Za 3-4 lata Polska może stać się pierwszym odbiorcą taniego gazu ze Stanów Zjednoczonych

CEO Magazyn Polska

Już za 3-4 lata możliwy może okazać się import amerykańskiego gazu LNG do Polski. Jeśli umowa Amerykanów z PGNiG dojdzie do skutku, to Polska zostanie pierwszym odbiorcą amerykańskiego gazu. Zwiększy to jej bezpieczeństwo energetyczne i pozwoli korzystać z niższych cen, będących owocem rewolucji łupkowej.

Sam fakt, że prezes Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa przymierza się do realizacji takiej koncepcji, jest godny pochwały, gdyż wpisuje się on w projekt dywersyfikacji źródeł zaopatrywania w ten istotny nośnik energii – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes były minister gospodarki Janusz Steinhoff. 

Jego zdaniem importowanie niemal całego gazu z Federacji Rosyjskiej nie zapewnia Polsce bezpieczeństwa energetycznego. Przeciwnie, uzależnia naszą gospodarkę od wschodniego sąsiada. Ponadto osłabia pozycję negocjacyjną naszego kraju w kwestii cen gazu. Dlatego zdaniem Steinhoffa dobrym pomysłem jest rozważany przez PGNiG import gazu LNG ze Stanów Zjednoczonych. Najwcześniej byłoby to możliwe za ok. 3-4 lata.

Mam nadzieję, że dywersyfikacja źródeł zaopatrywania w gaz ziemny spowoduje poprawę naszej pozycji negocjacyjnej. Po prostu będziemy kupować gaz tam, gdzie jest on tańszy – mówi Steinhoff.

Ceny gazu w Stanach Zjednoczonych są dzięki rewolucji łupkowej znacznie niższe niż w Europie.

O ile w Europie cena gazu zbliżona jest do 400 dolarów za 1000 metrów sześciennych, to w Stanach Zjednoczonych spadła do poziomu 130 dolarów za 1000 metrów sześciennych – mówi Steinhoff. – Umożliwiła to technologia łupkowa, a także izolacja amerykańskiego rynku. W trosce o podaż krajowego gazu wymagana jest specjalna licencja eksportowa dla firm, które chciałyby sprzedawać gaz za granicę. Dzięki temu na rynku amerykańskim podaż jest wysoka, a ceny niskie.

Koncesja ta będzie więc niezbędna także dla firm chcących eksportować surowiec do Polski.

W oparciu o wypowiedzi prezydenta Obamy myślę jednak, że w tym przypadku nie będzie problemu z tym zezwoleniem – twierdzi były minister. – PGNiG, chcąc importować ze Stanów, idzie w dobrym kierunku. Polska może więc zostać pierwszym odbiorcą amerykańskiego gazu.

Kontrakt z Amerykanami może być kolejnym, pod umowie z Katarem, sposobem na dywersyfikację dostaw gazu. W trosce o bezpieczeństwo energetyczne PGNiG rozważa także zwiększenie wydobycia w Polsce. Obecnie w Polsce wydobywane jest 4,3 mld metrów sześciennych gazu rocznie. Według PGNiG możliwe jest zwiększenie wydobycia o 5-7 proc.

Od 16 czerwca rodziny z minimum trójką dzieci będą mogły składać wnioski o wydanie Karty Dużej Rodziny uprawniającej do zniżek

Za dziesięć dni osoby chcące korzystać z Karty Dużej Rodziny będą mogły składać stosowne wnioski. Trwają przygotowania do produkcji kart. Ogólnopolski program ma umożliwić rodzinom z co najmniej trójką dzieci korzystanie ze zniżek w obiektach publicznych i prywatnych, m.in. w muzeach, obiektach sportowych czy sklepach. 

–  Od 16 czerwca rodziny będą mogły składać wnioski o wydanie karty. Trwa proces przygotowawczy do produkcji kart – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Władysław Kosiniak-Kamysz, minister pracy i polityki społecznej.

Pierwsze karty mogą trafić do rodzin w połowie wakacji. Do tej pory niektóre polskie gminy wprowadziły już tego typu karty, jednak teraz będzie to program ogólnopolski. Zniżki oferować będą przede wszystkim różne instytucje publiczne.

Na pewno będą to muzea czy instytucje związane z wypoczynkiem zarządzane przez ministerstwo pracy – mówi Kosiniak-Kamysz. – Będziemy też dawać zniżki w ośrodkach szkoleniowych Ochotniczych Hufców Pracy. Niektóre obiekty do zwiedzania czy rekreacji zaproponowała też Kancelaria Prezydenta. Zniżki będą obejmować także wejście na Stadion Narodowy czy na obiekty Centralnych Ośrodków Sportu. Wprowadzi je także kolej – dodaje minister.

Dla rodzin z trójką dzieci bilety mają być tańsze o jedną piątą, z czwórką lub piątką potomstwa – o jedną czwartą, natomiast z szóstką lub większą liczbą dzieci – o 40 proc.

Jednak nie tylko obiekty publiczne będą oferować rabaty. Do akcji włączą się także podmioty prywatne. Dla nich będzie to okazja zarówno do podniesienia prestiżu, jak i zwiększenia zysków poprzez przyciągnięcie nowych, liczących na zniżki klientów. Każdy podmiot, który włączy się do akcji, będzie podpisywał umowę z ministerstwem.

Bardzo liczę na sklepy, szczególnie spożywcze i te z artykułami dziecięcymi – mówi Kosiniak-Kamysz. – Zainteresowana jest też choćby branża hotelarska, z której przedstawicielami odbyłem ostatnio rozmowy. Jesteśmy też w kontakcie z przedstawicielami pracodawców. Grupa ta zobowiązała się do wspólnego spotkania i zachęcania swoich członków do wejścia w ten program.

Lista podmiotów uczestniczących w akcji będzie na bieżąco aktualizowana.

Każdego dnia będzie można się dopisać do listy podmiotów uczestniczących w akcji – zapewnia minister pracy i polityki społecznej. – Jest szansa na to, że każdego tygodnia będziemy ogłaszali nowe porozumienia podpisywane z przedsiębiorstwami prywatnymi.

Karta Dużej Rodziny to ogólnopolski program zniżek dla rodzin z minimum trójką dzieci. Ma służyć ułatwieniu rodzinom wielodzietnym dostępu do
instytucji kultury, aktywnego wypoczynku oraz obniżenia codziennych kosztów funkcjonowania. Ministerstwo szacuje, że korzystać z karty będzie 3,4 mln osób. Wydanie karty jest bezpłatne, a dochody nie są brane pod uwagę. Rodzice będą mogli korzystać z karty dożywotnio, a dzieci do 18. roku życia lub – w przypadku kontynuowania nauki – do 25. roku życia.

Program stanowi element pomocy rodzinom wielodzietnym w sytuacji kryzysu demograficznego. Niska dzietność (1,25– 1,3 dziecka na kobietę w wieku rozrodczym) i związane z nią starzenie się społeczeństwa są obecnie uważane za główne wyzwanie, przed którym stoi Polska.

Koniec zawodu urbanisty. Deregulacja może oznaczać spadek jakości planów zagospodarowania przestrzennego

0

CEO Magazyn Polska

II transza deregulacji zawodów, którą w piątek podpisał prezydent Bronisław Komorowski, szczególnie mocno dotknie urbanistów, architektów oraz inżynierów budowlanych. Samorządy urbanistów uważają, że ustawa faktycznie likwiduje zawód, zamiast ułatwiać do niego dostęp. Ucierpi na tym interes społeczny, ponieważ pogorszy się jakość planów zagospodarowania przestrzennego. Dlatego branża chce zbadania zgodności ustawy z Konstytucją. Szykuje w tej sprawie wniosek do Trybunału.

Krajowa Rada Polskiej Izby Urbanistów w liście do prezydenta RP wskazała na szereg przesłanek, które decydują o znaczeniu zawodu urbanisty dla interesu publicznego. Obok bezpośredniego wpływu na zagospodarowanie przestrzenne, praca urbanistów wpływa pośrednio na inne wartości chronione konstytucyjnie, takie jak środowisko naturalne, dziedzictwo narodowe czy bezpieczeństwo publiczne. Ponadto, w kontekście planowanych inwestycji w ramach perspektywy finansowej UE na lata 2014-2020, tym bardziej rośnie znaczenie polityki regionalnej, miejskiej oraz lokalnych planów zagospodarowania przestrzeni.

Nie uwzględniono tych potrzeb, które bardzo podkreśla się w koncepcji zagospodarowania przestrzennego kraju, że właśnie rola urbanisty musi wzrosnąć w naszym kraju. Zresztą to bardzo podkreśla się też w Unii Europejskiej, gdzie w 2013 roku ustalono Europejską Kartę Planowania Barcelona 2013. Zawód urbanisty wymaga coraz większego wykształcenia, większego przygotowania, bowiem miasta są coraz większe, żyje w nich już 70 proc. ludności. Naprawdę nie może to być człowiek nieprzygotowany, bo zrobi sporo błędów –  twierdzi Danuta Strembicka, sekretarz Krajowej Rady Polskiej Izby Urbanistów.

Przedstawiciele branży krytykowali wcześniej projekt II ustawy deregulacyjnej, wskazując, że nie prowadzi on do uwolnienia zawodu urbanisty, ale jego faktycznej likwidacji. Zdaniem samorządów reprezentujących urbanistów nieuchronnie spowoduje to pogorszenie usług, takich jak opracowania i plany zagospodarowania przestrzennego.

Jeżeli w tej chwili zlikwidujemy Izbę Urbanistów, czyli zlikwidujemy możliwość sprawdzania przygotowania zawodowego, to faktycznie wszyscy, którzy skończą architekturę, urbanistykę i gospodarkę przestrzenną, nawet po pierwszym stopniu studiów będą mogli podejmować pracę w zakresie urbanistyki – uważa sekretarz Krajowej Rady Polskiej Izby Urbanistów.

Z powyższych względów Krajowa Rada Polskiej Izby Urbanistów zwróciła się do Prezydenta RP o złożenie wniosku o zbadanie zgodności z Konstytucją ustawy ułatwiającej dostęp do wykonywania niektórych zawodów regulowanych, w zakresie dotyczącym dereglamentacji zawodu urbanisty.

Zawody urbanisty, architekta oraz inżyniera budowlanego zostały uznane za zawody zaufania publicznego. Po bardzo szczegółowym uzasadnieniu faktu, że problemem sprawdzania kwalifikacji w tych zawodach powinny zająć się specjaliści, przekazano kompetencje ministerstw do samorządów zawodowych. I w 2000 roku uchwalono ustawę o samorządach zawodowych architektów, inżynierów budownictwa i urbanistów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Danuta Strembicka.

Art. 22 Konstytucji RP z 1997 r. stanowi, że „ograniczenie wolności działalności gospodarczej jest dopuszczalne tylko w drodze ustawy i tylko ze względu na ważny interes publiczny”. Oznacza to, że wszelkie ograniczenia w dostępie do zawodu muszą być uzasadnione ochroną interesu publicznego. Jednakże jego ochrona nie zawsze wymaga regulacji na poziomie ustawowym, w tym ograniczania wolności gospodarczej. Według art. 65 ust.1 Konstytucji każdemu przysługuje wolność wyboru i wykonywania zawodu oraz wyboru miejsca pracy, a wyjątki mogą być określone jedynie ustawowo. Zdaniem Krajowej Rady Polskiej Izby Urbanistów ustawa z dnia 15 grudnia 2000 r. o samorządach zawodowych architektów, inżynierów budownictwa oraz urbanistów nie narusza konstytucyjnych praw, w tym zwłaszcza wolności wykonywania zawodu.

– W ustawie o samorządach zawodowych zapewniono, że do wykonywania zawodu może przystąpić nawet człowiek, który nie skończył kierunkowych studiów, czyli architektury, urbanistyki lub gospodarki przestrzennej, ale po studium podyplomowym w zakresie gospodarki przestrzennej, po przepracowaniu trzech lat w miejscu pracy, w którym zajmowałby się tymi zagadnieniami, a także po zdaniu egzaminu z przepisów prawnych związanych z gospodarką przestrzenną oraz zdaniu egzaminu z umiejętności zastosowania zasad urbanistyki w planowaniu przestrzennym – wskazuje Danuta Strembicka.

Z drugiej strony Konstytucja (art. 76) nakłada na władze publiczne obowiązek ochrony „konsumentów, użytkowników i najemców przed działaniami zagrażającymi ich zdrowiu, prywatności i bezpieczeństwu oraz przed nieuczciwymi praktykami rynkowymi”. Zakres tej ochrony jest również określony ustawowo. Kluczowe znaczenie ma jednak art. 17 Konstytucji, który gwarantuje możliwość tworzenia samorządów zawodowych, które reprezentują zawody zaufania publicznego i sprawują nadzór należytym wykonywaniem tych zawodów w granicach interesu publicznego i dla jego ochrony (ust.1). Według Strembickiej ten przepis uzasadnia powoływanie samorządów zawodowych w celu ochrony zawodów zaufania publicznego, tak jak architekt, urbanista oraz inżynier budowlany.

W ustawie deregulacyjnej likwiduje się jeden z tych zawodów, czyli w tym trójnogim stołku utrąca się jedną nogę, można sobie wyobrazić, jak będzie stał ten stołek. Nie jesteśmy zgodni z faktem usunięcia, czy jak w ustawie nazywa się to, zniesieniem Izby Urbanistów. Podstawowym punktem, który powoływano przy stanowieniu samorządów zawodowych, jest art. 17 ust. 1 Konstytucji, w którym reguluje się sprawę ustaleń zawodów zaufania publicznego. I w uzasadnieniu do tej ustawy bardzo podniesiono ten fakt, że właśnie te trzy zawody są zawodami zaufania publicznego i zasługują na to, żeby był powołany samorząd zawodowy  mówi sekretarz Krajowej Rady Polskiej Izby Urbanistów.

II transzę deregulacji 30 maja podpisał prezydent. Ustawa ma wejść w życie po upływie 60 dni od dnia ogłoszenia.

7 maja 2014 r. do Sejmu trafiła III transza deregulacji. Projekt ustawy zakłada ułatwienie dostępu do 101 zawodów, m.in. rzecznika patentowego, tłumacza przysięgłego, maklera papierów wartościowych, doradcy inwestycyjnego, strażaka, muzealnika oraz zawodów związanych z górnictwem i geologią.

Co trzecia polska firma planuje rozwój przez fuzję lub przejęcie. Rynek takich transakcji w końcu się ożywi

CEO Magazyn Polska

Coraz więcej firm na całym świecie planuje rozwijać się poprzez fuzje i przejęcia. Jak wynika z raportu Grant Thornton, globalnie taki zamiar deklaruje 31 proc. przedsiębiorców, w Polsce – 33 proc. Najwięcej tego typu transakcji będzie dotyczyć sektorów usług profesjonalnych, finansowych, branży wydobywczej oraz rolnictwa i leśnictwa. Coraz lepsza kondycja gospodarki zachęca też właścicieli do rozważania możliwości sprzedaży firmy.

Spowolnienie gospodarcze ostatnich lat miało duży wpływ na rynek przejęć i fuzji. Jak wyjaśnia Maciej Richter, partner zarządzający doradztwem gospodarczym Grant Thornton w Polsce, słaba kondycja gospodarek podcięła optymizm kupujących, którzy bardziej rozważnie zaczęli analizować dostępne oferty, natomiast sprzedających niskie wyceny zniechęciły do pozbywania się swoich biznesów.

Po kilkuletnim okresie zastoju mamy pierwsze sygnały tego, że rynek fuzji i przejęć może wejść znów w fazę ożywienia. Aż 31 proc. przedsiębiorców w tym roku w badaniu prowadzonym przez Grant Thornton International zadeklarowało chęć przejęcia innej firmy w ciągu najbliższych trzech lat – mówi Maciej Richter agencji informacyjnej Newseria Biznes.

W Polsce w latach 2008-2010 oczekiwania przedsiębiorców co do tego typu inwestycji rosły o ok. 10-15 punktu proc. rocznie, osiągając w 2010 roku poziom 65 proc. W kolejnych latach odsetek ten znacząco się obniżył (poniżej 18 proc.), a w 2013 roku znalazł się na poziomie zbliżonym do unijnej i światowej średniej (odpowiednio 29 proc. i 31 proc.).

Decyzja o transakcji równie często podyktowana jest chęcią rozwoju, co wzmocnieniem pozycji na rynku.

39 proc. firm na świecie w ciągu ostatniego roku analizowało rzeczywistą możliwość przejęcia swojego konkurenta, więc było to więcej firm niż tych, które deklarowały chęć takiego strategicznego rozwoju poprzez przejęcia. W Polsce takich firm było 32 proc., więc można powiedzieć, że podobna ilość, co tych, które deklarują chęć rozwoju przez przejęcia – wyjaśnia Maciej Richter.

Polscy przedsiębiorcy, obok inwestycji prorozwojowych, coraz częściej analizują możliwość sprzedania własnych firm. Deklaruje to 18 proc., a liczba chętnych w ciągu roku zwiększyła się o 6 proc.

Sprzedających zawsze jest mniej. Od lat jest tak, że firm, które chciałyby kupić firmę jest dwa razy więcej niż właścicieli, którzy chcą sprzedać swoje firmy. Jednak w ostatnich miesiącach zwiększyła się liczba przedsiębiorstw, które są gotowe zmienić właściciela w ciągu następnych trzech lat. Na świecie 11 proc. właścicieli jest gotowych rozważyć taki scenariusz. W ostatnich latach było to mniej niż 10 proc. – podkreśla partner zarządzający doradztwem gospodarczym w Grant Thornton.

Z badania Grant Thornton wynika, że większość ankietowanych (na świecie 86 proc.) planuje dokonanie transakcji na rynku krajowym, a mniej chętnie podchodzą do fuzji i przejęć za granicą (39 proc.) Podobnie statystyki wyglądają w Polsce – wśród przedsiębiorstw planujących takie transakcje 74 proc. ma na myśli rynek lokalny, a 37 proc. – zagraniczny.

Moim zdaniem to jest i tak bardzo dużo. Proszę zwrócić uwagę, że przez ponad 20 lat to polskie firmy były kupowane przez zagranicznych inwestorów, a w tej chwili już od paru lat istotna część firm, które planują i dokonują przejęć, robi to wobec firm, których siedziba znajduje się za granicą – wyjaśnia ekspert.

Jako źródło kapitału na inwestycje najwięcej przedsiębiorców wskazuje zyski z poprzednich lat. Część firm zamierza na ten cel zaciągnąć kredyt bankowy.

– I to jest element optymistyczny, który wskazuje na to, że fuzji i przejęć może być więcej, ponieważ dostępność źródeł finansowania obecnie jest wyższa niż była w przeszłości – mówi Maciej Richter.

Najbardziej aktywny pod względem fuzji i przejęć będzie rynek usług profesjonalnych, na którym połowa ankietowanych firm planuje takie transakcje. Deklaracje takie złożyło również ponad 40 proc. firm z branży usług finansowych, rolnictwa, leśnictwa i rybołówstwa oraz z sektora wydobywczego.

Blisko połowa Polaków planuje wyjazd wakacyjny. Dwie trzecie z nich spędzi urlop w kraju

CEO Magazyn Polska

47 proc. Polaków planuje w tym roku urlop na miesiące wakacyjne – wynika z badania Nielsen Polska przeprowadzonego na zlecenie Mondial Assistance. Co trzeci z nich wyjedzie za granicę, a zdecydowana większość zorganizuje wyjazd na własną rękę. Wraz ze wzrostem popularności wyjazdów niezorganizowanych rośnie również liczba sprzedawanych polis turystycznych. W tym roku zamiar wykupienia ubezpieczenia na wyjazd zadeklarowało 68 proc. wyjeżdżających – o 10 pkt proc. więcej niż przed rokiem.

W 2014 roku około 15 mln Polaków skorzysta z wypoczynku wakacyjnego. To nieco mniej niż w zeszłym roku. Nasze badania, które trwają od trzech lat, pokazują, że ta liczba zwykle oscyluje koło 50 proc. całości – mówi agencji informacyjnej Newseria Tomasz Frączek, prezes zarządu Mondial Assistance. – W tym roku 47 proc. Polaków deklaruje, że na wakacje pojedzie.

Na wakacje wyjadą w tym roku głównie osoby z grupy wiekowej 30-39 lat, mieszkające w miastach i z wykształceniem średnim lub wyższym. Najczęściej plany wakacyjne deklarowali urzędnicy, pracownicy biurowi, wykwalifikowani pracownicy techniczni i specjaliści. 18 proc. osób planujących urlop zamierza go spędzić bez osób towarzyszących. 

Z badania Nielsen Polska dla Mondial Assistance wynika, że spośród tych osób, które swój urlop zaplanowały na miesiące wakacyjne, więcej niż dwie trzecie spędzi go w kraju. Natomiast wśród zagranicznych kierunków wakacyjnych w tym roku ponownie najpopularniejsza jest Chorwacja. Urlop w tym kraju chce spędzić 14 proc. pytanych.

 Pozostałe kierunki to również są destynacje typowo wakacyjne, słoneczne, w zasadzie pierwsza czwórka jest taka sama jak przed rokiem, kraje zamieniły się tylko miejscami. W tym roku na drugie miejsce wskoczyła Grecja (12 proc.), na trzecim jest Hiszpania (10 proc.), a na czwartym – Włochy (7 proc.) – wymienia prezes Mondial Assistance.

Ci, którzy na urlop pojadą z biurem podróży (24 proc.), przy wyborze touroperatora najczęściej kierowali się opiniami znajomych i własnymi doświadczeniami, a dopiero w trzeciej kolejności – ceną wycieczki.

Z kolei 76 proc. badanych zamierza zorganizować swój wyjazd na własną rękę. Zwolennicy takiej formy wypoczynku cenią sobie swobodę decydowania o sposobie spędzania wolnego czasu (57 proc.) oraz możliwość dostosowania oferty do własnych potrzeb (28 proc.). Podkreślają również, że takie wyjazdy są tańsze niż zorganizowane (19 proc.).

Jak podkreśla prezes Mondial Assistance, coraz częściej Polacy planując wakacyjne wydatki, uwzględniają w nich zakup polisy turystycznej. W tym roku ponad dwie trzecie deklaruje, że zamierza kupić ubezpieczenie podróżne.

Jest to bardzo istotny wzrost – 10 proc. punktów procentowych w porównaniu z ubiegłym rokiem. To jest bardzo dobry wynik, a my, jako ubezpieczyciel bardzo się z tego cieszymy, bo może jest to pierwszy sygnał, iż ubezpieczenie stało się bardzo naturalnym wydatkiem wakacyjnym, pewnym bezpieczeństwem. Nie tylko nas interesuje hotel, widok na morze, na góry, ale chcemy kupić sobie ubezpieczenie i mieć święty spokój na wakacjach – podkreśla Frączek.

Spośród 32 proc. ankietowanych, którzy nie zamierzają wykupić polisy, co trzeci deklaruje, że z reguły nigdy się nie ubezpiecza. Tylko 1 proc. wskazał, że jest to niepotrzebny wydatek – jeszcze w ubiegłym roku taką opinię miał co piąty badany.

Turystów przez zakupem ubezpieczenia nieco odstraszają koszty [17 proc. wskazań – red.]. Natomiast jak popatrzymy efektywne koszty ubezpieczenia, one nie przekraczają 10 złotych dziennie, biorąc pod uwagę średni koszt wyjazdu 2300 zł. Przy wydatku niższym niż 2 proc. średniego budżetu wakacyjnego można mieć bardzo przyzwoity pakiet ubezpieczeniowy, który pozwoli nam cieszyć się wszystkim i nie myśleć o możliwych złych komplikacjach urlopowych – dodaje prezes Mondial Assistance.

51 proc. badanych, którzy nie mają zamiaru w te wakacje wyjechać z domu, najczęściej tłumaczy tę decyzję względami finansowymi (41 proc.), co piąty podkreśla, że ma w tym czasie inne obowiązki.

Zadaliśmy też pytanie: „kiedy ostatni raz byli Państwo na wakacjach”, i obraz jest smutny. Około 10 proc. nigdy nie było na wakacjach, a 22 proc. na wakacjach było pięć lat temu bądź jeszcze wcześniej. Sumując te dwa wyniki, to około 1/3 populacji w zasadzie z wakacji nie korzystała, i to nie incydentalnie, tylko dość strukturalnie. Dlaczego tak jest? Wydaje się, że względy ekonomiczne są tutaj podstawą – wyjaśnia Tomasz Frączek.

Polacy są głodni luksusowych marek. Duży potencjał wzrostu ma rynek kosmetyków premium

Rynek kosmetyków premium w Polsce to dziś 11-12 proc. rynku kosmetyków. Potencjał rozwoju jest bardzo duży, bo we Francji kosmetyki selektywne to nawet jedna trzecia całego rynku kosmetycznego. Na polski rynek wchodzą kolejne luksusowe marki, nie tylko kosmetyczne, co może przyczynić się do dynamicznego wzrostu sprzedaży produktów luksusowych.

Polacy są wygłodniali marek luksusowych – mówi agencji informacyjnej Newseria Adam Kołodziejczyk, dyrektor generalny Sephora Polska. – Istotnym sygnałem było otwarcie w Polsce sklepu Louis Vuitton. Jego pojawienie się to sygnał dla innych wielkich marek, że to jest dobry czas na wejście na ten rynek.

Jak prognozuje dyrektor generalny Sephora Polska, zainteresowanie naszym rynkiem ze strony luksusowych marek rośnie, więc będą one stopniowo debiutować w Polsce. Rynek kosmetyków premium w naszym kraju ma przed sobą dobre perspektywy, bo jego wielkość w porównaniu z rynkami zachodniej Europy nie jest jeszcze duża.

Na przykład we Francji rynek selektywny to jest 25-35 proc. całego rynku kosmetycznego. W przypadku Polski to około 11-12 proc. Widzimy więc, że jest sporo przestrzeni na to, aby ten rynek w Polsce się rozwijał – zapewnia Kołodziejczyk.

Sephora ma dziś ponad połowę udziału w sprzedaży kosmetyków selektywnych wśród sieci perfumeryjnych w Polsce. Oprócz tradycyjnych kanałów dystrybucji, czyli stacjonarnych perfumerii, firma rozpoczęła też w tym roku sprzedaż internetową. Dzięki temu dostęp do kosmetyków premium zyskują również mieszkańcy mniejszych miejscowości, gdzie tradycyjnych perfumerii Sephora nie ma. E-sklep ruszył na początku lutego i właśnie został najlepiej rozpoznawalnym e-sklepem z sektora urody w Polsce.

Silną pozycją w ofercie Sephora są produkty marki własnej.

Z roku na rok konsekwentnie budujemy naszą markę własną, czyli markę Sephora, oferującą przede wszystkim makijaż, ale też szeroką gamę produktów pielęgnacyjnych oraz produktów do kąpieli. Konsekwentnie wprowadzamy na rynek szereg naprawdę innowacyjnych kosmetyków, które są dostępne cenowo dla naszych konsumentów, a jednocześnie zachowują doskonałą jakość. Ostatni hit sprzedaży tej marki to np. atrament do ust, tworzący zupełnie nową kategorię wśród produktów do ust – dodaje dyrektor generalny Sephora Polska.

Z raportu KPMG „Rynek dóbr luksusowych w Polsce” wynika, że w 2012 roku wartość rynku luksusowych kosmetyków i perfum szacowana była na 293 mln zł. Wartość tego segmentu wzrosła o 2,5 proc. w porównaniu z 2011 rokiem. Ważnym czynnikiem wzrostu był rozwój drogerii oferujących tego typu produkty. Natomiast za dwa lata według szacunków ekspertów rynek może być wart ok. 350 mln zł.

Polskie firmy poszukują mieszkających za granicą Polaków do pracy i na staże

Polskie firmy prowadzące działalność również poza granicami kraju chcą zatrudniać mieszkających i studiujących za granicą Polaków. Takie osoby znają lokalne środowisko, język i zwyczaje, są więc wyjątkowo cenni dla pracodawców. Poza tym takie rozwiązanie może być alternatywą dla emigracji zarobkowej, bardziej korzystną dla rozwoju naszego kraju – Polacy, którzy na przykład wykształcili się w kraju, będą pracować na rozwój polskiej gospodarki narodowej.

W ich aktywizacji zatrudniania Polaków za granicą pomoże program Inteligentny Start, oferujący praktyki, staże i miejsca pracy przedstawicielom Polonii. Program prowadzi fundacja Inteligentny Start założona przez Krzysztofa Domareckiego, przewodniczącego rady nadzorczej spółki Selena FM. Fundatorzy to firmy z doświadczeniami w promowaniu polskiej przedsiębiorczości na świecie, jak KGHM, Fakro, Maspex, Grupa Nowy Styl, Grupa Selena, Solaris Bus & Coach i PKO BP. Program ma wspierać polskich studentów i absolwentów przebywających w innych krajach, a także pomagać przedsiębiorcom rozwijającym działalność na zagranicznych rynkach. Działania współfinansuje Ministerstwo Spraw Zagranicznych.

Selena FM ma spółki w 17 krajach. We wszystkich zatrudniamy zarówno pracowników miejscowych, jak i Polaków, czasami tych, którzy wyjechali z Polski, by zacząć pracować dla nas. Program może pomóc polskim przedsiębiorstwom, także Selenie, zwiększyć zatrudnienie Polaków w poszczególnych krajach – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Krzysztof Domarecki. przewodniczący rady nadzorczej spółki Selena FM.

W przedsięwzięciu mniejsze znaczenia ma samo wykształcenie zdobyte poza Polską – w większości państw jest ono na podobnym poziomie. Cenne są doświadczenia mieszkających za granicą ludzi – znają zwyczaje, język, kulturę czy zachowania ludzi.

Z punktu widzenia naszych spółek, w tych krajach taka osoba ma przewagę nad studentem czy absolwentem z polskich uczelni. Właśnie dlatego, że zna lokalne środowisko, łatwiej adaptuje się do warunków prowadzenia biznesu w danym kraju przy takich samych kwalifikacjach zawodowych – komentuje przewodniczący RN Seleny FM.

Na etapie ekspansji międzynarodowej pojawia się konieczność zarządzania międzykulturowego. W jednej firmie pracują ludzie pochodzących z różnych kultur, o różnych wyznaniach i poglądach. By odnosili sukcesy, trzeba z nich stworzyć zespół osób współpracujących na rzecz firmy.

To wyzwanie praktycznie wszystkich firm prowadzących ekspansję międzynarodową. W jego realizacji pomagają ci, którzy mieszkali czy urodzili się w jednym kraju, ale przeprowadzili się, studiowali lub mieszkają w innym kraju. Stają się swego rodzaju tłumaczami i cementują zespół – twierdzi Krzysztof Domarecki.

Program Inteligentny Start został niedawno zainaugurowany, ale jego pomysłodawca liczy na to, że dziesiątki polskich przedsiębiorstw dzięki niemu łatwiej znajdą godnego zaufania pracownika za granicą. Szacuje się, że obecnie poza granicami Polski pracuje co dziesiąty aktywny zawodowo Polak. Liczba ta będzie rosnąć wraz z wchodzeniem na zagraniczne rynki pracy potomków emigrantów zarobkowych, wykształconych już poza Polską.

Polacy zgromadzili 750 mld zł oszczędności. Większość traci wartość na nieoprocentowanych kontach

CEO Magazyn Polska

Po odjęciu gotówki w obiegu i środków zgromadzonych w otwartych funduszach emerytalnych, Polakom pozostaje 750 mld zł oszczędności. Ponad dwie trzecie tych pieniędzy to depozyty, często nieoprocentowane lub oprocentowane poniżej inflacji. Tylko 130 mld zł zgromadziły fundusze inwestycyjne oraz ubezpieczeniowe fundusze kapitałowe, choć w tych drugich od trzech lat widać trend wzrostowy.

Inwestowanie w ubezpieczeniowe fundusze kapitałowe, czyli oszczędzanie za pomocą towarzystw ubezpieczeniowych staje się coraz popularniejsze. Od trzech lat widać tendencję wzrostową – oszczędności ulokowane przez Polaków w tych aktywach rosną.

Wpływają na to dwa czynniki – dodatni bilans sprzedaży (więcej środków wpływa do towarzystw ubezpieczeniowych, niż z nich odpływa) oraz dodatnia koniunktura od zeszłego roku, kiedy klienci, inwestując w akcje, zarabiali – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Łukasz Hajduk, specjalista ds. komunikacji inwestycyjnej w AXA Życie.

Pod koniec roku ubezpieczeniowe fundusze kapitałowe zgromadziły blisko 50 mld zł – o 12 proc. więcej w porównaniu z rokiem 2012. Z danych AXA Życie wynika, że dynamika kwartalna pokazuje dalszy stabilny wzrost. To, co mogło zniechęcać klientów, to wątpliwości związane ze sposobem i formą pobierania opłat likwidacyjnych: klienci w momencie podpisywania umowy nie wiedzieli, jaka będzie wysokość pobranej opłaty w dowolnym roku, gdyby zdecydowali się wyjść z programu.

Towarzystwa ubezpieczeniowe wspólnie z Polską Izbą Ubezpieczeń zmieniły ten stan rzeczy, tworząc kartę produktu. To narzędzie, dzięki któremu klient może poznać produkt i dowiedzieć się o wysokości wszystkich opłat, również opłat likwidacyjnych. Będą one znane w każdym momencie trwania często wieloletniej inwestycji – wyjaśnia Łukasz Hajduk.

Zmiany mają spowodować, że klient będzie umowę zawierał świadomie, będzie znał wszelkie szczegóły przed podpisaniem dokumentów.

Pamiętajmy, że oszczędzanie jest działaniem świadomym i celowym. Wykonujemy tę czynność dobrowolnie i przeznaczamy na ten cel środki, które nie będą zaburzały naszej codzienności. Tego powinniśmy się trzymać, bo wtedy sama formuła opłat likwidacyjnych nie będzie problemem – uważa specjalista ds. komunikacji inwestycyjnej w AXA Życie.

Nadmierne obawy przed inwestowaniem czy oszczędzaniem mogą powodować, że nie odłoży się nic. Jednak skłonność Polaków do oszczędzania rośnie, choć z samym oszczędzaniem nie jest najlepiej. Wszelkie badania i raporty, jak „Diagnoza Społeczna 2013” czy „Badania Oszczędności Polaków” Getin Noble Banku pokazują, że 60-70 proc. obywateli nie ma żadnych oszczędności.

Jeśli 80 proc. deklaruje, że powinno się oszczędzać na czarną godzinę, emeryturę czy posag dla dziecka, bo takie są najczęstsze wskazania, to tylko 20-25 proc. rzeczywiście oszczędza – komentuje Łukasz Hajduk.

Według raportu Fundacji Kronenberga ponad połowa Polaków wydaje na bieżąco wszystkie dochody, a niemal 90 proc. pozostałych odkłada niewielkie kwoty. Przyczyną niechęci do oszczędzania może być przekonanie o konieczności inwestowania na bieżąco. Co więcej, oszczędzanie nie zawsze przynosi zyski. Według AXA Życie całkowite oszczędności Polaków na koniec ubiegłego roku wyniosły 1,16 bln zł. Z tego 300 mld zł to środki w otwartych funduszach emerytalnych, na które obywatele nie mają wpływu, a 100 mld zł to gotówka w obiegu. Pozostaje 750 mld zł do zagospodarowania.

I z tym jest problem, ponieważ oszczędzanie to odkładanie pieniędzy w taki sposób, by pracowały, przynosiły dochód. Aż 70 proc. środków trzymamy na depozytach w banku, często w sposób nieoprocentowany – informuje Łukasz Hajduk.

Pozostałe pieniądze pracują: 80 mld zł znajduje się w funduszach inwestycyjnych, blisko 50 mld zł w ubezpieczeniowych funduszach kapitałowych, a po kilka miliardów zostało ulokowanych w akcjach spółek publicznych i obligacjach skarbowych.

„Rzeczpospolita” i „Gazeta Wyborcza” najbardziej opiniotwórczymi mediami dekady

0

„Rzeczpospolita” i „Gazeta Wyborcza” to najczęściej cytowane, a zarazem najbardziej opiniotwórcze media ostatniej dekady – wynika z badania Instytutu Monitorowania Mediów. W rankingu rozgłośni radiowych zwyciężyła stacja RMF FM (szóste miejsce w ogólnym rankingu mediów), a wśród telewizji – TVN24 (czwarte miejsce w ogólnym rankingu). Raport najbardziej opiniotwórczych mediów w Polsce IMM przygotowuje nieprzerwanie od ponad dekady.

Możemy mówić o dwóch zwycięzcach w kategorii „Najbardziej opiniotwórcze media dekady. Są nimi „Rzeczpospolita i „Gazeta Wyborcza te dwa tytuły miały ponad 100 tys. cytowań w ciągu ostatnich 10 lat i zdecydowanie przodują w rankingu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Magdalena Grabarczyk-Tokaj, kierownik ds. rozwoju badań Instytutu Monitorowania Mediów.

Zwraca uwagę na duży dystans w zestawieniu IMM między tymi dwoma dziennikami a pozostałymi mediami. Trzecia w rankingu redakcja „Dziennika Gazety Prawnej” ma niecałe 40 tys. cytowań. Dopiero na czwartym miejscu w ogólnym zestawieniu znalazła się stacja telewizyjna, a na szóstym – radio.

Główny ranking telewizyjny zdominowany jest przez dwóch wydawców – TVN i Telewizję Publiczną. Na informację TVN24 powoływano się 31,5 tys. razy. Następna w kolejności jest główna stacja TVN (15,2 tys.), później dwa kanały telewizji publicznej – TVP1 i TVP INFO (odpowiednio 5,3 tys. oraz 4,1 tys.), kolejne miejsce zajmuje TVN24 Biznes i Świat (wcześniej TVN CNBC – 2,5 tys.).

Radio również ma swoich przedstawicieli w rankingu głównym.

W tej kategorii na przestrzeni lat można było zaobserwować silną rywalizację między RMF FM a Radiem ZET. Palmą pierwszeństwa wymieniały się przez 10 lat, ale zdecydowanie prowadzi RMF FM (24,2 tys. cytatów), tuż za nim Radio ZET (18,3 tys.), następnie Tok FM (9,4 tys.) i dwie rozgłośnie publiczne – Program 1 i Program 3 Polskiego Radia (odpowiednio 7,4 tys. oraz 6,4 tys.) – wylicza Magdalena Grabarczyk-Tokaj.

W ogólnym zestawieniu dziesięciu najczęściej cytowanych mediów nie pojawił się żaden portal internetowy. Wśród mediów elektronicznych liderem jest onet.pl (11,9 tys. cytowań). W czołówce znalazły się również portale wp.pl i interia.pl (5 tys. i 4,7 tys.)

Interesująca jest różnorodność tematyczna mediów w tej kategorii. W rankingu znalazły się bowiem serwisy ekonomiczne typu money.pl, portal sportowy sportowefakty.pl czy branżowe wirtualnemedia.pl – zwraca uwagę Grabarczyk-Tokaj.

Ranking najbardziej opiniotwórczych mediów w Polsce IMM przygotowuje nieprzerwanie od ponad dekady. Co miesiąc analizie poddawanych jest prawie tysiąc źródeł, materiałów prasowych, audycji radiowych i telewizyjnych, w których wyszukiwane są cytowania, które pierwotnie pojawiały się na łamach innych mediów – prasy, radia, telewizji i portali internetowych.

Wyniki naszych badań są wykorzystywane w programach motywacyjnych dla pracowników mediów. Z naszych informacji wynika, że niejednokrotnie premie były otrzymywane za dostanie się na odpowiednie miejsce w rankingu – przyznaje w rozmowie z Newserią Paweł Sanowski, prezes Instytutu Monitorowania Mediów.

Jego zdaniem badanie ma także bardzo duże znaczenie dla branży public relations.

Raport jasno pokazuje, z którymi mediami należy współpracować, żeby osiągnąć odpowiedni efekt. Inaczej współpracujemy z mediami, które nie są opiniotwórcze, a inaczej pracujemy z tymi opiniotwórczymi. Ranking prowadzony na bieżąco, miesiąc po miesiącu, rok po roku, który daje bardzo rzetelne wyniki, zawiera bardzo istotne informacje zarówno dla specjalistów z dziedziny public relations, jak i dla drugiej strony, czyli dla wydawców – podkreśla Sanowski.

Zmiany w Zarządzie oraz Radzie Nadzorczej Firmy Oponiarskiej Dębica S.A.

4 czerwca 2014 r. Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy Firmy Oponiarskiej Dębica S.A. dokonało wyboru członków Rady Nadzorczej Spółki, a Rada Nadzorcza powołała Zarząd Spółki na nową kadencję.

W skład Zarządu Firmy Oponiarskiej Dębica S.A. obecnej kadencji powołano:
Stanisława Cieszkowskiego, Dyrektora ds. Produkcji na stanowisko Prezesa Zarządu, oraz
Radosława Bolkowskiego, Dyrektora ds. Handlowych,
Mariusza Solarza, Dyrektora ds. Prawnych,
Ireneusza Maksymiuka, obecnego Dyrektor ds. Finansowych organizacji Goodyear w Rosji.

„Obejmuję stanowisko Prezesa Zarządu firmy bardzo nowoczesnej, która posiada mocną pozycję rynkową i jest jednym z największych polskich eksporterów. To dla mnie duże wyróżnienie i jednocześnie wyzwanie, aby nie tylko utrzymać status quo, ale przede wszystkim zwiększać wartość Spółki i jej konkurencyjną pozycję. Ponadto, będąc związanym od wielu lat tak z samą firmą, jak i jej otoczeniem, szczególnie zależy mi, aby Spółka nadal była dobrym sąsiadem lokalnej społeczności w Dębicy, troszczącą się o jej rozwój” – powiedział Stanisław Cieszkowski, Prezes Zarządu Firmy Oponiarskiej Dębica S.A.

W skład Rady Nadzorczej obecnej kadencji wybrano:
Jacka Pryczka, Przewodniczącego Rady Nadzorczej Spółki,
Renatę Kowalską-Andres,
Dominikusa Golsonga,
Macieja Mataczyńskiego,
Karla Brocklehursta,
Łukasza Rędziniaka,
Janusza Rasia.

„Nowy Zarząd firmy jest bardzo silny. Będą ją reprezentowali fachowcy z dużym doświadczeniem, którzy swoją wiedzą i zaangażowaniem zapewniają jej mocną pozycję na rynku. Cieszę się, że jako Przewodniczący Rady Nadzorczej Spółki, będę mógł wspierać nowy Zarząd we wszystkich istotnych dla jej rozwoju sprawach” – powiedział Jacek Pryczek, Przewodniczący Rady Nadzorczej Firmy Oponiarskiej Dębica S.A. oraz Dyrektor Zarządzający Goodyear Europa Centralna.

Nowy Prezes Zarządu Firmy Oponiarskiej Dębica S.A., Stanisław Cieszkowski, Dyrektor ds. Produkcji Spółki, jest absolwentem Wydziału Chemii Politechniki Rzeszowskiej. Pracę w Firmie Oponiarskiej Dębica S.A. rozpoczął w 1980 r. na stanowisku mistrza Zakładu Produkcji Mieszanek, awansując następnie na kolejne stanowiska: starszego mistrza, kierownika wydziału, Kierownika Zakładu Produkcji Mieszanek, Kierownika Zakładu Produkcji Opon Rolniczych, Szefa Produkcji i Dyrektora ds. Produkcji. W okresie od lutego 2006 roku do listopada 2007 roku był Dyrektorem ds. Produkcji Sava Tires w Słowenii, a od listopada 2007 roku do kwietnia 2009 roku – Dyrektorem ds. Produkcji fabryki Goodyeara w Uitenhage w Republice Południowej Afryki.

Radosław Bółkowski, Dyrektor ds. Handlowych Firmy Oponiarskiej Dębica S.A jest absolwentem Wydziału Technologii Żywności Akademii Rolniczo-Technicznej w Olsztynie, a także Executive MBA na Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie. Karierę zawodową rozpoczął w 1997 r. w firmie Pepsi Cola General Bottlers Sp. z o.o. na stanowisku Przedstawiciela Handlowego w Olsztynie. Następnie pracował w British American Tobacco Sp. z o.o. na stanowisku przedstawiciela Handlowego w Olsztynie, a potem jako Koordynator Regionu sprzedaży w Gdyni. Od listopada 2000 r. pracował w Goodyear Dunlop Tires Polska Sp. z o.o., najpierw jako Przedstawiciel Handlowy ds. Opon Ciężarowych, następnie jako: Menedżer ds. Kluczowych Klientów (od 2003 r.), Menedżer Regionu Sprzedaży Wschód (od 2005 r.), Dyrektor Sprzedaży w Dywizji Opon Ciężarowych (od września 2007 r.), a od 1 stycznia 2012 r. Dyrektor Sprzedaży Opon Osobowych w Goodyear Dunlop Tires Polska Sp. z o.o. Od 5 marca 2012 r. pełni funkcję Członka Zarządu i Dyrektora ds. Handlowych Firmy Oponiarskiej Dębica S.A.

Nowy Członek Zarządu, Mariusz Solarz, jest Radcą Prawnym, absolwentem Wydziału Prawa Uniwersytetu Warszawskiego. Karierę zawodową rozpoczął w Kancelarii Sejmu Rzeczpospolitej Polskiej na stanowisku starszego radcy ds. legislacji. W latach 1997-1999 pracował jako prawnik w kancelarii prawniczej M. Łukowicz i Partnerzy, a później Radca Prawny holdingu Lafarge Polska S.A. Od 2001 r. związany z Firmą Oponiarską Dębica S.A., najpierw jako Kierownik Działu Prawnego i Sekretarz Spółki, a od 2008 r. Dyrektor ds. Prawnych Spółki. Od 2009 r. rekomendowany Arbiter Sądu Arbitrażowego przy Krajowej Izbie Gospodarczej w Warszawie. W 2012 r. uznany przez dziennik „Rzeczpospolita” Najlepszym Prawnikiem Przedsiębiorstw.

Nowy Członek Zarządu, Ireneusz Maksymiuk, jest absolwentem Wydziału Handlu Zagranicznego Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. Karierę zawodową rozpoczął w 1991 r. w firmie audytorskiej Moore Stephens Sp. z o.o. w dziale audytu. Od 1993 r. do 1994 r. pracował w Moore Stephens Chartered Accountants w Londynie. W latach 1994-1995 zajmował stanowisko Zastępcy Głównego Księgowego w IBM Polska, a w l. 1995-1997 był Głównym Księgowym w Amway Polska, od 1998 r. Dyrektor Finansowy – Członek Zarządu Endemol Neovision Sp. z o.o. Następnie w l. 1999-2006 Dyrektor Finansowy – Członek Zarządu Sara Lee H&BC Poland. Od maja do września 2006 r. Dyrektor Finansowy – Członek Zarządu Ahold Polska. W l. 2006-2008 Country Chief Financial Officer Poland i Członek Zarządu w spółkach Prima Sara Lee Coffee and Tea Poland i Sara Lee H&BC Poland. Przez trzy lata (2008-2011) Chief Financial Officer Sara Lee Russia. Od marca 2011 r. Dyrektor Finansowy – Członek Zarządu Goodyear Russia LLC.

Firma Oponiarska Dębica S.A. jest liderem polskiego rynku opon do samochodów osobowych i dostawczych. Od 1995 roku inwestorem strategicznym w Spółce jest amerykański koncern The Goodyear Tire & Rubber Company. Firma produkuje opony takich marek, jak: Dębica, Goodyear, Dunlop, Fulda i Sava. Sprzedaje swoje produkty w Polsce i 60 krajach na sześciu kontynentach, m.in. w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Francji, Hiszpanii, Włoszech, USA i Brazylii.