Nastroje w logistyce słabną, a firmy ostrożniej planują inwestycje

Nastroje w sektorze logistyki i łańcucha dostaw w Polsce uległy ochłodzeniu – wskazuje najnowszy raport CBRE i P3 “Logistics and Supply Chain Confidence Index 2025/26”. Wskaźnik optymizmu obniżył się w porównaniu z poprzednią edycją badania, wracając poniżej poziomu uznawanego za neutralny. Oznacza to pogorszenie nastrojów wśród respondentów. Wyniki pokazują większą ostrożność firm działających w sektorze, którą wzmacnia jeszcze konflikt na Bliskim Wschodzie i rosnące ceny paliw. Mimo to otoczenie makroekonomiczne w Polsce pozostaje pozytywne, a firmy zamierzają powiększać powierzchnię magazynową.  

Spadek nastrojów jest związany przede wszystkim z wyzwaniami operacyjnymi, z którymi mierzą się przedsiębiorstwa logistyczne i firmy korzystające z usług łańcucha dostaw. Respondenci wskazują m.in. na wysokie i zmienne koszty działalności, w tym koszty energii i transportu, niedobory wykwalifikowanej siły roboczej oraz niepewność geopolityczną wpływającą na międzynarodowe przepływy towarów i strategie zakupowe. W efekcie część firm przyjmuje bardziej zachowawcze podejście do inwestycji i planowania rozwoju.

Przedstawiciele firm produkcyjnych i handlowych wykazują większą ostrożność w ocenach nastrojów rynkowych, pozostając poniżej poziomu neutralnego. Operatorzy logistyczni prezentują natomiast postawy bliższe równowagi, sygnalizujące jedynie umiarkowane pogorszenie nastrojów.

– Tegoroczne wyniki badania pokazują, że sektor logistyki i łańcucha dostaw funkcjonuje dziś w warunkach podwyższonej ostrożności decyzyjnej. Choć otoczenie makroekonomiczne pozostaje relatywnie stabilne, decyzje firm są dziś silniej determinowane przez czynniki operacyjne i poziom kosztów. Zróżnicowanie nastrojów pomiędzy operatorami logistycznymi a producentami i firmami handlowymi dobrze odzwierciedla różne poziomy ekspozycji na bieżące wyzwania rynkowe – mówi Michał Śniadała, dyrektor działu powierzchni magazynowych i przemysłowych w CBRE.

Ostrożność przy rosnącym popycie na magazyny

Zmiana klimatu biznesowego jest widoczna także w ocenie bieżących warunków działalności. Więcej firm (58 proc.) uznało je za bardziej wymagające niż rok wcześniej (44 proc.). Jednocześnie oczekiwania na kolejne 12 miesięcy są nieco bardziej zrównoważone – 40 proc. respondentów spodziewa się stabilizacji, a 38 proc. pogorszenia warunków prowadzenia działalności.

Mimo ostrożnego sentymentu pojawiają się również pozytywne sygnały dla rynku nieruchomości logistycznych. Aż 58 proc. firm przewiduje zwiększenie zapotrzebowania na powierzchnię magazynową w 2026 roku. To lekki wzrost w porównaniu do poprzedniej edycji badania. Jednocześnie rośnie wrażliwość na koszty – respondenci częściej niż rok wcześniej wskazują na wyzwania związane z poziomem czynszów oraz jakością i parametrami technicznymi obiektów.

– Rosnący popyt na powierzchnię magazynową, który potwierdza 58 proc. respondentów, idzie w parze z wyraźną zmianą oczekiwań jakościowych. Firmy poszukują dziś przede wszystkim nowych obiektów – preferuje je zdecydowana większość operatorów logistycznych planujących ekspansję. Jednocześnie widzimy, że Polska znacząco poprawiła swoją pozycję w zakresie atrakcyjności inwestycyjnej. W tegorocznym badaniu połowa respondentów ocenia ją jako lepszą od europejskiej średniej, podczas gdy rok wcześniej wskazywał tak co czwarty ankietowany. To istotna zmiana, która potwierdza strategiczną rolę Polski w nearshorigowych strategiach europejskich firm – mówi Bartłomiej Hofman, Managing Director, P3 Logistic Parks w Polsce.

Automatyzacja i zrównoważony rozwój

Raport CBRE i P3 pokazuje również rosnącą rolę technologii w funkcjonowaniu łańcuchów dostaw. Inwestycje w rozwiązania cyfrowe i automatyzację są postrzegane przede wszystkim jako sposób na poprawę efektywności operacyjnej oraz optymalizację procesów magazynowych i dystrybucyjnych. Wśród najważniejszych efektów wdrażania nowych technologii firmy wskazują wzrost wydajności operacyjnej i lepszą kontrolę nad procesami.

Coraz większe znaczenie zyskuje także zrównoważony rozwój w logistyce. Wiele firm wdraża rozwiązania związane z efektywnością energetyczną w magazynach, inicjatywy środowiskowe czy działania ograniczające zużycie zasobów. Jednocześnie respondenci podkreślają, że decyzje inwestycyjne w tym obszarze są w dużej mierze motywowane wymaganiami regulacyjnymi oraz oczekiwaniami partnerów biznesowych.

Martyna Kurkowska-Trzmiel rzeczniczką prasową DPD Polska

Martyna Kurkowska-Trzmiel w nowej roli odpowiada za komunikację zewnętrzną i relacje z mediami, zarządzanie reputacją marki, komunikację kryzysową i działania CSR. Pełni również funkcję rzeczniczki prasowej firmy.

Przed dołączeniem do DPD Polska, Martyna Kurkowska-Trzmiel pełniła funkcję PR Managerki na Polskę w firmie Bolt, gdzie odpowiadała za strategię komunikacyjną firmy na polskim rynku, włączając w to m.in. prowadzenie biura prasowego, kampanie reputacyjne oraz komunikację kryzysową, a także reprezentowała firmę podczas wydarzeń branżowych i przygotowywała ekspertów do wystąpień publicznych. Wcześniej jako Account Manager w zespole Technology agencji Burson (dawniej Hill&Knowlton) prowadziła projekty komunikacyjne dla Mety (Facebooka), Spotify czy Amazon. Doświadczenie zdobywała również w agencjach 24/7Communication oraz Havas PR Warsaw.

W DPD Polska Martyna Kurkowska-Trzmiel będzie odpowiadać za komunikację zewnętrzną, relacje z mediami, zarządzanie reputacją marki, komunikację w sytuacjach kryzysowych, a także rozwój działań z obszaru społecznej odpowiedzialności biznesu (CSR). Do jej zadań należy również pełnienie funkcji rzeczniczki prasowej spółki.

Martyna Kurkowska-Trzmiel jest absolwentką Université Paris-Sorbonne, oraz Uniwersytetu Warszawskiego Jej kompetencje w obszarze komunikacji kryzysowej zostały docenione przez środowisko branżowe – wystąpiła m.in. jako prelegentka podczas 5. Kongresu Komunikacji Kryzysowej. Regularnie uczestniczy także w debatach i wydarzeniach poświęconych komunikacji oraz zarządzaniu reputacją marki.

Wyścig o AI przenosi się do energetyki. Tania i stabilna energia staje się kluczowa

Wyścig o sztuczną inteligencję przez długi czas kojarzył się głównie z procesorami, modelami językowymi i oprogramowaniem. Dziś coraz wyraźniej widać jednak, że jego prawdziwe wąskie gardło to system energetyczny. Wraz z gwałtowną budową wielkich centrów danych dostęp do taniej energii staje się kluczowym czynnikiem decydującym o skali i tempie tego boomu. Firmy związane z AI starają się zapewnić sobie dostęp do taniej energii. Jednym ze sposobów jest budowa modułowych reaktorów SMR. Podobne reaktory powinny pojawić się za kilka lat także w Polsce.

Obciążenia generowane przez sztuczną inteligencję wymagają ogromnych ilości prądu. Szacuje się, że samo działanie ChatGPT może obecnie pochłaniać nawet 40 mln kWh dziennie. To oznacza, że roczne zużycie energii przez ChatGPT przewyższa całkowite zużycie energii elektrycznej w 117 krajach o najniższej konsumpcji. Trenowanie i obsługa dużych modeli wymaga nie tylko dużych ilości energii, ale także jej stabilnych dostaw i wysokich parametrów jakościowych napięcia. W grę wchodzą bowiem centra danych pełne wrażliwego sprzętu i kosztownych procesorów, które muszą być chronione przed wahaniami napięcia.

Dlatego nowym strategicznym polem walki staje się infrastruktura sieciowa oraz własne, dedykowane źródła energii. Energia elektryczna zaczyna pełnić funkcję kręgosłupa rozwoju sztucznej inteligencji. Według raportu Międzynarodowej Agencji Energetycznej zapotrzebowanie centrów danych na energię wzrosło w 2025 roku o 17%, a w przypadku centrów danych wyspecjalizowanych w AI rosło jeszcze szybciej. To tempo znacznie wyższe niż wzrost globalnego popytu na prąd, który wyniósł 3%.

W dążeniu do zapewnienia stabilnych dostaw energii dla energochłonnych centrów danych i modeli AI Microsoft oraz Google zwracają się ku energetyce jądrowej. Microsoft uczestniczy w ponownym uruchomieniu reaktora Three Mile Island Unit 1, natomiast Amazon inwestuje w partnerstwa mające na celu wdrażanie małych modułowych reaktorów jądrowych. Ten trend dotyczy także Polski, gdzie małe reaktory modułowe coraz częściej pojawiają się jako uzupełnienie dużej energetyki jądrowej. Najbardziej zaawansowane są projekty rozwijane przez Orlen i Synthos, oparte na technologii BWRX-300, ale nie jest to jedyna ścieżka. Równolegle w grze pozostają inne propozycje, w tym brytyjskie reaktory Rolls-Royce SMR, nad którymi pracuje Industria Nuclear Solutions. Mały atom przestaje być wizją przyszłości, a staje się realnym fundamentem dla dużych odbiorców przemysłowych.

Zmienia się także sposób patrzenia na spółki użyteczności publicznej i firmy z sektora infrastruktury energetycznej. Coraz rzadziej są one postrzegane wyłącznie jako część tradycyjnej energetyki. Coraz częściej stają się kluczowym zapleczem gospodarki cyfrowej. Dobrym przykładem jest Siemens Energy, który dostarcza transformatory i aparaturę łączeniową potrzebną do podłączania centrów danych do sieci wysokiego napięcia. Jednocześnie turbiny gazowe tej firmy mogą zapewniać lokalną produkcję energii, współpracując z bateriami i zastępując tradycyjne generatory dieslowskie. To pozwala centrom danych rozwijać się częściowo niezależnie od istniejącej sieci. W sytuacji, gdy Microsoft, Google czy Meta rozbudowują centra danych niemal za wszelką cenę, firmy dostarczające kluczową infrastrukturę energetyczną zyskują bardzo silną pozycję negocjacyjną.

Obok Siemens Energy pojawia się nowa grupa producentów energii, którzy stają się głównymi beneficjentami wyścigu AI. W USA firma NextEra Energy wykorzystuje portfel projektów wiatrowych, słonecznych i magazynów energii, by zawierać wieloletnie kontrakty z firmami chmurowymi i AI. Jednocześnie spółka nie ogranicza się do OZE, a rozwija także projekty gazowe i wspiera ponowne uruchomienie elektrowni jądrowej Duane Arnold, która ma pomóc zasilić centra danych Google. Podobny kierunek obrał Brookfield Renewable, zapewniając dostawy energii dla Microsoft. Te umowy pokazują, że popyt generowany przez AI zaczyna bezpośrednio przekładać się na przepływy pieniężne firm energetycznych i infrastrukturalnych.

Obciążenie sieci energetycznych wykracza daleko poza same centra danych. Przyspieszona adopcja pojazdów elektrycznych powoduje drugą falę wzrostu zapotrzebowania, ponieważ miliony punktów ładowania oraz coraz szybsza infrastruktura ładowania zużywają ogromne ilości energii. Tworzy to dodatkowe obciążenie dla sieci, które nigdy nie były projektowane z myślą o takim poziomie zapotrzebowania. Jednocześnie geopolityczne napięcia ostatnich lat, od wojny w Ukrainie po blokadę Cieśniny Ormuz, sprawiły, że strategiczne znaczenie bezpieczeństwa energetycznego stało się niemożliwe do zignorowania.

Rezultatem jest strukturalna i wieloletnia zmiana w zapotrzebowaniu na energię elektryczną, wykraczająca daleko poza pojedynczy cykl technologiczny. Centra danych AI, floty pojazdów elektrycznych oraz szeroka elektryfikacja przemysłu jednocześnie obciążają tę samą sieć energetyczną, a firmy budujące, modernizujące i zasilające tę sieć znajdują się na przecięciu wszystkich tych trendów. W tym kontekście największym wąskim gardłem obecnego boomu na AI mogą być nie chipy, lecz zdolność do budowy i kontroli systemów zasilających cały cyfrowy świat.

Rzecznik MŚP apeluje do rządu o większy udział polskich firm w strategicznych inwestycjach

Minister Agnieszka Majewska, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców wystąpiła do Prezesa Rady Ministrów Donalda Tuska oraz Ministra Aktywów Państwowych Wojciecha Balczuna z apelem o wdrożenie skutecznych mechanizmów wspierających udział lokalnych przedsiębiorstw sektora MŚP w strategicznych inwestycjach krajowych, regionalnych i lokalnych. Wystąpienie stanowi odpowiedź na postulaty zgłaszane przez organizacje pracodawców oraz instytucje wspierające rozwój gospodarczy województwa pomorskiego.

W piśmie Rzecznik MŚP podkreśla, że realizacja idei tzw. local content w polityce zakupowej państwa ma istotne znaczenie dla wzmacniania konkurencyjności polskich przedsiębiorców oraz budowania odporności gospodarki. Zwraca również uwagę, że strategiczne inwestycje powinny przekładać się na wymierne korzyści dla krajowych firm, w tym transfer wiedzy, rozwój kompetencji oraz wzrost innowacyjności.

Polskie firmy sektora MŚP muszą mieć możliwość uczestniczenia w największych projektach inwestycyjnych realizowanych w kraju. Strategicznym inwestycjom powinno towarzyszyć wzmacnianie krajowego potencjału gospodarczego, rozwój kompetencji lokalnych przedsiębiorstw oraz budowanie trwałych przewag konkurencyjnych polskiej gospodarkipodkreśla Dagmara Rybicka, Zastępca Dyrektora Gabinetu Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców i Rzecznik prasowy.

W swoim wystąpieniu Minister Agnieszka Majewska wskazała, że do Biura docierają sygnały świadczące o niewystarczającym poziomie zaangażowania lokalnych przedsiębiorców w przedsięwzięcia o fundamentalnym znaczeniu dla państwa. Problem ten widoczny jest m.in. przy realizacji inwestycji energetycznych w regionie pomorskim, choć jak zaznacza dotyczy również innych sektorów oraz różnych części kraju.

Silny udział krajowych przedsiębiorców w strategicznych inwestycjach stanowi jeden z fundamentów bezpieczeństwa gospodarczego państwa. Potrzebne są rozwiązania, które zwiększą dostęp polskich firm do łańcuchów dostaw i procesów inwestycyjnych, obecność polskich firm w łańcuchach dostaw i procesach inwestycyjnych, szczególnie w obszarach mających znaczenie dla rozwoju infrastruktury, energetyki oraz nowych technologiiprecyzuje Dagmara Rybicka.

W piśmie skierowanym do przedstawicieli rządu Rzecznik MŚP zaapelowała również o zintensyfikowanie działań służących wzmacnianiu udziału local content w polityce inwestycyjnej państwa oraz zapewnienie, że publiczne deklaracje dotyczące wsparcia polskich przedsiębiorców znajdą szybkie odzwierciedlenie w praktyce gospodarczej.

Pinsent Masons rozpoczyna działalność w Polsce. Kancelaria startuje z ponad 40-osobowym zespołem

Międzynarodowa firma prawnicza Pinsent Masons otwiera biuro w Warszawie i rozpoczyna działalność z ponad 40-osobową strukturą. Skala otwarcia oraz doświadczenie warszawskiego zespołu pozwalają firmie od początku obsługiwać złożone projekty inwestycyjne.

Nowa kancelaria powstaje wokół prawników od lat pracujących dla inwestorów, deweloperów, funduszy private equity i venture capital, instytucji finansowych oraz grup kapitałowych aktywnych na rynku polskim i w CEE. Jej główne obszary obejmują nieruchomości, infrastrukturę, budownictwo, fuzje i przejęcia, bankowość i finanse oraz sprawy transgraniczne.  Warszawskim zespołem współzarządzają Bartłomiej Kordeczka i Jakub Marcinkowski. W gronie założycielskim są także Maciej Jodkowski, Piotr Staniszewski, Bartosz Nojek i Błażej Zagórski. Wcześniej byli oni związani z czołowymi kancelariami działającymi na polskim rynku: Dentons, DLA Piper, CMS i Greenberg Traurig. Do nowego biura dołączy również Mark Harris, partner międzynarodowy Pinsent Masons, który przeniesie się do Warszawy.

– Do Pinsent Masons wnosimy wieloletnie relacje biznesowe, doświadczenie i zespół praktyków, którzy pracowali przy projektach o bardzo różnej skali – od lokalnych przedsięwzięć inwestycyjnych po złożone transakcje o międzynarodowym wymiarze, obejmujące pojedyncze aktywa, portfele i struktury korporacyjne. Znamy swój sposób pracy i wspólnie prowadzimy klientów, działając jako jeden zespół bez wewnętrznej konkurencji. Pinsent Masons daje nam z kolei międzynarodowe zaplecze, doświadczenie sektorowe i narzędzia rozwijane na innych rynkach. To ważne dla klientów, którzy oczekują doradztwa osadzonego w realiach lokalnego rynku, ale wspartego doświadczeniem globalnej organizacji – mówi Bartłomiej Kordeczka, partner współzarządzający biurem Pinsent Masons w Warszawie.

Polska ważnym rynkiem transakcyjnym w CEE

Otwarcie biura w Warszawie odzwierciedla rosnące znaczenie Polski jako rynku inwestycyjnego i transakcyjnego w Europie. Znaczenie Polski i Europy Środkowo-Wschodniej potwierdza także struktura klientów Pinsent Masons – istotna część największych globalnych klientów obsługiwanych przez firmę jest już obecnych w Polsce lub w regionie.

– Warszawa jest naturalnym centrum do obsługi transakcji i przedsięwzięć inwestycyjnych w regionie, zwłaszcza gdy znaczenie ma znajomość lokalnego rynku, jego uwarunkowań i standardów międzynarodowych inwestorów. Zależy nam, aby warszawskie biuro prowadziło takie projekty sprawnie, z doskonałym rozumieniem celów biznesowych klienta i w ścisłej współpracy z zespołami Pinsent Masons na innych rynkach – mówi Jakub Marcinkowski, partner współzarządzający biurem Pinsent Masons w Warszawie.

Warszawski zespół doradza przy fuzjach i przejęciach, sprzedaży i nabyciu nieruchomości w różnych strukturach, transakcjach portfelowych, joint ventures oraz finansowaniu i refinansowaniu obiektów komercyjnych, projektów inwestycyjnych i spółek.

Zintegrowany zespół i technologia w obsłudze klientów

Pinsent Masons rozwija w Polsce model działalności oparty na współpracy prawników z różnych jurysdykcji, przepływie relacji i wspólnej, międzynarodowej obsłudze klientów. Ma to znaczenie zwłaszcza przy sprawach, które wymagają szybkiego łączenia kompetencji oraz koordynacji zespołów działających na kilku rynkach. Otwarcie biura wpisuje się również w zmiany zachodzące na rynku usług doradczych. Pinsent Masons rozwija zaawansowane narzędzia technologiczne, w tym rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji.

– Rynek usług prawniczych zmienia się wyraźnie pod wpływem technologii, ale o jakości doradztwa nadal decyduje doświadczenie prawnika. Narzędzia cyfrowe pozwalają lepiej porządkować dokumenty, szybciej przygotowywać materiały i sprawniej zarządzać informacją. Przy dużych transakcjach i skomplikowanych przedsięwzięciach inwestycyjnych realnie wpływa to na tempo pracy oraz jakość obsługi – podkreśla Bartłomiej Kordeczka.

Globalne zaplecze dla rynku polskiego

Pinsent Masons chce wykorzystywać w Polsce doświadczenie kancelarii zdobyte przy najbardziej wymagających inwestycjach infrastrukturalnych i kapitałowych na świecie. Zespoły firmy pracowały m.in. przy takich przedsięwzięciach jak Eurotunel, Stadion Wembley, infrastruktura Igrzysk Olimpijskich w Londynie, projekty jądrowe, morska energetyka wiatrowa oraz inwestycje związane z inicjatywą Belt and Road.

– Rozwój obecności w Europie pozostaje jednym ze strategicznych celów Pinsent Masons. Polska jest ważnym rynkiem dla wielu naszych klientów, zwłaszcza z Europy Zachodniej, i istotnym kierunkiem inwestycji w Europie Środkowo-Wschodniej. W Warszawie rozpoczynamy działalność razem z zespołem o dużym dorobku, wiarygodności na rynku i doświadczeniu przy wymagających projektach – mówi Andrew Masraf, senior partner w Pinsent Masons.

Pinsent Masons zakłada dalszy rozwój warszawskiego biura. W kolejnych etapach chce wzmacniać kompetencje w obszarach istotnych dla inwestorów i przedsiębiorstw działających w Polsce oraz Europie Środkowo-Wschodniej.

Zespół założycielski Pinsent Masons w Warszawie

Bartłomiej Kordeczka, partner współzarządzający biurem Pinsent Masons w Warszawie, wcześniej współkierował praktyką nieruchomości w Dentons i w latach 2023–2024 był współzarządzającym partnerem warszawskiego biura tej kancelarii. Ma ponad 19 lat doświadczenia w prowadzeniu złożonych projektów inwestycyjnych na rynku nieruchomości komercyjnych.

Jakub Marcinkowski, partner współzarządzający biurem Pinsent Masons w Warszawie, wcześniej współkierował praktyką transakcyjną fuzji i przejęć DLA Piper w Polsce. Ma ponad 20 lat doświadczenia w doradztwie przy fuzjach i przejęciach, transakcjach funduszy private equity, inwestycjach typu venture capital oraz złożonych restrukturyzacjach korporacyjnych.

Maciej Jodkowski wcześniej pełnił funkcję wspólnika w warszawskim dziale nieruchomości kancelarii Greenberg Traurig. Ma ponad 20‑letnie doświadczenie w doradztwie dla deweloperów, inwestorów oraz klientów instytucjonalnych. Doradza przy transakcjach nabycia i sprzedaży nieruchomości komercyjnych, w szczególności obiektów biurowych, magazynowych, handlowych i wielofunkcyjnych (mixed-use).

Piotr Staniszewski wcześniej współkierował praktyką budowlaną w kancelarii Dentons. Doradza przy projektach budowlanych i deweloperskich, w tym przy negocjowaniu złożonych umów o roboty budowlane, umów projektowych, kwestiach planistycznych, pozwoleniach, sporach oraz transakcjach inwestycyjnych w sektorze nieruchomości.

Bartosz Nojek będzie odpowiadał za rozwój doradztwa w obszarze bankowości i finansów. Wcześniej współkierował praktyką bankowości i finansów w Dentons. Ma prawie 18 lat doświadczenia transakcyjnego, obejmującego finansowanie nieruchomości komercyjnych, finansowanie korporacyjne, strukturyzowane, lewarowane i projektowe.

Błażej Zagórski był przez wiele lat związany z CMS jako kluczowy partner w zespole Corporate/M&A, kierował również praktyką German Desk. Od ponad 20 lat doradza przy projektach transgranicznych, fuzjach i przejęciach, transakcjach dla funduszy private equity i venture capital, projektach dla funduszy inwestycyjnych, restrukturyzacjach oraz zagadnieniach z zakresu ładu korporacyjnego.

Mark Harris, partner Pinsent Masons w Wielkiej Brytanii od 2001 r., jest międzynarodowym prawnikiem specjalizującym się w prawie budowlanym, postępowaniach sądowych i arbitrażowych. Ma ponad 35 lat doświadczenia przy złożonych przedsięwzięciach budowlanych i infrastrukturalnych w Europie, Azji Południowo-Wschodniej, Australii, państwach Zatoki Perskiej oraz Stanach Zjednoczonych. Będzie częścią warszawskiego zespołu i ma wzmacniać kompetencje Pinsent Masons w obszarze infrastruktury, projektów i sporów budowlanych.

Koszyk rodziny 2+2 znów drożeje. W kwietniu przekroczył 2070 zł

0

Z najnowszego raportu pt. „Indeks Miesięcznych Zakupów”, autorstwa UCE Research, Uniwersytety WSB Merito i PolskieRadio24.pl, wynika, że w kwietniu br. wartość miesięcznego koszyka rodziny 2+2 ponownie zaczęła rosnąć, przekraczając pułap 2070 złotych. Choć rodziny wciąż najskuteczniej obniżają koszty życia, kupując towary w większych opakowaniach, to dane za ostatni miesiąc wskazują na lekkie przyspieszenie dynamiki wydatków domowych. Analiza powstała na kanwie ponad 103 tys. cen detalicznych pochodzących z przeszło 48 tys. sklepów.

Najważniejsze informacje w skrócie:

  • 2070,06 zł za koszyk rodziny 2+2: Wiosna kończy okres stabilizacji na sklepowych półkach. W skali roku wydatki czteroosobowego gospodarstwa domowego na zakupy FMCG wzrosły o 46,50 zł, a w ciągu jednego miesiąca wartość koszyka poszła w górę o blisko 28 zł.
  • Udana obrona przed inflacją: Podstawowe zakupy pochłaniają obecnie 23,49% dwóch pensji minimalnych netto (odczuwalny wzrost z 23,18% w marcu). Rok temu wskaźnik ten wynosił 23,47%, co oznacza, że realna sytuacja finansowa rodziny zatrzymała się w miejscu.
  • Wielopaki chronią przed drożyzną: Osobista inflacja rodziny (2,3% r/r) jest wyraźnie niższa od oficjalnego odczytu GUS (3,2%). Utrzymanie wskaźnika poniżej ogólnopolskiej średniej to efekt skutecznej optymalizacji i kupowania w dużych gramaturach, choć w kwietniu budżet rodziny mocno obciążyły skokowe podwyżki produktów śniadaniowych oraz chemii gospodarczej.

Skuteczne sposoby

W kwietniu 2026 roku wartość Indeksu Miesięcznych Zakupów dla czteroosobowej rodziny ukształtowała się na poziomie 2070,06 zł. W przeliczeniu na pojedyncze dni oznacza to, że bieżące wyżywienie i utrzymanie podstawowej higieny kosztuje to gospodarstwo domowe dokładnie 69 zł dziennie.

Analiza najnowszych wskaźników potwierdza, że koszyk powrócił do trendu wzrostowego w obu mierzonych ujęciach. W odniesieniu do ubiegłego miesiąca, czyli marca 2026 roku, kiedy to miesięczne zakupy wyceniono na 2042,46 zł, rodzina musiała wydać o 27,60 zł więcej. Zmiana ta przekłada się na miesięczną dynamikę wzrostu na poziomie 1,35%. Tendencję zwyżkową widać również w zestawieniu rocznym.

Porównanie obecnych paragonów z kwietniem 2025 roku, w którym wartość koszyka wynosiła 2023,56 zł, pokazuje wydatek większy o 46,50 zł. Wskaźnik osobistej inflacji dla tego modelu gospodarstwa domowego wynosi zatem 2,3% rok do roku.

Indeks vs. zarobki

Zestawienie kosztów utrzymania z dochodami czteroosobowej rodziny pokazuje wyraźną zmianę siły nabywczej w pierwszej połowie roku. W kwietniu 2025 roku, dysponując dwiema pensjami minimalnymi w łącznej kwocie 8621,84 zł netto, rodzina przeznaczała na podstawowy koszyk zakupowy 23,47% swojego domowego budżetu.

Obecnie łączne wpływy na konto gospodarstwa domowego wzrosły do poziomu 8811,70 zł netto miesięcznie, a udział wydatków pierwszej potrzeby wyniósł  23,49%. To oznacza, że w ujęciu rocznym realna sytuacja finansowa rodziny niemal się nie zmieniła.  Obciążenie budżetu przyspieszyło za to w krótkim terminie, ponieważ jeszcze miesiąc wcześniej, w marcu 2026 roku, wskaźnik ten wynosił 23,18%.

– Różnica obciążania dochodów na poziomie zaledwie dwóch setnych punktu procentowego w ujęciu rocznym pokazuje, że rodzina bardzo skutecznie walczy z ogólnorynkowymi podwyżkami. Ich sprawdzonym patentem na inflację są regularne zakupy w wielopakach oraz bazowanie na produktach w dużych gramaturach rodzinnych, które w przeliczeniu na jednostkę są wyraźnie tańsze. Dzięki możliwości planowania zapasów i optymalizacji koszyka z wykorzystaniem ofert promocyjnych, czteroosobowe gospodarstwa domowe potrafią niemal całkowicie zneutralizować rosnące koszty producentów, utrzymując wskaźnik obciążenia swojego budżetu na bardzo stabilnym poziomie – wyjaśnia Michał Tomaszkiewicz, współautor raportu.

Co podrożało, a co potaniało?

Analiza rocznych zmian cen w koszyku czteroosobowej rodziny wykazuje wyraźne rozwarstwienie na sklepowych półkach. Z jednej strony domowy budżet odciążają spadki cen nieprzetworzonych produktów rolnych oraz nabiału. W ujęciu rocznym najmocniej potaniała kapusta, której cena spadła o 35%. Do tego masło kosztuje obecnie o 31% mniej niż przed rokiem. Niższe ceny notują również mleko i pomarańcze. Z drugiej strony wypracowane w ten sposób oszczędności są systematycznie niwelowane przez rosnące koszty w innych kategoriach. Zauważalnie podrożały pomidory, notując wzrost o 27% rok do roku. Wyższe koszty widoczne są także w dziale chemii gospodarczej i kosmetyków, gdzie pianka do golenia podrożała o 18%, a mleczko do czyszczenia o 16% w stosunku do kwietnia ubiegłego roku.

Zestawienie danych z kwietnia z cenami z marca ukazuje z kolei dużą zmienność na rynku detalicznym w ujęciu krótkoterminowym. Z miesiąca na miesiąc koszyk rodzinny obciążają podwyżki wybranych produktów pierwszej potrzeby. W ciągu zaledwie trzydziestu dni mleczko do czyszczenia podrożało aż o 87%, a płatki kukurydziane, stanowiące częsty element śniadań w domach z dziećmi, zanotowały wzrost ceny o równe 50%. O 46% w górę poszły także ceny śliwek. Równolegle na rynku pojawiły się pierwsze obniżki zgodne z kalendarzem sezonowym. Truskawki staniały o 20% w stosunku do marca, a w kategorii drogeryjnej żel do mycia twarzy kosztuje o 30% mniej niż w ubiegłym miesiącu.

– Na cenę produktów zbożowych wpływ mają elementy takie, jak produkcja – wysokie koszty energii i paliw, wykorzystywanych głównie w procesie produkcji, logistyka – paliwa do maszyn rolniczych oraz aspekt geopolityczny wpływają na światowe giełdy zbóż, podnosząc ceny surowców – mówi dr Justyna Rybacka z WSB Merito.

Dlaczego inflacja rodziny jest niższa od rynkowej średniej?

Zestawienie oficjalnych odczytów makroekonomicznych z realnymi wydatkami gospodarstw domowych uwidacznia różnice w odczuwaniu inflacji. Zgodnie z szybkim szacunkiem Głównego Urzędu Statystycznego, inflacja konsumencka CPI w kwietniu wyniosła 3,2 procent rok do roku. Na tym tle „Indeks Miesięcznych Zakupów” dla czteroosobowej rodziny prezentuje się odmiennie, wykazując roczną dynamikę kosztów na poziomie 2,3%. Oznacza to, że osobista inflacja tego konkretnego gospodarstwa domowego jest zauważalnie niższa od oficjalnych wskaźników ogólnopolskich.

Rozbieżności te wynikają bezpośrednio z faktu, że każda z wymienionych miar analizuje inny obszar rynku. Odczyt CPI to wskaźnik uwzględniający bardzo szeroki koszyk dóbr i usług, w tym koszty transportu, nośników energii, odzieży czy edukacji, który jest uśredniony dla całego społeczeństwa. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH” odcina z kolei sektor usług i paliw, skupiając się wyłącznie na regularnych stawkach w placówkach handlowych. Z tego powodu stanowi on dokładniejsze odzwierciedlenie procesów zachodzących w samym handlu detalicznym, pozbawione wpływu wahań cen na stacjach benzynowych czy opłat za media.

„Indeks Miesięcznych Zakupów” pokazuje rzeczywiste obciążenie konkretnego profilu konsumenta, udowadniając, że uśrednione miary nie oddają w pełni sytuacji wieloosobowych gospodarstw domowych. Wynik na poziomie 2,3% potwierdza wysoką skuteczność strategii zakupowych stosowanych przez rodziny. Struktura ich wydatków, oparta na zakupach hurtowych, wybieraniu produktów w dużych gramaturach oraz aktywnym korzystaniu z ofert promocyjnych uzależnionych od zakupu większej liczby sztuk, pozwala na dużą elastyczność i optymalizację kosztów. Porównanie tych wskaźników dowodzi, że przy odpowiednim zarządzaniu budżetem domowym i strukturą koszyka, czteroosobowe rodziny potrafią efektywnie obniżyć swoją osobistą inflację, osiągając wynik poniżej ogólnorynkowej średniej.

Źródło: PolskieRadio24.pl/UCE Research/WSB Merito

Już nie kawalerka, lecz miejsce parkingowe. Nowy trend w inwestowaniu w nieruchomości

Już nie mini-mieszkania. Teraz to miejsce parkingowe ma dać zarobić. Parking za 80 tys. zł? Coraz częściej to nie dodatkowy koszt mieszkania, a osobna inwestycja kupowana pod wynajem.

Jeszcze kilkanaście lat temu miejsce parkingowe było dodatkiem do mieszkania. Dziś coraz częściej staje się osobnym produktem – a w niektórych przypadkach pełnoprawną inwestycją. Ma własną cenę, własną strategię sprzedaży i coraz częściej własną historię rynkową. Bywa też, że posiada odrębną księgę wieczystą, co oznacza, że funkcjonuje jako niezależna nieruchomość.

Nie wszystkie miejsca mają jednak taki status – w części inwestycji są sprzedawane jako udział w garażu podziemnym, co wpływa na ich późniejszą sprzedaż i wynajem.

– W praktyce daje to właścicielowi dużą elastyczność: miejsce można sprzedać niezależnie od mieszkania, wynająć lub zatrzymać jako osobne aktywo. W skrajnych przypadkach zaczyna ono funkcjonować podobnie jak niewielka nieruchomość inwestycyjna – mówi Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Dla jednych to konieczność. Dla innych – zbędny wydatek. Coraz częściej jednak pojawia się trzecie podejście: miejsce postojowe jako aktywo, które może na siebie zarabiać.

Ile kosztuje miejsce parkingowe w 2026 roku?

Ceny miejsc postojowych, podobnie jak mieszkań, są silnie uzależnione od lokalizacji i standardu inwestycji.

W największych miastach Polski typowy przedział dla miejsc w garażach podziemnych wynosi dziś od około 40 do 90 tys. zł – informuje portal RynekPierwotny.pl Na obrzeżach można znaleźć oferty bliżej dolnej granicy, natomiast w dzielnicach pośrednich dominują ceny rzędu 55–70 tys. zł.

W centralnych lokalizacjach oraz inwestycjach o podwyższonym standardzie ceny rosną do 70–150 tys. zł, a w najbardziej prestiżowych projektach apartamentowych – zwłaszcza w Warszawie czy Krakowie – potrafią sięgać nawet 250–350 tys. zł za jedno stanowisko.

Znacznie tańsze pozostają miejsca naziemne. Tu ceny zaczynają się od około 15 tys. zł na peryferiach, a w większości przypadków mieszczą się w przedziale 20–30 tys. zł. W lokalizacjach o dużym deficycie parkowania mogą jednak dochodzić do 40 tys. zł.

W praktyce oznacza to, że w wielu przypadkach miejsce parkingowe kosztuje tyle, co kilka metrów kwadratowych mieszkania.

Parking jako narzędzie sprzedaży

Choć ceny miejsc postojowych potrafią być wysokie, w praktyce to właśnie one są jednym z najczęstszych elementów gry promocyjnej deweloperów.

Nominalnie to zwykle kilka procent wartości mieszkania, ale w praktyce to jeden z najłatwiejszych elementów do „ustawienia” w procesie sprzedaży.

Dla inwestora budującego osiedle miejsce parkingowe jest produktem, na którym stosunkowo łatwo manipulować ceną. Obniżenie ceny stanowiska – nawet znaczące – może być zrekompensowane marżą na samym lokalu.

W efekcie kupujący często mogą liczyć na negocjacje. Na wczesnym etapie sprzedaży rabaty są raczej symboliczne, ale w końcówce inwestycji potrafią sięgać nawet kilkudziesięciu procent. Zdarzają się też przypadki sprzedaży „w pakiecie” lub promocji, w których miejsce parkingowe oferowane jest za ułamek ceny, a nawet jako bonus do mieszkania.

Ile naprawdę kosztuje budowa miejsca parkingowego?

Wysokie ceny miejsc postojowych mogą zaskakiwać, ale jeszcze ciekawsze są koszty ich budowy.

W przypadku garaży podziemnych to właśnie one należą do najdroższych elementów całej inwestycji. W zależności od lokalizacji, warunków gruntowych i standardu budynku koszt wykonania pojedynczego miejsca postojowego może dziś wynosić od około 60 do nawet 120 tys. zł, a w trudniejszych projektach jeszcze więcej.

Paradoks polega na tym, że deweloperzy bardzo często sprzedają miejsca parkingowe poniżej kosztów ich wybudowania. Brakującą część rekompensują w cenach mieszkań – niezależnie od tego, czy nabywca kupuje miejsce postojowe, czy nie.

To właśnie dlatego parkingi tak dobrze sprawdzają się jako element promocji. Obniżenie ich ceny nie boli dewelopera tak bardzo, jak mogłoby się wydawać.

Czy miejsce parkingowe może zarabiać?

Wraz ze wzrostem cen pojawiło się podejście inwestycyjne. Coraz więcej osób kupuje miejsca postojowe nie tylko dla siebie, ale także z myślą o wynajmie.

W dobrych lokalizacjach – zwłaszcza tam, gdzie występuje deficyt miejsc parkingowych i obowiązują strefy płatnego parkowania – takie inwestycje mogą generować stabilny, choć umiarkowany dochód.

Kluczowa jest jednak lokalizacja. Najlepiej sprawdzają się centra miast, gęsta zabudowa i miejsca, gdzie parkowanie na ulicy jest utrudnione lub kosztowne.

Ile można zarobić na miejscu parkingowym?

Rosnące ceny sprawiły, że część kupujących zaczęła traktować miejsca postojowe jak prostą inwestycję pod wynajem.

W praktyce miesięczny czynsz najmu najczęściej mieści się w przedziale 1–2 proc. wartości rynkowej miejsca, choć w droższych lokalizacjach uzyskanie górnej granicy bywa trudniejsze.

Przykładowo, dla miejsca wartego 60 tys. zł miesięczny czynsz może wynosić około 300–600 zł.

Od tej kwoty należy jednak odjąć koszty stałe – opłatę administracyjną (zwykle kilkadziesiąt zł miesięcznie), podatek od nieruchomości oraz podatek dochodowy. W efekcie realny dochód netto jest wyraźnie niższy.

W popularnych lokalizacjach stopa zwrotu z wynajmu miejsca parkingowego najczęściej oscyluje w przedziale około 5–7 proc. rocznie, przy założeniu ciągłości najmu. Oznacza to okres zwrotu rzędu kilkunastu lat – twierdzą eksperci portalu RynekPierwotny.pl

Warto jednak pamiętać, że – podobnie jak w przypadku mieszkań – kluczowe znaczenie ma lokalizacja. Tam, gdzie parkowanie nie stanowi problemu, nawet atrakcyjna cena zakupu nie gwarantuje znalezienia najemcy.

Kiedy parking nie zarobi?

Nie każda inwestycja w miejsce postojowe ma sens.

Najgorsze warunki występują tam, gdzie parkowanie nie stanowi realnego problemu. Dotyczy to zwłaszcza peryferyjnych osiedli dobrze skomunikowanych, ale z dużą dostępnością miejsc naziemnych.

Jeśli na jedno mieszkanie przypada więcej niż jedno miejsce parkingowe, a mieszkańcy bez trudu znajdują miejsce „pod blokiem”, potencjał wynajmu drastycznie spada.

Sygnałem ostrzegawczym może być również brak stref płatnego parkowania i niewielka presja na miejsca postojowe w okolicy.

Kupować czy nie kupować?

Decyzja o zakupie miejsca parkingowego coraz rzadziej jest oczywista.

Dla osób korzystających z samochodu na co dzień to nadal element realnie wpływający na komfort życia. Dla inwestorów może być dodatkowym źródłem dochodu.

Z drugiej strony rosnące ceny, zmieniające się podejście do mobilności i rozwój transportu publicznego sprawiają, że część kupujących świadomie rezygnuje z tego wydatku.

Rynek, który zaczął żyć własnym życiem

Miejsca postojowe przestały być dodatkiem do mieszkań. Stały się osobnym segmentem rynku nieruchomości – z własną logiką cen, popytu i opłacalności.

Dla jednych to zbędny koszt, dla innych codzienna konieczność, a dla coraz większej grupy – po prostu kolejna forma inwestycji.

I być może właśnie dlatego decyzja o zakupie miejsca parkingowego w 2026 roku jest bardziej złożona niż kiedykolwiek wcześniej.

Jak wybrać sprawdzony sklep ze sprzętem poleasingowym?

Wybór sprzętu poleasingowego to inteligentna decyzja, łącząca oszczędności z wysoką jakością i dbałością o środowisko. Aby jednak Twoja inwestycja była w pełni bezpieczna i satysfakcjonująca, kluczowe jest poznanie warunków gwarancji, systemu klas jakości, legalności oprogramowania oraz procesów odnowy. Ten przewodnik pomoże Ci świadomie wybrać niezawodne komputery, oferując praktyczne wskazówki przed zakupem.

Jakie warunki gwarancji powinien zapewniać sprzedawca sprzętu używanego?

Wybierając sprzęt poleasingowy, kluczowym aspektem jest bezpieczeństwo Twojej inwestycji. Rzetelni dostawcy, tacy jak Tip.pl, oferują okres gwarancyjny wynoszący zazwyczaj od roku do trzech lat, co potwierdza wysoką klasę urządzeń. Posiadanie przez firmę własnego zaplecza technicznego znacząco skraca czas oczekiwania na usunięcie usterki, zapewniając pełną ciągłość pracy. Profesjonalna opieka serwisowa obejmuje szereg istotnych udogodnień:

  • ochronę gwarancyjną trwającą od 12 do 36 miesięcy,
  • komfortową usługę door-to-door z odbiorem sprzętu,
  • wykorzystanie wyłącznie oryginalnych komponentów,
  • natychmiastowe wsparcie zdalne w razie problemów,
  • dodatkowe zabezpieczenie w formie dwuletniej rękojmi.

Przejrzyste zasady współpracy i sprawne działanie serwisu budują trwałą relację opartą na zaufaniu. Dzięki takiemu podejściu zyskujesz pewność, że w razie problemów technicznych nigdy nie zostaniesz bez profesjonalnej pomocy, a Twój komputer poleasingowy będzie służył Ci bezawaryjnie przez długie lata.

Co oznaczają klasy jakości sprzętu poleasingowego?

Ceny używanych urządzeń zależą od ich kondycji wizualnej i technicznej. Sprzedawcy stosują konkretne kategorie jakościowe, co pozwala dopasować sprzęt poleasingowy do budżetu i wymagań. Klasa A to wybór dla estetów – laptopy wyglądają niemal jak nowe. Klasa B to złoty środek: obudowa może mieć rysy lub wytartą klawiaturę, lecz technicznie sprzęt jest bezbłędny. Klasa C oferuje największe oszczędności: dopuszczalne są pęknięcia lub plamki na matrycy, co nie wpływa na stabilność systemu. Jasny system oznaczeń zapewnia kupującym wiele korzyści:

  • pełna transparentność procesu zakupu,
  • dokładna wiedza o stanie wizualnym,
  • brak ryzyka przykrych niespodzianek,
  • możliwość optymalizacji wydatków,
  • pewność co do sprawności technicznej podzespołów.

Jak wygląda proces diagnostyki i odnawiania komputerów poleasingowych?

Każdy laptop przed sprzedażą przechodzi przez ręce specjalistów, którzy drobiazgowo sprawdzają kluczowe komponenty. Zapewniamy maksymalną wydajność oraz stabilność płyty głównej, co gwarantuje płynną pracę nawet przy intensywnym użytkowaniu. W ramach przygotowania sprzętu wykonujemy:

  • weryfikację kondycji procesora, pamięci RAM oraz dysków SSD,
  • gruntowne czyszczenie układu chłodzenia i nałożenie nowej pasty termoprzewodzącej,
  • rygorystyczne testy ogniw i wymianę baterii, jeśli jej sprawność spadnie poniżej 80%,
  • szczegółową kontrolę matryc pod kątem martwych pikseli i jakości podświetlenia,
  • instalację aktualnego systemu operacyjnego oraz niezbędnych sterowników,
  • przeprowadzenie zaawansowanych testów obciążeniowych sprawdzających stabilność.

Cały proces wieńczy rygorystyczna lista 25 punktów kontrolnych, dająca gwarancję niezawodności na lata. Tak przygotowany sprzęt działa jak nowy i wspiera ochronę środowiska poprzez wydłużenie cyklu życia elektroniki.

Jak sprawdzić legalność oprogramowania i pochodzenie sprzętu?

Wybór komputera do pracy wymaga skupienia na bezpieczeństwie prawnym oraz urządzeniach pochodzących z pewnego źródła. Profesjonalni dostawcy oferują wysokiej klasy sprzęt poleasingowy, który wcześniej służył w dużych korporacjach, co gwarantuje jego wysoką jakość i niezawodność. Kluczowym elementem rzetelnej transakcji jest faktura VAT, stanowiąca fundament jasnej historii własności oprogramowania oraz sprzętu. Przed sfinalizowaniem zakupu warto dokładnie zweryfikować następujące aspekty:

  • klucz cyfrowy zapisany bezpośrednio w BIOS-ie płyty głównej,
  • licencja COA dla systemów Windows 10 lub 11 Pro,
  • poprawny status aktywacji widoczny w ustawieniach systemowych,
  • kompletna dokumentacja potwierdzająca autentyczność systemu,
  • pełna faktura VAT będąca dowodem legalnego nabycia.

Współpraca ze sprawdzonym kontrahentem skutecznie eliminuje ryzyko korzystania z nielegalnych kopii systemu. W biznesie, gdzie transparentność licencyjna jest priorytetem, profesjonalne podejście pozwala uniknąć problemów prawnych i gwarantuje stabilną pracę bez zbędnego stresu.

Programiści i testerzy pod presją AI. Bezpieczeństwo IT najbardziej odporne na automatyzację

0

Aż 62% spośród 10 tys. respondentów przebadanych w ramach globalnego badania Hays „Tech Talent Explorer” zidentyfikowało rozwój sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego jako czynnik, który będzie miał największy wpływ na branżę IT. Podatność na inteligentną automatyzację różni się jednak w zależności od obszaru specjalizacyjnego i kraju. Eksperci rynku pracy argumentują ponadto, że AI nie zastępuje pracowników IT, lecz wymusza na nich rozwój nowych kompetencji.

  • W Polsce sztuczna inteligencja najszybciej zmienia pracę specjalistów w rolach technicznych – programistów i analityków. Najbardziej odporne na inteligentną automatyzację są z kolei stanowiska związane z zarządzaniem projektami IT oraz bezpieczeństwem.
  • Polscy specjaliści IT oceniają swoje przygotowanie do nadchodzących zmian na 3,49 w skali od 0 do 5, co stanowi wynik zbliżony do globalnej średniej. Największą pewnością siebie wykazują się eksperci ds. sztucznej inteligencji, natomiast najmniejszą – specjaliści w dziedzinie testów.
  • Pracownicy każdego obszaru specjalizacyjnego dostrzegają specyficzne kompetencje techniczne, które będą im niezbędne w przyszłości. Jednocześnie mają świadomość konieczności rozwoju umiejętności adaptacyjnych i przywódczych.

Wyniki badania Hays „Tech Talent Explorer” dowodzą, że sztuczna inteligencja wyraźnie zmienia role technologiczne – sposób pracy i zakres zadań, a także kompetencje oraz wiedzę niezbędne do ich realizacji. Trend ten wciąż zyskuje na znaczeniu, przyspieszając transformację stanowisk, a co za tym idzie również oczekiwań pracodawców wobec kandydatów na stanowiska IT.

Organizacje przestały zadawać sobie pytanie, czy warto wdrażać sztuczną inteligencję. Obecnie pytanie coraz częściej brzmi – jak i gdzie mądrze ją wdrażać. Oznacza to konieczność przeprojektowania procesów i ról w sposób, który przyniesie firmom jak najwięcej korzyści. Inteligentna automatyzacja nie oznacza zatem eliminacji stanowisk IT, lecz ich ewolucję. W rekrutacjach na stanowiska technologiczne z roku na rok rośnie koncentracja na eksperckich kompetencjach technicznych i inżynieryjnych, ale również zdolnościach miękkich. Specjaliści w dziedzinie nowoczesnych technologii są tego coraz bardziej świadomi – komentuje Łukasz Grzeszczyk, Executive Director CEE w Hays.

Specjaliści IT dostrzegają wpływ AI na swoją specjalizację

Analiza danych zawartych w „Tech Talent Explorer” wykazuje, że eksperci IT są zgodni – w najbliższej przyszłości największy wpływ na ich pracę będzie miał rozwój sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego (62% wskazań).

Co w najbliższej przyszłości będzie napędzało zmiany w branży IT?

62% Rozwój sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego
12% Rozwój chmury obliczeniowej i Edge Computing
12% Wzmocnione środki cyberbezpieczeństwa
10% Szersze wykorzystanie automatyzacji i robotyki
4% Ekspansja Internetu Rzeczy (IoT)

Źródło: Hays Tech Talent Explorer 2026.

Respondenci badania Hays swoje przygotowanie do nadchodzących zmian oceniają w stopniu umiarkowanym, na 3,51 w skali od 0 do 5. Polscy specjaliści IT z wynikiem 3,49 nie odbiegają pod tym względem od średniej światowej oraz od swoich odpowiedników w Niemczech, Zjednoczonym Królestwie czy Stanach Zjednoczonych.

W skali globalnej, najwyższe poczucie gotowości do transformacji sektora technologicznego deklarują specjaliści w dziedzinie AI (4,27) oraz DevOps (3,72), a najmniejsze osoby zajmujące się testami (3,31) oraz rozwojem oprogramowania (3,38). Świadczy to o rosnącym znaczeniu kompetencji wysoko specjalistycznych i technicznych na rynku pracy. Im bardziej ekspercka i wymagająca zaawansowanych kompetencji twardych rola, tym większa pewność pracowników wobec „odporności” posiadanych umiejętności na nadchodzące zmiany.

Wyniki badania przeprowadzonego w Polsce pokazują podobne trendy. Największe przygotowanie na nadchodzące zmiany deklarują specjaliści ds. sztucznej inteligencji (4,67), lecz najmniejsze – co odbiega od wyników globalnych – eksperci w dziedzinie danych i analityki (3,25).

Jak oceniasz swoje przygotowanie do nadchodzących zmian?

  Ogół branży IT AI Dane i analityka Zarządzanie projektami i zmianą Rozwój oprogramowania Testy
Świat 3,51 4,27 3,51 3,51 3,38 3,31
Polska 3,49 4,67 3,25 3,67 3,89 3,5

Ocena w skali od 0 do 5, w której 0 oznacza zupełny brak przygotowania, a 5 pełne przygotowanie.

Źródło: Hays Tech Talent Explorer 2026.

Specjaliści ds. bezpieczeństwa IT najbardziej „odporni” na automatyzację

Horsefly Analytics przeprowadziła na zlecenie Hays ocenę wpływu AI na poszczególne obszary specjalizacyjne AI, a następnie oceniła każdy na skali od 0 do 100. Wyższy wynik wskazuje, że więcej zadań w danej roli może zostać zautomatyzowanych lub zasadniczo zmienionych pod wpływem AI. Analiza wykazała, że w Polsce sztuczna inteligencja najmocniej wpływa na pracę programistów i analityków. Przykładowo, wskaźnik AI Impact dla programistów Java został oszacowany na poziomie 58, a analityków testów na 61.

AI Impact na polskim rynku technologicznym

Security Engineer Project Manager Change Manager Scrum Master AI Engineer Data Engineer Java Developer Test Analyst
6 18 24 28 56 56 58 61

Ocena w skali od 0 do 100, w której 0 oznacza brak wpływu, a 100 potężny wpływ AI na daną rolę.

Źródło: Horsefly Analytics dla Hays Tech Talent Explorer 2026.

Dla profesjonalistów pracujących w tych dziedzinach jest to równoznaczne z koniecznością rozwoju kompetencji oraz zdobywania nowych umiejętności. Zdaniem polskich developerów kluczowymi zagadnieniami będą w przyszłości obszar związany z architekturą rozwiązań IT. Z kolei zdaniem specjalistów w dziedzinie testów, najbardziej przyszłościowymi obszarami zainteresowania są doskonalenie procesów QA oraz testowanie bezpieczeństwa IT.

Analiza wykazała również, że w polskiej branży technologicznej sztuczna inteligencja ma obecnie najmniejszy wpływ na role koordynacyjne oraz strategiczne, takie jak zarządzanie projektami czy bezpieczeństwo IT. Wskaźnik AI Impact dla stanowiska inżyniera ds. bezpieczeństwa wynosi zaledwie 6, co oznacza minimalny wpływ sztucznej inteligencji. Role project oraz change managerów otrzymały z kolei noty 18 i 24, a więc znajdują się pod ograniczonym wpływem AI i w dużej mierze pozostają niezmienione.

Zarządzanie projektami IT bardziej odporne na automatyzację w Polsce niż za granicą

Chociaż wyniki AI Impact dla Polski wpisują się w globalne trendy, to na polskim rynku wpływ sztucznej inteligencji na role w obszarze zarządzania projektami został oceniony przez Horsefly Analytics jako mniejszy niż w innych krajach. Z jednej strony może to wskazywać na niewykorzystany potencjał automatyzacji w tych obszarach specjalizacyjnych. Z drugiej natomiast powodem może być profil inwestycji IT realizowanych w Polsce.

W Polsce wciąż lokowanych jest wiele transformacyjnych procesów technologicznych. Organizacje z całego świata dostrzegają w naszym rynku atrakcyjny stosunek jakości do ceny i doświadczenie tutejszych kadr w realizacji procesów o znaczeniu strategicznym. Sprawia to, że zapotrzebowanie na scrum masterów, IT change oraz project managerów wciąż jest w Polsce bardzo wysokie, gdyż pełnią oni kluczową rolę w realizacji tego typu projektów inwestycyjnych. Wysokie zapotrzebowanie rynkowe i ranga tych ról paradoksalnie mogą zwiększać ich odporność na inteligentną automatyzację. W innych krajach, w których kontekst rynkowy jest zupełnie inny, próby automatyzacji zadań realizowanych na tych stanowiskach mogą być zwyczajnie łatwiejsze do przeprowadzenia – wyjaśnia Łukasz Grzeszczyk z Hays.

Funt traci, rentowności brytyjskich obligacji rosną. Wielka Brytania znów niepokoi inwestorów

Silna przecena brytyjskich obligacji rządowych oraz wzrost ich rentowności do najwyższych poziomów od niemal trzech dekad pokazują, że rynek coraz bardziej nerwowo reaguje na rosnące ryzyko polityczne w Wielkiej Brytanii. Rentowność 30-letnich obligacji wzrosła dzisiaj o 11 punktów bazowych, do 5,79%, czyli po raz pierwszy w XXI wieku. Jednocześnie pod presją znalazł się funt, który osłabił się wobec euro o 0,3%, schodząc do najniższego poziomu od końca kwietnia. Bezpośrednim źródłem napięcia są słabe wyniki Partii Pracy w wyborach lokalnych oraz narastająca presja na premiera Keira Starmera, co zwiększa spekulacje dotyczące możliwej zmiany przywództwa.

Inwestorzy obawiają się, że ewentualne odejście Starmera mogłoby oznaczać zmianę kierunku polityki gospodarczej i fiskalnej. Obecny premier oraz minister finansów Rachel Reeves są postrzegani jako politycy przywiązani do kontroli długu publicznego, ograniczania deficytu i utrzymywania dyscypliny budżetowej. Potencjalni następcy, tacy jak Andy Burnham czy Angela Rayner, są natomiast kojarzeni z większą presją na zwiększenie wydatków publicznych oraz złagodzenie obecnych reguł fiskalnych. Dla rynku obligacji oznaczałoby to ryzyko większych potrzeb pożyczkowych państwa, wyższej emisji długu i dalszego wzrostu rentowności.

Wrażliwość rynku na takie sygnały jest szczególnie duża po doświadczeniach z 2022 roku, kiedy plan podatkowy rządu Liz Truss doprowadził do gwałtownej przeceny funta i silnego wzrostu rentowności brytyjskich obligacji, zmuszając Bank Anglii do interwencji. Tamten epizod pozostaje ważnym punktem odniesienia dla inwestorów, którzy obecnie szybko reagują na każdą oznakę możliwego odejścia od ostrożnej polityki budżetowej. Wzrost rentowności ma przy tym realne znaczenie gospodarcze, ponieważ podnosi koszt obsługi długu publicznego.

Dla kursu GBPUSD taki układ czynników jest potencjalnie negatywny. W normalnych warunkach wzrost rentowności obligacji mógłby wspierać walutę, ponieważ zwiększa atrakcyjność aktywów denominowanych w funcie. Obecna sytuacja ma jednak inny charakter: rentowności rosną nie z powodu oczekiwań na silniejszy wzrost gospodarczy, lecz z powodu wyższej premii za ryzyko polityczne i fiskalne. To oznacza, że inwestorzy mogą żądać wyższego wynagrodzenia za utrzymywanie brytyjskiego długu, jednocześnie ograniczając ekspozycję na funta. W takim scenariuszu GBPUSD może pozostawać pod presją spadkową, zwłaszcza jeśli rynek zacznie wyceniać większe prawdopodobieństwo zmiany przywództwa w Partii Pracy, luźniejszej polityki budżetowej lub dalszego wzrostu kosztów obsługi długu. Obecnie kabel traci już ponad 0,59% względem wczorajszego zamknięcia.

Kluczowe będzie to, czy obecne napięcie okaże się jedynie krótkotrwałą reakcją rynku, czy początkiem szerszej utraty zaufania do brytyjskiej polityki fiskalnej. Jeśli Starmer i Reeves utrzymają kontrolę nad przekazem politycznym oraz potwierdzą przywiązanie do dyscypliny budżetowej, presja na funta może stopniowo osłabnąć, a GBPUSD może się ustabilizować. Jeżeli jednak pojawią się kolejne sygnały podważające stabilność polityczną lub sugerujące wzrost wydatków bez wiarygodnego finansowania, rynek może ponownie porównać sytuację do kryzysu z 2022 roku.