Benedyktyńskie nalewki trafią na europejskie rynki. Rośnie zainteresowanie produktami z segmentu premium

CEO Magazyn Polska

Benedictus Memes, właściciel marki Produkty Benedyktyńskie, chce sprzedawać tradycyjne nalewki za granicą. Trwają rozmowy z partnerami z Europy Zachodniej i krajów bałtyckich. Produkowane z naturalnych składników i świeżych owoców trunki od kilku miesięcy zdobywają popularność na krajowym rynku. Przedstawiciele spółki podkreślają, że cały segment premium w branży spożywczej rośnie, dając producentom możliwość osiągnięcia wyższych marż.

Rozmawiamy głównie na temat dystrybucji i eksportu naszych nalewek. Prowadzimy kilka rozmów z interesującymi partnerami z Europy Zachodniej i krajów nadbałtyckich w zakresie możliwości sprzedaży naszych produktów na tamtejszym rynku – mówi agencji Newseria Adam Jaroszewicz, członek rady nadzorczej spółki Benedictus Memes, właściciela marki Produkty Benedyktyńskie.

Jest jednak zbyt wcześnie, by mówić o szczegółach. Nalewki pojawiły się w ofercie firmy pod koniec ubiegłego roku. Ich duża popularność na krajowym rynku zachęca producenta do rozwoju eksportu.

Są to nalewki przygotowywane w tradycyjny sposób, zawsze wykorzystywane są świeże owoce, które są wymagane w technologii. To np. zielone orzechy włoskie, naturalne wiśnie czy kwiat czarnego bzu. Na bazie tych naturalnych produktów tworzone są nalewki, które żeby nabrać walorów smakowych, leżakują 1-2 miesiące, w zależności od rodzaju nalewki, którą oferujemy. Widzimy wzrost sprzedaży w tym segmencie – wyjaśnia Jaroszewicz.

Spółka pracuje również nad nową gamą produktów pod marką Apteczka Benedyktyńska. Będą to produkty prozdrowotne, jak syropy, kremy czy balsamy. W skład gamy wchodzić będą także artykuły oparte na poszukiwanych przez konsumentów kwasach tłuszczowych omega-3.

Jedna z naszych spółek powiązanych kapitałowo, spółka FLC Pharma, jest cenionym na świecie producentem kwasu omega-3 pochodzącego z oleju lnianego. Zamierzamy wraz z tą spółką wytwarzać różnego rodzaju produkty oparte o tę unikalną technologię uzyskiwania najczystszej formy estrów kwasów tłuszczowych – mówi przedstawiciel Benedictus Memes.

Produkty premium, czyli np. produkowane z naturalnych, a więc i znacznie droższych, składników są dla wytwórców atrakcyjnym segmentem, ponieważ pozwalają na uzyskiwanie wyższych marż.

W artykułach klasy premium marże muszą być wyższe od średniej. Mamy nadzieję docelowo jeszcze je zwiększać. Nie chcemy jednak podnosić ceny produktu. Bardziej zależy nam na optymalizacji kosztów wytwarzania oraz logistyki związanej z dostarczeniem towaru do ostatecznego odbiorcy – podkreśla Jaroszewicz.

Nie bez znaczenia jest także, jak twierdzi Jaroszewicz, struktura dostawców. Tego rodzaju artykuły powstają zazwyczaj w małych, rodzinnych manufakturach, przykładających większą wagę do zachowania tradycyjnej receptury oraz wytwarzających stosunkowo niewielkie ilości tego rodzaju artykułów.

Nasza spółka współpracuje z kilkudziesięcioma dostawcami, głównie są to mali, bardzo lokalni, producenci krajowi, niewielkie firmy rodzinne, które produkują czasem większą, czasem trochę mniejszą ilość, ale zawsze nasza pozycja w ich biznesie jest znacząca – tłumaczy Jaroszewicz. – Staramy się, by ta współpraca była prowadzona z jak największym pożytkiem dla wszystkich. Chcemy rozszerzać ofertę zarówno pod względem ilości, jak i jakości, dlatego starannie dobieramy producentów, którzy muszą spełniać wysokie normy, tak by sprostać coraz wyższym oczekiwaniom klientów.

Firmy muszą zmienić podejście do komunikacji online. Internauci chcą natychmiastowej reakcji i więcej treści wideo

CEO Magazyn Polska

Interakcja za pomocą mediów społecznościowych i forów, najlepiej w czasie rzeczywistym bez tego nie może się obejść nowoczesna komunikacja z klientem. Marketerzy muszą również uwzględniać fakt, że konsumenci coraz mniej czytają, a bardziej nastawiają się na treści wideo. Zmiana podejścia do komunikacji z klientami może przynieść wymierne efekty.

Użytkownicy serwisów społecznościowych coraz mniej uwagi przywiązują do długich treści umieszczanych na portalach czy blogach i wykazują mniejsze zaangażowanie jeżeli chodzi o odpowiadanie na post kolejnym wpisem. Preferują raczej wideo, lecz nie tylko wizytówki, przedstawienia przedsiębiorstw i prowadzonych przez nich działalności. Użytkownicy chcą, aby firma naprawdę zabiegała o ich względy, zainteresowała czymś, bawiła czy w inny sposób poszukiwała skutecznej interakcji – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Piotr Sulima, dyrektor zarządzający agencji kreatywnej Elchupacabra.pl.

Media społecznościowe są coraz chętniej wybieranym nośnikiem reklamy. Wiele firm zaczyna dostrzegać potencjał YouTube. Jak wynika z ubiegłorocznego badania przeprowadzonego przez firmę Chimney na próbie 500 największych polskich przedsiębiorstw, 38 proc. z nich ma własny kanał w serwisie YouTube, a w przypadku blisko jednej trzeciej jest on aktywny (zamieszczony został na nim co najmniej jeden film w ciągu ostatniego roku). Co więcej, komunikacja w social media powinna odbywać się w formule „tu i teraz”.

– Tak jak w mediach tradycyjnych, tak i w nowoczesnych, każdy kanał komunikacji ma swoją własną specyfikę. W przypadku, gdy pada pytanie na portalu Twitter, ważna jest nie tylko sama odpowiedź, lecz także szybkość jej udzielenia – wskazuje Piotr Sulima. – Gdy komunikujemy się z odbiorcą przy użyciu serwisu Facebook, niezwykle istotne jest, aby umieszczane przez nas treści zawierały zarówno tekst czy zdjęcia, jak i materiał wideo. Chodzi głównie o to, by przekaz był autentyczny, żeby prezes zdjął krawat i powiedział wprost, jak się sprawy mają. Kolejną kwestią jest to, by organizacja rzeczywiście utożsamiała się z wartościami, które przekazuje w swojej komunikacji. Próby fałszowania czy zaklinania rzeczywistości są błyskawicznie wychwytywane przez społeczność sieci.

Coraz częściej firmy zgłaszają się do specjalistów, by pomogli im wzmocnić wizerunek w sieci. Czasem potrzebne jest tylko odświeżenie graficzne, czasem – zbudowanie całej strategii obecności online na nowo.

Klienci zazwyczaj pragną, abyśmy zaproponowali kompleksową strategię komunikacji, a przy okazji zbadali, jak są postrzegani przez rynek, jego segment czy określone grupy klientów. Te wszystkie działania wykonujemy, wykorzystując media społecznościowe i narzędzia oparte na technologii Big Data. Narzędzia te pokazują nam w czasie rzeczywistym, co i gdzie się o danej firmie czy marce mówi. Dla przykładu, jeżeli ktoś w Lublinie opowie w sieci o tym, że kupił paczkę chipsów i ich smak go zwyczajnie nie usatysfakcjonował, to my o tym wiemy i potrafimy nawiązać z klientem interakcję, i to na wielu poziomach, a zagregowane dane są regularnie analizowane – wyjaśnia Sulima.

Przekonuje, że kompleksowe zajęcie się wszystkimi kanałami komunikacji przynosi firmie wymierne efekty. Co więcej, pojawia się już coraz więcej zaawansowanych narzędzi, by mierzyć skuteczność takiej komunikacji.

W każdym przypadku omawiamy z naszym klientem szczegóły dotyczące jego oczekiwań, co w połączeniu z naszymi możliwościami pozwala umówić się na konkretne rezultaty – twierdzi dyrektor zarządzający Elchupacabra.pl. – Przedstawiamy swoisty bilans otwarcia i mówimy: drogi kliencie, to są twoje obecne wskaźniki. Gdy wdrożymy strategię, uruchomimy nowe kanały bądź zaopiekujemy się już istniejącymi przy zastosowaniu takiego budżetu, to osiągniemy następujące wskaźniki np: zasięgu, świadomości marki czy po prostu like’ów. Coraz częściej nowe technologie i nasze kompetencje umożliwiają także wiązanie się konkretnymi wskaźnikami sprzedażowymi.

Obecność w najważniejszych serwisach społecznościowych daje możliwość niestandardowych, ale skutecznych kampanii reklamowych. W ubiegłym roku wydatki na reklamę online wzrosły o 6,4 proc. (o 95,8 mln zł) – wynika z danych domu mediowego Starlink. Dominujący był trend związany z reklamą wideo, która wzrosła o 21 proc. Jednym z ważniejszych staje się również content marketing, czyli marketing treści, strategia polegająca na docieraniu do klientów poprzez publikowanie interesujących dana grupę odbiorców treści.

Popołudniowy komentarz walutowy z 09.04.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 09.04.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Na jakie ogłoszenia o pracę nie aplikują kandydaci?

Z badania przeprowadzonego przez Pracuj.pl wynika, że elementem, który najbardziej zniechęca kandydatów do aplikowania, jest brak nazwy firmy w ogłoszeniu (62% wskazań). Ponad połowa rekrutowanych nie­chętnie odpowiada na oferty pracy, w których nie jest jasno określone stanowisko pracy (53%), lub gdy brakuje szczegółowych informacji na temat tego, co firma oferuje pracownikowi (51%). Eksperci platformy rekrutacyjnej eRecruiter podkreślają, że decyzję o tym, czy aplikować na dane stanowisko pracy, kandydat podejmuje najczęściej w ciągu kilku sekund. W pierwszej kolejności ma na to wpływ właśnie ogłoszenie o pracę.

– Zadaniem rekrutera powinno być takie przygotowanie ogłoszenia, aby zachęcić kandydatów do aplikowania i wyróżnić ofertę spośród innych. Warto wiedzieć, jakie błędy najczęściej popełniamy, bo w codziennym natłoku obowiązków rekrutacyjnych zazwyczaj brakuje czasu na chwilę refleksji nad treścią ogłoszenia. Korzystamy z utartych szablonów, zmieniając tylko nazwę stanowiska i oczekiwania. A nawet w tych obszarach zdarzają się wpadki np. nieadekwatna nazwa stanowiska, zbyt rozbudowany lub odwrotnie, zbyt lakoniczny, opis wymagań wobec kandydatów – mówi Izabela Bartnicka, Sales Team Leader w eRecruiter.

Największe wątpliwości kandydatów pojawiają się wówczas, gdy widzą oni ogłoszenie, w którym nie ma podanej nazwy firmy. Tak odpowiedziało aż 62% respondentów badania „Specjaliści na rynku pracy” zleconego przez Pracuj.pl. Kolejnymi elementami, które zniechęcają kandydatów do aplikowania, są: brak jasno sformułowanego opisu stanowiska (53% wskazań), lakoniczne informacje na temat tego, co oferuje pracodawca (51%) i wygórowane wymagania (40%). Co ciekawe, aż 30% kandydatów chciałoby, aby w ogłoszeniu podana była wysokość wyna­grodzenia.

Firmy, które tworzą i publikują ogłoszenia, powinny przywiązywać do nich szcze­gólną uwagę, gdyż brak istotnego elementu może przyczynić się do zebrania mniejszej liczby lub mniej wartościowych aplikacji. W niektórych firmach odsetek nowozatrudnionych, którzy rezygnują z pracy w ciągu pierwszego roku, sięga nawet 25%. Taki wynik może wskazywać na to, że proces rekrutacji i selekcji pracowników był przeprowadzony niewłaściwie. A bardzo często ma to swój początek w nieodpowiednim przygotowaniu oferty pracy. Aby tego uniknąć, warto na bieżąco badać efektywność publikowanych ogłoszeń oraz całych procesów rekrutacji, na przykład przy pomocy platform do zarządzania procesami rekrutacji. To z pewnością wpłynie na podejmowanie lepszych decyzji o wyborze odpowiednich kandydatów – mówi Marcin Sieńczyk, Business Development Director w eRecruiter.

Ogłoszenie o pracę jest pierwszym i podstawowym elementem procesu rekrutacyjnego. Celem stawianym przed rekruterami przygotowującymi oferty jest znalezienie najbardziej wartościowych i pasujących do DNA firmy kandydatów na dane stanowisko. Żeby wyznaczony cel osiągnąć, ogłoszenie o pracę musi wybić się ponad inne i zostać zauważone przez kandydatów. Tak się stanie, jeśli błędy, o których mowa wyżej, nie będą przez autorów ofert powielane.

Metodologia badania

Opinie kandydatów na temat ogłoszenia o pracę zostały zebrane podczas realizacji badania „Specjaliści na rynku pracy”, przeprowadzonego przez portal Pracuj.pl metodą ankiety dostępnej online na grupie 4656 osób z min. 2-letnim doświadczeniem na rynku pracy, pracujących na stanowiskach specjalistycznych, menadżerskich i wyższych. Badanie zostało przeprowadzone w październiku 2014 r.

Pełne wyniki badania „Candidate Experience” są dostępne w raporcie „Źle potraktowany kandydat to utracony klient” dostępnym na stronie: http://raport-cx.erecruiter.pl/.

Duże wzrosty na giełdowym debiucie Private Equity Managers S.A.

Na otwarciu debiutanckiej sesji kurs akcji Private Equity Managers S.A. (“PEManagers”, “Spółka”) wzrósł o 12,34% do 124,7 zł. PEManagers jest pierwszą spółką notowaną na głównym rynku GPW zarządzającą aktywami alternatywnymi typu private equity i czwartym debiutem na tym rynku w bieżącym roku. Oferta publiczna przeprowadzona w marcu br. obejmowała wyłącznie sprzedaż istniejących akcji PEManagers. Akcjonariusz Spółki sprzedał wszystkie oferowane akcje po maksymalnej cenie wynoszącej 111 zł.

Dzisiejsze pierwsze notowanie akcji Spółki rozpoczęło się od dużego wzrostu. Na otwarciu kurs akcji wynosił 124,7 zł, czyli o 12,34% wyżej niż cena sprzedaży akcji w ofercie publicznej. Po południu akcje PEManagers rosły o ponad 16%.

Oferta publiczna akcji Spółki zakładała sprzedaż do 411 863 akcji stanowiących 12,35 proc. udziału w jej kapitale zakładowym. Sprzedającym akcje był subfundusz MCI.EuroVentures 1.0. wydzielony w MCI.PrivateVentures FIZ. W ramach oferty sprzedano wszystkie oferowane akcje, a popyt na nie zgłaszany przez inwestorów w czasie zapisów kilkukrotnie przekroczył wielkość oferty. W trakcie subskrypcji w transzy otwartej oraz transzy dużych inwestorów indywidualnych złożono zapisy na 460 953 akcje, co przełożyło się na stopę redukcji na poziomie 90,23 proc. Inwestorzy instytucjonalni nabyli łącznie 305 473 akcji. Oferującym akcje był Noble Securities S.A.

Ostatecznie inwestorom indywidualnym przydzielono 45 045 akcji (10,9 proc. wszystkich oferowanych akcji), dużym inwestorom indywidualnym 61 345 akcji (14,9 proc.) a instytucjom finansowym 305 473 akcji Spółki (74,2 proc.). W ramach przeprowadzonej oferty akcje sprzedawane trafiły do 1 769 inwestorów, w tym 1 713 inwestorów indywidualnych. Cena sprzedaży wyniosła 111 zł, co implikuje wartość całej oferty publicznej na poziomie 45,7 mln zł. W ciągu ostatnich dwóch lat na głównym rynku GPW tylko w przypadku czterech spółek zanotowano uplasowanie oferty po cenie maksymalnej akcji.

O Private Equity Managers S.A.:

Private Equity Managers S.A. to spółka dominująca w grupie kapitałowej wyspecjalizowanej w zarządzaniu różnymi klasami aktywów w funduszach alternatywnych private equity, w tym w funduszach venture capital („Grupa”).

Fundusze inwestycyjne, których portfelami inwestycyjnymi zarządzają podmioty z grupy Private Equity Managers S.A., inwestują przede wszystkim w szybko rosnące spółki z sektora technologicznego z regionu CEE. Charakteryzuje je bardzo niskie ryzyko odpływu kapitału pod zarządzaniem, związane z długoterminową specyfiką działania funduszy private equity oraz gotówkowym charakterem przychodów. Polityka dywidendowa Spółki zakłada rekomendowanie przez Zarząd Spółki wypłaty dywidendy w wysokości od 50% do 100% skonsolidowanego zysku netto za dany rok (nie więcej jednak niż jednostkowy zysk netto Spółki). Na koniec czwartego kwartału 2014 r. aktywa pod zarządzaniem grupy wyniosły 1,67 mld zł (wzrost o 82% r/r i 125% względem 2012 r.).

http://www.privateequitymanagers.pl

KNF psuje plany Ministerstwu Finansów

W ustawie budżetowej za 2015 rok Ministerstwo Finansów zakładało, że z dywidend od spółek zgarnie 6,3 mld zł. Jak pisze portal Money.pl, zamieszanie wokół franka szwajcarskiego może te plany pokrzyżować. Pod znakiem zapytania stoi kilkaset milionów złotych dywidendy z PKO BP i miliony podatku dochodowego, którego banki – jeśli KNF zablokuje im wypłaty dywidendy – nie wpłacą do budżetu.

Powodem rekomendacji Komisji Nadzoru Finansowego jest błyskawiczny wzrost kursu franka szwajcarskiego względem złotego, po styczniowej deklaracji Narodowego Banku Szwajcarii, że przestaje bronić ustalonego maksymalnego kursu 1,20 franka za euro. Zagrożenie wypłacalności dużej grupy klientów banków ze zrozumiałych względów wywołało zainteresowanie KNF. Komisja zaleciła, by zabezpieczeniem powstałego ryzyka niespłacalności kredytów było niewypłacenie dywidendy z zysku za 2014 rok.

Zalecenie KNF działa wbrew oczekiwaniom Skarbu Państwa, który szykuje się do wyjścia z unijnej procedury nadmiernego deficytu. Korekty w systemie Otwartych Funduszy Emerytalnych już sprawiły, że deficyt się obniżył, ale do zejścia poniżej progu 3 proc. PKB jeszcze brakuje 2-3 pkt proc. Brak wpływów z dywidend ten plan utrudni.

Jak podliczył Money.pl w ostatnich pięciu latach do budżetu wpływało z dywidend średnio 6,1 mld zł, czyli 2,2 proc. wszystkich wpływów. Rok 2014 był pod tym względem akurat słabszy, bo państwo zebrało od swoich spółek tylko 4,2 mld zł. Co nie przeszkodziło ministerstwu, by na 2015 rok założyć wpływy o 2 mld zł wyższe.

Dochody budżetu z dywidend
  Dywidendy ze spółek Skarbu Państwa
wpłacone do budżetu (mld zł)
dochody budżetowe
ogółem (mld zł)
dywidendy jako procent
dochodów państwa
2015 6,25 297,20 2,10
2014 4,16 283,54 1,47
2013 7,05 279,15 2,53
2012 8,21 287,60 2,85
2011 6,12 277,56 2,21
2010 4,98 250,30 1,99

Źródło: Money.pl na podstawie danych Ministerstwa Finansów, wartości za 2015 r. z ustawy budżetowej, za 2010-2014 z wykonania budżetu

Na słabsze dochody złożyła się między innymi dużo niższa wypłata z zysku od największego banku w kraju, czyli PKO BP. Skarb Państwa ma w banku ponad 31 proc. akcji, a PKO BP przez ostatnich pięć lat zasilał budżet wypłatą średnio 600 mln zł. W zeszłym roku – było to niecałe 300 milionów.

W raporcie rocznym za 2014 roku bank wykazał 3,1 mld zł zysku netto, czyli poziom podobny jak rok wcześniej. Gdyby KNF zablokowała wypłatę dywidendy, Skarb Państwa będzie uboższy przynajmniej o 300 mln zł.

Zyski i dywidendy płacone przez PKO BP
  Zysk netto dywidenda wypłacona łącznie (mln zł) część przypadająca skarbowi państwa (mln zł)
2014 3 079,47 937,50 294
2013 3 233,76 2 250,00 706
2012 3 582,64 1 587,50 498
2011 3 953,62 2 475,00 777
2010 3 311,21 2 375,00 746

Źródło: Money.pl na podstawie danych PKO BP

Dywidenda to jedno. Drugą kwestią jest jeszcze podatek od dywidendy. Wypłacając w ubiegłym roku akcjonariuszom 937,5 mln zł brutto, oprócz przypadającej państwu, jako akcjonariuszowi, 31 proc. tej kwoty (294 mln zł), PKO BP musiał przekazać do budżetu 19 proc. całości dywidendy jako podatek dochodowy (178 mln zł). Jak wylicza Money.pl, Skarb Państwa zarobił więc na całej operacji łącznie 472 mln zł, z czego 178 mln zł podatku od dywidend zaksięgowano jako dochody z PIT lub CIT.

Jeśli rekomendacja KNF przełoży się na zmniejszone kwoty wypłat z zysków banków, to spadną też i przychody z podatków dochodowych. Nie tylko deklarowane w ustawie budżetowej 6,3 mld zł wpływów z dywidend, ale też i 44,4 mld zł dochodu z PIT oraz 24,5 mld zł z CIT mogą wymagać korekty.

Biuro Tłumaczeń 123Tlumacz.pl uzyskało certyfikat ISO 9001:2009

Biuro Tłumaczeń 123Tlumacz.pl certyfikat ISO 9001:2009

Biuro Tłumaczeń 123 Sp. z o.o. (123tlumacz.pl) działające na rynku usług tłumaczeniowych przeszło kontrolę i uzyskało pozytywny wynik auditu przeprowadzonego przez zewnętrzną  i niezależną jednostkę certyfikującą,  otrzymując w dniu dzisiejszym Certyfikat ISO 9001:2009 w zakresie tłumaczeń i obsługi tłumaczeniowej firm.

Biuro Tłumaczeń 123 Sp. z o.o. od lat zajmuje się tłumaczeniami w ponad 40 językach, zapewniając swoim klientom zarówno tłumaczenia pisemne, jak i ustne  (symultaniczne i  konsekutywne). Główna siedziba firmy mieści się w Krakowie, przy ul. Łobzowskiej 48/8, jednak działa ona na terenie całego kraju oraz poza jego granicami. Certyfikat uzyskany przez Biuro Tłumaczeń 123 Sp. z o.o. (ang.  EN ISO 9001:2009 Quality management systems – Requirements) to międzynarodowa norma, która określa wymagania konieczne do spełnienia w systemie zarządzania jakością w organizacji. Model zarządzania ISO 9001 opiera się na czterech zasadach, które wzajemnie wiążą się ze sobą, a są nimi: realizacja wyrobu i pomiary, odpowiedzialność kierownictwa, zarządzanie zasobami oraz analizy i udoskonalenia.

„Wprowadzenie normy ISO 9001:2009 to kolejny krok na drodze do doskonalenia i ulepszania jakości naszych usług. Dzięki stosownemu szkoleniu i późniejszemu uzyskaniu pozytywnego wyniku auditu, dajemy gwarancję naszym klientom, że każdy pracownik doskonale zna zakres swoich obowiązków, a produkty, którymi w naszym przypadku są usługi tłumaczeniowe, są zgodne z międzynarodowymi wymaganiami. Będziemy stale monitorować postępy oraz dążyć do tego, aby wszyscy nasi zleceniodawcy byli pewni co do jakości  naszych usług.”

Uzyskanie certyfikatu ISO 9001 to znaczący krok w działalności Biura Tłumaczeń 123 Sp. z o.o. Daje on gwarancję wszystkim zleceniodawcom, szczególnie klientom biznesowym, którzy sami doskonale wiedzą jak wiele pracy i wysiłku należy włożyć, aby pracować zgodnie z zaleceniami normy ISO 9001, że wszystkie usługi tłumaczeniowe wykonane przez to Biuro 123Tłumacz.pl, spełnią ich wymagania i oczekiwania.

 

Portfel zamówień Selvity wynosi prawie 32 mln zł. Strategia spółki zakłada wzrost przychodów z usług rzędu 30 proc. rocznie

0

CEO Magazyn Polska

Wartość podpisanych kontraktów biotechnologicznej spółki Selvita na 2015 r. wynosi obecnie prawie 32 mln zł. Spółka zapowiada dynamiczny wzrost zarówno segmentu innowacyjnego, jak i usługowego. Firma nie planuje nowej emisji akcji, obligacji ani wypłaty dywidendy i skupia się na budowaniu wartości.

Część innowacyjna naszych przychodów będzie mocno szła do góry – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Paweł Przewięźlikowski, prezes zarządu spółki Selvita. – Po pierwsze kontynuujemy kontrakty ze spółkami Merck Serono, H3 Biomedicine i Felicitex Therapeutics. To umowy podpisane jeszcze w 2013 i 2014 roku. One stanowią twardą część przychodów z segmentu innowacyjnego. Kontrakty z H3 i Merck kończą się w trzecim i czwartym kwartale br., ale oczywiście liczymy na to, że uda nam się je przedłużyć.

Spółka jest jedną z największych w Europie Środkowo-Wschodniej firm biotechnologicznych. Jej działalność dzieli się na dwa segmenty: innowacyjny oraz usługowy. W ramach pierwszego z nich firma poszukuje nowych, oryginalnych leków, przede wszystkim onkologicznych. W tym zakresie współpracuje z koncernami farmaceutycznymi z Europy Zachodniej oraz Stanów Zjednoczonych, oferując między innymi wynalezione przez siebie cząsteczki SEL24 i SEL120, stanowiące potencjalnie podstawę tego rodzaju leków. Segment usługowy dostarcza natomiast rozwiązania z zakresu chemii, biotechnologii oraz bioinformatyki, które umożliwiają obniżenie kosztów wprowadzania innowacyjnych produktów na rynek.

Selvita nie podaje prognoz, natomiast mamy dwa główne cele na ten rok – wskazuje Przewięźlikowski. – Po pierwsze zakładamy dynamiczny wzrost przychodów segmentu usługowego rzędu 30 proc., po drugie – podpisanie kolejnych kontraktów z partnerami. Wtedy dynamika znacząco by się zwiększyła.

Wartość kontraktów spółki w 2015 roku wynosi obecnie prawie 32 mln zł. Od klientów usługowych ma pochodzić 8 mln zł. Jak informuje prezes Paweł Przewięźlikowski, są to umowy, które mają różne cykle realizacji: miesiąc, dwa, sześć, a czasem rok. Portfel tego rodzaju zamówień do końca roku będzie się jeszcze mocno wypełniał.

Oprócz umów na SEL24 i SEL120 chcielibyśmy również podpisać kontrakty na projekty Selvity we wcześniejszej fazie typu SEL303 czy Eptheron – tłumaczy Paweł Przewięźlikowski. – To projekty bardziej zbliżone do kontaktów z Merckiem oraz H3, gdzie partner finansuje część badań już od samego początku, a w zamian za to Selvita oddaje mu część praw do cząsteczki.

Spółka chciałaby otworzyć w br. również co najmniej jeszcze jeden oddział zagraniczny w Wielkiej Brytanii. Obecnie firma jest właścicielem przedsiębiorstwa Selvita Incorporated w Bostonie (Stany Zjednoczone). Jak tłumaczy prezes Przewięźlikowski jest to biuro sprzedaży Selvity na rynek amerykański. Jego głównym zadaniem jest pozyskiwanie klientów usługowych, ale również merytoryczne wsparcie realizacji innowacyjnych projektów.

Z czasem być może oprócz handlowców będziemy wysyłać tam naukowców z zadaniem bezpośredniej obsługi klientów amerykańskich – prognozuje Przewięźlikowski. – Bylibyśmy wtedy swego rodzaju interfejsem pomiędzy amerykańskimi a polskimi naukowcami.

Ubiegłoroczne przychody ze sprzedaży spółki wyniosły 28,9 mln zł (uwzględniając dotacje 41,3 mln zł) i były ponad dwa razy wyższe niż w 2013 roku. Selvita zarobiła na czysto 5,85 mln zł wobec 2,45 mln zł straty rok wcześniej.

Nie planujemy nowej emisji akcji ani obligacji– podkreśla prezes zarządu spółki Selvita. – Zgodnie z polityką dywidendową, nie podzielimy też zysku pomiędzy akcjonariuszy. Mamy bogaty budżet i plany inwestycyjne, więc koncentrujemy się raczej na budowie wartości spółki niż na odcinaniu kuponów od dotychczasowych sukcesów.

Co zmieni nowe prawo łowieckie?

0

Szkody wyrządzone w ubiegłym roku przez dziki oszacowano na 6,3 mln zł. Straty wystąpiły w 1284 gospodarstwach i objęły ponad 4 tys. ha upraw. Protesty poszkodowanych rolników były sygnałem do wprowadzenia zmian w prawie łowieckim. Czy będą one korzystne?

„Nowelizacja zwiększy poszanowanie praw właścicieli nieruchomości podczas wyznaczania obszarów łowieckich” – mówi serwisowi infoWire.pl Wiktor Szmulewicz, prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych. Gospodarze będą mieli duży wpływ na ustalanie obszaru polowań oraz możliwość zgłaszania własnych sugestii i uwag, które będą rozpatrywane w ciągu 30 dni. Obowiązki właścicieli i dzierżawców terenu zostaną szczegółowo określone.

Nowa ustawa ureguluje też kwestię odszkodowań łowieckich – będą one szacowane przez niezależnego eksperta, adekwatne do poniesionych strat i wypłacane szybciej. „Ważne dla rolników byłoby również określenie, jakie powinny być stany populacji poszczególnych gatunków, także chronionych” – zaznacza ekspert. Wyrządzane szkody to często efekt zwielokrotnienia liczebności zwierząt z powodu niezrealizowania planu odstrzału.

Projekt ustawy wciąż wymaga poprawek. Na razie budzi wiele dyskusji i nie jest do końca satysfakcjonujący dla rolników.