Netia zainwestuje 200 mln zł w infrastrukturę i usługi. Chce rozbudować sieć publicznych hotspotów

0

Modernizacja infrastruktury i rozwój usług telewizyjnych to priorytety inwestycyjne Netii. Spółka przygląda się również możliwościom wyjścia poza rynek telekomunikacyjny, choć konkretnych planów związanych z usługami łączonymi jeszcze nie ma. Chce za to rozwijać technologię Wi-Fi. Łącznie na wszystkie inwestycje firma planuje przeznaczyć w 2014 roku około 200 mln złotych.

Stawiamy mocno na modernizację sieci telekomunikacyjnych. Zdajemy sobie sprawę z tego, że szybkość funkcjonowania internetu jest dla naszych klientów bardzo ważna, więc musimy tę sieć modernizować – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Mirosław Suszek, członek zarządu Netia SA.

Podkreśla jednak, że spółka nie będzie koncentrować się jedynie na internecie stacjonarnym.

Widzimy duży potencjał w technologii Wi-Fi. Każde urządzenie mobilne: telefon, smartfon czy tablet, ma tę technologię. I to jest koncepcja wyjścia nawet poza zakres naszej sieci telekomunikacyjnej – twierdzi Mirosław Suszek.

Z badań Komisji Europejskiej wynika, że 71 proc. danych przesyłanych za pośrednictwem sieci bezprzewodowych w UE w 2012 r. trafiło do smartfonów i tabletów za pośrednictwem sieci Wi-Fi. Pomimo coraz większej popularności mobilnego internetu LTE, wskaźnik ten ma wzrosnąć do 78 proc. w 2016 r.

Możliwość udostępniania swojej sieci Wi-Fi innym użytkownikom jako pierwsza wprowadziła Netia. Usługa Fon tworzy globalną sieć stworzoną przez ludzi z całego świata. Każdy z jej użytkowników dzieli niewielką część swojego łącza, w zamian otrzymując darmowy dostęp do Wi-Fi w ponad 250 tysiącach miejsc w Polsce i w 12,6 miliona miejsc na całym świecie.

Netia chce pójść jeszcze krok dalej, budując sieć publicznych hotspotów.

Myślimy o budowie tak zwanych publicznych hotspotów i umożliwieniu naszym klientom korzystania z usług Netii nie tylko w obrębie mieszkania, lecz także w miejscach, w których będzie to dla nich bardzo wygodne, nawet w drodze z domu do pracy czy w takich miejscach jak galerie handlowe – tłumaczy członek zarządu Netia SA.

Spółka ma dwa pomysły na budowę darmowych hotspotów.

Możemy budować własne publiczne hotspoty i uzyskiwać przychody z reklam. Możemy też współdzielić koszty z operatorem, np. kawiarni, który chciałby mieć profesjonalną sieć Wi-Fi. Dla przykładu wygraliśmy przetarg na profesjonalną dostawę rozwiązania Wi-Fi do sieci Coffee Heaven – mówi Mirosław Suszek.

Oprócz budowania powszechnego dostępu do internetu, w czym Netia chce stać się numerem jeden, jak deklaruje członek zarządu firmy, operator chce w dynamiczny sposób rozwijać swoje inne usługi.

Patrząc na rozwój liczby klientów telewizji osobistej Netii, jesteśmy najszybciej rosnącym operatorem płatnej telewizji w Polsce. I tu nie powiedzieliśmy jeszcze ostatniego słowa, zamierzamy dalej inwestować w tę usługę i oferować coraz ciekawsze rozwiązania dla naszych klientów – zapowiada Mirosław Suszek.

Jak podkreśla, spółka nie zamyka się tylko na rynek telekomunikacyjny i szuka możliwości wejścia w inne branże, jednak konkretnych planów nie ma. W październiku 2012 roku Netia rozpoczęła współpracę z RWE w zakresie wspólnej sprzedaży prądu i usług telekomunikacyjnych klientom biznesowym. Projekt jednak nie do końca się udał.

Mamy specjalny zespół powołany do tego, by rozwijać biznes. Na tę chwilę widzimy potencjał wzrostu w oparciu o aktywa, które Netia ma dzisiaj, czyli bardzo dobrze rozbudowaną sieć szkieletową, platformy usługowe. I na tę chwilę to jest punkt, na którym koncentrujemy głównie uwagę, ale nie tracimy z pola widzenia także innych rzeczy. Jeżeli coś odpowiednio ciekawego się pojawi, nie tylko w Polsce, lecz także na świecie, na pewno będziemy to analizować. Jeżeli uznamy, że to ma sens biznesowy, będziemy wdrażać takie rozwiązania – zapewnia Mirosław Suszek.

Mniejsze zainteresowanie YouTube’em. Serwisowi wyrosła konkurencja

CEO Magazyn Polska

Po latach dynamicznych wzrostów liczby użytkowników serwisu wideo YouTube zainteresowanie serwisem spada – wynika z danych firmy Gemius, która zbadała ruch w serwisie z urządzeń stacjonarnych. Przyczyny mogą być dwie. Z jednej strony część ruchu w sieci przenosi się na urządzenia mobilne, a z drugiej – pojawiają się podobne usługi i kanały tematyczne, które stanowią konkurencję dla YouTubea.

Od czasu powstania w 2005 roku YouTube rósł tak dynamicznie, że wkrótce po tym został kupiony przez firmę Google za 1,65 mld dolarów. W Polsce i na Węgrzech z YouTube’a korzysta ponad 70 proc. internautów. Tylko minimalnie mniejszą popularnością cieszy się w Turcji.

Do 2012 roku użytkowników przybywało. Jednak w ubiegłym roku odnotowano zahamowanie trendu wzrostowego, a w niektórych krajach nawet lekkie spadki. W Danii był to drugi rok z rzędu spadku popularności – w grudniu 2011 roku stronę YouTube.com odwiedziło 2,22 mln internautów (56 proc.), a w 2013 roku – 2,13 mln (53 proc.) – wynika z badań firmy Gemius, która przeanalizowała popularność serwisu w 17 krajach.

To tendencja widoczna w badaniu ruchu z urządzeń stacjonarnych – laptopów, pecetów i podobnych urządzeń. Jedną z hipotez wyjaśniających zmianę trendu jest przenoszenie się ruchu na urządzenia mobilne, którego nie widzimy dokładnie – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Michał Kot, dyrektor badań w Interaktywnym Instytucie Badań Rynkowych (IIBR) z Grupy Gemius.

Na zmiany mogą mieć wpływ także inne czynniki. Szef badań IIBR zwraca uwagę, że powstają klony YouTube’a – serwisy tematyczne, np. specjalne kanały kulinarne czy modowe tworzone przez vlogerów (blogerów wideo), które mogą odebrać część użytkowników YouTube’owi. Takie zjawisko zaobserwowano w przypadku Facebooka, z którego część młodych użytkowników odchodzi do alternatywnych portali społecznościowych, by uniknąć kontaktu z rodzicami, którzy także korzystają z Facebooka.

Szef badań w IIBR podkreśla, że zmiany w tym zakresie w kolejnych latach są nieuniknione. Za liderami rynku prędzej czy później pojawiają się konkurenci, budujący pozycję kopiowaniem oferty lidera lub propozycjami alternatywnymi.

YouTube silnie urósł, jest ogromny, a to rodzi pytanie, czy i o ile może jeszcze rosnąć. Konkurencja z alternatywną ofertą może szczególnie zainteresować młodzież, a YouTube jest mocno sprofilowany na młode osoby – tłumaczy dyrektor badań w IIBR.

To widać w badaniach Gemiusa: w większości obserwowanych krajów co najmniej połowa użytkowników to osoby do 34. roku życia. W krajach arabskich to 70-80 proc. użytkowników, w Polsce – 60 proc. Wyjątkiem jest Dania, gdzie przeważają starsi użytkownicy.

W Danii z YouTube’a i w ogóle z internetu korzysta duży odsetek osób powyżej 35., a nawet 55. roku życia. To efekt internetowego zaawansowania kraju. Starsi użytkownicy na YouTube znajdują dla siebie dobrą ofertę – komentuje Michał Kot.

Dyrektor dodaje, że w krajach mniej zaawansowanych w rozwoju internetu, jak w Polsce czy na Węgrzech, osoby starsze rzadziej korzystają z sieci, a nawet jeśli korzystają, to nie widzą w serwisie wideo odpowiedniej dla siebie oferty. Z kolei według badań Gemiusa, Polska jest wyjątkowa pod względem płci użytkowników. W większości krajów Europy Środkowo-Wschodniej z YouTube’a korzysta nieco większy odsetek mężczyzn niż kobiet, nad Wisłą przeważają panie, ostatnio coraz bardziej aktywne w internecie.

Sprzedaż leków bez recepty zmniejsza wydatki na służbę zdrowia o 3,5 mld zł rocznie

CEO Magazyn Polska

Dzięki rosnącej sprzedaży leków dostępnych bez recepty budżet państwa oszczędza nawet 3,5 mld zł rocznie szacuje Polski Związek Producentów Leków bez Recepty (PASMI). Dlatego zwiększanie ich dostępności, np. w sprzedaży pozaaptecznej, może mieć nie tylko pozytywny skutek dla pacjentów, lecz także dla służby zdrowia. Właściciele aptek i punktów aptecznych nie powinni na tym stracić, bo pozaapteczna sprzedaż leków bez recepty stanowi niecałe 2 proc. rynku.  

Z naszych wstępnych analiz wynika, że dzięki intensywnie rozwijającej się od kilkunastu lat sprzedaży leków bez recepty na rynku polskim, budżet państwa mógł zaoszczędzić około 3,5 mld zł rocznie, co w obecnej sytuacji opieki zdrowotnej, przy trudnościach w dostępie do lekarzy pierwszego kontaktu i długim oczekiwaniu na konsultację, daje duże możliwości. Myślę, że dzięki temu minister zdrowia, patrząc całościowo na politykę lekową, również znajdzie czas dla branży leków bez recepty – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Ewa Jankowska, prezes zarządu Polskiego Związku Producentów Leków bez Recepty (PASMI).

Jankowska podkreśla, że leki OTC („over the counter”, czyli dostępne bez recepty) są bardzo pomocne w przypadku doraźnego leczenia prostych dolegliwości, takich jak: problemy żołądkowe, bóle głowy czy przeziębienie. Dzięki ich sprzedaży np. na stacjach benzynowych i w sklepach spożywczych Polacy, zwłaszcza na terenach wiejskich, mogą łatwiej kupić potrzebny im lek. Dlatego ich dostępność nie powinna ograniczać się jedynie do aptek, jak chce tego Naczelna Rada Aptekarska.

Na terenach wiejskich, gdzie mieszka ok. 40 proc. naszej społeczności, ludzie byliby pozbawieni możliwości poradzenia sobie z problemem – mówi Ewa Jankowska. – Trzeba też pamiętać, że nie wszystkie leki OTC są dostępne w sprzedaży pozaaptecznej. Są to tylko wybrane substancje, których profil bezpieczeństwa został sprawdzony, to jest minimum 10 lat weryfikowania bezpieczeństwa danego produktu sprzedawanego już na poziomie apteki. Są to głównie substancje przeciwbólowe i wykorzystywane w przeziębieniu i grypie oraz drobnych dolegliwościach żołądkowych.

Jankowska dodaje, że o spadek przychodów nie muszą obawiać się właściciele aptek i punktów aptecznych. Jak pokazują dane, obydwa kanały sprzedaży są komplementarne. Prezes PASMI wylicza, że wartość sprzedaży aptek i punktów aptecznych to ponad 28 mld zł. Leki OTC to mniej niż połowa z tego rynku – 11,7 mld zł. Tymczasem na rynku pozaaptecznym sprzedaje się te leki za tylko ok. 360 mln zł oraz suplementy diety za 100 mln zł. Do tego sprzedaż leków OTC w aptekach rośnie szybciej – w latach 2008-2012 aż o 25 proc.

PASMI na początku marca w odpowiedzi na postulaty Naczelnej Rady Aptekarskiej, zaproponowało premierowi i ministrowi zdrowia zwołanie okrągłego stołu w sprawie leków OTC.

Jest kilka kwestii, które powinniśmy omówić z Naczelną Radą Aptekarską, istotnych kwestii dotyczących bezpieczeństwa. Natomiast co do dostępności leków, to przynajmniej leki bez recepty powinny mieć jak najszerszą dostępność dla pacjenta – uważa Jankowska. – Chodzi o to, żeby pacjent zgodnie z konstytucją miał prawo zarówno do leczenia, opieki zdrowotnej, jaki i do stanowienia o sobie.

Dodaje, że liczy na zrozumienie ze strony Ministerstwa Zdrowia i skuteczniejszą politykę wsparcia dla rynku OTC.

Air France-KLM szykuje zmiany dla pasażerów w klasie biznes

CEO Magazyn Polska

Francusko-holenderski koncern lotniczy Air France-KLM liczy na kilkunastoprocentowy wzrost sprzedaży w Polsce w tym roku. Choć najważniejsze dla przewoźnika są trasy bezpośrednie z Warszawy do Paryża i Amsterdamu, nawet połowa pasażerów kontynuuje podróż do dalszych destynacji. Zachęcać ma ich do tego m.in. ulepszona oferta na pokładzie samolotów.

Przychód z Polski jest generowany na poziomie 1/3 całego regionu Europy Środkowej, pracujemy na najwyższym poziomie. W 2013 roku osiągnęliśmy nasze cele sprzedażowe, a nawet je przekroczyliśmy – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marcin Gielnik, przedstawiciel handlowy Air FranceKLM. – Wiemy, że obecny rok będzie okresem dużych zmian i inwestycji, które z pewnością pozwolą nam osiągnąć zaplanowane cele. Liczymy na kilkunastoprocentowy wzrost sprzedaży, jeżeli chodzi o sprzedaż z rynku polskiego.

Z Polski linie Air France i KLM oferują bezpośrednie połączenia z Warszawy wyłącznie do Paryża i Amsterdamu. W pierwszych trzech kwartałach 2013 r. (Urząd Lotnictwa Cywilnego nie opublikował całorocznych danych) przewoźnicy łącznie przewieźli ok. 158 tys. pasażerów (niecałe 1,5 proc. udziału w rynku). Gielnik podkreśla, że ok. połowa z nich kontynuowała podróż.

AF-KLM rozwija siatkę połączeń, zarówno długodystansowych, jak i europejskich. Koncern ze swoich baz w Paryżu i Amsterdamie uruchomił trasy m.in. do Montevideo (Urugwaj), Santiago de Chile, Fukuoki oraz Bergen, Zagrzebia, Turynu i Bilbao. Poza inwestycjami w nowe trasy grupa wprowadza zmiany również we flocie.

Dzięki strategii „Best & Beyond” Air France-KLM chce poprawić swoją ofertę właśnie dla pasażerów na trasach długodystansowych. Inwestycje łącznie wyniosą ok. 500 mln euro, a dzięki nim poprawi się komfort we wszystkich klasach podróży. Gielnik przypomina, że przewoźnik już podniósł standard w klasie ekonomicznej, a w tym roku zmiany obejmą wyższe klasy podróży.

W naszym projekcie „Best & Beyond uczestniczyło już 3,5 tys. osób od pasażerów, poprzez firmy doradcze, konsultingowe, aż do pracowników Air France i KLM. Dyskutowano i doradzano, w jaki sposób polepszyć naszą ofertę dla pasażerów. W związku z tym cały sztab ludzi opracował nową strategię rozwoju produktu od klasy ekonomicznej po klasę pierwszą – mówi Gielnik.

Obecnie zmiany trwają przede wszystkim w klasie biznes. KLM rozpoczął już proces wymiany foteli w Boeingach 747-400, który ma zakończyć się w ciągu najbliższych tygodni. Na lato zaplanowana jest wymiana foteli w Boeingach 777-200ER. Air France zamierza rozpocząć proces wymiany od samolotów Boeing 777-200ER i 777-300ER, a pierwsze zmodernizowane samoloty rozpoczną loty na przełomie czerwca i lipca tego roku.

Od maja tego roku będziemy wypuszczać nowości, jeżeli chodzi o zmiany produktowe w klasie pierwszej. Klient zauważy przede wszystkim nowe kabiny, wygodne fotele z nowym designem, formą przypominające kołyskę, co z pewnością wpłynie na poprawę komfortu podróży, zwłaszcza jeżeli chodzi o przelot nocny, czyli podczas snu. Standard spożywania posiłków na pokładzie również zostanie podniesiony –  pojawią się nowe stoliki, zwiększona zostanie również przestrzeń na blaty i nogi. – wylicza Gielnik.

Komfort pasażerów podniesie się także dzięki zmniejszeniu liczby miejsc o 9 proc., co przełoży się na więcej miejsca dla podróżnych. Gielnik dodaje, że KLM zaproponuje także fotel rozkładany do łóżka o długości ponad 2 metrów – największej w Europie. Obydwaj przewoźnicy w koncernie przygotowali też bogatą ofertę rozrywki pokładowej. W klasie biznes pasażerowie KLM będą mogli korzystać z 17-calowych monitorów, a w Air France z 16-calowych.

Gielnik dodaje, że poprawa standardu klasy biznes nie oznacza zmiany cen. Pozwoli jednak przewoźnikom zwiększyć wypełnienie dzięki podwyższonemu komfortowi.

Sieć drogerii Dayli chce mieć na koniec roku prawie 200 placówek. Rusza kampania reklamowa z udziałem sióstr Radwańskich

0

CEO Magazyn Polska

Sieć Dayli Polska, oferująca produkty drogeryjne razem ze spożywczymi oraz usługami finansowymi czy pocztowymi, planuje ekspansję w dużych miastach. Wkrótce rozpocznie się kampania reklamowa z udziałem sióstr Radwańskich. Zarząd jest przekonany, że nowatorska formuła sieci pozwoli na szybki rozwój w kraju.

Sieć Dayli Polska powstała w 2012 r. na bazie sklepów niemieckiej sieci Schlecker, która zbankrutowała. Jej polskie sklepy zostały przejęte przez spółkę Hygienika i przekształcone w sieć Dayli. Schlecker lokował swoje drogerie głównie w małych miejscowościach, były to również sklepy mniejsze niż np. Rossmann. Teraz nowy właściciel celuje w największe aglomeracje.

Odwracamy strategię poprzedniego właściciela sieci drogerii i poszukujemy lokalizacji w dużych miejscowościach – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Anna Wierzbicka, dyrektor generalna Dayli Polska. – W ciągu ostatnich dwóch miesięcy otworzyliśmy trzy sklepy w Warszawie i dalej planujemy rozwój, zarówno w Warszawie, jak i w innych większych miastach. Także wkrótce będzie nas widać i będzie o nas głośno.

W zwiększeniu rozpoznawalności marki ma pomóc także nowa kampania reklamowa.

Ruszamy z kampanią reklamową z udziałem sióstr Radwańskich, więc myślę, że świadomość i rozpoznawalność marki oraz to, czym są drogerie plus, drogerie Dayli, będzie za kilka miesięcy znacznie wyższa – przekonuje Wierzbicka.

Drogerie plus to kategoria sklepów, które oprócz klasycznych produktów higieniczno-kosmetycznych sprzedają także produkty i usługi z innych branż. W Dayli można kupić również żywność, usługi finansowe, pocztowe czy zagrać w Lotto.

Do tej pory nie mieliśmy w Polsce formatu, który łączyłby ze sobą drogerie i asortyment typu convenience, więc jest to zupełna nowość na naszym rynku – mówi Wierzbicka.

Zdaniem dyrektor generalnej Dayli Polska, zarówno sklepy typu convenience (małe, położone w centrach miast, z długimi godzinami otwarcia i podstawowym asortymentem), jak i drogerie są na rynku coraz bardziej popularne. Dotychczas bywały lokalizowane w osobnych placówkach.

W polskich miastach znajdują się one często obok siebie – mówi Wierzbicka. – Dlatego zdecydowaliśmy się połączyć drogerie i convenience w jedno. Widzimy w tym spore szanse na rozwój, zwłaszcza że obserwacja trendów pokazuje, że sieci wielkopowierzchniowe tracą potencjał – dodaje Anna Wierzbicka.

Sieć Dayli liczy ponad 170 drogerii. W ubiegłym roku przybyło ich 20.

Mężczyźni częściej niż kobiety zamawiają jedzenie do domu. Najczęściej pizzę, burgery i chińszczyznę

CEO Magazyn Polska

Mężczyźni zamawiają jedzenie do domu znacznie częściej niż kobiety. Przyczyną zazwyczaj jest wygoda lub brak umiejętności kulinarnych. Panowie najchętniej zamawiają pizzę i coraz bardziej popularne burgery.

Pizza to idealne danie dla większej liczby osób. Jest smaczna, sycąca i łatwo ją podzielić. Większość lokali gastronomicznych, nie tylko pizzerii, ma ją w swojej ofercie, dlatego zamówienie jest szybkie i proste, a wybór wariantu smakowego praktycznie nieograniczony – mówi agencji informacyjnej Michał Rokosz z portalu Foodpanda oferującego dostawę jedzenia z różnego rodzaju lokali gastronomicznych.

W ciągu ostatnich sześciu miesięcy w większych miastach odnotowano wyraźny wzrost zainteresowania burgerami. Do tej pory były dostępne głównie w barach. Obecnie są zamawiane do domu równie często jak pizza.  

Główną przyczyną rosnącej popularności burgerów jest znaczne podniesienie ich jakości i smaku. Obecnie danie to ma niewiele wspólnego z bułką z kotletem odgrzewanym w mikrofalówce w ciasnej przyczepie campingowej. Na rynku powstaje wiele coraz bardziej rozpoznawalnych brandów, które przyrządzają dobrej jakości hamburgery z prawdziwej wołowiny, ze zdrowymi dodatkami i niebanalnymi sosami. Takie burgery posiadają dużą wartość odżywczą, a ich ceny nie są wygórowane. Zestaw z frytkami można kupić nawet za 12 zł – dodaje Michał Rokosz.

Zamawiający coraz częściej zwracają uwagę na skład spożywanych posiłków. Wynika to ze wzrostu świadomości na temat metod produkcji żywności, prowadzenia zdrowego stylu życia lub określonej diety. Wiele lokali poszerza ofertę właśnie o dania dietetyczne, również w dostawie.

Reżim treningowy lub dieta nie są powodem, by rezygnować z dań z dostawą do domu. Różnego rodzaju lokale wegetariańskie lub serwujące zdrową żywność mają naprawdę bogatą ofertę. Nawet mniejsze lokale zorientowane na tradycyjną kuchnię polską zazwyczaj proponują też mniej kaloryczne i pozbawione tłuszczu dania, które spełniają wymogi nowoczesnych diet – zapewnia ekspert.

Mężczyźni najczęściej zamawiają jedzenie do domu w godzinach popołudniowych, a także w weekendowe wieczory.

Potrawą najczęściej zamawianą późnymi wieczorami lub w nocy jest pizza. Odnotowano również większe zainteresowanie dostawą do domu we wtorki i środy. Powodem są rozgrywki piłkarskie, np. Liga Mistrzów. Są one idealną okazją do spotkania w męskim gronie przy piwie i smacznym jedzeniu – mówi Michał Rokosz.

Zamawiając jedzenie przez internet, panowie decydują się na bardziej wyszukane potrawy, niż kiedy składają zamówienie telefonicznie. Im dłuższe przeglądanie menu, tym większa szansa na to, że wybiorą mniej popularne, regionalne lub egzotyczne danie, np. sushi.

Oświadczenie Zarządu w sprawie zbycia akcji na rzecz Członka Zarządu

0

W raporcie bieżącym nr 17/2014 opublikowanym w dniu 27 marca 2014 r. Zarząd MCI Management SA (Spółka) poinformował o zbyciu na rzecz Pana Sylwestra Janika, Członka Zarządu Spółki, 30.356 akcji Spółki („Akcje”). Zbyte akcje o wartości nominalnej 1,00 PLN każda w ilości 30.356 sztuk, stanowią 0,048 % udziału w kapitale zakładowym Spółki i uprawniają do 30.356 głosów na Walnym Zgromadzeniu Spółki, co stanowi 0,048 % udziału w głosach na Walnym Zgromadzeniu Spółki. Akcje zostały zakupione przez Pana Sylwestra Janika za kwotę 1 grosz za jedną akcję, łącznie za kwotę 303,56 zł.

Akcje przekazane Panu Sylwestrowi Jankowi przyznane zostały jako część wynagrodzenia w oparciu o decyzję Rady Nadzorczej Spółki, która w dniu 16 grudnia 2013 r. w drodze uchwały nr 2 przyjęła Indywidualny Program Motywacyjny dla Członka Zarządu, którego celem było powiązanie interesu kadry zarządzającej z interesem Spółki.

Podstawą prawną zbycia Akcji jest Uchwała nr 21/ZWZ/2013 Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia Spółki z dnia 28 czerwca 2013 r. w sprawie przyznawania akcji w ramach Programu Motywacyjnego oraz udzielenia upoważnienia dla Zarządu do zbywania akcji Spółki nabytych w ramach realizacji Programu Odkupu.

Asseco szuka szans inwestycyjnych na rynkach wschodzących. Stawia na kraje afrykańskie, Gruzję i Kazachstan

0

Asseco stawia na rynki wschodzące. Szansę rozwoju widzi w takich krajach, jak: Gruzja, Kazachstan, Wietnam i państwa afrykańskie. W Afryce ma już pierwsze kontrakty, takie jak budowa systemu komputerowego dla dystrybutora energii elektrycznej w Etiopii za nawet 10 mln dolarów.

 Kraje afrykańskie były naszą naturalną szansą od wielu lat. Wierzę, że w Polsce jest dużo wartości, i nie tylko dotyczy to informatyki, z którymi możemy wchodzić na te rynki. Głównie dlatego, że łatwiej nam zrozumieć kraje afrykańskie – to kraje biedne, a my do końca biedy nie zapomnieliśmy, więc mamy szansę rozumieć tych ludzi i te kraje lepiej niż firmy z krajów bogatych – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Adam Góral, prezes Asseco Poland.

Adam Góral wszedł w skład Rady Polskich Inwestorów w Afryce, której inicjatorem jest Jan Kulczyk, a której zadaniem będzie m.in. zachęcanie polskich firm do inwestycji na tym kontynencie. Coraz więcej polskich przedsiębiorców z zainteresowaniem przygląda się temu rynkowi. Góral podkreśla jednak, że niezbędna jest dobra oferta oraz stopniowe przekonywanie do naszych firm kontrahentów z Afryki.

Asseco zawarło już pierwszy kontrakt w Afryce. Wartość umowy z etiopską rządową agencją Information Network Security Agency sięgnie niemal 10 mln dolarów. Projekt budowy systemu informatycznego (fragment tzw. systemu billingowego) dla krajowego dystrybutora energii elektrycznej ma potrwać do końca 2015 r. Adam Góral przypomina, że podpisanie umowy było efektem rocznych przygotowań, które pozwoliły znacznie zmniejszyć ryzyko.

 – Projekt jest trudny. Musimy wykształcić mnóstwo Etiopczyków, którzy będą rozumieli nasze produkty. Jeśli odniesiemy sukces, to wiem, że dla rządu Etiopii staniemy się bardzo wiarygodną firmą. Mamy nadzieję, że spróbujemy wspólnie rozwiązywać inne problemy informatyczne tego kraju – zapowiada Góral.

Zaznacza, że potencjał rozwoju Etiopii w tym obszarze jest ogromny, bo w tej chwili tylko ok. jedna czwarta mieszkańców tego kraju ma dostęp do energii elektrycznej. Przy zawarciu kontraktu bardzo pomocne było wsparcie polskiego rządu i ambasady, którzy uwiarygodnili Asseco w oczach etiopskich kontrahentów.

Asseco nie wyklucza też rozwoju w Nigerii, choć prezes informatycznej spółki podkreśla, że jest to kraj znacznie bogatszy. Dlatego też jest więcej zagranicznych inwestorów, z którymi trzeba konkurować.

Góral dodaje, że przy inwestycjach w Afryce niezbędne jest myślenie długofalowe.

 – W naszych produktach, np. dla banków, firm ubezpieczeniowych, energetyki czy firm telekomunikacyjnych, jest zaszyta wiedza procesowa. Tam wiele firm i wiele instytucji jest dopiero na dorobku. Oni próbują w oparciu o opisane przez nas relacje biznesowe w systemach, budować swoje procesy – wyjaśnia Adam Góral. – My też występujemy tam jako konsultanci. Na tym polega nasza szansa, i zamierzamy ją wykorzystać, bo nie idziemy w kierunku uzależniania tych krajów od naszej firmy, ale wykształcimy tam ludzi. Pomożemy rządowi zbudować firmę software’ową. To jest model biznesu, który radzę przyjąć moim kolegom przedsiębiorcom, którzy będą próbowali tam zaistnieć w branży wysokich technologii, bo on jest bardzo fair – podkreśla prezes Asseco.

Asseco poza Afryką przygląda się też m.in. Gruzji, Kazachstanowi oraz Wietnamowi.

Zgodnie z najnowszym raportem CEED Institute, dla inwestorów zainteresowanych Afryką bardzo perspektywiczny jest sektor wydobywczy i bogate zasoby ropy naftowej, szczególnie w Afryce Subsaharyjskiej. Choć są one znacznie mniejsze niż na Bliskim Wschodzie, potencjał związany z niewydobywanymi lub nawet nieodkrytymi jeszcze złożami jest bardzo duży. CEED Institute podkreśla, że potwierdzone rezerwy ropy naftowej w Afryce wzrosły z 61 mld baryłek w 1992 r. do 130 mld baryłek w 2012 r. To niecałe 8 proc. światowych zasobów, ale naukowcy szacują, że na odkrycie czeka na tym kontynencie jeszcze co najmniej 100 mld baryłek ropy. Jak podkreślono w raporcie, większość krajów afrykańskich z zasobami ropy to kraje znajdujące się u progu rozwoju, gdzie inwestorzy będą mieli duże perspektywy inwestycyjne.

Komentarz indeksowy BossaFX 28 marca 2014 r.

Komentarz indeksowy BossaFX 28 marca 2014 r.
Analityk Techniczny- Michal Pietrzyca

Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji chce przyspieszyć budowę szerokopasmowych łączy

CEO Magazyn Polska

70 proc. polskich gospodarstw domowych jest w zasięgu sieci, ale szybkość łącz pozostawia wiele do życzenia. W poszczególnych regionach samorządy i firmy telekomunikacyjne budują infrastrukturę dla szerokopasmowego internetu, dzięki czemu w przyszłym roku 25 milionów Polaków będzie miało dostęp do internetu o prędkości 30 Mbps. W nowej perspektywie unijnej uzupełnianiem sieci będą zajmować się przedsiębiorcy telekomunikacyjni, a resort administracji i cyfryzacji chce im to zadanie ułatwić.

– Tworzymy już system monitoringu na rzecz tych projektów, które są realizowane w regionach i  w Polsce Wschodniej. Myślimy o tym, żeby ten system był na tyle uniwersalny, żeby można go było zastosować też do projektów z przyszłej perspektywy finansowej, tak żebyśmy mieli dokładną informację na temat postępu realizacji projektów, najlepiej w formie elektronicznej – mówi Małgorzata Olszewska, podsekretarz stanu w Ministerstwie Administracji i Cyfryzacji.

To powinno ułatwić pracę nie tylko przedsiębiorcom, którzy będą w kolejnych latach kontynuować rozbudowę i uzupełnianie sieci szerokopasmowej, lecz także administracji.

– Przedsiębiorcy, którzy zdecydują się na realizację projektów w przyszłej perspektywie finansowej, będą mogli za pośrednictwem elektronicznego narzędzia raportować o postępach swoich projektów, jak identyfikują ryzyka, jak realizują kamienie milowe w tych projektach – to jest bardzo ważne w metodyce prowadzenia tego typu projektów – wyjaśnia Małgorzata Olszewska w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes. – Instytucje, które są zaangażowane w ten proces – czy to nasze ministerstwo, czy to Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju – mają dostęp do tych samych danych w tym samym systemie. To bardzo usprawnia ich pracę. 

W zasięgu szybkiego internetu (o prędkości 30 Mbps) znajduje się dziś ok. 17 milionów Polaków. W przyszłym roku, dzięki toczącym się inwestycjom w poszczególnych województwach, liczba ta ma się zwiększyć do 25 milionów. Docelowo w 2020 roku wszyscy Polacy mają znaleźć się w zasięgu sieci o tej przepustowości, a co najmniej połowa gospodarstw domowych będzie mogła korzystać z internetu o prędkości 100 Mbps. To oznacza potrzebę wybudowania lub daleko idącej modernizacji łączy internetowych. Dziś prace te są prowadzone przez samorządy i przedsiębiorców telekomunikacyjnych, a wspomagane są środkami unijnymi.

– Planujemy, żeby te inwestycje były realizowane tylko i wyłącznie przez przedsiębiorców telekomunikacyjnych, ponieważ uważamy, że są to podmioty, które mają po pierwsze doświadczenie, a po drugie wiedzę na temat realizacji projektów w zakresie telekomunikacji w Polsce – twierdzi Małgorzata Olszewska. – Chcemy z tego zadania odciążyć samorządy terytorialne, aczkolwiek oczywiście dialog z lokalnymi samorządami, na których terenie te inwestycje będą realizowane, jest absolutne konieczny i niezbędny z naszego punktu widzenia.

Ważnym elementem przedsięwzięcia w nowej perspektywie jest centralizacja wydatków i nadzoru nad rozbudową sieci, którą zakłada Narodowy Plan Szerokopasmowy.

– Wydawać środki będziemy z jednego poziomu, a nie z poziomów regionalnych, przez co każdy region stosował inny model realizacji takiej inwestycji – zapewnia wiceminister.

Jednym z głównych zadań w ramach NPS będzie też tworzenie przyjaznego otoczenia prawnego i mechanizmów, które obniżą koszty inwestycji telekomunikacyjnych.

Wyzwaniem wciąż jest model przekazywania środków przedsiębiorcom telekomunikacyjnym, jednak trwają prace nad jak najlepszym jego dostosowaniem.

– Chcemy wdrożyć jak najskuteczniejszy model przekazywania środków przedsiębiorcom, żebyśmy w miarę szybko mogli to robić. Nie możemy czekać z realizacją tych inwestycji kolejne półtora roku. Chcielibyśmy przynajmniej na początku przyszłego roku być w fazie przygotowywania projektów i ich realizacji – zapewnia Małgorzata Olszewska.