Od stycznia mają zacząć obowiązywać nowe prawa konsumentów. Będą jednakowe w całej UE

CEO Magazyn PolskaPrawdopodobnie nie za dwa miesiące jak planowano, a dopiero od stycznia 2015 roku zaczną obowiązywać na polskim rynku nowe prawa konsumentów, również tych kupujących w sieci. Taką poprawkę do ustawy poparła wczoraj sejmowa komisja gospodarki. Nowe przepisy zakładają, że właściciele sklepów internetowych będą zobowiązani do informowania klientów o przysługujących im prawach. Kierunek zmian narzuca unijna dyrektywa. W ten sposób przepisy dotyczące e-handlu będą jednolite w całej Unii Europejskiej.

Poprawkę o wprowadzeniu półrocznego vacatio legis zaproponował Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Poparła ją sejmowa komisja gospodarki. Teraz projekt ustawy trafi do drugiego czytania. Według resortu sprawiedliwości, który projekt przygotował, ustawa powinna wejść w życie zgodnie z wymogami UE, czyli w czerwcu br. W innym przypadku grożą nam kary. Rządowy projekt ma bowiem implementować do polskiego prawa przepisy dyrektywy unijnej.

 – Bez względu na to, czy będziemy kupowali coś w Polsce czy za granicą, będziemy mieć takie same prawa jako konsumenci. Oczywiście najważniejszą rolę odgrywają obowiązki informacyjne, jakie spoczywają na przedsiębiorcach wobec konsumentów. Konsument musi być informowany dużo obszerniej, rzetelniej o wielu aspektach, które dotyczą zarówno towaru, jak i przysługujących mu praw – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Grzegorz Wójcik, dyrektor ds. korporacyjnych MIH Allegro Group.

Po wejściu w życie ustawy konsumenci będą mogli łatwiej zwracać towary. Poprawi się sytuacja osób kupujących, zwłaszcza tych kupujących przez internet. Będą oni mieli 14 dni na odstąpienie od zakupu (dziś w Polsce jest to 10 dni).

Ale jeżeli sprzedawca nie poinformuje konsumenta rzetelnie o wszystkich obowiązujących w ustawie prawach, to prawo do zwrotu może się wydłużyć aż do roku. Konsument, który się zorientuje, że nie był właściwie poinformowany, może parę miesięcy później po prostu, bez żadnych dodatkowych kosztów oddać towar na koszt sprzedawcy – podkreśla Wójcik.

Sprzedawcy zgodnie z nowym prawem będą musieli informować nie tylko o prawie do odstąpienia od zakupu, lecz także podawać więcej danych swojej firmy oraz szczegółów dotyczących towaru i jego ceny. Wójcik podkreśla, że z uwagi na surowe prawo przedsiębiorcy muszą dostosować swoją ofertę do nowych przepisów. Również w przypadku sprzedawców korzystających z platformy Allegro to na nich, a nie na Allegro, ciąży obowiązek udzielenia klientom wymaganych prawem informacji.

Nie zawsze w przypadku zwrotu towaru klient będzie mógł jednak liczyć na całkowity zwrot kosztów. Wójcik zwraca uwagę, że ustawa wprowadzi możliwość pomniejszenia wartości towaru, choć dokładny sposób, w jaki będzie się to odbywało, pozostaje niejasny.

Przedsiębiorca będzie mógł dochodzić pomniejszenia wartości towaru, więc ten zwrot potencjalnie będzie mniejszy niż kwoty, które były wpłacone. Od razu narzuca się pytanie, czy tego typu pomniejszenie wartości towaru to jest prosta sprawa – nie jest. Dlatego, że nie ma żadnych wytycznych co do tego, w jaki sposób dla różnych kategorii asortymentowych tego typu wartość pomniejszenia szacować, a więc to będzie kwestia uznaniowa – ocenia Wójcik.

Dodaje, że możliwości rozwiązania tej kwestii jest kilka. Oceną pomniejszenia wartości mogą zająć się rzecznicy praw konsumentów, sądy lub też może to zostać pozostawione polubownym porozumieniom stron. W każdym wypadku rozwiązanie to powinno jednak pomóc przedsiębiorcom walczyć z nieuczciwymi konsumentami, którzy kupują towar, a potem zwracają go w stanie niepełnowartościowym.

Wójcik ocenia, że nowe przepisy są najgroźniejsze dla sprzedawców w tych branżach, gdzie marże są niskie. Większa liczba zwrotów może nawet zagrozić ich płynności finansowej.

Dla tych podmiotów, które sprzedają przy bardzo niskiej marży, a jest silna presja i konkurencja cenowa, może dochodzić do sytuacji, w której w wyniku zwrotów sprzedaż staje się nierentowna. Odpracowanie takiego kosztu będzie musiało być skompensowane dużo większą skalą sprzedaży, co oczywiście proste nie jest – podkreśla Wójcik. – Są branże, dla których to nie ma większego znaczenia, głównie takie, w których na danym towarze marża jest większa.

Podkreśla jednak, że pomimo pewnych zagrożeń nowe przepisy będą obowiązywały w bardzo zbliżonej formie w całej Europie. To zwiększy konkurencję między sprzedawcami z różnych państw.

McDonald’s oferuje zatrudnienie młodym ludziom w Polsce. Kolejny tysiąc miejsc pracy w bieżącym roku

CEO Magazyn Polska

Sieć restauracji McDonald’s, w której pracuje w Polsce 16,5 tys. osób, zamierza co roku zwiększać zatrudnienie o kolejne tysiąc osób. Związane jest to z rozrostem sieci o kilkadziesiąt restauracji rocznie. Większość pracowników McDonald’s to ludzie młodzi. Sieć wystartowała właśnie z kampanią medialną „McDonald’s wierzy w młodych ludzi w Polsce”, która ma promować zatrudnianie tej grupy wiekowej.

McDonald’s naprawdę wierzy w młodych. Na fali toczącej się obecnie dyskusji o trudnej sytuacji młodych ludzi i na fali tego, że mówi się o nich jako o straconym pokoleniu – my mówimy zdecydowane nie. Nasz biznes prowadzą przede wszystkim młodzi. Blisko 4 tysiące menadżerów w całej Polsce to w większości ludzie, którzy zaczynali pracę w naszych restauracjach naprawdę jako bardzo młodzi ludzie – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes Krzysztof Kłapa, dyrektor ds. korporacyjnych w McDonald’s Polska.

Liczba pracowników będzie dynamicznie rosła. Sieć posiada obecnie ponad 330 restauracji w Polsce i co roku pojawiać się będzie kolejnych kilkadziesiąt. 

Dynamiczny rozwój powoduje, że co roku oferujemy ponad tysiąc nowych miejsc pracy. W ramach tych miejsc pracy oczywiście część to pozycje menadżerskie. To jest oferta dla już pracujących, żeby właśnie mogli pójść wyżej, rozwinąć się – przekonuje Krzysztof Kłapa.

McDonald’s zachęca do pracy nie tylko młodych. Restauracja otwarta jest na każdego. Zatrudniane są także osoby starsze, a w okresie przede wszystkim wakacyjnym – młodociani, między 16. a 18. rokiem życia. Sieć oferuje pełny pakiet socjalny.

– W naszym rozumieniu jest to naprawdę podstawa, że jest umowa o pracę, nie są to żadne umowy śmieciowe, to że są zapewnione podstawowe pakiety socjalne, to że płacimy na czas, że dbamy o higienę i bezpieczeństwo. To są rzeczy w McDonald’s oczywiste – podkreśla.

Firma, chcąc podkreślić zalety, jakie niesie ze sobą praca w McDonald’s, rozpoczęła kampanię medialną. Potrwa ona do 11 maja i prezentuje przedstawicieli młodego pokolenia, którzy dzięki pracy w tej sieci restauracji osiągnęli sukces zawodowy. Kampania została zrealizowana nie z udziałem aktorów, lecz pracowników McDonald’s. Wystartowała także nowa strona internetowa, gdzie można znaleźć informacje dotyczące możliwości zatrudnienia i kariery. 

W sieci zatrudnionych jest ponad 16,5 tysiąca osób (wliczając także tych, którzy pracują w restauracjach franczyzowych), z czego blisko jedna czwarta to kadra menadżerska, która nadzoruje pracę lokali czy personel biurowy.

Poczta Polska wydała ponad 1,5 mln znaczków z okazji kanonizacji Jana Pawła II

0

Z okazji niedzielnej kanonizacji Jana Pawła II Poczta Polska wydała serię znaczków. To wspólne przedsięwzięcie z Pocztą Watykańską, która wydała identyczne znaczki z napisami po włosku. Projekt powstał w Polsce i ma upamiętniać nie tylko postać polskiego papieża, ale przede wszystkim jego nauczanie.

Poczta Polska od wielu lat wspierała ideę upamiętniania myśli Jana Pawła II. Od 1979 roku wydaliśmy ponad 30 emisji, z czego ta obecna jest wspólną inicjatywą Poczty Polskiej i Poczty Watykańskiej. Zaprojektowaliśmy aureolę, w którą włączyliśmy 35 zawołań z okresu pontyfikatu, najpiękniejszych zdań, najpiękniejszych przesłań, które towarzyszyły Janowi Pawłowi II, a które są też pewnego rodzaju krokami milowymi w jego nauczaniu – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Agnieszka Kłoda-Dębska, zastępca dyrektora Biura Marketingu i Filatelistyki Poczty Polskiej.

W serii upamiętniającej kanonizację polskiego papieża są trzy wydawnictwa. Poczta Polska wypuściła na rynek arkusz sześciu znaczków o wartości 2,35 zł każdy, znaczek w bloku o wartości 5 zł oraz wykonany techniką stalorytu znaczek o wartości 8,50 zł. Znaczków za 2,35 zł wydrukowanych zostało 1,5 mln sztuk, droższych w blokach – po 200 tys. sztuk.

Wspólnym elementem wszystkich znaczków jest wizerunek Jana Pawła II otoczonego aureolą, która składa się z 35 jego przesłań. W wersji watykańskiej jest o jedno hasło mniej.

Kłoda-Dębska wspomina, że początkowo nie była planowana seria trzech wydawnictw, jednak podczas powstawania projektu się to zmieniło.

Znaczek z Janem Pawłem II w bloku był w tym roku również wyrytowany. Mieliśmy ten ryt połączyć z offsetem i miał to być głęboki, piękny znaczek – taka nowa forma wydawnicza. Okazało się, że ryt sam w sobie był tak piękny, że w formie wyrytowanego znaczka Intalio wydaliśmy drugą formę wydawniczą – na białym tle znaczek wydrukowany w szarościach również ze złotymi napisami w aureoli – opisuje Kłoda-Dębska.

Dodaje, że Polacy chętnie kupują znaczki z papieżem. Do tego Poczta Polska przywróciła też do sprzedaży znaczki z poprzednich emisji związane z Janem Pawłem II. Było ich łącznie ponad 30, a w seriach tych wydanych zostało ponad 100 różnych znaczków. Były drukowane m.in. z okazji wizyt papieża w Polsce, rocznic czy Światowych Dni Młodzieży.

Poczta wydawała miliony znaczków przez te lata dla Jana Pawła II. Dzisiaj jest ich dużo mniej, ale może jeszcze ucieszą kolekcjonerów – mówi Kłoda-Dębska. – Nasze emisje – polska i watykańska – będą towarzyszyły wielu wydarzeniom, które się odbędą i w Polsce, i w Rzymie. W Polsce ten znaczek będzie od piątku do zakończenia niedzieli promowany w całym kraju przy okazji różnych wydarzeń, szczególnie podczas czuwania od piątku do niedzieli, kiedy wierni w Polsce będą oczekiwali na kanonizację.

W Rzymie znaczek będzie promowany m.in. przy okazji koncertu „Tryptyk rzymski” Stanisława Sojki w kościele Chiesa Nuova. Będzie także promowany podczas wydarzeń dla Polonii – niedzielnego spotkania prezydenta Bronisława Komorowskiego z Polakami z zagranicy oraz poniedziałkowego koncertu Zespołu Pieśni i Tańca Śląsk i Zespołu Pieśni i Tańca Mazowsze w kościele Santa Maria Maggiore.

Poczta Polska wydała też podwójny znaczek z wizerunkami obydwu kanonizowanych papieży – Jana Pawła II i Jana XXIII. Wszystkie znaczki są dostępne w sprzedaży od 2 kwietnia. Poczta wydała także książkę, w której poza wizerunkami wszystkich znaczków związanych z Janem Pawłem II są też jego wypowiedzi. Kłoda-Dębska podkreśla jednak, że nie są to nauczania, lecz wypowiedzi papieża związane z polską historią, sztuką i przyrodą.

Rekordy na rynku powierzchni biurowej w Polsce. Rośnie podaż i popyt, ale mocniejszą pozycję mają najemcy

CEO Magazyn Polska

W Polsce powstaje prawie 1,2 mln mkw. powierzchni biurowej – wynika z danych firmy JLL. Najwięcej buduje się w Warszawie, zaraz za nią są Kraków i Wrocław. Nieustannie rośnie popyt, ale najemcy mają szereg ciekawych opcji do wyboru. Stawki za najlepsze biura w centrum Warszawy to 22-24 euro za mkw. miesięcznie. Poza stolicą czynsze nie przekraczają 15,5 euro. W Lublinie wystarczy 11-12 euro.

Rynek powierzchni biurowej w Warszawie rozwija się bardzo dynamiczne. W tym roku w stolicy będziemy mieć najwyższą podaż od 14 lat – ponad 320 tys. mkw. w nowoczesnych biurowcach klasy A. Warto zauważyć, że w ciągu ostatnich dwóch lat przekraczała ona poziom 250 tys. mkw. – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Michał Lis, dyrektor w Dziale Wynajmu Powierzchni Biurowych w JLL.

Rośnie nie tylko wartość powierzchni biurowej, lecz także popyt na nią.

W zeszłym roku zapotrzebowanie na powierzchnie biurowe w Warszawie wyniosło ponad 600 tys. metrów kwadratowych. To najwyższy poziom od czasów, kiedy rejestrujemy dane. Takie wzrosty cieszą inwestorów i zachęcają do kolejnych projektów – uważa dyrektor z JLL.

Dynamicznie rozwijają się także rynki regionalne. Tuż za Warszawą lokują się Kraków i Wrocław, w których deweloperzy realizują szereg nowych, ciekawych inwestycji. Nowoczesne biurowce powstają też w Trójmieście, Katowicach i Poznaniu. W miastach regionalnych budowane jest aktualnie 570 tys. metrów kwadratowych biur.

Rośnie również aktywność deweloperów w Szczecinie i Lublinie. Powstaje tam coraz więcej nowoczesnej powierzchni biurowej klasy A. Dużo miast już awansuje z trzeciej do drugiej ligi, a nawet z drugiej do pierwszej – tłumaczy Michał Lis. – Łączna podaż w regionach to 3 mln metrów kwadratowych. Porównanie tej liczby do powierzchni budowanej pokazuje, jak mocno wzrosła dynamika rozwoju rynku biurowego w kraju.

W niektórych miastach regionalnych wskaźnik pustostanów jest znacznie niższy niż w Warszawie. Na przykład w Krakowie czy Katowicach jest ok. 5-6 proc. w porównaniu do 12 proc. w stolicy. Zdaniem Michała Lisa, poza Gdańskiem, czy ogólniej Trójmiastem, gdzie czynnik niewynajętych powierzchni rośnie, w pozostałych miastach ustabilizował się lub lekko spada.

Duża konkurencja na rynku wywiera presję na wynajmujących, by obniżali czynsze.

Najemcy mają w tej chwili w czym wybierać i deweloperzy są tego świadomi. Zwłaszcza że wiele projektów jest położonych bardzo blisko siebie, praktycznie w tej samej lokalizacji – stwierdza dyrektor.

Podkreśla, że w takiej sytuacji deweloperzy muszą się dostosować do oczekiwań rynku – choć popyt systematycznie rośnie, wysoka podaż wciąż sprzyja najemcom. Michał Lis dodaje, że nie należy spodziewać się dużych obniżek czynszów, które już od pewnego czasu ustabilizowały się na stosunkowo niskim poziomie.

W Polsce jest czterokrotnie mniej transakcji kartą niż średnio w UE. Popularne stają się płatności zbliżeniowe

CEO Magazyn PolskaPolacy przyzwyczaili się do kart zbliżeniowych i chętnie z nich korzystają. Z 35 mln wydanych kart płatniczych blisko 60 proc. ma funkcję bezstykową. Ten rodzaj płatności będzie się upowszechniał wraz z rozwojem sieci terminali. A ten z kolei ma nastąpić po obniżeniu opłaty interchange, czyli prowizji pobieranej za transakcje kartowe. Do końca 2016 roku wszystkie terminale mają umożliwiać płatność bezstykową.

– Jak porównujemy naszą transakcyjność do Skandynawii, krajów nadbałtyckich, Anglii czy Francji, to nadal jesteśmy słabi. Mamy parę tysięcy transakcji na terminal na rok, podczas gdy w Europie średnia jest cztery razy większa – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Janusz Diemko, prezes zarządu First Data.

Według danych NBP, w szybkim tempie rośnie liczba transakcji dokonywanych przy użyciu kart zbliżeniowych, a co za tym idzie wzrasta również wartość transakcji. Okazuje się, że tempo to jest wyższe od tradycyjnych transakcji dokonywanych zwykłymi kartami debetowymi. Już dziś z 35 mln kart wydanych w Polsce prawie 57 proc., czyli niemal 20 mln ma funkcję zbliżeniową.

Transakcyjność Polaków będzie rosła wraz z rozwojem sieci terminali płatniczych. Jeśli kartą, i to w dodatku bezstykowo, będzie można zapłacić nawet w małym sklepie lub kiosku, to więcej osób będzie z tej możliwości korzystać. Dziś funkcję zbliżeniową ma mniej więcej połowa terminali. Do końca 2016 roku wszystkie nowe urządzenia będą umożliwiały takie transakcje, a stare zostaną wymienione. Jak podkreśla Janusz Diemko, w ten sposób Polska będzie pierwszym krajem, który będzie w 100 proc. bezstykowy.

Impet spadku interchange będzie miał jakiś wpływ na zwiększenie liczby terminali, również na wejście na rynek mobilnych POS-ów [point of sale, terminali – red.], które są prostsze i tańsze. Z badania widzimy, że jest około 1,5 mln punktów, które mają różne systemy i kasy fiskalne, oraz paręset tysięcy terminali. Więc możemy założyć, że z tego jedna trzecia, do połowy, może przejść na terminale, ale według mnie zajmie to pięć lat – przekonuje prezes First Data Polska.

Wartość transakcji zbliżeniowych nie jest na razie duża. Wynika to z faktu, że bezstykowo zwykle klienci płacą za drobne zakupy w kawiarni czy w małych punktach handlowych, również za parking czy bilet.

Diemko przekonuje, że Polska jest unikalna również pod tym względem, że rozwijanych jest tu więcej systemów płatności mobilnych, np. IKO czy iKasa.

Jeżeli sześć największych banków w Polsce stworzy spółkę [Polski Standard Płatności – red.] i w nią zainwestuje, to takie transakcje w 70-80 proc. kart czy rachunków będą możliwe. Będziemy albo w terminalu skanowali kod, albo będziemy wpisywali kod, który telefon nam wygeneruje, albo będziemy dotykali telefon z tym kodem, on przeniknie z telefonu do terminala, w ogóle nie będziemy musieli mieć karty. Będziemy mieli przy sobie tylko telefon, a pieniądze z naszego rachunku będą przelewane na rachunek punktu – wyjaśnia Janusz Diemko.

Z badania First Data wynika również, że w Polsce nie widać większej liczby transakcji oszukańczych na kartach zbliżeniowych niż na pozostałych. Takie przypadki należą do rzadkości.

Podatek można zmniejszyć dzięki darowiznom. Również na rzecz organizacji religijnych

0

CEO Magazyn Polska

Osoby, które jeszcze nie rozliczyły się z fiskusem, powinny pamiętać, że mogą zmniejszyć swój podatek dzięki darowiznom przekazanym w 2013 roku na cele pożytku publicznego. Mowa tu także o darowiznach na cele kultu religijnego. W obu przypadkach obowiązuje limit 6 proc. dochodu. Bez limitu można za to odliczać darowizny na cele charytatywno-opiekuńcze Kościoła.

– Podatnicy mają możliwość odliczenia darowizn, np. na cele kultu religijnego obok innych darowizn na cele społecznie użyteczne. Limit wysokości tej darowizny to 6 proc. dochodu. Tyle możemy odliczyć od naszego dochodu, czyli przychodu po odliczeniu kosztów jego uzyskania, ale przed odliczeniem innych wydatków – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Andrzej Marczak, partner i szef zespołu ds. PIT z KPMG.

Faktyczny zysk podatnika zależy od progu podatkowego – 18-procentowego (przy dochodach nieprzekraczających 85 528 zł) oraz 32-procentowego (dla osób, których dochód przekracza tę kwotę). Poprzez zmniejszenie kwoty do opodatkowania można sporo zaoszczędzić. Za każda złotówkę przekazaną na cele kultu religijnego można odliczyć 18 lub 32 grosze. Ważne, by dysponować odpowiednimi dokumentami w razie ewentualnej kontroli urzędu skarbowego. 

W przypadku darowizny pieniężnej musi być to przekaz pocztowy albo wpływ na rachunek bankowy obdarowanego. W przypadku darowizny rzeczowej musi być oświadczenie obdarowanego o przyjęciu darowizny i dokument wartościujący kwotę przekazanych rzeczy. W zeznaniu podatkowym takie darowizny wykazujemy w załączniku PIT/O, w którym powinny się znaleźć nie tylko kwoty darowizn, lecz także dane adresowe obdarowanego – mówi Andrzej Marczak.

Przy zwrocie darowizny należy zmienić zeznanie. Obowiązek przekazania do urzędu skarbowego informacji o zwrocie spoczywa na obdarowanym, który ma na to jeden miesiąc od momentu dokonania zwrotu.

Obok darowizn na cele kultu religijnego i na cele pożytku publicznego, gdzie obowiązuje limit kwotowy, istnieje także darowizna bez limitu. 

– W przypadku darowizn na cele charytatywno-opiekuńcze Kościoła możemy odliczyć darowizny, które nie mają limitu kwotowego – w ekstremalnym przypadku nawet 100 procent naszego dochodu. To odliczenie nie funkcjonuje wprost w ustawie o podatku dochodowym od osób fizycznych, ale wynika z ustaw regulujących stosunek państwa do Kościoła, na przykład Kościoła katolickiego czy Kościoła prawosławnego, jak również innych Kościołów – tłumaczy Andrzej Marczak.

Przy tych darowiznach obowiązują specyficzne regulacje dotyczące ich udokumentowania. Podobnie jak przy innych darowiznach, darczyńca powinien posiadać dowód wpłaty na rachunek bankowy obdarowanego. Jeśli zamiast gotówką podatnik zdecydował się wesprzeć daną organizację darowizną rzeczową, to także podlega one uldze. W zeznaniu rocznym należy wpisać ich wartość rynkową, przy czym trzeba dysponować paragonem lub fakturą dokumentującą zakup. Także na obdarowanym spoczywają pewne obowiązki. Przede wszystkim musi darowiznę rozliczyć – przekazać darczyńcy pokwitowanie odbioru oraz sprawozdanie o przeznaczeniu darowizny. Na wydatkowanie i rozliczenie Kościół ma dwa lata. Istotny jest też cel darowizny, gdyż warunkiem wyłączenia z opodatkowania jest jej przekazanie na działalność charytatywno-opiekuńczą, np. na dożywianie czy wspieranie bezdomnych. Oświadczenie składane przez Kościół powinno więc być bardzo szczegółowe.

Ze sprawozdania musi wynikać, że urząd skarbowy będzie mógł weryfikować te kwoty i obdarowanych, czyli środki, które zostały na ten cel wydatkowane. Ważny więc jest nie tylko cel, lecz także kwoty, na rzecz kogo i na jaki cel zostały wydatkowane. W ten sposób sprawozdanie może zbliżać się do sprawozdania finansowego, które składają spółki z tytułu swojej działalności gospodarczej – podsumowuje Andrzej Marczak.

Rośnie popyt na konsultantów ślubnych. Trzeba ich zatrudniać najpóźniej 7-8 miesięcy przed uroczystością

CEO Magazyn Polska

Od lat z usług wedding plannerów, czyli konsultantów ślubnych, masowo korzystają Amerykanie, Anglicy i Chińczycy. W Polsce ten rynek usług dopiero się rozwija. Pary mają jednak już coraz większą świadomość, że skorzystanie z usług eksperta od organizacji ślubu i wesela daje gwarancję bezpieczeństwa podczas wymarzonej uroczystości i pozwala oszczędzić czas. Należy jednak pamiętać, że trzeba go zatrudnić z odpowiednim wyprzedzeniem.

Do zadań profesjonalnego konsultanta ślubnego należy zorganizowanie całego ślubu, czyli m.in. rezerwowanie terminów w Urzędzie Stanu Cywilnego, w kościele, zamawianie sali, ustalanie kwestii związanych z sesją fotograficzną czy oprawą muzyczną, zamawianie menu, dekoracji, nadzór nad finalną uroczystością i pomoc gościom.

Wedding planner zajmuje się organizacją wesela od A do Z. Rozwiązuje wszystkie problemy, np. jeśli w trakcie ślubu dzieje się coś, co nie powinno się wydarzyć. Często państwa młodych nawet o tym nie informuje, żeby po prostu się nie denerwowli. Zdarzają się sytuacje, kiedy na weselu zabraknie lodu, to my wsiadamy w samochód i jedziemy. Jeśli którejś z cioć, pannie młodej czy druhnie obluzuje się czy naderwie sukienka, to my to zszywamy  – tłumaczy Alicja Bartkowiak z firmy Wedding Designers.

Najczęściej z usług wedding plannera korzystają dziś osoby z dużych miast, zapracowane, które nie mają czasu na organizację uroczystości, a także te, które chcą mieć pewność, że ślub będzie taki, jaki sobie wymarzyli. Konsultanta ślubnego zatrudniają obowiązkowo gwiazdy show-biznesu. Wedding plannera miały m.in. Małgorzata Kożuchowska i Dorota Zawadzka.

Korzystanie z konsultanta ślubnego w Polsce nie jest jednak jeszcze tak popularne jak za granicą, np. w Stanach Zjednoczonych, Anglii czy Chinach. Pierwsze agencje, świadczące tego typu usługi, pojawiły się w kraju dopiero w 2000 r., więc rynek dopiero nabiera tempa.

W Polsce ten odsetek jest jeszcze niewielki, aczkolwiek świadomość samego zawodu, jakim jest wedding planner, jest coraz większa. Myślę, że ten boom jest przed nami – uważa Alicja Bartkowska. 

W kraju działa nawet Polskie Stowarzyszenie Konsultantów Ślubnych, które zrzesza wedding plannerów, rekomenduje szkolenia na konsultanta ślubnego, a także bierze czynny udział w pracach sejmowych nad zmianą ustawy dotyczącą możliwości udzielania ślubów cywilnych poza lokalem Urzędu Stanu Cywilnego.

Pary, które decydują się na skorzystanie z usług wedding plannera, powinny zatrudnić go najpóźniej na 7-8 miesięcy przed planowaną uroczystością.

– Taka data daje nam bardzo duże pole manewru, jesteśmy w stanie z dużą swobodą to wszystko zorganizować. Jeśli ślub jest w sezonie ciepłym, zaczynamy najczęściej współpracę z młodymi parami w styczniu, lutym. Jesteśmy też w stanie zrealizować ślub, który się okaże nagle np. w dwa miesiące czy w miesiąc. Wiadomo jednak, że nie będzie to tak przemyślane, jak gdyby był to ślub planowany w ciągu roku, bo terminy u wielu dobrych podwykonawców są zajmowane dużo wcześniej –  mówi Alicja Bartkowiak.

 
Koszt zatrudnienia konsultanta ślubnego zależy od agencji, jaką przyszła para młoda wybierze. Cena waha się w granicach od 7 do 10 tys. Pod uwagę bierze się ilość pracy, jaką musi wykonać konsultant ślubny.

Raport CEED Institute: prawie 2 miliony Polaków przebywa na emigracji zarobkowej w UE

Ponad 5,6 miliona obywateli z 10 krajów Europy Środkowo-Wschodniej należących do Wspólnoty przebywa na emigracji zarobkowej na rynkach starej Unii. Ponad 30 proc. z nich (1,8 mln) to Polacy – wynika z raportu przygotowanego przez CEED Institute, think-tanku założonego przez Jana Kulczyka. Podczas debaty na temat migracji zaproszeni przez CEED Institute eksperci przyznali, że skala zjawiska jest większa niż oczekiwano i wciąż więcej osób wyjeżdża z kraju niż wraca z emigracji. Zmiana tego trendu jest jednym z największych wyzwań stojących przed Polską w najbliższych latach. 

Prawie dwa miliony Polaków zdeterminowanych, przedsiębiorczych, chcących i potrafiących ciężko pracować, to armia, która może być siłą napędową każdej europejskiej gospodarki. Polska, która aspiruje do roli lidera regionu, nie może marnować takiego potencjału. Nasza gospodarka, żeby się rozwijać, musi stawać się coraz bardziej konkurencyjna, również na rynku pracy dla własnych obywateli. Dopiero wtedy, gdy będziemy potrafili wykorzystać i rozwijać własną przedsiębiorczość, kreatywność i know-how, będziemy mogli myśleć o skutecznym konkurowaniu na rynkach UE – przekonuje Jan Kulczyk, globalny przedsiębiorca i założyciel CEED Institute.

Autorzy zaprezentowanego raportu podkreślają, że skala emigracji zarobkowej jest większa od przewidywań.

Raport pokazuje, że liczba osób, które po wejściu Polski do Unii wyemigrowały w celach zarobkowych, jest dużo większa niż się nam wydawało przed rozszerzeniem. Drugi wniosek z raportu jest taki, że powroty, które – jak się spodziewaliśmy – będą następowały po kilku, 2–3, może 5 latach od wyjazdu – są również dużo mniejsze od przewidywanych – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Maciej Duszczyk, ekspert CEED Institute i autor raportu „Migracje w XXI wieku z perspektywy krajów Europy Środkowo-Wschodniej – szansa czy zagrożenie?”.

Z raportu CEED Institute wynika, że w 2012 r. ok. 5,6 mln obywateli 10 krajów Europy Środkowo-Wschodniej mieszkało w państwach starej UE. Zdecydowana większość z nich – 4 mln – wyemigrowała po rozszerzeniu wspólnoty w 2004 r. Najwięcej emigrantów pochodzi z Rumunii – 2,4 mln, a Polska (1,8 mln) jest pod względem ilościowym na drugim miejscu. Procentowo największy wzrost zanotowano na Łotwie (450 proc.) Litwie (400 proc.) i w Rumuni (340 proc.). Wzrost emigracji po 2004 roku w najmniejszym stopniu dotknął Słowenii (25 proc.) i Czech (40 proc.). W Polsce wskaźnik ten wyniósł 210 proc.

Zgodnie z raportem CEED Institute z Polski w 2012 r. wyjechały statystycznie 2 osoby na każde 10 tys. mieszkańców. Choć emigrantów wciąż przybywa, to w latach 2009–2011 do Polski rocznie wracało ponad 100 tys. osób, które wcześniej zdecydowały się na wyjazd.

Dane przedstawione w raporcie na pewno nie powodują euforii, ale dają inny obraz tej sytuacji. Nie brakuje dyskusji o emigracji Polaków, ja też bym wolał, żeby większość z nich znalazła pracę tutaj, w Polsce. Ale ważna jest też możliwość swobodnego przemieszczania się – podkreśla Władysław Kosiniak-Kamysz, minister pracy i polityki społecznej.

Duszczyk dodaje, że ekonomicznie zjawisko migracji jest korzystne dla krajów przyjmujących. Sama Wielka Brytania, gdzie niemal 4 proc. populacji to emigranci z innych krajów UE, od 2000 r. zyskała dzięki nim 20 mld funtów. Obywatele innych państw pomagają wypełnić luki na rynku pracy i wspierają wzrost gospodarczy, a ci, którzy pozostają, pozwalają na długoterminowy rozwój kraju emigracji. Ekspert CEED Institute zauważa także, że w krótkiej perspektywie zyskują też kraje, z których ludzie wyjeżdżają za pracą. Głównie dzięki transferom finansowym od emigrantów do ich rodzin, które pozostały w kraju. W 2012 r. do Polski trafiły w ten sposób ponad 3 mld euro, czyli niemal 1 proc. PKB. W innych krajach, takich jak Litwa, Rumunia czy Chorwacja, transfery z krajów UE to nawet blisko 2 proc. PKB.

Jednak ten pozytywny obraz migracji, jeśli chodzi o konsekwencje ekonomiczne, burzy nam się, jeśli nałożymy tak zwany filtr demograficzny. Otóż, jeżeli Polacy i obywatele innych państw Europy Środkowo-Wschodniej nie będą wracali do Polski i do swoich krajów, to czeka nas katastrofa demograficzna – prognozuje Duszczyk.

Eurostat szacuje, że do 2060 r. liczba mieszkańców Polski może spaść poniżej 33 milionów.

Problem emigracji zarobkowej jest olbrzymi, a głównym czynnikiem wpływającym na skalę zjawiska, istotniejszym nawet niż wysokość wynagrodzenia, jest stabilność zatrudnienia – podkreślał podczas dyskusji Michał Boni, były minister pracy i polityki socjalnej. – Wielu młodych ludzi wybiera dzisiaj pracę np. w Wielkiej Brytanii, bo tam łatwiej o start zawodowy, a poczucie bezpieczeństwa w kwestii stabilności jest większe. Najwyższa pora to zmienić.

Wszyscy uczestnicy debaty zgodzili się, że choć nadmierna emigracja zarobkowa jest dla Polski poważnym wyzwaniem i zagrożeniem, zarówno ekonomicznym, jak i demograficznym, to swoboda w przepływie pracowników w ramach Wspólnoty jest kluczową zasadą UE, której nie należy zmieniać.

– Co zrobić, żeby Polacy chcieli zostać, bo to jest bardzo ważne pytanie? Receptą jest przede wszystkim wzrost gospodarczy. Bo jeżeli on będzie, to będą wyższe płace i większa stabilność zatrudnienia – zapewnia Kosiniak-Kamysz. – Zmiany, które wprowadzamy, na przykład w oskładkowaniu umów-zleceń, czyli odchodzenie od tymczasowych form zatrudnienia, czy zmiany w umowach terminowych o pracę, to może być dobry sposób na utrzymanie Polaków w kraju.

Dodaje, że resort pracy wspiera też młodych przedsiębiorców, także już na ostatnim roku studiów. Trwa pilotażowy program „Wsparcie w starcie”, dzięki któremu studenci w trzech województwach mogą ubiegać się o tanią pożyczkę na uruchomienie własnej działalności gospodarczej. Po wejściu w życie reformy urzędów pracy program obejmie cały kraj. Nowi przedsiębiorcy mogą też liczyć na dwuletnią obniżkę składek ZUS.

Z danych CEED Institute wynika, że wyjeżdżają głównie młodzi Polacy, zarówno mężczyźni, jak i kobiety, w wieku 25-35 lat. Wielu z nich ma wyższe wykształcenie.

W zorganizowanej przez CEED Institute debacie o wyzwaniach związanych ze zjawiskiem migracji wzięli udział: Władysław Kosiniak-Kamysz, minister pracy i polityki społecznej, Michał Boni, były minister pracy i polityki socjalnej, Katarzyna Zajdel-Kurowska, członek zarządu NBP, Janusz Jankowiak, główny ekonomista PRB, Maciej Duszczyk, ekspert CEED Institute i zastępca dyrektora Instytutu Polityki Społecznej UW oraz Tomasz Misiak, przewodniczący rady nadzorczej Work Service i wiceprezydent Pracodawców RP.

ENEA wypłaci 0,57 zł dywidendy na akcję

0

Zgodnie z Uchwałą nr 7 Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia ENEA S.A. Spółka wypłaci 251.622.269,46 zł dywidendy z zysku netto za 2013 r., co oznacza 0,57 zł dywidendy na akcję. Dzień dywidendy ustalony został na 23 lipca 2013 r., a termin jej wypłaty na 12 sierpnia 2013 r.