Nowoczesne technologie od września w małopolskich szkołach. Wykłady akademickie w formie wideokonferencji‏

CEO Magazyn Polska

Od nowego roku szkolnego uczniowie 21 małopolskich szkół będą mogli uczestniczyć w akademickich wykładach za pomocą sprzętu wideokonferencyjnego. Ma to zmniejszyć wykluczenie edukacyjne poza dużymi miastami i zachęcić uczniów do zdobywania wyższego wykształcenia. W przyszłości program Małopolskiej Chmury Edukacyjnej ma objąć szkoły ponadgimnazjalne. Nowe technologie są też wykorzystywane w e-szkołach w województwie opolskim.

Każda z 21 szkół posiada mobilny zestaw wideokonferencyjny i uczniowie szkół mogą uczestniczyć w wykładach prowadzonych przez nauczycieli akademickich z uczelni krakowskich w sposób interaktywny, czyli mogą m.in. zadawać wykładowcom pytania – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Dariusz Fabiszewski, dyrektor generalny Cisco Systems Poland.

Technologia umożliwi też uczestniczenie w wykładach uczniom, których nie będzie w szkole. Będą oni mogli oglądać wykład za pomocą swojego komputera lub urządzenia mobilnego, a zadawać pytania poprzez komunikator. Wykłady będą nagrywane i dostępne do odtworzenia przez uczniów w dowolnym momencie.

Projekt – na razie w formie pilotażowej – ma ruszyć z początkiem nowego roku szkolnego, czyli 1 września. Obejmie 21 szkół. Fabiszewski ocenia jednak, że tego typu rozwiązania to przyszłość systemu edukacji. Szkoły są zainteresowane uczestnictwem, a dalsze losy programu zależą m.in. od zdobycia finansowania przez władze województwa. Jeśli będą środki, projekt może objąć całe województwo.

Cisco dostarczy swoją technologię o nazwie „Collaboration” jako jeden z udziałowców projektu.

Są miejscowości, gdzie mamy bardzo zdolne dzieci, które profesora akademickiego nie mają szansy zobaczyć poza telewizją, a w ten sposób mają szansę uczestniczyć interaktywnie w wykładach i mamy nadzieję, że to zmniejszy dystans i zachęci tych młodych ludzi do zdobywania wyższego wykształcenia i potem do wprowadzenia Polski na drogę innowacji – przekonuje Fabiszewski.

Dodaje, że to projekt ważny również wizerunkowo, bo pokazuje, że nowoczesne technologie można z pożytkiem wykorzystać w sektorze edukacji. To istotny element strategii Cisco, firmy, która od kilkunastu lat stawia na innowacje. Fabiszewski zauważa jednak, że korzyści czerpią nie tylko firmy, lecz także, a może nawet przede wszystkim społeczeństwo.

31 marca władze województwa i rektor AGH podpisali umowę dotyczącą „Małopolskiej Chmury Edukacyjnej – projekt pilotażowy”. Pomysłodawcy podkreślają, że to projekt innowacyjny w skali kraju, bo nikt do tej pory nie stosował w dziedzinie edukacji tak innowacyjnych narzędzi. W przyszłości programem mają być objęte wszystkie szkoły ponadgimnazjalne w województwie.

Fabiszewski ma również nadzieję, że kolejne województwa wzorem małopolskiego zdecydują się na wprowadzenie innowacji w edukacji. Nieco inny projekt z użyciem nowoczesnych technologii realizowany jest województwie opolskim: chodzi o projekt e-szkoły, obejmujący 110 placówek.

Zostały tam wprowadzone systemy do zarządzania szkołą, a także systemy, które skracają dystans pomiędzy rodzicami, uczniami i nauczycielem. Np. dzienniczek szkolny nie jest prowadzony w postaci zeszytu, tylko w formie strony internetowej, na której rodzice mogą przejrzeć dzienniczek i  skontaktować z nauczycielem – tłumaczy Fabiszewski.

Fiat Auto Poland: po fuzji Fiata z Chryslerem Polska pozostaje jednym z kluczowych rynków dla koncernu

CEO Magazyn Polska

Fiat ma w Polsce dwie fabryki. Oprócz tego obecnych jest kilkadziesiąt spółek grupy Fiat, produkujących komponenty dla przemysłu samochodowego i rolniczego. Po połączeniu włoskiej marki z Chryslerem pozycja polskich zakładów produkcyjnych powinna dodatkowo się umocnić.

Fiat 500, niezwykle popularny wśród naszych klientów, produkowany jest w Tychach, także w prestiżowej wersji Abarth – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Rafał Grzanecki, szef Biura PR & Komunikacji Fiat Auto Poland. – W Polsce powstaje także Lancia Ypsilion, a w Bielsku-Białej montowane są silniki 1.3 MultiJet i 0.9 Tweener. Pracuje dla nas także blisko 20 spółek grupy Fiat, które dostarczają komponenty. Polska jest i będzie więc jednym z kluczowych rynków europejskich dla Fiata, i fuzja z Chryslerem nic tu nie zmienia. Dzięki niej mamy natomiast szansę włączyć się do globalnej polityki koncernu.

Przypomnijmy, że grupa Fiat połączyła swoje struktury z Chryslerem na początku tego roku, tworząc firmę Fiat-Chrysler Automobiles. Reprezentuje ona marki: Fiat, Abarth, Alfa Romeo, Lancia, Jeep, Dodge oraz Ferrari i Maserati.

– Nasza strategia jest na skalę globalną – wyjaśnia Rafał Grzanecki. – Firma inwestuje w marki, które w danym regionie sprzedają się najlepiej. Przykładowo, Fiat jest bardzo mocny w Ameryce Południowej. Posiadamy w Brazylii dwie fabryki, budujemy trzecią. W Ameryce Północnej po kryzysie sprzed 4-5 lat grupa Fiat-Chrysler rośnie z miesiąca na miesiąc.

W Ameryce Północnej koncern notuje 20-30 proc. wzrosty sprzedaży. Dobrze sprzedają się tam lekkie samochody dostawcze.

Wprowadziliśmy również Fiata 500 i przez wiele miesięcy rynek północnoamerykański był rynkiem numer jeden dla tego modelu – mówi Grzanecki. – W Europie strategia grupy opiera się obecnie na marce Fiat samochody osobowe, i mówimy tu głównie o polskiej 500, która kolejny rok z rzędu jest autem numer jeden w segmencie A w Europie.

W Polsce istotnym segmentem dla Fiat-Chrysler Automobiles są auta dostawcze i lekkie auta dostawcze. Fiat Ducato, będąc liderem w tym segmencie, znajduje się także na liście dziesięciu najczęściej kupowanych samochodów w naszym kraju.

Problemem, z którym muszą borykać się producenci i dealerzy samochodów w Polsce, jest utrzymujący się od kilku lat dość niski poziom sprzedaży nowych pojazdów. Chłonność naszego rynku zmniejszyła się po otwarciu rynków Unii Europejskiej i wprowadzeniu przepisów umożliwiających sprowadzanie używanych aut z zagranicy. Obecnie na jeden nowy sprzedany samochód przypadają 3-4 rejestracje aut używanych.

Średnia wieku samochodu to ponad 14 lat, a średni wiek samochodu rejestrowanego w zeszłym roku w Polsce to 10 lat, czyli niestety kupujemy samochody w znacznej mierze używane, wyeksploatowane. Potencjał jest, ponieważ w Polsce sprzedaje się milion samochodów, tylko chcielibyśmy, żeby 70 proc. to były samochody nowe, ekologiczne, a nie używane – podkreśla Rafał Grzanecki.

Browary liczą na większą sprzedaż piwa w tym roku. Polacy chętnie piją radlery i piwa specjalne

Po słabszym ubiegłym roku polskie browary liczą na stabilizację, a nawet niewielką poprawę w 2014 r. Wzrostu sprzedaży oczekują w czerwcu, kiedy ruszą piłkarskie mistrzostwa świata w Brazylii. Mimo to raczej nie ma szans na powtórzenie rekordowo wysokich poziomów z 2012 roku. Browary, zgodnie z preferencjami konsumentów, stawiają na radlery, piwa smakowe oraz specjalne.

Rok 2013 zakończył się dla przemysłu piwowarskiego minusem i to ponad 2-proc. Oczywiście bierzmy pod uwagę fakt, że 2012 rok był z kolei rekordowym skokiem, ponad 5 proc. wzrostu. Zatem jeśli udałoby się zatrzymać tendencję spadkową i wygospodarować jakiś plus, nawet rzędu 1-2 proc., to byłoby satysfakcjonujące dla branży – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Danuta Gut, dyrektor biura zarządu Związku Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego – Browary Polskie.

W ubiegłym roku na rynku krajowym sprzedano niecałe 37 mln hektolitrów piwa – to o 2,2 proc. mniej niż w rekordowym 2012 r. Dobry początek tego roku daje nadzieje na niewielki wzrost, ale ZPPP przyznaje, że nie ma szans na poprawę wyniku sprzed dwóch lat. Ponieważ statystyczny Polak wypija rocznie ok. 96 litrów piwa, rynek jest oceniany jako nasycony. Między innymi z tego powodu rośnie udział eksportu – w 2013 r. wzrósł on o niemal 17 proc. do poziomu 2,5 mln hektolitrów.

Dzięki większemu eksportowi o 0,7 proc. wzrosła też całkowita produkcja piwa w Polsce. ZPPP oczekuje dalszej poprawy sprzedaży produktów za granicę. Gut dodaje, że sprzedaż powinny poprawić też rozgrywane latem piłkarskie mistrzostwa świata. Polacy chętnie oglądają mecze w pubach, pijąc piwo.

Lata inwestycji w edukację, w informowanie o kulturze piwa zaowocowały nie tylko znakomitą grupą znawców, lecz także i entuzjastów piwa. Dzisiaj konsument oczekuje czegoś więcej, oczekuje nowości i na te nowości jest bardzo dużo miejsca na rynku. Zatem na pewno w roku 2014 dalej będziemy wprowadzać nowe produkty i smaki, tak, aby zaspokoić oczekiwania naszych konsumentów – prognozuje Gut.

Ocenia, że nadal będą rozwijały się popularne już w 2013 r. napoje typu shandy i radler, czyli mieszanki piwa z sokami owocowymi i lemoniadami, zwykle w proporcjach zbliżonych do 1:1 i z niewielką zawartością alkoholu. Są one szczególnie chętnie kupowane latem. Popularności nie tracą piwa tradycyjne, które pijają już nie tylko mężczyźni, lecz także coraz więcej kobiet. Mężczyźni wciąż stanowią większość piwoszy, ale Gut przewiduje, że wkrótce kobiety będą tak samo chętnie sięgały po piwo. Tym bardziej że coraz mniej jest na rynku piw mocniejszych. Polskie piwa jeszcze kilka lat temu były nieco mocniejsze niż czeskie czy niemieckie, ale teraz tej różnicy już nie widać. Większość piw ma nieco ponad 5 proc. zawartości alkoholu.

Danuta Gut ocenia, że na rynku jest też miejsce dla małych browarów.

Wszyscy  duzi, mali, średni, bez znaczenia, jakie browary to są, jeśli chodzi o wielkość  wychodzimy naprzeciw konsumentowi. I również w Polsce, w mojej ocenie, jest miejsce na innowacje, na regionalizmy, na specyfiki. Jest bardzo dużo miejsca na rozwój sektora restauracyjnego, czyli browarów, w których na miejscu warzy się piwo – ocenia Gut.

Branża piwowarska wspólnie działa na rzecz zmiany prawa, np. w obszarze podatkowym i swobody reklamy. Działania marketingowe są szczególnie ważne dla browarów, które wprowadzają nowe produkty. Gut przypomina, że 10 proc. z każdej reklamy piwa powinno trafiać na ministerialny fundusz finansujący sport i zajęcia pozalekcyjne dla dzieci i młodzieży.

To oznacza, że jeżeli przyjmiemy sobie według cen z cenników koszty na reklamę ogólną rzędu 400 mln zł, to 40 mln powinno trafić na ten fundusz, z którego będą pokrywane zajęcia dla dzieci i młodzieży, na zainteresowanie młodzieży niepełnoletniej sportem, innymi zajęciami niż myślenie o piwie i sięganie po nie – tłumaczy dyrektor biura zarządu ZPPP – Browary Polskie.

Polska Wschodnia na celowniku deweloperów i sieci handlowych

CEO Magazyn Polska

Poprawa sytuacji gospodarczej w Polsce wpłynie pozytywnie na koniunkturę w sektorze nieruchomości handlowych. Odczuwają to także mniej aktywne dotąd wschodnie regiony Polski, a także Łódź, gdzie oprócz już otwartych dużych centrów handlowych planowane są kolejne budowy. Jak wynika z badań przeprowadzonych przez firmę doradczą JLL, w województwach wschodnich wzrost powierzchni handlowej ma sięgnąć średnio 27 procent.

Wzrost gospodarczy na poziomie 3 proc. w tym roku i na poziomie 3,5 proc. w przyszłym roku to i tak założenia konserwatywne. Stopa bezrobocia, która z miesiąca na miesiąc się obniża i wynosi mniej niż 14 proc., dynamika sprzedaży detalicznej na poziomie 7 proc. w lutym, słabszym pod tym względem z reguły miesiącem. Te parametry znajdują odzwierciedlenie w poprawiającej się sytuacji na rynku handlu w Polsce – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes, Anna Bartoszewicz-Wnuk, dyrektor Działu Badań Rynku i doradztwa JLL w Polsce.

Mimo wyraźnego wzrostu rynek handlowy jest mniej aktywny niż rynek biurowy i magazynowy. W budowie jest obecnie 550 tys. metrów kwadratowych powierzchni handlowej przy 700 tys. na rynku magazynów i ponad milion metrów kwadratowych na rynku biurowym.

Sektor handlowy nieco pozostaje w tyle, ale nie oznacza to wcale, że nie jest aktywny. Wręcz przeciwnie. 28 obiektów handlowych jest obecnie w procesie realizacji. Osiem obiektów przechodzi rozbudowę i znacznie poszerza swoją ofertę, natomiast 20 to nowo powstające centra – podkreśla ekspertka.

Z analiz firmy JLL wynika, że rynek obiektów handlowych do końca 2015 roku ma wzrosnąć o około 12 proc. Przyrost powierzchni handlowej ma być natomiast najbardziej widoczny we wschodnich regionach kraju.

Otwarte w I kwartale tego roku trzy duże centra handlowe – galeria Amber w Kaliszu, Galeria Siedlce i Atrium Felicity w Lublinie są znaczące dla lokalnych obszarów pozyskiwania klientów.

– Przykładowo w przypadku obiektu w Lublinie obszar oddziaływania jest dosyć szeroki, to centrum o regionalnym znaczeniu – ocenia Anna Bartoszewicz-Wnuk.

Należy zaznaczyć, że mimo spodziewanego wzrostu (średnio 27 proc.) na wschodzie kraju, baza centrów handlowych w tych regionach jest znacznie niższa niż w centralnej oraz zachodniej i południowo-zachodniej Polsce. Otwarte w I kw. centra pozwoliły na wzrost wskaźnika nasycenia powierzchnią najmu centrów handlowych w Polsce. Wskaźnik na poziomie 224 metrów kwadratowych na tysiąc mieszkańców jest wyższy od średniej europejskiej (191 mkw.).

Jak podkreśla Anna Bartoszewicz-Wnuk, nadal silny jest popyt ze strony międzynarodowych firm. Na rynek weszły m.in. niemiecka sieć NEO, ukraińska sieć sal zabaw Leopark, Sports Direct czy Original Marines.

Na stabilnym poziomie utrzymuje się wysokość czynszu za najlepsze powierzchnie handlowe w najbardziej prestiżowych galeriach.

Wyjątkiem może jest Warszawa, gdzie nadal obserwujemy presje zwyżkowe na czynsze w przypadku najlepszych lokali w wiodących stołecznych centrach handlowych. Natomiast właściciele centrów gorzej postrzeganych przez rynek, w miastach, w których wskaźnik nasycenia powierzchnią handlową jest wysoki, a obiekty mocno ze sobą konkurują, powinni być przygotowani na optymalizację stawek czynszowych – mówi Bartoszewicz-Wnuk.

Ministerstwo Finansów rozważa rezygnację z rejestru firm pożyczkowych. Zastąpić go może lista ostrzeżeń publicznych UOKiK

CEO Magazyn Polska

Projekt ustawy o rynku pożyczek na dniach trafi do Komitetu Stałego Rady Ministrów. Pracujące nad zmianami Ministerstwo Finansów kończy konsultacje z Urzędem Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który zgłosił uwagi do proponowanych regulacji. Zamiast rejestru firm pożyczkowych UOKiK mógłby publikować listę ostrzeżeń przed firmami podejrzanymi o nieuczciwe praktyki, tak jak teraz robi to KNF. Taką możliwość daje Urzędowi nowelizacja ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów, nad którą pracuje Sejm.

– Przyjmujemy argumenty prezesa UOKiK i dyskutujemy nad tym, jak finalnie ta regulacja mogłaby wyglądać, tak, żeby z jednej strony konsument był zabezpieczony, z drugiej strony – rynek był bardziej profesjonalny, ale z trzeciej strony, żeby nie narzucać organom kompetencji, które de facto nie są im potrzebne, bo tak argumentował to prezes UOKiK – tłumaczy Agnieszka Wachnicka, zastępca dyrektora Departamentu Rozwoju Rynku Finansowego w Ministerstwie Finansów.

Chodzi o nadanie UOKiK-owi prawa do prowadzenia rejestru firm pożyczkowych, uprawnionych do prowadzenia działalności. Alternatywne rozwiązania, które rozważał resort finansów, to przyznanie takich kompetencji ministrowi gospodarki albo Komisji Nadzoru Finansowego.

– Myśmy przedstawiali trzy opcje: albo tym organem rejestrowym mógłby być minister gospodarki jako ten organ, który w ogóle jest odpowiedzialny za prowadzenie działalności gospodarczej, albo Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów – właśnie ze względu na przygotowanie merytoryczne i fakt, że UOKiK jest administratorem ustawy o kredycie konsumenckim, na podstawie której te podmioty funkcjonują, albo Komisja Nadzoru Finansowego jako organ nadzoru nad rynkiem finansowym. I te trzy opcje były w naszym projekcie przedstawione, tyle że my jako Ministerstwo Finansów skłanialiśmy się ku temu, żeby był to prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów – wyjaśnia Wachnicka.

UOKiK wskazał jednak w swoich uwagach przesłanych do Ministerstwa Finansów, że ma obecnie wystarczające kompetencje, by zapewnić konsumentom ochronę także na rynku pożyczek. Co więcej, w Sejmie na etapie trzeciego czytania jest projekt ustawy o zmianie ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów, który jeszcze rozszerzy uprawnienia UOKiK.

 Będzie on zapewniał prezesowi UOKiK narzędzie analogiczne do tego, jakie ma Komisja Nadzoru Finansowego, czyli możliwość publikacji listy ostrzeżeń publicznych. Jeszcze na etapie przed wydaniem decyzji, jeżeli prezes stwierdzi, że dany podmiot prowadzi działalność w sposób istotnie zagrażający interesom konsumentów, będzie ten fakt mógł podać do publicznej wiadomości. Wydaje się, że jest to dobry mechanizm, który może się okazać nawet bardziej skuteczny niż ewentualny rejestr – uważa Wachnicka.

Zdaniem przedstawicielki Ministerstwa Finansów, większość klientów może nie sprawdzać, czy dany podmiot figuruje w rejestrze, natomiast publiczne ostrzeżenia w mediach szybko docierają do konsumentów, przez co są lepsze z punktu widzenia ochrony ich interesów. O ile MF nie wyklucza zmiany projektu zgodnie z opiniami UOKiK, to broni szczegółowych regulacji, z których część krytykowana jest m.in. przez firmy pożyczkowe.

– Limit, który zaproponowaliśmy, po pierwsze wychodzi naprzeciw pożyczkom krótkoterminowym, ponieważ przewiduje limit kosztów pozaodsetkowych na poziomie w skali miesiąca 27,5 proc. Wydaje się, że jest to całkiem sporo. Ponadto wprowadza mechanizm, w którym te koszty będą mogły być zwiększane wraz z trwaniem umowy pożyczki. To nie jest tak, że ten limit został wypracowany w oderwaniu od danych, które prezentuje rynek, dlatego że my analizowaliśmy dane, które są dostępne w tej chwili na rynku – przekonuje Wachnicka.

Według Łukasz Gębskiego z Instytutu Analiz Rynkowych, wszystkie proponowane przez Ministerstwo Finansów zmiany to dla firm udzielających pożyczki dodatkowy koszt minimum 40 zł na jednej operacji. Obok kosztów związanych z dostosowaniem systemów informatycznych firmy pożyczkowe będą musiały też przeznaczyć więcej pieniędzy na reklamę i komunikację z klientami. To z kolei wynika z innego proponowanego zapisu, który sprawi, że pożyczenie pieniędzy temu samemu klientowi w okresie krótszym niż 120 dni od poprzedniej pożyczki stanie się nieopłacalne. A to oznacza, że odesłanego z kwitkiem klienta będzie trzeba po upływie tego okresu ponownie przekonać do skorzystania z usług firmy.

Zgodnie z harmonogramem jeszcze w tym tygodniu projekt założeń po konsultacjach z UOKiK-iem ma wrócić do Komitetu Stałego Rady Ministrów.

Uregulowanie zasad ujmowania zysków i strat wynikających z aktuarialnego przeszacowania zobowiązań z tytułu świadczeń pracownic

Na początku marca br. Komitet Standardów Rachunkowości podjął decyzję o nowelizacji Krajowego Standardu Rachunkowości nr 6 „Rezerwy, bierne rozliczenia międzyokresowe kosztów, zobowiązania warunkowe”. Jego aktualizacja dotyczy sposobu dokonywania i ujmowania w sprawozdaniach finansowych wyceny zobowiązań z tytułu świadczeń pracowniczych. Pomimo, że w komunikacie wystosowanym przez Komitet wskazano, iż nowelizacja standardu ma na celu dostosowanie treści standardu do zmienionych zapisów MSR nr 19, to w rzeczywistości zaproponowane zmiany do KSR 6 są inne niż te zawarte w MSR 19. Skutkuje to tym, że zwiększy się różnica w sprawozdawczości finansowej sporządzanej zgodnie z polskimi standardami i MSSF. Według ekspertów Deloitte, w konsekwencji może to mieć istotne znaczenie m.in. dla tych przedsiębiorstw, które w przyszłości zechcą stosować MSSF.

W Polsce skonsolidowane sprawozdania finansowe zgodnie z MSSF mają obowiązek sporządzać spółki notowane na giełdzie jak i wszystkie banki. Pozostałe firmy, które podlegają Ustawie o Rachunkowości, mogą posiłkować się KSR. Komitet Standardów Rachunkowości, który działa przy Ministerstwie Finansów RP, kilka tygodni temu podjął uchwałę, która miała dostosować treść KSR nr 6 do zmienionych zapisów MSR nr 19 „Świadczenia pracownicze”. „Obowiązująca od 1 stycznia 2013 r. nowelizacja MSR 19 przewiduje, iż skutki zmian aktuarialnych wyceny określonych świadczeń pracowniczych na koniec roku rozlicza się natychmiastowo w korespondencji z pozostałymi całkowitymi dochodami w pełnej kwocie. Nowelizacja MSR 19 wyeliminowała zatem możliwość ujmowania tych zmian w wyniku finansowym lub odraczanie skutków tych zmian w czasie zgodnie z tzw. metodą korytarzową” – wyjaśnia Piotr Sokołowski, Partner w dziale Audytu, Deloitte.

Ustawa o rachunkowości reguluje zagadnienie rezerw w sposób ogólny, nie dostarczając żadnych szczególnych wskazówek w odniesieniu do rezerw na świadczenia pracownicze. Przed nowelizacją, KSR nr 6 odnosił się do świadczeń emerytalnych i podobnych jedynie w zakresie ich wyceny, nie dostarczając szczególnych wskazówek co do rozliczania zysków i strat aktuarialnych. Obecnie, po marcowej uchwale Komitetu Standardów Rachunkowości, KSR nr 6 w dalszym ciągu zaleca, aby przy wycenie świadczeń emerytalnych i podobnych stosowane były postanowienia MSR 19, z tym, że zgodnie ze zmienionym KRS nr 6 zyski i straty wynikające z aktuarialnego przeszacowania są ujmowane bezpośrednio w rachunku zysków i strat w pozycji pozostałych przychodów lub pozostałych kosztów operacyjnych.

„Sposób ujęcia wyceny wg KSR nr 6 jest w praktyce aktuarialnej zdecydowanie prostszy, jednak konieczność ujęcia skutków w rachunku zysków i strat może w niektórych spółkach wpływać na fluktuację wyniku finansowego, spowodowaną np. zmianami stóp procentowych czy założeń aktuarialnych. A to z kolei może skutkować znaczącymi wahaniami sytuacji finansowej przedsiębiorstwa. Tymczasem MSR 19 eliminuje takie skutki” – wyjaśnia Paweł Tendera, Menedżer w dziale Audytu, Deloitte.

Co ta zmiana w praktyce oznacza dla firm? Znowelizowany KSR nr 6 będzie musiał być zastosowany po raz pierwszy w sprawozdaniach finansowych za 2014 rok (w przypadku spółek, które przyjmują rok obrotowy równy kalendarzowemu). Ustawa o rachunkowości dopuszcza posiłkowanie się MSSF w obszarach nieregulowanych przez polskie przepisy, dlatego część przedsiębiorstw w zakresie rozliczania i ujmowania zysków i strat aktuarialnych opierała się dotąd na zapisach MSR 19. Teraz nie będzie to już możliwe, ponieważ posiłkowanie się MSSF jest dopuszczalne jedynie w sytuacji gdy ten aspekt nie jest uregulowany ani przez Ustawę o rachunkowości ani w krajowych standardach. Tymczasem w ocenie ekspertów Deloitte znowelizowany standard zwiększa niezgodność statutową sprawozdawczości finansowej w Polsce z aktualnymi MSSF, gdyż jest rozbieżny z zasadą ustaloną przez Radę Międzynarodowych Standardów Rachunkowości, określającą iż zmiany założeń aktuarialnych i ich korekty dokonywane po fakcie nie powinny być ujmowane bezpośrednio w wyniku finansowym.

Dodatkowo, MSR 19 sprzed nowelizacji dopuszczał ujmowanie zysków i strat aktuarialnych w całości w innych całkowitych dochodach, a KSR 6 nie odnosi się do tej kwestii. W praktyce oznacza to, że niektóre spółki mogły od dłuższego czasu ujmować te zmiany analogicznie jak w MSR 19 np. w „kapitale z aktualizacji wyceny” czy w „zyskach (stratach) lat ubiegłych”. Teraz spółki te będą musiałby przekwalifikować te pozycje w rachunku zysków i strat jako pozostałe przychody lub koszty operacyjne. „Wszystkie te rozbieżności powodują, że przedsiębiorstwa, które w przyszłości zdecydują się na przejście z polskich standardów na MSSF będą musiały przekształcić te dane w swoich sprawozdaniach finansowych za rok bieżący i danych porównawczych” – podsumowuje Marcin Samolik, Starszy Menedżer w dziale Audytu, Deloitte.

XI Forum Private Equity & Venture Capital – Fundusz, spółka i inwestor

Już 16 kwietnia partnerzy WSI Capital Jacek Kajko i Krzysztof Wiśniewski podzielą się swoimi biznesowymi doświadczeniami. To doskonała okazja dla przedsiębiorców poszukujących finansowania na rozwój swojej działalności do zapoznania się z zasadami współpracy na linii fundusz-spółka-inwestor. Partnerzy WSI Capital podpowiedzą bowiem uczestnikom XI Forum Private Equity & Venture Capital jak współpracować, aby osiągnąć sukces na rynku PE/VC.

– Na bazie naszych dotychczasowych doświadczeń wypracowaliśmy model współpracy oparty na aktywnym zarządzaniu i zaangażowaniu w działania operacyjne spółki. Model ten z powodzeniem wdrożyliśmy w naszych spółkach portfelowych i po blisko dwóch latach możemy potwierdzić, że przynosi on wymierne korzyści w budowaniu wartości spółek – mówi Krzysztof Wiśniewski, Partner Zarządzający WSI Capital.

Przedsiębiorcy nie powinni bać się zaangażowania ze strony zespołu funduszu. Dzięki ścisłej, opartej na zaufaniu współpracy można bowiem spojrzeć na określone cele strategiczne z szerszej perspektywy, a tym samym dostrzegać lepsze rozwiązania i osiągnąć lepsze efekty – dodaje Jacek Kajko, Partner Zarządzający WSI Capital.

Case Partnerzy WSI Capital w trakcie przedstawianego case study poruszą takie kwestie, jak:
– Granice zaangażowania, czyli w jakim stopniu zespół analityczno-menadżerski funduszu może, a w jakim stopniu powinien angażować się w operacyjne działania spółki;
– Zespół jako najważniejszy filar w działalności każdej firmy,
– Konsekwencja w realizacji celów strategicznych,
– Kapitał dobrze wydany,
– Widzieć cel, ale patrzeć szerzej,
– Aktywna polityka zarządzania, czyli ciężka praca oparta na korzyściach.

Organizowane przez Puls Biznesu Forum Private Equity & Venture Capital kierowane jest do przedstawicieli rynku PE/VC, a także zainteresowanych współpracą z funduszami przedsiębiorców oraz firm doradczych wspierających realizację inwestycji. Na tegoroczne XI edycji tego prestiżowego wydarzenia poruszone zostaną tematy związane z modelem aktywnej współpracy funduszu ze spółką, znaczeniem komunikacji w budowaniu wartości firmy, ryzykach związanych z transakcjami i metodach ich ograniczania czy ekspansji zagranicznej. Tradycyjnie przyznane zostaną również nagrody dla najlepszych funduszy PE w 2013 roku.

Więcej informacji o forum oraz formularz rejestracyjny można znaleźć na stronie: http://konferencje.pb.pl/konferencja/799,xi-forum-private-equity-venture-capital#event_schedule

Efekty realizacji Narodowego Programu Przebudowy Dróg Lokalnych

Dzięki realizacji Narodowego Programu Przebudowy Dróg Lokalnych zaczęło w Polsce przybywać nowych połączeń dróg powiatowych i gminnych z siecią dróg wojewódzkich i krajowych, remontowane są zaniedbane jezdnie, zwiększa się płynność ruchu, a co za tym idzie poziom bezpieczeństwa komunikacyjnego. Zmiany te korzystnie wpływają na regionalny rozwój gospodarczy. Niestety w ostatnich latach nastąpiło ograniczenie środków w budżecie państwa na modernizację lokalnej sieci dróg. NIK ocenia to krytycznie, bo Program ma szansę przynosić pozytywne efekty, o ile będzie kontynuowany w następnych latach, a jego finansowanie utrzyma się na stałym poziomie.

Sieć dróg lokalnych w Polsce jest dość słabo rozwinięta, w dodatku charakteryzuje się niską jakością nawierzchni, co negatywnie wyróżnia Polskę na tle innych państw Unii Europejskiej. Drogi powiatowe mają ponad 127 tys. km długości, a gminne 237 tys. km, co stanowi 88 proc. wszystkich dróg publicznych (łącznie 412 tys. km). Kiepski stan infrastruktury drogowej jest istotną barierą rozwoju poszczególnych regionów – hamuje ich aktywność gospodarczą, obniża atrakcyjność inwestycyjną oraz konkurencyjność. Negatywnie wpływa również na poziom bezpieczeństwa użytkowników dróg. Według policyjnych statystyk co roku trzy czwarte wypadków ma miejsce właśnie na drogach lokalnych.

Efekty realizacji Narodowego Programu Przebudowy Dróg Lokalnych

Program budowy tzw. schetynówek miał poprawić stan lokalnej infrastruktury. W pierwszej edycji Programu (lata 2009-2011) zmodernizowano i rozbudowano sieć dróg lokalnych o łącznej długości ponad 8,2 tys. km – 4,7 tys. km dróg powiatowych oraz 3,5 tys. km dróg gminnych. Wartość inwestycji wyniosła 6,1 mld zł, z czego 2,9 mld zł pochodziło z dotacji celowych budżetu państwa. W ramach drugiej edycji NPPDL (do końca 2012 r.) zmodernizowano i rozbudowano sieć dróg o długości 827 km. Inwestycje pochłonęły 685 mln zł, z państwowych dotacji pochodziło 193 mln. W 2013 r. w budżecie państwa na schetynówki zaplanowano 500 mln zł, a w 2014 r. limit wydatków ustalono na 250 mln zł.

Dotychczasowa realizacja NPPDL znacząco przyczyniła się zarówno do poprawy stanu technicznego dróg lokalnych, jak i bezpieczeństwa ruchu drogowego (w trakcie inwestycji wybudowano chodniki, ścieżki rowerowe, zatoki autobusowe oraz postawiono sygnalizację świetlną i oświetlenie). Ze względu na pozytywne efekty Programu, NIK krytycznie ocenia spadek jego dofinansowania z budżetu państwa, tym bardziej, że samorządów nie stać na samodzielne finansowanie remontów i budowy dróg lokalnych. W 2014 r. wsparcie z budżetu ma wynieść jedynie 250 mln zł, zamiast 1 mld zł jak przyjęto w założeniach programowych. Oznacza to, że szacunkowo za tę kwotę wyremontowanych zostanie ok. 500-600 km dróg, a nie 2,4 tys. km jak przewidywano. Dodatkowo Izbę niepokoi fakt, że program budowy schetynówek przewidziany jest tylko do 2015 roku.

Najważniejsze stwierdzone nieprawidłowości

Samorządy dopuściły się wieloletnich zaniedbań w zakresie planowania rozwoju sieci drogowej. Ponad połowa z nich – 20 spośród 35 skontrolowanych zarządców (57 proc.) – nie opracowała takich planów, mimo ustawowego obowiązku. Ich brak utrudnia samorządom kompleksowe rozwiązywanie problemów transportowych i komunikacyjnych na podległym obszarze. W konsekwencji urzędnicy wybierali drogi do remontu lub przebudowy na podstawie własnego uznania.

Ujawniono liczne przypadki nierzetelnego nadzoru zarządców dróg nad realizowanymi w ramach Programu inwestycjami. Miały one miejsce zarówno na etapie realizacji robót (m.in. wadliwie wykonane podbudowy jezdni, pobocza dróg i zatoki autobusowe), jak i na etapie końcowych odbiorów. Te ostatnie zatwierdzane były bez weryfikacji i potwierdzenia wykonania tych robót zgodnie z warunkami określonymi w umowach z wykonawcami (tak było u 15 spośród 35 zarządców dróg). Wykonawcy nie przedkładali wymaganej dokumentacji: wyników badań laboratoryjnych, certyfikatów i świadectw, stanowiących podstawę do prawidłowego odbioru i rozliczenia zadań. Wieloletnie zaniedbania w tym zakresie mogą w przyszłości przyczynić się do wystąpienia uszkodzeń całej konstrukcji poszczególnych odcinków dróg, w efekcie konieczne będą rozległe i kosztowne naprawy.

Zdecydowana większość zarządców dróg – 29 z 35 zarządców (83 proc. skontrolowanych) – nierzetelnie wywiązywała się z obowiązku okresowej oceny stanu technicznego swojej sieci drogowej. Albo w ogóle nie przeprowadzano wymaganych przepisami badań, albo wykonywano je w ograniczonym zakresie. Czasem badanie sprowadzało się do przejazdu po określonym odcinku drogi. Urzędnicy tłumaczyli, że lokalne drogi są im doskonale znane, bo codziennie po nich jeżdżą. Jednak brak rzetelnej oceny stanu dróg gminnych i powiatowych może być niebezpieczny dla podróżujących.

Większość badanych zarządców dróg – aż 91 proc. – dopuściła się rażących zaniedbań w zakresie prawidłowego oznakowania dróg, a także sporządzania projektów stałych organizacji ruchu. Jedynie 3 z 35 zarządców (9 proc.) miało zatwierdzone organizację ruchu na wszystkich zarządzanych przez siebie drogach (28 jednostek posiadało zatwierdzone organizacje ruchu dla części zarządzanej sieci, a w czterech brak było w ogóle takich organizacji). Na drogach wszystkich zarządców ujawniono przypadki ustawienia znaków drogowych niezgodnie z zatwierdzonymi organizacjami dróg. Do tego znaki często były nieczytelne – zabrudzone, pokryte korozją, zdewastowane. Często ograniczona była również ich widoczność.

Wykryto znaczące nieprawidłowości dotyczące stanu ewidencji dróg. Aż 63 proc. zarządców (22 skontrolowanych) w ogóle nie prowadziło książek drogi albo ich zapisy były niekompletne bądź nieaktualne. W dokumencie tym zapisuje się przeprowadzone remonty i przebudowy oraz kontrole i badania stanu technicznego drogi. Brak aktualnych zapisów utrudnia właściwe utrzymanie jezdni oraz planowanie jej napraw.

NIK o dotacjach MSZ na współpracę z Polonią i Polakami za granicą

Ministerstwo Spraw Zagranicznych wypełniło obowiązek zastosowania trybu otwartego konkursu przy udzielaniu dotacji organizacjom współpracującym z Polonią i Polakami za granicą. Działania te nie zapewniły jednak pełnej przejrzystości i jednolitości postępowania wobec podmiotów ubiegających się o dofinansowanie. Resort zbyt późno podpisywał też umowy na udzielanie dotacji, co skracało organizacjom czas na wykonanie projektu.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych od 2012 r. przejęło od Senatu RP obowiązek udzielania dotacji dla Polonii i Polaków za granicą.

Ministerstwo – zgodnie z wymogami Ustawy o działalności pożytku publicznego i o wolontariacie z dnia 24 kwietnia 2003 roku – wprowadziło ramy organizacyjne i prawne dla rozdzielania dotacji organizacjom współpracującym z Polakami za granicą. Zorganizowało[1] Konkurs na realizację zadania publicznego „Współpraca z Polonią i Polakami za granicą w 2013 roku”. W Regulaminie Konkursu, określono kryteria, na podstawie których oferty były oceniane: adekwatności, efektywności i skuteczności oraz współpracy z MSZ. Powołano Komisję do oceny i wyboru wniosków, dla której opracowano regulamin. W pracach Komisji uczestniczyły 44 osoby. Członkowie Komisji mieli wiedzę i doświadczenie pozwalające na ocenę wniosków dotyczących projektów polonijnych i przygotowania konkursów dla organizacji pozarządowych.

W wyniku konkursu MSZ zawarło 93 umowy na dofinansowanie projektów, których wartość wyniosła prawie 58 mln zł, w tym kwota dotacji ponad 50 mln zł[2]. Minister SZ skorzystał z przysługującego mu prawa i w dwóch przypadkach odmówił bez podania przyczyn podpisania umów z organizacjami wyłonionymi w konkursie.

NIK stwierdziła w trakcie kontroli, że przyjęte regulacje prawne oraz ich realizacja nie w pełni zapewniły przejrzystość wyboru projektów, jawność postępowania i jednakowe traktowanie wszystkich przystępujących do konkursu podmiotów.

NIK stwierdziła kilka nieprawidłowości wynikających z błędów w pracy Komisji:

dopuszczenie do prac nad ocenami ofert członka Komisji, który zadeklarował konflikt interesów.
stosowanie przy wyborze niektórych ofert dofinansowania dwuetapowej oceny merytorycznej (zyskiwały przy tym dodatkowe punkty). W ten sposób 54 oferty (z ocenianych merytorycznie 323) zostały uprzywilejowane w stosunku do pozostałych. NIK uznaje, że było to naruszenie zasad jawności i uczciwej konkurencji.
zaakceptowanie błędów w kosztorysach trzech (z 53 skontrolowanych) umów dotacji.
niepełne dokumentowanie wszystkich czynności związanych z oceną ofert.

NIK zwraca uwagę, że Ministerstwo zbyt późno podpisywało umowy na udzielanie dotacji, co skracało organizacjom czas na wykonanie projektu. Pierwsze umowy podpisane były dopiero dwa i pół miesiąca po zakończeniu Konkursu, ostatnie nawet po upływie pół roku. NIK za niedopuszczalne uznaje tłumaczenia resortu dotyczące konieczności dokonania wewnętrznych konsultacji.

NIK docenia opracowanie w Ministerstwie „Planu Współpracy z Polonią i Polakami za granicą w 2013 r.”. Izba widzi jednak konieczność opracowania i przyjęcia Programu Rządowego, który określi strategiczne cele i zadania rządu. Może on być podstawą do opracowania zasad współpracy na poziomie operacyjnym. Co prawda istnieje „Rządowy Program Współpracy z Polonią i Polakami za granicą”, przyjęty w październiku 2007 roku, jednak zadania w nim określone kończą się na roku 2012. Oznacza to, że Polska nie ma rządowego planu współpracy z Polonią i Polakami za granicą.

Prawie połowa Polaków woli spędzać Wielkanoc owszem, z rodziną, ale… poza domem

Jak przekonują wyniki badań społecznych, czas Wielkanocy Polacy coraz chętniej spędzają poza domem. Już prawie połowa z nas kilkudniowy odpoczynek z rodziną na łonie natury ceni sobie wyżej, niż święta zorganizowane, co prawda samodzielnie, ale kosztem wielu godzin spędzonych w kuchni, na zakupach czy sprzątaniu. Nic więc dziwnego, że w tym okresie popularne hotele notują ponadprzeciętne obłożenie.

Sondaż, o którym mowa, przeprowadzony przez Instytut Badania Opinii Homo Homini na zlecenie Polskiego Radia, pokazuje pewien stały trend. Dziś Święta Wielkanocne to dla 45% z nas przede wszystkim okazja do spędzenia czasu z rodziną. Mianem przeżycia religijnego okres ten określa przy tym jedynie 41,5% Polaków.

Zatem to, co jeszcze kilka lat temu było nie do pomyślenia, dziś powoli staje się naszą codziennością. Wielkanoc to dla nas coraz częściej chwile odpoczynku i relaksu w gronie najbliższych, ale już niekoniecznie w domowym zaciszu.

Potwierdza to Łukasz Łabanowski, manager hotelu Golf Park Lipowy Most:

– Rzeczywiście zainteresowanie naszą ofertą znacznie nasila się właśnie w okolicy Wielkanocy. Obłożenie hotelu w tym czasie jest na ogół ponad dwukrotnie wyższe, niż w pozostałe weekendy. Odwiedzają nas przy tym nie pojedyncze osoby, ale całe, często wielopokoleniowe rodziny – wyjaśnia.

Stale rosnąca w tym okresie popularność usług hotelowych ma jednak pewne uzasadnienie. Wiele młodych, przeważnie na co dzień zapracowanych osób, mając do dyspozycji kilka wolnych dni, decyduje się bowiem spędzić je z bliskimi.

– Większość z nas marzy o tym, by móc więcej czasu poświęcać rodzinie, ale obowiązki służbowe często nam to uniemożliwiają. Nic więc dziwnego, że gdy tylko przychodzi czas krótkiego wypoczynku, zamiast czasochłonnej organizacji świąt wybieramy pogłębianie relacji rodzinnych – dodaje przedstawiciel Lipowego Mostu.

Warto sobie przy tym uświadomić, że Wielkanoc spędzana poza domem wcale nie oznacza zerwania z dotychczasową tradycją. Nie musimy się także obawiać, że święta spędzane w ten sposób nie będą się niczym różniły od zwykłego urlopu.

Oferta popularnych hoteli tworzona jest bowiem w taki sposób, by zapewnić nam poczucie wyjątkowości danych chwil, a jednocześnie zdjąć z naszych barków wiele obciążających obowiązków.

Przeważnie nie brakuje w niej zatem elementów, bez których nie wyobrażamy sobie świąt:

– Goście, którzy okres Wielkanocny spędzą w naszym ośrodku, wezmą udział m. in. w dwóch uroczystych obiadach i jednej świątecznej kolacji. Nie zabraknie przy tym także tradycyjnego święcenia potraw w hotelu czy atrakcji dla najmłodszych: malowania pisanek czy prezentów od zajączka – mówi manager hotelu Golf Park Lipowy Most.
Święta spędzane poza domem nie muszą być zatem domeną wyłącznie idących z duchem czasu singli z wielkich miast. Coraz chętniej na coś podobnego decyduje się wiele rodzin – znane tradycje przyjmując po prostu w nowoczesnej formie.