Rekordowa liczba zeznań podatkowych została wysłana przez internet. Jest już 5 milionów e-PIT-ów

CEO Magazyn PolskaZ roku na rok coraz więcej osób rozlicza się z fiskusem przez internet. W tym elektronicznie wysłano już 5 mln e-PIT-ów. Dla tych, którzy z wypełnieniem formularzy czekają do ostatniego momentu,  wysłanie PIT-u drogą elektroniczną może być dobrym rozwiązaniem, bo znacznie przyspieszy i ułatwi całą procedurę.

Obserwujemy coraz większe zainteresowanie przesyłaniem PIT-ów przez internet, i to nas bardzo cieszy. W 2011 roku odliczaliśmy do pierwszego miliona, w 2012 roku – do drugiego, w 2013 roku – do trzeciego, dzisiaj odliczamy do pięciu milionów. Mamy nadzieję pobić ten rekord – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Wiesława Dróżdż, rzeczniczka Ministerstwa Finansów.

Rozliczenie się z urzędem skarbowym drogą elektroniczną jest nie tylko najłatwiejszym, lecz także najbezpieczniejszym i najtańszym sposobem.

Oszczędzamy czas na dojazd do urzędu skarbowego, a co za tym idzie, również czas na stanie w kolejce do okienka. Oszczędzamy pieniądze na znaczek pocztowy, który ewentualnie chcielibyśmy nakleić na list, który trzeba zanieść do skrzynki pocztowej. Wystarczy dzisiaj podłączenie do internetu, komputer, wygodny fotel, PIT za zeszły rok, ponieważ przychód z tego PIT-u będzie nam potrzebny do podpisu elektronicznego naszego zeznania, i około siedmiu do dziesięciu minut, żeby wypełnić elektroniczny druk – mówi Wiesława Dróżdż.

Elektroniczne wysłanie formularza pomoże także ustrzec się najczęstszych błędów, jakie popełniają podatnicy – przede wszystkim mowa tu o błędach rachunkowych czy o braku podpisu na zeznaniu. W sytuacji, gdyby zeznanie było wypełniane i wysyłane w tradycyjny sposób, urzędnicy nie mają możliwości poprawy ewentualnych błędów. Wówczas podatnik jest wzywany przez urząd skarbowy do korekty zeznania albo – w przypadku braku podpisu – do jego uzupełnienia.

Jeżeli decydujemy się na formę elektroniczną, takich błędów nie zrobimy. Po pierwsze, system wyliczy za nas wysokość podatku, a po drugie nie przyjmie naszego zeznania rocznego, jeżeli nie będzie tam wypełnionych wszystkich wymaganych pól, czyli między innymi naszego podpisu – zaznacza Dróżdż.

Jak wskazują statystyki Ministerstwa Finansów, rozliczenie z fiskusem drogą elektroniczną najczęściej wybierają osoby w wieku 31–40 lat – to niemal 28 proc. wszystkich przekazanych rozliczeń. Wśród młodszych osób, do 30. roku życia, taki sposób rozliczenia wybiera ponad 21 proc. podatników.

Po 10 latach w Unii Polska niemal podwoiła PKB. Kolejna perspektywa będzie trudniejsza

CEO Magazyn Polska

Na tle nowych i starych krajów członkowskich Unii Europejskiej Polska bardzo dużo zyskała dzięki dobrze wykorzystanym środkom unijnym uważa Jerzy Kwieciński, były wiceminister rozwoju regionalnego. Polski PKB wzrósł o dwie trzecie, a eksport – prawie trzykrotnie. Na wspólnym unijnym rynku korzystają przedsiębiorcy, którzy mają większy rynek zbytu, a także pracownicy, którzy mogą przemieszczać się po krajach UE w poszukiwaniu pracy. W najbliższych latach konieczne będzie jednak dostosowanie się do nowych priorytetów wspólnoty, jak wzrost innowacyjności i wykorzystania odnawialnych źródeł energii.

Polski PKB wzrósł z 924 mld w 2003 r. do ponad 1,6 bln zł w ubiegłym, a eksport jest dwa i pół razu wyższy. Do krajów członkowskich UE eksportujemy ponad trzy razy więcej niż przed akcesją.

Wynika to z uczestnictwa Polski w bardzo dużym rynku Unii Europejskiej. Jest to zdecydowanie najważniejszy ze wszystkich czynników, który wpływa na te nasze sukcesy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Jerzy Kwieciński, były wiceminister rozwoju regionalnego i ekspert BCC. – Korzystamy z funduszy unijnych, które do nas napływają, przede wszystkim na inwestycje. I korzystamy jako społeczeństwo ze swobodnego wyboru miejsca pracy, poruszania się. To sprawiło, że jakość naszego życia stała się wyższa.

Jak podkreśla, najbardziej na akcesji skorzystało Mazowsze i sama Warszawa. Województwo jest pod względem rozwoju gospodarczego powyżej unijnej średniej, a sama stolica – gdyby ją wyłączyć z województwa – byłaby jednym z najbogatszych miast w całej UE.

Skorzystały również regiony, które są stosunkowo niedaleko położone od centrum Unii Europejskiej, czyli województwa dolnośląskie, wielkopolskie i śląskie, które jednocześnie były bardzo dobrze skomunikowane z resztą Unii Europejskiej, czy to trasami drogowymi, kolejowymi, czy lotniczymi. Regiony, które są dalej od centrum Unii Europejskiej, czyli regiony Polski Wschodniej, będąc jednocześnie gorzej skomunikowane, miały zdecydowanie mniejsze możliwości rozwoju. Ale trzeba wyraźnie powiedzieć, że wszystkie nasze regiony wyraźnie skorzystały na uczestnictwie w Unii Europejskiej – podkreśla Jerzy Kwieciński.

Z funduszy strukturalnych i Funduszu Spójności zostało zrealizowanych  bądź jest w trakcie realizacji prawie 140 tys. projektów o łącznym budżecie ponad 350 mld zł i wsparciu z UE na kwotę ponad 200 mld zł. Średnio na jedną osobę w Polsce Unia przekazała ok. 5 400 zł. Nie sprawdziły się więc zapowiedzi pesymistów, którzy wróżyli, że Polska będzie musiała zwracać do unijnego budżetu nawet połowę dotacji.

Oczywiście są pewne problemy, ale jeżeli porównujemy siebie z innymi krajami członkowskimi Unii Europejskiej, naprawdę wypadamy nieźle. Zwłaszcza że pieniędzy unijnych mamy zdecydowanie najwięcej ze wszystkich krajów członkowskich. To stawia przed nami znacznie większe wyzwania aniżeli przed innymi krajami członkowskimi – mówi Kwieciński.

Do tej pory większość inwestycji dotyczyła infrastruktury i na nią poszło najwięcej unijnych pieniędzy. W nowej perspektywie finansowej 2014–2020 zmieniają się priorytety, środki unijne muszą przede wszystkim być przeznaczane na poprawę innowacyjności.

– Niestety była to – i nadal jest – nasza bolączka. Nie tylko naszego kraju, naszego społeczeństwa, lecz przede wszystkim naszej gospodarki. Musimy oprzeć konkurencyjność naszej gospodarki w najbliższych latach na innowacyjności, a nie tylko na niskich kosztach pracy czy na samym uczestnictwie Polski w Unii Europejskiej – mówi były minister rozwoju regionalnego. – Kolejnym wyzwaniem dla nas będą środki przeznaczane na rynek pracy. Pomimo sporych pieniędzy, do tej pory,jakość naszego kapitału ludzkiego, a szczególnie jego dostosowanie do wymogów rynku pracy, nadal są dla nas bardzo dużym wyzwaniem.

Innym problemem, z którym Polska będzie musiała się zmierzyć do 2020 roku, będzie dostosowanie się do wymagań unijnych dotyczących ochrony środowiska.

Będziemy mieli olbrzymie wyzwania związane z gospodarką niskoemisyjną, bo to jest nowy priorytet Unii Europejskiej, który zakłada promowanie wykorzystania odnawialnych źródeł energii i zwiększenie efektywności energetycznej. Ale to jak najbardziej jest ujęte w celach naszego kraju i powinno pozwolić nam na większą niezależność energetyczną w przyszłości – podsumowuje Jerzy Kwieciński.

W ofercie banków pojawią się odwrócone kredyty hipoteczne. Rząd przyjął projekt regulacji w tym zakresie

CEO Magazyn Polska

Rząd przyjął projekt Ministerstwa Finansów dotyczący ustawy o odwróconym kredycie hipotecznym. Jeśli ustawa zostanie przyjęta przez Sejm i Senat, to banki będą mogły udzielać osobom starszym kredytów, których zabezpieczeniem będzie posiadana przez nich nieruchomość. Resort finansów zapewnia, że ustawa zawiera wystarczające regulacje chroniące klientów. Jeśli nowy produkt zyska popularność, w konsekwencji zwiększy się podaż nieruchomości na rynku.

Odwrócona hipoteka w tej chwili na polskim rynku nie funkcjonuje z tego względu, że był szereg barier prawnych, które musieliśmy wyeliminować, żeby banki mogły ją zaoferować – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Agnieszka Wachnicka, zastępca dyrektora Departamentu Rozwoju Rynku Finansowego w Ministerstwie Finansów. – One już od dawna monitorują sytuację prawną na rynku w zakresie tego produktu. Zakładamy, że już prowadzą analizy i przygotowują się do tego, żeby móc go zaoferować. Sądzimy więc, że nastąpi to szybko, co nie znaczy, że produkt będzie w ofercie wszystkich banków.

We wtorek rząd przyjął projekt ustawy o odwróconym kredycie hipotecznym i zdecydował o skierowaniu go do Sejmu. Wprowadzenie tego produktu do oferty banków ma pomóc starszym osobom podreperować domowy budżet. Odwrócona hipoteka polega na tym, że bank wypłaca klientowi – zazwyczaj właśnie osobie starszej – daną kwotę kredytu (jednorazowo lub np. co rok lub co miesiąc), którego zabezpieczeniem jest posiadana przez klienta nieruchomość.

Po śmierci kredytobiorcy dana nieruchomość nie staje się automatycznie własnością banku. To do spadkobierców klienta należy decyzja, czy spłacą w banku wypłacony do tej pory kredyt i zachowają nieruchomość czy też przeniosą prawo własności nieruchomości na bank.

Choć ustawa nie precyzuje, kto może korzystać z odwróconego kredytu, to zapewne same banki wprowadzą limit wiekowy dla klientów. W tym przypadku młodszy wiek klienta oznacza bowiem większe ryzyko dla banku.

Resort finansów, pracując nad nowymi regulacjami, koncentrował się na odpowiednim zabezpieczeniu interesów klientów.

Jednym z elementów jest możliwość odstąpienia od umowy. Standardowo przy kredycie konsumenckim mamy na to 14 dni od jej zawarcia, tutaj przedłużyliśmy ten termin do 30 dni. Wzięliśmy pod uwagę, że grupą beneficjentów tego produktu będą osoby starsze, które być może będą potrzebowały więcej czasu na podjęcie takiej decyzji i namyślenie się, czy ta oferta była odpowiednia – mówi Wachnicka.

Banki będą też musiały przekazać potencjalnemu klientowi – co najmniej na 7 dni przed podpisaniem umowy – formularz informacyjny. Jego wzór zostanie określony w rozporządzeniu ministra finansów. To oznacza, że w każdym banku kredytobiorca otrzyma informacje na takim samym formularzu, dzięki czemu łatwiej będzie mu porównać oferty.

W formularzu znajdą się wszystkie istotne informacje dotyczące produktu – a więc prawa i obowiązki stron, kwota kredytu, jej stosunek do wartości nieruchomości i dodatkowe opłaty – dodaje przedstawicielka Ministerstwa Finansów.

Ustawa przewiduje także możliwość wcześniejszej, bezpłatnej spłaty kredytu oraz ogranicza odpowiedzialność klienta maksymalnie do wartości nieruchomości. Precyzuje też przypadki, w których bank może wypowiedzieć umowę przed terminem. Chodzi tu o zaniedbywanie przez klienta swoich podstawowych obowiązków, takich jak płacenie podatków, związanych z nieruchomością, dokonywanie niezbędnych napraw czy utrzymywanie nieruchomości w odpowiednim stanie. Jeżeli kredytobiorca naruszy te obowiązki, to bank będzie mógł wypowiedzieć umowę, ale nie od razu.

Najpierw będzie musiał kredytobiorcę wezwać do tego, żeby przestał te obowiązki naruszać, a jeśli to nie poskutkuje, to będzie musiał zażądać upoważnienia do wypełniania tych obowiązków w imieniu klienta. Bank będzie mógł wypowiedzieć umowę dopiero wtedy, gdy kredytobiorca nie zechce nawet podpisać tego upoważnienia – tłumaczy Wachnicka.

Jej zdaniem przyjęcie ustawy może mieć również wpływ na rynek nieruchomości – przekazywane bankom nieruchomości będą trafiały na rynek, co doprowadzi do zwiększenia podaży nieruchomości, a w konsekwencji do obniżki cen.

Zastąpienie bramek na autostradach elektronicznym poborem opłat pozwoli zaoszczędzić ponad 15 mld zł do 2025 r.

CEO Magazyn Polska

Polscy kierowcy tracą z powodu korków przed autostradowymi bramkami w sumie 8 mln godzin w ciągu roku. Do tego dochodzą koszty w postaci większego zużycia paliwa, które szacuje się nawet na 5 mln litrów i wyższa emisja dwutlenku węgla. Analitycy firmy doradczej Audytel SA i Centrum Analiz Transportowych i Infrastrukturalnych policzyli, że wprowadzenie elektronicznego poboru opłat na całej sieci autostrad w kraju przyniosłoby do 2025 roku 15,2 mld zł oszczędności w skali całej gospodarki.

Braliśmy pod uwagę trzy scenariusze. Jeden to kontynuacja stanu istniejącego, czyli wykorzystanie w dalszym ciągu manualnych punktów poboru opłat. Ten scenariusz jest dość słaby, zwłaszcza z punktu widzenia użytkowników autostrad, którzy korzystają z nich w czasach szczytu komunikacyjnego i stoją w korkach – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Emil Konarzewski, partner zarządzający Audytel SA.

Korki przed punktami poboru opłat mają negatywne skutki nie tylko dla kierowców i środowiska naturalnego, lecz także operatorów autostrad. W okresach wzmożonego ruchu, takich jak np. święta czy długie weekendy, część kierowców rezygnuje z przejazdu autostradami. W rezultacie niska przepustowość punktów poboru opłat obniża przychody operatorów.

Drugi scenariusz, który wzięliśmy pod uwagę, to pełna elektronizacja wszystkich systemów poboru na autostradach w Polsce. W tym scenariuszu zakładamy, że istniejące systemy manualne stopniowo zostałyby po prostu zastąpione wszędzie przez systemy elektroniczne – wyjaśnia Konarzewski.

Według analizy firmy doradczej Audytel SA i Centrum Analiz Transportowych i Infrastrukturalnych, scenariusz numer dwa jest najbardziej korzystny ekonomicznie, ponieważ do 2025 r. pozwoli uzyskać oszczędności w wysokości 15,2 mld zł. Jego realizacja wymagałaby objęcia elektronicznym systemem także tych odcinków autostrad, które są obecnie zarządzane przez prywatnych koncesjonariuszy. Jednak nawet gdyby pominąć odcinki prywatnych zarządców, to oszczędności i tak przekroczyłyby 12 mld zł.

To jest scenariusz mieszany, który przewiduje, że na części odcinków autostrad, zwłaszcza tych, gdzie w tej chwili już są zainstalowane systemy manualne, one po prostu by pozostały. Natomiast wszystkie inne, nowe odcinki, gdzie jeszcze nie ma żadnych inwestycji w systemy, od razu byłyby budowane w taki sposób, żeby można było tam stosować systemy elektroniczne. Ten pośredni wariant jest i tak lepszy od utrzymywania tylko i wyłącznie  systemów manualnych – twierdzi partner zarządzający Audytel SA.

Ze względu na oszczędności dla kierowców i operatorów, do pełnej elektronizacji poboru opłat dążą w większości również inne kraje europejskie. Elektroniczne systemy są powszechne, zwłaszcza w odniesieniu do pojazdów ciężarowych, i teraz dąży się do ich rozszerzenia na pojazdy lekkie.

W przypadku pojazdów ciężkich bardzo duża część jest oparta na systemie i winietowym, i elektronicznym. Systemów manualnych jest relatywnie mało i będzie ich coraz mniej. Natomiast w systemach dla pojazdów lekkich jest nieco inaczej. Zdecydowana przewaga należy dziś do systemów winietowych, ale już zmierzających w kierunków elektronicznych – mówi Anna Dąbrowska, prezes Centrum Analiz Transportowych i Infrastrukturalnych (CATI) w Warszawie.

Według prezes CATI obok efektywności ekonomicznej za wprowadzeniem systemu elektronicznego w Polsce przemawia także to, że funkcjonuje on już w odniesieniu do pojazdów ciężkich.

My już okres winietowy mamy za sobą, nie będziemy do niego wracać z całą pewnością, w związku z czym de facto do wyboru zostają nam dwa  manualny i elektroniczny. I ten wybór jako długoterminowy wybór jest dosyć prosty – uważa Dąbrowska.

Przed długimi weekendami Polacy wypożyczają kabriolety, auta sportowe i większe vany. Jenak rynek wynajmu aut w Polsce wciąż daleko za zachodnimi sąsiadami

CEO Magazyn Polska

Coraz więcej Polaków przekonuje się do wypożyczania samochodów. Rynek – na wzór rynków zachodnich – rozwija się dynamicznie, choć przede wszystkim w dużych aglomeracjach. Zainteresowanie ofertą wypożyczalni rośnie szczególnie przed długimi weekendami czy w okresie wakacyjnym. Klienci poszukują wtedy kabrioletów i sportowych aut lub większych, rodzinnych vanów. Ale z wypożyczalni chętnie korzystają też duże korporacje i mniejsze firmy.

– Rynek w Polsce rozwija się bardzo dynamicznie. Perspektywy są bardzo dobre, dlatego że możemy się odnieść do rynków zachodnich, chociażby do niemieckiego. Tam wypożyczanie samochodów jest czymś zupełnie normalnym, co nikogo nie dziwi. W Polsce również staje się powoli standardem, ale wciąż tylko w dużych aglomeracjach – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Łukasz Żurek, dyrektor zarządzający ds. leasingu w Sixt rent a car Polska.

Wysoki potencjał wzrostu rynku i wciąż niewielka konkurencja sprawiają, że firmy wypożyczające samochody z optymizmem patrzą na polski rynek. Rosnąca popularność wynajmu samochodów sprawia, że na rynku zaznaczają się wyraźne segmenty, np. mniej zamożnych klientów, małych i średnich firm, korporacji czy wreszcie klientów wymagających i zamożnych.

– Od tego, kto wypożycza, zależy, na jak długo i jakie to są samochody. Wiadomo, że korporacje mają swoje odgórne postanowienia, co wypożyczać, komu i za ile, i do tego wtedy musimy się dostosować – tłumaczy Żurek.

W okresie wakacyjnym lub w czasie długich weekendów popularność wypożyczalni aut rośnie. Najczęściej poszukiwane są duże samochody rodzinne lub sportowe. Część zamożnych klientów lub miłośników motoryzacji poszukuje wtedy konkretnej marki lub modelu.

–  Długie weekendy są planowane przez naszych klientów już od dłuższego czasu. Wtedy królują samochody, które dają trochę smaku motoryzacji, są to samochody typu cabrio, samochody sportowe czy też samochody typu van, które mają miejsca na siedem osób i dzięki temu mieści się cała rodzina – mówi dyrektor w Sixt rent a car Polska.

Naturalną konsekwencją dużej segmentacji rynku wynajmu aut są też znaczne różnice w cenach. Firma Sixt, wypożyczając droższe samochody, dodatkowo ogranicza ryzyko, stawiając wyższe wymagania kierowcom – muszą oni mieć ukończone co najmniej 25 lat i posiadać prawo jazdy od 3 lat. W przypadku samochodów z klasy ekonomicznej minimalny wiek kierowcy to 19 lat, a jego staż – rok.

– Ceny są bardzo zróżnicowane w zależności od modelu samochodu. Oferujemy samochody od klasy samochodów ekonomicznych typu Ford Fiesta, Renault Clio, do samochodów luksusowych, bardzo drogich, jak modele Mercedesa MG czy samochód sportowy typu Camaro. To są auta, które klienci od nas biorą na urlopy czy krótsze lub dłuższe wycieczki – podkreśla Łukasz Żurek.

Klienci biznesowi, podobnie jak i prywatni, są bardzo zróżnicowaną grupą pod względem potrzeb, dlatego firmy stosują różne narzędzia marketingowe. Wśród nich są rabaty, programy lojalnościowe czy udogodnienia pozwalające szybciej rezerwować samochody.

– Mamy całą masę promocji i bonusów. Prowadzimy programy lojalnościowe dla naszych klientów, które pozwalają nam wynajmować taniej, oraz wynajmować łatwiej i szybciej. Każdy znajdzie w pakiecie coś ciekawego, zarówno duża korporacja, która chce podpisać stałą umowę na wiele lat, jak i klient, który potrzebuje samochodu na kilka godzin – twierdzi Łukasz Żurek.

Udogodnieniem jest również to, że ze względu na dużą sieć punktów wynajmu w kraju i za granicą klient może wypożyczyć auto w jednym mieście, a oddać do wypożyczalni w innym.

Co roku przybywa 6 tys. chorych na białaczkę. W bazie dawców szpiku w Polsce jest 0,5 mln dawców, w Niemczech 5 mln

CEO Magazyn PolskaCo roku w Polsce przybywa ponad 6 000 nowych przypadków białaczki. Dla wielu chorych jedyną szansą na życie jest przeszczepienie szpiku lub komórek macierzystych. W polskiej bazie dawców niespokrewnionych jest około 500 tys. potencjalnych dawców, natomiast w niemieckiej jest ich 5 mln. Tymczasem prawdopodobieństwo znalezienia dawcy szpiku wynosi 1:25 tys. Transplantację szpiku propagować będą w ten weekend wolontariusze KGHM, którzy przejadą na rowerach ponad 400 km.

Od 1 do 4 maja pokonamy ponad 400 km na rowerze, informując o tym, że przeszczep szpiku jest metodą walki z białaczką, że ratuje życie. W miejscach postoju będziemy rejestrować potencjalnych dawców szpiku. Akcja „Rowerem po szpik” organizowana jest po raz pierwszy. W długi weekend majowy poświęcamy swój czas. Jesteśmy przeszkoleni, będziemy szukać, informować i uświadamiać, co to jest białaczka, jak walczyć z tą chorobą i jak łatwo uratować komuś życie – mówi agencji informacyjnej Newseria Bogusław Godlewski, koordynator wolontariatu w KGHM Polska Miedź SA.

Kilkudziesięciu pracowników, wolontariuszy KGHM, przejedzie z Lubina do Kołobrzegu w ramach akcji „Rowerem po szpik dla Justyny”. Wolontariusze będą rejestrować potencjalnych dawców szpiku od godziny 13 w następujących miejscowościach: 1 maja w Nowym Tomyślu, 2 maja w Choszcznie i przez dwa dni (3, 4 maja) w Kołobrzegu. Podczas rejestracji odbędzie się również kwesta na rzecz chorej na chłoniaka Justyny Husarek.

Akcja odbywa się w ramach programu wolontariackiego w KGHM „Miedziane serce”. KGHM zapewnia odpowiedni sprzęt, zabezpieczenie medyczne i logistyczne akcji.

To jest pomysł naszych pracowników, wolontariuszy z KGHM-u, którzy postanowili połączyć swoją pasje, jeżdżenie na rowerze, ze szczytną ideą. Ponieważ organizujemy bardzo dużo tego typu akcji i rejestracji potencjalnych dawców szpiku, zarejestrowaliśmy już ponad 800 osób. Wśród tych 800 osób trzy osoby oddały szpik – wyjaśnia Bogusław Godlewski.

Wolontariusze z KGHM, którzy brali udział w „Biegu Piastów” czy w Festiwalu Biegowym Forum Ekonomicznego w Krynicy, zdają sobie sprawę z tego, że im więcej osób zarejestruje się w Krajowym Banku Dawców Szpiku, tym większe szanse na odnalezienie genetycznego bliźniaka, który może pomóc choremu na białaczkę.

Co godzinę w naszym kraju ktoś dowiaduje się, że choruje na białaczkę i że to jest choroba śmiertelna. W polskiej bazie dawców jest około 500 tys. potencjalnych dawców szpiku, natomiast w niemieckiej jest ich 5 mln. Proszę zobaczyć, jaka to duża różnica i jaka skala – podsumowuje Godlewski.

Drużyna Szpiku KGHM należy do ogólnopolskiej Fundacji Dar Szpiku im. Anny Wierskiej w Poznaniu. Została utworzona przez pracowników spółki i zajmuje się propagowaniem zdrowego trybu życia i organizacją akcji rejestracji potencjalnych dawców.

Co dziesiąty aktywny zawodowo Polak pracuje za granicą. Od jutra otwiera się kolejny rynek pracy – w Szwajcarii

CEO Magazyn Polska

Od 2004 r. z Polski wyjechało za pracą tyle osób, ile mieszka w Warszawie, czyli blisko 2 mln pracowników i przedsiębiorców, głównie na rynki starej unijnej piętnastki. To najwięcej spośród państw naszego regionu, z wyjątkiem Rumunii, skąd wyjechało 2,4 mln osób. W ostatnim czasie zjawisko ponownie przybrało na sile, wbrew oczekiwaniom, że będą następowały powroty do kraju. W rezultacie obecnie aż 10 proc. aktywnych zawodowo Polaków pracuje poza granicami kraju – wynika z raportu think-tanku CEED Institute.

Wyjeżdżają młode roczniki, które w dużej mierze osiedlają się już za granicą, nie chcą wracać i ściągają do siebie rodziny. To powoduje, że będzie nas jeszcze więcej ubywać, że będziemy się starzeć szybciej, niż miałoby to miejsce w sytuacji, kiedy ci Polacy zostawaliby w kraju – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Katarzyna Zajdel-Kurowska, członek zarządu NBP.

Jeszcze szybsze starzenie się społeczeństwa grozi wyhamowaniem wzrostu gospodarczego w Polsce, a taki scenariusz uniemożliwiłby szybki wzrost płac, który jest potrzebny do ograniczenia skali emigracji. Z perspektywy wyjeżdżającego pracownika lub przedsiębiorcy emigracja jest korzystna, bo pozwala podnieść poziom życia i rozwijać nowe umiejętności. Często jest też jedyną szansą na pracę za godziwą płacę.

Bilans na poziomie kraju, który traci potencjalnych pracowników, jest jednak negatywny. Ekonomiści nie mają wątpliwości, że w dłuższym okresie beneficjentami zjawiska migracji są kraje przyjmujące, czyli np. Irlandia, Wielka Brytania i Niemcy. Zyskują na tym tamtejsze firmy, jak również budżety państw, tymczasem w Polsce skala emigracji powiększa i tak duży deficyt w Funduszu Ubezpieczeń Społecznych.

Nie ulega wątpliwości, że emigracja o dużej skali ma również wpływ na finanse publiczne. Ludzie, którzy pracują za granicą, z całą pewnością nie będą mieli wkładu do tutejszego systemu zabezpieczeń socjalnych. Czyli wyjeżdżając, wzbogacają w gruncie rzeczy w krótkim i długim okresie ten kraj, który ich gości – uważa Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu.

Bilans emigracji jest dla Polski negatywny także po uwzględnieniu napływu pieniędzy, jakie emigranci wysyłają do swoich rodzin.

Co roku do Polski trafia ponad 4 mld euro transferu z pracy Polaków za granicą. 3,5 mld euro z tych środków to są transfery z pracy Polaków w krajach unijnych. Można powiedzieć, że jest to ewidentnie korzyść wynikająca z tego, że po otwarciu granic w 2004 roku Polacy odważyli się poszukiwać pracy. Te środki na przestrzeni ostatnich 10 lat są dosyć imponujące, bo przekroczyły kwotę ponad 40 mld euro – twierdzi Katarzyna Zajdel-Kurowska.

W sytuacji wysokiego bezrobocia w Polsce (w marcu 13,5 proc.) negatywne następstwa emigracji dla polskiego rynku pracy są mało widoczne. Choć są branże, gdzie przedsiębiorcy od lat narzekają na niedostatek pracowników, to wciąż w wielu regionach i branżach jest więcej chętnych do pracy niż wolnych wakatów. Jednak postępujące ożywienie gospodarcze wraz z dalszym odpływem pracowników z Polski będzie stopniowo odsłaniać luki na rynku pracy. Teoretycznie istnieje możliwość, że w niektórych branżach mogą one zostać wypełnione, przynajmniej częściowo, przez pracowników ze Wschodu.

Nie powinniśmy zapominać o ponad milionie osób, które mogą mieć Kartę Polaka, ludzi, którzy historycznie są Polakami lub są drugim pokoleniem w rodzinach polskich, ale mieszkają za granicą. Te osoby powinny być w pierwszej części wskazywane jako potencjalni przyszli współpracownicy w Polsce, jako nasi przyszli emigranci – mówi Tomasz Misiak, prezydent Rady Nadzorczej Work Service.

Uzasadniona jest jednak wątpliwość, dlaczego to Ukraińcy, Białorusini lub Polacy mieszkający za wschodnią granicą mieliby preferować przeprowadzkę do Polski, zamiast od razu wyjeżdżać do Europy Zachodniej. Zwłaszcza że stopa bezrobocia w Niemczech i Wielkiej Brytanii jest dwukrotnie niższa niż w Polsce, a różnica w zarobkach – wciąż wysoka. Swoboda przepływu pracowników w UE zwiększa znaczenie różnic w zarobkach i warunkach pracy jako czynników decydujących o miejscu migracji.

Rozwiązanie w postaci napływu siły roboczej z zewnątrz, ze Wschodu, będzie trwało kilka, w najlepszym wypadku kilkanaście lat. Później to się skończy, bo ci ludzie będą albo u siebie znajdowali porównywalną pracę i zarobki albo będą emigrowali dalej w poszukiwaniu lepszego życia. Więc to na pewno nie jest rozwiązanie, które powinno nas satysfakcjonować – uważa Janusz Jankowiak.

Według Michała Boniego, byłego ministra pracy i polityki socjalnej, dla polskich emigrantów jeszcze ważniejsza od różnicy zarobków jest większa stabilność zatrudnienia i łatwiejszy start zawodowy w Europie Zachodniej. Dlatego, jak podkreśla, polityka mająca na celu wyhamowanie zjawiska emigracji zarobkowej musi koncentrować się z jednej strony na pobudzaniu wzrostu gospodarczego, a z drugiej – na poprawie warunków zatrudnienia młodych Polaków.

– Programy skierowane do ludzi młodych, bo oni w dużej większości są gotowi do wyjazdu, mają powodować, że łatwiej im będzie o pracę, a także o stabilność pracy. To jest istotne  nie może być bowiem takiej sytuacji, w której młodzi ludzie będą mieli poczucie, że w Wielkiej Brytanii znajdą trwałe i stabilne zatrudnienie łatwiej niż w Polsce – podkreśla Michał Boni.

Ostatni dzień na rozliczenie z fiskusem i korektę zeznania bez strat

0

Na rozliczenie się z urzędem skarbowym został tylko jeden dzień. Ci, którzy zeznanie już złożyli, powinni sprawdzić, czy nie ma w nim żadnej pomyłki. Korekta zeznania podatkowego powinna zostać złożona możliwie jak najszybciej – złożenie jej do końca okresu rozliczeniowego nie powoduje żadnych negatywnych konsekwencji.  Im dłuższa będzie zwłoka, tym wyższe będą odsetki. Traci się też prawo do części korzystnych rozwiązań.

– Jeśli korekta wpłynie do urzędu skarbowego przed 30 kwietnia i wynika z niej obowiązek dopłacenia podatku, to musimy to zrobić, ale bez konieczności płacenia odsetek od zaległości podatkowych. Wpłata korekty do końca kwietnia oznacza, że mieścimy się jeszcze w terminie zeznania i wpłacenia podatku. Jeśli zorientujemy się po 30 kwietnia, że musimy zrobić korektę, to wówczas może okazać się, że należy obliczyć odsetki od zaległości podatkowych – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes Dominika Dragan-Berestecka, doradca podatkowy z kancelarii Ożóg i Wspólnicy.

Niezależnie od terminu złożenia korekty, należy dołączyć do niej również wyjaśnienie. Nie musi być długie, jednak powinno tłumaczyć przyczyny składania korekty.

Przekroczenie terminu uniemożliwia podatnikowi skorzystanie z preferencyjnych form rozliczenia.

 – Złożenie korekty po 30 kwietnia skutkuje tym, że nie możemy już złożyć na przykład wniosku o wspólne rozliczenie z małżonkiem bądź z dzieckiem. Taki wniosek może zostać złożony tylko do końca kwietnia – mówi Dragan-Berestecka.

Złożenie korekty ma także wpływ na możliwość przekazania 1 proc. podatku na cele organizacji pożytku publicznego. Wniosek taki musi zostać wskazany w korekcie składanej w ciągu miesiąca od upływu terminu rozliczenia, czyli do końca maja.

Jeśli złożymy korektę jeszcze do końca maja, to wówczas wniosek o przekazanie 1 proc. podatku zostanie uwzględniony. W korekcie składanej na przykład w lipcu już nie. To wynika wprost z przepisów ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych – podkreśla doradca podatkowy.

Podatnik może korygować zeznanie podatkowe dowolną ilość razy. Ma na to też dużo czasu, gdyż zobowiązania PIT za dany rok przedawniają się z upływem pięciu lat. Jednak wraz z upływem czasu, konsekwencje będą coraz bardziej odczuwalne.

W przypadku gdy z korekty wyniknie większy podatek do zapłaty, to już od 1 maja do dnia wpłacenia tego podatku wynikającego z korekty, należy naliczyć odsetki od zaległości podatkowych i wpłacić je do urzędu wraz z zaległością – przypomina Dominika Dragan-Berestecka.

Dla podatników, którzy zapłatę uregulowali na skutek kontroli organu podatkowego, stawka odsetek za zwłokę od zaległości podatkowych wynosi 10 proc. kwoty zaległości w stosunku rocznym. Dla tych, którzy sami złożą korektę wraz wyjaśnieniem i zapłacą należność w ciągu siedmiu dni od jej złożenia, stosuje się obniżoną stawkę odsetek, czyli 7,5-proc.

Strefa euro potrzebuje wyższej inflacji. Inaczej ciężko będzie o znaczący wzrost gospodarczy

CEO Magazyn Polska

Zbyt niska inflacja sprawia, że europejskie banki wciąż niechętnie udzielają firmom kredytów, a bez tego trudno będzie pobudzić wzrost gospodarczy i konsumpcję. Ekonomiści uważają, że Europejski Bank Centralny powinien podjąć dodatkowe działania, które spowodują szybszy wzrost cen, zwłaszcza że sugerował takie rozwiązania. Stawką jest jego wiarygodność oraz – przede wszystkim – stan gospodarki w Europie – uważa Ignacy Morawski, główny ekonomista FM Bank PBP.

Europa ma dwa problemy: po pierwsze, EBC nie realizuje swojego mandatu inflacyjnego, po drugie, peryferie strefy euro zmagają się z tendencjami deflacyjnymi. I taka sytuacja wręcz woła o reakcję banku. Gdyby inflacja była niska jedynie przejściowo, to nie byłby to problem, ale prognozy wskazują, że inflacja utrzyma się zdecydowanie poniżej 2 proc. jeszcze przez trzy lata – wyjaśnia główny ekonomista FM Banku PBP w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

W marcu wskaźnik zharmonizowanej inflacji (HICP) dla strefy euro wyniósł 0,5 proc. Inflacja w strefie euro nie przekroczyła 1 proc. od października ubiegłego roku. W Hiszpanii i we Włoszech wzrost cen jest bliski zera, a w Grecji, Portugalii i na Cyprze zanotowano nawet deflację, czyli spadek cen. Według marcowych prognoz EBC ceny w strefie euro zwiększą się w tym roku o 1 proc., w przyszłym – o 1,3 proc., a w 2016 r. ich wzrost wyniesie 1,5 proc.

Bank centralny z siedzibą we Frankfurcie tłumaczy, że inflacja pozostanie niska z powodu słabego wzrostu gospodarczego, a także prognozowanego spadku cen energii, w tym ropy naftowej. Choć EBC zwraca uwagę, że niska inflacja zwiększa dochody pozostające do dyspozycji w gospodarstwach domowych, to część ekonomistów jest zdania, że do uzdrowienia sektora finansowego potrzebny jest szybszy wzrost cen.

Wyższa inflacja pomogłaby podnieść ceny aktywów, głównie nieruchomości, przez to naprawić bilanse banków i uruchomić akcję kredytową. Nie mówię o akcji kredytowej, która miałaby za zadanie przywrócić boom zadłużeniowy, boom konsumpcyjny, tylko o takiej kierowanej do produktywnych projektów inwestycyjnych. Gospodarka nie może się rozwijać, jeżeli produktywne projekty inwestycyjne nie mają finansowania kredytowego, a takie ciężko jest uzyskać w systemie bankowym, który ma dziurawe bilanse. I teraz przy zerowej inflacji ciężko jest naprawić bilanse banków – tłumaczy Morawski.

Wyższa inflacja może być także ulgą dla wysoko zadłużonych rządów i podmiotów prywatnych. Jak dotąd EBC zrobił wiele, by im pomóc: obok standardowej polityki w postaci obniżek krótkoterminowej stopy procentowej prowadził interwencje na rynku wtórnym w celu obniżenia rentowności obligacji, uruchomił dwie rundy tanich długoterminowych kredytów dla banków (LTRO). Wreszcie, zapowiedział także podjęcie wszelkich koniecznych działań w celu ratowania strefy euro. Jednak zdaniem części ekonomistów to wciąż za mało i EBC musi podjąć kolejne, niestandardowe działania.

Jedną z możliwości jest skup aktywów, czyli to, co robią wszystkie największe banki centralne oprócz EBC: amerykański Fed, Bank Anglii, Bank Japonii, a więc kupowanie aktywów różnego rodzaju, głównie obligacji, po to, żeby obniżyć ich rentowności i przez to stymulować aktywność gospodarczą – mówi główny ekonomista FM Banku PBP.

Faktem jest, że w marcu poziom inflacji w Stanach Zjednoczonych (1,5 proc.), Japonii (1,6 proc.) i Wielkiej Brytanii (1,6 proc.) był wyższy niż w strefie euro, co może być skutkiem m.in. skupu aktywów przez tamtejsze banki centralne.

Inną możliwością luzowania polityki pieniężnej w warunkach zerowej stopy procentowej jest tzw. forward guidance, czyli zapowiedź utrzymania niskich stóp procentowych do momentu, kiedy będą spełnione określone warunki makroekonomiczne. Na przykład kiedy wzrost PKB osiągnie określony poziom albo kiedy oczekiwania inflacyjne nie wzrosną wyraźnie ponad cel inflacyjny. Dzięki temu, że bank centralny zapowiada bardzo długi okres utrzymania niskich stóp procentowych, rentowności aktywów, szczególnie tych długookresowych, spadają – wyjaśnia Ignacy Morawski.

Taką politykę prowadzi amerykańska Rezerwa Federalna (Fed), która publikuje z wyprzedzeniem prognozy, w tym dotyczące podwyżek stóp procentowych.

Teoretycznie EBC ma jeszcze w zanadrzu inne, choć bardziej ryzykowne działania. Są wśród nich m.in.: wprowadzenie ujemnej nominalnej stopy procentowej, a także zmiana celu polityki pieniężnej (z celu inflacyjnego na cel nominalnego wzrostu PKB).

Jeszcze inny instrument, który mógłby zastosować bank centralny, to bezpośrednie finansowanie rządów po to, żeby mogły one zwiększyć na przykład inwestycje publiczne. W strefie euro jest to raczej zakazane ze względu na rozwiązania traktatowe, ale w Stanach Zjednoczonych i innych krajach jest to możliwe – wskazuje Morawski.

Scenariusz, w którym EBC finansowałby deficyty budżetowe państw poprzez bezpośrednią emisję pieniądza, jest obecnie nierealny. Ze względu na sprzeciw grupy państw na czele z Niemcami, pod znakiem zapytania stoi także uruchomienie programu skupu aktywów. Inwestorzy obstawiają jednak, że EBC nie będzie miał wyjścia i rozpoczęcie luzowania ilościowego jest tylko kwestią czasu. Dlatego rynki coraz lepiej wyceniają dług europejskich państw, w tym Grecji, Portugalii i Hiszpanii.

Wiele wskazuje na to, że jest szansa na rozpoczęcie luzowania ilościowego, czyli skupu aktywów. Już widać efekty tej zapowiedzi, szczególnie po spadku rentowności obligacji krajów peryferyjnych. Generalnie popyt na obligacje krajów peryferyjnych Europy rośnie między innymi ze względu na to, że rynek oczekuje jakiejś formy skupu aktywów – twierdzi główny ekonomista FM Banku PBP.

Krzysztof Obłój w Radzie Nadzorczej MCI Management SA

0

Uchwałą Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia, podjętą 28 kwietnia 2014 r., nowymi członkami Rady Nadzorczej MCI Management, powołanymi na trzyletnią kadencję zostali Dorota Lange-Socha oraz prof. Krzysztof Obłój. Zastąpili oni Dariusza Adamiuka i Wojciecha Siewierskiego, którzy w najbliższym czasie obejmą funkcje członków Rady Nadzorczej Private Equity Managers S.A. (PEM), spółki portfelowej Grupy MCI, wyspecjalizowanej w zarządzaniu aktywami private equity.

Wysokie kompetencje nowych członków Rady Nadzorczej doskonale wpisują się w strategię ambitnego rozwoju MCI – powiedział Hubert Janiszewski, Przewodniczący Rady Nadzorczej MCI Management. Wzajemnie uzupełniające się doświadczenie obydwu osób, z pewnością wpłynie na jeszcze szybszy wzrost wartości Spółki – dodał.

Krzysztof Obłój jest wybitnym specjalistą w zakresie zarządzania strategicznego i międzynarodowego. Wykłada na Uniwersytecie Warszawskim, na Akademii Leona Koźmińskiego, a gościnie również w wielu renomowanych szkołach biznesu na świecie, m. in. W amerykańskiej University of Illinois, norweskiej Bodo Graduate School of Management, francuskiej ESCP – EAP, czy też słoweńskiej International Management Development Center.

Jego książki i artykuły są publikowane w Europie i Stanach Zjednoczonych m. in. Management Systems (1993), Winning: Continous Improvement Theory i High Performance Organizations (1995), Emerging economies and firms in the global crisis (2012), The Passion and discipline of strategy (2013). Dwie ostanie książki wydane w Polsce – Strategia organizacji: w poszukiwaniu trwałej przewagi konkurencyjnej (2007) oraz Pasja i dyscyplina strategii (2010)), stały się bestsellerami na polskim rynku.

Profesor Krzysztof Obłój ma również duże doświadczenie jako doradca organizacyjny. Pracował dla takich firm jak GlaxoSmithKline, LPP, Beiesdorf, ABB, Benckiser, PZU, PKN Orlen i wielu innych w dziedzinie projektowania strategii firm i tworzenia struktur organizacyjnych. Był przewodniczącym lub członkiem wielu rad nadzorczych, m.in. w spółkach: Agora – Gazeta S.A., Dwory S.A., Orlen S.A., PZU S.A., Polmos Lublin S.A., i Telekomunikacja Polska S.A.  Obecnie jest członkiem trzech rad nadzorczych spółek akcyjnych na GPW a od listopada 2012 roku jest społecznym doradcą Prezydenta RP.

Dorota Lange-Socha jest absolwentką Uniwersytetu Warszawskiego, wydziału biologii molekularnej. W latach 1982-1984 pracowała w Instytucie Biochemii Uniwersytetu Warszawskiego, a od 1984 r. prowadzi własną działalność, za pomocą której już w ciągu pierwszych ośmiu lat rozwinęła sieć czołowych w owym czasie butików w Warszawie i Łodzi. Od 1992 jest współwłaścicielką spółki Forte s.c., zajmującej się działalnością multimedialną i kreowaniem wizerunku firm. Od początku lat 90-tych, aktywnie uczestniczy również w procesie kształtowania rynku kapitałowego w Polsce m.in. zasiadając w Radzie Nadzorczej Saturn TFI S.A w latach 2008-2014.

Oprócz wyżej opisanej uchwały, podczas Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia, zwołanego 28 kwietnia 2014 zatwierdzono również sprawozdanie finansowe Spółki za rok obrotowy 2013, sprawozdanie Zarządu i Rady Nadzorczej z działalności spółki w 2013 roku oraz udzielono absolutorium  poszczególnym członkom Zarządu i Rady Nadzorczej MCI Management w 2013 roku. Zatwierdzono też podział zysku Spółki i Grupy Kapitałowej za 2013 rok i podjęto ustalenia w kwestii zasad wynagradzania członków Rady Nadzorczej.