Amica Wronki zwiększa sprzedaż za granicą. Chce zdobywać nowe rynki dzięki przejęciom

0

 

W tym roku Amica Wronki zamierza uruchomić sprzedaż w Hiszpanii. Rozgląda się również za spółkami dystrybucyjnymi, które mogłaby przejąć, zyskując w ten sposób dostęp do nowych rynków. W ubiegłym roku spółka zwiększyła sprzedaż na wszystkich rynkach. W Wielkiej Brytanii w niektórych kwartałach wrosła o 100 proc. Nawet rosyjski rynek przyniósł wzrost obrotów, ale w tym roku trudno będzie powtórzyć ten wynik.

Zakładamy wzrost sprzedaży na kluczowych rynkach oraz na nowych rynkach, na które zamierzamy wejść w związku z planowanymi akwizycjami. Zakładamy również wzrost inwestycji, ponieważ spodziewamy się, że nasze kuchnie będą sprzedawały się lepiej. Być może przejściowo będzie to trochę wolniejszy wzrost – mówi agencji informacyjnej Newseria Wojciech Kocikowski, wiceprezes zarządu ds. finansowych Amica Wronki.

Wśród produkowanych przez Amicę kuchni najszybciej rosła sprzedaż tych do zabudowy. Wyższe wzrosty spółka odnotowała jednak w segmencie sprzedaży towarów, czyli produktów, których nie produkuje: lodówek, zmywarek, okapów i pralek.

Jak podkreśla Kocikowski, ubiegły rok Amica miała bardzo doby, ponieważ zwiększyła sprzedaż o ponad 20 proc. Wzrosty zanotowała właściwie na wszystkich kluczowych rynkach.

Na żadnym z rynków sprzedaż nie spadła, nawet na rynku rosyjskim zwiększyliśmy obroty. Natomiast najbardziej wzrosła sprzedaż na rynku brytyjskim, gdzie bywały kwartały ze 100-proc. wzrostem – mówi Kocikowski.

Inne kluczowe dla spółki rynki to Niemcy, Skandynawia oraz Czechy i Słowacja.

Ten rok będzie trudny i na pewno sprzedaż będzie niższa niż w ubiegłym. O skali jeszcze trudno mówić. Gdybyśmy osiągnęli wzrost organiczny, bez efektów związanych np. z akwizycjami, rzędu 5 proc., to będziemy zadowoleni – podkreśla wiceprezes.

Obawy spółki dotyczą przede wszystkim kierunku wschodniego. Jak podkreśla Kocikowski, w Rosji trudno będzie powtórzyć ubiegłoroczny wynik. Dodatkowym ryzykiem jest niepewna kondycja kontrahentów na tym rynku.

Mimo oczekiwanego spowolnienia Amica ma ambitne plany związane z rozwojem na rynkach zagranicznych i szuka możliwości przejęć.

Koncentrujemy się na rynkach Europy Zachodniej. Mamy otwartą spółkę w Hiszpanii i zamierzamy tam uruchomić sprzedaż w tym roku. Ciągle nie zapominamy o rynku włoskim, zwiększamy sprzedaż na rynku francuskim i brytyjskim – mówi Kocikowski. – Nieustannie pracujemy nad nowymi inwestycjami i akwizycjami. To będą przede wszystkim spółki dystrybucyjne i za takimi obiektami do przejęcia się rozglądamy. Najbardziej interesuje nas dostęp do rynku.

W zeszłym roku przychody ze sprzedaży firmy przekroczyły 2 mld zł i były o niemal 400 tys. zł wyższe niż rok wcześniej. Zysk netto przypadający na akcjonariuszy spółki spadł jednak o ponad 10 mln zł i przekroczył 78 mln zł. Zysk operacyjny wzrósł natomiast o przeszło 30 mln zł i wyniósł 128 mln zł. Jak podkreśla wiceprezes spółki, wskaźnik dług do EBITDA na koniec zeszłego roku wyniósł 0,2. Jest to niski poziom i jak deklarują władze Amiki, podobnie powinno być w tym roku, nie powinien on przekroczyć 1. To oznacza spore możliwości inwestycyjne.

Za półtora roku ruszy poszerzanie autostrady wokół Poznania

 

Dopiero w drugiej połowie przyszłego roku ruszy budowa trzeciego pasa na autostradowej obwodnicy Poznania. Nie udało się uzyskać zgody na inwestycję w ramach skróconej procedury środowiskowej, więc Autostrada Wielkopolska musi przedstawić pełną dokumentację. Ruch na autostradzie rośnie o 7-8 proc. rocznie.

Będziemy starali się jak najszybciej rozpocząć prace na obwodnicy Poznania związane z budową trzeciego pasa ruchu. Niestety, wbrew naszym oczekiwaniom nie skończyło się to skróconą procedurą środowiskową, lecz rozszerzoną procedurą środowiskową narzuconą nam zgodnie z przepisami przez Regionalną Dyrekcję Ochrony Środowiska – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Andrzej Lewandowicz, wiceprezes zarządu Autostrady Wielkopolskiej. – Zakładamy, że jest szansa na to, by w drugiej połowie przyszłego roku wejść na budowę trzeciego pasa obwodnicy Poznania.

Autostradowa obwodnica Poznania to ponad 13-kilometrowy fragmentu trasy A2 łączącej Warszawę z Niemcami. Był to jeden z pierwszych zbudowanych w Polsce odcinków autostrady. Obwodnicę uruchomiono w 2003 r. Już wtedy planowano poszerzenie jej do trzech pasów ruchów w każdą stronę. To właśnie dzięki tym planom, pochodzącym jeszcze z 2000 r., Autostrada Wielkopolska liczyła na uzyskanie decyzji środowiskowej na rozbudowę w ramach skróconej procedury.

Myśleliśmy, że skoro trzeci pas został zaprojektowany w 2000 roku przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad, to sytuacja uprawnia nas do skróconej procedury, okazało się jednak, że nie – tłumaczy Lewandowicz. – Zakładamy, że decyzję środowiskową będziemy mieli pod koniec tego roku, następnie musi się odbyć projektowanie, następnie konsultacje społeczne, a potem projektowanie techniczne.

Zmianie muszą ulec m.in. założenia dotyczące ruchu. W 2000 r. projekt autostrady uwzględniał plany miasta dotyczące budowy tzw. trzeciej ramy komunikacyjnej, czyli wewnątrzmiejskiej obwodnicy. Plany te obecnie są zawieszone z uwagi na brak środków i nie wiadomo, czy trzecia rama w ogóle kiedykolwiek powstanie. Z tego powodu ruch na autostradowej obwodnicy Poznania może być większy niż zakładano 15 lat temu. Tym bardziej że ruch na całej autostradzie A2 zarządzanej przez Autostradę Wielkopolską, czyli na odcinku od Konina do Świecka, cały czas rośnie bardzo stabilnie.

Ruch przyrasta o 7-8 proc. rocznie. Trudno mi powiedzieć, czy ten trend utrzyma się do 2018 roku. Olbrzymi wpływ będzie miał na to rozwój gospodarczy i utrzymanie PKB na odpowiednio wysokim poziomie – mówi Lewandowicz.

Na razie Lewandowicz nie chce oceniać wpływu ostatniej podwyżki opłat za przejazd autostradą. Od połowy stycznia kierowcy aut osobowych za przejazd całym odcinkiem z Konina do Świecka muszą zapłacić 69 zł, za odcinek od Konina do Poznania – 34 zł, a za odcinek od Poznania do Świecka – 35 zł. Przejazd fragmentem wokół Poznania (od węzła Poznań Zachód do Poznań Wschód) jest bezpłatny.

 Dwa miesiące to bardzo krótki okres, żeby jednoznacznie stwierdzić, jaki ta podwyżka miała wpływ. Obserwujemy ten sam poziom ruchu. Z racji tego, że takie statystyki zwykle przeprowadza się w okresach co najmniej półrocznych, to będę przygotowany na takie pytanie w okolicach lipca – mówi wiceprezes zarządu Autostrady Wielkopolskiej.

Dodaje, że dla Autostrady Wielkopolskiej przyrost ruchu jest procesem w miarę stabilnym i równomiernym. W przeciwieństwie do szczególnie autostrady A1 prowadzącej do Gdańska, na kierunku od Warszawy do Niemiec nie widać bardzo dużego wzrostu ruchu w miesiącach wakacyjnych. Autostrada Wielkopolska nie planuje zatem szczególnych przygotowań związanych chociażby z usprawnieniem płatności w tym szczytowym okresie.

Biedronka chwali sobie współpracę z polskimi dostawcami. Wielu spośród 500 partnerów współpracuje z siecią od początku jej obecności w kraju

 

Umożliwienie płatności kartami, otwarcie 2500. sklepu oraz wdrożenie systemu testowania produktów marek własnych przez klientów – to najważniejsze wydarzenia dla Biedronki w dobrym, choć trudnym ubiegłym roku. Sieć rozwija się szybko m.in. dzięki udanej współpracy z polskimi dostawcami. Z ponad 500 partnerów handlowych z naszego kraju większość współpracuje z Biedronką od początku jej obecności w Polsce.

Współpraca z dostawcami na co dzień oczywiście nie jest pozbawiona różnych trudnych elementów, ale jesteśmy dumni z tego, że budujemy ją w sposób stabilny – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Beata Jankowiak, dyrektor ds. zakupów Jeronimo Martins Polska, właściciela Biedronki.

Biedronka ma obecnie ponad 500 polskich partnerów handlowych. Dzięki temu 90 proc. produktów oferowanych przez tę sieć zostało wyprodukowanych w Polsce. Jak podkreśla Jankowiak, większość z nich współpracuje z Biedronką od początku jej działalności w Polsce, czyli od 1995 r.

Wieloletnia współpraca z tymi samymi dostawcami to ‒ według Jankowiak ‒ dowód na to, że Biedronka sprawdza się jako partner handlowy i wspiera rodzimy rynek. Warto jej zdaniem zwrócić uwagę także na to, że poza długofalowym działaniami Biedronka wprowadza także nowe projekty.

‒ Zrealizowaliśmy wiele ciekawych projektów, wśród najważniejszych było wprowadzenie długo oczekiwanych płatności kartą w naszych sklepach – przypomniała Jankowiak podczas Poland & CEE Retail Summit 2015. ‒ Bardzo ważnym wydarzeniem było też utworzenie platformy Testujemy. Jest to platforma zrzeszająca w tej chwili 80 tys. użytkowników, którzy zgłosili się i chcą testować nasze produkty, produkty marki własnej, które następnie oceniają, degustują, sprawdzają i przekazują nam swoje uwagi. Na ich podstawie nasza sieć dokonuje wyboru produktów.

Jankowiak podkreśla, że dzięki temu klienci sieci mają bezpośredni wpływ na to, co potem pojawia się na półkach. Ważnym wydarzeniem w ubiegłym roku było też otwarcie 2500. placówki Biedronki w Polsce (w Milanówku). Obecnie Biedronka ma już ponad 2600 sklepów w ponad 900 miejscowościach, i zatrudnia łącznie ok. 55 tys. pracowników w Polsce.

Od dziś wstępne badania lekarskie dla pracowników na nowych zasadach

 

1 kwietnia zmieniają się zasady wstępnych badań lekarskich. Pracodawcy nie będą musieli wysyłać na nie nowych pracowników, którzy dostarczą ważne orzeczenie lekarskie z poprzedniego miejsca pracy. Konieczne jest, by warunki pracy na obu stanowiskach były podobne oraz by między rozwiązaniem jednej umowy a podpisaniem następnej nie minęło więcej niż 30 dni.

Od 1 kwietnia przepisy wprowadzają kolejny wyjątek od obowiązku przeprowadzania wstępnych badań lekarskich. Pracownicy, którzy dostarczą nowemu pracodawcy ważne orzeczenie lekarskie o braku przeciwwskazań do pracy na określonym stanowisku, a ten uzna, że warunki wskazane w orzeczeniu odpowiadają tym na nowym stanowisku, nie będą musieli podlegać wstępnym badaniom lekarskim – mówi agencji Newseria Biznes Paweł Lasota, ekspert prawa pracy z kancelarii Wierzbowski Eversheds.

Przed 1 kwietnia, zgodnie z art. 229 kodeksu pracy, obowiązkowym wstępnym badaniem lekarskim musieli poddać się wszyscy pracownicy przyjmowani do pracy z wyjątkiem osób, które były zatrudniane przez tego samego pracodawcę na tym samym bądź podobnym stanowisku i o tych samych warunkach pracy, o ile między rozwiązaniem umowy poprzedniej a zawarciem kolejnej nie minęło więcej niż 30 dni.

Utrzymany zostaje warunek, że między rozwiązaniem i podpisaniem nowej umowy nie może minąć więcej niż 30 dni. Na zwolnienie z badań lekarskich nie mogą liczyć osoby przyjmowane do wykonywania prac szczególnie niebezpiecznych.

Ze wstępnych badań lekarskich zwolnione są także te osoby przyjmowane do pracy, które jednocześnie są zatrudnione u innego pracodawcy. Nie zmieniają się natomiast zasady, po jakim czasie pracownik musi przejść okresowe badania, czyli co 2, 3, 4 lub 5 lat, w zależności od warunków pracy.

Ekspert pozytywnie ocenia wprowadzone zmiany.

Z punktu widzenia pracodawcy wprowadzą one pewne uproszczenia. Na pewno zostaną ograniczone koszty związane z wysyłaniem pracowników na wstępne badania lekarskie, co ułatwi proces rekrutacji i przyjmowania do pracy. Będzie to też mniej uciążliwe dla pracowników – przekonuje Paweł Lasota.

Uproszczenia te są efektem zmian w ustawie o ułatwieniu wykonywania działalności gospodarczej w zakresie zmieniającym przepisy Kodeksu pracy dotyczące wstępnych badań lekarskich pracowników.

Autografy dobrą lokatą kapitału. Wartość światowego rynku to 5 mld dolarów

Inwestowanie w autografy w Polsce wciąż nie jest popularne. Tymczasem światowy rynek autografów wart jest ponad 5 mld dolarów. Aby na kolekcjonerskiej pasji zarobić, trzeba jednak mądrze inwestować. Eksperci radzą kupować autografów osób rozpoznawalnych na całym świecie i nieżyjących od dłuższego czasu. Warto także poszukiwać autografów jak najbardziej unikalnych, np. listów lub osobistych zapisków.

Autografy, podobnie jak inne przedmioty kolekcjonerskie, np. znaczki, monety czy butelki rzadkiej whisky, z powodzeniem mogą być wykorzystywane jako długoterminowa lokata kapitału. Inwestycja taka jest niezależna od rynków kapitałowych. Ponadto oprócz zysków finansowych daje tzw. dywidendę emocjonalną, a więc przyjemność obcowania z unikalnym przedmiotem związanym ze znaną osobą.

– Należy pamiętać o tym, że taka inwestycja jest długookresowa, minimum 5-6-letnia. Ekstremalnym przykładem zysku z inwestycji może być autograf Oscara Wilde’a, który został zakupiony w 2012 roku przez pewnego kolekcjonera z Wielkiej Brytanii za 8 tys. funtów. Rok później na aukcji Bonham sprzedał go za 12,5 tysiąca. Jest to przykład ekstremalny, tym bardziej że zysk został osiągnięty w bardzo krótkim okresie – mówi agencji informacyjnej Newseria Piotr Suchodolski z Wealth Solutions.

W zmierzeniu potencjalnych zysków pomaga PFC40 Autograph Index, który monitoruje ceny autografów na rynku aukcyjnym. Od 2000 roku indeks ten rośnie w tempie ok. 13,2 proc. rocznie. W ciągu minionych 14 lat najlepszą inwestycją okazał się autograf George’a Harrisona, który zdrożał o 1700 proc.

Rozpoczynając inwestowanie w autografy, warto jednak pamiętać o kilku podstawowych zasadach. Przede wszystkim należy się skoncentrować na zakupie autografów osób rozpoznawalnych na całym świecie. Skupienie się na polskich gwiazdach i osobach publicznych oznacza, że kupcami będą niemal wyłącznie krajowi kolekcjonerzy. Tymczasem polski rynek jest jeszcze słabo rozwinięty, zwłaszcza w porównaniu do rynków w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii czy we Francji. Rynek autografów na całym świecie szacuje się na 5 miliardów dolarów w skali roku. Według ekspertów  brytyjskiej firmy inwestycyjnej Paul Fraser Collectibles autografy kolekcjonuje ok. 3 mln osób.

Eksperci podkreślają również, że cenniejsze są autografy osób, które już nie żyją.

 Kolejną ważną zasadą jest zasada 20, 30 czy 50 lat. Chodzi o lata, jakie upłynęły od śmierci autora autografu. Mody przemijają. Nigdy nie wiemy, jak osoba, która jeszcze żyje, zapisze się w historii. Przykładem takiej osoby może być Lance Armstrong. Do niedawna wydawało się, że to ideał sportowca, człowieka, który umie pokonać wszelkie przeciwieństwa losu. Teraz będziemy go raczej kojarzyć z ciemną stroną kolarstwa. Podobnym przykładem może być Oscar Pistorius. Dlatego lepiej inwestować w autografy osób, które już jakiś czas temu odeszły z tego świata – mówi Piotr Suchodolski.

Czynnikiem, który warto wziąć pod uwagę, jest unikalność autografu. Równie ważny jest stan, w jakim dany dokument się zachował oraz jego pochodzenie. Istotne znacznie ma także forma: znacznie większą wartość przedstawiają autografy wykonane na zdjęciach niż na zwykłej kartce papieru. Jeszcze cenniejsze są wszelkie osobiste zapiski, listy lub rękopisy. Występują one najczęściej w jednym egzemplarzu, podczas gdy podpisanych zdjęć może być wiele.

– Przykładem może być Charlie Chaplin. Cenniejsze będą autografy na zdjęciach, które przedstawiają go w stroju trampa, czyli wizerunku, który najbardziej kojarzymy. Jeśli na zdjęciu ubrany jest w zwykły garnitur, wartość podpisu spada – mówi Piotr Suchodolski.

Znaczenie ma również okres w życiu znanej osoby, z którego pochodzi dany autograf. W przypadku Marylin Monroe znacznie cenniejsze są autografy pochodzące z czasów, gdy nazywała się jeszcze Norma Jeane Mortenson. Miłośnicy historii najwięcej zapłacą za listy Winstona Churchilla z okresu II wojny światowej, a fani sportu za autografy Muhammada Alego sprzed zmiany nazwiska. Listy Johna F. Kennedy’ego dostępne są za ok. 13 tys. dolarów, podczas gdy ostatni autograf prezydenta, wykonany w dniu zamachu, został sprzedany za 39 tys. dolarów.

Popołudniowy komentarz walutowy z 31.03.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 31.03.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Ponad 90% stopy redukcji w transzy otwartej w ofercie Private Equity Managers

Oferta publiczna akcji Private Equity Managers S.A. okazała się ogromnym sukcesem. Dokonano przydziału wszystkich akcji oferowanych, a stopa redukcji w transzy otwartej wyniosła 90,23 proc.

– Ta oferta publiczna to dla nas ogromna satysfakcja, jej wynik przerósł nasze pierwotne oczekiwania. Subfundusz MCI.EuroVentures 1.0 wydzielony w MCI.PrivateVentures FIZ sprzedał wszystkie oferowane akcje po maksymalnej cenie, a popyt na nie zgłaszany przez inwestorów kilkukrotnie przekroczył wielkość oferty. To dowód, że PEManagers jest atrakcyjną spółką z punktu widzenia inwestorów o wciąż dużym potencjale wzrostu, co pozwala na dobre prognozy na przyszłość. Co więcej, z pewnością wartym podkreślenia jest fakt, że w ciągu ostatnich dwóch lat na głównym parkiecie GPW tylko w przypadku czterech spółek zanotowano sprzedaż akcji po cenie maksymalnej i żadna z tych spółek od czasu debiutu nie była notowana poniżej tej ceny.– powiedział Cezary Smorszczewski, prezes zarządu MCI Capital TFI S.A. oraz wiceprezes zarządu Private Equity Managers S.A. odpowiedzialny za upublicznienie spółki.

W trakcie subskrypcji, która trwała od 16 do 20 marca br. (transza otwarta oraz transza dużych inwestorów indywidualnych) oraz od 26 do 30 marca br. (transza inwestorów instytucjonalnych) inwestorzy instytucjonalni złożyli łącznie 56 zapisów na 305 473 akcji, w transzy otwartej złożono zapisy na 460 953 akcji. Stopa redukcji zapisów złożonych w transzy inwestorów indywidualnych wyniosła 90,23 proc. Ostatecznie inwestorom indywidualnym przydzielono 45 045 akcji a dużym inwestorom indywidualnym 61 345 akcji. W ramach przeprowadzonej oferty akcje sprzedawane trafiły do 1 769 inwestorów, w tym 1 713 inwestorów indywidualnych.

– Sukces oferty publicznej akcji PEManagers, a w konsekwencji obecność na warszawskiej giełdzie, z jednej strony zapewni nam jeszcze większą rozpoznawalność na świecie, a z drugiej rozszerzy nasze możliwości pozyskiwania kapitału poza grupą kapitałową MCI Management S.A. Jest to dla kolejny krok w kierunku zbudowania najpierw europejskiej a następnie globalnej firmy zarządzającej aktywami typu private equity.  dodał Cezary Smorszczewski.

Oferta publiczna akcji Spółki zakładała sprzedaż do 411.863 akcji stanowiących 12,35 proc. udziału w jej kapitale zakładowym. Sprzedającym akcje był subfundusz MCI.EuroVentures 1.0. wydzielony w MCI.PrivateVentures FIZ. Cena sprzedaży wyniosła 111 zł, co ustanowiło wartość całej oferty publicznej na poziomie 45,7 mln zł.

Zgodnie z harmonogramem, pełne rozliczenie transakcji ma nastąpić 1 kwietnia br., zaś przewidywany termin debiutu giełdowego Spółki to 9 kwietnia br.

Po co e-sklepom opinie?

Trzy czwarte sklepów internetowych gromadzących opinie konsumenckie traktuje je jako miernik satysfakcji klienta — wynika z danych serwisu Opineo. Jednocześnie tylko 40% e-sklepów dostrzega w opiniach szansę na dialog z klientami.

Ankieta, jaką serwis Opineo przeprowadził w lutym i marcu 2015 na próbie 200 sklepów internetowych, pokazuje, że większość e-sklepów doskonale wie, jak wykorzystać w praktyce opinie konsumenckie.

Od satysfakcji do promocji

Dla 75% sklepów internetowych opinie potransakcyjne są narzędziem służącym do mierzenia satysfakcji klienta. Wystawiając opinię, w skali od 1 do 10 klienci oceniają szybkość realizacji zamówienia, poziom obsługi klienta, jakość zapakowania przesyłki oraz deklarują, czy poleciliby sklep znajomym. Taka wiedza to dla sklepów internetowych cenna nauka, bo pozwala na bieżąco monitorować wskaźniki satysfakcji, zestawiając je dowolnie w czasie lub porównując z wynikami konkurencji. 60% ankietowanych sklepów przyznaje, że wyciąga wnioski z negatywnych ocen konsumenckich, a 40% wykorzystuje wskazówki od klientów do optymalizacji procesów sprzedażowych.

Nieco ponad połowa przepytanych przez serwis e-sklepów przyznaje, że gromadzi opinie od klientów głównie po to, by się nimi szczycić. Dzięki nim pozycjonuje swoją markę jako polecaną, godną zaufania i wysoko ocenianą przez klientów.

Pozytywne opinie pozwalają sklepom rosnąć

Sklepy mają świadomość tego, że wraz z poziomem rekomendacji rośnie też liczba klientów. Na pytanie: „Co powodują pozytywne opinie o sklepie internetowym?” badane sklepy wskazywały przede wszystkim na wzrost liczby klientów (69%) i wzrost konkurencyjności (59%). 9% respondentów zaznaczało odpowiedź „Inne”, dodając, że pozytywne opinie powodują wzrost zaufania do sklepu oraz wzrost wiarygodności. Ponadto, zdaniem niektórych ankietowanych, rekomendacje rozwiewają wątpliwości klienta, który nie jest pewien, czy ma skorzystać z usług internetowych danego sklepu.

Negatywne recenzje każą uczyć się na błędach

Na drugim biegunie znajdują się opinie negatywne. Te — zdaniem większości sklepów — przyczyniają się przede wszystkim do spadku liczby klientów (64%) i spadku sprzedaży (56%). 12% respondentów wskazywało odpowiedź „Inne”, argumentując, że negatywne opinie przyczyniają się do poprawy jakościowej rynku, zmuszają do weryfikacji własnych działań pod kątem ich doskonalenia i umożliwiają uczenie się na błędach. Część ankietowanych prezentuje pogląd, że pojedyncze złe opinie nie są w stanie zagrozić reputacji sklepu, a nawet uwiarygadniają go w oczach klienta. Niektóre sklepy przyznawały jednak, że negatywne opinie bywają niesprawiedliwe i mogą powodować spadek zaufania do sklepu.

Podsumowanie

Sklepy internetowe, które śledzą opinie konsumentów na swój temat, potrafią dostrzec pozytywy nie tylko w dobrych ocenach, ale też w negatywnych komentarzach. Zarówno jedne, jak i drugie pomagają im rozwijać biznes, doskonalić procesy sprzedażowe oraz monitorować poziom zadowolenia klientów.

Niestety to samo badanie wskazuje, że zaledwie 40% sklepów internetowych dostrzega w opiniach szansę na dialog z klientami. Jest więc wysoce prawdopodobne, że sklepy wolą monitorować i analizować wskaźniki ocen dla własnych celów biznesowych, aniżeli angażować się w dialog, który dla wielu z nich mógłby się okazać bardzo trudną konfrontacją.

Odpady – nowy surowiec Europy

Gospodarka, w której odpady praktycznie nie istnieją, żadne surowce się nie marnują, a każdy produkt wykorzystywany jest wielokrotnie – to koncepcja o zamkniętym obiegu jaką chce realizować Komisja Europejska. Choć ostatnie jej propozycje zmierzały w tym kierunku, na zmiany trzeba jeszcze poczekać.

Propozycje KE dot. dyrektyw odpadowych zakładały podniesienie do 2030 r. poziomu recyklingu odpadów opakowaniowych do 80 proc., komunalnych do 70 proc. oraz wyeliminowanie składowania odpadów, a do 2025 r. zakaz składowania tworzyw sztucznych nadających się do przetworzenia. Sugerowane zmiany nie spotkały się                  z akceptacją części państw członkowskich i w związku z brakiem porozumienia KE rozpoczęła prace nad nowym projektem, który ma przedstawić jeszcze w tym roku. W dotychczasowych propozycjach podkreślano, że wyższe docelowe poziomy recyklingu będą impulsem do zmiany sposobu funkcjonowania gospodarki unijnej – z linearnego na gospodarkę o obiegu zamkniętym, zwaną również ekonomią cyrkularną. Jak podaje KE „przejście do gospodarki o obiegu zamkniętym stanowi kluczowy filar programu efektywnego gospodarowania zasobami ustanowionego w ramach strategii „Europa 2020” na rzecz zatrudnienia i inteligentnego, trwałego wzrostu gospodarczego sprzyjającego włączeniu społecznemu.”

Ekonomia cyrkularna, to koncepcja zakładająca stworzenie gospodarki o zamkniętym obiegu w której surowiec, używany w produkcji wykorzystywany jest wielokrotnie. Nieskorzystanie z niego ponownie jest potencjalną stratą gospodarczą, skutkującą koniecznością dalszej eksploatacji zasobów naturalnych oraz wprowadzenia większej ilości zanieczyszczeń do środowiska przy wytwórstwie nowych produktów. Przetworzenie surowca w procesie odzysku jest tańsze, korzystniejsze dla środowiska i wymaga mniejszego zużycia energii.  Ekonomia cyrkularna zakłada stworzenie systemu, w którym produkt nie trafia na składowisko a poddawany jest recyklingowi i ponownie wykorzystany w tej samej lub innej formie. Takie odpady – surowce – jak papier, tworzywa sztuczne, szkło, metale żelazne i nieżelazne mogą być poddawane recyklingowi wielokrotnie. Papier może być przetwarzany 6-7 razy, tworzywa sztuczne do 10 razy i wykorzystywane np. w plastikowych paletach i koszach, ekranach dźwiękowych, doniczkach na kwiaty czy meblach ogrodowych.

– Temat gospodarki o zamkniętym obiegu zyskuje coraz większe zrozumienie, co było widać  przy okazji dyskusji jaką toczono nad zmianami w dyrektywach odpadowych. W założeniu ekonomia cyrkularna to system, w którym nie istnieją odpady, ponieważ surowce wtórne są zawracane i cały czas przetwarzane w procesie produkcji. Rozwiązanie to wymaga innowacyjnego podejścia do zarządzania odpadami i projektowania procesów produkcji od razu z myślą o ponownym wykorzystaniu wszystkich rodzajów odpadów. Istotnym elementem wdrożenia takiego systemu jest również dobór materiałów wykorzystywanych np. do produkcji opakowań, tak aby możliwe było zminimalizowanie nakładów w procesie ich odzysku – mówi Anna Nowakowska, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Stena Recycling.

Zwolennicy wprowadzenia gospodarki o zamkniętym obiegu podkreślają konieczność zapewnienia produktom dłuższego cyklu życia i ich wielokrotnego wykorzystania. Według danych Fundacji Ellen MacArthur, powołanej do promocji ekologii cyrkularnej, recykling produktów takich jak samochody, maszyny, meble, sprzęt elektroniczny mógłby przynieść, w zależności od scenariusza transformacji,  oszczędności na poziomie 340-630 mld dolarów w UE. Według KE wprowadzenie gospodarki obiegowej stworzyłoby również  580 tys. nowych miejsc pracy. Polska, która wyraziła sprzeciw wobec propozycji KE dot. dyrektyw odpadowych zwróciła uwagę, że są to jednak drogie rozwiązania, które wymagają odpowiedniej technologii i nie są możliwe do zrealizowania w tak krótkim czasie.

Według szacunkowych danych EUROSTAT w 2012 r. w UE powstało ponad 2 518 mln ton odpadów. W Polsce jak podają najnowsze dane GUS już za 2013 r. wytworzono ok. 142 mln ton odpadów, z czego prawie 131 mln ton to skutek m.in. działań przemysłowych, produkcyjnych, wydobycia i przeróbki rud. Poziom recyklingu odpadów przemysłowych w Polsce (tzn. wszystkich odpadów z wyłączeniem komunalnych) wyniósł 69,4 proc. Kolejne 28,6 proc. zostało unieszkodliwionych, a 2 proc. jest magazynowanych czasowo.

Chociaż koszty wprowadzenia gospodarki cyrkularnej mogą być wysokie, dostępne są również rozwiązania niskobudżetowe podnoszące poziom recyklingu, które nie wymagają znacznych inwestycji, są proste do wprowadzenia, a zarazem przynoszą konkretne korzyści przedsiębiorstwu. Zmiana wewnętrznej logistyki     w firmie, to jest systemu gromadzenia odpadów (układu pojemników i kontenerów) oraz działania edukacyjne wśród pracowników pozwalają na wysegregowanie wartościowych odpadów surowcowych. Mają też wpływ na liczbę odbiorów i optymalizują transport. – Minimalizacja tonażu odpadów kierowanych na składowiska pozwala ograniczyć koszty ponoszone przez przedsiębiorstwa oraz ich niekorzystny wpływ na środowisko. Wykorzystani w produkcji surowców wtórnych może obniżyć koszty produkcyjne, a na pewno pozwala ograniczyć wykorzystanie zasobów naturalnych i emisję zanieczyszczeń. Są to rozwiązania, które mogą być interesujące nie tylko dla zwolenników gospodarki obiegowej, ale i przedsiębiorców chcących podnieść efektywność ich firm – mówi Nowakowska.

Wycena obligacji nominowanych w EUR

0

Ministerstwo Finansów informuje, że w dniu 30 marca br. dokonano wyceny obligacji benchmarkowych nominowanych w euro o terminie wykupu 10 maja 2027 r. Wartość nominalna nowej emisji obligacji 12-letnich wyniosła 1 mld euro, przy zgłoszonych ofertach na poziomie 1,7 mld.

Obligacje wyceniono na 35 punktów bazowych powyżej średniej stopy swapowej. Uzyskana rentowność – 1,022%, jest najniższa w historii emisji polskich obligacji na rynku euro. Roczny kupon obligacji ustalono na poziomie 0,875%.

Struktura nabywców obligacji jest znacznie zdywersyfikowana zarówno pod względem geograficznym, jak i instytucjonalnym.

Nabywcami obligacji są przede wszystkim inwestorzy z Europy, w tym: Niemcy (21%), Polska (14%), Francja (11%), Wielka Brytania (8%), Włochy (6%), Skandynawia (5%), Szwajcaria (4%), Austria (4%) i pozostałe kraje europejskie (6%). Udział inwestorów z Azji wyniósł 18%, a z Bliskiego Wschodu 3%.

W strukturze podmiotowej dominują docelowi inwestorzy długoterminowi. Udział banków centralnych i funduszy zarządzających środkami publicznymi był na najwyższym poziomie dla obligacji długoterminowych i wyniósł 22%. Udział w emisji funduszy inwestycyjnych ukształtował się na poziomie 44%, funduszy emerytalnych i firm ubezpieczeniowych 21%, a banków 13%.

Emisję przeprowadzono na podstawie programu emisji obligacji średnioterminowych na rynku europejskim (EMTN).

Kierownikami konsorcjum emitującego obligacje są banki: Banco Santander S.A., Barclays Bank PLC, Citigroup Global oraz Société Générale