Stanowisko Poczty Polskiej dot. artykułu „PGP wzywa Pocztę Polską do poddania się audytowi”

W dniu dzisiejszym otrzymaliśmy wiadomość zawierającą stanowisko Poczty Polskiej odnośnie artykułu „PGP wzywa Pocztę Polską do poddania się audytowi” oświadczenie brzmi następująco:

Trudno porównywać jabłka ze śliwkami. Poczta Polska jako operator wyznaczony podlega audytowi ze strony takich instytucji jak: UKE, NIK czy GIODO. Ponadto jako operator wyznaczony Poczta musi spełniać szereg wymogów, które nie dotyczą operatorów prywatnych. Dotyczy to m.in. utrzymania sieci placówek, doręczania korespondencji pięć razy w tygodniu czy przedkładania Prezesowi UKE projektu cennika usług powszechnych.

W momencie gdy te warunki brzegowe się wyrównają, nie będziemy mieli nic przeciwko audytowi, o którym wspomina konkurencja. Jednak jak na razie konkurencja zrobiła bardzo dużo by właśnie niezależny audyt ze strony Urzędu Komunikacji Elektronicznej, dotyczący bałaganu w korespondencji sądowej, maksymalnie opóźnić. W takim stanie rzeczy trudno propozycję PGP traktować poważnie.

Pozdrawiam
Zbigniew Baranowski
Rzecznik prasowy Poczty Polskiej S.A.

Bardzo dobre dane z rynku pracy. Bezrobocie w marcu w dół

Resort pracy podał, że stopa bezrobocia w marcu zmalała o 0,3 pp do poziomu 13,6%. Oznacza to, że z ewidencji bezrobotnych wykreślono aż 72 tys. osób. Liczba bezrobotnych wciąż przekracza 2,18 mln osób, ale w analogicznym okresie ubiegłego roku było ich 130 tys. więcej.

Ministerstwo pracy podkreśla, że ostatni raz tak silny spadek bezrobocia w marcu mieliśmy w 2008 roku. Na sukces złożyło się kilka czynników. To przede wszystkim uruchomienie środków na aktywne formy przeciwdziałania bezrobociu – urzędy pracy wyjątkowo od grudnia ubiegłego roku wiedzą, jakim budżetem dysponują na finansowanie staży, szkoleń, dotacji na rozpoczęcie własnej działalności gospodarczej oraz dotowanie miejsc pracy. Równocześnie marzec był wyjątkowo ciepłym miesiącem, co pozwoliło na wczesne rozpoczęcie prac w budownictwie i innych sektorach gospodarki np. turystyce czy gastronomii.

Niemniej, liczba bezrobotnych wciąż przekracza 2,18 mln osób. Najprawdopodobniej poniżej dwóch milionów zejdziemy w okolicach lipca. Jeżeli dane dotyczące koniunktury nie pogorszą się, to spadek liczby bezrobotnych będziemy odnotowywać do października bieżącego roku.

Pracodawcy chcą zatrudniać

Szef resortu pracy zauważa, że firmy znów chcą zatrudniać. W marcu do urzędów pracy zgłoszono 107 tys. miejsc pracy. To o 18 tys. więcej niż w marcu 2013 roku. Po raz ostatni wyższą liczbę miejsc pracy zgłoszono w 2010 roku.

Sytuacja na rynku pracy idzie w dobrym kierunku, ale, nawet przy tak dużym spadku stopy bezrobocia, wciąż trudno uznać ją za zadowalającą.

Z ostatniego badania Eurostatu wynika, że stopa bezrobocia w Polsce mierzona metodą BAEL wynosi 9,7% (w Austrii – 4,8%, Grecji – 27,5%). Głównym zadaniem rządu powinno być wyciągnięcie bezrobotnych z szarej strefy.

Twoja firma nie ma strony internetowej? Nie istniejesz!

Twoja firma nie ma strony internetowej? Nie istniejesz! W dzisiejszym świecie takie stwierdzenie wydaje się być mocno uzasadnione. Firmowa strona to podstawa. Dobra strona. Elementarne błędy mogą bowiem skutecznie i na zawsze odstraszyć twoich klientów.

Czas to pieniądz

Obecnie jedną z największych wartości jest czas. Dookoła ciągle słyszymy stwierdzenia typu „nie mam czasu”, „szybko”, „jestem spóźniony”. Również internauta chce odnaleźć w sieci to czego potrzebuje w tempie natychmiastowym. Jak to się ma do firmowej strony?

Po pierwsze strona powinna ładować się błyskawicznie. Szybkość tego procesu ma bowiem ogromny wpływ na zadowolenie i interakcję użytkownika. Internauta otwierając stronę www pozostaje skupiony tylko przez moment, długie ładowanie się strony wywoła irytację i co bardzo prawdopodobne- przedwczesne jej zamknięcie.

Drugą kwestią odnoszącą się do czasu jest nawigacja strony. Użytkownik bez dłuższego zastanawiania się powinien wiedzieć, gdzie ma kliknąć pragnąc uzyskać konkretne informacje. Intuicyjna nawigacja i dobrze zrobiona mapa strony to kolejne kryteria pozwalające uniknąć u internauty negatywnych emocji takich jak irytacja, stres czy złość.

Ocena wzrokowa

W wypadku strony internetowej oczywistym jest, iż jej ocena w ogromnej mierze zależy od tego, jak podoba nam się to co widzimy. Właściwy dobór kolorów, odpowiednia czcionka i ekspozycja najistotniejszych treści to kwestie podstawowe. Nie trzeba chyba nawet wspominać już o rzetelności i aktualności informacji. Musi być ciekawie, na bieżąco i konkretnie. Jakość tekstów i grafik świadczy o firmie, o jej profesjonalizmie i szacunku dla klienta, który pofatygował się odwiedzić naszą stronę.

Musi działać- wszystko i na wszystkim

Nic tak nie frustruje użytkownika jak wadliwe linki, które prowadzą donikąd. Jeżeli na stronie cokolwiek nie działa, może to skutkować utratą szansy pokazania klientowi jakiegoś produktu, czy zachęcenia go do skorzystania z usług właśnie twojej firmy. Nawet jeżeli pojawia się strona błędu, powinna ona informować internautę o powodach takiego stanu rzeczy. Tylko wtedy istnieje prawdopodobieństwo, że odwiedzający mimo wszystko się nie zniechęci.

Kolejną z podstawowych kwestii jest dostosowanie strony do urządzeń mobilnych. To co jeszcze kilka lat temu wydawało się kwestią dalekiej przyszłości, dziś jest już zupełnie naturalne. Ogromna większość internautów korzysta z internetu na swoich smartfonach. Istnieje więc spore prawdopodobieństwo, że twój potencjalny klient trafi na twoja stronę właśnie przez swój telefon. Konsekwencje tego, że będzie on miał trudności ze skorzystaniem z twojego www w taki sposób, są oczywiste.

Dobra strona internetowa firmy buduje jej wizerunek. Nie chodzi tylko o firmy z obszaru e-commerce. Ludzie szukają dziś w internecie informacji także o tych przedsiębiorcach, z których usług skorzystają poza siecią. Tworzenie strony warto zatem powierzyć doświadczonym, prawdziwym specjalistom. Tylko oni bowiem są w stanie zaprojektować i zrealizować firmową stronę naprawdę profesjonalnie, uwzględniając wszelkie zasady jej optymalizacji.

Komisja Nadzoru Finansowego wyraziła zgodę na powołanie Roberta Sokołowskiego na Prezesa Zarządu Generali

W dniu 8 kwietnia 2014 r., podczas 211. posiedzenia, Komisja Nadzoru Finansowego jednogłośnie wyraziła zgodę na powołanie Roberta Sokołowskiego na Prezesa Zarządu Generali Towarzystwa Ubezpieczeń S.A. i Generali Życie Towarzystwa Ubezpieczeń S.A.

Robert Sokołowski, przed powołaniem pełnił funkcję Dyrektora Generalnego w Proama i był odpowiedzialny za wprowadzenie marki na polski rynek od 2011 r. Jest absolwentem Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie oraz posiada tytuł MBA z UCLA Anderson School of Management w Los Angeles. Swoje doświadczenia zawodowe budował w firmie McKinsey, gdzie odpowiadał za doradztwo strategiczne na rynku ubezpieczeniowym. Pełnił również funkcje zarządcze w randze Dyrektora ds. Operacji oraz Dyrektora Sprzedaży i Obsługi w Liberty Direct.

Jakie zmiany szykuje nowa ustawa o prawach konsumenta?

Każdy z nas niemal codziennie robi zakupy. Bez względu na to, czy są one małe w osiedlowym sklepie, czy te większe, dotyczące chociażby zakupu drogiego sprzętu – ważne, abyśmy pamiętali, że jako klienci mamy nie tylko obowiązki, ale też pewne prawa. Te z kolei w połowie czerwca ulegną zmianie. Co to oznacza dla konsumenta?

Konsument jest ważnym ogniwem procesu gospodarczego. Kupujemy, zawieramy umowy, korzystamy z różnych usług. Nie zawsze jesteśmy jednak zadowoleni z zakupionego produktu. Czasem wręcz zostajemy nabici w butelkę przez sprzedawcę lub przedsiębiorcę. Co wtedy? Po stronie konsumentów stoi prawo. Co istotne – w połowie czerwca mają wejść w życie nowe regulacje, jeszcze bardziej korzystne dla konsumenta niż te obowiązujące dotychczas.

Co zyskają konsumenci? Główną zmianą zaproponowaną w ustawie o prawach konsumenta jest wydłużenie terminu odstępstwa od umowy. Jak wyjaśnia Marta Tuzimek-Wiśniewska z kancelarii prawnej TaylorWessing enwc, obecnie w Polsce termin ten wynosi 10 dni. Od wejścia w życie ustawy czas ten wydłuży się do 14 dni. Co istotne, ważna będzie data dostarczenia towaru, a nie zawarcia umowy. Regulacja ta ma nie tylko ujednolicić terminy w krajach członkowskich, ale „[…] ma to umożliwić konsumentowi świadome zawieranie umów i możliwość odstępowania od nich. Ponadto konsumenci będą mogli korzystać z ujednoliconego formularza, by odstąpić od tych umów. Przedsiębiorcy będą zobowiązani udostępniać go konsumentowi” – zaznacza Marta Tuzimek-Wiśniewska.

Nowa ustawa będzie również gwarantować konsumentom otrzymywanie od przedsiębiorcy wyczerpujących informacji dotyczących zawierania umowy. Marta Tuzimek-Wiśniewska zaznacza, że „[…] już teraz przedsiębiorcy muszą udzielać wielu informacji konsumentom przed zawarciem umowy na odległość. […] Dla porównania, obecnie tych pozycji w ustawie jest 11, w nowej będzie ich 21. Ponadto zmieni się moment, kiedy przedsiębiorca powinien pewne informacje udzielić konsumentowi. Jest grupa informacji, które będą musiały być podane przed zawarciem umowy, a szereg z nich będzie musiało być przekazane bezpośrednio przed finalizacją zamówienia. Jak konsument będzie przechodził do samej fazy transakcji zawieranej przez Internet, to będą musiały się tam znajdować informacje o głównych cechach umowy, a przede wszystkim informacje o obowiązku zapłaty.” Uprawnienie do otrzymania informacji będzie przysługiwało konsumentowi zawierającego umowę na odległość, ale również w odniesieniu do umów zawieranych w sposób tradycyjny – w sklepie.

Obecne przepisy zakazują nakładania na konsumenta obowiązku zapłaty wynagrodzenia czy ceny sprzedaży, zanim druga strona, czyli przedsiębiorca, nie wykona swojego świadczenia – nie dostarczy towaru lub nie wykona usługi. Jak podkreśla Przemysław Walasek, adwokat z kancelarii prawnej TaylorWessing enwc „[..] jeśli chodzi o sklepy internetowe, ten problem rozwiązany został w taki sposób, że spośród dostępnych metod płatności oferuje się płatność za pobraniem. Wówczas to klient podejmuje decyzję, w jaki sposób chciałby zapłacić. Problem bardzo praktyczny pojawia się w przypadku usługodawców. […] Jedynym dla nich, zgodnym z prawem modelem, byłoby tak naprawdę wykonanie świadczenia, a następnie później zwrócenie się do konsumenta z prośbą o uiszczenie wynagrodzenia. W nowej ustawie ten zakaz się nie pojawia. Ten problem zostaje rozwiązany.”

Obecnie przedsiębiorca, który sprzedaje towary, odpowiada za ich jakość według dwóch odrębnych reżimów. Pierwszy z Kodeksu Cywilnego, dotyczy transakcji zawieranych między przedsiębiorcami. Drugi pochodzi z ustawy o szczególnych warunkach sprzedaży konsumenckiej za niezgodność towaru z umową. Zgodnie z nowymi przepisami będą one ujednolicone. Będzie jeden reżim zawarty w Kodeksie Cywilnym. „Ma to przede wszystkim ułatwić pracę i zawieranie transakcji przedsiębiorcom, którzy zarówno zawierają transakcję z konsumentami, jak i przedsiębiorcami. Będzie im łatwiej odnaleźć się w przepisach. Jeśli chodzi o konsumentów, to ochrona zostanie wyrównana. Nie będą oni musieli najpierw żądać naprawy lub wymiany towaru, tylko będą mogli od razu odstąpić od towaru jeśli okaże się, że ma on wady” – wyjaśniają prawnicy z kancelarii Taylor Wessing.

Nowe regulacje zwracają uwagę na stosowanie niedozwolonych zapisów w regulaminach, które ograniczają konsumenta. Każdy z przedsiębiorców powinien wnikliwie i krytycznie przejrzeć swoje regulaminy i sprawdzić czy zapisy, które używa w obrocie konsumenckim nie spełniają definicji niedozwolonej klauzuli umownej. „Praktycznym przykładem jest chociażby zapis, który ogranicza prawa konsumenta do odstąpienia od umowy wymagając od niego, żeby zwracany towar nie był używany, był bez jakichkolwiek śladów korzystania czy miał metkę. Takich zapisów każdy z przedsiębiorców powinien unikać” – wyjaśnia Przemysław Walasek.

Nie od dziś wiadomo, że nieznajomość prawa szkodzi, zatem warto, by z nowymi regulacjami się zapoznać. Powinni zrobić to zarówno przedsiębiorcy, szczególnie ci prowadzący biznes w Internecie, jak i sami konsumenci, którzy będą mogli niewątpliwie więcej niż obecnie. Jeśli jednak po wprowadzeniu nowej ustawy konsumenckiej w życie wystąpi problem z towarem czy usługą, warto poprosić o pomoc fachowca – prawnika lub zgłosić się do rzecznika praw konsumentów.

Komentarz indeksowy BossaFX 9 kwietnia 2014 r.

Komentarz indeksowy BossaFX 9 kwietnia 2014 r.
Analityk Techniczny- Michal Pietrzyca

Za tydzień PE zagłosuje nad dyrektywą ws. delegowania pracowników. Na nowych przepisach Polska może skorzystać w największym stopniu

W krajach UE pracuje milion pracowników delegowanych, z czego jedna czwarta to Polacy. Polska jest zdecydowanym liderem pod względem eksportu usług, dlatego tak ważna dla nas jest unijna dyrektywa, która ma chronić prawa delegowanych pracowników. 16 kwietnia zagłosuje nad nią Parlament Europejski. Nowe prawo w tym zakresie to jeden z elementów dyskusji o mobilności zawodowej Europejczyków – dziś ok. 3 proc. z nich przeprowadza się do innego kraju z powodu pracy.

Już za dwa lata firmom może być łatwiej delegować pracowników za granicę. Parlament Europejski kończy prace nad dyrektywą wdrożeniową w tej sprawie.

Nasi pracownicy mogą być obecni na innym, zagranicznym rynku pracy poprzez zatrudnienie w polskim przedsiębiorstwie. Z naszego punktu widzenia to jest po pierwsze podnoszenie konkurencyjności naszej gospodarki, dlatego że w wielu dziedzinach jesteśmy już silni, np. w usługach, w których może pojawić się częściowo delegowanie pracowników, czyli na przykład w transporcie samochodowym – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes prof. Jerzy Hausner, kierownik Katedry Gospodarki i Administracji Publicznej Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie.

Polacy są liderem w eksporcie usług na unijnym rynku – na milion delegowanych pracowników jedną czwartą stanowią pracownicy z Polski. To buduje konkurencyjność polskich firm. Z kolei na ich większych przychodach korzysta budżet państwa. Prof. Hausner podkreśla jednak, że na korzyści należy patrzeć szerzej. Zyskają także pracownicy, którzy za granicą mogą nie tylko więcej zarobić, lecz także podnieść swoje kompetencje. Zdobyte przez pracowników za granicą doświadczenie może przyczynić się do zwiększenia konkurencyjności gospodarki.

Europosłowie będą głosować nad dyrektywą wdrożeniową 16 kwietnia. Jeśli zostanie ona przegłosowana, wszystkie kraje członkowskie UE będą musiały ją wdrożyć w ciągu dwóch lat. Uczestnicy II Kongresu Mobilności Pracy, który odbył się w Krakowie, podkreślali, że nowe przepisy wpisują się w większą debatę o mobilności na rynku pracy.

Prof. Hausner zaznaczył, że prawo dotyczące mobilności na rynku pracy powinno nie zmuszać, lecz jedynie dawać możliwość pracy za granicą. Nie może być wykorzystywane do zachęcania bezrobotnych do wyjazdu, by w ten sposób rozwiązać problemy na krajowych rynkach pracy.

Nie ma nic złego w tym, że młody człowiek będzie chciał rozpocząć pracę jako badacz w najlepszym laboratorium. Tylko zadbajmy o to, żeby mu zaproponować przeniesienie jego kompetencji i możliwości pracy w Polsce. Najgorsze jest traktowanie mobilności jako sytuacji, w której pozbawiamy się nadwyżki siły roboczej – ocenia kierownik Katedry Gospodarki i Administracji Publicznej Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie.

Prof. Hausner podkreśla, że zapewnienie całkowicie swobodnego przepływu pracowników usług to jeden z najważniejszych filarów wspólnego unijnego rynku i podstawa funkcjonowania wspólnej waluty.

Według europosłanki PO Róży Thun mobilność zawodowa Europejczyków wciąż jest niewielka.

Tylko 3 proc. Europejczyków jest mobilnych, przenosi się za pracą na przykład z kraju do kraju. To jest ogromny problem. To jest przede wszystkim niewykorzystanie potencjału jakim jest jednolity rynek, 500 mln obywateli – podkreśla Róża Thun. – Ponieważ nie mamy jednego prawa europejskiego, dlatego ktoś, kto chce świadczyć usługi za granicą, musi je świadczyć zgodnie z zasadami danego kraju. To znaczy, że musi znać 28 różnych systemów prawnych.

Róża Thun dodaje, że nowa dyrektywa dostosowuje prawo do realiów.

Technika i transport rozwijają się bardzo szybko, poprawia się znajomość języków obcych wśród mieszkańców Unii Europejskiej, a nie jesteśmy wystarczająco konkurencyjni z wielkimi krajami. Nasi obywatele są przygotowani do tej mobilności w znacznym stopniu, tylko musimy poznosić bariery, które nie pozwalają im funkcjonować na całym rynku – przekonuje Róża Thun.

Mimo że eksperci przekonują o korzyściach, które wynikają dla całej unijnej gospodarki i Europejczyków, to w niektórych krajach propozycje ochrony delegowanych pracowników i zwiększania mobilności pracy nie zyskują poparcia. Pojawiają się tam opinie, że świadczenie usług przez zagraniczne firmy zagraża krajowemu rynkowi pracy. W tę stronę idzie m.in. Francja, która zapowiedziała zaostrzenie kontroli wobec firm delegujących pracowników.

Raport UE w sposób jednoznaczny wskazuje na to, że pewne nadużycia związane z przemieszczaniem się osób stanowią zdecydowany margines i że korzyści z mobilności dla państwa członkowskich i Unii Europejskiej jako całości zdecydowanie te negatywne skutki przewyższają. Ale polityka nie tylko opiera się na racjonalnych raportach, lecz także na emocjach. Będą się pojawiać emocje w różnych państwach członkowskich związane z obecnością pracowników z innych krajów członkowskich – przyznaje Radosław Mleczko, wiceminister pracy i polityki społecznej.

Ma jednak nadzieję, że europosłowie nie odejdą od liberalnej propozycji dyrektywy ws. delegowania pracowników.

Fitch: polski rating może wzrosnąć, jeśli finanse publiczne będą trwale równoważone

Spadający deficyt budżetowy i dobre prognozy wzrostu gospodarczego w najbliższych latach oraz bardzo dobra kondycja banków budują wiarygodność Polski w oczach międzynarodowych inwestorów. Niedawno agencja Fitch potwierdziła rating Polski na poziomie A-. Kryzys polityczny na Ukrainie oraz w relacjach Zachód-Rosja na razie nie szkodzi polskim obligacjom, a ewentualny negatywny impuls z tej strony będzie krótkotrwały – twierdzi Piotr Kowalski, prezes Fitch Polska. Jego zdaniem podwyżka ratingu lub jego perspektywy jest możliwa, ale pod warunkiem, że poprawa w finansach publicznych będzie miała trwały charakter.

– Konsolidacja fiskalna to jeden z czynników, który może przyczynić się do tego, że rozważymy pozytywną zmianę perspektywy lub ratingu Polski w okresie 2-3 lat. Natomiast musimy mieć pewność, że konsolidacja to nie zdarzenie jednorazowe, które tylko w jednym roku poprawi wskaźniki, a proces trwały, który w dłuższej perspektywie pozwoli Polsce osiągnąć wyraźnie niższe wskaźniki deficytu i długu publicznego niż to jest w chwili obecnej – tłumaczy agencji Newseria Biznes Piotr Kowalski, prezes Fitch Polska SA.

Według metodologii Eurostatu dług publiczny Polski w trzecim kwartale 2013 r. stanowił 58 proc. PKB. To znacząco mniej niż średnia wartość dla państw strefy euro, która wynosi 92,7 proc. oraz dla wszystkich 28 państw Unii Europejskiej – 86,8 proc. Jednak wśród państw członkowskich UE o podobnym poziomie rozwoju wyższy stosunek długu do PKB mają tylko Węgry (80,2 proc.). Na Słowacji ta relacja wynosi 57,2 proc., w Czechach – 46 proc., w Rumunii, na Litwie i Łotwie – niecałe 40 proc. Wyróżniają się Bułgaria i Estonia, gdzie dług stanowi odpowiednio 17,3 proc. i 10 proc. rocznej produkcji towarów i usług w tamtych gospodarkach. Z punktu widzenia agencji ratingowych istotna jest jednak nie tylko bieżąca wartość długu i deficytu, lecz także ich przyszła prognozowana ścieżka.

Część ekonomistów zwraca uwagę na to, że wysoki udział zadłużenia zagranicznego (50 proc. całości wyemitowanych obligacji w 2013 r.) tworzy dodatkowe ryzyko dla finansów publicznych. Według danych Ministerstwa Finansów, ten wskaźnik był jednak niższy o 3 pkt proc. niż rok temu. Był to pierwszy spadek od czterech lat, kiedy w okresie 2008–2012 udział zadłużenia zagranicznego w całości zadłużenia sektora publicznego wzrósł z 33,6 proc. do 53 proc. Według Piotra Kowalskiego ryzyko ogranicza fakt, że kupującymi polski dług są zagraniczne instytucje rządowe oraz długoterminowi inwestorzy.

– Ryzyko jest takie, że jak będą zawirowania, to inwestorzy szybko się pozbędą tego długu, ale są kraje, które mają o wiele większy odsetek zagranicznych inwestorów. Jednak trzeba zwrócić uwagę na strukturę tych inwestorów. Z danych, które mamy, wynika, że coraz większy udział jest inwestorów stabilnych, czyli są to banki centralne i fundusze emerytalne, co w pewnym sensie neutralizuje to ryzyko – wyjaśnia Piotr Kowalski.

Dla inwestorów zagranicznych ogromne znaczenie ma także stabilność polskiego systemu bankowego. Jak podkreśla prezes Fitch Polska, ubiegły rok miał być trudny dla sektora, a przyniósł bardzo dobre wyniki. Nie widać również żadnych poważniejszych zagrożeń dla przyszłości systemu bankowego, więc w dalszym ciągu powinien być to silny czynnik wspierają rating Polski.

–  System bankowy Polski jest niewątpliwie jednym z głównych czynników pozytywnych, jeśli chodzi o oceny wiarygodności Polski. Jest to system, który jest bardzo dobrze skapitalizowany, który uniknął problemów, z którymi borykają się systemy w Europie Zachodniej i w krajach naszych południowych sąsiadów – podkreśla Kowalski. – Częściowo jest to również rola i zaleta naszego nadzoru, który jest dosyć konserwatywny, ale jak widać w obecnych czasach jest to zaleta, nie wada.

Wiarygodność całego polskiego systemu finansowego może być kluczowa w przypadku nagłej eskalacji konfliktu między Rosją i Ukrainą, który skutkowałaby paniczną reakcją inwestorów. Ostateczny wpływ na polską gospodarkę zależałby także od tego, jak długo trwałby nerwowy nastrój na rynkach. Dodatkowe ryzyko wiąże się z ewentualnymi głębszymi sankcjami, które uderzą w wymianę handlową i transfery kapitału między Rosją i Zachodem. Obecnie inwestorzy spodziewają się raczej  przejściowych, lokalnych eskalacji konfliktu, co miało już miejsce w przeszłości, niż otwartej wojny.

– W krótkim okresie może pojawić się nerwowa reakcja inwestorów. Na razie tego nie obserwujemy. Również trzeba pamiętać o tym, że czasy, kiedy Polska była wrzucana do jednego koszyka z wszystkimi krajami z tego regionu, raczej mijają. Po trzecie, trzeba pamiętać również o tym, że potrzeby pożyczkowe Polski w tym roku już są w znacznej mierze sfinansowane, co również daje komfort, jeśli chodzi o kolejne miesiące. Jeśli ewentualnie coś się będzie działo, to prawdopodobnie będzie miało to efekt krótkoterminowy, a takie tego typu zdarzenia miały już miejsce w przeszłości – mówi Piotr Kowalski.

Konflikt między Ukrainą i Rosją jak dotąd nie przyczynił się do spadku cen polskich obligacji, czyli wzrostu ich rentowności. Lokalny szczyt miał miejsce pod koniec stycznia, kiedy rentowności 10-letnich papierów skarbowych sięgały 4,75 proc. Obecnie stabilizują się w przedziale 4,24,3 proc. W tym samym okresie rentowności rosyjskich obligacji wzrosły o ponad 1 pkt proc. Obok lokalnych czynników obligacjom z rynków wschodzących nie sprzyja obecnie także polityka Rezerwy Federalnej, która ogranicza skup obligacji.

Stopy procentowe NBP utrzymują się rekordowo długo na niskim poziomie

Rada Polityki Pieniężnej na środowym posiedzeniu pozostawi główną stopę procentową na poziomie 2,5 proc. – spodziewają się ekonomiści. Według nich, pierwsza podwyżka kosztu pieniądza będzie miała miejsce dopiero za rok, bo inflacja w najbliższych miesiącach powinna pozostać niska. Niewielki wzrost cen, niski koszt kredytu oraz inwestycje publiczne będą sprzyjać wydatkom konsumentów i przedsiębiorców. Spadnie też bezrobocie.

– Polska gospodarka zaczęła ten rok bardzo mocno. Na najwyższych od wielu lat poziomach znajdują się między innymi wskaźniki dla zatrudnienia i nowych zamówień, w tym nowych zamówień eksportowych i ogólnej aktywności przemysłu. A to zapowiada, że wzrost gospodarczy w Polsce już w I kwartale tego roku przyspieszył do poziomu 3 proc., a pod koniec roku mamy szansę osiągnąć wzrost w tempie około 4 proc., niewidziany w Polsce od dobrych kilku lat – mówi agencji informacyjnej Newseria Piotr Bujak, główny ekonomista Nordea Bank Polska.

Polska gospodarka ma się na tyle dobrze, że Narodowy Bank Polski zdecydował się w marcu podnieść prognozy wzrostu gospodarczego na bieżący i przyszły rok. Jeszcze w listopadzie bank centralny przewidywał, że wzrost PKB w 2014 i 2015 r. wyniesie odpowiednio 2,9 i 3,3 proc. Teraz NBP spodziewa się wzrostu na poziomie 3,6 proc. w tym roku i 3,7 proc. w przyszłym.

Ostrożniejszy w ocenach perspektyw polskiej gospodarki jest Goldman Sachs. Ekonomiści banku podnieśli w marcu prognozy wzrostu PKB, ale spodziewają się, że nie przekroczy on 3,2 proc. w 2014 r. i 3,3 proc. w 2015 r. Z kolei analitycy Credit Agricole opublikowali najnowsze prognozy, według których polska gospodarka zwiększy produkcję dóbr i usług w tym roku o 3,5 proc., a w przyszłym – o 4 proc.

– Źródłem ożywienia polskiej gospodarki jest po pierwsze zakończenie recesji w strefie euro, która jest naszym głównym partnerem handlowym, odbiorcą ponad połowy polskiego eksportu. Po drugie zaczyna z pewnym opóźnieniem działać obniżenie stóp procentowych Narodowego Banku Polskiego do rekordowo niskich poziomów w lipcu zeszłego roku. A dodatkowo zakończyło się zaciskanie pasa przez Ministerstwo Finansów po znacznej redukcji deficytu fiskalnego w latach 20112012 – wymienia główny ekonomista Nordea Bank Polska. – Od zeszłego roku Ministerstwo Finansów bardziej sprzyja aktywności gospodarczej, a wraz z wykorzystaniem środków unijnych od drugiej połowy tego roku można wręcz powiedzieć, że polityka fiskalna stanie się ekspansywna i będzie sprzyjać mocno przyspieszeniu wzrostu gospodarczego. 

Wydatkom ze strony polskich firm i konsumentów będzie sprzyjać w dalszym ciągu niska inflacja, która według marcowej projekcji NBP wyniesie w tym roku 1,1 proc., a w przyszłym – 1,8 proc. To sporo mniej niż wynosi tzw. cel inflacyjny NBP, czyli 2,5 proc. Stąd ekonomiści Goldman Sachs i Credit Agricole zakładają, że Rada Polityki Pieniężnej rozpocznie podwyżkę stóp procentowych najwcześniej w I kwartale 2015 roku. Według nich, pod koniec przyszłego roku stopa referencyjna NBP wyniesie 3,5 proc.

Ożywienie zaczyna też w końcu docierać na rynek pracy. Stopa bezrobocia w marcu spadła do 13,6 proc. z 13,9 proc. w lutym – wynika z szacunków Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej.

Jest szansa na dość wyraźną poprawę sytuacji na rynku pracy. Wiele wskazuje na to, że do końca tego roku stopa bezrobocia spadnie nawet o 1 pkt proc. w porównaniu do końca minionego roku. Coraz szybciej będą rosnąć płace i będzie coraz więcej miejsc pracy – prognozuje Piotr Bujak.

Polski rynek akcesoriów do gier, smartfonów i tabletów jeszcze w tyle za krajami rozwiniętymi

CEO Magazyn Polska

W Polsce na rynku akcesoriów do gier wciąż jeszcze dominuje sprzedaż myszy i klawiatur oraz ich zestawów. W krajach rozwiniętych sprzedaje się więcej urządzeń współpracujących z tabletami i smartfonami. Innowacjom, pozwalającym na dostosowywanie produktów do zmieniających się potrzeb klientów, służą nakłady na badania i rozwój. 

Trochę inne urządzenia sprzedają się na rynkach wschodzących – bardziej podstawowe, w większości jeszcze przewodowe. Polska cały czas w strukturze sprzedaży należy bardziej do rynków wschodzących niż do rynków Europy Zachodniej. W związku z tym, dominujące kategorie to: myszy, klawiatury i zestawy myszy i klawiatur   mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Paweł Ryniewicz, dyrektor w Logitech Poland.

Logitech liczy jednak na szybki wzrost zysków ze sprzedaży akcesoriów do laptopów i smartfonów na rynkach rozwijających się.

Plany mamy bardzo ambitne, związane przede wszystkim z nowymi platformami. Będziemy starali się zaistnieć mocniej na rynkach wschodzących w tych nowych, wzrostowych kategoriach. Natomiast jeżeli chodzi o nasz tzw. core business, czyli podstawowe źródło przychodów, to tam staramy się optymalizować nasze działania, tak, żeby na tym trudnym rynku zoptymalizować przychody – twierdzi Ryniewicz.

Firma od ponad 30 lat dostarcza akcesoria do komputerów osobistych, takie jak: myszy, klawiatury, zestawy nagłaśniające itp. W ostatnich latach te tradycyjne rynki tracą na znaczeniu, głównie ze względu na rosnącą popularność tabletów i smartfonów. Rozwój tych nowych platform i towarzyszących im aplikacji sprawia, że zyskują one coraz większe znaczenie m.in. dla miłośników gier czy muzyki.

W tym tygodniu firma wprowadza na rynek trzy nowe produkty: wczoraj premierę miały przenośna konsola i bezprzewodowy głośnik, który na bateriach gra do 15 godzin i łączy się ze wszystkimi urządzeniami wyposażonymi w bluetooth. Dziś firma wprowadza mysz, która pozwoli graczowi na wykonywanie bardziej precyzyjnych ruchów w czasie gry.

To myszka gamingowa, z serii dedykowanej ludziom, którzy poświęcają się graniu na komputerze – zapowiada Ryniewicz. – Myszka z unikalnymi technologiami, którą możemy dowolnie wyważyć, dociążyć, która jest w stanie nauczyć się powierzchni, na której gramy, tak, aby jak najbardziej precyzyjnie odwzorowywać ruchy urządzenia za pomocą ręki.