Polska liderem rynku private equity w regionie. Potencjał wzrostu wciąż ogromny

CEO Magazyn Polska

Na Polskę przypadła niemal połowa wszystkich inwestycji private equity w 2012 r. w regionie Europie Środkowo-Wschodniej. To zasługa szybko rosnącej gospodarki, dobrze rozwiniętego rynku kapitałowego oraz nowoczesnego sektora bankowego. Inwestorzy cenią również kulturę przedsiębiorczości i wysokie kompetencje polskich menedżerów. Rynek private equity pozostaje jednak wciąż mały w porównaniu z rynkiem Wielkiej Brytanii czy Szwecji.

Polski rynek dla funduszy private equity to jest jeden z najbardziej atrakcyjnych rynków. W tej chwili można powiedzieć śmiało, że Polska jest numerem jeden w całym regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Wynika to z wielu aspektów, które charakteryzują Polskę, czyli dobrej infrastruktury, ciekawych branż, możliwości konsolidacji, jak i dużej przedsiębiorczości naszych właścicieli firm – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Rafał Wiza, dyrektor w dziale audytu, szef zespołu Private Equity w KPMG w Polsce.

Fundusze private equity (PE) inwestują swoje środki w udziały firm prywatnych, które nie są notowane na giełdzie, i uczestniczą w rozwoju danej firmy.

W ostatnich 10 latach PKB krajów tzw. starej UE wzrósł jedynie o 20 proc., podczas gdy w Europie Środkowo-Wschodniej (CEE) – aż o 80 proc. Polska jest centrum regionu CEE, ponieważ przypada na nią 35 proc. PKB całego regionu i 32 proc. udziału w liczbie ludności. Na tym tle ma dobrze rozwinięty rynek private equity, gdyż w 2012 r. skupił on 46 proc. wszystkich transakcji w Europie Środkowo-Wschodniej.

Wartość inwestycji private equity w stosunku do PKB jest najwyższa w całym regionie. Jest ona na podobnym poziomie, jak w Czechach czy na Słowacji, natomiast są to zdecydowanie mniejsze kraje, więc wartościowo jest ogromna różnica. Trzeba podkreślić, że jeśli chodzi o kraje Unii Europejskiej typu Szwecja, Wielka Brytania czy Niemcy, to przed nami jeszcze daleka droga. Ta proporcja, czyli mniej więcej 0,13 proc. PKB, jaka jest inwestowana w Polsce, powinna być czterokrotnie wyższa, żebyśmy mówili o podobnym poziomie, jak w tych krajach Unii Europejskiej – uważa Rafał Wiza.

To oznacza jednak, że polski rynek PE ma ogromny potencjał wzrostu. Sprzyjają temu czynniki makroekonomiczne oraz instytucjonalne. Optymistycznie przyszłość PE w Polsce widzą również ankietowane przez KPMG fundusze działające na krajowym rynku. 86 proc. z nich nie dostrzega problemów z pozyskiwaniem finansowania za pomocą zaciągania długu. Z kolei 65 proc. spodziewa się, że w najbliższym czasie wzrośnie liczba atrakcyjnych możliwości przejęć na polskim rynku.

– W drugiej połowa roku 2014 i 2015 oczekujemy, że będzie zdecydowanie większa liczba atrakcyjnych spółek do przejęcia, jak i nastąpi intensyfikacja działań sprzedażowych spółek, które już są w portfelach funduszy private equity – prognozuje dyrektor w KPMG.

Czynnikiem przyciągającym kapitał na rynek private equity może być również relatywnie wysoki wzrost przychodów firm. Według wyliczeń KPMG, mediana średniorocznych wzrostów przychodów spółek portfelowych w czasie inwestycji wyniosła 14 proc. To o 3 pkt proc. więcej niż mediana średniorocznych wzrostów przychodów największych polskich spółek w latach 2004-2013, znajdujących się na Liście 2000 dziennika „Rzeczpospolita”.

Fundusze inwestują w spółki, które charakteryzują się dużym potencjałem wzrostu. W ostatnich latach 2004-2013 fundusze inwestowały głównie w spółki z sektora przemysłowego oraz w medycynę, farmację czy też usługi dla biznesu. Ogólnie w tym okresie inwestycje portfelowe zakończone exitem [wyjściem funduszu z inwestycji red.] przez fundusze przyniosły medianę zwrotu na poziomie około 2,8, czyli bardzo wysoki zwrot. Patrząc na wszystkie transakcje, które miały miejsce w okresie ostatnich 10 lat, ta wartość jest jeszcze wyższa, nawet wyższa niż 3 – mówi Wiza.

W badanym okresie (2004-2013) fundusze PE osiągnęły najwyższe zwroty z inwestycji w spółki finansowe. Inwestycje w sektor finansowy charakteryzowały się jednak dłuższym średnim okresem trwania (7 lat), w porównaniu z średnim okresem wszystkich zakończonych inwestycji (4 lata).

Obok poszukiwania nowych okazji do przejęć część funduszy PE może w najbliższym czasie sprzedawać spółki ze swoich portfeli. Według ankiety KPMG 65 proc. funduszy uważa średni poziom wyceny polskich spółek za wysoki w porównaniu z Europą Zachodnią.

W tej chwili najbardziej prawdopodobną ścieżką wyjścia z inwestycji jest sprzedaż do gracza strategicznego, i to gracza strategicznego spoza regionu CEE. Mniej prawdopodobny będzie pewnie gracz strategiczny z CEE – przewiduje dyrektor w KPMG.

Ankietowane fundusze PE jako drugi najbardziej prawdopodobny sposób wyjścia z inwestycji wskazały sprzedaż na rzecz innego funduszu. Na dalszym miejscu znalazła się pierwsza oferta publiczna (IPO), co może mieć związek z ostatnimi zmianami dotyczącymi OFE.

Raport firmy doradczej KPMG „Rynek Private Equity w Polsce: fakty a opinie” został oparty na analizie blisko 180 inwestycji w spółki portfelowe na przestrzeni ostatnich 10 lat. Autorzy raportu przeprowadzili również badanie ankietowe wśród 21 funduszy private equity działających w Polsce.

Sukces polskiej transformacji. PKB jest dwa razy większy niż 25 lat temu

CEO Magazyn Polska

W 1991 r. wystarczyło 2 tys. dolarów, by pokryć wszystkie transakcje na warszawskiej giełdzie. Taki był dzienny obrót w czasie pierwszej sesji giełdowej po upadku komunizmu. Dziś GPW jest największym parkietem w regionie i przyciąga wielu inwestorów i emitentów. 25 lat temu ogromne niedobory kapitału uwidaczniały się także poprzez fatalny stan dróg, kolei i mieszkań. Urynkowienie gospodarki oraz wejście do UE przyczyniło się jednak do dużego postępu – dzisiaj PKB Polski jest ponad dwa razy wyższy niż w 1989 r.

Wszystkie z filarów polskiej transformacji – liberalizacja gospodarki, prywatyzacja oraz stabilizacja makroekonomiczna – sprzyjały rozwojowi rynku kapitałowego, który jest nie tylko symbolem czy ozdobą gospodarki rynkowej, lecz także bardzo ważną jej częścią. W latach 90. Polska włączyła się w kolejną fazę globalizacji, która charakteryzowała się m.in. ogromnym wzrostem międzynarodowych przepływów finansowych. Według ekspertów firmy doradczej McKinsey & Co. w 1980 r. ich wartość wyniosła około 470 mld USD, a w 2007 r. – astronomiczne 120 bln USD. 

Początki rynku kapitałowego w III RP były jednak bardzo skromne. Brakowało prywatnego kapitału, wiedzy na temat rynków finansowych i prowadzenia obrotu giełdowego, wypracowanych dobrych praktyk i regulacji itp. Zenon Komar był jedną z osób, dzięki której udało się uruchomić handel w 1991 r. 

Dołożyłem swoją cegiełkę do budowy rynku kapitałowego i mam sporo satysfakcji, choć w ostatnich lat rynek dotknęła stagnacja. Początki były bardzo skromne. Począwszy od tego, że w ogóle nie było giełdy, kiedy uczyłem pierwszych maklerów i doradców inwestycyjnych. Mówię o latach 1990-1991. Czekałem na te pierwsze notowania i zapisywałem sobie w arkuszu – wspomina w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Zenon Komar, doradca i bankier inwestycyjny.

Potem w 1993 r. tłumy inwestorów, skuszonych przez hossę, uczyło się z jego książki „Sztuka spekulacji”. Ważną lekcją dla nich była także pierwsza poważna bessa, która zaskoczyła rynek rok później. Dzisiaj polska giełda jest liderem w regionie Europy Środkowej i ma ambicję, by stworzyć wraz wiedeńską giełdą CEESEG silną konkurencję dla dużych europejskich parkietów.

W 1991 r. polski rynek był tak mały, że dla zagranicznych inwestorów praktycznie nie istniał.

Pierwsze notowania i cały wolumen wszystkich transakcji to było 2 tys. dolarów – tyle transakcji wykonano. Pytanie moich studentów: Kiedy Pan ściągnie fundusze inwestycyjne z Ameryki, było śmieszne o tyle, że 2 tys. można było wyjąć z kieszeni i każdy z moich pytających mógłby obstawić cały obrót. Ale już pod koniec tego samego roku, kiedy giełda powstała, już doszliśmy do 400 tys. dolarów. Ten obrót rósł i kilka lat później zaczęliśmy dorównywać giełdzie w Turcji – mówi Zenon Komar.

Jak podkreśla, efekty 25 lat transformacji są satysfakcjonujące.

Chyba w 1990 roku miałem półgodzinny wywiad z Ireną Dziedzic i prognozowałem, jakie to szczęście nas tu wszystkich spotka. Muszę powiedzieć, że większość z tych rzeczy się sprawdziła, aczkolwiek nie wszystkie. Oczywiście w sensie socjalnym jest trochę zaniedbań, ale ogólnie wyszło bardzo pozytywnie – ocenia doradca i bankier inwestycyjny.

Komar przewidywał wtedy, że wprowadzenie gospodarki rynkowej pozwoli uwolnić ogromny potencjał, jaki drzemie w polskim społeczeństwie – zwłaszcza pracowitość i zaradność. Potwierdziły to już pierwsze lata transformacji, kiedy dzięki tzw. ustawie Wilczka pojawiło się około 2 mln nowych przedsiębiorstw, co znacznie przebiło prognozy Leszka Balcerowicza i jego doradców. 

Rozwój prywatnej przedsiębiorczości następował w sytuacji ogromnego ryzyka związanego z dramatyczną sytuacją finansową państwa. Pod koniec 1989 r. rezerwy walutowe Narodowego Banku Polskiego stanowiły około 1,6 mld USD, a deficyt budżetowy w wysokości 3 proc. PKB musiał być pokryty dodatkową emisją pieniądza przez NBP. To była jeden z przyczyn wybuchu hiperinflacji, dlatego plan Balcerowicza zakładał m.in. bilansowanie budżetu oraz zaprzestanie finansowania deficytu przez bank centralny.

W 1990 r. i 1991 r. PKB Polski kurczył się o blisko 7 proc., by w 1992 r. wzrosnąć o 2 proc. Lata 1993-2000 to okres dynamicznego wzrostu, tworzonego zwłaszcza w sektorze prywatnym. Nie był on jednak wystarczający, by doprowadzić do dużych, korzystnych zmian w takich obszarach, jak infrastruktura oraz niektóre usługi publiczne. Odziedziczony po PRL stan techniczny dróg, linii kolejowych oraz wielu mieszkań był tak zły, że w latach 90. gospodarka nie była w stanie zapewnić niezbędnych nakładów na ich poprawę. Polska – w przeciwieństwie do nowych krajów członkowskich UE, jak Hiszpania, Portugalia czy Grecja – nie mogła wtedy liczyć na fundusze europejskie. Również kapitał zagraniczny w początkowej fazie transformacji nie był chętny do inwestowania w Polsce, szczególnie w sferze infrastruktury publicznej i budownictwa.

Podczas wakacji w Hiszpanii w 1996 roku w każdym mieście widziałem żurawie, niesamowity boom budownictwa. I tak sobie pomyślałem, kiedyś będziemy widzieli rozwój budownictwa i dróg w Polsce. I dzisiaj widzimy, i budownictwo, i drogi. Oczywiście można powiedzieć, że ten boom w budownictwie nie wszystkim wyszedł na dobre, ale nowo oddawane drogi, autostrady i mosty na pewno służą Polakom  – wylicza Zenon Komar.

Boom budowlany w Hiszpanii czy Irlandii ostatecznie doprowadził do głębokiego załamania tamtejszych gospodarek. Szczególnie w iberyjskim państwie, na krótko metę umożliwił on poprawę wskaźników ekonomicznych i odłożenie reform na półkę, które w tym samym okresie wdrażała Polska. Pękniecie na rynku nieruchomości bańki, nadmuchanej tanim kredytem oraz rządowym wsparciem, odsłoniło ogromne marnotrawstwo kapitału i pracy w postaci niepotrzebnych lotnisk, dróg czy mieszkań. 

W Polsce boom na rynku nieruchomości był krótkotrwały i miał stosunkowo niewielkie rozmiary. Według części ekonomistów pomogła w tym zakresie dość konserwatywna polityka pieniężna NBP, przez co kredyt w Polsce nie był tak tani jak w strefie euro. Po drugie, napływ funduszy europejskich znacząco wzrósł dopiero w okresie silnego spowolnienia po 2008 r., co pomogło stabilizować polską gospodarkę.

SkyCash rozszerza zasięg nad morzem

Od czerwca za pomocą SkyCash można kupować bilety metropolitalne, obowiązujące na obszarze kilkunastu nadmorskich miejscowości nad Zatoką Gdańską. To kolejne udogodnienie dla wielu mieszkańców i turystów, którzy do tej pory używali już aplikacji SkyCash płacąc za przejazdy SKM w Trójmieście czy regulując należność za parkowanie.

Turyści oraz mieszkańcy trójmiejskiej metropolii zyskali możliwość kupowania biletów metropolitalnych przy użyciu aplikacji mobilnej SkyCash. Pozwalają one na korzystanie z dowolnych środków komunalnej komunikacji miejskiej na obszarze kilkunastu gmin, wchodzących w skład Metropolitalnego Związku Komunikacyjnego Zatoki Gdańskiej. To wygodny sposób na szybkie przemieszczanie się między takimi miejscowościami, jak Gdańsk, Gdynia, Sopot, Wejherowo, Kosakowo, Reda czy Rumia. Co istotne, bilety kupowane telefonem są tańsze niż te, które pasażerowie nabywają w tradycyjnych punktach sprzedaży. Użytkownicy SkyCash mogą też skasować pierwszy bilet za darmo.

Nowe bilety uzupełniają trójmiejską ofertę SkyCash, który od początku 2013 r. daje możliwość płacenia komórką za przejazdy pociągami SKM, przewożącymi rocznie ok. 35 mln pasażerów. W wielu miejscowościach można też używać aplikacji do płatności za parkowanie (Gdańsk, Gdynia, Sopot, Hel), kupowania biletów do kina czy wypłacania gotówki z bankomatów.

– Bilety metropolitalne to już kolejna usługa SkyCash dostępna w Trójmieście i jego okolicach – mówi Adam Krypel, przedstawiciel SkyCash Poland S.A. – Rozszerzoną ofertę z pewnością docenią turyści i bywalcy nadmorskich festiwali, którzy często mają problemy ze znalezieniem punktu sprzedaży. Nasza aplikacja zapewnia dostęp do biletów w każdym miejscu, 24 godziny na dobę – dodaje Krypel.

Żeby móc korzystać ze SkyCash, wystarczy posiadać telefon z dostępem do Internetu i zainstalować bezpłatną aplikację. Użytkownik może w każdej chwili podłączyć do niej kartę płatniczą MasterCard lub Visa, eliminując w ten sposób konieczność pamiętania o regularnym zasilaniu konta. SkyCash daje też możliwość zakupu w ramach jednej transakcji nawet kilkunastu biletów, jak również okazywania ich do kontroli w trybie offline, bez potrzeby łączenia się z Internetem.

Nowy Dyrektor Zarządzający w OpusCapita Sp. z o.o.

Od pierwszego czerwca br. Jarosław Tkaczyk pełni obowiązki Dyrektora Zarządzającego OpusCapita Sp. z o.o. Zastąpił na tym stanowisku Miikkę Savolainen, który przeniósł się do centrali spółki w Finlandii. Jarosław Tkaczyk będzie się skupiał na dalszym rozwoju OpusCapita w Polsce oraz na wzmacnianiu jej wizerunku w naszym kraju.

Jarosław Tkaczyk posiada blisko 20-letnie doświadczenie w zakresie księgowości i finansów, planowania i zarządzania zmianą oraz rozwoju przedsiębiorstw realizowanych w skali lokalnej i międzynarodowej. Swoją karierę zawodową rozwijał w Arthur Andersen, Exact Software, AMS (Grupa Agora). Był także wieloletnim członkiem zarządu i współwłaścicielem BusinessPoint S.A., lidera outsourcingu dokumentów transakcyjnych w Polsce. W 2008 roku firma Business Point S.A. została przejęta przez OpusCapita, a Tkaczyk był odpowiedzialny za projekty integracyjne z nowym inwestorem oraz rozwój portfela usług na rynku w Polsce. Następnie, pełnił funkcję Dyrektora Finansowego OpusCapita, a od 2010 roku był odpowiedzialny za budowanie i utrzymanie relacji z klientami jako Dyrektor Działu Client Services.

Jarosław Tkaczyk ma 42 lata. Jest absolwentem Wydziału Ekonomicznego Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej w Lublinie oraz Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego. Posiada Certyfikat Księgowy Ministra Finansów. Ukończył program Management w ICAN Institute. Obecniej studiuje Executive MBA. Jarosław jest żonaty i ma trójkę dzieci. Swój wolny czas najchętniej spędza z rodziną, a dla relaksu lubi także prace w ogrodzie.

Edukacja finansowa i inwestowanie? Coraz częściej online

Internet jest najczęściej wykorzystywanym przez Polaków źródłem pozyskiwania informacji na tematy finansowe. I najbardziej wiarygodnym – wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie Domu Maklerskiego BOŚ i Union Investment TFI.

Choć wydawałoby się, że w takiej dziedzinie jak finanse bezpośrednia relacja
z ekspertem jest najbardziej preferowaną drogą do pozyskiwania wiedzy, badanie pokazuje, że jedynie 35% respondentów wykorzystuje to źródło. Znacznie większy odsetek Polaków, aż 60%, informacje na tematy finansowe pozyskuje samodzielnie, poprzez strony internetowe instytucji finansowych. Co warte podkreślenia, strony te są uważane przez respondentów za równie wiarygodne jak samodzielnie dokonywane przez nich analizy danych rynkowych czy funduszy inwestycyjnych.

– W dzisiejszych czasach osoby pomnażające swój kapitał oczekują, że instytucja finansowa będzie nie tylko dostarczycielem wysokiej jakości rozwiązań finansowych, ale także partnerem w inwestycji – mówi Piotr Minkina, Dyrektor ds. Produktów Inwestycyjnych Union Investment TFI. – Firmy dbające o partnerskie relacje przygotowują dla inwestorów analizy rynkowe, komentarze ekspertów czy też materiały edukacyjne. Wszystko po to, by czuli się oni komfortowo. Taka transparentność buduje zaufanie, stąd duża wiarygodność stron instytucji finansowych i rosnące ich wykorzystanie w charakterze źródła informacji – dodaje.

Ważnym źródłem informacji na tematy finansowe są publikacje w Internecie (51%), artykuły prasowe (48%) oraz programy telewizyjne lub radiowe (44%). Badani wskazali również, że dość często (41%) korzystają z opinii znajomych, jednak nie jest to ich zdaniem wiarygodne źródło informacji o zagadnieniach związanych z finansami. Publikacje naukowe z dziedziny ekonomii i finansów cieszą się najmniejszą popularnością. Korzysta z nich jedynie 16% respondentów i co ciekawe – są uważane za najmniej wiarygodne.

Samodzielność, również w inwestycjach
Zakupy przez Internet z każdym rokiem cieszą się coraz większą popularnością klientów. Fakt ten nie dziwi, jeśli weźmiemy pod uwagę wygodę czy oszczędność czasu. Okazuje się, że Polacy coraz częściej dostrzegają zalety inwestowania za pośrednictwem sieci.

Badanie pokazuje, że już 72% badanych jest świadoma istnienia narzędzi online do kupowania jednostek funduszy inwestycyjnych i zarządzania nimi, choć dotąd jedynie 21% z nich korzysta lub korzystało.
– Platformy online pozwalające na zakup jednostek uczestnictwa w funduszach inwestycyjnych stają się z każdym rokiem stają się coraz popularniejsze. Dodając do tego rosnącą samodzielność Polaków w wyszukiwaniu informacji finansowych

w Internecie sądzę, że wielkimi krokami zbliżamy się również do „rewolucji” w sposobie inwestowania i przejścia od okienka bankowego do Internetu – ocenia Michał Wojciechowski, z-ca Dyrektora Domu Maklerskiego BOŚ.
Badanie w formie ankiety internetowej zostało przeprowadzone na zlecenie Domu Maklerskiego BOŚ i Union Investment TFI przez Interaktywny Instytut Badań Rynkowych w marcu 2014 r. Wielkość próby: N=600, wiek: 20-65 lat.

Na wydzieleniu spółki PGNIG Obrót Detaliczny zyska też rynek hurtowy. Zwiększy się jego przejrzystość

CEO Magazyn Polska

Wydzielenie spółki PGNiG Obrót Detaliczny to ważny krok w restrukturyzacji gazowej spółki, który umożliwi zrealizowanie obliga gazowego. Tym samym przyczyni się do szybszej liberalizacji rynku gazowego. Ekspert Instytutu Sobieskiego ocenia, że dla hurtowego rynku surowca nowa spółka również będzie istotna, bo zwiększy jego przejrzystość. Odbiorcy indywidualni nie odczują jednak zmiany.

Dla rynku to oznacza tyle, że jest spółka przeznaczona do prowadzenia obrotu detalicznego, która będzie – podobnie jak inni dostawcy gazu – kupowała surowiec dla swoich klientów na rynku hurtowym, która będzie patrzyła na ceny tego gazu i próbowała go kupować optymalnie. Z drugiej strony będzie pewne porównanie kosztów działalności spółek podobnego rodzaju, czyli tak naprawdę będzie pewna większa przejrzystość rynku hurtowego – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Robert Zajdler, ekspert Instytutu Sobieskiego.

Wydzielenie ze struktur PGNiG spółki zajmującej się obrotem detalicznym umożliwiła piątkowa nowelizacja Prawa energetycznego. Zajdler ocenia, że uporządkuje to rynek, zwłaszcza w kontekście realizacji obliga gazowego. Od ubiegłego roku PGNiG jest zobowiązane sprzedawać część produkcji gazu na Towarowej Giełdzie Energii. Do tej pory brakowało jednak potencjalnych kupców, bo najwięksi odbiorcy są związani wieloletnimi kontraktami lub sami sprowadzają gaz.

Zajdler twierdzi, że ustawodawcy nie przewidzieli sytuacji, w której realizacja obliga gazowego nie będzie możliwa z powodu braku nabywców. Za niespełnienie wymogów PGNiG grożą wysokie kary, nawet do 4,8 mld zł. Nowo wydzielona spółka PGNiG Obrót Detaliczny pozwoli zrealizować obligo i uniknąć kary.

Temu też służyła sukcesja generalna. Do nowej spółki przeniesieni zostaną odbiorcy, którzy zużywają do 25 mln metrów sześciennych gazu rocznie. I ta spółka będzie dla nich stroną umowy o dostawy gazu ziemnego. Ten ruch był potrzebny z tego względu, żeby stworzyć stronę popytową rynku – tłumaczy Zajdler.

Dzięki mechanizmowi sukcesji generalnej konsumenci nie odczują różnicy, bo ich umowy zostaną automatycznie przejęte przez nową spółkę. Zapewni to ciągłość i jakość dostaw. Daje to również szansę klientom na wypowiedzenie umowy i znalezienie na rynku nowego dostawcy gazu.

Zajdler ocenia, że wydzielenie spółki zajmującej się obrotem detalicznym to ważny krok w wieloletniej strategii restrukturyzacji PGNiG. Największa gazowa spółka potrzebuje jednak według niego dalszych zmian, by ich dokonać, ważna jest ciągłość zarządzania.

Rzadko kiedy którykolwiek z prezesów utrzymał się dłużej niż 1,5-2 lata, a dla takiej spółki ciągłość jest potrzebna do tego, by dokonywać pewne procesy restrukturyzacyjne. Te działania, które są podejmowane dotychczas, można uznać za pozytywne. Jest to pierwszy etap restrukturyzacji tej spółki. Potrzebne jest zachowanie możliwości działania zarządu w na tyle długiej perspektywie czasu, żeby mógł zrealizować długofalową strategię rozwoju tej spółki – argumentuje Zajdler.

Klienci ZUS załatwią sprawy w placówkach Poczty Polskiej dzięki zusomatom

Klienci Poczty Polskiej będą mogli już nie tylko na miejscu, w okienku, uregulować należne składki ZUS, lecz także złożyć dokumenty oraz zasięgnąć informacji dotyczących ubezpieczeń społecznych. Nowe usługi będą dostępne dzięki zusomatom, czyli interaktywnym urządzeniom podłączonym do elektronicznego systemu informatycznego ZUS. Poczta Polska w porozumieniu z ZUS uruchomiła pilotażowy projekt w pięciu miastach, ale operator już teraz planuje zwiększenie liczby urządzeń.

Zusomat to urządzenie podłączone bezpośrednio do aplikacji informatycznych ZUS-u. Dzięki niemu klienta ma: możliwości składania dokumentów, korzystania z Płatnika, z wszystkich informacji, które są gromadzone na koncie. Zusomat służy również jako elektroniczne okienko ZUS-u, w którym można złożyć dokumenty i otrzymać potwierdzenie złożenia dokumentu. Jest to też miejsce, za pośrednictwem którego możemy skontaktować się z call center – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Dariusz Śpiewak, członek zarządu ZUS.

Choć Platforma Usług Elektronicznych ZUS jest dostępna w internecie i oferuje szereg ułatwień dla ubezpieczonych, płatników i beneficjentów, to państwowa instytucja liczy, że zusomaty pozwolą dotrzeć do nowej grupy klientów, która nie korzysta jeszcze z elektronicznych usług ZUS-u. Podstawowa korzyść dla klientów to oszczędność czasu oraz możliwość uniknięcia ewentualnych opóźnień w rozliczeniach z Zakładem.

Obok pomocy w postaci telefonicznej obsługi, urządzenie zostało zaprojektowane również z myślą o osobach niepełnosprawnych.

Funkcje urządzenia są takie, że można tu podjechać wózkiem, jest drugi ekran, który ułatwia dostęp osobom niepełnosprawnym – wskazuje Śpiewak. – To na pewno ułatwienia obsługę i daje nam możliwość przyjmowania dokumentów do ostatniej chwili. Wszystkie osoby, które złożenie dokumentów zostawiły na ostatnią chwilę, mogą podejść do otwartej 24 godziny na dobę placówki urzędu pocztowego czy oddziału jednostki ZUS i złożyć te dokumenty. Mogą się w ten sposób dostać do swojego elektronicznego konta w ZUS i złożyć dokumenty czy też uzyskać zaświadczenie o niezaleganiu.

Pilotażowy projekt obejmie pięć placówek pocztowych – w Gdańsku, Opolu, Lublinie, Rzeszowie i Warszawie. Klienci Poczty Polskiej będą mieć całodobowy dostęp do zusomatów, podobnie jak w blisko 150 placówkach ZUS, gdzie działają już one od dwóch lat.

Chcieliśmy spróbować w placówkach, które są łatwiej dostępne, częściej odwiedzane przez naszych klientów. Bo każdy klient Poczty Polskiej jest również klientem ZUS, dlatego chcieliśmy je umieścić w takich miejscach, do których klienci mają łatwy dostęp, mogą wykonywać te czynności przy okazji wizyty w urzędzie pocztowym – wyjaśnia członek zarządu ZUS.

Poczta Polska zapowiada, że zusomaty będą pojawiały się stopniowo w kolejnych punktach. Operator chce w ten sposób poszerzać swoją ofertę o kolejne, komplementarne usługi.

To jest kolejna usługa, która będzie świadczona dla naszych klientów w placówkach Poczty Polskiej. Kolejna usługa, która jest bliska centrum ich interesów życiowych i będzie realizowana dzięki porozumieniu Poczty i ZUS. Zaczynamy od pięciu lokalizacji pilotażowo i będziemy to stopniowo rozwijać – twierdzi Ireneusz Piecuch, wiceprezes Poczty Polskiej.

Jak dotąd Poczta Polska obsługiwała przede wszystkim osoby pobierające świadczenia z ZUS. Nowa usługa będzie ułatwieniem przede wszystkim dla ubezpieczonych oraz płatników. Zyskają oni możliwość składania dowolnych dokumentów i wniosków w formie papierowej, które są wymagane przez państwową instytucję. Zusomaty będą wydawały potwierdzenie złożenia dokumentów.

Maszyny umożliwią również dostęp do Platformy Usług Elektronicznych, w ramach której działają takie serwisy internetowe, jak http://e-inspektorat.zus.pl/, http://www.mojaskladka.zus.pl/, http://mojaemerytura.zus.pl/. Dzięki temu klienci Poczty oraz ZUS będą mogli uzyskać potrzebne informacje o ubezpieczeniach, świadczeniach oraz płatnościach, a także rozliczyć składki.

Misją Poczty Polskiej jest dostarczanie maksymalnej liczby usług naszym klientom. Instalacja zusomatów jest ukłonem w stronę naszych klientów, którzy będą mogli na poczcie realizować również te elementy związane z obrotem z ZUS. To powinno ułatwić im komunikację z tym urzędem,  przez co poczta będzie naturalnym miejscem do realizowania tego typu czynności dla szerokiej bazy naszych klientów – uważa Ireneusz Piecuch.

S&P: Europa Środkowa będzie szybko rosnąć na tle reszty kontynentu

CEO Magazyn Polska

Aktualizacja 2014-06-03 godz.10:44

Polska, Rumunia czy Węgry to przykłady krajów, gdzie ożywienie gospodarcze jest wyraźnie wyższe niż w Europie Zachodniej. Wzrost PKB  w Europie Środkowo-Wschodniej ma teraz bardziej stabilne fundamenty niż przed kryzysem, bo w mniejszym stopniu opiera się na kredycie i napływie zagranicznego kapitału. Dzięki temu cały region jest mało wrażliwy na wstrząsy, jakie wywołuje sytuacja polityczna na Wschodzie.

– Europa Środkowo-Wschodnia zostaje w pewnej izolacji od tych wydarzeń, z punktu widzenia percepcji inwestorskiej. Nie widzimy negatywnych trendów, które przekładałyby się bezpośrednio na wydarzenia w państwach regionu, a ich gospodarki w dalszym ciągu pokazują dobre parametry makroekonomiczne – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marcin Petrykowski, dyrektor regionalny na Europę Środkowo-Wschodnią w agencji ratingowej Standard & Poor’s.

W pierwszym kwartale bieżącego roku PKB Polski urósł o 3,4 proc. w stosunku do pierwszego kwartału 2013 r. Nieco szybciej rosły gospodarki Rumunii i Węgier, gdzie ten wskaźnik zwiększył się odpowiednio o 3,8 proc. oraz 3,5 proc. W tym samym okresie PKB strefy euro zwiększył się zaledwie o 0,9 proc. W ostatnich latach większość państw regionu Europy Środkowo-Wschodniej (poza Polską) doświadczyła głębokiego załamania gospodarczego. Ich rządy wykorzystały jednak ten czas do przeprowadzenia reform oraz ograniczenia deficytu w finansach publicznych, co zaczyna być doceniane przez agencje ratingowe.

Rumunia wróciła po sześciu latach do krajów z ratingiem inwestycyjnym, czyli ma rating BBB-, dzięki polityce konsolidacyjnej oraz dużemu oddłużeniu gospodarki, a także zmianie trajektorii rozwoju i wzrostu gospodarczego. Wzrost gospodarczy w Rumunii był przez kilka ostatnich lat napędzany przez zewnętrzne finansowanie, teraz nastąpiła zmiana w kierunku napędzania tego wzrostu przez eksport, przez lepszą absorpcję środków unijnych oraz dzięki ożywieniu popytu wewnętrznego gospodarki – wyjaśnia Petrykowski.

W momencie wybuchu światowego kryzysu finansowego rumuńska gospodarka miała ogromny deficyt w wymianie zewnętrznej. W styczniu 2008 r. saldo rachunku obrotów bieżących wyniosło -13,4 proc. PKB, co pokazuje znaczną zależność od napływu zagranicznego kapitału. W pierwszym miesiącu bieżącego roku ta nierównowaga została zredukowana do -1,1 proc. PKB. Podobny proces miał miejsce w Polsce: w tym samym okresie deficyt na rachunku obrotów bieżących spadł z -6,2 proc. PKB do -1,3 proc. PKB.

W obydwu gospodarkach ograniczeniu nierównowagi zewnętrznej sprzyjała poprawa bilansu handlowego, elastyczny kurs walutowy oraz polityka redukcji deficytu budżetowego. W tej ostatniej dziedzinie znacznie większy wysiłek podjął rząd w Bukareszcie, który obniżył lukę w finansach publicznych z -9 proc. PKB w 2010 r. do -0,9 proc. PKB na koniec 2013 r. W analogicznym okresie, polski rząd ograniczył deficyt z -7,9 proc. do -4,3 proc. PKB.

Choć z dzisiejszej perspektywy są to dane historyczne, to jednak pomagają inwestorom i przedsiębiorcom prognozować przyszłe trendy. Ustabilizowanie gospodarek ułatwia prognozowanie wzrostu PKB w przyszłości i zmniejsza ryzyko inwestycyjne, dlatego Europa Środkowo-Wschodnia wygląda atrakcyjnie na tle Rosji, Ukrainy, Turcji czy też bardziej odległych rynków rozwijających się, jak Brazylia czy Argentyna.

Widać poszukiwanie alternatywnych aktywów i poszukiwanie jakości w ramach rynków rozwijających się. W to dobrze wpisuje się to story dla Europy Środkowo-Wschodniej, gdzie fundamenty gospodarcze są trwałe. Dla przykładu Rumunia od tego roku przez kolejne trzy lata będzie miała wzrost na poziomie 3 proc. PKB, Polska 2,7 proc., a wręcz niektórzy optymiści mówią o około 3 proc. To powoduje, że z punktu widzenia inwestorów, ta część Europy i Polska staje się atrakcyjnym aktywem –  tłumaczy dyrektor regionalny w S&P.

Po silnym spadku rentowności obligacji rządowych poprawiły się także warunki finansowania dla firm z regionu. W efekcie szybko rośnie liczba i wielkość planowanych emisji obligacji korporacyjnych na zagraniczne rynki.

Widzimy już rozwój tego trendu, jest w tej chwili w przygotowaniu kilka programów z Europy Środkowo-Wschodniej: ze Słowenii, z Rumunii, z Czech. W Polsce też słyszymy o tym, iż firmy oraz banki rozpoczynają działanie w tym kierunku. To rynek, który się będzie rozwijał – przewiduje Petrykowski.

Atrakcyjność rynku długu oraz emitentów z Europy Środkowo-Wschodniej może zwiększyć planowane przez EBC dalsze luzowanie polityki monetarnej. Inwestorzy obstawiają, że instytucja kierowana przez Mario Draghiego zdecyduje się uruchomić program skupu aktywów, co już teraz doprowadziło do spadku rentowności obligacji praktycznie w całej Europie. Sama ta operacja może mieć pozytywny wpływ na ocenę kredytową rządów, ale istnieje duża niepewność, co do jej skuteczności w pobudzaniu wzrostu gospodarczego i inflacji.

Jeżeli działania Europejskiego Banku Centralnego przełożyłyby się na to, że zostanie zahamowana deflacja i zostanie przywrócona zdrowa inflacja w gospodarkach europejskich, plus nastąpi tak zwana transmisja niskich stóp procentowych do sektora realnego, czyli do przedsiębiorstw, i to w efekcie przełoży się na wzrost gospodarczy – wtedy to może mieć pozytywny wpływ na nasze ratingi – uważa Marcin Petrykowski. 

Na razie agencja ratingowa S&P wstrzymuje się z oceną wpływu ewentualnego programu skupu aktywów na europejską gospodarkę. Już teraz wiadomo jednak, że pozytywny scenariusz mógłby ograniczyć skalę dalszych oszczędności budżetowych i podwyżek podatków w Europie. Jest to obecnie przedmiotem ożywionej debaty wśród ekonomistów. Część z nich postuluje, by przesunąć ciężar polityki gospodarczej w kierunku pobudzania wzrostu, kosztem większej nierównowagi fiskalnej.

Europa będzie budować bardziej energooszczędnie. Velux liczy na tłuste lata

CEO Magazyn Polska

Zainwestowane przez Velux 250 mln zł w wymianę technologii produkcji okien zaczynają przynosić efekty. Po trudniejszych latach branży budowlanej sprzedaż okien od początku roku rośnie. Tym bardziej że firma wprowadziła nowe produkty – bardziej energooszczędne i jednocześnie dostarczające więcej światła do pomieszczeń. Konieczność obniżania zużycia energii w budownictwie daje firmom, które oferują tego typy rozwiązania, dobre perspektywy na przyszłość.

Polska jest potentatem w produkcji okien dachowych. Wartość produkcji firmy Velux i spółek należących do duńskiego holdingu VKR A/S wynosi ponad 1,3 mld zł, zatrudnienie przekroczyło 3100 osób (z czego większość pracuje w fabrykach zlokalizowanych w Gnieźnie, Namysłowie i Wędkowcach koło Tczewa). Obroty głównego konkurenta, Fakro, według „Rzeczpospolitej” przekroczyły 1,2 mld zł. Okna dachowe to część produkcji okien i drzwi w Polsce. Duża jej część w obu największych firmach jest przeznaczana na eksport. Kierowana jest głównie do Europy, przede wszystkim do Niemiec, Danii i Wielkiej Brytanii.

Firma skutecznie wykorzystuje koniunkturę – sprzedaż rozwija się zarówno w Polsce,jak i za granicą.

Ostatnie lata były trudne dla branży budowlanej. Mniejsze były wydatki, mniej inwestycji. Ale początek roku jest bardzo dobry, tym bardziej że wprowadziliśmy całą gamę nowych produktów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jacek Siwiński, dyrektor generalny Velux Polska.

Nowe okna to efekt dwuletnich inwestycji. Spółka przeznaczyła 250 mln zł na wymianę technologii w zakładach produkcyjnych i wprowadzenie na rynek nowej generacji okien, łączących większą energooszczędność z większą o 10 proc. powierzchnią przeszklenia, dostarczającą więcej światła do pomieszczeń.

W ten sposób pogodziliśmy dwa pozornie sprzeczne rozwiązania. W efekcie dajemy klientom wyższy komfort i lepsze wykorzystanie wszystkich zalet bilansu energetycznego – komentuje Jacek Siwiński. – Dzięki temu nasi klienci mogą cieszyć się jeszcze lepszym komfortem i wykorzystywać wszystkie zalety bilansu energetycznego, który polega na tym, że z jednej strony mamy do czynienia z wysokim stopniem izolacyjności, a z drugiej strony nasze okna w jeszcze lepszy sposób transmitują ciepło zgromadzone z energii słonecznej do pomieszczeń.

Zwiększonej sprzedaży okien sprzyja rosnąca świadomość potrzeby oszczędzania energii wśród ludzi zarówno w Polsce, jak i za granicą . Od początku roku zaczęły obowiązywać nowe standardy techniczne energooszczędności dla nowo oddawanych budynków, a stopniowo do 2021 roku kryteria zużycia energii będą  coraz niższe.

Budynki odpowiadają za 40 proc. zużycia energii w Europie, więc jeżeli mówimy o energooszczędności, to jednym z głównych zadań jest budowanie energooszczędne, a także renowacja istniejących budynków. W 2050 r. 90 proc. z nich będzie wciąż użytkowana, więc one muszą zostać poddane  termorenowacji – przekonuje Jacek Siwiński. – To powoduje, że wszystkie firmy, które oferują rozwiązania energooszczędne, mają przed sobą dobre perspektywy.

Prezes firmy Velux podkreśla, że firma jest prekursorem rynku okien dachowych. Pierwsze tego typu produkty pojawiły się na rynku przeszło 70 lat temu. Firma powstała w Danii w 1942 roku, 25 lat temu rozpoczęła działalność w Polsce, a 16 lat temu produkcję. Firma ma trzy zakłady produkujące okna dachowe w Gnieźnie i Namysłowie, a w Wędkowach koło Tczewa produkuje też okna pionowe.

Nic dziwnego, że mamy silną pozycję na rynku. To oznacza prestiż, ale także odpowiedzialność: to my kreujemy standardy rynkowe – mówi menedżer. – Biorąc pod uwagę firmę Velux i spółki siostrzane jesteśmy największym producentem i eksporterem okien w Polsce.