Czerwcowa decyzja RPP: więcej argumentów za stabilizacją niż za cięciem

Czerwcowe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej odbędzie się w momencie, gdy oczekiwania dotyczące dalszych obniżek stóp procentowych wyraźnie osłabły. Choć jeszcze kilka miesięcy temu rynek zakładał kontynuację łagodzenia polityki pieniężnej, obecne dane makroekonomiczne i sytuacja globalna skłaniają raczej do ostrożności.

Najważniejszym elementem pozostaje inflacja. Po wcześniejszym spadku w okolice celu inflacyjnego NBP pojawiły się sygnały, że tempo dezinflacji może wyhamowywać. Szczególnie istotna pozostaje inflacja bazowa, która pokazuje trwałość presji cenowej w gospodarce, zwłaszcza w usługach. Z perspektywy RPP oznacza to konieczność zachowania ostrożności i unikania zbyt szybkiego obniżania kosztu pieniądza.

Równocześnie sytuacja gospodarcza w Polsce pozostaje względnie stabilna. Konsumpcja prywatna utrzymuje się na solidnym poziomie, rynek pracy nie pokazuje oznak gwałtownego pogorszenia, a aktywność gospodarcza nie wskazuje na silne spowolnienie wymagające pilnej stymulacji monetarnej. To ogranicza presję na dalsze cięcia stóp już w czerwcu.

Ważnym sygnałem dla oceny przyszłych decyzji RPP są również notowania stawek IRS, które odzwierciedlają oczekiwania rynku dotyczące przyszłego poziomu stóp procentowych. W ostatnim czasie widoczny był ich wzrost, co można interpretować jako zmniejszenie wiary inwestorów w szybkie dalsze obniżki. Rynek zaczął zakładać bardziej ostrożną ścieżkę polityki monetarnej, a nawet możliwość dłuższego utrzymania obecnych poziomów stóp.

Dodatkowym czynnikiem ryzyka pozostaje sytuacja geopolityczna, szczególnie napięcia wokół Iranu. Wyższe ceny ropy i energii mogą w kolejnych miesiącach ponownie zwiększać koszty transportu i produkcji, co mogłoby utrudnić dalszy spadek inflacji. Dla banku centralnego jest to argument za zachowaniem większej ostrożności w podejmowaniu decyzji.

Jaka decyzja może zapaść?

Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem na czerwcowym posiedzeniu wydaje się utrzymanie stóp procentowych bez zmian. RPP może uznać, że potrzebuje więcej czasu, aby ocenić wpływ wcześniejszych decyzji oraz sprawdzić, czy inflacja rzeczywiście pozostanie pod kontrolą mimo rosnących ryzyk zewnętrznych.

Nie można całkowicie wykluczyć kolejnej obniżki w dalszej części roku, jednak w czerwcu bardziej prawdopodobna wydaje się strategia wyczekiwania i ostrożnej komunikacji niż kolejny ruch w dół.

Koniec optymizmu. Deweloperzy: będziemy sprzedawać wolniej, ale w podobnych cenach

Rynek mieszkaniowy mówi dziś dwoma głosami. Deweloperzy po mocnym początku roku wyraźnie ostrożniej patrzą na sprzedaż i w większości zakładają brak zmian w cennikach. Klienci wciąż boją się wzrostu cen – wynika z majowego Indeksu Nastroju Deweloperów przeprowadzonego przez portal mieszkaniowy Tabelaofert.

Większość badanych deweloperów (70%) przewiduje utrzymanie obecnych cenników połączonego ze spowolnieniem tempa sprzedaży. Z badania IBRiS dla portalu Tabelaofert wynika natomiast, że w największych miastach wzrostu cen mieszkań spodziewa się aż 58% ankietowanych. To pokazuje, że choć rynek wyraźnie zwolnił po stronie oczekiwań sprzedażowych, wśród klientów nadal silna jest obawa, że odkładanie decyzji zakupowej może oznaczać wyższe ceny w przyszłości.

Indkes zmiany tempa

– Majowy spadek nastrojów sprzedażowych nie jest zaskoczeniem. On dość dobrze oddaje to, co widać dziś w biurach sprzedaży: klientów jest mniej, decyzje zakupowe trwają dłużej, a sama obecność zainteresowanego nie oznacza już szybkiej transakcji. Rynek nie zamarł, ale skończył się moment, w którym deweloperzy mogli liczyć, że popyt sam będzie przyspieszał z miesiąca na miesiąc. Teraz o każdą sprzedaż trzeba po prostu mocniej powalczyć – ceną, produktem, lokalizacją i elastycznością rozmów z klientem – komentuje Robert Chojnacki, założyciel i wiceprezes portalu mieszkaniowego Tabelaofert.

Znacznie mniej firm liczy na dalsze przyspieszenie sprzedaży

Za spadkiem majowego Indeksu stoi przede wszystkim gwałtowne ograniczenie liczby firm, które spodziewają się dalszego wzrostu tempa sprzedaży. W maju takiej odpowiedzi udzieliło 29,5% firm deweloperskich, podczas gdy w poprzednim badaniu było to 53,3%.
To oznacza, że grupa respondentów liczących na dalsze przyspieszenie rynku skurczyła się niemal o połowę. Tak silna zmiana pokazuje, że wcześniejszy optymizm bardzo szybko zderzył się z bardziej wymagającą rzeczywistością sprzedażową.

Jednocześnie większość firm nie zakłada jeszcze pogorszenia sytuacji. Najczęściej wybieraną odpowiedzią było utrzymanie obecnego tempa sprzedaży – wskazało ją 53,4% respondentów. Spadku sprzedaży spodziewa się jednak już 17,2% badanych deweloperów. To nie jest obraz rynku w załamaniu, ale rynek wyraźnie traci komfort. Coraz mniej firm liczy na samoczynne przyspieszenie popytu, a coraz więcej zakłada, że najbliższe miesiące będą wymagały aktywniejszej pracy z klientem i większej konkurencji między projektami.indeks nastrojów deweloperów

Ten odczyt dobrze pokazuje zmianę fazy rynku. Jeszcze niedawno wielu deweloperów zakładało, że sprzedaż będzie dalej przyspieszać niemal siłą rozpędu. Dziś coraz częściej dominuje założenie, że trzeba będzie przede wszystkim utrzymać obecne tempo. To duża różnica. Rynek nie załamał się, ale stał się znacznie bardziej wymagający: słabsze projekty, gorsze lokalizacje albo zbyt ambitne ceny będą dużo szybciej weryfikowane przez klientów – dodaje Robert Chojnacki

Deweloperzy nie zakładają przecen, klienci boją się podwyżek

Dane dotyczące cen pokazują dużo spokojniejszy obraz niż ten obserwowany w publicznej dyskusji o rynku mieszkaniowym. W majowym badaniu 70,1% deweloperów przewiduje brak zmian w cennikach, 22% spodziewa się wzrostu cen, a 7,9% oczekuje spadków. Oznacza to, że firmy deweloperskie w większości nie widzą dziś ani przestrzeni do mocnych podwyżek, ani przestrzeni do szerokich przecen.Deweloperzy nie zakładają przecen, klienci boją się podwyżek

Sam Indeks Zmiany Cen Mieszkań obniżył się wobec wcześniejszego rekordowego odczytu, ale nadal pozostaje dodatni. To oznacza, że oczekiwania cenowe deweloperów osłabły, lecz nie przeszły w stronę prognoz spadkowych. Rynek częściej zakłada utrzymanie obecnych poziomów cen niż ich wyraźną korektę.indkes zmiany cen

Jednym z powodów, dla których deweloperzy nie zakładają szerokich przecen, pozostają koszty realizacji inwestycji. Firmy zwracają uwagę na ceny materiałów budowlanych, transportu, wykonawstwa i finansowania projektów. Dlatego słabsze oczekiwania sprzedażowe mogą ograniczać skłonność do podwyżek, ale nie oznaczają automatycznie przestrzeni do obniżania cen, szczególnie w nowych inwestycjach wprowadzanych do sprzedaży.

Na tym tle wyraźnie odróżniają się nastroje potencjalnych kupujących. Z badania IBRiS dla portalu Tabelaofert wynika, że w największych miastach wzrostu cen mieszkań spodziewa się 58% ankietowanych. Spadków oczekuje jedynie 7,9%, a stabilizacji 17,5% badanych.

To pokazuje, że klienci nadal patrzą na rynek przez pryzmat doświadczeń ostatnich lat.indeks nsatrojów Klientów

– W oczekiwaniach cenowych widać dziś wyraźny rozdźwięk między deweloperami a kupującymi. Firmy najczęściej zakładają utrzymanie obecnych cenników, natomiast klienci dużo częściej obawiają się wzrostu cen. To efekt pamięci poprzedniego cyklu, w którym mieszkania drożały szybko, a zwlekanie z decyzją zakupową często działało na niekorzyść kupujących – komentuje Katarzyna Tworska dyrektor zarządzający Rednet24

Przedmieścia łączą deweloperów i klientów

Majowe badanie pokazuje też wyraźną zmianę w myśleniu o kierunkach rozwoju nowych inwestycji mieszkaniowych. Zapytani o to, co będzie lepsze dla rynku: budowanie większej liczby mieszkań w centrach miast czy rozwijanie przedmieść z dobrym transportem publicznym, deweloperzy zdecydowanie wskazali na drugi wariant. Rozwój przedmieść wybrało 75% respondentów, podczas gdy inwestycje w centrach miast wskazało 18% badanych, a 6% opowiedziało się za podejściem łączonym.

– To wybór bardzo pragmatyczny. Centra miast pozostaną atrakcyjne i prestiżowe, ale ich potencjał podażowy jest coraz bardziej ograniczony. Brakuje gruntów, ceny działek są wysokie, a przygotowanie inwestycji bywa skomplikowane i kosztowne. W efekcie nowe projekty w centrach wymagają cen, które coraz trudniej pogodzić z ostrożniejszą postawą klientów – dodaje Robert Chojancki

Przedmieścia dają większą dostępność gruntów, możliwość realizacji większych inwestycji i szansę na zaoferowanie większych mieszkań w bardziej akceptowalnych cenach. Coraz większe znaczenie mają też jakość otoczenia, dostęp do zieleni, funkcjonalny metraż

i możliwość pracy hybrydowej. Warunek jest jednak kluczowy: dobra komunikacja publiczna. Bez niej rozwój przedmieść grozi chaotyczną suburbanizacją. Z nią może stać się realną odpowiedzią na potrzeby rynku.centrum czy przedmiescia

Co ważne, podobnie myślą także potencjalni kupujący. Z badania IBRiS dla portalu mieszkaniowego Tabelaofert wynika, że rozwój nowych osiedli poza centrum, pod warunkiem dobrej komunikacji publicznej, popiera 73,4% ankietowanych. Dogęszczanie zabudowy w istniejących częściach miasta wskazało niespełna 15% badanych. To oznacza, że w tym obszarze oczekiwania klientów i deweloperów są wyjątkowo zbieżne.

– Przez lata przedmieścia traktowano jak kompromis. Dziś coraz częściej to centrum jest kompromisem: mniejszy metraż, wyższa cena i ograniczona dostępność nowych projektów. Jeżeli za przedmieściami idzie dobra komunikacja publiczna, to dla wielu rodzin wybór staje się oczywisty. Deweloperzy też to widzą — tam, gdzie w centrum kończą się grunty i ekonomika projektu przestaje się spinać, rynek będzie szukał nowych kierunków – komentuje Ewa Palus, główna analityczka portalu mieszkaniowego Tabelaofert.

Wątek ten dobrze wpisuje się w dyskusje prowadzone podczas Tabelaofert TALKS, gdzie mocno wybrzmiał wpływ demografii na przyszłość rynku mieszkaniowego. Rynek nie będzie już mógł opierać się wyłącznie na przekonaniu, że popyt sam się pojawi. Coraz większe znaczenie będzie miało dopasowanie oferty do realnych możliwości i potrzeb gospodarstw domowych.
Majowy indeks pokazuje więc rynek, który wchodzi w fazę ostrożnego realizmu. Deweloperzy widzą słabsze tempo sprzedaży, ale nie wierzą w głębokie przeceny. Jednocześnie coraz wyraźniej wskazują, że przyszły rozwój podaży będzie przesuwał się poza ścisłe centra miast — pod warunkiem, że przedmieścia będą dobrze skomunikowane i projektowane jako pełnowartościowe miejsca do życia.

Medicalgorithmics zawiera partnerstwo technologiczne z Accyourate – włoską firmą wearable healthcare

Medicalgorithmics, notowany na GPW twórca nowatorskich technologii z obszaru kardiologii, zawiera kolejne partnerstwo technologiczne. Innowacyjne algorytmy DRAI oraz oprogramowanie DRP zostaną zintegrowane z rozwiązaniami włoskiej firmy Accyourate – jednego z europejskich liderów wearable healthcare. Współpraca wpisuje się w globalny trend dynamicznego rozwoju zdalnego monitorowania pacjentów, prewencji kardiologicznej oraz decentralizacji usług diagnostycznych, wzmacniając pozycję obu firm na europejskim rynku digital health. Ambicją firmy Accyourate jest zainteresowanie zintegrowanym rozwiązaniem setek tysięcy pacjentów. W ramach umowy Spółka będzie uzyskiwać minimalne miesięczne przychody, a partner ma plan i aspiracje procesować technologią autorstwa Medicalgorithmics znaczące ilości wykonywanych badań.

Accyourate to innowacyjna włoska spółka medtech specjalizująca się w rozwiązaniach z obszaru wearable healthcare, zdalnego monitorowania pacjentów oraz analizy danych fizjologicznych wspieranej przez sztuczną inteligencję. Firma rozwija nowoczesną platformę opartą o inteligentne sensory tekstylne i rozwiązania chmurowe umożliwiające ciągły monitoring parametrów życiowych, w tym sygnału ECG, w modelu telemedycznym.

Współpraca pomiędzy Accyourate i Medicalgorithmics tworzy silne strategiczne połączenie naszych kompetencji. Włoski partner wnosi nowoczesną warstwę urządzeń wearable i doświadczenie w obszarze cyfrowego monitoringu pacjentów, natomiast Medicalgorithmics dostarcza zaawansowane algorytmy AI do analizy sygnału ECG, wieloletnie doświadczenie kliniczne oraz skalowalną platformę diagnostyczną klasy medycznej. Jestem przekonany, że wspólnie z Accyourate wniesiemy domową opiekę nad pacjentem na jeszcze wyższy poziom. – komentuje dr Kris Siemionow, CEO Medicalgorithmics.

Połączenie technologii obu firm może umożliwić stworzenie kompleksowego rozwiązania nowej generacji dla rynku zdalnej diagnostyki kardiologicznej i telemedycyny, obejmującego zarówno akwizycję danych biologicznych, jak i ich zaawansowaną analizę diagnostyczną wspieraną przez AI. Biorąc pod uwagę globalny charakter umowy, dzięki współpracy oprogramowanie i algorytmy Medicalgorithmics będą mogły pomagać pacjentom we Włoszech, Szwajcarii, Wielkiej Brytanii, krajach Beneluksu oraz na Bałkanach.

Lekarz, informatyk, adwokat. Takie zawody rodzice najchętniej wybierają dla dzieci

Ratownik medyczny, uznany za najbardziej poważany zawód, nie jest profesją najchętniej widzianą przez rodziców jako przyszłość dla ich dzieci — okazał się nią lekarz. Podobnie jak rok temu, okazuje się, że chodzi nie tylko o prestiż, ale też stabilność, zapotrzebowanie na daną profesję i, oczywiście, wysokie zarobki — tak wynika z „Rankingu Zawodów 2026” przygotowanego przez SW Research.

Dzień Dziecka to zazwyczaj rodzinny czas pełen wspólnych zabaw, rozmów i aktywności. W przypadku starszych dzieci, być może przewinie się w ich trakcie temat zawodowej przyszłości. Dziecięce marzenia są różne i często zmienne, z kolei ambicje rodziców to rzecz bardziej stała, ale ulegająca jednak pewnym zmianom na przestrzeni czasu. Dlatego co roku w ramach badania przeprowadzonego do „Rankingu Zawodów” sprawdzamy również, na jakich stanowiskach Polacy najchętniej widzieliby swoje dzieci. Pytanie to zadajemy osobno w kontekście córek i synów, prosząc o wskazanie do trzech profesji.

Nie tylko prestiż

Upragniony zawód dla dziecka to niekoniecznie ten najbardziej prestiżowy — najczęściej wskazywany przez rodziców lekarz (23 i 24% wskazań odpowiednio dla synów i córek) znalazł się dopiero na 4. miejscu rankingu poważania. Najbardziej cenione profesje — takie jak ratownik medyczny, strażak czy pilot samolotu pasażerskiego — były znacznie rzadziej wybierane, możliwe, że ze względu na trudne i ryzykowne warunki pracy. Społeczne uznanie zdaje się być jednak decydujące w przypadku tej ostatniej, która jest jedną z najchętniej widzianych dla synów.

O tym, że bezpieczeństwo i stabilizacja są ważne dla rodziców, świadczy fakt, że większość wymarzonych zawodów dla dzieci kojarzonych jest ze spokojną pracą umysłową (informatyk/informatyczka, adwokat/adwokatka) i raczej stabilnym zatrudnieniem (farmaceutka, profesorka uniwersytetu). W czołówce znaleźli się też przedsiębiorcy/przedsiębiorczynie i dyrektorzy/dyrektorki w dużej firmie. Jedną z wymarzonych profesji dla córek jest też nadal księgowa.

Wyniki pokazują, że wyobrażenia rodziców o dobrej przyszłości zawodowej dziecka są dość pragmatyczne. Lekarz pozostaje symbolem zawodu pożądanego — niekoniecznie dlatego, że jest najwyżej oceniany w rankingu prestiżu, ale dlatego, że łączy społeczne uznanie, stabilność i poczucie sensu pracy. Widać jednak, że sam prestiż nie wystarcza. Profesje obciążone dużym ryzykiem, odpowiedzialnością lub trudnymi warunkami pracy nie przekładają się automatycznie na rodzicielskie marzenia o przyszłości dzieci. Drugi ważny wątek to utrzymywanie się preferencji dla zawodów kojarzonych z bezpieczeństwem, pracą umysłową i przewidywalną ścieżką kariery — takich jak informatyk, adwokat, farmaceuta czy profesor uniwersytetu. Jednocześnie wysoko pojawiają się przedsiębiorca i dyrektor, co pokazuje, że rodzice coraz częściej cenią nie tylko stabilizację, ale też samodzielność, sprawczość i potencjał ekonomicznego sukcesu. —  komentuje Piotr Zimolzak, wiceprezes SW Research.

Najmniej poważane najmniej popularne

Chociaż prestiż zawodu nie jest jedynym (ani nawet głównym) czynnikiem, który decyduje o tym, czy rodzice chętnie widzieliby w nim swoje dzieci, to większość najmniej pożądanych profesji nie jest zbyt popularnym wyborem w tym kontekście. Najmniej pożądanymi, zdaniem Polaków, zawodami dla dzieci są telemarketer/specjalista ds. sprzedaży zdalnej dla syna i kierowca komunikacji miejskiej dla córki. Dominują tutaj stanowiska typowo fizyczne: robotnik budowlany niewykwalifikowany, pracownik sprzątający czy taksówkarz/taksówkarka. Są to zawody, które (poza telemarketerem) plasują się gdzieś pośrodku tegorocznego rankingu zawodów.

Wspomniany telemarketer jest tu jednym z wyjątków — ta profesja nie tylko nie jest chętnie widziana przez rodziców, ale też „cieszy się” jednym z najniższych wskaźników społecznego poważania. Podobnie jak youtuber i influencer, które również były rzadko wskazywane przez rodziców jako wymarzone profesje dla swoich dzieci. W kategorii zawodów jednocześnie nisko poważanych społecznie i niezbyt popularnych wśród rodziców mieszczą się też stanowiska polityczne, takie jak poseł/posłanka czy radny/a gminny/a. Z kolei górnik/górniczka to profesja, która również nie jest zbyt chętnie widziana dla pociech, pomimo uzyskania wysokiej pozycji w rankingu społecznego uznania.

Ciekawie wygląda także lista zawodów najmniej pożądanych. W dużej mierze tworzą ją profesje kojarzone z pracą fizyczną, niższą stabilnością, mniejszą autonomią albo ograniczonym prestiżem społecznym. To pokazuje, że rodzice nie tylko wybierają dla dzieci zawody dające szansę na awans i bezpieczeństwo, ale też wyraźnie odrzucają te ścieżki, które postrzegają jako mniej rozwojowe, bardziej obciążające lub słabiej wynagradzane. — dodaje Piotr Zimolzak.

O jakich zawodach dla dzieci marzą matki, a o jakich ojcowie?

Wybory kobiet i mężczyzn co do wymarzonego zawodu dla dzieci są podobne, czasem jednak różnią się odsetkiem wskazań. I tak w przypadku synów matki częściej wskazywały profesję lekarza (26 vs 21%). Analogiczne różnice dotyczą informatyka/programisty czy przedsiębiorcy/właściciela dużej firmy (13 i 8%). Z kolei nieco więcej ojców widziałoby swoich synów jako pilotów samolotu pasażerskiego (13 vs 9%), ale też strażnika granicznego (6 vs 3%) — czyli profesję znajdującą się znacznie niżej na ogólnej liście najchętniej widzianych.

Jeżeli zaś chodzi o córki, różnice między wyborami rodziców są zauważalnie mniej wyraźne. Największa występuje w przypadku psychoterapeutki (4 pp.) — jako wymarzony dla pociechy płci żeńskiej ten zawód wskazuje 10% kobiet i 6% mężczyzn. Nieco niższa jest ona w przypadku przedsiębiorczyni/właścicielki dużej firmy. Matki nieco chętniej widzą też córki w profesjach takich jak ratowniczka medyczna, informatyczka/programistka, specjalistka ds. HR/kadrowych czy stewardessa. Wśród zawodów preferowanych przez mężczyzn dla pociech płci żeńskiej znalazły się niemal wszystkie stanowiska polityczne (ministra, radna gminna, posłanka na Sejm RP).

Nota metodologiczna:

Badanie przeprowadzono w dniach 21-23.04.26 techniką CAWI przez instytut badawczy SW Research na reprezentatywnej próbie 1006 Polaków w wieku 16-80 lat.

Regulacje i geopolityka zmieniają rynek AI. Stawką suwerenność gospodarcza

Ponad 70 krajów pracuje nad regulacjami dotyczącymi sztucznej inteligencji, a liczba inicjatyw legislacyjnych przekroczyła już 1000 – wynika z danych OECD AI Policy Observatory. Równolegle globalne inwestycje w AI osiągają bezprecedensową skalę – 600-800 mld USD trafia w rozwój modeli i aplikacji, a kolejne ok. 700 mld USD w infrastrukturę – szacuje McKinsey Global Institute. W tym samym czasie AI staje się obszarem napięć geopolitycznych, m.in. za sprawą ograniczeń eksportu chipów i rosnącej rywalizacji technologicznej między USA a Chinami. Efekt tych procesów jest coraz bardziej widoczny: sztuczna inteligencja przestaje być technologią globalną w klasycznym rozumieniu. Coraz więcej decyzji dotyczących jej rozwoju i wykorzystania przenosi się z poziomu globalnych platform na poziom państw i regionów.

Kto kontroluje dane i infrastrukturę, kontroluje AI

W to miejsce pojawia się model rozwoju silnie powiązany z regulacjami, dostępem do infrastruktury i kontrolą nad danymi. Coraz większe znaczenie ma nie tylko to, kto rozwija modele AI, ale gdzie są one trenowane i uruchamiane.

Unia Europejska jako pierwsza wdraża kompleksowe przepisy w postaci AI Act, które obejmują zarówno dostawców technologii, jak i organizacje wykorzystujące AI. Skala działań legislacyjnych przyspiesza proces „regionalizacji” – systemy sztucznej inteligencji muszą być projektowane zgodnie z lokalnymi wymogami prawnymi, szczególnie w obszarze przetwarzania danych.

Jednocześnie decyzje polityczne, takie jak ograniczenia eksportu zaawansowanych półprzewodników, pokazują, że dostęp do mocy obliczeniowej staje się zasobem strategicznym. Brak kontroli nad kluczowymi elementami technologii – od infrastruktury po modele – zwiększa ryzyko uzależnienia od zewnętrznych dostawców i wpływa na tempo rozwoju gospodarek.

W tym kontekście sztuczna inteligencja coraz częściej postrzegana jest jako infrastruktura krytyczna. Skala inwestycji oraz rosnąca zależność biznesu od algorytmów sprawiają, że kluczowe znaczenie mają już nie tylko same możliwości technologiczne, ale przede wszystkim bezpieczeństwo, dostępność oraz pełna kontrola nad środowiskiem przetwarzania – mówi Adam Pastuszka, Business Development Manager w Polcom.

To przesunięcie zmienia sposób myślenia o AI – z narzędzia staje się ona fundamentem działania organizacji i gospodarek.

Polska pod kontrolą?

Globalne trendy zaczynają przekładać się także na dyskusję w Polsce. Coraz wyraźniej zarysowuje się kierunek, w którym rozwój modeli językowych oraz systemów AI powinien być powiązany z krajową infrastrukturą i większą kontrolą nad danymi – szczególnie w sektorach regulowanych. Impulsem są zarówno nowe regulacje unijne, jak i rosnące wymagania dotyczące bezpieczeństwa danych w organizacjach.

Suwerenność AI zaczyna się od miejsca przetwarzania danych. Jeśli organizacja nie ma kontroli nad tym, gdzie trafiają prompty, dane wejściowe i wyniki analizy, trudno mówić o realnej niezależności technologicznej – wskazuje ekspert Polcom. – W praktyce oznacza to odejście od modelu, w którym dane trafiają do globalnych systemów, na rzecz rozwiązań działających w prywatnej chmurze. W takim podejściu cały proces – od zapytania użytkownika po wygenerowaną odpowiedź – pozostaje w obrębie jednej infrastruktury, bez konieczności przekazywania danych podmiotom trzecim. W przeciwnym modelu organizacje tracą realną kontrolę nad tym, gdzie i w jaki sposób przetwarzane są ich dane – dodaje.

Umożliwia to pełną kontrolę nad bezpieczeństwem informacji oraz zgodność z wymaganiami regulacyjnymi, w tym RODO i standardami branżowymi. Coraz częściej standardem staje się również brak domyślnego zapisu promptów i odpowiedzi, z możliwością jego włączenia na potrzeby audytu lub monitorowania.

Organizacje chcą dziś wiedzieć nie tylko, jak działa AI, ale przede wszystkim gdzie znajdują się ich dane i kto ma do nich dostęp. To zmienia sposób projektowania całych systemów – podkreśla Adam Pastuszka, Business Development Manager w Polcom.

Suwerenność jako warunek rozwoju

Połączenie presji regulacyjnej, napięć geopolitycznych i skali inwestycji sprawia, że suwerenność cyfrowa przestaje być elementem strategii wizerunkowej, a staje się warunkiem rozwoju. Dla firm i instytucji oznacza to konieczność podejmowania decyzji nie tylko o tym, jak wykorzystać AI, ale przede wszystkim gdzie i na jakich zasadach będzie ona działać. W praktyce to właśnie kontrola nad danymi i infrastrukturą zaczyna dziś decydować o tym, które organizacje i gospodarki będą w stanie rozwijać AI na własnych warunkach.

W najbliższych latach można spodziewać się dalszego zaostrzenia tego trendu – zarówno w postaci kolejnych regulacji, jak i inwestycji w lokalną infrastrukturę AI. Dla wielu gospodarek będzie to moment rozstrzygający: czy pozostaną odbiorcami globalnych technologii, czy staną się ich współtwórcami. W tym układzie suwerenność gospodarcza przestaje być deklaracją, a zaczyna pełnić rolę realnego czynnika konkurencyjności.

Botanika Farm podsumowuje I kw. 2026 r. – odpalenie zakładu w Mietkowie z pełną mocą oraz plany na nowe inwestycje

Botanika Farm S.A., spółka z segmentu FoodTech, podsumowuje I kw. 2026 r. W analizowanym okresie spółka z Mietkowa wygenerowała 22,1 mln zł przychodów netto ze sprzedaży co stanowi wzrost o 55,6% wobec 14,2 mln zł wygenerowanych w I kw. 2025 r. Warto zwrócić uwagę na poprawę rentowności spółki, o czym świadczą ponad dwukrotne wzrosty zysku z działalności operacyjnej oraz zysku netto, które w I kw. 2026 r. odpowiednio wyniosły  4,44 mln zł wobec 1,76 mln zł rok wcześniej oraz 3,17 mln zł wobec 1,34 mln zł w analogicznym okresie poprzedniego roku. W pierwszych miesiącach roku Spółka uruchomiła relokowany zakład w Mietkowie, który działa już z pełną mocą, rozpoczęła działania mające na celu pozyskanie dodatkowego finansowania na nowe inwestycje oraz zakończyła prace nad prospektem emisyjnym.

I kw. 2026 r. obfitował w wiele kluczowych dla spółki wydarzeń. Najważniejszym z nich było uruchomienie zakładu w Mietkowie, który działa już z pełną mocą, co pozwoliło spółce na rozpoczęcie w kwietniu procesu zwiększenia produkcji do 50 tys. ton. Drugim równie ważnym wydarzeniem w ubiegłym kwartale było zakończenie procesu przygotowania prospektu emisyjnego oraz złożenie go do KNF. Dzięki temu spółka od kwietnia przygotowuje się do zapowiadanego debiutu na głównym parkiecie Giełdy Papierów Wartościowych. Ostatnim wydarzeniem było rozpoczęcie procesu inwestycji w nową suszarnię o wydajności 1500 ton mokrego ziarna na dobę. Spółka zabiega o dofinansowanie połowy inwestycji od Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, co zostanie potwierdzone na koniec roku.

– W I kw. 2026 r. zwiększyliśmy przychody o ponad 55% rok do roku, jednocześnie ponad dwukrotnie poprawiając wynik operacyjny i zysk netto. To potwierdza, że realizowana przez nas strategia rozwoju oraz inwestycje w moce produkcyjne zaczynają przynosić wymierne efekty. Kluczowym wydarzeniem kwartału było uruchomienie zakładu w Mietkowie, który już dziś pracuje z pełną mocą i umożliwia nam dalsze zwiększanie skali działalności. Równolegle zakończyliśmy prace nad prospektem emisyjnym i rozpoczęliśmy przygotowania do przejścia na rynek główny GPW, co będzie kolejnym ważnym etapem rozwoju Botanika Farm. – podsumowuje Bartosz Radziszewski, Prezes Zarządu Botanika Farm.

Agnieszka Stępień ponownie na czele Krajowej Rady Fizjoterapeutów. KIF wybrała władze na lata 2026–2030

W Warszawie zakończył się III Krajowy Zjazd Fizjoterapeutów. Delegaci z całego kraju podsumowali działalność organów II kadencji Krajowej Izby Fizjoterapeutów i wybrali nowe władze samorządu zawodowego. Prezesem Krajowej Rady Fizjoterapeutów na lata 2026–2030 ponownie została dr hab. Agnieszka Stępień.

III Krajowy Zjazd Fizjoterapeutów odbył się 22–23 maja 2026 r. w Warszawie. Było to jedno z najważniejszych wydarzeń samorządu zawodowego fizjoterapeutów, ponieważ zjazd zamykał dotychczasową kadencję władz KIF i jednocześnie otwierał nowy etap funkcjonowania Izby.

Podczas dwudniowych obrad delegaci przyjęli sprawozdania organów II kadencji, przeprowadzili wybory do organów Krajowej Izby Fizjoterapeutów oraz procedowali uchwały dotyczące zasad funkcjonowania samorządu w kolejnych latach. Wśród tematów znalazły się m.in. zasady wynagradzania osób pełniących funkcje w organach KIF, gospodarka finansowa oraz wytyczne działania Izby na lata 2026–2030.

Agnieszka Stępień wybrana na kolejną kadencję

Najważniejszym punktem pierwszego dnia zjazdu był wybór Prezesa Krajowej Rady Fizjoterapeutów III kadencji. Delegaci ponownie powierzyli tę funkcję dr hab. Agnieszce Stępień.

W głosowaniu uzyskała ona 234 głosy. Jej kontrkandydat, dr hab. Mariusz Migała, otrzymał 85 głosów. Oznacza to, że Agnieszka Stępień będzie kierować Krajową Radą Fizjoterapeutów w latach 2026–2030.

Kandydat Liczba głosów
dr hab. Agnieszka Stępień 234
dr hab. Mariusz Migała 85

Wybór prezesa KRF był jednym z kluczowych rozstrzygnięć zjazdu. Nowa kadencja przypadnie na okres, w którym samorząd fizjoterapeutów będzie mierzył się zarówno z wyzwaniami organizacyjnymi, jak i z kwestiami dotyczącymi miejsca fizjoterapii w systemie ochrony zdrowia.

Sprawozdania organów II kadencji przyjęte przez delegatów

Pierwszy dzień obrad rozpoczął się wystąpieniem Prezes Krajowej Rady Fizjoterapeutów oraz spotkaniami z zaproszonymi gośćmi. Następnie delegaci wybrali prezydium Zjazdu oraz komisje odpowiedzialne za przebieg obrad i procedowanie uchwał.

W dalszej części przyjęto zmiany w regulaminie Krajowego Zjazdu Fizjoterapeutów oraz zasadach przeprowadzania wyborów do organów KIF. Delegaci rozpatrzyli także i zatwierdzili sprawozdania organów II kadencji.

Sprawozdania dotyczyły działalności:

Organ KIF Zakres decyzji
Krajowa Rada Fizjoterapeutów sprawozdanie z działalności II kadencji
Komisja Rewizyjna sprawozdanie kontrolne
Sąd Dyscyplinarny sprawozdanie z działalności orzeczniczej
Wyższy Sąd Dyscyplinarny sprawozdanie z działalności
Rzecznik Dyscyplinarny sprawozdanie z wykonywania funkcji

Zatwierdzenie sprawozdań było formalnym podsumowaniem kończącej się kadencji i otworzyło drogę do wyboru nowych władz samorządu.

Nowy skład Krajowej Rady Fizjoterapeutów

Drugiego dnia obrad przeprowadzono wybory członków organów Krajowej Izby Fizjoterapeutów. Wybrano m.in. członków Krajowej Rady Fizjoterapeutów III kadencji reprezentujących poszczególne województwa.

W skład KRF weszli:

Dolnośląskie: Michał Guła, Aneta Kaczorowska, Marzena Kobylańska, Karolina Molek, Agnieszka Stasiak-Lis, Jarosław Szkudlarek.

Kujawsko-Pomorskie: Wojciech Kwiatkowski, Marta Podhorecka, Anna Pyszora, Sebastian Szyper.

Lubelskie: Andrzej Czapłygin, Ireneusz Hałas, Monika Kwiatkowska, Beata Wójcik.

Lubuskie: Janusz Doś, Wojciech Górecki, Mateusz Hozakowski.

Łódzkie: Kamil Białas, Michał Łaz, Michalina Torczyńska, Karol Wojciechowski.

Małopolskie: Justyna Bakalarz, Joanna Bukowska, Katarzyna Fountoukidis, Wojciech Kurzydło, Tomasz Maicki, Janusz Mirek.

Mazowieckie: Michał Kłosek, Maciej Krawczyk, Adrian Litner, Renata Markiewicz, Katarzyna Maślanko, Jan Sielczak, Arkadiusz Ujma, Zbigniew Wojtunik.

Opolskie: Dariusz Banik, Dawid Bączkowicz, Krzysztof Biliński.

Podkarpackie: Arseniusz Burkiewicz, Barbara Cyran-Grzebyk, Joanna Majewska, Maciej Rachwał, Katarzyna Zajkiewicz.

Podlaskie: Maciej Bogdan, Zofia Dzięcioł-Anikiej, Hanna Kowalewska.

Pomorskie: Aleksandra Moluszys, Hubert Rządkowski, Michał Sokół, Dalia Woźnica.

Śląskie: Maciej Biały, Grzegorz Gałuszka, Tomasz Jurys, Dominik Lubski, Ewa Rybicka, Anna Schab, Mariusz Stachowiak.

Świętokrzyskie: Agnieszka Janda, Andrzej Sobczyński, Monika Wilk, Elżbieta Woźniak-Kasperek.

Warmińsko-Mazurskie: Dariusz Czaprowski, Adam Sztabiński, Jacek Żukowski.

Wielkopolskie: Ewa Gajewska, Agnieszka Krawczyk-Wasielewska, Aleksander Krawczyński, Paweł Sip, Miłosz Smoliński, Marcel Stasierski.

Zachodniopomorskie: Marek Boberski, Jacek Koszela, Tomasz Maciążek, Grzegorz Zyzek.

Wybrano również organy kontrolne i dyscyplinarne

Delegaci wybrali także członków Komisji Rewizyjnej, Sądu Dyscyplinarnego, Wyższego Sądu Dyscyplinarnego oraz Rzecznika Dyscyplinarnego i jego zastępców.

Do Komisji Rewizyjnej III kadencji zostali wybrani: Gabriel Bieniuk, Robert Biernacki, Maciej Górecki, Piotr Kotajny, Iwona Skorupa, Jędrzej Wierzchowski oraz Robert Żuchowski.

Przewodniczącą Sądu Dyscyplinarnego została Justyna Stępowska. Funkcje zastępców przewodniczącej objęli Małgorzata Borkowska i Jacek Pieczyński. W skład Sądu Dyscyplinarnego weszli także: Maria Biedal, Katarzyna Bogalecka-Pełka, Dominik Buzalski, Dominika Czerwczak, Magdalena Kołodziejczyk, Ewa Kozielewska-Zwierska, Marcin Oleszek, Anna Palczewska, Jarosław Rafalski, Anna Rębacz, Magdalena Sienkiewicz, Łukasz Urbański i Elżbieta Walczuk.

Przewodniczącym Wyższego Sądu Dyscyplinarnego został Grzegorz Magoń. Zastępcami przewodniczącego zostali Michał Rau i Marta Sidaway. Do organu wybrano również: Radosława Dzikonia, Izabelę Górską-Jankowską, Adama Kojałowicza, Dawida Liebrechta, Sławomira Marszałka, Macieja Mikłaszewskiego, Marka Piotrowicza, Paulinę Rosińską, Elżbietę Rydzewską, Tomasza Strzałkowskiego, Paulinę Szczęsną-Rejman, Alicję Szymańską oraz Katarzynę Walicką-Cupryś.

Rzecznikiem Dyscyplinarnym został Marek Walusiak. Jego zastępcami zostali: Marcin Brzeziński, Rafał Dobrowolski, Wojciech Kilijan, Tomasz Kloch, Anna Mikołajczyk-Kocięcka, Mirosław Młyński, Krzysztof Parysek i Rafał Zych.

Uchwały i kierunki działania na lata 2026–2030

Poza wyborami personalnymi delegaci procedowali również nad projektami uchwał dotyczących funkcjonowania KIF w kolejnych latach. Wśród omawianych spraw znalazły się zasady wynagradzania osób pełniących funkcje w organach Izby, podstawowe zasady gospodarki finansowej oraz wytyczne działania KIF i jej organów na lata 2026–2030.

To właśnie te decyzje będą miały znaczenie dla codziennej pracy samorządu w nowej kadencji. Dotyczą one nie tylko kwestii organizacyjnych, ale również kierunków rozwoju całego środowiska zawodowego fizjoterapeutów.

Ostatnia część Zjazdu była poświęcona spotkaniom organizacyjnym nowo wybranych organów KIF. Miały one charakter roboczy i służyły rozpoczęciu pracy w nowych składach.

Samorząd fizjoterapeutów przed kolejną kadencją

III Krajowy Zjazd Fizjoterapeutów był ważnym momentem dla środowiska zawodowego. Delegaci nie tylko podsumowali dotychczasową działalność organów KIF, ale także wskazali kierunki działania na następne cztery lata.

W centrum zainteresowania mają pozostać kwestie związane ze wzmacnianiem pozycji fizjoterapii w systemie ochrony zdrowia, rozwojem zawodowym fizjoterapeutów oraz dalszym budowaniem nowoczesnego samorządu zawodowego. W praktyce oznacza to kontynuację działań na rzecz większej rozpoznawalności zawodu, standardów wykonywania świadczeń oraz reprezentowania interesów fizjoterapeutów wobec instytucji publicznych.

Nowa kadencja Krajowej Izby Fizjoterapeutów rozpoczyna się w momencie, gdy rola fizjoterapii w systemie ochrony zdrowia staje się coraz bardziej widoczna. Decyzje podjęte podczas Zjazdu będą więc istotne nie tylko dla samego samorządu, ale również dla pacjentów i podmiotów korzystających z pracy fizjoterapeutów.

Polska branża meblarska apeluje do rządu: Nie zostawiajcie przedsiębiorców samych z EUDR

Ogólnopolska Izba Gospodarcza Producentów Mebli wystąpiła do Ministry Klimatu i Środowiska, Pauliny Hennig-Kloski z apelem o pilne przygotowanie praktycznych szkoleń dla przedsiębiorców dotyczących wdrażania unijnego rozporządzenia EUDR. Zarząd OIGPM podkreśla, że firmy meblarskie nie mogą zostać same z jedną z najbardziej wymagających regulacji ostatnich lat.

Nowe przepisy dotyczące przeciwdziałania wylesianiu już wkrótce nałożą na przedsiębiorców szereg obowiązków związanych m.in. z dokumentowaniem pochodzenia drewna, geolokalizacją, archiwizacją danych czy systemami należytej staranności. Problem w tym, że firmy nadal nie otrzymują jasnych i praktycznych wytycznych, jak te obowiązki realizować w praktyce.

„Branża meblarska nie boi się „ekologii” ani odpowiedzialnego pozyskiwania surowców. Polscy producenci mebli od lat działają zgodnie z wysokimi standardami środowiskowymi i doskonale rozumieją potrzebę ochrony lasów oraz budowania transparentnych łańcuchów dostaw. Problemem nie jest sam cel rozporządzenia EUDR, ale chaos interpretacyjny, który dziś towarzyszy jego wdrażaniu. Przedsiębiorcy nadal nie wiedzą, jak w praktyce realizować obowiązki wynikające z nowych przepisów. Firmy są odsyłane do treści rozporządzenia, ale nikt nie potrafi jednoznacznie odpowiedzieć, jak konkretne wymagania należy interpretować i wdrożyć w codziennej działalności przedsiębiorstwa. Firmy potrzebują praktycznych wytycznych, przykładów, jasnych interpretacji oraz informacji, jak przygotować procedury i dokumentację, aby działać zgodnie z prawem i uniknąć sankcji.” – podkreśla Krzysztof Zimny, Członek Rady OIGPM.

Zdaniem Izby obecny chaos informacyjny wokół EUDR powoduje narastającą frustrację wśród przedsiębiorców, którzy skarżą się na panującą dezinformację. Rynek zalewają komercyjne szkolenia, często oparte na niepełnych interpretacjach lub koncentrujące się głównie na straszeniu przedsiębiorców sankcjami. Tymczasem brakuje oficjalnego, praktycznego przekazu ze strony instytucji odpowiedzialnych za wdrażanie regulacji. Stawką jest bezpieczeństwo jednej z najważniejszych gałęzi polskiej gospodarki. Polska od lat należy do największych producentów i eksporterów mebli na świecie, a cały sektor daje pracę setkom tysięcy osób i stanowi jeden z filarów krajowego eksportu.

„Dziś największym problemem branży meblarskiej nie jest sama idea ochrony lasów, ale brak poczucia bezpieczeństwa prawnego. Przedsiębiorcy chcą działać zgodnie z przepisami, ale nie mogą funkcjonować w rzeczywistości, w której zamiast jasnych wytycznych otrzymują sprzeczne interpretacje, domysły i komercyjne szkolenia oparte bardziej na ideologizowaniu tematu niż na praktycznej wiedzy. Trudno oczekiwać od firm odpowiedzialności za wdrożenie regulacji, których nawet eksperci często nie potrafią jednoznacznie interpretować. Mówimy przecież o branży, która jest wizytówką polskiej gospodarki i jednym z liderów produkcji i eksportu na świecie. Tak strategiczny sektor powinien dziś otrzymać od państwa realne wsparcie, a nie jedynie obowiązki i ryzyko sankcji. Dodatkowo, w projekcie aktu krajowego dostrzegamy znamiona gold-platingu.” – zaznacza Krzysztof Zimny, odnosząc się do gold-platingu, czyli rozszerzania krajowych przepisów ponad unijne wymagania.

W skierowanym do Ministerstwa piśmie OIGPM zaapelowało o przygotowanie praktycznych szkoleń prowadzonych przez ekspertów Ministerstwa Klimatu i Środowiska oraz przedstawicieli organów odpowiedzialnych za kontrole przedsiębiorstw w zakresie EUDR. Według przedsiębiorców tylko takie rozwiązanie może zapewnić jednolitą interpretację przepisów i ograniczyć ryzyko rozbieżności, które w przyszłości mogłyby prowadzić do sankcji.

Izba podkreśla, że czasu na przygotowanie firm jest coraz mniej, a termin rozpoczęcia obowiązywania nowych przepisów zbliża się bardzo szybko. Dlatego konieczne jest natychmiastowe rozpoczęcie realnego dialogu z branżą meblarską oraz zapewnienie przedsiębiorcom praktycznej wiedzy potrzebnej do bezpiecznego funkcjonowania na rynku europejskim.

Inflacja zaskoczyła w Polsce i Niemczech. Rynki rewidują oczekiwania wobec stóp procentowych

Piątek przyniósł spore niespodzianki nad Odrą. Po obu stronach rzeki opublikowano indeksy wzrostu cen i w obu przypadkach wyniki były wyraźnie lepsze od oczekiwań. Może to oddalać podwyżki stóp zarówno w Polsce, jak i w strefie euro. Rozmowy pokojowe na Bliskim Wschodzie znów bez wyraźnych postępów, ale z dużymi nadziejami.

Niespodzianka w Polsce

Do piątku w mediach przewijały się jeszcze pytania o to, czy RPP będzie w najbliższym czasie podnosić stopy procentowe w Polsce. Powodem miał być fakt, że zdaniem analityków w maju mieliśmy przekroczyć cel inflacyjny. Nie doszło natomiast do przekroczenia i dodatkowo zamiast oczekiwanych 3,7%, zobaczyliśmy wynik 3,1%. Trzeba pamiętać, że to, iż w maju nie odczuliśmy spadku cen w naszych portfelach, nie oznacza, że statystycznie go nie było. Co ciekawe, według danych za obniżki odpowiada żywność, czyli coś, co teoretycznie jako konsumenci mogliśmy dostrzec. Nie zmienia to faktu, że odczyty te powodują, że nawet jeżeli rozmowy pokojowe nie będą szły zbyt sprawnie, jest szansa, że nie przekroczymy celu inflacyjnego. Jest to też sygnał osłabiający złotego i taki ruch oglądaliśmy po piątkowych publikacjach.

Niespodzianka również w Niemczech

W piątek poznaliśmy też dane o wzroście cen u naszych sąsiadów. Podobnie jak w Polsce odczyt okazał się niższy od oczekiwań. Różnica nie była aż tak duża, ale nadal zamiast prognozowanych 2,9%, zobaczyliśmy 2,6%. Jest to o tyle istotne, że Niemcy to największa gospodarka strefy euro. Jeżeli inflacja w tym kraju okazała się o tyle niższa, to może jednak nie dojdzie do zapowiadanych przez wielu analityków podwyżek stóp procentowych. Jeszcze kilka dni temu spodziewano się ich na posiedzeniu 11 czerwca. Obecnie ta data stoi pod znakiem zapytania. Oczywiście Niemcy nie są całą strefą euro i jeżeli inne państwa pokażą wysokie wyniki, to stopy i tak wzrosną. Tym bardziej, że w maju Francja i Włochy pokazały wzrosty. Połączone PKB Włoch i Francji, podobnie jak liczba ludności tych krajów, są jednak wyższe od Niemiec. Czeka nas pierwsze od dawna ciekawe posiedzenie EBC w przyszłym tygodniu. Jeżeli nie dojdzie do podwyżek stóp, powinien to być sygnał umacniający dolara względem euro.

Rozmowy pokojowe w martwym punkcie

Analiza rozmów pokojowych pomiędzy USA a Iranem ma swoją specyfikę. Od dłuższego czasu wszyscy mówią o przełomie, a konkretów jak nie było, tak nie ma. Nadal głównymi punktami spornymi pozostają program nuklearny, Cieśnina Ormuz i zniesienie sankcji. Rynek bardziej wierzy obecnie w długotrwałe zawieszenie broni niż w trwały pokój. W ten weekend doszło do wymiany kolejnych projektów porozumień. W międzyczasie miały miejsce obustronne ataki. Żadnej ze stron nie przeszkadza to, że dzieje się to w trakcie wstrzymania ognia. Rynki tym razem chyba dla odmiany mniej wierzą w nowe wersje porozumień, bo ropa naftowa od rana wyraźnie drożeje. Baryłka Brent poszła w górę już o 3 USD. Z drugiej strony, miniony tydzień przyniósł nam 12 USD spadku. Po takim ruchu 3 USD korekty nie są jeszcze czymś, co musi nas mocno martwić.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych dzień odczytów indeksów PMI.

Zmiana w zarządzie Banku Millennium. Marcin Dubno odpowie za obszar ryzyka

Z dniem 1 czerwca 2026 roku Rada Nadzorcza Banku Millennium powołała Marcina Dubno na stanowisko Członka Zarządu nadzorującego zarządzanie ryzykiem istotnym w działalności Banku Millennium.

Marcin Dubno ma ponad 25 lat doświadczenia zawodowego w bankowości. W tym czasie pełnił funkcje na stanowiskach kierowniczych i dyrektorskich związanych z ryzykiem kredytowym, underwritingiem oraz procesami decyzyjnymi. Swoją karierę zawodową rozwijał w dużych bankach komercyjnych między innymi w PKO BP (od lipca 2025 Dyrektor Zarządzający odpowiadający za Ryzyka Bankowości Korporacyjnej i Biznesowej) oraz Santander Bank Polska (w latach 2009-2025, ostatnio jako Zastępca Głównego Officera Kredytowego).

Był członkiem oraz przewodniczącym komitetów kredytowych, a także odpowiadał za nadzór nad procesami oceny ryzyka, podejmowaniem decyzji kredytowych oraz funkcjonowaniem struktur underwritingu. Zarządzał rozbudowanymi zespołami specjalistów ryzyka oraz uczestniczył w projektach rozwojowych i transformacyjnych w obszarze procesów kredytowych.

Jest absolwentem Szkoły Głównej Handlowej. Ukończył i zdał egzaminy na wszystkich trzech poziomach międzynarodowego certyfikatu Chartered Financial Analyst (CFA).

– W imieniu Rady Nadzorczej gratuluję Marcinowi Dubno objęcia stanowiska członka Zarządu Banku Millennium i życzę powodzenia w realizacji stojących przed nim ambitnych celów zapisanych w Strategii 2028 „Wartość i Wzrost”, w szczególności w obszarze wzmacniania kultury zarządzania ryzykiem, stabilności finansowej oraz długoterminowej wartości dla naszych klientów i akcjonariuszy – powiedziała Olga Grygier-Siddons, Przewodnicząca Rady Nadzorczej Banku Millennium.

– W imieniu wszystkich członków Zarządu i pracowników witam Marcina Dubno w zespole Banku Millennium. Jego wieloletnie doświadczenie w sektorze finansowym oraz szeroka perspektywa w zakresie ryzyka doskonale wpisują się w ambitne cele Strategii i jestem przekonany, że wpłyną na dalszy rozwój Banku Millennium – powiedział João Bras Jorge, Prezes Zarządu Banku Millennium.