Agenci, roboty i my. Jak sztuczna inteligencja zmienia pracę i kompetencje w Europie?

W XXI wieku, w dobie nowoczesnych technologii, w tym dynamicznego rozwoju sztucznej inteligencji, praca w coraz większym stopniu opiera się na współpracy ludzi, agentów i robotów. W dziesięciu krajach Europy 58% wszystkich roboczogodzin mogłoby teoretycznie zostać zautomatyzowanych przy wykorzystaniu istniejących technologii. Najnowszy raport McKinsey Global Institute wskazuje, że dzięki automatyzacji Europa mogłaby do 2030 r. wygenerować około 1,9 bln USD dodatkowej wartości.

Redefinicja pracy w Europie

Według badań McKinsey Global Institute (MGI) funkcjonujące i aktualnie rozwijane roboty oraz agenci wykorzystujący sztuczną inteligencję mogliby teoretycznie przejąć realizację 58% obecnych roboczogodzin w dziesięciu europejskich gospodarkach. Nie oznacza to jednak masowej utraty miejsc pracy, lecz raczej fundamentalną zmianę ich charakteru. Wraz z postępującą automatyzacją zadań wykonywanych w ramach poszczególnych stanowisk role zawodowe będą ewoluować, pojawią się także nowe rodzaje aktywności. Zmieni to zarówno sposób wykonywania pracy, jak i sposób, w jaki pracownicy wykorzystują swoje umiejętności.

Raport pt. „Agenci, roboty i my. Jak sztuczna inteligencja zmienia pracę i kompetencje w Europie” stanowi rozwinięcie niedawnej analizy MGI dotyczącej sztucznej inteligencji i automatyzacji w Stanach Zjednoczonych. W dokumencie przeanalizowano dziesięć europejskich gospodarek, obejmując badaniem ponad 1800 zawodów, 2000 aktywności wykonywanych codziennie przez pracowników oraz 10 500 kluczowych kompetencji. Celem analizy było modelowanie sposobu, w jaki wdrażanie sztucznej inteligencji mogłoby do 2030 r. przekształcić rynek pracy.

W toku prac przeanalizowano ponad 9 mln kombinacji zawodów, czynności i umiejętności, aby ocenić, w jakim stopniu sztuczna inteligencja mogłaby zmienić sposób wykorzystywania konkretnych kompetencji. Choć analiza koncentruje się na Europie, wiele zidentyfikowanych w niej wzorców – oraz wynikających z nich konsekwencji dla pracodawców, pracowników i liderów – ma szersze zastosowanie także w innych zaawansowanych gospodarkach.

AI jako impuls do wzrostu

Najnowszy raport wskazuje, że większość umiejętności wciąż pozostaje istotna. Około 3/4 kompetencji poszukiwanych obecnie przez pracodawców jest wykorzystywanych zarówno w działaniach możliwych do zautomatyzowania, jak i w tych, których zautomatyzować się nie da. Sugeruje to, że kompetencje te będą raczej wykorzystywane we współpracy ze sztuczną inteligencją, niż przez nią zastępowane. Pracownicy mogą poświęcać mniej czasu na wykonywanie rutynowych zadań, a więcej na korzystanie z systemów zautomatyzowanych oraz nadzorowanie ich działania.

Badanie podkreśla również skalę szans gospodarczych wynikających z wykorzystania nowych technologii. W scenariuszu pośrednim sztuczna inteligencja i automatyzacja mogłyby do 2030 r. wygenerować w Europie nawet 1,9 bln USD dodatkowych korzyści. Kwota ta odzwierciedla potencjał godzin pracy możliwych do zautomatyzowania. W scenariuszu bardziej stopniowego wdrażania automatyzacji szacowany efekt byłby bliższy 1,1 bln USD, co pokazuje, że ostateczne rezultaty będą zależeć od tempa adopcji technologii, poziomu inwestycji oraz gotowości organizacji do zmian

– Sztuczna inteligencja i automatyzacja powinny być postrzegane jako sposoby wzmacniające potencjał pracowników i całej organizacji. To właśnie gotowość organizacji do zmiany zdecyduje o tym, czy zastosowanie technologii przełoży się na realny wzrost produktywności i wartości gospodarczej – mówi Michał Miktus, Partner Lokalny w McKinsey & Company w Polsce oraz lider QuantumBlack, AI w Europie Środkowo-Centralnej.

Kompetencje przyszłości

Popyt na kompetencje związane ze sztuczną inteligencją rośnie od kilku lat. Od 2023 r. zapotrzebowanie na umiejętności związane z wykorzystaniem systemów sztucznej inteligencji i zarządzaniem nimi wzrosło pięciokrotnie. Obecnie wymagania dotyczące kompetencji związanych ze sztuczną inteligencją pojawiają się w ofertach pracy obejmujących zawody odpowiadające za 5% zatrudnienia w Europie. Co więcej, wzrost ten wykracza już poza role techniczne i obejmuje coraz szerszy zakres profesji.

Raport wskazuje, że największy potencjał tkwi nie w automatyzacji pojedynczych zadań, lecz w całościowym przeprojektowaniu organizacji pracy. W praktyce najlepsze rezultaty można osiągnąć dzięki integracji działań realizowanych w różnych rolach i systemach, tak aby umożliwić efektywną współpracę ludzi, agentów i robotów.

Wnioski z analizy MGI pojawiają się w momencie, gdy Europa mierzy się z kurczącymi się zasobami siły roboczej, utrzymującymi się niedoborami pracowników oraz wolniejszym wzrostem produktywności niż inne zaawansowane gospodarki. Utrzymanie konkurencyjności i standardu życia na Starym Kontynencie będzie więc zależeć od tego, jak skutecznie organizacje zintegrują ludzi i technologię.

– AI przestaje być domeną wyłącznie zespołów technologicznych. Coraz częściej staje się elementem codziennej pracy w różnych funkcjach biznesowych – od operacji i finansów, przez sprzedaż i marketing, po HR czy obsługę klienta. W warunkach niedoboru pracowników i presji na produktywność zdolność do skutecznej integracji technologii z kapitałem ludzkim może stać się jednym z kluczowych źródeł konkurencyjności europejskich przedsiębiorstw – wskazuje Tomasz Marciniak, Partner Zarządzający McKinsey & Company w Polsce.

Potencjał Polski

W raporcie jednym z badanych państw była Polska, która w opinii autorów łączy wysoki potencjał automatyzacji z szybkim wzrostem popytu na umiejętności związane ze sztuczną inteligencją. Silna koncentracja na produkcji przemysłowej i logistyce oznacza, że automatyzacja zadań związanych z produkcją i operacjami prawdopodobnie będzie miała największe znaczenie.

Wśród kluczowych wniosków zidentyfikowanych dla kraju wymienić można:

  • 7,5-krotny wzrost liczby ofert pracy z wymaganymi kompetencjami związanymi z wykorzystaniem sztucznej inteligencji od 2023 r.
  • Potencjał w wysokości 105 mld USD wartości ekonomicznej związanej z automatyzacją do 2030 r., z czego około 1/4 tej wartości można osiągnąć za pomocą wdrożeń nowych technologii wyłącznie w obszarze produkcji.
  • 61% udział obecnych roboczogodzin, które można technicznie zautomatyzować przy wykorzystaniu istniejących technologii.

Co istotne, jak informuje McKinsey & Company, pomimo wdrożeń działań automatyzujących procesy 85% obecnych umiejętności i kompetencji pracowniczych, wciąż pozostanie aktualne.

Kurs dolara traci impet mimo napięć na Bliskim Wschodzie

Nie widać większych oznak łagodzenia impasu między USA a Iranem – w weekend prezydent Trump odrzucił odpowiedź Teheranu na propozycje pokojowe.

Kluczowe punkty:

  • PLN nieco zyskał na fali optymizmu.
  • Raport NFP z USA wskazuje, że wpływ wojny na największą gospodarkę świata jest ograniczony.
  • Oficjele EBC torują drogę do podwyżki stóp procentowych w czerwcu.
  • Lokalne wybory w Wlk. Brytanii zadają potężny cios premierowi Starmerowi.

Rynki zaczynają adaptować się do sytuacji. Ceny ropy pozostają wysokie, w ostatnim czasie jednak spadły ze względu na połączenie spadku popytu i zwiększonej produkcji w innych krajach. Amerykańskie akcje wciąż odnotowują historyczne maksima, podczas gdy europejskie pozostają w tyle, i wydaje się, że dolar powraca do trendu stopniowej deprecjacji względem większości walut. Kluczowa para EUR/USD jest obecnie blisko poziomów sprzed wybuchu wojny, a niektóre waluty rynków wschodzących będące barometrami nastrojów – jak real brazylijski – znacznie się w ostatnim czasie umocniły.

Jako że negocjacje pokojowe przebiegają powoli i żmudnie, uwaga powinna skupić się ponownie na oddziaływaniu zamknięcia cieśniny Ormuz na realną gospodarkę. Najistotniejszą kwestią jest to, czy skok cen energii zaowocuje szerokim wzrostem presji cenowej. Publikowany we wtorek (12.05) raport inflacyjny za kwiecień w USA będzie jednym z pierwszych, które pozwolą przyjrzeć się temu problemowi. Ekonomiści spodziewają się tylko niewielkiego wzrostu miary bazowej, niepewność jest jednak wysoka. Rynki obligacji na całym świecie są chwiejne i wykazują się ograniczoną cierpliwością do negatywnych zaskoczeń inflacyjnych. Tydzień dopełnią dane dotyczące produkcji w marcu w strefie euro (środa 13.05) i Wielkiej Brytanii (czwartek 14.05).

PLN

Wiadomości dotyczące konfliktu na Bliskim Wschodzie pozostają kluczowe dla rynkowego sentymentu, a więc również dla złotego. Polska waluta zyskała na zeszłotygodniowej fali optymizmu, obecnie jednak nastroje ponownie stygną. Lokalnie uwaga skupiła się na posiedzeniu RPP – stopy procentowe zgodnie z oczekiwaniami nie uległy zmianie.

Ton prezesa Adama Glapińskiego był natomiast wyraźnie mniej optymistyczny niż wcześniej. Dał do zrozumienia, że podwyżki stóp są bardziej prawdopodobne niż obniżki, choć zaznaczył, że nie musi do nich dojść. Jesteśmy zdania, że w najbliższej perspektywie stopy pozostaną bez zmian, ich dalsze kształtowanie się jest jednak w dużej mierze uzależnione od sytuacji na Bliskim Wschodzie. W tym kontekście warto będzie obserwować też kolejne dane opisujące sytuację inflacyjną w Polsce, jak piątkowy (15.05) raport o inflacji w kwietniu. Wstępne, mniej szczegółowe dane pokazały jej niespodziewany wzrost do 3,2%.

Istotne są również dwa wydarzenia z ubiegłego piątku. Po pierwsze, podpisano umowę SAFE, w ramach której Polska ma otrzymać nawet 43,7 mld EUR w niskooprocentowanych pożyczkach, co jest dobrą wiadomością dla budżetu i firm z branży zbrojeniowej, ale nie tylko. Po drugie, agencja ratingowa S&P potwierdziła dotychczasowy rating Polski na poziomie A- ze stabilną perspektywą, zwracając uwagę m.in. na wysoką stopę oszczędności, która ogranicza ryzyka związane z gwałtownie rosnącym zadłużeniem publicznym. Agencja nie obawia się również znaczącego wpływu wojny na Bliskim Wschodzie na wzrost PKB w Polsce. W tym kontekście warto wspomnieć, że wstępne dane PKB za I kwartał poznamy już w najbliższy czwartek (14.05) – oczekuje się, że aktywność nieco spowolni względem poprzedniego kwartału, ale i tak pozostanie solidna.

EUR

Komentarze decydentów z Europejskiego Banku Centralnego stały się w ostatnim czasie bardziej jastrzębie – większość członków Rady podkreśla konieczność bycia czujnym względem efektów drugiej rundy inflacji wynikających z gwałtownego wzrostu cen energii. Oczekiwania dotyczące podwyżki stóp procentowych na kolejnym posiedzeniu w czerwcu nabierają kształtu, a kontrast względem wątpliwości Rezerwy Federalnej zmniejsza różnicę między stopami po obu stronach Atlantyku. Będzie to kluczowy zasób wspierający euro w średnim terminie i spodziewamy się, że stopniowa deprecjacja dolara utrzyma się również w 2027 r.

W krótkim terminie wspólna waluta pozostaje wysoce podatna na wojnę w Iranie, która już teraz ma nieproporcjonalnie negatywny wpływ na gospodarkę strefy euro – kwietniowe wskaźniki PMI pokazują, że się ona kurczy. Zbliżające się rozmowy pokojowe będą więc miały kluczowe znaczenie dla kursu EUR/USD. Wiadomości o tymczasowym porozumieniu mogłyby przynieść euro dodatkowe zyski, niemniej, biorąc pod uwagę, że rynki wydają się już wyceniać dużo dobrych wieści, widzimy sporą przestrzeń do deprecjacji, jeśli negocjacje zostaną przerwane.

USD

Dane dotyczące zatrudnienia w sektorze pozarolniczym za kwiecień to kolejny z szeregu raportów sugerujących, że jak dotąd amerykańska gospodarka niemal nie odczuła skutków wojny w Iranie i wynikającego z niej skoku cen energii. Dynamika kreacji nowych miejsc pracy wzrosła, a trzymiesięczna średnia na poziomie 48 tys. netto miesięcznie jest niespójna z narracją o ochłodzeniu na rynku pracy, szczególnie że siła robocza już nie rośnie ze względu na ograniczenie imigracji i starzenie się społeczeństwa. Potwierdza to jedynie sygnały płynące z cotygodniowych deklaracji bezrobocia, których liczba w ostatnim czasie spada.

Nie wydaje się, by spełniały się scenariusze związanej ze sztuczną inteligencją apokalipsy na rynku pracy – pracodawcy postrzegają ją raczej jako uzupełnienie, a nie zastępstwo dla pracowników. Dobre wieści gospodarcze nie pomogły jednak zbytnio dolarowi w ubiegłym tygodniu. Jak obserwujemy od roku, deprecjacja waluty, nieco paradoksalnie, wydaje się iść w parze ze stosunkowo silnymi odczytami z USA.

GBP

Funt bardzo dobrze radzi sobie w obliczu wyników majowych wyborów lokalnych w Wielkiej Brytanii po części dlatego, że porażka Partii Pracy była powszechnie oczekiwania i uwzględniona w rynkowych wycenach. Inwestorzy obstawiają, że klęska Laburzystów nie zakończy jeszcze premierostwa Keira Starmera, wydaje się jednak, że presja na niego będzie rosnąć w kolejnych dniach – wielu backbencherów wzywa go już do dymisji. Jak dotąd żaden jego z potencjalnych rywali z lewego skrzydła partii nie podjął formalnych działań, by go zastąpić, pojawiły się jednak pogłoski, że osoby takie jak Angela Rayner czy Wes Streeting próbują ocenić swoje możliwości.

To właśnie potencjalnego skrętu w lewo rynki obawiają się najbardziej, mógłby on bowiem oznaczać wzrost podatków i emisji obligacji skarbowych oraz większą premię za ryzyko fiskalne na brytyjskich aktywach. Tymczasem dane makroekonomiczne w dużej mierze zaskoczyły na plus, chociaż ekonomiści mają wątpliwości, czy nie wynika to z anomalii statystycznych w sezonowości danych po pandemii COVID-19. W związku z tym odczyt dynamiki PKB w marcu w czwartek (14.05) nabiera większego znaczenia.

Informacje zawarte w niniejszym dokumencie służą wyłącznie do celów informacyjnych. Nie stanowią one porady finansowej lub jakiejkolwiek innej porady, mają charakter ogólny i nie są skierowane dla konkretnego adresata. Przed skorzystaniem z informacji w jakichkolwiek celach należy zasięgnąć niezależnej porady. Ebury nie ponosi odpowiedzialności za konsekwencje działań podjętych na podstawie informacji zawartych w raporcie.

Ustawa o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa (KSC) w sektorze zdrowia

Polska wkracza w decydującą fazę cyfrowej transformacji państwa. Trzy równoległe wektory reform – legislacja dotycząca sztucznej inteligencji i podatku cyfrowego, centralizacja infrastruktury IT administracji publicznej oraz budowa europejskiego portfela tożsamości cyfrowej w ramach aplikacji mObywatel – wyznaczają trajektorię, która w perspektywie 2027 roku zdeterminuje pozycję Polski w europejskim ekosystemie cyfrowym. Jednocześnie ustawa o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa (KSC) obejmuje obowiązkami compliance bezprecedensową liczbę 40 000 podmiotów, z których znaczna część nigdy wcześniej nie podlegała regulacjom w tym zakresie.

Projekt ustawy o systemach sztucznej inteligencji uzyskał status absolutnego priorytetu legislacyjnego. Jest to decyzja systemowo uzasadniona – bez krajowych ram implementacyjnych AI Act (Rozporządzenie UE 2024/1689) przedsiębiorcy operujący w sektorach wysokiego ryzyka funkcjonują w stanie regulacyjnej niepewności, która hamuje zarówno inwestycje, jak i wdrożenia.

Kluczowym mechanizmem łagodzącym tę niepewność mają być piaskownice regulacyjne. Planowane środowisko testowe umożliwi przedsiębiorstwom walidację rozwiązań AI pod nadzorem Komisji ds. Rozwoju i Bezpieczeństwa AI, z dostępem do zwolnień z określonych obowiązków sprawozdawczych oraz opłat za interpretacje indywidualne. Równolegle planowany jest AI Hub – platforma wykorzystująca zautomatyzowany anonimizator oparty na AI do przetwarzania i publikacji decyzji Komisji, co ma ograniczyć błędy administracyjne i przyspieszyć dostęp do wykładni regulacyjnej.

– Ustawa o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa wprowadza obowiązki compliance dla około 40.000 podmiotów, z 12-miesięcznym okresem dostosowawczym. Ministerstwo Cyfryzacji otwarcie charakteryzuje ten proces jako 'naprawianie samolotu w locie’ – co jest metaforą trafną, lecz niepokojącą. Szacowana konieczność interwencji w około 400 000 incydentów w nadchodzących latach wymaga budowy nowych zespołów CSIRT, a wsparcie dla MŚP realizowane jest poprzez webinaria, podręczniki i konsultacje eksperckie. Z doświadczenia pracy z ponad 250 szpitalami w ramach Polskiej Federacji Szpitali i Koalicji CyberC4HE mogę potwierdzić, że skala wyzwania jest ogromna. Większość podmiotów ochrony zdrowia nie dysponuje ani kompetencjami, ani budżetami na wdrożenie wymagań NIS2/KSC w wyznaczonym terminie. Model regionalnych SOC (Security Operations Center) – współdzielonych przez grupy szpitali – pozostaje jednym z niewielu realistycznych podejść do osiągnięcia minimalnego poziomu bezpieczeństwa w sektorze, który jeszcze pięć lat temu w większości nie posiadał nawet podstawowej polityki cyberbezpieczeństwa – wskazuje Michał Dybowski, Prezes Healthcare Poland Foundation, dyrektor Departamentu Bezpieczeństwa i Zrównoważonego Rozwoju Polskiej Federacji Szpitali, Forum Ekspertów Ad Rem.

Przejście od rozproszonych systemów IT poszczególnych ministerstw do scentralizowanej, interoperacyjnej architektury stanowi prawdopodobnie najważniejszą zmianę strukturalną polskiej administracji cyfrowej w ostatniej dekadzie. Rządowa chmura obliczeniowa obsługuje już 20 ministerstw, a Narodowe Centrum Przetwarzania Danych zabezpiecza zasoby kluczowe dla MSWiA, MON i służb specjalnych. Powołanie Pełnomocników IT w każdym resorcie – z mandatem koordynacji prac, zapewniania interoperacyjności (np. między systemami resortu zdrowia i rolnictwa) oraz eliminacji podwójnych wydatków – to mechanizm, który przy konsekwentnym egzekwowaniu może faktycznie przełamać silosowość administracyjną. Przygotowywana jest również odrębna ustawa regulująca, które systemy muszą operować na chmurze rządowej, publicznej lub prywatnej – co stanowi kluczowe rozstrzygnięcie z perspektywy bezpieczeństwa danych i suwerenności cyfrowej.

Model Poliversum Gateway – pozycjonujący Polskę jako instytucjonalny punkt wejścia na rynek jednolity UE, z infrastrukturą piaskownic regulacyjnych i operacyjnych, siecią ponad 500 szpitali dostępnych dla pilotaży oraz wsparciem rządowym i europejskim — stanowi propozycję odpowiedzi na te wyzwania. Nie jako alternatywa wobec działań państwa, lecz jako uzupełniający mechanizm instytucjonalny zdolny przekuć ambicje legislacyjne w konkretne, mierzalne wdrożenia.

Rynek magazynowy w Polsce rośnie. Zasoby przekroczyły 37 mln mkw.

Polska Izba Nieruchomości Komercyjnych (PINK) opublikowała zagregowane dane dotyczące rynku powierzchni magazynowo-przemysłowych w Polsce za I kwartał 2026 roku. Źródłem informacji są firmy doradcze działające na rynku nieruchomości komercyjnych (Axi Immo, BNP Paribas Real Estate Poland, CBRE, Colliers, Cushman & Wakefield, JLL, Knight Frank, Newmark Polska oraz Savills). Informacje dotyczą zasobów istniejącej nowoczesnej powierzchni, wolumenu nowej podaży, powierzchni w budowie, wielkości transakcji wynajmu oraz powierzchni niewynajętej. 

Na koniec marca 2026 roku rynek nowoczesnej powierzchni magazynowo-przemysłowej osiągnął poziom 37,4 mln mkw. Trzy województwa z największymi zasobami to mazowieckie (7,48 mln mkw.), śląskie (6,29 mln mkw.) i dolnośląskie (5,38 mln mkw.).

W I kwartale 2026 roku na rynek dostarczono 653,3 tys. mkw. nowej powierzchni. Najwięcej nowej powierzchni w tym okresie dostarczono w województwach mazowieckim (139,5 tys. mkw.), pomorskim (139,1 tys. mkw.) i śląskim (102,7 tys. mkw.).

Na koniec marca 2026 roku w całej Polsce w budowie znajdowało się 1,44 mln mkw. Wśród regionów największy udział powierzchni w realizacji przypadł na województwa mazowieckie (37% budowanej powierzchni), śląskie (15%) i łódzkie (11%).

Na koniec I kwartału 2026 roku wskaźnik pustostanów osiągnął 7,3%. Najwyższą wartość wskaźnika odnotowano w województwie świętokrzyskim (17,9%), lubuskim (15,0%) oraz podkarpackim (8,6%). Najniższy poziom wskaźnika pustostanów odnotowano w województwie podlaskim (0,0%), opolskim (1,1%) oraz zachodniopomorskim (1,4%).

W okresie styczeń–marzec 2026 roku popyt brutto na nowoczesne powierzchnie magazynowo-przemysłowe osiągnął 1,58 mln mkw. (dla porównania, w I kwartale 2025 roku popyt brutto wyniósł 1,11 mln mkw.). Największym zainteresowaniem najemców cieszyły się województwa: mazowieckie (316,3 tys. mkw.), wielkopolskie (309,3 tys. mkw.) oraz dolnośląskie (254,7 tys. mkw.).

Najwyższy udział w strukturze popytu w I kwartale 2026 roku odnotowały nowe umowy (w tym projekty typu BTS) – 42%, a przedłużenia umów – 35%, a ekspansje 12% całkowitego popytu. Udział transakcji typu sale & lease back w strukturze popytu wyniósł 11%.

Polska nauka potrzebuje stabilnego finansowania. Rektorzy popierają inicjatywę „3% dla nauki”

Prezydium Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich (KRASP) wyraziło poparcie dla postulatów inicjatywy „3% dla nauki, 100% dla Polski”. Rektorzy docenili otwartość resortu na rozmowy i zadeklarowali gotowość do dalszej współpracy. Wskazali też na konieczność zdecydowanego zwiększenia finansowania nauki i szkolnictwa wyższego.

W pełni podzielamy diagnozę, że obecny poziom finansowania nie odpowiada znaczeniu tego sektora dla rozwoju państwa, jego bezpieczeństwa technologicznego i społecznego oraz konkurencyjności gospodarki. KRASP wielokrotnie podnosiła, że utrzymywanie wydatków na naukę i szkolnictwo wyższe na poziomie nieco ponad 1% PKB oznacza pogłębianie dystansu dzielącego Polskę od najbardziej innowacyjnych gospodarek – czytamy w najnowszym stanowisku Prezydium Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich.

Rektorzy podkreślają, że utrzymywanie wydatków na poziomie niewiele przekraczającym 1% PKB prowadzi do pogłębiania dystansu dzielącego Polskę od najbardziej innowacyjnych gospodarek świata.

W stanowisku Prezydium KRASP czytamy również, że wieloletnie niedoinwestowanie sektora przekłada się na pogorszenie warunków prowadzenia badań naukowych, osłabienie potencjału rozwojowego uczelni oraz trudności w zatrzymywaniu talentów naukowych w kraju.

Niepokój środowiska akademickiego należy traktować jako wyraźny sygnał potrzeby przyspieszenia działań na rzecz zwiększenia nakładów na naukę i szkolnictwo wyższe – podkreślają rektorzy.

Prezydium KRASP oczekuje wypracowania stabilnej, wieloletniej strategii finansowania nauki
i szkolnictwa wyższego, bezpośrednio powiązanej ze wzrostem PKB.

Popieramy postulaty zawarte w petycji, traktując ją jako wyraz troski o przyszłość polskiej nauki
i szkolnictwa wyższego oraz apel o nadanie temu obszarowi należnego znaczenia w polityce państwa
– piszą rektorzy.

Jednocześnie zwracają uwagę, że relacje środowiska akademickiego z kierownictwem Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego mają obecnie charakter merytorycznego dialogu i partnerskiej współpracy.

KRASP docenia otwartość resortu na rozmowy i deklaruje gotowość do dalszej współpracy na rzecz stabilnego rozwoju polskich uczelni oraz poprawy sytuacji materialnej środowiska akademickiego, w szczególności młodych naukowców, studentów i doktorantów – czytamy w zakończeniu dokumentu.

Kosztowne milczenie Beliani. UOKiK wymierzył maksymalną karę 2 mln euro

0

Prezes UOKiK nałożył na Beliani (PL) GmbH karę w wysokości 8 453 400 zł, czyli równowartość 2 mln euro. Sankcja dotyczy nieudzielenia informacji żądanych przez urząd w toku postępowania wyjaśniającego. UOKiK sprawdzał komunikaty reklamowe i sposób prezentowania promocji na stronie beliani.pl.

Jak poinformował Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, sprawa dotyczy szwajcarskiej spółki prowadzącej internetową sprzedaż mebli. Urząd analizował, czy komunikaty stosowane w sklepie mogły wywoływać u konsumentów presję szybkiego zakupu oraz czy informacje o obniżkach cen były prezentowane zgodnie z przepisami.

UOKiK sprawdzał promocje i komunikaty na stronie sklepu

Postępowanie wyjaśniające dotyczyło m.in. komunikatów widocznych na stronie beliani.pl, takich jak „Szybko! Zostało kilka” czy „Ten produkt znalazł [liczba] szczęśliwych właścicieli w ciągu ostatniej doby”. Według UOKiK tego typu hasła mogą wpływać na decyzje zakupowe klientów, sugerując ograniczoną dostępność produktu lub duże zainteresowanie ofertą.

Urząd badał również sposób informowania o obniżkach cen. Chodziło m.in. o prezentowanie najniższej ceny, która obowiązywała w okresie 30 dni przed wprowadzeniem promocji. To jeden z kluczowych obowiązków sprzedawców wynikających z przepisów dotyczących przejrzystości cen w handlu.

Aby ocenić praktyki spółki, UOKiK zażądał od Beliani wyjaśnień i dokumentów. Urząd chciał ustalić m.in., jak spółka prezentuje promocje oraz co w praktyce oznaczają komunikaty zachęcające klientów do szybkiego zakupu.

Dwa wezwania bez odpowiedzi

UOKiK przekazał, że skierował do Beliani wezwanie do udzielenia informacji. Gdy odpowiedzi nie było, urząd ponowił wezwanie. Mimo skutecznego doręczenia pism spółka nie odpowiedziała.

Urząd próbował również skontaktować się ze spółką innymi kanałami, w tym poprzez podmioty powiązane z nią w Polsce. Te działania także nie doprowadziły do uzyskania wymaganych informacji. Beliani nie odpowiedziało również na zawiadomienie o wszczęciu postępowania w sprawie nałożenia kary pieniężnej i nie odniosło się do zarzutu.

– Sklep internetowy może przyciągać promocją, ale nie może chować się przed pytaniami UOKiK. Jeśli przedsiębiorca działa na polskim rynku i sprzedaje produkty polskim konsumentom, musi też współpracować z polskim urzędem. Brak odpowiedzi utrudnia wyjaśnienie sprawy i ochronę kupujących, nie może być sposobem na prowadzenie biznesu – powiedział prezes UOKiK Tomasz Chróstny.

Kara za brak informacji, nie za same promocje

UOKiK podkreśla, że kara nałożona na Beliani dotyczy braku współpracy z urzędem, a nie rozstrzygnięcia, czy spółka naruszyła prawa konsumentów poprzez sposób prezentowania promocji. Na tym etapie urząd prowadził postępowanie wyjaśniające i potrzebował informacji od przedsiębiorcy.

Zgodnie z przepisami przedsiębiorca ma obowiązek udzielić UOKiK informacji niezbędnych do prowadzenia postępowania. Za brak odpowiedzi, przekazanie jej po terminie lub udzielenie informacji nieprawdziwych prezes UOKiK może nałożyć karę do 3 proc. obrotu przedsiębiorcy.

W tej sprawie urząd nie dysponował danymi o obrocie Beliani. Z tego względu zastosowany został limit kwotowy, który wynosi do 2 mln euro. Kara została wymierzona w maksymalnej wysokości, czyli 8 453 400 zł.

Według UOKiK o wysokości sankcji zdecydowała skala braku współpracy. Spółka nie odpowiedziała na dwa wezwania, nie reagowała na dodatkowe próby kontaktu i nie przedstawiła stanowiska w postępowaniu dotyczącym nałożenia kary.

Spółka może się odwołać

Od decyzji prezesa UOKiK przysługuje odwołanie do Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Spółka ma na to miesiąc od doręczenia decyzji.

Sprawa Beliani wpisuje się w szersze działania UOKiK dotyczące rynku e-commerce, w tym sposobu prezentowania promocji, obniżek cen i komunikatów wpływających na decyzje zakupowe konsumentów. Urząd od dłuższego czasu zwraca uwagę, że sklepy internetowe powinny rzetelnie informować klientów o cenach, dostępności produktów i warunkach promocji.

Dla przedsiębiorców działających w internecie decyzja jest również przypomnieniem, że obowiązek współpracy z UOKiK dotyczy także firm zagranicznych, jeżeli kierują ofertę do polskich konsumentów.

Globalne lotnictwo nie zwalnia. Branża spodziewa się podwojenia ruchu do 2050 roku

Najwięksi przewoźnicy z branży lotniczej podtrzymują długofalowe strategie rozwoju i zapowiadają dalsze inwestycje pomimo zakłóceń w prowadzeniu bieżącej działalności operacyjnej spowodowanych wybuchem wojny na Bliskim Wschodzie, wynika z najnowszego raportu „The Future of Global Aviation” przygotowanego przez kancelarię DLA Piper we współpracy z Infralogic i HSBC. Przedstawiciele branży spodziewają się, że do 2050 roku ruch lotniczy na świecie wzrośnie dwukrotnie.

Ponad połowa respondentów (59%) w badaniu przeprowadzonym wśród 100 menedżerów branży lotniczej uważa, że wprowadzone przez USA cła w znacznym stopniu zakłóciły globalne łańcuchy dostaw w sektorze lotniczym, prowadząc do wyższych kosztów dla klientów, a jedna trzecia badanych uznaje globalne sankcje wobec Rosji i Iranu za znaczące zagrożenie dla wzrostu zysków. Mimo to ankietowani uważają, że branża ma dużą zdolność adaptacji i cechuje się wysoką odpornością na presję zewnętrzną.

Sektor lotniczy skutecznie opiera się presji związanej ze skutkami napięć międzynarodowych i nie po raz pierwszy udowadnia swoją zdolność do działania w trudnych warunkach – mówi Marta Frąckowiak, partner w warszawskim biurze DLA Piper. – W przypadku rynków rozwiniętych, w tym Europy Środkowo-Wschodniej, kluczowym wyzwaniem pozostaje jednak funkcjonowanie w coraz bardziej złożonym otoczeniu regulacyjnym i makroekonomicznym. Rosnące koszty finansowania i energii, konsekwencje sankcji oraz presja regulacyjna, w tym w obszarze ESG i cyberbezpieczeństwo, wpływają na tempo rozwoju sektora. Dlatego utrzymanie stabilności i konkurencyjności wymaga nie tylko elastycznego zarządzania operacjami i dywersyfikacji łańcuchów dostaw, ale także przyspieszenia inwestycji w infrastrukturę oraz modernizacji istniejących zasobów.

Z raportu wynika, że wsparcie rządowe jest kluczowe dla utrzymania silnego globalnego sektora lotniczego, choć priorytety poszczególnych regionów różnią się. O ile respondenci z Europy, Bliskiego Wschodu i Azji wskazują przede wszystkim na potrzebę wsparcia dla zielonych technologii, w tym zrównoważonych paliw lotniczych (67%), to w obu Amerykach większy nacisk kładzie się na inwestycje infrastrukturalne oraz uproszczenie regulacji (56%).

Jednym z najistotniejszych czynników rozwoju sektora jest bezprecedensowo wysoki popyt. Aż trzy czwarte respondentów wskazało Azję jako najważniejszy region dla przyszłej ekspansji ruchu lotniczego, w tym 83% uznało Indie za rynek o największym potencjale wzrostu. Już teraz, wg IATA, krajowy rynek lotniczy Indii należy do największych na świecie: w 2024 roku liczba pasażerów wyniosła tam 174 mln, co oznacza wzrost o 11% w porównaniu do 2019 roku, z czego 136 mln stanowiły podróże krajowe.

Kolejnymi krajami generującymi największy ruch pasażerski są Zjednoczone Emiraty Arabskie, wskazane przez 67% respondentów oraz Chiny (61%), co odzwierciedla skalę ich rynku krajowego oraz zapotrzebowania na połączenia międzynarodowe. Według oficjalnych danych, całkowita liczba podróży lotniczych pasażerów w Chinach osiągnęła w 2024 roku rekordowy poziom 730 mln, a liczba lotów międzynarodowych wynosiła około 6400 tygodniowo. Na czwartym i piątym miejscu uplasowały się odpowiednio Arabia Saudyjska (55%) oraz Katar (44%).

Rynki wschodzące w Azji, na Bliskim Wschodzie, w Ameryce Łacińskiej, czy w Afryce nie są już peryferyjne – stają się motorem rozwoju całej branży. Regiony te charakteryzuje silny popyt i znaczące inwestycje publiczne, które tworzą sprzyjające warunki dla linii i portów lotniczych oraz inwestorów. Jednocześnie rynki rozwinięte mierzą się z rosnącymi ograniczeniami związanymi z przepustowością, regulacjami oraz starzejącą się infrastrukturą – tłumaczy Marc Nichols, współkierujący globalną praktyką lotniczą w DLA Piper.

Autorzy raportu podkreślają, że dynamiczny wzrost popytu nie idzie w parze z podażą, a jednym z istotnych wyzwań dla branży jest ograniczona dostępność floty. IATA wskazuje, że zaległości w dostawach samolotów przekroczyły w 2025 roku poziom 17 tys. maszyn. Przy obecnym tempie produkcji oznacza to nawet 14-letni czas oczekiwania na realizację zamówień, co stanowi istotny czynnik hamulcowy w zaspokojeniu popytu, który, jak wskazują prognozy, ma wzrosnąć ponad dwukrotnie do 2050 roku.

Wraz ze wzrostem ruchu i popytu na usługi lotnicze, konieczne staje się zwiększenie nakładów inwestycyjnych. Tylko w 2025 roku zrealizowano 98 transakcji o łącznej wartości 65,5 mld USD, co stanowi najwyższy roczny wynik w historii w tym obszarze. Według badania trzy czwarte respondentów spodziewa się wzrostu inwestycji w infrastrukturę lotniczą w ciągu najbliższych dwóch lat. Oczekuje się, że największa część nowych inwestycji trafi do Indii (88%), które mają szeroko zakrojony program rozbudowy lokalnych hubów zakładający wzrost liczby lotnisk ze 150 do ponad 200 do 2030 roku.

Również Bliski Wschód pozostaje jednym z najbardziej aktywnych inwestycyjnie regionów w sektorze lotniczym, konsekwentnie prowadzona jest rozbudowa lokalnych hubów, pomimo utrzymujących się napięć geopolitycznych. Kluczową rolę odgrywają ambitne programy rządowe, m.in. Saudi Arabia’s Vision 2030, który zakłada inwestycje rzędu dziesiątek miliardów dolarów w projekty lotnicze, obejmujące m.in. budowę King Salman International Airport w Rijadzie oraz rozbudowę infrastruktury lotniskowej w Dżuddzie i Dammamie.

Cyfryzacja administracji drożeje. Chmura i Gen AI obciążają budżety w sektorze publicznym

Według najnowszego raportu Capgemini Research Institute (CRI) 82% ankietowanych liderów technologicznych z różnych branż odnotowało znaczny wzrost kosztów korzystania z chmury, usług SaaS i generatywnej sztucznej inteligencji (Gen AI). Organizacje sektora publicznego przeznaczają 30% swoich wydatków na te technologie, a w 2026 roku wskaźnik ten ma wzrosnąć do 44%. Tymczasem aż 67% organizacji nie jest w stanie dokładnie prognozować budżetów na chmurę. Co jest tego przyczyną i jak sektor publiczny może rozwiązać problem szybko rosnących kosztów?

Eksperci Capgemini dostrzegli, że wdrażanie nowoczesnych technologii w sektorze publicznym powoli wymyka się spod kontroli finansowej. Wzorzec pt. „najpierw chmura, a dopiero potem koszty” (często po stworzeniu i uruchomieniu usługi) jest szczególnie widoczny w sektorze publicznym. 65% uczestników sektora publicznego zadeklarowało taką postawę, w porównaniu ze średnią dla wszystkich branż wynoszącą 54%.

Jednakże zapotrzebowanie na usługi chmurowe w sektorze publicznym nie tylko nie zmaleje, ale w najbliższych latach prognozowany jest jego systematyczny wzrost. Rozwiązania te w coraz większym stopniu stanowią podstawę dostarczania usług przez urzędy, a także sposobu, w jaki sektor ten radzi sobie z nowymi lub okresowymi potrzebami – na przykład podczas wyborów, obsługi zapytań obywateli przez chatboty AI czy korzystania z platform do pracy zdalnej i współpracy.

– Sektor publiczny znajduje się dziś w momencie transformacji cyfrowej, w którym dane, chmura, dane i sztuczna inteligencja stały się fundamentem skalowalnych usług publicznych. Wyzwanie nie leży w samym wdrażaniu tych technologii, lecz w zaprojektowaniu spójnego modelu operacyjnego, który pozwala rozwijać innowacje przy zachowaniu kontroli nad kosztami i danymi. FinOps powinien być traktowany jako element strategii transformacji – obecny już na etapie przetargów i projektowania architektury – który umożliwia świadome, decyzje dotyczące wykorzystania chmury i AI. – wskazuje Artur Kmiecik- Head of Cloud and Infrastructure Delivery w Capgemini Polska.

Badanie CRI ujawniło kilka zaskakujących faktów na temat trudności, z jakimi borykają się organizacje sektora publicznego w kontrolowaniu wydatków na chmurę. Brak optymalizacji sprawia, że aż 61% badanych z sektora publicznego określa koszty technologii „na żądanie” w swoich organizacjach mianem finansowej „czarnej dziury”. Każde niepotrzebne zapytanie do sztucznej inteligencji i każda pozostawiona bez opieki usługa w chmurze generuje dodatkowe koszty. 68% badanych postrzega marnotrawstwo zasobów chmurowych jako duże wyzwanie – to wynik znacznie wyższy niż średnia dla wszystkich sektorów, wynosząca 59%. Tym bardziej, że sztuczna inteligencja konsumuje nie tylko budżety, ale i prąd.

Koniec końców, zaledwie około 30% organizacji we wszystkich branżach osiągnęło zakładane cele w zakresie oszczędności. Ten brak optymalizacji przyczynia się m.in. do sytuacji, w której globalne zapotrzebowanie na energię ze strony centrów danych wzrośnie o 50% do 2027 r. i aż o 165% do końca tej dekady.

– Wyzwania, które obserwujemy w sektorze publicznym, wynikają przede wszystkim z braku pełnej widoczności i podejścia datadriven do zarządzania środowiskami cloud, SaaS i AI. Bez połączenia danych finansowych, technicznych i biznesowych trudno skutecznie skalować rozwiązania cyfrowe i maksymalizować ich wartość. Dopiero taka perspektywa umożliwia świadome zarządzanie portfelem usług oraz dalszy rozwój nowoczesnych, opartych na danych usług publicznych. – komentuje Artur Kmiecik- Head of Cloud and Infrastructure Delivery w Capgemini Polska.

Problemy te występują również w sektorze prywatnym. Według danych Capgemini, 76% organizacji deklaruje, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy przekroczyło budżet na chmurę publiczną (średnio o 10%).

„Shrinkflacja” w modelu SaaS

Problemy z utrzymaniem dyscypliny wydatków wynikają również z polityk cenowych firm dostarczających oprogramowanie. Rosnąca popularność sztucznej inteligencji, popyt na infrastrukturę cyfrową, a także inflacja, powodują wzrost kosztów usług w chmurze w różnych sektorach. Na przykład Google Workspace, jeden z czołowych dostawców rozwiązań SaaS, podniósł już ceny swoich planów abonamentowych o 20%. Branża boryka się również ze zjawiskiem tzw. „shrinkflacji w modelu SaaS”, polegającym na tym, że dostawcy oferują ograniczoną funkcjonalność przy zachowaniu tych samych stawek.

Eksperci podkreślają, że rozwiązaniem problemów z kontrolą wydatków nie jest odwrót od nowoczesnych technologii, ale wprowadzenie rygorystycznych ram operacyjnych FinOps, które optymalizują koszty i łączą finanse z technologią i biznesem. W niedalekiej przyszłości może się okazać konieczne przejście na tzw. „oszczędną architekturę AI” (frugal AI) oraz automatyzację – wdrożenie narzędzi automatycznie wyłączających zbyteczne zasoby i licencje poza godzinami pracy. Pozwoli to przynajmniej częściowo zwiększyć oszczędności w związku z wykorzystaniem AI i SaaS zarówno w sektorze publicznym, jak i prywatnym.

Sektor obronny przyspiesza. Po umowie SAFE pojawiło się ponad 1400 ofert pracy

Ponad 1400 ofert pracy związanych z sektorem obronnym i firmami współpracującymi z branżą zbrojeniową pojawiło się na portalach rekrutacyjnych w momencie finalizacji programu SAFE i podpisania przez Polskę umowy z Komisją Europejską, wynika z danych i analiz Grupy Progres. Rynek pracy błyskawicznie zareagował na uruchomienie wielomiliardowego programu inwestycji w bezpieczeństwo i obronność, a skala rekrutacji w najbliższych miesiącach będzie systematycznie rosnąć.

8 maja Polska jako pierwszy kraj Unii Europejskiej podpisała z Komisją Europejską umowę SAFE. Do 2030 roku do naszego kraju ma trafić niemal 44 mld euro, głównie w formie niskooprocentowanych pożyczek przeznaczonych na rozwój systemów obronnych, Tarczy Wschód, zabezpieczenia infrastruktury krytycznej, ochrony przeciwlotniczej oraz technologii związanych z cyberbezpieczeństwem. Szacuje się, że około 90 proc. środków zostanie skierowanych do polskich przedsiębiorstw.

– Rynek pracy zareagował natychmiast. Jeszcze zanim podpisanie umowy SAFE stało się faktem, firmy rozpoczęły przygotowania do zwiększania zatrudnienia. W ciągu zaledwie jednej doby na portalach rekrutacyjnych pojawiło się niemal półtora tysiąca ofert pracy związanych z sektorem obronnym i branżami współpracującymi. Dziś widzimy już wyraźny wzrost liczby ofert pracy w sektorze obronnym i branżach współpracujących – mówi Magda Dąbrowska, prezeska Grupy Progres.

Skalę już istniejącego zatrudnienia w sektorze bezpieczeństwa i obronności obrazują m.in. dane GUS. Według stanu na koniec listopada 2025 r. w samej produkcji broni i amunicji pracowało w Polsce blisko 8,9 tys. osób, natomiast przy produkcji statków powietrznych, kosmicznych i podobnych maszyn zatrudnionych było ponad 22,8 tys. pracowników. Kolejne tysiące osób pracują przy produkcji wojskowych pojazdów bojowych (1548 osób), naprawie i konserwacji statków powietrznych (5599 osób) oraz obsłudze systemów bezpieczeństwa (15755 pracowników). Łącznie w sektorze administracji publicznej i obrony narodowej zatrudnienie przekracza już 1 mln osób, z czego ponad 230 tys. pracuje bezpośrednio w obronie

Teraz sektor zaczyna wchodzić w kolejną fazę intensyfikującą zatrudnienie. Z danych i analiz Grupy Progres wynika, że największe zapotrzebowanie dotyczy obecnie operatorów CNC, monterów, spawaczy, elektromechaników, automatyków, logistyków, programistów maszyn produkcyjnych oraz specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa. Firmy realizujące kontrakty dla sektora obronnego szukają również techników utrzymania ruchu, kontrolerów jakości, magazynierów, pracowników produkcji i osób odpowiedzialnych za obsługę nowoczesnych linii technologicznych. Coraz więcej ofert pojawia się także w obszarze IT, analizy danych, zabezpieczeń systemów informatycznych oraz technologii związanych z dronami i systemami bezzałogowymi.

Intensywnie poszukiwani są również inżynierowie odpowiedzialni za rozwój systemów elektronicznych, technologii radarowych, automatyki przemysłowej oraz nowoczesnych rozwiązań dla przemysłu obronnego. Wraz z uruchamianiem kolejnych inwestycji rośnie zapotrzebowanie na specjalistów zajmujących się projektowaniem infrastruktury krytycznej, cyberbezpieczeństwem oraz wdrażaniem technologii wykorzystywanych w ochronie granic i systemach bezpieczeństwa państwa.

– Rekrutacje kierowane są zarówno do doświadczonych specjalistów, jak i absolwentów szkół technicznych, branżowych oraz uczelni wyższych. Firmy coraz częściej deklarują gotowość do przyuczania nowych pracowników i finansowania szkoleń zawodowych, ponieważ skala planowanych inwestycji powoduje, że rynek już dziś odczuwa niedobór wykwalifikowanej kadry – zaznacza Magda Dąbrowska, prezeska Grupy Progres.

Według raportu Deloitte do 2035 roku polski przemysł obronny oraz wojsko będą potrzebowały nawet 250 tys. nowych pracowników. Już dziś skala rekrutacji systematycznie rośnie. W samej Polskiej Grupie Zbrojeniowej w dniu podpisania umowy SAFE dostępnych było ponad 200 ofert pracy. Dane rynku pracy pokazują również rosnące zainteresowanie sektorem bezpieczeństwa – tylko w II półroczu 2024 roku i I półroczu 2025 roku do Centralnej Bazy Ofert Pracy napłynęło ponad 17 tys. ofert związanych ze służbami mundurowymi i bezpieczeństwem. Jednocześnie w internecie opublikowano ponad 1,2 tys. dodatkowych ogłoszeń związanych z tym sektorem. Widoczna jest także duża dysproporcja pomiędzy skalą zapotrzebowania rynku a liczbą nowych kandydatów – liczba absolwentów szkolnictwa branżowego przygotowanych do pracy w tym obszarze wyniosła jedynie 175 osób.

Zdaniem Magdy Dąbrowskiej, tak duża luka kompetencyjna może sprawić, że firmy sektora obronnego będą jeszcze intensywniej inwestować w szkolenia, programy wdrożeniowe oraz pozyskiwanie pracowników z innych gałęzi przemysłu, zwłaszcza produkcji, automatyki, logistyki i nowych technologii.

Rozwój sektora obronnego przekłada się także na poziom wynagrodzeń. Pracownicy produkcyjni mogą obecnie liczyć na pensje od około 8 do 11 tys. zł brutto miesięcznie, natomiast doświadczeni specjaliści zatrudnieni przy strategicznych projektach osiągają wynagrodzenia przekraczające 14 tys. zł brutto. Jeszcze wyższe stawki oferowane są inżynierom oraz ekspertom technicznym – w ich przypadku miesięczne zarobki często mieszczą się w przedziale 12 do nawet 20 tys. zł brutto.

– Sektor obronny ma szansę stać się jednym z najlepiej wynagradzanych obszarów przemysłu. Firmy konkurują dziś o pracowników nie tylko między sobą, ale także z branżą lotniczą, automotive czy nowymi technologiami. To przekłada się na szybszy wzrost płac i bardziej atrakcyjne warunki zatrudnienia – podkreśla prezeska Grupy Progres.

Uruchomienie środków z programu SAFE będzie miało wpływ nie tylko na największe spółki zbrojeniowe, ale również na setki firm będących podwykonawcami i partnerami przemysłowymi. Oznacza to wzrost zatrudnienia także w obszarze transportu, energetyki, infrastruktury, IT i nowoczesnych usług dla przemysłu, prognozują analitycy Grupy Progres.

Polacy wracają do centrów handlowych. W marcu wzrosły i obroty, i liczba wizyt

0

Polska Rada Centrów Handlowych (PRCH) zaprezentowała dane dotyczące wyników centrów handlowych za marzec 2026 r. oraz podsumowanie pierwszego kwartału 2026 r. Wskazują one na mocny początek roku dla branży. W marcu obroty wzrosły o 4,1%, a odwiedzalność o 3,4% r/r. W ujęciu kwartalnym (Q1 2026 vs. Q1 2025) obroty wzrosły o 4,3%, a odwiedzalność o 1,3%. Wiarygodność prezentowanych danych zapewnia metodologia indeksów PRCH oparta na wykorzystaniu rzeczywistych, raportowanych zarządcom centrów handlowych obrotów najemców i zliczeń wizyt za pomocą kamer 3D, które działają z precyzją ponad 95%. Dane te pochodzą z reprezentatywnej liczby obiektów handlowych o łącznej powierzchni około 5 mln m kw. (34% rynku).

W marcu 2026 r. indeks obrotów wzrósł o 4,1%, a odwiedzalność o 3,4% r/r. Średnio wartość wizyty wzrosła o 0,7%. Na wyniki pozytywnie wpłynął m.in. jeden dodatkowy dzień handlowy (niedziela handlowa przed Wielkanocą) oraz zbliżające się święta wielkanocne, które przypadły na początek kwietnia. Klienci już pod koniec marca intensywniej odwiedzali centra handlowe z celem zakupów przedświątecznych, co potwierdza dobry wynik kategorii spożywczej.

Kategorie z najwyższymi wzrostami obrotów (r/r) w marcu 2026 r.:

  • Artykuły specjalistyczne (+7,0%)
  • Artykuły spożywcze (+6,7%)
  • Zdrowie i uroda (+6,7%)
  • Restauracje i kawiarnie (+5,4%)

W ujęciu kwartalnym obroty wzrosły o 4,3%, a odwiedzalność o 1,3% w porównaniu z Q1 2025. Średnia wartość wizyty w centrum wzrosła o 3,0%. Pierwszy kwartał roku okazał się więc bardzo udany dla branży centrów handlowych. Oprócz wspomnianych powyżej czynników warto zwrócić uwagę na śnieżną zimę, która wydłużyła i wmocniła popyt na odzież i akcesoria.

Kategorie z najwyższymi wzrostami obrotów (r/r) w Q1 2026 r.:

  • Usługi (+7,8%)
  • Restauracje i kawiarnie (+6,6%)
  • Rozrywka (+5,8%)
  • Zdrowie i uroda (+5,7%)

W podziale na wielkość obiektów handlowych obroty i odwiedzalność w Q1 2026 r. kształtowały się następująco:

Kategoria obiektu handlowego (wielkość GLA) Obroty (TO) Odwiedzalność (FF)
Bardzo duże obiekty (>60 tys. mkw.) +5,2% +1,4%
Duże obiekty (40–60 tys. mkw.) +3,7% +0,9%
Średnie obiekty (20–40 tys. mkw.) +2,5% +1,7%
Małe i bardzo małe obiekty (5–20 tys. mkw.) +7,3% +0,3%

W ujęciu regionalnym największe wzrosty obrotów w Q1 2026 r. odnotowano w regionach: centralnym (mazowieckie, łódzkie), wschodnim (podkarpackie, lubelskie, podlaskie, świętokrzyskie) i północno-zachodnim (wielkopolskie, zachodniopomorskie, lubuskie). Na poziomie aglomeracji wybiły się: Białystok, Poznań oraz Katowice.

„Pierwszy kwartał 2026 r. potwierdza, że handel stacjonarny w kanale centrów handlowych jest w dobrej kondycji. Od kwietnia ubiegłego roku obroty w obiektach handlowych każdego miesiąca – z wyjątkiem listopada – są wyższe niż w odpowiadającym miesiącu roku poprzedniego, a odwiedzalność utrzymuje się na stabilnym poziomie. To dowód na to, że branża cieszy się niezmiennym zaufaniem klientów. Są oni przywiązani do zakupów w centrach handlowych, a co więcej, częściej przyjeżdżają z konkretną intencją zakupową. Stabilnym trendem jest również wysoka dynamika wzrostów dla kategorii usług, gastronomii i rozrywki – klienci szukają zaspokojenia potrzeb wykraczających poza typowo zakupowe i centra handlowe skutecznie im to umożliwiają” – powiedziała Bogda Korolczuk, dyrektor zarządzająca PRCH.