Wysokie zainteresowanie operatorów usługami dodanymi i multimedialnymi

Według raportu PMR „Rynek usług dodanych i multimedialnych w Polsce 2014. Prognozy rozwoju na lata 2014-2018” dynamika tego rynku w 2013 r. wyniosła 8%. W tym samym roku wartość rynku tradycyjnych usług telekomunikacyjnych wyraźnie spadła. W tej sytuacji nie dziwi rosnące zainteresowanie operatorów usługami spoza podstawowego portfolio – np. mobilną transmisją danych czy płatną telewizją.

Mobilne usługi dodane

Coraz większa penetracja mobilnej transmisji danych zmienia rynek usług dodanych w telefonii komórkowej w dwa sposoby. Nie tylko powoduje wzrost przychodów operatorów ze świadczenia samych usług, ale również promuje poszczególne segmentu rynku usług dodanych (np. segment gier czy aplikacji) degradując inne (np. płatności z pomocą SMS-a).

Pod względem swojej wartości, dla operatorów telefonii komórkowej najbardziej wartościowym segmentem rynku usług dodanych pozostają usługi mobilnego internetu. W 2013 r. rynek ten dynamicznie zwiększył swoją wartość. Główny powód to dynamiczne zwiększenie przychodów operatorów z segmentu telefonów. W ostatnich dwóch latach operatorzy prowadzili intensywne kampanie popularyzujące mobilną transmisję danych w urządzeniach przenośnych. W efekcie w 2013 r. baza klientów korzystających ze smartfonów osiągnęła na tyle wysoki poziom, że zdołała przełożyć się na wyraźną poprawę średnich przychodów na klienta w tym segmencie.

Pomimo wspomnianego dynamicznego wzrostu przychodów operatorów z segmentu telefonów, przychody operatorów z usług realizowanych z pomocą modemów nadal przeważają na polskim rynku mobilnego internetu. W 2013 r. segment ten stanowił ponad dwie trzecie wartości rynku.

W porównaniu do usług mobilnego internetu mniejszą wartość w 2013 r. zanotowały pozostałe usługi dodane świadczone przez operatorów komórkowych. Jest to bardzo rozdrobniony rynek obejmujący różnego rodzaju usługi – od tych wykorzystujących np. SMS Premium do np. rynku aplikacji czy usług lokalizacyjnych.

W 2013 r. rynek usług dodanych w telefonii komórkowej, nieuwzględniający segmentu mobilnego internetu osiągnął wartość od 1,5 mld zł, 10% więcej niż rok wcześniej. W wyniku powstania nowych form komunikacji opartych na usługach transmisji danych dochodzi do spadku przychodów operatorów z segmentów dotychczas wzrostowych (np. płatności za pomocą SMS czy z usług tzw. interaktywności w mediach) i wzrostu przychodów z segmentów do niedawna niszowych (np. aplikacje, gry czy muzyka mobilna).

Pomimo stagnacji w 2013 r. usługi obsługi płatności przez SMS pozostały wartościowo największym segmentem rynku mobilnych usług dodanych w Polsce. Wpływy operatorów sukcesywnie topnieją w przypadku innego istotnego segmentu – usług interaktywności w mediach, czyli loterii, konkursów, sond, głosowań, plebiscytów, akcje charytatywnych i czatów. Tymczasem segmentem, który zyskiwał na popularności w ubiegłym roku były gry mobilne. Pomimo, że na polskim rynku zdecydowanie przeważa model gier udostępnianych nieodpłatnie, z roku na rok zwiększa się odsetek osób płacących – czy to za pełną wersję gry, czy za określone zasoby z nią związane. Dwa inne, mniejsze, ale za to dynamicznie rozwijające się segmenty to rynek muzyki mobilnej oraz aplikacji. W nadchodzących latach oczekujemy ich znacznego wzrostu i w efekcie zwiększenia udziałów w rynku.

Rynek płatnej telewizji

Operatorzy telefonii komórkowej coraz większą uwagę poświęcają wspomnianym mobilnym usługom dodanym, w tym mobilnej transmisji danych. W przypadku operatorów stacjonarnych oraz telewizji kablowych kluczem jest konwergencja usług telekomunikacyjnych i medialnych. Oprócz tworzenia ofert pakietowych, umożliwiających związanie ze sobą klienta, wzrosty rynku płatnej telewizji w ostatnich latach działały na operatorów jak magnes. W 2013 r. jednak rynek płatnej telewizji w Polsce znalazł się w stagnacji. Wpłynęło na to nie tylko wysokie nasycenie usługami, ale i głośny medialnie start naziemnej telewizji cyfrowej. Wpłynęło to na spadek penetracji usługami płatnej telewizji w Polsce w 2013 r. Według naszych obliczeń w roku ubiegłym 72% gospodarstw domowych w Polsce korzystało z różnego rodzaju usług płatnej telewizji.

Podsumowanie

Polski rynek usług dodanych i multimedialnych obejmujący usługi płatnej telewizji, usługi dodane w telefonii komórkowej (włączając w to usługi mobilnego internetu) oraz usługi dodane w telefonii stacjonarnej zanotował w 2013 r. 8% wzrost. W obliczu spadku przychodów operatorów z usług tradycyjnych oznacza to dla nich diametralnie odmienne otoczenie. W efekcie poświęcają mu oni coraz większą uwagę, rozwijając istniejące usługi i wprowadzając nowe. Nie wszystkie podsegmenty rynku usług dodanych w równym stopniu odpowiadały w 2013 r. za jego stosunkowo wysoką dynamikę. Przed 2013 r. jedna z lokomotyw wzrostu i kluczowy podsegment – rynek płatnej telewizji, w ubiegłym roku jedynie minimalnie zwiększył swoją wartość. W tym samym czasie wartość rynku usług telekomunikacyjnych spadła. W efekcie, widoczna we wcześniejszych latach różnica pomiędzy dynamikami dwóch segmentów praktycznie się utrzymała. Z drugiej strony, w 2013 r., w odróżnieniu od 2012 r. rola płatnej telewizji zmieniła się. Segment ten, zamiast napędzania wzrostu połączonego rynku usług telekomunikacyjnych i płatnej telewizji, odpowiadał w roku ubiegłym głównie za jego stabilizację i ochronę przed głębszym spadkiem.

Niniejsza informacja prasowa została przygotowana na podstawie danych zawartych w najnowszym raporcie firmy PMR pt. „Rynek usług dodanych i multimedialnych w Polsce 2014. Prognozy rozwoju na lata 2014-2018”.

Gorący temat, czyli komercjalizacja polskiego rynku drukarek 3D

Drukarki 3D stają się komercyjnymi urządzeniami – coraz łatwiej dostępnymi, nawet na kieszeń i potrzeby domowego użytkownika. Popularne w sektorze MSP, gdzie wykorzystywane są głównie do tworzenia prototypów własnych produktów oraz makiet obrazujących autorskie projekty, rewolucjonizują podejście do biznesu wyznaczając nowe trendy sprzedaży i relacji z klientami.

Łatwiej pokazać niż opisać

Do tej pory drukarkę 3D łatwiej było pokazać niż opisać. Bo jak wyjaśnić fakt, że urządzenie zamiast drukować kartki, tworzy konkretne, fizyczne obiekty? Na tę chwilę sprzęt do druku przestrzennego trudno nazwać technologiczną nowinką. – Oczywiście, to świeża branża i nie można mówić o jej nasyceniu, niemniej stopniowa konsolidacja tego rynku powoduje, że dziś urządzenia do druku przestrzennego stają się sprzętem dostępnym, a zarazem przystępnym – tak w zakupie, jak i późniejszej eksploatacji – mówi Krzysztof Jackowiak, przedstawiciel generalnego dystrybutora marki DEXER.

Za pomocą drukarki 3D wydrukuje się dowolny obiekt – projekty tworzymy sami lub korzystamy z gotowych szablonów dostępnych za darmo w Internecie. Z druku przestrzennego korzystają architekci oraz producenci mebli wykonując w ten sposób makiety architektoniczne i inne rozwiązania konstrukcyjne. Swoje zastosowanie znajdują szeroko pojętym biznesie – tam, gdzie jest możliwość i potrzeba urzeczywistnienia projektów, których przekaz będzie czytelniejszy w momencie, gdy z deski kreślarskiej czy ekranu komputera zostaną przeniesione do trójwymiarowej rzeczywistości. Przykłady druków można zobaczyć na stronie www.drukarki3d-dexer.pl.

Open source dla biznesu

Praktycznie do 2011 roku zakup drukarki 3D wiązał się z koniecznością zapłacenia minimum 10 tysięcy Euro. Nie bez powodu urządzenia te były wykorzystywane wyłącznie przez duże korporacje – zazwyczaj do prototypowania produktów. Dopiero wejście na rynek open source spowodowało, że urządzenia stały się ogólnodostępne, w cenach przystępnych także dla małych i średnich firm oraz użytkowników domowych.

Drugim czynnikiem, który wpłynął na popularyzację drukarek 3D była konsolidacja tego rynku. Trend można zaobserwować na przykładzie polsko-niemieckiego projektu DEXER działającego od 2013 roku. W jego ramach pojawiła się drukarka biurkowa DEXER 3D mini. Jak mówią jej twórcy – to polska konstrukcja połączona z niemiecką precyzją, wsparta pakietem serwisowym trwającym 12 miesięcy.

DEXER 3D mini to urządzenie typu plug&print (gotowe do użycia zaraz po rozpakowaniu), z polem roboczym o wielkości 20x15x15 cm. Taka powierzchnia pozwala na tworzenie wielu mniejszych przedmiotów za jednym drukiem (jeżeli potrzebujemy większy element wystarczy druk partiami, które następnie łączymy ze sobą w jedną całość). Koszt drukarki dla biznesu to ok. 5-6 tys. zł netto. Sam wydruk nie jest drogi – za „tusz” (tzw. filament) zapłacimy ok. 50 zł/kg. Zatem nawet gdy z jakiegoś powodu stworzymy nieudany projekt, zniszczymy wydrukowany przedmiot, jego ponowny druk czy odtworzenie nie będą wiązać się z wysokim nakładem finansowym.

Dziś drukarki 3D z powodzeniem można wykorzystać także w sektorze małych i średnich przedsiębiorstw. To urządzenia do tworzenia przedmiotów praktycznych, centrum domowej rozrywki oraz narzędzie do budowy ciekawych i innowacyjnych ofert biznesowych – wszystko to dzięki możliwości przetwarzania każdej wizji w realne obiekty.

Zanim wyślesz newsletter – dowiedz się, jakie będą konsekwencje!

Przedsiębiorca pyta: Prowadzę działalność gospodarczą i chciałbym uruchomić działania marketingowe polegające na dystrybucji mailingów reklamowych do potencjalnych klientów. Nie posiadam żadnego zbioru, więc chcę wykorzystać kontakty znalezione w ogólnodostępnych miejscach w Internecie. Czy to działanie bezpieczne?

Aspekty prawne…

Wspomniane działanie narusza nie tylko przepisy ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną, ale także zasady regulujące kwestie ochrony konsumentów (w momencie, gdy wiadomości będą kierowane do osób fizycznych). O zgodę na przesłanie oferty handlowej musimy pytać zawsze – niezależnie od tego czy chcemy wykorzystać adres mailowy zawierający dane osobowe odbiorcy (imię i nazwisko), czy ogólny – np. [email protected]. Nie ma też znaczenia pochodzenie kontaktu, czy uzyskamy go z książki telefonicznej, internetowego katalogu, strony www odbiorcy czy innego, ogólnodostępnego źródła.

Pamiętajmy – przesyłanie informacji handlowych za pomocą środków komunikacji elektronicznej, w szczególności poczty internetowej, bez otrzymania uprzedniej zgody odbiorcy będącego osobą fizyczną (w tym osobą fizyczną prowadzącą działalność gospodarczą) jest niedozwolone (art. 10 ust. 1 Ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną). Dokonując takiego wykroczenia narażamy się na karę grzywny (zgodnie z art. 24 ww. Ustawy).

Aspekty informatyczne…

Spamowanie to nie tylko konsekwencje prawne, ale także – teleinformatyczne. Rozsyłając niezamówione przesyłki ryzykujemy dopisaniem adresu serwera lub, co gorsza, domeny na tzw. czarne listy RBL – Real-time Blackhole List), czyli ogólnoświatowe mechanizmy uniemożliwiające wysyłanie korespondencji mailowej do osób korzystających z tej formy ochrony. Innym zagrożeniem jest ryzyko nałożenia blokady usług przez operatora hostingowego.

Jak wyjaśnia Artur Pajkert z Blink.pl, to opcja ważna szczególnie dla klientów korzystających z serwerów ze współdzielonym adresem IP, gdzie działania jednego mogą generować konsekwencje dla wszystkich pozostałych. Nic więc dziwnego, że operatorzy nie są pobłażliwi dla spamerów, chroniąc w ten sposób interesy uczciwych klientów.

Jak minimalizować ryzyko?

Przede wszystkim korzystając tylko z baz osób, które wyraziły formalną zgodę, a także ograniczając mailing do ewentualnego wystosowania grzecznego zapytania o zgodę na wysyłkę informacji handlowej, bez ujawniania szczegółów oferty. Warto też dodać informacje o źródle pozyskania kontaktu oraz dopisek, że mail nie stanowi oferty handlowej, choć oczywiście jest on pozbawiony sensu, jeśli z treści wynika inaczej.

Zauważmy, że takie działanie ochroni adresata przed zarzutami karnymi, jednak nie zagwarantuje odpowiedniego zabezpieczenia przed uznaniem maila jako spamu. Każdy użytkownik ma prawo do zgłoszenia swojemu operatorowi faktu otrzymania wiadomości mailowej będącej spamem i prosić o wpisanie adresu nadawcy na czarne listy. Właśnie dlatego tak ważne jest otrzymanie od odbiorcy zgody na przesłanie konkretnego rodzaju przesyłki.

– Jednym z wyróżników dobrej, uczciwej firmy jest transparentność oferty. Dlatego ważne jest, by operator w sposób jawny publikował informacje o wszystkich parametrach bezpieczeństwa, do których należą również limity liczby maili wychodzących – dzienne i godzinowe. Jeśli hosting współdzielony okazuje się niewystarczający – warto rozważyć rozwiązania VPS lub dedykowane – mówi Jakub Dwernicki, prezes poznańskiego Ogicom.

Jednym słowem – w hostingu warto stawiać na takiego partnera, który wprost komunikuje co jest dozwolone, a co nie. Niestety na polskim rynku wciąż można znaleźć firmy, które nie podają czytelnie tego rodzaju informacji, a w efekcie przedsiębiorca może poczuć się zaskoczony faktem, że jego maile zostają zablokowane.

Podwójna zgoda!

Skuteczną formą pozyskiwania kontaktów do potencjalnych klientów może być umieszczenie na stronie www formularza, poprzez który odbiorca może zgłosić chęć otrzymywania powiadomień od firmy. Warto w tym celu wykorzystać klauzulę double opt-in, czyli podwójnego wyrażenia zgody. Mechanizm jest prosty – system rejestruje każdy adres mailowy wpisany do formularza oraz weryfikuje jego poprawność poprzez wysłanie do odbiorcy prośby o potwierdzenie rejestracji (poprzez kliknięcie w wygenerowany w wiadomości link). Dopiero takie działanie w pełni upoważnia do wysłania informacji o charakterze, o którym uprzedziliśmy odbiorcę podczas procedury rejestracyjnej.

UWAGA: Aby zachęcić klienta do zapisania się na newsletter, warto zaproponować wartość dodaną, np.:

  • specjalny rabat,
  • darmowy poradnik,
  • darmowy raport z badań rynkowych,
  • bezpłatną dostawę,
  • rozszerzenie zakresu świadczonej usługi bez dopłat itp.

Dodajmy, że każdy użytkownik ma prawo wycofać udzieloną zgodę. Ustawa o ochronie danych osobowych dopuszcza możliwość zgłoszenia sprzeciwu, w konsekwencji którego tracimy prawo dalszego przetwarzania danych takiej osoby. Przedsiębiorca ma obowiązek zaprzestania wysyłek do zgłaszającego oraz usunięcia jego danych z posiadanych zbiorów.

Konsekwencje rozsyłania niezamówionych przesyłek mogą być dotkliwe. To ryzyko kary grzywny zgodnie z art. 24 Ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną, blacklisting’u, czyli dopisania nadawcy na tzw. czarne listy oraz blokady usług przez operatora. Nie zapominajmy o startach wizerunkowych spowodowanych niechęcią odbiorców do firm wysyłających oferty bez uprzedniego zapytania o zgodę. A przecież istnieją o wiele bezpieczniejsze sposoby pozyskiwania kontaktów, wśród których newsletter to jeden ze skuteczniejszych i prostszych w obsłudze.

Źródło: www.blink.pl

Zbliża się finał kampanii społecznej „Staż. Sprawdź, zanim pójdziesz!”

Dobiega końca multimedialna akcja organizowana w ramach kampanii społecznej „Staż. Sprawdź, zanim pójdziesz!”. Do sieci trafił ostatni ze spotów zachęcający do aktywnej postawy zawodowej i wzięcia udziału w finałowym wydarzeniu kampanii – imprezie biegowej „Biegiem na staż”. Jak zakończyły się losy stażysty Krzysia i co wspólnego mają one z bieganiem?

Kampania społeczna „Staż. Sprawdź, zanim pójdziesz!” ma na celu zmotywowanie uczniów i studentów do świadomego kierowania swoją karierą. – Podczas kolejnych odsłon kampanii prezentujemy w prześmiewczej formie, jak nie powinien wyglądać staż czy praktyka. Szkoda tracić cenny czas na wykonywanie niekonstruktywnych zadań, dlatego apelujemy o taki wybór miejsca stażu czy praktyki, który przyniesie solidną edukację praktyczną i będzie gwarantem nabycia kompetencji istotnych z punktu widzenia pracodawców – komentuje Piotr Palikowski, prezes Polskiego Stowarzyszenia Zarządzania Kadrami, które jest organizatorem kampanii.

Finał kampanii – impreza biegowa „Biegiem na staż”, która odbędzie się 17 maja na Polu Mokotowskim ma na celu zwrócenie uwagi na problemy młodych na rynku pracy związane m.in. z niską jakością staży i praktyk. Bieg symbolizuje potrzebę aktywizacji zawodowej młodego pokolenia. Do podpisania się pod ideą nauki przez praktykę oraz wzięcia udziału w biegu zachęca ostatni z cyklu spotów zrealizowanych w ramach kampanii. Spot dostępny jest tutaj.

Organizatorem kampanii społecznej „Staż. Sprawdź, zanim pójdziesz!” jest Polskie Stowarzyszenie Zarządzania Kadrami. Mecenasami kampanii są: Nestlé, Orange, PZU oraz Siemens. Partnerem merytorycznym kampanii są Wyższe Szkoły Bankowe, z kolei Partnerem Technologicznym – eRecruiter.

Polskie firmy zabiegają o kontrakty w Indiach. Głównie w górnictwie i przemyśle spożywczym

CEO Magazyn Polska

Polskie firmy mogą liczyć na udział w rozwijającym się rynku indyjskim, głównie w górnictwie, transporcie, nowych technologiach i przemyśle spożywczym. Nasze przedsiębiorstwa są na dobrej drodze do podpisania kontraktów umożliwiających im eksport swoich produktów. Także indyjskie przedsiębiorstwa chcą inwestować w Polsce, czego dowodzi budowana przez firmę Uflex fabryka we Wrześni – inwestycja o wartości ok. 200 mln dolarów.  

Do obszarów, które mogą być perspektywiczne dla rozwoju współpracy między naszymi krajami, możemy zaliczyć przede wszystkim sektor górniczy w zakresie maszyn, urządzeń i technologii, szczególnie dla górnictwa głębinowego – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Lucyna Jaremczuk z Departamentu Promocji i Współpracy Dwustronnej w Ministerstwie Gospodarki.  

Indyjska gospodarka rośnie w tempie 5-7 proc. rocznie, co zwiększa jej zapotrzebowanie na energię.  

Indie mają najbogatsze źródła kopalin węglowych, jednak brakuje im nowoczesnych technologii wydobywczych, których poszukują właśnie w naszym kraju – zauważa Jaremczuk.  

Kopalnie w tym azjatyckim kraju są w 80 procentach własnością państwa. Największą z nich jest Coal India, która prowadziła już rozmowy na temat współpracy z Kompanią Węglową oraz z Jastrzębską Spółką Węglową. Także druga państwowa instytucja kopalniana – Mekong kontaktowała się z Polakami.  

Według Jaremczuk Polacy mogą nawiązać współpracę z indyjskimi partnerami także w sektorze rolno-spożywczym, zwłaszcza jeśli chodzi o nabiał. Ponadto perspektywiczna może być współpraca w branży transportowej.

Indyjskie miasta prężnie się rozwijają, a co za tym idzie, rozwija się też transport – zauważa Jaremczuk. – Możemy eksportować polskie autobusy i tramwaje. Pamiętajmy, że Indie przewidują w nadchodzącym projekcie programu rozwoju gospodarczego ogromne pieniądze na wzmocnienie i rozwój transportu miejskiego – dodaje.  

Polacy mają także szansę na nawiązanie współpracy z Indiami w obszarze technologii informatycznych.  

Indie mają wysoki poziom rozwoju w obszarze IT, jednak z uwagi na ogromne potrzeby w tym kraju poszukują raczej technologii, które będą reprezentowałyby umiarkowany poziom cenowy – mówi Jaremczuk. – Wydaje się, że dysponujemy właśnie takimi technologiami

Zdaniem Jaremczuk polskie przedsiębiorstwa z różnych branż są na dobrej drodze do finalizowania kontraktów. Firma TZMO z Torunia planuje budowę kolejnej fabryki materiałów opatrunkowych w Indiach. Rozmowy prowadzi także Solaris.  

Sądzę, że to kwestia niedalekiej przyszłości, choć sprawa jest skomplikowana z uwagi na odmienność kulturową i wielkość państwa. Polskie firmy muszą się odpowiednio przygotować do tych działań – zauważa Lucyna Jaremczuk.  

Także indyjskie przedsiębiorstwa inwestują w Polsce.  

Ostatnio firma Uflex, produkująca rodzaj opakowań jednorazowych do chipsów, zainwestowała około 200 mln dolarów w fabrykę we Wrześni – mówi Jaremczuk. – Zakład został już częściowo uruchomiony. Myślę więc, że firmy indyjskie również postrzegają polski rynek jako ważny dla rozwoju swojej zamorskiej działalności – twierdzi rozmówczyni Newserii Biznes.

Złoty odporny na konflikt na Ukrainie. Umocnić go do euro może ogłoszenie programu pomocowego przez EBC

CEO Magazyn Polska

Polska waluta pozostaje stabilna w obliczu kryzysu politycznego na Ukrainie. Inwestorzy doceniają silne fundamenty polskiej gospodarki i jej niewielkie uzależnienie od eksportu na wschodnie i rozwijające się rynki, które doświadczają spowolnienia. Złoty może zyskiwać na stabilności także dzięki Europejskiemu Bankowi Centralnemu, który rozważa podjęcie niestandardowych działań w celu zwiększenie inflacji. Ewentualne wprowadzenie ujemnych stóp depozytowych lub skup aktywów przez EBC osłabiłoby euro, także w stosunku do złotego.
 
– Polski złoty na tle innych walut rynków wschodzących wypada bardzo korzystnie. To przede wszystkim dlatego, że fundamentalnie polska gospodarka ma dużo lepszą pozycję niż inne kraje regionu, ostatnie dane makroekonomiczne to potwierdziły. Mamy zarówno spadek bezrobocia, wzrost zatrudnienia, jak i dobre wyniki produkcji, to wszystko będzie powodowało, że konsumpcja w najbliższym czasie będzie rosła. Powinno to przyciągać inwestorów zagranicznych do polskiej waluty –  mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Maciej Leściorz, analityk City Index.
 
Poprawiająca się koniunktura zazwyczaj sprzyja umocnieniu krajowej waluty, ponieważ wraz z rozpędzającą się gospodarką rośnie prawdopodobieństwo podwyżek stóp procentowych. Ekonomiści nie spodziewają się jednak zmian w polityce pieniężnej NBP przed pierwszym kwartałem 2015 r., ponieważ inflacja pozostaje poniżej celu NBP, na poziomie 2,5 proc. Nastroje w polskim przemyśle też okazały się nieco słabsze niż w marcu, choć wciąż wskazują na rozwój sektora. 

W tej sytuacji decydujące dla kursu złotego są czynniki zewnętrzne, takie jak działania największych banków centralnych. Coraz częściej słychać głosy, że dotychczasowa polityka pieniężna EBC jest mało skuteczna, ponieważ nie przekłada się ona na wzrost kredytu dla przedsiębiorstw i gospodarstw domowych. Pokazuje to wskaźnik szerokiej podaży pieniądza M3 w strefie euro, który wzrósł w marcu zaledwie o 1,1 proc. w ujęciu rocznym, a według prognoz miał urosnąć o 1,4 proc. Stąd, zdaniem części ekonomistów, nawet pomimo nieco wyższej niż w marcu kwietniowej inflacji, EBC musi podjąć dodatkowe interwencje, by odsunąć scenariusz deflacji w strefie euro.
 
–  Europejski Bank Centralny już w tej chwili powiedział, że planuje łagodzenie polityki monetarnej, być może uruchomi program luzowania ilościowego, a to wpływałoby na osłabianie się europejskiej waluty, no i tak naprawdę mogłoby być korzystne dla polskiego złotego – uważa Leściorz.
 
Złoty powinien pozostać stabilny względem dolara, ponieważ Rezerwa Federalna stopniowa ogranicza program skupu aktywów, który osłabiał amerykańską walutę. USD/PLN jest od połowy 2012 r. w trendzie spadkowym (co oznacza umacnianie się polskiej waluty). Według Macieja Leściorza, kurs USD/PLN powinien ustabilizować się w granicach 3,0-3,15, a ewentualne przebicie psychologicznego i technicznego poziomu 3 zł będzie krótkotrwałe.
 
Jeżeli nastąpi większe umocnienie się polskiej waluty i spadnie dolar względem złotego do 2,90-2,85, bo takie poziomy również są możliwe, to będzie to efekt krótkotrwały i potem powrócimy mimo wszystko ponad tę psychologiczna barierę trzech złotych – prognozuje analityk City Index.
 
Inwestorzy na rynku walutowym coraz mniejszą uwagę zwracają na sytuację na Ukrainie. Prawdopodobnie rynek uwzględnił już w swoich wycenach bieżącą sytuację konfliktu. Krótkookresową wyprzedaż złotego mogłyby wywołać jedynie zdarzenia, które są uznawane przez większość inwestorów i analityków za mało realne, takie jak wkroczenie armii rosyjskiej na wschód Ukrainy. 
 
Na początku, kiedy konflikt na Ukrainie się pojawił, wówczas polski złoty, jak i waluty innych rynków wschodzących, mocno tracił. Tylko i wyłącznie jakieś większe zawirowania, jakaś eskalacja tego konfliktu może spowodować osłabienie się w krótkim terminie wartości polskiego złotego. Natomiast w dłuższym terminie wszystko powinno wrócić do normy i polski złoty wróci do łask – przewiduje Maciej Leściorz.

Najwcześniejszy realny termin wejścia w życie ustawy o OZE to koniec 2016 r.

CEO Magazyn Polska

Wprowadzenie nowej ustawy o odnawialnych źródłach energii, zakładającej wprowadzenie systemu aukcyjnego, to zdaniem inwestorów krok w dobrą stronę. Przed Wielkanocą projekt ustawy przyjął rząd. Według osób związanych z branżą potrzebne jest jednak ustabilizowanie cen certyfikatów z wcześniejszych lat oraz wprowadzenie aukcji na farmy morskie wiatrowe. Najwcześniejszym realnym terminem wejścia w życie ustawy jest koniec 2016 r. 

–  Projekt ustawy o OZE daje pewną nadzieję na koniec bardzo dużej niepewności regulacyjnej, która była niekorzystna z punktu widzenia inwestycji w odnawialne źródła energii – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Zbigniew Prokopowicz, wiceprezes zarządu Polenergii, należącej do Kulczyk Investments.  

Rząd zaplanował wprowadzenie nowej ustawy w 2011 r. Od tej pory pojawiło się kilka projektów, z których żaden nie doszedł do skutku, co
zahamowało inwestycje w źródła odnawialne. Według przyjętego przez rząd projektu ustawy nowy system wsparcia dla OZE oparty będzie na aukcjach. Będą one przeprowadzane w zależności od zapotrzebowania na energię odnawialną i rozpisywane przez rząd. Dofinansowanie otrzyma przedsiębiorstwo, które zaproponuje najniższą cenę.

Oczywiście jest to na razie tylko decyzja rządu, przed nami droga parlamentarna i notyfikacja przez Unię Europejską – przypomina Prokopowicz. –  Spodziewamy się, że operacyjnie nowe przepisy mogą wejść w życie najwcześniej z końcem 2016 roku lub na początku 2017 roku – dodaje. 

Obecnie obowiązujący system zielonych certyfikatów wymaga od dystrybutorów energii osiągnięcia określonego poziomu udziału energii ze źródeł odnawialnych. Jeśli firma zrealizuje ten cel, otrzymuje zielony certyfikat, który może sprzedać na Towarowej Giełdzie Energii. W przeciwnym razie płaci opłatę zastępczą. Przez 15 lat obydwa systemy mają współistnieć. Jak zauważa Prokopowicz, obecnie na rynku istnieje nadpodaż zielonych certyfikatów.

Dotyczy to certyfikatów z lat poprzednich, gdyż obecnie system jest zbilansowany – mówi Prokopowicz. – Uważam, że trzeba zlikwidować tę nadwyżkę, tak, aby ceny certyfikatów mogły się ustabilizować. Stanowiłoby to pewną bazę do podjęcia decyzji inwestycyjnych – dodaje. 

Jego zdaniem dążenie do przyjęcia ustawy to krok w dobrą stronę, jednak potrzebne są pewne poprawki. Jedną z nich jest wejście w życie zapisów dotyczących systemu certyfikacyjnego od razu po zatwierdzeniu ustawy przez parlament, a jeszcze przed notyfikacją przez UE.

Po drugie, warto, by w ramach tej ustawy pojawiły się zapisy pozwalające na organizację aukcji w perspektywie 20162017 roku na morskie farmy wiatrowe lub inne istotne technologie – przekonuje Prokopowicz. – Chodzi o technologie, które wspomagałyby produkcję energii z odnawialnych źródeł. Zatem jako inwestorzy oczekujemy tych dwóch podstawowych zmian – dodaje rozmówca Newserii Biznes.  

Firmy pożyczkowe: rządowe propozycje regulacji rynku pożyczkowego nierówno traktują podmioty na nim działające

CEO Magazyn Polska

Zdaniem przedstawicieli branży pożyczkowej, prace legislacyjne nad rządową propozycją założeń do projektu ustawy regulującej rynek pożyczek pozabankowych są prowadzone bez dostatecznej konsultacji z zainteresowanymi podmiotami. Część ekspertów z branży zarzuca im sprzeczność z Konstytucją RP oraz regulacjami unijnymi, głównie przez nierówne traktowanie podmiotów działających na rynku. Branża zapowiada kontynuację kampanii wyrażającej sprzeciw wobec tych zmian prawnych.

Zmiany są sprzeczne w szczególności z dyrektywami regulującymi rynek pożyczek pozabankowych, ponieważ posługują się wskaźnikami, o których nic nie mówią przepisy Unii Europejskiej, i wprowadzają w Polsce rozróżnienie bardzo niekorzystne dla określonego rodzaju pożyczek – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Stefan Cieśla radca prawny, specjalista ds. finansowych i pełnomocnik Profi Credit.

Stefan Cieśla w piśmie do Ministerstwa Finansów zwraca uwagę na to, że zgodnie z ustawą o działalności lobbingowej podmioty, których dana regulacja dotyczy, mają prawo do uczestniczenia w konsultacjach. Jednak według Cieśli prawa te są lekceważone. Jego zdaniem proponowany projekt ustawy dyskryminuje dwa z trzech rodzajów pożyczek pozabankowych, czyli większość rynku: tzw. chwilówki, czyli pożyczki na okres do trzech miesięcy, oraz pożyczki długoterminowe udzielane na okres powyżej 2 lat.

Przyjęte przez rząd rozwiązania faworyzują pożyczki od 3 miesięcy do 2 lat i praktycznie eliminują z rynku pożyczki udzielane na dłużej niż 2 lata – twierdzi Cieśla.

Jego zdaniem jest to sprzeczne z zasadą równej konkurencji i utrudnia dostęp do finansowania pewnym grupom.

Mamy w Polsce tzw. umowy śmieciowe, umowy zlecenia, umowy na czas określony, co sprawia, że ludzie nie mogą wykazać zdolności kredytowej i uzyskać kredytu w banku. Do tej pory korzystali z finansowania firm pożyczkowych, co może im zostać zabrane – twierdzi Cieśla.  

Kolejną wadą rozwiązania jest wycofanie się z planu stworzenia rejestru firm pożyczkowych. W efekcie – jak przekonuje ekspert – cel ustawy, jakim jest zapewnienie klientowi bezpieczeństwa, nie zostanie osiągnięty. Przedstawiciele branży zapowiadają kontynuację działań mających na celu niedopuszczenie do ostatecznego przyjęcia ustawy w obecnym kształcie.

Prowadzona jest szeroka akcja społeczna i podmioty udzielające pożyczek protestują przeciwko tego rodzaju rozwiązaniom – mówi Stefan Cieśla. – Przedstawiamy ekspertyzy i dokumenty świadczące m.in. o tym, że proponowane rozwiązania są sprzeczne także z naszą konstytucją, gdyż wprowadzają nierównomierne traktowanie podmiotów. Zobaczymy, jaki będzie rezultat tych działań – dodaje.

Przejrzysty, zgodny z prawem styl działania podnosi wartość przedsiębiorstwa i przyciąga inwestorów z dużymi pieniędzmi

0

CEO Magazyn Polska

Globalne korporacje przenoszą na polski rynek zasadę compliance, czyli przejrzystości i działania w absolutnej zgodności z prawem, stosowaną szeroko w krajach rozwiniętych. Stopień jej funkcjonowania jest miarą dojrzałości rynku. Jeżeli większość przedsiębiorstw będzie działać zgodnie z prawem, zmaleje liczba nadużyć, a wzrośnie konkurencyjność gospodarki i pozytywne postrzeganie polskich firm przez kapitał zagraniczny. Zyskiem z korzystania z compliance będzie więc napływ dużego kapitału.

Za compliance, który wyłonił się z audytu i kontrolingu, uważa się zespół procedur, które mają za zadanie zapobiegać ryzyku prawnemu, stratom związanym z niepożądanymi, niekontrolowanymi procesami zachodzącymi w przedsiębiorstwie oraz dostosowywaniem się do wymagań przepisów prawa nałożonych przez regulatorów. Jego początki sięgają lat 90. ubiegłego wieku, kiedy to w USA wykrywano kolejne przestępstwa gospodarcze. 

W Polsce to działania stosunkowo nowe, wprowadzane zazwyczaj przez globalne korporacje, których filie muszą się dostosować do reguł przyjętych w firmie matce. Ze względu na rosnące zainteresowanie w 2011 r. 49 członków założycieli reprezentujących banki, domy maklerskie, firmy prawnicze i doradcze powołało do życia Stowarzyszenie Compliance Polska, które rok później skupiało już ponad 100 członków i prawie 50 podmiotów. 

– Korporacje globalne mają swoje własne systemy zarządzania ryzykiem compliance – mówi Marcin Gomoła, odpowiedzialny za dział compliance w T-Mobile Polska, w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes. – Jeśli chodzi o oddziały czy firmy zależne od spółek zagranicznych, to właściwie większość, jeżeli nie wszystkie, posiada taką funkcję. Ważne jest, by tę funkcję zaczęły stosować również polskie przedsiębiorstwa, bo jest to taki wyznacznik dojrzałości rynku. Rynek dojrzały ma funkcje zgodności, bo ta z kolei przyciąga kapitał, który nie jest kapitałem o dużym apetycie na ryzyko, za to jest to bardzo duży kapitał.

Jego zdaniem funkcja compliance może być wyznacznikiem dojrzałości rynku, a dojrzały rynek przyciąga duży kapitał, który z reguły unika ryzyka, związanego z konfliktem interesów czy nieprawidłowościami prawnymi. Jeżeli większość przedsiębiorstw będzie działać zgodnie z prawem, zmaleje liczba nadużyć i wzrośnie konkurencyjność gospodarki, dzięki czemu polskie firmy zaczną być lepiej postrzegane przez kapitał zagraniczny. 

– Bardzo łatwo zauważyć korelację pomiędzy wartością przedsiębiorstwa a istnieniem bądź nieistnieniem compliance – przekonuje Marcin Gomoła. 

Spółki z aktywnym i działającym compliance mają wyższy rating i większą wartość rynkową. Ułatwia to podpisywanie kontraktów z inwestorami, zwiększa zaufanie akcjonariuszy.  

Dodatkowo funkcja compliance jest brana pod uwagę przy finansowaniu dłużnym przez banki, które przy mniejszym ryzyku mogą zastosować niższą marżę i tym samym obniżyć koszty. 

Trudno mierzyć kwotowo wprowadzenie compliance w przedsiębiorstwach. Wszystko zależy od branży, rynku, kraju. Jeśli rynek jest obarczony konfliktem interesów, korupcją, zależy w dużej mierze od zamówień publicznych, to wprowadzenie compliance będzie miało inne koszty niż na rynku, który jest ustabilizowany i dojrzały.  

Kosztem organizacyjnym przy wprowadzaniu compliance jest konieczność powołania wewnątrz przedsiębiorstwa działu zajmującego się wyłącznie funkcją compliance i niezależnego od innych departamentów z wyjątkiem najwyższego kierownictwa.

– To musi być niezależny, odpowiednio wysoko umocowany  organ, który raportuje do zarządu bądź do rady nadzorczej i korzysta z przywileju nietykalności w wyrażaniu opinii – podsumowuje Gomoła.