Dino Polska z zarzutami UOKiK. Chodzi o porozumienie ograniczające kierowcom zmianę pracodawcy

0

Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów wszczął postępowanie przeciwko Dino Polska oraz czterem firmom przewozowym obsługującym centra dystrybucyjne tej sieci handlowej. Zarzuty otrzymało również pięciu menedżerów. Sprawa dotyczy podejrzenia zawarcia porozumienia ograniczającego konkurencję na rynku pracy.

Według UOKiK przedsiębiorcy mogli uzgodnić zasady, które utrudniały kierowcom ciężarówek zmianę pracodawcy. W praktyce mogło to oznaczać ograniczenie mobilności pracowników, słabszą pozycję negocjacyjną oraz gorsze warunki zatrudnienia niż w warunkach normalnej konkurencji między firmami.

Zarzuty dla Dino, firm transportowych i menedżerów

Postępowanie prowadzone jest przeciwko spółce Dino Polska oraz firmom: Euro Finannce, Jar-Trans, Martrans Logistics i Mati-Trans. Zarzuty usłyszało także pięć osób fizycznych: trzech menedżerów z Dino Polska oraz po jednym menedżerze z Martrans i Mati-Trans.

UOKiK wskazuje, że osoby te mogły być osobiście odpowiedzialne za niedozwolone ustalenia. W przypadku przedsiębiorców kara za udział w zmowie może wynieść do 10 proc. obrotu. Menedżerom grozi natomiast sankcja finansowa do 2 mln zł.

— Ograniczanie pracownikom możliwości zatrudnienia i zmiany pracy to praktyki kojarzące się z XIX wiekiem, a nie z nowoczesną gospodarką. Rynek pracy powinien opierać się na wolnym wyborze, negocjowaniu warunków zatrudnienia i uczciwym konkurowaniu firm o pracowników. Dlatego przedsiębiorcy, którzy łamią prawo, muszą się liczyć z poważnymi konsekwencjami — mówi prezes UOKiK Tomasz Chróstny.

Trzymiesięczna „karencja” dla kierowców

Z ustaleń Urzędu wynika, że firmy transportowe mogły uzgodnić, iż nie będą zatrudniać kierowców pracujących u innych uczestników porozumienia. Mechanizm miał obejmować tzw. okres karencji. Przez trzy miesiące kierowca nie mógł przejść do innego przewoźnika, który również obsługiwał sieć Dino.

W ocenie UOKiK tego typu ustalenia mogły ograniczać konkurencję między firmami o pracowników. Jeżeli przedsiębiorcy wiedzieli, że inni uczestnicy porozumienia nie będą przejmować ich kierowców ani oferować im lepszych warunków, mogli mieć mniejszą presję na podnoszenie wynagrodzeń czy poprawę warunków zatrudnienia.

Celem takich działań mogło być zatrzymanie dotychczasowych pracowników, ograniczenie rotacji oraz zmniejszenie kosztów rekrutacji. Skutki mogły jednak ponosić przede wszystkim kierowcy, których możliwość swobodnej zmiany pracy została ograniczona.

Dino miało odgrywać kluczową rolę

Według UOKiK inicjatorem i organizatorem systemu mogła być spółka Dino Polska. Urząd podejrzewa, że to ona weryfikowała, czy konkretny kierowca może wjechać na teren centrum dystrybucyjnego.

Ewentualne odstępstwa od przyjętych ustaleń miały wymagać zgody Dino. Spółka mogła także wywierać presję na przewoźników, aby nie zatrudniali kierowców objętych okresem „karencji”.

Istotną część materiału dowodowego Urząd pozyskał podczas przeszukań w siedzibach firm. Zebrane dowody mają wskazywać na możliwość funkcjonowania niedozwolonego porozumienia między przedsiębiorcami.

Czym są porozumienia no-poach?

Podejrzewana praktyka należy do kategorii tzw. no-poach agreements, czyli porozumień, w ramach których firmy uzgadniają, że nie będą zatrudniać lub aktywnie pozyskiwać pracowników od siebie nawzajem.

Takie ustalenia są zakazane, ponieważ wpływają na jeden z kluczowych elementów konkurencji między przedsiębiorcami — rywalizację o pracowników. Firmy konkurują bowiem nie tylko ceną produktów czy jakością usług, ale również warunkami pracy, wysokością wynagrodzeń i atrakcyjnością zatrudnienia.

W praktyce porozumienia no-poach mogą prowadzić do ograniczenia wzrostu płac. Pracownicy mają wtedy mniejsze możliwości negocjacyjne, bo potencjalni nowi pracodawcy nie konkurują o nich w normalny sposób.

UOKiK koncentruje działania na największych uczestnikach

Prezes UOKiK przeanalizował również możliwy udział innych firm transportowych w porozumieniu. Ostatecznie postępowanie objęło cztery przedsiębiorstwa przewozowe.

Urząd wyjaśnia, że część mniejszych podmiotów z sektora MŚP nie została objęta zarzutami, ponieważ ich potencjalny udział w praktyce oraz wpływ na konkurencję uznano za ograniczone. Takie podejście ma pozwolić na skupienie działań na podmiotach, które mogły najsilniej oddziaływać na rynek.

To nie pierwsze działania UOKiK na rynku pracy

Sprawa Dino i przewoźników wpisuje się w szersze działania UOKiK dotyczące praktyk ograniczających konkurencję na rynku pracy. Urząd prowadzi już postępowanie przeciwko Jeronimo Martins Polska i przewoźnikom.

Równolegle trwa także postępowanie wyjaśniające dotyczące praktyk sieci Lidl i jej kontrahentów oraz możliwej zmowy firm transportowych.

Dla UOKiK rynek pracy jest jednym z obszarów, w których prawo konkurencji ma coraz większe znaczenie. Urząd podkreśla, że niedozwolone porozumienia nie muszą dotyczyć wyłącznie cen towarów czy usług. Mogą obejmować również wynagrodzenia, zasady rekrutacji i możliwość zmiany zatrudnienia przez pracowników.

Co dalej?

Postawienie zarzutów nie oznacza jeszcze stwierdzenia naruszenia prawa. Postępowanie ma wyjaśnić, czy Dino Polska, firmy przewozowe oraz wskazani menedżerowie rzeczywiście uczestniczyli w niedozwolonym porozumieniu.

Jeżeli zarzuty się potwierdzą, przedsiębiorcom grożą wysokie kary finansowe. Dla menedżerów konsekwencje również mogą być dotkliwe, ponieważ prawo przewiduje osobistą odpowiedzialność osób zarządzających za udział w antykonkurencyjnych ustaleniach.

RPP bez podwyżki stóp? Ostatnie dane zmniejszają presję na zmianę kursu

Czy stopy procentowe w Polsce zostaną utrzymane na dotychczasowym poziomie? Ostatnie dane przybliżają nas do tej hipotezy, jednak ostateczny werdykt poznamy wtorkowego popołudnia. W tym czasie krajowa waluta pozostaje pod silnym wpływem czynników zewnętrznych. Jest to konsekwencja dynamicznie rozwijającej się sytuacji na Bliskim Wschodzie, skutkującej częstymi zmianami narracji nawet w ciągu jednej sesji.

Co mówią dane, a co zrobi RPP?

Ostatnie dni rzuciły nowe światło na obawy inflacyjne w naszym kraju. Pierwszą niespodzianką był piątkowy, wstępny odczyt CPI za maj. Wzrost cen konsumenckich o 3,1% r/r pozostał w celu NBP, mimo oczekiwanego skoku z 3,2% r/r do 3,7% r/r. Wczoraj rynki dostały kolejny konkret, a mianowicie publikacje PKB. Krajowa gospodarka rośnie w tempie 0,6% k/k (prognoza 0,5% k/k) i 3,5% r/r (prognoza 3,4% r/r).Tempo wzrostu cen niższe od prognozowanego w połączeniu z szybszym rozwojem koniunktury to otoczenie tonujące obawy niekontrolowanego pogorszenia sytuacji w kraju. Takiego zdania jest większość analityków, którzy wskazują brak ruchu na dzisiejszym posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej. Oznaczałoby to pozostawienie stopy referencyjnej przy 3,75%. Jeżeli tak się stanie, koszt pieniądza nadal będzie wyższy od statystycznego wzrostu cen konsumenckich w gospodarce, a to także nie wywiera presji na podwyżki. Jeżeli jednak by do niej doszło, rynki zostaną zaskoczone, a forex mógłby doświadczyć umocnienia krajowej waluty.

Złoty pod presją czynników zewnętrznych

Skoro żyjemy w otoczeniu wojennym, a media karmią nas mocno spolaryzowanymi informacjami, to na rynku pojawia się dużo emocji. Te rządzą wykresami, a ostatni pokaz mieliśmy wczoraj przed godziną 16:00. Poweekendowy zawód rynków dotyczący braku postępów w sprawie porozumienia na linii USA-Iran pogłębił się po południu. W związku z intensyfikacją ataków Izraela w Libanie, strona irańska zagroziła zawieszeniem rozmów pokojowych. To był trigger do wzrostu notowań ropy – odmiana amerykańska wieczorem podeszła w okolice 94,5 USD za baryłkę. Skutek był natychmiast widoczny również na rynku walutowym, gdzie obserwowaliśmy ucieczkę do dolara i odpływ kapitału z walut rynków wschodzących. Tuż po newsie kurs EUR/USD runął do 1,16 USD. W tym samym czasie tracił złoty. Notowania EUR/PLN wzrosły do 4,24 PLN, a USD/PLN przebił 3,65 PLN. Zamieszanie szybko jednak dobiegło końca i już we wtorek o poranku dominuje narracja, jakoby Trump uzgodnił zawieszenie broni między Izraelem a Hezbollahem. To otwiera drogę do dalszych negocjacji na linii USD-Iran. Efektem jest wymazanie wczorajszych ruchów i powrót na poziomy sprzed gwałtownych szarpnięć. Pozostaje jednak wiele wątpliwości co do trwałości (a raczej kruchości) aktualnej „stabilizacji”, a największą są odmienne poglądy i niezadowolenie premiera Izraela. W przypadku jakiegokolwiek wzrostu ryzyka możemy spodziewać się ponownej ucieczki kapitału z walut rynków wschodzących i umocnienia dolara.

Dane makro znowu w kąt

Skoro rynki finansowe przekierowały swoją uwagę na geopolitykę, nikły wpływ na notowania walutowe miały najnowsze dane o PMI i ISM dla przemysłu. Są to wskaźniki próbujące określić sentyment na najbliższe miesiące w badanej gałęzi gospodarczej. Przyjmują wartości od 0 do 100 pkt. Poziom neutralny znajduje się w połowie. Wszystko co powyżej 50 pkt. sugeruje rozwój, poniżej – dekoniunkturę. PMI ze strefy euro spadł z 52,2 pkt. do 51,6 pkt. Zniżka była jednak płytsza od prognozowanej do poziomu 51,4 pkt. Nieco później poznaliśmy raport ISM dla przemysłu. Wzrost amerykańskiego indeksu z 52,7 pkt. do 54 pkt. był silniejszy od oczekiwanego 53 pkt. Zatem obydwa odczyty pozostają w strefie rozwoju, jednak za oceanem sytuacja zdaje się wyglądać delikatnie korzystniej. Lepsze prognozy nie wymuszają na żadnym z banków centralnych obniżek stóp w celu poprawy sytuacji. Czy to kolejny znak, że przyszłotygodniowa podwyżka EBC może się zmaterializować? Wielu analityków sugeruje, że tak. Patrząc na wykres eurodolara, który po wczorajszej redukcji ryzyka geopolitycznego szybko wrócił z 1,16 USD na 1,165 USD, możemy również wywnioskować, że rynek fundamentalnie dostrzega we wspólnej walucie siłę, która jednak może zostać zachwiana wskutek eskalacyjnych doniesień z Bliskiego Wschodu.

 

 

Dawid Górnyanalityk w InternetowyKantor.pl

Euforia wokół spółek kwantowych. Niskie przychody, wysokie straty i wielkie oczekiwania

Ostatnie wyniki kwartalne spółek z sektora komputerów kwantowych ponownie wywołały silną falę zainteresowania inwestorów. Rynek zareagował klasycznie dla fazy wczesnej spekulacji technologicznej, czyli bardzo optymistycznie.

Inwestorzy koncentrują się na dynamice wzrostu przychodów i pierwszych oznakach komercyjnych kontraktów, jednocześnie w dużej mierze ignorują wciąż bardzo odległy etap dojrzałości technologii.

– Już w 2025 r. spółki te rosły na amerykańskiej giełdzie o kilkaset procent – mówi w rozmowie z MarketNews24 Mikołaj Sobierajski. – Teraz inwestorzy wśród tych spółek szukają Świętego Graala, mającego szanse na gigantyczne wzrosty w kolejnych latach.

Najbardziej wyróżniającym się raport przedstawiła spółka Quantum Computing Inc., która pokazała przychody na poziomie około 3,69 mln USD wobec zaledwie 39 tys. USD rok wcześniej, co oznacza wielokrotny wzrost bazy przychodowej. Wynik ten przebił oczekiwania analityków, które wynosiły około 3,13 mln USD. Jednocześnie spółka nadal pozostaje nierentowna i odnotowała istotną stratę netto rzędu około 4 mln USD, przy jednoczesnym wzroście kosztów operacyjnych. Mimo tego kurs akcji reagował bardzo dynamicznie, rosnąc o ponad 30% w jednej sesji, co pokazuje, jak silnie rynek dyskontuje przyszły potencjał zamiast bieżącej rentowności.

Rigetti Computing w I kw. 2026 r. osiągnęła około 4,4 mln USD przychodów, co oznacza wzrost o ponad 200% rok do roku i lekkie przebicie oczekiwań rynkowych. Spółka nadal generuje znaczące straty operacyjne rzędu około 26 mln USD w kwartale. Warto jednak podkreślić, że Rigetti zakończyło kwartał z bardzo mocną pozycją gotówkową sięgającą około 569 mln USD i praktycznie zerowym zadłużeniem, co daje mu relatywnie komfortowy bufor finansowy w dalszym rozwoju.

D-Wave Quantum przedstawiło bardziej złożony obraz. Przychody w kwartale wyniosły około 2,9 mln USD i były niższe rok do roku, co wynikało z efektu wysokiej bazy porównawczej. Jednocześnie spółka pokazała bardzo silny wzrost tzw. bookings, które wzrosły do około 33 mln USD z poziomu około 1,6 mln USD rok wcześniej. Oznacza to wielokrotny wzrost przyszłych zobowiązań kontraktowych i jest interpretowane przez rynek jako ważniejszy wskaźnik niż bieżące przychody w tak wczesnej fazie rozwoju. Strata operacyjna pozostaje jednak wysoka, przekraczając 30 mln USD.

– Inwestorzy ponownie uwierzyli w to, że komercjalizacja ich rozwiązań jest już bliska skoro tak bardzo wzrosły ich przychody w porównaniu do poprzednich lat – komentuje ekspert XTB.

Spółki raportują bardzo wysokie dynamiki wzrostu przychodów procentowo, ale z bardzo niskiej bazy, nominalnie są to nadal biznesy o niewielkiej skali. Wszystkie firmy pozostają nierentowne, a ich modele biznesowe są wciąż w fazie eksperymentalno-komercyjnej.

W branży nadal dominuje przekonanie, że pełna komercjalizacja komputerów kwantowych, rozumiana jako stabilne, skalowalne i szeroko używane zastosowania przemysłowe, pozostaje odległa. W wielu analizach i wcześniejszych ocenach wskazuje się, że realny moment szerokiego wdrożenia tej technologii może przypaść dopiero na początek kolejnej dekady.

Obecne zachowanie rynku wskazuje na wyraźne oderwanie wyceny od bieżącej fazy rozwoju technologii. Inwestorzy zdają się w dużej mierze dyskontować scenariusz bardzo szybkiej adopcji, mimo że zarówno struktura przychodów, jak i poziom strat oraz charakter kontraktów sugerują, że sektor pozostaje na etapie wczesnej eksploracji rynku, a nie jego realnej komercjalizacji.

– Komercjalizacja tej technologii to dopiero kwestia przyszłej dekady i jest to optymistyczna wersja przedstawiana przez ekspertów od komputerów kwantowych – dodaje M.Sobierajski z XTB. – Nie należy spodziewać się jednak ich szerokiej komercjalizacji.

W efekcie mamy do czynienia z klasycznym dla nowych technologii etapem silnej euforii rynkowej, w którym narracja o przyszłym potencjale dominuje nad twardymi fundamentami finansowymi, a wyceny zaczynają odzwierciedlać bardziej oczekiwania niż aktualny stan rozwoju branży.

Rynek czekał jednak przede wszystkim na wynik kwartalny Nvidii, który miał zadecydować o nastroju inwestorów. Nvidia zamknęła sezon wyników z hukiem. Kolejny rekordowy kwartał i pobicie oczekiwań zarówno w ujęciu przychodów, jak i zysków. Tego rekordu jednak nie było widać na kursie spółki. Mimo że spółka znajduje się blisko szczytu, to po publikacji fenomenalnych wyników zanotowała ona spadki.

Przychody Nvidii wzrosły w Q4 2025 do 68,12 mld USD wobec 39,331 mld USD w Q4 2024. Jest to fantastyczny wzrost. Dlaczego jednak w tym samym czasie zapasy wzrosły z 10 mld USD do 21,4 mld USD, jeśli na rynku jest taki niedobór? Nie wiadomo czy wzrost wartości zapasów jest tak duży, by wytłumaczyć wzrost większy o niemal 40%.

Nowy model Veeam ma pomóc firmom ocenić realną gotowość do bezpiecznego AI

Niemal 70% przedsiębiorstw na świecie wykorzystuje już sztuczną inteligencję w wielu obszarach działalności lub traktuje ją jako jeden z kluczowych elementów operacyjnych – wynika z badania Emerald Research Group przeprowadzonego na zlecenie Veeam. Jednocześnie aż czterech na pięciu menedżerów uważa, że ich firmy będą gotowe do bezpiecznego rozwijania AI w ciągu najbliższych dwóch lat.

Jednak za deklaracjami często nie stoją konkretne mechanizmy kontrolne. Blisko połowa respondentów przyznała, że przekonanie o gotowości firmy wynika bardziej z intuicji niż z możliwości przedstawienia weryfikowalnych dowodów potwierdzających bezpieczeństwo i zgodność z regulacjami ich środowisk AI.

Rosnąca luka zaufania

Zarządy przedsiębiorstw coraz częściej przekonują się, że wdrożenie AI jest znacznie prostsze niż późniejsze utrzymanie nad nią pełnej kontroli. Dotyczy to szczególnie firm rozwijających autonomiczne agenty AI, które działają z szybkością maszynową i podejmują decyzje na podstawie ogromnych zbiorów danych. W takich warunkach brak widoczności, odpowiedzialności i nadzoru staje się czynnikiem realnego ryzyka biznesowego.

Ponieważ systemy AI w coraz większym stopniu zależą od dostępu do danych, wyzwaniem nie jest już wyłącznie samo wdrożenie sztucznej inteligencji, ale zapewnienie, że dane, na których się opiera, są zaufane, właściwie zarządzane i odporne.

Jak wynika z badania Veeam, ponad połowa firm w ciągu ostatnich 18 miesięcy ograniczyła zakres projektów związanych ze sztuczną inteligencją, 4 na 10 odnotowały opóźnienia, a 28% całkowicie zamknęło wybrane inicjatywy. Co istotne, przyczyny problemów mają głównie charakter operacyjny, a nie techniczny – respondenci wskazywali przede wszystkim na niedobory kompetencji, trudności integracji AI z istniejącymi procesami, niepewność regulacyjną oraz wyzwania związane z jakością danych i możliwością wyjaśnienia działania algorytmów.

Wiele firm bardzo szybko przechodzi od eksperymentów do produkcyjnego wykorzystania sztucznej inteligencji, ale równocześnie nie buduje w tym samym tempie mechanizmów nadzoru, bezpieczeństwa i odpowiedzialności. W efekcie zarządy często nie mają pełnego obrazu rzeczywistego poziomu ryzyka.

Dodatkowym wyzwaniem pozostaje kwestia gotowości do poddania się kontroli przez podmioty zewnętrzne. Chociaż większość przedsiębiorstw deklaruje posiadanie formalnych reguł zarządzania AI, tylko około jedna trzecia byłaby w stanie natychmiast przedstawić pełną dokumentację wymaganą przez regulatora lub audytora. W praktyce oznacza to, że tempo wdrażania AI wyprzedza rozwój procedur zapewniających zgodność i bezpieczeństwo.

Potrzebny jest obiektywny model oceny

W odpowiedzi na wyzwania, z którymi mierzą się przedsiębiorstwa wdrażające sztuczną inteligencję, Veeam Software opracował Data and AI Trust Maturity Model – model opracowany po to, aby pomagać organizacjom oceniać i porównywać ich podejście do zarządzania AI. Jest on przygotowany na podstawie badań Emerald Research Group i zweryfikowany we współpracy z klientami. Umożliwia organizacjom nie tylko ocenę własnego podejścia do AI, ale także porównanie go z praktykami innych firm oraz identyfikację obszarów wymagających wzmocnienia.

Model nie ogranicza się do analizy środowisk AI. Sprawdza również, jak faktycznie działają mechanizmy kontroli, procesy ładu zarządczego oraz codzienne reguły operacyjne. Ocenia dojrzałość organizacji w 12 wymiarach i pokazuje jej rozwój na pięciu etapach – od działań reaktywnych i rozproszonych po zaawansowane, samodoskonalące się przedsiębiorstwa.

Etapy te pokazują, jak firmy przechodzą od doraźnych działań do spójnego, proaktywnego i stale doskonalonego podejścia do zarządzania danymi, sztuczną inteligencją oraz ryzykiem. Im wyższy poziom dojrzałości, tym większa zdolność organizacji do wykazania, że zachowuje ona kontrolę nad środowiskami AI, potrafi jasno określać odpowiedzialność i budować zaufanie do wykorzystywanych rozwiązań.

12 wymiarów modelu obejmuje kluczowe obszary, takie jak kontekstowe rozumienie danych, strategia zarządzania ryzykiem związanym z danymi, zarządzanie tożsamością i dostępem, bezpieczeństwo AI i systemów agentowych, bezpieczeństwo danych, zgodność z regulacjami oraz ochrona prywatności. Lista ta uwzględnia także kopie zapasowe i odzyskiwanie danych, architekturę i mobilność danych, odporność systemów AI i systemów agentowych, a także gotowość podmiotu do rozwijania i wdrażania sztucznej inteligencji.

Łącząc te elementy, model daje pełny obraz tego, jak firma zarządza danymi, bezpieczeństwem i odpornością. Dzięki temu liderzy mogą wskazać luki, wzmocnić mechanizmy kontroli i ustalić priorytety działań potrzebnych do bezpiecznego, odpornego i godnego zaufania skalowania AI.

Od diagnozy do planu działania

Framework będzie wykorzystywany przez specjalistów Veeam do świadczenia usługi Data and AI Trust Maturity Assessment. Jej celem jest skonfrontowanie deklarowanej gotowości przedsiębiorstw z rzeczywistym stanem ich środowiska AI. Efektem przeprowadzanej ewaluacji ma być nie tylko punktowa ocena dojrzałości firm, ale również porównanie wyników z innymi podmiotami oraz wskazanie obszarów wymagających poprawy. Klienci otrzymają także praktyczną mapę działań zwiększających poziom zaufania do AI oraz raporty wspierające zarządy podczas audytów i procesów nadzorczych.

Takie podejście jest szczególnie istotne w czasach, gdy sztuczna inteligencja coraz częściej staje się elementem krytycznych procesów biznesowych. Wraz z rozwojem autonomicznych agentów AI firmy muszą być w stanie nie tylko korzystać z nowych możliwości, ale również rozumieć sposób działania tych systemów, kontrolować ich decyzje oraz móc udowodnić zgodność z wymaganiami regulacyjnymi.

Dojrzałość w obszarze sztucznej inteligencji nie jest już wyłącznie kwestią innowacyjności, ale także zaufania do danych, ładu zarządczego i odporności. W najbliższych latach zdolność do wykazania kontroli nad danymi i środowiskami AI będzie miała kluczowe znaczenie dla tego, jak przedsiębiorstwa będą mogły skalować AI, utrzymywać zgodność z regulacjami oraz budować zaufanie klientów, partnerów i regulatorów.

Co piąty pracownik na świecie korzysta z AI niemal codziennie. Polska i Europa w tyle

  • Połowa pracowników na świecie korzysta z AI kilka razy w tygodniu, w tym co piąty (20%) korzysta z niej niemal codziennie
  • W Polsce 12% pracowników korzysta z AI niemal codziennie, a 28% – kilka razy w tygodniu
  • Zaawansowani użytkownicy AI deklarują wyższe zaangażowanie i mniejszy negatywny stres niż osoby niekorzystające, ale częściej kwestionują swoją produktywność.

Generatywna sztuczna inteligencja[1] jest już częścią codziennej pracy. Według najnowszej edycji raportu ADP Research „People at Work 2026” średnio 30% pracowników na świecie korzysta z niej wiele razy w tygodniu, a co piąty pracownik – prawie codziennie. To pokazuje, jak szybko technologia ta stała się rutynowym narzędziem pracy.

Polska jednak znacząco odbiega od światowej czołówki. W naszym kraju do codziennego korzystania z programów zaliczanych do genAI przyznaje się 12% badanych. Kolejne 28% używa ich w pracy kilka razy w tygodniu. Średnią światową podnoszą rynki wschodzące. W Europie korzystanie z generatywnej sztucznej inteligencji jest umiarkowane. Niższe od Polski nasycenie AI występuje np. w Szwecji, Francji i Czechach. Liderami są Szwajcaria (21% codziennego stosowania) oraz Wielka Brytania (20%).

30% pracowników korzystających z AI na co dzień deklaruje pełne zaangażowanie w swoje obowiązki. Jednak badanie ADP obnaża drugą stronę medalu: stosunek do własnej produktywności. Osoby regularnie pracujące z AI aż czterokrotnie częściej oceniają swoją efektywność jako niższą w porównaniu z tymi, którzy z technologii nie korzystają wcale. To sugeruje, że głęboka integracja AI z codzienną rutyną obniża satysfakcję z własnych dokonań. Ponieważ narzędzia te przejmują powtarzalne zadania i otwierają przestrzeń na działania strategiczne, tradycyjne wskaźniki efektywności przestają działać. Firmy pilnie potrzebują nowych metod i kryteriów oceny pracy swoich zespołów.

– AI redefiniuje dotychczasowy model pracy, który – jak wyraźnie widać – przestał gwarantować pracownikom poczucie efektywności. Sama nauka nowych narzędzi to za mało; kluczem jest umiejętność płynnego wdrożenia ich w codzienne procesy. Tylko wtedy będziemy w stanie precyzyjnie zidentyfikować, gdzie pojawiają się realne wzrosty, a gdzie spadki produktywności. Taka wiedza pozwala na mądre zarządzanie technologią i uwolnienie czasu na zadania, które wymagają kreatywności, ludzkiego osądu oraz bezpośrednich relacji. To także jasna wskazówka dla pracodawców: organizacje muszą pilnie zainwestować w szkolenia dedykowane efektywnej kooperacji z AI, strategicznemu planowaniu pracy oraz nowoczesnej ocenie wyników – mówi Anna Barbachowska, dyrektorka HR w ADP Polska.

Regularne korzystanie z AI zwiększa zaangażowanie i redukuje stres w pracy

Wykorzystanie sztucznej inteligencji może znacząco wpływać na poprawę komfortu pracy (employee experience). Według badania zaledwie 11% osób codziennie korzystających z AI odczuwa negatywny stres – to ponad dwukrotnie mniej niż w przypadku pracowników, którzy nie używają tych narzędzi (23%). Zaawansowani użytkownicy AI częściej deklarują, że pracują zespołowo, oraz wykazują większe zadowolenie ze swoich zespołów i cech współpracowników. Co ciekawe, osoby korzystające z AI niemal każdego dnia rzadziej obawiają się likwidacji swojego stanowiska. Wskazuje to na silny związek między regularnym używaniem nowoczesnych technologii a poczuciem stabilności i pewnością siebie w sferze zawodowej.

AI nie tylko zmienia sposób wykonywania pracy, ale też stosunek pracownika do osiąganych efektów. Z naszych danych wynika jednak ciekawy paradoks: ceną za wyższe zaangażowanie i niższy poziom stresu bywa obniżone poczucie własnej produktywności. To ogromne pole do popisu dla liderów organizacji. Pracodawcy, którzy aktywnie wspierają zespoły we wdrażaniu nowych nawyków technologicznych, mogą stworzyć środowisko, w którym sztuczna inteligencja przestaje być czynnikiem rozpraszającym, a staje się pełnoprawnym cyfrowym współpracownikiem – mówi Nela Richardson, główna ekonomistka ADP.

Najczęściej AI używa Hinduska, a najrzadziej – Japończyk

Stopień adaptacji sztucznej inteligencji wyraźnie różni się w zależności od regionu. Globalnymi liderami pod względem codziennego wykorzystania AI są Indie (41%), Nigeria (39%) oraz Wietnam (36%). Na drugim biegunie jest Japonia (8%), Szwecja (10%), Holandia (11%).

Raport odzwierciedla też kluczowe trendy na badanych rynkach, które mają wpływ na wykorzystanie AI w pracy w zależności od grupy demograficznej i typu pracy.

  • Wiek a AI: W Polsce po sztuczną inteligencję najchętniej sięgają najmłodsi pracownicy w wieku 18–24 lata (16% korzysta z niej niemal codziennie). W starszych grupach wiekowych odsetek ten stopniowo spada, osiągając 8% wśród osób powyżej 55. roku życia. Zupełnie inaczej sytuacja wygląda w Chinach, gdzie nasycenie tą technologią jest wyższe w najstarszej badanej grupie (19%) niż w najmłodszej (16%).
  • Geografia płci: W Polsce kobiety i mężczyźni korzystają z genAI niemal w równym stopniu. Duże różnice pod tym względem występują w USA: 53% mężczyzn i 33% kobiet sięga po AI co najmniej kilka razy w tygodniu. Z kolei w Egipcie to 64% mężczyzn i 81% kobiet, a w Wietnamie – 66% mężczyzn i 76% kobiet. 44% kobiet w Indiach sięga po AI niemal codziennie – to światowy rekord. Wśród mężczyzn najniższy wskaźnik ma Japonia (8%).
  • Wielkość organizacji: W Polsce skala przedsiębiorstwa nie ma znaczenia – po genAI równie często sięgają pracownicy firm zatrudniających do 250 osób, jak i korporacji liczących powyżej tysiąca zatrudnionych. Z kolei na rynkach wschodzących, takich jak Indie, Nigeria czy Wietnam, codzienne wykorzystanie AI wyraźnie rośnie wraz z wielkością organizacji.
  • Rosnące zaufanie: Polacy stopniowo oswajają nową technologię. Obecnie 11% badanych uważa, że AI stanowi realne wsparcie w codziennych obowiązkach (wzrost z 9% rok do roku). Jednocześnie poziom obaw pozostaje stabilny – utraty zatrudnienia na rzecz algorytmów wciąż obawia się 7% respondentów. Pozytywne nastawienie najszybciej rośnie wśród najmłodszych (do 24. roku życia) – skok z 11% do 15% w ciągu roku.
  • Podział według profesji: Pozytywne odczucia wobec AI rosną też powoli w zależności od rodzaju kwalifikacji. Obecnie w Polsce 15% pracowników umysłowych uważa, że AI pozytywnie wpłynie na ich pracę w najbliższym czasie (rok temu – 13%). Wskaźnik ten też nieco wzrósł wśród pracowników wykonujących zaawansowane prace fizyczne z 10% do11%). Nie zmienił się natomiast wśród osób, których praca polega na wykonywaniu powtarzalnych czynności (4%).

O metodologii raportu „People at work 2026”

Raport „People at Work 2026” zawiera wyniki badania ilościowego przeprowadzonego przez ADP Research w ramach corocznego Global Workforce Survey, w którym wzięło udział ponad 39 tys. pracujących dorosłych na 36 rynkach. Celem badania było poznanie nastrojów pracowników na świecie i przeanalizowanie, jak radzą sobie oni ze złożonością zmieniającego się świata. Raport przedstawia dane dotyczące nastrojów pracowników, przefiltrowane według regionu geograficznego, rodzaju pracy i innych aspektów, stanowiąc precyzyjny i szczegółowy obraz globalnego świata pracy. Wyniki który może być wykorzystany do lepszego zrozumienia ich zasobów i stymulowania rozwoju poprzez podejmowanie decyzji dotyczących talentów w oparciu o dane.

W Global Workforce Survey zebrano odpowiedzi w okresie od 21 lipca do 4 sierpnia 2025 r. z losowej próby, podzielonej według wieku i płci, ponad 39 tys. pracowników z 36 krajów, aby umożliwić regionalne i rynkowe porównanie nastrojów pracowników. Respondenci pochodzili z różnych branż, mieli różne wykształcenie, wykonywali pracę stacjonarną i zdalną, prezentowali różne stopnie zaawansowania i różne zestawy kompetencji. Rekrutowali się zarówno spośród stanowisk kierowniczych, jak i indywidualnych, z organizacji różnej wielkości.

[1] Badani byli pytani o częstotliwość używania programów i aplikacji takich jak ChatGPT, Gemini Midjourney i podobne.

Obowiązkowy KSeF w 2026 roku. Dlaczego sam rządowy system nie wystarczy Twojej firmie?

Cyfrowa transformacja polskiego biznesu właśnie weszła w swoją najbardziej decydującą fazę. Wprowadzenie Krajowego Systemu e-Faktur (KSeF) to jedna z największych zmian w polskiej księgowości ostatnich lat, która bezpowrotnie zmienia zasady gry w zarządzaniu dokumentami. Od 2026 roku każda firma w Polsce ma obowiązek odbierać i wystawiać faktury ustrukturyzowane, co oznacza definitywny koniec ery tradycyjnych papierów i luźnych plików PDF. Nowe przepisy nakładają na firmy i księgowość zupełnie nowe obowiązki.

Dla wielu przedsiębiorców naturalnym odruchem było założenie, że skoro system jest rządowy i obowiązkowy, to darmowe, ministerialne narzędzia udostępnione na portalach publicznych będą w zupełności wystarczające do prowadzenia biznesu. Rzeczywistość rynkowa w 2026 roku brutalnie jednak weryfikuje to podejście. Sama rządowa platforma to jedynie techniczna bramka – narzędzie czysto przesyłowe, a nie system stworzony do wygodnej, codziennej pracy w firmie. Dlaczego warto poszukać lepszego rozwiązania i jak nowoczesna technologia może uratować Twój biznes przed informacyjnym chaosem?

Dlaczego sam dostęp do KSeF nie zapewnia wygodnej pracy?

Krajowy System e-Faktur w swoim podstawowym założeniu służy administracji skarbowej do monitorowania obrotu gospodarczego w czasie rzeczywistym. Ministerialna platforma operuje na tzw. plikach XML. Dla ludzkiego oka taki plik to nieczytelny ciąg linii kodu, znaczników i skomplikowanych danych technicznych. Kiedy logujesz się na rządową stronę, uzyskujesz po prostu suchy wgląd do bazy danych. Nie znajdziesz tam jednak przejrzystego, intuicyjnego panelu, który ułatwiłby kategoryzację wydatków, opisywanie dokumentów czy bieżącą analizę finansową.

Używanie wyłącznie ministerialnej bramki wiąże się z szeregiem wyzwań, które na dłuższą metę paraliżują działanie przedsiębiorstwa. Każdorazowe sprawdzanie, czy kontrahent wystawił fakturę, wymaga ręcznego logowania i autoryzacji Profilem Zaufanym lub tokenem. Rządowy system nie wyśle do Ciebie powiadomienia, że na Twój NIP wpłynął nowy koszt. Co więcej, na państwowej platformie nie opiszesz faktury merytorycznie dla swojej księgowej i nie powiążesz jej z konkretnym projektem.

Z tego powodu przedsiębiorcy masowo sięgają po rozwiązania komercyjne, takie jak aplikacja do KSeF Scanye. Scanye pobiera dane z rządowej bramki automatycznie co dwie godziny, bez jakiegokolwiek udziału użytkownika, i zamienia surowy kod XML w czytelny i tradycyjny obraz faktury. Informację o nowym dokumencie kosztowym otrzymujesz natychmiast na telefon lub komputer, dzięki czemu od pierwszego dnia zyskujesz pełną kontrolę i święty spokój.

Jak automatyczne ścieżki akceptacji kosztów w Scanye chronią Twój budżet?

W małych, średnich i dużych organizacjach proces opłacania faktur bywa skomplikowany. Tradycyjnie dokument musiał fizycznie wędrować od pracownika, który dokonał zakupu, przez kierownika działu, aż po dyrektora finansowego lub właściciela firmy, który ostatecznie zlecał przelew. W świecie cyfrowych e-faktur ten rozproszony model bez centralnego systemu zarządzania natychmiast generuje straty finansowe i operacyjne. Brak jasnej odpowiedzialności sprawia, że dokumenty mogą utknąć w gąszczu maili, co prowadzi do opóźnień w płatnościach i narastających odsetek.

Koniec z chaosem i zaginionymi fakturami

Nowoczesna platforma Scanye dla firm i działów księgowych całkowicie rewolucjonizuje ten proces. Narzędzie pozwala wdrożyć wewnątrz firmy automatyczne ścieżki akceptacji kosztów (tzw. workflow), w pełni dopasowane do struktury organizacyjnej Twojego przedsiębiorstwa. Jak to działa w praktyce?

  1. Automatyczne pobranie i filtr: Faktura trafia z KSeF bezpośrednio do Scanye.

  2. Inteligentny podział: Na podstawie ustalonych wcześniej w systemie kategorii wydatku lub po nazwie kontrahenta system automatycznie przypisuje fakturę do właściwej osoby lub osób decyzyjnych.

  3. Weryfikacja merytoryczna: Kierownik projektu dostaje powiadomienie i jednym kliknięciem potwierdza zasadność kosztu na swoim smartfonie, zanim dokument w ogóle trafi do kolejki księgowej.

  4. Wielopoziomowość: Możesz tworzyć zaawansowane reguły – np. wydatki powyżej 10 000 zł wymagają dodatkowej akceptacji dyrektora zarządzającego lub CFO.

Dzięki temu zyskujesz 100% szczelności procesów kosztowych w firmie. Każda decyzja zakupowa zostawia trwały cyfrowy ślad (dokładnie wiadomo, kto i kiedy zatwierdził dany wydatek), co stanowi potężną ochronę prawną podczas ewentualnych audytów czy kontroli skarbowych.

Kontrola rentowności małej firmy i JDG na wyciągnięcie ręki

Dla właścicieli jednoosobowych działalności gospodarczych (JDG) oraz mikroprzedsiębiorstw największą zmorą bywa codzienna „papierologia”. Tracenie godzin na ręczne przepisywanie danych do arkuszy kalkulacyjnych czy dowożenie segregatorów z dokumentami do biura rachunkowego pod koniec miesiąca to marnowanie potencjału, który można przeznaczyć na rozwój biznesu i pozyskiwanie klientów. Co gorsza, dowiadywanie się o aktualnej sytuacji finansowej firmy dopiero ex post (czyli po zamknięciu miesiąca przez biuro rachunkowe) uniemożliwia szybkie reagowanie na spadki marży.

Wdrożenie Scanye drastycznie zmienia tę sytuację. Narzędzie to nie jest jedynie odpowiedzią na twardy obowiązek prawny, ale staje się systemem wsparcia biznesowego. Bieżąca kontrola rentowności małej firmy staje się niezwykle prosta dzięki zaawansowanym funkcjom kategoryzacji i oznaczania wydatków. Już na etapie akceptacji faktury możesz przypisać dany wydatek do konkretnego klienta czy zlecenia. W efekcie w czasie rzeczywistym widzisz, które projekty generują oczekiwane zyski, a gdzie koszty zaczynają niebezpiecznie wymykać się spod kontroli.

Obsługa kosztów spoza systemu KSeF

Warto pamiętać, że Krajowy System e-Faktur w 2026 roku nie obejmuje absolutnie wszystkich dokumentów finansowych. W codziennym prowadzeniu biznesu wciąż stykasz się z wydatkami, które nie przechodzą przez rządową bramkę – są to m.in. faktury zagraniczne od zagranicznych kontrahentów, dokumenty od podmiotów zwolnionych z VAT czy drobne paragony (np. za paliwo czy parkingi opłacane gotówką). Gdybyś korzystał wyłącznie z rządowego portalu, te dokumenty musiałbyś gromadzić i rozliczać zupełnie osobnymi, tradycyjnymi kanałami.

Scanye eliminuje tę dwoistość. Aplikacja posiada wbudowany, inteligentny system OCR. Jeśli otrzymasz papierowy paragon po prostu zrobisz mu zdjęcie smartfonem a plik znajdzie się w systemie, w przypadku faktury zagranicznej otrzymanej na maila – plik wgrasz z komputera do panelu. System automatycznie odczyta kwoty, stawki podatkowe oraz dane dostawcy i połączy je w jednym, przejrzystym widoku z fakturami pobranymi z KSeF.

Dzięki temu Twoja księgowość zyskuje komplet danych, a Ty zyskujesz bezcenny czas i pewność, że żaden koszt nie zginie w portfelu czy samochodowym schowku. Scanye integruje się z 13 najpopularniejszymi programami księgowymi w Polsce (np. Comarch ERP Optima, InsERT, Symfonia), co oznacza, że Twoje biuro rachunkowe jednym kliknięciem pobierze gotową, zweryfikowaną przez Ciebie paczkę danych bez konieczności ręcznego wklepywania dokumentów.

W erze KSeF w 2026 roku wygrywają te firmy, które zamiast traktować nowe prawo jako bolesną konieczność, wykorzystują je jako pretekst do pełnej, nowoczesnej cyfryzacji. Zainstalowanie intuicyjnej aplikacji Scanye na komputerze oraz smartfonie (iOS/Android) zajmuje tylko chwilę, a korzyści w postaci zaoszczędzonego czasu, idealnego porządku w finansach i pełnej ochrony przed chaosem biurokracji będą procentować przez długie lata.

Spór z PFRON zagroził płynności firmy. Rzecznik MŚP mówi o zasadzie proporcjonalności

Minister Agnieszka Majewska, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców kontynuuje działania w sprawie przedsiębiorstwa zatrudniającego osoby z niepełnosprawnościami, które znalazło się na granicy utraty płynności finansowej w wyniku działań Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. Sprawa dotyczy wielomiesięcznego sporu administracyjnego, którego konsekwencje mogą oznaczać likwidację miejsc pracy dla osób wymagających szczególnego wsparcia na rynku pracy.

Ten przypadek pokazuje, jak ogromne znaczenie ma przestrzeganie zasady proporcjonalności oraz rzetelne prowadzenie postępowań administracyjnych. Mówimy o przedsiębiorstwie, które zatrudnia osoby z niepełnosprawnościami i realizuje ważną społecznie funkcję. Tymczasem skutki decyzji administracyjnych doprowadziły firmę do sytuacji zagrażającej jej dalszemu funkcjonowaniumówi Agnieszka Majewska, Rzecznik MŚP.

Przedsiębiorca został zobowiązany do zwrotu środków otrzymanych z PFRON z tytułu dofinansowania wynagrodzeń pracowników z niepełnosprawnościami. Podstawą decyzji miały być stwierdzone nieprawidłowości związane z terminowością rozliczeń składek. Wojewódzki Sąd Administracyjny uchylił jednak zaskarżoną decyzję, wskazując na niewystarczające przeprowadzenie postępowania dowodowego oraz konieczność szczegółowej analizy dokumentacji przedstawionej przez przedsiębiorcę.

Niezmiennie stoję na stanowisku, że organy publiczne powinny działać w sposób uwzględniający nie tylko formalny wymiar sprawy, lecz także jej skutki gospodarcze i społeczne. Nie można akceptować sytuacji, w której konsekwencje błędów proceduralnych lub niejednoznaczności interpretacyjnych prowadzą do zagrożenia działalności przedsiębiorstwa oraz miejsc pracy osób z niepełnosprawnościamipodkreśla Agnieszka Majewska.

Rzecznik MŚP skierowała w tej sprawie wystąpienia do właściwych instytucji państwowych, domagając się wyjaśnień dotyczących sposobu prowadzenia postępowań oraz zastosowanych mechanizmów kontrolnych. Za konieczne uważa zapewnienie przedsiębiorcy ochrony prawnej oraz prowadzenie działań zgodnie z konstytucyjnymi zasadami zaufania obywatela do państwa i pewności prawa.

Państwowe instrumenty wsparcia powinny wzmacniać aktywność zawodową osób z niepełnosprawnościami, a nie prowadzić do destabilizacji podmiotów, które takie miejsca pracy tworzą. Każda sprawa wymagająca mojej interwencji jest analizowana przez pryzmat przepisów oraz skutków, jakie wywołuje dla przedsiębiorców, pracowników i ich rodzindodaje Minister Majewska.

Warto podkreślić, że sytuacja na lokalnym rynku pracy należy do trudniejszych niż średnio w kraju. Stopa bezrobocia w powiecie tucholskim w 2024 r. wyniosła 10,7 proc., podczas gdy średnia krajowa wynosiła 5,1 proc. Dla osób z niepełnosprawnościami znalezienie zatrudnienia jest zwykle jeszcze większym wyzwaniem niż dla pozostałych mieszkańców. Dlatego też sytuacja Tuchmetu wykracza poza sam spór administracyjny. Dotyczy również bezpieczeństwa zawodowego osób, które na lokalnym rynku pracy mają zdecydowanie mniej możliwości znalezienia nowego zatrudnienia niż mieszkańcy dużych miast.

Zespół Biura Rzecznika MŚP będzie monitorować dalszy przebieg postępowania oraz podejmować działania na rzecz ochrony praw przedsiębiorcy i zatrudnionych przez niego osób z niepełnosprawnościami.

Amerykański przemysł z mocnym odczytem PMI, ale źródła wzrostu budzą wątpliwości

Potwierdzony został silny wzrost aktywności w amerykańskim przemyśle. Majowy ostateczny odczyt PMI na poziomie 55,1 (wstępny szybki odczyt kształtował się na poziomie 55,3) potwierdza wyraźne ożywienie sektora, jednak jego źródła nie są w pełni trwałe. Warto zaznaczyć – jest to najmocniejszy odczyt wskaźnika od połowy 2022 roku. Dane wskazują, że znaczną część wzrostu napędza gromadzenie zapasów przez firmy, które obawiają się dalszych wzrostów cen i zakłóceń w łańcuchach dostaw. Jednocześnie presja kosztowa pozostaje bardzo wysoka – ceny surowców rosną najszybciej od kilku lat, co zwiększa ryzyko utrzymania podwyższonej inflacji w gospodarce. Negatywnym sygnałem jest także utrzymujący się spadek eksportu, obciążonego napięciami geopolitycznymi i barierami handlowymi. W efekcie obecne dobre wyniki przemysłu mogą okazać się przejściowe, a ich wyhamowanie jest prawdopodobne, gdy efekt budowania zapasów zacznie wygasać.

Mercator Medical z 15,4 mln zł EBITDA w I kwartale 2026 r.

Grupa Mercator Medical, producent rękawic jednorazowych i dystrybutor materiałów medycznych, w I kwartale 2026 r. zaraportowała stabilny poziom przychodów ze sprzedaży o wartości 145,6 mln zł, wobec 147,6 mln zł w analogicznym okresie w ubiegłym roku. Marża brutto na sprzedaży produktów i towarów wzrosła o 35,9% r/r do 38 mln zł. Wynik EBITDA osiągnął 15,4 mln zł, co oznacza wzrost o 185% w porównaniu do 5,4 mln zł rok wcześniej. Z kolei zysk netto Grupy wyniósł 12,9 mln zł, wobec 30,3 mln zł w I kwartale ubiegłego roku – znacząca różnica na zysku netto wynika głównie z nadwyżki dodatnich różnic kursowych nad ujemnymi ujętej w przychodach finansowych, która wyniosła 19,4 mln zł w I kw. 2025 wobec 0,9 mln zł w I kw. 2026.  W I kwartale br. Grupa Mercator Medical sprzedała łącznie niemal 1,6 mld szt. rękawic, co stanowi 11% wzrost r/r.

–– W pierwszym kwartale zrealizowaliśmy kluczowe cele sprzedażowe, wzmacniając pozycję Grupy na najważniejszych rynkach oraz poprawiając efektywność operacyjną. Wpływ na otoczenie rynkowe miała również sytuacja w rejonie cieśniny Ormuz, oddziałująca na podaż i ceny ropy naftowej oraz produkty powiązane z rynkiem petrochemicznym. W przypadku Grupy sprzyjało to segmentowi dystrybucyjnemu, jednocześnie nie wywierając istotnej presji na działalność produkcyjną w Tajlandii. Stale rozwijamy portfolio produktowe, zwiększając udział produktów premium oraz rękawic BIO, które są odpowiedzią na oczekiwania odbiorców. Kontynuujemy także inwestycje ukierunkowane na ograniczanie kosztów, w tym projekt kogeneracji w Tajlandii, którego zakończenie planowane jest w drugim kwartale. Po uruchomieniu instalacja powinna zwiększyć bezpieczeństwo energetyczne zakładu oraz pozytywnie wpłynąć na rentowność segmentu produkcyjnego. Konsekwentnie rozwijamy również segment nieruchomości poprzez Mercator Estates, koncentrując się na projektach premium i analizując kolejne inwestycje, na które mamy zabezpieczone środki – mówi Monika Żyznowska, Prezes Zarządu Grupy Mercator Medical S.A.

W I kwartale 2026 r. Grupa Mercator Medical sprzedała łącznie 1 574,8 mln sztuk rękawic, co oznacza wzrost o 155,2 mln sztuk, tj. 10,9% r/r. Jednocześnie Grupa kontynuowała rozwój produktów komplementarnych. Przychody ze sprzedaży włókniny wzrosły do 11 mln zł, czyli o 2,7 mln zł (+32,5% r/r), a jej udział w strukturze sprzedaży zwiększył się do 7,5% wobec 5,6% rok wcześniej.

Stany Zjednoczone pozostały największym rynkiem zbytu dla Grupy Mercator Medical z 36% udziałem w łącznej sprzedaży. Grupa utrzymała tam stabilny poziom sprzedaży porównywalny z rokiem ubiegłym, który wyniósł 52,9 mln zł. W Polsce, która jest drugim najważniejszym rynkiem, Grupa odnotowała 21% wzrost r/r, do wartości 40,9 mln zł. Mercator Medical utrzymała także stabilną sprzedaż w krajach Europy Środkowo Wschodniej.

Utrzymaliśmy stabilny poziom przychodów rok do roku, jednocześnie poprawiając rentowność działalności operacyjnej, co znalazło odzwierciedlenie w wyższym wyniku EBITDA. Koszty działalności operacyjnej obniżyły się o 7,5% r/r, do poziomu 138,9 mln zł. co było m.in. efektem kontynuacji działań ukierunkowanych na poprawę efektywności kosztowej. Różnica na poziomie zysku netto wynikała natomiast przede wszystkim z niższego niż w analogicznym okresie roku ubiegłego poziomu dodatnich różnic kursowych ujmowanych w przychodach finansowych. Saldo dodatnich i ujemnych różnic kursowych w pierwszym kwartale 2026 wyniosło 0,9 mln zł podczas gdy w roku ubiegłym w tym samym okresie 19,4 mln zł – mówi Mariusz Popek, Członek Zarządu Mercator Medical.

Stabilna sytuacja finansowa Grupy Mercator Medical umożliwia konsekwentną realizację celów rozwojowych oraz prowadzenie nowych projektów inwestycyjnych. Na koniec marca 2026 r. Grupa posiadała około 204 mln zł gotówki netto i innych aktywów finansowych, co stanowi solidną bazę do dalszego rozwoju działalności.

W ramach segmentu nieruchomości, spółka zależna Mercator Estates kontynuowała działania związane z rozwojem portfela inwestycji oraz przygotowaniem kolejnych projektów mieszkaniowych. Obecnie w realizacji lub przygotowaniu znajdują się cztery projekty deweloperskie. W I kwartale 2026 r. Mercator Estates poinformował o wyborze najkorzystniejszej oferty zakupu nieruchomości w Katowicach o wartości 28,5 mln zł, przy czym finalna umowa została zawarta w kwietniu br. Dodatkowo podpisano warunkową umowę przedwstępną dotyczącą nabycia nieruchomości w Krakowie za 17,3 mln zł. Spółka zakłada dalszy rozwój działalności deweloperskiej, kolejne akwizycje oraz wzmacnianie kompetencji pozwalających na samodzielne zarządzanie inwestycjami.

Nie politycy i autorytety, ale influencerzy. Twórcy internetowi zmieniają społeczeństwo

Od początku 2026 roku o internetowym twórcy Łatwogangu ukazało się ponad 5,9 tys. publikacji na portalach informacyjnych, które dotarły do przeszło 75 mln odbiorców, wynika z analizy Instytutu Przywództwa. Projekty influencera stały się jednym z najbardziej widocznych fenomenów społecznych i medialnych w polskim internecie.

Internetowi influencerzy coraz mocniej wpływają na sposób myślenia, decyzje zakupowe i postawy społeczne młodych ludzi. Skala zainteresowania twórcami internetowymi pokazuje, że tradycyjne autorytety tracą monopol na kształtowanie opinii publicznej. Zdaniem Piotra Gąsiorowskiego to jedna z najważniejszych zmian społecznych ostatnich lat, która redefiniuje współczesne przywództwo.

Przez lata przywództwo kojarzyliśmy z polityką, biznesem, edukacją czy religią. Tymczasem dziś ogromny wpływ społeczny budują osoby, które nie mają formalnej władzy, ale posiadają coś równie istotnego – uwagę, zaufanie i zdolność budowania relacji z milionami odbiorców. To fundamentalna zmiana społeczna, której nie można ignorować i która pokazuje, jak wciąż niezmienne znaczenia ma emocja społeczna – komentuje Piotr Gąsiorowski, prezes Instytutu Przywództwa.

Skala wpływu: dziesiątki milionów odbiorców

O sile współczesnych influencerów najlepiej świadczy zdaniem eksperta skala generowanego przez nich zainteresowania i zaangażowania. Tylko od początku 2026 roku do końca maja projekt Łatwogang wygenerował 5 940 publikacji na portalach internetowych, których łączny zasięg przekroczył 75,9 mln odbiorców.

Jeszcze większą skalę widać w mediach społecznościowych. Na TikToku treści związane z Łatwogangiem osiągnęły szacowany zasięg ponad 236 mln wyświetleń, przy 4,8 tys. nagraniach opublikowanych przez użytkowników. Na portalu X odnotowano z kolei 4,7 tys. wzmianek o influencerze, których łączny zasięg przekroczył 137 mln odbiorców.

Liczby pokazują, że influencerzy przestają pełnić wyłącznie funkcję twórców rozrywki. Coraz częściej ich działania stają się zjawiskiem o skali oddziaływania porównywalnej do działań dużych organizacji i kampanii społecznych.

Gdy pojedynczy projekt internetowy generuje dziesiątki milionów kontaktów medialnych i setki milionów wyświetleń w mediach społecznościowych, nawet jeśli wynika z chwilowej popularności, to wskazuje na stałą społeczną wrażliwość. Być może mamy do czynienia z nowym modelem wpływu społecznego, który zmienia sposób budowania autorytetu, uwagi i zaufania – komentuje Piotr Gąsiorowski.

Od zasięgu do działania: influencerzy mobilizują społeczności

Skala wpływu internetowych twórców nie kończy się dziś wyłącznie na wyświetleniach, komentarzach czy viralowych trendach. Coraz częściej przekłada się także na konkretne działania społeczne. Przykładem są internetowe zbiórki organizowane przez Łatwoganga, które angażują tysiące odbiorców, pokazując zdolność cyfrowych społeczności do szybkiej mobilizacji wokół określonych celów.

Zdaniem eksperta to jedna z najbardziej istotnych zmian ostatnich lat – influencerzy coraz częściej nie tylko przyciągają uwagę, ale także inicjują realne działania społeczne i angażują do nich biznes. W praktyce oznacza to, że internetowi twórcy zaczynają pełnić rolę nieformalnych liderów opinii, którzy potrafią mobilizować nie tylko swoich odbiorców, ale także marki i organizacje wokół konkretnych inicjatyw społecznych czy charytatywnych.

Nowy model społecznego wpływu

Zdaniem eksperta współczesne przywództwo coraz mniej opiera się na stanowisku czy instytucjonalnym autorytecie, a bardziej na zdolności przyciągania uwagi i tworzenia poczucia wspólnoty.

Dla młodego pokolenia influencerzy często stają się ważniejszym punktem odniesienia niż eksperci. To oni mówią, co warto kupić, jak żyć, co jest modne, ale też coraz częściej komentują kwestie społeczne, zdrowie, relacje czy wartości. Oczywiście nie każdy influencer buduje odpowiedzialny wpływ, ale nie zmienia to faktu, że mamy do czynienia z nowym typem przywództwa społecznego – ocenia Gąsiorowski.

Jak podkreśla prezes Instytutu Przywództwa, rosnąca siła internetowych twórców rodzi także nowe wyzwania dla edukacji, biznesu i instytucji publicznych.

Nie da się dziś skutecznie komunikować do młodych ludzi, ignorując świat cyfrowych liderów opinii. Organizacje, szkoły, firmy czy liderzy społeczni muszą zrozumieć, że walka o uwagę i zaufanie odbywa się dziś w zupełnie innym środowisku niż jeszcze dekadę temu. To nie chwilowy trend – to trwała zmiana sposobu budowania wpływu społecznego – podsumowuje ekspert.