Coraz więcej Polaków gra w golfa. To sport już nie tylko dla bogatych

Golf nie jest już sportem tylko dla ludzi zamożnych. W Polsce powstaje coraz więcej pól golfowych, a dyscyplina zyskuje nowych zwolenników w różnym wieku i o różnym statusie społecznym. Jedni traktują golfa jak wyzwanie sportowe, a inni  jako relaks na świeżym powietrzu i okazję do spotkania ze znajomymi. Na całym świecie w golfa gra 150 milionów ludzi, w Polsce ok. 10-15 tysięcy. 
 
Golf zyskuje w Polsce coraz więcej fanów. Gra w niego ok. 10-15 tysięcy osób, choć w Polskim Związku Golfa zarejestrowanych jest ok. 3,5 tys. członków. 
 
Ci, którzy zainteresowali się golfem podkreślają, że ta gra wymaga dużej zręczności, inteligencji i precyzji.

Staram się grać w golfa minimum raz w tygodniu, gram jak tylko mam okazję. Czerpię z tego dużo przyjemności. Przy golfie można się zrelaksować, spędzić czas na świeżym powietrzu. Z jednej strony można się wyciszyć, a z drugiej strony są emocje towarzyszące każdemu uderzeniu i chęci osiągnięcia jak najlepszego wyniku. Może wydawać się, że to spokojny sport, ale jest to żywiołowa dyscyplina – mówi agencji informacyjnej Newseria Lifestyle Mateusz Kusznierewicz, sportowiec.

Pierwsze kroki na polu golfowym stawia złoty medalista igrzysk olimpijskich – Kamil Stoch.

 
Włącznie z ostatnimi trzema uderzeniami mam za sobą około 50 uderzeń – mówi Kamil Stoch, skoczek narciarski.

Prezes Mercedes-Benz Polska podkreśla, że żadna inna dyscyplina nie jest tak intrygująca jak golf. To połączenie niezwykłej sportowej precyzji i zdolności do wzbudzania emocji.

– Golf jest sportem liderów wielu dziedzin. Z jednej strony to sport dla ambitnych ludzi. Każdy zawodnik idzie rano na pole golfowe z zamiarem zagrania jak najlepiej. Z drugiej strony, wielu naszych klientów gra w golfa, możemy ich spotkać na polu golfowym przy nadarzającej się okazji. W porównaniu do ostatnich 20 lat coraz więcej osób gra teraz w golfa – mówi Niels Kowollik, prezes zarządu Mercedes-Benz Polska.

Firma została jednym z trzech globalnych sponsorów Turnieju Master – obok AT&T i IBM. Wspieranie tej dyscypliny sportu od lat wpisane jest w strategię marki Mercedes-Benz, zarówno jeśli chodzi o turnieje golfa zawodowego, jak i amatorskiego. W miniony weekend we Wrocławiu odbyła się 10. Edycja Turnieju MercedesTrophy 2014.

Robimy wiele, by wspomóc tę dyscyplinę sportu. W ubiegłym roku w ponad 600 turniejach na całym świecie wzięło udział ponad 60 tysięcy osób. Mamy także 33 regionalne puchary z finałem w Stuttgarcie. Myślę, że zawodnicy bardzo chętnie w nich uczestniczą, co zwiększa popularność tego sportu  – tłumaczy Niels Kowollik.

PKP Energetyka wchodzi na rynki europejskie. Spółka stawia na energię odnawialną oraz handel gazem i prądem

CEO Magazyn Polska

PKP Energetyka wchodzi na niemiecką giełdę energii elektrycznej EEX. Spółka chce w tym roku podpisać umowy z głównymi graczami na rynku energii w Europie i rozpocząć z nimi handel hurtowy. W najbliższym czasie PKP Energetyka liczy na zatwierdzenie taryfy gazu przez Urząd Regulacji Energetyki. Dotychczasowi klienci spółki już wyrażają zainteresowanie rozszerzeniem oferty.

W tym roku bardzo mocno stawiamy na rozwój naszego oddziału Obrót Energią Elektryczną i na rozwój handlu – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Wojciech Szwankowski, członek zarządu PKP Energetyka. – Prawdopodobnie od początku czerwca będziemy aktywnym członkiem giełdy EEX, więc na starcie chcemy handlować kontraktami terminowymi na energię. Następnie, do końca roku planujemy podpisać umowy EFET [umowy bilateralne umożliwiające handel poza giełdą – red.] z głównymi graczami na rynku europejskim i zacząć z nimi handlować energią na zasadach fizycznej dostawy.

Szwankowski podkreśla, że wejście na rynek europejski to odważna, ale bardzo obiecująca strategia spółki. W celu rozwoju w tym sektorze PKP Energetyka zatrudniła specjalistów od obrotu energią z doświadczeniem m.in. we Frankfurcie i Londynie. Szwankowski ocenia, że wniesione przez nich know-how przyczyniło się do wejścia na niemiecką giełdę EEX.

Do tego PKP Energetyka niebawem rozszerzy działalność o sprzedaż gazu.

W najbliższym czasie powinniśmy dostać taryfę od URE. Rozmawiamy z wieloma klientami o strategicznym znaczeniu dla naszej spółki, strategicznymi w tym sensie, że są z nami od wielu lat, sprzedajemy im energię, ale też przeróżnego rodzaju usługi okołoenergetyczne. Mamy od nich bardzo pozytywne sygnały dotyczące chęci kupna gazu w tym pakiecie – podkreśla Szwankowski.

Dodaje, że oczekiwanym przez klientów rozwiązaniem byłoby wprowadzenie taryfy dual fuel, czyli obejmującej zarówno energię elektryczną, jak i gaz. Na polskim rynku jak do tej pory nie są dostępne tego typu taryfy, ale nad ich wprowadzeniem zastanawia się kilka spółek. Szwankowski zauważa, że w przypadku PKP Energetyka chodzi nie tylko o rozliczenie razem z gazem samego prądu, lecz także usług okołoenergetycznych, takich jak m.in. zapewniany przez spółkę serwis awaryjny.

W swoim rozwoju PKP Energetyka nie zapomina o odnawialnych źródłach energii. Spółka zainstalowała na swoich hangarach dla pociągów sieciowych w Słotwinach (łódzkie) panele fotowoltaiczne o mocy 140 kilowatów. Instalacja zapewnia energię nie tylko na potrzeby własne spółki, lecz także jest podłączona do ogólnopolskiej sieci dystrybucyjnej.

Sfinansowaliśmy to kredytem z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska na bardzo preferencyjnych warunkach, z możliwością umorzenia 50 proc. po dwóch latach po spełnieniu konkretnych założeń tego projektu. Chcemy ten kierunek kontynuować. Już patrzymy na kolejne możliwości podobnych projektów i myślę, że z podobną ofertą wyjdziemy do naszych klientów, czyli preferencyjny kredyt którejś z instytucji finansowych wspierających zieloną energii, plus zapewnienie przez nas usługi wraz ze sprzętem od wybranego producenta – zapowiada Szwankowski.

Jak wynika ze sprawozdania umieszczonego na stronie internetowej spółki, w 2013 r. ponad 7 proc. energii sprzedanej przez PKP Energetykę pochodziło ze źródeł odnawialnych. Z energetyki wiatrowej pochodziło ok. 0,6 proc. Głównym źródłem energii sprzedanej przez spółkę pozostaje węgiel kamienny (54,4 proc.) i brunatny (30,4 proc.).

PKP Energetyka w coraz większym stopniu rozwija się poza rynkiem dostaw energii elektrycznej dla kolei. Spółka została wydzielona w 2001 r. ze struktur PKP, ale obecnie oferuje energię także firmom i instytucjom. Ma też własną sieć dystrybucyjną na terenie całej Polski. 

GPW: dobrze prowadzone relacje inwestorskie istotne dla pozyskania kapitału przez spółki giełdowe

Relacje z inwestorami mają duże znaczenie dla spółek. Bez umiejętności udzielenia odpowiednich informacji i dobrej komunikacji z inwestorem emitent może wzbudzić mniejsze od oczekiwanego zainteresowanie swoją ofertą. Relacje inwestorskie są szczególnie ważne u spółek zagranicznych, z których 58 notowanych jest na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych.

Jeśli spółka chce pozyskać kapitał, to powinna dbać o relacje inwestorskie. Wszystkie spółki, nie tylko zagraniczne, zdają sobie sprawę z tego, że ich wycena, reputacja, popularność wiążą się również z relacjami inwestorskimi – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Paweł Graniewski, wiceprezes Giełdy Papierów Wartościowych. – Dla  inwestorów kluczowe jest to, czy otrzymają na czas informacje, jakość tych informacji, a także łatwość komunikowania się z tymi spółkami. Oni przecież ponoszą ryzyko inwestycyjne.

Zachęceniu zagranicznych spółek notowanych na warszawskim parkiecie do dbania o poprawne relacje inwestorskie służyła druga już edycja organizowanego przez Giełdę Papierów Wartościowych konkursu na „Lidera RI wśród zagranicznych spółek notowanych na GPW 2013”, której wyniki ogłoszono 4 czerwca. Jury wyłoniło liderów w relacjach inwestorskich oraz komunikacji z rynkiem za pośrednictwem mediów. Laureatami zostały spółki Serinus Energy i Global City Holdings (dawne Cinema City International).

– Spośród prawie 900 spółek, które są notowane na warszawskiej giełdzie, około 60 to spółki zagraniczne małe i średnie, i te bardzo duże, łącznie z tymi największymi w regionie, które zdecydowały się przyjść na warszawską giełdę w poszukiwaniu kapitału. To się łączy bezpośrednio z relacjami inwestorskimi, dlatego że ich oferta jest zaadresowana do naszych lokalnych inwestorów. Stąd też ten pomysł, że te spółki, które w najlepszy sposób, najbardziej fachowy i  efektywny prowadzą relacje inwestorskie, zasługują na pewnego rodzaju wyróżnienie i uhonorowanie – podkreśla Graniewski.

Jeden z laureatów konkursu, firma Serinus Energy, to kanadyjska spółka notowana także na giełdzie w Toronto. Na polskim rynku obecna jest od ponad 4 lat. Zajmuje się poszukiwaniem ropy i gazu oraz ich wydobyciem w obszarach międzynarodowych.

Musimy przestrzegać najwyższych standardów zarówno polskich, jak i międzynarodowych – mówi Newserii Biznes Jakub Korczak, Serinus Energy. – Wiąże się z tym sporo pracy polegającej na edukowaniu inwestorów i poszerzaniu ich wiedzy o biznesie. Działalność,  którą prowadzimy, czyli jest bowiem stosunkowo słabo znana – dodaje.  

Drugi laureat, Global City Holdings na polskim rynku notowany jest od 2006 r.  

Właściwie od początku prowadzimy bardzo intensywne relacje inwestorskie – podkreśla Joanna Kotłowska, dyrektor relacji inwestorskich Global City Holdings. – Mamy drużynę zajmującą się kontaktami z inwestorami właściwie odkąd weszliśmy na giełdę. To aktywnie pracująca gałąź naszej firmy, o czym świadczy choćby fakt, że bierzemy udział praktycznie we wszystkich konferencjach dla inwestorów w kraju i zagranicą.

Wyróżnione zostały spółki takie jak: Automotive Components Europe, Industrial Milk Company, Ronson Europe N.V., BMP Media Investors,  Tatry Mountain. Z kolei spośród spółek notowanych na rynku NewConnect wyróżniono Orphee i Agroliga. Wyniki drugiej edycji konkursu ogłoszono 4 czerwca 2013 r. w hotelu Regent w Warszawie podczas 5 edycji „5th WSE International Companies’ Forum” – inicjatywy GPW mającej na celu promowanie warszawskiego parkietu wśród zagranicznych spółek. 

80 mld euro wspomoże rozwój unijnego przemysłu. To szansa również dla polskiego sektora motoryzacyjnego, górniczego i zbrojeniowego

CEO Magazyn Polska

Do 2020 roku UE przeznaczy 80 mld euro na nowe technologie, badania i rozwój. Środki te mają wspomóc plany zwiększania udziału przemysłu w PKB unijnej gospodarki. Doświadczenia ostatnich lat pokazały, że państwa oparte w większej mierze na usługach niż na przemyśle, trudniej radziły sobie ze spowolnieniem gospodarczym. Unijne pieniądze to także szansa na rozwój polskiego przemysłu m.in. zbrojeniówki, przemysłu samochodowego, a także tradycyjnych gałęzi, jak hutnictwo czy górnictwo.

W poprzedniej perspektywie na nowe technologie, badania, szybki rozwój i zwiększanie konkurencyjności przeznaczono 54 mld euro. Na następne kilka lat będzie to niemal 80 mld euro. Warto z tych pieniędzy skorzystać, pamiętając, żeby tematykę do badań definiował sam przemysł, małe i średnie firmy, zgodnie z tym, jakiego typu innowacje i technologie są im potrzebne – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jerzy Buzek, poseł do Parlamentu Europejskiego i były premier RP.

Dzięki szerszemu porozumieniu przemysłu i nauki możliwe będzie skuteczniejsze wykorzystanie unijnych pieniędzy. Jak podkreśla Jerzy Buzek, w Polsce ta współpraca dopiero się rodzi.

Musimy ją zdopingować, żeby Polska zajęła dobre miejsce w tym wyścigu technologicznym w Europie i na świecie – mówi.

Doświadczenia ostatnich 25 lat pokazują, że jest to możliwe, ponieważ niektóre sektory polskiego przemysłu stały się przez ten czas bardzo nowoczesne. Na najbliższe lata perspektywy są jeszcze lepsze, bo modernizacja przemysłu będzie wspierana przez pieniądze z UE.

Przemysł w Europie ma dziś 4/5 udziału w eksporcie. Ponadto 80 proc. inwestycji prywatnych firm w badania i rozwój pochodzi właśnie z przemysłu. Jednak średnia udziału przemysłu w unijnym PKB wynosi jedynie ok. 16 procent. Według propozycji Komisji Europejskiej ma ona wzrosnąć do 20 proc. w 2020 r.

Reindustrializacja w Europie oznacza, że musimy wrócić do wielkiej i intensywnej produkcji przemysłowej. Te kraje, które przeszły na usługi i które mają udział przemysłu w granicach 8-10 proc. PKB, najtrudniej przeszły przez kryzys. Polska ma niemal 20 proc., Niemcy wyraźnie powyżej 20 proc. – te kraje lepiej przeszły przez trudny moment – wyjaśnia prof. Jerzy Buzek.

Większa produkcja przemysłowa to również większa szansa na rozwój dla małych i średnich firm, które tworzą najwięcej nowych miejsc pracy.

Nie jesteśmy w stanie wyżyć z usług, musimy mieć konkretną produkcję. I sercem produkcji jest przemysł, a krwiobiegiem są małe i średnie firmy, które w Polsce naprawdę świetnie się rozwijają – podkreśla były premier.

Jego zdaniem w Polsce szczególnie perspektywicznymi sektorami przemysłu są zbrojeniówka, przemysł samochodowy, a także tradycyjne gałęzie, czyli górnictwo i hutnictwo, które mają szansę stać się bardzo nowoczesnymi.

22 stycznia 2014 r. w dokumencie „For a European Industrial Renaissance” Komisja Europejska wezwała władze państw członkowskich do uświadomienia sobie kluczowego znaczenia przemysłu dla rozwoju gospodarczego. Zdaniem Komisji reindustrializacja Unii powinna być jednocześnie modernizacją, a dążyć należy do niej przez inwestycje w innowacyjność, efektywność surowcową, nowe technologie, umiejętności itd. Według KE potrzebne są zmiany legislacyjne, które ułatwią działanie przedsiębiorcom. 

Jacek Socha: Polskie uczelnie muszą przestać produkować magistrów. Potrzebne płatne studia

Powinniśmy rozważyć wprowadzenie odpłatności za studia. To powinno poprawić jakość szkolnictwa wyższego – uważa Jacek Socha, wiceprezes i partner PwC w Polsce. Jak podkreśla, nieefektywne szkolnictwo wyższe jest istotną barierą dla rynku pracy i całej gospodarki. Jego zdaniem w najbliższych latach Polska musi się też skoncentrować na dokończeniu inwestycji infrastrukturalnym, wspieraniu rynku kapitałowego i przyjęciu wspólnej europejskiej waluty. Poważna dyskusja o wyzwaniach dla gospodarki zacznie się prawdopodobnie po maratonie wyborczym, czyli w 2016 roku.

Wyniki wyborów parlamentarnych i prezydenckich w 2015 roku zaważą na tym, w jaki sposób Polska zmierzy się z wyzwaniami, które mogą hamować dalszy rozwój gospodarki. Jednym z nich jest sytuacja na rynku pracy. Coraz częściej problem bezrobocia dotyczy osób z formalnie wysokim wykształceniem, co jest pochodną boomu edukacyjnego, jaki miał miejsce w Polsce w ostatnich latach. Obecnie studiuje blisko połowa młodych Polaków, a więc wskaźnik skolaryzacji jest blisko czterokrotnie wyższy niż u progu transformacji. Z punktu widzenia pracodawców wiele z tych osób może pochwalić się jedynie uzyskaniem dyplomu, ale nie zdobyciem wartościowej wiedzy czy umiejętności.

W rezultacie mimo wysokiego rejestrowanego bezrobocia część firm bezskutecznie poszukuje na rynku pracowników, zwłaszcza posiadających wykształcenie techniczne. Ta luka może się pogłębiać, gdyż ze wzrostem technologicznego zaawansowania gospodarki będą potrzebni kolejni informatycy, inżynierowie, analitycy, a także kreatywni i elastyczni profesjonaliści, którzy potrafią szybko się uczyć i rozwiązywać konkretne problemy. Wzrost poziomu nauczania, rozszerzenie programów studiów itp. może wymagać wprowadzenia odpłatności, co według Jacka Sochy jest właściwym rozwiązaniem.

Istotna kwestia to poprawienie szkolnictwa wyższego w Polsce, żebyśmy przestali produkować magistrów, którzy mają wykształcenie niepasujące do dzisiejszej rzeczywistości. Jesteśmy trochę przystopowywani. Budowanie tej kreatywności byłoby zdecydowanie lepsze. W moim przekonaniu powinniśmy poważnie rozważyć konieczność wprowadzenia odpłatności za studia. To, moim zdaniem, zdecydowanie poprawi jakość szkolnictwa wyższego – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jacek Socha, wiceprezes i partner PwC w Polsce.

Choć kapitał ludzki ma coraz większe znaczenie w rozwoju rozwiniętych gospodarek, to polska gospodarka wciąż potrzebuje zwiększać zasób tradycyjnego kapitału – w postaci infrastruktury, nowych fabryk oraz maszyn itp. Oszczędności polskich firm i konsumentów pozostają zbyt niskie, by finansować ogromne potrzeby inwestycyjne, dlatego Polska powinna dalej przyciągać zagranicznych inwestorów.

Będziemy musieli być otwarci na bezpośrednie inwestycje zagraniczne. To jest skumulowane 250 mld dolarów, to jest pokaźna kwota, która istotnie rośnie. Myślę, że nasza skłonność do pracy, nasza otwartość i sumienność będą przyciągały również inwestorów zagranicznych. Oczywiście wykorzystanie środków unijnych i ukończenie podstawowych inwestycji infrastrukturalnych, szczególnie na kolei, dokończenie systemu autostrad, to jest warunek konieczny, żeby dalej kapitał zagraniczny czuł się u nas dobrze – uważa Jacek Socha.

Sposobem na zwiększenie inwestycji – zarówno krajowych, jak i zagranicznych – może być wspieranie dalszego rozwoju polskiej giełdy. Rozwinięty rynek kapitałowy ułatwia pozyskiwanie firmom środków na rozwój, a przeciętnemu Kowalskiemu oferuje wiele sposobów na pomnażanie oszczędności, również z myślą o emeryturze. Niekorzystne trendy demograficzne sprawiają, że marginalizacja OFE nie jest na dłuższą metę rozwiązaniem problemów, jakie czeka państwowy system ubezpieczeń społecznych. Wysoka emigracja powoduje, że jeszcze szybciej zmniejsza się stosunek płacących składki do pobierających świadczenia, co będzie zwiększało deficyt w FUS.

– Musimy powrócić do rozmowy na temat oszczędzania długookresowego i odkładania pieniędzy na emerytury. Jeżeli popatrzymy na nasze parametry demograficzne,  to tu następuje pewna rozbieżność. Widać również, że jest sporo osób, które decydują się mieszkać poza granicami – wskazuje Socha.

Wyniki wyborów parlamentarnych i prezydenckich w 2015 r. mogą być również głosowaniem za bądź przeciw wprowadzeniu euro. Nie zmienia to faktu, że Polska podpisując traktat akcesyjny do UE, zobowiązała się już do przyjęcia wspólnej waluty. Realizacja tego zobowiązania wymaga zmiany Konstytucji, na co zgodę musi wyrazić co najmniej 2/3 posłów i bezwzględna większość senatorów. Zdaniem Jacka Sochy wprowadzenie euro byłoby korzystne dla polskiej gospodarki, ale politycy nie zdecydują się na to bez silnego poparcia społecznego dla dalszej integracji z UE.

Jednym z najczęściej wysuwanych argumentów przeciwko wprowadzeniu euro jest fakt, że osłabienie złotego pomagało polskim eksporterom w okresie kryzysu gospodarczego. Według Sochy opieranie konkurencyjności gospodarki na słabej walucie jest ryzykowne, gdyż silne umocnienie złotego może bardzo szybko zniwelować te korzyści. W perspektywie kilku, kilkunastu lat polska gospodarka powinna rozwijać się szybciej niż strefa euro, co może sprzyjać stopniowemu umacnianiu się złotego.

Liczenie na to, że złoty się może osłabić w momencie, kiedy nastąpi jakaś dekoniunktura, jest czekaniem na jakąś tragedię, licząc na to, że w tej tragedii Rada Polityki Pieniężnej i polski złoty będzie pomagał polskiej gospodarce. Nie chcę takich polityków gospodarczych, którzy tak zabezpieczają się przed tego rodzaju sytuacjami. Uważam za bardziej prawdopodobne, że złoty będzie się umacniał w stosunku do dolara, w stosunku do euro, a tym samym możemy uzyskać pewną rentę i pewną przewagę, będąc w strefie euro – ocenia Jacek Socha.

Wysokie opodatkowanie gazu łupkowego może wystraszyć inwestorów zanim ruszy wydobycie komercyjne

CEO Magazyn Polska

Proponowane przez rząd opodatkowanie wydobycia węglowodorów, w tym gazu łupkowego, może zniechęcić inwestorów. Wątpliwości ekspertów wzbudza fakt, że projekt opodatkowania jest już w parlamencie, mimo że komercyjne odwierty łupków jeszcze nie ruszyły. Pozytywnym sygnałem jest jednak propozycja odroczenia opodatkowania do 2020 r.

Inwestorzy wiedzą już od jakiegoś czasu, że dodatkowe obciążenia będą wprowadzone. Pozostaje tylko pytanie, jaki one będą miały charakter, jak będą wysokie, jakie utrudnienia administracyjne będą z nimi związane. To są znaki zapytania, które wpływają na to, czy my tych inwestorów nie wystraszymy dodatkowo nowymi obciążeniami – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Michał Wróblewski, menadżer działu doradztwa podatkowego w Deloitte. – Jest to, niestety, klasyczne dzielenie skóry na niedźwiedziu i tego typu sformułowanie pojawiło się już wielokrotnie w kontekście podatków od łupków.

Rząd proponuje, by od 2020 r. przedsiębiorcy wydobywający paliwa kopalne, w tym gaz łupkowy, płacili od 0 do 25 proc. nowego podatku węglowodorowego od zysków. Jeśli ich zyski będą niewielkie lub nie będzie ich wcale, firmy nie zapłacą tej daniny. Na gaz i ropę rozszerzony zostanie też podatek od kopalin, którego wysokość wyniesie w zależności od rodzaju surowca 1,5 lub 3 proc. wartości wydobycia. Przedsiębiorcy będą również obciążeni podatkiem CIT, opłatą eksploatacyjną czy podatkiem od nieruchomości. Propozycje rządowe zakładają, że podatki i opłaty mają wynosić nie więcej niż 40 proc., choć branża podkreśla, że w rzeczywistości mogą okazać się znacznie wyższe.

Wróblewski podkreśla, że rządowy projekty zmian, nad którymi trwają obecnie prace w Sejmie, oznaczają bardzo dużą zmianę dla przedsiębiorców. Nie wyklucza, że firmy, które zdecydowały się o wycofaniu z Polski, brały pod uwagę właśnie dodatkowe obciążenia.

W tym szczególnym przypadku państwo decyduje się na wprowadzenie dodatkowych obciążeń dla wybranej grupy inwestorów. Jest to podyktowane postulatem zapewnienia należytego udziału Skarbu Państwa w potencjalnych zyskach z produkcji węglowodorów – tłumaczy Wróblewski. – Najprawdopodobniej te firmy, które podjęły decyzję o opuszczeniu Polski, w swoich modelach biznesowych te dodatkowe obciążenia wzięły pod uwagę. Tego nie wiemy na pewno. Ryzyko związane z wprowadzeniem każdego obciążenia fiskalnego istnieje i spowoduje, niestety, odpływ inwestorów.

Wróblewski zaznacza, że na całym świecie państwa starają się zabezpieczyć swoje przychody związane z wydobyciem węglowodorów. Niezbędna jest jednak równowaga, bo zbyt wysokie obciążenia odstraszą inwestorów. Zwykle kraje decydują się na jedną metodę opodatkowania. W Australii jest to podatek dochodowy, w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie opłaty „royalties”, czyli opłaty produkcyjne zbliżone do polskiego podatku od kopalin. W innych krajach państwowe agencje przejmują część złóż.

Menadżer z Deloitte zauważa, że pozytywnym sygnałem w rządowym projekcie jest propozycja odroczenia wprowadzenia podatków. Komercyjne wydobycie gazu łupkowego jeszcze nie ruszyło i nie wiadomo kiedy będzie to możliwe na dużą skalę. 

Projektodawcy zdają sobie z tego sprawę. W projekcie przewidziana jest perspektywa realnego obciążenia tymi podatkami od roku 2020. Czyli nie będzie tak, że jeżeli komuś uda się uruchomić produkcję gazu niekonwencjonalnego w przyszłym roku w Polsce, to od tego momentu będzie musiał płacić dodatkowe podatki. Realne obciążenia wchodzą dopiero od 2020 roku – podkreśla Wróblewski.

Niektórzy inwestorzy już teraz jednak podkreślają, że uruchomienie produkcji nie będzie możliwe przed 2020 rokiem, co oznacza, że obciążenia podatkowe i tak dotkną ich od momentu rozpoczęcia działalności.

Komentarz indeksowy BossaFX 5 czerwca 2014 r.

Komentarz indeksowy BossaFX 5 czerwca 2014 r.
Analityk Techniczny- Michal Pietrzyca

Co roku rynek wynajmu samochodów rośnie o 20 proc.

CEO Magazyn Polska

Polski rynek wynajmu samochodów rośnie o 20 proc. rocznie. O jego rozwoju świadczyć może fakt, że udział wynajmu lotniskowego zmalał do około połowy rynku, choć jeszcze niedawno stanowił nawet 80 proc. Dynamicznie rośnie sektor wynajmu długoterminowego, bo firmy doceniają jego elastyczność jako przewagę nad typowym leasingiem floty. Na razie to one stanowią największą grupę klientów.

Odnotowujemy stałe wzrosty liczone rok do roku rzędu 20 proc., więc można powiedzieć, że jest to jedna z bardziej dynamicznie rozwijających się branż na polskim rynku. Mamy pewien problem, jeżeli chodzi o świadomość statystycznego Kowalskiego w zakresie wynajmu samochodów. Generalnie jest to usługa nadal kierowana bardziej do firm i podmiotów niż do osób fizycznych – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Paweł Reczyński, prezes polskiego operatora Sixt rent a car.

Reczyński dodaje, że choć Polska jest wciąż znacznie mniejszym rynkiem niż kraje Europy Zachodniej, to coraz więcej osób decyduje się na wynajem samochodu. Tę formę podróżowania zaczynają doceniać także turyści, który podczas wyjazdów korzystają z wynajętego samochodu, by zobaczyć więcej miejsc. Po powrocie do kraju osoby te są bardziej świadome, że również w Polsce można korzystać z wynajętego samochodu.

Najważniejszymi klientami pozostają jednak przedsiębiorcy. Dzięki temu rosną statystyki wynajmu pojazdów w sektorze premium. Właściciele firm dostrzegają wynajem długoterminowy jako alternatywę dla leasingu lub kupna luksusowych samochodów.

Mamy samochody, które wynajmujemy na kilka miesięcy, to jest tzw. produkt Flexi Lease, który jest świetną alternatywą dla klasycznego leasingu czy car fit managementu. Nie ma takiej konsekwencji, że przedsiębiorca zawiera kontrakt na 24 miesiące, z którego nie może się wycofać. De facto decyduje, jaki samochód i kiedy jest mu potrzebny, na ile czasu, bez konsekwencji ani bez konieczności przedstawienie dokumentów finansowych, co ma szczególne znaczenie dla start-upów – podkreśla Reczyński.

Między innymi rosnąca popularność wynajmu długoterminowego wpływa na zmianę struktury rynku. Jeszcze kilka lat temu nawet 80 proc. wynajmów samochodów w Polsce przez Sixt miało miejsce na lotniskach. To właśnie ten sektor, ściśle związany z ruchem lotniczym, jest głównym obszarem działalności międzynarodowej grupy. Jednak obecnie jego udział w naszym kraju spadł do ok. 50 proc.

Pozostałe 50 proc. to wynajmy pozalotniskowe. Choć dawniej na rynku dominował wynajem ekonomicznych pojazdów najniższej klasy, obecnie zwiększa się udział aut z sektora premium.

Stale rosną wydatki firm farmaceutycznych na innowacyjność. Zachodnie koncerny wciąż przeznaczają na ten cel więcej niż polskie

CEO Magazyn Polska

Każda z firm farmaceutycznych co roku część swoich wydatków przeznacza na badania i rozwój. To konieczne, by sprostać szybko rosnącej konkurencji na rynku – podkreślają przedstawiciele przemysłu. Również konkurentom z Azji, którzy o klientów walczą głównie ceną. Polskim firmom wciąż jednak daleko do nakładów ponoszonych przez zagraniczne koncerny.

Presja cenowa, redukcja wydatków publicznych na leki, potrzeba innowacyjności i duża konkurencja, zwłaszcza ze strony rynku azjatyckiego – to największe wyzwania, z którymi będzie musiał się zmierzyć polski przemysł farmaceutyczny. Branża farmaceutyczna jest jedną z bardziej rentownych, ale także i konkurencyjnych na świecie. Starzenie się społeczeństwa i wzrost wydatków na opiekę zdrowotną mogą oznaczać większe przychody. Aby jednak nadążyć za konkurencją, polskie firmy farmaceutyczne muszą co roku na rozwój i badania przeznaczać kilkadziesiąt procent wydatków. 

Wszystkie nasze fabryki muszą pracować w standardach GMP, czyli dobrej praktyki wytwarzania, przeprowadzać badania zgodnie z wymogami europejskimi, a także testować leki według standardów GLP, czyli dobrej praktyki laboratoryjnej. Wszystkie te standardy są najwyższe na świecie, porównywane ze standardami w Stanach Zjednoczonych – mówi agencji Newseria Biznes Piotr Błaszczyk, wiceprezes Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego (PZPPF).

Sektor farmaceutyczny jest liderem pod względem liczby innowacyjnych przedsiębiorstw. Wedle danych Komisji Europejskiej nakłady na rozwój w tym sektorze w stosunku do przychodów są kilkukrotnie wyższe niż średnia wyliczona dla piętnastu najbardziej innowacyjnych sektorów. Również polskie przedsiębiorstwa farmaceutyczne inwestują potężne środki w rozwój technologiczny, traktując to jako nieodzowny element długofalowej strategii. 

Co 25 lat mamy 100-proc. wzrost nowoczesności w technologiach medycznych. Zdrowie jest najważniejszą częścią naszego życia, więc inwestowane są w nie największe środki. Dlatego staramy się być innowacyjni i poprzez nowe technologie zaproponować nowe rozwiązania. Kilkadziesiąt procent corocznych wydatków przeznaczanych jest na rozwój i badania. To jest wydatek rosnący, czyli powodujący coraz większy wysiłek firmy do tego, abyśmy byli w linii najnowszych technologii – podkreśla Błaszczyk.

Ze „Strategii rozwoju krajowego przemysłu farmaceutycznego do 2030 roku”, przygotowanej przez Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową na zlecenie PZPPF, wynika, że w Polsce działa około 100 firm farmaceutycznych, których łączne obroty wynoszą ponad 15 mld zł rocznie. Branża ta cechuje się dużą efektywnością, co umożliwia firmom przeznaczanie wysokich kwot na działalność innowacyjną oraz badania i rozwój. Jak jednak podkreślono w strategii, to wciąż niewielkie kwoty w porównaniu ze światowymi gigantami, jak Pfizer czy Novartis. Przykładowo w 2010 roku dziesiąta największa firma farmaceutyczna na świecie przeznaczyła na badania i rozwój ponad 3,5 mld dolarów. Wydatki na ten cel w polskim przemyśle farmaceutycznym wyniosły wówczas ok. 56 mln dolarów.

– Cały czas musimy myśleć o tym, jak coraz bardziej maksymalizować nasze wysiłki celem nadążenia w tym wyścigu technologicznym, wyścigu innowacyjności – mówi Błaszczyk.

Wyzwaniem jest dodatkowo starzejące się społeczeństwo. Jak podano w raporcie IBnGR, według prognozy GUS w 2030 roku udział osób powyżej 60. roku życia wynosić będzie w Polsce 28 procent wobec 20 procent w roku 2011. Więc zapotrzebowanie na leki będzie z roku na rok coraz wyższe.

Kolejnym dużym wyzwaniem, z jakim będą musiały zmierzyć się polskie firmy, jest też rosnąca konkurencja, przede wszystkim z rynku azjatyckiego. Eksperci przewidują, że do roku 2016 sprzedaż farmaceutyków w Chinach i Indiach ma wzrosnąć dwukrotnie, a azjatyckie produkty ze względu na niską cenę stanowią sporą konkurencję. Jak jednak przyznaje wiceprezes Związku, to nie konkurencja ze Wschodu jest największym zagrożeniem dla polskich firm.

Pracujemy w sektorze finansowanym przez pieniądze publiczne, gdzie jest bardzo duża presja cenowa na leki. Powoduje to, że osiągany profit jest zawsze obniżany poprzez presję cenową związaną z wydatkami publicznymi. To spotkanie dwóch interesów. Z jednej strony pacjenta, o którego Ministerstwo Finansów zawsze będzie dbało, aby dostarczyć mu jak najbardziej przystępny cenowo lek. Z drugiej strony fakt, że musimy przeznaczać coraz większe pieniądze na nowe technologie powoduje, że osiąganie sukcesów na rynku jest coraz trudniejsze – podsumowuje Piotr Błaszczyk. 

Grupa Wirtualna Polska walczy o budżety reklamodawców nową ofertą. Stawia m.in. na wideo i urządzenia mobilne

CEO Magazyn Polska

Wspólna oferta dla reklamodawców była jednym z pierwszych przedsięwzięć po połączeniu Wirtualnej Polski i o2. Grupa proponuje nowe narzędzia marketingowego, bazujące m.in. na trendzie big data, ale i odpowiadające na popularność reklamy wideo. Do końca roku dwukrotnie ma się zwiększyć oferowana reklamodawcom powierzchnia wideo. W ten sposób Grupa Wirtualna Polska chce zwiększyć udział w rosnącym dynamicznie rynku reklamy internetowej.

Po 2-3-letnim kryzysie marketerzy wracają z bardziej śmiałymi decyzjami na rynek, jeśli chodzi o wydatki. Jako Wirtualna Polska zastanawiamy się nad tym, jak zaadresować czy to poprzez strukturę po połączeniu, czy ofertę produktowąpotrzeby reklamodawców tak, żeby wzrost inwestycji, która jest lokowana u nas, był jak najlepszy – przekonuje Jacek Świderski, prezes zarządu Grupy Wirtualna Polska i dodaje, że celem jest wyprzedzenie portalu Onet.pl w kategorii zadowolenia marketerów. – To jest nasz główny cel i stawiamy na najlepsze dopasowanie do tych grup docelowych, których reklamodawcy szukają.

Grupa – jak podkreśla jej prezes – jest dobrze przygotowana na nowe budżety reklamowe. W maju na rynku pojawiła się nowa wspólna oferta reklamowa.

Zawiera ona wiele innowacyjnych elementów, związanych m.in. z tematem big data i wykorzystywaniem informacji zanonimizowanych na temat użytkowników poczty i witryn, które odwiedzają – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Jacek Świderski.

Świderski podkreśla, że trzon oferty stanowią dwie największe bazy e-mailowe w Polsce oraz duża przestrzeń displayowa, którą udostępniają portale WP.pl i o2.pl. Nowością są m.in. dniówki tematyczne w połączeniu z ofertą na urządzenia mobilne.

To w tej chwili jest widoczny na rynku trend, widzimy to też w oglądalności naszych stron głównych, że coraz więcej użytkowników korzysta z wersji mobilnych. W połączeniu z wiedzą o użytkownikach i produktami performance’owymi  mamy kompleksową ofertę, która dobrze adresuje potrzeby reklamodawców. Mamy ponad połowę polskiego rynku, co daje nam śmiałość w budowaniu innowacyjnych produktów, które dają wysoką konwersję dla reklamodawców – przekonuje prezes Grupy WP.

Ze strony reklamodawców dynamicznie rośnie popyt na powierzchnię wideo. Dlatego Grupa zamierza do końca roku zwiększyć ją dwukrotnie.

Wspólna oferta reklamowa to jedna z pierwszych inicjatyw po połączeniu o2 i Wirtualnej Polski. Grupa o2 wraz z funduszem Innova Capital sfinalizowały transakcję zakupu Wirtualnej Polski w lutym br. Zdaniem Jacka Świderskiego prace nad konsolidacją i wspólną ofertą obu podmiotów przebiegły szybciej niż zakładano, a najtrudniejszy etap został już pokonany.

Zależało nam na tym, żeby pokazać otoczeniu, że jesteśmy w stanie coś zrobić razem już w pierwszych tygodniach po transakcji i uruchomiliśmy np. Segregator dla użytkowników Poczty WP i Poczty o2 [narzędzie do porządkowania w skrzynkach pocztowych wiadomości od zewnętrznych nadawców – red.], natomiast teraz skupiamy się na dużych projektach w obszarze wideo i sprzedaży. Możemy skoncentrować się na bliższej współpracy z naszymi reklamodawcami – podkreśla Świderski.