksploatacji – sprawiając, że istniejące punkty ekspozycji są groźniejsze niż kiedykolwiek – uważa Sergey Shykevich, Threat Intelligence Group Manager w Check Point Software.

Najważniejszą zmianą w tym kwartale nie jest liczba ataków, lecz to, kto je przeprowadza. Okazuje się, że rynek grupa hakerskich, odpowiedzialnych za ataki dla okupu konsoliduje się… Podczas gdy w Q3 2025 aktywność była rozproszona na rekordową liczbę grup, do Q1 2026 ich liczba spadła, a udział rynkowy największych operatorów przekroczył 70%.

Eksperci Check Pointa tłumaczą to presją organów ścigania i zakłóceniami infrastruktury, które eliminują mniejszych graczy. Silniejsze grupy przetrwały, wchłonęły rozproszonych współpracowników (affiliates) i urosły w siłę. W Q1 2026 grupy takie jak Qilin, Akira, The Gentlemen i LockBit odpowiadały łącznie za 41% wszystkich ofiar. Skonsolidowane operacje są zazwyczaj lepiej zorganizowane, bardziej spójne operacyjnie i odporniejsze na próby ich zablokowania.

Głównym celem ataków dla okupu pozostają Stany Zjednoczone, odpowiadając za równe 50% wszystkich odnotowanych ofiar. Wynik ten związany jest przede wszystkim z dużą ilością przedsiębiorstw oraz rozwiniętej infrastruktury cyfrowej w tym kraju. Kolejne miejsca zajmują Kanada (4%) oraz Wielka Brytania (4%), a tuż za nimi plasują się Niemcy (3%) i Francja (3%). Zdaniem analityków Check Pointa najczęściej atakowanymi branżami są produkcja, usługi biznesowe, ochrona zdrowia oraz sektory przemysłowe.

Dżentelmeni wkraczają do gry. Powraca LockBit

Najskuteczniejszym łowcą jest obecnie grupa Qilin, który w pierwszym kwartale roku zaatakowała 338 organizacji na całym świecie. Za jej plecami znajduje się Akira z 197 ofiarami w pierwszych trzech miesiącach 2026 roku; jednak najciekawszy przypadek to zamykający czołową trójkę gang The Gentlemen. „Dżentelmeni” stali się jedną z wiodących sił w zaledwie kilka miesięcy od rozpoczęcia działalności. Ich sukces opiera się na skali wcześniej przygotowanych dostępów (pre-positioned access). Zamiast polegać na powolnej i przypadkowej eksploatacji luk, grupa operuje na ogromnych bazach przejętych punktów wejścia do sieci.

Ich model działania wyróżnia się przede wszystkim geograficznie: tylko 13% ofiar pochodziło z USA (przy średniej rynkowej wynoszącej 49,6%), a ataki koncentrowały się w regionie APAC i Ameryce Łacińskiej. Nie wynika to z celowego unikania celów w USA, lecz odzwierciedla miejsca, w których grupa posiadała już gotowe dostępy. Napastnicy coraz częściej atakują tam, gdzie mają otwartą drogę, a niekoniecznie tam, gdzie ofiary są najbogatsze.

Jedną z najbardziej rozpoznawalnych i odpornych grup ransomware na świecie jest LockBit, która w pierwszym kwartale 2026 roku potwierdziła swój powrót do ścisłej globalnej czołówki. Historia grupy to ciągła walka z organami ścigania, z której wielokrotnie wychodziła obronną ręką. Po znaczących operacjach służb mundurowych w 2024 roku (m.in. „Operation Cronos”), które miały na celu rozbicie grupy, LockBit zdołał odbudować swoją infrastrukturę i w Q1 2026 odnotował 163 ofiary. Grupa nadal stosuje schemat podwójnego wymuszenia (double-extortion), polegający na szyfrowaniu danych i jednoczesnej groźbie ich upublicznienia na specjalnych stronach z wyciekami (Data Leak Sites), jeśli okup nie zostanie wpłacony.

Rekomendacje dla firm

Eksperci CPR są zgodni. W sytuacji rosnącego zagrożenia atakami dla okupu praktyczna obrona wymaga przede wszystkim zatrzymania ataków na poziomie dostępu do sieci i chmury poprzez stosowanie architektury Hybrid Mesh Network Security oraz kontroli Zero Trust, co pozwala na blokowanie zagrożeń, zanim dotrą one do urządzeń końcowych. Kluczowe staje się również zarządzanie ekspozycją (Exposure Management), czyli identyfikacja aktywów i luk, które atakujący mogą realnie wykorzystać jeszcze przed dokonaniem włamania.

Całość strategii musi dopełniać ochrona użytkowników w ramach Workspace Security, która dzięki rozwiązaniom opartym na sztucznej inteligencji skutecznie blokuje wektory dostarczania zagrożeń, takie jak phishing czy złośliwe linki. – Organizacje muszą odejść od reagowania na incydenty ransomware na rzecz proaktywnego ograniczania ekspozycji poprzez zamykanie luk w dostępie, wzmacnianie kontroli tożsamości i sieci oraz ograniczanie ruchu bocznego (lateral movement), zanim ataki zostaną uruchomione z maszynową prędkością – podkreśla Sergey Shykevich.

Konflikt na Bliskim Wschodzie miesza na rynkach. Glapiński jednocześnie gołębi i jastrzębi

Toczący się na Bliskim Wschodzie konflikt pokazuje, że nic nie musi być takie, jakie wydaje się na pierwszy rzut oka. Strony mogą się wzajemnie atakować, utrzymując jednocześnie zawieszenie broni. Obawy o eskalację mogą odciskać piętno na giełdach, a nadzieje na porozumienie zwiększać apetyt na ryzyko na forexie. Natomiast prezes NBP może być równocześnie gołębiem i jastrzębiem. 

Gorące zawieszenie

Doniesienia z Zatoki Perskiej zasadniczo pozostają bez zmian. Teoretycznie obowiązuje wciąż zawieszenie broni, ale nie przeszkadza to stronom konfliktu czasem dokonać jakichś ataków. Donald Trump nazwał ostatnią potyczkę w swoim stylu „miłosnym klepnięciem”, co w sumie w jego słowniku może oznaczać, że porozumienie rzeczywiście jest blisko. Niestety chyba innego zdania pozostają Irańczycy, ponieważ arabskie media twierdzą, że kluczowe aspekty (uran, Cieśnina Ormuz, reparacje) wciąż pozostają kością niezgody. Czy kolejne godziny lub dni przyniosą jakiś przełom? Weekendowe wydarzenia potrafią nie raz zaskoczyć, ale trudno nie pozostać sceptycznym, co do szybkiej i realnej ugody. Zegar tyka, a chińska podróż prezydenta Trumpa już za rogiem. Czy to Xi Jinping okaże się gołębiem pokoju, a Chiny jedynym stabilizatorem geopolitycznym na świecie? Długofalowe konsekwencje takiego stanu rzeczy mogą być dla USA o wiele kosztowniejsze od krótkoterminowych efektów konfliktu na Bliskim Wschodzie.

Prezes na dwóch skrzydłach

Do wydarzeń w Zatoce Perskiej nie mógł nie odnieść się w trakcie konferencji szef NBP. Miała ona oczywiście miejsce po majowej decyzji RPP o utrzymaniu stóp procentowych na tym samym poziomie (referencyjna to 3,75%). Można było odnieść wrażenie, że przedłużający się konflikt przesunął akcenty na bardziej jastrzębie w komunikacji prof. Adama Glapińskiego. Obawia się on, że trwający szok podażowy na rynku surowców (nie będąc samodzielnym zmartwieniem Rady) może prowadzić do odkotwiczenia oczekiwań inflacyjnych. Dodatkowo możliwy jest w tych warunkach powrót wyższej presji na wzrost wynagrodzeń, co mogłoby wywołać efekt drugiej fali. Jednak równocześnie prezes NBP starał się tonować podwyżkowe nastroje, twierdząc, że napięcia będą działały spowalniająco na wzrost gospodarczy i w ten sposób ograniczą dynamikę cen. Dodatkowo wyższe koszty paliw czy nośników energii mają ograniczyć wydatki w innych kategoriach. Ostatecznie każdy mógł z wypowiedzi prof. Glapińskiego wyłuskać akurat to, co mu najbardziej pasuje. Rynkom pasuje w dalszym ciągu obstawianie przynajmniej jednej podwyżki stóp do końca roku.

Dolar pod presją nadziei

Zarówno decyzja RPP, jak i konferencja szefa NBP nie stanowiły istotnych impulsów dla polskiego złotego. Ten wraz z większą częścią rynku walutowego pozostaje głównie pod wpływem sygnałów z Bliskiego Wschodu. W piątek forex zdaje się ignorować negatywne doniesienia i skupia się na szansach porozumienia. Wywołało to kolejną (chociaż już gasnącą) falę osłabienia dolara amerykańskiego, a co za tym idzie umocnienia walut EM. Kurs EUR/USD znowu wyszedł powyżej 1,175 USD, ale nie da się ukryć, że wciąż utrzymuje się układ konsolidacyjny. Przekłada się to na kurs dolara poniżej 3,60 zł, a kurs euro zatrzymał się przy 4,23 zł. Jedną z najmocniejszych walut pozostaje korona norweska, która korzysta z efektu zaskoczenia w postaci wczorajszej niespodziewanej podwyżki stóp procentowych (główna to teraz 4,25%) oraz z wciąż wysoko wycenianych cen surowców energetycznych (jako jeden z najważniejszych eksporterów węglowodorów). Tym samym kurs NOK/PLN pozostaje powyżej 0,39 zł, czyli na najwyższych poziomach od jesieni 2023 roku. Ostatnim aktem odczytowym dla rynków będą dzisiejsze dane z USA – NFP już o 14:30. Analitycy spodziewają się utrzymania narracji o wciąż odpornym rynku pracy, którego kondycję podsumowują stwierdzeniem: nie zatrudniają, ale też nie zwalniają.

Henkel po I kwartale 2026: wzrost organiczny, przejęcia i utrzymana prognoza roczna

Henkel zakończył pierwszy kwartał 2026 roku sprzedażą Grupy na poziomie 4,95 mld euro. Oznacza to nominalny spadek o 5,5 proc. wobec analogicznego okresu poprzedniego roku, kiedy sprzedaż wyniosła 5,24 mld euro. Jednocześnie sprzedaż organiczna, czyli po korekcie o wpływ kursów walutowych oraz przejęcia i zbycia, wzrosła o 1,7 proc.

Według spółki wzrost organiczny był widoczny w obu głównych jednostkach biznesowych. Adhesive Technologies odnotowało wzrost organiczny sprzedaży o 1,7 proc., natomiast Consumer Brands o 1,8 proc. W obu segmentach pozytywnie rozwijały się zarówno ceny, jak i wolumeny sprzedaży.

Na wyniki nominalne negatywnie wpłynęły przede wszystkim kursy walutowe. Ich wpływ na sprzedaż Grupy wyniósł -5,2 proc. Przejęcia i zbycia obniżyły sprzedaż o kolejne 2,1 proc. Komponent cenowy zwiększył sprzedaż o 0,7 proc., a komponent wolumenowy o 1,0 proc.

Europa słabsza, mocny wzrost w IMEA i Azji

W ujęciu regionalnym wyniki Henkla były zróżnicowane. W Europie sprzedaż organiczna spadła o 3,4 proc. W Ameryce Łacińskiej była niższa o 3,1 proc. Z kolei region IMEA, obejmujący Indie, Bliski Wschód i Afrykę, zanotował wzrost organiczny o 12,8 proc., a region Azji i Pacyfiku o 10,3 proc. W Ameryce Północnej sprzedaż organiczna wzrosła o 0,9 proc.

Największym rynkiem Henkla pozostaje Europa, która odpowiadała w pierwszym kwartale za 39 proc. sprzedaży Grupy. Ameryka Północna miała 25-proc. udział, Azja i Pacyfik 18 proc., IMEA 11 proc., a Ameryka Łacińska 8 proc.

Adhesive Technologies ze wzrostem organicznym

Sektor Adhesive Technologies, obejmujący kleje, uszczelniacze, powłoki oraz technologie dla przemysłu i konsumentów, osiągnął w pierwszym kwartale sprzedaż na poziomie 2,63 mld euro. Nominalnie oznacza to spadek o 3,2 proc. rok do roku, ale organicznie sprzedaż wzrosła o 1,7 proc.

Najlepsze wyniki w tym segmencie odnotował obszar Mobility & Electronics, gdzie sprzedaż organiczna wzrosła o 6,7 proc. Wzrost był wspierany przez działalność związaną z elektroniką i przemysłem. Słabszy wynik zanotował natomiast obszar motoryzacyjny, na który wpływało wymagające otoczenie rynkowe.

Obszar Packaging & Consumer Goods zwiększył sprzedaż organiczną o 0,5 proc., głównie dzięki produktom dla branży dóbr konsumpcyjnych. Z kolei Craftsmen, Construction & Professional odnotował spadek organiczny o 2,3 proc.

Consumer Brands wspierane przez produkty do włosów

Segment Consumer Brands, obejmujący marki konsumenckie, zakończył pierwszy kwartał sprzedażą na poziomie 2,29 mld euro. Nominalnie sprzedaż spadła o 8,0 proc., ale organicznie wzrosła o 1,8 proc. Również w tym segmencie pozytywny wkład miały zarówno ceny, jak i wolumeny.

Najlepiej wypadł obszar Hair, czyli produkty do pielęgnacji włosów. Sprzedaż organiczna w tej kategorii wzrosła o 5,1 proc. Wzrost był wspierany m.in. przez kategorię koloryzacji włosów oraz produkty dla branży fryzjerskiej.

Obszar Laundry & Home Care, obejmujący środki piorące i środki czystości, zanotował stabilny wzrost organiczny na poziomie 0,1 proc. W ramach tej kategorii lepiej wypadły produkty do pielęgnacji tkanin oraz płyny do mycia naczyń, natomiast słabsze wyniki odnotowano w części środków do prania tkanin.

Pozostałe obszary Consumer Brands zwiększyły sprzedaż organiczną o 0,5 proc. Spółka wskazuje tu przede wszystkim na wzrost w kategorii Body Care w Ameryce Północnej.

Henkel kontynuuje przejęcia i skup akcji

W pierwszym kwartale Henkel kontynuował strategię rozwoju opartą także na transakcjach przejęć. Spółka poinformowała o pięciu transakcjach o łącznym wolumenie sprzedaży około 1,6 mld euro. Trzy z nich zostały już zakończone. Chodzi o Wetherby Laroc, ATP Adhesive Systems oraz Not Your Mother’s.

Pod koniec marca Henkel zakończył również program skupu akcji o wartości około 1 mld euro. Spółka podkreśla, że jej sytuacja finansowa i aktywa netto nie zmieniły się istotnie w porównaniu ze stanem na koniec 2025 roku.

Prognoza na 2026 rok bez zmian

Henkel utrzymał prognozę na cały rok obrotowy 2026. Spółka oczekuje organicznego wzrostu sprzedaży w przedziale od 1,0 do 3,0 proc. Dla Adhesive Technologies prognozowany jest wzrost organiczny również w przedziale od 1,0 do 3,0 proc., a dla Consumer Brands od 0,5 do 2,5 proc.

Skorygowana rentowność sprzedaży Grupy ma wynieść od 14,5 do 16,0 proc. W przypadku Adhesive Technologies oczekiwany przedział to 16,5–18,0 proc., a dla Consumer Brands 14,0–15,5 proc. Skorygowany zysk na akcję uprzywilejowaną przy stałych kursach walut ma wzrosnąć w jednocyfrowym tempie.

Spółka zakłada jednocześnie, że ceny surowców bezpośrednich wzrosną w 2026 roku w wysokim jednocyfrowym tempie wobec średniej z poprzedniego roku. Koszty restrukturyzacji mają wynieść od 150 do 200 mln euro, a wydatki inwestycyjne od 650 do 750 mln euro.

Wyniki pokazują wzrost operacyjny, ale presja walutowa ciąży sprzedaży

Dane za pierwszy kwartał pokazują, że Henkel poprawił sprzedaż organiczną mimo spadku nominalnych przychodów. Wzrost operacyjny był widoczny w obu jednostkach biznesowych, jednak wyniki raportowane zostały obciążone przez czynniki walutowe oraz wpływ przejęć i zbyć.

Najmocniejszymi obszarami pozostają technologie dla mobilności i elektroniki oraz produkty do pielęgnacji włosów. Słabsze wyniki w Europie, presja kosztów surowców i wymagające otoczenie w części segmentów przemysłowych pokazują jednak, że spółka nadal działa w zmiennych warunkach rynkowych.

PKP modernizują kolejne dworce. Zmiany obejmą Mikołów, Lubliniec i Szamotuły

0

Polskie Koleje Państwowe S.A. ogłosiły przetargi na przygotowanie projektów przebudowy dworców kolejowych w Szamotułach i Lublińcu. Rozpoczynają się już także prace projektowe dotyczące budowy nowego dworca w Mikołowie. Wszystkie trzy inwestycje są realizowane w ramach programu inwestycyjnego PKP S.A. Dworce Przyjazne Pasażerom, którego celem jest zwiększenie jakości obsługi podróżnych i modernizacja kluczowych obiektów kolejowych w całym kraju.

W Mikołowie (woj. śląskie) powstanie zupełnie nowy budynek dworcowy. Założenia do prac projektowych przewidują wyburzenie obecnego dworca i wybudowanie w jego miejscu budynku, który będzie dostosowany do trudnego ukształtowania terenu, gdyż obiekt znajduje się na skarpie. Dlatego też nowy dworzec wyposażony zostanie w windę, która ułatwi podróżnym dostęp do peronów. PKP S.A. podpisały już umowę z wybranym w przetargu wykonawcą, czyli firmą An Archi Group Sp. z o.o., która przygotuje projekt nowego dworca. Zgodnie z założeniami prace budowlane mogłyby się rozpocząć w drugiej połowie 2027 r.

Remontowane czy budowane od podstaw dworce, remonty liniowe czy nowe perony na stacjach – wszystkie nasze działania mają prowadzić do tego, by kolej była pierwszym wyborem transportowym Polaków. Dzięki inwestycjom powstają nowoczesne i dostosowane do potrzeb wszystkich pasażerów przestrzenie. To element spójnego działania na rzecz poprawy jakości obsługi kolejowej mieszkańców zarówno tych trzech miast, jak i całych regionów – przekonuje Dariusz Klimczak, minister infrastruktury.

Gruntowną metamorfozę przejdzie dworzec kolejowy w Lublińcu (woj. śląskie). Inwestycja ma na celu nie tylko poprawę estetyki budynku, ale przede wszystkim podniesienie komfortu pasażerów korzystających z połączeń regionalnych i dalekobieżnych. W ramach prac przewidziano renowację elewacji i wnętrz z poszanowaniem architektury budynku, w tym zachowanie i konserwację mozaiki z lat 70., znajdującej się wewnątrz budynku, a także dostosowanie powierzchni dworca do faktycznego zapotrzebowania.

Kompleksową modernizację przejdzie także dworzec w Szamotułach (woj. wielkopolskie). Dzięki niej przebudowany zostanie zarówno budynek dworca z zachowaniem jego architektonicznej formy, jak i przylegający do niego teren. Powstanie nowoczesna, pozbawiona barier architektonicznych przestrzeń obsługi podróżnych.

Konsekwentnie pracujemy nad podnoszeniem jakości obsługi podróżnych korzystających z kolei. Kluczowym elementem naszych działań jest program inwestycyjny Dworce Przyjazne Pasażerom, który umożliwia poprawę standardu obsługi na jeszcze większej liczbie dworców w całej Polsce. Kolejne inwestycje, rozpoczynające się właśnie w Mikołowie, Lublińcu i Szamotułach, to ważne działania dla lokalnych społeczności, dzięki którym zyskają komfort i bezpieczeństwo podróży – mówi Paweł Lisiewicz, członek zarządu PKP S.A. ds. inwestycji i rozwoju.

Głównym założeniem modernizacji obu dworców jest likwidacja barier architektonicznych i pełne otwarcie obiektów na potrzeby osób z niepełnosprawnościami, seniorów oraz rodziców z wózkami. Budynki wyposażone zostaną także w nowoczesne systemy bezpieczeństwa i monitoringu oraz rozwiązania przyjazne środowisku.

Obie inwestycje zostały podzielone na dwa etapy. Obecnie ogłoszone zostały przetargi dotyczące fazy projektowej dla dworców w Lublińcu i w Szamotułach. Wyłonieni w postępowaniach wykonawcy opracują dokumentacje, które staną się fundamentem dla późniejszych prac budowlanych. Zainteresowani inwestycją w Lublińcu wykonawcy swoje oferty mogą składać do 20 maja br., a termin składania ofert dla dworca w Szamotułach upływa 19 maja br.