W maju złoto ponownie straciło na wartości, ponieważ kryzys na Bliskim Wschodzie odwrócił uwagę rynków

0
  • W maju złoto straciło na wartości trzeci miesiąc z rzędu, choć w znacznie wolniejszym tempie, ponieważ konflikt na Bliskim Wschodzie skierował uwagę inwestorów na jego szersze konsekwencje dla światowych rynków energii, inflacji, kursu dolara i stóp procentowych.
  • Złoto osiąga zazwyczaj najlepsze wyniki w okresach szoków finansowych lub gospodarczych, które osłabiają dolara i obniżają realne rentowności. Obecny szok inflacyjny napędzany cenami energii przyniósł odwrotny efekt: wspiera rentowności i dolara, jednocześnie ograniczając oczekiwania na obniżki stóp procentowych, co tworzy niekorzystne otoczenie dla złota.
  • Obawy dotyczące zadłużenia fiskalnego, dedolaryzacja, uporczywa inflacja oraz – nie mniej istotny – popyt ze strony banków centralnych powinny pozostać kluczowymi filarami wsparcia, mimo tymczasowej sprzedaży złota związanej z presją wynikającą z wyższych cen energii.

Jak tłumaczy Ole Hansen, dyrektor ds. strategii rynku surowców w Saxo Bank, od osiągnięcia rekordowego szczytu na poziomie blisko 5 600 USD pod koniec stycznia złoto znajduje się w trudniejszym okresie. W maju ceny spadły trzeci miesiąc z rzędu, choć tym razem o mniej niż 2%, ponieważ konflikt na Bliskim Wschodzie przesunął uwagę inwestorów na jego szersze konsekwencje dla globalnych rynków energii, inflacji, dolara i stóp procentowych. Pomimo niedawnego spadku kruszec nadal zyskuje 5% od początku 2026 roku, 36% w ujęciu rocznym i 91% w ciągu ostatnich dwóch lat.

Przedłużające się zakłócenia w żegludze przez Cieśninę Ormuz utrzymują ceny ropy, gazu i paliw rafinowanych na podwyższonym poziomie, tworząc otoczenie rynkowe, które historycznie było mniej sprzyjające dla złota. Zamiast wywołać klasyczną ucieczkę do bezpiecznych aktywów, wyższe ceny energii nasiliły obawy inflacyjne, podniosły rentowności obligacji, umocniły dolara amerykańskiego i ograniczyły oczekiwania na kolejne obniżki stóp procentowych przez Rezerwę Federalną. Wszystkie te czynniki razem stworzyły poważne trudności dla aktywów nieprzynoszących dochodu, takich jak złoto.

Korekta zbiegła się również z ponownym silnym wzrostem na rynkach akcji, szczególnie w sektorach związanych ze sztuczną inteligencją, co ograniczyło apetyt inwestorów na aktywa alternatywne. Jednocześnie kilka państw importujących energię mierzyło się z rosnącą presją finansową, skłaniającą część banków centralnych do sprzedaży części rezerw złota w celu wsparcia krajowych walut lub częściowego złagodzenia skutków wyższych kosztów energii.

Ostatnie osłabienie po raz kolejny uwypukla istotną różnicę, często pomijaną przez inwestorów. Złoto powszechnie uznaje się za zabezpieczenie przed inflacją, ale znaczenie ma charakter samego szoku inflacyjnego.

Historycznie złoto najlepiej zachowuje się w okresach napięć finansowych lub słabości gospodarczej, gdy obawom inflacyjnym towarzyszy spadek realnych rentowności i osłabienie dolara. Obecna sytuacja jest inna. Szok energetyczny wynikający z ograniczeń podażowych podbija inflację, a jednocześnie wspiera rentowności i dolara. Takie połączenie może przejściowo osłabiać atrakcyjność złota, mimo wzrostu cen konsumpcyjnych.

Oczekiwania dotyczące stóp procentowych pozostają jednym z kluczowych punktów uwagi inwestorów na rynku metali szlachetnych. Jako aktywo nieoprocentowane złoto staje się bardziej atrakcyjne, gdy stopy spadają, ponieważ obniża się koszt alternatywny jego posiadania. Z kolei gdy rynki odsuwają w czasie oczekiwania na obniżki stóp, złoto często znajduje się pod presją.

Ta zależność była wyraźnie widoczna w ostatnich miesiącach, gdy inwestorzy ograniczali oczekiwania dotyczące łagodzenia polityki pieniężnej w reakcji na wysokie ceny energii i utrzymujące się ryzyka inflacyjne. Choć oczekiwania dotyczące stóp procentowych miały negatywny wpływ na nastroje, w dłuższym okresie prawdopodobnie nie pozostaną dominującym czynnikiem dla rynku.

Gdy sytuacja geopolityczna się ustabilizuje, a szok energetyczny zacznie maleć, inwestorzy powinni ponownie skupić się na czynnikach strukturalnych, które w ostatnich latach wspierały hossę na rynku złota.

Ole Hansen podkreśla, że na pierwszym miejscu pozostaje popyt ze strony banków centralnych. Choć niektóre kraje ostatnio ograniczyły zasoby złota, sprzedaż ta wydaje się mieć przede wszystkim charakter taktyczny, a nie strategiczny. Szerszy trend dywersyfikacji rezerw pozostaje nienaruszony, zwłaszcza wśród banków centralnych z rynków wschodzących, które nadal utrzymują relatywnie niskie alokacje w złoto w porównaniu z gospodarkami rozwiniętymi.

Ostatnie wydarzenia geopolityczne raczej wzmocniły strategiczne argumenty za posiadaniem złota. Obawy dotyczące ryzyka sankcji, dywersyfikacji rezerw, stabilności fiskalnej i długoterminowej dewaluacji walut nadal skłaniają banki centralne do ograniczania zależności od tradycyjnych aktywów rezerwowych. Dlatego spodziewamy się, że banki centralne pozostaną nabywcami netto złota w nadchodzącym roku.

Ważnym filarem wsparcia pozostaje również popyt z Chin. Choć zaangażowanie inwestorów zmieniało się wraz z ogólnym sentymentem rynkowym, długoterminowa potrzeba dywersyfikacji oszczędności poza nieruchomości i tradycyjne aktywa finansowe nadal wspiera popyt na kruszec. Chiński bank centralny zwiększył rezerwy złota w kwietniu szósty miesiąc z rzędu, prawdopodobnie przyczyniając się do trzykrotnego wzrostu całkowitego importu złota przez Hongkong, do 58,6 ton metrycznych.

Jednocześnie obawy dotyczące zadłużenia fiskalnego w największych gospodarkach nadal wspierają argumenty za twardymi aktywami. Poziom zadłużenia publicznego pozostaje wysoki, a potrzeby inwestycyjne związane z elektryfikacją, sztuczną inteligencją, bezpieczeństwem energetycznym i adaptacją do zmian klimatu prawdopodobnie będą utrzymywać presję wzrostową na popyt na surowce oraz długoterminowe oczekiwania inflacyjne.

Z technicznego punktu widzenia złoto znalazło jak dotąd silne wsparcie w pobliżu swojej 200-dniowej średniej ruchomej, która obecnie wynosi nieco ponad 4400 USD za uncję. Rynek dwukrotnie testował ten poziom podczas ostatniej korekty i za każdym razem wzbudzał ponowne zainteresowanie kupujących. Chociaż nie eliminuje to ryzyka dalszej krótkoterminowej słabości, sugeruje jednak, że inwestorzy długoterminowi pozostają aktywni na rynku.

Na razie wielu inwestorów wydaje się czekać na większą pewność co do dalszego rozwoju konfliktu na Bliskim Wschodzie, zanim zwiększy ekspozycję. Gdy jednak uwaga rynku przesunie się z codziennych wahań cen energii i wydarzeń geopolitycznych na czynniki strukturalne, które wspierały ceny w ostatnich latach, złoto może ponownie znaleźć się w centrum zainteresowania. Ole Hansen podkreśla, że w efekcie podtrzymuje konstruktywne długoterminowe nastawienie na kolejne lata, zwłaszcza jeśli trendy dywersyfikacji rezerw, ekspansji fiskalnej i dedolaryzacji będą dalej nabierać tempa.

Ostatnia korekta na rynku złota pokazuje, że nawet aktywa postrzegane jako ochrona przed inflacją mogą przejściowo tracić, jeśli źródłem presji cenowej jest szok energetyczny wzmacniający dolara i rentowności obligacji. To ważne przypomnienie, że w ocenie metali szlachetnych liczy się nie tylko poziom inflacji, ale także jej charakter oraz reakcja banków centralnych. Długoterminowe argumenty za złotem – dywersyfikacja rezerw, obawy fiskalne i spadek zaufania do części tradycyjnych aktywów rezerwowych – pozostają jednak istotne. W takim otoczeniu kluczowe znaczenie ma patrzenie na portfel przez pryzmat różnych scenariuszy makroekonomicznych, a nie wyłącznie bieżących ruchów cenowych – mówi Aleksander Mrózek, Manager ds. relacji z kluczowymi klientami regionu CEE w Saxo Banku.

Ceny złota

Ceny złota – Źródło: Bloomberg i Saxo

Cena złota, która od marca znajduje się w trendzie spadkowym

Cena złota, która od marca znajduje się w trendzie spadkowym, oscyluje obecnie między dwiema liniami średnich kroczących – Źródło: Saxo

Złoto spot

Złoto spot – źródło: Saxo

 

Izabela Trancygier awansuje na stanowisko Head of Region Central & South w 7R

0

Izabela Trancygier objęła stanowisko Head of Region Central & South w firmie 7R.

Izabela Trancygier jest związana z 7R od 2018 roku i konsekwentnie rozwija swoją karierę w strukturach organizacji. Do firmy dołączyła jako Project Manager, następnie pełniła funkcję Construction Director, a w ostatnim okresie odpowiadała za działania i wprowadzanie nowych projektów jako Development Director. Doświadczenie zawodowe zdobywała także w firmach specjalizujących się w projektowaniu, realizacji oraz doradztwie inwestycyjnym w sektorze nieruchomości komercyjnych.

W nowej roli będzie odpowiedzialna za dalszy rozwój regionu Central & South oraz realizację strategii biznesowej 7R na tym obszarze. Region Central & South obejmuje m.in. Warszawę, Łódź, Lublin, Kraków, Podkarpacie i Górny Śląsk, a co za tym idzie także jedne z najważniejszych projektów realizowanych przez 7R. Inwestycje zlokalizowane m.in. w Krakowie (7R Hub Nowa Huta – największy kompleks logistyki miejskiej w Europie), Sękocinie czy Nadarzynie mają istotny wpływ na wyniki i dalszy rozwój spółki, a ich skala i złożoność wymaga skutecznego zarządzania oraz ścisłej współpracy między zespołami odpowiedzialnymi za przygotowanie i realizację projektów.

Z dużą satysfakcją obserwujemy rozwój kariery zawodowej Izabeli w naszej organizacji. Izabela łączy w sobie silne kompetencje techniczne z wyjątkową umiejętnością budowania relacji, co czyni ją naturalnym liderem i ogromnym wsparciem dla zespołów. Jestem przekonana, że jej doświadczenie, sposób współpracy oraz umiejętność prowadzenia złożonych projektów będą miały pozytywny wpływ zarówno na tempo, jak i jakość realizacji naszych inwestycji. To awans, który jest naturalnym krokiem zarówno w rozwoju Izabeli, jak i całej organizacji. Wierzę, że przed regionem Central & South i całym 7R jest bardzo dobry czas – powiedziała Magdalena Uler-Kłeczek, Członkini Zarządu i CIO w 7R.

Awans Izabeli Trancygier wpisuje się w długofalową strategię rozwoju organizacji i wzmacniania wewnętrznych kompetencji menedżerskich. 7R konsekwentnie stawia na rozwój talentów wewnątrz firmy, powierzając kluczowe role osobom, które doskonale znają kulturę organizacyjną, procesy oraz potrzeby klientów i partnerów biznesowych.

Region Central & South obejmuje kilka z kluczowych projektów realizowanych obecnie przez 7R, dlatego objęcie tej roli traktuję jako duże wyróżnienie, ale przede wszystkim odpowiedzialność. W ostatnich latach miałam okazję uczestniczyć w rozwoju wielu inwestycji, które dziś stanowią istotną część naszego portfolio. Jestem przekonana, że dzięki doświadczeniu naszych zespołów oraz bliskiej współpracy z klientami będziemy nadal skutecznie realizowali ambitne projekty i wzmacniali pozycję 7R jako partnera pierwszego wyboru na kluczowych rynkach logistycznych i przemysłowych w Polsce – skomentowała Izabela Trancygier, Head of Region Central & South w 7R.

Purple Ray Studio zwiększyło przychody w 2025 r. Wishlista gry Koshmar przekroczyła 85 tys. zapisów

Notowana na rynku NewConnect spółka gamedev Purple Ray Studio S.A., działająca w obszarach produkcji gier wideo oraz technologii dual-use dla dronów, w 2025 r. wypracowała 844 tys. zł przychodów. Spółka koncentruje się na dalszym rozwoju swojej najnowszej produkcji – Koshmar: The Last Reverie, której wishlista na platformie Steam przekroczyła już 85 tys. zapisów. Tytuł zostanie zaprezentowany podczas wydarzeń towarzyszących Summer Game Fest, w tym Women Led Games Showcase oraz IGN Live.

Studio skupia się obecnie na fazie produkcyjnej i przedpremierowej gry Koshmar: The Last Reverie. Aktywnie prowadzona kampania promocyjna tytułu przekłada się na rosnącą liczbę zainteresowanych na Steam, gdzie wishlista przekroczyła już 85 tys. zapisów i nadal notuje dynamiczny trend wzrostowy.

– Za nami wymagający rok, który pokazał, że na rynku jest miejsce dla studiów potrafiących tworzyć wciągające i dopracowane gry. W omawianym okresie z jednej strony rozwijaliśmy się w dobrze nam znanym obszarze gier, pracując nad naszym najnowszym tytułem Koshmar: The Last Reverie. Z drugiej strony zdywersyfikowaliśmy działalność o obszar dual-use, realizując zlecenia dla Farada Group. W 2025 r. zadebiutowaliśmy także na rynku NewConnect, co jeszcze mocniej uwiarygodniło naszą pozycję w oczach partnerów – mówi Robert Baranowski, prezes Purple Ray Studio S.A.

W pierwszej połowie 2025 r. spółka przeprowadziła dwie emisje akcji, które umożliwiły dalsze finansowanie rozwoju projektów oraz zwiększenie stabilności finansowej firmy. Pozyskane środki pozwoliły również na rozbudowę zespołu. Obecnie najważniejszą produkcją w portfolio spółki jest Koshmar: The Last Reverie. Tytuł ogłoszony 8 kwietnia szybko osiągnął poziom ponad 50 tys. zapisów wishlist na platformie Steam. Obecnie liczba ta przekroczyła już 85 tys. i nadal rośnie.

– Szczególnie cieszy nas rosnące zainteresowanie społeczności graczy oraz pozytywny odbiór materiałów promocyjnych prezentowanych przez spółkę. W czerwcu Koshmar: The Last Reverie zostanie zaprezentowany podczas wydarzeń towarzyszących Summer Game Fest, w tym Women Led Games Showcase oraz IGN Live, co powinno przełożyć się na dalszy wzrost rozpoznawalności projektu oraz kolejne zwiększenie liczby zapisów wishlist – dodaje Robert Baranowski.

Spółka utrzymuje stabilną sytuację finansową. W 2025 r. wypracowała ponad 844 tys. zł przychodów, wobec 711 tys. zł przychodów w roku poprzednim. Studio koncentruje się na rozwoju produkcji własnych, a kontrakty work for hire pozwalają na dodatkową dywersyfikację strumienia przychodów. Jednocześnie projekty z obszaru dual-use umożliwiają efektywne wykorzystanie doświadczenia technologicznego zespołu w nowym, perspektywicznym segmencie rynku.

Równolegle spółka kontynuuje działania związane z poszukiwaniem nowych partnerstw technologicznych oraz rozwojem kompetencji w obszarach o potencjale komercyjnym i strategicznym.

Creotech Instruments z przychodami ok. 27 mln zł. Segment kosmiczny odpowiada za ponad 70% sprzedaży

Creotech Instruments, notowany na GPW największy polski podmiot działający w branży kosmicznej, w I kwartale 2026 roku kontynuował realizację strategicznych programów satelitarnych, w tym projektów Mikroglob i CAMILA. Przychody ogółem wyniosły ok. 27 mln zł wobec 25,5 mln zł rok wcześniej. Jednocześnie po okresie bilansowym Spółka zakończyła proces wydzielenia działalności kwantowej do Creotech Quantum S.A. Wartość godziwa przekazanych nieodpłatnie akcjonariuszom Creotech Instruments akcji Creotech Quantum została wyceniona na moment podziału na 698,4 mln zł.

Pierwszy kwartał był okresem bardzo intensywnej pracy przy realizacji dwóch największych projektów kosmicznych w historii Spółki. Projekty realizowane są zgodnie z założonym harmonogramem, choć nie jest to odzwierciedlone po stronie przychodów. Raportowane wyniki finansowe odzwierciedlają przede wszystkim rozpoznawanie przychodów w projekcie Mikroglob w momencie osiągnięcia kamieni milowych, które nie są równomiernie rozłożone na poszczególne kwartały okresu realizacji projektu. Równolegle przygotowywaliśmy organizację do realizacji nowej strategii rozwoju, której celem jest dalsze zwiększanie skali działalności i umacnianie naszej pozycji na europejskim rynku kosmicznym komentuje dr hab. Grzegorz Brona, Prezes Zarządu Creotech Instruments S.A.

W I kwartale 2026 roku przychody ogółem wyniosły ok. 27 mln zł, wobec 25,5 mln zł w analogicznym okresie 2025 roku. Największy udział w sprzedaży miał segment projektów kosmicznych, który odpowiadał za ok. 71,5% przychodów Spółki. Uwzględniając korektę kosztów o niegotówkowy koszt wdrożonego w spółce programu motywacyjnego, strata netto wyniosła 5,4 mln zł wobec 1,4 mln zł zysku rok wcześniej.

Na poziomie działalności kontynuowanej przychody ogółem wyniosły ok. 18,0 mln zł wobec blisko
21,7 mln zł rok wcześniej, natomiast strata netto po korekcie o wpływ programu motywacyjnego osiągnęła 6,9 mln zł.

Natomiast wydzielona ze Spółki działalność Creotech Quantum wygenerowała w I kwartale 2026 roku 9,0 mln zł przychodów oraz 1,5 mln zł zysku netto.

Koszty działalności operacyjnej wzrosły o 9,7 mln zł rok do roku, głównie w związku ze wzrostem zatrudnienia oraz większym wykorzystaniem usług podwykonawców przy realizacji kluczowych programów kosmicznych, oraz rozpoznanymi w sprawozdaniu kosztami programu motywacyjnego (wypłaty w akcjach).

Na koniec marca 2026 roku Creotech Instruments posiadał 84 mln zł środków pieniężnych, utrzymując stabilną sytuację płynnościową oraz zabezpieczenie finansowe dla realizacji strategicznych programów rozwojowych.

Podział Spółki i jego wpływ na wyniki finansowe

1 kwietnia 2026 roku formalnie zakończony został proces wydzielenia segmentu technologii kwantowych z Creotech Instruments do spółki Creotech Quantum S.A.

Wartość godziwa wydzielonego segmentu na 31 marca 2026 wynosiła 698,4 mln zł, co odpowiada wartości rynkowej wydanych akcjonariuszom akcji. Wartość ta została ustalona na podstawie cen akcji (średnia ważona obrotami) Creotech Quantum S.A. z pierwszych pięciu dni notowań.

Wydzielenie Creotech Quantum oznaczało przekazanie naszym akcjonariuszom dodatkowej wartości w postaci akcji nowej, notowanej na giełdzie spółki technologicznej, której wartość wynosi już dzisiaj znacznie ponad 1 mld zł – dodaje Grzegorz Brona.

Kluczowe wydarzenia pierwszego kwartału

W pierwszym kwartale 2026 roku Creotech Instruments osiągnął kolejne kamienie milowe w realizacji strategicznych projektów oraz zawarł nowe umowy wspierające rozwój działalności w sektorze kosmicznym. Do najważniejszych z nich zaliczyć można:

  • zakończenie faz uruchamiania wszystkich trzech satelitów konstelacji PIAST: PIAST-M, PIAST-S1 oraz PIAST-S2;
  • zawarcie umowy z PIAP Space na realizację fazy B1 projektu RAVEN (Rendez-Vous and Proximity Vehicle for Enabling Multi-Mission), w ramach której Spółka odpowiada za opracowanie i dostarczenie projektu platformy satelitarnej HyperSat dla demonstratora misji, który umożliwi autonomiczne manewry, dokowanie i przyszłe scenariusze tankowania satelitów na orbicie.
  • pozytywna akceptacja kolejnych kamieni milowych projektu CAMILA przez Europejską Agencję Kosmiczną
  • podpisanie umowy z Polską Agencją Rozwoju Przedsiębiorczości na realizację projektu dotyczącego nowej platformy satelitarnej przeznaczonej dla ładunków użytecznych o dużej masie. Całkowity koszt realizacji Projektu wynosi blisko 58,4 mln zł, a wartość dofinansowania dla Spółki to 26,2 mln zł.

Po zakończeniu okresu sprawozdawczego Spółka przyjęła Strategię Rozwoju na lata 2026–2029, rozpoczęła działania związane z pozyskaniem finansowania na jej realizację oraz uzyskała kolejne zgody i autoryzacje niezbędne do realizacji programu Mikroglob.

Silny portfel projektów i fundament pod realizację strategii

Pomimo przejściowej straty na działalności kontynuowanej Spółka utrzymuje stabilną sytuację finansową i wysoki poziom płynności. Realizowane projekty dla Europejskiej Agencji Kosmicznej, Komisji Europejskiej oraz instytucji krajowych zapewniają wysoką aktywność operacyjną w kolejnych kwartałach.

Spółka oczekuje, że wraz z osiąganiem kolejnych kamieni milowych w największych projektach kosmicznych będzie sukcesywnie rozpoznawać przychody, co powinno przełożyć się na poprawę wyników operacyjnych w kolejnych okresach.

Na koniec 2025 roku wartość backlog na 2026, tj. ceny transakcyjnej przypisanej do niewypełnionych zobowiązań do wykonania świadczeń wynikających z długoterminowych kontraktów wynosiła około 254,7 mln zł. Zgodnie z harmonogramami realizowanych projektów, w pierwszym kwartale 2026 roku nie przypadały istotne kamienie milowe ani odbiory kluczowych etapów prac. W konsekwencji przychody rozpoznane w tym okresie stanowiły jedynie niewielką część wartości kontraktów przewidzianych do realizacji w 2026 roku.

Dodatkowym impulsem rozwojowym dla całego polskiego sektora kosmicznego jest zwiększenie składki Polski do Europejskiej Agencji Kosmicznej na lata 2026–2028. Creotech Instruments aktywnie uczestniczy w postępowaniach przetargowych finansowanych z tych środków, co może przełożyć się na pozyskanie kolejnych kontraktów w najbliższych latach.

Po przyjęciu Strategii Rozwoju na lata 2026–2029 Spółka rozpoczęła również działania związane z pozyskaniem finansowania niezbędnego do jej realizacji. W maju 2026 roku Creotech Instruments ogłosił emisję do 650 tys. nowych akcji, której celem jest pozyskanie środków na dalszy rozwój działalności.

Jednocześnie realizowana Strategia Rozwoju na lata 2026–2029 ma umożliwić dalsze zwiększanie skali działalności, rozbudowę mocy produkcyjnych oraz umocnienie pozycji Creotech Instruments jako jednego z najważniejszych podmiotów sektora kosmicznego w Europie.

Medicalgorithmics rozpoczyna rozmowy z globalnym gigantem MedTech. Chodzi o technologie AI w kardiologii

Medicalgorithmics, notowany na GPW twórca nowatorskich technologii z obszaru kardiologii, rozpoczyna rozmowy z globalnym, wielomiliardowym graczem rynku MedTech – prowadzącym działalność na rynku amerykańskim oraz na rynkach międzynarodowych, notowanym na nowojorskiej giełdzie. Przedmiotem rozmów jest potencjalna współpraca obu podmiotów w zakresie wykorzystania przez wspomnianą firmę autorskich technologii Medicalgorithmics opartych o AI w obszarze ambulatoryjnej diagnostyki kardiologicznej. Rozmowy zostały zainicjowane po podpisaniu przez strony wzajemnej umowy o zachowaniu poufności (NDA).

Rozważany zakres współpracy obejmuje zarówno usługi retrospektywnej analizy zapisów EKG, jak i rozwiązania Mobile Cardiac Telemetry (MCT), umożliwiające monitorowanie pacjentów oraz wykrywanie zaburzeń rytmu serca w czasie zbliżonym do rzeczywistego.

Firma, z którą rozpoczynamy rozmowy, to jedna z największych globalnych firm z sektora MedTech, notowana na giełdzie w Nowym Jorku. To bardzo duże wyróżnienie dla Medicalgorithmics oraz naszych technologii na czele z DRAI i DRP. Przed nami wiele godzin negocjacji oraz dużo pracy, aby rozmowy przebiegły pomyślnie. Takie firmy jak wspomniany gigant, wyróżnia szczególna dbałość o jakość oferowanych rozwiązań, a my właśnie takie oferujemy. Nasza technologia AI wykazała wysoką skuteczność kliniczną w niezależnym badaniu DRAI Martini, którego wyniki zostały opublikowane na początku 2025 roku na łamach Nature Medicine, jednego z najbardziej prestiżowych czasopism medycznych na świecie – komentuje dr Kris Siemionow, CEO Medicalgorithmics.

W ramach kolejnego etapu negocjacji, strony przystąpią do pogłębionych testów technologicznych i operacyjnych. Ich celem będzie weryfikacja potencjału integracji autorskich rozwiązań Medicalgorithmics z obecną ofertą diagnostyczną wspomnianej firmy MedTech.

Rozpoczęcie rozmów wynika z rosnącego zapotrzebowania rynku na innowacyjne technologie Medicalgorithmics i wpisuje się w realizację przez Spółkę strategii rozwoju, zakładającej zacieśnianie relacji z kluczowymi podmiotami sektora medycznego w USA oraz na rynkach globalnych.

Ewentualna współpraca z tak dużym graczem byłaby kolejnym elementem naszej ekspansji na rynku amerykańskim. W zeszłym roku rozpoczęliśmy współpracę z jednym z TOP 5 największych IDTF w USA, która spowodowała m.in. przekroczenie przez nas rentowności EBITDA w skali kwartału oraz operacyjnego cash break-even. USA to największy rynek medyczny na świecie, dlatego obecność na nim oraz rozwój to sprawa priorytetowa – dodaje dr Kris Siemionow.

Na obecnym etapie nie ma gwarancji finalizacji rozmów w formie prawnie wiążącej umowy handlowej. Spółka będzie informowała o wszelkich istotnych zdarzeniach związanych z procesem, zgodnie z wymogami informacyjnymi.

Nadużycia giełdowe w UE. Jak wypada Polska?

Według KNF, w ub.r. liczba zawiadomień STOR spadła o 17% w porównaniu z 2024 r. W okresie ostatnich 5 lat odnotowano ich łącznie nieco ponad pół tysiąca. Zdaniem ekspertów, to stosunkowo niewiele jak na polski rynek kapitałowy. Po danych widać też, że większość zawiadomień dotyczy manipulacji. Do tego eksperci dodają, że nasz rynek jest relatywnie dobrze chroniony, choć dane nie do końca mogą oddawać rzeczywistość. Mimo tego twierdzą, że ww. zawiadomień jest stosunkowo mało, zarówno w ujęciu absolutnym, jak i relatywnym do skali rynku oraz porównań unijnych. Polska w tego typu statystykach wypada całkiem dobrze. Nie pojawia się nawet w pierwszej dziesiątce, a jej wkład jest raczej symboliczny.

Z danych Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) wynika, że w 2025 roku liczba zawiadomień STOR (raportowanie o podejrzanych transakcjach i zleceniach) wyniosła 78. To o 17% mniej niż w 2024 roku, kiedy było ich 94. Patrząc na lata 2021-2025, takich przypadków odnotowano łącznie 539 (w 2021 r. – 136, 2022 r. – 120 oraz 2023 r. – 111). Widać zatem, że trend jest spadkowy. Jak podkreśla Krzysztof Michrowski, makler papierów wartościowych, biegły sądowy i ekspert z zakresu prawa rynku kapitałowego, zawiadomienia składane są przez Giełdę Papierów Wartościowych, domy maklerskie lub TFI. Zdaniem eksperta, spadek liczby zawiadomień to wynik sprawnego eliminowania z rynku podmiotów dopuszczających się manipulacji. Przestępstwa manipulacji oraz wykorzystania informacji poufnej podlegają karze grzywny do 5 mln zł i karze pozbawienia wolności do lat 5.

– Statystyki i ich porównanie na przestrzeni lat potwierdzają włożony przez KNF wysiłek w neutralizację zarówno pojedynczych osób manipulujących w obrocie, jak i zorganizowanych grup. Obecnie rzadko odnotowujemy przypadki nowych, złożonych i szeroko zakrojonych manipulacji, a jeśli je dostrzegamy – reagujemy natychmiast i informujemy o tym rynek w ramach polityki transparentności UKNF. Podjęte kroki, użyte narzędzia oraz doświadczenie pracowników nadzoru pomogły w sposób skuteczny zmniejszyć skalę manipulacji na rynku giełdowym – komentuje Daria Ringwelska, dyrektor Departamentu Infrastruktury i Obrotu Giełdowego w Urzędzie KNF.

Jak stwierdza dr Rafał Parvi z Uniwersytetu WSB Merito, zawiadomień STOR jest mało, zarówno w ujęciu absolutnym, jak i relatywnym do skali polskiego rynku oraz porównań unijnych. W 2024 roku UE i EOG wpłynęło 5981 zawiadomień STOR (spadek o 8% rdr.). Z Niemiec było ich 30%, z Francji – ok. 16%, ze Szwecji i z Włoch – po ok. 8%. Polska nie pojawia się nawet w pierwszej dziesiątce, a jej wkład jest raczej symboliczny (1-2%). Rocznie mamy do czynienia z milionami transakcji zawieranych na GPW i NewConnect. Zdaniem eksperta z WSB Merito, dane za 2025 rok to raczej potwierdzenie tego, że polski rynek kapitałowy jest relatywnie dobrze chroniony i nie ma tu strukturalnego problemu z nadużyciami. Gdyby liczba STOR-ów gwałtownie rosła, jak np. w niektórych dużych krajach w przeszłości, wtedy moglibyśmy mówić o czerwonej fladze. Tutaj w zasadzie jest odwrotnie.

– Osobną kwestią jest insider trading, czyli najtrudniejsze z przestępstw giełdowych do udowodnienia przed wymiarem sprawiedliwości. Zdają sobie z tego sprawę także przestępcy. Jako UKNF podejmujemy jednak kroki, które mają zniechęcić do podejmowania takich nielegalnych działań, ale także uświadomić wszystkich, jak ciążące na integralności rynku jest ujawnienie i wykorzystanie informacji poufnej – dodaje Daria Ringwelska.

Patrząc na bardziej szczegółowe dane KNF z analizowanego okresu, widać, że większość zawiadomień dotyczy manipulacji. W ubiegłym roku było ich 51. Do tego odnotowano 23 związane z wykorzystaniem informacji poufnej i 4 pozostałe. Rok wcześniej było to odpowiednio – 64, 24 i 6, a w 2023 roku – 55, 45 i 11. Z kolei 4 lata temu mieliśmy podział – 75, 26 i 19, a w 2021 roku – 106, 20 i 10.

– Manipulacja instrumentem finansowym polega na stosowaniu różnych nieuczciwych środków w celu szeroko rozumianego wpływania na cenę lub wolumen tego instrumentu, zwykle dla osiągnięcia pewnych korzyści, w tym unikania strat. Kluczowymi czynnikami sprzyjającymi manipulowaniu instrumentami finansowymi jest ograniczona płynność wynikająca z tzw. płytkiego arkusza zleceń. Wówczas każda, nawet niewielka transakcja, może istotnie wpłynąć na kurs instrumentu. Manipulanci na ogół za swój cel wybierają spółki o niewielkiej kapitalizacji lub notowane na alternatywnych rynkach, np. NewConnect – mówi Krzysztof Michrowski.

Z kolei dr Rafał Parvi zaznacza, że manipulacja dominuje w zgłoszeniach, ale skala maleje. Zatem jest to typowy i raczej pozytywny obraz nadzoru. Jak przekonuje ekspert z Uniwersytetu WSB Merito, najczęstsze schematy działań z ostatnich lat to m.in. pump and dump (zawyżanie ceny i wyprzedaż) oraz wash trades (sztuczny obrót). Są też layering and spoofing (składanie dużej liczby zleceń kupna lub sprzedaży, których nie zamierza się wykonać), momentum ignition (inicjowanie sztucznej tendencji wzrostowej bądź spadkowej) czy concealing ownership (ukrywanie rzeczywistej własności przez zmowę).

– Szczególnie groźnym zjawiskiem jest tzw. insider trading. Mowa tu o wykorzystywaniu informacji poufnych, lecz nieujawnionych publicznie do zawierania transakcji giełdowych. To może dotyczyć m.in. wyników finansowych znacząco odbiegających od oczekiwań, planowanych fuzji i przejęć, dużych kontraktów czy decyzji o ogłoszeniu wezwania na akcje. Wykorzystanie takich danych przed ich oficjalnym ujawnieniem prowadzi do asymetrii informacji i narusza podstawową zasadę równości szans inwestorów – dodaje Krzysztof Michrowski.

Jak wynika z danych KNF, w 2025 roku złożono 8 zawiadomień dotyczących naruszenia art. 183 ustawy o obrocie (manipulacja) i 5 zawiadomień odnoszących się do naruszenia art. 180 i 181 ustawy o obrocie (ujawnienie i wykorzystanie informacji poufnej). W 2024 roku było to również – odpowiednio – 8 i 5, rok wcześniej – 8 i 3, w 2022 roku – 5 i 5, a w 2021 roku – 1 i 4. Według Krzysztofa Michrowskiego, pomimo widocznego spadku liczby raportów STOR, wciąż ponad 10% z nich kończy się złożeniem przez UKNF zawiadomienia do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. W opinii eksperta, biorąc pod uwagę szkodę wyrządzoną nieświadomym uczestnikom rynku przez manipulatorów lub osoby wykorzystujące informację poufną, to wciąż relatywnie duża liczba.

– Oficjalne dane STOR nie oddają w pełni rzeczywistości. Skala nadużyć rynkowych jest najprawdopodobniej znacznie większa, a wykrywalność pozostaje ograniczona. To typowa sytuacja w przypadku tzw. przestępczości białych kołnierzyków i nadużyć finansowych. Dodatkowo obowiązek raportowania spoczywa przede wszystkim na firmach inwestycyjnych, operatorach platform i osobach profesjonalnie aranżujących transakcje. Wiele z tych podmiotów ma niewystarczające systemy monitoringu lub obawia się kosztów reputacji – zwraca uwagę dr Parvi.

Z kolei w ocenie Krzysztof Michrowskiego, oficjalne dane, w całym szerokim aspekcie omawianego zjawiska, oddają rzeczywistość. Wiele ze zgłoszeń STOR to tzw. fałszywe alarmy. Firmy inwestycyjne wolą „dmuchać na zimne” i wysyłać raport z ich zdaniem podejrzaną transakcją, niż narazić się na ewent. sankcje administracyjne za niezgłoszenie transakcji.

– Regulatorzy otwarcie wskazują na problem under-reportingu. Nawet zaawansowane narzędzia KNF, w tym automatyka, uczenie maszynowe i analiza anomalii, nie wychwytują wszystkiego, zwłaszcza subtelnych manipulacji, insider tradingu bez wyraźnych śladów, transakcji OTC, cross-border czy na mniejszych instrumentach. Wiele nadużyć jest strukturyzowanych tak, by wyglądać na normalną aktywność rynkową – zapewnia dr Parvi.

Do tego znawca rynku z WSB Merito przypomina, że w Polsce eksperci oraz KNF podkreślają, iż problem jest niedoceniany, a niska liczba STOR wynika raczej z luk w systemie raportowania i nadzoru niż z czystości rynku. UKNF w priorytetach na 2026 r. nadal mocno akcentuje walkę z insider tradingiem i manipulacjami. Badania orzecznictwa pokazują, że procesy trwają bardzo długo – nawet 8 razy dłużej niż średnia, a skuteczność skazań jest umiarkowana. Jednocześnie ekspert zdecydowanie podkreśla, że występuje trend spadkowy.

– KNF nie kieruje do prokuratury setek spraw, a tylko te, które mają realną szansę na akt oskarżenia. Gdyby KNF składała np. 30-40 zawiadomień rocznie, moglibyśmy mówić o narastającym problemie. Tutaj mamy stabilny, niski poziom w latach 2022-2025. To sygnał, że prewencja działa, a nadzór jest skuteczny i racjonalny. Liczba zawiadomień w 2025 roku nie oddaje realnego wpływu na rynek. Jedno dobrze udokumentowane zawiadomienie dotyczące dużej grupy i wysokich kwot ma większe znaczenie niż kilkanaście drobnych spraw – podsumowuje dr Rafał Parvi.

Proacta wróciła na plus. Zysk netto wyniósł 0,6 mln zł po stracie rok wcześniej

Spółka bioinformatyczna Proacta S.A. zakończyła 2025 r. z przychodami i zrównanymi z nimi na poziomie prawie 12 mln zł, co oznacza wzrost o 179% r/r. EBITDA w analizowanym okresie wyniosła 3,4 mln zł względem ujemnej na poziomie 8,6 mln zł w poprzednim roku. Spółka osiągnęła zysk ze sprzedaży na poziomie 2,3 mln zł oraz zysk z działalności operacyjnej w wysokości 1,2 mln zł.  Zysk netto wyniósł prawie 0,6 mln zł wobec straty rok wcześniej. Miniony rok był dla Proacty okresem realizacji celów strategicznych, istotnego wzrostu skali działalności oraz dalszego umacniania pozycji w obszarze technologii medycznych, bioinformatyki i AI dla ochrony zdrowia. Efekty działań podjętych w 2025 r. znajdują już odzwierciedlenie zarówno w obszarze działalności operacyjnej, jak i w dalszej poprawie wyników finansowych spółki w pierwszym kwartale br.

2025 r. był dla nas okresem wyraźnej poprawy sytuacji finansowej oraz uporządkowania modelu działalności operacyjnej. Realizacja kontraktów dla renomowanych instytucji publicznych i medycznych pozwoliła nam zwiększyć skalę przychodów, poprawić rentowność oraz zbudować stabilną bazę do dalszego rozwoju. Jednocześnie konsekwentnie wzmacnialiśmy kompetencje w obszarze bioinformatyki, analizy danych medycznych i klinicznego AI/ML, co dziś przekłada się na możliwość realizacji projektów o coraz większej skali i stopniu zaawansowania technologicznego – podkreśla Paweł Ciesielka, Prezes Zarządu Proacta S.A.

W ubiegłym roku Proacta rozwijała dwa kluczowe obszary działalności: specjalistyczne usługi dla sektora ochrony zdrowia i instytucji publicznych oraz własne produkty MedTech oparte na analizie danych i sztucznej inteligencji.

W segmencie usług spółka pozyskała i realizowała szereg strategicznych kontraktów. W maju 2025 roku, działając w konsorcjum z Euvic S.A., zawarła czteroletnią umowę (z opcją przedłużenia na kolejne 2 lata) z Bankowym Funduszem Gwarancyjnym o wartości 17,5 mln zł brutto, przy 98-proc. udziale Proacta w wynagrodzeniu. W czerwcu podpisano dwie umowy z Uniwersyteckim Centrum Zdrowia Kobiety i Noworodka WUM dotyczącą cyfrowej kolposkopii wspieranej algorytmami sztucznej inteligencji o wartości 6,8 mln zł oraz z Instytutem Fizjologii i Patologii Słuchu dotyczącą rozwoju systemu integrującego dane audiologiczne i genetyczne o wartości 4,9 mln zł. Równolegle spółka konsekwentnie wzmacniała swoją pozycję w środowisku medycznym i naukowym poprzez współpracę z Uniwersytetem Medycznym w Łodzi, udział w Polskiej Sieci Health Labs4Value oraz partnerstwo z Fundacją Healthcare Poland.

Równolegle Proacta rozwijała portfolio własnych produktów medycznych. Kluczowym projektem pozostaje platforma Dbam o siebie Smart Lab, będąca certyfikowanym wyrobem medycznym wykorzystującym algorytmy AI do analizy danych laboratoryjnych i telemedycznych oraz generowania spersonalizowanych raportów zdrowotnych. W 2025 roku rozpoczęto realizację projektu „Rozwój platformy do automatycznej analizy wyników badań laboratoryjnych w oparciu o rozwiązanie Dbam o Siebie Smart LAB”, który uzyskał blisko 4 mln zł dofinansowania z Agencji Badań Medycznych. W analizowanym okresie zakończono prace nad pierwszymi modułami systemu analitycznego, rozpoczęto integrację algorytmów z komponentem użytkowym oraz dostosowywanie modeli do konkretnych obszarów medycznych. Projekt wszedł również w etap pilotaży i Proof of Concept realizowanych z partnerami medycznymi, których celem jest potwierdzenie skuteczności klinicznej i operacyjnej rozwiązania przed komercyjnym skalowaniem. Dodatkowo trzy projekty z udziałem Proacta dotyczące optymalizacji farmakoterapii, analizy glikemii oraz kardioonkologii (i-COPE) – zostały zakwalifikowane do oceny merytorycznej w konkursie Agencji Badań Medycznych TRANSMED I, wzmacniając potencjał rozwoju kolejnych produktów i technologii spółki.

– Rozwój produktów własnych traktujemy jako jeden z najważniejszych elementów budowy wartości spółki w kolejnych latach. Wchodzimy w etap, w którym technologia musi być nie tylko rozwijana, ale przede wszystkim weryfikowana w praktyce klinicznej i przygotowywana do skalowania sprzedaży. Dlatego tak duże znaczenie mają dla nas pilotaże, współpraca z jednostkami medycznymi oraz bieżący feedback od lekarzy i specjalistów. Pozwalają one lepiej dopasować funkcjonalności do realnych potrzeb rynku, skracać drogę od koncepcji do wdrożenia oraz budować wiarygodność rozwiązań. W kolejnych okresach chcemy przekładać te działania na konkretne wdrożenia komercyjne i stopniowo zwiększać udział produktów własnych w strukturze przychodów spółki – podsumowuje Maciej Grzywacki, Wiceprezes Zarządu Proacta S.A.

Pierwsze komercyjne wdrożenie platformy Digital Breast Cancer Unit (DBCU), realizowane w tym roku dla Opolskiego Centrum Onkologii, było istotnym krokiem potwierdzającym potencjał rozwoju produktów własnych spółki. Rozwiązanie wspiera optymalizację diagnostyki i leczenia raka piersi poprzez integrację danych medycznych, wytycznych klinicznych oraz modeli predykcyjnych.

Minister Sprawiedliwości z karą od UODO. Chodzi o dane osobowe sędziów i aferę z 2019 r.

0

Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych Mirosław Wróblewski nałożył na Ministra Sprawiedliwości administracyjną karę pieniężną w wysokości 100 tys. zł. Decyzja zapadła po postępowaniu dotyczącym sprawy znanej z doniesień medialnych jako tzw. afera hejterska z 2019 r.

Według UODO doszło do naruszenia przepisów o ochronie danych osobowych sędziów. Dane pozyskane z zasobów kadrowych Ministerstwa Sprawiedliwości miały być wykorzystywane niezgodnie z prawem, w tym do celów politycznych i prywatnych. Organ nadzorczy uznał, że administrator danych, czyli Minister Sprawiedliwości, nie zapewnił odpowiednich środków technicznych i organizacyjnych, które zapobiegłyby takim działaniom.

Sprawa znana jako „afera hejterska”

Sprawa naruszenia danych osobowych w Ministerstwie Sprawiedliwości została po raz pierwszy szerzej opisana w mediach w sierpniu 2019 r. Publikacje dotyczyły działań wymierzonych w sędziów krytycznych wobec zmian w wymiarze sprawiedliwości.

Według opisów medialnych oraz późniejszych ustaleń, informacje o sędziach miały być wykorzystywane do przygotowywania i rozpowszechniania treści o charakterze znieważającym lub dyskredytującym. W efekcie sędziowie stali się celem ataków publicznych.

UODO wszczął postępowanie administracyjne jeszcze w 2019 r., po zapoznaniu się z doniesieniami prasowymi. Ówczesny Minister Sprawiedliwości informował jednak, że w wyniku wewnętrznego postępowania wyjaśniającego nie stwierdzono incydentu o charakterze wycieku danych osobowych.

Prokuratura przekazała materiały dopiero w 2024 r.

Równolegle prowadzone było postępowanie karne w sprawie możliwego przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy publicznych. Jak wskazuje UODO, przez wiele lat organ nadzorczy bezskutecznie próbował uzyskać szczegółowe informacje o ustaleniach prokuratury.

Postępowanie prowadziły kolejno jednostki prokuratury w Lublinie i w Świdnicy. W odpowiedzi na pisma Prezesa UODO wskazywano, że ze względu na dobro śledztwa nie można przekazać bliższych informacji.

Dopiero w grudniu 2024 r. Prokuratura Regionalna we Wrocławiu udostępniła Prezesowi UODO materiał dowodowy z postępowania przygotowawczego. Zdaniem organu nadzorczego zgromadzony materiał był wystarczający do wydania decyzji administracyjnej.

Dane sędziów miały być używane poza zakresem upoważnień

Z ustaleń UODO wynika, że osoby mające dostęp do informacji z akt osobowych sędziów wykorzystywały te dane w sposób niezgodny z zakresem udzielonych upoważnień. Dane miały być przekazywane osobom nieupoważnionym, w tym innym funkcjonariuszom publicznym oraz dziennikarzom.

Organ wskazuje również, że część informacji była nielegalnie udostępniana w internecie, m.in. na platformie Twitter, obecnie X. Według ustaleń konto wykorzystywane do tych działań miało zostać założone za pośrednictwem adresu IP pochodzącego z puli przypisanej Ministerstwu Sprawiedliwości.

UODO podkreśla, że sprawa dotyczyła nie tylko zwykłych danych osobowych. Przedmiotem naruszeń miały być także dane szczególnej kategorii, w tym informacje dotyczące stanu zdrowia sędziów, ich poglądów politycznych oraz przynależności organizacyjnej.

Odpowiedzialność administratora danych

Prezes UODO zaznaczył, że decyzja administracyjna nie rozstrzyga o odpowiedzialności prawnej konkretnych osób, które faktycznie dokonały bezprawnego udostępnienia danych. Postępowanie prowadzone przez organ nadzorczy koncentrowało się na odpowiedzialności administratora danych, czyli Ministra Sprawiedliwości.

Zgodnie z RODO administrator musi wdrożyć odpowiednie środki techniczne i organizacyjne, które zapewnią zgodne z prawem przetwarzanie danych osobowych. Musi również zadbać o to, aby osoby mające dostęp do danych przetwarzały je wyłącznie na jego polecenie i w granicach udzielonych upoważnień.

W ocenie UODO w Ministerstwie Sprawiedliwości zabrakło skutecznego nadzoru nad tym, jak pracownicy i osoby upoważnione korzystają z dostępu do danych. Administrator nie miał zapewnić odpowiedniej kontroli nad procesem przetwarzania, co umożliwiło późniejsze nielegalne wykorzystanie informacji.

Naruszenia miały poważny charakter

UODO uznał, że naruszenia miały poważny charakter, ponieważ dotyczyły podstawowych zasad ochrony danych osobowych. Chodziło przede wszystkim o brak nadzoru nad wykorzystaniem udzielonych upoważnień oraz brak skutecznych mechanizmów zapobiegających przetwarzaniu danych w celach niezgodnych z prawem.

Organ nadzorczy wskazał również na szczególną rolę Ministra Sprawiedliwości jako konstytucyjnego organu państwa. Zdaniem UODO podmiot publiczny odpowiedzialny za obszar wymiaru sprawiedliwości powinien zapewniać najwyższy standard przestrzegania prawa, w tym ochrony danych osobowych.

W decyzji zwrócono uwagę, że Minister Sprawiedliwości, pełniąc istotną funkcję w systemie państwa, powinien dawać gwarancję poszanowania praw i wolności osób, których dane są przetwarzane. Dodatkowo sprawa dotyczyła sędziów, czyli osób wykonujących funkcję orzeczniczą.

UODO: kara była nieunikniona

Prezes UODO uznał, że nałożenie administracyjnej kary pieniężnej było w tej sprawie konieczne. W ocenie organu tylko kara finansowa może spełnić funkcję prewencyjną i przyczynić się do przestrzegania przepisów RODO przez administratora.

Na niekorzyść Ministra Sprawiedliwości przemawiało także zachowanie na początkowym etapie postępowania. W 2019 r. administrator poinformował, że nie doszło do wycieku danych z jego zbiorów. UODO wskazuje, że było to sprzeczne z późniejszymi ustaleniami prokuratury i utrudniło sprawne oraz wnikliwe przeprowadzenie postępowania.

Kara wyniosła 100 tys. zł. Zgodnie z RODO została wymierzona administratorowi danych osobowych, a nie konkretnym osobom, które mogły bezprawnie wykorzystywać dostęp do danych.

Możliwa odpowiedzialność osób upoważnionych

UODO przypomina, że przepisy o ochronie danych osobowych pozwalają ukarać administratora danych, jeżeli to on nie zapewnił odpowiednich warunków legalnego i bezpiecznego przetwarzania. Nie oznacza to jednak, że osoby bezpośrednio zaangażowane w naruszenia nie mogą ponieść odpowiedzialności na podstawie innych przepisów.

Administrator może dochodzić roszczeń wobec osób upoważnionych do przetwarzania danych m.in. na gruncie prawa pracy lub prawa cywilnego. W grę może wchodzić odpowiedzialność służbowa, odszkodowawcza lub regresowa.

Decyzja Prezesa UODO zamyka administracyjny etap sprawy po stronie organu ochrony danych, ale nie wyklucza dalszych konsekwencji wobec osób, które faktycznie uczestniczyły w nielegalnym pozyskiwaniu, przekazywaniu lub publikowaniu informacji o sędziach.

Widok z okna podbija ceny mieszkań. Za panoramę morza lub gór kupujący płacą nawet 40% więcej

Jeszcze dekadę temu o prestiżu mieszkania decydował głównie metraż i adres. Dziś coraz częściej najcenniejsza część nieruchomości znajduje się… za oknem. Analiza ofert mieszkań premium dostępnych w bazie portalu RynekPierwotny.pl pokazuje, że lokale z widokiem na morze, jezioro, góry czy park potrafią być droższe od podobnych mieszkań tej samej inwestycji, ale z gorszym widokiem nawet o 30-40 proc., a w skrajnych przypadkach różnice cenowe liczone są w milionach złotych.

Jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl, zjawisko to nie dotyczy już wyłącznie luksusowych apartamentowców w centrach największych metropolii. Coraz wyraźniej widać je także na rynku mieszkań wakacyjnych, inwestycji położonych nad morzem, jeziorami czy w górach. Kupujący coraz częściej płacą bowiem nie tylko za sam lokal, ale również za przestrzeń, światło, prywatność i ponadprzeciętny komfort codziennego życia.

Tym sposobem najdroższe metry coraz częściej znajdują się za oknem.

Widok, który kosztuje więcej niż dodatkowy pokój

W nieruchomościach od lat obowiązuje zasada „lokalizacja, lokalizacja i jeszcze raz lokalizacja”. Dziś jednak coraz częściej integralną częścią tej lokalizacji staje się panorama rozpościerająca się z okien czy tarasów najbardziej pożądanych mieszkań.

W praktyce oznacza to, że dwa niemal identyczne lokale w tym samym budynku mogą różnić się ceną o kilkaset tysięcy złotych, a nawet znacznie więcej – wyłącznie ze względu na kondygnację, ekspozycję lub widok.

Najlepiej widać to w inwestycjach nadmorskich, gdzie kontakt z wodą stał się jednym z najdroższych towarów na rynku nieruchomości. To właśnie panorama na Bałtyk lub Zatokę Gdańską jest dziś jedną z najcenniejszych wartości dodanych mieszkania.

W Świnoujściu, które od kilku lat należy do najdroższych lokalizacji mieszkaniowych w Polsce, podobne lokale w inwestycjach premium potrafią osiągać diametralnie różne ceny tylko dlatego, że jeden znajduje się na wyższej kondygnacji lub oferuje lepszy widok na morze.

Eksperci portalu RynekPierwotny.pl od dawna obserwują prostą zależność: im wyżej położony lokal i lepsza panorama, tym wyższa cena za metr kwadratowy. Najbardziej widoczne jest to w segmencie premium, gdzie najwyższe kondygnacje niemal zawsze zajmują największe i najdroższe apartamenty typu penthouse.

W Świnoujściu widok na Bałtyk może kosztować dodatkowe miliony

W nadmorskich projektach premium apartamenty położone na najwyższych piętrach potrafią osiągać ceny liczone w kilku-, a czasem wręcz kilkunastomilionowych kwotach.

Aktualnie w jednej ze świnoujskich inwestycji prezentowanych w bazie portalu RynekPierwotny.pl apartament o powierzchni 167 mkw. z panoramicznym widokiem na morze został wyceniony na blisko 9 mln zł, czyli około 52 tys. zł za mkw. Lokal znajduje się na ostatniej, siódmej kondygnacji luksusowego budynku położonego zaledwie 200 metrów od plaży.

Sęk w tym, że wspomniane 200 metrów zajmuje pas leśny typowy dla bezpośredniego sąsiedztwa bałtyckiej linii brzegowej. Taki układ sprawia, że panorama morza z najniższych kondygnacji jest mocno ograniczona lub wręcz niewidoczna.

Na tym przykładzie można pokusić się o orientacyjne oszacowanie wartości samego widoku w cenie mieszkania. Nie porównamy go wprawdzie z podobnym lokalem na parterze, ponieważ na najniższej kondygnacji zaprojektowano wyłącznie kompaktowe apartamentowe studia, a wraz z wysokością budynku rosną także metraże mieszkań – aż do największych penthouse’ów na ostatnim piętrze. To zresztą dość często spotykana metodyka projektowania analogicznych inwestycji w najpopularniejszych krajowych kurortach.

Tymczasem niewielkie mieszkania o powierzchni nieco ponad 30 mkw. na parterze omawianej inwestycji deweloper wycenił na około 925 tys. zł, czyli niespełna 30 tys. zł za mkw. To wyraźnie mniej niż w przypadku apartamentów zlokalizowanych na najwyższej kondygnacji, gdzie stawka przekracza już 52 tys. zł za mkw.

Różnica około 22 tys. zł na każdym metrze kwadratowym oznacza, że przy apartamencie o powierzchni 167 mkw. sama „premia za widok” może sięgać nawet około 3,7 mln zł.

Oczywiście porównujemy lokale o różnym metrażu i standardzie, jednak skala tych różnic dobrze pokazuje, jak ogromną rolę zaczyna dziś odgrywać panorama i wysokość położenia mieszkania. Tym bardziej, że koszt budowy metra kwadratowego nieruchomości pozostaje w praktyce niezależny od numeru kondygnacji. Można więc z pewnym przymrużeniem oka uznać wspomnianą różnicę za rynkową wycenę panoramy Bałtyku oglądanej z perspektywy najwyższego piętra.

Trójmiasto: każde piętro podnosi cenę

Podobny mechanizm coraz wyraźniej widać również w Trójmieście, choć oczywiście dotyczy to w pierwszym rzędzie inwestycji w odpowiedniej lokalizacji i większej liczbie kondygnacji.

W najbardziej reprezentatywnej pod tym względem, bo wielopiętrowej inwestycji zlokalizowanej w gdyńskim Redłowie zaledwie 500 m od plaży, analogiczne mieszkania 3-4 pokojowe o dużych metrażach zostały wycenione przez dewelopera na 16-17 tys. zł/mkw. na parterze i ponad 28 tys. na ostatnim 16-tym piętrze. Różnica rzędu 12 tys. zł za każdy mkw. na pewno może budzić respekt.

W praktyce oznacza to, że kilkanaście kondygnacji i nieporównywalnie lepszy widok, a z samej góry wprost na Zatokę Gdańską, mogą wywindować wartość mieszkania nawet o półtora miliona złotych i więcej. Co ciekawe, w tym przypadku bynajmniej nie chodzi o inwestycję stricte premium, ale jedynie w podwyższonym standardzie.

Co ważne, wyższa kondygnacja oznacza dziś nie tylko bardziej prestiżowy widok, ale także realne korzyści użytkowe: większą prywatność, lepsze doświetlenie mieszkania, mniej hałasu ulicznego oraz wyraźnie lepszą jakość powietrza w ruchliwych częściach dużych miast.

Jeszcze kilkanaście lat temu najwyższe piętra wielu budynków nie cieszyły się dużym zainteresowaniem. Dziś sytuacja wygląda odwrotnie – to właśnie one są coraz częściej uznawane za najbardziej pożądane.

Mazury i góry też mają swoją premię za panoramę

Mechanizm „premii za widok” bardzo wyraźnie działa również w inwestycjach położonych nad jeziorami i w górskich kurortach.

Na Mazurach apartamenty z widokiem na wodę osiągają ceny wyraźnie wyższe od lokali o słabszej ekspozycji. W jednej z inwestycji położonej w Giżycku nad samym brzegiem jeziora Niegocin lokale w kameralnych 3-piętrowych apartamentowcach różnią się w cenie za mkw. pomiędzy parterem a najwyższą czwartą kondygnacją o niemal dokładnie jedną trzecią (20 tys. zł /mkw. vs. 27 tys.).

Podobnie wygląda sytuacja w polskich górach. W jednej z zakopiańskich inwestycji wzniesionej w pobliżu Starej Polany różnica w cenie mkw. apartamentów z parteru i ostatniej 4-tej kondygnacji wynosi nawet 40 proc. (22 tys. zł/mkw. vs. 31 tys.). To oznacza, że nawet przy niewielkim, kompaktowym wręcz lokalu 2-pokojowym za 3-cie piętro trzeba wyłożyć o 320 tys. zł więcej niż za parter.

Deweloperzy doskonale zdają sobie sprawę z wartości widoku. Dlatego nowe inwestycje nad morzem, jeziorami czy w górach coraz częściej projektowane są w taki sposób, aby możliwie największa liczba mieszkań miała choć częściową ekspozycję na wodę, zieleń lub panoramę okolicy.

To już nie detal architektoniczny, lecz jeden z najważniejszych elementów strategii sprzedażowej.

Widok staje się inwestycją

Eksperci portalu RynekPierwotny.pl zwracają uwagę, że atrakcyjna panorama coraz częściej okazuje się jednym z najbardziej trwałych elementów wartości mieszkania.

Standard lokalu można podnieść remontem. Układ pomieszczeń można przebudować. Ale widoku na morze, jezioro, pasma górskie, park czy panoramę miasta praktycznie nie da się stworzyć od nowa.

Dlatego mieszkania z ponadprzeciętną ekspozycją zazwyczaj lepiej utrzymują wartość, szybciej drożeją i są znacznie łatwiejsze w odsprzedaży lub wynajmie.

W świecie coraz gęstszej zabudowy i ograniczonej przestrzeni atrakcyjny widok zaczyna stawać się zasobem równie deficytowym jak sama ziemia.

I być może właśnie dlatego za dobrą panoramę coraz częściej płaci się dziś jak za dodatkowy pokój – a czasem nawet znacznie więcej.

NBP utrzyma jastrzębi ton, ale bez podwyżki? RPP zdecyduje o stopach procentowych

Narodowy Bank Polski najprawdopodobniej pozostawi dziś stopy procentowe bez zmian trzeci miesiąc z rzędu. Według wszystkich 32 ekonomistów ankietowanych przez Bloomberg Rada Polityki Pieniężnej utrzyma główną stopę procentową na poziomie 3,75%. Taki scenariusz wydaje się obecnie najbardziej prawdopodobny, ponieważ najnowsze dane inflacyjne okazały się wyraźnie łagodniejsze od oczekiwań rynku. W maju inflacja w Polsce spadła do 3,1% rok do roku, wobec 3,2% w kwietniu. Był to wynik znacznie niższy od prognoz, które zakładały wzrost cen na poziomie 3,6%. Odczyt ten sugeruje, że presja cenowa pozostaje na razie ograniczona, a bank centralny nie ma pilnej potrzeby zaostrzania polityki pieniężnej. Niższa inflacja daje NBP więcej przestrzeni do spokojniejszej oceny sytuacji. Jednocześnie komunikacja banku centralnego może pozostać ostrożna i raczej jastrzębia, aby podkreślić gotowość do walki z inflacją, choć bez wyraźnego zaostrzania dotychczasowego tonu.

Za utrzymaniem stóp procentowych przemawia również słabsza aktywność gospodarcza. W pierwszym kwartale wzrost gospodarczy spowolnił, konsumenci ostrożniej podchodzą do wydatków, a dynamika płac jest najniższa od ponad pięciu lat. W takich warunkach podwyżka stóp mogłaby dodatkowo osłabić gospodarkę, ograniczając popyt i pogarszając warunki finansowania dla firm oraz gospodarstw domowych. Obecne ryzyka inflacyjne wynikają w dużej mierze z czynników zewnętrznych, takich jak ceny surowców czy napięcia geopolityczne, dlatego wyższe stopy procentowe mogłyby przynieść gospodarce więcej szkód niż korzyści.

Bank Pekao obniżył prognozę tegorocznego szczytu inflacji z 4% do 3,5% i przewiduje stabilizację stóp procentowych w 2026 roku. Taka ocena wzmacnia przekonanie, że Rada Polityki Pieniężnej będzie w najbliższym czasie unikać gwałtownych ruchów. Coraz więcej decydentów może też uznawać spowolnienie gospodarcze za większe zagrożenie niż sama inflacja, zwłaszcza jeśli kolejne dane potwierdzą słabszą konsumpcję i wolniejsze tempo wzrostu wynagrodzeń.

Na decyzje i komunikację NBP nakłada się również napięcie polityczne między prezesem banku centralnego Adamem Glapińskim a premierem Donaldem Tuskiem. Spór dotyczy między innymi zmian personalnych w zarządzie NBP oraz wcześniejszego pomysłu finansowania wydatków wojskowych z wykorzystaniem rezerw złota banku centralnego. Choć kwestie polityczne pozostają tłem dla decyzji monetarnych, mogą wpływać na odbiór działań banku i wzmacniać ostrożność w jego przekazie.

Obecna sytuacja wskazuje więc, że NBP nie ma istotnego powodu do podnoszenia stóp procentowych. Inflacja jest niższa od oczekiwań, a gospodarka pokazuje coraz wyraźniejsze oznaki osłabienia. Rada Polityki Pieniężnej prawdopodobnie utrzyma ostrożny ton, aby nie osłabić wiarygodności w walce z inflacją, ale sama decyzja o pozostawieniu stóp bez zmian wydaje się być przesądzona.