Budować czy kupować?

Wiele osób stanęło na pewno przed wyborem – kupić dom czy go wybudować. Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, co jest lepsze. To trochę tak jakby porównać gotowanie obiadu w domu z wyjściem do restauracji. Jest to indywidualna sprawa każdego człowieka i każdy ma na ten temat inne zdanie. Obie decyzje mają swoje plusy i minusy. Jak wszystko w życiu.

Dom to szeroko pojęte określenie miejsca, w którym mieszkamy. Dla jednych są to ściany i dach nad głową, dla drugich coś więcej. Może to być 300-metrowa willa z basenem, ulokowana w malowniczej okolicy, jak również 30-metrowa kawalerka, z ciemną kuchnią, na 11 piętrze bloku z płyty. Kwestia pieniędzy.

Jeśli patrzymy na dom jedynie jak na miejsce w którym śpimy, to zapewne lepiej jest kupić niż patrzeć na proces jego powstawania. Natomiast osoby, dla których jest to wymarzone miejsce, a obraz mają wyraźnie zarysowany w głowie, wybiorą drogę budowy. Pierwsza i podstawowa różnica w jest cenie. Jeżeli budżet, przeznaczony na inwestycję, zamyka się w kwocie 100 tysięcy, to nie ma o czym myśleć. Natomiast proporcjonalnie do pieniędzy rosną możliwości. Inna kwestia to obowiązki. Jeżeli ktoś musi być w mieście 3-4 razy w ciągu dnia, odwieźć dziecko do szkoły, jechać do pracy, zrobić zakupy czy załatwić coś w urzędzie, wybiera mieszkanie. Budowa czy kupno domu poza miastem mija się z celem.

Warto pamiętać, że do całkowitego kosztu budowy domu należy doliczyć działkę i ewentualne przystosowanie jej. To może powodować największą różnicę. Leszek A. Hardek, Prezydent Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości zaznacza: „Działki, które znajdują się daleko od miasta, mogą być bardzo tanie. Ale jeśli chcemy budować dom na atrakcyjnym terenie, może okazać się, że ta działka stanowi bardzo dużą część całkowitego kosztu. Bez wiedzy na temat cen działek nie można powiedzieć, czy bardziej opłaca się kupno domu czy jego budowa”.

„Jeżeli mamy do czynienia z osobami, które są zajęte zawodowo, być może należy wybrać dom kupiony od dewelopera. W przypadku osób, które znają się na tym i dysponują czasem, część robót może zostać wykonanych samodzielnie, co mocno obniży koszty” – dodaje Leszek A. Hardek.

Sam sposób budowy również wymaga podjęcia trudnej decyzji. Budować w klasyczny sposób czy z wykorzystaniem dostępnych, nowoczesnych technologii. Patrzeć na to jak buduje sąsiad, czy zainteresować się, jak budują na świecie. Mariusz Dębski, dyrektor ds. rozwoju i strategii Z500 wymienia: „Najbardziej znaną i powszechną technologią budowy jest technologia tradycyjna. Mokra, ciężka, z cegły. 80% budynków w Polsce powstaje w taki sposób. Plusem jest solidność, ale taki dom buduje się długo.” Warto pamiętać, że długa budowa powoduje wiele różnych, nieprzewidzianych sytuacji, co może blokować pieniądze i czas. „Druga podstawowa technologia to domy szkieletowe drewniane. Stanowi około 10% rynku, ale jej pozycja będzie rosła. Ściana domu budowanego w tej technologii, przy tej samej grubości, jest cieplejsza jak ściana betonowa. Trzeci rodzaj, to technologie tak zwane szybkie. Są prefabrykowane i przygotowane, tak żeby można było po trzech miesiącach skończyć prace przy budowie domu” – kontynuuje Mariusz Dębski.

Z każdym rokiem dostrzegalny jest rozwój technologii, która pozwala na budowę domu przyjaznego środowisku. „[…] W takich nieruchomościach instaluje się program, który steruje temperaturą w domu podczas naszej nieobecności. Nie ma tradycyjnych kominów, dużych okien, natomiast całe ciepło służące do ogrzania domu jest w 85% odzyskiwane metodą rekuperacji i po raz kolejny trafia do domu. Koszt budowy w takiej technologii nie jest wyższy, ale dzięki odzyskiwaniu energii taki dom jest znacznie tańszy w eksploatacji. To jest przyszłość” – dodaje Mariusz Dębski.

Człowiek, który chce mieć własny dom, stoi przed wieloma wyborami. Musi rozważyć wiele istotnych kwestii. Cisza i spokój za miastem czy hałas i zgiełk, ale jednak w mieście. Kupno mieszkania, a może jednak budowa domu – to sprawa bardzo indywidualna i osobista.

Sprzedaż samochodów osobowych: Polska i Europa nie zdjemują nogi z gazu

Z danych Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Pojazdów (ACEA) wynika, że Europejczycy kupili w marcu br. 1,45 mln nowych samochodów osobowych, czyli o 10,6% więcej niż rok temu. Był to siódmy miesiąc z rzędu, w którym w europejskich salonach samochodowych panował ożywiony ruch. Bardzo dobrym wynikiem mogą pochwalić się Polacy, którzy za sprawą „kratek” zarejestrowali o ponad 40% osobówek więcej niż rok temu. Zdaniem przedstawicieli Exact Systems nowe przepisy obowiązujące od kwietnia br. będą sprzyjały zakupom droższych modeli.

Sprzedaż samochodów osobowych

W polskiej branży motoryzacyjnej pierwszy kwartał tego roku upłynął pod hasłem „auto z kratką”. Pojawienie się okienka derogacyjnego i możliwość odliczenia pełnego VAT wywołały lawinę zamówień na tzw. „kratki”, co przełożyło się na bardzo dobre wyniki sprzedaży samochodów osobowych w naszym kraju – podsumowuje Paweł Gos, prezes Exact Systems i ekspert Polskiej Izby Motoryzacji.

W marcu br. w Centralnej Ewidencji Pojazdów pojawiło się 35 486 tys. nowych samochodów osobowych (wliczając tzw. kratki), czyli o ponad 41% więcej niż w tym samym miesiącu 2013 r. Od początku roku z polskich salonów wyjechało 97 620 osobówek, co oznacza 29% dynamikę rok do roku. Wśród nich było aż 22 tys. „kratek”.

Ożywienie w europejskich salonach, fenomen Wielkiej Brytanii

Do życia budzi się także europejski sektor motoryzacyjny. Marzec, w którym z salonów europejskich wyjechało ponad 1,45 mln nowych osobówek, to siódmy miesiąc z rzędu „na plusie” (+10,6% r/r). Od początku roku w Europie zarejestrowano o ponad 8% więcej aut niż w analogicznym okresie 2013 r. Dane za ostatnie miesiące przedstawiające sprzedaż nowych samochodów osobowych dają nadzieję, że europejska branża motoryzacyjna najgorsze ma już za sobą. Co prawda mamy do czynienia z najniższym wolumenem sprzedaży od kilku lat, to jednak cieszą kolejne rosnące słupki. Ciekawym przypadkiem, któremu przyglądamy się od kilku miesięcy jest rynek brytyjski, który rośnie nieprzerwanie od ponad 2 lat. Tylko w marcu Anglicy kupili więcej samochodów niż Polacy w całym 2013 r. – mówi Jacek Opala, dyrektor ds. rozwoju sprzedaży w Exact Systems. Większość głównych rynków europejskich odnotowała wzrost rejestracji nowych aut osobowych: Niemcy (+5,4% r/r), Hiszpania (+10% r/r), Włochy (+5% r/r) i Wielka Brytania (+17,7% r/r).

W Polsce i Europie rządzi grupa Volkswagen

Zarówno w marcu jak i całym pierwszym kwartale najchętniej kupowaną marką samochodową w segmencie osobówek w Polsce jest Skoda – w ciągu trzech miesięcy zostało sprzedanych ponad 14 tys. modeli tego producenta. Tuż za nią uplasowały się Volkswagen i Toyota. Polacy nadal najchętniej kupują Skodę Oktavię, Forda Focusa i Skodę Fabię. Nieco inaczej prezentuje się europejska mapa producentów. W Europie najlepiej radzi sobie marka Volkswagen z blisko 160 tys. sprzedanych aut w marcu – mówi Jacek Opala.

2014 rokiem modeli premium?

Od 1 kwietnia zaczną obowiązywać nowe, dla części przedsiębiorców mniej korzystne, przepisy podatkowe dotyczące zakupu samochodów firmowych. W związku z tym dynamika rejestracji nowych osobówek może ulec obniżeniu, ale mam tutaj na myśli głównie grupę marek popularnych. Bowiem w przypadku modeli premium nowe regulacje są korzystniejsze niż te obowiązujące do końca ubiegłego roku i mogą pozytywnie wpłynąć na ten segment rynku – mówi Paweł Gos. I dodaje, że cały rok dla naszej branży motoryzacyjnej będzie lepszy od minionego. Liczba 310–320 tys. nowych rejestracji w tym roku, czyli ok. 5-10% wzrost r/r, jest się moim zdaniem realna – ocenia Paweł Gos.

Orange przegrywa w sądzie z UOKiK

Polska Telefonia Komórkowa Centertel (obecnie Orange Polska) działała niezgodnie z prawem utrudniając konsumentom przeczytanie umowy przed jej zawarciem. Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów zgodził się ze stanowiskiem UOKiK

Gdy umowa o świadczenie usług telekomunikacyjnych jest zawierana lub zmieniana na odległość (np. przez telefon lub Internet), operator powinien dostarczyć konsumentowi kontrakt w wersji pisemnej. Postępowanie UOKiK wykazało m.in., że spółka PTK Centertel (obecnie Orange Polska) wywierała na swoich klientów niedopuszczalną presję, wymagając aby podpisywali umowę w obecności kuriera. Zdaniem UOKiK, stosowana przez Orange praktyka utrudniała konsumentom przeczytanie ze zrozumieniem kontraktu przed jego podpisaniem. Tymczasem, zgodnie z prawem, konsument powinien mieć realną możliwość zapoznania się z wzorcem umownym przez złożeniem podpisu tak, aby znał wiążące go postanowienia.

Wyrok sądu dotyczy decyzji Prezes UOKiK z grudnia 2010 r. Sąd podzielił stanowisko UOKiK, jednak obniżył karę pieniężną do 13 937 400 zł. Za okoliczność łagodzącą uznane zostało podjęcie przez PTK Centertel (obecnie Orange Polska) negocjacji ze spółką kurierską w celu zmiany sposobu doręczania przesyłek. Wyrok SOKiK w Warszawie z 2 kwietnia 2013 r. (XVII Ama 51/11) nie jest prawomocny, stronom przysługuje apelacja.

Polski sektor MŚP coraz bardziej mobilny

Małe i średnie firmy w Polsce coraz częściej korzystają z urządzeń przenośnych. W porównaniu do sytuacji sprzed dwóch lat, trend mobilności wyraźnie zyskał na znaczeniu. Wydłużył się również nieznacznie cykl wymian sprzętu.

Rośnie wykorzystanie smartfonów i tabletów

Z badania małych i średnich przedsiębiorstw (MŚP) przeprowadzonego w I kw. 2014 r. na próbie 800 podmiotów przez firmę badawczą PMR wynika, że średnio jedno przedsiębiorstwo z sektora MŚP w Polsce, zatrudniające od 10 do 249 pracowników, posiada 14 komputerów stacjonarnych, 6 laptopów, 4 smartfony i jeden tablet. Można zaobserwować, że liczba posiadanych urządzeń jest większa w średnich przedsiębiorstwach, w firmach posiadających zagranicznego inwestora oraz mających więcej niż jeden odział. Nasycenie technologiami IT wzrasta także wraz z wielkością przychodów firmy. Oznacza to, że firmy posiadające bardziej sformalizowaną strukturę i działające na większą skalę potrzebują odpowiednich technologii, których funkcjonowanie i wykorzystanie jest uzależnione od posiadania właściwych urządzeń.

W porównaniu do poprzedniej edycji badania sprzed dwóch lat, nie zmieniły się zasadniczo wskaźniki nasycenia sektora MŚP komputerami, jednak wzrosła średnia liczba posiadanych urządzeń. Największy wzrost można zauważyć w liczbie posiadanych smartfonów, które nie są już charakterystyczne dla firm o największych przychodach jak to miało miejsce dwa lata temu. W przypadku smartfonów średnia liczba wykorzystywanych urządzeń w firmach z sektora MŚP wzrosła czterokrotnie w porównaniu do danych z badania z 2012 r.

Minimalnie dłuższy cykl wymian

Analizując średnią liczbę lat, po których wymienia się w polskich firmach sprzęt na nowy, można zauważyć, że zmienne charakteryzujące przedsiębiorstwa nie wpływają zasadniczo na skłonność firm do wymiany sprzętu. Komputery stacjonarne służą średnio pięć lat, przenośne cztery lata, telefony komórkowe (także smartfony) dwa lata. Dwuletni cykl wymiany telefonów komórkowych wiąże się ze standardowym czasem trwania umowy z operatorami telefonii komórkowej. Potwierdza to również analiza odpowiedzi na pytanie o rodzaj płatności, gdzie większość firm ma umowę na abonament, która zazwyczaj daje możliwość wymiany telefonu w cyklu dwuletnim. Z drugiej strony, wzrost popularności ofert ryczałtowych bez telefonu powoduje stopniowe wydłużenie okresu korzystania z telefonów w firmach.

Mimo wspomnianego wzrostu wykorzystania urządzeń przenośnych, nie maleje zainteresowanie MŚP desktopami, które są obecne praktycznie w każdej polskiej firmie zatrudniającej 10-249 pracowników. Średnia liczba lat, po których wymienia się komputer biurkowy w kolejnych edycjach badania nieznacznie wzrasta, co może świadczyć o rosnącej wydajności dostępnego sprzętu, która spełnia oczekiwania użytkowników.

Uwagi metodologiczne na temat badania

Powyższe dane pochodzą z cyklicznego badania polskiego sektora MŚP przeprowadzanego przez firmę badawczą PMR. Najnowsza edycja badania została zrealizowana w I kw. 2014 roku, a jej pełne wyniki są dostępne w raporcie „Oprogramowanie, usługi i infrastruktura ICT w małych i średnich firmach w Polsce 2014”. Zakres badania obejmuje infrastrukturę ICT, oprogramowanie i usługi IT wykorzystywane przez małe i średnie firmy, poziom wydatków na informatykę i telekomunikację, finansowanie i fundusze UE, a także plany zakupowe. Przedmiotem badania była również popularność poszczególnych dostawców i znajomość marek wśród firm z sektora MŚP.

W badaniu wykorzystano losową, warstwową próbę firm zatrudniających 10-49 oraz 50-249 osób. Należy zaznaczyć, że w badaniu nie uwzględniono podmiotów gospodarczych działających w administracji publicznej, samorządowej i edukacji, służb mundurowych oraz stowarzyszeń. W sumie zrealizowano 804 pełnowartościowe wywiady. Wyniki badania mogą być uogólnione na zbiorowość polskich przedsiębiorstw zatrudniających 10-249 osób, działających w następujących branżach:
• handel hurtowy i detaliczny
• produkcja ciągła, produkcja w masie (produkcja napojów, żywności, surowców chemicznych itp.) – określana w raporcie również jako „produkcja procesowa”
• produkcja w sztukach (produkcja maszyn, urządzeń, gotowych wyrobów metalowych, mebli itp.) – w raporcie określana także jako „produkcja dyskretna”
• transport i logistyka
• HoReCa – sektor hoteli, restauracji, barów i kawiarni
• przedsiębiorstwa użyteczności publicznej (elektrociepłownie, oczyszczalnie ścieków, wodociągi etc.)
• finanse i ubezpieczenia
• inne usługi (zaliczono tu m.in. budownictwo, obrót nieruchomościami, służbę zdrowia, a także telekomunikację i informatykę).

Rynek suplementów diety w Polsce napędza sprzedaż poza aptekami

Według najnowszego raportu „Rynek suplementów diety w Polsce 2014. Prognozy rozwoju na lata 2014-2018” wartość sprzedaż suplementów diety w 2013 r. wzrosła o 9%, biorąc pod uwagę sprzedaż apteczną, pozaapteczną i przez internet. Motorem wzrostu, tak jak i w roku 2012, była sprzedaż suplementów w kanałach pozaaaptecznych.

Producenci mogą liczyć na wzrost 9-10% również i w latach 2015-2016

W 2012 r., w przeciwieństwie do rynku leków, rynek suplementów diety w Polsce zanotował dodatnią dynamikę sprzedaży, rosnąc o około 2%. Wynikało to z podobnego spadku sprzedaży aptecznej suplementów diety i leków OTC, a jednocześnie z szybszego wzrostu sprzedaży pozaaptecznej tej pierwszej grupy produktów. Dodatkowo, w przypadku suplementów dystrybucja pozaapteczna odgrywa znacznie większą rolę niż na rynku leków OTC, tak więc dynamika tego kanału bardziej wpływa na cały rynek.

Według naszych szacunków, w 2013 r. motorem rynku był ponownie kanał pozaapteczny, w którym sprzedaż wzrosła o około 16%.

Po spodziewanym obniżeniu dynamiki w 2014 r., za sprawą wysokiej bazy i niższej liczby zachorowań, w latach 2015-2018 dynamika wzrośnie do około 9-10% rocznie. Sprzedaż pozaapteczna będzie rosła bardziej dynamicznie niż sprzedaż apteczna ze względu na mniejsze ograniczenia prawne np. obecnie w rozwoju sprzedaży na rynku aptecznym przeszkadza ich zła sytuacja finansowa oraz zakaz reklamy aptek.

Biorąc pod uwagę czynniki makroekonomiczne, w następnych latach należy oczekiwać szybszego wzrostu płac realnych, wraz z postępującym ożywieniem gospodarczym i spadkiem bezrobocia, co pozytywnie wpłynie na tempo wzrostu sprzedaży suplementów diety.

Wycena należności tylko przy zachowaniu zasady ostrożności – informacja ekspercka

Skłonność do zaniżania odpisów aktualizujących należności lub też próby uniknięcia jego utworzenia pojawiają się w spółkach dość często. Jednak zgodnie z artykułem 28 ust.1 pkt 7 ustawy o rachunkowości (UoR), istnieje obowiązek wyceny należności w kwocie wymaganej zapłaty, przy zachowaniu zasady ostrożności. Aktualizacji wyceny należności trzeba dokonać nie rzadziej niż na dzień bilansowy.

Jednostka ma obowiązek aktualizacji odpisów aktualizujących wartość należności przynajmniej na dzień bilansowy, nie ma jednak przeszkód, by w razie zaistniałej konieczności takich odpisów dokonywać częściej.

Art. 35b ust. 1 UoR wskazuje, że wartość należności podlega aktualizacji przy uwzględnieniu stopnia prawdopodobieństwa ich zapłaty przez dokonanie odpisu aktualizującego, gdy mamy do czynienia z:

należnościami od dłużników postawionych w stan likwidacji lub w stan upadłości,
przypadkiem oddalenia wniosku o upadłość, gdy majątek dłużnika nie wystarcza na zaspokojenie kosztów postępowania upadłościowego – w pełnej wysokości należności;
należnościami kwestionowanymi przez dłużników oraz z których zapłatą dłużnik zalega,
należnościami stanowiącymi równowartość kwot podwyższających należności, w stosunku do których uprzednio dokonano odpisu aktualizującego

należnościami przeterminowanymi lub nieprzeterminowanymi o znacznym stopniu prawdopodobieństwa nieściągalności.

Ostatni punkt wskazuje konieczność analizy należności pod kątem możliwości ich odzyskania. W przypadku nieprzeterminowanych należności trudno jednoznacznie oszacować prawdopodobieństwo ich nieściągalności. Tylko dysponując doświadczeniem w danej branży, wiedzą o dotychczasowym przebiegu współpracy z kontrahentem czy też informacją o jego aktualnej kondycji finansowej, można podjąć racjonalną decyzję dotyczącą konieczności i wysokości utworzenia odpisu.

Polityka rachunkowości pomoże w utworzeniu odpisu

W tworzeniu odpisu aktualizującego należności przydatna może okazać się polityka rachunkowości stosowana w jednostce, istnieje bowiem możliwość umieszczenia w niej wskazówki co do podstaw tworzenia odpisu, na przykład uznając okres zaległości w płatności za podstawę ustanowienia odpisu. Dysponując danymi historycznymi i bieżącymi informacjami, spółka może ustalić przedziały czasowe, według których będzie dokonywała odpisów w odpowiedniej proporcji do okresu przeterminowania płatności. Analizując wiek należności, nie należy mylić terminu wystawienia faktury z datą płatności. Okres zwłoki w ich uregulowaniu trzeba bowiem liczyć od ustalonego dnia terminu zapłaty. Co ważne, do należności o dużej wartości nie można podchodzić szablonowo. Takie przypadki traktuje się odrębnie, dochodząc do informacji o przyczynie zwłoki i sytuacji finansowej kontrahenta. Warto też wziąć pod uwagę reakcję dłużnika na prośbę o dokonanie zaległej zapłaty oraz to, czy w umowie zawarte zostało zabezpieczenie transakcji, na przykład w postaci gwarancji lub weksla.

Kiedy następuje uprawdopodobnienie nieściągalności wierzytelności?

Istnieje kilka przesłanek, których wystąpienie znacząco zwiększa prawdopodobieństwo nieściągalności długu. Są one wymienione w art. 16 2a ust.1 ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych (updop). Wśród takich czynników można wskazać wykreślenie dłużnika z ewidencji działalności gospodarczej, postawienie w stan likwidacji albo ogłoszenie upadłości.

Także wszczęcie postępowania upadłościowego z możliwością zawarcia układu (w rozumieniu prawa upadłościowego i naprawczego) lub wszczęcie na wniosek dłużnika postępowania ugodowego (przepisy o restrukturyzacji finansowej przedsiębiorstw i banków) istotnie zmniejsza prawdopodobieństwo ściągnięcia wierzytelności.

Kolejną sytuacją. Jaką wymieniają przepisy jest potwierdzenie zadłużenia prawomocnym orzeczeniem sądu i skierowanie go na drogę postępowania egzekucyjnego albo przeciwnie – kwestionowanie wierzytelności przez dłużnika na drodze powództwa sądowego.

Odpis to nie zawsze koszt podatkowy

Ponieważ utworzenie odpisu i ujęcie go w księgach ma negatywny wpływ na wynik finansowy jednostki, można spotkać się z niechęcią do jego tworzenia. Tym bardziej, że nie w każdym przypadku tworzony odpis ma charakter kosztu podatkowego. Zgodnie z art. 16 ust. 2a pkt 1 (updop), aby potraktować odpis w ten sposób, nieściągalność wierzytelności musi zostać uprawdopodobniona. Oczywiście zapisy zawarte w tym artykule nie stanowią pełnego wachlarza przesłanek do uprawdopodobnienia nieściągalności. Spółka może udokumentować to też w inny, wiarygodny sposób. Na koniec należy przypomnieć, że kosztem podatkowym będzie odpis aktualizujący wartość należności wyłącznie w jej kwocie netto.

Piractwo w sieci przyczyną milionowych strat dla polskiej gospodarki

Wartość PKB utraconego z tytułu piractwa internetowego treści wideo szacowana jest na ok. 700 mln PLN rocznie, a w 2018 roku straty mogą sięgnąć nawet dwukrotności całego budżetu MKiDN – wynika z raportu „Analiza wpływu zjawiska piractwa treści wideo na gospodarkę w Polsce” przygotowanego przez firmę doradczą PwC na zlecenie Stowarzyszenia Dystrybutorów Programów Telewizyjnych „Sygnał”. Jest to pierwsza próba oszacowania wpływu piractwa medialnego na gospodarkę w Polsce.

„Mamy nadzieję, że nasza analiza stanie się punktem wyjścia do dalszych działań prowadzonych zarówno w zakresie edukacji społecznej, jak i w obszarze dostosowania polskiego prawa do rzeczywistości cyfrowej oraz jego skutecznej egzekucji” – mówi Piotr Baranowski, partner i lider zespołu ds. mediów i nowych technologii w PwC. „Jeszcze kilka lat temu piractwo internetowe dotyczyło jedynie wąskiej grupy użytkowników. Dziś to już zjawisko powszechne, a jego negatywny wpływ na gospodarkę jest coraz bardziej widoczny. Usługi nielicencjonowanego dostępu do treści są przeważnie doskonale zorganizowane i realizowane w celu czerpania korzyści finansowych. Sektor takich usług urósł do skali przewyższającej legalne serwisy internetowe oferujące w Polsce treści wideo” – podkreśla.

Skala piractwa medialnego

Jak wynika z szacunków PwC, co piąty Polak regularnie korzysta z serwisów internetowych oferujących nielegalny dostęp do treści wideo – stanowi to prawie 30% wszystkich Internautów i aż 94% osób poszukujących treści wideo w Internecie. Jednocześnie większość oglądających treści wideo w Internecie robi to zarówno poprzez źródła legalne jak i nielegalne (73% spośród oglądających filmy, 49% oglądających seriale oraz 45% transmisje sportowe). Nawet niemal połowa respondentów płaci za dostęp do treści wideo z nielegalnych źródeł, a średnia ich deklarowanych wydatków wynosi ok. 14 PLN miesięcznie. Większość serwisów pirackich jest jednocześnie finansowana przez reklamodawców.

Internauci najwięcej czasu poświęcają na oglądanie filmów z nielegalnych źródeł (13 godz. miesięcznie), a najmniej na oglądanie sportu (3,5 godz. miesięcznie). W ciągu roku, poprzez nielegalne źródła następuje 400-500 milionów odtworzeń filmów, 650-750 milionów odtworzeń odcinków seriali oraz 150-180 milionów odtworzeń transmisji sportowych.

„W Polsce skala piractwa jest znacząco wyższa niż na rynkach rozwiniętych Europy Zachodniej czy świata, przy czym należy pamiętać, że koszty tego zjawiska są odczuwalne nie tylko przez twórców, lecz także Skarb Państwa i rynek pracy. Podobną skalę zjawiska w przeliczeniu na jednego Internautę możemy zaobserwować jedynie w Hiszpanii i we Włoszech. Na drugim krańcu, ze stosunkowo niską popularnością piractwa plasują się Niemcy, Wielka Brytania i Japonia, czyli kraje charakteryzujące się jednocześnie stabilnością gospodarczą, jak i poszanowaniem prawa i ochrony własności” – wyjaśnia prof. Witold Orłowski, główny doradca ekonomiczny PwC.

Wpływ piractwa na polską gospodarkę

Jak wynika z szacunków PwC, wartość utraconego PKB w wyniku piractwa wideo w Internecie w 2013 roku wynosi pomiędzy 500 a 700 mln PLN, co stanowi 0,04% całkowitego PKB Polski, z czego między 170 a 250 mln PLN traci bezpośrednio Skarb Państwa. Straty Skarbu Państwa stanowią równowartość 6-9% budżetu Ministerstwa Kultury lub całość wydatków Ministerstwa na teatry. Ponadto, ograniczenie korzystania z nielegalnych treści mogłoby spowodować utworzenie dodatkowych 6000-6500 miejsc pracy.

Zakładając status quo w zakresie rozwiązań legislacyjnych, poziomu edukacji i postaw społecznych w zakresie piractwa medialnego, a także obserwując trendy sprzyjające rozwojowi piractwa w Polsce, eksperci oszacowali, że średnioroczne tempo wzrostu piractwa w Polsce w latach 2013-2018 może wynieść między 29% a 54%. W scenariuszu umiarkowanego wzrostu, straty gospodarcze w 2018 roku osiągnęłyby 1,8 mld PLN, a w bardziej pesymistycznym scenariuszu przekroczyłyby 6,1 mld PLN, czyli dwukrotność obecnego budżetu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Przyczyny piractwa w Polsce

Najczęstszymi deklarowanymi przyczynami korzystania przez respondentów z serwisów oferujących nielegalny dostęp są: bogata oferta treści (32%) oraz bezpłatny dostęp (26%). Deklaracje te jednak często nie mają związku z sytuacją materialną korzystających i mogą stanowić próbę racjonalizacji zachowań, a nie realną przyczynę korzystania z nielegalnego obiegu treści.

Polacy mają świadomość, że ściąganie i rozpowszechnianie treści pirackich jest niezgodne z prawem (77% wskazań). Dodatkowo, ponad połowa respondentów zgadza się ze stwierdzeniem, że piractwo jest nieetyczne, gdyż pozbawia twórców należnego wynagrodzenia. Jednocześnie jednak ten sposób korzystania z treści video, jest niemal powszechny pośród tych samych respondentów.

Użytkownicy korzystający z serwisów oferujących nielegalny dostęp do treści często mają problem z odróżnieniem ich od źródeł legalnych. Tylko 8% badanych było w stanie prawidłowo zidentyfikować serwisy działające w pełni legalnie. Jednocześnie brak umiejętności takiego rozróżnienia trudno uznać za istotną przyczynę piractwa – w grupie respondentów zakwalifikowanych jako świadomych i jednocześnie deklarujących, że chcieliby korzystać tylko z legalnych źródeł, skala piractwa wyniosła
aż 73%.

„Wyniki badania pokazują, że deklarowane przyczyny korzystania z serwisów nielegalnie udostępniających treści są w niewielkim stopniu zależne od dochodów gospodarstwa domowego respondenta. Osoby dobrze lub bardzo dobrze oceniające swoją sytuację materialną, również wskazały na brak płatności, jako jedną z głównych przyczyn korzystania z nielegalnych źródeł” – komentuje Piotr Baranowski, partner w PwC.

Otoczenie prawne

Skuteczna ochrona własności intelektualnej oraz przeciwdziałanie nieuczciwym praktykom dostawców usług świadomie czerpiącym korzyści z nielegalnej dystrybucji treści wideo jest utrudniona głównie ze względu na luki prawne, daleko idące wyłączenia odpowiedzialności niektórych podmiotów czy nieprecyzyjne definicje prawne (np. definicja dozwolonego użytku, jako m.in. dzielenia się zasobami ze znajomymi, w dobie portali społecznościowych staje się polem do nadużyć), rejestrację serwisów zagranicą, ulokowanie serwerów poza terytorium naszego kraju czy typowe dla działalności pirackiej rozproszenie podmiotów. Przepisy polskiego prawa autorskiego zostały stworzone w „rzeczywistości analogowej” i nie zapewniają skutecznej ochrony interesom twórców i uprawnionych w oferującej dużo większe możliwości działania „rzeczywistości cyfrowej”.

„Dynamicznie rosnąca wirtualna sfera aktywności wymaga regulacji prawnej, która pozwoliłaby na odpowiednie wyważenie i zabezpieczenie słusznych interesów poszczególnych podmiotów w niej funkcjonujących. Tymczasem, prawo nie nadąża za rozwojem technologicznym, a istniejące regulacje nie zawsze pozwalają na rozstrzygnięcie problemów cyfrowej rzeczywistości, która dawno już przekroczyła założenia przyjęte przy projektowaniu instytucji takich jak np. dozwolony użytek prywatny” – komentuje Anna Kobylańska, adwokat z kancelarii PwC Legal.

Proponowane rozwiązania

Patrząc na przyczyny piractwa, złożoność modeli biznesowych stosowanych przez serwisy umożliwiające nielegalny dostęp oraz obecny stan prawny w zakresie ochrony własności intelektualnej, widać wyraźnie, że skuteczna walka z internetowym piractwem wideo jest zadaniem bardzo złożonym.

„Ze względu na kompleksowość zjawiska konieczne jest zarówno podjęcie działań informacyjnych skierowanych do użytkowników serwisów internetowych i pokazywanie alternatyw w postaci legalnych źródeł, jak i uszczelnienie systemu regulacji prawnych i penalizacja naruszeń. Kluczowa jest kwestia niwelowania negatywnego wpływu tego zjawiska na gospodarkę, zatem należy wprowadzić rozwiązania skierowane przeciwko nieuczciwym usługodawcom, które utrudnią im czerpanie korzyści finansowych z działalności pirackiej. Oznacza to współpracę z podmiotami umożliwiającymi obecnie finansowanie działalności pirackiej, jak np. banki, operatorzy komórkowi czy reklamodawcy” – mówi Piotr Baranowski, partner w PwC.

Informacje o badaniu

Raport „Analiza wpływu zjawiska piractwa treści wideo na gospodarkę w Polsce” został przygotowany przez PwC na zlecenie Stowarzyszenia Dystrybutorów Programów Telewizyjnych SYGNAŁ. Prace nad raportem trwały pomiędzy październikiem 2013 roku a styczniem 2014 roku.

Radom – nowe możliwości outsourcingowe dla Warszawy

Gwarantem sukcesu w branży outsourcingu jest dobra lokalizacja centrum usług i wykształcona kadra. Przykładem jest Radom – to teza, którą udowodnili uczestnicy kolejnego śniadania biznesowego Power Breakfast, moderowanego przez prezesa Fundacji Pro Progressio, Wiktora Doktór.

15 kwietnia w Villa Foksal odbyło się śniadanie biznesowe z cyklu Power Breakfast, zorganizowane w ramach seminarium Prospects in Poland. Podczas comiesięcznych spotkań, eksperci poszukują nowych perspektyw dla Polski i tym razem uwaga uczestników skupiła się na Radomiu. Całe spotkanie moderował Wiktor Doktór, Prezes Fundacji Pro Progressio.

„Radom – siła w precyzji” – to hasło promocyjne miasta położonego zaledwie 100 kilometrów od Warszawy. Na przestrzeni ostatnich kilku lat Radom z powodzeniem wypełnia powyższą misję. Zdecydowanie największym atutem miejscowości jest powstające właśnie lotnisko, oddalone od centrum o 3 km, z którego pierwsze loty zaplanowano już na czerwiec 2014 roku. To dobra wiadomość dla przedsiębiorców, którzy będą chcieli inwestować właśnie w tym mieście. A powodów ku temu jest dużo. Po pierwsze, atrakcyjne ceny najmu biur, niskie koszty utrzymania oraz pomoc publiczna w ramach Specjalnej Strefy Ekonomicznej. Po drugie, wyspecjalizowana kadra. Obecnie w Radomiu kształci się ponad 15 tys. studentów na 12 uczelniach wyższych, których programy edukacyjne układane są w sposób umożliwiający przygotowanie przyszłej kadry do pracy w sektorze outsourcingu. To tylko niektóre zagadnienia, do których próbował przekonać zebranych Andrzej Kosztowniak, prezydent Radomia. W trakcie spotkania odbyły się dwa panele dyskusyjne z udziałem przedstawicieli m.in. Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych, Jones Lang LaSalle, AIG/Lincoln Polska, AVON czy PwC. Dotyczyły one możliwości outsourcingowych Radomia oraz korzyści płynących z inwestycji.

„Miasta położone niedaleko wielkich aglomeracji są idealną lokalizacją do rozwoju usług outsourcingowych. Radom posiada niskie koszty prowadzenia działalności biznesowej, a jego niebywałym atutem jest niewielka odległość od Warszawy. Młoda i dobrze wykwalifikowana kadra z pewnością przyczyni się do rozbudowy sektora nowoczesnych usług związanych z BPO.” – powiedział Wiktor Doktór, prezes Fundacji Pro Progressio.

W ubiegłym miesiącu Radom dołączył do grona miast, które Fundacja Pro Progressio wspiera swoimi licznymi działaniami. Celem współpracy jest popularyzacja tych miejsc na polskim rynku outsourcingu, pomoc w rozwoju sektora usług biznesowych oraz szkolenie pracowników w zakresie zewnętrznych procesów biznesowych.

A. Szczęśniak: w obliczu kryzysu na Ukrainie obligo gazowe zagraża bezpieczeństwu energetycznemu Polski

CEO Magazyn Polska

Obligo gazowe, czyli obowiązek sprzedaży dużej części gazu przez PGNiG za pośrednictwem Towarowej Giełdy Energii, zagraża bezpieczeństwu państwa w związku z kryzysem na Ukrainie – ocenia ekspert rynku paliw Andrzej Szczęśniak. Jego zdaniem, taki obowiązek należałoby wprowadzić dopiero po zdywersyfikowaniu dostawców gazu w Polsce, a nie teraz jako narzędzie łamania monopolu.

Mamy dzisiaj sytuację, kiedy dostawy gazu na skutek napięć i praktycznie wojny na Wschodzie mogą zostać każdego dnia odcięte. To oznacza, że sytuacja na rynku europejskim zostanie znacząco zachwiana, ponieważ duże braki w dostawach gazu z Ukrainy spowodują ogromny wzrost cen i w ogóle zachwianie rynku. I w takiej sytuacji nacisk na to, żeby realizować obligo gazowe, jest dodatkowym elementem, który sprawia, że rynek się chwieje – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Andrzej Szczęśniak, ekspert rynku paliw.

Obligo gazowe zostało wprowadzone w ubiegłym roku w celu liberalizacji rynku gazu. PGNiG miało w 2013 r. sprzedać 30 proc. produkowanego gazu przez TGE; w tym roku ma to być 40 proc. Jednak w ubiegłym roku spółka sprzedała na giełdzie jedynie 4 proc. produkcji. Teraz PGNiG grożą wysokie kary, nawet do 4,8 mld zł.

Szczęśniak podkreśla jednak, że w sytuacji zagrożenia zmniejszeniem lub nawet odcięciem dostaw gazu z Ukrainy, zmuszanie PGNiG do sprzedaży gazu przez giełdę może być nierozsądne. W I kwartale tego roku spółka sprowadziła ze wschodu 2 mld metrów sześciennych – 80 proc. całego importu gazu. Część z niego trafia do Polski przez Ukrainę, reszta przez Białoruś.

W tej sytuacji mówienie o karach, o przymuszaniu PGNiG do wykonania obliga, to tak jakby ktoś sobie nie zdawał sprawy z tego, w jakiej sytuacji żyjemy. Dzisiaj musimy pilnować, żeby tego gazu mieć jak najwięcej i żeby spółka, która odpowiada ustawowo za bezpieczeństwo energetyczne, nie była poddana kolejnym naciskom i sytuacji, kiedy ona w zasadzie nie wie, czy ma kupować gaz, czy ma sprzedawać gaz; jak go sprzedawać, skoro na giełdzie nie ma warunków – ocenia Szczęśniak.

Dodaje, że liberalizacja rynku gazu poprzez obowiązek sprzedaży na giełdzie sprawdza się jedynie na rynkach, gdzie jest wielu dostawców gazu. Tymczasem w Polsce jeszcze w 2012 r. PGNiG miało ponad 95 proc. udziału w rynku gazu, choć od tego czasu wielu dużych odbiorców zdecydowało się na samodzielny zakup surowca.

Mimo to Szczęśniak ocenia, że PGNiG przez wiele lat pozostanie jeszcze dominującym podmiotem. Jak dodaje, na rynkach europejskich przyjęto, że do liberalizacji poprzez giełdę potrzebnych jest co najmniej trzech dostawców gazu, najlepiej z różnych kierunków. PGNiG w I kwartale tego roku importowało niemal połowę sprzedaży gazu, ale większość ze wschodu.

– W sytuacji, kiedy mamy jednego gracza i jednego dostawcę, kreowanie rynku jest zabiegiem bardzo sztucznym i to nie przyniesie żadnych korzyści. Czyli liberalizacja rynku w tej postaci giełdowej powinna zostać odłożona do momentu, kiedy zdywersyfikujemy się, kiedy będą możliwe realne i porównywalne cenowo rozmaite źródła gazu, i wtedy można śmiało wprowadzać tę formę liberalizacji – mówi Szczęśniak

Według niego sprzedaż gazu przez giełdę mogłaby się przyczynić do urynkowienia jego ceny. Ale w Polsce mechanizm ten został wprowadzony w celu złamania monopolu PGNiG, co nie mogło przynieść pożądanych efektów. Szczęśniak podkreśla, że w tej chwili brakuje nie tylko konkurencji na rynku dostawców, lecz także nie ma chętnych do zakupu gazu przez giełdę.

Polskie firmy mogą pomóc Ukrainie zmniejszyć zależność gospodarczą od Rosji. Ciech SA podpisał kontrakty na dostawy produktów sodowych

CEO Magazyn Polska

Dążenia Ukrainy do gospodarczego uniezależnienia się od Rosji  stwarzają dla polskich firm szansę na ekspansję. Grupa Ciech podpisała właśnie kilka dużych kontraktów z ukraińskimi odbiorcami sody.

Krótkoterminowo staramy się wykorzystywać do maksimum pojawiające się okazje rynkowe. Każdy kryzys niesie ze sobą również szanse. Sytuacja na Ukrainie stworzyła dla tamtejszej gospodarki okazję do uniezależnienia się od Rosji. W związku z tym również dla Ciechu pojawiły się określone możliwości, które w porę dostrzegliśmy i wykorzystaliśmy – mówi agencji informacyjnej Newseria Dariusz Krawczyk, prezes zarządu Ciech SA.

Szansą dla Ciechu okazało się to, że fabryka sody w krymskim Krasnoperekopsku znalazła się na terytorium faktycznie kontrolowanym przez Moskwę. Dodatkowym problemem dla właściciela zakładów – Grupy DF – było aresztowanie w Wiedniu jej prezesa, Dmytro Firtasza. Teraz czeka on na ekstradycję do USA.

Aneksja Krymu spowodowała, że nasz konkurent nagle znalazł się po drugiej stronie granicy rosyjsko-ukraińskiej, co dało nam dostęp do rynku zachodniej Ukrainy – wyjaśnia Krawczyk.

Zajęcie Krymu przez Rosjan może być kosztowne także dla rosyjskich firm działających nad Dnieprem, takich jak chemiczny koncern Khimprom. Dzięki fabryce w obwodzie mikołajowskim ma on silną pozycję na ukraińskim rynku sody. Teraz rosyjskiej fabryce grozi gospodarcza izolacja, ponieważ z powodu inwazji na Krym Ukraińcy wrogo patrzą na rosyjski kapitał. Świadczy o tym m.in. bojkot rosyjskich towarów w tamtejszych sklepach. Równocześnie Ukraińcy liczą na pogłębienie kontaktów handlowych z Zachodem, co pozwoli im zmniejszyć polityczną i gospodarczą zależność od Rosji oraz postawi na nogi gospodarkę.

Według Krawczyka, są to jedynie krótkoterminowe korzyści, wynikające z obecnej sytuacji na Ukrainie. Nie ma wątpliwości, że w dłuższej perspektywie niestabilna sytuacja na wschodzie Europy będzie szkodzić także Ciechowi. Tym bardziej, że Moskwa chętnie korzysta z instrumentów ekonomicznych w swojej polityce zagranicznej, stosując np. embarga. Obecnie ograniczają się one do rolnictwa i przemysłu rolno-spożywczego, ale nie jest wykluczone, że zostaną nim objęte inne gałęzie polskiej gospodarki.

Każdy kryzys na Wschodzie powoduje, że musimy zastanowić się, na których rynkach uplasować produkty, które wytworzymy w ramach programu zwiększania naszych zdolności produkcyjnych. Jesteśmy jednak elastyczni i do nowych sytuacji będziemy przystosowywać się coraz szybciej – twierdzi Dariusz Krawczyk.