W Polsce jest coraz mniej pszczół. Owady te można ratować poprzez tworzenie kwiatowych ogrodów i stosowanie naturalnych nawozów

CEO Magazyn Polska

W Polsce z każdą sekundą ubywa 105 pszczół. To ogromna strata, bo właśnie one odpowiadają za zapylanie dużej części roślin uprawnych. Owady te masowo wymierają w wyniku chemizacji rolnictwa, zmian klimatycznych, chorób oraz niszczenia siedlisk. Pszczoły nie tylko umierają, lecz także coraz trudniej się je hoduje, a jeśli będzie ich coraz mniej – rolnictwo i środowisko będą zagrożone. Ekolodzy podkreślają, że każdy może przystosować swój ogród czy balkon tak, by był bardziej przyjazny dla pszczół. Trzeba tylko wybierać odpowiednie rośliny.

Pszczoły stanowią bardzo ważny element w ekosystemie i bez ich prawidłowego funkcjonowania zostanie zachwiana cała równowaga, nie tylko świata przyrodniczego, lecz także nasze funkcjonowanie. Pszczoły to prawie 78 proc. żywności w naszej strefie klimatycznej – mówi agencji informacyjnej Newseria Małgorzata Strzelec z firmy Kruszwica, produkującej tłuszcze roślinne.

Wprawdzie pszczoły kojarzą się głównie z produkcją miodu, ale trzeba pamiętać, że produkcja 1/3 żywności i 90 proc. owoców zależy od zapylania przez owady pszczołowate. Ekolodzy namawiają więc, by stwarzać idealne warunki dla tych niezwykle pożytecznych owadów.

Projektując własny ogród czy balkon, warto wybierać rośliny, które są rodzime i miododajne, które mogą być pożyteczne dla owadów. Owady się odwdzięczą w taki sposób, że będą nam te rośliny zapylać. Jeżeli mamy sady czy ogrody, dzięki temu te rośliny będą owocować. Korzyść jest obustronna – tłumaczy Katarzyna Dytrych z Fundacji Nasza Ziemia.

Niezwykle szkodliwe dla owadów pszczołowatych jest stosowanie sztucznych nawozów, zwłaszcza w okresie kwitnienia roślin.

Warto pamiętać o tym, żeby stosować nawozy czy środki ochrony roślin, które są naturalne. Jeżeli już koniecznie musimy stosować chemię, to zgodnie z zaleceniami producenta i w odpowiednim czasie. Ponieważ to gwarantuje, że pszczoły po prostu przeżyją i będą zdrowe – mówi Katarzyna Dytrych.

Pszczoły żywią się nektarem i pyłkiem kwiatowym, dlatego ogródki, w których są same iglaki, nie są dla nich zbyt przyjazne. Dobrym schronieniem może być np. wiązka trzciny czy kawałek drewna.

Wystarczy zebrać łodygi, które są puste w środku – to może być bez czarny, malina czy forsycja, trzcina albo bambus. Przycinamy je z jednej strony, z drugiej strony dbamy o to, aby ścianka była zasklepiona, jeżeli jest prześwit, to warto czymś zakleić i wyściełać jeszcze dodatkowo mchem, w którym zawsze jakieś inne pożyteczne owady też mogą znaleźć dla siebie dom. Taką wiązkę możemy związać sznurkiem i powiesić w miejscu, które jest słoneczne i ciepłe. Jest szansa, że właśnie dzikie pszczoły, pszczoły samotnice, które są o wiele mniej znane niż pszczoła miodna, znajdą tutaj dla siebie dobry dom – wyjaśnia Katarzyna Dytrych.

Cyfryzacja i urządzania mobilne motorem napędowym rynku mediów i rozrywki w latach 2014-2018

Globalny rynek mediów i rozrywki w najbliższych 5 latach będzie rósł w tempie 5% rocznie, osiągając w 2018 r. wartość 2,2 bln USD. Choć tradycyjne media nadal będą posiadać największy udział w przychodach, a TV pozostanie największym medium dla reklamy, to jednak media cyfrowe i reklama w Internecie będą głównymi motorami wzrostu. Polski rynek w analizowanym okresie będzie rósł w tempie 3,7% rocznie, i w 2018 roku będzie warty 12,6 mld USD.

W najbliższych latach najistotniejszy wpływ na kształt rynku rozrywki i mediów będą nadal miały dwa główne czynniki: dalsza cyfryzacja oraz rosnące znaczenie urządzeń mobilnych. Najszybciej rosnącymi segmentami będą reklama internetowa oraz dostęp do Internetu. Ich średnioroczne prognozowane tempo wzrostu to odpowiednio 10,7% i 9,0%. Segment dostępu do Internetu będzie w dalszym ciągu odpowiadał za największą część rynku, a jego znaczenie w najbliższych latach jeszcze wzrośnie. Już dziś ten segment szacowany jest na 455 mld USD, a jego wartość w 2018 r. prognozowana jest na 635 mld USD. Wydatki na dostęp mobilny przekraczają obecnie wydatki na dostęp stacjonarny (odpowiednio 238 mld USD i 216 mld USD). W przyszłych latach ta różnica będzie się powiększać ze względu na dużo wyższą dynamikę wzrostu mobilnego dostępu do sieci w porównaniu do dostępu stacjonarnego (13% vs. 4,1%).

Rynek polski

Wartość rynku mediów i rozrywki w Polsce wyniesie w 2018 r. 12,6 mld USD. Dostęp do Internetu będzie stanowić największy segment tego rynku z 30% udziałem. Najszybciej w nadchodzących latach będą rozwijały się segmenty rynku związane z technologiami cyfrowymi, w szczególności reklama w Internecie (15,2%), dostęp do Internetu (7,5%) oraz gry wideo (7,8%). Na przeciwnym biegunie znajdują się segmenty związane z tradycyjnymi mediami jak rynek prasy (-1,6), rynek płatnej telewizji (-1,2%) czy rynek radiowy (-1,0%).

W prognozowanym okresie 2014–2018 r., rynek reklamy w Polsce będzie rósł w średniorocznym tempie 5,8%, napędzany głównie przez wzrost reklamy internetowej (średniorocznie tempo ponad 15%). Przewidujemy, że w 2018 r. reklama telewizyjna utraci swoją dotychczasową dominującą pozycję na rzecz reklamy internetowej.

Główne trendy rynku w Polsce i na świecie

Rynek treści wideo

Istotnym trendem widocznym na rynku treści wideo w skali świata jest dynamiczny rozwój nieliniowego odbioru treści, dostarczanych zarówno poprzez serwisy VOD nadawców telewizyjnych jak i serwisy OTT.

Zgodnie z przewidywaniami PwC, globalne przychody z tego typu form dostarczania treści będą rosły
w ciągu najbliższych 5 lat w tempie prawie 20% rocznie (19,9%) i w 2018 roku przekroczą przychody uzyskiwane ze sprzedaży i wynajmu nośników fizycznych (DVD i Blu-ray).

W zakresie rozwoju serwisów OTT/streamingowych Polska w porównaniu do świata zachodniego dopiero raczkuje. Wartość płatnego rynku OTT/streamingu w naszym kraju w 2013 roku była szacowana na niewiele ponad 7 mln USD, podczas gdy w USA prawie 4,7 bln USD, w Wielkiej Brytanii 485 mln USD, a w Niemczech 134 mln USD. Częściowo wynika to z nieobecności na naszym rynku dużych graczy takich jak Netflix czy Amazon, którzy globalnie mogą pochwalić się widownią liczoną w dziesiątkach milionów widzów. Ma na to wpływ wysoka skala piractwa treści wideo przez Internet w Polsce.

Efekt niskiej bazy powoduje, że w najbliższych 5 latach rozwój serwisów OTT w Polsce będzie znacząco wyższy niż globalnie. Przewidujmy że w latach 2014-2018 rynek płatnych serwisów OTT będzie rósł w średniorocznym tempie 57,2% z obecnych 7 mln do 71 mln USD w 2018 roku.

Jak pokazują globalne doświadczenia Netflixa, do sukcesu poszczególnych serwisów może przyczynić się produkcja własnych treści. Jak na razie z 2 bln USD wydawanego przez ten serwis na treści jedynie 150 mln USD zostało wydane na produkcje własne, jednak sukces House of Cards, pierwszej wysokobudżetowej produkcji serwisu, pozwala przypuszczać, że udział produkcji własnych będzie rósł.

„Globalny trend coraz większej roli nieliniowego odbioru treści, w szczególności poprzez serwisy OTT/streamingowe, będzie zauważalny również w Polsce. Na razie ze względu na niewielką skalę tego rynku w naszym kraju, tradycyjne media nie powinny odczuć znacząco tego we własnych wynikach. Jednak w obawie przed wejściem na polski rynek któregoś z globalnych graczy, w szczególności Netflixa, dystrybutorzy treści w Polsce powinni myśleć o rozbudowie własnych serwisów OTT i VOD, jako komplementarnych produktach do swojej podstawowej działalności” – wskazuje Łukasz Nowicki, starszy menedżer w zespole ds. sektora telekomunikacji, mediów i rozrywki PwC.

Reklama internetowa

W 2018 r. wartość rynku reklamy w Internecie w Polsce przekroczy 4 miliardy złotych. W ten sposób reklama online stanie się największym pod względem wartości segmentem rynku reklamowego, spychając na drugie miejsce dotychczasowego lidera – reklamę telewizyjną. Pod względem wartości rynku reklamy w Internecie w regionie Europy Środkowej i Wschodniej wyprzedzają nas jedynie Rosja i Turcja.

Na znaczenie rynku reklamy online będzie wpływało dalsze upowszechnianie się dostępu do Internetu. W porównaniu do 2013 r. odsetek Polaków posiadających tradycyjny (stacjonarny) szerokopasmowy dostęp do Internetu wzrośnie z 46% w 2013 r. do 57% w 2018 r. W tym przypadku zarówno pod względem poziomu powszechności dostępu do Internetu jak i tempa wzrostu dostępności tej usługi pozostajemy w połowie europejskiej stawki. Tradycyjne formy dostępu do Internetu w coraz większym stopniu będą uzupełniane przez dostęp mobilny, a w 2018 r. co drugi Polak będzie korzystał z tej formy dostępu.

„Prognozujemy, że rynek reklamy w Internecie będzie w najbliższych latach rósł w średnim tempie 15,2% rocznie. Najważniejszymi pod względem wartości segmentami tego rynku będą tradycyjne reklamy prezentowane na portalach (display ads) oraz reklama w wyszukiwarkach internetowych – każdy z nich odpowiedzialny za blisko jedną trzecią wartości tego rynku, liderami będą w ich przypadku odpowiednio Facebook i Google. Jednak pod względem tempa wzrostu zdecydowanie wyróżnia się reklama powiązana z udostępnianymi w Internecie treściami wideo. Wartość tego rynku będzie rosła w tempie 45% rocznie, aby osiągnąć ponad 600 milionów złotych w 2018 r.” – mówi Adam Głąb, menedżer w zespole ds. sektora telekomunikacji, mediów i rozrywki PwC.

Rynek reklamy mobilnej choć względnie niewielki (wart około 10 milionów złotych w 2013 r.), będzie rósł o blisko jedną czwartą rocznie. W tym przypadku wzrostowi rynku reklamy będzie sprzyjało upowszechnienie się jej nośników. Według prognozy PwC w 2018 r. trzech na czterech Polaków będzie użytkownikami smartphonów. Popularność tabletów będzie rosła nieco wolniej niż w ostatnich latach, jednak w ciągu najbliższych 5 lat odsetek użytkowników tych urządzeń przekroczy 10%.

Prasa w Polsce i na świecie
Wartość globalnego rynku prasy (wydatki konsumentów oraz reklama) w 2013 r. wyniosła 154 mld USD, co oznacza spadek w porównaniu do roku poprzedniego o 0,7%. Patrząc w przyszłość, w kolejnym roku możemy spodziewać się dalszego niewielkiego spadku, a następnie stopniowego wzrostu aż do 2018 r., co oznacza CAGR 0,1%.

Segment publikacji prasowych jest przykładem rozbieżnych trendów w gospodarkach dojrzałych i wzrostowych. Spadki będą kontynuowane w niektórych krajach, takich jak Stany Zjednoczone (spadek o 4,4% CAGR do 2018 r., czyli spadek aż o 31% pomiędzy rokiem 2009 a 2018), ale kraje, gdzie infrastruktura cyfrowa jest mniej rozwinięta odnotują silne wzrosty, np. Peru (składana stopa wzrostu rocznego 12,3% do 2018 r.), Chiny (8,3%), Indie (7,5%) czy Chile (7,1%).

Rynek prasy w regionie Europy Środkowo-Wschodniej odnotował drugi rok z rzędu spadek – w 2013 r. na poziomie -0,7% w porównaniu do roku poprzedniego. Szacuje się, że tendencja spadkowa zostanie odwrócona w 2015 r. i w kolejnych latach oczekiwana jest stabilizacja z niewielkimi wzrostami, co oznacza CAGR na poziomie 0,9% w całym okresie prognozy. Wartość rynku w regionie Europy Środkowo-Wschodniej wzrośnie tym samym nieznacznie z 4,2 mld USD w 2013 r. do 4,3 mld USD w 2018 r.

Prognozowana wielkość całego rynku prasy (wydatki konsumentów oraz reklama) w Polsce w 2018 r. wyniesie 493 mln USD, co oznacza spadek o 40 mln USD w porównaniu do 533 mln USD w 2013 r.

W Europie Środkowo-Wschodniej szacowane przychody ze sprzedaży prasy drukowanej w prognozowanym 5-letnim okresie ulegną zmniejszeniu o 2,2%, osiągając 2,1 mld USD w 2018 r. Szacuje się, że w Polsce w nadchodzących latach będziemy obserwować spadek przychodów ze sprzedaży prasy drukowanej z 435 mln USD w 2013 r. do 426 mln USD w 2018 r. (-0,5% CAGR), spowodowany głównie dalszą migracją czytelników do Internetu i urządzeń mobilnych. Wydatki na reklamę prasową w Ameryce Północnej – jako jedynym regionie na świecie z tak znaczącymi spadkami – będą mniejsze w 2018 r. w porównaniu do 2013 r. o ponad 27%. Dla regionu EMEA szacuje się spadek wartości reklamy prasowej na poziomie -2,4% CAGR, z 24,4 mld USD w 2013 r. do 21,6 mld USD w 2018 r. Spadek ten ma nastąpić pomimo szacowanych wzrostów cyfrowej reklamy prasowej, która nie skompensuje jednak w pełni spadków związanych z reklamą na tradycyjnych nośnikach papierowych.

W Europie Środkowo–Wschodniej rynek reklamy prasowej ma osiągnąć wartość 2,1 mld USD w 2018 r. (w porównaniu do 1,8 mld USD w 2013 r., 2,7% CAGR). Na tle krajów regionu, w Polsce spodziewane są w tym zakresie największe spadki.
W Polsce w kolejnych latach oczekuje się dalszych spadków przychodów z reklamy prasowej aż do poziomu 64 mln USD w 2018 r., co oznacza -7,8% CAGR (wielkość tego rynku w 2013 r. szacowana była na 95 mln USD).

Prognozowany wzrost rynku reklamy prasowej w wydaniach elektronicznych w Polsce szacuje się z 2,8 mln USD w 2013 r. do 3,4 mln USD w roku 2018 (4,0% CAGR). To ciągle niewiele w porównaniu z prognozami dla krajów Europy Zachodniej, takich jak np. Wielka Brytania (462 mln USD) czy Niemcy (447 mln USD).

„Zgodnie z wcześniejszymi prognozami stale rośnie liczba użytkowników płatnych serwisów w naszym kraju, szczególnie osób czytających dzienniki z wykorzystaniem urządzeń mobilnych. Choć nie są to jeszcze liczby porównywalne z cyfrową rewolucją w Europie Zachodniej, to jednak można się spodziewać dalszych wzrostów w tym kanale dystrybucji” – wyjaśnia Tomasz Kociołek, menedżer w zespole ds. sektora telekomunikacji, mediów i rozrywki PwC.

„Wydawcy prasy są coraz częściej zmuszani do poszukiwania nowych przychodów w wydaniach internetowych, gdzie treści uniwersalne finansowane są głównie dzięki reklamie, podczas gdy sekcje specjalistyczne utrzymują się dzięki płatnemu dostępowi. Jako że liczba Polaków deklarująca regularne czytanie internetowych wydań tytułów prasowych z roku na rok się powiększa, wydawcy w coraz większym stopniu muszą skupiać swoją strategię na rozwoju wielotematycznych platform w sieci, a nie tylko tradycyjnej prasy. W celu dotarcia do nowych czytelników i grup docelowych coraz bardziej rozpowszechnione jest również zaangażowanie mediów społecznościowych” – podkreśla Tomasz Kociołek.

„Podsumowując globalne trendy, płacenie za cyfrową prasę zaczyna się przyjmować. Przychody ze sprzedaży prasy cyfrowej do końca 2013 r. wzrosły o 66,2%. Chociaż poszczególni wydawcy odnotowują poprawę w tej dziedzinie, niewielu z nich ogłasza pełną transformację – do 2018 r. przychody ze sprzedaży prasy cyfrowej będą stanowiły zaledwie 8% całości przychodów ze sprzedaży prasy na świecie. Jednak wpływ cyfrowych kanałów dystrybucji na strategie wydawców jest dużo bardziej znaczący niż sugerowałyby liczby: zmieniają one definicję prasy z wyłącznie drukowanej gazety na marki informacyjne, pod którymi treści dostarczane są różnymi kanałami do docelowego odbiorcy” – dodaje Tomasz Kociołek.

Rynek gier wideo

Globalne przychody w segmencie PC osiągną apogeum (7,2 bln USD) już w 2014 r. i będą spadać w średnim tempie 0,9% na rok w latach kolejnych. Podczas gdy trend spadkowy rozpoczął się w USA już w 2010 r., segment PC rośnie wciąż w umiarkowanym tempie np. w Chinach czy Indiach.

„Powolny trend spadkowy w segmencie PC wynika z dynamicznych zmian technologicznych na rynku, a także transferu przychodów do innych segmentów tj. konsoli, mobile czy online. Warto zauważyć, że rynek PC przeżywa swój renesans w zakresie gier dystrybuowanych kanałem cyfrowym. Wzrosty w tym obszarze, nie są jednak w stanie zrównoważyć ogólnego trendu spadkowego niemniej innowacyjne projekty jak Steam Machines, Oculus Rift czy wywodzący się z Polski GOG (Good Old Games należący do Grupy CD Projekt) – które oferują bardzo atrakcyjny cenowo i wygodny dostęp do wielu ‘zakurzonych’, ale nie zapomnianych tytułów, jak również nowych produkcji z poziomu jednego serwisu – mogą stanowić światełko w tunelu dla długowieczności gier PC” – wskazuje Michał Koniec, starszy menedżer w zespole ds. sektora telekomunikacji, mediów i rozrywki PwC.

Konsole pozostają najbardziej lukratywnym segmentem gier. Ogółem przychody ze sprzedaży wyniosły w 2013 r. 25,4 bln USD i będą rosły w średnim rocznym tempie 4,7% do poziomu 32 bln USD w 2018 r. Największym rynkiem gier w segmencie konsol pozostają Stany Zjednoczone, natomiast w 2014 r. Wielka Brytania wyprzedzi Japonię i zastąpi ją na drugim miejscu.

„Debiut konsol ‘nowej generacji’ Sony (Playstation 4) oraz Microsoft (Xbox One) pod koniec 2013 r. okazał się ogromnym sukcesem i stał się dodatkową siłą napędową tego segmentu gier globalnie. Konsole ‘nowej generacji’ pozwalają użytkownikom pobrać cyfrową wersję gry, dzięki czemu korzystnie wpływają na rozwój cyfrowego kanału sprzedaży. Z jednej strony taka funkcjonalność powinna napędzać wzrost przychodów, z drugiej jednak stawia producentów gier konsolowych przed dylematem ustalenia właściwiej strategii cenowej, aby nie doprowadzić do kanibalizacji przychodów w tradycyjnym kanale sprzedaży” – mówi Michał Koniec.

Przychody z gier online będą rosły w tempie 7,4% rocznie osiągając poziom 30,6 bln USD w 2018 r., zaledwie 1,5 bln USD mniej niż będzie w tym roku wart rynek konsol. Głównym motorem wzrostu w tym segmencie będą Korea Południowa, Chiny i Japonia.

Informacje o raporcie

Raport PwC w sprawie pespektyw światowego rynku rozrywki i mediów na lata 2014-2018, Global Entertainment and Media Outlook 2014-2018, jest 15. wydaniem corocznej publikacji zawierającej pogłębione analizy oraz dane historyczne i prognozy dotyczące wydatków reklamowych i wydatków konsumentów/użytkowników końcowych w 13 głównych segmentach branżowych i 54 krajach. Więcej informacji znajduje się pod adresem www.pwc.com/outlook.

Segmenty uwzględnione w raporcie

B2B, książki dla konsumentów i edukacyjne, wydawanie czasopism dla konsumentów, rozrywka filmowa, wydatki na dostęp do Internetu: stały i mobilny, reklama internetowa: stała i mobilna, wydawanie gazet, reklama outdoorowa, radio, muzyka, reklama telewizyjna, telewizja abonamentowa i opłaty licencyjne, gry komputerowe.

Wydatki cyfrowe

Wydatki cyfrowe oznaczają wydatki na szerokopasmowy i mobilny dostęp do Internetu, reklamę internetową stałą i mobilną; abonamenty na TV mobilną, cyfrową muzykę, elektroniczne wideo dla domu, internetowe i bezprzewodowe gry wideo, wydatki na cyfrowe czasopisma dla konsumentów, wydatki na cyfrowe gazety dla konsumentów, wydatki na cyfrowe czasopisma branżowe; książki elektroniczne dla konsumentów, edukacyjne i profesjonalne, abonamenty na radio satelitarne.

Optymistyczne prognozy dla produkcji i zatrudnienia w polskiej motoryzacji

Dobra passa w prognozach dotyczących polskiej motoryzacji trwa. 48% firm z sektora Automotive spodziewa się, że produkcja w ich zakładach w najbliższych trzech miesiącach wzrośnie – wynika z 2. edycji „Badania opinii i nastrojów przedstawicieli Automotive” przeprowadzonego przez Exact Systems, firmę kontrolującą części samochodowe. Dodatkowo, 38% zapytanych przedsiębiorców zamierza zwiększyć zatrudnienie, a blisko jedna trzecia ma nadzieję na uruchomienie nowego zakładu produkcyjnego lub produkcję nowego modelu samochodu w Polsce.

Rok temu, kiedy komentowaliśmy pierwszą edycję naszego badania, dane płynące z rynku nie napawały optymizmem. Zarówno w Polsce jak i w Europie sprzedaż samochodów osobowych była na minusie, bardzo źle wyglądała także produkcja aut w naszym kraju. Jednak zapytani przez nas przedstawiciele polskiej motoryzacji wierzyli w odbicie branży, co w ciągu minionego roku miało miejsce – mówi Paweł Gos, prezes zarządu Exact Systems i ekspert Polskiej Izby Motoryzacji. W związku z coraz większą liczbą zamówień płynących głównie z Europy Zachodniej, zmianom prawnym związnym z odliczaniem VAT oraz inwestycyjnym ożywieniem, powróciliśmy do tendencji wzrostowej. Od dwunastu miesięcy mamy do czynienia ze wzrostem rejestracji nowych osobówek, powoli odradza się także produkcja aut w polskich fabrykach – dodaje Gos.

Więcej niż stabilna produkcja
Przedstawiciele sektora motoryzacyjnego są spokojni, jeśli chodzi o produkcję w ich zakładach. Połowa z nich spodziewa się, że w najbliższych trzech miesiącach pozostanie na podobnym poziomie, a aż 48%, że wzrośnie. W porównaniu do badania sprzed roku nie mamy wielkich zmian (odpowiednio 45% i 51%).

Czemu możemy liczyć na dalszą poprawę koniunktury w polskiej motoryzacji? Polska należy do czołówki państw o najwyższej atrakcyjności inwestycyjnej. Silnie rozwinięty rynek części do budowy aut składający się z ponad 600 fabryk, który zapewnia sprawniejszą logistykę oraz niższe koszty transportu, to bez wątpienia jedna z najważniejszych przewag naszej branży motoryzacyjnej. Polska to także bezpieczne państwo oraz przewidywalne otoczenie polityczne i prawne. To wszystko sprawia, że kolejni duzi gracze z Automotive lokalizują u nas swoje zakłady, czego przykładem może być decyzja Volkswagena o budowie nowej fabryki czy koncernu TRW o rozbudowie gliwickiego zakładu – ocenia Jacek Opala, dyrektor ds. rozwoju sprzedaży w Exact Systems.

Polskie zakłady motoryzacyjne będą zatrudniać

Aż 38% zapytanych przedstawicieli sektora Automotive planuje w najbliższych miesiącach zwiększenie liczby etatów w swoich fabrykach. Jest to wynik o 6 punktów procentowych lepszy niż rok temu. Ogłoszenia rekrutacyjne będą dotyczyć głównie pracowników produkcyjnych (65%), koordynatorów jakości (9%), a tylko 4% przedsiębiorców deklaruje, że będzie poszukiwać menadżerów i kierowników. Ponad połowa respondentów (59%) natomiast zamierza utrzymać zatrudnienie na podobnym poziomie co obecnie.

Obserwacje konsultantów Antal Engineering & Operations potwierdzają znaczne ożywienie w branży Automotive – szczególnie z perspektywy zapotrzebowania na inżynierów zajmujących stanowiska specjalistyczne, ale coraz częściej także na menedżerów. Ich kompetencje są na tyle niezbędne i często unikatowe, że oferowane są im atrakcyjne możliwości kariery zarówno w Polsce, jak i za granicą. Szczególnie poszukiwani są inżynier ds. badań i rozwoju, inżynier konstruktor oraz inżynier jakości i procesu – komentuje Artur Migoń, dyrektor Antal Engineering & Operations.

Czy mamy szansę na nowy zakład produkcyjny lub model samochodu?
W najbliższych trzech latach siłą napędową polskiej motoryzacji może być uruchomienie nowego zakładu produkcyjnego lub produkcja nowego modelu samochodu w Polsce. Uważa tak odpowiednio 31% i 30% zapytanych przedstawicieli sektora Automotive. W porównaniu do ubiegłorocznej edycji badania, systematyczna poprawa jakości i niższe koszty zatrudnienia zeszły na plan dalszy, podobnie jak produkcja samochodu elektrycznego.

Nowa fabryka produkcyjna oraz złożenie nowego modelu samochodu w Polsce oznacza kilka tysięcy nowych miejsc pracy, rozbudowę infrastruktury oraz lepsze wyniki polskiej produkcji motoryzacyjnej. Tego oczekują zarówno przedstawiciele branży motoryzacyjnej jak i polskiego rządu. Jednak nadal języczkiem u wagi w przypadku decyzji dotyczących lokalizacji nowych inwestycji pozostają koszty i jakość pracy oraz rozwój nowych technologii, szczególnie w kontekście budowy samochodów hybrydowych i elektrycznych – twierdzi Paweł Gos z Exact Systems.

Czy rzeczywiście Polska ma szansę na nowe inwestycje? Na horyzoncie mamy informacje dotyczące nowego modelu Fiata 500 w tyskiej fabryce oraz modelu Skody Roomster w Poznaniu. Jeśli te zapowiedzi potwierdzą się, Polska ma dużą szansę na powrót do przedkryzysowego wolumenu produkcji samochodów na poziomie 1 mln sztuk – dodaje Opala.
Metodologia badania
„Badanie opinii i nastrojów przedstawicieli Automotive” zostało przeprowadzone przez firmę Exact Systems
w maju 2014 r. na celowej próbie przedstawicieli firm z sektora Automotive będących klientami Exact Systems. Wśród nich znajdują się m.in. producenci samochodów, poddostawcy części i komponentów samochodowych Tier I i Tier II takich jak wycieraczek, szyb samochodowych, dachów, kolumn kierowniczych czy elementów bezpieczeństwa. Wielkość próby wyniosła 115 respondentów. Badanie zrealizowano metodą telefonicznych wywiadów (CATI).

Praktyki akwizytorów – poznaj swoje prawa

0

Na pokazie i od akwizytora – to zapowiedź wygodnych zakupów pod warunkiem, że konsument zna swoje prawa, a przedsiębiorca je respektuje. Podstawowe prawo osób zawierających umowy poza lokalem przedsiębiorcy, to możliwość zrezygnowania w ciągu 10 dni. 22 instytucje po raz pierwszy wspólnie informują o prawach i obowiązkach konsumentów

Zaproszenie na pokaz kulinarny, „refundowane” badania, telefon o wygraniu nagrody – w wielu przypadkach okazują się pokazem, podczas którego odbywa się sprzedaż kosztownych produktów. Klient często nie jest świadomy handlowego celu takiego zaproszenia. Do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów stale napływają skargi od osób kupujących towary poza lokalem przedsiębiorcy. W wielu przypadkach dają podstawę do podjęcia działań i wyeliminowania nieprawidłowości: od 2013 roku Urząd wydał 42 decyzje dotyczące niezgodnych z prawem praktyk na tym rynku i prowadzi obecnie 56 postępowań. Dziś razem z 22 instytucjami wspólnie przypominamy o następujacych zasadach:

 Kupujesz od akwizytora, jesteś chroniony

Jeżeli kupujesz towary poza lokalem przedsiębiorcy, czyli np. w domu, na pokazie, prezentacji, możesz zrezygnować w ciągu 10 dni od momentu zawarcia umowy. Ważne: nie liczy się termin dostarczenia towaru, a data, która widnieje na umowie. Przed transakcją sprzedawca musi poinformować o takim prawie i wręczyć formularz odstąpienia od umowy. Konsument dostarcza towar na własny koszt. Może to zrobić osobiście, nadać towar kurierem, czy wysłać paczkę – zawsze za zwrotnym potwierdzeniem odbioru. formularz można także sporządzić samodzielnie, np.:

Miejscowośc, data

Imię i nazwisko konsumenta

Adres zamieszkania

Nazwa i adres przedsiębiorcy

 

Oświadczenie

o odstąpieniu od umowy zawartej poza lokalem przedsiębiorstwa

Oświadczam, że zgodnie z art. 2 ust. 1 Ustawy z dnia 2 marca 2000 r. o ochronie niektórych praw konsumentów oraz o odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną przez produkt niebezpieczny (Dz.U. nr 22, poz. 271 ze zm.) odstępuję od umowy dotyczącej……………………….. nr………………… zawartej dnia ………. w …………………. Proszę o zwrot kwoty ……………. zł (słownie ……………… złotych) przekazem pocztowym na adres…………….lub na konto nr …………………….

 

podpis konsumenta 

Sprawdź, gdzie jesteś

Bądź ostrożny i zawsze pytaj sprzedawcę, czy miejsce, w którym jesteś, to jego siedziba lub oddział. Niektórzy sprzedawcy często celowo zmieniają swoje siedziby, rejestrują jako oddział innej w nowym miejscu. Chcą przez to ominąć przepisy pozwalające na odstąpienie od umowy w ciągu 10 dni.

Praktyczna rada: Jeżeli nie wiesz, czy prezentacja odbywa się w lokalu, poproś o przybicie pieczątki na pustej kartce – adres porównaj z tym, który jest zawarty w umowie, którą zamierzasz zawrzeć. Nie ufaj całkowicie zapewnieniom sprzedawcy – samodzielnie poszukaj w umowie informacji o tym, czy masz prawo odstąpienia od umowy. Jeżeli sprzedawca unika odpowiedzi na pytanie, namawia do podpisania kontraktu bez czytania – nie ulegaj presji. Obowiązuje to, co jest napisane w umowie, a nie zapewnienia sprzedawcy.

Zapytaj o sprzedaż

Jeśli nie chcesz uczestniczyć w pokazach połączonych ze sprzedażą – już podczas rozmowy telefonicznej, ustal jaki charakter ma spotkanie. Ukrywanie handlowego celu takich zaproszeń to jedna z nieuczciwych praktyk na którą skarżą się konsumenci. Uważaj na pokazy sprawiające wrażenie refundowanych badań medycznych: w rzeczywistości są to działania marketingowe mające przekonać do właściwości oferowanych produktów paramedycznych. Zawsze poproś o potwierdzenie kwalifikacji eksperta i właściwości sprzedawanych towarów.

Poproś o dowód osobisty

Akwizytor, sprzedawca na pokazie przed zawarciem umowy muszą pokazać konsumentom dokument potwierdzający prowadzenie działalności gospodarczej oraz dowód osobisty. Odmowa powinna wzbudzić podejrzenia klienta.

Szukaj pomocy

Jeżeli nie wiesz, jakie masz prawa lub jak odstąpić od umowy – nie czekaj – skorzystaj z bezpłatnej pomocy: infolinia 800 007 707, rzecznicy konsumentów, Inspekcja Handlowa, Federacja Konsumentów, Stowarzyszenie Konsumentów Polskich.

Nowa strategia Grupy Kapitałowej PRAGMA INKASO S.A. na lata 2014-2016

Bezpieczeństwo, efektywność i skala – tak można podsumować nową strategię ogłoszoną przez Zarząd GK PRAGMA INKASO S.A. 3 czerwca br. Drogą do osiągnięcia tych celów ma być organiczny zrównoważony rozwój. Jeszcze co najmniej przez 3 lata Zarząd GK PRAGMA INKASO podzieli się zyskami osiągniętymi dzięki nowej strategii ze swoimi akcjonariuszami.

Nowa strategia obejmuje umacnianie pozycji rynkowej Grupy w obszarze obsługi wierzytelności biznesowych: wymagalnych (PRAGMA INKASO S.A.), niewymagalnych (Pragma Faktoring S.A.) oraz masowych (Pragma 1 FIZ Niestandaryzowany Fundusz Sekurytyzacyjny). Podstawą rozwoju Grupy będzie generowanie przychodów i zysków ze świadczenia powtarzalnych, zdywersyfikowanych usług, wysoka płynność i bezpieczeństwo aktywów oraz umiarkowany poziom zadłużenia.

„Będziemy kłaść nacisk przede wszystkim na optymalizacje procesów wewnątrz Grupy oraz zwiększać efektywność wykorzystując przy tym obecne zasoby” – podkreśla Tomasz Boduszek, Prezes Zarządu PRAGMA INKASO S.A. Pytany o plany ekspansji odpowiada: „Nie mówię nie. Koncentrujemy się mocno na rozwoju organicznym, ale cały czas przyglądamy się podmiotom, których przejęcie mogłoby wesprzeć realizację strategii i zwiększyć wartość Grupy.”

Opublikowana strategia wyodrębnia 3 podstawowe linie biznesowe GK PRAGMA INKASO.

„Dzięki optymalizacji procesów sprzedaży i automatyzacji realizacji usług rozpoczętej jeszcze w 2013 r. jesteśmy w stanie zmniejszyć koszty jednostkowe, w efekcie czego będziemy w stanie obsługiwać większy portfel wierzytelności bez wzrostu kosztów operacyjnych, przy zachowaniu wysokiej jakości świadczonych usług i konkurencyjnych cenach” – dodaje Tomasz Boduszek.

Grupa planuje rozwinąć linię biznesową w postaci nabywania i windykacji portfeli masowych wierzytelności biznesowych przez Pragma 1 FIZ Niestandaryzowany Fundusz Sekurytyzacyjny, którego właścicielem i serwiserem jest PRAGMA INKASO.

„Dotychczas ten obszar działalności był jedynie w niewielkim stopniu obsługiwany przez Grupę.W obszarze windykacji masowej duży nacisk będziemy kłaść na portfele biznesowe, gdzie występuje mniejsza konkurencja cenowa, a Grupa ma na tle rynku znaczące doświadczenie. Dodatkowo mamy możliwość oparcia działań na już istniejących strukturach windykacyjnych i prawnych, co pozwala na istotne zwiększanie przychodów bez zwiększania kosztów operacyjnych i rozbudowy istniejących struktur” – komentuje Tomasz Boduszek.

Kolejnym strategicznym z punktu widzenia GK PRAGMA INKASO segmentem działalności jest finansowanie obrotu Klientów w oparciu o usługi faktoringu oraz pożyczek krótkoterminowych realizowane przez spółkę Pragma Faktoring. Strategia zakłada imponujący rozwój dynamicznie rotującego, zdywersyfikowanego portfela o niższej rentowności niż transakcje realizowane przez Spółkę w przeszłości, ale o większym rozproszeniu i płynności.

„Proces zmiany struktury portfela został zapoczątkowany w 2013 r. Spółka zamierza stopniowo zmniejszać średni koszt finansowania przechodząc z finansowania obligacjami w kierunku oparcia się w przeważającym stopniu na finansowaniu kredytami bankowymi. Nie wykluczamy rozpoczęcia starań o pozyskanie koinwestora, który zapewni tanie finansowanie dłużne, pozwalające na znaczące zwiększenie skali działalności” – dodaje Tomasz Boduszek.

Finansowe założenia strategii Grupy obejmują zwiększanie przychodów netto o ponad 10% rocznie zachowując przy tym poziom zobowiązań finansowych nie przekraczający 200% kapitałów własnych oraz wskaźnik rocznej rotacji aktywów z podstawowej działalności w wysokości minimum 350%.

Celem Grupy jest osiągnięcie w okresie realizacji Strategii rentowności kapitałów własnych na poziomie przekraczającym 15%.

„Jednym z naszych priorytetów jest zachowanie obecnej polityki dywidendowej zakładającej przeznaczanie istotnej części zysku na dywidendę dla akcjonariuszy” – podkreśla Tomasz Boduszek. Grupa będzie dążyć do wypłacania akcjonariuszom corocznie dywidendy w wysokości nie niższej niż 1 zł na akcję.

Rusza program wspierający zatrudnianie polskich studentów przez rodzime koncerny za granicą

CEO Magazyn Polska

Rusza program „Inteligentny start” wspierający zatrudnianie polskich studentów przez firmy z naszego kraju rozwijające się na rynkach zagranicznych. W podobny sposób od kilku lat działa m.in. KGHM International, który w chilijskiej kopalni Sierra Gorda zatrudnia wielu Polaków, również członków miejscowej Polonii, i szuka kolejnych pracowników. Na takim modelu mogą skorzystać zarówno pracodawcy, jak i młodzi absolwenci, a także cała gospodarka. Resort spraw zagranicznych liczy na to, że będzie on alternatywą dla emigracji zarobkowej.

– Pewne potrzeby związane z tym, że polskie firmy wychodzą za granicę, spowodowały, że uruchamiano już wcześniej różnego rodzaju pomysły, natomiast one nie były nigdy skoordynowane – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Wojciech Kędzia, wiceprezes zarządu KGHM Polska Miedź. – Polskie firmy, które są za granicą, zatrudniają tam najczęściej miejscowych pracowników. I teraz jest pytanie, czy ten pracownik nie mógłby pochodzić z Polski? Przecież w takim układzie zyskujemy bardzo dużo, jeśli chodzi o rozumienie biznesu, o pewnego rodzaju wyznawane wartości.

Program „Inteligentny start”, uruchomiony przez fundację o tej samej nazwie i współfinansowany przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych, ma na celu właśnie wspieranie tego modelu zatrudniania. Dzięki niemu polscy studenci na zagranicznych uczelniach mogą wykorzystać wiedzę i umiejętności, pracując dla polskich firm. Program ma ułatwiać odbywanie praktyk lub staży, a także zdobywanie stałego zatrudnienia. To może być alternatywa dla emigracji zarobkowej. 

Dzisiaj nasi rodacy, zdobywając doświadczenie, a często są to najbardziej dynamiczni, najbardziej wartościowi młodzi ludzie, przyczyniają się do powstawania dziesiątków miliardów euro bogactwa w innych krajach. A tymczasem nasze biznesy potrzebują tego typu ludzi. Jeśli chociaż część z nich będzie mogła znaleźć zatrudnienie w polskiej firmie o ambicjach międzynarodowych, to będzie oznaczało, że tacy ludzie w przyszłości może wrócą do kraju – dodaje Radosław Sikorski, minister spraw zagranicznych.

Sikorski ocenia, że taka inicjatywa nie tylko wspiera polskich przedsiębiorców, lecz także zwiększa kapitał społeczny całego kraju. Dodaje, że wpisuje się ona w rządowy program zachęcania Polaków do powrotu z emigracji.

Kędzia podkreśla, że obecnie wielu polskich studentów nie wraca z zagranicy, podejmuje tam prace, więc dzięki zatrudnieniu ich przez polskie firmy odzyskujemy ich dla naszego kraju. Dodaje, że zagranicznymi oddziałami zatrudniającymi Polaków dużo łatwiej jest zarządzać.

Lepsze jest zrozumienie, lepsza jest komunikacja, lepszy jest duch podejścia do biznesu, bo my Polacy mamy może nie znacząco różne podejście do biznesu, ale lepiej potrafimy się komunikować, rozumieć i budować to, co jest w biznesie na końcu najważniejsze, czyli zysk – przekonuje Kędzia.

Dodaje, że KGHM już od trzech lat prowadzi podobny program. Po kupnie kanadyjskiej Quadry FNX i budowie nowej spółki KGHM International, firma potrzebowała nowych kadr. Pracownicy miedziowego koncernu byli przygotowani merytorycznie, ale brakowało im przede wszystkim znajomości języków i kultury innych krajów. Spółka uruchomiła programy dla studentów ostatnich lat studiów. Jak podkreśla Kędzia, ich największą wartością jest otwartość na świat. Jednym z programów jest działająca od dwóch lat „Kopalnia talentów”.

Niektórzy uczestnicy „Kopalni talentów” już pracują w KGHM International. Kędzia chwali ich umiejętność zrozumienia innych kultur i podkreśla, że budują oni w ten sposób dodatkową wartość firmy. Podobnie jest w przypadku projektu Sierra Gorda w Chile. Tam KGHM zatrudnił m.in. wiele osób z chilijskiej Polonii i osób o polskim pochodzeniu.

Proces rekrutacji jeszcze trwa. Mamy również tam Polaków z Polonii, która od wieków zasiedlała Chile. Ci ludzie są szalenie dumni z tego, że oto polska firma pojawia się jako firma globalna i w tym rejonie jest firmą cenioną. Ich duma dodaje dodatkowej energii i przekonuje mnie o tym, że było warto wyjść za granicę – mówi Kędzia.

Dwa lata temu do „Kopalni talentów” zgłosiło się 460 studentów, spośród których 12 otrzymało oferty. W ubiegłym roku aplikacji było ponad 800, a zwycięzców rekrutacji – 16. Każdy z nich przechodzi dwuletni program zdobywania doświadczenia, w tym przez kilka miesięcy pracując za granicą. Część z nich na pewno otrzyma propozycję zatrudnienia w KGHM.

PGNiG tnie koszty, by zwiększyć konkurencyjność. Wydatki mają się zmniejszyć o miliard złotych

0

CEO Magazyn Polska

PGNiG rozpoczyna program efektywności operacyjnej, który ma zmniejszyć koszty spółki nawet o miliard złotych. To niezbędne, bo na rynku gazu będzie coraz większa konkurencja. PGNiG musi szukać oszczędności inwestycyjnych i operacyjnych, ponieważ jest związane długoterminowym kontraktem na dostawę drogiego gazu z Rosji. Spółka zmaga się też z trudnym do wypełnienia, bardzo wysokim obligiem gazowym.

Program efektywności to jest coś, co PGNiG musi koniecznie zrobić. W najbliższych latach najprawdopodobniej będzie miał miejsce znaczący przyrost mocy przesyłowych do Polski w zakresie rewersu, ale nie tylko. Wpłyną na to też interkonektory z Czechami, Niemcami i Litwą. Poza tym dopiero część mocy gazoportu jest zakontraktowana przez PGNiG, inne będą wolne. W związku z tym spółka musi się liczyć z rosnącą konkurencją na rynku. To wymusza poprawę efektywności – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Dominik Smyrgała, ekspert Instytutu Stosunków Międzynarodowych i Zrównoważonego Rozwoju Collegium Civitas.

Wdrażany od poniedziałku program poprawy efektywności PGNiG ma doprowadzić do trwałego zmniejszenia wydatków grupy o miliard złotych po 2016 r. W ramach planu funkcjonuje aż piętnaście inicjatyw, w tym m.in. wspólna polityka zakupowa spółek z grupy, redukcja etatów kierowniczych, optymalizacja portfela nieruchomości oraz sprzedaż firm niezwiązanych z podstawową działalnością PGNiG. Smyrgała uważa, że wspólna polityka zakupowa Grupy PGNiG powinna przynieść duże oszczędności, bo grupa jest oceniana jako bezpieczny i duży płatnik.

Ekspert podkreśla, że niezbędna będzie poprawa efektywności inwestycyjnej, czyli szybsze i tańsze uruchamianie nowych złóż. To konieczne, by zapewnić podaż tańszego gazu krajowego. Musi on zrównoważyć drogi gaz kupowany od Gazpromu na podstawie długoterminowego kontraktu, a być może także kupowany od Katarczyków skroplony gaz płynny (LNG) dostarczany do gazoportu w Świnoujściu.

Smyrgała ocenia, że dobrym krokiem jest też analiza efektywności planowanych inwestycji. PGNiG nie powinno kierować się liczbą odwiertów, lecz ich opłacalnością, co jest szczególnie ważne w kontekście proponowanego podwyższenia opodatkowania wydobycia węglowodorów, w tym również niekonwencjonalnych.

Program efektywności operacyjnej uwzględnia m.in. przegląd układów zbiorowych pracy, co może wiązać się ze zwolnieniami, choć na razie w spółce trwają analizy.

Pytanie brzmi, czy taka działalność będzie się cieszyła popularnością i czy zarząd wytrwa w tych reformach – zastanawia się Smyrgała. – Mówi się o tym, że część spółek powinna być teraz bardziej efektywna, co powinno przełożyć się na zainteresowanie inwestorów. Być może dzięki temu pozyska też pieniądze na skuteczniejszą działalność.

Restrukturyzacji szczególnie potrzebują zajmująca się poszukiwaniem złóż Exalo Drilling oraz PGNiG Technologie.

Smyrgała dodaje, że PGNiG będzie też zapewne rozszerzał działalność, również w celu wypełnienia obliga gazowego. W tym roku spółka jest zobowiązana sprzedać na Towarowej Giełdzie Energii 40 proc. produkcji. Pomóc ma w tym wydzielona spółka PGNiG Obrót Detaliczny. To jednak nadal będzie ogromne wyzwanie dla spółki.

Długookresowo obligo jest na tak wysokim poziomie, jest tak ambitne, że bez nowelizacji ustawy Prawo energetyczne w tym zakresie się nie obejdzie. Nie znam na świecie kraju, w którym poziom sprzedaży przez giełdę byłby aż tak wysoki jak docelowe zakładane 55 proc. – mówi Smyrgała.

Krytykuje, że na rynku gazu ustawodawca przeniósł rozwiązania z rynku energii elektrycznej, który był wcześniej znacznie bardziej konkurencyjny. Wypełnienie obliga jest trudne, bo zarówno po stronie odbiorców, jak i dostawców PGNiG jest związane długoletnimi kontraktami.
 

Bank Światowy: kryzys demograficzny jednym z głównych problemów Polski

Polska gospodarka produkuje obecnie dwa razy więcej towarów i usług, a eksport jest osiem razy wyższy, niż był 25 lat temu. Jednak po 25 latach transformacji Polacy należą do najszybciej starzejących się społeczeństw na świecie. To oznacza, że coraz trudniej będzie utrzymać szybkie tempo wzrostu gospodarczego, jakie miało miejsce od 1989 r. Doświadczenia innych państw pokazują, że nie ma na to prostej recepty w postaci polityki prorodzinnej, dlatego Polska musi przeprowadzić kompleksowe reformy, które zwiększą innowacyjność i aktywność zawodową.

Krytycy modelu polskiej transformacji często podkreślają, że doprowadziła ona do silnego wzrostu nierówności dochodowych oraz ogromnych, możliwych do uniknięcia, kosztów społecznych. Nierówności dochodowe, mierzone popularnym indeksem Giniego, rosły w pierwszych latach przemian, jednak od blisko dekady wartość tego indeksu niemal nie zmienia się. Według danych GUS oraz OECD wartość indeksu Giniego w 2012 r. nieznacznie spadła, co oznacza zmniejszenie się różnic w zarobkach.

Myślę, że Polska jest w stanie rozdysponować korzyści ze wzrostu na całą populację. Jeżeli popatrzymy na przychody w grupie najmniej zarabiających, to widzimy, że w ciągu ostatnich sześciu lat rosły one szybciej niż średni przychód w społeczeństwie. Oczywiście, nie możemy powiedzieć, że żadnych problemów nie ma i że nie popełniono żadnych błędów, ale myślę, że w ogólnym rozrachunku wygląda to imponująco – uważa Xavier Devictor, menadżer Biura Banku Światowego dla Polski i Krajów Bałtyckich.

W 2012 r. wartość indeksu Giniego wyniosła w Polsce 30,9 i była niemal równa przeciętnej wartości indeksu dla wszystkich krajów UE. Część ekonomistów uważa jednak, że brak wzrostu nierówności dochodowych nie jest zasługą polityki gospodarczej rządu czy samoistnej ewolucji gospodarki, lecz masowej emigracji po 2004 r. Kurcząca się siła robocza sprawia, że w następnych latach wzrost gospodarczy będzie silnie uzależniony od poprawy wydajności pracy. To będzie wymagało reform, które poprawią otoczenie instytucjonalne, które warunkuje innowacyjność.

Perspektywy dla Polski z naszego punktu widzenia są wyjątkowo obiecujące. Oczywiście wasz kraj będzie musiał zmierzyć się z pewnymi problemami, na przykład z trudną sytuacją demograficzną. Polska będzie musiała postawić w większym stopniu na innowacyjność, ponieważ dziś wzrost opiera się głównie na wdrażaniu istniejących już, zagranicznych technologii. Teraz nadszedł czas na rozwijanie własnych technologii, własnej innowacyjności – twierdzi Devictor.

Wzrost efektywności pracy w polskiej gospodarce może być jednak niewystarczający do podtrzymania tempa rozwoju z ostatniego 25-lecia. Dlatego coraz więcej ekspertów wskazuje, że Polska będzie musiała przyciągać imigrantów. Wyniki ostatnich wyborów do PE pokazały, że wielu europejskich wyborców sprzeciwia się swobodzie przepływu osób w Europie. Na Starym Kontynencie imigranci są często obwiniani m.in. o zaostrzanie problemu bezrobocia oraz niechęć do asymilacji. To jednak nie jest regułą na świecie, ponieważ silnie zależy od modelu gospodarki i polityki państwa.

Nie jestem pewien, czy łączyłbym problemy integracyjne z problemami kulturowymi, ponieważ znajdziemy zarówno kraje z napiętą sytuacją wewnętrzną, jak i te, które świetnie poradziły sobie z integracją imigrantów. To na przykład Kanada, Stany Zjednoczone i Australia. Problem w tym, że aby utrzymać odpowiednią piramidę wiekową, musimy przyjąć ogromną liczbę imigrantów, co jest fizycznie niemal niemożliwe – wskazuje Devictor.

Z powodu bardzo niskiej dzietności (1,25-1,3 dziecka na kobietę) oraz masowej emigracji młodych osób, Polacy należą do najszybciej starzejących się społeczeństw na świecie. Równocześnie, dzięki wydłużeniu przeciętnego okresu życia, w latach 1989–2013 silnie wzrosła liczba emerytów. Jak wynika z danych GUS, u progu transformacji świadczenia emerytalne pobierało ok. 6,8 mln osób, obecnie jest ich ponad 2 mln więcej. Niekorzystne trendy demograficzne sprawiają, że coraz większym obciążeniem dla finansów publicznych stają się przywileje emerytalne, które skracając okres pracy, wydłużając okres pobierania świadczeń.

Rozwiązaniem może być wydłużenie czasu pracy, zatrzymanie Polaków dłużej w pracy oraz stworzenie takich warunków dla kobiet, które pozwolą im łączyć życie prywatne i zawodowe. W ten sposób nie będą musiały wybierać między pracą a dziećmi. Potrzebne jest również stworzenie warunków w społeczeństwie do zdrowszego, lepszego życia. Widzę, że niektóre rzeczy w tym zakresie zostały zrobione, ale jest jeszcze wiele innych, które wymagają poprawy –  uważa przedstawiciel Banku Światowego. – Dwóm krajom w Unii udało się utrzymać wskaźnik urodzeń na poziomie dwojga dzieci na kobietę. Są to Francja oraz Szwecja. To dwa różne kraje, z różną kulturą oraz różnymi systemami polityki socjalnej. Myślę, że Polska musi znaleźć własną drogę radzenia sobie ze swoimi problemami.

Wysokie średnie tempo wzrostu gospodarczego w latach 1989–2013 pozwoliło zwiększyć polski PKB blisko dwukrotnie. Oznacza to, że w 2013 r. polska gospodarka wytworzyła dwa razy więcej dóbr i usług, wycenionych według stałych cen. Przeciętny wzrost dobrobytu był prawdopodobnie jeszcze wyższy, ponieważ dzięki umocnieniu i urynkowieniu kursu złotego znacznie potaniały towary z importu. Ponadto miara w postaci PKB nie obejmuje pewnych nierynkowych dóbr i usług, które mają wpływ na poziom życia, jak np. stan środowiska naturalnego.

Polska jest krajem, który ma najwyższe tempo wzrostu w Unii Europejskiej przez ostatnie 25 lat oraz przez ostatnie 10 lat, utrzymujące się na poziomie ok. 4 proc., co jest bardzo dobrym wynikiem, nawet w skali globalnej – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Xavier Devictor.

Filarem transformacji gospodarczej w Polsce, obok prywatyzacji i makroekonomicznej stabilizacji, było powiększanie otwartości gospodarki – zarówno wewnętrznej, jak i zewnętrznej. Sprzyjały temu pozostałe nie tylko reformy, lecz także postępująca integracja z UE. Układ stowarzyszeniowy, a następnie wejście do UE w 2004 r. otworzyły przed polskimi przedsiębiorcami nowe rynki. W efekcie eksport w 2013 r. był osiem razy wyższy niż w 1990 r., a import – 9,5 razy wyższy – wynika z danych GUS.

Wymiana z gospodarką światową silnie rosła także w sferze bezpośrednich inwestycji zagranicznych (BIZ). Do 2013 r. zagraniczni inwestorzy ulokowali nad Wisłą kapitał o wartości 45 proc. polskiego PKB. Wartość BIZ polskich firm do 2006 r. miała znikomą wartość, po czym eksport polskiego kapitału w formie BIZ przyspieszył i w 2013 r. jego całkowita skumulowana wartość wyniosła 10 proc. PKB Polski.

Pirackie serwisy zarabiają 50 mln zł rocznie na reklamach. Branża internetowa apeluje o wycofanie tych reklam

Związek Pracodawców Branży Internetowej rozpoczyna kampanię zniechęcającą firmy do zamieszczania swoich reklam na pirackich stronach internetowych. Inicjatywa pod patronatem resortów kultury oraz administracji i cyfryzacji zostanie ogłoszona na rozpoczynającym się dziś Forum IAB 2014. Łamiące prawo serwisy zarabiają na reklamach rocznie nawet 50 mln zł. Większość serwisów nielegalnie dystrybuujących treści w internecie jest zarejestrowana poza Polską.

Na reklamy na serwisach pirackich wydaje się 50 mln złotych w skali roku. To serwisy, które zarabiają pieniądze właśnie w ten sposób, że emitują reklamy – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Włodzimierz Schmidt, prezes zarządu Związku Pracodawców Branży Internetowej IAB Polska. – Bardzo dużo firm wyraża zainteresowanie, chcą przystąpić do tej inicjatywy i chcą podejmować konkretne działania, żeby z czasem doprowadzić do tego, żeby przynajmniej ograniczyć pieniądze, które wpływają do serwisów pirackich z tytułu emisji reklam.

Schmidt podkreśla, że większość serwisów nielegalnie dystrybuujących treści w internecie jest zarejestrowanych poza Polską. Dlatego wykupując na nich reklamy, firmy wyprowadzają pieniądze z polskiej gospodarki. Schmidt przyznaje, że skala zjawiska jest bardzo duża i zmiana nie będzie łatwa. Jednak duże zainteresowanie firm już na samym początku inicjatywy jest dobrym znakiem.

Dodaje, że nie chodzi tylko o serwisy z nielegalnie udostępnianymi filmami, lecz także o każdą formę łamania praw autorskich w sieci. Przypadków jest tak dużo, że według Schmidta zetknął się z nimi niemal każdy przedsiębiorca, a wielu mogło nawet mimowolnie uczestniczyć w tym zjawisku.

Nam bardzo zależy na tym, żeby firmy zrozumiały tę sytuację, co się z tymi pieniędzmi dzieje i w jaki sposób funkcjonuje rynek reklamy internetowej. Od tej świadomości wszystko się zaczyna. Jeżeli właściciele budżetów reklamowych zrozumieją, że wbrew temu, co mogą początkowo myśleć, niereklamowanie się w serwisach pirackich jest w ich najlepiej pojętym interesie, wtedy będziemy mieli bardzo duże poparcie – ocenia Schmidt.

Przyznaje, że polska kampania na pewno nie doprowadzi do wyeliminowania piractwa w sieci i nie wpłynie na zniknięcie reklam z łamiących prawo serwisów. Wynika to z tego, że rynek internetowy jest globalny i bardzo często serwisy te pozyskują reklamodawców i użytkowników z wielu krajów. Schmidt ma jednak nadzieję, że inicjatywa pozwoli na redukcję tego zjawiska. Dodaje, że skorzysta na tym gospodarka, bo pieniądze wycofane z pirackich serwisów będą mogły być inaczej reinwestowane w kraju przez polskie firmy.

Inicjatywa została objęta patronatem Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji. Zostanie ogłoszona na rozpoczynającym się dziś dwudniowym Forum IAB 2014.

To już jest ósma edycja największej, najbardziej inspirującej konferencji dotyczącej rynku internetowego, branży internetowej, ale i bardzo szeroko pojętej komunikacji internetowej. Gromadzimy blisko tysiąc osób. W tym roku po raz pierwszy postanowiliśmy się zmierzyć z bardzo trudnym tematem dotyczącym efektywnej sprzedaży z wykorzystaniem kanału internetowego. Wszystko odbywa się w tym roku pod hasłem „Lubisz to? Kup teraz” – tłumaczy Schmidt.

Kilka dni czekania na wizytę zamiast kilku miesięcy. Prywatne polisy ma tylko 700 tys. Polaków

CEO Magazyn Polska

Czas oczekiwania na wizytę u specjalisty w publicznej służbie zdrowia to kilka, a niekiedy nawet kilkanaście miesięcy. Jeszcze dłużej, bo co najmniej kilka lat, czekają pacjenci i branża ubezpieczeniowa na ustawę o dobrowolnych ubezpieczeniach zdrowotnych. Brak regulacji w tym zakresie hamuje rozwój rynku prywatnych ubezpieczeń, a przez to zmusza wiele osób do długiego czekania lub ponoszenia wysokich kosztów leczenia w prywatnej służbie zdrowia. Rocznie Polacy wydają na leczenie z własnej kieszeni 35 mld zł.

 – Sytuacja w publicznej służbie zdrowia jest coraz gorsza, a kolejki do lekarzy coraz dłuższe. Zgodnie z ostatnimi danymi opublikowanymi przez fundację Watch Health Care czekanie na kardiologa dziecięcego trwa pięć miesięcy, a na rezonans  sześć miesięcy. To powinno być impulsem do tego, żeby Polacy byli zainteresowani ubezpieczeniami zdrowotnymi – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Aleksandra Polakowska-Szymańska, dyrektor departamentu ubezpieczeń grupowych w AXA Życie.
 
Tym bardziej że rocznie Polacy wydają na prywatne leczenie (w tym również leki) ponad 35 mld zł. 

–  Wydajemy na zdrowie z własnej kieszeni, a mimo wszystko realnego zainteresowania [ubezpieczeniami zdrowotnymi – red.] nie widać. Jeżeli pytamy Polaków, czy są takimi produktami zainteresowani, odpowiadają, że tak. Natomiast z danych o rozwoju rynku ubezpieczeń zdrowotnych wynika, że tak naprawdę ten rynek stoi w miejscu. Z roku na rok dynamika jest kilkuprocentowa, czyli niewielka, zważywszy na to, że rynek cały czas jest młody i nieduży – uważa Aleksandra Polakowska-Szymańska.

Jedynie 700 tys. osób wykupiło produkty związane z dobrowolnymi ubezpieczeniami zdrowotnymi. Nie ma dokładnych szacunków liczby klientów, ponieważ nie ma też ustawowej definicji ubezpieczenia zdrowotnego. Brak regulacji jest właśnie główną barierą rozwoju tego rynku, jak również brak jasno zdefiniowanego koszyka świadczeń, jaki przysługuje ze strony NFZ. Ponadto pacjenci korzystający z NFZ nie wiedzą przed pójściem do lekarza, w jakim terminie zostaną przyjęci do specjalisty.

Na pewno barier jest wiele. Jedną z nich jest nie do końca jasna i przejrzysta sytuacja w NFZ i to, jak ubezpieczenie zdrowotne mają się komponować z całością leczenia, czyli z NFZ. A także jakie miejsce na tym rynku zajmują firmy abonamentowe. To jest też coś nowego w stosunku do tego, co obserwujemy na rynkach zachodnich – twierdzi dyrektor w AXA Życie.

Postulat rozwoju rynku prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych nie oznacza, że zastąpią one publiczne ubezpieczenia NFZ. Branża apeluje o precyzyjne uregulowanie obu sfer, dzięki czemu prywatne polisy staną się produktem uzupełniającym, obejmującym mało prawdopodobne, ale często bardzo kosztowne zabiegi szpitalne czy ambulatoryjne. Słabo rozwinięty rynek prywatnych polis sprawia, że wielu pacjentów może ryzykować życie lub zdrowie z powodu czasu oczekiwania na wizytę w publicznej służbie zdrowia lub też jest zmuszonych ponosić ogromne koszty leczenia.

Ubezpieczenia zdrowotne zapewniają węższy zakres świadczeń. Najczęściej ograniczają się do świadczeń ambulatoryjnych bądź do świadczeń szpitalnych, ale w ograniczonym zakresie. To, co mogą zdecydowanie nam dać, to czas dostępu. W ubezpieczeniach zdrowotnych mamy gwarancję dostępu do specjalisty w ciągu trzech czy pięciu dni roboczych, bo takie są standardy rynkowe. Natomiast w NFZ czekamy na specjalistów często miesiącami. I to jest ta przewaga i powód, dla którego ubezpieczenia zdrowotne są i powinny być kupowane –  uważa Polakowska-Szymańska

Przeciwnicy prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych argumentują, że jest to rynek ograniczony do stosunkowo młodych i zdrowych osób. Z tego względu w wielu krajach istnieją finansowane ze środków publicznych programy ubezpieczeniowe dla osób starszych, jak np. Medicare w Stanach Zjednoczonych. Dzięki temu rynek polis może rozwijać się wśród osób w wieku produkcyjnym i jednocześnie nie ma ryzyka, że ciężko chorzy seniorzy pozostaną bez opieki zdrowotnej.

I tak wiek ubezpieczania osób w grupie się wydłużył, bo najczęściej ubezpieczamy osoby do 69. roku życia, gdzie jeszcze kilka lat temu to był mniej więcej 60. rok życia. Ubezpieczenia indywidualne często też mają limit wieku, natomiast tu każdy płaci składkę adekwatną do swojego ryzyka. W związku z tym osoby z grupy wiekowej 60+, nawet jeżeli jest dla nich oferta, to jest ona bardzo droga. Dla nich często dużą barierą jest zapłacenie kilkuset złotych miesięcznie za takie ubezpieczenie, szczególnie że w ich głowach dominuje przekonanie, że to będzie podwójne płacenie za to, co już opłacili w swoim życiu na NFZ – wskazuje dyrektor w AXA Życie.

Starzenie się społeczeństwa sprawia, że firmy ubezpieczeniowe muszą dostosowywać swoją ofertę, by utrzymać pozycję na rynku. Zaczynają pojawiać się pierwsze produkty i usługi, które są adresowane do osób w wieku 60+.

Mamy ofertę wprowadzoną ostatnio przez nas we współpracy z Providentem, to jest pakiet medyczny adresowany do osób, które ukończyły 60. rok życia, w którym zapewniamy świadczenia medyczne typu wizyta lekarza specjalisty, rehabilitacja, dowóz leków, pokrycie kosztów za leki czy zasiłek szpitalny za każdy dzień pobytu w szpitalu. To jest oferta adresowana tylko do tej grupy wiekowej – mówi Aleksandra Polakowska-Szymańska.

Prawdopodobnie nie będzie to łatwy rynek dla ubezpieczycieli, ponieważ wiele starszych osób jest przyzwyczajonych do państwowego monopolu w ochronie zdrowia i ubezpieczeniach zdrowotnych. Dlatego według branży ustawa o dobrowolnych ubezpieczeniach zdrowotnych powinna zawierać rozwiązania, które będą zachęcały Polaków do kupowania polis. Firmy ubezpieczeniowe deklarują gotowość do współpracy przy tworzeniu ustawy, ale czekają na inicjatywę ze strony rządu. 

Musimy rozpocząć akcję budowania świadomości wśród potencjalnych klientów, żeby przekonać ich do czegoś, co jeszcze niedawno na rynku nie istniało. I zdecydowanie bodźcem do tego, co jest oczekiwane w ustawie o ubezpieczeniach zdrowotnych, byłaby ulga podatkowa – uważa Polakowska-Szymańska. – Polska Izba Ubezpieczeń, która reprezentuje rynek ubezpieczeń zdrowotnych, jest w stałym kontakcie z Ministerstwem Zdrowia i czekamy na sygnał, żeby powrócić do dyskusji, żeby przygotować ustawę, która zaspokoi interesy wszystkich zainteresowanych stron.