Krótkoterminowy wynajem aut w miastach wkrótce możliwy w Polsce. Trwają rozmowy z władzami miejscowości

CEO Magazyn PolskaSpółka Car2Go testuje polski rynek i prowadzi negocjacje z pierwszymi miastami. Możliwe, że krótkoterminowy wynajem samochodów miejskich będzie możliwy w Polsce na początku przyszłego roku. Usługa jest już dostępna w 26 miastach europejskich i amerykańskich.

Widzimy, że w większych aglomeracjach istnieje potrzeba takiego rozwiązania, w Polsce powinno być więc podobnie – mówi Wojtek Dziegielewski, Business Development Manager w Car2Go Europe. – Nie mamy jeszcze konkretnej daty, badamy jeszcze rynek i prowadzimy wstępne rozmowy. Mam nadzieję, że na początku przyszłego roku wystartujemy z tą usługą w Polsce.

Z badań przeprowadzonych przez należącą do Daimler AG spółkę Car2Go wynika, że wśród Polaków istnieje spore zainteresowanie krótkoterminowym wynajmem samochodów. System Car2Go działa już w 26 miastach, zarówno w Europie, jak i Ameryce, i ma ponad 500 tys. użytkowników. Funkcjonuje na analogicznych zasadach, jak popularna w Warszawie usługa wypożyczalni rowerów Veturillo. Klienci, zamiast jednośladów, wykorzystują jednak niewielkie auta Smart, w większości z napędem elektrycznym.

Nasz system nie przewiduje stałych opłat – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Wojtek Dziegielewski. – Płaci się tylko wtedy, gdy korzysta się z pojazdu, a stawka naliczana jest minutowo. Ważny jest łatwy dostęp do usługi, kierowcy muszą mieć możliwość szybkiego skorzystania z auta. Przykładowo, w Berlinie mamy cztery samochody na kilometr kwadratowy, więc maksymalny dystans, który musi pokonać klient do auta, to 200-250 metrów.

Opłaty za użytkowanie różnią się zależnie od miasta i kraju. W Niemczech stawka za minutę wynosi 29 eurocentów (około 1,2 zł), w Polsce byłaby przypuszczalnie nieznacznie niższa.

 

Dla użytkownika istotne jest to, że cena zawiera już wszystkie koszty – mówi Wojtek Dziegielewski. – Są w niej zawarte opłaty za parking, paliwo i ubezpieczenie. 

 

Usługa Car2Go skierowana jest przede wszystkim do osób, które potrzebują wygodnie przemieszczać się na niewielkich dystansach, a nie mają własnego samochodu lub nie chcą korzystać z niego w warunkach miejskich. Car2Go ma także stanowić odpowiedź na współczesne potrzeby mieszkańców aglomeracji, którym zależy na ekologicznym transporcie. Popularność usługi wiąże się też z faktem, że posiadanie samochodu w coraz mniejszym stopniu świadczy o społecznym prestiżu i coraz więcej osób traktuje auta jedynie jako środek transportu.

Sprzedaż tabletów w tym roku wciąż będzie rosła. Sprzedawcy czekają na szczyt sezonu, czyli komunie

CEO Magazyn Polska

Rynek tabletów w najbliższych miesiącach zanotuje wzrosty sprzedaży, choć już nie tak dynamiczne jak w ubiegłym roku. Branża czeka teraz na okres sprzedażowego szczytu, czyli komunie. Nie należy się jednak spodziewać takiego wysypu nowinek technologicznych, jak do tej pory. Na polskim rynku wciąż najpopularniejsze będą urządzenia najtańsze, których sprzedaż znacząco rośnie. To jednak najtrudniejszy segment dla producentów i sprzedawców ze względu na dużą konkurencję i niskie marże. 

Rynek tabletów w 2014 roku będzie rozwijał się spokojnie, będzie dosyć zbliżony do roku 2013, jeżeli chodzi o poziom sprzedaży  mówi Michał Leszek, dyrektor marketingu firmy Lechpol, właściciela marki Krüger & Matz.  Wzrosty nie będą aż tak duże, porównując rok 2012 do 2013, kiedy rynek i sprzedaż wzrosły dwukrotnie.

Zdaniem eksperta, zdecyduje o tym brak spodziewanych istotnych nowinek technologicznych. A to sprawi, że nowe urządzenia zaistnieją na rynku na trochę dłużej niż w 2013 roku  w ciągu najbliższych miesięcy upowszechnić się mają nowości sprzed kilku miesięcy, w tym technologia LTE, która zaczyna trafiać do urządzeń z niższej półki cenowej.

 Tu już nie będzie przełomów technologicznych. Nie ma takich planów. Zarówno najwięksi producenci, jak Samsung czy Apple, jak i ci mniejsi raczej wprowadzają dodatkowe funkcje, to już nie jest przełom technologiczny. I tak samo będzie w segmencie urządzeń tańszych  mówi Michał Leszek.

W 2013 roku na rynek w Polsce trafiło ok. 2 mln tabletów. Znakomita większość z nich to urządzenia z najniższej półki cenowej  tablety siedmiocalowe z najsłabszą specyfikacją techniczną. W tej kategorii dla konsumenta najważniejsza jest cena.

 Kolejnym wyborem po siedmiocalowych urządzeniach są z kolei dziesiątki. W tych urządzeniach 10,1 cala mamy już nieco inny wybór, bo mają one więcej możliwości  mówi Leszek.  Konsument patrzy bardziej na faktyczne możliwości tego urządzenia, wykonanie, jakość, design, a nie na cenę to są tablety w przedziale cenowym 600-900 zł, w zależności od specyfikacji.

Jednostkowo na tych droższych tabletach najwięcej się zarabia  marża na najtańszych urządzeniach jest najmniejsza, tam też trwa największa walka konkurencyjna.

Zbliża się bardzo ważny dla producentów i dystrybutorów tabletów w Polsce czas, czyli okres komunii.

 Polacy na komunie kupują sporo i tabletów, i telefonów. W tamtym roku na rynku tabletów mieliśmy bardzo duży pik z tym związany. Kolejny szczyt sprzedażowy to jest tzw. okres back to school, który zazwyczaj też posiada pewne wzrosty, ale już mniejsze niż w maju. I kolejny to klasyczny grudzień, który zawsze jest pikiem sprzedażowym  mówi Michał Leszek.

30 proc. Polaków stresuje się z powodu pracy. Głównie z powodu braku gwarancji stałego zatrudnienia i zbyt dużych wymagań przełożonych

30 proc. Polaków <a title=stresuje się z powodu pracy. Głównie z powodu braku gwarancji stałego zatrudnienia i zbyt dużych wymagań przełożonych" title="30 proc. Polaków stresuje się z powodu pracy. Głównie z powodu braku gwarancji stałego zatrudnienia i zbyt dużych wymagań przełożonych" />

stres-w-pracy.png” alt=”CEO Magazyn Polska” />

Ponad połowa pracowników w Europie uznaje stres zawodowy za powszechnie występujący w ich miejscu pracy. Psychologowie podkreślają, że stres prowadzi do poważnych chorób psychicznych i obniża fizyczną odporność organizmu. Pod hasłem „Stres w pracy? Nie, dziękuję!” rusza kampania społeczna, która ma na celu zwiększenie świadomości pracodawców i pracowników na temat stresu i zagrożeń psychospołecznych w miejscu zatrudnienia. Jej inicjatorem jest Europejska Agencja Zdrowia i Bezpieczeństwa w Pracy (EU-OSHA).
Stres zawodowy najczęściej pojawia się wtedy, kiedy pracownik nie ma gwarancji stałego zatrudnienia, gdy stawiane mu przez szefa wymagania przekraczają jego możliwości lub gdy na wykonanie zleconych zadań ma zbyt mało czasu. Nie bez znaczenia jest także niesprawiedliwy system motywacyjny oraz brak perspektyw na awans i rozwój kariery.

Stresem dzisiejszych czasów jest przede wszystkim ten powodowany brakiem pewności zatrudnienia. Z lękiem o pracę wiąże się stres przeciążenia. Osoby, które zostają, które utrzymują pracę, mają jej na ogół więcej. Wtedy skarżą się na to, że pracy jest za dużo, że jest presja czasu, palące terminy i że to ich nieprawdopodobnie stresuje. Z tej intensyfikacji pracy z kolei wynika stres związany z brakiem możliwości zachowania równowagi praca-dom czy praca-życie prywatne. Czyli jest to naturalna eskalacja pewnych czynników, które na zasadzie kuli śniegowej powiększają się coraz bardziej – mówi agencji informacyjnej Newseria dr Dorota Żołnierczyk-Zreda, psycholog.

Oprócz dobrej organizacji pracy, w każdej firmie niebagatelną rolę odgrywają relacje interpersonalne. Brak wsparcia ze strony przełożonych i współpracowników, nękanie psychiczne, zastraszanie i niezdrowa konkurencja nie działają na korzyść pracowników.

Przez chęć wybicia się, ambicję bardzo zachwialiśmy równowagę psychiczną. Nie zarządzamy stresem. Pracownicy są różni, pracodawcy też są różni. Są tacy, którzy objęli te stanowiska bez przygotowania do właściwego zarządzania zdrowiem i życiem ludzi. Kierują się swoją prostą filozofią „wyciskania”  jak najwięcej. Ale to nigdy się nie sprawdza, bo sami w końcu padają ofiar tych praktyk – mówi prof. dr hab. n. med. Danuta Koradecka, dyrektor Centralnego Instytutu Ochrony Pracy – Państwowego Instytutu Badawczego, organizatora polskiej edycji kampanii.

Kampania „Stres w pracy? Nie, dziękuję” ma udowodnić, że można skutecznie przeciwdziałać stresowi związanemu z pracą i zagrożeniom psychospołecznym. Wszystko zależy od nastawienia zarówno pracodawców, jak i pracowników.

Chcielibyśmy dotrzeć do ludzi i uświadomić im, co to jest ten stres i jak on się u nich zlokalizował. Żeby potrafili sami zidentyfikować u siebie jego źródła i żeby odpowiedzieli sobie na pytanie, czy są w stanie sami sobie z tym poradzić, zmienić coś w swoim życiu albo rodzinnym, albo zawodowym. A z drugiej strony, co mogą zrobić, żeby usunąć owe źródło – podkreśla Danuta Koradecka.

Zła organizacja pracy i nieprawidłowe zarządzanie podwładnymi sprzyjają sytuacjom stresogennym, a w konsekwencji mogą doprowadzić do poważnych problemów psychicznych i fizycznych. 

Im w firmie więcej niecierpliwości, rozdrażnienia i konfliktów, tym większa nerwowość i niepokój wśród pracowników. A koszty takiej sytuacji to nie tylko choroby psychiczne, zwiększona liczba antydepresantów (która jest faktem w naszym kraju), lecz także problemy natury ogólnomedycznej. Bo stres działa w sposób niespecyficzny. Obniża naszą odporność, nasze funkcje regeneracyjne i w ten sposób prowadzi do ogromnej liczby chorób – tłumaczy dr Dorota Żołnierczyk-Zreda.

Celem kampanii „Stres w pracy? Nie, dziękuję!” jest zmotywowanie pracodawców do przeciwdziałania takim sytuacjom i przekonanie ich, że kontrolowanie wszelkich zagrożeń jest możliwe i opłacalne.

Element zarządzania jest kluczowy. I tego nie da się przecenić. Elementów prawidłowego przywództwa, które sprzyja zachowaniu dobrego samopoczucie, jest bardzo wiele. Mówi się o tym, że dobry przywódca to ten, który jest bardzo klarowny, który mówi to, co myśli, co czuje, działa tak, jak czuje. Powinien też zachęcać nas do tego, żeby się regenerować po pracy, bo tylko właściwie zregenerowani jesteśmy dla niego dobrym materiałem – podkreśla dr Dorota Żołnierczyk-Zreda.

W ramach kampanii zostanie także opublikowany wielojęzyczny przewodnik dla właścicieli i menedżerów małych firm i mikroprzedsiębiorstw. Będzie on zawierał informacje na temat zagrożeń psychospołecznych, wszystkie opracowane w oparciu o przykłady wzięte z życia.

Jeśli mówimy na przykład o stresie związanym ze złymi fizycznymi warunkami pracy, to często zdarza się, że pracodawcy nie mają narzędzi, żeby poprawić życie pracownikowi. Natomiast w wielu wypadkach jest to przede wszystkim brak wiedzy, świadomości i brak dobrej woli, żeby takie działania prowadzić. Menadżerowie, pracodawcy nie są właściwie kształceni. Brakuje im wiedzy na temat miękkich aspektów zarządzania. To, czego zdecydowanie brakuje, to pewna wrażliwość na to, że już powinniśmy je zacząć stosować. Że zaczynamy je stosować za późno, znacznie później niż potrzeba – mówi dr Dorota Żołnierczyk-Zreda.

„Stres w pracy? Nie, dziękuję!” to największa europejska kampania społeczna organizowana przez Europejską Agencję Bezpieczeństwa i Zdrowia Pracy.

Lubuskie liderem w budowie sieci szerokopasmowej

CEO Magazyn Polska

Do czerwca 2014 roku w województwie lubuskim powstanie 1449 km sieci szerokopasmowej. Dzięki projektowi Szerokopasmowe Lubuskie szybki internet dotrze do 326 miejscowości, które znalazły się na obszarze tzw. białych plam. Równolegle województwo prowadzi 17 projektów, które mają pobudzać rozwój społeczeństwa informacyjnego. Wraz z inwestycjami w drogi i kolej, rozbudowa infrastruktury cyfrowej ma przyspieszyć rozwój gospodarczy regionu oraz zwiększyć jego spójność terytorialną i społeczną. 

Według Strategii Rozwoju Województwa Lubuskiego 2020, odsetek przedsiębiorstw posiadających dostęp do internetu szerokopasmowego ma wzrosnąć z 67,4 proc. w 2012 r. do 99 proc. w 2020 r. Ograniczenie skali tzw. wykluczenia cyfrowego ma sprawić, że w tym samym okresie odsetek gospodarstw domowych posiadających komputer z dostępem do internetu wzrośnie z 60,5 proc. do 84,3 proc. Będzie to możliwe dzięki realizacji projektu Szerokopasmowe Lubuskie, w ramach którego wykonano już 85 proc. zaplanowanych prac. Marszałek województwa lubuskiego Elżbieta Polak zapewnia, że zostaną one zakończone zgodnie z harmonogramem do czerwca bieżącego roku.

Projekt jest realizowany bez zakłóceń, ponieważ na każdym etapie konsultujemy się ze wszystkimi zainteresowanymi, ze wszystkimi stronami tego przedsięwzięcia, po to, żeby przyspieszyć zarówno realizację projektu na etapie jego pisania, jak i na etapie inwestycyjnym. Jesteśmy w tej chwili zaawansowani w 85 proc. 30 czerwca projekt będzie zakończony, docelowo powstanie 1,5 tys. km światłowodów. W tej chwili jest wybudowanych 1,3 tys. Czyli na 2 tys. kilometrów wybudowanych w Polsce światłowodów jesteśmy z pewnością liderem – mówi Elżbieta Polak agencji informacyjnej Newseria Biznes.

Według marszałek województwa lubuskiego, korzystną decyzją była rezygnacja z partnerstwa publiczno-prywatnego i ogłoszenie normalnego konkursu. Kluczem do sprawnego prowadzenia inwestycji były także bieżące konsultacje z zainteresowanymi gminami. Tym ostatnim zależy na rozwoju infrastruktury informatycznej, bo jest ona koniecznym warunkiem, jaki stawiają zewnętrzni inwestorzy.

Uważam, że nie ma żadnych przeszkód prawnych, skoro w regionie lubuskim mogliśmy to przeprowadzić w taki sposób. Nie szukaliśmy nadzwyczajnych środków. Bardzo szybko zdiagnozowaliśmy, że zarówno w partnerstwie publiczno-prywatnym, jak i w ramach projektu systemowego będzie to trudniejsze, więc wybraliśmy najłatwiejszy sposób. Również zyskaliśmy na przychylności beneficjentów bezpośrednich, czyli włodarzy gmin, bo doprowadzając światłowody tam, gdzie są białe plamy, tworzymy warunki do rozwoju gospodarczego. Żadna firma nie zainwestuje, jeżeli nie ma dostępu do internetu – uważa Elżbieta Polak.

Rozwój infrastruktury szerokopasmowej i dostępowej ma stymulować zastosowania technologii cyfrowych m.in. w administracji, służbie zdrowia, szkolnictwie itd. W województwie lubuskim odpowiadają za to projekty takie, jak e-urząd, e-zdrowie, e-szkoła czy też e-turystyka. Ważnym przedsięwzięciem jest także przeniesienie do internetu baz danych, jakie posiada lokalna administracja. Informatyzacja pozwala efektywniej wykorzystywać dostępne środki – w przypadku województwa lubuskiego udało się w ten sposób rozwiązać np. problem braku lekarzy radiologów.

W tej chwili realizujemy prawie 20 projektów. Oprócz Szerokopasmowego Lubuskiego, są to również takie projekty, jak e-administracja, e-zdrowie. Pierwszy projekt w tym zakresie realizowałam jeszcze jako wicemarszałek – e-radiologia, ucyfrowienie całego systemu, bo brakowało nam specjalistów radiologów. Więc można było, wykorzystując internet, przesyłać zdjęcia do opisu. I wtedy wykryłam, że niektóre szpitale nie chcą przystąpić do tego projektu nie dlatego, że im się nie chce, tylko dlatego, że nie mają dostępu do internetu, co było szokujące. Dlatego bardzo mocno postawiliśmy na światłowody – tłumaczy marszałek.

Komplementarne w stosunku do inwestycji w sieci szerokopasmowe są nakłady na kolej i drogi w regionie. Dla województwa lubuskiego kluczowe znaczenie ma dokończenie drogi ekspresowej S3, która biegnie od Świnoujścia i Szczecina, przez Gorzów Wielkopolski i Zieloną Górę, w kierunku tzw. zagłębia miedziowego. W przypadku kolei priorytetowe znaczenie ma modernizacja tzw. magistrali nadodrzańskiej, która łączy Szczecin z Wrocławiem przez Kostrzyn. Lubuskie chce także zwiększyć żeglowność na Odrze i zainwestować w rozbudowę portów rzecznych.

Aktualizując strategię rozwoju, postawiliśmy na koncentrację priorytetów. Najważniejsza jest praca dla mieszkańców, więc muszą być warunki do rozwoju gospodarczego, do rozwoju przedsiębiorczości, dla mikro-, małych i średnich firm. Ta nasza koncentracja priorytetów polegała przede wszystkim na tym, że postawiliśmy na nowoczesne technologie, zwłaszcza technologie innowacyjne, technologie informatyczne, dostępność transportową. Mamy już autostradę A2, mamy S3, autostradę A4, budujemy sieć powiązań regionalnych i dostępność teleinformatyczną. W ten sposób województwo lubuskie otworzyło się na świat  ocenia Elżbieta Polak.

W przypadku szybkiego internetu do pełnego otwarcia na świat potrzebna jest jeszcze – obok sieci szerokopasmowej – także sieć dostępowa. Jej rozbudowa ma być finansowa ze środków obowiązującej obecnie perspektywy finansowej UE na lata 2014–2020. W większości pozostałych województw budowa sieci szerokopasmowej ma być ukończona w 2015 roku.

Program „Mieszkanie dla Młodych” cieszy się powodzeniem wśród klientów. Jednak nie wywoła on ożywienia na rynku kredytów

W I kwartale wpłynęło 4,4 tysiąca wniosków o kredyt z programu „Mieszkanie dla Młodych”. Bank Gospodarstwa Krajowego przyznał już ponad 2 tysiące kredytów. Eksperci uważają jednak, że program będzie impulsem do rozwoju rynku kredytów hipotecznych, chociaż rewolucji na nim nie spowoduje. – Szacujemy, że ok. 10-15 proc. kredytobiorców będzie miało szansę skorzystać z tego programu – ocenia Łukasz Wojcieszak, prezes firmy Invigo.

Na kredyty z dopłatą jest coraz więcej chętnych. W marcu do BGK wpłynęło ponad 1,7 tys. wniosków o kredyt, a od początku roku blisko 4,4 tys. – wynika z raportu Open Finance. Po trzech miesiącach wartość oczekiwanych dopłat zbliżyła się do 100 mln zł. Na razie kredyt z dopłatą ma w swojej ofercie tylko kilka banków, ale w kolejnych miesiącach pewnie będzie ich przybywać.

Dla osób, które spełniają warunki programu, jest to atrakcyjna opcja, ponieważ kredyt staje się tańszy. Czy to będzie miało duży wpływ na rynek? Prawdopodobnie nie – z uwagi na to, że ramy dotyczące wieku kredytobiorców i limitów cen są jednak dość wąskie, i dotyczą tylko rynku pierwotnego – mówi Łukasz Wojcieszak, prezes firmy Invigo, pośrednika finansowego, który również bada rynek. – Szacujemy, że około 10–15 proc. łącznej liczby kredytobiorców będzie miało szansę skorzystać z tego programu. Natomiast jest to pozytywny impuls dla rynku w sytuacji, kiedy innych impulsów  na razie nie widać.

Pozytywne dla kredytobiorców są jeszcze utrzymujące się od kilku miesięcy na rekordowo niskim poziomie stopy procentowe, które obniżają wysokość rat. Co za tym idzie, większa jest również zdolność kredytowa kredytobiorców. Z marcowego raportu Invigo wynika, że osoby zarabiające średnią krajową mogą liczyć na ponad 244 tys. zł kredytu.

Oczywiście musimy sobie zdawać sprawę z ryzyka, że te stopy wzrosną w przyszłości. Szacując to, co będziemy płacić i naszą zdolność do spłacania kredytu, powinniśmy też to ryzyko brać pod uwagę. Aczkolwiek nie ma pewności, że stopy będą na pewno szły w górę i to w jakiś dynamiczny sposób mówi Wojcieszak.

Najbardziej atrakcyjne warunki oferują m.in. PKO BP, Pekao SA, Citi Handlowy, Alior Bank i Eurobank – w przypadku kredytów udzielanych na 80 proc. wartości nieruchomości. Choć przy wskaźniku LtV (wskaźnik określający stosunek wartości kredytu do wartości zabezpieczenia) na poziomie 95 proc. większość banków w pierwszej dziesiątce pozostaje taka sama.

Część banków sama nakłada na siebie poziom 80 proc. LtV i choć mają atrakcyjne kredyty nie trafiają do zestawienia kredytów na maksymalną kwotę, przy maksymalnym, 95-proc. LtV – tłumaczy prezes Invigo. – Co prawda banki lekko podniosły marże, kompensując niską stopę referencyjną, ale oferty wciąż są stosunkowo atrakcyjne. Około 10 banków w dosyć otwarty sposób podchodzi do udzielania kredytów w złotych swoim klientom. Prym wiodą banki największe.

Z rynku praktycznie zniknęły już kredyty walutowe, już dziś kredyty złotowe to 98 proc. wszystkich udzielanych kredytów. W połowie roku w życie wejdzie rekomendacja nakłaniająca banki do udzielania kredytów w walucie, w której kredytobiorcy uzyskują dochody.

Ruszyła sprzedaż biletów na mistrzostwa świata w piłce siatkowej. Finał i półfinały może obejrzeć 500 mln widzów na całym świecie

0

CEO Magazyn Polska

Przygotowania do mistrzostw świata w siatkówce, które startują 31 sierpnia, są już w ostatniej fazie. Wszystkie kwestie logistyczne są zamknięte, trwa ustalanie szczegółów organizacyjnych. Organizatorzy liczą na duże zainteresowanie w telewizji mecze półfinałowe i mecz finałowy może obejrzeć nawet 500 mln widzów na całym świecie. Bezpośrednie koszty imprezy to 80 mln zł. Wczoraj ruszyła sprzedaż biletów na część meczów.

 Jesteśmy na etapie dopinania szczegółów – zapewnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Janusz Uznański, rzecznik prasowy Polskiego Związku Piłki Siatkowej. – Z dużą pieczołowitością podchodzimy do tego etapu zamykania przygotowań organizacyjnych, bo one są najistotniejsze, aby nie przeoczyć jakiegokolwiek drobnego elementu. Natomiast w 90 proc. mistrzostwa, jeśli chodzi o przygotowania organizacyjne, są zamknięte.

Mecze turnieju będą rozgrywane w Warszawie, Wrocławiu, Łodzi, Katowicach, Gdańsku, Bydgoszczy i Krakowie. Największej frekwencji organizatorzy spodziewają się na meczach Polaków, które odbędą się w Warszawie, Wrocławiu i Łodzi. Mecz otwarcia odbędzie się na Stadionie Narodowym w stolicy.

– To wydarzenie wyjątkowe w historii światowej siatkówki. Ten mecz zobaczy 62 tys. widzów – mówi Uznański. – Możliwość obejrzenia i ceremonii otwarcia, i meczu otwarcia Polska Serbia będzie wydarzeniem wyjątkowym, dostępnym dla bardzo szerokiej publiczności. Przypuszczam, że potem przez wiele lat będziemy czekać na kolejne wydarzenie siatkarskie na stadionie piłkarskim.

Jak wyjaśnia rzecznik PZPS, trudno podać dokładne koszty zorganizowania tej imprezy. Te bezpośrednie ocenia na ok. 80 mln zł.

– Do mistrzostw przygotowywaliśmy się przez wiele lat i gromadziliśmy też własne środki, aby przeprowadzić tak poważną imprezę – mówi Janusz Uznański. – Liczymy oczywiście na ogromne zaangażowanie sponsorów i reklamodawców. I jesteśmy przekonani, że ono będzie. Natomiast nie przyjmowaliśmy założenia, że te wpływy mają nam zagwarantować zbilansowanie się całego budżetu.

Główne koszty to wynajem hal sportowych, przygotowanie hoteli czy uporządkowanie i utrzymanie całej infrastruktury potrzebnej do przeprowadzenia mistrzostw. Istotne też są koszty promocji – mistrzostwa mają przyciągnąć do telewizorów setki milionów widzów.

 Stałe zainteresowanie siatkówką na świecie deklaruje 240 mln osób. Sygnał z Polski trafi do 200 krajów. Przypuszczamy, że te 240 mln to jest publiczność gwarantowana, plus jeszcze trzeba podwoić te liczby w przypadku meczów półfinałowych i finałowych. Ostatni finał igrzysk olimpijskich w Londynie obejrzało bezpośrednio 140 mln ludzi – wylicza Uznański.

W poniedziałek 7 kwietnia rozpoczęła się sprzedaż biletów na mistrzostwa. Ceny – od 20 do 500 zł.

 Ponad połowa biletów na mistrzostwa świata w naszym kraju to są bilety w granicach 50 zł. Te najdroższe stanowią niewielki procent całości oferty w porównaniu do cen biletów na inne wydarzenia siatkarskie – ocenia rzecznik PZPS. – Myślę, że te ceny są zbilansowane, dlatego że zanim podjęliśmy decyzję o cenach biletów, przeprowadziliśmy bardzo gruntowne badanie rynku.

Bilety można nabyć za pośrednictwem serwisu Ticketpro.pl. Wszystkich biletów jest 830 tysięcy, dlatego będą wprowadzane stopniowo.

 W pierwszej kolejności będziemy sprzedawać bilety na fazę półfinałową i mecze o medale w Katowicach. Sprzedaż biletów na Stadion Narodowy rozpoczniemy 17 kwietnia, potem na poszczególne fazy rozgrywek 28 kwietnia, 12 i 26 maja – wyjaśnia Uznański.

PGP wzywa Pocztę Polską do poddania się audytowi

Polska Grupa Pocztowa domaga się od Poczty Polskiej wspólnego powołania niezależnego audytora, który oceni jakość świadczonych usług. Audytor miałby porównać skuteczność dostarczania korespondencji z sądów i prokuratur przez PGP do obsługującej ten rynek w latach 2012 i 2013 Poczty Polskiej. Zdaniem prywatnego operatora, to odpowiedź na nieprawdziwe informacje, które przekazuje do mediów państwowy konkurent. PGP zarzuca także Poczcie Polskiej, że ta – nie chcąc udostępnić swoich punktów prywatnym operatorom – działa wbrew własnym interesom i jest zmuszona zwalniać pracowników.

Konsorcjum Polskiej Grupy Pocztowej, InPostu i Ruchu realizuje obecnie dwuletni kontrakt o wartości 500 mln zł na dostarczanie listów z sądów i prokuratur. Umowa zakłada dostarczenie ok. 100 mln przesyłek, czyli ponad 4 mln miesięcznie.

Wojciech Kadziołka
Wojciech Kądziołka, rzecznik prasowy Polskiej Grupy Pocztowej

– Od początku realizacji kontraktów na rzecz sądów i prokuratur jesteśmy celem bezprecedensowego ataku ze strony Poczty Polskiej. Prywatnie mogę rozumieć żal i rozgoryczenie naszego konkurenta, jednak te ataki nie mają żadnego uzasadnienia merytorycznego. Dlatego proponujemy Poczcie Polskiej powołanie wspólnego audytora, który oceni jakość wykonywania kontraktu przez Pocztę Polską w latach ubiegłych i przez Polską Grupę Pocztową obecnie – zapowiada Wojciech Kądziołka, rzecznik prasowy Polskiej Grupy Pocztowej w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

I dodaje: – Jeżeli niezależny audytor wykaże, że Poczta Polska realizowała kontrakt lepiej niż Polska Grupa Pocztowa, to mogę w imieniu zarządu Polskiej Grupy Pocztowej publicznie zadeklarować, że przekażemy 1 milion złotych na rzecz tych kilku tysięcy pracowników Poczty Polskiej, których Poczta Polska zamierza w tym roku zwolnić.

Polska Grupa Pocztowa broni się przed zarzutami dotyczącymi niewywiązywania się z warunków kontraktu i przedstawia na swojej stronie m.in. dane z sądów i prokuratur. Wynika z nich, że w okresie od 1 stycznia do 28 lutego 2014 r. 94 proc. przesyłek zostało dostarczonych osobiście lub podjętych z punktach odbioru przed terminem upływu awizacji. Bezpośrednio do adresatów trafiło w tym okresie 77,45 proc. z blisko 9 mln rejestrowanych przesyłek. Według PGP, podobną skuteczność zanotowano także w marcu.

– Do końca marca dostarczyliśmy ponad 15 mln przesyłek – to jest olbrzymi wolumen przesyłek. Bezpośrednio, do rąk własnych odbiorcy zostało dostarczonych 75 proc. z tych przesyłek. To jest lepszy wynik niż miała Poczta Polska w latach ubiegłych – twierdzi rzecznik PGP.

Polska Grupa Pocztowa liczy, że audyt dostarczy wiarygodnych informacji opinii publicznej, która według spółki jest obecnie dezinformowana. W przypadku korzystnego dla PGP rozstrzygnięcia, operator domaga się od Poczty Polskiej wpłaty 1 mln zł na cele dobroczynne.

– Oczekuję, że zarząd Poczty Polskiej także zadeklaruje, że przeznaczy 1 milion złotych na rzecz wybranej przez Polską Grupę Pocztową dowolnej fundacji dobroczynnej. To, co obserwujemy przy realizacji kontraktu na rzecz sądów i prokuratur i przy demonopolizacji polskiego rynku pocztowego, to brak informacji. Naszym zdaniem powołanie audytora właśnie dostarczy informację  odbiorcy, społeczeństwu i pozwoli opinii publicznej wyrobić sobie zdanie na temat jakości pracy niezależnych operatorów pocztowych – uważa Wojciech Kądziołka.

Polska Grupa Pocztowa wskazuje również, że Poczta Polska konsekwentnie odmawia udostępnienia swoich placówek niezależnym operatorom na zasadach komercyjnych. Przez to państwowy operator jest zmuszony zwalniać pracowników, ponieważ spadają jego przychody. Ustawa zezwala Poczcie Polskiej na wynajmowanie swoich nieruchomości prywatnym podmiotom. W przeszłości do udostępnienia swojej infrastruktury prywatnym operatorom został zmuszony inny monopolista – Telekomunikacja Polska.

Już 17 miesięcy temu, zanim w ogóle była mowa o kontrakcie na rzecz sądów i prokuratur, niezależni operatorzy pocztowi zwrócili się do Poczty Polskiej, żeby udostępniła im placówki. Co się dzisiaj dzieje? Poczta Polska tysiącami zwalnia własnych pracowników, a nie chce współpracować z innymi operatorami. Przecież to właśnie w interesie Poczty Polskiej jest udostępnienie tych placówek, a Poczta Polska woli zwalniać pracowników, własnych pracowników, niż współpracować z innymi operatorami. Taka polityka jest przynajmniej nieroztropna. Proszę się postawić na miejscu tych pracowników Poczty Polskiej, którzy muszą zostać zwolnieni, bo Poczta Polska nie ma zleceń i przegrywa kontrakty.

Według Polskiej Grupy Pocztowej, czas działa na niekorzyść Poczty Polskiej, ponieważ prywatni operatorzy sukcesywnie rozbudowują własną sieć punktów obsługi klientów i z czasem nie będą już zainteresowani wynajmem placówek Poczty Polskiej. Już teraz PGP ma ich więcej niż będący dotychczas liderem państwowy monopolista. Jeszcze w tym roku sieć Polskiej Grupy Pocztowej powiększy się o 2 tys. punktów, co pozwoli zwiększyć jakość usług – deklaruje Wojciech Kądziołka z PGP.

Obecnie mamy ponad 8 tys. placówek, to jest już teraz więcej niż ma Poczta Polska. A do końca roku deklarujemy, że będzie 10 tys. placówek. Naszą filozofią jest, żeby placówka była dostępna w tym miejscu, w którym potrzebuje jej odbiorca. Dlatego sukcesywnie zwiększamy liczbę naszych punktów tak, aby te punkty był jak najbliżej odbiorcy – mówi rzecznik Polskiej Grupy Pocztowej.

Pierwsze katody z tlenkowej rudy miedzi kopalni Sierra Gorda

CEO Magazyn Polska

KGHM analizuje możliwość produkcji katod miedzianych z tlenkowej rudy w chilijskiej kopalni Sierra Gorda. Jeśli okaże się to opłacalne, istotnie poprawią się wyniki finansowe tego projektu, który zakładał przerabianie jedynie rudy siarczkowej. Pierwsze testy są obiecujące. Projekt Sierra Gorda jest coraz bliżej uruchomienia. Działa już 142-kilometrowy wodociąg doprowadzający wodę z oceanu.

– Oprócz zakładanej produkcji koncentratu miedziowego z rud siarczkowych, rozważamy też możliwość produkowania katod z rudy tlenkowej. Pierwotnie w założeniach inwestycyjnych ruda tlenkowa była traktowana jako odpad, składowany na hałdach. Jednak po przeprowadzeniu pierwszych testów okazało się, że są przesłanki ku temu, aby móc produkować katody przy użyciu technologii ługowania SX-EW, również z rudy tlenkowej – wyjaśnia agencji informacyjnej Newseria Biznes Jarosław Romanowski, wiceprezes ds. finansowych KGHM Polska Miedź SA.

Ruda tlenkowa nie jest przerabiana w procesie hutniczym, lecz metodą, która pozwala otrzymać miedzianą katodę w wyniku procesów chemicznych. W Sierra Gorda ruda tlenkowa zalega nad pokładami rudy siarczkowej, podobnej do tej, którą KGHM wydobywa w Polsce. Jest ona przerabiana na koncentrat miedziowy podlegający procesom hutniczym, którego finalnym produktem jest również katoda.

Mimo iż w założeniach projektu Sierra Gorda nie przewidywano przerabiania rudy tlenkowej, podjęto decyzję o przeprowadzeniu prób produkcyjnych na skalę półprzemysłową. Wyniki pierwszych testów są obiecujące. Po próbach laboratoryjnych i półprzemysłowych, w których KGHM przerobił 44 tys. ton rudy tlenkowej, wyprodukowano 50 ton katod miedzianych. Do września potrwają analizy opłacalności tej produkcji, a po ich ukończeniu zapadnie ostateczna decyzja o ewentualnym uruchomieniu działalności w tym obszarze.

Romanowski podkreśla, że jeśli produkcja katod miedzianych z rud tlenkowych w Sierra Gorda okaże się opłacalna, miałoby to znaczący wpływ na wyniki finansowe całego projektu. W początkowych analizach KGHM w ogóle nie brał pod uwagę przerobu rudy tlenkowej.

Prace zmierzające w kierunku uruchomienia projektu Sierra Gorda są już na finiszu.

Na pewno zabezpieczenie dostępu do źródeł wody dla projektu Sierra Gorda, który jest położony na pustyni Atacama, było kamieniem milowym. Sama długość rurociągu, który łączy kopalnie z oceanem, to  142 km. Nie jest to tylko rurociąg, lecz także przepompownie. Bez zapewnienia sobie dostępu do wody z oceanu, ten projekt nie mógłby być w ogóle zrealizowany – podkreśla Romanowski.

Zapewnienie dostępu wody do Sierra Gorda, położonego w jednym z najbardziej suchych obszarów świata, było wyzwaniem i wiązało się z uzyskaniem wielu pozwoleń. Wykorzystanie lokalnych źródeł wody nie wchodziło jednak w grę. Groziłoby to bowiem pozbawieniem dostępu do wody mieszkańców regionu. To, jak podkreśla Romanowski, byłoby sprzeczne z podejściem KGHM-u, który chce być firmą społecznie i ekologicznie odpowiedzialną. 

Pierwszy etap wydobycia miedzi w Sierra Gorda ma ruszyć już w III kwartale tego roku. W tym roku produkcja może sięgnąć 70 tys. ton, a od przyszłego będzie to 110 tys. ton. Wartość projektu Sierra Gorda to niemal 4 mld dolarów.

W Warszawie najniższe ceny ciepła ze wszystkich miast w Polsce

CEO Magazyn Polska

Niskie ceny ciepła w Warszawie to efekt pracy dostawców nad poprawą efektywności, a także rozmiarów rynku. Główny dostawca ciepła i energii dla mieszkańców stolicy firma PGNiG Termika planuje dalszą poprawę wydajności urządzeń opartą na wykorzystaniu gazu. Zarząd nie obawia się negatywnych skutków łagodnej zimy dla spółki. 

Spółka jest po okresie mocnej restrukturyzacji i cały czas, od wielu lat pracuje nad poprawą efektywności pracy urządzeń – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Andrzej Gajewski, prezes PGNiG Termika.

Spółka dostarcza 70 proc. ciepła dla Warszawy, a także 50 proc. energii elektrycznej. Ceny ciepła w Warszawie są obecnie najniższe ze wszystkich miast w Polsce.

 – Ceny obniża rynek. Jesteśmy największą elektrociepłownią w Unii Europejskiej i mamy największy rynek ciepła w UE. Dzięki tak ogromnemu rynkowi możemy kształtować cenę na tak niskim poziomie – dodaje Gajewski.

W przyszłości większy udział gazu i biomasy

PGNiG Termika planuje zwiększenie produkcji energii elektrycznej o połowę do 2020 r. Zarząd zamierza zwiększyć także udział gazu i biomasy. W 2021 r. gaz ma stanowić 35 proc. całości produkcji energii, biomasa – 10 proc. Udział węgla, obecnie niemal stuprocentowy, ma spaść do 55 proc. Zwiększenie produkcji energii elektrycznej zrekompensuje ewentualne wyższe koszty gazu w porównaniu do kosztów węgla. 

– Gaz zmniejsza emisję CO2 i innych niekorzystnych substancji, a ponadto poprawia nam efektywność pracy urządzeń – mówi Andrzej Gajewski. – Dobrym przykładem jest nasz blok na Żeraniu, który zastąpi połowę dotychczasowego systemu elektrociepłowniczego, a produkcję energii zwiększy dwukrotnie. 

Jego zdaniem łagodny przebieg tegorocznej zimy nie obniży wyników PGNiG Termika.

– Zima 2014 roku jest porównywalna do zimy 2013 roku – mówi prezes PGNiG Termika. – Podobne są też nasze wyniki, zarówno za styczeń, jak i za luty. Dla nas optymalna jest temperatura od 0 do minus 5 stopni. Jeśli mróz jest zbyt duży, to musimy uruchamiać tzw. źródła szczytowe w Kawęczynie i na Woli, a wtedy koszty nadmiernie rosną – dodaje.

Citroen odkupuje stare samochody i zachęca do zakupu nowych. Sprzedaż w I kw. lepsza o ponad jedną trzecią

CEO Magazyn Polska

Każda osoba, która zdecyduje się na odsprzedanie lub zezłomowanie swojego starego auta, może otrzymać na rabat na zakup nowego modelu Citroena. Premia wynosi nawet 8 tysięcy złotych. Ta strategia koncernu przyniosła efekty w postaci wzrostu sprzedaży w ubiegłym roku i w I kwartale tego roku. Od stycznia do końca marca sprzedaż aut Citroena była wyższa o 36 proc.

W ubiegłym roku z takiej promocji skorzystało ponad dwa tysiące klientów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jacek Trojanowski, dyrektor generalny Citroen Polska. – Duża popularność akcji oraz wiele sygnałów od kupujących, że oczekują tego typu oferty, skłoniły nas do przeprowadzenia jej raz jeszcze.

Dyrektor generalny wyjaśnia, że promocja cieszy się zainteresowaniem osób, które wcześniej nie myślały o zakupie nowego auta lub rozważały nabycie samochodu używanego. Proponowane przez Citroena premie okazują się wystarczającą zachętą, by skłonić takich kierowców do kupna nowego pojazdu.

Akcja przyniosła Citroenowi znaczący wzrost sprzedaży i zwiększenie udziału marki w rynku. W pierwszym kwartale tego roku wyniki koncernu poprawiły się o 36 proc., podczas gdy cały rynek samochodowy wzrósł o ok. 26 proc. Citroen sprzedał ponad 1 tys. aut więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej.

– Tańszy zakup oznacza wymierną korzyść dla klienta. Nasza akcja ma jednak także aspekt ekologiczny, gdyż pozwala wymienić starsze auto, często nie spełniające już dzisiejszych norm, na bezpieczniejszy samochód najnowszej generacji – mówi Jacek Trojanowski.

Dobrym wynikom koncernu sprzyjała także udana akcja wyprzedażowa minionego rocznika.

Promocja rozpoczęła się w kwietniu. Widzimy, że zapotrzebowanie na tego typu samochody jest w Polsce duże i to zarówno, jeżeli chodzi o klienta indywidualnego, jak i instytucjonalnego. Autami z instalacją gazową zainteresowane są między innymi korporacje taksówkowe – mówi Jacek Trojanowski.

Najlepiej sprzedającymi się modelami okazały się pojazdy z segmentu B, czyli Citroen C3 i C3 Picasso. Popularnością cieszyła się ubiegłoroczna nowość, Citroen CElysée, a prawdziwym hitem okazał się nowy C4 Picasso, powoli odzyskujący pozycję lidera w segmencie minivanów. Koncern liczy na to, że tegoroczną sprzedaż będą napędzać również nowości, czyli C4 Cactus oraz nowy Citroena C1, który ma się pojawić w salonach jesienią. Utrzymaniu dobrych wyników pomóc może też promocja na CElysée. Model dostępny jest teraz z fabrycznie montowaną instalacją gazową, której cenę wyznaczono na 1 zł.