„Polska droga do gospodarki niskoemisyjnej” – podsumowanie wydarzenia wprowadzającego do VI Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach

Konferencja „Polska droga do gospodarki niskoemisyjnej”, w której udział wzięli m.in.: prezydent RP Bronisław Komorowski i wicepremier, minister gospodarki Janusz Piechociński, była wydarzeniem wprowadzającym do zbliżającego się VI Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach (European Economic Congress – EEC, 7-9 maja br.).

Przewodniczący Rady Patronackiej EEC, były premier Jerzy Buzek akcentował podczas konferencji „Polska droga do gospodarki niskoemisyjnej”, że dyskusja podczas takich wydarzeń realnie przekłada się na głos Polski w ważnych dla gospodarki kwestiach. Jak mówił, to m.in. dzięki takim przedsięwzięciom złagodzony został kłopotliwy dla Polski pakiet klimatyczno-energetyczny. Teraz ważne jest nagłośnienie polskiego głosu nt. dominującego do niedawna w Unii Europejskiej postulatu ambitnego zmniejszania emisji CO2.

Bronisław Komorowski, prezydent RP:

– Energetyka zadecyduje o przyszłości gospodarczej Unii Europejskiej. To widać na przykładzie Stanów Zjednoczonych. Chcemy, żeby USA poprzez eksport gazu łupkowego zmniejszyły ceny gazu w Europie, ale wiemy, że niska cena gazu za oceanem to niezastępowalne źródło konkurencyjności wobec gospodarki europejskiej, w tym i polskiej. Dlatego w maksymalnym stopniu trzeba wykorzystywać własne zasoby surowców energetycznych.

– Uczymy się, rozglądając się po świecie, od Ukrainy po Stany Zjednoczone. Uczy się także Unia Europejska, która zmienia swe nastawienie. Jeszcze niedawno w Unii panował pogląd, że energetyka konwencjonalna i przemysł nadają się „do zaorania”. To się zmienia – widać, że nie można opierać rozwoju wyłącznie na usługach i handlu. Okazuje się, że przemysł jest potrzebny, ale trzeba mu stawiać wymogi innowacyjności i ochrony środowiska.

Janusz Piechociński, wicepremier, minister gospodarki RP:

– Do debaty europejskiej udało się wprowadzić równowagę pomiędzy klimatem, finansami i przemysłem. Kryzys pokazał, że kraje bez dużego udziału przemysłu gorzej radziły sobie od tych państw, gdzie przemysł jest bardziej rozwinięty.

– Ważne, by stworzyć takie mechanizmy, dzięki którym będzie się opłacało nie tylko handlować energią, ale także ją produkować. Taką szansą jest energetyka prosumencka. Wymaga ona szczególnej aktywności od ludzi, którzy zajmą się jej rozwojem. Ważne, by to nie było zadanie dla polityków i menedżerów dużych firm energetycznych, lecz dla zwykłych obywateli.

Jerzy Buzek, poseł do Parlamentu Europejskiego, Przewodniczący PE w latach 2009-2012, premier RP latach 1997-2001, Przewodniczący Rady Patronackiej EEC:

– Energetyka niskoemisyjna nie oznacza wcale energetyki niskowęglowej. Chcemy żyć w czystym środowisku, ale niekoniecznie rezygnując z węgla. Elementem naszej wizji energetycznej jak najszybciej powinna się stawać mikrogeneracja. Do tego musimy przebudować polskie sieci energetyczne. Być może wejdziemy też w energetykę jądrową, jeśli okaże się, że nie mamy tyle gazu z łupków, ile się go spodziewaliśmy, choć cały czas bardzo na ten surowiec liczymy.

– Propozycja ograniczenia emisji CO2 o 40 proc. do roku 2030 wprawdzie przeszła w Komisji Europejskiej, ale zdania były bardzo podzielone, kłótnia trwała do ostatniej chwili. Parlament Europejski, który teraz wybierzemy, będzie się na pewno starał o obniżenie tego celu do 35 proc.

Tomasz Gawlik, prezes Spółki Energetycznej Jastrzębie:

– Budowa nowego bloku w EC Zofiówka jest istotna ze względu na ochronę środowiska. Zostanie on oddany do eksploatacji pod koniec 2015 r. Tymczasem od 2016 r. zacznie obowiązywać dyrektywa IED, która podnosi wymogi dotyczące emisji przemysłowych. Bez budowy nowoczesnego bloku SEJ byłby zmuszony do stopniowego wygaszania działalności w Zofiówce. Za inwestycją przemawiało także wykorzystanie odpadów węglowych powstałych przy wydobyciu i przeróbce węgla przez JSW.

Lesław Kuzaj, prezes Alstomu w Polsce:

– Przy wszystkich zastrzeżeniach, polityka Unii Europejskiej była niesłychanie silnym bodźcem dla badań naukowych. Dzięki niej możemy dzisiaj mówić choćby o podnoszeniu sprawności bloków węglowych z 30 proc. do prawie 46 proc. W laboratoriach pracuje się też intensywnie nad kolejnymi technologiami, które mogą odegrać dużą rolę w przyszłości. Mam tu na myśli m.in. masowe magazynowanie energii pochodzącej z OZE. Jestem przekonany, że gdy odpowiednia ku temu technologia w końcu powstanie, to ktoś dostanie za nią Nagrodę Nobla.

Henryk Majchrzak, prezes Polskich Sieci Energetycznych:

– Ciągła dyskusja o grożących nam deficytach mocy, którą prowadziliśmy w ostatnich latach, sprawiła, że dziś możemy być już spokojni o bilans mocy, a przy tym rzeczywiście obniżamy emisyjność CO2.

Wiesław Różacki, dyrektor wykonawczy Mitsubishi Hitachi Power Systems na Polskę:

– Dla Polski najlepszą drogą do obniżenia emisji CO2 jest wysokosprawna energetyka węglowa. Te technologie pozwalają także na rozwój odnawialnych źródeł energii, do którego potrzebny jest stabilny system elektroenergetyczny.

Janusz Steinhoff, wicepremier, minister gospodarki RP w latach 1997-2001:

– Szkoda, że trzeci pakiet energetyczny znacząco nie wyprzedził pakietu klimatycznego. Dzięki niemu łatwiej przyszłoby nam pokrywanie kosztów wdrażania celów klimatycznych. A są one dla Europy obecnie zbyt wielkie i obawiam się, że nie przyniosą pożądanych efektów.

Maciej Stryjecki, prezes Fundacji na rzecz Energetyki Zrównoważonej, członek Społecznej Rady ds. Rozwoju Gospodarki Niskoemisyjnej:

– Energetyka prosumencka to energia przyszłości. Po pierwsze oznacza zwiększenie bezpieczeństwa energetycznego na poziomie lokalnym. Po drugie – mniejsze obciążenie dla sieci elektroenergetycznych. Po trzecie – zmniejszenie strat w przesyle energii. Po czwarte – to roczna redukcja emisji CO2 o 75 mln ton.

– W perspektywie 2020 r. energetyka prosumencka mogłaby stworzyć nowe miejsca pracy oraz rynek inwestycji o wielomiliardowej wartości. Chodzi o 26,5 mld zł na urządzenia, serwis czy doradztwo, a także ok. 53 tys. miejsc pracy. Tych liczb nie uda się nam jednak osiągnąć, a powodem jest trzyletnie opóźnienie w pracach nad ustawą o OZE.

Marek Woszczyk, prezes PGE:

– Nie ma sporu o to, czy można jeszcze bardziej zmniejszać wskaźniki emisyjności w polskim sektorze elektroenergetycznym i całej gospodarce. Trzeba przecież pamiętać chociażby o dużym udziale transportu w emisji CO2. Średnia emisja CO2 na produkowaną MWh w Polsce przekracza 1,1 tony. Gdybyśmy wymienili w Polsce całą flotę wytwórczą w energetyce na wysokosprawną – z obecnej średniej sprawności na poziomie ok. 30 proc. do ponad 45 proc., to moglibyśmy obniżyć emisję CO2 do 850 kg/MWh, czyli o ok. 25 proc.

– To jest wykonalne, ale pytanie, jakim kosztem dla klientów? Rewolucja łupkowa w Stanach Zjednoczony pokazuje, że to tania energia jest kluczem do sukcesu – poprawy konkurencyjności i tworzenia miejsc pracy. Tego się nie da ukryć – pakiet klimatyczno-energetyczny jest kosztownym pomysłem na ochronę klimatu. Problemem nie jest to, że nikt nie chce chronić środowiska, bo wszyscy chcemy czystego środowiska. Trzeba jednak brać pod uwagę koszty i mierzyć siły na zamiary.

W pierwszej części konferencji, która odbyła się 8 kwietnia br. w Katowicach, omówione zostały uwarunkowania europejskie – które kraje i sektory przemysłu zalecają zwiększenie celów redukcyjnych, a które zalecają ostrożność, a także zyski i zagrożenia z polityki nastawionej na redukcję emisji oraz miks energetyczny – co z paliwami kopalnymi i czy OZE mogą zająć istotne miejsce w polskiej energetyce.

Druga część wydarzenia poświęcona była generalnym uwarunkowaniom krajowej energetyki i gospodarki oraz konkretnym działaniom w polskiej drodze do gospodarki niskoemisyjnej.

Konferencja „Polska droga do gospodarki niskoemisyjnej”, pod patronatem i z udziałem prezydenta RP Bronisława Komorowskiego była wydarzeniem wprowadzającym do VI Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach (European Economic Congress – EEC, 7-9 maja br.)

U nas mobbingu nie ma ale… proszę mi o tym coś powiedzieć?

Tak zazwyczaj zaczyna się rozmowa z departamentami personalnymi, działami HR czy zarządami spółek. 95% menedżerów przed szkoleniem z zakresu profilaktyki antymobbingowej twierdzi, że nigdy nie miała styczności z mobbingiem. Co ciekawe, już po szkoleniu aż 80% z nich potwierdza, że jednak spotkali się z nadużyciami we własnej organizacji. Z analiz przeprowadzonych przez Persona Global Polska wynika, że co drugi badany pracownik twierdzi, iż stosunki w pracy z szefem i między pracownikami są napięte, stresujące i że czuje się poszkodowany, zestresowany bądź nękany. Tymczasem, większość organizacji problem zamiata pod korporacyjny dywan… Czy w świetle przepisów prawa pracodawcy nadal mogą spać spokojnie? Kim są whistleblowers i czy bardziej służą, czy szkodzą organizacji? Jak poradzić sobie z problemem mobbingu w firmach? Jak budować infrastrukturę etyczną w firmie? Szczegółowo o tych problemach mówiono podczas spotkania zorganizowanego wspólnie przez Persona Global Polska, HR Business Partners oraz Kancelarię Adwokacką Kruk i Partnerzy.

Podczas spotkania, które odbyło się 9 kwietnia, eksperci szczegółowo przedstawili zjawisko mobbingu w Polsce, konsekwencje nadużyć dla organizacji i dla pracowników, w tym kluczowe aspekty prawne. Wyjaśnili także pojęcie whistleblowing i rolę sygnalizatorów w organizacjach oraz podali przykłady zapobiegania i przeciwdziałania nieprawidłowościom w firmie.

Z naszych obserwacji wynika, że menedżerowie kompletnie nie wiedzą, gdzie leży granica między efektywnym zarządzaniem pracownikami a mobbingiem. Często nie umieją stawiać celów, powierzać czy delegować pracownikowi zadań w sposób nienaruszający ich godności osobistej. Wielu menedżerów nie wie również jak motywować – jak krytykować czy też chwalić pracownika. Co gorsza niektórzy uważają, że tylko ostre, często wulgarne słowa pod adresem pracownika są skuteczną metodą motywacyjną i kontrolną wobec podwładnych. Nie wiedzą, że taka forma może mieć znamiona mobbingu – powiedziała podczas spotkania Agnieszka Polska-Kamieńska, ekspert ds. przeciwdziałania mobbingowi, prezes Persona Global Polska.

Niewiedza nie zwalnia jednak z obowiązku stosowania się do zapisów prawa. Choć nadal liczba wniosków składanych do Sądu Pracy z tytułu nadużyć i mobbingu jest stosunkowo niewysoka, jednak z roku na rok tych zgłoszeń jest coraz więcej. Poszkodowani pracownicy, korzystając z portali społecznościowych i organizacji niosących pomoc coraz częściej kierują się do sądu z zarzutami nie mobbingu, lecz dyskryminacji i naruszenia godności osobistej i dóbr prywatnych.

Mobbing jako zjawisko stosunkowo trudno jest udowodnić przed sądem. Jedynie 3% wnoszonych spraw z tytułu mobbingu kończy się pozytywnie dla poszkodowanego. Z tego powodu pracownicy coraz częściej odwołują się do innych zapisów prawa pracy bądź kodeksu cywilnego boleśnie egzekwując od pracodawców przestrzeganie etycznego środowiska pracy. Na przykład roszczenie z tyt. naruszenia zakazu dyskryminacji – w przeciwieństwie do roszczenia z tytułu mobbingu – przerzuca ciężar dowodu na pracodawcę. Co więcej, nie ma odgórnych limitów dot. wysokości odszkodowania o jakie może ubiegać się poszkodowany, a także istnieje możliwość łączenia odszkodowania z tytułu naruszenia zakazu dyskryminacji z innymi roszczeniami np. z tytułu naruszenia dóbr osobistych (godność i cześć). Dla pracodawcy, który chętnie przymykał oko na nadużycia w swojej firmie to znak, że czas przeciwdziałać – inaczej czekają ich wysokie kary finansowe. – podkreśla mec. Magdalena Kruk, ekspert prawa pracy z Kancelarii Adwokackiej Kruk
i Partnerzy.

Oczywiście mobbing nie działa jedynie w dół. To znaczy, że mobberem może być zarówno pracodawca, przełożony ale również współpracownik na równorzędnym stanowisku czy wręcz mobbowany może być sam szef. Niezależnie jednak od źródła mobbingu, odpowiedzialność za etyczne nadużycia w firmie względem pracowników ponosi pracodawca. Jak temu przeciwdziałać?

Kluczowe jest budowanie świadomości wśród pracowników ale też kadry zarządzającej. Jednym ze sposobów jest choćby organizowanie dedykowanych szkoleń – na wzór BHP – których celem jest wskazanie zachowań nieetycznych prowadzących do nadużyć oraz sposobów im przeciwdziałania. Na obecnym etapie polskie prawodawstwo uznaje szkolenia antymobbingowe jako wystarczające działania prewencyjne a organizacje, które przeszkolą swoich pracowników z tego obszaru wg prawa uznane są za te, które w czynny sposób budują etyczne środowisko pracy – mówi Agnieszka Polska – Kamieńska z Persona Global Polska.

Innym ciekawym i obserwowanym również w Polsce zjawiskiem jest whistleblowing (z ang. „bicie na alarm”). Whistleblowing to ujawnienie przez pracownika nielegalnych, niemoralnych lub bezprawnych praktyk dokonywanych w miejscu pracy – poprzez poinformowanie osób, które są zdolne do podjęcia skutecznych działań dla ich powstrzymania. Zjawisko whistleblowing jest właściwym naturze ludzkiej, samorodnym i samodzielnie występującym zjawiskiem społecznym.
W każdej organizacji w pewnych sytuacjach może dojść do spontanicznego demaskowania nieprawidłowości, szczególnie wtedy, gdy naruszają one bezpieczeństwo pracownika, ale również, gdy zagrażają jego szerszemu otoczeniu społecznemu. – powiedział dr Wojciech Rogowski, ekspert w dziedzinie nadzoru korporacyjnego ze Szkoły Głównej Handlowej.

Niestety, próby demaskacji często przynoszą także skutki negatywne, szczególnie wtedy, gdy są „wołaniem na puszczy” – informacje są ignorowane, pracownik zastraszany, a niepowstrzymane złe procesy prowadza do strat, a nawet upadku korporacji. Jednak kiedy pracownik wykaże się odwagą i w porę zdecyduje się zareagować, a tym samym zdemaskować przestępstwo, whistleblowing ma szanse odegrać pozytywną rolę, gdyż wcześnie wykryte nieprawidłowości są „uleczalne” – straty mają wtedy charakter ograniczony a firma nie traci reputacji. – dodał dr Rogowski.

Zjawisko whistleblowing pozytywnie wykorzystała w swej polityce korporacyjnej firma Reckitt-Benckiser wprowadzając w ramach profilaktyki antymobbingowej program „ZAREAGUJ”

W 2012 roku wdrożyliśmy Procedurę Informowania o Nieprawidłowościach. Każdy pracownik może zgłosić zaobserwowaną nieprawidłowość w zakresie nieetycznych zachowań bezpośrednio każdemu menedżerowi bądź mailowo. Powstała również specjalna Grupa Społeczna pod hasłem „Zareaguj”, której członkami zostały osoby wskazane przez menedżerów jako najbardziej zaufane, takie do których najczęściej się zgłaszano w problemami pracowniczymi. Strategiczne cele grupy to przede wszystkim zatrzymanie mobbingu, udzielenie pomocy i wsparcia osobom krzywdzonym, zmiana zachowania osób stosujących mobbing, zmiana niewłaściwych zachowań personelu w firmie, a także budowanie firmy przyjaznej pracownikowi i rozwój firmy. – mówi Beata Głowacka, Kierownik ds. Oceny Pracowniczej i Świadczeń Pozapłacowych w Reckitt-Benckiser

Ponadto, zindywidualizowanego i dedykowanego wsparcia udzielono także kadrze zarządzającej Reckitt-Benckiser – Wspólnie z firmą Persona Global Polska stworzyliśmy pakiet warsztatów dla osób zarządzających pracownikami, uszyty „na miarę”. W ramach pakietu dla osoby zarządzającej odbyły się warsztaty antymobbingowe, warsztaty „Komunikacja bez przemocy” oraz warsztaty „Zarządzanie bez stresu” – dodaje Beata Głowacka.

O innym rozwiązaniu opowiedziała Iwona Wencel – ekspert ds. nowoczesnych rozwiązań w HR, prezes firmy doradczej HR Business Partners oraz twórca Ogólnopolskiego Centrum Interwencyjnego (OCI). Ogólnopolskie Centrum Interwencyjne to polski odpowiednik sprawdzonego już na świecie mechanizmu Speak-up Line, zapewniającego pracownikom firmy możliwość bezpiecznego zgłoszenia zewnętrznemu, niezależnemu partnerowi (drogą telefoniczną, mailową bądź internetową) wszelkich nieprawidłowości, których doświadczają bądź obserwują w firmie. Do OCI pracownicy, którzy objęci są nim przez pracodawcę, mogą zgłaszać między innymi takie zjawiska jak kradzieże, defraudacje, nieprawidłowości w płatnościach, łamanie wewnętrznych procedur finansowych i kontrolnych, łamanie prawa, molestowanie seksualne, mobbing, dyskryminowanie w miejscu pracy. Dzięki takiej formie pracownik nie tylko może bezpiecznie zgłosić nieprawidłowość, ale także otrzymać informację zwrotną zarówno o statusie sprawy, jak i wyniku postępowania wyjaśniającego, nie naruszając swojej anonimowości. Takie zarządzanie tym procesem buduje zaufanie do pracodawcy, a także pokazuje jego faktycznie zaangażowanie
w budowanie etycznego środowiska pracy.

Szkolenia z zakresu profilaktyki antymobbingowej, organizowanie wewnętrznych Grup Wsparcia, zachęcanie do odwagi w komunikacji nieprawidłowości wśród pracowników bądź umożliwienie im zgłaszania nadużyć w Ogólnopolskim Centrum Interwencyjnym to skuteczne i dostępne narzędzia przeciwdziałania dyskryminacji w organizacjach. Czy przeciwdziałać warto? Eksperci zgodnie potwierdzają, że tak. I nie chodzi tu jedynie o uniknięcie sankcji karnych, lecz budowanie przyjaznego środowiska pracy, które wprost przekłada się na efektywność organizacji.

Agencja ratingowa Standard & Poor’s (S&P) podnosi „Rating siły finansowej ubezpieczyciela” TUiR „WARTA” S.A. z „A” do „A+”

Standard & Poor’sAgencja ratingowa Standard & Poor’s (S&P) podnosi „Rating siły finansowej ubezpieczyciela” TUiR „WARTA” S.A. z „A” do „A+” ze stabilną perspektywą. Podniesienie ratingu potwierdza fakt, że Warta jest spółką o wysokim strategicznym znaczeniu dla Talanx Primary Insurance Group oraz osiąga stabilne i znaczące przychody operacyjne.

Wraz z ratingiem „A+”, Warta otrzymała jedną z najwyższych ocen S&P w Polsce. Podniesienie ratingu stanowi wyraźny dowód uznania dla ciągłego rozwoju Spółki, który nastąpił po jej przejęciu przez Talanx w 2012 r. „Pozytywna decyzja Standard & Poor’s w sprawie ratingu Warty dała nam ogromna satysfakcję. Decyzja ta stanowi konkretny dowód, iż Warta jest spółką o strategicznym znaczeniu dla Grupy Talanx. Naszym celem jest uzyskanie w przyszłości 50% składki z ubezpieczeń podstawowych z rynków zagranicznych. Warta poprzez swoje działania operacyjne istotnie przyczynia się do osiągnięcia tego celu,” powiedział Torsten Leue, członek zarządu Talanx AG i prezes zarządu Talanx International AG.

Warta jest częścią Grupy Talanx od 1 lipca 2012. Grupa Talanx przejęła Spółkę wraz ze swoim japońskim partnerem – Meiji Yasuda. Obecnie Grupa Talanx posiada 75,7 % akcji spółki. Warta z 3,2 milionem wystawionych polis ubezpieczeniowych, jest jednym z liderów ubezpieczeń majątkowych i na życie w Polsce.

Według statystyk publikowanych przez KNF, Talanx, obecny w Polsce przez spółki zależne Warta i TU Europa, zajmuje drugie miejsce na polskim rynku ubezpieczeniowym. Po Niemczech, Polska stanowi drugi co do ważności rynek działalności Grupy Talanx.

Rynek reklamy online w górę!

Polski rynek reklamy internetowej chodź już dojrzały, nadal rośnie w siłę! Zgodnie z raportem z badania IAB AdEx, rok 2013 przyniósł ponad 10% wzrost wydatków na reklamę w internecie.

Opublikowane wczoraj wyniki badania IAB AdEx przeprowadzonego dla IAB Polska przez PwC wskazują, że w minionym roku w naszym kraju wydatki na reklamę online wzrosły o 226 mln zł w porównaniu z rokiem 2012. Wartość krajowego rynku reklamy internetowej wyniosła 2,432 mld zł, podczas gdy w roku poprzednim osiągnęła poziom 2,206 mld zł.

Największe udziały w rynku miała reklama display (43% ogólnych wydatków na reklamę online). Nakłady na ten rodzaj przekazu zwiększyły się o 13 %. Ujęte zostały w nim budżety przeznaczone na marketing w serwisach społecznościowych i wideo. Indywidualne wzrosty wydatków na te rodzaje komunikacji wyniosły 44% w przypadku social media i 33% jeśli chodzi o reklamę wideo. Spektakularny wzrost wynoszący 106 % zanotował poziom wydatków przeznaczonych na reklamę mobilną.

Drugi z kolei największy udział w całości wydatków na reklamę online miał marketing w wyszukiwarkach. Wydatki na SEM stanowiły 35 % całości, nastąpił wzrost ich wartości o 11 % w porównaniu z rokiem poprzednim. Przyrost o 8 % zanotowały również nakłady na ogłoszenia, stanowiące jednocześnie 14 % całości kosztów poniesionych w minionym roku na internetowy przekaz reklamowy . Na poziomie sprzed roku pozostały wydatki na marketing w ramach poczty e-mail. Ich udział w całości struktury nakładów wyniósł 5 %.

W badaniach IAB AdEx przedstawione zostały również udziały inwestycji na reklamę w internecie w odniesieniu do poszczególnych branż. Na pierwszej pozycji uplasowała się motoryzacja, tuż za nią finanse i handel.

Sprawdzają się prognozy analityków co do ciągłego wzrostu wydatków na reklamę w internecie. Przedsiębiorcy coraz chętniej inwestują w reklamę online doceniając jej skuteczność i elastyczność. Wyniki badania IAB AdEx to bez wątpienia dobry sygnał i motywacja dla branży – komentuje Katarzyna Kołodziejczyk, Management Board Assistant GRUPA 365NET.

Źródło: IAB AdEx jest cyklicznym badaniem służącym do mierzenia wydatków na reklamę internetową. Projekt realizuje IAB Polska wspólnie z PwC.

Czeka nas rekordowy rok na rynku inwestycyjnym w Polsce

W pierwszym kwartale 2014 roku wolumen transakcji na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce wyniósł prawie 900 milionów euro, co stanowi wzrost o niemal 70 proc. w porównaniu do analogicznego okresu w 2013 roku i jest najlepszym wynikiem od ostatnich dziewięciu lat.

Na tak dobry wynik wpływ miało przede wszystkim kilka dużych transakcji na rynku biurowym i handlowym, które razem stanowiły prawie 60 proc. ogólnego wolumenu transakcji.

Najbardziej popularnymi aktywami w pierwszym kwartale 2014 roku były nieruchomości biurowe, spośród których istotną część stanowiły biurowce zlokalizowane poza Warszawą, w których głównymi najemcami są firmy z sektora BPO / SSC. Całkowity wolumen transakcji na rynku biurowym wyniósł około 500 milionów euro i był prawie dwa razy wyższy niż wolumen transakcji na tym rynku w całym 2013 roku.

Podobnie jak w poprzednich latach dużą popularnością wśród inwestorów branżowych cieszyły się również nieruchomości handlowe – wolumen transakcji na rynku handlowym w pierwszym kwartale 2014 roku wyniósł prawie 290 milionów euro. Wśród sprzedanych aktywów znalazły się nieruchomości handlowe o różnych formatach, co może świadczyć o przyjęciu przez inwestorów strategii dywersyfikacji portfela.

Zdaniem Kamili Wykroty, dyrektora Zespołu Doradztwa i Analiz Rynkowych, DTZ w nadchodzących miesiącach możemy spodziewać się sfinalizowania transakcji o wartości około 500 milionów euro. Widocznym trendem zaobserwowanym już w ubiegłym roku jest powrót zainteresowania inwestorów zagranicznych aktywami zlokalizowanymi na rynkach regionalnych, co świadczy o silnych fundamentach polskiego rynku nieruchomości komercyjnych.

Po stronie nabywców największą aktywnością charakteryzują się fundusze inwestycyjne typu private equity współpracujące z deweloperami powierzchni komercyjnych i tradycyjni prywatni inwestorzy poszukujący aktywów o ustabilizowanej i mocnej strukturze.

– Biorąc pod uwagę rekordowo wysoki wolumen transakcji inwestycyjnych w pierwszych trzech miesiącach tego roku, jak również dużą liczbę transakcji, które są w trakcie finalizacji, spodziewamy się, że całkowita wartość transakcji w 2014 roku będzie wyższa, niż w roku ubiegłym, kiedy to wyniosła 3,1 miliarda euro – mówi Kamila Wykrota, dyrektor Zespołu Doradztwa i Analiz Rynkowych, DTZ.

Modernizacja gospodarstw szansą dla polskiej wsi

Obraz polskiej wsi zmienia się z roku na rok. Jesteśmy świadkami wielkiego kroku naprzód. Rozwój technologii i świadomość jej znaczenia odgrywają obecnie ważną rolę. Można się o tym przekonać wyjeżdżając na wieś. Polscy rolnicy coraz częściej stawiają na automatyzację i nowoczesny sprzęt, co niewątpliwie ma wpływ na rozwój polskiego rolnictwa.

Według spisu rolnego w Polsce istnieje blisko 3 miliony gospodarstw rolnych. Jednak polska wieś nie kojarzy się już z tą oglądaną na filmie „Sami swoi”. Bo choć większość gospodarstw zajmuje powierzchnię mniejszą niż hektar, to coraz większe grono rolników stara się powiększać swój areał, by móc zarabiać na uprawie produktów rolnych. To dzięki takim gospodarstwom sektor ten doświadcza rozwoju technologicznego. Duże obszary pól i wielkie hale produkcyjne obsługiwane są przez nowoczesne urządzenia.

Doskonałą okazją do zobaczenia, jak działa współczesny sprzęt rolniczy i jakie korzyści płyną z jego modernizacji, są różnego rodzaju targi. To właśnie na nich można spotkać się z rolnikami, przedsiębiorcami i przedstawicielami firm produkujących najnowocześniejsze urządzenia w tej branży. Porozmawiać i ocenić, jakie są prognozy rozwoju rolnictwa w Polsce. Tadeusz Rzeszowski z firmy Pol-Agra zaznacza „[…] to jest dzisiaj dość aktywny segment gospodarki w Polsce. Jeden z bardziej zaawansowanych technologicznie, jeśli chodzi o wykorzystanie sprzętu rolniczego do uprawy. […] Klienci oczekują konkretnych parametrów od maszyn. Chcą ciągników, które będą miały odpowiednie układy napędowe, biegi pełzające.” Rolnicy coraz częściej zdają sobie bowiem sprawę, że modernizacja poprawia efektywność pracy, a korzyści płynące z przemysłu rolniczego rosną.

Eksperci jednogłośnie twierdzą, że aby nie zostać z tyłu w stosunku do innych krajów Europy Zachodniej, modernizacja i inwestycje w polską wieś są konieczne. „[…] Rolnicy, którzy kilka lat temu zdecydowali się na wymianę sprzętu i powiększanie gospodarstw, przyczynili się do zmiany tej technologii na bardziej nowoczesną” – podkreśla Tadeusz Rzeszowski. Niestety – realia są takie, że nie każdego polskiego rolnika stać na zakup nowoczesnego sprzętu. Nic zatem dziwnego, że wielu z nich korzysta z dofinansowań unijnych. Są one ogromnym zastrzykiem finansowym dla wszystkich tych, którzy chcą się rozwijać.

Kombajn czy ciągnik, aby zarobić na siebie, musi być w ciągłym ruchu. Jeśli tak się dzieje, inwestycja zwraca się już po jednym sezonie, przy stosowaniu sprzętu na średniej wielkości plantacji. Eryk Cieślak, właściciel firmy Micro-system twierdzi, że „[…] trzeba wydać, żeby zaoszczędzić.” To słowa, które w pełni oddają sens modernizacji sprzętu rolniczego. „Cena zakupu nowoczesnych urządzeń do oprysków jest porównywalna do tradycyjnych, natomiast pozwalają one na rekompensatę dawki chemii do 30%. Zyskujemy zatem 70% na każdym oprysku” – uważa Eryk Cieślak. Te liczby mówią same za siebie.

Rolnictwo w sposób mniej lub bardziej bezpośredni dotyczy każdego z nas. Z tego powodu każdemu powinno zależeć na tym, by polska wieś była modernizowana. Nowoczesny sprzęt to większa efektywność, a to z kolei oczywiste zyski. Korzyści płyną nie tylko dla wielkich przedsiębiorstw, ale też dla ostatecznego odbiorcy, czyli kupującego. Według ekspertów, zainwestowanie przez rolnika w nowoczesny sprzęt, ma wpływ na ceny towarów, które powinny się zmniejszyć. Przynajmniej teoretycznie…

Ubezpieczenia komunikacyjne będą drożały

Duża konkurencja na rynku ubezpieczeń powoduje, że ceny polis są stosunkowo niskie, a jednocześnie bardzo zróżnicowane w zależności od firmy ubezpieczeniowej. Eksperci prognozują jednak, że ceny powinny w najbliższym czasie wzrosnąć – do poziomów porównywalnych z tymi w krajach Europy Zachodniej. Wpłyną na to m.in. coraz wyższe odszkodowania zasądzane na rzecz poszkodowanych.

– Polisy muszą zdrożeć. Wskazują na to relacje do rynku zachodniego, gdzie składki za ubezpieczenia są o wiele wyższe. – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Czublun, partner w Czublun Trębicki Kancelaria Radców Prawnych.

Ocenia, że stawki będą też rosły z powodu coraz wyższych kwot odszkodowań, zasądzanych przez sądy na rzecz osób poszkodowanych w wypadkach komunikacyjnych, których koszty pokrywa często ubezpieczyciel.

Do podwyżki stawek za polisy może przyczynić się także proponowana zmiana zasad rozliczania szkód. Obecnie powstałe w rezultacie zdarzeń drogowych szkody zgłaszane są w towarzystwie ubezpieczeniowym, którego klientem jest sprawca. Wyceny straty dokonuje rzeczoznawca związany z daną firmą i na tej podstawie płaci ona odszkodowanie. Według proponowanych zmian, szkoda zgłaszana byłaby w towarzystwie poszkodowanego, które dokonywałoby wypłaty odszkodowania na podstawie wyceny niezależnego eksperta. Później przedsiębiorstwo ubezpieczeniowe sprawcy zwracałoby pieniądze firmie osoby poszkodowanej.

Obecnie można spotkać porównywalne zakresy ubezpieczenia dla podobnego samochodu z różnicą w cenie na poziomie 200–300 proc. – mówi partner w Czublun Trębicki Kancelaria Radców Prawnych. – Auto, którego ubezpieczenie w jednym zakładzie kosztuje 2500–3000 zł, w innym można ubezpieczyć za 1000 zł. Dlatego przy odrobinie wysiłku klient może znaleźć ciekawą i atrakcyjną cenowo ofertę.

Jak jednak przestrzega prawnik, zdarza się, że niska cena wiąże się z niższym poziomem usług.

Pojawia się pytanie, na ile firma, która dzisiaj oferuje bardzo atrakcyjne ceny ubezpieczenia OC, będzie wypłacalna w przyszłości, i na ile jej proces likwidacji szkód będzie równie atrakcyjny jak cena, bo to nie zawsze idzie ze sobą w parze. Bywa że mamy bardzo dobrą cenę za produkt ubezpieczeniowy, a jednocześnie firma jest w stanie w pewnym sensie odbić sobie tę cenę bardzo atrakcyjną niezbyt dobrym podejściem do procesu likwidacji szkody. Nie chcę powiedzieć, że nieuczciwym, ale bardzo restrykcyjnym. Ten proces likwidacji jest bardzo często utrudniony przez to, że oszczędności trzeba gdzieś poszukać – mówi Piotr Czublun.

Polisy mają zdrożeć na pewno dla aut z kierownicą po prawej stronie. Możliwość rejestrowania takich samochodów w Polsce dał kierowcom wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE z 20 marca.

– Możliwość wykonywania manewrów na drodze, wyprzedzani czy wymijania, jest bardzo ograniczona. W efekcie potencjalnie szkodowość takiego pojazdu jest o wiele wyższa. Naturalną rzeczą powinno być zaproponowanie kierowcom tego typu pojazdów znacznie wyższych składek ubezpieczeniowych, ponieważ ryzyko jest wyższe – podkreśla Piotr Czublun.

KNF: decyzja o przystąpieniu do unii bankowej dopiero po zakończeniu jej budowy i analizie korzyści i kosztów

CEO Magazyn PolskaPolska ma możliwość przystąpienia do unii bankowej, nawet jeśli nie będzie członkiem strefy euro. Właśnie dlatego aktywnie uczestniczy w tworzeniu wspólnego europejskiego modelu. Decyzję o ewentualnym przystąpieniu powinna jednak podjąć dopiero wtedy, gdy skończy się cały proces budowy unii bankowej – uważa Wojciech Kwaśniak, zastępca przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego.  Potrzebna będzie również analiza korzyści i kosztów, jakie się z nią wiążą dla polskiego sektora bankowego.

– Polska jest aktywnym uczestnikiem dyskusji na temat tworzenia nowego modelu europejskiego, ale decyzje odnośnie uczestnictwa w nim będzie podejmować w momencie, kiedy konstruowanie tego modelu zostanie już zakończone. Wtedy będzie można zrobić bilans korzyści i kosztów z tym związanych, również w kontekście przystąpienia Polski do strefy euro – twierdzi Wojciech Kwaśniak w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

Unia bankowa wraz z istniejącą unią monetarną ma w przyszłości umożliwić integrację w ramach unii fiskalnej, czyli połączenie budżetów państw członkowskich strefy euro. Wspólny europejski nadzór ma być także fundamentem bezpieczeństwa dla wspólnej waluty. Dlatego też Polska, zobowiązując się do przyjęcia euro w traktacie akcesyjnym, bierze udział w pracach nad tworzeniem unii bankowej.

– W chwili obecnej bardzo blisko współpracujemy zarówno z Europejskim Bankiem Centralnym tworzącym ów nadzór, jak i z Europejskim Nadzorem Bankowym, który został ukonstytuowany z początkiem 2011 roku, ponieważ chcemy być w bliskich relacjach z nadzorem europejskim. Jesteśmy aktywni również na poziomie wszelkiego rodzaju grup roboczych –  mówi zastępca przewodniczącego KNF.

Oprócz tego, że unia bankowa jest potencjalnym krokiem ku integracji fiskalnej, ma ona także scementować europejski rynek finansowy. Wybuch kryzysu i wzrost awersji do ryzyka wśród inwestorów doprowadził do faktycznej dezintegracji rynków w strefie euro, na co wielokrotnie zwracał uwagę prezes EBC Mario Draghi. Wyodrębnienie się w ramach strefy euro dwóch grup państw pod względem sytuacji na rynkach finansowych oraz kredytowych utrudnia EBC prowadzenie wspólnej polityki pieniężnej. Unia bankowa ma doprowadzić do spadku ryzyka i obniżenia kosztu kapitału w państwach, w których sektor bankowy jest osłabiony. Trzy elementy, które będą tworzyć całościowy system regulujący sektor bankowy to: Europejski Nadzór Bankowy, system likwidacji banków oraz system gwarancji depozytów.

– Unia bankowa jest to projekt, który jest dedykowany przede wszystkim systemom bankowym państw strefy euro. Polska jest w grupie państw, które są poza strefą euro, ale ma możliwość korzystania z tak zwanej bliskiej współpracy z regulatorem i nadzorcą unijnym, którym będzie w tym przypadku Europejski Bank Centralny – wyjaśnia Wojciech Kwaśniak.

Polski sektor bankowy jest niewielki na tle europejskiego – posiada aktywa odpowiadające 1,03 proc. aktywów banków strefy euro i 0,73 proc. aktywów UE (dane KNF za wrzesień 2012). Pozostaje silnie zintegrowany ze strefą euro poprzez międzynarodowe instytucje finansowe. To rodzi określone ryzyka dla stabilności finansowej, a w przyszłości także potencjalnego konfliktu interesów między nadzorcą europejskim i KNF, jeśli Polska zdecydowałaby się przystąpić do unii bankowej.

–  Wówczas w odniesieniu do kluczowych dla polskiego rynku banków decyzje bezpośrednio nadzorcze byłyby podejmowane w Europejskim Banku Centralnym. Zaś w odniesieniu do pozostałych instytucji, nadzorca unijny miałby prawo również do podejmowania decyzji w wybranych przez siebie obszarach, jeżeli stwierdziłby, że nadzorca krajowy w sposób nieefektywny sprawuje nadzór wedle jednolitego standardu nadzorczego – uważa Kwaśniak.

Wątpliwości części ekonomistów dotyczą samego modelu unii bankowej. Zakłada on, że ta sama instytucja – Europejski Bank Centralny – będzie odpowiedzialna za politykę pieniężną oraz nadzór nad instytucjami finansowymi. To może rodzić ryzyko, że pojawią się naciski polityczne na EBC, które spowodują konflikt między funkcją nadzorczą i funkcją banku centralnego, który jest zobowiązany do dbania o stabilność cen. Inne uwagi pod adresem unii bankowej to m.in brak rozwiązania problemu banków zbyt dużych, by upaść.

J. K. Bielecki: Ostatnie 25 lat było sukcesem polskiej gospodarki. Teraz będzie o wiele trudniej

CEO Magazyn Polska

Ostatnie 25 lat to sukces Polski, o czym świadczy najmocniejsza pozycja naszego kraju w regionie – przekonuje Jan Krzysztof Bielecki. Według niego kolejne lata będą jednak znacznie trudniejsze. Celem jest już nie tylko przenoszenie rozwiązań z Europy Zachodniej, lecz także stworzenie własnych innowacyjnych pomysłów.

Ten rozwój musi być bardziej skupiony na jakościowej zmianie, na innowacyjności, na wymyślaniu własnych rozwiązań, a nie tylko na wdrażaniu rozwiązań zachodnich na wielką skalę, i w dodatku być może w trudniejszym otoczeniu geopolitycznym. Jestem przekonany, że ten rok będzie lepszy od ubiegłego roku, i wszystko wskazuje na to, że 2015 rok powinien być jeszcze lepszy niż rok 2014 dla polskiej gospodarki – prognozuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jan Krzysztof Bielecki, przewodniczący Rady Gospodarczej przy Premierze.

Bielecki podkreśla, że 25 lat temu Polska i Ukraina startowały z podobnego poziomu. Zgodnie z danymi Banku Światowego, w 1990 polskie PKB na mieszkańca wynosił ok. 1700 dolarów, a w tym samym roku wskaźnik ten dla Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej sięgał niemal 1600 dolarów. Proces transformacji obydwu państw przebiegał jednak zupełnie inaczej.

Jak zauważa przewodniczący Ray Gospodarczej przy Premierze, po 25 latach Polska jest trzykrotnie bardziej zamożna od Ukrainy, a do tego jest członkiem NATO i UE. Taki rozwój pozostaje na razie nieosiągalny dla Ukrainy. Bank Światowy podaje, że w 2013 r. PKB na głowę mieszkańca w Polsce wyniosło niemal 13 tys. dolarów, a na Ukrainie nie przekroczyło nawet 4 tys. dolarów.

My zbudowaliśmy funkcjonujące państwo, funkcjonującą gospodarkę rynkową. Ukraina jest właściwie przed trzecim podejściem do takiego wyzwania. Nawet Węgrzy, które były niedościgłym przykładem, dzisiaj są krajem uboższym od Polski – zaznacza Bielecki.

Dodaje jednak, że Polska nie może spocząć na laurach. Kolejne ćwierćwiecze rozwoju będzie znacznie trudniejsze. Z kraju, który wdraża zachodnie modele, musimy stać się liderem innowacyjności.

Bielecki zauważa, że dalszy rozwój Polski i UE zależy od decyzji Brukseli i Europejskiego Banku Centralnego. Jeśli zdecydują się silniej stymulować gospodarkę, może to sprzyjać bardziej rozwiniętym krajom. Jednak w warunkach rynkowych, jak zapewnia Bielecki, Polska poradzi sobie znakomicie.

Firmy coraz chętniej inwestują w opiekę medyczną dla członków rodzin pracowników

CEO Magazyn Polska

Coraz więcej firm wprowadza darmowe programy opieki medycznej dla członków rodzin swoich pracowników. Pomoc wykwalifikowanych pielęgniarek w opiece nad chorym dzieckiem lub rodzicami ma poprawić komfort pracy zatrudnionych, a tym samym zwiększyć ich efektywność. Pracodawca nie traci na nieobecnościach pracowników, co jest szczególnym problemem dla małych firm. Dzięki takiemu rozwiązaniu poprawia się też wizerunek firmy. 

Pracownicy korzystający z programu zyskują przede wszystkim spokój w pracy. Przychodząc do firmy, nie muszą martwić się o chore dzieci lub rodziców, bo ci pozostają pod profesjonalną opieką medyczną. Pracownik nie musi więc rezygnować ani z pracy, ani z obowiązków rodzinnych.

– Z usług w ramach programu ,,Family Care korzystają zarówno międzynarodowe korporacje, które tego typu rozwiązania znają ze swoich krajów rodzimych albo są to rozwiązania prowadzone u nich globalnie, lecz także duże polskie spółki, które nie chcą pozostawać w tyle za korporacjami międzynarodowymi – mówi Ewa Misiak, prezes Baby&Care, spółki, która jest autorem programu ,,Family Care”.

Od kwietnia z takich usług korzysta m.in. firma Hewlett-Packard.

– Nasi pracownicy otrzymują pomoc doświadczonych pielęgniarek w momencie, kiedy członkowie ich rodziny, czy to dziecko, czy to rodzice, potrzebują opieki, kiedy nie mogą ich zostawić samych w domu, a muszą pójść do pracy. Pielęgniarka, która potrafi poradzić sobie z problemami zdrowotnymi, przyjeżdża do domu, otrzymuje instrukcje, jak postępować w danej sytuacji, i zostaje z naszymi dziećmi czy rodzicami, którzy potrzebują takiej opieki – objaśnia Agnieszka Orłowska, prezes Globalnego Centrum Biznesowego HP we Wrocławiu.

Dzięki ułatwieniu łączenia życia prywatnego i zawodowego zyskuje zarówno firma, jak i pracownik.

Pracodawca przede wszystkim ma podstawowy plus w postaci pracownika, który jest w firmie. Poza tym pracodawca również pokazuje pracownikom, że dba o swoich ludzi, że zależy mu na tym, żeby potrafili i mogli dzięki jego pomocy połączyć życie zawodowe z życiem prywatnym. Jest to pewnego rodzaju odpowiedzialność społeczna takiego pracodawcy – tłumaczy prezes Baby&Care.

Jeszcze bardziej skorzystać mogą małe firmy. Dla nich nieobecność kilku pracowników jednocześnie może zahamować bieżącą działalność spółki.

Ewa Misiak dodaje, że coraz więcej firm decyduje się na zaoferowanie pracownikom takich produktów. Mogą one być finansowane z zakładowych funduszów świadczeń socjalnych, co jest dodatkową zaletą dla firm, bo składki na fundusz płacą pracownicy. Do każdej firmy przydzielana jest wybrana grupa pielęgniarek lub fizjoterapeutów, którzy pracują na wyłączność, co poprawia jakość opieki medycznej nad rodzinami pracowników. Baby&Care dba o to, by pracownicy firm, biorących udział w programie, mogli najpierw poznać dostępny personel medyczny, dokonać wyboru odpowiadającej im osoby i korzystać stale z jej usług.

Program może być stosowany od kilku dni do nawet kilku tygodni. Wszystko zależy od przypadku. Krótszej opieki wymagają dzieci przechodzące infekcję, a dłuższej – starsi rodzice po operacji np. biodra. Program w Hewlett-Packard dopiero ruszył, ale według Orłowskiej już wkrótce może skorzystać z niego nawet kilkuset pracowników.

Prezes Globalnego Centrum Biznesowego HP we Wrocławiu dodaje, że w ramach programu „HaPpy Parenting” rodzice pracujący w HP mogą skorzystać z elastycznych godzin pracy wtedy, gdy mimo „Family Care” konieczna będzie opieka nad dzieckiem w ciągu dnia. Możliwa jest również praca zdalna z domu. Orłowska podkreśla, że ponieważ średnia wieku pracowników firmy jest niska i wynosi tylko 30 lat, wielu z nich potrzebuje takiego wsparcia, ponieważ są młodymi rodzicami. Program działa zarówno we wrocławskim, jak i łódzkim centrum HP od 1 kwietnia.