KNF popiera plany GPW dotyczące poprawy jakości informacji publikowanych przez spółki. Ma to zwiększyć zaufanie na rynku

CEO Magazyn Polska

Giełda Papierów Wartościowych chce przekonać firmy notowane na warszawskim parkiecie do wdrożenia tzw. systemów compliance, czyli wewnętrznego systemu w spółce, który ma zapewniać zgodność działania spółki z jej prawem wewnętrznym, regulacjami rynkowymi i dobrymi praktykami.  KNF popiera plany giełdy i zapowiada, że wykorzysta wszystkie swoje instrumenty, które mogą pomóc w zwiększaniu zaufania na rynku. Nadzór wraz z GPW liczą, że wzrost jakości publikowanych informacji przyciągnie więcej kapitału na warszawski parkiet, ponieważ zmniejszy się ryzyko dla inwestorów.

Według Andrzeja Jakubiaka, przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego, dotychczasowe działania GPW i plany dotyczące compliance świadczą o coraz większej dojrzałości polskiego rynku kapitałowego.

 – Chodzi nam już nie tylko o to, żebyśmy byli postrzegani jako rynek dynamicznie rozwijający się pod względem liczby debiutów. Coraz ważniejsza jest jakość przekazywanej informacji przez spółki na rynek kapitałowy. Bez tego nie da się zbudować efektywnego rynku kapitałowego, jeżeli nie będzie na tym rynku zaufania. Przypadki,z którymi mieliśmy do czynienia zarówno na NewConnect, jak i na rynku podstawowym, wskazują na to, że kwestie jakościowe mają coraz większe znaczenie, w tym również kwestia zgodności, transparentności. Rynek kapitałowy na tym właśnie się opiera – przekonuje przewodniczący KNF.

GPW chce, by kodeks dobrych praktyk określał funkcjonowanie niezależnej jednostki w firmie odpowiedzialnej za compliance. Przede wszystkim taka jednostka powinna mieć możliwość bezpośredniego raportowania do rady nadzorczej.

Wdrożenie systemów compliance w spółkach notowanych na GPW jest dopiero przedmiotem dyskusji, jednak giełda podjęła już inne działania, które mają zwiększyć zaufanie do rynku. Przeprowadzono reformę NewConnect – rynku małych innowacyjnych przedsiębiorstw – na rzecz zwiększenia wiarygodności tego parkietu, oraz reformę tzw. spółek groszowych o bardzo niskiej wycenie jednostkowej akcji.

Jako Komisja Nadzoru Finansowego oczywiście wszystkie te działania wspieramy i im patronujemy. Nie ukrywam, że od samego początku podnosimy kwestie związane z rzetelnością przedstawianych informacji. Inwestorzy mają prawo wiedzieć, jaka jest rzeczywista sytuacja finansowa i w tym kierunku będziemy również wykorzystywali wszystkie posiadane przez Komisję instrumenty, jeśli chodzi o transparentność spółek działających na giełdzie – zapowiada Andrzej Jakubiak.

Według przewodniczącego KNF, rozwiązania w zakresie compliance w Polsce są już na satysfakcjonującym poziomie. Podkreśla, że dobrym przykładem są nadzorowane instytucje finansowe. Ich działalność wymaga spełnienia wielu wymogów regulacyjnych, dzięki czemu cieszą się dużym zaufaniem wśród inwestorów.

 Instytucje finansowe, które są notowane na Giełdzie Papierów Wartościowych, cieszą się dużym uznaniem inwestorów, mają ratingi wyższe niż ich podmioty dominujące. Trzeba również zwrócić uwagę na to, że ich wycena rynkowa jest wyższa niż wycena księgowa oraz niejednokrotnie wyższa jest ich kapitalizacja niż podmiotów dominujących – podkreśla Andrzej Jakubiak. 

Według najnowszej strategii GPW zwiększenie zaufania do rynku kapitałowego to jeden ze sposobów na poprawę jego efektywności.  To z kolei oznacza łatwiejszy dostęp do kapitału, który jest potrzebny szczególnie tym przedsiębiorstwom, które ze względu na wyższe ryzyko mają problem z uzyskaniem kredytów bankowych. W rezultacie sprawniejszy rynek kapitałowy poprzez wzrost inwestycji i innowacyjności ma być sposobem na przyspieszenie rozwoju polskiej gospodarki.

J. Piechociński: społeczna odpowiedzialność biznesu pomaga budować przewagę konkurencyjną polskich firm

CEO Magazyn Polska

Społeczna odpowiedzialność biznesu staje się istotna dla coraz większej liczby polskich firm. I coraz częściej jest przez nie wykorzystywana jako narzędzie do budowania przewag konkurencyjnych. Według wicepremiera Janusza Piechocińskiego, kluczowe dla sukcesu polskich firm jest inwestowanie w kapitał społeczny i budowanie relacji.

 Pochwalenie się osiągnięciami, dynamiką działań we wdrażaniu innowacyjnych rozwiązań w zakresie społecznej odpowiedzialności biznesu, zaczyna tworzyć trwałe przewagi konkurencyjne. Jest kapitalnym mechanizmem marketingu i upowszechniania. Bo jeśli wokół firmy tworzy się pozytywny klimat, to produkt przez nią wytwarzany smakuje lepiej w każdym wymiarze jego użytkowania  mówi Janusz Piechociński, wicepremier i minister gospodarki.

Jak dodaje, polskie firmy mają już czym się pochwalić na polu społecznej odpowiedzialności biznesu. Podczas piątych targów CSR, zorganizowanych w Warszawie, zaprezentowało się ponad 50 firm, mających spore dokonania w tej dziedzinie (np. w obszarze ekologii, edukacji i zaangażowania społecznego). Wicepremier podkreśla, że zaangażowanie w CSR powinno towarzyszyć rozwijaniu przedsiębiorczości i inwestowaniu w kapitał ludzki.

 Słynna polska przedsiębiorczość wyrastała w trudnych warunków i w światowej skali przedsiębiorczości jesteśmy notowani na drugim miejscu, zaraz po Korei Południowej  mówi Piechociński.  Ale jednocześnie mając tak wysoki indywidualny kapitał ludzki, co potwierdzają inwestorzy i pracodawcy, musimy budować sumaryczny kapitał społeczny. To jest dużo trudniejsza sztuka, bo trzeba umieć działać nie tylko ze sobą i dla siebie, lecz także z innymi, poprzez innych i dla innych.

Dzięki przestrzeganiu CSR w relacjach z klientami, kontrahentami, lokalnymi władzami i społeczeństwem, firmy mogą wpływać na otoczenie rynkowe.

Stąd na przykład moja wielka determinacja, żeby przejąć rozwiązania austriackie i niemieckie – uwaga, odpowiednio 4 i 5 proc. bezrobocia, czyli szkolenia dualnego, żeby staże, praktyki i szkolenia odbywały się w zakładach pracy. To wymaga zupełnie nowej otwartości, tego, aby wytworzyć przewagi konkurencyjne i mieć najlepsze otoczenie dla polskiej przedsiębiorczości, dla polskiej gospodarki – mówi Janusz Piechociński.

Dodaje, że kluczową rolę we wdrażaniu społecznej odpowiedzialności biznesu w Polsce mają też samorządy.

Stanowią one bardzo ważną część naszego życia publicznego. Oddziałują nie tylko planami zagospodarowania przestrzennego, nie tylko tworząc infrastrukturę, lecz także – co szczególnie dzisiaj ważne – uczestnicząc w odbudowie szkolnictwa zawodowego, bo przez lata o nim zapomnieliśmy – wyjaśnia wicepremier i minister gospodarki.

To szczególnie istotne w sytuacji, kiedy polska gospodarka staje się coraz bardziej umiędzynarodowiona – CSR jest standardem na Zachodzie, a więc również w koncernach, które wchodzą na polski rynek. Piechociński podkreśla, że budowanie zaufania i odpowiednich relacji często stanowi o sukcesie niektórych przedsięwzięć. Przytacza przykłady takich firm, jak Procter&Gamble czy Volkswagen.

– Co zdecydowało, że Września wygrała z innymi, również pozaeuropejskimi lokalizacjami? Właśnie świetne doświadczenia fabryki w Poznaniu, bardzo pozytywny mit, kontynuowany i pielęgnowany w Wielkopolsce o solidności, aktywności, rzetelności pracy, dużej kulturze, obowiązkowości, a także świetne kadry i coraz lepsza infrastruktura, ta techniczna i ta związana z transportem czy komunikacją  przekonuje szef resortu gospodarki.

Wzajemne sankcje UE-Rosja mogą przekreślić ożywienie gospodarcze w Unii

Europejskiej gospodarce grozi w tym roku stagnacja, jeśli UE i Rosja poważnie ograniczą wzajemne relacje. Wzrost PKB w Europie jest wciąż niewielki – według Komisji Europejskiej gospodarki 28 państw urosną w tym roku o 1,5 procent. Niska pozostanie także inflacja, co jednak pozwala EBC wspierać koniunkturę, np. utrzymując niskie stopy procentowe.

Wśród 28 gospodarek UE negatywnie wyróżniają się państwa strefy euro. Według Komisji Europejskiej gospodarka obszaru wspólnej waluty urośnie w tym roku o 1,2 proc., a ceny wzrosną o 1 proc. Dlatego eksperci studzą optymizm i wskazują na ryzyko, jakie wynika z kryzysu w stosunkach UERosja.

Trudno jeszcze mówić o zdecydowanym ożywieniu. To jest pierwszy symptom tego, że Unia wychodzi na plus, wychodzi powoli z kryzysu. Ale to, jak się rozwinie sytuacja dalej, w ogromnej mierze będzie zależało od relacji z Rosją. Jeżeli będą nałożone sankcje ekonomiczne na Rosję, to niewątpliwie odbije się to także na gospodarce europejskiej – uważa dr Piotr Wawrzyk z Katedry Europeistyki UW.

Zaznacza, że trudno oszacować wpływ potencjalnych sankcji na koniunkturę w Rosji i w Europie, jeśli nie ma zgody – zwłaszcza w gronie 28 państw – co do szczegółowych rozwiązań. W przypadku niektórych państw UE brakuje woli politycznej do wprowadzenia jakichkolwiek głębszych sankcji, gdyby doszło do wzrostu napięcia w Europie Wschodniej. Z drugiej strony, niepewność dotyczy także ewentualnej odpowiedzi ze strony Rosji. Według dra Wawrzyka, w czarnym scenariuszu państwa UE muszą się liczyć nawet z całkowitym wyhamowaniem wzrostu PKB w pierwszym półroczu.

Obok polityki międzynarodowej na koniunkturę w państwach strefy euro będzie oddziaływała także polityka Europejskiego Banku Centralnego. Wtedy wzrost gospodarczy w Eurolandzie może przekroczyć 0,3-0,5 proc., licząc kwartał do kwartału.

Jeżeli EBC poluzuje politykę kredytową, a właściwie zachęci banki do jeszcze większej aktywności kredytowej, to wtedy możemy mieć jeszcze wyższy wzrost gospodarczy. To, jak będzie się rozwijała polityka kredytowa Europejskiego Banku Centralnego, jest uwarunkowane poziomem inflacji, czy w strefie euro, czy w Unii Europejskiej  wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria dr Wawrzyk.

Według prognoz KE, inflacja w strefie euro w najbliższych dwóch latach pozostanie poniżej 2 proc., czyli optymalnego poziomu przyjętego przez EBC. To oznacza, że bank centralny z siedzibą we Frankfurcie nie musi jeszcze zaostrzać polityki pieniężnej. Według części ekonomistów ma on możliwość dalszego stymulowania gospodarek wzorem amerykańskiej Rezerwy Federalnej.

Instytut Sobieskiego: całkowity elektroniczny system poboru opłat na autostradach to 1 mld zł oszczędności dla budżetu

CEO Magazyn PolskaPonad miliard złotych mógłby zaoszczędzić budżet państwa, gdyby wprowadzono całkowicie elektroniczny pobór opłat na autostradach. Umożliwiłoby to też szybsze wprowadzenie opłat na nowo oddawanych odcinkach, a tym samym zmniejszyłoby wynoszące 40 mld zł zadłużenie Krajowego Funduszu Drogowego. Jeśli GDDKiA pozostanie przy manualnym systemie, same punkty poboru opłat będą kosztować od 800 mln do 1,05 mld zł – wynika z raportu Instytutu Sobieskiego.

Wyliczyliśmy, że korzyści dla systemów finansów publicznych z wdrożenia nowego systemu mogły wynosić od kilkuset milionów złotych do nawet ponad miliarda złotych, gdyby zdecydowano się w całości na system elektroniczny – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Maciej Rapkiewicz, członek zarządu Instytutu Sobieskiego.

Rapkiewicz podkreśla, że obecnie stosowany system manualny jest droższy w uruchomieniu i obsłudze. Wymaga budowy punktów i stacji poboru opłat. To zajmuje dużo czasu, przez co, jak podkreślono w raporcie Instytut Sobieskiego, wprowadzanie opłat na autostradach potrwa aż do 2018 r.

Gdyby jednak Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad zdecydowała się na system elektroniczny, mógłby on być wdrożony szybciej i taniej. Mniej kosztowałaby także obsługa systemu, a kierowcy odczuliby poprawę bezpieczeństwa i płynności ruchu.

Obecnie elektroniczny pobór opłat poprzez system viaTOLL obowiązuje w przypadku pojazdów ciężarowych. Auta osobowe mogą z niego korzystać na odcinkach autostrad zarządzanych przez GDDKiA, ale niewielu kierowców to robi. Autostrady koncesyjne, czyli A1 od Gdańska do Torunia, A2 od Świecka do Konina i A4 od Katowic do Krakowa, nie są objęte elektronicznym system poboru opłat dla żadnych pojazdów.

– Musimy pamiętać, że przejazd autostradą na pewno będzie przejazdem płatnym. Na określonych odcinkach kierowcy jeszcze jeżdżą bez opłat, jak na przykład między Strykowem a Konotopą, czyli na trasie Łódź-Warszawa, ale tak nie będzie w nieskończoność. I jeśli ten system elektroniczny miałby zostać wdrożony również na odcinkach już istniejących, może zacząć obowiązywać znacznie wcześniej – podkreśla Rapkiewicz.

Wdrożenie systemu elektronicznego spowodowałoby zniknięcie potrzeby budowy punktów i stacji poboru opłat. Zgodnie z planem budowy autostrad do 2018 r. trzeba będzie wybudować dziewięć punktów poboru opłat (w ciągu autostrady) i aż 41 stacji poboru opłat (na zjazdach). Sama ich budowa bez wykupu gruntów i budowy dróg dojazdowych może pochłonąć od 800 mln zł do nawet ponad miliarda.

Dzięki elektronicznemu systemowi (tzw. otwartemu) opłaty na autostradach mogłyby się pojawić nawet o rok wcześniej. To ważne z punktu widzenia finansów publicznych, bo Krajowy Fundusz Drogowy, do którego GDDKiA przekazuje środki uzyskane z opłat za przejazd, jest mocno zadłużony.

– Pieniądze wpływają szybciej do Krajowego Funduszu Drogowego, który może je dalej wykorzystywać na kolejną rozbudowę naszych dróg w Polsce – przekonuje Rapkiewicz. – Tak naprawdę z Krajowego Funduszu Drogowego odbywa się w znakomitej większości finansowanie ze strony publicznej tego bardzo dużego rozwoju, jaki miał miejsce w ostatnich latach. Tym niemniej wiąże się to z poważnymi implikacjami finansowymi. Na chwilę obecną zadłużenie Krajowego Funduszu Drogowego przekracza już ponad 40 mld zł.

Rapkiewicz dodaje, że tego zadłużenia nie uwzględniają krajowe statystyki, ale robi to Unia Europejska. Wysokość długu KFD to nawet 2,5 proc. polskiego PKB. Im szybciej uda się zwiększyć wpływy do Funduszu, tym lepiej. Dodatkowe, szybsze przychody do KFD mogłyby wynieść nawet 500 mln zł.

Zmianę systemu manualnego na elektroniczny odczuliby także kierowcy. Nie musieliby już zatrzymywać się przy wjeździe na płatny odcinek drogi. Dzięki temu zużyją mniej paliwa; wzrośnie także poziom bezpieczeństwa. Ponadto system elektroniczny może łatwiej zostać zintegrowany z podobnymi w innych krajach UE. W ten sposób powstałby europejski system, a kierowcy nie musieliby martwić się o winiety lub odmienne urządzenia w różnych krajach.

Elektroniczny pobór opłat na niektórych drogach stosuje już m.in.: Portugalia, Irlandia, a także kraje spoza Europy – Chile, RPA, Australia.

Wielkopolska nadrabia dwuletnie zaległości w budowie sieci szerokopasmowej. Inwestycja ma być gotowa do końca roku

CEO Magazyn Polska

W ciągu dziewięciu kolejnych miesięcy w Wielkopolsce musi powstać 4,5 tys. km sieci szerokopasmowej. Prace przyspieszono, by budowę zakończyć na czas, ale długo były one hamowane przez unijną biurokrację. W realizacji strategicznej dla regionu inwestycji nie pomagały także lokalne problemy polityczne, wątpliwości dotyczące przetargów publicznych i zawiły system rozliczeń.

Zostało dziewięć miesięcy na zbudowanie łącznie 4,5 tys. km sieci. Dlatego zdecydowaliśmy, że znaczną część sieci kupujemy od innych przedsiębiorców, którzy w ostatnich latach wybudowali pełnowartościową, spełniającą określone przez nas wymagania infrastrukturę pasywną – tłumaczy Anna Streżyńska, prezes spółki Wielkopolska Sieć Szerokopasmowa (WSS).

Firma samodzielnie zbuduje część sieci: podzielono ją na sześć obszarów inwestycyjnych, w których zadania rozdysponowano między sześć różnych zespołów.

Dzięki temu mam nadzieję, że zdążymy – przekonuje Streżyńska w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes. – Inwestycja odbywa się w pędzie ze względu na wcześniejsze opóźnienia. Na samym początku Komisja Europejska (KE) zafundowała nam rok oczekiwania na decyzję notyfikacyjną. Większość tego czasu to pusty przebieg – decyzja była wcześniej ustalona, ale przeleżała się w kolejnych gabinetach.

Zdaniem prezes WSS, kolejne opóźnienia spowodowało zawarte w wydanej decyzji określenie „public tender”, czyli przetarg publiczny, które wzbudziło wątpliwości władz lokalnych. Skierowane w tej sprawie pytanie do KE czekało na odpowiedź dziewięć miesięcy.

Dodatkowo nie obeszło się bez poszukiwań, gdzie zaginęło nasze pismo. Straciliśmy dwa lata tylko z powodu dwóch dokumentów, którymi się zajęła Komisja Europejska – mówi Anna Streżyńska.

Budowa Wielkopolskiej Sieci Szerokopasmowej rozpoczęła się we wrześniu 2011 roku. Infrastruktura wykonana w technologii NGA (sieci nowej generacji) ma objąć większość regionu. Formalnie projekt powinien zostać zamknięty pod koniec marca przyszłego roku, jednak Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji oczekuje oddania sieci do użytku jeszcze w tym roku. Ale prace wciąż napotykały na nowe problemy.

Choć, zdaniem Streżyńskiej, unijne władze przejawiają chęć wsparcia, to ich działania blokuje często – jak w tym przypadku – biurokracja. W efekcie do zakończenia projektu zostało niewiele czasu – wiąże on się z okresem finansowania unijnego.

Przeszkód utrudniających płynne działania jest więcej. Anna Streżyńska wskazuje na działania niektórych lokalnych, regionalnych i krajowych polityków, którzy bardzo ostrożnie podchodzą do tej inwestycji. Podkreśla, że wciąż brakuje powszechnego przekonania, że budowa sieci szerokopasmowej to strategiczna inwestycja dla całego regionu.

Z ich podejścia wynika wiele działań kontrolnych, racjonalnych z punktu widzenia polityków i gospodarzy terenu, co rozumiemy, ale takie posunięcia powodują kolejne opóźnienia – informuje szefowa WSS.

Obawy polityków wiążą się też ze wzmożoną ostrożnością przy płatnościach, niezwykle rozbudowanych. Liczba dokumentów, które trzeba złożyć plus termin 40 dni roboczych na rozliczenie każdej płatności oznacza realnie dwa miesiące na każdą płatność. W efekcie brakuje płynności finansowej, co oznacza konieczność zadłużania się.

A przecież spółka, która realizuje cel publiczny, mając 400 mln dofinansowania prywatno-publicznego, nie powinna się rozglądać, skąd wziąć jeszcze inne dodatkowe pieniądze – zauważa Anna Streżyńska.

Citroen tworzy niezależną ekskluzywną markę DS. Auta będą dostępne w osobnej sieci sprzedaży

CEO Magazyn Polska

Marka DS, wydzielona z Citroena i zarządzana przez koncern PSA, znana jest już klientom w Chinach. W najbliższym czasie pojawi się także w Europie. Nowa marka, podobnie jak dotychczasowa linia DS, będzie obejmowała modele klasy premium.

Te zmiany wynikają z oczekiwań rynku mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marta Turska z działu PR Citroen Polska. –  Dwie trzecie sprzedaży linii DS przypadało na klientów niemających do tej pory kontaktu z marką Citroen. Stworzenie z myślą o nich osobnego brandu i dostosowanej do ich przyzwyczajeń i oczekiwań sieci sprzedaży oraz odpowiedniego sposobu komunikacji było naturalnym krokiem.

Oprócz rynku chińskiego, gdzie funkcjonuje już kilkadziesiąt niezależnych salonów marki DS, osobną przestrzeń wystawienniczą dla aut tej linii miał już salon Citroena w Niemczech. Modele tej linii cieszą się dużym uznaniem klientów, a producent nie narzeka na ich sprzedaż. Stworzenie marki DS ma dodatkowo umocnić pozycję koncernu PSA, do którego należy Citroen. Modele mają zainteresować między innymi młodych, ale zamożniejszych kierowców, lubiących dynamiczną jazdę i chcących się wyróżnić z tłumu.

Nasze auta zawsze słynęły z bardzo dopracowanych projektów – tłumaczy Turska. – Dotyczy to zarówno dotychczasowej linii, a niebawem marki, DS, jak i pozostałych modeli Citroena. To między innymi w designie upatrujemy przywiązania klientów do naszej marki.

W historii francuskiego producenta zapisały się między innymi modele 2CV oraz ADS, które wyznaczyły trendy w świecie motoryzacji. Dziś podstawowa gama Citroena – modele linii C – ma wyrazisty design wyróżniający się użyteczną prostotą.

Dla przykładu, Citroen C4 Picasso jest pozbawiony wszelkich zbędnych elementów – mówi Marta Turska. – Deska rozdzielcza jest maksymalnie zminimalizowana, a większość dostępnych funkcji sterowana jest poprzez 7-calowy dotykowy tablet.

Auta dotychczasowej linii DS mają wyróżniać się wyrafinowaniem, dbałością o szczegóły, nieszablonowymi dodatkami i dużymi możliwościami personalizacji samochodu. PSA zakłada w najbliższym czasie intensywną rozbudowę palety modeli DS.

Polscy producenci urządzeń mobilnych szykują się do podbicia rynków afrykańskich i południowoamerykańskich

Rynki afrykańskie i Ameryki Południowej mogą być bardziej atrakcyjne dla polskich producentów tanich urządzeń mobilnych niż np. rynek niemiecki. W krajach rozwiniętych zwykle większość procentowego tortu na rynku dzielą między sobą 2-3 duzi producenci, a dla pozostałych zostaje tylko kilka, maksymalnie kilkanaście procent. Firma Lechpol, właściciel Krüger & Matz, zamierza zdobywać bardziej egzotyczne rynki, zaczyna od Egiptu. W Polsce producent urządzeń mobilnych chce zadebiutować z telewizorami.

Pierwsza umowa, którą podpiszemy, to będzie Egipt, ale mamy kontakty również z innych krajów Afryki i z Ameryki Południowej. Każdy się bije o rynek niemiecki, bo jest duży i bogaty, natomiast okazuje się, że Egipt ma tyle samo ludzi, którzy niekoniecznie mają środki na to, by kupić sobie najnowszego Apple’a. Natomiast na Krügera na pewno będzie ich stać, a posiada bardzo zbliżone bądź te same funkcje podstawowe – twierdzi Michał Leszek, dyrektor marketingu w firmie Lechpol w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

Jak wynika z raportu IAB Polska Mobile, 57 proc. internautów ma smartfony, ale z tego tylko 36 proc. wie, że używa smartfona i świadomie korzysta z jego funkcji. To oznacza, że większość użytkowników kupuje urządzenie niekoniecznie ze względu na jego zaawansowane funkcje, a kierując się jego wyglądem, marką czy ceną.

Jeżeli mamy 1,6 tys. zł wydać na drogi telefon znanej marki z segmentu A, a możemy kupić telefon o tych samych funkcjach, i nawet czasami wyglądający lepiej, z segmentu B za 600 zł, to może warto zdecydować się na telefon za 600 zł, a za ten 1 tys. zrobić coś, co w życiu naprawdę ma wartość – namawia Michał Leszek.

Właśnie podejściem, w którym to nie gadżet stawiany jest na pierwszym miejscu, ale inne aspekty i wartości, Lechpol spróbuje podbić polski rynek.

W tej chwili przygotowujemy się do rozpoczęcia dużej kampanii w Polsce. Zaczynamy 23 kwietnia i będziemy promowali taki styl życia i takie wybory konsumenckie, żebyśmy nie byli niewolnikami produktów, lecz żeby były one tylko ładnym, funkcjonalnym dodatkiem do naszego życia  – zapowiada przedstawiciel marki Krüger & Matz.

Taka strategia ma mocne podparcie biznesowe, zwłaszcza w przypadku telefonów. Analitycy uważają, że rynek ten powoli zaczyna się zapełniać, a nowym rozdaniem mogą być właśnie niedrogie smartfony, które otworzą ten segment dla osób uboższych, dotychczas niezainteresowanych tego typu urządzeniami.

Niewysoka cena nie musi też oznaczać gorszych parametrów technicznych czy gorszej jakości wykonania.

Będziemy wprowadzali modele z nowymi procesorami firmy Qualcomm. Będziemy wprowadzali modele, które będą w stanie obsługiwać technologię LTE – zapowiada Michał Leszek.

Szybki mobilny internet w smartfonach to nie jedyna nowość, jaką szykuje Lechpol. Firma chce wejść na rynek telewizorów.

Telewizory będą spójne z całą koncepcją marki Krüger&Matz, czyli tak samo jak tablety i smartfony, będą bardzo dobre jakościowo, ale cena będzie możliwie najniższa bez straty na jakości, żeby móc zaoszczędzić kilka złotych i przeznaczyć je na życiową pasję – tłumaczy Leszek.

Piotr i Paweł otworzy w tym roku co najmniej kilkanaście sklepów. Stawia na rosnącą popularność marek własnych

0

CEO Magazyn Polska

Rozwój sieci sklepów w tempie dwucyfrowym, nowe placówki własne i franczyzowe, rozwój logistyki i własnych marek – to plany rozwojowe marki Piotr i Paweł. Firma planuje rozbudowę m.in. w Małopolsce oraz na Górnym i Dolnym Śląsku. Zamierza też pokazywać, że Piotr i Paweł to supermarkety na codzienne zakupy, a nie delikatesy tylko dla zamożnych.

Według danych PMR rynek produktów spożywczych w Polsce jest wart niemal 55 mld euro. Ubiegły rok nie był dla sprzedawców łaskawy, spadła liczba placówek, ale część branży radzi sobie dobrze. To przede wszystkim dyskonty, ale i niektóre supermarkety. Sieć Piotr i Paweł zakończyła ubiegły rok zgodnie z planem – sprzedażą na poziomie 2 mld złotych, a w działalności supermarketowej – według danych Nielsena – rośnie szybciej niż rynek. Pod koniec ubiegłego roku sieć miała 100 supermarketów.

Pod względem przyrostu liczby sklepów oczekujemy wzrostu dwucyfrowego w tym roku. Za sklepami będzie podążał rozwój logistyki – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Robert Krzak, od grudnia ubiegłego roku wiceprezes i członek zarządu w firmie Piotr i Paweł.

Dodaje, że pojawia się dużo zapytań z zagranicy, szczególnie ze Wschodu, o franczyzę, ale firma na razie wstrzymuje się od ekspansji zagranicznej i koncentruje na kraju. Bardzo mocną pozycję rynkową ma w Poznaniu i Wielkopolsce, czyli w miejscu narodzin marki.

Ponieważ jesteśmy supermarketem do codziennych zakupów, będziemy się rozwijać nie tylko w dużych miastach, lecz także w średnich i małych miejscowościach. Nasz koncept będzie atrakcyjny nie tylko dla klientów o wysokich dochodach – uważa wiceprezes firmy.

Firma szybko rozwija się w Trójmieście, gdzie przejęła część sklepów po sieci Bomi. Rośnie też w aglomeracji warszawskiej i planuje dalszy rozwój w regionach gęsto zaludnionych: w Małopolsce oraz na Dolnym i Górnym Śląsku. Na ścianie wschodniej sieć ma sklep w Lublinie i sklepy w Białymstoku. Ale na razie na dalsze inwestycje w tym regionie jest za wcześnie.

Chcemy przyzwyczaić ludzi do naszego brandu, a na wschodzie kraju jego znajomość jest znacznie słabsza niż na zachodzie. Ten rok i kolejne to na pewno będzie czas intensywnego otwierania nowych sklepów – komentuje Robert Krzak.

Wiceprezes podkreśla, że sklepy będą powstawać dwutorowo: będą otwierane wewnętrznie, przez organizację oraz na zasadzie franczyzy. Obok tworzenia kolejnych punktów sprzedaży spółka nastawia się też na rozwój marek własnych.

Jedna  „Piotr i Paweł Zawsze Jakość” oferuje produkty bardzo dobrej jakości. Wprowadzamy też produkty pod marką „Lubię”. To jest marka ekonomiczna, na niższym poziomie cen, ale też z dobrą jakością – wyjaśnia wiceprezes. – Z roku na rok udział marki własnej rośnie szybko, zwłaszcza „Piotr i Paweł Zawsze Jakość”. Dlatego rozwijamy ją także w segmencie artykułów świeżych.

Duże zmiany w ulgach podatkowych w rozliczeniu za 2013 rok

CEO Magazyn Polska

Cztery tygodnie pozostały do rozliczenia się z fiskusem. W tym roku obowiązują nowe zasady naliczania ulgi prorodzinnej. Zyskali na tym rodzice, którzy mają troje i więcej dzieci, ale straciły osoby wychowujące jedno dziecko i mające wysokie zarobki. Zmieniły się również zasady korzystania z ulgi na internet. Podatnicy, którzy w poprzednich latach z niej korzystali, w tym roku stracili do tego prawo.

Jeśli chodzi o ulgi podatkowe, to z roku na rok są one coraz bardziej okrojone. Pamiętamy jeszcze ulgi remontowe czy odsetkowe z tytułu kredytu zaciągniętego na własne cele mieszkaniowe. Z tych ulg można co prawda cały czas korzystać, jednak jedynie na zasadzie praw nabytych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Baraniak, doradca podatkowy z Kancelarii Ożóg i Wspólnicy.

Od tego roku na nowych zasadach będzie obliczana ulga prorodzinna. Prawo do odliczenia będzie zależało od pozostawania w związku małżeńskim, wysokości dochodów oraz liczby wychowywanych dzieci.

– Ulgą o największym znaczeniu jest właśnie ulga z tytułu wychowania dzieci. Została ona zmieniona od 2013 roku, na skutek czego osoby, które wychowują tylko jedno dziecko i mają wysokie dochody, niestety, nie będą mogły już z tej ulgi skorzystać – mówi Piotr Baraniak.

Dotyczy to osób, które w stosunku rocznym uzyskują dochody powyżej 112 tys. zł (w przypadku małżonków) oraz 56 tys. w przypadku jednej osoby.

– Jeśli natomiast chodzi o osoby, które mają dwójkę dzieci lub więcej, kryterium dochodowe nie ma żadnego znaczenia. Jeśli ktoś wychowuje trójkę dzieci lub więcej, to będzie mógł nawet skorzystać z podwyższonej ulgi z tytułu sprawowania opieki nad dzieckiem – wyjaśnia ekspert.

Ulga pozwala obniżyć podatek o ponad 1,1 tys. zł na jedno dziecko. Zgodnie z nowymi zasadami rodzice, którzy mają co najmniej troje dzieci, zwiększą kwotę odliczaną na trzecie dziecko o połowę (ponad 1,6 tys. zł), a na czwarte i każde kolejne – o 100 proc. (2,2 tys. zł).

W tym roku zmianie uległy również zasady odliczania wydatków na internet. Odczują je przede wszystkim ci, którzy do tej pory już z ulgi korzystali. Od 2013 roku z tej ulgi można korzystać wyłącznie przez dwa następujące bezpośrednio po sobie lata podatkowe. 

– Jeśli ktoś już skorzystał wcześniej z tej ulgi, to niestety teraz go ona nie obowiązuje. Jeśli ktoś zaczął korzystać z ulgi w 2012 roku, to może z niej jeszcze skorzystać za rok 2013 – mówi Baraniak.

Bez zmian pozostaje wysokość odliczenia – 760 zł, a podstawą jest dokument potwierdzający poniesiony koszt (z danymi kupującego i sprzedawcy, kwotą zakupu i określeniem usługi).

Tak jak w poprzednim roku podatnicy będą mogli skorzystać z ulgi rehabilitacyjnej i ulgi na krew. Ulgi rozliczane są w załączniku PIT-0, który dołączany jest do zeznania rocznego. Termin złożenia PIT upływa 30 kwietnia. 

Wciąż najbardziej popularny jest PIT-37. Dotyczy on przede wszystkim osób, które pozostają w stosunku pracy, są zatrudnione na umowę o dzieło, zlecenie czy korzystają z praw autorskich. Co więcej, zeznanie to można złożyć z małżonkiem i skorzystać z preferencyjnego opodatkowania – wyjaśnia Piotr Baraniak.

Dużym ułatwieniem jest fakt, że na formularzu PIT-37 może podpisać się tylko jeden z małżonków. Wspólnie z małżonkiem można także złożyć zeznanie podatkowe PIT-36, czyli dla osób prowadzących działalność gospodarczą. Inaczej wygląda sytuacja u osób, które prowadzą działalność gospodarczą i są opodatkowane w sposób liniowy (podatek 19-proc.). Formularz PIT-36L należy złożyć samodzielnie. 

Zeznanie PIT-38 składają osoby, które dochody uzyskują przede wszystkim z giełdy lub też sprzedają papiery wartościowe, udziały w spółkach poza giełdą. Jeżeli chodzi o osoby, które grają na giełdzie, to otrzymają one z biura maklerskiego PIT-8C i na tej podstawie mogą ustalić kwoty przychodów i kosztów uzyskania przychodów. Osoby, które sprzedały nieruchomość, powinny natomiast zeznanie złożyć na formularzu PIT-39 – wymienia Piotr Baraniak. 

iPad Air i iPad mini gotowe na szybkie sieci LTE są już dostępne w Chinach

Firma Apple ogłosiła, że od dziś dla klientów w Chinach dostępne są wersje iPada Air i iPada mini z wyświetlaczem Retina obsługujące szybką technologię sieciową TD-LTE*. Nowe wersje iPadów mogą łączyć się z najbardziej zaawansowanymi z istniejących obecnie sieci komórkowych i przesyłać w nich dane z fantastyczną szybkością, co dla użytkowników oznacza jeszcze większy komfort przeglądania stron WWW i pobierania poczty lub aplikacji.

iPad Air i iPad mini z wyświetlaczem Retina w wersjach obsługujących TD-LTE są także zgodne ze standardem sieci komórkowych TD-SCDMA i podobnie jak dotychczas oferowane wersje WLAN + Cellular iPada Air i iPada mini z wyświetlaczem Retina mogą działać jako Hotspot osobisty oraz obsługują inne zaawansowane technologie komórkowe (GSM/EDGE, DC-HSDPA, HSPA+). W rezultacie klienci w Chinach mogą na iPadzie korzystać z szybkich sieci komórkowych, niezależnie od tego, na którą wersję urządzenia się zdecydują.
Smukły i lekki iPad Air ma przepiękny wyświetlacz Retina o przekątnej 9,7 cala. Zachwyca precyzją wykonania, waży niecałe pół kilograma, a ponieważ ramka jego ekranu jest bardzo wąska, nic nie odwraca uwagi użytkownika od wyświetlanych na nim treści. iPad mini z wyświetlaczem Retina przy przekątnej 7,9 cala mieści tyle samo pikseli, co iPad z ekranem o rozmiarze 9,7 cala. Na powierzchni o 35 procent większej niż oferowana przez tablety 7-calowe tekst osiąga idealną ostrość, a obrazy — niezwykły poziom szczegółowości. iPad Air i iPad mini z wyświetlaczem Retina mają wydajny i energooszczędny procesor Apple A7 o 64-bitowej architekturze klasy komputerowej, ultraszybki interfejs bezprzewodowy obsługujący sieci WLAN i szybkie sieci komórkowe na całym świecie, baterię wystarczającą aż na 10 godzin pracy bez ładowania** oraz system iOS 7 z setkami wspaniałych funkcji i dostępem do ponad 500 000 aplikacji zaprojektowanych specjalnie dla iPada.
iPad Air z WLAN dostępny jest w kolorze srebrnym lub gwiezdnej szarości za sugerowaną cenę detaliczną 3588 RMB w przypadku wersji 16 GB, 4288 RMB w przypadku wersji 32 GB, 4988 RMB w przypadku wersji 64 GB oraz 5688 RMB w przypadku wersji 128 GB. iPad Air z WLAN + Cellular obsługujący TD-LTE oferowany jest teraz w Chinach równolegle z dotychczasowymi wersjami iPada Air WLAN + Cellular za sugerowaną cenę detaliczną 4488 RMB w przypadku wersji 16 GB, 5188 RMB w przypadku wersji 32 GB, 5888 RMB w przypadku wersji 64 GB i 6588 RMB w przypadku wersji 128 GB. iPad mini z wyświetlaczem Retina i interfejsem WLAN dostępny jest w kolorze srebrnym lub gwiezdnej szarości za sugerowaną cenę detaliczną 2888 RMB w przypadku wersji 16 GB, 3588 RMB w przypadku wersji 32 GB, 4288 RMB w przypadku wersji 64 GB oraz 4988 RMB w przypadku wersji 128 GB. iPad mini z wyświetlaczem Retina i interfejsem WLAN + Cellular obsługujący TD-LTE oferowany jest teraz w Chinach równolegle z dotychczasowymi wersjami iPada mini z wyświetlaczem Retina i interfejsem WLAN + Cellular za sugerowaną cenę detaliczną 3788 RMB w przypadku wersji 16 GB, 4488 RMB w przypadku wersji 32 GB, 5188 RMB w przypadku wersji 64 GB i 5888 RMB w przypadku wersji 128 GB. Ponadto w ofercie dostępny jest iPad z wyświetlaczem Retina — najbardziej przystępny cenowo iPad z ekranem o przekątnej 9,7 cala. Oferowany jest w kolorze czarnym lub białym za sugerowaną cenę detaliczną 2888 RMB w przypadku wersji 16 GB WLAN i 3788 RMB w przypadku wersji 16 GB WLAN + Cellular. Natomiast oryginalny iPad mini w kolorze srebrnym lub gwiezdnej szarości oferowany jest za 2098 RMB w przypadku wersji 16 GB WLAN i 2988 RMB w przypadku wersji 16 GB WLAN + Cellular. W Chinach wszystkie modele iPada można kupować w sklepach detalicznych Apple, internetowym sklepie Apple Store i u wybranych autoryzowanych sprzedawców Apple.
*Szybkość komunikacji sieciowej zależy od sieci operatora. Szczegółowe informacje można uzyskać od operatora.
**Wydajność baterii zależy od ustawień urządzenia, intensywności wykorzystania i innych czynników. Rzeczywiste wyniki mogą odbiegać od podanych.