Dariusz Grabowski Prezesem Zarządu Ceneo – łączy funkcję z rolą General Managera

Z dniem 4 maja 2026 r. Dariusz Grabowski objął stanowisko Prezesa Zarządu Ceneo – jednej z największych platform e‑commerce w Polsce. Jednocześnie od lutego 2026 r. pełni funkcję General Managera spółki, odpowiadając za całościowe zarządzanie operacyjne oraz realizację strategii rozwoju.

Połączenie obu ról wzmacnia jednolite przywództwo i przyspiesza realizację kluczowych inicjatyw strategicznych Ceneo, skoncentrowanych na dalszym rozwoju katalogu produktów, skalowaniu ruchu i budowaniu długoterminowej wartości użytkowników oraz partnerów.

Dariusz Grabowski jest doświadczonym menedżerem z wieloletnią praktyką w obszarze e‑commerce i transformacji cyfrowej. W Ceneo odpowiada za rozwój modelu biznesowego, poszerzanie ekosystemu usług – w tym rozwiązań opartych o sztuczną inteligencję oraz produktów B2B – a także wzmacnianie pozycji platformy jako najbardziej zaufanego miejsca podejmowania decyzji zakupowych w Polsce.

– Naszym celem jest dalsze budowanie Ceneo jako platformy pierwszego wyboru dla kupujących i partnerów – zapewniającej wiarygodne wsparcie w podejmowaniu decyzji zakupowych oraz efektywne narzędzia sprzedażowe. Połączenie kompetencji strategicznych i operacyjnych pozwala nam szybciej wdrażać zmiany i lepiej odpowiadać na potrzeby rynku – mówi Dariusz Grabowski, Prezes Zarządu i General Manager Ceneo.pl

Ceneo konsekwentnie rozwija nowe obszary działalności, w tym usługi wspierające sprzedaż partnerów, rozwiązania analityczne oraz inicjatywy oparte na technologii zaufanych opinii, marketplace’u i reklamy, wzmacniając swoją rolę w ekosystemie e‑commerce w Polsce jako część Grupy Allegro.

Konferencja prezesa NBP może przesądzić o nastrojach wokół złotego

Czwartkowa sesja przynosi całkiem sporo nowych impulsów do gry. Na naszym poletku trwa wyczekiwanie na konferencję prasową prezesa NBP. Do tego mamy wysyp kolejnych decyzji banków centralnych z Europy. Na szerokim rynku mocno widać nadzieję na zakończenie konfliktu na Bliskim Wschodzie.

Podnosić już teraz, czy czekać?

Lokalnie inwestorzy dziś są mocno skupieni wokół wczorajszej decyzji Rady Polityki Pieniężnej, a precyzując – na nadchodzącej konferencji prasowej prezesa Glapińskiego. Wiemy już, że Rada zgodnie z oczekiwaniami rynku postanowiła utrzymać wysokość stóp procentowych w Polsce bez zmian. Główna stopa nadal wynosi więc 3,75%, po tym jak trochę przedwcześnie została obniżona na marcowym posiedzeniu. I zapewne od takich sugestii nie ucieknie szef NBP na dzisiejszej konferencji prasowej. Już ostatni odczyt inflacji pokazał, że konflikt na Bliskim Wschodzie zaczyna uderzać w nasze portfele i nie ma raczej wątpliwości, że będzie uderzał coraz mocniej. W świetle tych bliskowschodnich zawirowań dzisiejsze wystąpienie przewodniczącego Rady będzie zapewne kluczowe dla złotego w najbliższych tygodniach. Rynek już teraz wycenia, że czekają nas podwyżki stóp jeszcze w tym roku, z zaznaczeniem, że ich kulminacja ma nastąpić w okolicach pierwszej połowy przyszłego roku. Sytuacja nie jest jednak tak zerojedynkowa. Kryzys wokół Cieśniny Ormuz oznacza nie tylko czynniki proinflacyjne, ale również mocny impuls hamulcowy dla globalnej gospodarki, co z całą pewnością przełoży się na rodzimy krajobraz. Obie strony sporu o potencjalne podwyżki mają całkiem rozsądne argumenty, a to może wpływać na wolatywność na rynkach. Ta niepewność co do tego, w którą retorykę pójdzie prezes Glapiński, może skutkować dziś większą zmiennością na parach powiązanych ze złotym.

Skandynawska niespodzianka

Doskonały tego przykład obserwujemy dziś na koronie norweskiej. Ta w czwartek wyraźnie się umacnia na szerokim rynku, co jest efektem trochę niespodziewanej decyzji Norges Banku o podniesieniu stóp procentowych. Decydenci ze Skandynawii w uzasadnieniu tego posunięcia oczywiście odnoszą się do zawirowań na rynku ropy naftowej. Podkreślają jednak, że czynników, które wpłynęły na tę decyzję jest więcej, w tym impulsy wewnętrzne, takie jak choćby rozkręcająca się dynamika płac. Dzisiejszy werdykt jest także analizowany pod kątem zeszłorocznej obniżki stóp, za którą Norges Bank był wielokrotnie krytykowany. Co istotne, w przekazie banku centralnego można doszukać się sugestii, że nie jest to jednorazowe posunięcie, choć jak zwykle wszystko zależeć będzie od napływających danych.

W zupełnie innym nastroju są sąsiedzi Norwegów. Szwedzi dzisiaj też podejmowali decyzję w sprawie stóp procentowych. Ci jednak w żadnym stopniu nie zaskoczyli i utrzymali koszt pieniądza na niezmienionym poziomie. Mogą oni sobie pozwolić na ten luksus, zwłaszcza w perspektywie wczorajszego odczytu o dynamice cen, która okazała się ujemna. W normalnych warunkach byłby to bardzo mocny sygnał do obniżania stóp, jednak obecnie można zakładać, że do powrotu powyżej zera przyczynią się czynniki globalne. Riksbank może więc zrobić to, co wszystkie banki centralne lubią najbardziej i przyjąć postawę wait & see.

Dzisiaj mamy także posiedzenie u naszych południowych sąsiadów. Czesi już kilkukrotnie w historii pokazywali, że nie boją się być awangardą w ruchach na stopach procentowych, jednak obecnie zdecydowana większość analityków spodziewa się utrzymania obecnego kosztu pieniądza.

A może jednak to koniec?

Dzisiejszy zalew informacji związanych z polityką monetarną może być miłą odskocznią od wojennej retoryki, jednak nie uciekniemy od niej tak zupełnie. Na szczęście w ostatnich godzinach w kontekście bliskowschodniego konfliktu znacznie więcej mówimy o potencjalnej umowie, niż o kolejnych bombardowaniach. Rynki zawzięcie analizują szanse na pokój, po tym jak Pakistan przekazał, że na stole leży konkretna propozycja, a obie strony podchodzą do niej z zaskakująco dużym zrozumieniem. Inwestorzy w związku z tym dalej wyprzedają dolara, który dzisiaj ponownie kosztuje poniżej 3,60 zł. Jest to oczywisty efekt ruchów na głównej parze walutowej, gdzie popularny edek dobił dziś do 1,175$.

Konflikt na Bliskim Wschodzie napędza globalny szok surowcowy

Narastający konflikt na Bliskim Wschodzie powoduje silne turbulencje na globalnych rynkach surowców. Zakłócenia w dostawach, zablokowanie Cieśniny Ormuz oraz napięcia geopolityczne między Iranem a Izraelem i Stanami Zjednoczonymi potęgują presję kosztową w kolejnych ogniwach łańcucha dostaw. Co czeka światową gospodarkę, jeśli sytuacja w tym regionie się nie unormuje?

W ostatnich miesiącach obserwujemy m.in. znaczny wzrost cen ropy, gazu, nawozów, produktów petrochemicznych i aluminium. Skala podwyżek jest duża i nierównomierna – w niektórych przypadkach ceny surowców energetycznych wzrosły o kilkadziesiąt procent w ciągu jednego miesiąca. Coraz wyraźniej widać też, że drożeją nie tylko same surowce, ale i ich przetworzone formy, co stopniowo przekłada się na koszty produkcji i ceny końcowe w wielu branżach.

Ropa: czy obecny szok cenowy się utrzyma?

Na znaczny wzrost cen surowców energetycznych wpłynęły m.in. ataki na kompleks gazowy Ras Laffan w Katarze. W wyniku tego wydarzenia notowania ropy Brent wzrosły o 50% w ciągu miesiąca.

Ekonomiści z firmy Coface podkreślają, że ceny nie rosną równomiernie, co pokazuje, jak bardzo zróżnicowany jest wpływ obecnej sytuacji geopolitycznej na poszczególne rynki i rodzaje surowców. Widać to m.in. na przykładzie ropy Oman DME, której cena przekroczyła 160 USD za baryłkę, podczas gdy cena amerykańskiej WTI utrzymuje się w okolicach 100 USD.

 – Uszkodzenia infrastruktury oraz blokada cieśniny doprowadziły do znaczących zakłóceń w fizycznej dostępności paliw, a także do niepewności co do przyszłych dostaw w poszczególnych regionach. W efekcie obserwowany jest wyraźnie zróżnicowany wzrost cen paliw na lokalnych rynkach. Jednocześnie skala zniszczeń infrastrukturalnych oraz narastające zaległości w realizacji zamówień wskazują, że presja podażowa może utrzymywać się przez dłuższy czas, nawet po ewentualnym odblokowaniu cieśniny Ormuz – mówi dr Mateusz Dadej, Główny Ekonomista Coface w Polsce i Regionie Europy Środkowo-Wschodniej.

W Stanach Zjednoczonych ceny detaliczne benzyny osiągnęły rekordowe 3,96 USD za galon (jest to wzrost o 35% miesiąc do miesiąca). Z kolei w Azji ceny oleju napędowego w Singapurze niemal potroiły się od początku konfliktu, sięgając 256 USD za baryłkę. IATA podaje natomiast, że globalne ceny paliwa lotniczego podwoiły się.
Wykres_Najbardziej_zagrożone_sektory_wzrostami_cen_paliw_Dane_Eurostatu_Coface

Gaz ziemny: zakłócenia w dostawach to kluczowy problem

Ze wzrostem cen zmaga się również rynek gazu ziemnego. W Europie kontrakty terminowe na gaz (indeks Dutch TTF) podskoczyły w ciągu miesiąca o 85%, do 55 €/MWh, podczas gdy azjatycki benchmark (LNG Japan/Korea Marker) w tym samym czasie podwoił swoją wartość. Odzwierciedla to wyjątkową wrażliwość rynków importujących na wstrząsy geopolityczne. Choć Stany Zjednoczone wydają się mniej narażone na zakłócenia dostaw, to indeks Henry Hub również znajduje się pod silną presją wzrostową (+36% miesiąc do miesiąca). Oznacza to, że napięcia energetyczne mają już charakter globalny.

W efekcie, w zawrotnym tempie rosną również ceny wielu produktów petrochemicznych, których kluczowymi dostawcami do Azji są państwa Zatoki Perskiej. Cena tony nafty w Singapurze osiągnęła 1000 USD, co stanowi wzrost o ponad 60% od początku konfliktu. Napięcia w cieśninie Ormuz oraz historycznie niskie zapasy w Azji (na 2–3 tygodnie) już przełożyły się na proces drożenia polimerów (polipropylenu, polietylenu, polistyrenu, PVC).

O 25% w ciągu miesiąca wzrosły również ceny siarki – kluczowego surowca wykorzystywanego w procesie ługowania rud miedzi i niklu. Jest to poważne zagrożenie dla największych producentów, silnie uzależnionych od tego surowca, takich jak Chile, Demokratyczna Republika Konga czy Indonezja.

Nawozy: ceny rosną mimo spodziewanej stabilizacji

Państwa Zatoki Perskiej zajmują kluczową pozycję na rynku nawozów, odpowiadając za niemal 19% globalnego eksportu nawozów azotowych i 36% światowej podaży mocznika. Arabia Saudyjska jest z kolei czwartym największym eksporterem fosforanów. Ponieważ jednak gaz ziemny stanowi nawet 80% kosztów produkcji nawozów azotowych, wzrost jego cen automatycznie przekłada się na droższe nawozy. Widać to w cenie tony granulowanego mocznika (FOB Bliski Wschód), która wzrosła od początku konfliktu o 37% – do 665 USD.

– Chociaż Unia Europejska, w tym Polska, pozostaje samowystarczalna w zakresie produkcji nawozów, ceny na tym rynku kształtowane są globalnie. W konsekwencji ich wzrost będzie miał istotny wpływ na sektor rolny. Dodatkowo szok cenowy występuje w szczególnie wrażliwym okresie roku, kiedy gospodarstwa rolne rozpoczynają zakupy nawozów oraz ich wykorzystanie. Sprzyja to silniejszemu przenoszeniu wzrostu kosztów nawozów na ceny dóbr końcowych – tłumaczy dr Mateusz Dadej.

Negatywne skutki konfliktu na Bliskim Wschodzie mogą wykraczać poza bezpośrednie dostawy nawozów i dotknąć takie kraje jak Indie, Brazylia czy USA, którym państwa Zatoki Perskiej zapewniają odpowiednio 63%, 24% i 21% importu nawozów azotowych. Stracić mogą również państwa trzecie, takie jak Maroko – największy na świecie producent fosforytów, który jest silnie uzależnione od siarki eksportowanej przez kraje Zatoki Perskiej.

Aluminium: najbardziej zagrożony metal na rynku

W wyniku zablokowania cieśniny Ormuz przez Iran w bardzo trudnej sytuacji znalazły się państwa Zatoki Perskiej, które odpowiadają za 8% globalnej produkcji aluminium. Nie są one w stanie ani eksportować własnej produkcji, ani importować surowców (boksytu i tlenku glinu) niezbędnych do pracy hut.

Co więcej, 16 marca 2026 roku firma Aluminum Bahrain (Alba), która odpowiada za 25% regionalnej produkcji aluminium, ogłosiła wstrzymanie 19% swojej produkcji, co stanowi 5% całkowitej podaży aluminium w regionie. Tymczasem, z dala od napięć na Bliskim Wschodzie, firma Mosal ogłosiła zawieszenie działalności w Mozambiku, motywując swoją decyzję nadmiernie wysokimi kosztami energii. W tak pogarszającym się otoczeniu rynkowym ceny aluminium wzrosły znacząco – o 11,5% w ujęciu miesiąc do miesiąca. Od momentu rozpoczęcia konfliktu utrzymują się one na podwyższonym poziomie, przekraczając 3 500 USD za tonę, co oznacza wzrost o blisko 25% w skali ostatniego roku..

Konsekwencje dla globalnej gospodarki wynikają nie tylko ze skali szoku podażowego, lecz także z szerokiego zakresu zastosowań dóbr nim dotkniętych. Ropa naftowa, nawozy oraz aluminium to surowce, których wzrost cen – prędzej czy później – przełoży się na ceny niemal wszystkich dóbr, oddziałując na każdy sektor polskiej gospodarki. Choć trudno dziś jednoznacznie określić, jak długo potrwa blokada cieśniny Ormuz, jedno pozostaje pewne: każdy kolejny dzień jej utrzymywania się pogłębia negatywne skutki dla gospodarki światowej – podsumowuje ekspert.

Co trzecia polska firma nie jest gotowa na transparentność płac a ponad połowa Polek i Polaków nie wie jakie prawa daje im Dyrektywa o przejrzystości wynagrodzeń

0

Najpóźniej do 7 czerwca 2026 roku wszystkie państwa członkowskie UE muszą zaimplementować w całości do prawa krajowego przepisy, wynikające z Dyrektywy o przejrzystości wynagrodzeń. Tymczasem najnowsze badanie rynku pracy, przeprowadzone przez SD Worx, pokazuje jak w 2026 roku wygląda przygotowanie pracodawców i podejście pracowników do nadchodzących zmian.

Za miesiąc – 7 czerwca 2026 roku – mija termin pełnej implementacji do prawa krajowego dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2023/970 o przejrzystości wynagrodzeń, która weszła w życie 6 czerwca 2023 r. Polska już wdrożyła część postanowień do polskiego systemu prawnego. Między innymi w zakresie stosowania w ogłoszeniach o pracę neutralnych nazw stanowisk, czy też wskazywania widełek zarobków. Z kolei do 7 czerwca tego roku powinny zostać zaimplementowane lokalnie pozostałe unijne wytyczne, w tym przepisy uprawniające każdego pracownika do wystąpienia do pracodawcy z wnioskiem o udzielenie informacji o średnich poziomach wynagrodzenia osób wykonujących taką samą lub porównywalną pracę w danej firmie z podziałem na płeć. A dodatkowo na większych pracodawców (zatrudniających powyżej 100 osób) ma zostać nałożony coroczny obowiązek raportowania luki płacowej. Wiemy już, że ten termin w Polsce nie zostanie dochowany.

W tym tygodniu opublikowano nowy projekt ustawy wdrażającej dyrektywę w Polsce. Wynika z niego, że pracodawcy otrzymają pół roku na przygotowanie się do nowych obowiązków (wprowadzono 6 – miesięczne vacatio legis). Biorąc pod uwagę vacatio legis i wcześniejsze zapowiedzi Ministerstwa, że nowe przepisy mają obowiązywać od początku 2027 roku, wszystko wskazuje na to, że ustawa może zostać uchwalona jeszcze przed wakacjami – tak, aby od początku 2027 weszła w życie.

Przesunięcie terminu wdrożenia dyrektywy da firmom więcej czasu na przygotowania.  Dodatkowy czas warto wykorzystać na uporządkowanie struktur wynagrodzeń i ułożenie nowych procesów. Przygotowanie organizacji na nowe obowiązki może okazać się dość czasochłonne. Pamiętajmy, że pracodawcy muszą m.in. zweryfikować czy mają zwartościowane stanowiska pracy, a jeśli tak, to czy zastosowano obowiązkowe kryteria (w praktyce większość przeprowadzanych wartościowań nie uwzględnia warunków pracy), ustalić kryteria stosowane przy podwyżkach, zweryfikować gdzie występują nierówności w płacach i czy są obiektywne powody tych różnic. A to tylko początek. – mówi Katarzyna Wilczyk, Starszy Prawnik w Kancelarii Raczkowski. Konieczne będzie także ułożenie procesu udzielania informacji indywidualnych o poziomie wynagrodzenia. Ten proces należy zacząć od analizy wszystkich składników wynagrodzenia i świadczeń związanych z pracą – nie wszystkie bowiem trzeba będzie uwzględniać na potrzeby udzielania informacji. Podobnie w przypadku liczenia luki płacowej – już teraz warto sprawdzić czy luka u nas występuje, a jeśli tak to na jakim poziomie i czy mamy obiektywne powody do różnicowania wynagrodzeń pracowników – dodaje.

Spore wyzwania czekają także na spółki działające w ramach grup kapitałowych. Zasada jednego źródła, którą wprowadzi polska ustawa może wymóc na takich podmiotach zmiany procesu decyzyjnego w zakresie wynagrodzeń. Jeżeli bowiem jedna ze spółek z grupy (w tym z zagranicy) narzuca innym spółkom (w Polsce) zasady wynagradzania, premiowania, podwyżek – wówczas pracownicy spółki polskiej będą mogli porównywać swoje wynagrodzenia do wynagrodzeń pracowników spółki, która te zasady ustala.

To kluczowe kwestie, które trzeba będzie rozstrzygnąć. Nawet przy założeniu — zgodnie z nowym projektem ustawy — że nowe obowiązki zaczną obowiązywać na początku 2027 roku, czasu na przygotowanie nie jest wiele. Organizacje zyskały wprawdzie co najmniej dodatkowe pół roku, jednak im wcześniej firmy rozpoczną analizę swoich struktur wynagrodzeń oraz procesów wewnętrznych, tym sprawniej i bezpieczniej dostosują się do nadchodzących wymogów. Jednym z głównych celów wspomnianej dyrektywy jest likwidacja różnic w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn. Unijny ustawodawca mówi – pracodawcy muszą być transparentni w kwestii wynagrodzeń i podejmować działania w przypadku nieuzasadnionych różnic w wynagrodzeniach między płciami. Jak dotąd tylko kilka państw członkowskich Unii Europejskiej transponowało te przepisy do prawa krajowego.

Pro‑pracownicze prawo bez społecznego rezonansu

Choć temat przejrzystości wynagrodzeń funkcjonuje w debacie publicznej od kilku lat, to najnowsze dane z rynku pracy zaskakują w kontekście podejścia pracowników do tego tematu. Międzynarodowe badanie „2026 HR & Payroll Pulse” przeprowadzone przez SD Worx wśród 5936 pracodawców i 16 500 pracowników w 16 krajach europejskich, pokazuje, że 58 proc. pracowników w Polsce i aż 66 proc. w Europie nie jest świadomych dyrektywy w sprawie przejrzystości wynagrodzeń i nie wie, co to oznacza dla ich praw. To pokazuje, że przejrzystość wynagrodzeń jest na wyższym poziomie w wielu organizacjach, jeśli chodzi o politykę, niż w codziennym doświadczeniu pracowników.

Ankietowani zostali zapytani również o to jak postrzegają swoje wynagrodzenia. Co trzeci Polak (32 proc.) wskazał, że jego pensja nie jest sprawiedliwą zapłatą, w stosunku do pracy jaką wykonuje. Z kolei wśród pracowników, którzy najczęściej deklarowali, że ich wypłata jest właściwa byli Ci zatrudnieni w Wielkiej Brytanii (54 proc.), Irlandii (57 proc.) i Holandii (58 proc.). A mniej niż połowa (48 proc.) polskich pracowników wskazała, że ich wynagrodzenie jest uczciwe w porównaniu do kolegów na podobnych stanowiskach w firmie.

Pracodawcy vs. nowe prawo

Badanie przeprowadzone przez SD Worx, wiodącego europejskiego dostawcę rozwiązań HR, pokazuje, że pracodawcy nie tylko nie są gotowi na nowe przepisy, ale również że przejrzystość płac nie jest najważniejszym tematem. Tylko 18 proc. polskich organizacji wymienia przejrzystość płac wśród pięciu najważniejszych priorytetów w zakresie wynagrodzeń na rok 2026. Okazuje się, że w Europie ta kwestia prezentuje się równie niekorzystnie, bowiem tylko 19 proc. europejskich firm wskazało priorytet w tym obszarze. Co więcej tylko 3 na 4 badane polskie firmy (74 proc.) deklarują świadomość w zakresie dyrektywy UE dotyczącej przejrzystości płac, co jest i tak wyższym wynikiem niż średnia europejska, która wyniosła 68 proc.

Ponadto co dziesiąty (10 proc.) menedżer HR w Polsce i Europie nie zgadza się ze stwierdzeniem, że jego organizacja jest w pełni przygotowana do spełnienia wymogów dyrektywy. Jednak większość z nich – 64 proc. w Polsce i 62 proc. w Europie zadeklarowała, że firma jest w pełni przygotowana. Jednak widoczna jest dysproporcja, koncentrując się na wielkości firmy. Wśród przedsiębiorstw zatrudniających ponad 1000 pracowników odsetek ten wynosi 68 proc., a wśród firm zatrudniających mniej niż 100 osób – 52 proc. W tym samym czasie tylko co piąta (19 proc.) polska i europejska organizacja oferuje swoim pracownikom konkretne narzędzia, które mają na celu uwidocznienie przejrzystości wynagrodzeń, takie jak widełki płac czy poziomy wynagrodzeń na danych stanowiskach.

Sprawiedliwe płace również nie są domeną wszystkich pracodawców. Tylko 63 proc. uważa, że wynagradza swoich pracowników fair. A przeciętnie 18 proc. polskich firm przyznaje, że nie płaci swoim pracownikom uczciwie. Chociaż 59 proc. organizacji regularnie analizuje wewnętrzne dane w celu identyfikacji i likwidacji różnic w wynagrodzeniach, tylko 39 proc. pracowników uważa, że ich organizacja jest naprawdę zaangażowana w rozwiązanie tego problemu. Z czego niewiele większe zaufanie w tym obszarze wykazują Polacy (41 proc.), niż Polki (37 proc.). Jednak już połowa mężczyzn (51 proc.) i kobiet (50 proc.) oczekuje, że w nadchodzących latach przejrzystość wzrośnie.

Prace w toku

Choć prace legislacyjne nad pełnym wdrożeniem unijnej dyrektywy wciąż trwają, już dziś warto, aby organizacje podejmowały działania ułatwiające płynne wejście w nową rzeczywistość prawną. Systematyczne gromadzenie, analiza i porównywanie danych o wynagrodzeniach pozwala firmom szybciej identyfikować potencjalne nierówności płacowe i podejmować ukierunkowane działania naprawcze. Dzięki temu przedsiębiorstwa nie tylko lepiej przygotowują się do nadchodzących regulacji, ale również wzmacniają swoją atrakcyjność na rynku pracy. Transparentność wynagrodzeń odgrywa bowiem coraz większą rolę w przyciąganiu i zatrzymywaniu talentów — aż 74 proc. polskich pracowników uznaje ją za (bardzo) ważny czynnik przy wyborze pracodawcy.

Transparentność to nadchodzący obowiązek, a zarazem wartość dodana firm. Jak pokazuje najnowsze badanie SD Worx, jest wiele obszarów, które zarówno pracodawcy, jak i pracownicy muszą nadrobić. Jednocześnie jest to element, który będzie wzmacniał konkurencyjność pracodawców, ponieważ już dziś 3 na 4 Polek i Polaków wskazuje właśnie przejrzystość wynagrodzeń jako aspekt decydujący o wyborze miejsca pracy. Aby pozostać konkurencyjnym na rynku, warto już teraz podejmować działania, które przybliżą organizację do transparentności, m.in. wartościując stanowiska, czy przygotowując tabele wynagrodzeń zasadniczych, zanim jeszcze przepisy Dyrektywy UE zostaną w pełni wdrożone do prawa krajowego. Warto wykorzystać potencjał i możliwości, które oferują nam nowoczesne technologie i sztuczna inteligencja. Przeniesienie danych z formy papierowej lub arkuszy excel do profesjonalnych systemów HR może w mierzalny sposób usprawnić przygotowanie działów kadr i płac na nowe obowiązki, takie jak raportowanie, związane z dyrektywą o przejrzystości wynagrodzeń – mówi Paulina Zasempa, People Country Lead w SD Worx Poland.

Rynek pracy w Krakowie: mniej etatów, wyższe płace i rosnące bezrobocie

Początek 2026 roku przyniósł ochłodzenie na krakowskim rynku pracy. Dane za marzec potwierdzają spadek zatrudnienia i wzrost liczby osób bezrobotnych, choć dynamika wynagrodzeń wciąż pozostaje dodatnia. Kraków, mimo że nadal wypada korzystnie na tle reszty Polski, przestaje być enklawą w pełni odporną na skutki spowalniającej gospodarki.

Zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw spadło

W marcu 2026 r. przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw w Krakowie wyniosło 244,8 tys. osób w przeliczeniu na etaty. Było to o 1,0 tys. osób mniej niż w lutym, czyli o 0,4%, oraz o 3,6 tys. osób mniej niż rok wcześniej. W ujęciu rocznym oznacza to spadek o 1,4%.

To istotny sygnał, ponieważ sektor przedsiębiorstw obejmuje firmy zatrudniające powyżej 9 osób, a więc dużą część zorganizowanego rynku pracy. Spadek zatrudnienia nie musi jeszcze oznaczać gwałtownego kryzysu, ale pokazuje, że część pracodawców ostrożniej podchodzi do nowych rekrutacji lub ogranicza liczbę etatów po okresie wcześniejszego wzrostu kosztów.

W ujęciu miesięcznym największy spadek zatrudnienia odnotowano w budownictwie, gdzie liczba etatów zmniejszyła się o 2,7%. Spadki wystąpiły również w działalności związanej z kulturą, rozrywką i rekreacją, informacji i komunikacji, transporcie i gospodarce magazynowej, zakwaterowaniu i gastronomii, handlu oraz przemyśle. Wzrost zatrudnienia pojawił się natomiast w działalności profesjonalnej, naukowej i technicznej oraz w administrowaniu i działalności wspierającej.

W porównaniu z marcem 2025 r. szczególnie wyraźnie zmniejszyło się zatrudnienie w działalności profesjonalnej, naukowej i technicznej — aż o 15,0%. Spadki odnotowano także w transporcie i gospodarce magazynowej, informacji i komunikacji oraz handlu. To istotne, ponieważ Kraków przez lata był kojarzony z dynamicznym rozwojem usług biznesowych, IT, centrów kompetencyjnych i sektora profesjonalnego. Najnowsze dane sugerują, że część tych branż przechodzi obecnie etap korekty.

Bezrobocie rośnie, choć nadal jest niskie

Na koniec marca 2026 r. w Krakowie zarejestrowanych było 14 446 osób bezrobotnych. To o 210 osób więcej niż miesiąc wcześniej i aż o 2782 osoby więcej niż rok wcześniej. Roczny wzrost wyniósł 23,9%, co pokazuje, że liczba osób pozostających bez pracy rośnie szybciej, niż wynikałoby to wyłącznie z czynników sezonowych.

Mimo tego stopa bezrobocia rejestrowanego w Krakowie nadal pozostaje niska. W marcu wyniosła 2,7%, czyli tyle samo co w lutym, ale więcej niż rok wcześniej, kiedy wynosiła 2,2%. Dla porównania, w województwie małopolskim stopa bezrobocia wynosiła 5,1%, a w kraju 6,1%. Kraków nadal więc wypada bardzo korzystnie na tle regionu i Polski, choć kierunek zmian jest mniej optymistyczny niż jeszcze rok wcześniej.

Wśród zarejestrowanych bezrobotnych było 6828 kobiet, co stanowiło 47,3% ogółu osób bezrobotnych. Liczba bezrobotnych kobiet wzrosła zarówno wobec lutego, jak i wobec marca poprzedniego roku. W skali roku zwiększyła się o 1180 osób, czyli o 20,9%.

Mniej ofert pracy niż rok wcześniej

W marcu 2026 r. do urzędów pracy w Krakowie zgłoszono 955 ofert pracy. To więcej niż w styczniu i lutym 2026 r., ale zdecydowanie mniej niż w wielu miesiącach 2025 r. Dla porównania, w marcu 2025 r. zgłoszono 2182 oferty pracy. Oznacza to, że formalny popyt na pracowników, mierzony liczbą ofert przekazywanych do urzędów pracy, był znacznie słabszy niż rok wcześniej.

Na koniec marca na jedną ofertę pracy przypadało w Krakowie 9 zarejestrowanych bezrobotnych. Miesiąc wcześniej było to 10 osób, więc sytuacja nieznacznie się poprawiła, ale na początku 2026 r. wskaźnik ten był wyraźnie wyższy niż przez większość 2025 r. W styczniu 2026 r. na jedną ofertę przypadało 13 osób, podczas gdy w 2025 r. wskaźnik najczęściej mieścił się w przedziale od 5 do 8 osób.

To pokazuje, że rynek pracy w Krakowie stał się mniej chłonny. Pracownicy nadal mają relatywnie dobrą sytuację w porównaniu z wieloma innymi miastami, ale okres bardzo łatwego znajdowania zatrudnienia w części branż może być już za nimi.

Wynagrodzenia nadal rosną

Jednocześnie dane o płacach pokazują, że presja wynagrodzeniowa nie zniknęła. Przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw w Krakowie wyniosło w marcu 2026 r. 13 442,46 zł. Było o 15,5% wyższe niż w lutym i o 5,8% wyższe niż w marcu 2025 r.

Tak wysoki miesięczny wzrost może wynikać m.in. z wypłat premii, nagród, dodatków okresowych lub sezonowych przesunięć w strukturze wynagrodzeń. Z punktu widzenia długofalowego trendu ważniejszy jest wzrost roczny, a ten wyniósł 5,8%. Oznacza to, że mimo spadku zatrudnienia przeciętne płace wciąż idą w górę.

W ujęciu rocznym wynagrodzenia wzrosły w większości analizowanych sekcji. Największy wzrost odnotowano w obsłudze rynku nieruchomości, transporcie i gospodarce magazynowej, kulturze, rozrywce i rekreacji, administrowaniu i działalności wspierającej oraz zakwaterowaniu i gastronomii. Spadek przeciętnego wynagrodzenia wystąpił natomiast w działalności profesjonalnej, naukowej i technicznej, gdzie płace były o 3,1% niższe niż rok wcześniej.

To szczególnie ciekawe w kontekście spadku zatrudnienia w tej samej sekcji. Może wskazywać na zmianę struktury zatrudnienia, ograniczenie części stanowisk, presję kosztową albo przesunięcia w modelach pracy w sektorze usług profesjonalnych.

Kraków nadal z wysokimi płacami na tle innych miast

Na tle największych miast Kraków pozostaje jednym z rynków o najwyższych przeciętnych wynagrodzeniach. Marcowe wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw wyniosło tu 13 442,46 zł, czyli więcej niż m.in. w Warszawie, gdzie przeciętna płaca wyniosła 12 410,85 zł, oraz więcej niż we Wrocławiu, Poznaniu, Gdańsku czy Katowicach.

Trzeba jednak pamiętać, że przeciętne wynagrodzenie nie pokazuje pełnego obrazu dochodów mieszkańców. Średnia może być podbijana przez wysokie płace w sektorach takich jak IT, usługi biznesowe, finanse, przemysł zaawansowany czy stanowiska menedżerskie. Dla wielu pracowników rzeczywiste wynagrodzenia mogą być znacząco niższe od średniej.

Liczba firm rośnie, ale nie przekłada się to automatycznie na etaty

Ciekawym elementem danych GUS jest rosnąca liczba podmiotów gospodarki narodowej. Na koniec marca 2026 r. w rejestrze REGON w Krakowie było 196 087 podmiotów, czyli o 8611 więcej niż rok wcześniej. Wzrost wyniósł 4,6% r/r.

Najwięcej firm działało w sekcjach: działalność profesjonalna, naukowa i techniczna, handel oraz informacja i komunikacja. Wzrost liczby podmiotów może świadczyć o przedsiębiorczości miasta, ale nie musi oznaczać proporcjonalnego wzrostu liczby miejsc pracy. Część nowych firm to jednoosobowe działalności gospodarcze, mikrofirmy lub podmioty działające projektowo. W marcu 2026 r. zarejestrowano 1675 nowych podmiotów, z czego 1251 stanowiły osoby fizyczne prowadzące działalność gospodarczą.

Jednocześnie 26 557 podmiotów miało zawieszoną działalność, a zdecydowaną większość z nich stanowiły jednoosobowe działalności gospodarcze. To pokazuje, że za statystyką przedsiębiorczości kryje się także duża rotacja i niepewność, zwłaszcza wśród najmniejszych firm.

Budownictwo i przemysł mogą stabilizować rynek

Choć zatrudnienie w skali całego sektora przedsiębiorstw spadło, część danych dotyczących gospodarki Krakowa wygląda pozytywnie. Produkcja budowlano-montażowa w marcu 2026 r. wzrosła o 60,8% r/r, a produkcja sprzedana przemysłu w cenach stałych była o 16,6% wyższa niż rok wcześniej. Może to oznaczać, że część realnej aktywności gospodarczej pozostaje mocna, nawet jeśli firmy nie zwiększają zatrudnienia w takim tempie jak wcześniej.

W przemyśle wzrost zatrudnienia w ujęciu rocznym wyniósł 7,0%, a w budownictwie 1,5%. Kontrastuje to ze spadkami w usługach profesjonalnych, transporcie, informacji i komunikacji oraz handlu. Rynek pracy w Krakowie staje się więc bardziej zróżnicowany: część branż nadal zwiększa aktywność, inne ograniczają zatrudnienie lub przechodzą restrukturyzację.

Co oznaczają te dane dla pracodawców?

Dla pracodawców marcowe dane pokazują, że sytuacja kadrowa może być nieco łatwiejsza niż w okresie największego niedoboru pracowników. Wzrost liczby bezrobotnych i mniejsza liczba ofert pracy oznaczają większą dostępność kandydatów, choć niekoniecznie w zawodach najbardziej poszukiwanych.

Jednocześnie wysokie średnie wynagrodzenie pokazuje, że koszty pracy pozostają istotnym obciążeniem. Firmy, które chcą utrzymać dobrych pracowników, nadal muszą oferować konkurencyjne warunki. Dotyczy to zwłaszcza sektorów, w których liczą się kompetencje technologiczne, językowe, inżynierskie, analityczne lub inne specjalistyczne umiejętności.

Krakowski rynek pracy po okresie boomu

Dane za marzec 2026 r. sugerują, że krakowski rynek pracy znajduje się po okresie bardzo silnej ekspansji. Nie widać gwałtownego załamania, ale widać korektę. Zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw jest niższe niż rok wcześniej, liczba zarejestrowanych bezrobotnych rośnie, a liczba ofert pracy zgłaszanych do urzędów pracy jest mniejsza niż w 2025 r.

Jednocześnie Kraków nadal zachowuje cechy silnego ośrodka gospodarczego: ma niską stopę bezrobocia, wysokie wynagrodzenia, rosnącą liczbę firm oraz znaczący udział w gospodarce Małopolski. Obecna sytuacja nie przypomina kryzysu, lecz raczej przejście z rynku bardzo dynamicznego do bardziej wymagającego i selektywnego.

Najbliższe miesiące pokażą, czy marcowe dane są tylko chwilową korektą, czy początkiem dłuższego trendu. Kluczowe będzie to, czy spadek zatrudnienia zatrzyma się w kolejnych miesiącach, czy liczba ofert pracy zacznie ponownie rosnąć oraz czy wzrost wynagrodzeń utrzyma się bez dalszego ograniczania liczby etatów. Na razie Kraków pozostaje jednym z najmocniejszych rynków pracy w Polsce, ale nie jest już rynkiem odpornym na wszystkie oznaki spowolnienia.

Źródło danych: GUS, „Statystyka Krakowa 3/2026”, Urząd Statystyczny w Krakowie.

Średni dług Polaka wzrósł do 22,7 tys. zł. ERIF pokazuje dane po I kwartale 2026 r.

0
  • Raport „Wielkość i struktura bazy danych ERIF Biura Informacji Gospodarczej S.A.” po pierwszym kwartale tego roku pokazuje, że średnia wartość długu przeciętnego Polaka wzrosła o 5,4% i wynosi obecnie 22 679 zł.
  • Łączne zadłużenie Polaków wzrosło w ciągu trzech miesięcy o miliard złotych – z 27,96 mld zł pod koniec grudnia 2025 r. do 28,97 mld zł na koniec marca 2026 r.
  • Głównymi przyczynami długów są pożyczki, opłaty za multimedia i alimenty.

Łączna wartość niespłaconego zadłużenia Polaków w bazie ERIF spadła w ciągu roku o 5,9% (w porównaniu do pierwszego kwartału 2025 r.). Czy to oznacza, że sytuacja polskich gospodarstw domowych jest lepsza? Niekoniecznie, ponieważ na podstawie danych w bazie ERIF można zauważyć niekorzystny trend. Średnie zadłużenie na jedną osobę wzrosło z 21 523 zł do 22 679 zł, czyli o 5,4% w porównaniu do tego obserwowanego przed rokiem. Co więcej, łączne zadłużenie wzrosło z kwartału na kwartał.

Wzrost tej wartości jest niepokojący, ponieważ może wskazywać na malejące możliwości nabywcze polskich konsumentów. Skłaniają do tego dwa fakty. Po pierwsze, ceny towarów i usług wzrosły rok do roku jedynie o 3%, jak wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego. Po drugie, mimo generalnego trendu malejącej wartości zadłużenia rok do roku, to w ujęciu kwartalnym, porównując ostatni zeszłego roku z pierwszymi miesiącami obecnego, zauważyliśmy wzrost. Na koniec grudnia 2025 r. łączna wartość niespłaconych długów wynosiła 27,96 mld zł, a na koniec marca br. jest ona o miliard wyższa, czyli na poziomie 28,97 mld. Wzrost zadłużenia w pierwszym kwartale wynika zazwyczaj z wyższych wydatków pod koniec roku z powodu zwiększonego ruchu e-commerce w trakcie listopadowych wyprzedaży i zakupów świątecznych. Na początku roku pojawiają się zatem często problemy ze spłatą wcześniejszych zobowiązań. Natomiast to co należy uznać za pozytywne to wzrost liczby konsumentów w bazie, który świadczy również o wzroście liczby osób, które płacą terminowo swoje zobowiązania – zauważa Katarzyna Skrzypczyńska, Kierownik Działu Rozwoju Produktu w ERIF BIG SA.

Zadłużenie Polaków w liczbach

Dane ERIF Biura Informacji

Gospodarczej S.A.

I kw. 2025 r. IV kw. 2025 r. I kw. 2026 r.
Łączna liczba konsumentów w bazie 5 891 328 6 004 273 6 049 277
Łączna wartość negatywnych zobowiązań 30,78 mld zł 27,96 mld zł 28,97 mld zł
Średnia wartość długu na dłużnika 21 523 zł 21 841 zł 22 679 zł

 

Jakie są przyczyny zadłużenia Polaków wiosną 2026 r.?

Główne przyczyny zaległości finansowych można podzielić na kilka kluczowych grup, do których należą zadłużenia alimentacyjne, wobec sektora bankowego i pożyczkowego, multimedialne i telekomunikacyjne, sądowe i ubezpieczeniowe oraz wynikające z prowadzenia jednoosobowych działalności gospodarczych.

Zadłużenie alimentacyjne

To najbardziej „wartościowy” element długu Polaków. Choć stanowią one 16,7% liczby wszystkich negatywnych wpisów, to pod względem kwotowym odpowiadają za blisko 60% (59,8%) całkowitego długu konsumentów. Przyglądając się szczegółowo tej grupie, widzimy, że świadczenia z funduszu alimentacyjnego stanowią 34,7% łącznej wartości długu, zobowiązania dłużnika alimentacyjnego to 22,2% wartości, a zaliczki alimentacyjne to 1,7%.

Zobowiązania finansowe

Długi wobec instytucji finansowych (banki i firmy pożyczkowe) to druga co do wartości kategoria, która odpowiada za blisko 30% wysokości niespłaconych zaległości. Umowy pożyczkowe odpowiadają za 10,3% wartości, kredytowe za 10%, kredyty konsumenckie to 6,6%, a karty kredytowe stanowią 1,1% wartości długu.

Multimedia i telekomunikacja

Ta kategoria obejmuje cykliczne rachunki za usługi i zakupy ratalne sprzętów. Charakteryzuje się dużą liczbą drobnych zobowiązań (17,9% ogółu), które nie wpływają jednak znacząco na całkowitą wartość długu – stanowią jedynie 3,3% łącznego zadłużenia.

Zobowiązania sądowe i ubezpieczeniowe

Są to długi wynikające z kar administracyjnych lub nieopłaconych składek za polisy. Zobowiązania sądowe odpowiadają za 3,40% wartości długu – grzywny (1,41%), koszty sądowe (0,34%) i nawiązki na rzecz Skarbu Państwa (0,69%). Z kolei nieopłacone ubezpieczenia to 1% długu Polaków (choć podobnie, jak w przypadku multimediów, liczba spraw jest spora – 11,7% ogółu).

Zadłużenie wobec działalności gospodarczych

Ostatnią grupą są zobowiązania wobec jednoosobowych działalności gospodarczych, czyli nieopłacone zobowiązania z tytułu umów o świadczenie usług – to 0,6% wartości długu.

Patrząc na sytuację rok temu, widzimy kilka istotnych zmian. Systematycznie rośnie udział alimentów oraz kredytów bankowych w całkowitej kwocie zaległości. Z 57,7% do 59,8% wartości w przypadku alimentów i z 15,5% do 19,1% w przypadku zobowiązań bankowych. Zmniejszył się za to udział długu „rozproszonego”, czyli z tytułu umów multimedialnych oraz pożyczek pozabankowych, co może sugerować lepszą spłacalność mniejszych zobowiązań – dodaje Katarzyna Skrzypczyńska z ERIF BIG SA.

Porównanie przyczyn zadłużenia konsumentów (udział wartościowy %)

Dane ERIF Biura Informacji Gospodarczej S.A.

Grupy zadłużenia I kw. 2025 IV kw. 2025 I kw.2026
Alimentacyjne 57,73% 59,57% 59,84%
Bankowe 15,52% 17,93% 19,07%
Pożyczkowe 14,89% 12,64% 10,34%
Sądowe 2,84% 3,42% 3,40%
Multimedialne 6,74% 3,43% 3,33%
Ubezpieczeniowe 0,82% 1,00% 0,99%
Wobec działalności gospodarczych —* 0,64% 0,56%
Pozostałe 1,46% 1,38% 2,47%

*W raporcie za I kwartał 2025 r. ta kategoria nie była wyodrębniona jako osobna główna grupa w zestawieniu dla konsumentów

 

Niepewność wokół Iranu utrzymuje napięcie na rynkach finansowych

Rynki nadal żyją nadzieją na porozumienie między USA i Iranem. Wczorajsza propozycja Stanów Zjednoczonych pozostaje na stole, mimo braku konkretnej odpowiedzi ze strony oponenta. To właśnie ta niepewność utrzymuje zmienność na rynkach. Wczoraj Rada Polityki Pieniężnej nie zmieniła kosztu pieniądza, podobnie jak dziś Riksbank. Nieoczekiwane wieści napłynęły jednak z Norwegii!

Co z tą wojną?

Po wczorajszej szarży „edka” w okolice 1,18 USD czy spadku amerykańskiej odmiany ropy pod 90 USD pozostały formacje V-shape (odpowiednio V-top i V-bottom). W czwartek o godzinie 9:00 kurs głównej pary walutowej świata oscylował przy 1,175 USD a OIL.WTI przy 95,5 USD, co oznacza wymazanie części środowych ruchów. Powód to ponownie zbyt euforyczna reakcja na doniesienia agencji Axios o uproszczonym planie pokojowym od USA, który zakłada m.in. przywrócenie ruchu w cieśninie Ormuz. Problem w tym, że kilka godzin później dowiedzieliśmy się, że Iranowi nie będzie spieszyć się z odpowiedzią (powinna być do 48h od przedstawienia planu). Dwie negujące się informacje w tak krótkim czasie po raz kolejny wystarczyły, żeby wywołać trzęsienie ziemi na rynkach. Z chaosu wyczytać można jednak pośpiech Trumpa. Wygląda na to, że prezydentowi USA przypomniało się o sprawach wizerunkowych, a pożądanym scenariuszem jest oficjalne ogłoszenie zakończenia konfliktu nie przed listopadowymi „midtermami”, a jeszcze przed wizytą w Pekinie i rozmową z Xi (14-15 maja).

RPP spokojne napięcie

Majowa decyzja Rady Polityki Pieniężnej po raz kolejny była zgodna z oczekiwaniami. Stopa referencyjna pozostała przy poziomie 3,75%, co oznacza, że koszt pieniądza nie uległ zmianie. Na dzisiejszej konferencji prasowej prof. Adam Glapiński będzie szerzej omawiać tło decyzji. Możemy spodziewać się podjęcia tematu wzrostu kwietniowej inflacji konsumenckiej do 3,2% r/r. Bronią prezesa zapewne będzie fakt, że dynamika cen wciąż pozostaje w celu NBP (2,5% r/r z symetrycznym przedziałem odchyleń +\- 1 pkt proc.). Jeżeli narracja wybielania wzrostu cen będzie dominującą, to aspekt miesięcznego skoku o 0,6% może zostać pominięty – chyba że pytanie o to zada jeden z dziennikarzy. Obawy inflacyjne podbijają także drogie paliwa, które zależnie od tonu wypowiedzi mogą być tłumione pomocą rządową albo w końcu nazwane problemem. Dla rynku w słowach prezesa najważniejsze będzie dostrzeżenie kierunku, w jakim Rada prawdopodobnie będzie podążać przez najbliższe miesiące. Jak dotąd, panuje przekonanie o braku podwyżek stóp. Jeżeli jednak przekaz złamie ten scenariusz, złoty może dostać wiatru w żagle. W czwartek o poranku krajowa waluta pozostaje pod wpływem czynników zewnętrznym. Kurs EUR/PLN to 4,23 PLN, a USD/PLN schodzi poniżej 3,60 PLN.

Stopy w Skandynawii 

Podobnie jak w Polsce, stopy procentowe nie uległy zmianie w Szwecji. Dziś Riksbank pozostawił koszt pieniądza przy 1,75%. Natomiast zaskoczenie przyszło z Norwegii, gdzie Norges Bank niespodziewanie podniósł koszt pieniądza z 4% do 4,25%. Różnica poziomów stóp procentowych w obydwu krajach jest znacząca, a jej powodem są zupełnie inne wartości inflacji konsumenckiej. Najnowszy odczyt dynamiki cen w Norwegii to 3,6 % r/r. Natomiast wczorajsze dane ze Szwecji mówią o CPI -0,2% r/r. Mamy zatem zestawienie inflacji pełzającej z deflacją. Dzisiejsze publikacje różnie wpłynęły na notowania koron. W przypadku waluty szwedzkiej decyzja miała znikomy wpływ. Kurs SEK/PLN o godzinie 10:00 oscylował przy 0,389 PLN. Natomiast korona norweska zdecydowanie zyskuje. Chwile po jastrzębiej decyzji kurs NOK/PLN wzrósł z 0,387 na 0,0389 PLN, co oznacza umocnienie NOK względem PLN.

Popyt na kredyty mieszkaniowe nadal wysoki, ale marcowy impuls wyraźnie wygasł

W kwietniu 2026 roku rynek kredytów mieszkaniowych pozostał aktywny, choć dane Biura Informacji Kredytowej pokazują jednocześnie wyraźne schłodzenie po wyjątkowo mocnym marcu. Wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe wzrosła o 29,8% rok do roku, co oznacza, że banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania na kwotę niemal o jedną trzecią wyższą niż w kwietniu 2025 roku, po przeliczeniu na dzień roboczy.

Na pierwszy rzut oka dane mogą sugerować bardzo silne ożywienie. Trzeba jednak czytać je ostrożnie. Kwiecień przyniósł bowiem dwa równoległe sygnały: z jednej strony popyt na kredyty mieszkaniowe jest wciąż wyraźnie wyższy niż rok wcześniej, z drugiej — w porównaniu z rekordowym marcem nastąpił znaczący spadek liczby osób ubiegających się o finansowanie.

Więcej chętnych niż rok temu, ale znacznie mniej niż w marcu

Według BIK w kwietniu 2026 roku o kredyt mieszkaniowy wnioskowało 42,28 tys. osób. Rok wcześniej było to 35,61 tys., co oznacza wzrost o 18,7% rok do roku. Jednocześnie liczba wnioskujących była aż o 33,2% niższa niż w marcu 2026 roku.

Ten miesięczny spadek jest jedną z najważniejszych informacji w najnowszych danych. Pokazuje, że marcowe przyspieszenie nie przekształciło się w trwałą falę zakupową. Był to raczej jednorazowy impuls, częściowo związany z niepewnością i napięciami geopolitycznymi, które mogły skłonić część potencjalnych kupujących do szybszego działania.

W praktyce oznacza to, że rynek wrócił do bardziej stabilnego rytmu. Nie można mówić o załamaniu popytu, ponieważ liczba wnioskodawców nadal jest wysoka na tle ubiegłego roku. Można natomiast mówić o wygaszeniu emocji, które w marcu wywindowały aktywność kredytową do wyjątkowego poziomu.

Kredyt na pół miliona złotych staje się nową normą

Drugim istotnym elementem danych BIK jest średnia wartość wnioskowanego kredytu. W kwietniu wyniosła ona 500,41 tys. zł. Była o 9,3% wyższa niż w kwietniu 2025 roku, choć jednocześnie o 1,2% niższa niż w rekordowym marcu 2026 roku.

Przekroczenie poziomu 500 tys. zł ma znaczenie nie tylko symboliczne. Pokazuje, jak bardzo zmieniły się realia finansowania zakupu mieszkań w Polsce. Jeszcze kilka lat temu kredyt na pół miliona złotych był postrzegany jako bardzo wysoki. Dziś coraz częściej staje się standardem, zwłaszcza w dużych miastach, gdzie ceny mieszkań utrzymują się na wysokich poziomach.

Wzrost średniej wartości wnioskowanego kredytu może wynikać z kilku czynników. Po pierwsze, ceny nieruchomości pozostają wysokie, więc kupujący potrzebują większego finansowania. Po drugie, część osób wnioskujących o kredyt może szukać większych mieszkań lub lokali w lepszych lokalizacjach. Po trzecie, nawet niewielka poprawa zdolności kredytowej może zwiększać maksymalną kwotę, o jaką klienci decydują się wnioskować.

Wysoki popyt, ale coraz trudniejsze porównania

BIK zwraca uwagę, że w kolejnych miesiącach dynamika wzrostu może stopniowo słabnąć. Nie musi to oznaczać realnego pogorszenia sytuacji na rynku. Chodzi przede wszystkim o efekt bazy. Kolejne miesiące 2026 roku będą porównywane już z okresem ożywienia z 2025 roku, a nie ze słabszymi miesiącami wcześniejszego spowolnienia.

To ważne rozróżnienie. Jeżeli liczba wnioskodawców utrzyma się w przedziale około 40–45 tys. miesięcznie, rynek nadal będzie można uznać za aktywny. Jednak roczne dynamiki procentowe będą wyglądały coraz mniej spektakularnie, ponieważ punkt odniesienia stanie się znacznie wyższy.

Oznacza to, że same procentowe wzrosty indeksu mogą w kolejnych miesiącach sprawiać wrażenie słabnięcia popytu, nawet jeśli nominalna liczba osób ubiegających się o kredyt pozostanie relatywnie wysoka. Dla oceny rynku ważniejsze będzie więc nie tylko tempo wzrostu rok do roku, ale także poziom liczby wniosków, średnia wartość kredytu i faktyczna sprzedaż kredytów przez banki.

Co dane BIK mówią o rynku mieszkaniowym?

BIK Indeks Popytu na Kredyty Mieszkaniowe mierzy wartość wniosków kredytowych składanych przez klientów indywidualnych w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku. Jest to jeden z ważniejszych wskaźników wyprzedzających dla rynku mieszkaniowego, ponieważ pokazuje zainteresowanie finansowaniem jeszcze przed faktycznym udzieleniem kredytu.

Najnowsze dane sugerują, że popyt na mieszkania finansowane kredytem pozostaje mocny, ale bardziej selektywny i mniej emocjonalny niż w marcu. Kupujący nadal są obecni na rynku, jednak nie widać już tak silnego pośpiechu. To może być korzystne z punktu widzenia równowagi rynkowej, ponieważ zbyt gwałtowne odbicie popytu mogłoby ponownie zwiększać presję na ceny mieszkań.

Z perspektywy deweloperów i sprzedających dane BIK są sygnałem, że potencjalni nabywcy nie zniknęli z rynku. Z perspektywy kupujących oznaczają jednak, że konkurencja o atrakcyjne mieszkania nadal może być znacząca, zwłaszcza w największych miastach. Wysoka średnia kwota wnioskowanego kredytu potwierdza natomiast, że bariera cenowa pozostaje jednym z głównych problemów rynku.

Rynek nie stygnie, ale traci nadzwyczajne tempo

Kwietniowe dane BIK najlepiej interpretować jako powrót do bardziej normalnego poziomu aktywności po marcowym skoku. Popyt na kredyty mieszkaniowe nadal rośnie w ujęciu rocznym, liczba wnioskujących jest wyraźnie wyższa niż przed rokiem, a przeciętna kwota kredytu pozostaje powyżej 500 tys. zł. Jednocześnie spadek względem marca pokazuje, że rynek nie będzie rósł w nieskończoność w tak dynamicznym tempie.

Najbliższe miesiące pokażą, czy obecny poziom popytu utrzyma się mimo efektu bazy, wysokich cen mieszkań i ostrożności części gospodarstw domowych. Na razie dane BIK wskazują na rynek aktywny, ale już nie rozgrzany marcowymi emocjami. To nie jest sygnał załamania. To raczej moment przejścia od gwałtownego odbicia do bardziej stabilnej, choć wciąż wysokiej aktywności kredytowej.

Rekordowy rok dla najmu krótkoterminowego. Polska z 44,39 mln noclegów z platform online

Padły kolejne rekordy popularności najmu krótkoterminowego w Polsce. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl analizują dane Eurostatu o liczbie noclegów rezerwowanych online.

Wraz ze zbliżaniem się wakacji, popularność zyskują letnie nieruchomościowe tematy. Jednym z nich jest najem krótkoterminowy – tym bardziej, że ostatnio sporo mówi się o kwestiach regulacyjnych. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl tym razem zwracają jednak uwagę nie na temat regulowania najmu krótkoterminowego, lecz na rosnącą skalę tego zjawiska. Opublikowane dane Eurostatu wskazują bowiem, że w 2025 roku znów padły rekordy liczby noclegów w Polsce rezerwowanych poprzez popularne platformy online (m.in. Booking oraz Airbnb). Zanim jednak przyjrzymy się wspomnianym rekordom, trzeba najpierw wyjaśnić skąd Eurostat ma informacje dotyczące najmu krótkoterminowego.

Liczba noclegów – co dokładnie zlicza Eurostat?

Warto wiedzieć, że współpraca unijnego urzędu statystycznego i platform oferujących pośrednictwo w zakresie najmu krótkoterminowego trwa od wiosny 2020 r. Wtedy zawarto porozumienie o dostarczaniu danych przez cztery duże serwisy (Airbnb, Booking, Expedia i Tripadvisor). Informacje dotyczące Polski sięgają jednak początku 2018 roku, co widać na poniższym wykresie. Cztery duże platformy udostępniły bowiem dane historyczne.

Wykres pokazuje, jak co miesiąc wyglądała liczba noclegów w Polsce zarezerwowanych poprzez popularne platformy najmu krótkoterminowego. Warto zwrócić uwagę, że mówimy o dość specyficznym sposobie zliczania noclegów. Przykładowo, jeśli trzyosobowa rodzina wynajmie przez Internet lokum na sześć dni, to w statystykach Eurostatu będzie to oznaczało 18 noclegów.

Eksperci portalu RynekPierwotny.pl podkreślają, że dane Eurostatu na temat najmu krótkoterminowego mają na razie charakter eksperymentalny i ukazują się z pewnym opóźnieniem. Dostępne informacje nie pozwalają jeszcze wyodrębnić noclegów realizowanych w różnych typach obiektów (np. mieszkaniach, domkach letniskowych, domach jednorodzinnych itd.). Eurostat informuje natomiast, że prezentowane statystyki w zakresie najmu krótkoterminowego nie obejmują hoteli oraz kempingów.

Na wykresie widać sezonowość i ciągłe wzrosty

Skoro już wiemy, co prezentuje poniższy wykres, to teraz warto przyjrzeć mu się dokładniej. Tym bardziej, że w danych dotyczących Polski widzimy ciekawe zjawiska. Uwagę zwraca na pewno sezonowość liczby noclegów w ramach najmu krótkoterminowego z widoczną kulminacją w miesiącach wakacyjnych. Jeżeli mowa o wynikach z wakacji, to należy zaznaczyć, że sierpień 2025 r. przyniósł nowy polski miesięczny rekord liczby noclegów z najmu krótkoterminowego online.

O rekordzie można mówić również w ujęciu rocznym, bo liczba noclegów rezerwowanych za pośrednictwem platform online zmieniała się następująco:

  • 2018 r. – 15,59 mln noclegów obliczanych jako iloczyn liczby gości i spędzonych nocy
  • 2019 r. – 19,69 mln
  • 2020 r. – 12,97 mln
  • 2021 r. – 15,03 mln
  • 2022 r. – 26,35 mln
  • 2023 r. – 32,74 mln
  • 2024 r. – 39,02 mln
  • 2025 r. – 44,39 mln

Zdaniem ekspertów RynekPierwotny.pl, wykres bardzo dobrze pokazuje nam krótką pandemiczną zapaść oraz późniejszy trend wzrostowy. Warto pamiętać, że wzrosty są w dużej mierze zasługą rodzimych turystów. W 2024 r. ich udział w liczbie noclegów z najmu krótkoterminowego wynosił 61%. Rok później było to również 61%.

Niektóre polskie regiony już w unijnej czołówce?

Wspomniane wcześniej opóźnienia w publikacji danych o najmie krótkoterminowym oznaczają, że na dokładne regionalne statystyki dotyczące liczby noclegów z 2025 r. (w tzw. regionach NUTS 3) musimy jeszcze poczekać. Poniższa mapa o większym stopniu ogólności, z widocznymi regionami NUTS 2 też wydaje się jednak ciekawa. Widzimy na niej dane z sierpnia 2025 roku, czyli tego miesiąca, który w Polsce okazał się rekordowy.

W ósmym miesiącu 2025 r. trzy polskie województwa przekroczyły próg miliona noclegów z najmu krótkoterminowego online, obliczanych jako iloczyn liczby gości i spędzonych nocy. Mowa o woj. małopolskim (1,57 mln), pomorskim (1,54 mln) i zachodniopomorskim (1,24 mln). Ponad milionowy wynik trzech polskich województw oznaczał kwalifikację do szerokiej unijnej czołówki. Musimy jednak pamiętać, że regiony statystyczne z pierwszej dziesiątki notowały wyniki rzędu 3 mln – 12 mln noclegów. Na unijnym podium z sierpnia 2025 r. znalazły się następujące regiony statystyczne UE:

  • Chorwacja Adriatycka – 12,16 mln noclegów z platform online
  • Andaluzja – 7,97 mln noclegów
  • Prowansja-Alpy-Lazurowe Wybrzeże – 7,59 mln noclegów

W ramach ciekawostki można dodać, że pod względem rocznej liczby noclegów z platform online, już w 2024 r. cała Chorwacja została wyprzedzona przez Polskę. Nasz kraj w statystykach z ubiegłego roku zajmuje siódme miejsce w UE – pomiędzy Portugalią i właśnie Chorwacją. Jak mówią eksperci RynekPierwotny.pl, dystans względem czołowej unijnej trójki (Francja, Hiszpania, Włochy) pozostaje jednak ogromny.

69% Polaków zadowolonych z wynagrodzenia. Praca zdalna i hybrydowa podbijają satysfakcję

Opublikowane dziś dane ManpowerGroup potwierdzają, że aż 69% Polaków jest zadowolonych z zarobków, na drugim biegunie mamy 29%, które chciałoby zarabiać więcej. Co ciekawe wśród najbardziej spełnionych finansowo mamy osoby pracujące zdalnie lub hybrydowo, a praca stacjonarna zdecydowanie obniża satysfakcję z płac. O zadowoleniu z wynagrodzenia mówią też młodsze pokolenia – Zetki i Millenialsi. W odpowiedziach Polaków widoczny jest również większy niedosyt wśród kobiet niż mężczyzn.

Z badania ManpowerGroup wynika, że odsetek pracowników zadowolonych ze swoich zarobków wynosi obecnie 69%. To o 7 pp. więcej niż w 2025 roku. Brak satysfakcji z otrzymywanego wynagrodzenia deklaruje 25% badanych, w porównaniu do 30% w minionym roku.
Jak zaznacza Rafał Mróz, ekspert rynku pracy w Manpower, pozytywnie należy ocenić zarówno fakt, że osób usatysfakcjonowanych poziomem zarobków jest dwukrotnie więcej niż niezadowolonych, jak i to, że wskaźnik ten wzrósł w porównaniu z ubiegłym rokiem. – Coraz więcej osób jest zadowolonych, bo średnie wynagrodzenia rosną o ponad 6% w skali roku. Jednocześnie inflacja jest dwa razy niższa niż wzrost płac. Oznacza to, że pensje rosną szybciej niż ceny, więc realnie pracownicy mają więcej pieniędzy niż zabiera im inflacja – dodaje.

Praca stacjonarna obniża zadowolenie z zarobków?

Najwyższy poziom zadowolenia z wynagrodzenia deklarują osoby pracujące w modelu zdalnym (79%) i hybrydowym (75%). Niewiele niższe wskaźniki (70%) odnotowano wśród pracowników wykonujących pracę głównie stacjonarnie z własnego wyboru. Wyraźnie gorzej swoją sytuację finansową oceniają osoby pracujące wyłącznie w firmie, bez możliwości wyboru formy pracy (57%).
– Zdecydowanie pierwsze co nasuwa się na myśl, to rodzaj stanowisk wykonywanych przez osoby pracujące w poszczególnych modelach oraz poziom wynagrodzenia otrzymywanego za taką pracę. Praca hybrydowa i zdalna najczęściej dotyczy osób na wyższych, specjalistycznych stanowiskach. Pracę stacjonarną wykonują przed wszystkim, choć nie tylko, pracownicy przy pracach prostych, produkcyjnych, gdzie płace często nie przekraczają ustawowego minimum. Według danych, w 2025 roku 13% pracowników otrzymywało minimalne wynagrodzenie. Szybki i znaczący wzrost stawki minimalnej powoduje, że coraz więcej osób będzie takie płace otrzymywało. Nic więc dziwnego, że osoby zarabiające minimalną krajową najczęściej deklarują chęć zarabiania więcej. Do minusów pracy stacjonarnej należy również doliczyć wyższe koszty dojazdu do pracy oraz czas poświęcany na przemieszczanie się – wskazuje Rafał Mróz.

Młodsi pracownicy i mężczyźni lepiej oceniają swoje płace

Zadowolenie z poziomu zarobków częściej deklarują mężczyźni (71%) niż kobiety (66%). Z kolei analiza dotycząca wieku wskazuje, że najwyższy poziom zadowolenia z wynagrodzenia cechuje przedstawicieli pokolenia Z (84%). W dalszej kolejności plasują się Millennialsi (76%) oraz Baby Boomers (69%). Najmniej zadowoleni z zarobków są reprezentanci pokolenia X – 55%.
– W przypadku kobiet nie sposób pominąć luki płacowej, jaka występuje pomiędzy płciami w Polsce. Według danych Eurostatu wynosi w naszym kraju 7,8% a skorygowana nawet 21%. Kobiety częściej są niezadowolone z płac, ponieważ zarabiają mniej od mężczyzn. W przypadku generacji może to wynikać z dwóch aspektów. Po pierwsze, młodzi ludzie częściej pracują w zawodach nowych, choćby w branży IT, gdzie wynagrodzenie jest wyższe od średniej krajowej. Po drugie młodsze pokolenia odważniej poruszają się po rynku pracy i częściej zmieniają pracę. Czasem właśnie ze względu na większe wynagrodzenia. Pokolenie X znacznie rzadziej decyduje się na zmianę pracy, jeśli nie jest do tego zmuszone, rzadziej też migruje do większych ośrodków miejskich, gdzie szans na lepszą, bardziej rozwojową i lepiej płatną pracę jest więcej – mówi ekspert.

Satysfakcja z wynagrodzenia w poszczególnych branżach

Ze swoich zarobków najbardziej zadowoleni są pracownicy sektora energetyki i usług komunalnych (91%) oraz IT i technologii (85%). Trzy czwarte Polaków pracujących w finansach i branży nieruchomości oraz sektorze transportu, logistyki i motoryzacji pozytywnie ocenia wysokość swojego wynagrodzenia (po 76%). Najwięcej niezadowolonych pracowników jest w branży dóbr i usług konsumpcyjnych (34%) oraz w usługach komunikacyjnych (32%).
– Trzy branże o najwyższym poziomie satysfakcji to te, w których zarobki są relatywnie wysokie oraz gdzie nawet na niższych stanowiskach wynagrodzenia oscylują wokół średniej krajowej lub ją przekraczają. W sektorach tych pracownicy o najniższym uposażeniu nie stanowią zdecydowanej większości zatrudnionych, w przeciwieństwie do branży usługowej, w której dominują stanowiska szeregowe, słabiej wynagradzane, a udział ról kierowniczych, charakteryzujących się istotnie wyższym poziomem wynagrodzeń, jest relatywnie niewielki – podsumowuje Rafał Mróz.

Wielkość organizacji a poziom satysfakcji z wynagrodzenia

Najwyższy poziom satysfakcji deklarują pracownicy małych firm (72%). W średnich i dużych przedsiębiorstwach odsetek ten wynosi po 70%. Najniższe zadowolenie odnotowano w mikrofirmach – 57%. Co ciekawe najwięcej neutralnych odpowiedzi, aż 17%, udzielili respondenci z mikro firm.
– Wielkość firmy nie jest czynnikiem decydującym wyłącznie o realnej wysokości pensji, lecz w większym stopniu wpływa na poczucie stabilności finansowej i subiektywną ocenę wynagrodzenia. Duże firmy często oferują wyższe i bardziej przewidywalne płace dzięki takim narzędziom jak siatka płacowa czy ewaluacja stawek do średnich rynkowych. Pozwala im to utrzymać konkurencyjność, co przy ilościowo większych potrzebach, zapewnia napływ nowych pracowników. Najwyższa satysfakcja, obserwowana w małych firmach może wynikać z faktu, że istotną rolę odgrywają tam relacje międzyludzkie, większa elastyczność oraz postrzegana adekwatność wynagrodzenia do wkładu pracy – kończy przedstawiciel Manpower.
O badaniu: Badanie przeprowadzono w październiku 2025 roku na próbie 500 Polaków.