Izba Domów Maklerskich chce powołania instytutu edukacji finansowej

CEO Magazyn Polska

Izba Domów Maklerskich opowiada się przeciw całkowitej deregulacji zawodów w branży finansowej, ponieważ jej zdaniem zmniejszy to zaufanie do rynku. Zdaniem IDM, uczestnicy rynku muszą sami wypracować standardy i je egzekwować, dopiero wtedy zniesienie licencji na poziomie ustawowym nie będzie groźne dla rynku. Pomóc miałby w tym instytut edukacyjny, który kształciłby osoby planujące karierę w branży finansowej oraz inwestorów.

Izba Domów Maklerskich uważa, że podnoszenie poziomu wiedzy wśród uczestników rynku oraz pośredników powinna być jednym z kluczowych elementów strategii rynku kapitałowego. Zwłaszcza, że rząd zamierza zderegulować zawód maklera papierów wartościowych i doradcy finansowego. Odpowiedni projekt trzeciej transzy deregulacyjnej został przyjęty przez Radę Ministrów w marcu.

– Edukacja oprócz regulacji uważana jest za jeden z elementów bezpieczeństwa rynku i utrzymania zaufania do niego. Najważniejszym elementem utrzymania stabilności i zaufania do rynku jest wyedukowany inwestor, który zdaje sobie sprawę z ryzyka. Jako Izba proponujemy powołanie branżowego instytutu edukacyjnego, który kształciłby kadry dla branży, w tym także certyfikowałby specjalizacje, które branża uzna wewnętrznie za potrzebne do wypełniania przez nią właściwej roli. Taki instytut prowadziłby też edukację powszechną. Podobne rozwiązania występują w innych krajach – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Waldemar Markiewicz, prezes Izby Domów Maklerskich.

Obok branżowego instytutu edukacyjnego, IDM postuluje, by  pozostawić licencję maklera oraz doradcy inwestycyjnego. Zdaniem Waldemara Markiewicza, licencje zwiększają zaufanie na rynku kapitałowym, ponieważ ograniczają ryzyko związane z niewystarczającym przygotowaniem pośredników finansowych, a także zmniejszają ryzyko nadużyć i przestępstw.

– Bardzo ważne jest, żeby utrzymać pewną formę licencjonowania maklerów i doradców inwestycyjnych. Oznacza to, że muszą być spełnione pewne wymogi, żeby zarządzać czyimś portfelem papierów wartościowych lub komuś doradzać w sprawach inwestycyjnych. Dlaczego to jest ważne? Bo to jest element zaufania do systemu, a więc inwestor, który przychodzi do danego domu maklerskiego czy banku, wie, że dany człowiek, który go obsługuje, spełnia co najmniej dwa kryteria. Po pierwsze, że ma autentyczną wiedzę, a po drugie, że jest osobą, która przestrzega zasad etyki zawodowej – uważa Markiewicz.

Nie oznacza to jednak, że licencjonowanie zawodów na rynku finansowym powinno być uregulowane na poziomie ustawowym. Mogą to robić uczestnicy rynku, zrzeszeni w dane organizacje – mówi prezes IDM.

– Rozumiemy częściowo regulatora w tym sensie, że likwiduje się licencje na poziomie państwowym. Na innych rynkach to nie jest na poziomie ustawowym, tylko rynek ustala pewne standardy, jednak tamte rynki kształtowały się przez 50 czy 80 lat. Dlatego uważaliśmy, że najpierw trzeba ustalić standard rynkowy przy współpracy z regulatorem, a potem ewentualnie deregulować to na poziomie ustawowym.

Według Waldemara Markiewicza, dojrzałe rynki kapitałowe, np. w Stanach Zjednoczonych, wypracowały zasady odnoszące się do kompetencji i etyki, które warto przenieść na polski grunt. Jednym z takich rozwiązań, które warto rozważyć, jest publicznie dostępna historia pracy osób, które pracują na rynkach finansowych. Za oceanem publikacją życiorysów maklerów i doradców zajmuje się organizacja brokerska FINRA.

Jest szansa na większy dostęp do pracy w Niemczech dla Polaków. Polska firma rekrutacyjna zdobywa rynek niemiecki

Dzięki zawarciu joint venture z niemiecką firmą Fiege, Work Service wejdzie na rynek niemiecki zarówno z ofertą rekrutacji pracowników, jak i outsourcingu. To też szansa na pracę dla pracowników czasowych z Polski. Firma skorzysta na silnej pozycji na niemieckim rynku marki Fiege i dzięki temu ma szansę zwiększyć tempo wzrostu przychodów, choć już w ubiegłym roku były one o 30 proc. wyższe niż w poprzednim.

Uważamy, że niezwykły potencjał rynku niemieckiego, wartego ponad 20 mld euro w porównaniu do 1 mld euro rynku polskiego, daje ogromne możliwości rozwoju w przyszłości. Uważamy, że dotychczasowy, ponad dwucyfrowy wzrost grupy, ponad 30 proc. w zeszłym roku, nie dość, że zostanie podtrzymany, to może być dzięki tej kooperacji znacznie wyższy. Fiege chce z nami działać na rynku nie tylko niemieckim, lecz także na rynku polskim – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Tomasz Misiak, prezydent rady nadzorczej Work Service SA.

Fiege to firma rodzinna z ponad 150-letnią tradycją. W 17 krajach ma ok. 11 tys. pracowników, a w 2012 r. jej przychody przekroczyły 1,5 mld euro. Tomasz Misiak podkreśla, że dzięki partnerstwu Work Service zyska lepszy dostęp do niemieckiego rynku. Podkreśla, że choć niemiecki rynek pracy jest otwarty dla Polaków, to firmy zza zachodniej granicy konserwatywnie podchodzą do zatrudniania pracowników z naszego kraju.

W tym momencie mamy dostęp do całego nowego rynku osób o wysokich kwalifikacjach i wydajności, które chcąc pracować w Niemczech. Do tej pory skupialiśmy się na pracownikach z Niemiec, a teraz otwieramy się na osoby z Polski i innych państw Europy Centralnej i Wschodniej, aby mogli pracować w Niemczech i to jest teraz nasza duża przewaga nad konkurencją – przekonuje Jens Fiege, członek zarządu Fiege Logistik Stiftung & Co. KG.

Tomasz Misiak zapowiada, że dzięki współpracy Work Service rozwinie ofertę rekrutacji oraz outsourcingu zasobów ludzkich na rynku niemieckim. Podkreśla, że spółka ma duży potencjał rozwoju w sektorze IT, a także pod względem pracowników medycznych. Skorzystać mogą też polscy pracownicy czasowi, dla których będzie teraz więcej pracy w Niemczech.

Na nowej spółce joint venture skorzysta też Fiege, które już od 12 lat ma spółkę w Polsce.

Myślę, że wraz ze stworzeniem spółki z Work Service będziemy mogli wprowadzić naszą firmę, zajmującą się zatrudnieniem tymczasowym, na kolejny poziom rozwoju. Sami rozwijamy z sukcesami firmę w Polsce od 12 lat i jesteśmy pewni, że wraz z Work Service uda nam się jeszcze bardziej zwiększyć nasz rozwój – ocenia Fiege.

Dodaje, że interesy obydwu spółek są bardzo zbliżone. W ocenie Jensa Fiegego obydwie firmy są nastawione przede wszystkim na rozwój długoterminowy i planują działalność perspektywicznie. To właśnie zbliżone interesy oraz podobne wartości w prowadzeniu biznesu były czynnikiem decydującym o wyborze Work Service jako partnera.

Fiege zapewnia, że dzięki współpracy obydwie spółki szybciej osiągną swoje cele i będą mogły znacznie poprawić wyniki. Dodaje, że joint venture zostawia obydwu partnerom dużą swobodę, bo według niego od konkretnych działań krótkoterminowych bardziej liczy się wspólny cel i długoterminowa strategia.

Inea walczy o połowę rynku dostępu do internetu w Wielkopolsce dzięki publicznej sieci szerokopasmowej

0

CEO Magazyn Polska

Inea chce zdobyć połowę rynku dostępu do internetu w Wielkopolsce. Zasięg sieci ma objąć całe województwo. Poza własnymi światłowodami, spółka zamierza korzystać także z Wielkopolskiej Sieci Szerokopasmowej (WSS). Choć termin ukończenia inwestycji to marzec 2015 r., Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji chce zakończyć projekt w tym roku. Potem Inea nie wyklucza wyjścia poza Wielkopolskę.

– Jesteśmy we wszystkich mniejszych miejscowościach, które są wzdłuż naszych linii łączących miasta powiatowe czy większe miasta z Wielkopolski. Natomiast oczywiście to, co robimy w tej chwili, jest w oparciu o sieci światłowodowe, które wybudowaliśmy, ponieważ ta budowa była opłacalna, bo łączyła duże miasta. Natomiast następną część strategii chcemy realizować w oparciu o sieć WSS, która właśnie w tym celu powstaje. Powstaje w tych miejscach, w których po prostu najnormalniej w świecie operatorowi rynkowemu nie opłaci się budować sieci backbone’owej [szkieletowej – red.] – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Janusz Kosiński, prezes zarządu firmy Inea.

Projekt WSS rozpoczął się we wrześniu 2011 r. W jego ramach ma powstać 576 punktów dostępowych (co najmniej jeden w każdej wielkopolskiej gminie) oraz ok. 4500 km sieci światłowodowych. Projekt ma łącznie kosztować ponad 410 mln zł. Ok. 280 mln zł da Unia Europejska, reszta będzie pochodzić ze środków Urzędu Marszałkowskiego Województwa Wielkopolskiego oraz akcjonariuszy – Inei i Asta-Net. Projekt musi zakończyć się do marca 2015 r., ale niedawno Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji umieściło WSS wśród priorytetów na ten rok.

Kosiński podkreśla, że WSS pozwoli spółce rozwinąć ofertę na terenach poza głównymi miastami. Wyeliminowanie tzw. białych obszarów NGA (sieci nowej generacji) to główny cel budowy WSS. Jak wynika z danych spółki WSS, prawie 70 proc. mieszkańców Wielkopolski (i aż ponad 99 proc. miejscowości) nie ma dostępu do usług NGA.

WSS to sieć szerokopasmowa, która swoją obecnością w Wielkopolsce spowoduje, że każde gospodarstwo domowe do najbliższego węzła będzie miało mniej niż 4 kilometry. To jest idealna baza do tego, żeby nie tylko Inea, lecz także inni operatorzy mogli się rozwijać i budować sieci dostępowe – przekonuje Kosiński.

Inea już teraz ma silną pozycję w mniejszych ośrodkach. W ubiegłym roku spółka zaoferowała swoje usługi w niemal 50 miejscowościach w Wielkopolsce i tuż poza jej granicami (m.in. w Babimoście, znajdującym się już w województwie lubuskim). Operator zapewnia m.in. dostęp do wojewódzkiej telewizji WTK, a także do specjalnego kanału klubu piłkarskiego z Poznania Lech TV. Ten drugi kanał znajduje się tylko w sieci Inei.

Robimy to, ponieważ uważamy, że buduje to przewagę konkurencyjną dla operatora telekomunikacyjnego – mówi Kosiński. Dodaje – Pewnie będziemy się zastanawiać nad wyjściem poza Wielkopolskę. Natomiast będziemy robić to samo, co robimy w Wielkopolsce.

Inwestycje w budownictwie spadły o jedną trzecią

0

CEO Magazyn Polska Kryzys w budownictwie trwa, choć pojawiają się oznaki ożywienia. Związek Zawodowy „Budowlani” uważa, że największa fala upadłości firm z tej branży dopiero nastąpi. Jednak liczy na nowe zamówienia i powolne odbijanie się branży od dna. Jednak rozwój jest uzależniony od wzrostu liczby pozwoleń na budowę i likwidacji zatorów płatniczych.

Według Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa spadek produkcji budowlanej wyniósł 40 procent i nie widać sygnałów poprawy sytuacji. Z raportu Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości oraz Małopolskiej Szkoły Administracji Publicznej „Instrument Szybkiego Reagowania” wynika, że rok 2014 dla budownictwa wciąż będzie trudny, a wiele przedsiębiorstw we wszystkich działach budownictwa będzie zagrożonych upadłością. Jednak sami budowlańcy wykazują umiarkowany optymizm.

Ciepła zima umożliwiła pracę przedsiębiorstwom budowlanym, jednak inwestycje w ostatnich latach spadły.

Szacujemy, i my, i związki pracodawców, że front inwestycyjny zmniejszył się mniej więcej o 30 proc. Trudno będzie takie spadki nadrobić, choć widzimy pewne symptomy wychodzenia z kryzysu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Zbigniew Janowski, przewodniczący Związku Zawodowego „Budowlani”.

Szef związku wskazuje na zapowiedzi dotacji unijnych do budowy dróg, do budowy kolei, do budowy wielkich infrastrukturalnych obiektów. Uważa, że budownictwo infrastrukturalne po wyczerpaniu się transzy unijnej wpadło w kłopoty.

Pamiętajmy, że firmy budowlane bankrutowały i bankrutują w dalszym ciągu. Szacuje się, że dołek jeszcze nie nastąpił. Mamy także zatory płatnicze, a to wszystko wiąże się ze zwolnieniami. Jeśli nie ma inwestycji, to firmy ograniczają zatrudnienie. Jako związkowcy odczuwamy to bardzo boleśnie – komentuje przewodniczący Związku Zawodowego „Budowlani”.

Szef związków wskazuje także na sytuację w budownictwie mieszkaniowym. Zauważa, że program „Mieszkanie dla młodych” jest adresowany głównie do deweloperów i do rynku pierwotnego, z pominięciem rynku wtórnego. Co więcej sądzi, że ceny nowych mieszkań uwzględniane w programie wykluczają inwestycje w dużych miastach, gdzie ceny są wyższe niż zagwarantowane w kredycie.

Co prawda ostatnio ceny stoją w miejscu, ale społeczeństwo nie ma pieniędzy na zakup nowych mieszkań. Brakuje też nowych programów inwestycyjnych – twierdzi Zbigniew Janowski.

Zauważa też, że w efekcie deweloperzy starają się sprzedać już wybudowane mieszkania i przerzucają się na budownictwo biurowe, gdzie widać poprawę koniunktury. Sądzi, że nie ma co marzyć o podwyżkach cen w budownictwie w najbliższym czasie.

Bez względu na sytuację, związek patrzy na rynek optymistycznie, zakładając, że gospodarka odbije się od dna i pojawi nowy front inwestycyjny.

W niewielkim stopniu wzrosła w styczniu liczba pozwoleń na budowę. To napawa nadzieją, że będzie budowanych więcej mieszkań – zakłada szef związku zawodowego.

Dodaje, że nowe szanse to: wzrost zatrudnienia, budowa nowych dróg, inwestycje infrastrukturalne i nowe elektrownie. Związkowiec wskazuje, że wciąż problemem są zatory płatnicze, i że wynika to z ustawy o zamówieniach publicznych preferującej najniższą cenę czy przynajmniej prowadzącej do takiej praktyki. Związek Zawodowy „Budowlani” w porozumieniu z organizacjami pracodawców zamierza opracować branżowe porozumienie, które zmieni podejście komisji przetargowych. W ramach tego porozumienia zostanie określona minimalna cena przetargowa w oparciu o minimalną płacę, tak, by można było oszacować, czy oferent nie zamierza zatrudniać pracowników bez odpowiednich umów.

Ostatnio zdarzało się, że inwestorzy oferowali ceny poniżej jakichkolwiek norm, a następnie porzucali budowy, prowadząc do sytuacji, w której cena inwestycji stawała się wyższa niż wynikałoby to z kosztorysu inwestorskiego – komentuje Zbigniew Janowski.

Związkowiec dodaje, że takich patologii należy unikać, a proponowane zmiany spowodują, że polskie firmy nie będą już w takim tempie bankrutowały.

Na budowę domu Polacy wydają średnio 360 tys. złotych. Najwięcej domów buduje się na Mazowszu i Śląsku

CEO Magazyn Polska

Niewielki dom, najchętniej na wsi i w stanie surowym – takich domów wedle badań portalu Oferteo.pl szukali Polacy w 2013 roku. Największą popularnością cieszyła się tradycyjna budowa, a jednym z ważniejszych czynników przy budowie była cena. Najczęściej wybierane działki to te w województwach mazowieckim i śląskim.

 – Przeanalizowaliśmy ponad 3,5 tys. zapytań ofertowych składanych przez osoby, które decydują się na budowę domu, a także przeprowadziliśmy pogłębione wywiady ankietowe z osobami, które już realizują budowę domu. Na podstawie tych odpowiedzi przygotowaliśmy raport, który pokazuje przede wszystkim, że Polacy podchodzą tradycyjnie do budowy domu – mówi w rozmowie z portalem Newseria Karolina Pluta z serwisu Oferteo.pl.

Jak wynika z raportu, większość Polaków wybiera mniejsze domy, o powierzchni użytkowej między 100 a 150 metrów kwadratowych. Przy budowie stawiają na tradycję, wybierają technologię murowaną, z dachówką ceramiczną. Większość budowanych domów nie ma piwnic. Decyduje się na nie jedynie co dziesiąty Polak budujący dom. Najchętniej wybierane są działki znajdujące się na terenach wiejskich, a kluczowym kryterium wyboru jest cena. Jak pokazują badania, przeciętna cena za metr kwadratowy na wsi wynosi 79 złotych. W stosunku do dużych miast różnica jest ogromna – tu za metr trzeba zapłacić nawet siedem razy więcej.

 Nasi ankietowani zaznaczają, że budowa domu trwa od 1 do 3 lat, dlatego też zalecamy, aby dobrze przemyśleć całą inwestycję. Przede wszystkim to, jaki ten wymarzony dom będzie, gdzie będzie zlokalizowany, gdzie najlepiej będzie kupić działkę, ale również warto dobrze wybrać ekipę budowlaną – wymienia Karolina Pluta.

Jak pokazują przeprowadzone badania, większość Polaków poszukiwania ekipy budowlanej zaczyna dość późno. Ekspertka przekonuje jednak, że warto jednak podejść do tego zadania poważnie i dokładnie sprawdzić firmy – jaką cieszą się opinią i jakie dotychczas realizowały budowy.

Wcześniejsze znalezienie firmy pozwoli nie tylko na wybranie najkorzystniejszej oferty, lecz także na rozpoczęcie budowy w takim terminie, w jakim my chcemy, a nie w jakim wymarzona firma jest dostępna – ocenia Pluta.

Zakup domu w stanie pod klucz, to poważny wydatek. Przeciętnie trzeba liczyć się z kosztem rzędu 360 tysięcy złotych. Dom w stanie surowym otwartym, czyli bez okien i drzwi, jest znacznie tańszy – cena wynosi około 201 tysięcy. Jak pokazuje raport Oferteo, Polacy preferują system gospodarczy. 

Najczęściej chcą zlecać pierwszej firmie budowlanej oddanie domu w stanie surowym zamkniętym bądź surowym otwartym. Kolejne etapy budowy będą realizowali wspólnie z innymi firmami. Taki system pomoże lepiej zarządzać kosztami, co jest szczególnie ważne, kiedy wiadomo, że budowa domu jest inwestycją bardzo długą, bardzo kosztowną – mówi Karolina Pluta.

Taki system pozwala mieć większą kontrolę nad kosztami, zwłaszcza że podczas budowy mogą pojawić się dodatkowe koszty, jak na przykład utworzenie drogi dojazdowej, instalacja kanalizacji czy wzrost ceny materiałów budowlanych. Jak pokazują badania, koszty te zazwyczaj nie przekraczają jednak 10 procent początkowej wyceny.

Rynek reklamy czeka dobry rok, ale potrzeba nowych pomysłów na promocję

Polacy są coraz bardziej odporni na reklamy. Kampanie są do siebie podobne, więc zdaniem ekspertów na rynku będzie następował ruch w kierunku innowacyjnych promocji. To szansa dla domów mediowych i twórców reklam. Dzięki dobrej koniunkturze w gospodarce wydatki na reklamę będą rosły.

Moim zdaniem rynek reklamy jest przeinwestowany. Reklamodawcy inwestują za dużo w komunikację, mogą z tym samym skutkiem inwestować mniej. Skutek ten, generalnie rzecz biorąc, jest słaby. Efektywność reklamy w czasie maleje – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jakub Bierzyński, prezes domu mediowego OMD. – To, co jeszcze 3 lata temu działało, teraz przestało. I to jest nadzieja dla rynku reklamowego, bo to znaczy, że musimy zacząć znowu myśleć, a nie tylko wydawać więcej pieniędzy.

Bierzyński podkreśla, że rok 2014 zapowiada się dobrze dla branży reklamowej. Wynika to przede wszystkim z poprawy koniunktury gospodarczej. Jak przypomina, już rok temu wydatki na reklamę nieznacznie wzrosły, a w tym roku ożywienie powinno być bardziej zauważalne. Nie we wszystkich branżach wyniki będą jednak tak samo dobre.

O ile w sektorze detalicznym i w handlu poprawa będzie wyraźna, o tyle reklamodawcy z sektora FMCG (towary szybko zbywalne) oraz telekomunikacyjnego przeznaczą na reklamę mniej pieniędzy. Zwłaszcza w tym pierwszym przedsiębiorcy są zmuszeni walczyć o utrzymanie marży i mogą znacznie obciąć wydatki marketingowe.

Głównie ze względu na bardzo dynamiczny rozwój marek własnych dyskontów, szczególnie Lidla i Biedronki, ale myślę także o Żabce. Jest takich trzech graczy, którzy bardzo intensywnie się rozwijają i którzy wprowadzają na rynek swoje własne marki produkowane na ich zlecenie. Te marki coraz skuteczniej konkurują z dużymi międzynarodowymi brandami, które tradycyjnie były najbardziej wspierane w mediach reklamą. A po drugie jest to kwestia wojny o marżę – analizuje Bierzyński.

Dodaje, że mając do dyspozycji mniejsze budżety, przedsiębiorcy z branży FMCG przeznaczają środki raczej na wsparcie sprzedaży, a nie na reklamę. Zyskują na tym sieci dystrybucyjne.

Podobnie jest w sektorze telekomunikacyjnym, gdzie nasycenie rynku doprowadziło do znacznego spadku marż. Do tej pory firmy z tego rynku wydawały, w ocenie Bierzyńskiego, nieracjonalnie dużo na reklamę. Te środki nie przekładały się na poprawę wyników sprzedażowych, a stanowiły poważne obciążenie dla budżetów spółek.

Wszyscy operatorzy szukają oszczędności. Wydatki na marketing i reklamę są naturalnym, szybkim źródłem oszczędności po to, żeby wykazać inwestorom lepsze wyniki. Pierwsza weryfikacja przyszła po przejęciu Polkomtela przez pana Solorza. Tu widać tąpnięcie od razu w wydatkach, co pokazuje tylko, że wydatki na reklamę w tym sektorze nie przekładały się na faktyczną sprzedaż. Właściciele firm walczą o pozytywny wynik finansowy, żeby pokazać ten wynik na giełdzie, a w mniejszym stopniu zabiegają o pozyskanie nowych klientów – tłumaczy Bierzyński.

Dodaje, że nieefektywność wydatków na reklamę to nie tylko problem branży telekomunikacyjnej, lecz także całego rynku. Według Bierzyńskiego reklamodawcy od wielu lat walczyli głównie pod względem wydatków na marketing, a bez rzetelnej oceny skutków. Doprowadziło to do ciągłego wzrostu wydatków, a także do tego, że kampanie konkurencyjnych firm są coraz bardziej do siebie podobne. To z kolei uodporniło Polaków na reklamę.

Zdaniem Bierzyńskiego, szczególnie reklama telewizyjna pochłania nieproporcjonalnie dużo środków w stosunku do efektywności.

W ciągu ostatnich lat jakość tej komunikacji bardzo się popsuła. Wszyscy robią to, co wszyscy. Wszyscy naśladują swoje wzajemne komunikaty. Jeżeli teraz widzę kampanię środków farmaceutycznych, to naprawdę nie wiem, czyja to jest kampania. Bo one wszystkie są identyczne. Reklamodawcy ścigają się bardzo podobnym komunikatem i podobnym konceptem, wydając po prostu więcej i to jest nieefektywna metoda prowadzenia biznesu  – ocenia Bierzyński.

Rząd zajmie się dziś specjalnymi strefami ekonomicznymi. Doprecyzuje zasady ich działania

Rząd zajmie się dziś zmianami w ustawie o specjalnych strefach ekonomicznych. Będą one dotyczyły m.in. zasad zwrotu pomocy publicznej na wniosek firmy lub wygaszania zezwolenia na działalność w SSE. Projekt ma też doprecyzować sposób ubiegania się o pomoc na terenach nieobjętych jeszcze strefą. Zdaniem wiceprezesa Wałbrzyskiej SSE, zachęty dla przedsiębiorców to szansa na rozwój usług outsourcingowych w mniejszych aglomeracjach.

Przyszłość outsourcingu to badania rozwojowe czy usługi, które mają na celu rozwój nowoczesnego zarządzania – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Jakacki, wiceprezes Wałbrzyskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej Invest Park. –  Chodzi tu między innymi o zarządzanie poprzez projekty.

W Wałbrzyskiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej jest kilka firm świadczących usługi outsourcingowe w zakresie logistyki. Jednak gorzej
jest, jeśli chodzi o rynek IT, finanse czy księgowość.

Wynika to z przekonania o braku zasobów ludzkich w naszym regionie albo przynajmniej z przekonania firm prowadzących te usługi, że takich zasobów nie ma – mówi Jakacki. –  Jednak dzisiaj w aglomeracji wałbrzyskiej są takie zasoby. Na terenie Wałbrzycha działają trzy szkoły wyższe: filia Politechniki Wrocławskiej, Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa, Wałbrzyska Szkoła Zarządzania i Przedsiębiorczości. Ich absolwenci zaczynają już wchodzić na rynek pracy – dodaje rozmówca Newserii Biznes.

Tym, co sprawia, że inwestorzy chętnie lokują swoje zakłady w specjalnych strefach ekonomicznych, są ulgi podatkowe. Wysokość zwolnień podatkowych czy innych przywilejów zależy od wielkości inwestycji i kosztów utworzenia nowych miejsc pracy.

Główną zachętą dla inwestorów jest zwolnienie z podatku dochodowego – mówi Tomasz Jakacki. –  W aglomeracji wałbrzyskiej małe i średnie przedsiębiorstwa mogą liczyć nawet na 60 procentowy zwrot nakładów inwestycyjnych lub dwuletnich kosztów utworzenia miejsc pracy – mówi Jakacki. – Trochę mniej mogą uzyskać duże firmy – dodaje.

Wałbrzyska Specjalna Strefa Ekonomiczna Invest-Park licząca ok. 2,2 ha to największa polska specjalna strefa ekonomiczna. Obejmuje tereny położone w województwach wielkopolskim, lubuskim, dolnośląskim i wielkopolskim. W ostatnich dniach zezwolenie na produkcję otrzymały m.in. Electrolux (który planuje zainwestować 11 mln zł) i zajmująca się mechaniczną obróbką metalu firma SACHER, która zamierza zainwestować 3 miliony. W 2014 r. planowane jest wydanie dwudziestu kilku zezwoleń.

Polskie akcenty na Cannes Shopping Festival 2014

Zbliża się jedenasta edycja Cannes Shopping Festival, jednego z największych wydarzeń w świecie mody. W tym roku prezentacja twórczości uznanych projektantów odbędzie się w dniach od 18 do 21 kwietnia. Warto odnotować, że w bogato przygotowanym programie, obejmującym przede wszystkim pokazy mody, paletę tematycznych wieczorów i porady designerów, nie zabraknie polskich akcentów.

Obecność stylistów znad Wisły w tak prestiżowym projekcie cieszy i napawa optymizmem. Zaproszenie do udziału w Cannes Shopping Festival jest bowiem zarówno wysokim wyróżnieniem, jak i wielką szansą. To również dowód na to, że polski rynek mody z roku na rok coraz bardziej się rozwija, osiągając w rezultacie – jak widać – światowy poziom.

Polskim dniem w Cannes będzie poniedziałek 21 kwietnia, kiedy to w Palais des Festival nasi najwięksi designerzy pokażą światu zaprojektowane przez siebie kreacje. Wśród nich znajdą się m.in. unikalne kreacje wieczorowe Sylwii Romaniuk, perfekcyjnie wykończone obuwie Justyny Mariotti oraz wyjątkowa biżuteria Firmy Jubilerskiej Pietrzkiewicz. Nie zabraknie również szerokiej gamy ekskluzywnych torebek sygnowanych marką antbag by ania. Ich niepowtarzalne wzory i najwyższej jakości wykończenie sprawiło, że przypadły one do gustu m.in. światowej sławy tenisistce Serenie Williams.

Zaproszenie polskich projektantów to dowód, że moda w Polsce się rozwija i ma się dobrze. To również dowód na to, że mamy zdolnych projektantów i duży popyt na niszowe marki.

Warta w 2013 r.: świetne wyniki na trudnym rynku

Spółki Warty osiągnęły w 2013 r. znakomite wyniki finansowe, z powodzeniem rywalizując na bardzo konkurencyjnym rynku. Sprawnie i szybko przeprowadzona integracja Warty i HDI Asekuracja poprawiła pozycję konkurencyjną spółki majątkowej.

– 2013 r. był okresem bardzo intensywnej pracy nad integracją spółek Warty i HDI Asekuracja. Osiągnięte w tym czasie wyniki pokazują, że dobrze wybraliśmy strategię integracji dwóch tak dużych podmiotów i metody jej przeprowadzenia. Kluczem do sukcesu była szybkość połączenia dwóch spółek, w jeden sprawnie działający organizm, który zajął pozycję wicelidera rynku. Dziś można powiedzieć, że kluczowe projekty integracyjne są już zakończone, w wielu wypadkach przed zakładanymi terminami. Jesteśmy szczególnie zadowoleni z tego, że integrując spółki jednocześnie potrafiliśmy z powodzeniem rywalizować na bardzo konkurencyjnym rynku – mówi Jarosław Parkot, prezes zarządu TUiR i TUnŻ Warta.

Majątkowa Warta zebrała w 2013 r. 3,4 mld zł składek brutto. Równocześnie spółka wykazała znakomite wyniki finansowe. Wynik techniczny na poziomie 97 mln zł jest ponad dwa razy lepszy niż osiągnięty w 2012 r. Zysk netto w wysokości 244 mln zł jest również znacząco wyższy, jeśli porównywać tylko efekty regularnej działalności Warty, bez tzw. transakcji jednorazowych (w 2012 r. spółka sprzedała z zyskiem swoje udziały w PTE i TFI).

– Strategiczna decyzja o oferowaniu ubezpieczeń indywidualnych pod dwiema markami (Warta i HDI) w ramach jednej spółki TUiR Warta, pozwoliła nam na utrzymanie klientów obu marek w warunkach bardzo ostrej konkurencji. Obecnie mamy bardzo szeroką ofertę dla każdego Polaka. Konsekwentnie rozwijamy ją i pracujemy nad jeszcze lepszym pozycjonowaniem. Jednocześnie pamiętamy o właściwej selekcji ryzyka i segmentacji klientów, co zapewnia nam rentowność działalności. Za nami okres zmian operacyjnych, które świetnie przygotowały nas do rywalizacji na rynku ubezpieczeniowym. Teraz koncentrujemy się na rozwoju sprzedaży. W 2014 r. chcemy wykorzystywać nasze przewagi konkurencyjne do dalszego umacniania naszej pozycji – wyjaśnia Jarosław Parkot.

Z początkiem 2014 r. Warta wprowadziła zupełnie nową organizację sieci sprzedaży. Wszyscy sprzedawcy (około 16 tys. osób) dostali możliwość oferowania zarówno ubezpieczeń pod marką HDI, jak i Warty. Do tej pory tylko część z nich miało takie uprawnienia. Oznacza to istotne zwiększenie dostępności do bardzo szerokiej oferty spółki. Jednocześnie utrzymano odrębność w zarządzaniu dwiema sieciami sprzedaży. Agenci oferują też zupełnie nową paletę ubezpieczeń komunikacyjnych, której konstrukcja uwzględnia różne potrzeby klientów marek HDI i Warty.

Innowacyjność i wysoka jakość oferty sprawiają, że ubezpieczenia Warty cieszą się niezmiennym uznaniem konsumentów i ekspertów. W ostatnim czasie ubezpieczeniom mieszkaniowym ankietowani konsumenci przyznali tytuł „Dobry Produkt 2013 – Wybór Konsumentów”.

– W ubezpieczeniach na życie z powodzeniem realizujemy strategię zwiększania znaczenia w portfelu ubezpieczeń ze składką regularną, które przynoszą nam niemal 16 proc. przychodów ze składek. Nasz rozwój opiera się na trzech filarach – współpracy typu bancassurance, ubezpieczeniach grupowych oraz indywidualnych. Sukcesywnie zwiększamy dostępność naszej oferty przez rozbudowę sieci sprzedaży – mówi Jarosław Parkot.

W efekcie, na koniec 2013 r. spółka życiowa Warty również osiągnęła znakomite wyniki, znacznie lepsze od planowanych. Przychody ze składek wyniosły 2,2 mld zł. Wynik techniczny wyniósł 18 mln zł, a zysk netto 21 mln zł.

– W ostatnich miesiącach odnowiliśmy naszą paletę produktów, zarówno dla klientów indywidualnych jak i grupowych. Oferowane ubezpieczenia są nowoczesne i spełniają oczekiwania klientów, co powinno przełożyć się na lepsze wyniki sprzedaży. Podpisaliśmy też trzy długoterminowe umowy o współpracy z dużymi bankami, co znajdzie odzwierciedlenie w tegorocznych wynikach. Obecnie w ramach szeroko pojętej współpracy bancassurance współpracujemy z 26 partnerami, którzy mają w ofercie 35 naszych produktów. Jesteśmy już po fuzji prawnej spółek TUnŻ Warta i HDI-Gerling Życie. Teraz czas na integrację operacyjną. Będziemy tu wykorzystywać dobre praktyki i doświadczenia z procesu połączenia spółek majątkowych. To pozwoli szybko i sprawnie przygotować naszą firmę do rywalizacji w segmencie ubezpieczeń na życie – mówi Jarosław Parkot.

Obie spółki tradycyjnie gwarantują swoim klientom stabilność. Wskaźniki bezpieczeństwa finansowego kształtują się na poziomie wyższym od wymogów ustawowych. Na koniec 2013 r. wskaźnik pokrycia marginesu wypłacalności środkami własnymi w TUiR WARTA wyniósł 303%, a wskaźnik pokrycia rezerw techniczno-ubezpieczeniowych aktywami 124%. Dla spółki życiowej te wskaźniki wyniosły odpowiednio 230% i 112%. Warto też przypomnieć, że agencja ratingowa Standard&Poor’s utrzymuje bardzo wysoką ocenę Warty na poziomie A z perspektywą stabilną.

Inauguracja kampanii „Tydzień z Internetem”

24 marca 2014 r. (poniedziałek) o godzinie 11.30 w Pałacu Prezydenckim Szef Kancelarii Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Jacek Michałowski weźmie udział w uroczystej inauguracja kampanii „Tydzień z Internetem”. Inauguracji towarzyszyć będzie dyskusja o roli Internetu w budowaniu społeczeństwa obywatelskiego oraz zaprezentowany zostanie wspólny projekt Kancelarii Prezydenta RP i Kancelarii Senatu pod Honorowym Patronatem Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego „Cyfrowe Archiwa Przełomu 1989-1991”. „Tydzień z Internetem” to ogólnoeuropejska akcja koordynowana przez organizację pozarządową Telecentre Europe, wspierana przez Neelie Kroes, Wiceprzewodniczącą Komisji Europejskiej i Komisarz Unii ds. Agendy Cyfrowej. Celem kampanii jest pokazanie, jak Internet i znajomość nowych technologii mogą pomóc w poszukiwaniu pracy i zaplanowaniu przyszłości zawodowej.

Źródło: Prezydent.pl